FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
14
Kolejny dublet Messiego:
15 marca 2021 r. Lionel Messi wyrównał rekord Xaviego w liczbie występów w Dumie Katalonii po zwycięstwie nad Huescą. Ronald Koeman uznał Lionela Messiego za najważniejszego piłkarza w znakomitej historii FC Barcelony po tym, jak strzelił dwa gole w swoim 767. występie w barwach klubu, co stanowi wyrównanie rekordu. 33-latek strzelił pierwszego i czwartego gola dla swojej drużyny, dzięki czemu Barça awansowała na drugie miejsce w tabeli po zdecydowanym zwycięstwie 4:1 nad Huescą w 27 kolejce La Liga. Messi wyrównał rekord Xaviego pod względem liczby występów w barwach Blaugrany, który obejmuje 34 trofea i 661 goli od debiutu w 2004 roku, z czego 27 w omawianym sezonie. „Nie mogę powiedzieć nic więcej o Leo” – powiedział Koeman na konferencji prasowej. „Poziom, jaki prezentuje od wielu lat, w wielu meczach. Dorównał Xaviemu a w niedzielę teoretycznie go prześcignie. To najważniejszy człowiek w historii Barcelony. Na szczęście wciąż jest z nami”. Messi dał FC Barcelonie prowadzenie w 13. minucie a Antoine Griezmann podwoił wynik gospodarzy na 11 minut przed przerwą. W końcówce pierwszej połowy Huesca otrzymała rzut karny po analizie VAR za faul na Rafie Mirze, który również wykorzystał rzut karny, zmniejszając stratę Barcelony do połowy. Następnie Messi podał piłkę do bramki Barçy a Óscar Mingueza skierował ją głową do bramki, zdobywając swojego pierwszego gola dla klubu a Argentyńczyk w doliczonym czasie gry podwyższył wynik na 1:0. Koeman dodał: „Myślę, że pokazał, że jest najlepszym piłkarzem na świecie. Jego pierwszy gol był fantastyczny i zasługuje na to, by być filarem tej drużyny. Drużyna jest pewna siebie. Nie możemy stracić więcej punktów, bo straciliśmy ich już sporo”.
Dzięki temu wynikowi Katalończycy zbliżyli się na cztery punkty do lidera i teraz gonią lidera Atlético Madryt. Nastolatek Pedri, który w poniedziałek po raz pierwszy został powołany do reprezentacji Hiszpanii, również pochwalił Messiego. „Grać u boku Leo to czysta przyjemność. Lubię chodzić na treningi każdego dnia” – powiedział 18-latek. „Zawsze, gdy dostaję piłkę, staram się do niego podać, bo za każdym razem, gdy dotyka piłki, coś się dzieje. To niesamowite, co on osiąga. To najlepszy zawodnik na świecie”.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
1
@Safrani Pierwszej połowy napewno nie obejrze bo jestem umówiony na wizyte. Co najwyżej drugą...
11
Blaugrana w Lidze Mistrzów:
15 marca 1995 r. FC Barcelona przegrała w Paryżu z tamtejszym PSG 2:1 w ćwierćfinale rewanżowego starcia w Lidze Mistrzów i odpadła z rozgrywek. Gole dla PSG zdobyli Rai i Guerin; honorowe trafienie dla Barçy zaliczył Bakero. W pierwszym meczu na Camp Nou padł wynik 1:1. Mecz zakończył się bolesną porażką, która oznaczała pożegnanie trenera Johana Cruijffa z Ligą Mistrzów. W kolejnym sezonie, po zajęciu czwartego miejsca w La Liga(wówczas tylko dwaj najlepsi awansowali do Ligi Mistrzów), musieli zadowolić się grą w Pucharze UEFA. Barça zdobyła pierwszą bramkę na początku drugiej połowy. Po trzech strzałach PSG, które trafiły w słupek, za sprawą Busquetsa(ojca Sergio, bramkarza tego wieczoru), rzut wolny na Hagiego, wykonany przez Koemana, został idealnie skierowany głową do siatki przez José Mari Bakero. Po nieustającym natarciu rywali, na czele z Raiem, Ginolą, Weahem i Le Guenem, drużyna Cruyffa zdawała się kontrolować mecz… I niemal przypieczętowała remis chwilę później, gdy Hagi precyzyjnie dośrodkował prostopadle do José Mariego, który znalazł się sam na sam z Lamą, ale strzelił słabo prosto w nogi francuskiego bramkarza. Od wyniku 0-2, który zapewnił im awans do półfinału, mecz przybrał inny obrót. Dwa kolejne strzały trafiły w słupek bramki Barcelony, aż w 72. minucie, po rzucie rożnym, Rai wyskoczył ponad wszystkich i skierował piłkę do siatki, ustalając wynik na 1-1, zmieniając opór Barcelony w desperacką walkę. Piłkarze za wszelką cenę chcieli złapać oddech, gdy PSG nieustannie dominowało... Przypieczętowali swoje zwycięstwo siedem minut przed końcem meczu strzałem z dystansu Guerina(opisanego we wcześniejszych notatkach sztabu szkoleniowego Blaugrany jako zawodnika „bez dobrego strzału z dystansu”), który zaskoczył Carlesa Busquetsa i przesądził o wyniku 2-1. To było pierwsze w historii spotkanie FC Barcelony z PSG, rywalizacja, która powtórzyła się w finale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1997 roku, wygranym przez drużynę prowadzoną przez Ronaldo i która trwała przez całą dekadę… I to właśnie Johan Cruyff pożegnał się z Ligą Mistrzów, po czterech kolejnych występach, które zaowocowały tytułem mistrzowskim w sezonie 1991/92, finałem (1993/94), rozczarowaniem w meczu z CSKA Moskwa (1992/93) i pożegnaniem z PSG w sezonie 1994/95. Koniec pewnej ery…
Jak widzimy już wówczas PSG mocno zalazło nam za skóre.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
9
Cruijff i spółka wyeliminowali Aston Ville:
15 marca 1978 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 2:1 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu UEFA. Jako że w pierwszym meczu na „Villa Park” padł remis 2:2, do półfinału awansowała Duma Katalonii. Gole strzelili: Migueli(67 m.) oraz Asensi(77 m.).
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
14 marca 1955 r. urodził się Daniel Bertoni, napastnik. Mistrz świata z 1978 r., 3-krotny zdobywca Copa Libertadores oraz zdobywca Pucharu Interkontynentalnego z 1973 r. z CA Independiente. Bertoni jest wychowankiem Quilmes Atlético Club. To w jego barwach zadebiutował w 1971 roku w drugiej lidze argentyńskiej mając zaledwie 16 lat. W 1973 roku Bertoni przeniósł się do innego klubu ze stolicy- Independiente. Od razu zaczął grać w podstawowym składzie i jeszcze w tym samym roku wywalczył Copa Libertadores (wystąpił w obu meczach z Colo Colo Santiago). Niedługo potem zdobył kolejne trofeum – Puchar Interkontynentalny, w którym to Independiente pokonało 1:0 Juventus Turyn. Rok później Bertoni znów wystąpił w finale Pucharu Wyzwolicieli a Independiente tym razem okazało się lepsze od São Paulo FC. W 1975 klub po raz trzeci z rzędu powtórzył ten sukces pokonując Unión Española Santiago. Od tego czasu Bertoni nie osiągał już sukcesów z Independiente na arenie międzynarodowej, lecz na krajowej, gdy w latach 1977 i 1978 wywalczył z nim mistrzostwo fazy Nacional. Latem 1978 Bertoni opuścił ojczyznę i wyjechał do Europy. Jego pierwszym klubem na tym kontynencie była hiszpańska Sevilla FC. Pierwszy sezon miał mniej udany, gdy zdobył tylko 8 goli w lidze a z Sevillą zajął 11. pozycję ale w kolejnym zagrał już dużo lepiej zdobywając 16 goli i zostając najlepszym strzelcem zespołu, który zakończył rozgrywki na 8. miejscu w tabeli.
