0

@Kredon No tak nie do końca się zgodze że się nie nadawał, gdyż przy prowadzeniu Rakowa właśnie na kontre, na dobicie rywala nadawałby się moim zdaniem idealnie, choćby na 15 minut...

2

Wspaniała sprawa za sprawą Rakowa ale ja chciałbym aby mi ktoś wyjaśnił dlaczego nie jest wystawiany do gry tak wspaniały piłkarz jak Sony Kitel? Jak można tak bardzo dobrego piłkarza trzymać na ławce rezerwowych?

10

Premierowe starcie w Pucharze Liptona:

O Puchar Liptona rywalizowały tylko dwie drużyny a mianowicie reprezentacje Argentyny i Urugwaju. W ramach walki o to trofeum stanęły naprzeciwko siebie 29 razy. Na początek warto przedstawić postać sir Thomasa Liptona. Wiele osób na pewno kojarzy to nazwisko z herbatą. Takie skojarzenia są właściwe. Lipton był brytyjskim przedsiębiorcą. Stał się milionerem, kupił plantacje herbaty w Sri Lance i prężnie działał w branży herbacianej. Stworzył słynną markę Lipton. Wprowadził wiele innowacji, jak choćby używanie specjalnych pojemników, dzięki którym herbata zachowywała świeżość. W 1905 roku Lipton zainicjował wspomnianą rywalizację między Argentyną a Urugwajem. Były to wówczas najmocniejsze piłkarsko kraje Ameryki Południowej. Brazylia dopiero później miała osiągnąć wielkość. Wpływy z meczów przekazywane były na cele charytatywne. Początkowo mecze rozgrywane były co roku, na zmianę w Buenos Aires i Montevideo. W pierwszej edycji(15.08.1905) w Buenos Aires padł bezbramkowy remis, co sprawiło, że trofeum powędrowało do piłkarzy z Urugwaju. Zasady były bowiem takie, że w przypadku remisu, puchar przyznawany był drużynie gości. Puchar Liptona zaczął cieszyć się w obu krajach dużą popularnością, który w latach 20-tych został zatrzymany przez rozwijające się mistrzostwa Copa America. Do tradycyjnych spotkań nie dochodziło już regularnie. Z czasem były one organizowane coraz rzadziej. Od 1937 do 1976 roku rozegrano tylko osiem meczów. Później rywalizację o trofeum stoczono tylko raz, w 1992 roku. Podobnie jak w premierowej potyczce, tak i w ostatniej nie padły gole. Puchar trafił jednak w ręce Argentyńczyków, gdyż tym razem to oni wystąpili w roli gości. Trofeum ogólnie padło ich łupem siedemnaście razy. Urugwajczycy wygrywali dwunastokrotnie. Obecnie mało kto pamięta o Pucharze Liptona. Teraz kibiców w Ameryce Południowej rozgrzewają rozgrywki Copa America, gdzie o prymat walczą wszystkie drużyny zrzeszone w CONMEBOL.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson

0

@ShawnC Mam rozumieć że na stadionie Olympiakosu? Dzięki za info :)

1

Nawet nie wiedziałem że to już jutro jest rozgrywany Superpuchar Europy. No to zapowiada się arcyciekawie! Wiecie może gdzie jest rozgrywany ten superpuchar?

1

@FcPortoFan1999 Dokładnie, zgadzam się się z tobą w stu procentach! Do tego ten piekielny klimat!

2

@Mixtape Masz racje, może się okazać że Raków przegra nie tyle z Arisem, co własnie z tą piekielną pogodą. Przecież w takich warunkach nawet ciężko wypoczywać a co dopiero grać? Przecież to można zdechnąć po pół godzinie gry...

