0

@LeonadisPL A no przydałby się, przydał. Teraz to i z tego Roque podejrzewam bylibyśmy bardzo zadowoleni...

16

Wymarzony debiut o punkty:

Dokładnie 20 lat temu Ronaldo de Asis Moreira, zwany Ronaldinho strzela swojego debiutanckiego gola w La Liga w 59 minucie meczu rozgrywanego na Camp Nou z FC Sevilla i zakończonego rezultatem 1:1. Niezwykłej urody gol padł w niecodziennych okolicznościach. Spotkanie przeciwko FC Sevilli rozpoczęło się… 5 minut po północy. Wszystko dlatego iż w dniu meczu(środa) rozpoczynały się zgrupowania reprezentacji narodowych i rywale z Andaluzji nie zgodzili się na przełożenie meczu na wtorek. Istniało poważne ryzyko że w meczu nie zagrają tacy piłkarze jak Ronaldinho, Rustu, Kluivert, Cocu, Overmars, Reiziger i Van Bronchorst. Działacze Barçy mieli jednak pełną dowolność w wyborze godziny spotkania dlatego zaplanowali je na godzine… 0:05 w nocy z wtorku na środe. Mimo tak późnej pory na Camp Nou zjawiło się aż 80 tys. widzów, lecz Blaugrana tylko zremisowała 1:1. Warto było jednak przyjść tej nocy na stadion dla gola Ronaldinho. Popularny ,,Gaucho” otrzymał długie podanie od… Valdesa, przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, minął dwóch rywali i huknął pod poprzeczke ze sporej odległości.

Tylko popatrzcie:





@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon

13

Premierowe starcie w najważniejszym z pucharów:

3 września 1959 r. FC Barcelona zadebiutowała w Pucharze Europy Mistrzów Klubowych. Miało to miejsce w Sofii w wyjazdowym meczu z tamtejszym CSKA zakończonym wynikiem 2:2. ,,Sprawiedliwy wynik”- donosiło Mundo Deportivo. Gole dla gości zdobyli Segarra oraz Eulogio Martinez. Przy stanie 1:0 dla Bułgarów Luis Suarez zmarnował rzut karny(trafił w słupek). Gracze CSKA byli niezadowoleni z wyniku ponieważ obawiali się rewanżu na Camp Nou. Słusznie ponieważ Blaugrana rozgromiła w rewanżu Bułgarów 6:2 i awansowała do następnej rundy.


@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

1

@FcPortoFan1999 Zgadza się. a tak na marginesie, to ja z sąsiadem już od kilku lat Kanea nazywamy ,,Brudnym Harry" :)

0

@FcPortoFan1999 No bez przesady, w końcu to ich żywa legenda, a że nie udawało się triumfować w pucharach? no cóż życie...

0

@escarabajo Akurat nie miałem o tym pojęcia. Wiesz, ja nie śledze non stop większości byłych piłkarzy FC Barcelony, po prostu brakuje na to czasu. Zresztą i tak bardzo dużo czasu poświęcam historii futbolu, więc siłą rzeczy na świeże rzeczy, które nie ukazują się na fcbarca.com już po prostu nie mam czasu...

6

@FCBparasiempre
Wygrywał wszelkiego typu zestawienia na „najdziwniejsze fryzury wszech czasów”, a wielu kibicom na samą myśl o latach 90., do głowy przychodzi jego wizja gry i technika użytkowa. Do statusu legendy MLS wystarczyło mu sześć sezonów, gdzie grając już grubo po trzydziestce, bardziej człapał niż biegał. Mimo to, wynik 114 asyst przypomina bardziej wyczyny dzisiejszych kosmitów z Realu Madryt i Barcelony, niż ówczesnych piłkarzy. Carlos Valderrama na stałe wpisał się do panteonu wielkich, piłkarskich osobowości i mimo, że nigdy nie osiągnął sportowego Olimpu, dla wielu i tak ma status futbolowego „półboga”. Wczesne lata 90., Kolumbia. Kraj w stanie permanentnej wojny domowej, gdzie kartele narkotykowe z Cali i Medellin, rząd i lewicowi guerillas z FARC i ELN toczyli wyniszczającą walkę między sobą. Świetnie zobrazował to bijący ostatnio rekordy popularności serial „Narcos”. W tym okresie jedynym powodem radości dla zwykłych Kolumbijczyków była piłka nożna, gdzie zarówno reprezentacja, jak i zespoły klubowe należały do absolutnej czołówki na kontynencie. Futbol stanowił remedium na ciągle odnawiające się rany po wewnętrznych konfliktach, a Valderrama należał do tych, którzy swoim rodakom podawali je najczęściej. Niewielu jest obecnie piłkarzy, którzy wyprzedzają swoją epokę. Może o kilku można napisać, że „byli kimś lub zrobili coś, zanim stało się to popularne”. Valderrama jak na drugą połowę lat 80. i pierwszą 90. był inny. Owszem, na ulicach panowała plastikowa, kiczowata moda. Był grunge i początki detroit techno, wszędzie pełno kolorów, a ludzie wzorowali się na bohaterach amerykańskich seriali. Piłkarskie boisko, w przeciwieństwie do dzisiejszego, nie odwzorowywało tych trendów i rzadko można było spotkać futbolowych outsiderów. Fryzurami wyróżniali się Alexi Lalas czy inny Abel Xavier, a kulminacją była fryzura Taribo Westa, do dzisiaj pokazywanego dzieciom przez matki jako koszmar nocny. Za tego, który dzięki swojej fryzurze był najbardziej zapamiętany, należy uznać jednak Carlosa Valderramę.

