0

@LAMC_10 A co to znaczy GOAT?

14

Hattrick w El Clasico a zarazem rekord ,,La Pulgi” i to na Bernabeu!

23 marca 2014 r. Lionel Messi strzelił 3 gole w wygranym 4:3 El Clasico. To był pierwszy w historii hattrick piłkarza Blaugrany w La Liga na Estadio Santiago Bernabeu. Tym samym Leo pobił rekord Di Stefano strzelając łącznie 21 goli przy 18 trafieniach swojego rodaka Alfredo.

Musimy to zobaczyć jeszcze raz:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11

11

Duma Katalonii w Copa del Rey:

23 marca 1913 r. FC Barcelona zdobyła drugi w historii Puchar Króla. Na „Estadio de la Industria” Blaugrana pokonała w trzecim(dodatkowym) meczu Real Sociedad San Sebastian 2:1 po golach Berdie(33 m.) oraz Apolinario(35 m.). Dwa poprzednie starcia zakończyły się remisami(2:2 i 0:0) a że wówczas nie obowiązywała zasada zdobytych goli na wyjeździe, to zagrano właśnie ten trzeci decydujący mecz.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Epokowe trofeum Blaugrany:

23 marca 1902 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy w historii puchar. Mowa tu o Copa Macaya- prekursorze Mistrzostw Katalonii. Nazwa pochodzi od prezydenta klubu Hispania CF Alfonso Macaya, który chciał zorganizować turniej pomiędzy drużynami z Katalonii. Jego zespół wygrał pierwszą edycje w 1901 r. Natomiast Blaugrana tryumfowała w drugiej edycji wygrywając wszystkie 8 spotkań. W finale pokonała FC Catale aż 15:0! Sześć goli w tym meczu strzelił Udo Steinberg, kapitan i pierwszy Niemiec grający dla Dumy Katalonii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani

2

Panie i panowie przed nami „El Derbi Madrileño” po raz 243 o stawke w historii i po raz 178 w La Liga! Real przystępuje do derbów z bilansem 21 – 3 – 4 i 66 punktami, Atlético ma 17 – 6 – 5 i 57 punktów, więc stawką(obok prestiżu Derbi Madrileño) są kluczowe punkty w walce o czołowe miejsca w tabeli. Tak więc zapinamy pasy i jazda!

0

@Kapitan hawk Nawet jeśli jakimś cudem uda mu się to zrobic, to ja i tak nie chce go oglądać w wyjściowej jedenastce. Ba! ja nawet nie chce go widzieć w naszym klubie.....!
Zresztą podobnie rzecz ma się z De Jongiem...

0

@VamoSBarca88 Taki problem że chodza jakieś symulacje gier albo jakaś gadanina a prawdziwej transmisji nie ma!

2

@FcPortoFan1999 Weź nie żartuj! Obejrzałem pierwszą połowe i mam dość tej polskiej patologii piłkarskiej...

0

@VamoSBarca88 Bardzo śmieszne!

1

@blakkudium No to dajcie zagraniczną, nie musi być polska

1

@FcPortoFan1999 Ej! Dlaczego kłamiesz!?

2

Może mi ktoś powiedzieć na jakiej stacji jest transmitowany final Carabao Cup?

9

Narodziny „txuri-urdin”:

Ariadna, ze swoją nicią ze świetlistego i szlachetnego złota, przenosi nas do roku 1904. Na pierwszej stronie gazety „El Pueblo Vasco” z 24 marca 1904 r. ukazał się artykuł zatytułowany San Sebastián Recreation Club, w którym dziennikarz Gil Baré odpowiada na pytania, które zadał sobie pięć miesięcy wcześniej. „Grupa młodych arystokratów mieszkających w San Sebastián […] dawno temu planowała założyć Klub poświęcony wyłącznie sportowi. Pomysł został przyjęty z entuzjazmem; do projektu przyłączyły się znane osobistości, a kilka dni temu odbyło się pierwsze spotkanie, na którym dyskutowano o organizacji nowego Towarzystwa. Spośród znamienitych osób, które wzięły udział w spotkaniu, jednogłośnie wybrano: pana Jorge de Satrústegui na prezesa Klubu; pana Zuluetę na wiceprezesa i dyrektora ds. hokeja; Antonio Gota na sekretarza; oraz panów Azquetę i Letamendię na członków.” „Celem nowego stowarzyszenia jest, jak już wspomniano, promowanie wszystkich znanych sportów w tej stolicy. Każdego dnia tygodnia będą rozgrywane mecze tenisa ziemnego, piłki nożnej, hokeja, golfa itd., itd.” Klub Rekreacyjny San Sebastián liczy już pięćdziesięciu członków, mimo że istnieje zaledwie kilka dni. Regulamin, który będzie obowiązywał nowe Stowarzyszenie, został już zatwierdzony i teraz musi zostać przedstawiony władzom rządowym w celu prawnego ukonstytuowania grupy. Klub Rekreacyjny San Sebastián został założony jako klub wielodyscyplinarny, który wśród swoich różnych sekcji posiada również sekcję poświęconą piłce nożnej. Jest to zatem pierwszy formalnie założony klub piłkarski w mieście, choć oficjalne potwierdzenie jego istnienia zajmie kilka miesięcy. Jak stwierdził Gil Baré, inicjatywa zrodziła się z „grupy arystokratycznych młodych mężczyzn” pod przewodnictwem sportowca Jorge de Satrústegui, co Baré później potwierdził, twierdząc, że grupa była „miejscem spotkań całej wyższej śmietanki towarzyskiej San Sebastián, które, jak powszechnie wiadomo, stanowiło zalążek „Klubu Rekreacyjnego” (EPV, 10-12-1904). Jego barwy to zielony i żółty, które klub „wyświetla na fladze Towarzystwa. Flaga ta ma trzy zielone pasy rozdzielone dwiema żółtymi liniami i otoczone czerwonym pasem, z literami SSRC pośrodku” (EPV, 31.03.1904). Barwy, które Real Sociedad przywrócił na swoim drugim stroju w sezonach 2007-08 i 2008-09. 27 sierpnia 1904 r. „El Pueblo Vasco” i „La Constancia” poinformowały że gubernator cywilny zatwierdził regulamin, na podstawie, którego miało działać stowarzyszenie, co formalnie powołało klub do życia. Boiska „Ondarrety” to wybrane miejsce dla „Klubu San Sebastián”, gdzie członkowie mogą uprawiać pasjonujący sport. W ciągu zaledwie kilku miesięcy widać już ogromny potencjał. „Prawdą jest”, czytamy w „El Pueblo Vasco ”, „że większość jego członków to bardzo utalentowani młodzi piłkarze, kształceni w zagranicznych szkołach, gdzie ten intensywny sport jest często uprawiany”. Klub pragnie dokonać skoku jakościowego i już planuje udział w kolejnych Mistrzostwach Hiszpanii, które odbędą się w Madrycie w 1905 roku. Rok kończy się ogłoszeniem „dwóch drużyn piłkarskich tego Klubu, które zainaugurują serię meczów, które zamierzają rozegrać zimą, aby przygotować się do udziału w mistrzostwach, które odbędą się wiosną w Madrycie, Bilbao, Bordeaux i innych stolicach” – donosi „La Voz de Guipúzcoa” 31 grudnia 1904 r. „Oto lista panów, którzy tworzą dwie drużyny, które mają dziś grać. Pierwsza drużyna: panowie Laffitte, Vega de Seoane, Aurrecoechea, Manso de Zúñiga, Egaña, Letamendia, Albizu, Martínez, Artola (E), Berraondo i Asuero. Druga drużyna: panowie Elósegui, Ortega, Tejada, Bruzón (J), Peña, Prado, Sena, Dorda, Bruzón (A), Perojo i Calisalvo”. Pamiętajmy, że w tamtych czasach kolejność powołań była odwrotna niż ta, do której przywykliśmy dzisiaj, więc bramkarz był ostatni na liście.