13

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

15 sierpnia 1919 r. w Poznaniu urodził się Edmund Białas, drugi członek poznańskiego tercetu ABC. Grał na środku ataku ale wiedział, że prawdziwym liderem ofensywy jest Teodor Anioła. Ustępował mu w umiejętnościach strzeleckich, ale przewyższał zmysłem taktycznym. Pochodził z rodziny o tradycjach kolejarskich i pisarskich. Od dziecka wiedział, że chce grać w Lechu. Treningi zaczął w 1931 r., a cztery lata później jako niespełna 16-latek zadebiutował w barwach zespołu KPW – Liga Dębiec (pod taką nazwą występował wówczas klub, który po wojnie stanie się znany jako Lech). Swoje pierwsze trafienie zaliczył w tym samym roku w pojedynku z Ostrovią. Jeszcze przed wojną zaliczano go do czołowych snajperów w Wielkopolsce, co zaowocowało włączeniem do reprezentacji Poznania. Latem 1939 r. został powołany przez Józefa Kałużę na mające się odbyć we wrześniu wyjazdowe spotkania z Bułgarią i z Jugosławią. Jest kolejnym przedstawicielem pokolenia, któremu wojna zabrała najlepsze lata sportowej kariery. W czasie okupacji Białasów wysiedlono do Ostrowca Świętokrzyskiego. Stamtąd Edmund przedostał się wuja Derezińskiego do Rzeszowa. W mieście istniał niemiecki klub, któremu brakowało rywali do meczów sparingowych. Naczelnik powiatu zezwolił w drodze wyjątku na zorganizowanie spotkania z Polakami. Polacy oczywiście wygrali 2:0, ale narazili się tym samym na represje okupanta i musieli uciekać. Białas trafił aż do Przemyśla, skąd tuż po wojnie wrócił do Poznania, gdzie pomagał swojemu klubowi stanąć na nogi w trudnej, powojennej rzeczywistości. Był pierwszym lechitą, który zagrał w reprezentacji. Koszulkę z białym orłem po raz pierwszy założył 4 kwietnia 1948 r. w wyjazdowym meczu z Bułgarią (1:1). Nigdy nie opuścił Lecha. Po zakończeniu kariery w 1951 r. został instruktorem i był wierny klubowym barwom praktycznie aż do śmierci. Kilkukrotnie przejmował jako trener pierwszy zespół. Do niego należy klubowy rekord meczów bez porażki (61 meczów od listopada 1969 do listopada 1971). Zawsze życzliwy dla innych ludzi, świetnie grał na akordeonie.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

15 sierpnia 1914 r. w Świętochłowicach urodził się Hubert Gad. Piłką zaczął interesować się jako nastolatek. Kiedy dołączył do zespołu Śląska Świętochłowice, miał 14 lat. Szybko dał się poznać jako skuteczny napastnik. W dużej mierze dzięki jego golom zespół zdołał wrócić do elity. W 1935 r. zajęli piąte miejsce a Gad z 14 golami w 19 meczach uplasował się w czołówce klasyfikacji strzelców. Również rok później był czołowym strzelcem drużyny, ale zespół zajął dziewiąte miejsce w tabeli i pożegnał się z ekstraklasą. Umiejętności Gada zostały jednak zauważone już wcześniej i 16 lutego 1936 r. pierwszy raz zagrał w reprezentacji. Polacy wygrali na wyjeździe z Belgią 2:0 a Gad strzelił drugiego gola w tym spotkaniu w 76. minucie. W sierpniu był członkiem kadry olimpijskiej na igrzyskach w Berlinie, w której zajął miejsce zdyskwalifikowanego Ernesta Wilimowskiego. To Gad był pierwszym strzelcem gola dla Polski na dużej imprezie a mianowicie na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. W inauguracyjnym meczu z amatorską drużyną Węgier strzelił pierwsze dwa gole a kolejne dwa trafienia dorzucił w meczach z Wielka Brytanią i Austrią. Z kadrą pożegnał się w 1937 r. meczem z Łotwą (wygrana 2:1). Był wspaniałym, bardzo utalentowanym zawodnikiem. Zginął tragicznie w wieku 25 lat. Chcąc się orzeźwić przed pracą, którą zaczynał o szóstej, postanowił się wykąpać w stawie koło szybu Oskar. Mimo towarzystwa czterech kolegów utonął, prawdopodobnie doznając zawału serca. Pochowano go w stroju olimpijskim. W Reprezentacji rozegrał 6 meczów, strzelając 5 goli.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

9

Zapomniane postacie Blaugrany:

15 sierpnia 1909 r. urodził się Francesc Mitjans Miro, architekt Estadio Nou Camp. Francesc był kuzynem ówczesnego prezydenta FC Barcelony Miro-Sansa, który powierzył jemu i Josepowi Soterasowi Mauriemu projekt nowego stadionu. W 2005 r. w wywiadzie dla dziennika ,,El Mundo Deportivo” wyraził swój sprzeciw wobec planów powiększenia Camp Nou mówiąc że ,,będzie to oznaczać odsunięcie widzów od murawy i pogorszenie widoczności”. Mitjans nigdy nie był na stadionie aby zobaczyć Kubale, gdyż nie interesował się sportem. Zmarł w wieku 97 lat, na rok przed 50-tą rocznicą powstania Camp Nou.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

@PatrykBarca Ale mówisz to poważnie czy sobie żartujesz?
Bo to byłby bardzo niepoważny argument żeby odmawiać gry...

0

Czy Cristiano Ronaldo nie jest już zawodnikiem arabskiego Al Nassr Riyadh? Gdyż nie ma go w kadrze na mecz przeciwko Al-Ettifaq?

