2



12

Wybitne legendy polskiego futbolu:

Jedyny piłkarz w polskiej historii, który wystąpił w dwóch finałach igrzysk. Przez pełne 90 minut. Zygmunt Maszczyk zawsze był w cieniu najjaśniejszych polskich gwiazd. 51 lat temu, 10 września, zdobył pierwszy polski złoty medal olimpijski w piłce nożnej. Zygmunt Maszczyk urodził się 3 maja 1945 roku w Siemianowicach Śląskich. W piłkę zaczął grać w szkole podstawowej. Został zauważony przez trenerów lokalnej Siemianowiczanki. Występował w klubie od 10. do 17. roku życia. W 1960 roku mistrzem Polski został Ruch Chorzów. W następnych latach nie wiodło mu się najlepiej. Zaczęto poszukiwania nowych piłkarzy. Trzy lata później sprowadzono na ulicę Cichą Maszczyka. „W drużynie niebieskich zaczynał w ataku, u boku Eugeniusza Fabera. Szybko jednak znalazł miejsce w drugiej linii, choć często grywał też jako obrońca, a podczas ligowego meczu z Górnikiem przez całe trzy minuty stał w bramce, zastępując kontuzjowanego bramkarza. Zawsze jednak walczył przez 90 minut o każdy metr boiska, dzięki temu zaś pełnym blaskiem mogły świecić gwiazdy Bronisława Buli w Ruchu czy Kazimierza Deyny w reprezentacji” czytamy o nim w monografii klubu z Chorzowa, autorstwa Andrzeja Gowarzewskiego i Joachima Waloszka. W Ruchu grał przez czternaście lat. W barwach klubu z ulicy Cichej strzelił 41 goli w ponad 300 występach. Zdobył trzy mistrzostwa i jeden Puchar Polski. Jego postawa na boisku nie uszła uwadze trenera Tysiąclecia Kazimierza Górskiego. ,,Gdy pierwszy raz spotkałem go na zgrupowaniu, nie miałem wątpliwości, że trafiłem na piłkarza dużego formatu, choć inni byli na pierwszym planie” - mówił Jerzy Kraska w wywiadzie Antoniego Bugajskiego w Przeglądzie Sportowym.

Maszczyk został powołany na Igrzyska Olimpijskie w Monachium w 1972 roku. Polska reprezentacja pojechała do Niemiec po naukę. Wywalczyliśmy najlepszy wynik w historii. Tak się zaczął złoty okres w polskiej piłce nożnej. W fazie grupowej wygraliśmy wszystkie trzy mecze. Drugą fazę rozpoczęliśmy od remisu z Danią 1:1. Pokonaliśmy ZSRR oraz Maroko. 10 września 1972 roku, 48 lat temu odbył się historyczny finał z Węgrami. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:1. W drugiej swoim talentem błysnął Kazimierz Deyna, strzelając dwie bramki w 47. i 66. minucie. Przy drugim golu bardzo duży udział miał Maszczyk. Zacentrował w pole karne. Lubański lekko zbił piłkę głową do Deyny, a ten wykończył całą akcję. Mecz zakończył się zwycięstwem 2:1. Zdobyliśmy jedyny złoty medal olimpijski dla Polski w piłki nożnej. W 1976 roku pojechaliśmy już jako faworyt na igrzyska do Montrealu. W eliminacjach zremisowaliśmy jeden mecz z Kubą. Resztę wygraliśmy. W finale zmierzyliśmy się z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Bramkarz Jan Tomaszewski na początku meczu popełnił dwa kardynalne błędy. Nasz przeciwnik już po 14 minutach prowadził 0:2. W 59. minucie kontaktowego gola zdobył Grzegorz Lato. Niestety, NRD w 84. podwyższyło na 1:3. Tak zakończył się mecz. Wywalczyliśmy srebrny medal. Na obu olimpiadach wystąpiło tylko 7 piłkarzy. Są oni jedynymi sportowcami posiadającymi medale złote i srebrne w sportach zespołowych, w całej historii występów Polaków na igrzyskach. Tylko jeden z nich, Zygmunt Maszczyk, zagrał w obu tych finałach przez pełne 90 minut. Kazimierz Deyna w meczu finałowym z Węgrami, w Monachium, zszedł w 77. minucie. W Montrealu zagrał cały mecz. Jerzy Gorgoń i Lesław Ćmikiewicz rozegrali całe spotkanie z Węgrami. Nie pojawili się na boisku w finale igrzysk w Ameryce Północnej. Antoni Szymanowski, Kazimierz Kmiecik oraz Grzegorz Lato wystąpili tylko w meczu z NRD w Kanadzie. Pomiędzy obu tymi olimpiadami Zygmunt Maszczyk wystąpił w polskiej reprezentacji na mistrzostwach świata w Niemczech. W meczu o trzecie miejsce z Brazylią także grał przez 90 minut. We wszystkich meczach na obu igrzyskach oraz na mundialu opuścił tylko jeden mecz w grupie w 1972 roku z NRD.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@FcPortoFan1999 Ty powinieneś się nazywać najszybszym użytkownikiem na tej stronie, który daje zielone herby. Albo coś w tym rodzaju :) A nie jakiś somsiad wymyślony przez redakcje...