I tak rozpoczął się rok 1905, wraz z ponownym zebraniem ogólnym, które odbyło się 7 stycznia w Pałacu Sztuk Pięknych. „W sesji wzięło udział około 80 członków. Najpierw zatwierdzono sprawozdania finansowe za miniony rok a ustępującemu zarządowi jednogłośnie przekazano podziękowania za udane zarządzanie w imieniu stowarzyszenia. Następnie odbyły się wybory nowego zarządu, a wśród gromkich braw pan Jorge de Satrústegui został wybrany na prezesa; pan Schoulhe na wiceprezesa; pan Carlos Uhagón na skarbnika; a pan Enrique Dorda na sekretarza. Panowie Egaña(pan Jaime), Calisalvo(pan Luis) i Prado zostali wybrani na członków. Tego wieczoru w Hotelu du Palais odbył się bankiet, na którym spotkali się członkowie nowych i ustępujących zarządów”. (EPV, 8.01.1905) 19 marca 1905 roku, w Dzień Świętego Józefa, jak donosiła prasa, SSRC wykonało kolejny krok na drodze do Mistrzostw Hiszpanii, które miały się odbyć w Madrycie 16, 17 i 18 kwietnia, po rozegraniu pierwszych derbów pomiędzy drużynami Bilbao i San Sebastián na boiskach Lamiako. O godzinie 15:30 rozegrano „ciekawy mecz piłkarski” pomiędzy pierwszą drużyną SSRC a pierwszą drużyną Irún Football Club, która przyjęła „łaskawe zaproszenie pierwszej”. Mecz wzbudził ogromne emocje w mieście, „dzięki wyrównanej grze obu drużyn”, a dzień rozpoczął się wspaniale, „jak jeden z najlepszych tego lata”. Boisko „Ondarrety” wyglądało nieskazitelnie. „Orkiestra dęta również przyczyniła się do ożywionej atmosfery, a parada powozów, zatłoczonych tramwajów i ludzi przechodzących przez „La Concha” była równie wspaniała i żywiołowa”. Zespół Klubu Rekreacyjnego San Sebastián „składający się z pana Gila, pana Goitii, pana Minondo, pana Seny, pana Solany, pana Regalado, pana Martíneza, pana Aurrecoechea, pana Perojo, pana Artoli i pana Iñigueza” nie zawiódł mieszkańców San Sebastián. „Mecz zakończył się wynikiem 3:0, wygranym przez SSRC. Wszyscy zawodnicy spisali się znakomicie a panowie Aurrecoechea (kapitan), Sena, Regalado, Minondo i Solana wyróżniali się, grając mistrzowsko i wykorzystując zdumiewającą grę kombinacyjną. Pan Calisalvo wyróżnił się w składzie. Z drużyny Irún na wyróżnienie zasługują pan Barquín oraz obrońcy panowie Loinaz i Rodríguez. Bramkarze obu drużyn, panowie Iñiguez i Atienza, również spisali się znakomicie. Rewanż, który zostanie rozegrany w Irún, odbędzie się 2 kwietnia. W przyszłą sobotę piłkarze, którzy mają zagrać z Athletic Club de Bilbao, wyjadą do Bilbao.” (EPV i LVdG, 20.03.1905). W składach San Sebastián Recreation Club widzimy takich graczy jak Artola, Martínez, Albizu, Gil, Aurrecoechea, Sena i Minondo, których zobaczymy później w Real Sociedad a połowa drużyny grała już w Vasconia w okresie formacyjnym.

@Kapitan hawk
@MoralnyKarzel
@AssisMoreira
@Astad
@Bernard777
@Symson
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10

12

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

22 marca 1917 r. urodził się Ewald Cebula, obrońca. Spora była grupa piłkarzy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery. Trwała w końcu blisko 70 miesięcy. Jeśli ktoś miał na jej początku 22 lata, to wyzwolenia doczekał tuż przed trzydziestką, czyli w wieku bliskim kresu kariery, zwłaszcza w tamtych czasach. Taki los był także udziałem Cebuli. Mimo to zdołał zapisać swą niepowtarzalną karte w dziejach ligi. Zdarzyło się kilku zawodników Ekstraklasy, którzy zagrali w reprezentacji Polski zarówno przed wojną, jak i po zakończeniu okupacji. Tylko jeden z nich powołany został natomiast na dwa wielkie turnieje międzynarodowe w obu okresach. Był nim właśnie Ewald Cebula. W 1938 znalazł się w składzie zgłoszonym na mistrzostwa Świata. Ostatecznie jednak został w domu, ponieważ Polska nie miała wystarczających środków finansowych aby zabrać wszystkich zgłoszonych zawodników. Czternaście lat później pojechał już na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Tam wystąpił tylko w meczu rundy wstępnej z Francją i doznał wtedy poważnej kontuzji kolana. Te wydarzenia przedzieliła cezura wprowadzona do światowej historii przez Adolfa Hitlera 1 września 1939 r. Jeszcze 4 dni wcześniej Cebula był jednym z współautorów znakomitego zwycięstwa 4:2 nad Węgrami, uznawanego za kapitalny polski triumf reprezentacyjny przed II Wojną Światową. ,,Cebula początkowo sztywny, nagle się rozruszał. Nie był może ideałem kierownika ataku ale zawziętością swą i nieustępliwością w walce stwarzał defensywie węgierskiej sporo kłopotów”- pisano o nim w ,,Przeglądzie Sportowym”. Selekcjoner kadry Józef Kałuża powołał go tez na kolejny mecz, który miał się odbyć tydzień później, przeciwko Bułgarii. Ostatecznie jednak Cebula zamiast na murawie, znalazł się na froncie. Grał w czasie wojny dla TuS Schwientochlowitz i był kandydatem do gry w kadrze III Rzeszy. Kiedy jednak otrzymał powołanie do Wermachtu, udało mu się zbiec do Armii Andersa. We Włoszech, przez które wiódł jego szlak bojowy , grywał w drużynie wojskowej, był zawodnikiem klubu Ancona Calcio i podobno zachwyciło się nim nawet Lazio Rzym. On zdecydował się na powrót do Polski. W Ekstraklasie ponownie pojawił się w 1948 r. w barwach Ruchu Chorzów. Działo się to już 13 lat po jego debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej a zarazem… 12 po rozegraniu ostatniego meczu w elicie. Jego pierwsze zetknięcie z tym szczeblem było bowiem krótkotrwałe. Zaliczył je w Śląsku Świętochłowice, który w kolejnej edycji, po premierowym występie Cebuli, spadł z ligi i już do wybuchu wojny nie zdołał powrócić do elity. Sam zawodnik pozostał zaś wierny temu klubowi. Do mundialowej kadry został więc powołany jako przedstawiciel A klasy, czyli ówczesnego drugiego poziomu rozgrywek. Do Ekstraklasy powrócił w barwach nie tylko innego klubu ale też… z nowym imieniem. Komunistyczne władze wymogły na nim zmiane niemiecko brzmiącego Ewalda na Edwarda. Zresztą Cebula z racji Andersowskiej przeszłości był szczególnie narażony na szykany ze strony notabli. Uratował go od większych prześladowań Wiktor Markiewka, były napastnik Śląska Świętochłowice a po wojnie poseł. ,,Edward” odwdzięczył się znakomitą grą.