9

Wyjątkowo prestiżowy puchar:

14 sierpnia 1927 r. Sparta Praga pokonała Admire Wacker Wiedeń 5:1 w ćwierćfinale Pucharu Mitropa. Tenże mecz zapoczątkował pierwsze w historii futbolu międzynarodowe klubowe rozgrywki zwane Mitropa Cup. W zmaganiach uczestniczyły drużyny z Europy Środkowej. Głównym inicjatorem powstania tych rozgrywek był legendarny austriacki trener Hugo Meisl, który wówczas pełnił funkcję prezesa Austriackiego Związku Piłki Nożnej. Decyzję o organizacji zawodów podjęto na zebraniu w Wenecji. W rozgrywkach mogły brać udział wyłącznie mistrzowie oraz wicemistrzowie krajów. To był pierwowzór rozgrywek o europejskie puchary. W pierwszej edycji zagrały kluby z Austrii, Węgier, Czechosłowacji i Jugosławii. Po trofeum sięgnęła Sparta Praga. Z czasem do rywalizacji dołączyły drużyny włoskie, a potem także szwajcarskie i rumuńskie. Rozgrywki zostały zawieszone w 1940 roku z powodu II Wojny Światowej. Po zakończeniu największego w dziejach konfliktu zbrojnego kontynuowano rywalizację pod szyldem Pucharu Zentropa. Z czasem przywrócono poprzednią nazwę, ale powstanie w latach 50-tych Pucharu Europy sprawiło, że prestiż środkowoeuropejskiego pucharu mocno podupadł. W latach 80. o puchar rywalizowały drużyny z drugich lig. W 1992 roku rozgrywki odbyły się ostatni raz. Wygrał je jugosłowiański Borac Banja Luca a finał oglądało na stadionie mniej niż tysiąc widzów. Nie znane mi są przyczyny absencji polskich klubów, można jedynie się domyślać że Hugo Meisl i jego współpracownicy nie traktowali poważnie polskiego futbolu a szkoda. Przecież takie kluby jak Wisła, Cracovia a zwłaszcza Ruch Hajduki Wielkie spokojnie mogły rywalizować w tychże rozgrywkach a z jakim skutkiem to tego już się nie dowiemy.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson

1

@Faro Ręce precz od sympatycznego murzynka!

0

@Faro A można wiedzieć co to znaczy? bo to po ,,chińsku" i nic z tego nie rozumiem!

7

@FCBparasiempre
Z Legendarnej Jedenastki Widzewa, wybranej przez kibiców na stulecie klubu, Wiesława Wragę wyróżnia nie tylko najniższy wzrost (167 cm). Kariery takich gwiazd jak Maradona czy Messi udowadniają, że w futbolu można być ulubieńcem tłumów nie imponując warunkami fizycznymi. Ciekawszym wyróżnikiem jest fakt, że z tego grona tylko Wraga nie był nigdy mistrzem Polski. Co zatem przesądziło o wyborze, skoro w historii RTS jest tylu piłkarzy o większym dorobku? Zacznijmy od życiorysu. Wraga urodził się 14 sierpnia 1963 roku w Stargardzie. Już jako uczeń tamtejszej szkoły podstawowej brylował w drużynie, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo województwa. Grając w miejscowych Błękitnych pomógł wprowadzić klub do ówczesnej II ligi czyli zaplecza ekstraklasy. Był odważnym, widowiskowym dryblerem a do tego najlepszym strzelcem. Trafił do reprezentacji, która w 1982 roku w Finlandii, pod wodzą Mieczysława Broniszewskiego, zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach Europy juniorów. Wraga był kapitanem tej drużyny, która wyszła z grupy finałowej bez straty gola (po 1:0 z Belgią i Hiszpanią oraz 0:0 z Bułgarią). Po MŚ w Hiszpanii transfery do Serie A sfinalizowali m.in. widzewiacy Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda. Wśród ich następców w Widzewie znalazło się też czterech nastolatków z tej reprezentacji juniorów: Wiesław Wraga, Mirosław Myśliński, Mirosław Kuniczuk i Dariusz Waśniewski, których działacze zabrali wręcz z promu, który wracał po mistrzostwach z Finlandii. Pierwsza dwójka zadebiutowała w ekstraklasie i do tego w zespole mistrza Polski już w pierwszym meczu sezonu 1982/1983. 4 sierpnia w Łodzi w spotkaniu ze Stalą Mielec Wraga zagrał obok Włodzimierza Smolarka i zdobył pierwszą bramkę już w 6. minucie. Szybko stał się ulubieńcem kibiców, kochających odważne, szybkie decyzje, dryblingi, ofensywną grę. Widowiskowy napastnik wraz Myślińskim i Waśniewskim zdobyli pierwsze w karierze wicemistrzostwo kraju. Nie dokończyli tego sezonu, bo znaleźli się w reprezentacji Polski w finałach mistrzostw świata w Meksyku. Wraga i Myśliński strzelili zresztą po golu w pierwszym meczu grupowym z Wybrzeżem Kości Słoniowej (7:2). Wrócili z brązowymi medalami, bo w półfinale ulegli Argentynie 0:1 a w meczu o III miejsce Polacy pokonali po dogrywce Koreę Płd. 2:1.