11

Ręczna robota Jana Furtoka:

Ponad dziesięć tysięcy sympatyków futbolu na trybunach stadionu łódzkiego Widzewa, znakomicie zorganizowane grupy kibiców, powiewają biało-czerwone flagi, gorący doping i jedno jedyne pytanie, jakie zadają sobie wszyscy: Ile bramek drużyna Strejlaua strzeli słabeuszowi z San Marino?”- Tak rozpoczynał telewizyjną transmisję komentator meczu Polska – San Marino w 1993. Rzeczywistość pomeczowa była jednak brutalna, a pytanie „ile?” zastąpiło niestety wszechobecne „jak?”. Kwiecień 1993. Reprezentacja Polski szykuje się do meczu z europejskim kopciuszkiem. Zanim jednak doszło do spotkania z San Marino, kadra rozegrała dwa spotkania eliminacyjne do amerykańskiego mundialu. Najpierw ograła Turcję w Poznaniu, by następnie zremisować dwa do dwóch z niedawnymi mistrzami Europy – reprezentacją Holandii. Zresztą spotkanie z Oranje jest uważane za jedno z najlepszych za czasów trenera Strejlaua. Naprawdę trzeba przyznać, że Polacy postawili twarde warunki drużynie mającej w składzie między innymi: Koemana, Rijkarda, Bergampa oraz aktualnego zdobywcę Złotej Piłki – Van Bastena. Przed meczem panował więc niepohamowany optymizm. Budzące się z marazmu lat osiemdziesiątych społeczeństwo wierzyło w sukces nowej generacji piłkarzy. Podstawy do wiary były solidne, wszak reprezentacja nie tylko remisowała z mistrzami Europy, ale i sama zdobywała trofea. W składzie na San Marino pojawiło się bowiem aż pięciu srebrnych medalistów z igrzysk w Barcelonie, z Brzęczkiem i Juskowiakiem na czele. Pozostało tylko wyjść na boisko i zacząć posyłać piłki w stronę bramki rywala. Proste. Przed spotkaniem selekcjoner nie powołał między innymi bramkarzy: Józefa Wandzika (Panathinaikos) oraz Jarosława Bako (Besiktas). Strejlau chciał bowiem oszczędzić ich na kolejne batalie eliminacyjne. Należy dodać, że wówczas przepisy odnośnie zwalniania zawodników na mecze reprezentacji były bardziej przychylne klubom. Dlatego też do końca nie był pewny występ Jana Furtoka, którego HSV wolało zatrzymać u siebie. Na szczęście dla nas (jak się dopiero później okazało) Furtok przyjechał na zgrupowanie. Kadra w kompletnym szesnastoosobowym składzie stawiła się do dyspozycji trenera. Krótkie zgrupowanie miało miejsce w – pobliskich Łodzi – Pabianicach. Kadra stacjonowała w bardzo dobrych jak na tamte czasy warunkach. Gościli bowiem w ośrodku właścicieli miejscowego Włókniarza, który był jednym z najlepszych w kraju. Reprezentanci nie mogli narzekać na brak wygód, podobno właściciele specjalnie dla Jana Furtoka zainstalowali telewizję satelitarną, aby ten mógł obejrzeć mecz Bundesligi. Narzekać mógł tylko Andrzej Strejlau, bowiem kadra była w komplecie trochę później niż się tego spodziewał. Wynikało to znów z niechętnego zwalniania zawodników na mecze reprezentacji, przez co niektórzy piłkarze pojawiali się na miejscu dopiero 48 godzin przed meczem. Wreszcie 28 kwietnia drużyna narodowa wychodzi na płytę stadionu witana przez około 20 tys. kibiców. Pewni siebie Polacy przystępują do kolejnych ataków. Gra płynie powoli a zawodnicy w biało-czerwonych koszulkach próbują dość nieudolnie zdobyć bramkę. Po kilkudziesięciu minutach ku zdumieniu publiczności, ale i samych zawodników na tablicy wyników utrzymuje się wciąż wynik 0:0. Wreszcie do głosu dochodzą amatorzy z San Marino, którzy o mało nie zdobywają bramki. Po strzale głową jednego z nich na bramkę Kłaka, naszą drużynę ratuje Juskowiak, wybijając piłkę z linii bramkowej. Polacy jakby podrażnieni odpowiadają dobrą akcją w wykonaniu duetu Juskowiak-Furtok, po której pada bramka… niestety nieuznana z powodu spalonego. Pierwsza połowa dobiega końca. Po przerwie obraz gry nie ulega zmianie. Coraz bardziej sfrustrowani Polacy raz po raz posyłają piłkę w trybuny. Na domiar złego o mały włos San Marino nie wychodzi na prowadzenie, po tym jak jeden z napastników urwał się obrońcom i w sytuacji sam na sam z Kłakiem, lobem zamiast do bramki trafia w bandy reklamowe. Strejlau dokonuje jednej zmiany, zdejmując z boiska Juskowiaka. Tak po latach podsumowuje tę decyzję: „Ściągnąłem Andrzeja z boiska, bo biegał nie w tę stronę”.