Z początku wspomagał Gerarda Cieślika, Henryka Alszera i Czesława Suszczyka w ataku. Z czasem jednak trenerzy zczeli go cofać. Skończył ostatecznie jako środkowy obrońca.. Nie była to dla niego nowość. Jeszcze w 1939 selekcjoner reprezentacji przesunął go w trakcie gry na tą pozycje w meczu ze Szwajcarią. Wszechstronny zawodnik wszędzie odnajdował się z równym powodzeniem. Z Ruchem Chorzów wywalczył 2 mistrzostwa Polski(w tym jedno przyznane za zdobycie Pucharu Polski). Do historii przeszedł szczególnie drugi z tych tytułów. Przed sezonem 1952 świeżo upieczonemu Olimpijczykowi powierzono funkcje pierwszego szkoleniowca. Z zadania wywiązał się bez zarzutu. Doprowadził klub do wygranej w Ekstraklasie. Co więcej, dowodził nim nie z ławki rezerwowych ale z boiska! Rozegrał 8 z 12 spotkań tamtej edycji. Dzięki temu stał się jedynym w dziejach polskiego futbolu grającym trenerem z mistrzowskim tytułem w Ekstraklasie. Nie ograniczył się tylko do statystowania w tym triumfalnym pochodzie. ,,Przegląd Sportowy” uznał go boiskowym bohaterem pierwszego z dwóch spotkań finałowego dwumeczu(wtedy dwie najlepsze drużyny w tabeli spotykały się w bezpośrednim starciu decydującym o tytule), który Ruch wygrał aż 7:0! z Polonią Bytom. Był wówczas jedynym zawodnikiem, który w Ekstraklasie grał jeszcze w sezonie 1935. Od 1949 r. wraz ze Stanisławem Baranem z ŁKS tworzyli duet jedynych formalnych uczestników mundialu występujących na polskich boiskach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzostwo zdobyte w roli grającego trenera jednocześnie zakończyło jego wyczynową karierę. Pozostał jednak szkoleniowcem klubu. Udało mu się obronić mistrzostwo w kolejnym sezonie a przy kolejnym powrocie do klubu brał udział w triumfie w 1960 r. Mistrzostwo zdobył też z Górnikiem Zabrze w 1963. Czyni to z niego jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii ligi. To on dał ponadto zadebiutować 16-letniemu Lubańskiemu w lidze. Wielokrotnie pełnił role asystenta selekcjonerów. Przed słynnym meczem z ZSRR w 1957, osobiście długo namawiał Henryka Reymana, by dał szanse późniejszemu bohaterowi potyczki- Gerardowi Cieślikowi. Podczas zgrupowanie przed tym starciem musiał się też opędzać od natrętnego wynalazcy, który próbował mu wcisnąć maszyne… do przepowiadania składu. Po zakończeniu kariery nadano mu członkostwo honorowe PZPN. Zmarł 1 lutego 2004 r. w Chorzowie.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

1

Co za bzdury wygaduje ta bezczelna świnia! Ten holenderski patałach nawet do pięt niedorasta "Latającemu Holendrowi"...
Wstydziłby się tak pieprzyć!

1

@FcPortoFan1999 Ja również oglądałem ten Klasyk, jednak bardzo słabo go pamiętam. To zapewne ze względu na to że ledwo, ledwo wygrali i mieli dużo szczęścia. Jednak najważniejsze że sezon zakończył się trypletem!

11

Luis Suarez przechyla szale zwycięstwa w El Clasico:

22 marca 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 2:1 w 28. kolejce Primera Division. Podopieczni Luisa Enrique zrobili więc ogromny krok naprzód w walce o tytuł, uzyskując czteropunktową przewagę nad bezpośrednim rywalem. Real rozpoczął mecz z większą intensywnością a Cristiano Ronaldo dał sygnał ostrzegawczy potężnym strzałem, który trafił w poprzeczkę w pierwszej akcji meczu. Mimo to Barcelona strzeliła jako pierwsza a to Jérémy Mathieu dał swojej drużynie prowadzenie 1:0, pokonując głową Leo Messiego, który po rzucie rożnym nie do obrony. Real Madryt nie poddał się, nadal zagrażając bramce Claudio Bravo i został nagrodzony w 31. minucie dzięki znakomitemu dośrodkowaniu piętą Karima Benzemy do Cristiano, które portugalski napastnik wykończył, wyrównując wynik. Świadomi stawki, „Biali” kontynuowali ataki w polu karnym przeciwnika. Claudio Bravo i obrona gospodarzy powstrzymali ataki Cristiano i Garetha Bale'a, które mogły dać Madrytowi prowadzenie jeszcze przed przerwą. Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie a Real Madryt popisał się doskonałą akcją prowadzoną przez Benzemę, która zakończyła się świetną interwencją Bravo, zapobiegając remisowi 1:2. W momencie, gdy gospodarze mieli problemy, Dani Alves zagrał długie podanie, które Luis Suárez opanował a następnie posłał strzał pod kątem do siatki Ikera Casillasa. To był zabójczy gol, który ponownie dał Barcelonie prowadzenie. Od tego momentu gospodarze nabrali pewności siebie i mogli podwyższyć stratę dzięki trafieniom Messiego i Neymara Juniora. Ostatecznie wynik pozostał 2:1 a FC Barcelona odniosła zwycięstwo, które utrzymało ją na szczycie tabeli.



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Adran360 Owszem, jego przygoda poza rodzimym kontynentem nie była zbyt udana ale jak bardzo słusznie zauważył @Gary , trenerzy w Europie nie wykorzystali w pełni jego potencjału a wręcz(jak w przypadku Van Gaala) zwyczajnie go zniszczyli. Rzeczywiście z Villarealem nic wielkiego nie zdobył ale pokazał się z wybitnej strony reżyserem gry i tylko pech przeszkodził mu w awansie do finału Ligi mistrzów a zagrałby przeciwko naszej Barcuni i to by mogło być arcyciekawy finał. No ale generalnie masz racje, więlu latynosom nie pasuje klimat europejski, co nie znaczy że wszystkim...

12

Goleada na Camp Nou:

22 marca 2009 r. FC Barcelona pokazała wszystkie zalety, które zapewniły jej pozycję lidera ligi w zwycięskim meczu z Malagą(6:0) i ukarała gości grą zespołową, która pozwoliła wszystkim napastnikom zdobyć gole. Barça świetnie się bawiła kosztem Malagi, która poddała się natychmiast po stracie gola, nie mając żadnych argumentów przeciwko natarciu liderów ligi, którzy zaoferowali szeroki wachlarz zasobów: aktywnie działali na boisku, zaciekle naciskali na grę Malagi, przejmowali kontrolę nad piłką i pokazali doskonałą piłkę nożną, godną ich najlepszych dni; solidni w obronie, nie do zatrzymania, gdy skupiali się na bramce przeciwnika. Zgodnie z radami trenera, Blaugrana nie dała się rozproszyć atmosferą Ligi Mistrzów. Od pierwszej minuty wzięli się do roboty i rozbili obóz przed polem karnym Malagi, której formacja 4-4-2, z Apoño i Lolo w środku pola, została zredukowana do zaledwie bazgrołów. Liderzy ligi nieustannie dążyli do celu. Mobilność ich zawodników okazała się ich największym atutem, mimo że wynik wciąż wynosił 0:0. Eto'o przesunał się, by grać w ataku a Iniesta i Xavi napędzali drużynę do ataku. Po odwróceniu ról, Kameruńczyk asystował Xaviemu, który wykorzystał przestrzeń stworzoną przez kolegę z drużyny, pokonując Goitię. Málaga poddała się. Od pierwszego gwizdka Barça była drużyną dominującą i nieustępliwą. Świetnie grali na prawej obronie i lewym skrzydle, prezentując znakomity styl gry, który pozwolił im zejść do przerwy z prowadzeniem 4:0.

