FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Marusek W jakiej dyscyplinie sportu?
Ps. Bardzo nie lubie jak ktoś pisze nieprecyzyjnie o co konkretnie chodzi?
9
Po raz pierwszy w historii „Copa de La Liga”:
Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona rozegrała pierwszy mecz Pucharu Ligi z Realem Betis Sevilla. Rozgrywki Copa de La Liga dla drużyn z ekstraklasy hiszpańskiej organizowane były w latach 1982-86. Pomysłodawcą tych rozgrywek był prezydent Barçy Josep Luis Nuñez, który liczył na dodatkowe pieniądze w klubowej kasie. Rozegrano cztery edycje, w których zwyciężali kolejno: FC Barcelona, Real Valladolid, Real Madryt i ponownie Katalończycy. Grano systemem pucharowym, zawsze rozgrywając cztery rundy i dwumecz finałowy. 11 czerwca 1985 r. Blaugrana przegrała z Betisem 1:0, lecz w rewanżu na Camp Nou okazała się lepsza i wygrała 2:0 po golach Amarilla i Alexanco i sięgnęła po Puchar Ligi. Pod naciskiem większości klubów zrezygnowano z kolejnej edycji z powodu przeładowania kalendarza(w La Liga wprowadzono podział na grupy po zakończeniu sezonu zasadniczego) oraz fiaska finansowego rozgrywek(rewanż z Betisem oglądało zaledwie 20 tys. widzów).
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Zapomniane i niedoceniane legendy Katalońskiej Dumy:
11 czerwca 1903 r. w Barcelonie urodził się Vicente Piera Pañella, jeden z najwybitniejszych prawoskrzydłowych w dziejach klubu. Posiadał niebywałe umiejętności, których nie jeden mógł mu pozazdrościć: technika, elegancki styl gry, szybkość, gra głową i perfekcyjne dośrodkowania. Te cechy sprawiły iż Katalończyk był uznawany za idealnego skrzydłowego. Był jednym z filarów Dumy Katalonii lat 20-tych i większość sukcesów z tego okresu jest zasługą właśnie Piery. Z Blaugraną zdobył pierwsze w historii mistrzostwo Hiszpanii(1929), 4 Puchary Króla(1922,1925,1926 i 1928) oraz 10 mistrzostw Katalonii!
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Vivienne
10
Gol Bettegi:
10 czerwca na mundialu w 1978 roku Włosi wygrali z Argentyną 1:0. Akcja, po której strzelili gola zamknęła się w idealnym trójkącie, w którym argentyńscy obrońcy byli bardziej zagubieni niż ślepiec podczas strzelaniny. Antognoni posłał piłkę do Bettegi, ten oddał ją, który odegrał mu piętką w pole karne. Bettega oszukał dwóch obrońców i strzałem z prawej nogi pokonał bramkarza Fillola. Choć nikt tego jeszcze nie wiedział, Włosi rozpoczęli już marsz, który zakończył się 4 lata później zdobyciem mistrzostwa świata.
@Vivienne
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
7
@FCBparasiempre
10 czerwca 1962 roku, „Estadio Carlos Dittborn”; Chile – ZSRR.
Przez te wszystkie lata w wielu wywiadach pytano mnie dlaczego postanowiłem zostać pisarzem. Jest to temat, do którego dziennikarze wracają raz za razem, jakby ta informacja była dla nich naprawdę ważna i który przewija się zawsze, kiedy wydaje nową książkę. Kłopot w tym że nigdy nie wiedziałem, jak odpowiedzieć na to pytanie, jako że nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie było konkretnego powodu, z którego wybrałem ten zawód a nie mam wątpliwości że gdyby takowy istniał, byłby zdecydowanie pospolity i nie spełniłby oczekiwań ciekawskich redaktorów, którzy z jakiegoś dziwnego względu zawsze spodziewają się znaleźć w pamięci pisarzy skrzynię pełną wspaniałych i fascynujących anegdot. Ale jako że jestem szczodrym człowiekiem, od pewnego czasu wymyślam różne historię o moich początkach żeby każdy mógł poczuć się ukontentowany. Zazwyczaj korzystam z doświadczeń kolegów po fachu, którzy( w przeciwieństwie do mnie) mogą liczyć na pierwszorzędny materiał bibliograficzny a pośród nich wszystkich chyba najbardziej cenię i najczęściej powielam historię mojego chilijskiego kolegi Luisa Sepulvedy, niech spoczywa w pokoju. Na długo zanim przelał na papier pierwsze słowa, Luis Sepulveda grał w piłkę na pozycji napastnika. Występował w juniorskiej drużynie klubu Unidos Venceremos, Razem Zwyciężymy(Cóż za nazwa, nie mówcie mi że nie brzmi to już jak porządny łyk najlepszej literatury) w rodzinnej dzielnicy „Vivaceta”, w samym sercu Santiago de Chile. Na boisku radził sobie naprawdę dobrze, do tego wręcz stopnia że chciał zostać zawodowym piłkarzem. To było jego marzenie: zarabiać na życie strzelając gole. I znajdował się na dobrej drodze, jego codzienny rytuał polegający na smarowaniu korków tłuszczem do skór(ten szczegół, przyznajmy, także jest niezwykle poetycki) odpłacał mu się boską inspiracją, dzięki której był najlepszym zawodnikiem we wszystkich meczach bez wyjątku. Jednakże pewnej niedzieli, kiedy wybierał się na boisko Sepulveda natknął się na ulicy na ciężarówkę do przeprowadzek. Kilka kroków od jego domu miała zamieszkać jakaś nowa rodzina. Chłopiec zaoferował pomoc dwojgu dorosłym, którzy wyładowywali meble a kiedy przekroczył próg domu, niosąc w cherlawych ramionach mały ogrodowy stolik zobaczył ją. Dziewczyne w swoim wieku, wdzięczną i delikatną, z nieśmiałością wymalowaną na twarzy; najpiękniejszą, jaką kiedykolwiek widział. Jego drużyna przegrała tego dnia, on sam zagrał żałośnie i zarówno jego koledzy, jaki trener wrócili do szatni wściekli. Ale Sepulveda się tym nie przejmował po raz pierwszy inne uczucie Wzięło w nim górę nad futbolem. Chcąc podziękować mu za pomoc, rodzice Glorii, bo tak miała na imię dziewczyna, zaprosili go na przyjęcie urodzinowe córki w następny weekend. I chłopiec, którego życie momentami przybierało formę powieści(ten magiczny szkic, na brak, którego zawsze cierpiała moje), nie mógł myśleć już o niczym innym. Uzbroił się w najlepszy możliwy prezent. Nie łatwo było się zdecydować ale po długich rozmyślaniach oślepiony dusznym światłem, które towarzyszy pierwszym miłością, wykonał ten krok. Zamierzał wręczyć Glorii najcenniejszy przedmiot, jaki przechowywał- fotografię reprezentacji Chile, która rywalizowała na mundialu w 1962 roku, z podpisami wszystkich piłkarzy. Zdobycie ich wymagało od niego prawdziwej Odysei ale nie brakowało żadnego autografu; widniały tu gryzmoły Misaela Escutiego, Jorge Toro, Luisa Eyzaguirre, Lionela Sancheza, Tito Fouilliouxa... A przede wszystkim, wznosząc się nad pozostałymi, jak gdyby tuż długopisu nabrał nagle niespodziewanego błysku, podpis Eladio Rojasa, największego idola Sepulwedy. Autograf Bombardiera z żółtej ziemi był wisienką na torcie tej fotografii, hołdem dla pokolenia, które zdobyły dla Chile brązowy medal mistrzostw świata.
