FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
4
Rekordy mistrzostw świata:
Brazylijczyk Pelé jest jedynym zawodnikiem w historii, który trzykrotnie zdobył tytuł mistrzowski (1958, 1962, 1970, natomiast jego rodak Cafu jako jedyny w historii wystąpił w trzech różnych meczach finałowych rozgrywek (1994, 1998, 2002).
Rekordowo w pięciu mistrzostwach wystąpiło sześciu zawodników: Meksykanie Antonio Carbajal (1950–1966), Rafael Márquez (2002–2018) oraz Andrés Guardado (2006–2022), Niemiec Lothar Matthäus (1982–1998), Argentyńczyk Lionel Messi (2006–2022) i Portugalczyk Cristiano Ronaldo (2006–2022).
Cristiano Ronaldo jest jedynym, który strzelił gola w pięciu różnych turniejach, natomiast Lionel Messi jako jedyny zaliczył asystę w pięciu różnych turniejach.
Do Messiego należą także rekordy: największej liczby rozegranych spotkań (26), największej liczby rozegranych minut (2314), największej liczby rozegranych meczów jako kapitan (19) oraz największej liczby zdobytych nagród "zawodnika meczu" (11).
Najlepszym strzelcem w historii mistrzostw świata w piłce nożnej jest reprezentant Niemiec Miroslav Klose (2002–2014), który zdobył 16 goli. Jest on także posiadaczem rekordu największej liczby wygranych spotkań (17). Na drugim miejscu jest Brazylijczyk Ronaldo (1994–2006, 15 goli). Trzecie miejsce zajmuje Niemiec Gerd Müller, który ma na koncie 14 goli. Czwartą pozycję zajmuje Lionel Messi ex aequo z Francuzem Just Fontaine, który wszystkie swoje 13 goli zdobył podczas turnieju w 1958 rok – rekord pod względem liczby bramek na jednym turnieju.
Brazylijczyk Mário Zagallo, Niemiec Franz Beckenbauer i Francuz Didier Deschamps są jedynymi, którzy zdobyli Puchar Świata jako zawodnicy i jako trenerzy. Zagallo triumfował w 1958 i 1962 jako zawodnik oraz w 1970 jako trener. Beckenbauer wygrał w 1974 jako kapitan drużyny oraz w 1990 jako trener. Deschamps wygrał w roku 1998 jako kapitan drużyny oraz w 2018 jako trener. Włoch Vittorio Pozzo jest jedynym trenerem, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie. Wszyscy trenerzy, którzy zdobyli mistrzostwo świata, prowadzili reprezentacje swoich ojczystych państw.
Reprezentacja Brazylii rozegrała rekordową liczbę meczów w mistrzostwach świata; na kolejnym miejscu są Niemcy i Włochy. Brazylia zdobyła także najwięcej bramek w historii, druga zaś jest reprezentacja Niemiec[48]. Obie te drużyny podczas mistrzostw świata grały ze sobą tylko dwa razy, w finale turnieju w 2002 roku i w półfinale turnieju w 2014.
Kolumbijczyk Marcos Coll jest jedynym zawodnikiem w historii, który na mistrzostwach świata zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Podczas turnieju w 1962 roku pokonał on radzieckiego bramkarza Lwa Jaszyna.
Do Włocha Waltera Zengi należy rekord najdłuższej serii bez straconej bramki. Na mundialu w 1990 roku bramkarz Włoch nie dał się pokonać przez 517 minut.
Najmłodszym uczestnikiem finałów mistrzostw świata jest piłkarz Irlandii Północnej Norman Whiteside, który w trakcie debiutu miał 17 lat i 41 dni. Natomiast najstarszym uczestnikiem jest egipski bramkarz Essam El-Hadary, który w chwili ostatniego występu liczył 45 lat i 161 dni. Najmłodszym mistrzem świata jest Pelé, który triumfował w wieku 17 lat i 249 dni. Włoch Dino Zoff mając 40 lat i 133 dni, stał się najstarszym zwycięzcą mundialu. Z kolei najstarszym strzelcem jest Roger Milla z Kamerunu, który strzelił bramkę mając 42 lata i 38 dni.
Najwyższe zwycięstwo 10:1 zanotowano w meczu Węgry – Salwador podczas turnieju w 1982 roku oraz 9:0 w meczach Węgry – Korea Południowa w 1954 i Jugosławia – Zair w 1974. Natomiast rekordowe zwycięstwa w meczach eliminacyjnych odniosła Australia, która 11 kwietnia 2001 roku pokonała Amerykańskie Samoa 31:0 w eliminacjach do MŚ 2002 grupy I strefy OFC.
Najwięcej bramek (12) w jednym meczu padło w spotkaniu Austrii ze Szwajcarią 7:5 podczas turnieju finałowego w 1954 roku.
Najwyższy remis to 4:4 – takim wynikiem zakończyły się mecze Anglia – Belgia (w czasie dodatkowym) w 1954 i ZSRR – Kolumbia w 1962. Remis 4:4 był też w regulaminowym czasie meczu Brazylia – Polska w 1938 ale po dogrywce Brazylijczycy wygrali 6:5.
5
@Comentateiro Bo wygrali z najsłabszą ekipą? Ha ha ha
4
@FCBparasiempre
Bardzo pozytywne wrażenie pozostawili po sobie piłkarze Peru. Swoim radosnym, pozbawionym bojaźni futbolem skradli serca milionów fanów na całym świecie. Przy odrobinie szczęścia mogli zagrać na nosie faworytom i wyjść z grupy. Do ostatniej chwili na włosku wisiał awans do fazy pucharowej reprezentacji Argentyny. Po remisie 1:1 z Islandią i sromotnej porażce 0:3 z Chorwacją, która bezapelacyjnie zdominowała grupowe rozgrywki, Albicelestes poczuli dotyk noża na gardle. Starcie z Nigerią musieli wygrać, a nastroje w ekipie były grobowe. Media donosiły, że trener Jorge Sampaoli stracił szacunek w szatni i drużyną w pojedynkę dyryguje Messi. Ostatecznie wyszarpali trzy punkty z rąk drużyny z Afryki po zwycięstwie 2:1 i awansowali do 1/8 finału. Niestety, z paskudnej strony stale pokazywała się legenda światowej piłki i samych Mistrzostw Świata, Diego Maradona. Obrazki z jego udziałem obiegały internet szybciej niż jakiekolwiek inne. Boski Diego, ewidentnie będąc pod wpływem środków odurzających, zasypiał w loży honorowej, prezentował wulgarne gesty i awanturował się. Warto wspomnieć, że trener Chorwatów, Zlatko Dalić, odesłał do domu Nikolę Kalinicia, który podczas meczu z Nigerią, obrażony za posadzenie na ławce, odmówił wejścia na murawę. Bez niespodzianek obyło się w grupie E. Brazylia i Szwajcaria wyszły z niej bez większych problemów. Zapamiętaliśmy przede wszystkim teatralne popisy Neymara oraz zachowanie Szwajcarów z meczu przeciwko Serbii. Nie od wczoraj kadra Helwetów stanowi zlepek piłkarzy urodzonych w różnych częściach Europy. Gole w starciu z Serbią strzelali pochodzący z Albanii Granit Xhaka i urodzony w Kosowie Xherdan Shaqiri. Serbowie z obydwoma krajami nie mają dobrych relacji, wobec czego w Kaliningradzie często wypominali szwajcarskim piłkarzom ich pochodzenie. Po skierowaniu piłki do siatki Xhaka i Shaqiri zaprezentowali w ich kierunku gest albańskiego orła, co zostało uznane za prowokację. Obu zawodnikom groziło zawieszenie na dwa mecze, jednak ostatecznie FIFA wycofała się z tego pomysłu. Czwarty raz w XXI wieku panujący Mistrz Świata nie zdołał wyjść z grupy. Los Francuzów z 2002 roku, Włochów z 2010 roku i Hiszpanów z 2014 roku podzielili Niemcy. Po porażce z Meksykiem w niektórych miastach kraju z Ameryki Północnej, pod uporem wiwatujących kibiców, zatrząsnęła się ziemia. Joachim Löw objął niemiecką kadrę w 2006 roku. Od tej pory z każdego wielkiego turnieju zawsze przywoził medal. Mundial w 2018 roku był więc pierwszym, z którego wracał z pustymi rękoma. Jednocześnie pierwszym od 1938 roku, w którym Niemcy odpadli już po pierwszej fazie rozgrywek. A propos Meksyku i jego kibiców. Codziennie z Moskwy i innych miast-gospodarzy docierały do nas zdjęcia kreatywnych fanów, przybyłych do Rosji z różnych zakątków świata. Wielką pomysłowością popisała się grupka Meksykanów, od dawna planujących wspólny wypad na czempionat. Jeden z nich odpadł na ostatniej prostej, tłumacząc, że na wyjazd nie zgodziła się jego żona. Koledzy okazali się bezlitośni – zabrali ze sobą kartonową podobiznę swojego przyjaciela, przybraną w koszulkę z napisem: „Żona mi nie pozwoliła”. Mieli ją przy sobie non stop. Od samego losowania wiadome było, kto wywalczy awans z grupy G. Belgia i Anglia wykonały swoje zadanie. Stawką bezpośredniego starcia, gdy jedni i drudzy byli już pewni wyjścia, była łatwiejsza drabinka pucharowa. Co ciekawe, w uprzywilejowanej pozycji miał być… przegrany. Trenerzy wystawili rezerwowe składy, a znacznie mniej starali się Anglicy, przegrywając 0:1 po pięknej bramce Januzaja i jeszcze piękniejszej zabawie z piłką Batshuayia. Wielkie nadzieje wiązaliśmy z reprezentacją Polski. Po wylosowaniu Senegalu, Kolumbii i Japonii w naszym kraju wybuchła bezpodstawna euforia i rozbudziły się marzenie na powtórzenie sukcesów z 1974 i 1982 roku. Dyskusje nad trójką na środku obrony, kontuzja Kamila Glika i w końcu porażka na dzień dobry z Senegalem okazały się być początkiem końca drużyny Adama Nawałki. Jeszcze mocniej na ziemię sprowadzili nas Kolumbijczycy a zwycięstwo na otarcie łez z Japonią, po beznadziejnie brzydkim meczu i graniu w ostatnim kwadransie „niskim pressingiem”, jeszcze bardziej rozwścieczyło kibiców. Zapamiętamy ciągnące się minuty Kuby Błaszczykowskiego przy linii bocznej i parodystyczną próbę symulowania kontuzji przez Grosickiego.