W 1980 roku Bertoni wyjechał do Włoch. Przez pierwsze 4 sezony grywał we Fiorentinie. W 1982 roku osiągnął z nią wicemistrzostwo Włoch (zdobył 9 goli) ale z czasem tracił miejsce w składzie i w swoich dwóch ostatnich sezonach w klubie z Florencji opuścił prawie 30 ligowych spotkań a w ostatnim (1983/1984) zajął z nim 3. miejsce. W 1984 roku Bertoni przeszedł do SSC Napoli, gdzie w linii ataku grał ze swoim rodakiem, Diego Maradoną, jednak z klubem nie osiągnął większych sukcesów. W sezonie 1986/1987 Daniel grał w Udinese Calcio, w którym zdobył zaledwie jednego gola i spadł z nim do Serie B. Po tamtym sezonie zakończył piłkarską karierę w wieku 32 lat. W reprezentacji Argentyny Bertoni zadebiutował w 1974 roku. W 1978 roku został powołany przez selekcjonera Césara Luisa Menottiego do kadry na Mistrzostwa Świata, których gospodarzem była Argentyna. Tam występował w podstawowym składzie w ataku u boku Mario Kempesa oraz Leopoldo Luque. Już w pierwszym meczu przeciwko Węgrom zdobył zwycięskiego gola, ustalającego wynik meczu na 2:1. Grał we wszystkich meczach, także w finałowym z Holandią, gdy w 116. minucie pokonał Jana Jongbloeda i Argentyna wygrywając 3:1 została mistrzem świata. W 1982 roku Bertoni ponownie znalazł się w kadrze "Albicelestes" na mistrzostwa świata, tym razem był to mundial w Hiszpanii. Tam podobnie jak 4 lata wcześniej był podstawowym zawodnikiem kadry i grał we wszystkich meczach, jednak Argentyna nie obroniła mistrzostwa i odpadła już w drugiej rundzie przegrywając 1:2 z Włochami oraz 1:3 z Brazylią. Podobnie jak na mundialu w Argentynie tak i tu zdobył 2 gole, oba w grupowych meczach: z Węgrami (4:1) oraz Salwadorem (2:0). Po tym turnieju Bertoni zakończył reprezentacyjną karierę. W kadrze przez 8 lat wystąpił łącznie w 31 meczach i zdobył w nich 12 goli.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Safrani
@Sysia11
1
@Czajka90 A tak, tak 2018 oczywiście. Przepraszam za cyferke i dziekuje za poprawke :)
9
Dublet „La Pulgi” w Champions League:
14 marca 2019 r. FC Barcelona pokonała Chelsea CF 3:0 w rewanżowym starciu 1/8 Ligi Mistrzów. Lionel Messi strzelił swojego setnego gola w Lidze Mistrzów, a Barcelona wyeliminowała Chelsea z rozgrywek, wygrywając 3:0(4:1 w dwumeczu) na Camp Nou. Blaugrana objęła prowadzenie, gdy Messi pokonał Thibauta Courtoisa strzałem z ostrego kąta już po 128 sekundach a następnie genialne wykończenie Ousmane'a Dembele podwoiło przewagę gospodarzy. Pomimo wyniku Chelsea miała swoje szanse, ale tuż przed przerwą Marcos Alonso został pozbawiony szansy na rzut karny przez słupek, a na początku drugiej połowy sędzia Damir Skomina odrzucił prośbę Hiszpana o rzut karny, który upadł na ziemię po faulu Gerarda Pique, gdy ten prowadził prosto w pole karne. Ostatecznie niewykorzystane szanse okazały się kosztowne dla Chelsea i to Messi w 63. minucie strzelił swojego historycznego gola, zapewniając swojej drużynie miejsce w drabince 1/8 finału. Chelsea stanęła przed trudnym zadaniem przed rozpoczęciem meczu, po remisie 1:1 w pierwszym meczu na Stamford Bridge ale sytuacja stała się jeszcze trudniejsza już w trzeciej minucie, gdy Luis Suarez podbił piłkę pod nogi Messiego. Argentyńczyk nie pomylił się, przerzucając piłkę między nogami Courtois, który pokonał go przy bliższym słupku z ostrego kąta, zdobywając najszybszego gola w swojej karierze. Goście rozpoczęli mecz najgorzej, jak mogli, ale dobrze sobie poradzili ze stratą gola a Eden Hazard i Willian świetnie prezentowali się w zaawansowanym położeniu. Niestety, w 20. minucie przegrywali jeszcze bardziej. Na jednym końcu boiska Samuel Umtiti musiał wykonać kluczowy blok, by uniemożliwić Hazardowi dośrodkowanie, ale piłka szybko znalazła się na drugim końcu boiska, gdzie Messi przechwycił ją od wyskakującego Cesca Fabregasa. Messi, sam na sam z Christensenem, utrzymał piłkę w górze, po czym podał do Dembélé w polu karnym, a ten przejął ją i posłał obok Courtois w samo okienko bramki. Chelsea ponownie odpowiedziała dobrze i miała swoje momenty pod koniec pierwszej połowy. Marc-Andre ter Stegen obronił strzał Alonso a następnie N'Golo Kante posłał piłkę obok dalszego słupka. Alonso ponownie brał udział w przerwie. Najpierw jego rzut wolny otarł się o zewnętrzną część słupka, a następnie nie został ukarany rzutem karnym za to, że upadł na ziemię po interwencji Pique, po dograniu Williana na bramkę. Chelsea wywierała presję na Barcelonę, a wśród kibiców gospodarzy zaczęło narastać zdenerwowanie, gdy Dembele w ostatniej chwili zmuszony był wykonać wślizg, uniemożliwiając Alonso strzał. Jednak to Messi przesądził o losach meczu. Wykazał się niezwykłą zmiennością tempa, minął Cesara Azpilicuetę i wbiegł w pole karne, po czym strzelił drugiego gola między nogami Courtois, zdobywając w ten sposób swoją setną bramkę w Lidze Mistrzów w swoim 123. występie w tym meczu. Antonio Rudiger trafił w poprzeczkę pod koniec meczu, ale to nie był najlepszy wieczór Chelsea, gdyż to Messi zadecydował o losach Barcelony, która po raz 11. z rzędu dotarła do ćwierćfinału - najdłuższego okresu w historii Ligi Mistrzów. Messi pokazał swoją skuteczność w meczu z Chelsea.
Po tym, jak w pierwszych 10 występach w Lidze Mistrzów przeciwko angielskim drużynom nie udało mu się strzelić gola, w ostatnich 18 meczach strzelił już 20 goli. Potrzebował zaledwie dwóch minut i ośmiu sekund, aby przełamać impas, posyłając piłkę między nogami Courtois. Był to najszybszy gol, jakiego strzelił w swojej karierze klubowej i reprezentacyjnej, ale na tym nie poprzestał – idealnie podał piłkę do Dembele, podwajając przewagę FC Barcelony. I wreszcie, gdy Chelsea zaczęła grozić zdobyciem gola, Argentyńczyk postawił kres spotkaniu swoim charakterystycznym uderzeniem, setnym w tych rozgrywkach.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
15
Wybitne legendy polskiego futbolu:
Dokładnie 80 lat temu urodził się Zygmunt Anczok. Zygmunt Anczok uważany jest za najlepszego lewego obrońcę w historii polskiej piłki nożnej. Karierę piłkarską rozpoczął w 1959 roku w Sparcie Lubliniec, w którym występował do 1963 roku. Następnie przeniósł się do Polonii Bytom, z którym odnosił spore sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej. Ból głowy związany z obsadą lewej obrony był całkowicie obcy selekcjonerowi reprezentacji Polski na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Dysponowali bowiem w swoich szeregach jednym z najlepszych specjalistów od gry na tej flance defensywy na świecie- Zygmuntem Anczokiem. Potwierdzeniem tej pozycji w międzynarodowym futbolu było powołanie zawodnika grającego wówczas w Polonii Bytom do reprezentacji Europy przez Seppa Herbergera na mecz pożegnalny Lwa Jaszyna rozgrywany w Moskwie przy stu tysiącach widzów. Akurat w tamtym starciu zagrał on na prawej stronie obrony. Zyskał jednak bardzo pozytywne recenzje a dodatkowo zdobył na własność piłke, którą rozegrano spotkanie i zebrał na niej autografy swoich kolegów z boiska. A było od kogo zbierać. U jego boku wystąpili między innymi Bobby Charlton, Gerd Müller, Dragan Dżajič, Christo Bonew czy Giacinto Facchetti. On sam zmienił Jeana Djorkaeffa(ojca przyszłego mistrza świata- Youriego) po przerwie. W tym gronie mistrzów i medalistów najważniejszych imprez Anczok nie był postacią anonimową. O jego sile zdołali się już wcześniej przekonać Garrincha, Pele czy Allan Ball.