Ów turniej wyrył się w pamięci całego kraju a w jednym z jego kluczowych momentów największą rolę odegrał właśnie Rojas, który w meczu 1/8 finału ze Związkiem Radzieckim strzelił decydującego gola, posyłając piłkę z połowy boiska i umieszczając ją w bramce Lwa Jaszyna. Gol był tak zaskakujący, uderzenie tak potężne że nawet sam „Czarny pająk” nie miał innego wyjścia jak bić brawo, kiedy już się odwrócił i przekonał że piłka imponująco przemierzywszy niebo Ariki zaplątała się w sieci jego bramki. Sepulveda po raz ostatni spojrzał na błyszczący podpis Rojasa w salonie sąsiadów, nabrał powietrze i torując sobie drogę pośród gości, wręczył prezent Glorii ale sekundę później wszystko się zepsuło. - Nie lubię futbolu- wyszeptała delikatnym i zachwycającym głoskiem zobaczywszy zdjęcie. - Ach, nie? A więc co lubisz?- zapytał pokonany. - Lubię poezję. Po tym zdaniu Luis Sepulveda już nigdy nie był taki sam. Nie zobaczy już glorii, podobnie jak nie wejdzie już na plac gry. Zwyczajnie zmieni kierunek. Pewnego dnia w ręce wpadła mu książka Nerudy i od tej pory skończyły się jego marzenie o piłkarskiej karierze, przepadł na zawsze w labiryncie liter. Wiele razy pragnąłem żeby historia Sepulvedy była moja. Jest w niej coś, co mnie porusza a jednocześnie robi na mnie wrażenie, jakby to była konstatacja że nieszkodliwy ból chłopca może zdecydować o przyszłości mężczyzny. Dlatego zazwyczaj ją sobie przywłaszcza, kiedy ktoś pyta. Żeby oddalić się od przeciętności własnych wspomnień. Żeby uwierzyć choćby tylko przez kilka minut, kiedy opowiadam tę historię że ja też miałem małą glorię która stanęła na mojej drodze żeby rzucić mnie niewzruszenie w ogień literatury.
Marcel Beltran.
6
Utracona gloria:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
9
@FCBparasiempre
W roku 1934 na stadiony wkroczyła prawdziwa polityka. Gospodarzem mistrzostw świata były Włochy, gdzie władzę sprawowała faszystowska partia Benito Mussoliniego. Mistrzostwa świata były znakomitą okazja do pokazania światu że pod tymi rządami kraj płynie mlekiem i miodem a włoscy piłkarze są najlepsi na świecie. Włosi szczycą się jedną z najbogatszych kultur futbolowych. Darujmy sobie słynne harpastum, gre rzymskich legionów, mającą rzekomo stanowić pierwowzór współczesnego futbolu ale bieganie po rynku w renesansowej Florencji za okrągłym przedmiotem, mogącym od biedy uchodzić za praprzodka piłki – to już jest coś. Tym bardziej że na te gre mówiono ,,calcio”. Piłka nożna we Włoszech nosi właśnie taką nazwe. Swój pierwszy mecz międzypaństwowy Włosi rozegrali w niedziele, 15 maja 1910 roku w Mediolanie. Pokonali Francje 6:2. Już wtedy piłkarze mieli na sobie niebieskie koszulki bo taka była barwa dynastii sabaudzkiej. Dlatego reprezentacja Włoch nosi popularną nazwe Squadra Azzura, czyli Błękitna Drużyna. W pierwszej reprezentacji znaleźli się zawodnicy m.in. Interu, Milanu, Torino ale i klubów, których dziś już nie ma. Kiedy w roku 1908 Włoska Federacja Piłkarska wprowadziła zakaz występów cudzoziemców w rozgrywkach, część niezadowolonych działaczy Milanu założyła nowy klub, nadając mu prowokacyjną nazwe Internazionale. Kiedy jednak do władzy doszedł pilnujący wartości narodowe Mussolini, w roku 1928 nakazał zmiane nazwy. Inter stał się Ambrosianą, na cześć patrona Mediolanu – świętego Ambrożego. Do starej nazwy klub powrócił dopiero po wojnie. Kiedy Włosi w roku 1932 otrzymali prawo organizacji turnieju, zadbali aby wszystko było zapięte na ostatni guzik. Mussolini musiał pokazać że państwo, na czele którego stoi, funkcjonuje bez zarzutu. Stadiony były gotowe na czas, komunikacja działała sprawnie. Duce zrobił jednak coś więcej. Na prezydenta Włoskiej Federacji Piłkarskiej wyznaczył generała Giorgio Vaccaro, niezwykle rzutkiego organizatora, dobrze zorientowanego w realiach życia sportowego Włoch. Vaccaro pilnował by piłkarzom i trenerowi Pozzo niczego nie brakowało. Czy wyszedł poza te obowiązki? Dziwnym trafem Włochom na tych mistrzostwach wszystko sprzyjało i nie należy tego tłumaczyć banalnym powiedzeniem o pomagających gospodarzom ścianach. Włosi zaczeli turniej od efektownego zwycięstwa nad USA 7:1! Zaczeło się zgodnie z planem ale następny przeciwnik, Hiszpania, był znacznie lepszy. Miał w bramce legendarnego Ricardo Zamore w polu m.in. Quincocesa i Langare – zawodników znanych w całej Europie. Pierwsi gola strzelili Hiszpanie – Luis Regueiro w 31 m. Wyrównał Ferrari w ostatniej minucie przed przerwą, jak twierdzili Hiszpanie, po faulu na bramkarzu. Pojedynek był niezwykle zacięty i brutalny. Krew się lała i kości pękały. Zamora bronił wszystkie strzały i po tym meczu nawet Włosi przyznali że to geniusz bramki. Pierwszy raz w historii mistrzostw świata doszło do dogrywki, która zresztą też nie wyłoniła zwycięzcy. Następnego dnia, na tym samym boisku we Florencji, Włochy i Hiszpania wyszły więc na boisku raz jeszcze ale już w zupełnie innych składach. Kilku piłkarzy doznało kontuzji, musieli ich zastąpić rezerwowi. W drużynie hiszpańskiej na boisku znalazło się zaledwie czterech zawodników z pierwszego meczu. Zamora zagrać nie mógł. Włosi ponieśli mniejsze straty i wygrali 1:0, po strzale Giuseppe Meazzy. Hiszpanie protestowali, uważając że gol padł niezgodnie z przepisami ale szwajcarski sędzia Mercet w ogóle nie chciał z nimi dyskutować. Obiektywni obserwatorzy czuli niesmak, widząc że arbiter pilnuje interesów gospodarzy. Coś było na rzeczy, skoro po mistrzostwach Szwajcarski Związek Piłki Nożnej usunął Merceta ze swoich szeregów, odbierając mu prawa wychodzenia na boisko w roli sędziego. Pomoc pomocą ale przyznać trzeba że Włosi mieli trudną drogę do finału. Jeden mecz więcej to nie tylko zmęczenie poobijanych zawodników ale i mniej czasu na odpoczynek. Już dwa dni po zwycięstwie nad Hiszpanią Włochów czekał kolejny ciężki pojedynek – z Austrią w Mediolanie. To już nie był Wunderteam ale wciąż jeden z faworytów turnieju. Tym razem gospodarzom pomógł nie tylko sędzia Eklind ale i sprzyjająca pogoda. Deszcz, który spadł przed meczem, zamienił boiska w grzęzawisko, na którym oparta na krótkich podaniach po trawie ,,szkoła wiedeńska” była skazana na porażke. Włosi grali długimi podaniami, omijającymi kałuże i po jednym z nich Guaita zdobył jedynego gola meczu. Pozostawał już tylko finał w Rzymie(10.06.1934), na stadionie Narodowej Partii Faszystowskiej, w obecności Mussoliniego. Naprzeciwko Włochów stanęła reprezentacja Czechosłowacji i to nie byle jaka bo składająca się z 8 graczy Slavii i 3 Sparty Praga, w tamtych czasach jednych z najlepszych klubów na świecie. Bramkarzem Czechosłowacji był legendarny František Planička, w ataku grał Nejedly. W okresie międzywojennym Planička i Ricardo Zamora to ekstraklasa światowa, tuż za nimi Rudi Hiden i Gianpiero Combi. Planička bronił zwykle w grubym wełnianym golfie, łagodzącym upadki. Na piersiach miał czeskiego lwa pokaźnych rozmiarów zaś na kolanach ochraniacze. Rękawiczek nie używał, bronił gołymi rękami. Mimo niewielkiego wzrostu jak na bramkarza(173 cm.) wyłapywał lecące pod poprzeczke piłki. Był niezwykle skoczny, nazywano go ,,Mistrzem robinsonad”. Dożył 92 lat, niemal do końca chodził na mecze. Opowiadał jak było przed wojną a jeszcze w wieku 70 lat bronił w meczach pokazowych! Całe życie był wierny Slavii, dla której rozegrał blisko tysiąc meczów! Mimo wielu atrakcyjnych propozycji, nigdy nie opuścił Pragi. ,,Przed finałem z Włochami sędzia Eklind poprosił mnie i kapitana Włochów Combiego do swojej szatni. Powiedział że mamy grać fair bo jest to finał mistrzostw świata, musimy pokazać że przestrzegamy zasad i się szanujemy. Takie dyrdymały, jakie zwykle mówią sędziowie piłkarzom przed meczem. Z szatni wyszliśmy wszyscy razem. My z Combim do swoich żeby razem wyjść na boisko a Eklind na trybuny. Poszedł prosto do loży Mussoliniego żeby się z nim przywitać. Nie wiem czy sam na to wpadł, czy było to uzgodnione ale wszyscy otrzymali sygnał że sędzia, dla którego Duce jest ważniejszy od piłkarzy, może nie być sprawiedliwy.”