Pierwszy raz w historii o wyjściu z grupy zadecydowała tabela fair play. Japończycy okazali się w niej lepsi od Senegalczyków i obok Kolumbii wywalczyli awans. Ciekawą statystyką z fazy grupowej jest fakt, że wszystkie drużyny z czwartego miejsca (Egipt, Maroko, Australia, Islandia, Kostaryka, Niemcy, Panama i Polska) strzeliły po dwa gole. Po raz pierwszy od 1982 roku w fazie pucharowej zabrakło miejsca dla reprezentantów Afryki. Leo Messi i Cristiano Ronaldo to dwaj współcześni gladiatorzy futbolu, którzy prawdopodobnie nie spełnią już marzenia o triumfie na Mistrzostwach Świata. W Rosji odpadli tego samego dnia. W 1/8 finału Argentyna po znakomitym widowisku przegrała z Francją 3:4, a Portugalia uległa Urugwajowi 1:2. Kylian Mbappe został pierwszym nastoletnim zdobywcą dubletu od czasów Pelego w 1958 roku. Po raz siódmy z rzędu swój udział na tej fazie rozgrywek zakończył Meksyk, przegrywając z Brazylią 0:2. Wielką niespodziankę sprawili gospodarze. Sborna zagrała z Hiszpanią jak równy z równym i po remisie 1:1 wyeliminowała dwukrotnych Mistrzów Europy po serii rzutów karnych. Kraj momentalnie opanowało takie szaleństwo, że na przełomie marca i kwietnia możemy spodziewać się wzrostu liczby urodzeń. Stanisław Czerczesow odebrał nawet telefon z gratulacjami od samego Władimira Putina. Wielkie emocje towarzyszyły pojedynkowi Belgii z Japonią. Zapewne po bezbarwnej jak „Czarny kwadrat na białym tle” pierwszej połowie wiele osób poszło spać, ale tym co przetrwali, piłkarze obu ekip zaserwowali większe pobudzenie niż Tussipect z Red Bullem. Najpierw dwukrotnie ukąsili Azjaci, ale Belgowie nie dopuścili do sensacji. Gole Vertonghena i Fellainiego doprowadziły do remisu, a fatalnie rozegrany przez Japończyków rzut rożny przerodził się w zabójczą kontrę kwartetu Courtois-De Bruyne-Meunier-Lukaku, z zimną krwią sfinalizowaną przez Chadliego. Szwecja pokonała 1:0 Szwajcarię, a Anglicy i Chorwaci potrzebowali konkursu rzutów karnych, by wyeliminować Kolumbię i Danię. Ćwierćfinał okazał się murem nie do przeskoczenia dla Rosjan, którzy po 120-minutowej walce przegrali z Chorwacją w serii jedenastek. Udział w najlepszej ósemce i tak jest najlepszym osiągnięciem Sbornej od 1970 roku. Francja pokonała Urugwaj 2:0, udowadniając swój mundialowy patent. Był to bowiem jej 10. mecz z rzędu bez porażki w starciach przeciwko ekipom z Ameryki Południowej. W tych samych rozmiarach Anglicy pokonali Szwedów i na Wyspach Brytyjskich zapanowała euforia. Kibice co rusz intonowali piosenkę „Football’s coming home” z pamiętnego dla nich Euro 1996 i zaczęli wierzyć w sukces na rosyjskiej ziemi. Wielkim zainteresowaniem w ich kraju cieszył się element rozpoznawczy trenera Garetha Southgate’a – będąca swoistym talizmanem kamizelka. W czasie Mundialu jej sprzedaż na Wyspach wzrosła o ponad 35%. Grono półfinalistów uzupełnili Belgowie. Po naprawdę rewelacyjnym widowisku pokonali Brazylię 2:1. Tym samym, po raz pierwszy od 1930 roku, do najlepszej czwórki turnieju nie przebrnęli Niemcy lub Brazylijczycy. Przypominający partię szachów półfinał Francja – Belgia padł łupem Trójkolorowych. Po bramce Umtitiego wygrali 1:0. Znacznie ciekawiej było w Moskwie, gdzie Chorwacja podejmowała Anglię. Miałem przyjemność oglądać ten mecz w jednym z największych sportowych pubów w Budapeszcie, w 95% opanowanym przez angielskich kibiców. Na początku spotkania w ekstazę wprowadziło ich trafienie Trippiera. Chwilę później fenomenalnej okazji nie wykorzystał Kane. Zaprzepaszczona szansa zemściła się w drugiej połowie, gdy do wyrównania doprowadził Perisić. Do wyłonienia finalisty niezbędna okazała się dogrywka. Dla przybyszy z Bałkanów był to trzeci kolejny mecz z dodatkowymi 30 minutami. Wydawało się zatem, że to oni będą mieli cięższe nogi i polegną, tymczasem gol Mandżukicia wprowadził ich do wielkiego finału. Anglicy się nie załamali. Wciąż głośno śpiewali i zgodnie powtarzali, że i tak czują się wygranymi tego Mundialu. W finale pocieszenia lepsi byli Belgowie, którzy pokonali w Sankt-Petersburgu Anglię 2:0. Fani Czerwonych Diabłów również uznali trzecie miejsce na świecie za przeogromny sukces, tłumnie witając swoich bohaterów w Brukseli. Z reguły wielki finał jest jedną, wielką, nudną piłkarską klapą. Tym razem było zupełnie inaczej. Na moskiewskich Łużnikach Francuzi i Chorwaci stworzyli najlepsze finałowe widowisko w historii. Młodość, polot i finezja królowała nad doświadczeniem i żelazną dyscypliną. Mbappe znów dorównał Pelemu i jako drugi nastolatek zaliczył trafienie w starciu o złoto. Goli było znacznie więcej, bo aż sześć. Francuzi wygrali 4:2 i po raz drugi zostali Mistrzami Świata. Didier Deschamps dołączył do Franza Beckenbauera oraz Mario Zagallo i, podobnie jak oni, sięgnął po tytuł zarówno jako piłkarz jak i trener. Nad Moskwą rozpętała się solidna burza, a na niego i jego podopiecznych polał się nie tylko deszcz z nieba, ale i obfity deszcz złotego konfetti. Jeśli zsumujemy łączny czas gry Chorwatów i podzielimy go przez 90 minut, otrzymamy osiem pełnych meczów Mistrzostw Świata rozegranych na jednym turnieju. To kolejny rekord, nikt w dziejach Mundiali nie rozegrał więcej minut od podopiecznych Dalicia. I oni zostali moralnymi zwycięzcami tego turnieju. W Zagrzebiu i innych chorwackich miastach i wioskach również można spodziewać się kwietniowego baby boomu. Bez wątpienia Mistrzostwa Świata były jednymi z najlepszych w historii. Rosja wypadła znakomicie, jej wizerunek na całym globie uległ wyraźnemu ociepleniu. Cieszę się, że mogłem wziąć w nich czynny udział. Zachęcam do przeczytania moich relacji z Kaliningradu i Sankt Petersburga, w których opisałem m.in. przyjazność i otwartość Rosjan, samą organizację turnieju i zastosowane środki bezpieczeństwa: Na Mundialu padło 169 goli, o dwa mniej niż na rekordowych w tym aspekcie czempionatach w 1998 i 2014 roku. Ponad 1/3 z nich padła po stałych fragmentach gry, co pokazuje, w jakim kierunku idzie dzisiejszy futbol. Biorąc pod uwagę również dogrywki, aż 10 zdobyto po upływie regulaminowego czasu gry. Najwięcej, po 12 goli, strzelili piłkarze Tottenhamu i Paris Saint-Germain. 45 padło w fazie pucharowej, co jest nowym rekordem. Królem Strzelców został Harry Kane, autor 6 trafień. Żartowano, że ten tytuł powinien trafić do zawodnika o nazwie „Own Goal”, bowiem oglądaliśmy aż 12 goli samobójczych. W tym aspekcie podwojono dotychczasowy rekord, osiągnięty w 1998 roku. Podyktowano aż 29 rzutów karnych (22 z nich zamieniono na gola), o 11 więcej niż w rozgrywkach w 1990, 1998 i 2002 roku. Część z nich była pokłosiem interwencji VAR. Trzeba przyznać, że technologia wideo-asystenta wypadła bardzo dobrze i przekonała do siebie wielu krytyków.