Prosząc o pomoc moją bratanicę, skądinąd biegłą we wszelkiego rodzaju fryzjerskich modach (tak to nazwijmy), po ujrzeniu przez nią Valderramy, usłyszałem tylko „o jeny”. Tak, to „o jeny” bywało zapewne pierwszą reakcją nie tylko młodej dziewczyny w XXI wieku, ale wszystkich tych, którzy w latach 80. i 90. pierwszy raz widzieli kolumbijskiego piłkarza na oczy. Bujne, lokowane, blond włosy a’la afro i charakterystyczny wąs sprawiały, że ludzie wpadali w osłupienie, zapewne zastanawiając się, jak głupi zakład Kolumbijczyk przegrał i jak bardzo nie może doczekać się momentu, kiedy termin jego obowiązywania upłynie. Artykuł o Valderramie byłby jednak zbyt płytki, gdybym jego włosom poświęcił więcej niż trzy akapity. Statusu legendy nie otrzymuje się wszak dzięki posiadaniu charakterystycznej fryzury, a dzięki umiejętnościom piłkarskim, poświęceniu i zasługom. Pomocnik ten status uzyskał, głównie dzięki niebywałej charyzmie, technice i wizji gry, którą w ówczesnych czasach mogło posiadać jedynie kilku piłkarzy na globie. Mimo to nie był uznawany za klasycznego playmakera, a stylem gry przypominał bardziej Dennisa Bergkampa czy Ruuda Gullita. Za młodu zyskał przydomek „El Pibe” (z hiszp. dzieciak). Nadał mu go argentyński kolega z drużyny jego ojca. Swój debiut w pierwszej lidze zaliczył w wieku dwudziestu lat i po czterech latach trafił do Deportivo Cali. Drużyna Los Azuceros (z hiszp. cukiernicy) nie przypominała już wielkiej ekipy z lat 70., lecz to właśnie Valderrama miał nadać jej nowy blask. Przez lata stał w samym centrum futbolowo-narkotykowej wojny między Deportivo, a Atletico Nacional Medellin, klubem będącym w posiadaniu słynnego narkobossa Pablo Escobara. To właśnie w klubie z Cali wyrobił sobie markę piłkarskiego magika, która zaowocowała najpierw debiutem w reprezentacji, a trzy lata później transferem do francuskiego Montpellier. Na transfer do Francji zasłużył sobie przede wszystkim świetnym turniejem Copa America w 1987 roku, gdzie dostał miano MVP turnieju. Prawdziwy stempel pod swoim znakiem jakości, dał jednak w towarzyskim meczu przeciwko Anglii na Wembley, w którym padł remi 1:1, a Valderrama zaimponował samemu Bobby’emu Robsonowi, który grę całej Kolumbii z pomocnikiem Deportivo na czele komentował następująco: ,,Nie mamy piłkarzy grających w taki sposób. Ich futbol jest całkowicie inny, krótki i kompaktowy”.

W efekcie Valderrama wylądował na południu Francji, gdzie zebrała się wówczas ekipa całkiem niezłych piłkarzy. Kapitanem drużyny był wówczas Laurent Blanc, a z przodu obok Valderramy miał grać sam Roger Milla. Mimo niewątpliwie wielkich umiejętności, Kolumbijczykowi wiele zajęło przystosowanie się do szybszej i bardziej fizycznej gry w Europie. W efekcie, w pierwszym sezonie zaliczał przede wszystkim wejścia z ławki. Wielu uznawało jego transfer za duże rozczarowanie. Kolumbijczyk zabrał się do pracy i poskutkowało to szybkim powrotem do pierwszego składu. Co więcej, w tym okresie uważany był za jednego z najbardziej pracowitych pomocników tego typu w Europie. Mimo, że w ogólnej świadomości uważany był za piłkarza dosyć leniwego, to ten okres zdecydowanie zaprzeczał tej tezie. Pomocnik wrócił później do Kolumbii, po czym wylądował na Florydzie, stając się jednym z symboli chwilowego szału na „soccer” w USA. W ciągu zaledwie sześciu sezonów zaliczył aż 114 asyst w barwach swoich zespołów. Choć poruszał się coraz wolniej, to przewyższał sprytem i umiejętnościami całą ligę o dwie klasy. W efekcie został wybrany MVP całych rozgrywek w 1996 roku, a w 2005 roku zaklasyfikowano go do jedenastki wszech czasów MLS. “El Pibe” należał do wybitnego pokolenia kolumbijskich piłkarzy, którzy w latach 1990-1994 tworzyli jedną z najlepszych reprezentacji na świecie. Oprócz niego, szkielet drużyny tworzyły takie tuzy jak: Freddy Rincon, Faustino Asprilla, Rene Higuita czy też Andres Escobar. Zawodnicy, których w większości nie trzeba przedstawiać szerszej publiczności. Mimo tak wielkich indywidualności, to właśnie Valderrama był symbolem tamtej kadry. Swój szczyt Kolumbijczycy osiągnęli w legendarnym zwycięstwie 5:0 nad Argentyną w 1993 roku, po którym zespół zaczął być uznawany za potencjalnego faworyta całych mistrzostw świata w USA. Jak się jednak miało okazać, turniej zakończyli na fazie grupowej, a sam występ przyniósł tragiczne konsekwencje w postaci śmierci Andresa Escobara. Na jego wizerunku pojawiały się jednak rysy, a do jednej z nich należało m.in. posądzenie go o przekazanie Rogerowi Milli wideo z zagraniami Rene Higuity, co miało ułatwić Kameruńczykowi strzelenie bramki Kolumbii na mundialu w 1990 roku. Wobec przyjaźni, jaka wiązała tych dwóch zawodników, plotki te należałoby włożyć między te najsłabiej napisane bajki… Karierę zakończył w 2002 roku, po blisko 21 latach czynnej gry zawodowej. Pozwoliło mu się to na stałe zapisać do kronik futbolu i zyskać miano najwybitniejszego piłkarza w historii Kolumbii. Jego umiejętności docenił sam Pele, umieszczając go na swojej liście „100 najlepszych żyjących piłkarzy”. Sam też doczekał się pomnika w swojej rodzimej miejscowości Santa Marta, wzniesionego w 2006 roku. W ostatnim czasie „El Pibe” udzielał się w polityce. Został też ambasadorem niedawnego Copa Centenario w Stanach Zjednoczonych. W ostatnich latach nie szczędził również języka na kontrowersyjne wypowiedzi. Dwa lata temu bez ogródek stwierdził, że najlepszą drogą do relaksu w trakcie turnieju jest… seks. Z kolei w kwietniu oberwał od niego Zinedine Zidane, którego Valderrama posądził o uprzedzenia wobec Jamesa Rodrigueza. Posiadając jednak taki status, jaki obecnie ma w kolumbijskim futbolu, jakakolwiek jego wypowiedź nie może przejść bez echa.

Sukcesy:

Montpellier HSC:

1 x Puchar Francji (1990)

Atletico Junior Barranquilla:

2 x mistrzostwo Kolumbii (1993, 1995)

Tampa Bay Mutiny:

1 x MLS Supporter’s Shield (1996)


1

@escarabajo ,,Jak trener Adany"? Ale co masz na myśli? że Kluivert jest trenerem Adany Demirspor?