- wspominał po latach Planička. Czechosłowacja przekonała się o tym po kwadransie gry. Guaita tak ostro zaatakował pomocnika Krčila że od tej pory Czech nie był w stanie grać. Musiał jednak pozostać na boisku, ponieważ ówczesne regulaminy nie przewidywały zmiany zawodników. Włosi mieli praktycznie przewagę jednego gracza. Mało tego, Attilio Ferraris IV sfaulował napastnika Puca tak brutalnie że powinien zostać wyrzucony z boiska. Sędzia faul odgwizdał, lecz Włocha nie ukarał. Lekarz zajmował się Pucem około 10 minut, więc Czesi mieli w polu już tylko 9 zawodników. Mimo tych strat mecz był bardzo wyrównany. Raz przeważali jedni, raz drudzy, obydwaj bramkarze mieli sporo pracy. Gole nie padały aż do 71 minuty. Kiedy tylko Puc wrócił na boisko, zakończył celnym strzałem akcje Sobotki. Zaskoczeni gospodarze na chwile stanęli. Najpierw pozwolili na strzał Nejedlemu, jednak piłka przeleciała nad poprzeczką. Potem, po jego akcji piłke dostał Sobotka. Obrońcy się zagapili, Combi wybiegł w kierunku napastnika, Czech go wyminął i mając przed sobą pustą bramke, trafił w słupek! Czesi załamali ręce. Kiedy sfaulowany obrońca Čtyroky leżał na ziemi a Eklind nie przerwał gry, Schiavio przejął piłke, podał do Orsiego a ten mocno strzelił pod poprzeczke. W 81 minucie Włosi wyrównali na 1:1. Pierwszy raz o tytule mistrza świata decydowała dogrywka. Pięć minut po jej rozpoczęciu Schiavio strzelił z 12 metrów tak mocno że nawet Planička nie mógł odbić piłki. Włosi wygrali 2:1. Czesi zebrali pochwały. Na dworcu w Pradze witały ich tłumy. W nagrodę piłkarze otrzymywali od osób prywatnych i rozmaitych firm zegarki, ubrania, beczki piwa ,,król obuwia” – Jan Antonin Bata wręczył każdemu grubą kopertę z banknotami. Prasa całej Europy pisała o nich jak o ,,moralnych zwycięzcach”. Nasze ,,Raz, Dwa, Trzy” napisało po finale że Szwed Eklind miał ,,włoskie oczy”. ,,Nie mam żadnych pretensji do włoskich piłkarzy. Oni byli bardzo dobrzy, chociaż grali za ostro ale sędziowania nigdy nie zapomnę…”. Kilka dni po finale w rozmowie z wysłannikiem ,,Przeglądu Sportowego” do Pragi, sekretarz generalny Czechosłowackiej Asocjacji Footbalowej, pełniący jednocześnie podczas mundialu funkcje trenera, Karel Petru, tak określił przyczyny porażki: ,,Było to przede wszystkim skutkiem odrębnego klimatu, dalej, innego jedzenia w czasie prawie dwudziestodniowego pobytu we Włoszech; następnie gospodarze postąpili nie bardzo fair, narzucając do finału na arbitra Szeda Eklinda, mającego na sumieniu zajścia na meczu Włochy-Austria”. Czechosłowakom na pociechę został tytuł króla strzelców Oldricha Nejedlyego. Zdobył 5 goli w 4 meczach. Nie wiadomo jak zakończyły by się mistrzostwa, gdyby nie zabiegi generała Vaccaro. Nie ulega jednak wątpliwości że Włochy miały w latach 30-tych jedną z najlepszą reprezentacji na świecie. Wygrywały mistrzostwa dwa razy z rzędu(1934 i 1938). Na Igrzyskach w Berlinie(1936) Włosi również zdobyli złoty medal. Trzeba jednak pamiętać iż w obydwu finałach mistrzostw świata Włochom wydatnie pomagali sędziowie a to pozostawiło wielki niesmak wśród kibiców. Na koniec składy z finału w Rzymie:
Włochy: Gianpiero Combi (c) – Eraldo Monzeglio, Luigi Allemandi - Attilio Ferraris, Luis Monti, Luigi Bertolini - Enrique Guaita, Giuseppe Meazza, Angelo Schiavio, Giovanni Ferrari, Raimundo Orsi
Czechosłowacja: František Plánička (c) – Ladislav Ženíšek, Josef Čtyřoký - Josef Košťálek, Štefan Čambal, Rudolf Krčil - František Junek, František Svoboda, Jiří Sobotka, Oldřich Nejedlý, Antonín Puč
8
Duce, generał i reszta:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
3
@Eto'o9 R10 No cóż, niektóre fakty potrafią się nieco zestarzeć, tak jak i ja :)
10
Żywe postacie futbolu:
10 czerwca 1959 r. urodził się Carlo Acelotti, były włoski piłkarz, a obecnie trener piłkarski, uznawany za jednego z najlepszych i najbardziej utytłanych szkoleniowców na świecie – aktualnie związany z Realem Madryt. W trakcie sportowej kariery zdobywał mistrzostwo Włoch w barwach takich klubów jak m.in. AS Roma czy AC Milan. Z kolei zasiadając na ławce trenerskiej, sięgał m.in. po mistrzostwo Włoch, Anglii, Francji, Niemiec oraz Hiszpanii, trenując AC Milan, Chelsea Londyn, PSG, Bayern Monachium i Real Madryt. Jako szkoleniowiec Królewskich trzykrotnie i jako trener Rossonerich dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
W końcu efektowne zwycięstwo:
10 czerwca 1978 r. reprezentacja Polski pokonała Meksyk 3:1 w trzecim meczu fazy grupowej mundialu w Argentynie. Selekcjoner Jacek Gmoch po spotkaniu z Tunezyjczykami zapowiadał zmiany w zespole. Nie wystawił w składzie Nawałki, Henryka Maculewicza, Szarmacha i Lubańskiego. Po raz pierwszy na mundialu w Argentynie w podstawowej jedenastce wybiegł Boniek. Oprócz niego nieobecnych zastąpili: Żmuda, Wojciech Rudy i Bogdan Masztaler. Meksykanie od początku przejęli inicjatywę i atakowali – groźnie i minimalnie niecelnie głową uderzał Hugo Sánchez. Chwilę później do Jana Tomaszewskiego znów uśmiechnęło się szczęście. Między 23. a 25. minutą kotłowało się pod naszą bramką, „El Tri” bili dwa kornery, w końcu nasz bramkarz pewną interwencją zażegnał niebezpieczeństwo. Polacy powoli opanowywali sytuację na boisku, byli coraz aktywniejsi i pewniejsi siebie. Meksykański bramkarz stanął na wysokości zadania po uderzeniu Andrzeja Iwana. W 43. minucie Soto nie miał już nic do powiedzenia. Po akcji Kazimierza Deyny z Grzegorzem Latą piłka dotarła do Bońka. „Zibi” nie kalkulował, tylko huknął pod poprzeczkę. Golkiper z Meksyku nawet nie drgnął. Polska prowadziła 1:0. Druga połowa rozpoczęła się dość niespodziewanie – gdy Meksykanie wyprowadzili kontratak, nasi obrońcy zdrzemnęli się nieco i Victor Rangel dość przypadkowo pokonał Tomaszewskiego. W 57. minucie przypomniał o sobie Deyna, który przejął piłkę wybitą przez rywali i uderzył mocno z 20. metrów. Futbolówka wpadła w okienko meksykańskiej bramki. Któż wówczas przypuszczał, że był to ostatni gol „Kaki” w koszulce z orłem na piersi?! Polacy przyspieszyli, pod bramką Soto kilka razy zrobiło się gorąco, ale Meksykanie dzielnie walczyli o punkt. Szczęścia próbowali Sánchez i Leonardo Cuéllar, jednak Tomaszewski przerzucał ich strzały nad poprzeczką. Rywale tracili siły i impet. Polacy chcieli dobić przeciwników i ta sztuka udała im się w 83. minucie – po podaniu rezerwowego Lubańskiego piłkę na 30. metrze otrzymał Boniek. Strzelił mocno i zaskakująco, a futbolówka poszybowała tam, gdzie bramkarzowi sięgnąć ją najtrudniej – w okolice „okienka”. „No i kto powiedział, że Boniek nie może grać razem z Deyną?!” – żachnął się na koniec transmisji telewizyjnej legendarny komentator TVP Jan Ciszewski. Było to trzecie w historii spotkanie Polski z Meksykiem i trzecie zwycięskie. Polacy wygrali swoją grupę i awansowali do kolejnej fazy. W drugiej rundzie grało osiem najlepszych drużyn. Polacy trafili do grupy „południowoamerykańskiej” razem z Brazylią, Argentyną i Peru. W pierwszej grupie grały RFN, Włochy, Austria i Holandia.
