10

Ostatnie El Clasico na słynnym ,,Les Corts”:

19 maja 1957 r. FC Barcelona gromi na „Estadio Camp de Les Corts” Real Madrid aż 6:1(!) w ramach ¼ Copa del Rey. Aż cztery(!) gole w tym meczu(co niezwykle rzadko zdarza się w El Clasico) zdobył znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez a pozostałe dwa zdobyli Kubala i Villaverde. To było ostatnie El Clasico na legendarnym „Camp de Les Corts”. Następne odbywały się głównie na Camp Nou. Przypomnijmy zatem składy z tego epokowego wydarzenia:

FC Barcelona: Ramallets, Olivella, Biosca, Segarra, Gensana, Verges, Basora, Villaverde, Martinez, Kubala, Tejada.

Real Madrid: Alonso, Torres, Marquitos, Lesmes, Santisteban, Zarraga, Joseito, Mateos, Di Stefano, Rial, Gento.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Feliz cumpleaños panie Jose!

Dzisiaj swoje 70 urodziny obchodzi Jose Ramon Alexanco, obrońca, kapitan i jedna z legend FC Barcelony. Choć pochodzi z Barakaldo a swoją karierę zaczynał w barwach Los Leónes, to głównie kojarzony jest z Dumą Katalonii. Spędził kilkanaście lat jako piłkarz ekipy z Katalonii, zdobył pierwsze trofeum Ligi Mistrzów w historii klubu (wtedy jeszcze Puchar Europy). Rozegrał 276 spotkań ligowych w barwach Blaugrany, więcej niż choćby Pep Guardiola. Od wielu lat był niekwestionowanym liderem zespołu, także w negocjacjach z pracodawcami a z jego zdaniem liczyli się wszyscy prezesi Blaugrany. Na dowód jego niezwykłej roli w klubie przytocze taki oto fakt: W czasie wszystkich wyjazdów FC Barcelony tylko Alexanco otrzymywał w hotelu ,,jedynke”, samodzielny pokój należny pierwszemu wśród równych. Podczas finału Pucharu Europy z Sampdorią, Johan Cruijff wpuścił go na boisko na końcowe minuty dogrywki. Na Wembley te kilka minut na murawie były czymś więcej, niż tylko udziałem w walce dla utrzymania korzystnego rezultatu. Te minuty stały się piękną nagrodą dla wspaniałego gracza a jego nazwisko napisane zostało wśród zdobywców najcenniejszego trofeum. Cztery miesiące później Alexanco obchodził swoje 36 urodziny a więc zdążył w ostatniej chwili swojej kariery sięgnąć po wspaniałą nagrodę.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

2

@EzioAuditoreDF Że co???

1

Komentarz usunięty

11

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

18 maja 1920 r. urodził się Rene Alejandro Pontoni, posągowo zbudowany napastnik z Cordoby, który renome uzyskał grając w Newell’s Old Boys a szczyt sławy osiągnął w latach 1945-48 w CA San Lorenzo de Almagro gdzie przeszedł za 100 tysięcy pesos. Grając właśnie w San Lorenzo, obrońca Boca Juniors de Zorzi wkraczając desperackim wślizgiem, rozłupał mu noge dosłownie w drzazgi. To był praktycznie koniec wielkiej kariery, choć potem Pontoni był jeszcze idolem w klubach kolumbijskich. W reprezentacji w latach 1942-47 rozegrał 20 spotkań, strzelając 19 goli i 3-krotnie pod rząd zdobywając Copa America(1945, 1946 i 1947). W lidze uzbierał 132 gole. Ten okaz zdrowia niebywałą finezje techniczną łączył z potęgą strzału i bezbłędnym zmysłem do wyrafinowanej gry kombinacyjnej. Rene Pontoni zmarł mając zaledwie 63 lata, 14 maja 1983 r. w Santa Fe.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@EzioAuditoreDF Żartujesz? A Schuster to co? Źle napisałeś powinno być Ter Stegen!

1

@Safrani A to niby dlaczego?

12

,,Galopujący major”:

Ferenc Puskas jest autorem wielu strzeleckich rekordów. Jednym z nich jest liczba trafień w meczu finałowym Pucharu Europy. Tylko jemu udało się czterokrotnie pokonać bramkarza w finale. Działo się to 18.05.1960 r. na największym stadionie Europy ,,Hampden” Park w Glasgow w obecności ponad 120 tys. widzów! Real Madryt pokonał wówczas Eintracht Frankfurt 7:3 a oprócz Węgra hattrickiem popisał się wówczas legendarny Alfredo di Stefano.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

11

Zdumiewająca klęska w finale:

18 maja 1994 r. FC Barcelona poległa w finale Ligi Mistrzów przegrywając z AC Milan 4:0. Zdecydowanym faworytem starcia w Atenach był ,,Dream Team” Johana Cruijffa. Blaugrana była do tego pojedynku niepokonana przez 20 spotkań(w tym 17 zwycięstw) a cztery dni przed finałem została mistrzem Hiszpanii. W finale istniał tylko Milan, Barça ani przez moment nie zagroziła rywalom. Trudno w to uwierzyć. To było coś wręcz niewytłumaczalnego, jak ,,Dream Team” mógł aż w taki sposób spartolić finał?



@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

@ShawnC No z tego "czegoś" to wyglada że nie ma spalonego. Z nagrania całego meczu wygląda z kolei że jest spalony. Ciekawe jakby to var wyrysował?

11

El Clasico w Pucharze Ligi:

Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona pewnie pokonała Real Madrid na Santiago Bernabeu 0:4 w rewanżowym meczu 1/8 Copa de La Liga i awansowała do ćwierćfinału. Gole strzelali: Amarilla(2 i 41 m.), Urbano(47 m.) i Esteban Vigo(68 m.).

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@ShawnC Uuu! Panie! Jeśli to jest prawdziwe ujęcie z meczu to jestem w szoku bo na moim video co ściągnąłem zupełnie tego nie widać! No to w takim razie ewidentny przekręt! Szkoda że już wówczas nie było varu...
To w takim razie może masz ujęcie tego domniemanego spalonego?

0

@Ogorinho1974 Wiedziałem! Specjalnie nie podałem tej informacji żebyś się "wykazał":)

9

Agustí Montal y Galobart, wielki powojenny prezydent:

Można słusznie powiedzieć o nim, że był pierwszym wielkim prezydentem FC Barcelony ery powojennej, który przejął stery klubu w trudnym czasie, gdy wszechmocna władza polityczna ściśle monitorowała i kontrolowała wszystkie demonstracje obywatelskie, nawet te teoretycznie najmniej nieszkodliwe, o ile uznała za stosowne ich nie zakazywać. Enrique Piñeyro y de Queralt, markiz Mesa de Asta, narzucony przez Narodową Delegację Wychowania Fizycznego i Sportu, której przewodniczył wówczas generał Moscardó, słynny obrońca Alcázaru w Toledo, nie był złym przywódcą, biorąc pod uwagę jego pochodzenie (był osobą z zewnątrz w Barcelonie a nawet nie kibicem piłkarskim) a jego następca, pułkownik Vendrell, były delegat porządku publicznego w A Coruña, również zaprezentował obiektywnie pozytywny dorobek, ale postać Agustí Montala miała reprezentować innowację w kilku kluczowych aspektach. Przede wszystkim Montal był pierwszym prezesem od 1939 roku, którego nie mianowały bezpośrednio władze wyższego szczebla, lecz wybrano w samym Klubie. Oczywiście nie przez członków (co było dozwolone dopiero w 1978 roku, w trakcie transformacji ustrojowej, z dziwnym wyjątkiem wyborów z 1953 roku, które wyniosły do władzy Francesca Miro-Sansa), ale przynajmniej przez członków Rady Dyrektorów, którzy awansowali go we wrześniu 1946 roku, stawiając na czele grupy, w której znalazły się tak wybitne postacie o niezachwianej tożsamości Barcelony, jak Narcís De Carreras, Enric Martí i Carreto, Francesc Naudón, Josep Deop i Antoni Tamburini. Wraz z nim zainaugurowana zostanie tradycja, która ma szansę przetrwać w Barcelonie na długie lata: prezydenturę obejmie wybitny przedstawiciel katalońskiej burżuazji włókienniczej, sektora społecznego, którego dominująca pozycja utrzyma się do 1978 r., kiedy to wybór magnata rynku nieruchomości Josepa Lluísa Núñeza zerwie z tego rodzaju niepisanym prawem, co będzie wyraźnym odzwierciedleniem utraty znaczenia cechu włókienniczego w katalońskiej gospodarce i społeczeństwie oraz jego stopniowego znikania ze sceny. Poza tym Agustí Montal Sr. miał być główną osobą odpowiedzialną za pewną normalizację wewnętrznego życia klubu, tchnąc nową energię w sportowy byt, który odzyskiwał już zarówno przedwojenny poziom przynależności (26 000 członków w 1946 r.), jak i zajmował ponownie uprzywilejowane miejsce w elicie krajowej piłki nożnej, co stało się oczywiste wraz ze zdobyciem drugiego tytułu mistrzowskiego w historii Barcelony w sezonie 1944-45, dzięki drużynie, w której znajdowały się już takie mityczne nazwiska jak Velasco, Curta, Elías, Calvet, Gonzalvo II, Gonzalvo III, Seguer, César, Martín czy Bravo, obok weteranów Raicha lub Escolá, tych dwóch ostatnich wygodnie „oczyszczonych”. Świetna drużyna grająca na niedawno rozbudowanym stadionie Les Corts, z nową trybuną, której zgrabna konstrukcja wspornikowa pozbawiona jakichkolwiek kolumn wspierających stanowi niesamowite dzieło inżynierii lądowej. Pod przewodnictwem Montala, w 1948 roku odbyło się pierwsze po wojnie domowej walne zgromadzenie członków hiszpańskiego klubu piłkarskiego, choć jedynie na szczeblu delegatów. Ponadto odzyskano symbole ukochane przez klub, takie jak brązowe popiersie Joana Gampera, które powróciło do loży prezydenckiej „Les Corts”(miejsca, które dziś nazywamy „strefą szlachecką”) czyli dawnej nazwy ulicy poświęconej założycielowi w pobliżu stadionu przez Radę Miasta Barcelony w czasach Republiki, która po wojnie przyjęła aseptyczną nazwę „Crisantemos”. Ale Montal będzie również prezesem, który stanie u steru okrętu Blaugrany w triumfalnym momencie (dwa kolejne mistrzostwa ligi w sezonach 1947-48 i 1948-49), i tym, który zorganizuje obchody Złotego Jubileuszu klubu w listopadzie 1949 roku, dla upamiętnienia 50. rocznicy Barcelony. Obchody te odbyły się z wielkim rozmachem i przy udziale publiczności, stając się pierwszym ważnym wydarzeniem obywatelskim w Barcelonie od zakończenia wojny domowej. Aby uczcić te uroczystości, odbył się trójkątny turniej piłkarski – w którym wzięli udział brazylijscy Palmeiras, kopenhaski Boldklubben i oczywiście sama Barça a także różne mecze i testy w innych dyscyplinach sportowych oraz seria uroczystych wydarzeń, w tym masowy taniec sardany. Uhonorowano również pierwszego prezesa klubu, Anglika Waltera Wilda, a także nieśmiertelnego Joana Gampera, którego wnuk dokonał uroczystego rozpoczęcia meczu przed pierwszym meczem Barcelony z duńską drużyną.

Tymczasem kibice Blaugrany rozpoczęli szeroką debatę na temat tego, czy ponownie rozbudować Les Corts, którego pojemność wyraźnie stawała się niewystarczająca, czy też, przeciwnie, postawić na budowę nowego stadionu, czego wymagała rosnąca pozycja Barcelony, podobnie jak zrobił to Real Madryt, otwierając pod koniec 1947 roku obiekt, który później nazwano Santiago Bernabéu. W międzyczasie Montal, pod czujnym okiem „Magika” Samitiera, wykonał genialny ruch, pozyskując w czerwcu 1950 roku Ladislao Kubalę, rosłego, blondwłosego węgierskiego piłkarza, który uciekł przed „Czerwonym Terrorem”. Kubala wkrótce stał się prawdziwym fenomenem w Barcelonie, rewolucjonizując stagnację w klubowym futbolu. W rezultacie debata na temat stadionu stanie się bardziej intensywna i chociaż tak kluczowa decyzja nie zostanie podjęta za jego kadencji, to on będzie tym, kto roztropnie nabędzie teren na końcu „Travesera de Les Corts”, w sąsiedztwie cmentarza i szpitala położniczego, graniczącego już z granicami gminy „Hospitalet de Llobregat”, gdzie ostatecznie powstanie Camp Nou. W ostatnim roku urzędowania Montal Senior był uprzywilejowanym świadkiem wspaniałego sezonu „Pięciu Pucharów” (1951-52), w którym wspaniała drużyna z Ramallets, Seguer, Bioscą, Segarrą, Gonzalvo III, Boschem, Basorą, Césarem, Kubalą, Vilą i Manchónem, którą wszystkie dzieci znały na pamięć, zdobyła Ligę, Puchar, Puchar Latynoski(o który rywalizowali mistrzowie ligi z Portugalii, Hiszpanii, Francji i Włoch) oraz „Trofeum Duwarda” dla drużyny z największą liczbą bramek i „Trofeum Martini Rossi” dla drużyny, która straciła najmniej bramek. Z satysfakcją z wypełnienia obowiązku i pozostawieniem Barcelony na niekwestionowanym szczycie hiszpańskiej piłki nożnej, Montal przekazał swoje stanowisko 16 lipca 1952 roku innemu wybitnemu przedstawicielowi przemysłu tekstylnego, Enricowi Martí i Carreto, swojemu wiceprezesowi i prawej ręce w zarządzie. Nie minęło wiele czasu, zanim Martí i Carreto musiał zmierzyć się z prawdziwym „gorącym kartoflem”: słynną „aferą Di Stefano” z jej zawiłą siecią interesów sportowych, ekonomicznych a nawet politycznych. Ale to, jak mawiał wielki Rudyard Kipling, to już zupełnie inna historia.

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

0

@ShawnC No wybacz ale ja tam absolutnie nie widze ciagnięcia za koszulke przez Bosingwe, co najwyżej leciutkie naciskanie na ręke. Natomiast to co wspominał Henry to jest jedna rzecz a druga to proponuje ci zobaczyć powtórke jak lekko wychylony jest Eto'o. Rewanż to już inna historia...