11

Debiuty żywych legend FC Barcelony:

2 września 1998 r. Patrick Kluivert debiutuje w barwach Blaugrany towarzyskim meczem z FC Palamos wygranym przez Barçe 2:0. W swoim debiucie strzela nawet jednego z dwóch goli. Natomiast debiutanckiego gola w meczu o punkty Patrick strzela w… El Clasico, nieco ponad 2 tygodnie później, o czym nie omieszkam wspomnieć.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon

10

Debiuty ,,naszych” legend:

Dokładnie 50 lat temu, w przegranym meczu ligowym z Elche zadebiutował w barwach FC Barcelony Hugo Sotil(pełne 90 minut). Barça na początku była zainteresowana jego rodakiem Teofilo Cubillasem ale w końcu postawiła na Sotila i początkowo był to strzał w dziesiątke. W pierwszym sezonie Sotil wraz z Cruyffem walnie przyczynił się do zdobycia mistrzostwa Hiszpanii. Był drugim po Holendrze ulubionym piłkarzem wśród cules. W 1974 r. pozyskano Neeskensa i Peruwiańczyk musiał przyjąć obywatelstwo hiszpańskie. Niestety cała procedura przeciągała się przez interwencje władz reżimu i Sotil praktycznie cały rok nie mógł grać w meczach oficjalnych. Peruwiańczyk grał w efektownym stylu jak Ronaldinho ale miał podobną wade, otóż lubił się dobrze zabawić w klubach nocnych. W 1975 r. dostał wreszcie paszport hiszpański, lecz problemy poza boiskowe sprawiały iż stracił błysk w grze. Nawet powrót na ławke Rinusa Michelsa nie pozwolił mu odzyskać formy. W 1977 r. wyjechał na spotkanie eliminacyjne mistrzostw Świata i już nie powrócił do Katalonii. Obecnie mieszka w Peru i walczy z chorobą alkoholową a Barça nawet wspierała go ekonomicznie.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

5

Panie i panowie, dzisiaj 31 lat kończy Emiliano Martinez, dobrze nam znany argentyński bramkarz, mistrz świata z ubiegłego roku. Gdyby nie on i gdyby nie jego interwencja w ostatnich sekundach finałowej dogrywki to Argentyna nie została by mistrzem świata…

Dziękujemy Emiliano!


0

@Ogorinho1974 No to tylko pozazdrościć bo ja nie miałem takiej możliwości podróżować po Polsce. Owszem to były piękne czasy ale ja jako dziecko z podstawówki pamiętam jeszcze piękniejsze czasy a mianowicie mundial España '82 i wspaniałą gre piłkarzy Antoniego Piechniczka...

10

Era Jerzego Engela:

1 września 2001 r. Polska pokonała Norwegie 3:0 w eliminacjach mistrzostw świata 2002, po golach Pawła Kryszałowicza, Olisadebe oraz Marcina Żewłakowa. 5556 dni od ostatniego występu polskich piłkarzy na mistrzostwach świata i porażki podopiecznych Antoniego Piechniczka z Brazylią w 1/8 finału turnieju w Meksyku nad Wisłą znów można było poczuć mundialowe szaleństwo. Drużyna prowadzona przez Jerzego Engela jak burza przeszła przez eliminacje i już po 8. kolejce grupowych zmagań mogła świętować awans. Kropkę nad „i” postawiła w meczu z Norwegią. Legendarny Stadion Śląski w Chorzowie znów był świadkiem historii polskiego futbolu.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@kamyk_23
@Arkon

3

@Lisek Do przodu ale i w złym kierunku...

10

Wybitne legendy futbolu:

1 września 1962 r. urodził się holenderski pomocnik Ruud Gullit, Mistrz Europy z 1988 r.(RFN); 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów(AC Milan) - 1989, 1990; 2-krotny zdobywca Superpucharu Europy(AC Milan) - 1989, 1990; 2-krotny zdobywca Pucharu Interkontynentalnego(AC Milan) - 1989, 1990, jak również Zdobywca Złotej Piłki France Football za rok 1987. Urodził się w 1962 roku w Amsterdamie w rodzinie surinamskich emigrantów. Karierę rozpoczynał w wieku ośmiu lat w juniorach Meerboys Amsterdam. Tam w 1978 roku wypatrzył go Barry Hughes i zaproponował przejście do Haarlemu. Atletycznie, ale zarazem proporcjonalnie zbudowany Gullit był znakomitym kandydatem do gry na pozycji ostatniego obrońcy i tam ustawiali go trenerzy Haarlemu. W wieku 19 lat dostąpił zaszczytu debiutu w kadrze narodowej Holandii. Rok póĽniej zgłosił się po niego Feyenoord Rotterdam. Aby wykupić Gullita działacze Feyenoordu musieli pożyczyć pieniądze od miejscowego biznesmena. Ruud szybko udowodnił, że nie były to pieniądze wyrzucone w błoto i w 1984 roku pomógł Feyenoordowi wywalczyć tytuł mistrzowski i Puchar Holandii. W nowym klubie został przesunięty najpierw do drugiej linii, a potem na prawe skrzydło ataku. Doskonale strzelał zarówno prawą, jak i lewą nogą, jego walorem były też uderzenia głową. Słynął z niekonwencjonalnych i różnorodnych zagrań, a także z dynamicznych rajdów. To skłoniło działaczy PSV aby wyłożyli 400 tysięcy funtów i sprowadzili Gullita do Eindhoven. Dwa sezony w PSV tylko potwierdziły wielką klasę Ruuda. W 68 meczach strzelił 46 goli i doprowadził swój zespół do dwóch kolejnych tytułów Mistrza Holandii. Taki talent nie mógł ujść uwadze wielkich klubów i w rezultacie za 6.5 mln funtów Gullit przeniósł się do Milanu. W Mediolanie spędził najlepsze lata swojej kariery. Zdobył dwa Puchary Mistrzów, dwa Superpuchary Europy, dwa Puchary Interkontynentalne, oraz trzy Mistrzostwa Włoch. W międzyczasie z reprezentacją Holandii sięgnął po Mistrzostwo Europy po pokonaniu ZSRR. Sukces Ruud ten okrasił bramką w meczu finałowym.