Polska: Jan Tomaszewski – Antoni Szymanowski, Jerzy Gorgoń, Władysław Żmuda, Wojciech Rudy (85. Henryk Maculewicz) – Henryk Kasperczak, Kazimierz Deyna, Zbigniew Boniek, Bogdan Masztaler – Andrzej Iwan (76. Włodzimierz Lubański), Grzegorz Lato.
Meksyk: Pedro Soto – Ignacio Flores, Carlos Gómez, Rigoberto Cisneros, Arturo Vázquez – Leonardo Cuéllar, Antonio de la Torre, Javier Cárdenas (46. Guillermo Mendizábal) – Cristóbal Ortega, Victor Rangel, Hugo Sánchez.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
Zasłużone postacie futbolu:
10 czerwca 1853 r. w Glasgow urodził się Alexander Watson Hutton, szkocki nauczyciel, działacz piłkarski uważany za "ojca argentyńskiej piłki nożnej". Urodzony w 1853 r. Hutton już jako młody chłopiec stracił oboje rodziców. Później trafił pod opiekę swojej babci, następnie pod szkolną opiekę Daniela Stewarta. W 1881 ukończył filozofię na Uniwersytecie w Edynburskim. W lutym 1882 wyemigrował do Argentyny, gdzie podjął pracę w szkole „Saint Andrew's Scotch”. W 1884 założył szkołę „Buenos Aires English High School”, która uczestniczyła w rozgrywkach klubowych. W 1886 r. urodził mu się syn Arnold, reprezentant Argentyny. 21 lutego 1893 stał się założycielem AFA, którego był prezesem przez trzy lata. Zmarł w 1936 r. i został pochowany na brytyjskim cmentarzu „Chacarita”. Jego imię nosi biblioteka „Argentyńskiego Związku Piłki Nożnej.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Vivienne
1
@RanDiFCB W jego wypadku nie trzeba specjalnie oglądać jak grał. Wystarczy o nim poczytać i to niewiele żeby dojść do wniosku jakim był geniuszem. Podobnie rzecz ma się z Ernestem Wilimowskim, zdecydowanie najlepszym polskim piłkarzem w historii...
13
To był geniusz, niepowtarzalna legenda! Prawdziwi cules nigdy nie zapominają!
10 czerwca 1927 r. w Budapeszcie urodził się Laszlo Kubala Stecs, Węgierski napastnik, wielka legenda FC Barcelony. Hiszpański odpowiednik jego imienia to Ladislao, natomiast Polski- Włodzisław. Jego matka miała polsko-węgiersko-słowackie korzenie a ojciec należał do mniejszości słowackiej na Węgrzech. Po rozpoczęciu kariery w budapesztańskim Ferencvarosi, przeniósł się do Czechosłowacji w celu uniknięcia służby wojskowej i rozegrał jeden sezon w Slovanie Bratysława. Tam poznał i poślubił Annę Viole Daučik, córkę trenera reprezentacji Czechosłowacji Ferdinanda Daučika. W 1948 r. powrócił na Węgry i grał kilka miesięcy w Vasas Budapeszt. W styczniu 1948 r. uciekł przed komunistami i trafił do Włoch, gdzie zaliczył epizod w drużynie Pro Patria. Podobno miał zgodzić się na udział w towarzyskim meczu z Benfiką w Lizbonie w barwach najsilniejszego wówczas we Włoszech(a być może i na całym świecie) AC Torino, lecz w ostatniej chwili zrezygnował ze względu na chorobę syna. Wszyscy piłkarze Torino wracający z Lizbony zgineli 4 maja 1949 r. w katastrofie lotniczej. W 1950 r. Kubala wszedł w skład drużyny uchodźców z Europy Środkowo-Wschodniej prowadzonej przez wspomnianego przeze mnieFerdinanda Daučika i przybył do Hiszpanii na serie spotkań towarzyskich. Podczas jednego z nich zauważyli go skauci Realu Madryt oraz legendarny Josep Samitier, wyszukujący talenty dla Blaugrany. W międzyczasie do gry wkroczył Real Madryt, który zaoferował Węgrowi kontrakt, lecz Samitier przekonał go do związania się z Barça. 15 czerwca 1950 r. Kubala stał się zawodnikiem FC Barcelony a Ferdinand Daučik objął posade trenera. Węgierski Związek Piłki Nożnej złożył w międzyczasie zażalenie do FIFA ze względu na bezprawną ich zdaniem ucieczkę Kubali a światowa federacja ukarała go rocznym wykluczeniem, przez które nie zagrał w Primera Division aż do 1951 r. Wystąpił jednak w rozgrywkach Copa del Generalismo, które Barça wygrała głównie dzięki niemu. W swoim pierwszym sezonie w La Liga strzelił 26 goli w 19 meczach(!) w tym 7(co jest rekordem klubu w La Liga) ze Sportingiem Gijon i 5 z Celtą Vigo. Tak zaczęła się jego wspaniała kariera w Dumie Katalonii, której pomógł zdobyć 14 pucharów. To był geniusz, jego występy chciały oglądać tłumy i z czasem stadion „Camp de Les Corts” stał się za mały, więc to właśnie osoba Kubali stała się inspiracją dla budowy Camp Nou, stąd też jego pomnik stoi od 2009 r. przed tym stadionem. Przez 10 lat gry w Blaugranie Kubala rozegrał 329 spotkań strzelając 270 goli. Na stulecie klubu Ladislao Kubala został wybrany najlepszym piłkarzem w historii FC Barcelony.
@Vivienne
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Marusek Wybacz ale to że strzelił "golazo" w El Clasico i 3 czy 4 gole w Lidze Mistrzów nie oznacza wymaganej jakości na taki klub jak Barcunia. Wręcz przeciwnie! Na FC Barceone jest po prostu bardzo słaby a w niektórych meczach grał jak patałach! Wybacz po raz drugi ale ja mu niestety nie mam za co dziękować...
1
@EzioAuditoreDF No to tylko pozazdrościć tobie tak młodego wieku. Ja na tamtym mundialu miałem grubo po 30-tce! Po tym golu miałem nadzieje na rozkwit i mistrzostwo Argentyny ale się wkurwiłem na tych piepszonych szwabów! Zresztą Pekerman też był bardzo zachowawczy Ale w końcu się doczekałem 4 lata temu apogeum niewyobrażalnej radości. Coś obawiam sie że nie uda się obronić mojej kochanej Argentinie mistrzostwa świata ale obym się cudownie pomylił!
9
Zapomniane legendy Blaugrany:
10 czerwca 1912 r. urodził się Enrique Fernandez Viola. Pochodzący z Urugwaju trener FC Barcelony w latach 1947-50 jest jedynym obok Radomira Anticia szkoleniowcem, który prowadził zarówno Barçe, jak i Real i jedynym, który z obiema drużynami sięgał po mistrzostwo Hiszpanii. W latach 1935-36 Viola był napastnikiem Blaugrany i zdobył z nią dwukrotnie mistrzostwo Katalonii.