,,Anczok w szybkim tempie wyrósł nam na obrońcę klasy doprawdy już międzynarodowej. Nazywanie go ,,polskim Facchettim” jest już uzasadnione. Anczok jest na tą chwile najlepszym naszym piłkarzem”- pisali dziennikarze po meczu reprezentacyjnym z Anglią, gdy stanowił mur nie do przebicia dla dumnych synów Albionu. Wielkie wrażenie robiła jego elegancja, szybkość i wytrzymałość ale przede wszystkim dalekie ofensywne wypady, rzadkie jeszcze wtedy u zawodników na jego pozycji. Sam wziął ten styl od Facchettiego, którego podglądał dzięki… nielegalnie oglądanej czechosłowackiej telewizji. Znakomita wydolność pozwalała mu bez szwanku dla drużyny wracać do swojej formacji, gdzie już z wielką pieczołowitością zajmował się przeciwnikiem. Swoimi występami w kadrze przeciwko Brazylii, Argentynie czy Anglii wywołał tak wielkie wrażenie że już jako 20-latek został pierwszym w historii Piłkarzem Roku w plebiscycie katowickiego ,,Sportu”. Ten elegancki, dystyngowany wręcz obrońca był autorem ,,psikusa” zrobionego sędziemu Padureanu na pomeczowym bankiecie. Rumuński arbiter w starciu z Bułgarią wyraźnie forował rywali. Anczok udał że ostrzy nóż i pokazał sędziemu kilka wyzywających gestów. Podobno ten nieomal wybiegł z sali… Duże sukcesy odnosił także ze swoim klubem na arenie międzynarodowej. W 1965 r. z Polonią Bytom zdobył Puchar Rappana. Brał udział w obu spotkaniach finałowego dwumeczu przeciwko Lokomotiwowi Lipsk. Kilka miesięcy później przyczynił się do sukcesu w rozgrywkach Interligi oraz Pucharu Ameryki, czyli prestiżowych turniejach organizowanych w USA dla europejskich zespołów. Po powrocie do kraju kibice z Bytomia nieśli na rękach cały zespół, od dworca aż do stadionu.
Na pierwsze(i jedyne) mistrzostwo Polski w karierze musiał jednak poczekać do przenosin w szeregi Górnika Zabrze. Złoto udało mu się zdobyć w sezonie 1971/72. Był to zresztą szczęśliwy dla niego rok. Kilka miesięcy po triumfie w lidze odniósł swój największy sukces reprezentacyjny. Razem z zespołem trenowanym przez Kazimierza Górskiego zdobył mistrzostwo Olimpijskie. Anczok czuwał nad lewą stroną w każdym z 7 meczów tego turnieju. Niewiele później musiał jednak zakończyć poważną karierę. Wielokrotne kontuzje kości śródstopia uniemożliwiły mu wyjazd na Mistrzostwa Świata w RFN. W tym samym czasie zagrał po raz ostatni w Ekstraklasie. Swój bilans zamknął na 232 meczach i czterech medalach(złoto, srebro i dwa razy brąz). Zdobył także Puchar Polski z Górnikiem. Na mistrzostwach świata w RFN zastąpił go Adam Musiał. Zrobił to poprawnie, dał bardzo dużo drużynie. Czy gdyby Anczok był zdrowy i utrzymał miejsce w zespole, to osiągnęlibyśmy więcej? Pewnie nie ale przez to, że nie mógł uczestniczyć w mundialu, wielu kibiców o nim zapomina. Zresztą złoci medaliści z Monachium, którzy później nie zagrali na mistrzostwach świata, nie cieszą się taką popularnością jak ekipa z 1974 r. Zupełnie niesłusznie, bo bez takich graczy jak Anczok, Kraska, Ostafiński, Szołtysik czy Marx nie byłoby sukcesu z 1972 r., a co za tym idzie dużo trudniej byłoby o dobry wynik w RFN.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Klasyczny hattrick „La Pulgi”:
14 marca 2010 r. FC Barcelona pokonała Valencie CF 3:0 w 26 kolejce Primera Division. Dwa mecze w cenie jednego. Taki jest wniosek z meczu rozegranego na Camp Nou pomiędzy FC Barceloną a Valencią, w którym tylko Messi potrafił zrobić różnicę, strzelając trzy naprawdę genialne gole. Zapowiadało się, że będzie to mecz z niewielką liczbą bramek i tak było aż do 80. minuty. Chociaż mecze Barçy z Valencią tradycyjnie charakteryzowały się bramkami, nieobecność dwóch „dziewiątek” Barçy i Valencii, Ibrahimovicia i Villi, oznaczała, że musieli szukać goli u innych zawodników a nikt nie był lepiej przygotowany do podjęcia tego wyzwania niż Messi. Kolejnym godnym uwagi nieobecnym był Pep Guardiola. Trener Blaugrany musiał oglądać mecz z trybun, w towarzystwie Txikiego Begiristaina i Manela Estiarte, tuż za swoim mentorem Johanem Cruijffem. Krkič i „Chori” Domínguez byli filarami ofensywy swoich drużyn. „Chori” to jeden z niewielu piłkarzy w tym sezonie, którzy mogą powiedzieć, że już wygrali na Camp Nou(ten wyczyn udało się tylko Rubinowi Kazań w Lidze Mistrzów i Sevilli w Pucharze Króla). Valencia Emery'ego rozpoczęła mecz od pokazania odwagi, z jaką przyjechała do FC Barcelony. Już w czwartej minucie młody zawodnik Jordi Alba skierował głową wysokie dośrodkowanie z prawej strony obecnego kapitana Miguela Brito. Dwaj najbardziej nieprzewidywalni i pomysłowi piłkarze na boisku, Silva i Messi, zniknęli z boiska w ciągu pierwszej połowy godziny meczu, co zauważyli zarówno ich zawodnicy, jak i kibice. Valencia dominowała niemal przez cały mecz w pierwszej połowie i tylko dobra gra Víctora Valdésa, najlepszego piłkarza swojej drużyny, za przyzwoleniem Messiego, zapobiegła temu, aby drużyna „che” zeszła na przerwę z jedno- lub dwubramkową przewagą. Wydawało się, że do tego momentu tylko ludzie Emery'ego wiedzieli, co robią. Barcelona wyglądała na rozproszoną i pozbawioną rytmu, mimo że Tito Vilanova spędził całe 45 minut, udzielając wskazówek z linii bocznej. Jedyna okazja na zdobycie gola dla Barcelony nadeszła po szkolnym błędzie najbardziej pechowego zawodnika wieczoru, obrońcy Valencii, Dealberta. Środkowy obrońca Valencii stracił piłkę, gdy był ostatnim obrońcą, co pozwoliło Messiemu na sytuację sam na sam z Césarem. Argentyńczyk jednak zmarnował dogodną okazję i nie zdołał jej zamienić na gola. Kontuzja Albeldy, która pogorszyła jego problemy z mięśniem dwugłowym uda a także jego zmiana przez Fernandesa w 43. minucie miały istotny wpływ na przebieg meczu w drugiej połowie.
Od pierwszej minuty drugiej połowy na boisku pojawiła się inna Barça, znana z Camp Nou. Wprowadzenie niezwykle zmotywowanego Henry'ego do Bojana było punktem zwrotnym. Obecność dobrze ustawionego i dynamicznego numer dziewięć w ataku Barçy od samego początku dezorientowała obronę Valencii. Podczas gdy Barça grała swobodnie, w stylu, do którego przywykli jej kibice, nastąpił pierwszy z cudów Lionela Messiego. Dziesięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy Argentyńczyk z klasą przejął piłkę na skraju pola karnego i z odrobiną szczęścia, zostawił Banegę, potem Bruno a na końcu Dealberta w tyle, zanim oszukał Césara i umieścił piłkę w bliższym słupku. 1:0. Teraz czekamy. Pewne podania i przede wszystkim słynna presja, jaką Pep wywarł na tę drużynę, z Henrym jako pierwszym obrońcą w grze Valencii, zaczęły się rozprzestrzeniać na boisku. Historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej w 68. minucie, gdyby Žigič, który wszedł na boisko cztery minuty wcześniej za „Chori” Domíngueza, wykorzystał najpewniejszą okazję w meczu. Serb znalazł się sam na sam z Valdésem przed bramką ale nie wiedział, co zrobić. Bramkarz obronił niecelny strzał napastnika i to był koniec meczu. Od tego momentu aż do końca, oprócz zasłużonego wyrzucenia Maduro z boiska za drugą żółtą kartkę, którą otrzymał, gdy próbował zatrzymać Messiego, tylko jedna rzecz dawała o sobie znać: festiwal Lionela Messiego. Kopia pierwszej bramki ale z większą przestrzenią – tak właśnie padł drugi gol Messiego w 80. minucie. Dwie minuty później, gdy kibice wciąż oklaskiwali napastnika, podanie Henry'ego pozostawiło numer 10 Blaugrany sam na sam z Césarem, co zdarzyło się już trzy razy w tym meczu. Spudłował pierwszą, kolejne trzy trafiły do siatki – właśnie o to chodzi w zdobyciu Złotej Piłki.
@Sysia11
@Safrani
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
3
@Adran360 Uuhuhuu! Oby tak w reprezentacji na mundialu strzelał...