Wcześniej Wraga pomógł zapisać wspaniałe karty historii widzewskiego klubu. Jeszcze w 1982 roku zadebiutował europejskich pucharach. W 1/16 finału jako dziewiętnastolatek zagrał w dwumeczu z Hiberniansem La Valetta (4:1 i 3:1) a rewanżowym spotkaniu przy Al. Unii z Rapidem strzelił gola i łodzianie po 1:2 w Wiedniu oraz 5:3 w Łodzi awansowali do ćwierćfinału. Golem życia Wragi była bramka strzelona głową w 80 minucie meczu ćwierćfinałowego Pucharu Europy w Łodzi z Liverpoolem 2 marca 1983 roku. Po centrze z lewej Andrzeja Grębosza podwyższył prowadzenie na 2:0 i z taką zaliczką łodzianie udali się na rewanż do mistrza Anglii. Wraga grał także do 82 minuty meczu na Anfield Road, przegranym 2:3, ale zapewniającym awans do półfinału. Wystąpił także w obu spotkaniach półfinałowych z Juventusem Turyn (0:2 i 2:2). Ogółem rozegrał 22 mecze o europejskie puchary (trzecia lokata w RTS za Włodzimierzem Smolarkiem – 24 i Krzysztofem Kamińskim – 23) strzelając 5 goli (o jednego gola więcej zdobył tylko Jacek Dembiński). Należy podkreślić, że wszystkie pucharowe trafienia Wieśka były efektowne i w istotny sposób przyczyniły się do awansu łodzian. Prócz dwóch wymienionych goli tak było z Borussią w Moenchengladach (2:3) oraz z LASK w Linzu (1:1) i w Łodzi (1:0). W dwumeczu ze znanym rywalem Borussią Moenchengladbach w 1984 roku Wraga miał jednak pecha. Choć jego gol w Niemczech i asysta przy golu Włodzimierza Smolarka w rewanżu zadecydowały o awansie łodzian. Wiesiek w pierwszym z tych spotkań zagrał z wysoką gorączką. O skutkach zdrowotnych przekonał się dopiero w 1985 roku, kiedy kadra narodowa była na badaniach przed wylotem do Meksyku. Okazało się że po zapaleniu mięśnia serce jest w ruinie. Pobyt w szpitalu i kuracja sterydowa sprawiły, że piłkarz przytył 18 kilogramów i już nie wrócił do formy. Do tego doszła kontuzja śródstopia. Trzeba było porzucić nie tylko marzenia o występie w mundialu 1986. Zniknęły bezpowrotnie takie cechy jak szybkość, ruchliwość, refleks. Do tego Wiesiek z trudem znosił psychicznie tak wczesne załamanie kariery. Jakby mało było tego nieszczęścia córki zaraziły go ospą, przyniesioną z przedszkola. Doznał drugiego zapalenia mięśnia sercowego, spędzając wigilię 1997 roku w łóżku na reanimacji. Lekarze nie ukrywali nawet, że jego życie było zagrożone. Był piłkarzem Widzewa 8 sezonów, zdobywając dwukrotnie wicemistrzostwo Polski 1983 i 1984. Ostatni mecz w RTS rozegrał 28 kwietnia 1990 w Białymstoku z Jagiellonią, przegrany 1:2. Bilans Wragi w Widzewie to 164 mecze ekstraklasy, w których zdobył 12 goli. Rozegrał jeden mecz w reprezentacji Polski seniorów (7 października 1986 roku w Bydgoszczy z Koreą Północną zakończony wynikiem 2:2). Poważne problemy zdrowotne zadecydowały, że przedwcześnie zakończył wspaniale zapowiadającą się karierę. W latach 1990-1992 grał jeszcze w Oulu Pallaseura a po powrocie z Finlandii w sezonie 1993/1994 w Ślęzie Wrocław i w rozgrywkach 1994/1995 w RKS Radomsko. Wraga mieszka nadal w Łodzi. Prowadził wraz z żoną hurtownię, trenował dzieci w Pabianicach i Łodzi, m.in. w szkółce Sport Perfekt Krzysztofa Kamińskiego. Po śmierci Marka Pięty został prezesem Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa im. Ludwika Sobolewskiego. Jest pilnym obserwatorem meczów Widzewa na stadionie przy Al. Piłsudskiego i surowym recenzentem tych spotkań.

10

Na wstępie chciałbym pozdrowić wszystkich Widzewiaków.