6
@FCBparasiempre
Do walki o organizację 21. edycji światowego czempionatu stanęło sześć krajów. Do siedziby FIFA wpłynęły cztery oferty: rosyjska, angielska oraz portugalsko-hiszpańska i belgijsko-holenderska. Oficjalną decyzję podjęto 2 grudnia 2010 roku. W pierwszym głosowaniu z marzeniami o goszczeniu u siebie najlepszych reprezentacji pożegnali się Anglicy. Tę informację przyjęto na Wyspach Brytyjskich jak cios w serce. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej brytyjskie media informowały że w uczciwej walce kandydatura Anglii jest nie do pokonania a w celu wywierania presji na Komitecie Wykonawczym do Zurychu polecieli David Beckham, książę William i premier David Cameron. Delegacja wracała do kraju z poczuciem wyrolowania. W drugim głosowaniu Rosja zgromadziła większość głosów i to jej przypadł zaszczyt organizacji mistrzostw. Ówczesny prezydent FIFA, Sepp Blatter, poinformował że głosujący sugerowali się planem powierzenia turnieju krajom, które nigdy wcześniej nie pełniły roli gospodarza. Taki zabieg miał na celu pokazanie wielkiej piłki na nowych terenach. Napisałem w liczbie mnogiej, bowiem tego samego dnia ogłoszono, że w 2022 roku Mundial zawita do Kataru. Międzynarodowe media od razu zaczęły węszyć spisek, że wybór gospodarzy już dawno został zaklepany, bo FIFA sprzedała Rosjanom i Katarczykom prawo do organizacji turniejów. W 2012 roku rosyjski dziennikarz sportowy Igor Rabinier wydał książkę pt. „Jak Rosja dostała Mistrzostwa Świata w futbolu 2018. Śledztwo sportowo-polityczne”. Co ciekawe, jej pierwotny tytuł „Czy Rosja kupiła mistrzostwa świata w futbolu 2018?” nie przeszedł przez szpony państwowej cenzury. Rabinier pisze w niej o licznych spotkaniach Blattera z prezydentem Władimirem Putinem. Do pierwszego miało dojść już w 2001 roku. W kolejnych latach szef FIFA był zapraszany przez jedną z najbardziej wpływowych głów państw do prezydenckiej rezydencji w Nowo-Ogarowie. Spotkania obu panów stawały się coraz częstsze i nasiliły się w latach 2008-2012. W międzyczasie Putin zdążył publicznie nazwać Blattera „swoim drogim przyjacielem”. Zaledwie kilka chwil po ogłoszeniu gospodarza Mundialu 2018, wspomnianego 2 grudnia 2010 roku, rosyjski władca pojawił się znienacka w Zurychu na konferencji prasowej, na której podkreślał: „To zwycięstwo jest absolutnie niespodziewane. Jesteśmy zaszczyceni, że wygraliśmy tę trudną i uczciwą walkę”. Jego przemówienie było znacznie dłuższe i, co szczególnie ciekawe, w całości wypowiedziane po angielsku. Prezydent Rosji bardzo rzadko udziela publicznych wypowiedzi w obcym języku. Dla węszycieli teorii spiskowej stanowiło to kolejne potwierdzenie przypuszczeń, że już od dawna wiedział o fakcie wygrania wyścigu o czempionat, przez co dokładnie przygotował się do wypowiedzi. Najgorzej wieść o zwycięstwie Rosji przyjęto w Anglii. Dzień po ogłoszeniu wyników okładki największych brytyjskich gazet grzmiały o oszustwie, korupcji, skandalu i ustawce. Wyspiarze wynajęli nawet grupy detektywistyczne zatrudniające byłych agentów wywiadu MI6, którzy mieli zdobyć dowody na oszustwo i wywołać wielki, międzynarodowy skandal. Ostatecznie nie udało im się znaleźć oznak rzekomych przekrętów. Gdzieniegdzie mówi się, że Rosja Mundialu nie kupiła, a wykorzystała stare, dobre znajomości. Na tym polu wykazać mieli się przede wszystkim rosyjscy oligarchowie, żyjący w bardzo dobrych relacjach z Putinem. Komitet organizacyjny był znakomicie przygotowany, a czołową rolę odegrał właściciel Chelsea, Roman Abramowicz. Podczas Mistrzostw Świata w Republice Południowej Afryki w 2010 roku właściciel Chelsea został nakryty przez jednego z agentów MI6 na prywatnej rozmowie z Blatterem. Już wtedy w głowach Anglików zapaliło się światło ostrzegawcze. W eliminacjach do Mistrzostw Świata wystartowało aż 208 reprezentacji narodowych. Po niezłym występie na Euro 2016 reprezentacja Polski została ogłoszona zdecydowanym faworytem grupy, w której przyszło jej się mierzyć z Danią, Rumunią, Czarnogórą, Kazachstanem i Armenią. Choć zbieranie punktów czasami rodziło się w bólach, Biało-Czerwoni zajęli pierwsze miejsce i po 12 latach nieobecności wrócili na Mundial. Finałową stawkę uzupełnili: Rosja, jako gospodarz, oraz Arabia Saudyjska, Australia, Iran, Japonia, Korea Południowa, Egipt, Maroko, Nigeria, Senegal, Tunezja, Kostaryka, Meksyk, Panama, Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Peru, Urugwaj, Anglia, Belgia, Chorwacja, Dania, Francja, Hiszpania, Islandia, Niemcy, Portugalia, Serbia, Szwajcaria i Szwecja. Panama i Islandia wywalczyły awans po raz pierwszy w historii, ponadto licząca niespełna 340 tys. mieszkańców Islandia została najmniejszym państwem, jaki kiedykolwiek wystąpił na światowym czempionacie. Zgodnie z systemem rozgrywek obowiązującym od 1998 roku, drużyny zostały podzielone na osiem czterozespołowych grup:
Grupa A: Arabia Saudyjska, Egipt, Rosja, Urugwaj
Grupa B: Hiszpania, Iran, Maroko, Portugalia
Grupa C: Australia, Dania, Francja, Peru
Grupa D: Argentyna, Chorwacja, Islandia, Nigeria
Grupa E: Brazylia, Kostaryka, Serbia, Szwajcaria
Grupa F: Korea Południowa, Meksyk, Niemcy, Szwecja
Grupa G: Anglia, Belgia, Panama, Tunezja
Grupa H: Japonia, Kolumbia, Polska, Senegal
Wszystkie poprzednie edycje Mistrzostw Świata wygrały ekipy prowadzone przez swoich rodaków. Idąc tym tropem, szansę na triumf w Rosji już na starcie straciły Egipt, Arabia Saudyjska, Iran, Maroko, Australia, Dania, Peru, Nigeria, Szwajcaria, Meksyk, Belgia, Panama i Kolumbia, które postawiły na zagranicznych szkoleniowców. A propos szkoleniowców. Na dzień przed rozpoczęciem sportowych zmagań doszło do niecodziennej sytuacji. Julen Lopetegui, opiekun reprezentacji Hiszpanii, ogłosił, że porozumiał się z Realem Madryt i po turnieju pożegna się z kadrą, choć trzy tygodnie wcześniej przedłużył kontrakt z hiszpańską federacją piłkarską. Ta zadziałała błyskawicznie i za brak lojalności i załatwianie interesów za jej plecami zwolniła go w trybie natychmiastowym. Oczywiście nie było czasu na poszukiwania nowego bossa, zatem stery w La Roja przejął dotychczasowy dyrektor sportowy, Fernando Hierro. Rozgrywki toczyły się w dniach od 14 czerwca do 15 lipca. Z uwagi na bardzo dużą powierzchnię Rosji, rozciągającej się ze wschodu na zachód na długość niemal 13 tys. km, FIFA zastrzegła, że turniej musi zostać rozegrany jedynie na części europejskiej. Miało to wyeliminować długie podróże pomiędzy miastami. Mecze odbywały się zatem na 12 stadionach w 11 miastach: Moskwie (Łużniki i Otkrytije Ariena), Sankt Petersburgu, Kaliningradzie, Kazaniu, Niżnym Nowogrodzie, Samarze, Wołgogradzie, Sarańsku, Rostowie, Soczi i Jekaterynburgu. Budżet przeznaczony na organizację wynosił rekordowe 20 mld dolarów. Wraz z realizacją prac sukcesywnie go zmniejszano. Ostatecznie wyniósł 14,2 mld dolarów, a i tak jest najwyższym w historii Mundiali. Kiedy tylko ogłoszono ceny wejściówek, od razu rozpoczęło się narzekanie, że i one nigdy nie były tak wysokie. Nie będąc obywatelem Rosji, najtańszy bilet można było nabyć za 105 dolarów. Biorąc pod uwagę, że w tej cenie zawierało się wyrobienie FAN ID, swoistej legitymacji kibica, działającej na zasadach wizy, ponadto upoważniającej do darmowego przejazdu pociągiem pomiędzy miastami-gospodarzami i otwierającej wiele drzwi (m.in. do muzeum FIFA, komunikacji miejskiej, okolicznościowych wystaw), fani szybko zorientowali się, że tak naprawdę „czysty” koszt wejściówek na mecze jest bardzo niski. Kibice Sbornej nie robili sobie większych nadziei. W przedmundialowych ankietach uznawali swój zespół za najgorszy w całej stawce, na to samo wskazywały ranking FIFA i kursy u bukmacherów. Tymczasem podopieczni Stanisława Czerczesowa rozgromili na dzień dobry Arabię Saudyjską 5:0. Zgodnie z oczekiwaniami karty w grupie rozdawał Urugwaj. Podopieczni Oscara Tabareza z kompletem punktów i bez straconej bramki zameldowali się w 1/8 finału. Razem z nimi awans wywalczyli gospodarze, wygrywając jeszcze z Egiptem 3:1. Golkiper Faraonów, Essam El Hadary, został najstarszym piłkarzem w dziejach Mistrzostw Świata. W spotkaniu o przysłowiową pietruszkę przeciwko Arabii Saudyjskiej liczył sobie 45 lat i 161 dni. Mimo porażki 1:2 okrasił swój występ obroną rzutu karnego. Warto odnotować, że bramkarz był starszy od trzech turniejowych trenerów – Roberto Martineza (Belgia, 44 lata i 11 miesięcy), Mladena Krstajicia (Serbia, 44 lata i 3 miesiące) oraz Aliou Cisse (Senegal, 42 lata i 3 miesiące). Fenomenalnie rozpoczęły się rozgrywki grupy B. Na początek Iran, po naprawdę bardzo dobrym meczu, rzutem na taśmę pokonał Maroko 1:0. Chwilę później rozległ się gwizdek sędziego spotkania Portugalia – Hiszpania. Kto oglądał, ten bez wątpienia zgodzi się, że powinno kandydować do najlepszego starcia turnieju. Zwroty akcji, iberyjska wymiana ciosów w najlepszym wykonaniu i grad goli. Skończyło się 3:3, a wszystkie bramki dla Mistrzów Europy zdobył Cristiano Ronaldo, stając się najstarszym strzelcem hat-tricka w historii mistrzostw (33 lata i 130 dni). Oprócz tego dołączył do zacnego grona zawodników, którzy zaliczyli co najmniej jedno trafienie w czterech kolejnych edycjach czempionatu. Wcześniej tej sztuki dokonali jedynie Uwe Seeler, Pele i Miroslav Klose. Walka o awans była bardziej zażarta niż mogliśmy się spodziewać i trwała dosłownie do ostatniej sekundy meczu Iran – Portugalia. Ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami, w fazie pucharowej zameldowali się giganci z Półwyspu Iberyjskiego. W grupie D awans wywalczyły drużyny z Europy. W starciu Francji z Australią po raz pierwszy w historii skorzystano z pomocy video assistant referee (VAR), po czym podyktowano rzut karny dla Trójkolorowych. W jednym z najnudniejszych starć turnieju, między Danią a Francją, padł wynik 0:0. Dopiero kilkanaście dni później okazało się, że był to jedyny mecz, w którym kibice nie oglądali goli.