4

@FCBparasiempre
Sadurní nie zadebiutował nawet w Copa del Generalísimo, podczas gdy Reina zaliczył kilka znakomitych występów. Villarreal – wówczas bardzo skromny zespół, niedawno awansujący do Drugiej Ligi – Athletic Bilbao, Deportivo La Coruña i Atlético Madryt kolejno odpadały z rozgrywek a w finale, który przeszedł do historii dzięki emocjom i dramatycznemu wynikowi, Barça po raz kolejny zdobyła tytuł Copa del Generalísimo, biorąc słodki rewanż na Valencii, odnosząc epickie zwycięstwo 4:3. Statystyki Sadurníego nieco się poprawiły (17 oficjalnych meczów: 13 w La Liga i 4 w Pucharze Miast Targowych), ale wciąż był daleki od swojej najlepszej formy. Pojawiły się nawet pogłoski, że Real Madryt jest zainteresowany jego usługami w chwili niepewności w bramce „białych”, gdy Betancort i Junquera są w słabej formie, Miguel Ángel wciąż ma mało doświadczenia, a murciański José Luís Borja został sprowadzony jako awaryjne rozwiązanie. Z Rinusem Michelsem na ławce rezerwowych Camp Nou, sytuacja Sadurníego uległa pogorszeniu. Rozegrał tylko pięć meczów ligowych w sezonie 1971/72, plus kolejne trzy w europejskich pucharach. Mimo to nadal pracował nad utrzymaniem formy, gotowy na każdą potrzebę drużyny. Sytuacja jednak pogorszyła się i w sezonie 1972/73 zagrał tylko w jednym oficjalnym meczu, a powodem był pewien incydent. W tym sezonie, po raz trzynasty z rzędu, Barça nie zdołała zdobyć mistrzostwa. Odpadła również w pierwszej rundzie Pucharu UEFA (europejskiego turnieju, który zastąpił przestarzały Puchar Miast Targowych) z portugalskim Porto. Jedynym ratunkiem pozostał Puchar Generalísimo, który wielokrotnie już zapewniał drużynie (1963, 1968, 1971…). Barça bez większego rozgłosu rozgromiła swojego pierwszego przeciwnika, najstarszy klub piłkarski w Hiszpanii, Recreativo de Huelva, a remis zmierzył się z innym andaluzyjskim rywalem z drugiej ligi, Sevillą, grającą wówczas w Srebrnej Kategorii. Pierwszy mecz na stadionie Sánchez Pizjuán był katastrofalny – Barça poniosła porażkę 1:3. Tego wieczoru, w ich hotelu w Sewilli, kilku piłkarzy zebrało się w pokoju, aby umilić sobie czas grą w karty i postanowili zamówić szampana. Ich prośba dotarła do Michelsa, surowego i dbającego o dyscyplinę menedżera (nie bez powodu nazywano go „Mister Marble”), który osobiście dostarczył zamówienie na tacy, pełniąc rolę improwizowanego kelnera. Kiedy piłkarze go zobaczyli, byli kompletnie oszołomieni. Scena przemocy zaczyna przybierać na sile, a w pewnym momencie butelki i szklanki zaczynają potoczyć się po ziemi. Pech chce, że kawałek szkła rani stopę jednego z obecnych na scenie zawodników, a okazuje się, że to nie kto inny, tylko bramkarz Miguel Reina. Skandal wciąż odbija się echem. Klub nakłada kary finansowe na wszystkich zawodników, którzy wystąpili na stadionie Pizjuán za słabe występy, a także nakłada wysoką grzywnę na osoby zamieszane w incydent. W meczu rewanżowym(który zakończył się rozczarowującym zwycięstwem 1:0) Michels pomija Reinę w wyjściowym składzie, a w jego miejsce wystawia Sadurníego, co będzie jego jedynym oficjalnym występem w całym sezonie. Wkrótce potem urodzony w Cordobie bramkarz opuszcza Barcelonę i przenosi się do Atlético Madryt. Promyk nadziei wydaje się pojawiać dla Salvadora, choć będzie musiał walczyć o miejsce w podstawowym składzie z rodakiem, Pere Valentím Morą, również z Tarragony, który po kolejnych wypożyczeniach do Mestalla, Realu Oviedo i Elche, zgromadził wystarczająco dużo doświadczenia, aby zadebiutować w La Liga. Jednak kontuzja zawodnika z Vilaplany w okresie przygotowawczym utoruje drogę Sadurníemu do pierwszego składu, zmuszając klub do szybkiego zakontraktowania Capó z Menorki, który miałby grać jako rezerwowy. Sezon 73/74 będzie świadkiem sportowego „odrodzenia” Sadurníego, a zarazem historycznego wydarzenia: czternaście lat po ostatnim tytule Barça ponownie wygrywa ligę. Prowadzona przez holenderską gwiazdę Johana Cruyffa, którego pozyskano latem za sowitą sumę po żmudnych negocjacjach z Ajaxem Amsterdam, dzięki otwarciu granic, które pozwoliło klubom na zatrudnienie dwóch zagranicznych piłkarzy – drugim był Peruwiańczyk Hugo „Cholo” Sotil – Barça, po katastrofalnym początku sezonu ligowego (zbiegającym się z opóźnieniem debiutu Cruyffa z powodu komplikacji biurokratycznych), zanotowała znakomitą passę zwycięstw, gdy tylko Cruyff w końcu pojawił się w kadrze. Jej kulminacją było legendarne zwycięstwo 5:0 na Bernabéu, miażdżące Real Madryt na wyjeździe, a 7 kwietnia 1974 roku na stadionie El Molinón w Gijón zapewniła sobie tytuł mistrzowski, pokonując gospodarzy 4:2. Jedynym „skazą” dla Sadurníego była niemożność wyjścia na boisko w noc tego wspaniałego triumfu nad Realem Madryt z powodu przedwczesnej kontuzji. Mora musiał zagrać w jego miejsce, debiutując oficjalnie w barwach Barcelony. Salvador zasłużenie znalazł się w wyjściowym składzie tego wspaniałego i niezapomnianego sezonu: Sadurní; Rifé, Torres, De la Cruz; Costas, Juan Carlos; Rexach, Asensi, Cruyff, Sotil i Marcial. Zawodnik z L'Arboç rozegrał 30 meczów ligowych, tracąc zaledwie 22 gole i zdobywając swój drugi Puchar Zamory. W Pucharze Króla pozostał kluczowym zawodnikiem Barcelony, docierając do finału, który odbył się na stadionie Vicente Calderón 29 czerwca 1974 roku. Tam Real Madryt wziął słodki rewanż za upokarzającą ligową porażkę 0:5, rozgromiwszy drużynę Michelsa 4:0. Należy jednak zauważyć, że ani Cruyff, ani Sotil nie mogli grać, ponieważ ówczesne przepisy Pucharu Króla zabraniały udziału zagranicznym zawodnikom. W sumie Sadurní rozegrał 39 oficjalnych meczów (30 wspomnianych wcześniej, plus 2 w Pucharze UEFA i 7 w Copa del Generalísimo), co jest jego drugim najlepszym wynikiem od czasu dołączenia do Barcelony.


Sezon 1974-75 oznaczał 75. rocznicę powstania Barcelony (założonej w listopadzie 1899 roku) i jej powrót, prawie półtorej dekady później, do najważniejszych rozgrywek kontynentalnych, Pucharu Europy, wówczas zarezerwowanego wyłącznie dla mistrzów ligowych z poszczególnych krajów. Barça nie zdołała obronić tytułu mistrzowskiego, ponieważ jej forma – i Johana Cruyffa – znacznie spadła w porównaniu z Camp Nou. W Pucharze Europy dotarła do półfinału, choć tam Ledds United okazał się przeszkodą nie do pokonania. Sadurní nie rozpoczął sezonu ligowego, ale dotkliwa porażka na Sarrià z Espanyolem (5:2) pozwoliła mu wrócić do podstawowego składu. Ostatecznie, po 24 rozegranych meczach i 19 straconych bramkach, zdobył swoje trzecie i ostatnie Trofeum Zamora. Łącznie wystąpi w 33 oficjalnych meczach (24 już wymienione, plus 4 w Pucharze i 5 w głównych rozgrywkach kontynentalnych). I tak dochodzimy do ostatniego sezonu Salvadora Sadurníego jako zawodowego piłkarza, 1975-76. W składzie drużyny zaszły zmiany a prestiżowy niemiecki trener Hennes Weisweiler zastąpił wyczerpanego Rinusa Michelsa. Zmiany zaszły również w bramce, wraz z zatrudnieniem urodzonego w Gipuzkoa bramkarza „Pello” Artoli. Z dwoma młodymi i utalentowanymi rywalami, szanse Sadurníego na grę były bardzo nikłe, co zresztą było widoczne przez cały sezon, w którym ani Weisweiler, ani jego tymczasowy następca, Laureano Ruiz z Kantabrii, nie wystawili go ani razu. Dlatego też, wraz z dwoma innymi znakomitymi weteranami, którzy również przeszli przez młodzieżowe szeregi, Quimetem Rifé i Tonim Torresem, Salvador Sadurní opuścił Blaugranę pod koniec sezonu, a cała trójka zakończyła karierę piłkarską. Otrzymają oni wzruszający hołd od wszystkich fanów FC Barcelony 1 września 1976 roku na Camp Nou podczas meczu towarzyskiego pomiędzy Barceloną a francuskim Stade de Reims, w którym Blaugrana wygrywa 2:0. Po definitywnym zawieszeniu rękawic, Sadurní – który prowadził również dobrze prosperującą fermę drobiu w swoim rodzinnym mieście – odwrócił się od piłki nożnej, pracując dla instytucji kredytowej w swoim regionie, Penedès. Dołączył do grona legendarnych bramkarzy, którzy bronili bramki Barcelony, obok Antoniego Ramalletsa – którego w pewnym sensie zastąpił – przedwcześnie zmarłego Urrutiego, Andoniego Zubizarrety i Víctora Valdésa, piłkarza, który miał pobić swój rekord liczby kolejnych bramek w bramce Barcelony, choć wciąż niejasne powody skłoniły go do opuszczenia klubu pod koniec sezonu, gdy miał jeszcze przed sobą długą drogę jako bramkarz wyjściowy Barcelony. W ten sposób Salvador Sadurní, pieszczotliwie nazywany „El Chato”, w wieku 85 lat, do dziś pozostaje rekordzistą w bramce FC Barcelony.