Legendy rodzimego futbolu, zwłaszcza Widzewa:


@Symson
@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

4

@FCBparasiempre
14 sierpnia 1959 r. urodził się Ryszard Komornicki, pomocnik, jeden z kluczowych zawodników Górnika Zabrze lat 80-tych, z którym 4 razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski; był samoukiem oraz uczestniczył na mundialu Mexico ’86. ,,Pierwszy raz w meczu o punkty zagrałem mając 15 lat! Wcześniej nie byłem w żadnym klubie, w żadnej szkółce, nie miałem żadnego treningu. Mieszkałem w Dąbrowie Dolnej, we wsi pod Ścinawą, w której wszystkiego było chyba dziewięć numerów. Bez boiska, bez szkoleniowca. Czasami nawet nie miałem z kim pokopać na łące. Przypominam, dziewięć numerów…”- zaznacza nasz bohater. Szybko opuścił Dąbrowskie pastwiska ale 15-latek wybrał dość specyficznie. ,,Po podstawówce, zresztą tej samej, do której chodził inny reprezentant Polski Andrzej Rudy, wybrałem szkołe w Stroniu Śląskim. Tylko dlatego że znalazłem gdzieś w krzakach gazete, nie wnikam, do jakich celów tam przyniesionej, w której była tabela okręgówki z nazwą klubu Kryształ Stronie Śląskie. Tak ładnie mi to zabrzmiało że postanowiłem tam grać w piłke a przy okazji uczyć się w przyzakładowej szkole. Specjalność: zdobnik szkła kryształowego. Oznajmiłem rodzicom że chce jechać do Stronia Śląskiego. Zdecydowałem się żyć w małym miasteczku bo urzekła mnie nazwa klubu. O niczym innym nie miałem pojęcia”- wspomina Komornicki. W sekcji działającej przy Hucie Szkła Kryształowego ,,Violetta” trafił wreszcie do normalnej drużyny, miał normalny trening, uczestniczył w regularnych rozgrywkach i szybko pokazał że wcześniej na łąkach nie tracił czasu. Jasne było iż z małego Stronia musi iść w góre. ,,Przyjechał do nas na Puchar Polski GKS Tychy, wygraliśmy po rzutach karnych, ja swój wykorzystałem. Widać dobrze się zareklamowałem bo ruszył serial pod tytułem ,,Komornicki w Tychach”. W tamtych czasach nic nie było łatwe a już na pewno trudno zmieniało się klub. Ja ze Stronia uciekłem w nocy i nikt nie wiedział. Moja dziewczyna a obecna żona, miała mówić że z nią zerwałem i nie ma ze mną żadnego kontaktu. Przyjechała do mnie po 2 tygodniach z płaczem że prezes Kryształu, bardzo wpływowy człowiek, straszy mnie biletem do wojska. Taki wszechmocny to jednak nie był bo w Tychach od razu załatwili mi etat na kopalni a jak wiadomo górników dołowych do wojska nie brali. GKS Tychy miał już za sobą czas największej świetności, kiedy zdobywał wicemistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. Wtedy był tylko drugoligowcem. W składzie mieliśmy jeszcze kilku bardzo dobrych piłkarzy, jak Szachnitowski i Bielenin ale generalnie zespół mizerniał. Najpierw do końca walczyliśmy o awans ale gdy wszystko zaczęło się sypać, zupełnie straciłem nie tyle przyjemność, co poczucie sensu grania w piłke. Doszło do tego że chciałem dać sobie z nią spokój. Rozglądałem się za pracą w wyuczonym zawodzie. Miałem nawet upatrzoną oferte pracy dla mnie i dla żony bo razem byliśmy zdobnikami szkła kryształowego i wtedy przyszła propozycja z Zabrza. Gdzie tam przyszła, spadła jak z nieba. Więcej szczęścia nie można było mieć. Kiedyś powiedziałem że do Górnika poszedłbym na piechotę. To nie była kurtuazja. Nie miałem samochodu, roweru, no to tylko na nogach trzeba było.”