9
Prawdziwi cules kultywują pamięć o swoim klubie:
14 marca 1909 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze spotkanie na stadionie będącym jej własnością o nazwie ,,Camp del Carrer Indústria”, popularnie nazywanym ,,La Escopidora”, czyli spluwaczka (nazwa wzięła się od małego rozmiaru stadionu). Niewiele wcześniej klub z pomocą lokalnego biznesmena zakupił grunty przy ,,Carrer de la Industria”(obecnie ,,Carrer de Paris”). Był to pierwszy w mieście stadion z dwupiętrową trybuną a jego pojemność wynosiła około 6 tysięcy miejsc. Pierwszym rywalem na otwarcie stadionu była FC Catala, z którą Blaugrana zremisowała 2:2 w ramach Mistrzostw Katalonii. Gole dla Barçy strzelali: Roma Forns oraz Anglik Charles Wallace. Właśnie legendarny kataloński napastnik Roma Forns sprowadzony z Irish FC, został pierwszym piłkarzem klubu, który strzelił gola na tym stadionie przy ulicy Industria. 2 stycznia 1916 r. przy okazji meczu Barçy z Athletic Bilbao, pojawiły się pierwsze koniki. Zbijali biznes, sprzedając za 5 peset wejściówki kosztujące normalnie półtorej pesety. Praktyka ta rozwinęła się gdy odpowiedzialny za boisko Manuel Torres zaczął oznaczać karnety, kiedy socios wchodzili na stadion, co spowodowało że nie mogli już rzucać ich za ogrodzenie, tak aby inni kibice mogli ich użyć wchodząc bez płacenia. Kiedy stadion zapełniał się do ostatniego miejsca, tak jak na meczu z Athletikiem, gdy ponad 2 tysiące ludzi nie dostało biletów, wielu z nich, nie mogąc dopchać się na trybuny siadało na murach okalających obiekt. W ten właśnie sposób zrodził się termin ,,Cules”, który od tamtej pory używany jest dla określenia sympatyków FC Barcelony, jako że siedząc na murze, pokazywali tyłki pieszym przechodzącym przyległymi do stadionu ulicami. Na stadionie przy ulicy Industria Barça grała między 1909 a 1922 rokiem, kiedy to klub zamknął obiekt żeby przeprowadzić się na ,,Les Corts”, odpowiadając w ten sposób na zapotrzebowanie na większy obiekt, wynikające z ciągle rosnącej liczby sympatyków. Ostatni mecz na tym stadionie Blaugrana zagrała 30 kwietnia 1922 r. z angielskim Civil Service. Dwa lata później trybuna oraz inne elementy stadionu zostały sprzedane klubowi Gracia FC, który w 1931 połączył się z CE Europa. W ten sposób stara trybuna ze stadionu została umieszczona na obiekcie przy ulicy Balmes. Popularność, jaką w tamtym okresie cieszył się futbol, przyciągnęła również kobiety i tak oto stadion przy ulicy Industria stał się pierwszym stadionem Barçy, na którym zasiadała znaczna reprezentacja pań. Od tamtego czasu żeńska publiczność jest jednym z najbardziej wiernych sektorów klubu. Poza tym to właśnie na tym obiekcie debiutowała żeńska drużyna FC Barcelony.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:
13 marca 1892 w Buenos Aires urodził się Bleo Pedro Fournol, argentyński piłkarz grający jako prawoskrzydłowy oraz trener. Znany był głównie pod przydomkiem „Calomino”. Zasłynął on głównie jako pierwszy w Argentynie wykonawca strzału przewrotką. Grywał na prawym skrzydle z ogromną swobodą, strzelając ostro w pełnym biegu. Wraz z kompanami tryumfował w Copa America 1921, gdzie Argentyna była gospodarzem i wygrała wszystkie 3 spotkania nie tracąc żadnego gola. Calomino jest wychowankiem stołecznego Boca Juniors, w którym zadebiutował w 1911 roku w spotkaniu przeciwko CA Independiente(2:1), w którym zdobył gola. W 1914 roku na krótko przeniósł się do Hispano Argentino i Quilmes, po czym wrócił do macierzystego Boca Juniors, gdzie grał aż do zakończenia kariery w 1924 roku. Łącznie dla „Xeneizes” rozegrał 222 spotkania, w których zdobył 97 goli. Sześć razy był najlepszym strzelcem Boca: w 1913, 1915, 1916, 1917, 1918 i 1919 roku. Rekord ten pobił dopiero Martín Palermo w 2009 roku. Obecnie Calomino zajmuje dziewiąte miejsce w rankingu najlepszych strzelców w historii klubu.
@Sysia11
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@FcPortoFan1999 No dokładnie...!
1
@Bernard777 Byłem już w Bytomiu ale bardzo krótko. Szwagier ma tam w domu opieki swojego brata, którego odwiedziliśmy 2 lata temu. Szwagier jest z Katowic, pochodzi z Panewnik a kibicuje "Niebieskim"!
14
Żywe legendy rodzimego futbolu:
13 marca 1979 r. urodził się Arkadiusz Głowacki. Obok Ibrahimovicia, Buffona czy Diego Forlana, Głowacki był jednym z ostatnich uczestników Mundialu w 2002 r., który 16 lat później nadal występował w najwyższej lidze krajowej. Po sezonie 2017/18 twardy jak skała defensor a zarazem rekordzista Wisły Kraków w liczbie rozegranych spotkań w Ekstraklasie zdecydował się powiedzieć ,,pas”. Od zawsze imponował przede wszystkim twardą, inteligentną i skuteczna grą w defensywie. Zdarzało się jednak iż w decydujących fragmentach zawodziły go nerwy. Szczególnie głosy o słabej odporności psychicznej ,,Głowy” nasiliły się po eliminacjach MŚ 2006 i jego(dość efektownym) samobójczym trafieniu z Anglią. Mawiano że rzadkie są mecze, by nie przytrafiła mu się przynajmniej jedna z trzech rzeczy: samobój, kontuzja lub czerwona kartka. Dziś z perspektywy 14 lat okazało się jak mało trafne były takie żarciki. W kategorii najtrudniejszych rywali wśród obrońców już praktycznie od dekady Głowacki figuruje na pierwszych lokatach. Jego twarda gra, umiejętność rywalizacji bark w bark często skutecznie studziły zapędy ofensywne rywali. Od 2017 r. jest już rekordzistą Wisły Kraków w liczbie występów w Ekstraklasie. Wyprzedził na tej pozycji Władysława Kawule. Zajmuje też 4 miejsce w tabeli wszechczasów pod względem rozegranych starć w najwyższej lidze ze wszystkich piłkarzy. Do podium zabrakło mu 17 meczów. Na 6 miejscu uplasował się zaś w klasyfikacji występów w jednym klubie w Ekstraklasie. Do poprzedzających go Barczaka oraz Brychczego, zabrakło mu odpowiednio: siedmiu i ośmiu spotkań.
Wśród członków TOP-10 Klubu 300 pod tym względem osiągniętych sukcesów ,,Głowa” ustępuje swą kolekcją wyłącznie Szołtysikowi. 6-krotnie zdobywał z Białą Gwiazdą mistrzostwo Polski, 3 razy był wicemistrzem kraju. Do tego doszły 2 Puchary Polski oraz jeden Puchar Ligi. Indywidualnie zyskał nagrodę dla Obrońcy Sezonu w edycjach 2008/09 i 2013/14. Wystąpił też we wszystkich meczach Wisły w pamiętnej kampanii w Pucharze UEFA zakończonej na ⅛ finału. Po drodze pomógł w wyeliminowaniu między innymi AC Parmy czy Schalke 04. Ponad dwie dekady grał na najwyższym poziomie rozgrywkowym Debiutował w maju 1997 w barwach Lecha Poznań. Później stał się filarem Wisły Kraków. Z wyłączeniem 2 sezonów spędzonych w barwach tureckiego Trabzonsporu nie było od edycji 2000/01 rozgrywek by nie rozegrał przynajmniej 12 meczów! Po abdykacji Łukasza Surmy stał się najstarszym zawodnikiem w Ekstraklasie. Był też ostatnim zawodnikiem, który mógł się pochwalić medalem piłkarskich mistrzostw Polski zdobytym w XX wieku a także golem strzelonym w minionym stuleciu. Podczas konferencji prasowej w maju 2018, gdy ogłaszał swój rozbrat z futbolem, poleciały łzy, tak głównemu bohaterowi, jak i części zgromadzonych dziennikarzy. W reprezentacji Polski wystąpił 29 razy. Jerzy Engel zabrał go na Mundial w 2002 r. W Korei ,,Głowa” wystąpił w starciu z USA, zakończonym wygraną 3:1. Po raz ostatni dał mu szanse gry Franciszek Smuda w towarzyskiej konfrontacji z Węgrami w listopadzie 2011 roku.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Bernard777 Dzięki śliczne :) Może kiedyś jak się uda, to odwiedze to miejsce...