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Argentyna na mistrzostwach świata:
Dokładnie 20 lat temu rozpoczął się w Niemczech 18-ty w historii mundial. Argentyńczycy wysłali drużynę ustabilizowaną i utalentowaną. W kadrze nie brakowało sprytnych i świetnych technicznie piłkarzy, którzy grali zgodnie ze starymi argentyńskimi receptami, z Mascherano jako klasyczną ,,piątką”, ustawioną przed defensywnym kwartetem, dwójką wahadłowych Maxi Rodrigeuzem i Cambiasso lub Lucho Gonzalezem, obok niego u szczytu tego diamentu przywróconym do łask Riquelme, jako ,,enganche” operującym za plecami Crespo i Savioli. Jedynym powodem do przedmundialowych zmartwień było trudne losowanie. Rywalami w grupie okazały się Holandia, obiecujące WKS oraz Serbia i Czarnogóra. Obawy zaczęły się rozwiewać po komfortowym 2:1 z WKS. W chwili rozpoczęcia turnieju Serbia i Czarnogóra również nie były już tak silnym rywalem, jak to się wydawało w momencie losowania i przegrały na inauguracje z Holendrami 0:1 ale tego, co się spotka je z rąk Argentyńczyków, nikt się chyba nie spodziewał. Wszystko zaczęło się już w 6 minucie kiedy Saviola wyłożył piłke Rodrigeuzowi. Później nastąpił gol, który przeszedł do historii jako efekt najpiękniejszej być może zespołowej akcji w dziejach mistrzostw świata. Wymiana 26 podań, której kulminacją było zagranie piętą Crespo do Cambiasso i strzał tego ostatniego ze środka pola karnego. Tuż przed przerwą Rodriguez zdobył swojego drugiego gola, dobijając uderzenie Savioli a w drugiej połowie po faulu na tym zawodniku czerwoną kartke obejrzał Kežman. To co wydarzyło się jeszcze później, nabrało znaczenia po upływie czasu. Na kwadrans przed końcem meczu z ławki rezerwowych podniósł się niejaki… Lionel Messi a po 3 minutach obecności na boisku wemknął się w pole karne i dośrodkował do Crespo, który strzelił czwartego gola dl Argentyny. Drugi z wprowadzonych po przerwie zmienników Carlos Tevez, po indywidualnej akcji umieścił piłke w siatce po raz piąty aż w końcu na 2 minuty przed ostatnim gwizdkiem sędziego Tevez podal do Messiego, który zdobył swojego pierwszego gola na mistrzostwach świata. Wydaje się to nieprawdopodobne ale musiało upłynąć równe 8 lat aby strzelił kolejnego gola na mundialu. Bezbramkowy remis z Holandią zapewnił Argentynie awans z pierwszego miejsca. Rywalem w 1/8 był Meksyk i w tym meczu po raz pierwszy w trakcie mundialu Albicelestes musieli gonić wynik. W 6-tej minucie przeciwnicy wykorzystali coś, co było problemem już podczas meczu z WKS a mianowicie przewagę wzrostu. Rafael Marquez doszedł do dośrodkowania z rzutu wolnego Pardo, przedłużonego później głową przez jednego z kolegów i wepchnął piłke do siatki przy dalszym słupku. W 10 minucie zrobiło się jednak 1:1. Crespo dostawił uniesioną wysoko nogę do dośrodkowania Riquelme z rzutu rożnego. Saviola i Crespo nie wykorzystali sytuacji sam na sam z bramkarzem i doszło do dogrywki, w której będący na skraju pola karnego Maxi Rodriguez przyjął na pierś dalekie podanie w poprzek boiska a następnie huknął z woleja w samo okienko. Był to fantastyczny gol:
Ćwierćfinałowy mecz z Niemcami rozgrywano w Berlinie. Argentyna objęła prowadzenie w znany już sposób. Tym razem rzut rożny Riquelme zamienił na gola silnym uderzeniem głową Ayala. Do 72 minuty, kiedy Pekerman zdjął z boiska Riquelme i zastąpił go Cambiasso, wszystko wydawało się przebiegać po myśli Argentyńczyków. Zdaniem wielu komentatorów był to moment, w którym trener „Albicelestes” nie tylko stracił nerwy ale także szanse na wygranie mundialu. Tocalli twierdził jednak że kadre pogrążyły kontuzje. Na minute przed zejściem Riquelme urazu doznał bramkarz Abbondanzierri, w którego miejsce na boisku pojawił się Leo Franco. Z kolei Pekerman siedem minut później musiał zmienić Crespo. Mając na ławce Messiego, Aimara i Saviole, selekcjoner sięgnął po Julio Cruza, wysokiego i dość nieporadnego na tle tamtej trójki napastnika. Tocalli tłumaczył: ,,Świetnie znaliśmy Riquelme, pracowaliśmy z nim od czasu, gdy miał 14 lat i występował jako ,,piątka”. Wiedzieliśmy że jeśli trzy razy z rzędu straci futbolówkę, to dlatego że jest zmęczony albo ma jakiś kłopot. Prowadziliśmy 1:0 i widzieliśmy jak gubi piłke za piłką, jak rusza się mniej niż zwykle a jego podania nie mają głębi. Nie było w nim tego błysku, wydawał się zmęczony. Mieliśmy na ławce Cambiasso, dobrego w walce o odbiór piłki ale też świetnego technicznie gdy chodziło o jej podawanie. Więc przy stanie 1:0 mówiliśmy sobie zmiana Riquelme na Cambiasso pozwoli nam nadal grać w piłke ale też łatwiej ją odbierać. To samo było z Cruzem. Dlaczego Cruz a nie Messi? Bo wiedzieliśmy że Niemcy są niebezpieczni w walce w powietrzu i chcieliśmy się zabezpieczyć. Uważaliśmy że jedyny sposób, w jaki mogą nam wbić gola to główka po stałym fragmencie gry. No i faktycznie strzelili nam głową ale po 40-metrowej długiej piłce. Tego nikt nie mógł przewidzieć”. Minute po wejściu Cruza Borowski przedłużył dośrodkowanie Ballacka i Klose faktycznie zdobył gola głową. O awansie musiały zdecydować rzuty karne, w których Argentyńczycy okazali się gorsi, w dużej mierze wytrąceni z równowagi tym że niemiecki bramkarz Lehmann przed każdym strzałem wyciągał zza getrów niewielką karteczke z hotelowym nadrukiem i coś na niej czytał. Jak się później okazało, z siedmiu nazwisk na liście Lehmanna tylko dwa należały do wykonawców argentyńskich jedenastek ale obaj ci piłkarze strzelili dokładnie tak, jak przewidywał niemiecki trener bramkarzy Andreas Köpke. Resztę uczyniła siła sugestii. Ponieważ wydawało się że Lehmann zna ich zamiary, kolejni strzelcy wpadali w panike. Ayala i Cambiasso spudłowali a Niemcy strzelali bezbłędnie i awansowali do półfinału. Był to wspaniały spektakl ale zakończył się haniebnie, wielka awanturą na środku boiska i czerwoną kartką dla Cufre, który kopnął Mertesackera. ,,Argentyńczycy nas sprowokowali. Kiedy nasi piłkarze szli strzelać rzuty karne, wrzeszczeli coś po hiszpańsku. Nie rozumieliśmy co mówią ale z pewnością chcieli wytrącić naszych napastników z równowagi. Borowski strzelił na 4:2 i podniósł palec do ust żeby pokazać im że mają siedzieć cicho. To ich naprawdę wkurzyło. Potem nie widziałem już zbyt wiele, poza tym że jeden czy drugi padli na boisko”- wspominał Michael Ballack. Na filmie z tamtego meczu widać że Rodriguez wali Schweinsteigera w tył głowy, Coloccini szarpie się z Fringsem a Sorin z menadżerem reprezentacji Niemiec Bierhoffem. Niemal natychmiast po porażce pojawiły się plotki o podziałach w reprezentacji i(chcąc uniknąć znajomego mechanizmu oskarżeń i szukania winnych) zmęczony Pekerman zrezygnował z funkcji trenera. Fakt że dobrze rozpoznał niemieckie zagrożenie(Argentyńczyków ponownie pogrążyła słaba gra w powietrzu) nie mógł być wielkim pocieszeniem.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11
@Vivienne
2
@Dari0G Zawodnika w klatce :)
8
@FCBparasiempre
9 czerwca 1924 roku, Stadion Olimpijski „Yves-du-Manoir”; Urugwaj –Szwajcaria.