W barwach Rossonerich utworzył wraz z Van Bastenem i Rijkaardem słynne holenderskie trio, porównywane często z legendarnym szwedzkim tercetem Gre-No-Li. Mimo tak wielkich sukcesów Gullit sporo się też wycierpiał. Prześladowały go kontuzje. W sezonie 1988/89 doznał groźnego urazu kolana. Zdążył zaleczyć go na finał Pucharu Europy ze Steauą, w którym strzelił 2 gole. Jednak okazało się, że pospieszył się z powrotem na boisko. Kontuzja się odnowiła i Gullit stracił prawie cały kolejny sezon. Po raz kolejny jednak udało mu się wrócić na finał Pucharu Europy i wraz z kolegami dane mu było cieszyć się z pokonania Benfiki. Kontuzje nie opuszczały Holendra. Problemem była również zasada mówiąca, że w meczu Serie A może przebywać na boisku tylko trzech obcokrajowców w barwach jednej drużyny. Ruud czasem musiał nawet oglądać mecze z trybun. Po zdobyciu scudetto AD 1992 Gullit ogłosił rozbrat z reprezentacją Holandii. Wkrótce zmienił jednak decyzję. Kolejny rok przyniósł podobny scenariusz. Milan wygrał scudetto, a Gullit, po konflikcie z Dickiem Advocaatem, ponownie rozstał się z reprezentacją narodową. Ambitnemu Holendrowi przestało odpowiadać częste siedzenie na ławce czy na trybunach (znów zasada trzech obcokrajowców) i postanowił opuścić Milan. Do tego doszedł również konflikt z innymi graczami - głównie z Baresim i Massaro. Przeniósł się do Sampdorii, gdzie trener dał mu wolną rękę na boisku. Efekt był piorunujący: Gullit strzelił 16 goli (najwięcej w jednym sezonie we Włoszech) i poprowadził swych kolegów po Puchar Włoch. Po raz trzeci wrócił do reprezentacji Holandii, ale na 3 tygodnie przed Mistrzostwami Świata posprzeczał się z Advocaatem o taktykę i odszedł na dobre. Rok 1995 przyniósł jego powrót do Milanu. Jednak po 8 meczach, 3 golach i kilku kłótniach w szatni wrócił do Sampdorii. Po sezonie zgłosiła się po niego Chelsea. Skuszony wizją nocnego życia w Londynie przeniósł się na Wyspy. W Chelsea szybko zyskał szacunek i zaufanie, a kiedy Glenn Hoddle odszedł by poprowadzić kadrę Anglii, Gullit został grającym trenerem. W nowym wcieleniu Gullit odniósł olbrzymi sukces. 17 maja 1997 roku, jako pierwszy menadżer spoza Wysp Brytyjskich zdobył ze swoimi podopiecznymi Puchar Anglii. Ruud w finale nie zagrał; ubrany w elegancki garnitur z dumą odebrał po zwycięstwie gratulacje. Na życzenie Gullita do Chelsea sprowadzono włoskiego napastnika Gianlucę Vialliego. Kilka miesięcy później ten piłkarz wygryzł Gullita z roli menadżera. Ruud przeniósł się do Newcastle, ale słaba postawa zespołu i przede wszystkim konflikt z największą gwiazdą "Srok" Alanem Shearerem doprowadziły do pożegnania z tą drużyną.

Gullit długo odpoczywał od piłki, aż wreszcie w 2003 roku otrzymał posadę opiekuna jednej z młodzieżowych reprezentacji Holandii. Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, bo ciekawą ofertę pracy przedstawił mu Feyenoord. W Rotterdamie jednak Ruud trofeów nie zdobył i po nieudanym sezonie zakończył współpracę z Holendrami. Ruud Gullit był niezaprzeczalnie jednym z najwybitniejszych piłkarzy świata końca lat osiemdziesiątych. Miał wszystko co musi mieć piłkarz kompletny: szybkość, siłę, wizję gry i olśniewającą technikę. Zachwycał swą grą niezależnie od pozycji na jakiej go ustawiano. Jednak najefektowniej grał, gdy trenerzy nie ograniczali go sztywnymi schematami. Jego słynne dredy były rozpoznawane na całym świecie, a peruki je imitujące rozchodziły się jak świeże bułeczki. Oprócz gry w piłkę nożną udzielał się również w akcjach przeciwko rasizmowi. Jego bronią stał się futbol, muzyka i akcje charytatywne. Uczestniczył w koncertach, podczas których grał na gitarze i śpiewał piosenki w swoim ukochanym stylu reggae. To, a także jego elokwencja, sprawiały, że był ulubieńcem prasy. Gdyby nie prześladujące go kontuzje kolan, konflikty z kolegami i trenerami, a także zamiłowanie do korzystania z uroków życia, Ruud Gullit mógłby być jeszcze doskonalszy. Jednak niezależnie od tego popularny "Czarny Tulipan" i tak zajął należne mu miejsce w panteonie sław światowego futbolu.



@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

11

Pożegnalne spotkanie żywej legendy FC Barcelony:

1 września 1981 odbył się pożegnalny mecz jednej z najbardziej lubianych legend Dumy Katalonii a mianowicie Carlesa Rexacha. W meczu tym FC Barcelona pokonała reprezentacje Argentyny 1:0 po golu Alana Simonsena. Wówczas w składzie gości wystąpił niespełna 21-letni Diego Maradona, o którym spekulowano iż niedługo może trafić do Blaugrany, co stało się rok później. Rexach zszedł z boiska w 17 minucie w asyście szpaleru utworzonego przez pozostałych piłkarzy.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Historia pisana Dumą Katalonii:

1 września 1966 r. odbył się pierwszy w historii finał o Puchar Gampera(Trofeu Joan Gamper). Do premierowej edycji turnieju sygnowanego nazwiskiem założyciela FC Barcelony zaproszono Anderlecht Bruksela, FC Nantes oraz 1 FC Köln. Barça w półfinale wygrała 2:1 z Belgami(gole zdobyli: Fuste i Zaldua), natomiast w finale pokonała zespół z Kolonii 3:1 po golach Fuste, Rife oraz Vidala. Drużyna 1 FC Köln jest jedyną poza gospodarzami, która wygrywała to trofeum więcej niż raz(dokonała tego w 1978 oraz 1981). Do roku 1996 w mini turnieju startowały 4 ekipy. Jednego dnia rozgrywano półfinały a kolejnego mecz o 3 miejsce oraz finał.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@KrychaFCB
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