4

@FCBparasiempre
Sezon zakończy się dla Sadurníego 32 oficjalnymi meczami na koncie: 28 w lidze i 4 w Pucharze Miast Targowych. Po wyleczeniu poważnej kontuzji wróci do podstawowego składu na Puchar Generalísimo Reina. A ponieważ Barça miała mieć nowego trenera na kolejny sezon, 1967/68 – Katalończyka i jego imiennika Salvadora Artigasa, byłego piłkarza klubu w latach 30. i pilota republikańskiej drużyny w czasie wojny domowej – Sadurní ponownie będzie musiał czekać, aż stanie się jasne, kogo nowy trener wybierze na tak ważną pozycję, jak bramkarz. Artigas zdecydował się wystawić zawodnika z L'Arboç na bramkę. Postawił więc na doświadczenie a zawodnik z Tarragony nie zawiódł a wręcz przeciwnie – rozegrał świetny sezon, którego zwieńczeniem był tytuł Copa del Rey. W sezonie ligowym 1967/68 Barça ponownie nie zdobyła tytułu (był to ósmy rok z rzędu), ale mimo to utrudniła życie Realowi Madryt, który obronił tytuł dzięki znakomitemu Unión Deportiva Las Palmas (z Tonono, Martínem Marrero, Castellano, Guedesem i Germánem jako kluczowymi zawodnikami), który pod wodzą Luísa Molowny'ego osiągnął bardzo godne pochwały trzecie miejsce. To także rok nagłej i opłakiwanej śmierci Julio Césara Beníteza, wybitnego urugwajskiego piłkarza, który zmarł w okolicznościach do dziś nie do końca wyjaśnionych, w przeddzień kluczowego meczu Barçy z Realem Madryt, w sobotę 6 kwietnia 1968 roku – tego samego dnia, w którym Massiel, reprezentujący hiszpańską telewizję w Konkursie Piosenki Eurowizji w Londynie, odniósł zwycięstwo, śpiewając piosenkę „La, la, la”, po tym, jak Joan Manuel Serrat odmówił jej wykonania, ponieważ nie pozwolono mu zaśpiewać jej po katalońsku (choć kilka miesięcy później „Noi del poblé Sec” rozpoczął błyskotliwą karierę artystyczną w języku hiszpańskim). W tym sezonie Barça odpadła również z Pucharu Miast Targowych w pierwszej rundzie, z rąk jeszcze skromniejszego szwajcarskiego Zurychu, ale w Copa del Generalísimo (Puchar Generalissimusa) w końcu zrekompensowała sobie tak wiele porażek. Ale zanim to nastąpiło, Sadurní, który rozgrywał znakomity sezon, miał radość powrotu do reprezentacji Hiszpanii w wielkim stylu, czego legendarny José Ángel Iríbar uniemożliwiał jemu i reszcie bramkarzy jego pokolenia. Selekcjoner reprezentacji, Domingo Balmanya z Girony, powołał go na decydujący mecz eliminacji Mistrzostw Europy przeciwko Anglii, ówczesnym mistrzom świata. Tak więc Sadurní wyszedł w pierwszym składzie na legendarnym londyńskim stadionie Wembley, tracąc tylko jednego gola (Brytyjczycy wygrali 1:0 a Bobby Charlton strzelił gola w ostatnich minutach meczu), pozostawiając wszystko do rozegrania w rewanżu w Madrycie. Tego dnia, 8 maja 1968 roku, zawodnik L'Arboç ponownie obronił hiszpańską bramkę, ale musiał dwukrotnie wyciągać piłkę z siatki, dzięki czemu Anglicy wygrali 2:1, eliminując reprezentację z Euro 68. W składzie Balmanyi znaleźli się: Sadurní; Sáez, Gallego, Canós; Pirri, Zoco; Rifé, Amancio, Grosso, Velázquez i Gento. Ale w Pucharze Sadurní i Barça miały się zrewanżować. Sporting (wówczas „Real Gijón”, z drugiej ligi), Real Sociedad, Athletic Bilbao – po fenomenalnym występie Salvadora na San Mamés – oraz Atlético Madryt (po błyskotliwym i emocjonującym powrocie na Camp Nou) odpadły kolejno. Finał okazał się jednak bardzo trudny i skomplikowany, ponieważ przeciwnikiem był nie kto inny, jak Real Madryt, a wszystko to rozgrywano na własnym bastionie, Santiago Bernabéu (wtedy finały nie przyciągały tak masowych kibiców, jak dziś, więc Barça była w całkowitej przewadze liczebnej, na „wrogim” terytorium). Mecz, rozegrany 11 lipca 1968 roku, spełnił oczekiwania co do starcia tego rodzaju: mało płynnej gry, ale mnóstwo emocji. Artigas wystawił następujący skład: Sadurní; Torres(grający na pozycji zmarłego Baníteza) Gallego, Eladio; Zabalza, Fusté; Rifé, Zaldúa, Mendonça, Pereda i Rexach. Sędzią był Antonio Rigo Sureda z Balearów. Samobójczy gol strzelony przez środkowego obrońcę Realu Madryt, Fernando Zunzuneguiego, który zmarł niedawno, tuż na początku meczu, dał Barcelonie zwycięstwo. Mecz został zakłócony licznymi incydentami, ponieważ niektórzy kibice reagowali w sposób niesportowy i niegrzeczny, rzucając szklanymi butelkami na murawę w proteście przeciwko(ich zdaniem) stronniczemu sędziowaniu pana Rigo, który ich zdaniem nie odgwizdał rzutów karnych za faule popełnione przez piłkarzy Barcelony na ich własnym boisku. Z powodu tych poważnych incydentów mecz przeszedł do historii hiszpańskiej piłki nożnej jako „finał butelkowy” i doprowadził do wprowadzenia zakazu serwowania napojów w szklanych pojemnikach na hiszpańskich stadionach. Sadurní zaprezentował się znakomicie, zwieńczając znakomity sezon(swój przełomowy moment) w którym rozegrał 37 oficjalnych meczów: 28 w La Liga, 1 w Pucharze Miast Targowych i 8 w Copa del Generalísimo (Puchar Generalissimusa). Nadal mieszkał w swoim rodzinnym mieście i jeździł na treningi do Barcelony, a potem wracał na lunch, prowadząc własny samochód, bez ani jednego wypadku na drodze. Salvador, mając 27 lat, był w najlepszej formie w całej swojej karierze, co potwierdził kolejny sezon 1968/69. Z Artigasem na ławce rezerwowych drugi rok z rzędu – co było nietypowe dla Barcelony w latach 60. – klub nie miał dobrego sezonu (stracił nawet swoje zwyczajowe drugie miejsce na rzecz sensacyjnego UD Las Palmas). Real Madryt był nie do zatrzymania od początku do końca rozgrywek(przegrywając tylko jeden mecz, w Elche, w 28. Kolejce) ale przynajmniej w defensywie Barça dzielnie stawiała czoła przeciwnikom, z czwórką obrońców w składzie Sadurní, Torres, Gallego i Eladio, wzmocnioną przez Zabalzę, którą bardzo trudno było przełamać. Do tego stopnia, że w 30 meczach ligowych - a Sadurní zagra w każdym meczu, nie opuszczając żadnego - straci tylko 18 bramek, co po raz pierwszy zapewni mu trofeum „Ricardo Zamora” dla bramkarza z najmniejszą liczbą straconych bramek.