10
Marsylianka na Łużnikach:
Organizacja Mistrzostw Świata w 2018 roku została powierzona największemu państwu na świecie, Rosji. Pomimo tego, że wybór gospodarza wywołał masę wątpliwości i podejrzeń, nikt po zakończeniu imprezy nie narzekał na poziom jej organizacji. Co więcej, szerokie grono fachowców i kibiców uznało turniej za najlepszy w historii. Czym zaskakiwał? W jakich rankingach okazał się bezapelacyjnie wyjątkowy? Jak spisały się nowe technologie, po raz pierwszy zastosowane podczas meczów tej rangi? Dlaczego nie tylko Francuzi, którzy okazali się najlepsi, zostali powitani w swoim kraju jak zwycięzcy? Tego dowiecie się w odpowiedzi do tego komentarza.
@shaun
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Jacek Gmoch „se pomajstrował”:
14 czerwca przypada rocznica porażki z Argentyną na mistrzostwach świata 1978: https://sport.tvp.pl/70527118/ms-1978-popis-mario-kempesa-i-przeklety-rzut-karny-kazimierza-deyna-45-lat-po-meczu-argentyna-polska
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Genialny Escola na piątke!
Dokładnie 90 lat temu FC Barcelona rozgromiła CA Osasuna 7:1 na „Camp de Les Corts” w rewanżowym starciu półfinałowym o Puchar Króla. W pierwszym spotkaniu Blaugrana przegrała 4:2, więc z nawiązką odrobiła straty awansując do finału. Nie lada wyczynem w rewanżu popisał się fenomenalny napastnik Josep Escola, strzelając 5 goli, w tym klasycznego hattricka w pierwszej połowie. Pozostałe 2 gole dołożył Marti Vantolra.
@Vivienne
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Vivienne A zdajesz sobie sprawe że mogą na siebie trafić tylko co wychodząc z grupy? Przecież to byłby absolutnie przedwczesny finał! Jaki złośliwy sukinkot ustalał taką drabinke i w jakim celu?
12
Najsmutniejszy dzień w życiu Joana Gampera:
Dyktatura Miguela Primo de Rivery w latach 20-tych prześladowała liczne instytucje. Rozwiązano na przykład „Mancomunitat de Catalunya”(instytucja opowiadająca się za autonomią Barcelony). Zamknięto także wiele stowarzyszeń i organizacji. To samo w 1925 r. spotkało stowarzyszenie chóralne „Orfeo Catala”, założone w 1891 r. i zamknięte z nakazu rządu. To zdarzenie spowodowało iż FC Barcelona postanowiła zorganizować mecz w hołdzie chórowi. Wybrano dzień 14 czerwca 1925 r. a rywalem Barçy był Club Esportiu Jupiter. Żeby przyciągnąć więcej widzów na Estadio Camp de Les Corts, Arthur Witty, jeden z założycieli klubu, zaprosił zespół muzyczny ze statku floty angielskiej, który zacumował w barcelońskim porcie. Przed rozpoczęciem meczu zespół odegrał Marsz Królewski(hiszpański hymn), przywitany przez 14 tysięcy obecnych na trybunach kibiców głośnymi gwizdami. Reakcja ta zepsuła nastroje angielskich muzyków, którzy zaczeli co raz bardziej fałszować. Następnie zespół wykonał „ God save the Queen". Królewski hymn brytyjski według jednych źródeł wysłuchany został przy godnej szacunku ciszy a według innych przy ogłuszającym aplauzie barcelońskich kibiców. Dwa dni później klub dostał komunikat od Rządu Cywilnego, w którym zawiadamiano o wszczęciu postępowania za wygwizdanie hiszpańskiego hymnu, ,,oznaczające ostentacyjną niechęć do Hiszpanii". Postępowanie opierało się na raporcie przygotowanym przez komendantów policji. Ostatecznie ówczesny gubernator cywilny miasta Joaquim Milans de Bosch, przesłał list do FC Barcelony, komunikując w nim o zawieszeniu wszelkiej działalności klubu na 6 miesięcy(później kare zredukowano na 3 miesiące). Dwa dni później w siedzibie Barçy zjawiła się policja żeby zamknąć i zapieczętować drzwi lokalu. Zawieszenie działalności klubu pociągneło za sobą odejście ze stanowiska Joana Gampera i wygnanie go z kraju, co w efekcie po kilku latach skutkowało popełnieniem samobójstwa przez niego. Później założyciel Barçy przyznał iż dzień, w którym policja zamknęła siedzibe przy „Placa de Teatre”, był ,,najsmutniejszym w moim życiu". Po jego przymusowym odejściu funkcję prezydenta klubu objął arystokrata Arcadi Balaguer, bliski przyjaciel króla Alfonsa XIII. Pomimo zawieszenia działalności liczba socios pozostała nie zmieniona. W czasie gdy klub był zamknięty, żaden socio nie zrezygnował z karnetu. Co więcej, wszyscy płacili miesięczne składki, zaś do biura klubu przychodziły anonimowe darowizny. Również żaden z zawodników nie odszedł z klubu. Okres braku sportowej aktywności wykorzystano na zasianie trawy na placu gry. Wszystkie katalońskie kluby, z wyjątkiem Espanyolu, okazały solidarność z FC Barceloną i postanowiły zaczekać z wznowieniem rozgrywek o mistrzostwo Katalonii do zakończenia sankcji. Pierwszy mecz, jaki Blaugrana rozegrała na murawie „Les Corts” miał miejsce 24 grudnia 1925 roku, kiedy piłkarze Barçy zmierzyli się z austriacką drużyną First Vienna Futbol Club.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Vivienne
0
@Gall Wstyd to wogóle nie pielęgnować historii własnego klubu zwłaszcza przez redakcje, która powinna dawać przykład wszystkim użytkownikom...
13
Rekord największej liczby wykluczeń drużyny w meczu La Liga:
Sezon 1986/1987 był tym z niesławnymi play-offami, które ostatecznie okazały się kompletną porażką. Na szczęście ten eksperyment trwał tylko jeden sezon, ponieważ był to prawdziwy bałagan, improwizowany na bieżąco. Co więcej, w tym sezonie rozegrano mecz, który przeszedł do historii, ustanawiając rekord największej liczby wykluczeń jednej drużyny w lidze. W meczu, o którym mowa, 13 czerwca 1987 roku zmierzyły się RCD Espanyol (wówczas znany jako Español) i RCD Mallorca. Drużyna z Balearów wciąż miała szansę na awans do Pucharu UEFA ale aby tego dokonać, musiała wygrać na legendarnym a obecnie zburzonym stadionie Sarrià. Tydzień był gorący ze względu na wymianę oświadczeń między trenerami obu drużyn: Javier Clemente był trenerem Espanyolu a Lorenzo Serra Ferrer siedział w tym czasie na ławce rezerwowych Mallorki. Już na samym początku sytuacja zaczęła się komplikować dla gości. W 27. minucie Paquete Higuera otrzymał drugą żółtą kartkę i jako pierwszy udał się do szatni. Co gorsza, w 40. minucie gospodarze strzelili pierwszego gola za sprawą Ernesto Valverde a jeszcze przed przerwą Miquel Soler podwyższył na 2:0. Mecz był praktycznie rozstrzygnięty. Wtedy sytuacja zaczęła się komplikować. Gra stała się ostra a zawodnicy obu drużyn zaczęli wykonywać groźne wślizgi. Hassan, zawodnik Mallorki, był drugim zawodnikiem wyrzuconym z boiska tego popołudnia, również za drugą żółtą kartkę, w 64. minucie. To, zamiast uspokoić sytuację, tylko podsyciło przemoc. Nieszczęsny protagonista meczu, sędzia Caetano Bueno, zakończył mecz z RCD Mallorca w 70. minucie potrójnym (tak, dobrze przeczytaliście) wykluczeniem z boiska. Chano, Pepe Bonit i Orejuela zostali wyrzuceni z boiska, pozostawiając Vermilion z zaledwie sześcioma zawodnikami na boisku (zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami mecz zakończyłby się).