31 sierpnia 1944 r. w Gliwicach urodził się Joachim Marx. Przygodę z piłką zaczynał w Sośnicy Gliwice. Potem przyszedł czas na GKS Gliwice a stamtąd Joachim Marx powędrował do Gwardii Warszawa, by odrobić tam służbę wojskową. W stołecznym klubie wypłynął na szerokie wody. Spędził w nim sześć lat, zagrał 139 spotkań i strzelił 78 goli. Miał odejść już w 1967 r. Przez jakiś czas trenował z Górnikiem Zabrze. Jednak na jeden z treningów czarną wołgą przyjechał pułkownik Budziłowski z Gwardii i namówił ,,Achima”, by ten spędził jeszcze sezon w Warszawie. Odszedł dwa lata później. Pojechał na Śląsk, ale już nie do Zabrza. Wybrał występy w niebieskiej koszulce Ruchu Chorzów. Zadebiutował w meczu z… Górnikiem. Gdy prezes Eryk Wyra z Zabrza zobaczył go w barwach lokalnego rywala, wykrztusił tylko zdezorientowany: Synek, coś ty zrobił? W Ruchu grał do 1975 r. Wystąpił w 162 ligowych meczach i 66 razy wpisywał się na listę strzelców. Z Niebieskimi wywalczył dwa tytuły mistrza Polski (1974 i 1975) i puchar Polski (1974). W finale tych ostatnich rozgrywek Ruch zwyciężył były klub Marxa – Gwardię Warszawa a ,,Achim” zdobył w tym spotkaniu dwa gole. Uchodził w tamtych czasach za jednego z czołowych snajperów ligi. Był już wówczas reprezentantem Polski. W narodowych barwach zadebiutował 3 grudnia 1966 r., w meczu z Izraelem w Jaffie, który zremisowaliśmy 0:0. Z orłem na piersi zagrał łącznie 23 razy i strzelił dla kadry 10 goli. Jego występy rozkładały się na niemal dekadę, bo ostatni raz reprezentował nasz kraj 26 października 1975 r. Graliśmy wówczas z Włochami i również było 0:0. Pomimo przyzwoitych statystyk wiele osób uważa, że Marx był piłkarzem, który świetnej gry w klubie nie potrafił przełożyć na występy w narodowych barwach (dziewięć goli zdobył w meczach towarzyskich). Mimo to może się poszczycić złotym medalem olimpijskim zdobytym w Monachium w 1972 r. Na olimpiadzie zagrał w dwóch spotkaniach: drugą połowę meczu z Ghaną (4:0) i pierwszą połowę meczu z Danią (1:1). Z gry w mistrzostwach świata w RFN, wykluczyła go choroba. Należy do elitarnego „klubu 100”.

W najwyższej lidze zdobył łącznie 102 gole w 244 meczach. W 1975 r. zdecydował się na wyjazd za granicę. Postanowił spróbować sił we Francji. Początkowo wyjazd utrudniali mu chorzowscy działacze, nie chcąc się zgodzić na ten transfer. Podobno w przejściu do Lens pomógł mu prezydent Francji – Valery Giscard d’Estaing – który interweniował w czasie wizyty w Polsce. Francuski prezydent żył w dobrych relacjach z ówczesnym merem Lens, stąd miała wyniknąć ta pomoc. Marx dzień po przybyciu do Francji zagrał już mecz i … popisał się hat-trickiem. Przeciwnikiem Lens był wtedy Lyon, jedna z najlepszych francuskich drużyn. Z Les Sang et Or zdobył wicemistrzostwo Francji. Łącznie zagrał tam 110 razy i strzelił 38 goli. Nie miał większych problemów z aklimatyzacją, gdyż okolice Lens były zamieszkane przez dużą ilość imigrantów z Polski. Po czterech latach przeniósł się do zespołu Noeux-les-Mines. Do gry w tym klubie przekonał go młody trener tego zespołu – Gerard Houllier. Grę w tym zespole łączył z pracą w markecie Leroy Merlin. Karierę piłkarza zakończył w 1982 r. Postanowił pozostać we Francji. Od tego czasu zawsze był blisko futbolu, wiążąc się z nim różnymi funkcjami. Był trenerem Lens, które wprowadził do Pucharu UEFA. Przez krótki okres pracował również w Tunezji, lecz szybko wrócił do Francji. Prowadził kluby z Ligue 2. Odpowiadał też za pracę związkowej szkółki piłkarskiej, z której wypłynęli m.in. Raphael Varane czy Gaël Kakuta. Pełnił też rolę skauta w Lens. Obecnie odpoczywa na zasłużonej emeryturze.



@Arkon
@kamyk_23
@Kessie
@KrychaFCB
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

8

Bardzo udany debiut w Primera Division:

31 sierpnia 1997 r. w swoim pierwszym meczu w La Liga w barwach FC Barcelony Rivaldo strzelił 2 gole przeciwko Realowi Sociedad na Camp Nou i to w pierwszej kolejce. FC Barcelona wygrała to spotkanie 3:0 a w końcowym rozrachunku tryumfowała w Primera Division, mając 9 punktów przewagi nad Athletic Bilbao.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

9

Zapomniane legendy katalońskiej Dumy:

31 sierpnia 1880 r. w Barcelonie urodził się Ernest Witty Cotton, anglo-hiszpański piłkarz, tenisista i biznesmenem. W 1899 Witty, zdobył mistrzostwo Hiszpanii w tenisie ziemnym, został również członkiem-założycielem Real Club de Tenis Barcelona a na początku XX wieku grał w piłkę nożną dla FC Barcelona. Był także odnoszącym sukcesy handlowcem a jego rodzinna firma Witty Group działa do dziś. Był młodszym bratem Arthura Witty'ego, również byłego piłkarza, biznesmena a nawet prezydenta klubu. Ernest korzystając z kompanii transportu morskiego Witty S.A., którą odziedziczył po ojcu, zaczął regularnie importować regulaminowe piłki, gwizdki i siatki do bramek. W ten sposób stał się jednym z pierwszych dostawców sprzętu sportowego w tamtej epoce. W pierwszych latach istnienia klubu, Blaugrana używała piłek wykonanych ze skórzanych kawałków, zszytych ze sobą nitką. Rezultatem była mało konwencjonalna piłka o nieregularnym kształcie, która szybko przestawała nadawać się do gry aż do czasu, gdy Ernest Witty ofiarował dwie piłki marki Greenville-Birmingham, które kupił podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Przywiózł również jeden z pierwszych gwizdków dopuszczonych regulaminem do wykorzystywania przy sędziowaniu meczów oraz pierwszą pare butów piłkarskich, które wywołały podziw wśród jego kolegów z drużyny z uwagi na ich wysoką jakość.