Po golu Xaviego nastąpił kolejny spektakularny gol Messiego. To nic nowego dla Argentyńczyka, który z gracją baletnicy pieści piłkę. Przedarł się prawą flanką, wymanewrował Rosario pięknym zwodem i potężnym strzałem prawą nogą trafił w górny róg bramki Malagi. Do drużyny dołączyli Henry i Eto'o, obu wspomagał Xavi, ryś, który wykorzystywał luki w obronie Malagi, aby rozdzielać bramki w grze „wiecznym rondem”. Nawet kontuzja Tourégo w połowie pierwszej połowy nie zakłóciła szalonego tempa Barcelony. Nieobecność Iworyjczyka była jedynie anegdotyczna, ponieważ drużyna Guardioli grała na stadionie Malagi z pełną swobodą, a jej filarami byli Iniesta i Xavi, z trzema napastnikami grającymi jak błyskawica. Wszyscy trzej – Messi, Eto'o i Henry – strzelili gole. Pewne prowadzenie dało Blaugranie szaleńcze tempo w drugiej połowie. Strzelili kolejne dwa gole biernej drużynie Malagi, która nie potrafiła odnaleźć rytmu na Camp Nou. Piąty gol Barcelony był prezentem od Iniesty dla Daniego Alvesa, który po fantastycznym podaniu pomocnika minął nadbiegającego Goitię. Przy szóstym golu Eto'o wykorzystał asystę Henry'ego po niecelnym wybiciu bramkarza Malagi. W tak przyjemny wieczór dla Barçy, stadion dotknęła jedna kontuzja. Iniesta opuścił boisko na pół godziny przed końcem meczu z powodu bólu mięśnia. Zastąpił go Gudjohnsen, ale widowisko się skończyło. Kontuzja hiszpańskiego reprezentanta skutecznie zakończyła mecz. Jego koledzy z drużyny odpuścili, bardziej skupieni na ambulatorium niż na piłce. Malaga nieco ruszyła do przodu, nawet strzałem Salvy był bliski zdobycia gola honorowego, ale ostatecznie uległa wynikowi i została zdławiona siłą lidera ligi, który porusza się z taką samą solidnością, jak i błyskotliwością.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Wybitne legendy Blaugrany:

22 marca 1922 r. urodził się Mariano Gonzalvo Falcon(znany bardziej jako Gonzalvo III), pomocnik, bez wątpienia najlepszy z trojga braci przebywających w FC Barcelonie. W latach 40-tych i 50-tych wielu ekspertów uważało go za najlepszego pomocnika ligi. Początki z Dumą Katalonii nie były łatwe, gdyż trenerzy nie zauważyli jego doskonałego talentu. Szukając ogrania przeniósł się na jeden sezon do Saragossy. W końcu dostał się do składu Blaugrany, obok takich znakomitości jak Ramallets, Segarra, Escola, Basora, Cesar Rodriguez i genialny Kubala. Gonzalvo prezentował wspaniałą technikę, która onieśmielała kolegów z zespołu. Dobra gra głową to również był jeden z wielu atutów Gonzalvo. Kariere zakończył w Club Deportivo Condal w 1957 r. Przypomne tylko iż Condal to był pierwotnie drugi zespół FC Barcelony. Mariano grając w Dumie Katalonii zdobył 5 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Hiszpanii, 2 Puchary Łacińskie oraz 3 Puchary Evy Duarte.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Dlaczego Juan Román Riquelme nie odniósł sukcesu w FC Barcelona?

Jest jednym z najlepszych piłkarzy w historii Boca Juniors i reprezentacji Argentyny. Posiada koszulkę i numer, które są niesamowicie ciężkie. Numer „10” nosił zarówno w Boca Juniors, jak i w Albicelestes, aż do momentu, gdy przeniósł się do Europy i podpisał kontrakt z gigantem takim jak FC Barcelona. Mowa oczywiście o Juanie Románie Riquelme. Po jednym z najbardziej niesamowitych występów indywidualnych ostatnich lat w finale Pucharu Interkontynentalnego w 2000 roku pomiędzy Boca Juniors a Realem Madryt, Juan Román Riquelme był na ustach wszystkich. Najlepsze europejskie kluby zabiegały o niego, ale ten występ okazał się kluczowy dla Barcelony, która kilka lat później złożyła ofertę jego zatrudnienia. Jak sam piłkarz opowiadał w kilku wywiadach, od momentu przybycia do FC Barcelony wszystko było dziwne. Nawet podczas prezentacji, po tym, jak pozował z nową koszulką, trener Louis van Gaal wezwał go do swojego biura na rozmowę. Według piłkarza, Holender pokazał mu stół pełen nagrań wideo i powiedział: „Oglądasz wszystkie te filmy? To nagrania z twoich meczów. Jesteś najlepszym piłkarzem na świecie, kiedy masz piłkę, ale kiedy jej nie masz, gramy z jednym zawodnikiem mniej”. Niezadowolony z tego, trener Blaugrany kontynuował: „Nie będę cię okłamywał. Zostałeś pozyskany przez prezesa. Po zwycięstwie nad Realem Madryt przeprowadzono ankietę, w której ludzie w przeważającej większości opowiedzieli się za twoim transferem i dlatego tu jesteś”. Juan Román Riquelme oczywiście nie spodziewał się takiego przyjęcia ze strony trenera. Według niego, Van Gaal powiedział mu, że system gry nie podlega negocjacjom i że będzie musiał grać na lewym skrzydle. Argentyńczyk był oczywiście przyzwyczajony do bycia rozgrywającym i podawania piłki do napastników. Było to widoczne w pierwszych kilku meczach, w których zaczynał jako skrzydłowy, ale jak to mówią, stare nawyki szybko znikają a numer 10 cofał się do środka, aby włączyć się do akcji. Po meczu z Racingiem Santander, w którym Barça wygrała 2:1 po dwóch golach Kluiverta(asystował Riquelme ), Argentyńczyk został przesunięty na ławkę rezerwowych: „Nie mogłem w to uwierzyć. Nagłówki gazet pisały o moich podaniach do czarnoskórego zawodnika(Kluiverta) i byłem zadowolony. Jednak on posadził mnie na ławce i powiedział, że to dlatego, że byłem niezorganizowany i opuściłem swoją pozycję”.

W ten sposób Juan Román Riquelme stracił pozycję podstawowego zawodnika: „Nie mogłem znieść gry na lewym skrzydle. Gdybym tam został, dotknąłbym piłki tylko trzy razy w całym meczu. To nie jest jak dzisiejsza Barcelona, gdzie piłka jest cały czas w posiadaniu ”. Ostatecznie Argentyńczyk musiał opuścić Blaugranę pod koniec sezonu 2002-2003(jego jedynego na Camp Nou ) aby podpisać kontrakt z Villarreal CF. Mimo to w tym roku udało mu się strzelić sześć goli i zaliczyć jedenaście asyst. Był sensacją w Villarreal. Riquelme stał się idolem kibiców Villarreal, przypominając imponującego zawodnika, którym był w Boca Juniors. Trzy i pół wspaniałego sezonu na „El Madrigal”(który nie ominął też negatywnych wspomnień, jak choćby niewykorzystany rzut karny w meczu z Arsenalem, który pozwoliłby drużynie zagrać w finale Ligi Mistrzów). W końcu argentyńska gwiazda wróciła do Boca Juniors, gdzie nadal popisywała się swoim piłkarskim talentem. Tym samym, którego kibice Camp Nou nie mogli podziwiać za sprawą Louisa van Gaala. Sam holenderski trener odpowiedział kibicowi, który pytał go o Riquelme: „Nie biegał, nie strzelił gola. Spójrzcie na Messiego, jest najlepszy, ale on biega i walczy”. Joan Gaspart, prezes FC Barcelony, który pozyskał Riquelme sam kilka lat później wyraził opinię, że trener popełnił błąd podejmując tę decyzję: „Czas pokazał, że Román idealnie pasowałby do FC Barcelony. Louis van Gaal z pewnością się co do niego mylił”.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

@FCBparasiempre
21 marca 1962 r., Estadio da Luz; Benfica-Tottenham.