Głos pisarza można wykorzystać w jednym akapicie. Rzadziej dzieje się tak w przypadku jego duszy a jednak w tym sztywnym, prawie stuletnim numerze "Revue de L'Amerique Latine" pozostał kawałek duszy Henry'ego de Montherlanta. Mojego drugiego przyjaciela, mojego kochanego mistrza, mojego lustra. Napisał to, gdy tamtego odległego 9 czerwca 1924 roku urugwajscy piłkarze zostali mistrzami olimpijskimi na stadionie "Yves-du-Manoir". Niepowtarzalny moment, który zmienił świat i nas wszystkich. Kiedy okrążali boisko, świętując zdecydowane zwycięstwo pomyślałem o tym, jak nieprzewidywalne jest życie: niewiele brakowało a ci zawodnicy w ogóle nie przybyli by do Europy, ponieważ Urugwaj uznawano za część Argentyny a teraz byli tu, wykonując pierwszą w historii runde honorową. Ci piłkarze pokazali nam, 40 000 widzów, czym jest prawdziwy futbol a nie piłka ze szkolnego podwórka, którą dotąd znaliśmy. „Swoboda urugwajskich artystów każe myśleć starszym panom: »To wcale nie jest takie trudne«, tak samo jak czytając La Fontaine'a, człowiek może myśli sobie to samo, wszak wielka sztuka zawsze jest łatwa- napisał Henry. - »Wyborne«, powiedzieli. W słowie tym zawierały się precyzja, kierunek, delikatny dotyk, najbardziej subtelne wysiłki muzyków tej orkiestry, które odbieraliśmy jako fizyczną pieszczotę". Powtarzało się również słowo „Wirtuozeria" i to przed nim należy klękać. W czasach młodości Henry pragną grać w futbol tak jak Urugwajczycy: odważnie, walecznie i z poświęceniem. Pamiętam jego entuzjazm, kiedy widzieliśmy ich, jak debiutowali w Colombes. Cóż za szczodrość przy podawaniu piłki do kolegi! I jeszcze większe, jeśli to w ogóle możliwe, przy jej odzyskiwaniu! Strzelili 7 goli Jugosławianom i od tamtej pory nie zabrakło nas na żadnym ich meczu a każde zwycięstwo przyciągało coraz więcej i więcej widzów! Kiedy awansowali do finału, o wyczynie Urugwajczyków słyszano już na wszystkich Paryskich bulwarach i we wszystkich kawiarniach. Tamte Igrzyska Olimpijskie zamieniły Paryż, mój ukochany Paryż, w centrum świata i zakończyły tę przeklętą wojnę, która spustoszyła Europę. Pokazaliśmy światu że można pojedynkować się na murawie stadionu a nie na polach bitwy. Rywalizować mięśniami a nie karabinami. Walczyć o zwycięstwo ale z honorem. Henry był o tym przekonany. Dlatego współpracował z baronem de Coubertinem przy organizacji i wciągnął w to także mnie, marnego poetę, który lepiej radził sobie z kopaniem piłki niż pisaniem kolejnych wersów. " Musimy dołożyć swoje ziarnko piasku- powiedział mi. - Powinniśmy to zrobić kropkę dla sportu, dla naszego kraju i dla wszystkich przyjaciół, których straciliśmy na wojnie". Mówił z taką samą pasją jak podziwiani przez niego rzymscy mistrzowie. Przy nim tak wychwalane w kawiarniach Awangardy wydawały się dziecięcą zabawą. "- Wy, poeci, macie pisać wiersze, dramaturdzy- sztuki teatralne a prozaicy niech pokażą swoje ostre pióro w opowiadaniach. Wy artyści musicie walczyć u boku naszych sportowców. Kultura i sport. „Mens sana in corpore Sano"- powiedział Coubertin. I tak zrobiliśmy. Wszyscy, w celu zdobycia złotego medalu w pięcioboju muz. Moje wiersze brzmiały niezdarnie, bez melodii, statycznie. Opowiadały o ranach, który zadała nam wojna i które próbowaliśmy zabliźnić za pomocą sportu. To był temat mojego pokolenia. Również Henry'ego, który wrócił z okopu z 7 odłamkami z moździerzy wbitymi w ciało. Ja, z pociskiem, który rozdarł mi udo. Jednakże w jego wierszach były melodyjność, rytm, wigor, życie. I Nie zadowolił się tylko poezją. Niby greckiej atleta wykazał się z pewnością we wszystkich dyscyplinach literackich. Opowiadania, utwory dramatyczne, wiersze.
Za „Igrzyska Olimpijskie” bez wątpienia powinien zdobyć złoty medal tamtejszej edycji Pięcioboju Muz. Nie mogły go przyćmić nawet piękne teksty Jeana Giraudoux. „Piłka jest obecna w życiu, lecz wymyka się większości jego praw"- napisał. Wyśmienite. Podobnie jak to: " drużyna daje piłce napęd 11 złośliwości lub 11 wyobraźni". Idealne, nieprawdaż? Jednak w żadnej z tych myśli nie było takiego samego uczucia, jak w słowach Henry’go: „Dla was futbol ogranicza się do tego żeby strzelić jak największą liczbę goli- powiedział. - Dla mnie było to ćwiczenie, które stanowiło część całego życia: ciało gra tak samo, jak powinny grać dusza, serce, wszystko". Czy coś mogłoby przewyższyć to miłosne wyznanie? Być może pytanie, jakie sformułowała jedna z jego postaci: „Co takiego jest w grze ciał, co przyciąga mnie z taką mroczną siłą, podobną do siły miłości?". Spędziłem dwa niezapomniane dni, czytając jego teksty, podczas gdy miasto przystrajało się na igrzyskach. Czytałem również Blasco Ibanieza, Claudela, Prevosta. Przeprowadzałem wywiady z niektórymi sportowcami i często graliśmy w piłkę, bardzo często. Henry stawał między słupkami a ja przyglądałem się jego zwinności. Był niezwykle odważny, rzucał się pod nogi napastników. Podobnie jak w czasie podróży do Hiszpanii, gdy stawiał czoło bykom albo gdy latał. Nawet biegając, ustanowił kilka rekordów. Pamiętam jego bieg na 100 metrów w klubie sportowym „L'Auto”: 11,4 sekundy. Prawdziwy sportmen z duszą golkipera. Ponieważ aby być bramkarzem, trzeba mieć w sobie coś wyjątkowego, innego, jedynego w swoim rodzaju. I on to miał kropkę z poświęceniem cerował dziury swojej obrony i chociaż czasami czuł się w polu karnym jak w klatce, był zakochany w bramce. „Mam więcej ze sportowca niż z pisarza", powtarzał mi wiele razy. Kiedy wkładał czapkę, nakolanniki i skórzane rękawice, całkowicie się zmieniał. Rzadko kiedy udało mi się strzelić mu gola. „Trzeba tylko powtarzać słowa gry, żeby poczuć zapach wojny", napisał w jednym z wierszy zawartych w igrzyskach olimpijskich. I właśnie tak traktował sport: jak wojnę, którą wygrywa się uczciwie, honorowo, odważnie. Baron de Coubertin nazwał go współczesnym Pindarem, mimo że Henry nie zdobył złotego medalu. Teraz, po tylu latach nie mogę sobie nawet przypomnieć zwycięzcy. Na tym etapie mojego życia doskonale rozumiem że więcej rzeczy zapomniałem niż pamiętam. Czasami myślę że Henry zrobił słusznie, zwijając się przed meczem. Być może przeczuwał, co czeka nas na starość. Uwięzione ciało. Zgnilizna zacierająca pamięć. Co więcej, z powodu ludzkiego gadania znalazł się w skomplikowanej sytuacji. Homoseksualista, mizogin, megaloman. Ze względu na to wszystko ostatniego dnia lata albo pierwszego dnia jesieni, zależy, jak na to spojrzeć, Henry włożył do ust lufę pistoletu i pociągnął za cyngiel. W eleganckim salonie swojego mieszkania. O czwartej po południu. Na wypadek gdyby strzał nie zakończył jego życia, połknął kapsułkę z cyjankiem. Nas, którzyśmy mu zostali, poprosił tylko o jedno: byśmy zawieźli jego prochy na Forum Romanum i tak też zrobiłem, razem z młodym pisarzem Gabrielem Matzneffem. Byliśmy winni ten odpoczynek naszemu mistrzowi. Pamiętam że kiedy rozsypywaliśmy prochy, w oddali dało się słyszeć echo odbijanej piłki. Było słoneczne popołudnie, idealne na grę w nasz ukochany futbol. I przypomniałem sobie jego piękne słowa: „Jeśli znajdzie piłkę, będzie najbardziej nieszczęśliwym z ludzi- tak, najbardziej nieszczęśliwym - dopóki nie będzie mógł do niej podejść i nią zawładnąć". Zakochany. W klatce ale zakochany.
Miguel Angel Ortiz.