Gole dla RCD Espanyol padały bez przerwy( Pineda, Golobart i Pichi Alonso ), przypieczętowując miażdżące zwycięstwo 5:0. Był to rekord największej liczby czerwonych kartek pokazanych drużynie w meczu La Liga, rekord, którego żadna inna drużyna nie będzie w stanie pobić, ponieważ obecnie żadna drużyna nie może grać w składzie mniejszym niż siedmiu zawodników. Jednak tego dnia Mallorca zakończyła mecz w sześcioosobowym składzie. Naturalnie, ta rekordowa liczba wykluczeń od razu odbiła się echem w mediach. José María García zdołał przeprowadzić wywiad z menedżerami obu drużyn, który okazał się niezwykle napięty. Javier Clemente obwinił Serrę Ferrera za zachowanie swoich zawodników i przypomniał mu, że trenował w najwyższej klasie rozgrywkowej przez wiele lat, podczas gdy sam dopiero co się tam pojawił. Te cudowne lata 80-te…
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Vivienne
0
@Kintoki Jakie znowóż korzenie z 2 wojny? Przecież adidasa jeszcze nie było w okresie wojennym
2
@FcPortoFan1999 To by tłumaczyło ogrom twoich wpisów na stronie fcbarca.com :)
1
@Marusek Aha! Wnioskuje za tem że on jest dla ciebie wyjątkową osobistością?
1
@Marusek Bawisz sie teraz na weselu?
0
@HypeR W co uwierzyli?
3
@APTAPT Dokładnie tak! Masz absolutną racje!
Mam wrażenie że tych prawdziwych cules na tej stronie jest bardzo mało...
14
Dyktatura Franco wobec Dumy Katalonii:
13 czerwca 1943 r. doszło do skandalu na „Estadio Chamartin” w Madrycie. FC Barcelona przegrała 11:1 z Realem Madryt w rewanżowym półfinale Copa del Generalisimo. W pierwszym spotkaniu na Camp Nou Blaugrana wygrała pewnie 3:0 i na trybunach po raz pierwszy w Hiszpanii dało się słyszeć gwizdy przeciwko dyktaturze Franco. Ruszyła wtedy machina propagandowa przeciwko Dumie Katalonii i jej graczom. Cegiełkę dołożył Real, który do każdego biletu na mecz rewanżowy dołączał gwizdek, którego kibice mieli używać, gdy jakikolwiek gracz Barçy dojdzie do piłki. Gracze gości dostali w szatni ,,instrukcje” przekazane przez Dyrektora Generalnego ds. Bezpieczeństwa Narodowego aby swoją grą nie wzburzać tłumu a niektórym graczom takim jak Escola, Balmanya i Raich przypomniano iż reżim odpuścił im wcześniejsze winy za wspieranie przeciwnych władzy frakcji w czasie wojny domowej. Podobne zalecenia dał tuż przed meczem arbiter spotkania Celestino Rodriguez. Spotkanie było jednostronne, kibice obrzucali bramke Blaugrany kamieniami i monetami, które dawno wycofano z obiegu. Bramkarz stał więc przy linii pola karnego, co ułatwiało Realowi zdobywanie goli. Prawda jest taka że piłkarze Barçy byli w szatni zastraszani a nawet grożono im śmiercią. To była typowa ustawka reżimu Franco. Po meczu gości z niezrozumiałych powodów ukarano za zamieszki razem z gospodarzami a prezydenci obu klubów ustąpili ze stanowiska. Ze strony FC Barcelony był to Enrique Piñeyro, członek reżimu ale jednocześnie człowiek honorowy, który złożył oficjalny protest i poparł go swoją rezygnacją. W Realu Madryt nowym prezydentem został Santiago Bernabeu.
@Vivienne
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
3
Coś pięknego! Shakira tańczy z Messim! No kto by pomyślał?
1
@AssisMoreira No właśnie mam dużo obaw na czele z Otamendim i potencjalną Hiszpanią....
0
@Lionel_Messi10 Ale mówiąc o farfoclu chyba nie masz na myśli Jonathana Wilsona? Po drugie co będzie jak "trafimy" na Hiszpanie???
1
@FcPortoFan1999 No nie powiedziałbym że tak dość łatwo. W ćwierćfinale z Paragwajem awansowali ledwo, ledwo po rzutach karnych 4:3! A w finale mieli dosyć łatwego i mało oczekiwanego przeciwnika........
2
@Sysia11 @Lionel_Messi10 Co o tym sądzicie?
Biorąc pod uwage choćby aspekt skojarzenia grup J i H, gdzie Albicelestes mogą już w 1/16 spokojnie trafić na Hiszpanie....?
11
Cules nie zapominają o pierwszych legendach FC Barcelony:
13 czerwca 1877 r. w Berlinie urodził się Udo Steinberg niemiecki inżynier, sportowiec oraz działacz sportowy i pierwszy Niemiec w Dumie Katalonii. W 1902 roku zdobył dwa pierwsze gole przeciwko Realowi Madryt(ówcześnie FC Madrid) jako zawodnik FC Barcelony w pierwszej edycji Pucharu Króla, co czyni go pierwszym strzelcem w El Clásico. Steinberg pracował między innymi w sporcie-piłki nożnej, lekkoatletyki, krykieta, tenisa, kolarstwa, boksie i dyscyplinach alpejskich, pracował również jako redaktor sportowy. Od 1901 do 1910 Udo Steinberg był aktywnym piłkarzem Blaugrany. W 1902 roku założył klubową szkołę piłkarską, poprzedniczkę „La Masii”, którą kierował do 1916 roku. Od 1906 r. pisał jako redaktor w gazecie sportowej „El Mundo Deportivo”. W tym samym roku objął przewodnictwo w „Związku Klubów Piłkarskich Barcelony”, które później przekształciło się w Kataloński Związek Piłki Nożnej. Oprócz swojej pasji do piłki nożnej, był również entuzjastą lekkoatletyki, krykieta, tenisa, piłki rowerowej(gymkhana) i hokeja, udzielał się również jako sędzia. W owym czasie Steinberg był uważany za najskuteczniejszego napastnika FC Barcelony z ponad 60 golami. W 1910 roku zakończył aktywną karierę jako regularny zawodnik Blaugrany z powodów zawodowych.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@FcPortoFan1999 No nie da się ukryć że pandemia w jakimś stopniu pomogła Argentynie ale nie ma gwarancji że gdyby nie ta pandemia, to rok wcześniej triumfowała by Brazylia.......?
2
@Marusek Absolutnie masz racje co do Orłów Górskiego. Natomiast co do Władka Żmudy, to Piechniczek(i znowóż ten Piechniczek) powinien mu dać zagrać w Meksyku w jednym z meczów grupowych a nie w meczu z Brazylią kiedy dostajemy taki łomot i swego rodzaju upokorzenie dla Władka. O tym upokorzeniu wobec Żmudy w ostatnim meczu na mundialu narzekał na Piechniczka bodaj Jasiu Tomaszewski i w zasadzie miał racje...
2
@Marusek No to jestem bardzo ciekawy jakby to wyglądało z Szarmachem? Bo Włosi po zwycięstwie z Brazylią byli na bardzo wysokiej fali wznoszącej i nie wiadomo czy Szarmach by pomógł? Tam zresztą jeszcze kogoś wartościowego Piechniczek nie wystawił tylko teraz nie pamiętam kogo?
12
Wyjątkowy triumf na brazylijskiej ziemi:
13 czerwca 2021 r. Brazylia pokonała Wenezuele 3:0. Ten mecz otworzył 47. edycje Copa America. Nie wykluczone że gdyby turniej Copa America 2020 odbywał się zgodnie z kalendarzem(zresztą w ramach większej reformy rozgrywek, która pozwalała organizować je w tym samym czasie co turniej Euro), na sukces ,,Albicelestes” byłoby jeszcze za wcześnie ale pandemia koronowirusa doprowadziła do zmiany planów i przesunięcia turnieju o rok. Chaos organizacyjny wydawał się tym razem zrozumiały. Pierwotnie impreza miała się odbyć w Kolumbii, jednak w Kolumbii od przełomu kwietnia i maja trwały protesty przeciwko polityce prezydenta w dziedzinie ochrony zdrowia, edukacji i bezpieczeństwa, w efekcie czego CONMEBOL przeniósł rozgrywki drugi raz z rzędu do Brazylii a pandemiczne obostrzenia uniemożliwiły także zaproszenie uczestników Copa America do Argentyny. Będący koronasceptykiem prezydent Brazylii Jair Bolsonaro z radością skorzystał z okazji, choć nawet w jego kraju większość meczów odbyła się bez udziału publiczności. Rzecz jasna faworytem imprezy byli ,,Canarinhos”. Turniej w Brazylii zdecydowanie odbywał się w cieniu mistrzostw Europy. Zmiana gospodarza imprezy na ostatniej prostej, puste stadiony, dziwna formuła turnieju, to główne czynniki, które spowodowały, że czempionat Ameryki Południowej nie generował tak dużych emocji. W dodatku po euro-maratonie w ciągu dnia, chyba tylko najwięksi pasjonaci i zapaleńcy na dokładkę zarywali nockę dla starcia Chile – Boliwia. W nowym formacie rozgrywek planowano początkowo podzielić uczestników na dwie sześciodrużynowe grupy ale po tym, jak z powodu pandemii wycofali się goście z innych kontynentów(Australia i Katar) ostatecznie w każdej z grup zagrało 5 zespołów i żeby wyeliminować dwa najsłabsze i tym samym wyłonić ćwierćfinalistów, trzeba było rozegrać aż 20 meczów. Argentynie ten długi rozbieg przed decydującą rozgrywką ewidentnie przypadł do gustu. W fazie grupowej wreszcie imponowała solidnością w defensywie; trzykrotnie wygrała, raz zremisowała i straciła tylko 2 gole. W ćwierćfinale ,,Albicelestes” wygrali 3:0 z Ekwadorem. Asertywna postawa Emiliano Martineza okazała się decydująca w półfinałowej serii rzutów karnych zakończonych wynikiem 3:2(po 90 minutach i dogrywce było 1:1), kończących spotkanie z Kolumbią.