@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

1

@Kessie Nie dzierże tych prostokątnych, niebieskich wynalazków, w dodatku po chińsku!
Co innego youtube

9

@FCBparasiempre
Czeski pomocnik Pavel Nedved. W jego zachowaniu ciężko było szukać jakichkolwiek kontrowersji. Ten przykład idealnie pokazuje, że skromnością, małomównością i ciężką pracą można dojść na sam szczyt. Nawet zastąpienie przez niego Zinedine’a Zidane’a w Juventusie nie było zadaniem niemożliwym do wykonania. Pavel Nedved urodził się w Chebie, natomiast dorastał w Skalnym Mieście, miejscowości położonej niedaleko granicy z Niemcami. Rodzice – Anna i Vaclav – wyobrażali sobie swojego syna w roli księgowego bądź pracownika fizycznego. Matka Pavla sprzedawała towary na tamtejszym miejskim rynku. Z kolei ojciec grał dla drugoligowej Cheby a na tygodniu pracował w kopalni. Syn towarzyszył ojcu podczas jego treningów oraz meczów, niekiedy sam w nich uczestniczył. Od najmłodszych lat Pavel przejawiał zainteresowanie piłką nożną. Kiedy Nedved nie mógł grać z dorosłymi ze względu na oczywiste braki fizyczne, często ćwiczył w domu, kopiąc w drzwi. Lustro służyło mu do obrania odpowiedniej trajektorii przy uderzniu. Vaclav zapisał syna do drużyny młodzieżowej w Skalnym, gdzie mógł trenować z chłopakami w swojej kategorii wiekowej. Technika, szybkość i szczuplejsza sylwetka wyróżniają Pavla, przez co jest znacznie lepszy od rówieśników. Po treningach gra się nie kończyła. Chłopcy kontynuowali zabawę, kopiąc piłkę na ulicy. Jeden z tamtejszych trenerów chciał Nedvedowi wybić z głowy grę w piłkę i sadzał go na ławce rezerwowych, powtarzając, że jest beztalenciem i powinien się cieszyć, że w ogóle znajduje się wśród zmienników. W 1986 roku Pavel otrzymał propozycję gry dla drużyn młodzieżowych Viktorii Pilzno (dawniej znanych pod nazwą Skoda Pilzno). Decyzja była oczywista. Po czasie zawodnik podziękował rodzinie za wsparcie, które pozwoliło mu bardzo szybko wydorośleć, odnajdując się w nowej rzeczywistości. Chłopak zamieszkał u Josefa Zaloudka i jego rodziny. Jak się potem okazało, „Pepi” prowadził Pavla w drużynach młodzieżowych i był dla niego drugim ojcem. Okazał się nieocenionym wsparciem. Po pewnym czasie Nedved zdecydował się wynająć mały pokój na własną rękę, za swoje zarobione pieniądze. Kiedy piłkarz skończył osiemnaście lat, został zauważony przez pierwszą drużynę Viktorii. Pojawił się jednak problem – obowiązkowa służba wojskowa. Aby jej uniknąć, trzeba było być jednym z najlepszych młodych piłkarzy w kraju. Stąd też decyzja o przenosinach do Dukli Praga latem 1991 roku, gdzie Pavel poddał się służbie w wojsku. Prażanie zmagali się ze sporymi problemami. Około pięć lat wcześniej Dukla należała do jednej z najlepszych drużyn w Czechach. Pavel w swoim pierwszym poważnym sezonie zdobył trzy gole w dziewiętnastu występach i okazał się jednym z objawień. Jego dobrą dyspozycję zauważyła Sparta Praga, która zdecydowała się go zakontraktować po sezonie 1991/1992. Kiedy Pavel został piłkarzem Sparty, miał przyjemność obcowania ze swoimi idolami z dzieciństwa – Jiri Nemecem czy Jozefem Chovancem. Ten drugi był niekwestionowanym liderem w szatni i, co ciekawe, później został trenerem reprezentacji Czech. ,,Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy, myślałem, że nie ma takiego talentu, jak inni. Sporo się jednak pomyliłem. Miał świetne cechy jako piłkarz, ale też jako człowiek. Szanował dużo starszych od siebie. Nie mówił dużo, wolał obserwować”– Pavel Nedved o Jozefie Chovancu. Sparta, nazywana wówczas „czeskim Juventusem”, nie miała sobie równych na krajowym podwórku. Dla Nedveda była to ogromna szansa na rozwijanie swoich piłkarskich umiejętności. Pierwszy rok ukończył bez bramki. W kolejnych sezonach Pavel strzelił odpowiednio trzy, sześć i czternaście goli. W sezonie 93/94 skrzydłowy zadebiutował w Lidze Mistrzów z AIK Solną a kilkanaście miesięcy później zadebiutował w pierwszej reprezentacji Republiki Czeskiej przeciwko Irlandii. W latach 1992-1995 Sparta z Nedvedem w składzie zdobyła trzy mistrzostwa Czech i jeden krajowy puchar. Rozgrywki 1995/1996 były pierwszymi od sezonu 91/92, gdzie „Czerwoni” nie zdobyli mistrzostwa – wtedy jeszcze istniała Czechosłowacja. W 1/8 finału Pucharu UEFA Sparta została zatrzymana przez Milan Arrigo Sacchiego. Pavel w europejskich pucharach zrobił bardzo dobre wrażenie i często okazywał się najjaśniejszym punktem zespołu z Pragi. Jego postać nie była znana w świecie calcio. Świetna dyspozycja Nedveda sprawiła, że w kolejce po jego podpis ustawiło się sporo klubów. Najbardziej konkretne było Lazio, które podpisało go po mistrzostwach Europy w 1996 roku. Wcześniej bardzo blisko pozyskania skrzydłowego było PSV Eindhoven, które ustaliło już warunki transferu ze Spartą – 1,5 miliona euro. Na wielkiej imprezie jednym z najważniejszych momentów dla Nedveda był mecz z Włochami, w którym Pavel walnie przyczynił się do wygranej (2:1) w fazie grupowej. Kluczową postacią przy transferze był Zdenek Zeman, który był zorientowany w futbolu czeskim i przekonał ówczesnego prezydenta „Biancocelestich”, Sergio Cragnottiego, do sprowadzenia utalentowanego skrzydłowego za niecałe pięć milionów euro. Kiedy Nedved został oficjalnie piłkarzem Lazio, szum medialny wokół jego osoby był niewielki. W zasadzie niewiele o nim wiedziała prasa i kibice. Był on też nazywany „medvedem” (ze słoweńskiego: niedźwiedź).