Tak znakomite występy zapewniły mu powrót do reprezentacji, gdzie walczył o miejsce w podstawowym składzie z mającym problemy Iribarem. Sadurní rozegrał sześć meczów, w tym jeden w Helsinkach, gdzie Hiszpania, która już wcześniej odpadła z walki o awans do Mistrzostw Świata w Meksyku w 1970 roku, poniosła jednak upokarzającą porażkę 0:2 ze skromną drużyną fińską. Był to ostatni występ Sadurníego w reprezentacji. W sumie Sadurní zaliczył dziesięć występów w reprezentacji, co jest imponującym wynikiem w erze ograniczonej liczby występów w reprezentacji. Gdyby nie jego występy w Iribar, liczba ta z pewnością byłaby znacznie wyższa. W Copa del Rey, jednak, Barça została wyeliminowana w pierwszej rundzie przez Real Sociedad, ponosząc druzgocącą porażkę 5-1 na Atocha - w katastrofalne popołudnie, kiedy stracili jednego ze swoich defensywnych filarów, Toniego Torresa, z powodu kontuzji (wcześniej stracili swojego podstawowego środkowego obrońcę, Andaluzyjczyka Gallego) i nie udało im się odrobić ani nawet wyrównać wyniku na Camp Nou, osiągając jedynie rozczarowujące 3-0. Znacznie lepszy, choć ostatecznie również rozczarowujący, był ich występ w Pucharze Zdobywców Pucharów, gdzie łatwo wyeliminowali szwajcarski zespół Lugano, norweski zespół Lyn - ten ostatni z dużym trudem pomimo słabości Skandynawów - i znakomicie pokonali potężny niemiecki zespół Kolonia. W finale w Bazylei zmierzyli się ze stosunkowo nieznaną drużyną Europy Środkowej, Slovanem Bratysława z Czechosłowacji, z którym zostali niespodziewanie pokonani 2-3 w wieczór... Poważne błędy, zarówno w obronie, jak i w ataku. To był skład, który nie zdobył tytułu w Bazylei (choć Barça zrewanżowała się dziesięć lat później, w tym samym turnieju i na tym samym boisku): Sadurní; Franch (Pereda), Olivella, Eladio; Rifé, Zabalza; Pellicer, Castro (Mendonça), Zaldúa, Fusté i Rexach. Jego 38 oficjalnych występów było drugim co do wielkości wynikiem w jego karierze (po sezonie 1964-65), z 30 w La Liga, 2 w Copa del Rey i 6 w Pucharze Zdobywców Pucharów a także sześcioma występami w reprezentacji. To był idealny rok dla niego osobiście, choć nie dla drużyny. Sezon 1969/70, z Salvadorem Artigasem u steru trzeci rok z rzędu, zapowiadał się obiecująco dla Sadurníego, ale… Oczywiście, rozpoczął ligowe rozgrywki broniąc bramki FC Barcelony. A pierwszy mecz nie mógł być bardziej ekscytujący: wielkie El Clásico hiszpańskiej piłki nożnej, w którym Barcelona zmierzyła się z Realem Madryt na Bernabéu. Był to mecz słynnej kontuzji Miguela Ángela Bustillo, aragońskiego napastnika, który właśnie strzelił dwa gole Realowi Madryt i musiał zostać zniesiony z boiska po brutalnym faulu obrońcy Realu Madryt, De Felipe. Mecz – w którym Marcial zadebiutował w Barcelonie a Fleitas w drużynie gospodarzy – zakończył się spektakularnym remisem 3:3. Trzy bramki stracone przez Sadurníego nie nacieszą zbytnio Artigasa, który w kolejnym meczu ligowym przeciwko Deportivo de La Coruña na Camp Nou będzie musiał obejść się bez zawodnika z L'Arboç, dając alternatywę Miguelowi Reinie, który szybko przejmie jego rolę, debiutując kilka tygodni później w seniorskiej reprezentacji w meczu przeciwko Finlandii rozegranym w La Línea de la Concepción. Był to również pierwszy mecz, w którym Ladislao Kubala poprowadził reprezentację. To zapoczątkowało bardzo negatywny okres dla Sadurníego, w którym pojawiał się jedynie sporadycznie w podstawowym składzie. Na początek, w sezonie 1969/70 rozegrał tylko pięć meczów ligowych i jeden w Pucharze Miast Targowych, co było wynikiem gorszym nawet od jego debiutanckiego sezonu 1961/62. Nie miało znaczenia, że Barça nie zdobyła w tym roku żadnych trofeów. Pozycja bramkarza nie budziła kontrowersji. Choć, co ciekawe, taka debata miała miejsce w kolejnym sezonie, 1970/71. W okresie przygotowawczym Reina nadal był niekwestionowanym podstawowym zawodnikiem, ciesząc się pełnym zaufaniem angielskiego trenera Vica Buckinghama, który wówczas prowadził Barcelonę. Tak oto narodziło się tradycyjne Trofeum Joana Gampera, które w tym roku miało już swoją piątą edycję i zawsze było zdobywane przez Barcelonę. Wówczas rozgrywano je w formacie czterech drużyn a pierwszy mecz rozegrano z czołowym radzieckim zespołem, Dynamem Moskwa. W 1970 roku było to absolutne novum i wielka zachęta dla kibiców, aby zobaczyć drużyny z ZSRR grające na naszych boiskach, a mecz wzbudził ogromne oczekiwania, ponieważ w rosyjskiej bramce nie było nikogo innego jak legendarnego bramkarza, fenomenalnego Lwa Jaszyna, „Czarnego Pająka”, wybranego najlepszym europejskim piłkarzem, nagrodzonego „Złotą Piłką” w 1963 roku, który do dziś jest jedynym bramkarzem, który zdobył to wyróżnienie, mimo że znajdował się już w końcowej fazie swojej wspaniałej kariery. Ale tamtej sierpniowej nocy moskwianie, grający w otwartym i nowoczesnym stylu, zarówno fizycznym, jak i technicznym, z wbieganiem na otwartą przestrzeń, przytłoczyli nijaką i nudną Barcelonę, rozgromiawszy ją 5:0 na wyjeździe (mimo że sędzia Antonio Camacho z Madrytu nie uznał dwóch bramek). Cała drużyna Barcelony grała fatalnie, ale kibice niesłusznie oskarżyli Reinę, ponieważ Cordoban w żaden sposób nie był odpowiedzialny za tę katastrofę. Dlatego w meczu o trzecie miejsce z niemieckim Schalke 04, Sadurní ponownie stanie w bramce Barcelony. Będzie kontynuował tę praktykę w pierwszych meczach ligowych a Barça zaczynała jako lider w początkowych rundach, ale porażka na Camp Nou z Valencią(drużyną, która ostatecznie zdobyła tytuł w tamtym sezonie) sprawi, że ponownie nie strzeli gola, choć Buckingham będzie stosował ciekawą formułę na tę pozycję, wystawiając Reinę w meczach wyjazdowych i Sadurníego u siebie, zakładając, że kibice Barçy przyjmą Katalończyka lepiej niż Andaluzyjczyka. Ta ciekawa rotacja bramkarzy będzie trwała przez kilka dni meczowych, w trakcie rozgrywek, aż do momentu, gdy Reina ostatecznie zmonopolizuje pozycję bramkarzy w końcówce rozgrywek, której Barça również nie zdoła zdobyć, remisując jedynie w decydującym meczu na „Manzanares” przeciwko innemu pretendentowi do tytułu, Atlético Madryt. Był to jedyny wynik korzystny dla Valencii, która przegrywając w „Sarriá” z Espanyolem, była zdana na łaskę i niełaskę wydarzeń w Madrycie, ponieważ zwycięstwo Barçy lub Atlético oznaczałoby, że zwycięzca będzie miał zapewnioną ligę.

9

@FCBparasiempre
Do dziś żaden bramkarz nie pozostał w pierwszym składzie FC Barcelony tak długo, jak Salvador Sadurní. Nawet bramkarze z długim stażem, tacy jak Antoni Ramallets i Víctor Valdés, nie rozegrali pełnych 15 sezonów w barwach Barcelony, jak urodzony w Tarragonie bramkarz, od debiutu pod koniec sezonu 1960/61 do przejścia na emeryturę pod koniec sezonu 1975/76. Jednak w przeciwieństwie do Ramallets i Valdésa, Salvador nie zawsze był w wyjściowym składzie i spędzał długie okresy na ławce rezerwowych, co jednak nie przeszkodziło mu w zgromadzeniu imponującego bilansu 464 meczów(z czego 331 w oficjalnych barwach) w obronie barw Blaugrany. Salvador Sadurní i Urpí urodził się 3 kwietnia 1941 roku w małym miasteczku L'Arboç (wówczas oficjalnie „Arbós del Penedès”) w prowincji Tarragona. Było to miasto o bogatej historii, liczące wówczas około 1500 mieszkańców (obecnie około 5500). L'Arboç było wielokrotnie plądrowane i palone na przestrzeni wieków, zarówno w średniowieczu, jak i w 1808 roku (podczas wojny na Półwyspie Iberyjskim) oraz w 1836 roku, podczas I wojny karlistowskiej. Położone 35 kilometrów od Tarragony i 53 kilometry od Barcelony, było również miejscem urodzenia Aureliego Marii Escarré i Jané (1908–1968), historycznego opata klasztoru benedyktynów na Montserrat przez wiele lat. Gospodarka miasta opiera się głównie na rolnictwie (uprawa winorośli i zbóż) a także na niektórych gałęziach przemysłu (przędzalnictwo, winiarstwo, szklarstwo itp.). Miasto słynie również z koronkarstwa klockowego. Co ciekawe, znajduje się tu również replika sewilskiej Giraldy w skali 1:2, wzniesiona pod koniec XIX wieku. Sadurní zaczął grać w piłkę nożną na dziedzińcu szkoły salezjańskiej, zawsze jako bramkarz. Jego talent został natychmiast dostrzeżony i wkrótce został powołany do młodzieżowej drużyny Vendrell na sezon 1956/57. Do biur Barcelony docierały raporty opisujące go jako osobę o wyjątkowych walorach fizycznych. Josep Boter, kluczowa postać w ówczesnej akademii młodzieżowej FC Barcelony, udał się do Tarragony, aby obserwować go na własne oczy i wydał bardzo pochlebną opinię („Chłopak ma talent, zwłaszcza w bramce; ma wzrost, wagę i jest odważny. Jeśli transfer jest tani, warto go pozyskać”). Barcelona musiała jedynie wysłać tam swoją amatorską drużynę na mecz lokalnego festiwalu. Przejazd autobusem i kolacja dla zawodników kosztowały wówczas 6000 peset i tyle właśnie kosztował transfer Sadurníego (według magazynu „BARÇA”, numer 686 z 8 stycznia 1969 r.). Salvador dołączył do młodzieżowej drużyny FC Barcelony, w której grał w sezonach 1957-58 i 1958-59, zdobywając w tym drugim sezonie mistrzostwo Hiszpanii po dwóch meczach rozegranych w Madrycie z Sevillą, z których oba zakończyły się remisem 2:2. Barça zdobyła tytuł dzięki niższej średniej wieku zawodników w porównaniu z rywalami. Sadurní zagrał w pierwszym meczu, a w drugim został zastąpiony przez Andrésa Rodrígueza Serrano, Rodriego II, który później został bramkarzem Barcelony a także innych klubów (Levante, Zaragoza, Real Valladolid, Jerez Deportivo itp.). Przed sezonem 1960/61, mając w pierwszym składzie Barçy trzech bramkarzy(Ramallets, Rodri II i Medrano) Sadurní został wypożyczony do Mataró, drużyny z Trzeciej Ligi, która walczyła o utrzymanie w lidze. Skoro nie było miejsca dla bardziej doświadczonych Celdrána i Piñola, to raczej nie było miejsca dla 19-latka, pomimo jego obiecującego talentu. Jednak zanim zakończył sezon w klubie z Maresme, Barça powołała go z powodu kontuzji Rodriego II i Medrano. W związku z tym został już powołany na kilka meczów ligowych(na przykład na stadion Espanyolu) ale jego oficjalny debiut miał miejsce 11 maja 1961 roku na „El Molinón” w meczu Pucharu Króla ze Sportingiem (wówczas Realem Gijón). Blaugrana wygrała już pierwszy mecz 7:1, więc mecz był traktowany jako czysta formalność, idealny poligon doświadczalny, dający młodemu zawodnikowi pierwszą szansę na tak ważnej pozycji bramkarza. Skład FC Barcelony wyglądał tego dnia następująco: Sadurní; Foncho, Olivella, Gracia; Vergés, Segarra; Tejada, Ribelles, Coll, Villaverde i Czibor. Katalończycy wygrali 4:2 a gole zdobyli Villaverde (2), Coll i Czibor. Trenerem Blaugrany był Enrique Orizaola.