-wspomina pan Ryszard. W rzeczywistości po Komornickiego przyjechał kierownik Górnika Jan Losza, który był specjalnym wysłannikiem trzęsącego klubem Jana Szlachty, który z kolei zapraszał piłkarzy z Tychów do siebie na niezwłoczne spotkanie. ,,Wielki pech bo akurat gdzieś zostawiłem komórke, więc nie zdążyłem powiadomić żony, która czekała z obiadem. Jadąc na spotkanie, Losza dał mi dobrą rade: ,,Poproś Szlachte o malucha i o mieszkanie. Jest szansa że się zgodzi”. Coraz bardziej mi się podobało! Potem Szlachta sam z siebie uznał że dla rodziny maluch to za mało, więc lepsza będzie dla mnie Skoda. W Górniku było jak w zachodnim klubie: rywalizacja i jeszcze raz rywalizacja, zwłaszcza gdy trenera Podedwornego zastąpił Hubert Kostka. Dla nas tabela ekstraklasy miała tylko jedno miejsce: pierwsze. Coraz trudniej było się załapać do jedenastki, nawet do kadry meczowej. Dlatego byłem dumny że daje rade. Kostka zrobił bardzo mocna drużynę Trenerzy miewają różne charaktery ale ten był zupełnie wyjątkowy, odważny i nowatorski. Już wtedy mówił nam, żebyśmy nie biegali za rywalami, tylko przekazywali ich sobie do pilnowania. Oczywiście ciężki trening był podstawą a do tego każdy z nas dokładał twardy charakter bo uważam że pod tym względem też się wyróżnialiśmy. Nie balowaliśmy co tydzień czy nawet co dwa, dopiero po sukcesach. Proszę nie łapać mnie za słowa, no dobrze, oczywiście zdarzały się wyjątki. Andrzej Iwan? Czasem faktycznie miał jakieś problemy, lecz on najlepiej wie że nie zawsze był przygotowany do zajęć na miare zawodowca a u Kostki nie było świętych krów, nikt nie grał tylko za to że był fajny.”- opowiada Komornicki. Pan Ryszard był ofensywnym pomocnikiem, jednak w Górniku dostawał coraz więcej zadań defensywnych. ,,Przejąłem role biegacza i walczaka ale też kogoś, kto na boisku musi otworzyć buzie. Gdy na przykładJanek Urban zakotwiczał gdzieś tam na lewym skrzydle, to w paru mocnych słowach przypominałem mu o innej ważnej robocie. Wcale nie było mi przyjemnie ale musiał być ktoś, kto wrzaśnie, kiedy trzeba. Z jednej strony chłopaków to denerwowało bo im marudziłem, a zdrugiej, jak nic nie mówiłem, to krzyczeli do mnie: ,,Chory jesteś? Co ci się stało?”. Górnik Komornickiego na kilka lat zdominował lige i mierzył się w Pucharze Europy z takimi potęgami jak Bayern czy Real Madryt. Przegrywał po wyrównanych bojach. ,, Znałem wówczas nazwiska tych wielkich piłkarzy, przeciwko którym miałem grać ale bez szczegółowej wiedzy o ich stylu. Nie miałem wpływu na to, jacy oni są ale miałem wpływ na swoją gre. Wiedziałem że Bernd Schuster jest wysokim blondynem oraz doskonałym graczem i to mi w zupełności wystarczało. Gdy wychodziłem na boisko, chciałem żeby on też choć troszkę się ze mną pomęczył a nie tylko ja z nim”.- wspomina nasz bohater. W reprezentacji Komornicki zagrał 20 razy, wystąpił w finałach MŚ w Meksyku. Kadra to dla niego nie specjalnie miłe wspomnienie. Nie chodzi o forme i wyniki bo z tym nie było najgorzej. Zaważył nieszczególny klimat i sposób traktowania. ,,W Górniku byłem kimś, w reprezentacji nikim. Nie chce się żalić ale dopiero gdy trzeci raz przyjechałem na zgrupowanie kadry, dostałem sprzęt- buty, dres. Wcześniej tłumaczono że nie ma że trzeba poczekać a jeśli ktoś tak mnie traktuje, ja robie to samo. Antoni Piechniczek mi zaufał bo lubił piłkarzy twardych i charakternych, lecz ciągle słyszałem że selekcjoner mnie faworyzuje. Bardzo mnie te wszystkie utarczki denerwowały i okrutnie męczyły. Był moment, jeszcze przed mundialem w Meksyku że chciałem zrezygnować z reprezentacji, udawałem nawet kontuzje żeby nie dostać powołania.”- wspomina pan Ryszard. Dzisiaj Komornicki bardziej niż kiedykolwiek wie że jego piłkarska droga od pastwisk pod Ścinawą do wielkich meczów w Górniku i w reprezentacji to efekt upartej i niezłomnej pracy. Był zdobnikiem szkła kryształowego, który został całkiem niezłym piłkarzem. Drugiego takiego fachowca ze świecą szukać.