Jednak finałowa batalia między Brazylią i Argentyną to zupełnie inna para kaloszy. Ale po kolei. Brazylia to typowa ekipa turniejowa. Trener ,,Canarinhos” Tite stworzył potwora. Przywrócił blask kadrze. Od momentu, gdy przejął nad nią stery wygrała 45 razy, 11 zremisowała i tylko czterokrotnie schodziła z placu gry pokonana. Co ciekawe, tylko raz poległa w meczu o punkty, z Belgią w ćwierćfinale MŚ 2018. Bazowanie na historii bywa często złudne. Nie można sugerować się tylko i wyłącznie odniesieniami do zakurzonych kronik i opowieści z przeszłości ale nie sposób nie zauważyć, że Brazylijczycy wymyślili idealną receptę na to, by odprawiać z kwitkiem ,,Albicelestes”. Zwłaszcza w tym stuleciu są bezlitośni dla nich. W starciach o punkty na turnieju lub w eliminacjach Argentyńczycy od 16 lat nie mogli znaleźć sposobu na Canarinhos. Ta statystka wydaje się wręcz nieprawdopodobna, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że mówimy o reprezentacjach o bardzo zbliżonym potencjale. Być może Argentyńczycy powinni byli skorzystać z usług jakiegoś egzorcysty, bo ewidentnie ciążyło nad nimi jakieś fatum, gdy przychodziło im mierzyć się z Brazylią. W niedzielnym finale(11.07.2021) ,,Albicelestes” pokonali na słynnej Maracanie Brazylię 1:0(1:0) po golu Angela Di Marii. Sędzia pokazał aż 9 żółtych kartek w meczu a ekipa Messiego wywalczyła trofeum po raz pierwszy, od kiedy geniusz piłki gra w jej barwach. Starcie Argentyny z Brazylią w finale Copa America to był po prostu piłkarski klasyk rodem z Ameryki Południowej, do tego rozgrywany na słynnej Maracanie, gdzie w niedzielę zgromadziło się zaledwie 7800 fanów, by podziwiać starcie gigantów. Turniej odbywał się(tak samo jak Euro 2020) pod znakiem obostrzeń i walki z COVID-19 ale szczęśliwie dotarł do końca i to jakiego końca!?
Pojedynek dwóch odwiecznych rywali świetnie rozpoczęli goście, w 22 minucie Rodrigo De Paul kapitalnie podał przez całe boisko do Angela Di Marii a ten wpadł w pole karne rywali i delikatnym lobem otworzył wynik meczu. Do końca pierwszej połowy Brazylia nie potrafiła odpowiedzieć a gra była niezwykle zacięta i ostra. Sędzia pokazał piłkarzom aż dziewięć żółtych kartek, studząc emocje. Po zmianie stron Canarinhos ruszyli do ofensywy a w 53. minucie na 1:1 trafił Richarlison. Gol nie został jednak uznany, bo strzelec był na pozycji spalonej. Ten sam zawodnik mógł doprowadzić do remisu dwie minuty później, tym razem świetnie piłkę odbił Emiliano Martinez. Tak samo jak w 83. oraz 88. minucie pojedynku, gdy Gabriel Barbosa dwukrotnie mógł pokonać bramkarza ,,Albicelestes”. Argentyna odpowiedziała dwoma świetnymi kontrami w końcówce, ale Lionel Messi przegrał pojedynek z Edersonem. „Atomowa pchła" ma jednak powody do dumy. Triumf 1:0 nad odwiecznym rywalem i zwycięstwo w całym turnieju to jego pierwszy życiowy sukces z drużyną narodową. Messi został też królem strzelców turnieju, w którym zdobył cztery gole i miał pięć asyst.
@Vivienne
@Sysia11
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
4
@FCBparasiempre
Wracając do turnieju. Obok Polski do kolejnej fazy awansowała Argentyna, NRD, RFN, Jugosławia, Brazylia, Holandia i Szwecja. Z barwnych sytuacji z pozostałych spotkań należy odnotować przede wszystkim futbol totalny Holendrów. Oranje zaprezentowali najbardziej wybiegany, ofensywny futbol w historii. Bez dwóch zdań najpiękniejszy w tych czasach i jeden z najpiękniejszych kiedykolwiek. Jugosławia poprawiła wynik Polaków z Haiti, ogrywając Zair 9:0. Przy wyniku 3:0 doszło do pierwszej w dziejach mundiali zmiany bramkarza. Mwamba Kazadi został zastąpiony przez Dimbiego Tubilandu. Liczby pokazują, że nie było to zbyt dobre posunięcie. W drugiej fazie rozgrywek Biało-Czerwoni wylądowali w grupie B ze Szwecją, Jugosławią i RFN. Drugą czwórkę tworzyły ekipy Holandii, Brazylii, NRD i Argentyny. Na dwa dni przed starciem ze Skandynawami trener Górski dał swoim zawodnikom i współpracownikom wolny wieczór. Mogli robić to, na co mają ochotę, przy jednym warunku – muszą wrócić do hotelu najpóźniej o 23:00. Jacek Gmoch udał się z Henrykiem Loską na pieszą wycieczkę po okolicy. Biało-Czerwoni byli objawieniem mundialu, stąd nie dziwne, że stali się obiektem zainteresowań mieszkańców Murrhardt. Spacerujących Polaków zauważyła pewna para i od razu udała się w ich kierunku. Dziewczyna poprosiła Gmocha o autograf. Ten oczywiście się zgodził, jednak wielkie było jego zaskoczenie, gdy ta rozpięła bluzkę i jako miejsce złożenia podpisu wskazała swój biust. Trener z uśmiechem na ustach złożył sygnaturkę. Chłopak poszedł jeszcze o krok dalej. Rozpiął spodnie i… wypiął w kierunku Gmocha goły pośladek. Jak wspomina Loska: „Myślałem, że Jacek go w ten tyłek kopnie, a on, w swoim stylu, złożył autograf!” Andrzej Strejlau również chciał przejść się na wieczorny spacer. Powstrzymał go sam Kazimierz Górski, mówiąc tajemniczo, że „dziś będą się tu działy ciekawe rzeczy”. W tym momencie mamy do czynienia z początkiem pewnej strategicznej zagrywki naszego trenera. Kazimierz Deyna, Zygmunt Kalinowski, Mirosław Bulzacki, Jerzy Gorgoń i Adam Musiał wrócili do hotelu pół godziny po wyznaczonej godzinie. Przy recepcji czekał na nich Górski. W polemikę z trenerem wdał się jedynie Musiał, reszta grzecznie uciekła do swoich pokojów. Nazajutrz sternik naszej kadry ogłosił, że Musiał złamał regulamin i zostaje odesłany do domu. Pozostali zawodnicy zaczęli prosić o zmianę decyzji. Trener tysiąclecia postawił sprawę jasno – jeśli wygracie mecz ze Szwecją, pozwolę Musiałowi zostać, jeśli nie wygracie, jedzie do Polski. Wygrali 1:0 po bramce Laty. Warto podkreślić, że Jan Tomaszewski obronił rzut karny wykonywany przez Jana Tappera. Na czym polegała zagrywka Górskiego? Pan Kazimierz doskonale zdawał sobie sprawę, że najtrudniejszym meczem na turnieju jest mecz numer cztery. Mówiło i mówi o tym wielu byłych szkoleniowców i piłkarzy. Nasz rodak nie chciał, by w szeregach jego drużyny pojawiło się rozluźnienie po wygraniu grupy śmierci, o co zadbał zawieszając Musiała. Zawodnicy stanęli na rzęsach, by przywrócić go do zespołu i pokonali, w wielkich trudach, przeciwników ze Skandynawii. Zawodnik wrócił do składu i rozegrał resztę turnieju w pełnym wymiarze czasowym. Mecz z Jugosławią miał być z pozoru najłatwiejszym starciem tej fazy rozgrywek. Zwycięstwo 2:1, po bramkach Deyny i Laty, przyszło, dosłownie i w przenośni, w ogromnych bólach. Nasz kapitan trafił z rzutu karnego podyktowanego za faul Karasiego na Szarmachu. Faul miał wielkie znaczenie w perspektywie kolejnych wydarzeń. Diabeł doznał bolesnej kontuzji uda, na którym pojawił się krwawy guz wielkości piłki tenisowej. Sztab medyczny nie wiedział, co zrobić. Pojawiły się pomysły włożenia nogi do gipsu. Na szczęście znalazł się niemiecki lekarz z Murrhardt, zamroził ranę naszego napastnika, a następnie solidnie rozmasował. Krwiak ustąpił, ból niestety nie. Szarmach walczył z czasem, by wykurować się na starcie z gospodarzami, Zachodnimi Niemcami, mające de facto rangę półfinału. Niestety, przegrał tę walkę i w przedostatnim meczu turnieju nie był do dyspozycji trenera. 3 lipca 1974 roku. Frankfurt, Waldstadion. Starcie RFN z Polską było bojem o finał Mistrzostw Świata. Obfite opady deszczu spowodowały, że murawa stadionu wyglądała jak zalane pastwisko. Pojawiło się duże prawdopodobieństwo, że mecz zostanie przełożony, za czym optowała cała nasza załoga. Odmiennego zdania byli niestety Niemcy. Rywale doskonale zdawali sobie sprawę, że taka aura jest ich przywilejem i zwiększa szansę pokonania Polaków.