W Europie niemal wszystkie zespoły miały w składzie wybitną postać, grającą na „dziesiątce” – przykładowo Zinedine Zidane, Oliver Bierhoff, Roberto Baggio, Rui Costa, David Beckham, Zvonimir Boban czy Rivaldo. To była idealna okazja dla Czecha, aby się odnaleźć. Pierwszym ważnym momentem dla Pavla po transferze do Rzymu była pierwsza bramka, zdobyta w eliminacjach do Pucharu UEFA przeciwko CD Tenerife. Kiedy piłka trafiła w lewy dolny róg bramkarza, Nedved nie był w stanie opanować emocji. Cieszył się, krzyczał i od razu pobiegł do Zdenka Zemana, który od początku mu zaufał. Pięć dni później, 20 października 1996 roku, Lazio grało na Stadio Olimpico z Cagliari. W trzeciej minucie spotkania czerwoną kartkę po złapaniu piłki poza polem karnym zobaczył Luca Marchegiani. Jego miejsce zajął Carlo Cudicini. To oznaczało, że cały mecz rzymianie będą grali w osłabieniu. Ostatecznie Lazio wygrało 2:1 a znakomitym golem otwierającym mecz, popisał się Pavel Nedved, który wziął na siebie ciężar gry i uderzył z ponad dwudziestu metrów w okienko. W styczniu 1997 roku Zdenek Zeman został zwolniony. Na stanowisku trenera ekipy ze stolicy Włoch zastąpił go Dino Zoff. Włoskie gazety wówczas pisały o Nedvedzie, że jest piłkarzem dyskretnym, zdenerwowanym i brakuje mu zrozumienia z kolegami z boiska. Wystarczyło pół roku, aby Pavel znów oczarował swoją grą kibiców na Półwyspie Apenińskim. Pojawiło się potem ważne pytanie – która noga jest tą lepszą? Wikipedia sugeruje, że Pavel ma lepszą lewą nogę. Z kolei gdy sprawdzi się jego bramki na YouTube, sporo z nich pada także po uderzeniu prawą kończyną. Jak zatem jest? „Kiedy uderzam lewą nogą, strzał jest silniejszy. Kiedy prawą – bardziej precyzyjny” – mówił Nedved. Po sezonie 1996/1997 sytuacja klubowa Nedveda nie była w pełni jasna. Po poprzednim sezonie Dino Zoffa na ławce trenerskiej zastąpił Sven-Goran Eriksson, a w linii ataku pojawił się Roberto Mancini. Lazio miało problem z zawodnikami spoza Unii Europejskiej, co powodowało, że pozycja Pavla była pod znakiem zapytania. Piłkarz zapytany o swoją przyszłość wówczas odpowiedział: „Moja sytuacja nie jest najlepsza. Nie wiem, jaka będzie moja przyszłość. Rozważę wszystkie oferty. Tutaj gram niewiele i jest to dla mnie trudne. Trener Eriksson gra formacją z trzema napastnikami, która dla mnie nie jest najlepsza. Uważam, że drużyna w formacji 1-4-4-2, ustawiona przez Dino Zoffa, grała w cudowny sposób.” Kibice „Biancocelestich” pokochali Nedveda 1 listopada 1997 roku, kiedy to Nedved przyczynił się do wygranej w derbach miasta z Romą (3:0). Na ławce trenerskiej „Lupich” był… Zdenek Zeman, którego fani Lazio nazywali „gównianym Czechem”. Kilka tygodni przed derbami Nedved określił styl gry Zemana jako „nieodpowiedni do wygrywania we Włoszech”. Pavel uważał, że nie rozumiał zaleceń swojego rodaka. W sezonie 1997/1998 Nedved okazał się najlepszym strzelcem Lazio w Serie A (11 goli), ale nie wystarczyło to na więcej, niż siódme miejsce. Podopieczni Erikssona zanotowali jednak wspaniały rok w Pucharze UEFA, gdzie dopiero w finale uznali wyższość Interu Mediolan. Ich łupem padł Puchar Włoch, w którym wygrali z Milanem po dwumeczu. Przed rozgrywkami 98/99 do Lazio trafił Christian Vieri, Dejan Stankovic czy Marcelo Salas. Pierwsza część sezonu nie była najlepsza dla reprezentanta Czech z powodu licznych urazów. Drużyna z kolei zajęła drugie miejsce w lidze, wygrała Superpuchar Włoch i, co najważniejsze, odniosła sukces w Europie, wygrywając z Mallorką w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. To było pierwsze międzynarodowe trofeum dla Nedveda. Nadszedł zatem punkt zwrotny i ważny moment w historii klubu. Lazio w sezonie 1999/2000 przeżywało stulecie istnienia. Punktem zwrotnym w lidze okazuje się starcie z Romą w 27. kolejce Serie A. Lazio przystępowało do derbów z pozycji wicelidera, który miał dziewięć punktów straty do Juventusu. Po szybkiej bramce Vincenzo Montelli wizja dalszej walki o scudetto znacznie się oddalała. Kluczowa okazała się rola Pavla Nedveda, który napędzał ataki Lazio. Jego bramka na remis, a potem uderzenie Juana Sebastiana Verona dała ostatecznie wygraną „Biancocelestim”. Potem do końca sezonu Lazio było niepokonane. Jedyna drużyna, która była w stanie postawić się podopiecznym Sven-Gorana Erikssona, była Fiorentina, która zdołała zremisować. Juventus po porażce w bezpośrednim meczu z Lazio stracił punkty z Hellasem i Perugią, co pozwoliło rzymianom świętować pierwsze scudetto od sezonu 1973/1974. Dla Nedveda było to pierwsze mistrzostwo krajowe po opuszczeniu Czech. Lazio Erikssona było plejadą gwiazd. W bramce stał Luca Marchegiani, w obronie występował Alessandro Nesta, Paolo Negro czy Sinisa Mihajlovic. W pomocy poza Nedvedem grał Diego Simeone i Sergio Conceicao. Przed nimi zazwyczaj Juan Sebastian Veron, a w ataku Marcelo Salas, Roberto Mancini lub Simone Inzaghi.