Niełatwo używać piłkarzy z wysokości 3 zestawu stadionu. Mimo to Jose Aguasa nie da się pomylić z nikim innym. To prawdziwy elegant na boisku. Można powiedzieć że przewodząc linii ataku ustawia kolegów samym spojrzeniem. „Pan Aguas"- tak nazywają go w Lizbonie: kreator futbolu, wokół którego kręci się gra Benfiki. Tego wieczoru, w półfinale Pucharu Europy Antonio Lobo Antunes znowu zwraca uwagę na elegancję swojego idola i myśli o tym że chciałby móc kiedyś pisać tak, jak Jose Aguas gra w piłkę. Jeden z przyjaciół, który towarzyszy mu tego wieczoru: - Z tej perspektywy piłkarze są czystą geometrią, mówi mu, że mecz nie będzie łatwy. Tottenham zdobył w zeszłym roku mistrzostwo i Puchar Anglii poza tym niedawno sprowadzili Jimmy’ego Gravesa. - Będzie ciężko, Antonio, mówię ci że będzie ciężko i mają jeszcze takiego napastnika jak Bobby Smith. Właśnie wtedy on popada w ten tak typowo portugalski fatalizm widząc porażkę nawet w zwycięstwie. Powtórzenie osiągnięcia z zeszłego roku będzie wielkim wyzwaniem myśli. Lecz wkrótce po rozpoczęciu meczu, w piątej minucie Simoes daje Orłem prowadzenie. Antonio macha szalikiem i chorągiewką, stopiony z 70 tysiącami kibiców, który zapełnili de Luz. Ma 19 lat a od dziecka jest socio Benfiki. Niektórzy z jego przyjaciół mówią że to klub ludzi biednych ale dla niego(pan Aguas). Benfica reprezentuje wiele z tego, do czego aspiruje jego literatura. Odwaga Angelo, siła Coluny, niebywały talent tego chłopaka Eusebio, który nie przestaje zadziwiać w swoim pierwszym sezonie. Dopiero co przybył z Mozambiku a już jest najlepszym strzelcem drużyny. „Czarna pantera", tak go nazywają i widzi że w ataku faktycznie porusza się jak dzikie zwierzę w dalekich koloniach. No i oczywiście jest też Ze Aguas, Pan Aguas ze swoim spokojem i równowagą. Młody Antonio marzy o kolejnych niedzielach chwały powtarzając skład, którego nauczył się na pamięć: (Costa Pereira, Mario Joao, Germano, Angelo, Cavem, Cruz, Jose Augusto, Eusebio, Aguas, Coluna i Simoes) i tęskni już za teraźniejszością, za tą drużyną marzeń, która zapewnia mu szczęście. Dzisiejszy mecz, jak upiera się jego przyjaciel wcale nie jest łatwy. Tottenham umie szybko wyjść z kontratakiem, jego skrzydłowi dają się we znaki portugalskim bocznym obrońcom wykorzystując puste przestrzenie, jakie zostawia ustawienie 4:2:4, nakreślone przez Bele Guttmana. Mecz toczy się od jednej bramki do drugiej ale rozgrywany jest w sposób inteligentny, myśli Antonio. Futbol to musi być entuzjazm, kreatywność, nienaganna skuteczność(pana Aguasa) piłkarzy, którzy przyjmują środek pola. Coluna, Caven, Jose Augusto. Druga bramka dla Benfiki pada przez przypadek. Ten gol jakby ze szkolnego podwórka: piłka się odbija i odbije aż Jose Augusto umieszcza ją w bramce przeciwnika. Z najwyższych trybów ledwie widać, nikt nie wie, jak to wyglądało. Nieważne. Antonio ściska przyjaciela, podskakuje i zauważa latający bukłak na wino. Nie upłynęło nawet 20 minut pierwszej połowy a jest już 2:0. Antonio jest przekonany że ten skład przywiezie do Lizbony drugi Puchar Europy. To najlepsza drużyna na kontynencie ale jego przyjaciel: - Jeśli awansujemy to w finale trafimy na Real Madryt. Zawsze taki portugalski, zawsze tarzający w tej „saudade”, która wybacza przeszłość ale przede wszystkim teraźniejszość i przyszłość. Puskas, di Stefano, Santa Maria. Młody Antonio zwraca na niego coraz mniejszą uwagę. Ma świadomość że Tottenham to wielka drużyna, że to najtrudniejszy mecz w tym sezonie, wie jednak że wynik 2:0 uda się utrzymać a może i podwyższyć. W przerwie zjada kulki z dorsza, które przygotowała dla niego matka. Jego przyjaciel też je i milczy. Antoni obserwuje publiczność wokół siebie. Wszyscy sprawiają wrażenie starszych; nie mają więcej niż 30 lat ale w tych swoich beretach, czapkach, z ogorzałymi twarzami wydają się starzy.

Przybyli z Almady, Restelo, Mourarii, Chelas(- Benfica to drużyna biednych ludzi mówiono mu w szkole, - To moja dzielnica i moja drużyna odpowiadał) aż w pewnym momencie, kilka rzędów wyżej Antonio zauważa wspartego na lasce niewidomego mężczyzną, który wbija wzrok w boisko. Nie może wyjść z podziwu dlatego człowieka, stareńkiego, spokojnego, który w swojej ciemności usłyszał gola Simoesa, odbicie Jose Augusto, wyważoną elegancję Jose Aguasa(pana Aguasa) i myśli o tym że literatura też jest czymś takim- otwieraniem sobie drogi w ciemności, jak ktoś, kto po omacku musi narysować gole Benfiki. Kończy swoje kulki i dopija piwo, obserwując oczami ślepca zapełnione trybuny da los. Wyobraża sobie majestatycznego orła i odtwarza inne gole, których nigdy nie oglądał i znowu widzi kwietniki z daliami ze swojego osiedla i słyszy wrzawe publiczności, jaka towarzyszy powrotowi piłkarzy na murawę, dziś jest jeden z tych dni, kiedy na tym stadionie, któremu pozostaje wierny od 10 roku życia, oddycha się futbolem. Mecz zostaje wznowiony, Benfica nadal ma nad nim kontrolę ale kontrataki Tottenhamu stają się coraz groźniejsze aż po jednym z nich i akcji Jimmy’ego Gravesa gola strzela Boby Smith. - Mówiłem ci, ale defetyzm nie trwa długo ponieważ zaledwie 10 minut później Jose Augusto potężnym uderzeniem głową ustala wynik na 3:1. Antonio wie że mecz rewanżowy na „White Hart Lane” będzie jeszcze trudniejszy ale jest przekonany że Benfica awansuje do finału i pokona w nim Real Madryt, tak jak w zeszłym roku pokonała FC Barcelonę. Lubi dać się ponieść euforii. Gdy tylko sędzia odgwizduje koniec publiczność wbiega na murawę a on obserwuje jak Jose Aguas(pan Aguas) a nie na sekundę nie traci zimnej krwi. Jego elegancję widać także pośród fanatyków, którzy otaczają go i nagabują. Z wysokości 3 pierścienia „Da Luz” ślepiec i Antonio Lobo Antunes obserwują go z takim samym szacunkiem w spojrzeniu...

David Garcia Cames.

12

Wybitne legendy futbolu:

21 marca 1961 r. urodził się Lothar Matthäus, niemiecki obrońca i defensywny pomocnik. 8 marca 2000 roku, o godzinie 22:37 na Stadionie Olimpijskim odbyło się uroczyste pożegnanie zasłużonego gracza Bayernu, Lothara Matthäusa. Zgromadzona w komplecie publiczność dopingowała swoją drużynę podczas ważnego, europejskiego meczu z Realem Madryt. Wygrane 4:1 spotkanie dla Matthäusa było zarazem ostatnim, wynikającym z umowy meczem w monachijskiej drużynie. Opuszczającego w 90 minucie murawę, zawodnika z numerem 10 publiczność nagrodziła nieustającymi brawami oraz wszelakimi transparentami pożegnalnymi. W Monachium Matthäus spędził 12 lat, jednak początki jego kariery związane są z FC Herzogenaurach. Tam po raz pierwszy podpisał kontrakt zawodowy. Niedługo potem menadżer Borussii Mönchengladbach zauważył utalentowanego 18-latka i w 1979 roku Lothar zmienił pracodawcę. Po 5 latach, młody obrońca ostatecznie zdecydował się na FC Bayern, gdzie nastąpił gwałtowny "rozkwit" jego kariery. 7 razy cieszył się z Mistrzostwa Niemiec (1985-87, 1994, 1997, 1999, 2000), 3-krotnie z Pucharu DFB (1986, 1998, 2000) i w 1996 roku z Pucharu UEFA. Szczęśliwa pasa przerwana została w 1988 roku, kiedy Matthäus został wypożyczony do włoskiego Interu na 4 lata. W tym czasie zdobył Mistrzostwo Italii (1989) oraz Puchar UEFA (1991). Ukoronowaniem wysiłku niemieckiego obrońcy było zdobycie z reprezentacją kraju Mistrzostwa Świata w 1990 roku. W drużynie narodowej wystąpił aż 150 razy, co nie udało się nikomu wcześniej. Rozegrał również 302 spotkania ligowe dla Bayernu, trafiając 85 razy do siatki przeciwnika. W 1990 i 1999 roku odznaczono go mianem "Najlepszego Piłkarza Niemiec". Dodatkowo w 1990 roku został zauważony w Europie, a w 1990 i w 1991 roku wybrano go "Najlepszym Piłkarzem Świata". Lothar Matthäus jako jeden z dwóch graczy na świecie brał udział w 5 Mistrzostwach Świata. Jako piłkarz Matthäus odznaczał się szybkością, chęcią do walki, siłą strzału i odpowiedzialnością, jednak jego najważniejszą umiejętność stanowiły przejrzyste, dokładne i długie podania, często gwarantujące sukces. Wiosną 2000 roku, po oficjalnym meczu pożegnalnym z udziałem wielu gwiazd światowego futbolu, Lothar opuścił klub. Dziś swoją pracę kontynuuje jako trener. Nie wyklucza również powrotu do Bayernu w tej roli za kilka lat.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