6
Kochanek w klatce:
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Lionel Messi skopiował ,,wyczyn” Diego Maradony:
9 czerwca 2007 r. Lionel Messi w meczu La Liga z Espanyolem strzelił gola… ręką. Niecałe dwa miesiące po strzeleniu gola żywcem przypominającego słynny rajd Maradony z meczu Argentyna-Anglia na Mundialu w Meksyku, Messi skopiował drugiego gola strzelonego przez wielkiego rodaka w tamtym spotkaniu. Blaugrana toczyła korespondencyjny pojedynek o mistrzostwo z Realem Madryt i potrzebowała zwycięstwa w derbach aby pozostać liderem tabeli. Goście wyszli na prowadzenie w 30 minucie ale krótko przed przerwą Messi po dośrodkowaniu Zambrotty trącił piłke ręką obok bramkarza Kameniego. W drugiej połowie Leo wyprowadził Barçe na prowadzenie ale w ostatniej minucie spotkania wyrównał Raul Tamudo i tym samym odebrał Dumie Katalonii niemal pewne mistrzostwo. Jak się okazało ,,małe oszustwo” nie popłaca.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11
3
@Comentateiro Dla mnie niesprawiedliwie bo tam powinien być rzut karny podyktowany dla Albicelestes ale jak powiadasz nie na wszystko moge mieć wpływ...
1
@Comentateiro A no nie na wszystko, nie na wszystko. Co prawda to prawda....!
9
@FCBparasiempre
Chęć organizacji 14-tej edycji Mistrzostw Świata wyraziło aż 16 państw. Od dawna wiadome było, że wyścig wygra ktoś z Europy. Oficjalne oferty zgłosiło 8 krajów: Anglia, Austria, Francja, Grecja, Jugosławia, RFN, Włochy i ZSRR. W maju 1984 roku FIFA postanowiła, że Mundial 1990 zostanie rozegrany we Włoszech. Wszyscy uczestnicy światowego czempionatu, począwszy od piłkarzy i trenerów, przez sędziów i delegatów, kończąc na kibicach, zgodnie stwierdzają, że zdecydowanie najlepsze turnieje organizują kraje po uszy zakochane w futbolu. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo Italia kocha piłkę nożną. W związku z tym z rozgrywkami w 1990 roku wiązano wielkie nadzieje. Ich maskotką, jedną z najpopularniejszych i najbardziej oryginalnych w dziejach, został Ciao. Prawdopodobnie nie ma na świecie kibica, który nie kojarzy postaci wzorowanej na klocki lego z piłką w miejscu głowy. Znakomicie prezentował się także oficjalny plakat. Przedstawiał boisko piłkarskie usytuowane w centrum wizytówki Włoch, rzymskiego Koloseum. W eliminacjach do mistrzostw wystartowało 105 drużyn. Dwa zwycięstwa z Albanią i remis ze Szwecją nie wystarczyły Polsce do awansu. Nasi piłkarze musieli uznać wyższość Skandynawów oraz Anglików i pierwszy raz od 1974 roku turniej oglądali w telewizji. Warto przy tej okazji wspomnieć o Klątwie Bońka. Były zawodnik m.in. Widzewa, Juventusu i Romy w mocnych słowach zareagował na krytykę po odpadnięciu drużyny Antoniego Piechniczka w 1/8 finału Mundialu 1986: „Wszystkim się w głowach poprzewracało. Już sam awans do mistrzostw jest wielkim sukcesem. Jeszcze zatęsknimy za polskimi awansami”. Trzeba przyznać, że szybko zatęskniliśmy. Podczas gdy nasza piłka popadała w coraz większy marazm, swoje problemy w eliminacjach mieli również Duńczycy i Francuzi, kolejno przyszli Mistrzowie Europy i Świata, którzy nie zdołali zakwalifikować się na włoski turniej. Ciekawe rzeczy działy się w strefie CONCACAF. Meksyk, największy faworyt, został zdyskwalifikowany za fałszowanie paszportów swoich zawodników, by ci mogli wystąpić na Mistrzostwach Świata do lat 20. Na południe od Meksyku o awans walczyły drużyny Chile i Brazylii. Ich grupowy rywal, Wenezuela, był jedynie dostarczycielem punktów. W Chile gospodarze zremisowali z „Canarinhos” 1:1. W 67. minucie rewanżu na „Maracanie”, przy prowadzeniu następców Pelego 1:0, chilijscy zawodnicy zeszli z boiska, gdyż z bólu zwijał się ich bramkarz, Roberto Rojas, rzekomo trafiony racą wyrzuconą z trybun. Spotkanie miało być powtórzone, jednak śledztwo i powtórki wykazały, że golkiper sfingował całą akcję, przygotowując nieco przypaloną bluzę i raniąc swoją twarz żyletką, schowaną przed meczem w rękawicy. Finalnie FIFA ukarała Chilijczyków walkowerem i zakazem udziału w kwalifikacjach do kolejnych mistrzostw. Ponadto na Rojasa nałożono dożywotnią dyskwalifikację. Kara została anulowana w 2001 roku, dzięki czemu futbolowy oszust mógł zostać trenerem. Walkę o tytuł toczono w dniach 8 czerwca – 8 lipca 1990 roku. Do Argentyny (aktualny Mistrz Świata) i Włoch dołączyli: Anglia, Austria, Belgia, Czechosłowacja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Jugosławia, RFN, Rumunia, Szkocja, Szwecja, ZSRR, Argentyna, Brazylia, Kolumbia, Urugwaj, Kostaryka, USA, Egipt, Kamerun, Korea Południowa i Zjednoczone Emiraty Arabskie. System rozgrywek był taki sam jak cztery lata wcześniej. Uczestnicy zostali podzieleni na sześć czterozespołowych grup, z których awans do fazy pucharowej wywalczały dwie najlepsze ekipy każdej z nich oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Podział na grupy prezentował się następująco:
Grupa A: Austria, Czechosłowacja, Stany Zjednoczone, Włochy Grupa B: Argentyna, Kamerun, Rumunia, ZSRR Grupa C: Brazylia, Kostaryka, Szkocja, Szwecja Grupa D: Jugosławia, Kolumbia, RFN, Zjednoczone Emiraty Arabskie Grupa E: Belgia, Hiszpania, Korea Południowa, Urugwaj Grupa F: Anglia, Egipt, Holandia, Irlandia
Organizatorzy bardzo obawiali się brytyjskich kibiców, w związku, z czym mecze grupy F były rozgrywane na stadionach w Palermo i Cagliari, gdzie służby były najlepiej przygotowane na ewentualne ekscesy chuliganów. Oprócz „Stadio La Favorita i Stadio Sant’Elia”, organizatorzy przygotowali jeszcze 10 obiektów: w Rzymie, Neapolu, Mediolanie, Turynie, Bari, Florencji, Genui, Weronie, Udine i Bolonii. Podczas budowy i przebudowy obiektów śmierć poniosło ponad 20 robotników. Aby oddać im hołd, prezydent Włoch, Francesco Cossiga, zrezygnował z oficjalnej ceremonii otwarcia. Rozgrywki zainaugurowało starcie Argentyny z Kamerunem, zakończone nieoczekiwanym zwycięstwem Nieposkromionych Lwów 1:0. Przy bocznej linii z chorągiewką biegał nasz rodak, Michał Listkiewicz. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej opowiedział mi o kulisach swojej pracy: „Przed mundialem we Włoszech była audiencja u papieża Wojtyły. Miałem zaszczyt stać obok niego i przedstawiać kolejnych sędziów. Po wszystkim odbyło się wspólne spotkanie i papież mówił, że szkoda, że na turnieju nie gra reprezentacja Polski, bo chciałby kibicować, no, ale skoro jest polski sędzia, pan Michał, to będzie się za niego modlił”. Modlitwy Ojca Świętego okazały się skuteczne. Listkiewicz pobił rekord Mistrzostw Świata, sędziując na linii aż 8 spotkań na jednym turnieju, w tym właśnie mecz otwarcia i wielki finał. Zanim jednak dotrzemy do finału, skupmy się na zmaganiach grupowych. Porażka z Kamerunem spowodowała, że Argentyńczycy do ostatniej kolejki musieli zażarcie walczyć o wyjście z grupy. Po zwycięstwie 2:0 nad ZSRR i remisie 1:1 z Rumunią udało im się znaleźć w gronie czterech najlepszych drużyn z trzecich miejsc i rzutem na taśmę awansować do 1/8 finału. Pierwsze miejsce w tabeli niespodziewanie zajął rewelacyjny Kamerun, choć w ostatnim starciu tej fazy został boleśnie sprowadzony na ziemię, przegrywając 0:4 ze Związkiem Radzieckim. Drugą pozycję zajęła Rumunia. To właśnie w meczu z Rumunią, wygranym przez przybyszy z Afryki 2:1, narodziła się mundialowa legenda strzelca dwóch goli, 38-letniego wówczas Rogera Milli. Z grup A i C wyszły tylko po dwie ekipy. W tej pierwszej bezkonkurencyjni okazali się Włosi i Czechosłowacy, tę drugą zdominowali przybysze z Ameryki Południowej i Środkowej. Brazylia i Kostaryka wysłały przy okazji do domu Szwedów i Szkotów. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Korea Południowa i Egipt przyjechały do Italii bardziej w roli turystów niż ekip walczących o wysokie cele. W kolejnym etapie rozgrywek doszło do kilku nie precedensowych wydarzeń. Już w 1/8 los skojarzył ze sobą odwiecznych rywali, Argentynę i Brazylię. Z wielkiej chmury spadł mały deszcz, minimalne zwycięstwo 1:0 odnieśli zawodnicy znad La Platy. Czechosłowacja pomściła drużyny z północnej Europy i pewnie ograła Kostarykę 4:1. Trzy gole zdobył Tomas Skuhravy. Hat-tricków na Mistrzostwach Świata było już sporo, ale Skuhravy był pierwszym zawodnikiem, który triplet zaliczył wyłącznie po uderzeniach głową. Czwarty remis zanotowała Irlandia, po czym okazała się lepsza od Rumunii w serii rzutów karnych i zameldowała się w 1/4 finału bez wygrania ani jednego meczu. Przez wiele miesięcy przed rozpoczęciem turnieju Kolumbijczycy szczycili się, że grają w polu w jedenastu, ponieważ ich bramkarz, René Higuita, często wybiega daleko przed pole karne, pełniąc wówczas rolę ostatniego obrońcy. Można śmiało powiedzieć, że to jego grę naśladował Manuel Neuer. Niemcowi nie przydarzył się jeszcze wielki klops na arenie międzynarodowej (choć w tym momencie niektórzy mogą przypomnieć mecz Interu z Schalke w Lidze Mistrzów), podczas gdy Higuita po dalekim wyjściu ze swojej bramki podarował Kamerunowi gola w dogrywce. Z jego nieudanego dryblingu na 30. metrze skrzętnie skorzystał Milla. Nieposkromione Lwy wygrały 2:1. Jeden z najstarszych zawodników rozgrywek zaliczył drugi dublet i wprowadził swoją drużynę do historycznego ćwierćfinału. Historycznego, bo pierwszego dla zespołów z Afryki. To właśnie starcie zawodników z Afryki przeciwko Anglii okazało się zdecydowanie najlepszym widowiskiem w 1/4 finału. Po remisie 2:2 w regulaminowym czasie gry, w dogrywce gola z rzutu karnego zdobył niezawodny Lineker. Największa sensacja i najbardziej pozytywna drużyna całego mundialu musiała pakować manatki i wracać do domu. Pozostałe ćwierćfinały wypada jedynie wspomnieć. Emocji było w nich jak na lekarstwo. Niemcy wygrali z Czechosłowacją, a Włosi z Irlandią po 1:0. Zwycięzcę bezbramkowego meczu Argentyna – Jugosławia wyłoniła seria jedenastek. Pomimo pudeł Maradony i Troglio, do półfinału awansowali aktualni Mistrzowie Świata. W strefie medalowej Argentyna trafiła na Włochów, a Anglia na RFN. Znowu mieliśmy bliźniacze pojedynki. Po remisach 1:1, w jednym i drugim doszło do konkursów rzutów karnych. Wojny nerwów wygrali Niemcy i Argentyńczycy. Cała Italia zalała się łzami. No, nie do końca cała. Na meczu w Neapolu zameldowało się sporo kibiców Napoli i bardziej niż swoją drużynę narodową wspierało swoją żywą legendę, Diego Maradonę. Na otarcie łez Włosi pokonali 2:1 Anglię w “finale pocieszenia”, jak zwykło się mawiać na mecz o trzecie miejsce. Na wielki finał jedenastki Argentyny i Niemiec wyprowadzał m.in. Michał Listkiewicz. „Mundiale są moim największym sukcesem zawodowym. Przede wszystkim byłem jedynym Polakiem w ścisłym finale. Tak jak kiedyś była klątwa Bońka, że długo nie awansujemy do finałów, co trwało przez 16 lat, tak ja powiedziałem, że stawiam świetną kolację Polakowi, który będzie w finale Mistrzostw Świata. W jakiejkolwiek roli, nawet niech strzyże trawę, maluje linie albo, jako dziecko wyprowadza piłkarza na boisko. Nadal czekam”. No i się wreszcie doczekał, bowiem jak wszyscy wiemy finał mundialu w Katarze poprowadził Szymon Marciniak, ale o tym będzie mowa w dziale Katar 2022.
Natomiast finał we Włoszech był taki, jak większość turniejowych spotkań. Mówiąc delikatnie, mało atrakcyjny. Padł tylko jeden gol, autorstwa Andreasa Brehme z rzutu karnego. Więcej było nieczystej gry niż piłkarskich emocji. Obrońcy tytułu kończyli mecz w dziewiątkę, po czerwonych kartkach dla Monzona i Dezottiego. Franz Beckenbauer powtórzył osiągnięcie Brazylijczyka Zagalo, sięgając po Mistrzostwo Świata, jako piłkarz i trener. Polski sędzia był bardzo chwalony za swoje poczynania na Mistrzostwach Świata. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o głównych bohaterach turnieju. Snajperzy nie palili się zbytnio do strzelania goli. Średnio na mecz padło zaledwie 2,21 gola. Statystyka wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko regulaminowe 90 minut gry: 2,10 gola/mecz. Jest to najgorszy wynik w historii mundiali. Włoskie finały były znakomitym pretekstem do dyskusji na temat, co zrobić, aby w futbolu padało więcej goli. Pomysłów było wiele. Wśród nich najbardziej oczywiste: zwiększenie rozmiarów bramek lub granie bez spalonego. O marazmie rozgrywek z 1990 roku trafnie pisał Eduardo Galeano w „Blaskach i cieniach futbolu”: „Na włoskich mistrzostwach królował futbol nudny, pozbawiony śmiałości i piękna”.
13
Italia 1990:
Mistrzostwa Świata w 1990 roku we Włoszech były jednymi z najnudniejszych w historii. Piłkarze strzelali mało goli, grali brutalnie i przede wszystkim zabrakło meczów, które moglibyśmy wspominać z zapartym tchem. Uczestnicy bardzo chwalą jednak organizację i otoczkę mundialu na Półwyspie Apenińskim. Choć zabrakło na nim reprezentacji Polski, jeden z naszych rodaków miał zaszczyt wziąć udział w wielkim finale. Jak do tego doszło? Jak wspomina te chwile? Dlaczego reprezentacje Chile i Meksyku zostały wykluczone z walki o najważniejszy piłkarski turniej? Dlaczego po raz pierwszy zrezygnowano z oficjalnej ceremonii otwarcia rozgrywek? Który bramkarz był prekursorem dalekich, znanych dziś, jako „Neuerowych”, wycieczek poza pole karne? Odpowiedzi na te pytania i masę innych ciekawostek o Mundialu 1990 znajdziecie w odpowiedzi na mój komentarz.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@AssisMoreira Przecież FIFA sama traktowała te złota olimpijskie przed wojną jako mistrzostwo świata. O ile pamiętam pisałem już o tym na łamach fcbarca.com
Dla mnie to nie jest nonsen. Urugwaj był absolutnym hegemonem zanim pojawiły się mistrzostwa świata...
1
@Comentateiro Po jaka cholere pisać po chińsku jak można napisać po polsku: nie faworyt, kopciuszek itp.
Wiesz że z tym "potężnym Bayernem" mocno mnie irytujesz?
Z pielęgnowaniem również...
0
@FcPortoFan1999 Powstrzymają to za mało powiedziane. Chyba najodpowiedniejszym słowem byłoby: unicestwienie Polski.
1
@Comentateiro underdoga? a co to za cholerstwo do diabła!?
A po drugie ty pochodzisz z niemieckiej rodziny? jeśli można wiedzieć...?