Patrząc w przyszłość sezonu 1961/62, w bramce Barcelony miały nastąpić poważne zmiany. Legendarny Antoni Ramallets zakończył karierę piłkarską, a na jego miejsce Barça pozyskała obiecującego bramkarza, José Manuela Pesudo z Castellón, który grał dla Valencii. Medrano również opuścił drużynę, wracając do rodzinnej Argentyny, podobnie jak Rodri II, który został wypożyczony do Racingu Santander. Celdrán powrócił z wypożyczenia w Osasunie, pozostawiając trójkę bramkarzy złożoną z Pesudo z Valencii oraz Katalończyków Sadurníego i Celdrána. Nowy trener Barcelony, również Katalończyk, Lluís Miró, musiał wybierać między nimi. Miró, co ciekawe, był bramkarzem tego klubu na początku lat 40.(to on poniósł upokarzającą porażkę 11-1 w meczu Pucharu Króla z Realem Madryt, który odbył się na starym stadionie Chamartín w 1943 r.). Miró początkowo dał miejsce w wyjściowym składzie Pesudo, co było logiczną decyzją, ponieważ pomimo młodego wieku, był on najbardziej doświadczonym zawodnikiem w Pierwszej Lidze, grając regularnie już od dwóch i pół sezonu. Ale Sadurní nie rozpaczał i nie opuścił gardy; zamiast tego kontynuował pracę i pilnie trenował, świadomy, że jego szansa nadejdzie. I rzeczywiście nadeszła, w połowie sezonu, gdy Barça była już daleko od pierwszego miejsca i nie była w pełni zadowolona z występów swojego podstawowego bramkarza. Kubala, który zastąpił Miró właśnie z powodu słabych wyników, dał młodemu człowiekowi z L'Arboç szansę 4 lutego 1962 roku, w dwudziestym drugim dniu meczowym La Liga przeciwko Real Oviedo na Camp Nou, przy zwycięstwie Barçy 4-1 i następującym składzie: Sadurní; Segarra, Gensana, Gracia; Marañón, Garay; Pereda, Kocsis, Eulogio Martínez, Villaverde i Vicente. Sadurní odwdzięczył się za zaufanie serią świetnych występów, które zaimponowały również selekcjonerom reprezentacji, Pablo Hernándezowi Coronado i Helenio Herrerze, trenerowi przygotowania fizycznego, który umieścił go w 22-osobowej kadrze na Mistrzostwa Świata w Chile. Nie zagrał tam ani minuty (Carmelo wystąpił w dwóch meczach a Araquistáin w jednym), ale powołanie było znaczącym wzmocnieniem dla 21-latka, który dopiero rozpoczynał swoją zawodową karierę. W swoim debiutanckim sezonie w Barcelonie Sadurní zagrał w sumie w 14 oficjalnych meczach (9 w La Liga, 3 w Copa del Rey i 2 w Pucharze Miast Targowych). W kolejnym sezonie 1962-63, Sadurní dzielił obowiązki bramkarza z Pesudo niemal po równo(ponieważ wyszedł w 15 meczach ligowych), chociaż pochodzący z Levante został bramkarzem wyjściowym w Copa del Rey, gdzie pochodzący z L'Arboç nawet nie zadebiutował a Barça zdobyła tytuł, pokonując Real Zaragoza 3-1 w finale, rozgrywanym na samym Camp Nou. Jednak to właśnie w tym sezonie Sadurní po raz pierwszy doświadczył międzynarodowej piłki nożnej, i to na własnym stadionie. Rzeczywiście, 9 stycznia 1963 roku na stadionie Barcelony odbył się mecz towarzyski z reprezentacją Francji, w którym hiszpański trener, José Villalonga, wystawił następujący skład: Sadurní; Rivilla, Echeberría, Calleja; Glaría, Paquito; Collar (Serena), Adelardo, Morollón, Guillot i Gento. Bezbramkowy remis i słodko-gorzki debiut: Salvador zachował czyste konto, ale drużynie nie udało się odnieść zwycięstwa. Całkowity bilans sezonu jest jednak skromny: 19 oficjalnych meczów (w tym 15 wspomnianych już w lidze, plus kolejne 4 w Pucharze Miast Targowych). Z nowym menedżerem na ławce Barcelony, urodzonym w León, znakomitym napastnikiem Césarem Rodríguezem, gwiazdą lat 40. i 50., Sadurní miał zakończyć swój najlepszy jak dotąd sezon 1963/64, w którym, paradoksalnie, rozpoczął jako podstawowy bramkarz Pesudo. Jednak kontuzja rodowitego mieszkańca Castellón otworzyła szeroko drzwi Sadurníemu, z młodym Comasem jako zmiennikiem. Barça była o krok od zdobycia mistrzostwa ligi, choć ich forma w końcówce osłabła a tytuł ponownie trafił do Realu Madryt, w ostatnim sezonie Alfredo Di Stéfano w barwach Realu Madryt. Kibice Barcelony zaczęli doceniać znakomite cechy Salvadora – był wysokim bramkarzem (183 cm), miał dużą rozpiętość ramion i wagę (około 87 kg), ogólnie dobrze się ustawiał, poruszał się pewnie i był odważny, gdy schodził z bramki. Jednak brakowało mu jeszcze pewności siebie, którą zyskiwał z czasem i doświadczeniem. 22 mecze ligowe, 8 meczów Copa del Generalísimo i 1 mecz Recopa dają łącznie 31 oficjalnych meczów, co jest ich najlepszą jak dotąd wizytówką.