Po tak znakomitym sezonie pojawiło się sporo kontrahentów na największe gwiazdy Lazio. Sergio Cragnotti od razu uciął spekulacje i nie miał zamiaru sprzedawać żadnego ze swoich kluczowych piłkarzy. Z klubu odszedł jedynie Sergio Conceicao, a biało-niebieskie barwy ubrał między innymi Hernan Crespo i Angelo Peruzzi. Po drodze pojawiły się plotki o chęci ponownego sprowadzenia Christiana Vieriego do Rzymu. Prezydent Lazio potwierdził także zainteresowanie Markiem Overmarsem. Kolejne rozgrywki już nie okazały się tak udane dla rzymian. Co prawda Lazio zdobyło Superpuchar Włoch, ale nie było w stanie powtórzyć tak dobrego wyniku w lidze. „Biancocelesti” zajęli trzecie miejsce, a w Pucharze Włoch w ćwierćfinale musieli uznać wyższość Udinese. W Lidze Mistrzów w pierwszej fazie grupowej „Biancocelesti” wyszli z drugiego miejsca, natomiast w drugiej fazie grupowej zajęli ostatnią lokatę, uznając wyższość Realu Madryt, Leeds United i Anderlechtu. Sezon zaczynał Sven-Goran Eriksson, kończył go natomiast Dino Zoff. Latem 2001 roku do Manchesteru United odszedł Juan Sebastian Veron. Nedvedem był zainteresowany Juventus. Pavel był zakochany w Rzymie i chciał tam zostać do końca kariery z żoną Ivaną. Pojawiły się jednak kontrowersje, których jest kilka wersji. Zdaniem ówczesnego prezydenta Lazio, Nedved i Juve dopuścili się zdrady i rabunku. Z kolei inne zdanie miał Mino Raiola, agent Czecha – według jego wersji zdarzeń najpierw zmusił piłkarza do podpisania nowej umowy z mniejszą pensją a potem poinformował go o chęci sprzedaży. Nie licząc Nedveda, Juventus zanotował świetne letnie mercato. Do Turynu barwy „Starej Damy” przywdział Marcelo Salas, Gianluigi Buffon i Lilian Thuram. Kibice Juve liczyli na to, że Nedved zastąpi odchodzącego do Realu Madryt Zinedine’a Zidane’a. Ten strofował fanów: „Nie mogę się porównywać do tak fantastycznego piłkarza, jak Zidane. Nie jestem gotowy na to. Ale dam klubowi to, co najlepiej potrafię – determinację i szybkość.” Pierwsze tygodnie nie były dla Czecha proste – ciężko było mu się odnaleźć w nowym środowisku i szukał swojej pozycji na boisku. Zimą miał pojawić się temat wymiany z Lazio, w ramach której Nedved wróciłby do Rzymu, a do Juventusu trafiłby Gaizka Mendieta. Marcello Lippi, ówczesny trener „Bianconerich”, uznał taką propozycję za żart. Pierwszego gola dla turyńczyków Nedved zdobył w trzynastej kolejce Serie A, gdzie przeciwnikiem była Perugia. To był ważny moment dla reprezentanta Czech, który pozwolił mu się odblokować. Z pleców spadł mu ogromny kamień, który go obciążał od momentu przenosin do Turynu. Później Pavellino stał się jedną z najważniejszych postaci Juventusu, z którym zdobył swoje drugie scudetto. Nedved był niezwykle pracowitym piłkarzem. Anegdoty z nim związane są bardzo pomysłowe i ciekawe. Pavel zbudował w domu siłownię, trenował każdego wieczoru nie tylko w domu, ale i na balkonie – tę sytuację zgłosił jeden z jego sąsiadów. Wysiłek fizyczny był dla Czecha przyjemnością, a nie obowiązkiem. Sezon 2002/2003 dał Juventusowi mistrzostwo i Superpuchar Włoch, ale nadal brakowało jednego trofeum zarówno Nedvedowi, jak i klubowi – Ligi Mistrzów. W drodze do finału Pavel strzelał bramki Deportivo La Coruna, Barcelonie i Realowi Madryt. W finale na Old Trafford czekał na niego Milan, z którym nie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek. Kiedy po trofeum po rzutach karnych sięgnęli „Rossoneri”, ból przeszywał Nedveda podwójnie: sam nie mógł zagrać w tak ważnym meczu i nie mógł się cieszyć z potencjalnego zwycięstwa swoich kolegów. Dopiero czas pokazał, jak długo Juventus musiał czekać na drugą taką szansę od losu. W grudniu 2003 roku Nedved otrzymał Złotą Piłkę. Po czasie zawodnik stwierdził: „Jeżeli mógłbym oddać ją w zamian za grę w finale Ligi Mistrzów, zrobiłbym to bez wahania”. Kiedy na jaw wyszła afera Calciopoli, z Juventusu odeszło kilku ważnych piłkarzy, takich jak Zlatan Ibrahimović czy Lilian Thuram. W klubie pozostali najbardziej lojalni – Nedved, Buffon oraz Del Piero. Dla Juventusu była to nowa rzeczywistość. Serie B nie okazało się ogromną przeszkodą, więc po roku czyśćca „Stara Dama” wróciła do Serie A. Najjaśniejszą postacią Juventusu był Nedved, który co mecz nie dawał o sobie zapomnieć. Czech był już sporo po trzydziestce i naturalnie nie był już tak szybki, zabójczy i skuteczny, jak kiedyś. W 2009 roku Pavel skłaniał się ku zawieszeniu butów na kołku. Wtedy też pojawiła się oferta od Interu Mediolan a osobiście na transfer namawiał go Jose Mourinho. Prawdopodobnie byłaby to największa szansa dla 37-latka na wygranie Ligi Mistrzów. Ten postanowił być fair wobec obecnego pracodawcy. – „Nie przyjdę do Interu, wolę zakończyć karierę. Nawet jeśli nie jestem tak zmęczony” – skwitował Czech. Pavel Nedved niemal w pełni może się nazwać piłkarzem spełnionym. Złota Piłka, liczne nominacje na piłkarza roku w ojczyźnie, krajowe mistrzostwa i puchary, srebrny medal na EURO 1996, wygrana w Pucharze UEFA – liczba osiągnięć Czecha jest ogromna. Jednak tak duża ilość trofeów nie sprawiła, że Nedved przestał być normalny i zwyczajny i chwała mu za to! Wielka postać w świecie calcio. Czempion na i poza boiskiem.

8

Legendy futbolu:

30 sierpnia 1972 r. w Chebie urodził się….(tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz)


@Sensible
@Rastafarnianin
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

0

@KrychaFCB No jeśli chodzi o Fatiego to coś się dzieje z jego psychiką, podejrzewam że to pokłosie kontuzji. Bardzo go lubie i chciałbym żeby został. Natomiast Felix jakoś mnie nie przekonuje w naszym klubie, no ale ale mogę się mylić...

1

@Pawel13sz Czekamy z niecierpliwością...

9

Pożegnania ikon FC Barcelony:

30 sierpnia 1961 r. odbył się pożegnalny mecz wybitnej legendy Blaugrany a mianowicie Ladislao Kubali. Wydarzeniem wieczoru był także gościnny występ Ferenca Puskasa oraz Alfredo Di Stefano w barwach FC Barcelony. Dwaj piłkarze Realu Madryt rozegrali wespół z Kubalą całą pierwszą połowę a Di Stefano dwukrotnie wpisał się na liste strzelców. Barça wygrała wówczas z francuskim Stade de Reims 4:3. ,,Odchodzę smutny, gdyż to finał mojej kariery”- mówił w wywiadzie pomeczowym Kubala. Wbrew temu co zapowiadał grał jeszcze u rywala zza miedzy(Espanyolu) a karierę kończył w szwajcarskim FC Zurich.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

@mekston Owszem, dlatego zdaje sobie sprawe że to będzie trudne do wykonania ale nie awykonalne...

0

@Szreko No zobaczymy, zobaczymy. W futbolu wszystko możliwe...

1

@Sysia11 Nasz kochany Leoś w takiej formie jest jak najbardziej w stanie dogonić Cristiano Ronaldo, a kto wie, może i prześcignąć! Oby to się udało!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?