9

@FCBparasiempre
21 marca 1935 r. urodził się Brian Clough, były napastnik i trener. Wyobraźcie sobie że jesteście trenerem i szukacie angażu w jednym z angielskich klubów. Wasze CV jest ubogie, chociaż ludzie jeszcze pamiętają Cię z czasów, kiedy w miarę dobrze kopałeś w piłkę. Z racji tego, że rodzinę trzeba za coś wyżywić, a innych ofert nie ma, przyjmujesz posadę w klubie z dolnej części tabeli Championship (II liga) i niech będzie to na przykład Rotherham. W ciągu kilku sezonów wchodzisz ze swoimi zawodnikami na szczyt Premier League. Następnie bierzesz w opiekę inny klub z drugiej ligi, po raz kolejny tworzysz z niego jeden z najlepszych w Anglii i do klubowej gabloty z pucharami dokładasz jeszcze dwa puchary Ligi Mistrzów. Piękne marzenie, prawda? W dzisiejszych czasach taka historia nie miałaby racji bytu. W angielskim futbolu, przesiąkniętym już na dobre petrodolarami, liczą się gwiazdy, umowy sponsorskie i to, że jakiemuś piłkarzowi nie złożono życzeń z okazji urodzin i jest mu z tego powodu bardzo źle. Na dobrą sprawę jedyna okazja do tego, żeby napisać podobną opowieść o piłkarskim Kopciuszku, który wchodzi na szczyt, to spędzenie kilku wieczorów z grą z serii „Football Manager”. Choć dziś takie marzenie jest praktycznie nie do spełnienia, to w latach 70. ubiegłego wieku żył człowiek, który znalazł się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. W ciągu dekady dokonał tego, co dziś możemy włożyć między bajki. Z drużynami, które prowadził, osiągał to, o czym dzisiaj marzą prawdopodobnie wszystkie zawodowe, półzawodowe i amatorskie kluby w Europie. Brian Clough, jeden z najlepszych angielskich szkoleniowców w historii. Cyniczny, kontrowersyjny i piekielnie inteligentny Jose Mourinho czy Louis van Gaal mogliby brać u niego korepetycje. „Piłkarz, menedżer, ekspert, celebryta, dobry mąż i ojciec, psycholog” — takimi słowami zaczyna się historia Briana Clougha w jednym z filmów dokumentalnych poświęconych jego osobie. Sam siebie określił kiedyś słowami: ,,Nie powiedziałbym, że byłem najlepszym menedżerem w historii. Ale byłem w czołowej jedynce”. Człowiek, który, jak każdy, miał wzloty i upadki. W dzisiejszych czasach nieco zapomniany. Pamięta się o nim głównie w dzień, w którym przypada rocznica jego śmierci. Jedna z postaci w historii piłki nożnej, którą każdy szanujący się kibic powinien znać. Urodził się w Middlesbrough w 1935 roku. Przez większość swojej kariery piłkarskiej Brian Clough związany był właśnie z lokalnym zespołem. Najpierw w latach 1951-1953 grał w drużynach juniorskich, a w okresie 1955-1961 w kadrze seniorów. Był niezwykle bramkostrzelnym napastnikiem i w ciągu sześciu lat zdobył dla „Boro” 197 goli w 213 meczach. W 1961 roku przeszedł do Sunderlandu, a trzy lata później, w wieku 29 lat, zmuszony był przerwać karierę piłkarską wskutek kontuzji kolana. Jak na ironię, najlepszy okres jego życia zaczął się właśnie w tym momencie, kiedy to poświęcił się bez reszty pracy szkoleniowca. „Nie od razu Rzym zbudowano. Ale to nie ja otrzymałem tamtą robotę”. W 1965 roku został trenerem Hartlepool. Tam poznał swojego najlepszego przyjaciela i współpracownika — Petera Taylora. Ze swoim pierwszym w karierze trenerskiej klubem nie osiągnął jednak za wiele i w dwa lata później znalazł się na stanowisku głównodowodzącego zespołem Derby County. „Barany” okupowały w tamtym czasie drugą ligę dziesiąty sezon z rzędu i w momencie objęcia posady menedżera przez Clougha, nic nie zapowiadało jeszcze zmiany na lepsze. Jednak ku zdziwieniu wszystkich, sezon 1968/69 zakończył się dla Derby County dwudziestoma dwoma meczami bez porażki i awansem do angielskiej ekstraklasy. W pierwszym sezonie, w od dawna upragnionym First Division (obecnie Premier League), „Barany” pod wodzą Briana Clougha od razu przypuściły szturm na mistrzostwo, jednak beniaminek zakończył rozgrywki „dopiero” na czwartym miejscu. Kolejny sezon przyniósł miejsce dziewiąte, a w następnym, 1971/72, stała się rzecz nieprawdopodobna. Derby County, do niedawna jeszcze prowincjonalna drużyna tułająca się po dolnej części drugoligowej tabeli, zdobyła tytuł Mistrza Anglii, zostawiając za sobą ówczesne potęgi Leeds i Liverpool! Choć w kolejnych sezonach piłkarze z Derby nie powtórzyli już tego sukcesu, Clough dotarł z nimi do półfinału Pucharu Europy (1972/73, obecnie Liga Mistrzów), gdzie ulegli dopiero Juventusowi Turyn. „Rozmawialiśmy o tym przez 20 minut, a następnie zdecydowaliśmy, że to ja mam rację”. Powyższy cytat, pochodzący oczywiście z ust Briana Clougha, świetnie obrazuje jego podejście do innych. Był cyniczny i pewny tego, co robi. Nie potrzebował porad od innych i nie zadowalał się półśrodkami.