12
@FCBparasiempre
13 marca 1968 r. Górnik Zabrze pokonał Manchester United 1:0 w rewanżowym meczu ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Ponad 200 tys. miłośników futbolu chciało zobaczyć rewanżowe spotkanie Górnika z Manchesterem United. O 100 tys. więcej niż wynosiła pojemność Stadionu Śląskiego, największego ówcześnie obiektu piłkarskiego w Polsce. Kłopoty z rozdziałem biletów były więc ogromne. Ci, którzy nie otrzymali biletów, musieli się zadowolić oglądaniem spotkania na ekranie telewizji lub słuchaniem transmisji radiowej. Na kilka dni przed spotkaniem w trakcie konferencji prasowej trener Kalocsay był przekonany, że United nie zagra w Chorzowie tak dobrze jak w Manchesterze. Mistrz Anglii miał na Old Trafford swój dzień, w którym wszystko mu wychodziło. Ponadto uważał, że wysiłek, jaki piłkarze z Anglii włożyli w pierwszy mecz będzie ich drogo kosztował. Byli to owszem zawodnicy, którzy dysponowali żelazną kondycją, ale piekielne tempo przez 90 minut musiało nadwyrężyć ich siły. Pokazała to też ligowa porażka z Chelsea Londyn. Na krótko przed meczem mieszkańcy Zabrza zaopatrywali się w szklanki wyprodukowane przez krośnieńską hutę szkła, na których w kolorach uwieczniono daty obydwu spotkań oraz klubowe herby Górnika i Manchesteru. W Chorzowie kolekcjonerzy sportowych pamiątek mieli okazję wzbogacić się o okolicznościowe programy oraz wydawnictwo pt. "Stadion Śląski", w którym znalazły się dokładnie opisane wydarzenia z chorzowskiego stutysięcznika. Ale nie tylko na hobbystów czekały prezenty. Otrzymali je również piłkarze. Kostce wręczono "pucharek prezesa" przyznany mu podczas sobotniej audycji telewizyjnej Fedorowicza i Gruzy - "Małżeństwa doskonałe". Lubański otrzymał piękną paterę w darze burmistrza Loebau z NRD. Chyba nikt nie był w stanie zliczyć transparentów, którymi na trybunach powiewali kibice. Chyba nikt również nie odczytywał ich treści. A świadczyły one o tym, że za Górnikiem była cała Polska. Przykłady? "Nie pomoże Charlton łysy - gdy kibice są tu z Nysy". "Pamiętajcie też górnicy, co Wam mówią zwolennicy. Szturmem bramkę atakować i trzy gole w nią wpakować..." Łatwiej okazało się trzy gole... zrymować, niż zaaplikować Mistrzowi Anglii.
Do trzeciego meczu z United zabrakło Górnikowi jednej bramki. Nieustająca, 90 minutowa ofensywa Zabrzan przyniosła im cenne zwycięstwo nad jakże renomowanym rywalem. Do półfinału Pucharu Europy awansował jednak mistrz Anglii. Bramka zdobyta przez Kidda w 89. minucie gry na Old Trafford miała więc decydujące znaczenie. Mimo wielkiego nakładu sił, ambicji całego zespołu, Górnikowi nie udało się zniwelować strat poniesionych w pierwszym spotkaniu. Nikt nie miał jednak do Górnika pretensji. Mistrz Polski z honorem zakończył swą przygodę w kolejnej edycji PKME. Odpadł po zaciętej walce z drużyną, którą każdy znający się na rzeczy musi zaliczyć do światowej klasy. W grze gości było na prawdę wiele rzeczy do podziwiania, godnych uwiecznienia kamerą. Przed dwoma tygodniami kibice byli świadkami ich ofensywy. W środowy wieczór na Stadionie Śląskim United wykazał, że podobne walory przedstawia także wówczas, gdy się nastawia lub jest zmuszony do defensywy. Dużą satysfakcję sprawiała obserwacja błyskawicznej organizacji ich obrony. Nie miała wspólnego z topornym murowaniem własnej bramki. Świetna technika, szybkość, wspaniały start, znakomita gra głową i "z głową" - te wszystkie elementy tworzyły wszechstronny zespół światowej klasy, dla którego nawet zimowa sceneria Stadionu Śląskiego nie stanowiła żadnej przeszkody. Jeśli tyle w pełni zasłużonych superlatywów skierowano pod adresem gości, to w tym świetle tym bardziej wzrastała wartość zwycięstwa górniczej jedenastki. Oczywiście zdawano sobie sprawę, że jeszcze spora różnica w zakresie umiejętności technicznych i taktycznych dzieli obydwa zespoły, ale nawet w tym kontekście sam fakt stoczenia fascynującego pojedynku, w którym losy awansu do następnej rundy ważyły się do końcowych minut wystawia polskiemu Mistrzowi doskonałe świadectwo. Zwłaszcza - czego nie należy zapominać - że przez większość spotkania występował z zawodnikiem kontuzjowanym grającym połową swoich możliwości. Wbrew oczekiwaniom Anglicy dawali sobie świetnie radę na dość niecodziennej dla nich nawierzchni boiska. Pierwszą połowę rozegrali jak wytrawni szachiści. Mimo stałego naporu zabrzańscy zawodnicy mieli bardzo niewiele sposobności do oddania skutecznego strzału. Tak sprawnie działał zwarty, ruchomy blok obrony gości. W tym okresie Górnicy nie grali najlepiej taktycznie. Być może, że na obrazie gry zaważyła kontuzja Wilczka. Zabrakło rutynowanego stratega w środku pola. Atakowano zbyt nerwowo. Wkładano dużo pasji, impetu, a zbyt mało rozwagi. Za mało stosowano uderzeń z pierwszej piłki, zaniedbywano grę flankami.
Po przerwie sytuacja uległa znacznej poprawie. Impet Polaków został poparty jakąś myślą przewodnią i wówczas kibice byli świadkami emocji najprzedniejszego gatunku. Zdobycie bramki dodało skrzydeł chłopcom Gezy Kalocsaya. Atakowali z furią i wówczas można było tym bardziej ocenić wysoką klasę i opanowanie gości. Zaczęli zwalniać grę, bardziej szanować piłkę. Robili to na ogół w sposób zgodny z przepisami. Kilkukrotne celowe wybicie za aut w konkretnej sytuacji obrony awansu nie mogło zmienić ogólnej ich oceny. Spośród 22 piłkarzy oglądanych na boisku największe wrażenie pozostawiła gra Bobby Charltona. To była klasa! Człowiek-baza, dyrygent, reżyser. Techniczne problemy rozwiązywał z dziecinną łatwością, widział wszystko, co działo się na boisku, w każdy momencie wybierał najodpowiedniejsze zagrania, zwalniał lub przyspieszał tempo w miarę potrzeby. Podana przez niego piłka była nieosiągalna dla przeciwnika i docierała nieomylnie do adresata. Pracowitość, wszędobylskość była godna podziwu... Charlton był graczem niemal wzorcowym. Mniej efektowny, lecz bardzo skuteczny był wicedyrygent Crerand - również wszechstronny piłkarz. Best był otoczony bardzo troskliwą opieką Latochy. Nie mieli miał sposobności do popisania się swymi umiejętnościami, ale w kilku wypadkach, gdy do tego dochodziło, demonstrował kunszt dryblera i technika najwyższej klasy. Najniebezpieczniejszy był młody Kidd. Utrzymanie go w ryzach nie należało do łatwych rzeczy. Świetne wyszkolenie i refleks dały się widzieć przy interwencjach Stepneya. Słabych punktów nie sposób było wprost się dopatrzyć. W zabrzańskim zespole na najwyższe noty zasłużył szczególnie Oślizło. Jego interwencje budziły każdorazowo pełne zaufanie skutecznością, pewnością. Dzielnie sekundował mu Florenski. Doskonale wywiązywał się z trudnego zadania Latocha. W ataku Lubański był pilnowany przez przeciwników bardzo troskliwie, lecz mimo to każde niemal jego dojście do piłki oznaczało alarm pod bramką Stepneya. Wiele godnych rajdów zademonstrował Lentner. Niemniej efektywna była praca pomocników Deji i Olka. Bohater meczu na Old Trafford Kostka nie miał tym razem zbyt wiele do roboty. Anglicy podziękowali górnikom za grę, zabrzanie pogratulowali awansu do półfinału. Publiczność, oczywiście ta znająca się na futbolu, potrafiąca uznać klasę rywala, opuszczała stadion twierdząc, że Górnik odniósł wielki sukces. Kto mógł wiedzieć, że pokonał przyszłego zdobywcę PKME?