Kolejny sezon, 1964/65, był dla niego idealny, grając we wszystkich oficjalnych meczach, w sumie 43 występy (30 w lidze, 6 w pucharze i 7 w Turnieju Miast Targowych). Pesudo opuścił cały sezon, a tuż przed jego rozpoczęciem próba pozyskania doświadczonego katalońskiego bramkarza Vicente, którego Real Madryt właśnie zwolnił, nie doszła do skutku, ponieważ sztab medyczny Barcelony uznał go za niezdolnego do gry. Dla Sadurníego był to udany sezon ale jako drużyna głęboko rozczarowała swoich członków i kibiców, zajmując zaledwie szóste miejsce w lidze i nie awansując daleko w pozostałych dwóch rozgrywkach. Jednak przed sezonem 1965/66, z nowym menedżerem na ławce FC Barcelony – byłym piłkarzem Realu Madryt, Argentyńczykiem Roque Olsenem – Pesudo, który odzyskał formę, miał wrócić do bramki Blaugrany, po tym jak Sadurní rozpoczął kilka pierwszych meczów. Urodzony w Castellón Pesudo odegrał kluczową rolę jako bramkarz w niezwykłym powrocie drużyny, który doprowadził ją na skraj mistrzostwa. Jednak pod koniec drużyna zawiodła, ostatecznie wyprzedzona przez Atlético Madryt, które później zdobyło mistrzostwo, oraz Real Madryt. Co więcej, został bramkarzem z najmniejszą liczbą straconych bramek w całej Pierwszej Lidze, zdobywając prestiżowe Trofeum Zamora. Jakby tego było mało, konkurencja o miejsce w podstawowym składzie Sadurníego rosła, ponieważ na początku 1966 roku Barça pozyskała bardzo młodego i obiecującego bramkarza z Córdoby, Miguela Reinę, który wydawał się być przeznaczony do gry w bramce katalońskiego klubu przez wiele lat. Co więcej, jego styl gry jest zupełnym przeciwieństwem stylu Salvadora, gdyż jest bardzo zwinnym i efektownym bramkarzem, o świetnym refleksie a pozycję tę zajmuje od razu po przybyciu, bo choć nie może grać w lidze, bo grał już w reprezentacji Miasta Kalifa, to zagra w Pucharze Miast Targowych, a później w Pucharze Generalissimusa. Mimo tak ponurych perspektyw, ostatecznie sprawy ułożyły się pomyślnie dla Sadurníego. Pesudo, po znakomitym sezonie, miał wrócić do swojego macierzystego klubu, Valencii a Reina (trzeci bramkarz na Mistrzostwach Świata w Anglii po jego przyjściu) choć zaczynał jako pierwszy bramkarz w meczach poprzedzających sezon 1966/67 (w tym w pierwszej edycji Trofeum Joana Gampera, niedawno ustanowionego przez dynamicznego i kontrowersyjnego prezydenta Barcelony, Enrica Llaudeta), doznał poważnej kontuzji. W tej sytuacji Olsen nie miał innego wyboru, jak polegać na Sadurním, ponieważ ani trzeci bramkarz, Rodés, ani bardzo młody Mora (który robił wrażenie wśród juniorów) nie posiadali wystarczającego doświadczenia, by grać na tak delikatnej i odpowiedzialnej pozycji, jak bramka Barcelony. Sadurní, choćby tylko zrządzeniem losu, powróci do bramki Barcelony. I pomimo niezbyt udanych występów drużyny w sezonie 1966/67, rozegra swój najbardziej kompletny sezon jako bramkarz Barcelony. Rozpocznie go z prawej nogi, triumfalnie, prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa w finale Pucharu Miast Targowych, przełożonym z poprzedniego sezonu z powodu Mistrzostw Świata w Anglii. Real Zaragoza i Barcelona zmierzyły się ze sobą a Zaragoza wygrała pierwszy mecz na Camp Nou 1:0 dzięki pojedynczej bramce Brazylijczyka Canario. Wydawało się, że mają wszystkie szanse na zdobycie tytułu, ale w rewanżu na La Romaredzie młody Lluís Pujol, zaledwie 19-latek, rozegrał mecz swojego życia i hat-trickiem poprowadził Barçę do trzeciego tytułu Pucharu Miast Targowych, po zdobytych w dwóch pierwszych edycjach turnieju, 1955-58 i 1958-60, w którym Blaugrana wygrała 4:2 (drugiego gola strzelił Zaballa). Były to pierwsze mistrzostwa, w których bramkarz z L'Arboç grał bezpośrednio w drużynie a taki właśnie skład Barça wystawiła w aragońskiej twierdzy 21 września 1966 roku: Sadurní; Foncho, Gallego, Eladio; Montesinos, Torres; Zaballa, Mas, Zaldúa, Fusté i Pujol. Jednak zaledwie dwa miesiące później Barça niespodziewanie odpadła z kolejnej edycji Pucharu Miast Targowych z niepozornym szkockim klubem Dundee United, który pokonał ją w obu meczach. Liga również okazała się niekorzystna, ponieważ Real Madryt bez większych problemów ponownie zdobył tytuł mistrza sezonu zasadniczego. RCD Espanyol był dreszczykiem emocji i prawdziwym objawieniem, ponieważ Blanquiazules, z legendarną linią ataku „Pięciu Delfinów” (Amas, Rodilla, Re, Marcial i José María), zajęli znakomite trzecie miejsce. A w Copa del Rey zła passa Barçy trwała. Po dyskretnej eliminacji Malagi z Drugiej Ligi, Blaugrana uległa Atlético Madryt, przegrywając zarówno na nowym stadionie nad brzegiem rzeki Manzanares, jak i na samym Camp Nou.

6

0

@ShawnC Wreszcie ściągnałem i obejrzałem sobie cały mecz na Camp Nou. Po pierwsze Eto'o był jednak na spalonym po podaniu Iniesty(widać to na zwolnieniu). Po drugie Bosingwa nie powalił Henry'ego tylko położył mu ręke na ramieniu i delikatnie nacisnął(tam nie było żadnego pociągnięcia a tym bardziej szarpnięcia) i takich karnych to chyba się nie dyktuje: bardzo dyskusyjna sytuacja i bardzo byłbym ciekaw opinii wielu sędziów żeby móc wyciągnąć jakiś jasny wniosek. Po trzecie autor książki miał absolutną racje co do Messiego. Bosingwa i spółka skutecznie utrudnili mu gre a Messi jakby nie istniał w tym meczu. Jedyny aspekt, z którym moge się z tobą zgodzić w stu procentach, to ewidentna czerwona kartka dla Ballacka, która mogła zmienić oblicze meczu i to już w pierwszej połowie. Dodam jeszcze od siebie że ten cały Hleb, który wszedł w drugiej połowie bodaj za Henry'ego to była tragedia a nie piłkarz. Nie wiem co miał w głowie Giardiola że uparł się na niego a później na Czychrynskiego...?
Generalnie byliśmy nieskuteczni w tym meczu a sędzia ewidentnie pomógł Chelsea nie przegrać. Los odwrócił się więc w rewanżu...

9

@FCBparasiempre
17 maja 1987 r., Stadio Comunale; Juventus-Brescia

Michel Platini przychodzi na spotkanie punktualnie. Kolejny wywiad po zakończeniu kariery. Wyobraża sobie że będzie intelektualnie. Powiedziano mu że ta kobieta jest jedną z najpopularniejszych pisarek w kraju. Szczerze mówiąc nigdy nie czytał niczego jej autorstwa. Mimo to traktuje to spotkanie z pewnym zadufaniem. Rozluźniony wchodzi do westybulu „Liberation" i jeden z redaktorów prowadzi go pod ostrzałem spojrzeń pracowników do gabinetu Marguerite Duras. Ona, 73-letnia czeka z kieliszkiem w dłoni. Płyn wygląda na whisky. Gabinet jest wąski, ściany wyłożone są książkami. Każdy zakątek przenika zapach tytoniu. W redakcji dzwonią telefony. Ona ma na sobie bawełniany sweter i spódnicę w kratę sięgającą tuż przed kolano. On jest ubrany w nienaganny szary garnitur. Ludzie już się po nim nie spodziewają że zobaczą go w stroju sportowym. Platiniego zdumiewa jej niski wzrost. Rozczarowana Duras wyobrażała sobie że piłkarz jest wyższy, gdy widziała go w telewizji. Nie wiedzą czy przywitać się pocałunkiem w policzek, czy podaniem dłoni. W końcu podają sobie rękę. Redaktor po odpowiedniej prezentacji zostawia ich samych. Mają godzinę. On siada na krześle obrotowym, podczas gdy ona bez pośpiechu przegląda notatki i pociąga kolejny łyk. W tym momencie, w grudniu 1987 roku są dwiema najbardziej wpływowymi osobami we Francji. On zaledwie 7 miesięcy temu zakończył karierę piłkarską w młodym wieku jako 32-latek. Ona wciąż cieszy się światową sławą, jaką przyniosła jej powieść „Kochanek”. Dwie ważne postaci siedzące naprzeciwko siebie. Naturalnie cisza jest niewygodna. Pisarka zaczyna formułować pytania, których on nie może zrozumieć. Prowadzi dziwny monolog, porównując piłkarzy do aniołów. Platiniego opisuje jako błękitnego anioła, który z wdziękiem przelatuje nad placem gry. „Zgadzasz się ze słowem „angelizm”? „Angelizm” nie zna granic ani ojczyzn. Futbol jest jednym z największych radości ludzkiej rasy. Jedną z najbardziej oczywistych, najczęściej osiąganych. Jakiego typu to gra? Jest demoniczna i boska- zastanawia się Duras". Platini zatrzymuje się na wizerunku błękitnego anioła. Przypomina sobie tamten czarno-biały film. Uwielbia kiedy intelektualiści nie szczędzą mu pochwał. Rozpiera się na krześle. Pozwala by mówiła. Pije wodę a rozmowa zaczyna płynąć. „Plac gry jest miejscem, w którym ten drugi znaczy tyle samo co ty. Czy to jest równość?- pyta Duras. - Absolutnie- odpowiada Platini i przypomina sobie swój ostatni mecz w barwach Juventusu. Był zmęczony futbolem, wyczerpany jego intensywnością i nieustającą presją. Pamięta że padał deszcz. Wygrali 3:2 z Brescią. Mecz był brzydki, losy tytuł przesądzone a przecież padał deszcz. Kiedy pada, futbol jest piękny, nawet we Włoszech, myśli Platini. Miał dość tego że codziennie musiał rozmawiać z dziennikarzami. Jego buty były uważane błotem a publiczność skandowała jego nazwisko... To był ostatni dzień i Comunale padło do jego stóp. Podanie w deszczu na skraju pola karnego. Jak mógłby wyjaśnić to pisarce? Jak ona mogłaby to zrozumieć?