Od przegranego półfinału z włoską drużyną zaczął się burzliwy okres jednego z najlepszych angielskich menedżerów. W 1973 roku mocno krytykował włodarzy „Baranów”, Angielską Federację i trenerów innych drużyn. Clough i jego asystent Peter Taylor złożyli ostatecznie rezygnację z funkcji szkoleniowców Derby w październiku 1973 roku. W tym samym miesiącu Brian dał się poznać kibicom w Polsce, jednak z bardzo nieprzyjemnej strony. 17 października, przy okazji meczu Polski z Anglią na Wembley, był on gościem jednej z brytyjskich telewizji. Po spotkaniu nazwał bohatera tego meczu, Jana Tomaszewskiego, „clownem”. W następnym dniu była to trzecia najszerzej komentowana przez polską prasę sprawa w związku ze „zwycięskim remisem” — zaraz po samym wyniku i niewyemitowaniu przez realizatora powtórki sytuacji, w której sędzia podyktował rzut karny dla Anglików. Między innymi Paweł Hęciak z londyńskiego „Tygodnia Polskiego” napisał o nim: ,,Cóż, możemy tylko stwierdzić, że Brian Clough już nigdy nie odzyska zaufania wśród polskiej publiczności. Myślę, że jego niejednokrotnie prowokacyjne wypowiedzi nie ułatwią mu zajęcia miejsca po Ramseyu [ówczesnym szkoleniowcu reprezentacji Anglii]”. I faktycznie w tamtym czasie Brian Clough był przymierzany do objęcia posady selekcjonera „Synów Albionu”, jednak być może właśnie ten gorszy okres w jego karierze zadecydował o tym, że angaż dostał jego rywal – Don Revie z Leeds United. Clough natomiast, dopiero po wielu latach, został przez sporą część ekspertów i kibiców uznany „najlepszym menedżerem, którego reprezentacja Anglii nigdy nie miała”. Po odejściu z Derby County Brian Clough na krótko został trenerem Brighton, a następnie na jeszcze krócej w utytułowanym klubie Leeds United. Jego przygoda z „The Whites” trwała zaledwie 44 dni. Clough chciał wprowadzić zespół Leeds w nową erę, przyćmiewając tym samym ponad dekadę pełną sukcesów pod wodzą poprzednika, wspomnianego już Don Revie, który otrzymał angaż na stanowisku selekcjonera reprezentacji Anglii. Wychodząc na pierwszy trening, przywitał ówczesne gwiazdy angielskiej ekstraklasy słowami: Możecie wyrzucić wszystkie swoje medale, bo nie były zdobyte uczciwie. Ta sentencja z pewnością oddaje styl pracy Clougha z piłkarzami, dla których Revie był niejako ojcem. O tych nieszczęsnych czterdziestu czterech dniach opowiada jeden z najlepszych filmów o tematyce sportowej — „The Damned United”. W tym momencie chciałbym gorąco zachęcić do obejrzenia go tym pasjonatom piłki nożnej, którzy jeszcze go nie widzieli. Próżne tu moje rozpisywanie się, skoro obraz wyrazi więcej niż tysiąc słów. Film nawiązuje również do pracy Clougha w zespole Derby County i stanowi niejako biografię, choć niepełną, jednego z najlepszych angielskich menedżerów. Po niezwykle krótkiej przygodzie w Leeds Brian Clough przyjął posadę menedżera Nottingham Forest w styczniu 1975 roku. Na dobrą sprawę powtórzył historię z czasów pracy w Derby i dodatkowo poszerzył ją o nowe rozdziały. Wyciągnął „Tricky Trees” z drugiej ligi na salony i już w pierwszym sezonie po awansie, 1977/78, jego drużyna wygrała zarówno ligę, jak i Puchar Ligi. W kolejnym, mimo iż ekipa z Nottingham zajęła drugie miejsce w lidze za Liverpoolem, Brian Clough przebił swój wyczyn z czasów pracy w Derby. Nie tylko dotarł do półfinału Pucharu Europy, ale i jego drużyna sięgnęła po tytuł, pokonując w finale Malmo 1:0. A co zrobiła rok później (sezon 1979/80)? Obroniła tytuł najlepszej drużyny w Europie, w finale ogrywając Hamburger SV 1:0. Clough dokonał czegoś nieprawdopodobnego, a zarówno dla kibiców z Nottingham, jak i piłkarzy oraz włodarzy klubu, to było jak sen. Marzenie każdej drużyny w Europie spełniło się właśnie im i to dwukrotnie, a architektami sukcesu byli Clough oraz jego najlepszy przyjaciel i asystent, Peter Taylor, o którym ten pierwszy powiedział kiedyś: Jestem szybą w witrynie sklepowej, a Taylor jest towarami, które za nią stoją. „Nie wysyłajcie mi kwiatów, kiedy umrę. Jeśli mnie lubicie, wyślijcie je teraz, gdy żyję”.

Brian Clough pracował w klubie aż do 1993 roku i choć nie odniósł po zdobyciu drugiego Pucharu Europy tak wielkich sukcesów jak przedtem, to i tak zapisał się na kartach historii angielskiej piłki jako człowiek od zadań niemożliwych. Jako menedżer, który wyciągał zespoły z kryzysów i doprowadzał je na sam szczyt. Po zakończeniu kariery trenerskiej często pełnił rolę eksperta w telewizji, a także pisał dla brytyjskich gazet. Zmarł we wrześniu 2004 roku w Derby po długiej walce z rakiem. Co ciekawe, syn Briana, Nigel, był piłkarzem „Tricky Trees” za panowania swojego ojca w klubie. Przez cztery lata z rzędu, w latach 2009-2013, był menedżerem Derby County. „Kiedy odejdę, Bóg będzie musiał zwolnić swoje ulubione krzesło”. O Brianie Cloughu nakręcono film, postawiono mu pomniki w Middlesbrough, Derby i Nottingham, a drogę łączącą dwa ostatnie wymienione miasta nazwano „Brian Clough Way”. Jego osobie poświęcono niejedną już książkę i film dokumentalny. Człowiek-legenda. Można go było lubić lub nienawidzić, jednak nie można było przejść obok niego obojętnie. Historia Briana Clougha pokazuje, że bardzo ważną osobą był Peter Taylor, który najczęściej pozostawał w cieniu charyzmatycznego przywódcy. Nie pracowali oni zawsze razem (np. w Leeds) i zwykle wtedy Clough nie do końca potrafił sobie poradzić. Tym, co trzeba przyznać temu duetowi to fakt, że może i nie stworzyli nigdy drużyny złożonej z gwiazd, które byłyby hegemonem na kilka sezonów z rzędu, ale mimo to potrafili osiągać sukcesy tak w Anglii jak i w Europie, dzięki własnej wizji zespołów, które prowadzili.

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe (Jako Trener):

Nottingham Forest

2x Puchar Europy (1979, 1980)

1x mistrzostwo Anglii (1978)

1x Superpuchar UEFA (1980)

4x Puchar Ligi Angielskiej (1978, 1979, 1989, 1990)

1x Superpuchar Anglii (1979)

Derby County

1x mistrzostwo Anglii (1972)

Osiągnięcia indywidualne:

Trener Roku UEFA (1980)

Trener Roku w Anglii (1978)

9

Blaugrana w europejskich pucharach:

21 marca 1984 r. FC Barcelona poległa na „Old Trafford” 3:0 w rewanżowym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda w pierwszym meczu Blaugrana wygrała 2:0, lecz w rewanżu nie miała nic do powiedzenia wobec takich przeciwników jak Robson, Wilkins, Stapleton czy Whiteside.



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

9

Duma Katalonii w europejskich pucharach:

21 marca 1979 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w meczu rewanżowym Ipswich Town 1:0 w ramach ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. W obliczu rewanżu barceloński tygodnik ,,Don Balon” publikuje zestawienia zawodników najlepiej zarabiających. Otwierają listę dwukrotny wicemistrz świata holender Neeskens i Austriak Krankl. Obaj starają się przekonać że są warci krociowych honorariów ale jedynego gola strzela doświadczony reprezentant Hiszpanii obrońca Migueli. W pierwszym meczu Ipswich wygrało 2:1 a więc te 1:0 i klucz podwójnego liczenia goli „wyjazdowych" otworzył Blaugranie drzwi do półfinałów.



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Feliz cumpleaños panie Alba! Z okazji 37 urodzin.