8
Górnik był blisko:
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Bernard777 Wyobraź sobie że własnie chciałem cie o ten pomnik zapytać a tu prosze, czytasz w moich myślach!:) Wasz stadion jest za pomnikiem patrząc na zdjęcie? Pytam bo tam jakoś dużo krzaków naokoło...
12
Wybitne legendy rodzimego futbolu:
13 marca 1932 r. urodził się Edward Szymkowiak. Przez wielu uznawany jest za pierwszego z wielkich polskich bramkarzy w dziejach światowego futbolu. Wiele jego rekordów pobiły dopiero odległe pokolenia, sporo zaś jeszcze czeka na poprawienie… Szymkowiak dla przyszłych następców w tym fachu poprzeczke zawiesił wysoko. Starcia Polonii Bytom z Górnikiem Zabrze miały na przełomie lat 50-tych i 60-tych olbrzymi ładunek emocjonalny. W 1960 r. na boisku spotkali się aktualni mistrzowie oraz wicemistrzowie Polski. Drużyny nie szczędziły sobie ostrej gry. Arbiter Maciarz podyktował łącznie aż 4 rzuty karne. Jedną dla Polonii(wykorzystaną przez Liberde) oraz 3 dla Górnika. Do pierwszej z nich podszedł Ernest Pohl. Sędzia jednak po jego strzale zarządził powtórkę. Tę drugą ,,jedenastke” na gola chciał zamienić Roman Lentner. Trzecia próba padła natomiast udziałem Erwina Wilczka. Po zakończeniu meczu wynik brzmiał jednak… 3:0 dla Polonii Bytom. Wszystkie rzuty karne wybronił bowiem Szymkowiak! Dokonał przy tym zresztą nie lada sztuki. Przy karnym Lentnera rzucił się w przeciwną strone ale zdołał jeszcze wykonać szpagat i wybił piłke nogą. ,,W tym dniu nie było na ,,Szymka” sposobu. Jeszcze kilkakrotnie napastnicy Górnika mieli świetne sytuacje podbramkowe ale polonista łapał wszystkie strzały. Świetnie spisywał się zarówno na linii bramkowej, jak i przedpolu. Szymkowiak był głównym bohaterem meczu, nie tylko dlatego że świetnie bronił swej świątyni ale również i dlatego że zupełnie wyprowadził z równowagi napastników Górnika. Doszło w końcu do tego że stracili oni wszelka nadzieje aby strzelić w tym meczu gola i przy stanie 2:0 zrezygnowali z walki”- tak pisał o nim Katowicki ,,Sport” po tym występie. Rzuty karne w tak ważnych spotkaniach były zresztą jego wielką specjalnością. Znakomicie potrafił wygrywać te wojny psychologiczne nawet z najbardziej renomowanymi przeciwnikami. Kiedyś w spotkaniu reprezentacji wybronił karnego wykonywanego przez jednego z najlepszych piłkarzy Europy w tym czasie- Ferenca Puskasa. Za czołowego bramkarza świata uważał go też kolega po fachu Villiam Schrojf, wicemistrz Świata z kadrą Czechosłowacji z 1962 r. W Ekstraklasie pan Edward był pierwszym zawodnikiem w historii, który rozegrał 20 sezonów na tym szczeblu rozgrywek. Do dziś jego wynik przebił wyłącznie Łukasz Surma. Został też założycielem Klubu 300. Trzechsetny mecz rozegrał w 1965 r. Rekordzistą pod względem występów w elicie pozostał jeszcze przez kolejne 6 lat. Na najwyższym poziomie rozgrywkowym grał w 3 klubach: Ruchu Chorzów, Legii Warszawa oraz Polonii Bytom i w każdym z nich minimum raz zdobył mistrzostwo kraju. Jego wynik pod tym względem pobił dopiero Maciej Szczęsny(mistrzostwo w czterech klubach). Łącznie 5 razy stawał na najwyższym podium rozgrywek krajowych. Tyle samo razy zdobył srebro i dołożył dwa brązowe krążki. Do tego doszły dwa Puchary Polski. Sam 4 razy uznawany był za Piłkarza Roku w Polsce w klasyfikacji katowickiego ,,Sportu” ,,Złote buty”. Wraz ze Staszkiem Oślizłą jest rekordzistą tego zestawienia. Dwukrotnie też znajdował się w TOP-10 Plebiscytu ,,Przeglądu Sportowego”.
Znakomicie też pokazał się na arenie międzynarodowej. Z Polonią Bytom w 2 sezonach z rzędu osiągnął finał Pucharu Rappana. Drugi z nich przyniósł mu triumf w finale przeciwko Lokomotivowi Lipsk. W pierwszym spotkaniu tego dwumeczu nie grał z powodu kontuzji i bytomianie przegrali aż 0:3. W drugim(już z nim na bramce) drużyna ewidentnie poczuła się pewniej. Ostatecznie wygrała 5:1! Choć kilkanaście sekund przed końcem rywale mieli na nodze strzał na wage dogrywki ale Szymkowiak znalazł się na posterunku i obronił tę próbe w doskonałym stylu. Nic dziwnego że po spotkaniu reporter ,,Trybuny”, Z. Dutkowski napisał: ,,Na pochwałę najbardziej zasłużyli Liberda, Banaś, Orzechowski i Szymkowiak.” Do dziś jest to jedyne trofeum polskiej drużyny, wywalczone w oficjalnych europejskich całosezonowych rozgrywek klubowych przeprowadzonych pod egidą UEFA. Również w reprezentacji zapisał piekną karte. W dwóch okresach(1962-1963 i 1965-1967) był rekordzistą w liczbie występów w kadrze. Ostatecznie zakończył grę z orłem na piersi z dorobkiem 53 meczów. Wśród jego kolegów po fachu przewyższył go pod tym względem dopiero Jan Tomaszewski. Do dziś oprócz ,,Tomka” wyprzedzili Szymkowiaka jeszcze tylko dwaj golkiperzy znani z XXI wieku: Artur Boruc i Jerzy Dudek. Pozostaje on natomiast jedynym bramkarzem, który dwukrotnie nosił miano olimpijczyka(w 1952 i 1960). Oprócz niego z przedstawicieli innych pozycji taki wyczyn padł udziałem jeszcze tylko Szymanowskiego , Gorgonia, Maszczyka, Laty, Kmiecika i Deyny. W pierwszym podejściu został bohaterem starcia z Danią. ,,Szymkowiak w bramce zdobył sobie uznanie publiczności doskonałymi interwencjami w najcięższych momentach”- odnotował ,,Dziennik Bałtycki”. W obu próbach skończyło się jednak tylko na fazie grupowej. Szymkowiak był także jednym z największych bohaterów meczu przeciwko ZSRR. Doskonałą postawą przyćmił swego konkurenta z drugiej strony boiska, uznawanego za najlepszego golkipera świata- Lwa Jaszyna. ,,Szymek fruwał w powietrzu imponując zwłaszcza w pierwszym kwadransie niezwykle trudnymi interwencjami. Również po przerwie, dzięki wspaniałemu refleksowi, zapobiegł wielokrotnie katastrofie”- pisała ,,Trybuna Ludu”. Wagę jego postawy docenił sam kapitan drużyny i zarazem zdobywca dubletu w tamtym spotkaniu- Gerard Cieślik. Po końcowym gwizdku podbiegł i ucałował z wdzięczności swego bramkarza. ,, Dużo miałem w tym meczu roboty, Śliska piłka nie chciała się kleić do rąk. Zawaliłem bramke bo nie wyczułem intencji strzelca. Myślałem bowiem ze strzał pójdzie w krótki róg a tymczasem stało się odwrotnie. Przy zmianie pozycji do interwencji poplątały mi się ręce i piłka niepotrzebnie wpadła mi do siatki. Myślę że ten błąd podarują mi kibice bo przecież wygraliśmy mecz”- komentował Szymkowiak swą gre. Kariere zakończył w 1969 w wieku 37 lat. Potem trenował drużyny młodzieżowe Polonii Bytom. Zmarł w 1990 roku. Dziś jego imie nosi stadion Polonii. Przed wejściem znajduje się pomnik Szymkowiaka w pozie efektownej robinsonady. Wielu uznaje go nawet dziś za najlepszego bramkarza wszechczasów w Polsce.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
14
Barcunia na „piatke!”:
13 marca 2019 r. w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów FC Barcelona rozbiła u siebie Olympique Lyon 5:1 (2:0). Wielką formę potwierdził Leo Messi, który strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty. Spotkanie prowadził polski sędzia, Szymon Marciniak. Od trzech lat FC Barcelona nie wygrała meczu na wyjeździe w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Dopóki nie zacznie tego robić, będzie musiała dobierać się do skóry przeciwników na Camp Nou. Tam jest silna i często bezlitosna dla swoich przeciwników. Przekonał się o tym Olympique Lyon, którego nadzieje pokładane w rewanżu w Katalonii, zostały rozwiane przez Blaugranę. Surowi gospodarze nie zostawili Francuzom złudzeń. FC Barcelona ruszyła po swoje. Z Lionelem Messim, Luisem Suarezem i Philippem Coutinho na desancie nie schodziła z połowy przeciwnika. Minęły dwa kwadranse i każdy z wymienionych południowców, miał na koncie albo gola, albo asystę. Doprowadzili oni do wyniku 2:0 po pierwszej połowie. Ustawienie pięciu obrońców z tyłu nic gościom nie dało. Byłoby ich więcej a i tak byłoby trudno zatrzymać dobrze dysponowanego faworyta. W 18. minucie FC Barcelona strzeliła pierwszego gola. Lionel Messi spoliczkował Anthony'ego Lopesa delikatnym strzałem z rzutu karnego. Jedenastka została odgwizdana za faul Jasona Denayera na Luisie Suarezie. Obrońca Lyonu ruszył z brawurowym wślizgiem, bez większych szans na trafienie w piłkę, pod okiem Szymona Marciniaka. To nawet nie była sytuacja, po której elegancko było protestować. Akcja bramkowa na 2:0 w 31. minucie była koronkowa. Piłka powędrowała jak po sznurku od Ivana Rakiticia, przez Luisa Suareza, do Philippa Coutinho. Brazylijczyk miał najłatwiejsze zadanie, ponieważ pozostało kopnąć futbolówkę z bliska do pustej bramki. Olympique jeszcze poderwał się do walki w drugiej połowie. W 58. minucie Lucas Tousart zasiał ziarno niepewności w Blaugranie golem kontaktowym na 1:2. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego opanował piłkę i pokonał Marca-Andre ter Stegena strzałem z 10 metrów. Tousart zdobył pierwszą w karierze bramkę w Lidze Mistrzów. Jednocześnie ostatnią dla francuskiego zespołu w tej edycji. Reakcją Barçy na gola przeciwnika były aż trzy trafienia w ostatnim kwadransie. Rywalizacja została ostatecznie rozstrzygnięta golami Lionela Messiego, Gerarda Pique i Ousmane'a Dembele po których zrobiło się aż 5:1. To była piłkarska egzekucja i potwierdzenie wyższości gospodarzy nad przeciwnikiem.
Autor dubletu i dwóch asyst - Messi zagrał z gracją i widowiskowo. Nawet jeżeli jego rywalizacja z Cristiano Ronaldo straciła temperaturę po wyprowadzce Portugalczyka z Hiszpanii, zawsze będzie ekscytować. We wtorek Ronaldo był bohaterem wieczoru. Messi natychmiast odpowiedział na to popisowym występem w środę. Lyonowi strzelił czwartego i piątego gola w karierze a w dwumeczach o awans do ćwierćfinału zdobył ich 26. To o trzy więcej niż Ronaldo. W klasyfikacji snajperów tamtej edycji Ligi Mistrzów gwiazdor Barçy był liderem z ośmioma golami na koncie. FC Barcelona obroniła honor Primera Division. Nieobecność przedstawiciela ligi hiszpańskiej w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów byłaby upokorzeniem. Primera Division jest na pierwszym miejscu w rankingu UEFA, a w dotychczasowych rundach elitarnych rozgrywek straciła Valencię, Real i Atletico. Gdyby nie ekipa z Katalonii, liga miałaby mniej przedstawicieli w ósemce niż portugalska. Do kataklizmu w Hiszpanii jednak nie doszło.
@Sysia11
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
15
Przypadki niepokornego Bułgara:
13 marca 1998 r. Stoiczkow odszedł na dobre. Już 22 lipca 1997 van Gaal na treningu kazał Bułgarowi włożyć koszulke w spodenki, co bardzo nie spodobało się nieposłusznemu napastnikowi. Dwa miesiące później Christo poprosił o transfer, mówiąc że ,,tylko Cruijff uczył go gry w piłke”. Na jednym z treningów Stoiczkow dla żartu założył okulary asystenta trenera ale nie wzbudziło to zachwytu van Gaala. Na przestrzeni sezonu piłkarz wymieniał z Holendrem ,,uprzejmości” aż w końcu poleciał do ojczyzny bez zgody szkoleniowca. Na pożegnalnej konferencji Bułgara nie pojawił się nikt z przedstawicieli klubu. ,,Dziś jego krzesło jest puste a kiedy mnie pozyskał do klubu, siedział w pierwszym rzędzie”- skomentował Bułgar brak prezydenta Nuñeza. Na pytanie jednego z dziennikarzy, czemu wielcy piłkarze Barcelony z reguły opuszczają klub kuchennymi drzwiami, odpowiedział ostro: ,,Tacy piłkarze pozostawiają w cieniu malutkich”, mając oczywiście na myśli prezydenta i trenera.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Safrani
10
Wybitne legendy jugosłowiańskiego futbolu:
Josip Skoblar urodził się 12 marca 1941 r. w Privlace w Chorwacji. Swoją karierę rozpoczął w klubie NK Zadar, skąd przeniósł się do OFK Belgrad, gdzie zaczął zdobywać uznanie za swój talent. Josip Skoblar rozpoczął swoją zawodową karierę piłkarską w 1959 roku w OFK Belgrad, gdzie jego wyjątkowa wszechstronność, technika i szybkość sprawiły, że przydzielono mu pozycję lewego skrzydłowego. Pomimo tego, że grał jako skrzydłowy, Skoblar wykazywał się naturalnym talentem do strzelania goli, chociaż gra na skrzydle ograniczała jego potencjał strzelecki. Wczesna kariera obejmowała występy w Crvena Zvezda i Hannover 96, gdzie szybko zrobił wrażenie swoimi umiejętnościami strzeleckimi. Ten solidny fundament przygotował grunt pod jego późniejsze sukcesy, zwłaszcza w Olympique de Marseille. Czas spędzony przez Skoblara w Olympique Marsylia w latach 1966–1974 ugruntował jego status legendy klubu. Zdobył dwa tytuły mistrza francuskiej pierwszej ligi (1970–71, 1971–72), Challenge des Champions w 1971 r. i Coupe de France w 1972 r. Jego umiejętności strzeleckie były w tym okresie bezprecedensowe, gdyż przez trzy kolejne sezony (1970–71, 1971–72, 1972–73) był najlepszym strzelcem ligi. W 2009 roku Skoblar został wprowadzony do Galerii Sław Olympique de Marseille, a w 2010 roku został włączony do „Dream Team” z okazji 110. rocznicy klubu. Był również częścią wszech czasów XI OFK Beograd i NK Rijeka. Po opuszczeniu Marsylii i przyjściu brazylijskich gwiazd Jairzinho i Paulo Césara, Skoblar dołączył w 1974 roku do NK Rijeka, gdzie grał do 1977 roku. W Rijece rozegrał 37 meczów i strzelił 11 bramek w rozgrywkach ligowych i pucharowych. Jego międzynarodowa kariera w Jugosławii przyniosła mu 32 występy i 11 goli. Skoblar był częścią jugosłowiańskiej drużyny na Mistrzostwach Świata FIFA 1962, zajmując czwarte miejsce. Jego międzynarodowa kariera zakończyła się w 1967 roku, tuż przed zakończeniem eliminacji do Euro 1968, a Jugosławia zajęła w turnieju drugie miejsce pod jego nieobecność. Po zakończeniu kariery sportowej Skoblar powrócił do Marsylii w 1977 r. jako menedżer techniczny pod wodzą trenera Ivana Markovicia. Jednak z powodu wewnętrznych konfliktów opuścił klub po jednym sezonie, aby kontynuować karierę menedżerską. Zaczął trenować w NK Orijent w Rijece, gdzie doprowadził klub do ćwierćfinału Pucharu Jugosławii w 1981 roku. Później, w 1983 roku, przejął NK Rijeka, ratując ich przed spadkiem i prowadząc do mocnego czwartego miejsca w lidze. W jego karierze rozegrano pamiętny mecz o Puchar UEFA, w którym Rijeka pokonała Real Madryt 3:1, co zapewniło Skoblarowi status legendy wśród kibiców klubu. Skoblar kontynuował karierę menadżerską w kilku klubach, m.in. w Hajduku Split, z którym zdobył dwa Puchary Jugosławii, oraz w Hamburgerze SV, z którym w 1987 r. stracił Superpuchar Jugosławii. Był także trenerem Čelika Zenicy , który w 1988 roku uchronił drużynę przed spadkiem z ligi. W 2000 roku Skoblar został trenerem reprezentacji Libanu, ale został zwolniony pod koniec tego samego roku, ponieważ nie udało mu się przejść fazy grupowej Pucharu Azji 2000. Wrócił do Marsylii w 2001 r. jako skaut, stanowisko, które piastuje do dziś, tuż przed emeryturą. Przez całą karierę po zakończeniu gry Skoblar pozostał prominentną postacią w świecie piłki nożnej, szanowaną za osiągnięcia w zarządzaniu i w zarządzaniu.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Wybitne postacie włoskiego futbolu:
Dokładnie 140 lat temu w Turynie urodził się Vittorio Pozzo, włoski piłkarz, trener piłkarski. W czasie swojej kariery piłkarskiej reprezentował barwy szwajcarskiego Grasshoppers Zurych i włoskiego Torino FC. Pozzo po zakończeniu kariery piłkarskiej rozpoczął karierę trenerską. W 1912 roku objął reprezentację Włoch, która występowała na igrzyskach olimpijskich 1912 w Sztokholmie. Następnie w latach 1912-1922 był trenerem Torino FC a także dwukrotnie przez krótki czas prowadził reprezentację Włoch (1921 i 1924), a w latach 1924-1926 był trenerem AC Milan. W 1929 roku ponownie objął reprezentację Włoch, z którą w latach 30-tych święcił największe sukcesy. Zdobył z nią dwukrotnie mistrzostwo świata w 1934 i 1938 roku, a także doprowadził ją do wywalczenia złotego medalu na letnich igrzyskach olimpijskich 1936 w Berlinie. Jest jedynym do tej pory trenerem, który dwukrotnie wygrał mundial oraz wygrał mundial i igrzyska olimpijskie. Był także trenerem reprezentacji w czasie II wojny światowej, a także po jej zakończeniu. Pozzo odszedł po igrzyskach olimpijskich 1948 w Londynie. W 1938 roku, przed finałem Mistrzostw Świata miał odebrać krótki telegram, którego nadawcą był sam Benito Mussolini. Treść? Ledwie trzy słowa, które jednak mówiły wszystko: “zwycięstwo albo śmierć”. Na szczęście nie miał okazji sprawdzić alternatywy dla triumfu. Jego piłkarze ograli Węgrów 4-2, a on przeżył spokojnie jeszcze trzydzieści lat i to w chwale najbardziej utytułowanego trenera w nie tak długiej jeszcze historii piłki. Do teraz pozostaje jedynym trenerem, który dwukrotnie poprowadził swoją reprezentację do zwycięstwa w mundialu, bo Włosi okazali się najlepszą drużyną również w 1934 roku. Ale na tym nie koniec, bo w latach 30. na szyi Pozzo zawisł jeszcze m.in. złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Oczywiście konieczna jest adnotacja – trumfy te do dziś budzą niesmak większości historyków futbolu. Nad reprezentacją Włoch – a co za tym idzie, nad trenerską karierą Pozzo również – czuwała wtedy wielka polityczna siła. W 1934 roku powtórzony ćwierćfinał z Hiszpanią udało jej się przebrnąć tylko dlatego, że szwajcarski rozjemca tego spotkania nie uznał przeciwnikom dwóch prawidłowo zdobytych bramek, a nie musimy chyba dodawać, że raczej nie były to zwykłe ludzkie błędy. Cztery lata później problemy pojawiły się już w pierwszym meczu z Norwegią. W 88. minucie, przy stanie 1-1, do siatki trafił Arne Brustad, ale sędziowie z tylko sobie wiadomych przyczyn gola nie uznali. Włosi wygrali po dogrywce i rozpoczęli dalszy marsz po obronę trofeum.
Jednak mimo wszystkich tych kontrowersji, geniusz trenerski Pozzo nie jest poddawany pod większą wątpliwość. To on w obliczu klęski z austriackim “wunderteamem” w meczu towarzyskim rozegranym kilka miesięcy przed mistrzostwami, nie bał się odstawić graczy o uznanej renomie (m.in. Renato Cesariniego czy Umberto Caligarisa) i postawić na piłkarzy mniej znanych, ale będących w lepszej formie. Selekcja była tak ostra, że nadano jest wymowny przydomek “skalpel Pozzo”. To również on jest autorem rewolucyjnej jak na tamte czasy taktyki, którą nazwano “Metodo”. Podczas gdy inni trenerzy stosowali ustawienie 2-3-5, on przerzucił część akcentów na defensywę, wycofując dwóch napastników (2-3-2-3) i powierzając tym piłkarzom zadania obronne. Jak się okazało, dzięki tej korekcie drużyna zasłynęła z wyprowadzania zabójczych kontrataków. Po blisko dwudziestoletniej przygodzie z kadrą Włoch, Pozzo zajął się pracą dziennikarską. Pisał o futbolu dla ,,La Stampy”, relacjonował dla tego tytułu też wielkie turnieje. Doczekał zwycięstwa swojej reprezentacji w rozgrywanych we Włoszech Mistrzostwach Europy w 1968 roku. Zmarł pół roku później.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
8
Dopełnienie formalności:
12 marca 2014 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Manchester City 2:1 w 1/8 Ligi mistrzów. Przed rewanżem angielskie media postanowiły pomóc ekipie ,,The Citizens” wprowadzając zamieszanie do obozu rywala poprzez opublikowanie newsa że City niebawem wykupi z Barçy Messiego za 200 milionów euro ale nikt się tym w Katalonii nie przejął. Blaugrana ponownie wygrała i ponownie na liste strzelców wpisali się Messi(67 minuta) oraz Dani Alves(91 minuta).
@Sysia11
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@Popitek12 "Dziś kibicujemy Fiorentina, dziś kibicujemy Szachtar." Kim ty do cholery jesteś że kibicujesz przeciwko polskim klubom!?? Obcokrajowcem!?
15
Kolejna wspaniała, marcowa remontada:
12 marca 2013 roku FC Barcelona dokonała znakomitej remontady pokonując w meczu rewanżowym na Camp Nou, AC Milan 4:0! Gole zdobywali: Messi(5 i 40 minuta), Villa(55 minuta) oraz Alba(92 minuta). W rewanżu Messi włączył tryb królewski i niemal w pojedynke pozbawił Silvio Berlusconiego tak potrzebnego mu w obliczu wyborów parlamentarnych sukcesu a może był to tryb papieski? Dzień później bowiem kardynał Bergoglio został wybrany głową Kościoła katolickiego. Można powiedzieć że Messi przygotował mu grunt. Tak jak Leo zatriumfował nad Milanem, tak Bergoglio pokonał arcybiskupa Mediolanu Angelo Scole.
Takie mecze pamięta się aż po grób, zwłaszcza że szalałem z radości w piwiarni Warka, śpiewając: Ole le, ola la ser der Barça es el mio cena, czy coś w tym rodzaju bo obcych języków nie panimaju!
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Safrani
@Sysia11
1
@Safrani Chyba raczej nie. O ile pamiętam to z moich historycznych zapisów, to w tamtym roku grali jeszcze na Camp de Les Corts.
12
Spektakularna remontada:
12 marca 1997 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Atletico Madryt 5:4! w ramach rewanżu ¼ Copa del Rey. Cóż to było za ,,partidazo”! To był legendarny, heroiczny, fantastyczny, wyjątkowy, epicki a nawet brutalny mecz, donosiło ,,El Mundo Deportivo”. To była jedna z większych remontad w historii klubu ponieważ Atletico prowadziło do przerwy aż 3:0. Tuż po przerwie dwukrotnie trafił Ronaldo i straty niemal zostały odrobione, lecz bardzo szybko odpowiedział Pantič strzelając swojego czwartego(!) gola w tym meczu. Napór Blaugrany nie ustępował i kontaktowego gola strzelił Figo a kilka minut później wyrównał Ronaldo. W 82 minucie zwycięskiego gola zdobył Juan Antonio Pizzi doprowadzając cules do ekstazy. Ostatnie minuty meczu zdenerwowany Gaspart spędził w toalecie a na trybunie honorowej zasiadł Van Gaal, który niebawem miał objąć posade trenera po Bobbym Robsonie.
Retrospekcja:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
2
@Gary No właśnie! Bardzo dobrze że to wyłapałeś. To jest tekst z książki i najwyraźniej autorzy pomylili się o jeden rok...