Po pierwsze – nie było wątpliwości, że to nasi piłkarze znacznie lepiej operują piłką po ziemi. Po drugie – niezwykle efektowne rajdy skrzydłem Gadochy eliminowały wodne zastoiska. Po trzecie – w szeregach Górskiego brakowało Szarmacha, zawodnika niezwykle dobrze grającego głową, który w takich warunkach mógłby być zabójczą bronią. Sędzia uznał, nieco pod presją gospodarzy, że mecz może zostać rozegrany. „To były zawody kajakowe, można było się popluskać, pobawić w wodzie, ale nie grać w piłkę”. Powyższe słowa Grzegorza Laty nie pozostawiają żadnych złudzeń. Boisko nie pozwalało na stworzenie dobrego widowiska, pomimo faktu, że biegali po nim jedni z najlepszych piłkarzy na świecie. O Meczu na wodzie powiedziano już właściwie wszystko, przez dziesięciolecia był wspominany i analizowany przez wielu fachowców. Odnotujmy, że Tomaszewski obronił jedenastkę wykonywaną przez Uliego Hoenessa, dzięki czemu został pierwszym golkiperem w dziejach światowego czempionatu, który na jednym turnieju dwukrotnie zatrzymał strzały z wapna. Nie był jednak w stanie uchronić drużyny przed porażką. Obustronna wymiana ciosów padła łupem gospodarzy. Nasi zawodnicy nie znaleźli sposobu na świetnie dysponowanego Seppa Maiera. Jedyną bramkę zdobył legendarny Gerd Muller, zapewniając Niemcom trzeci finał Mistrzostw Świata. Grupę A wygrała tymczasem fenomenalna Holandia a drugie miejsce zajęli Brazylijczycy. Właśnie z aktualnymi Mistrzami Świata przyszło zmierzyć się zawodnikom Kazimierza Górskiego o srebrny medal. Tuż po wodnym starciu z RFN pojawiło się trochę luzu w szeregach ekipy, co jeszcze bardziej spotęgowała możliwość sprowadzenia do hotelu jednej osoby przez każdego z polskich bohaterów. Do większości piłkarzy przyjechały żony lub partnerki, do części jeden z rodziców. Luz bardzo dobrze zadziałał na głowy Polaków. Zupełnie odmienna atmosfera panowała w ekipie Canarinhos. Z uwagi na brak obrony tytułu, w swoim kraju zostali już przeklęci. Chcieli za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość w małym finale. Na mecz z naszą drużyną wyszli bardzo zmotywowani. Można powiedzieć, że wręcz przemotywowani. Zdecydowanie więcej samby zaprezentowali Biało-Czerwoni. Prawdziwym maestro został Grzegorz Lato, autor ponad 50-metrowego rajdu, zakończonego jedynym w tym meczu trafieniem, zapewniającym naszym zawodnikom trzecie miejsce na świecie. Cała polska załoga została w Niemczech aż do wielkiego finału, który oglądała z perspektywy trybun. Niestety, nie wszyscy dotarli na to spotkanie. Część działaczy postanowiła zarobić i przehandlowała swoje bilety. Na boisku w Monachium miała miejsce swoista powtórka finału sprzed dwudziestu lat. Oranje, podobnie jak Węgrzy w Bernie, szybko wyszli na prowadzenie za sprawą karnego Neeskensa. Piłkarsko byli znacznie lepsi od Niemców. Ci jednak wygrali wyrachowaniem, ponownie odwracając losy Mistrzostwa Świata. Trafienia Breitnera i Mullera spowodowały, że zawodnicy Helmuta Schona mogli na oczach własnego kraju świętować drugi tytuł mistrzowski. Franz Beckenbauer spełnił obietnicę złożoną swojemu ojcu 20 lat wcześniej i wzniósł do góry Puchar Świata. Jak smakował drugi triumf Niemiec Zachodnich w ich kraju? Słodko-gorzko. Niby była euforia, ale nie taka jak po pierwszym Mistrzostwie Świata, a nawet nie taka jak dwa lata wcześniej, gdy RFN okazała się najlepszą drużyną w Europie. Poza tym wiele osób nie mogło wybaczyć swoim zawodnikom porażki 0:1 z NRD, poniesionej w swoim pierwszym turniejowym meczu. Holandia z 1974 roku bije się w opowiadaniach i wspomnieniach z Węgrami z 1954 roku o miano najpiękniejszych przegranych w historii. Główny dowódca pomarańczowej bandy, Johan Cruijff, wspominał w swojej biografii: „Nasze występy wywołały na całym świecie pozytywne reakcje i wzbudziły podziw dla naszej gry, a to było znacznie ważniejsze. Daliśmy nadzieję wszystkim zawodnikom, którzy, jak ja, nie byli wielcy ani silni. Podczas tego turnieju w pewnym sensie zmieniła się cała filozofia gry w piłkę. Owa filozofia była w gruncie rzeczy bardzo prosta i pozostaje taka do dziś. Oto piłka i albo wy ją macie, albo oni ją mają. Jeśli jest w waszym posiadaniu, oni nie zdobędą bramki. Jeśli zrobicie z piłki odpowiedni użytek, zyskujecie większą szansę na dobry wynik”.
Królem strzelców futbolowych zmagań w RFN został strzelec 7 goli, Grzegorz Lato. Drugą strzelbą, z pięcioma trafieniami, dysponowali Johan Neeskens i Andrzej Szarmach. Po powrocie naszych piłkarzy do Polski, rozpoczęło się istne szaleństwo. Ponad 100 tysięcy Warszawiaków wyszło na ulice stolicy, by oglądać ich przejazd autokarem z otwartym dachem. Zawodnicy niemal utracili życie prywatne. Gdzie tylko się pojawili, tam momentalnie otaczał ich tłum w celu zrobienia zdjęcia, zdobycia autografu, samej rozmowy. W corocznym plebiscycie Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca roku aż trzy z pięciu czołowych lokat zajęli srebrni medaliści Mistrzostw Świata. Deyna był drugi, Lato czwarty, a Gadocha piąty. Wymiar pierwszego wielkiego sukcesu polskiej piłki nożnej znakomicie opisał Kazimierz Górski: „Zaczęło się od głodu sukcesu. W społeczeństwie biednym, któremu wmawiano, że jest dobrze, mamiono wielkomocarstwowymi obietnicami lub statystykami, sport spełniał rolę szczególną. Był uśmiechem, czymś dobrym i pięknym. Wszyscy byliśmy spragnieni osiągnięć drużyny narodowej”. Jan Tomaszewski w książce Karoliny Apiecionek ,,Mundial 1974. Dogrywka” wspominał: „Pan Kazimierz Górski był dla mnie papieżem polskiej piłki. Jako szkoleniowiec był bardzo dobry, jako człowiek – fenomenalny! Wszyscy mówią: miał zawodników. Nie, cały czas szukał! Bulzacki, bohater z Wembley nie gra, wchodzi jakiś gówniarz Żmuda. Strzelec złotej bramki, Jasiu Domarski, nie gra, wchodzi jakiś młokos Szarmach. Leszek Ćmikiewicz nie gra, wchodzi jakiś Ślązak Zygmunt Maszczyk i co się okazuje? Ta drużyna zdobywa trzecie miejsce na świecie! To jest po prostu niemożliwe! A jednak pan Kazimierz tego dokonał”.
7
@FCBparasiempre
Jeśli zapytamy przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się 1974 rok, to bez wątpienia, nieważne czy zna się na piłce nożnej czy nie, wskaże na trzecie miejsce naszych rodaków na Mistrzostwach Świata, wywalczone w Republice Federalnej Niemiec. W związku z tym przedstawię przede wszystkim kulisy wspaniałego występu podopiecznych trenera tysiąclecia, Kazimierza Górskiego. Niemcy Zachodnie miały sporo czasu na solidne zorganizowanie jubileuszowego, 10. turnieju Mistrzostw Świata. Organizacja została im powierzona niemal 10 lat przed jego rozpoczęciem. Po tym jak Puchar Rimeta trafił na własność Brazylijczyków, ogłoszono plebiscyt na nowy puchar dla zwycięzcy. Spośród zgłoszeń wybrano dzieło włoskiego rzeźbiarza, Silvio Gazzanigi. Oryginał został wykonany z 18-karatowego złota, waży 6,175 kg przy 36 cm wysokości. Tym razem ustalono, że w żadnym przypadku nie trafi do jakiejkolwiek krajowej federacji, bez względu na liczbę triumfów na największej piłkarskiej imprezie na świecie. Każdy zwycięzca otrzyma pozłacaną replikę i musi pocieszyć się tym, że zostanie wygrawerowany na spodzie oryginalnego trofeum, które na co dzień znajduje się w siedzibie FIFA. Co ciekawe, po Mundialu w 2038 roku nie będzie już miejsca na kolejnego triumfatora. Do eliminacji zgłosiło się 99 drużyn. Siedem z nich (Filipiny, Gabon, Indie, Jamajka, Madagaskar, Sri Lanka i Wenezuela) wycofało się przed startem. Polska wylądowała w piątej grupie strefy europejskiej wraz z wyspiarskim towarzystwem, Anglią i Walią. Nie ma wątpliwości, że zdecydowanym faworytem byli Mistrzowie Świata z 1966 roku. Biało-Czerwoni tworzyli młodą, zdolną drużynę, scementowaną triumfem na Igrzyskach Olimpijskich w 1972 roku. Kwalifikacje do mundialu rozpoczęliśmy fatalnie, przegrywając na wyjeździe z Walią 0:2. Tylko cud na Stadionie Śląskim mógł przedłużyć nasze nadzieje na awans. I cud się wydarzył, po bramkach Gadochy i Lubańskiego pokonaliśmy Anglię 2:0. Niestety, strzelec drugiej bramki świętował przez łzy. Po starciu z McFarlandem doznał paskudnej kontuzji, po której przeszedł dwie nieudane operacje. Całe nieszczęście na długo wyeliminowało go z gry w piłkę. Nasz najlepszy napastnik tamtych czasów wspominał tę sytuację w książce ,,Życie jak dobry mecz”: „Nie zapomnę tego do końca życia. Oprócz