21 marca 1989 r. w L'Hospitalet de Llobregat urodził się Jordi Alba. Wyjątkowy sprinter, grający na pozycji obrońcy był właścicielem lewego skrzydła FC Barcelony przez ponad dekadę i odcisnął swoje piętno na jednej z najlepszych drużyn w historii klubu. Historia Jordiego Alby nie jest typową historią piłkarza, który w mniej lub bardziej logiczny sposób przechodzi przez wszystkie etapy kariery w La Masii, aż do momentu, gdy trafił do profesjonalnej piłki nożnej, najpierw w Barça Atlètic a następnie w pierwszym zespole. Jordi Alba nie mógł pojechać bezpośrednio na Camp Nou i wybrał nieco dłuższą drogę. Po kilku latach gry w młodzieżowej piłce Barçy, gdzie grał jako pomocnik i częściej wchodził w pole karne przeciwnika niż w swoje, zawodnik Hospitalet de Llobregat został wypożyczony do Unió Esportiva Cornellà, w okresie przygotowawczym. Z okresu jego kariery w klubie, 11 grudnia 2000 roku, gdy grał w młodzieżowej drużynie Barçy, młody Jordi Alba był jednym z reprezentantów niższych lig FC Barcelona podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Ciutat Esportiva Joan Gamper w Sant Joan Despí. Później grał w Gimnàstic i Valencii CF a w stolicy Turcji dał się poznać jako lewy obrońca o dużych możliwościach. Latem 2012 roku, kilka dni po strzeleniu gola w finale Pucharu Europy, wrócił do Can Barça, by na lewym pasie Camp Nou, na którym grał przez ponad dekadę, zamieszkać. Alba był kimś znacznie więcej niż tylko bardzo szybkim obrońcą a jego wejścia na linię obrony zawsze cechowały się precyzją i subtelnością, co przekładało się na niezliczone asysty przy golach. Jego nieograniczone partnerstwo z Leo Messim zapoczątkowało całą erę w historii FC Barcelony. Przez wszystkie lata, gdy Argentyńczyk i Katalończyk dzielili barwy niebieskie i bordowe, defensywy przeciwnych drużyn nie potrafiły rozszyfrować skojarzeń między nimi, co tak często wprawiało kibiców FC Barcelony w drżenie. Jego kariera jako piłkarza Blaugrany zakończyła się wraz z końcem sezonu 2022/23 a latem 2023 roku podpisał kontrakt z Interem Miami.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

4

@FCBparasiempre
W holenderskiej kadrze zadebiutował w roku 1983, a pięć lat później sięgnął z drużyną narodową po Mistrzostwo Europy. Grając dla reprezentacji Holandii, w latach 1983-1994, Koeman wystąpił w 78 spotkaniach, strzelając w nich 14 bramek. Trenerskiego rzemiosła uczył się u boku Guusa Hiddinka, z którym współpracował, pełniąc funkcję asystenta szkoleniowca reprezentacji Holandii (1997-1998). W podobnej roli zdobywał doświadczenie w dwóch kolejnych latach w FC Barcelonie. Później Ronald Koeman był już samodzielnym trenerem – najpierw w SBV Vitesse, a następnie w okresie 2001-2005 prowadził Ajax Amsterdam. Po serii słabszych występów swoich podopiecznych honorowo zrezygnował i zajął się trenowaniem portugalskiej Benfiki. W dalszej kolejności objął posadę szkoleniowca PSV Eindhoven (2006), a w roku 2007 przeniósł się do hiszpańskiej Valencii. Koeman był także trenerem AZ Alkmaar (2009), Feyenoordu (2011), a w czerwcu 2016 roku zdecydował się na stanowisko menadżera angielskiego Southampton. Dwa lata później był już trenerem Evertonu, jednak w październiku 2017 roku zwolniono go z posady po słabym początku sezonu w wykonaniu drużyny. Wśród sukcesów trenerskich Koemana wymienić można m. in. wywalczenie z Ajaxem Amsterdam: Mistrzostwa Holandii (2002, 2004), Pucharu Holandii (2002) i Superpucharu (2002). Z Benfiką zdobył Superpuchar Portugalii, Z Valencią tryumfował w Pucharze Króla. Z PSV ponownie okazał się najlepszy w Holandii (2007). Ronald Koeman dwukrotnie wybierany był także Menadżerem Miesiąca w Premier League. W okresie 2018-2020 piastował prestiżowe stanowisko selekcjonera reprezentacji Holandii.

19 sierpnia 2020 Koeman został ogłoszony nowym menedżerem FC Barcelony, z dwuletnim kontraktem do 30 czerwca 2022. Przejął obowiązki po tym, jak Quique Setién został zwolniony ze stanowiska po katastrofalnej porażce 8–2 z Bayernem Monachium w ćwierćfinale Ligi Mistrzów UEFA 2019–20. W swoim pierwszym meczu o stawkę FC Barcelona pokonała Villarreal 4–0 na Camp Nou w La Liga. 17 października Koeman poniósł pierwszą porażkę jako menedżer Barçy po porażce 1–0 na wyjeździe z Getafe. 24 października przegrał pierwszy Clásico sezonu z odwiecznym rywalem Realem Madryt 3–1. Po tej porażce nastąpił remis 1–1 z Alavés, w wyniku którego FC Barcelona wyrównała swój najgorszy wynik po pierwszych sześciu meczach w La Liga (osiem punktów, tak mało jak w sezonie 2002–03). W kolejnych tygodniach doszło do kilku rozczarowań, a po kolejnej porażce z Atletico Madryt Barcelona zakończyła sezon z najgorszym początkiem sezonu ligowego od 1992 roku, zdobywając zaledwie 11 punktów w pierwszych ośmiu meczach La Liga. 17 stycznia 2021 roku Koeman po raz pierwszy poprowadził Blaugrane w finale pucharu, w którym jego drużyna przegrała 3–2 z Athletic Bilbao po dogrywce w finale Superpucharu Hiszpanii 2020–21 na Estadio de La Cartuja w Sewilli. 7 lutego Koeman poprowadził FC Barcelonę do szóstego z rzędu wyjazdowego zwycięstwa w La Liga po zwycięstwie 3–2 nad Realem Betis, wyrównując wyczyn Luisa Enrique z sezonu 2015–16. 11 marca Barça odpadła z Ligi Mistrzów w 1/8 finału z PSG , nie potrafiąc odrobić straty po porażce 1–4 u siebie i przegrywając łącznie 2–5. 10 kwietnia 19-meczowa seria FC Barcelony bez porażki w La Liga dobiegła końca po porażce z Realem Madryt 2–1 na wyjeździe w drugim Clásico sezonu. 17 kwietnia Koeman poprowadził Barcelonę do zwycięstwa 4–0 nad Athletic Bilbao w finale Copa del Rey 2021, rewanżując się za porażkę w Supercopa na tym samym stadionie trzy miesiące wcześniej. 29 kwietnia Barcelona miała doskonałą okazję, by objąć prowadzenie w La Liga, ale nie zdołała jej wykorzystać, przegrywając na wyjeździe z Granadą 2–1, mimo że prowadziła. Walka Blaugrany o tytuł zakończyła się rozczarowaniem, ponieważ wygrała tylko dwa z ostatnich pięciu meczów i ostatecznie zajęła trzecie miejsce w tabeli ligowej. Po zakończeniu sezonu prezes klubu Joan Laporta przyznał, że Koeman nie był jego pierwszym wyborem i szukał menedżera, jednak 3 czerwca potwierdził, że Koeman pozostanie na stanowisku przez kolejny sezon. Duma Katalonii rozpoczęła sezon 2021–22 zwycięstwem 4–2 u siebie nad Real Sociedad w La Liga. Jednak w kolejnych dziesięciu meczach zaliczyła rozczarowującą serię 4 zwycięstw, 3 remisów i 3 porażek, w tym kolejne porażki 3–0 z Bayernem Monachium i Benficą w fazie grupowej Ligi Mistrzów oraz porażkę 2–0 na wyjeździe z pretendentem do tytułu, Atletico Madryt, w La Liga. 24 października, po porażce Barcelony 2–1 z Realem Madryt u siebie, Koeman został pierwszym menedżerem od czasów Patricka O'Connella w 1936 roku, który przegrał trzy kolejne Clásicos. 28 października klub ogłosił, że Koeman został zwolniony z obowiązków menedżera po porażce drużyny 1–0 na wyjeździe z Rayo Vallecano a Barcelona zajmowała niezadowalające dziewiąte miejsce w tabeli. Tydzień później ogłoszono, że jego następcą zostanie Xavi.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?