Marguerite Duras podnosi wzrok i nie przestaje notować. Wie że piłkarz zaczyna się czuć swobodnie, zabrała go na swój teren. Wydaje jej się atrakcyjnym mężczyzną a poza tym odczuwa satysfakcję że bawi się z jego ego. Dominuje i prowadzi rozmowę. Chciałaby zobaczyć go teraz tak, jak widziała go w telewizji rok temu. Z dłuższymi kręconymi włosami, biegającego w koszulce wyjętej ze spodenek. Nigdy nie poszła na stadion piłkarski ale dostrzegła magnetyzm idola, i jego aurę. Wydaje jej się że to było na mundialu w Meksyku ale nie jest pewna. „Zostałem liderem ponieważ ludzie mnie potrzebowali. Przywróciłem im wiarę- zapewnia Platini. - Nigdy nie byłem tak dobry jak wtedy, gdy poproszono mnie abym zrobił krok do przodu. Tego dnia Wykonałem niesamowity skok jakościowy. Duras ponownie myśli o aniołach. Platini przypomina sobie Jeana Tigane i Luisa Fernandeza oraz porażkę z Niemcami w półfinale mundialu w 1986 roku. Rozkojarzony piłkarz zaczyna patrzeć na woluminy, które tłoczą się na regałach. Roczniki, katalogi, książki telefoniczne i fotografia Jeana Cocteau. Ona prowadzi dialog. Co nieuniknione, dochodzą do części politycznej. Pyta go o ojczyznę i przemoc w futbolu. On usiłuje się wykręcić mówiąc o nastoletniej pasji i dziecięcej radości z kopania piłki. W końcu, bez względu na to, jak bardzo próbuje unikać tego tematu pojawia się nazwa Heysel: „Kiedy wykorzystuje rzut karny, jestem szczęśliwy; w ostatecznym rozrachunku futbol ratuje mnie przed ludzkim cierpieniem"- mówi Platini. Znowu przypomina sobie błoto na Comunale w swoim ostatnim meczu. Milczy przywołując deszcz w Turynie. Ze względu na kolor to musi być whisky. Ma ochotę zapalić a nie czuł tej potrzeby od lat. W pewnym sensie go osaczyła. Szuka jakiegoś zwrotu grzecznościowego aby przerwać ciszę. Nie może znieść, kiedy ona stuka swoimi pierścionkami o szkło leżące na stole. Już dawno przekroczyli wyznaczony czas jednej godziny. „A gdyby mężczyźni byli idealni, dałoby się grać?- pyta Duras. „Tak ale wynik byłby zawsze taki sam: bezbramkowy remis, nie byłoby goli, ponieważ nikt nie mógłby popełnić błędu"- odpowiada piłkarz. Kilka minut później Platini i Duras się żegnają. Spotkanie było serdeczne, dziwne dla obojga. Ona wraca do samotności gabinetu, siedząc ze swoim kieliszkiem przed maszyną do pisania. Redaktor „Liberation" odprowadza piłkarza do wyjścia. Po latach Michel Platini w ten sposób będzie wspominał ten wywiad: „Godzina spędzona z Marguerite Duras była dla mnie trudniejsza niż jakikolwiek mecz. Zadawała pytania, których nie rozumiałem. Bez przerwy mówiła o „angelizmie”, wymyśliła na określenie piłkarzy nowe słowo- »człowiek anioł«. Uważała mnie za błękitnego anioła".

7

13

Tragiczny epizod pełen patosu:

17 maja 1919 r. w trakcie meczu Urugwaj-Chile(2:0), podczas Copa America 1919, Urugwajski bramkarz Roberto Chery, interweniował tak nieszczęśliwie że uderzył głową o słupek tracąc momentalnie przytomność. Agonia na łóżku szpitalnym trwała 2 tygodnie. Przy jego łóżku czuwali na przemian koledzy z drużyny i gracze innych zespołów uczestniczących w turnieju. Niestety Roberto zmarł 30 maja 1919 r., skończywszy zaledwie 23 lata. Dla uczczenia jego pamięci, Brazylia(w strojach Peñarol) z Argentyną(w koszulkach Urugwaju) rozegrały specjalny mecz. Oba zespoły ufundowały puchar imienia Roberto Chery, który został uroczyście przekazany do honorowych zbiorów Peñarol, zaś w samym Urugwaju powstał klub o nazwie Roberto Chery biorący w latach 1922-25 udział w rozgrywkach ligowych. Roberto Chery, zwany „Poetą”, miał wielkie uzdolnienia literackie. Swoje wiersze czytywał na głos przyjaciołom, również tym z boiska, stąd ów przydomek.

@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@KrychaFCB Jakie 12 punktów dla Widzewa? Z jakiej paki?

1

@Gary No i ja w to nie moge uwierzyć!
Widze że ty też jeszcze młody jesteś, więc też ci zazdroszcze :)

10

Campeones!

17 maja 2015 r. FC Barcelona w przedostatniej kolejce Primera Division pokonała na wyjeździe 1:0 Atletico Madryt i zapewniła sobie tytuł mistrzowski La Liga. Jedynego gola zdobył w 65. minucie Lionel Messi. Ten dzień rozstrzygnął wszystko w końcowym rozrachunku La Ligi: mistrzostwo zgarnęła Duma Katalonii a Real Madryt musiał zadowolić się srebrem. Dzień na tyle przewrotny, że Królewscy na otarcie łez wygrali w Barcelonie z Espanyolem, zaś Blaugrana złote medale zapewniła sobie w Madrycie. Barça miała zadanie dużo trudniejsze, bowiem zwycięstwo w rozgrywkach mogła zapewnić sobie na jednym z najtrudniejszych terenów w Europie, Vicente Calderon. Zawodnicy Atletico w swoim stylu walczyli jak lwy, jednak to Blaugrana kontrolowała grę przez niemal pełne 90 minut. Tradycyjnie wystarczył jeden moment geniuszu Leo Messiego, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Argentyńczyk wygospodarował sobie metr kwadratowy między obrońcami gospodarzy i zdołał zmieścić piłkę w lewy róg Jana Oblaka w 65. minucie. To był siódmy triumf ligowy Dumy Katalonii w ostatnich jedenastu latach.

Przypomnienie meczu:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Sysia11

0

@cchesterr43 No dokładnie tak! Kiedy my w końcu jeszcze będziemy przeżywać takie uniesienia?

0

@bartekvisca I to właśnie z powodu tego finału pokochałeś "naszą" Barcunie?
Młody jesteś, zazdroszcze ci tego wieku...

2

@Criss18Barca Josep Samitier a przedewszystkim Ladislao Kubala, którego pomnik stoi przed Camp Nou. To są wybitne legendy FC Barcelony.
Oczywiście zgadzam się z twoim komentarzem w stu procentach.

24

Cudowny, niezapomniany, wręcz epokowy finał Champions League:

Dokładnie 20 lat temu na Stade de France, FC Barcelona pokonała Arsenal FC 2:1 w finale Ligi Mistrzów i zdobyła to trofeum po raz drugi w swojej historii. Kluczowa dla losów meczu była akcja z 18 minuty, gdy bramkarz ,,Kanonierów” Lehmann sfaulował wychodzącego na czystą pozycje Eto’o. Pomimo że w tej samej akcji piłke w siatce umieścił Giuly, sędzia cofnął gre do momentu faulu, anulował gola i pokazał Lehmannowi czerwoną kartkę. W 37 minucie Emmanuel Eboue wymusił kontrowersyjny rzut wolny z narożnika boiska i po dośrodkowaniu w pole karne Sol Campbel główką zdobył gola na 1:0 dla Arsenalu. W drugiej połowie Blaugrana biła głową w mur a przeciwnicy groźnie kontrowali, lecz strzały Henry’ego raz po raz kapitalnie bronił Valdes. Wreszcie w 76 minucie wprowadzony kwadrans wcześniej Henrik Larsson przedłużył podanie Iniesty do Eto’o i Kameruńczyk pokonał rezerwowego bramkarza Arsenalu Manuela Almunie. Raptem 5 minut później Larsson ponownie dograł piłke w pole karne a tam rezerwowy prawy obrońca Barçy Beletti zmieścił piłke pomiędzy nogami Almunii i padł z radości na kolana w strugach rzęsistego deszczu. Pamiętam jaki byłem zły że przez większość meczu Rijkaard stawiał na swojego bezproduktywnego rodaka Van Bommela a na ławce siedział Iniesta z Larssonem. Na szczęście w pore zareagował bo inaczej nigdy bym mu tego nie wybaczył!

Niesamowite! To już 20 lat minęło! A ja to pamiętam jakby to było całkiem niedawno. Jeszcze za kawalerki siedziałem sobie w lesie, wydzwaniając do kumpli i biadoląc jak to będzie ciężko pokonać Arsenal bez „Atomowej pchły”! Telewizor z analogową anteną lekko śnieżył a ja nagrywałem ten mecz na nagrywarke dvd. Pal licho że z taką jakością. Liczy się pamiątka i to jaka!

Przeżyjmy to jeszcze raz:



@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?