9

,,Kryształowy pomocnik”

Legenda polskiego futbolu(nieco zapomniana)obchodzi dzisiaj 64 urodziny:

,,Wyszkoliłem się sam, na łące między krowami. Akademia piłkarska? Nie byłem nawet w Akademii pana Kleksa! Czyja to wypowiedź i o kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@MesQueUnClub96
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

11

Za wysokie progi dla ,,Wojskowych”:

14 sierpnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Legie Warszawa 3:0. Mecz w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów był jednocześnie debiutem o punkty Victora Valdesa. Młody golkiper zachował czyste konto a Barça pewnie wypunktowała rywali. Wynik otworzył strzałem z rzutu wolnego Frank de Boer. Pomimo ciągłego naporu Blaugrany i kontrataków Legii kibice długo czekali na kolejne gole. W końcu w 80 minucie gola zdobył wprowadzony po przerwie Riquelme a rywali w doliczonym czasie dobił Cocu.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

9

Pierwszy ,,supercrack” w Blaugranie:

14 sierpnia 1912 roku Paulino Alcantara zdobywa swój drugi z rzędu hattrick w swoim drugim meczu dla Dumy Katalonii. Było to towarzyskie spotkanie z CE Sabadell, wygrane 8:2. Ja tylko przypomne że ,,nasza” legenda miała w tym meczu tylko 15 lat i 10 miesięcy! Z przekazów tekstowych z tamtej epoki można wywnioskować że Filipińczyk nie był gorszy od Messiego a jeśli nawet to bardzo nieznacznie. O ile dobrze pamiętam Alcantara ma nawet lepszą średnią gola na mecz ale na tą chwile nie dysponuje takimi danymi.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

2

Mecz meczem, remis remisem(troche szczęśliwym) ale ja po prostu siłą rzeczy zbojkotuje wszystkie mecze w niedziele zaczynające się po godzinie 21.00. Wyjątkiem będzie tylko i wyłącznie El Clasico. Jak im gorąco i w dupie mają kibiców idących na zajutrz do roboty to niech jeszcze zaczną grać o północy(!) wtedy będzie im samo dobrze. Ja nie mam kuźwa 30 czy 20 lat żeby po czterech godzinach snu wstawać do roboty jak młody ,,bóg". W dodatku w taki upał pracować na słońcu ledwo wyspany...

0

No właśnie, trzeba walczyć o obrone tytułu czyli przysłowiowe: gryźć trawe. To będzie bardzo ciężki mecz ażeby zgarnąć 3 punkty. Jednak nie ważne jak, nieważne w jakim stylu, choćby po naciąganym rzucie karnym 1:0 ale najważniejsze żeby wygrać i nie odstawać na starcie w tabeli naszemu wrogowi naczelnemu Realowi Madrid!

8

Polska reprezentacja na Olimpiadzie:

13 sierpnia 1936 r. Norwegia pokonała Polske 3:2 w meczu o 3 miejsce na Olimpiadzie w Berlinie. W 1936 r. na igrzyskach w Berlinie nasi reprezentanci odnieśli największy sukces w swojej dotychczasowej historii. Ich wynik poprawiły dopiero Orły Górskiego 36 lat później. Początkowo brano pod uwagę 36 piłkarzy. Zgrupowanie rozpoczęło tylko 25, a po nim wyłonić planowano 18 wybrańców, którzy dostąpią zaszczytu reprezentowania barw narodowych na berlińskich igrzyskach. W gronie 36 zawodników był Ernest Wilimowski. Ostatecznie jednak nie pojechał na igrzyska, a jego usunięcie z kadry było, delikatnie mówiąc… kontrowersyjne. Pisano o pijaństwie, czy o rzekomym zawodowstwie w Ruchu, ale do dziś trudno ustalić, co tak naprawdę chcieli osiągnąć działacze, pozbywając się najlepszego w tamtym czasie napastnika.

13 sierpnia na Stadionie Olimpijskim zgromadziło się 90 tys. widzów. Widowisko okazało się jednym z najlepszych spotkań turnieju. Oba zespoły, mimo bolesnych porażek w poprzednich starciach, walczyły z niezwykłą ambicją i bardzo fair. Szanse obu drużyn były równorzędne, a styl gry podobny. O zwycięstwie miały więc decydować lepsza kondycja i przygotowanie mentalne. Nasi trenerzy dali pograć kilku rezerwowym, którzy zastąpili najbardziej zmęczonych zawodników pierwszej jedenastki. Po szybkich atakach już w 4. minucie wywalczyliśmy rzut rożny. W podbramkowym zamieszaniu piłkę w siatce zdołał umieścić Gerard Wodarz. Po szybkim wyjściu na prowadzenie poszliśmy za ciosem, a norweski bramkarz znalazł się w sporych opałach. Po upływie dziesięciu minut gry, w rzutach rożnych było już 5:0 dla nas, ale nie potrafiliśmy przełożyć tej przewagi na gole. Stopniowo zaczęli do głosu dochodzić Skandynawowie i ich ataki przyniosły skutek w 15. minucie. Wtedy to Arne Brustad zdobył wyrównującą bramkę. Sześć minut później, ten sam zawodnik, który później zostanie uznany w opinii fachowców najlepszym na całym turnieju, wykorzystał zdenerwowanie i niedokładność naszych graczy, pokonując Albańskiego po raz drugi. Podrażnieni Polacy odpowiedzieli w mgnieniu oka. Trzy minuty po stracie gola Wodarz zacentrował do Peterka, ten uderzył z półobrotu i na tablicy wyników znowu był remis. Kibice musieli być zachwyceni, ledwie 25 minut gry, a zdążyli obejrzeć już cztery trafienia. Strzelona bramka podziałała na naszych zawodników motywująco i w 30. minucie byli o krok od zdobycia trzeciego gola, ale norweski obrońca zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. W kolejnych akcjach świetne strzały Gada i Wodarza obronił Henry Johansen. Norwedzy niebezpiecznie kontratakowali, ale do przerwy rezultat nie uległ zmianie. W drugiej części obraz gry pozostał taki sam. Na przemian atakowali jedni i drudzy. Po naszej stronie świetne okazje mieli Kisieliński i Gad, a w bramce dobrze spisywał się Albański. W 67. minucie Wodarz trafił w poprzeczkę, ale nie było nikogo, kto mógłby dobić. Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w dogrywce. Niestety, pięć minut przed końcowym gwizdkiem Gałecki nie upilnował Monsena, który przerzucił futbolówkę do niekrytego Brustada. Norweg strzelił, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się od pleców naszego bramkarza, wolno wtaczając się do bramki. Szał radości w zespole rywali, rozpacz w naszych szeregach. Polacy przegrali 2:3 i wracali do domu z niczym.