strasznego bólu, który wydawał mi się nie do wytrzymania, była jeszcze jedna rzecz, bardzo mnie niepokojąca – niesamowity trzask, który usłyszałem. To był trzask kosteczki, która się odrywała od ścięgna”. Już bez Lubańskiego Polacy wygrali z Walią 3:0 a następnie pojechali na Wembley stoczyć bezpośrednie starcie z Synami Albionu o bilety do RFN. Pozycję wyjściową mieli ciut lepszą, bo wystarczał im remis. W pierwszej połowie dzielnie i heroicznie odbierali ataki gospodarzy a dwanaście minut po wznowieniu gry wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Jana Domarskiego. Nie cieszyli się z niego zbyt długo, bo już kilkaset sekund później z rzutu karnego wyrównał Allan Clarke. Wynik 1:1 utrzymał się do końcowego gwizdka, co oznaczało pierwszy od 1938 roku awans na piłkarskie Mistrzostwa Świata. Sam mecz urósł do miana legendy, tak jak m. in. interwencje Jana Tomaszewskiego, którego przed meczem Brytyjczycy porównywali do clowna i sama bramka Domarskiego, do dzisiaj kojarzonego przede wszystkim z tym dokonaniem. Na karty pod autografy wkradł się jednak mały chochlik. Władze kraju i działacze Polskiego Związku Piłki Nożnej zakładały, że złoty remis na Wembley i pierwszy po II Wojnie Światowej awans na Mistrzostwa Świata jest szczytem możliwości podopiecznych Kazimierza Górskiego: „Jedziemy, bo jedziemy, ale nie stawiamy przed wami żadnych celów. Po prostu nie przynieście nam wstydu. Tam będą grały największe gwiazdy światowej piłki”. Takie podejście drażniło złotych medalistów Igrzysk Olimpijskich z 1972 roku w Monachium. Wyrażało totalny brak wiary w samych zawodników i trenera. Kazimierz Górski zabrał na mundial następujących zawodników: Jan Tomaszewski, Andrzej Fischer, Zygmunt Kalinowski, Antoni Szymanowski, Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Henryk Wieczorek, Mirosław Bulzacki, Władysław Żmuda, Adam Musiał, Lesław Ćmikiewicz, Kazimierz Deyna, Henryk Kasperczak, Zygmunt Maszczak, Roman Jakóbczyk, Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach, Robert Gadocha, Jan Domarski, Zdzisław Kapka, Kazimierz Kmiecik, Marek Kusto. Asystentami szkoleniowca byli Jacek Gmoch i Andrzej Strejlau, którzy niespecjalnie za sobą przepadali. Mistrzostwa Świata rozegrano w dniach 13 czerwca – 7 lipca 1974 roku na stadionach w dziewięciu miastach: Monachium, Berlin, Stuttgart, Gelsenkirchen, Düsseldorf, Frankfurt, Hamburg, Hannover i Dortmund. Na długo przed rozpoczęciem zawodów zastanawiano się nad opcją zwiększenia liczby finalistów. Finalnie zrezygnowano z pomysłu i w Niemczech wystąpiło 16 drużyn: Republika Federalna Niemiec (gospodarz), Brazylia (mistrz), Polska, Bułgaria, NRD, Włochy, Holandia, Szkocja, Szwecja, Jugosławia, Argentyna, Chile, Urugwaj, Haiti, Australia i Zair. Wprowadzono natomiast nowy format rozgrywek, mający zwiększyć liczbę meczów. Trzeba przyznać, że uatrakcyjnił zawody i bardzo dobrze zdał egzamin. Zrezygnowano z fazy pucharowej, zastępując ją drugą fazą grupową. Zestawienie pierwszej rundy:
Grupa 1: Australia, Chile, NRD, RFN
Grupa 2: Brazylia, Jugosławia, Szkocja, Zair
Grupa 3: Bułgaria, Holandia, Szwecja, Urugwaj
Grupa 4: Argentyna, Haiti, Polska, Włochy
Dwie najlepsze drużyny z każdej z grup zapewniało sobie awans do najlepszej ósemki zawodów, podzielonej na dwie grupy. I tutaj każdy grał z każdym. Zwycięzcy drugich grup awansowali do wielkiego finału, a wiceliderzy rozgrywali między sobą mecz o 3. miejsce. Co ważne, od tego turnieju aż po mundial we Francji w 1998 roku, nagradzano wszystkich “półfinalistów”. Za pierwsze miejsce przyznawano złote medale, za drugie srebrne pozłacane, za trzecie srebrne, a za czwarte brązowe. Przed bezbramkowym meczem otwarcia we Frankfurcie, rozegranym między Brazylią a Jugosławią, piosenkę Futbol odśpiewała Maryla Rodowicz. Reprezentacja Polski rozpoczęła swoje zmagania trzeciego dnia turnieju. Wydawało się, że, wobec kontuzji Włodzimierza Lubańskiego, podstawowym napastnikiem będzie bohater z Wembley, Jan Domarski. Górski postawił tymczasem na zawodnika, który na szczeblu reprezentacyjnym ogrywał się głównie w młodzieżówce prowadzonej przez Andrzeja Strejlaua. Wielu miało wątpliwości co do wyboru Andrzeja Szarmacha. Sam zainteresowany był zaniepokojony, co wyraził w swojej biografii ,,Diabeł nie anioł”: „Jak to ja? Nie Domarski? Pełne zaskoczenie i dla mnie, i dla kolegów z drużyny. W głowie gonitwa myśli. Noc długa i prawie nieprzespana. I pytana: Co robić? Jak grać? Czy dam radę?” Zdecydowanie dał radę. W pierwszym meczu z Argentyną już w ósmej minucie zamknął usta krytykantom i uciszył swoje czarne myśli. W tym momencie Biało-Czerwoni prowadzili już 2:0, bowiem chwilę wcześniej trafił Lato. Na kontaktową bramkę Heredii z 60. minuty momentalnie odpowiedział Lato. Na nic zdał się gol Babingtona na 3:2. Mecz zakończył się właśnie takim rezultatem. Piłkarski świat w szoku, Polacy nie dowierzali. W Murrhardt, malowniczym miasteczku goszczącym naszą reprezentację, zapanowała wielka radość. Mieszkańcy w momencie pokochali zawodników znad Wisły i wspierali ich równie mocno jak swoją drużynę. Trener i jego podopieczni zaczęli otrzymywać listy z gratulacjami z całej Polski, co trwało aż do zakończenia turnieju. Ponadto do Laty, Szarmacha, Deyny i spółki zaczęli przybliżać się przedstawiciele zachodnich klubów, kusząc dużymi pieniędzy. Sytuacja polityczna w kraju cały czas była zła, zawodnicy mieli zakaz zagranicznych transferów aż do ukończenia 30. roku życia. Pozostanie na zachodzie było równoważne z ucieczką. Drugą przeszkodą było starcie z egzotyczną reprezentacją Haiti. Było jasne, że rywale są o klasę gorsi od naszych zawodników, choć w kwietniu przed mundialem okazali się górą w bezpośrednim meczu towarzyskim, wygrywając 2:1. Na turnieju Polacy nie pozostawili żadnych złudzeń. Kanonada strzelecka, 7:0, jedno z najwyższych zwycięstw w historii Mistrzostw Świata. Łupem bramkowym podzielili się Lato x2, Deyna, Szarmach x3 i Gorgoń. Tym samym Orły Górskiego zapewniły sobie awans do drugiej rundy grupowej. Wcześniej trzeba było jeszcze rozegrać ostatnie starcie pierwszej fazy. Przed meczem z Włochami rozpoczęły się próby “motywacji” Polaków. Biało-Czerwoni awans mieli już w kieszeni, zatem było pewne, że jedna z ekip, wymienianych przed turniejem w gronie faworytów do zwycięstwa, niebawem pojedzie do domu. Włoska federacja obiecała swoim piłkarzom po 30 tys. dolarów premii za awans do czołowej ósemki. Ci postanowili zaproponować 10% swojego wynagrodzenia piłkarzom Górskiego. 3 tys. dolarów było sumą, za którą w ówczesnej Polsce można było kupić samochód z górnej półki. Ostatecznie przybyszom z Półwyspu Apenińskiemu nie udało się dotrzeć do naszych zawodników i przekazać ustalonej przez siebie sumy. Polacy znów dali popis swoich umiejętności, wygrywając z Włochami 2:1 po golach Szarmacha i Deyny. Koniec tematu? Otóż nie. Ponad osiem lat później Grzegorz Lato trafił do meksykańskiego Atlante, gdzie spotkał argentyńskiego piłkarza, Rubena Ayalę. Ten powiedział mu, że przed starciem Polski z Włochami wraz z kolegami z drużyny zebrał 22 tys. dolarów, z czego 18 tys. zostało przekazane żonie jednego z Polaków wraz z apelem o zwycięstwo z bezpośrednim przeciwnikiem do awansu. Niczego nieświadomi piłkarze Górskiego, no może poza jednym wyjątkiem, wygrali. Argentyna w tym samym czasie pokonała Haiti 4:1, zatem z perspektywy przybyszy z Ameryki Południowej wydawało się, że wszystko poszło zgodnie z ustalonym planem. Lato przekazał informację kolegom z drużyny i rozpoczęło się poszukiwanie piłkarza, który bez wiedzy pozostałych przytulił 18 tys. dolarów. Bez skutku. Po latach milczenie przerwał Iggy Boćwiński, Argentyńczyk polskiego pochodzenia, który stwierdził, że to on przekazał pieniądze, a odbiorcą była żona Roberta Gadochy. „Robert zachował pieniądze dla siebie. Zresztą zaskoczył mnie tym zupełnie. Zapytałem, jak zamierza podzielić kasę. Wtedy powiedział: . Byłem bardzo zaskoczony taką postawą Gadochy”. Orły Górskiego przeklęły byłego zawodnika Legii Warszawa. W gruncie rzeczy nie ma co się dziwić – za wygranie mundialowego meczu dostawali raptem po… 40 dolarów. Po wyjściu na jaw całej sprawy, Gadocha praktycznie odizolował się od świata. Do sytuacji odniósł się dopiero w 2013 roku, zapewniając, że żadnych pieniędzy nie przyjął.