Niezależni obserwatorzy twierdzili, że w meczu o brąz spotkały się dwie najlepsze drużyny turnieju. Polacy pokazali światu, że potrafią grać w piłkę. Potwierdzili to dwa lata później na mistrzostwach świata we Francji w fantastycznym starciu z Brazylią. Gdyby do Berlina pojechał bohater tamtego spotkania, czyli Ernest Wilimowski, to kto wie, czy w stolicy III Rzeszy nie wybrzmiałby Mazurek Dąbrowskiego. Na to, żeby nasz hymn został odegrany na niemieckiej ziemi, musiało czekać jednak aż całe pokolenie miłośników futbolu.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson

0

@Soetie A ten cały Astralaga to zarejestrowany?

1

Astralaga, Casado??? A gdzie jest Inaki Pena?

9

Przełomowe wydarzenie w dziejach FC Barcelony:

13 sierpnia 1973 r. Barça sfinalizowała transfer Johana Cruyffa. Na okładce ,,El Mundo Deportivo’’ pojawili się między innymi trener Rinus Michels, Johan Cruyff oraz jego reprezentanci, świętujący podpisanie umowy. Razem z nimi na zdjęciu znalazł się także prezydent Ajaxu Jaap van Praag, który jednocześnie ,,pod stołem’’ torpedował transfer. Najpierw przedstawiciele holenderskiego klubu zdementowali osiągnięcie porozumienia, następnie obiecali transfer Cruyffa w grudniu ale z biegiem czasu zmieniali postawe, zwłaszcza że Johan zagroził iż nie zagra na Mundialu w RFN, jeżeli jego przejście do FC Barcelony nie dojdzie do skutku. W końcu ,,boski” Johan zadebiutował 28.10.1973 r. przeciwko Granadzie. Cruyff mógł trafić do Blaugrany dużo wcześniej, gdy trenerem Barçy był Vick Buckingham, odkrywca jego talentu w Ajaksie. Na przeszkodzie stanął jednak zakaz transferów obcokrajowców, zniesiony dopiero w 1973 r. Ten transfer stworzył podwaliny największych sukcesów w historii Dumy Katalonii.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

11

Cules pamiętają o legendach Blaugrany:

13 sierpnia 1895 r. urodził się hiszpański defensywny pomocnik Ramon Torralba Larraz. Zawodnik znany pod pseudonimem ,,La Vella”(starzec) zakończył karierę w FC Barcelonie mając… 40 lat! Grał w środku pola i do dziś jest uważany za jednego z najlepszych piłkarzy środka pola w historii klubu. Został zapamiętany przez lojalność wobec klubu, w którym spędził 14 kolejnych sezonów. Dla Dumy Katalonii rozegrał 567 spotkań, strzelając 20 goli. W tym czasie zdobył 5 Pucharów Króla oraz 10(!) mistrzostw Katalonii. Trzeba pamiętać że w okresie kariery Ramona nie było jeszcze rozgrywek La Liga a Puchar Hiszpanii traktowany był jako mistrzostwo Hiszpanii.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

@FcPortoFan1999 Dlaczego Iga gra drugi mecz w turnieju tego samego dnia?

3

No w końcu! Nareszcie! Ileż można było patrzeć na tego partacza i jeźdźca bez głowy!
Co za ulga! Nie, nie kochani cules, poza Messim nie ma ludzi niezastąpionych. Już przeciętny Raphinha jest lepszy od tego francuskiego partacza. Cierpliwości a doczekamy się jeszcze lepszego prawoskrzydłowego od Raphini.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?