Wreszcie przychodzi upragniona chwila – gol. Kibice podskakują żwawo z krzesełek. Furtok pędzi do narożnika w stronę Koseckiego, by po chwili zniknąć w objęciach kolegów. Jednak euforia wśród kibiców zgromadzonych przed telewizorami gaśnie już w drugiej powtórce. Obserwują oni najpierw twardą walkę Koseckiego z obrońcą gości, następnie świetny zwód naszego reprezentanta wyprowadzający w pole Sanmaryńczyka. Po chwili Kosecki dośrodkowuje na głowę rozpędzonego Furtoka i… „Aj Jezus Maria” mógłby krzyknąć Dariusz Szpakowski gdyby tylko był wtedy przy mikrofonie. Na powtórce wyraźnie widać jak napastnik HSV nachyla głowę i nie mogąc sięgnąć piłki, odbija ją lewą ręką. Sędzia nakazuje rozpocząć grę od środka, 1:0 dla Polski. Co ciekawe komentator tego meczu po trzech powtórkach nie dostrzega ręki i nawet o niej nie wspomina w dalszej transmisji, ale nie był on jedyny. Ręki nie zauważa ani selekcjoner Strejlau, ani większość widowni z niektórymi dziennikarzami włącznie: „Ja byłem na tym meczu (…) wtedy pracowałem w „Życiu Warszawy”. Robiłem sprawozdanie do gazety i, prawdę mówiąc, nie napisałem, że Furtok zdobył bramkę ręką, bo mi się wydawało, że to była bramka zdobyta prawidłowo” – opowiadał w materiale TVP Sport Stefan Szczepłek. Selekcjoner dowiaduje się o ręce późno po meczu, około godziny 22. Na nieszczęście drużyny i przede wszystkim Furtoka mecz kończy się wynikiem 1:0. „Czy strzeliłem ręką? specjalnie tego nie zrobiłem. To był takich odruch, bo byłem wkurzony tym, że ciągle jest 0:0, presja rośnie, a my ciągle nie strzelamy bramki. Tak wyszło.” – tłumaczy się przy każdej okazji Furtok. Wybitny jak na tamte czasy napastnik niestety już zawsze będzie się kojarzył z tym niechlubnym epizodem. Jednak to na całą drużynę spada ciężar tego blamażu, bo tak trzeba nazwać zwycięstwo po zagraniu ręką z San Marino. Po latach na antenie ,,WeszłoFm” do sprawy powrócił Andrzej Strejlau, który przyznał, że nie był w stanie namówić zawodników do poważnego potraktowania meczu. Na koniec trener dodał: „Dziękuję wam, dokonaliśmy wielkiej rzeczy, to jest blamaż kompletny i wasz i mój”. W rewanżu rozgrywanym w maju, reprezentacja po kolejnych męczarniach do przerwy, zwyciężyła z drużyną z malutkiej republiki 3:0. Niestety zwycięstwo to było ostatnim w tych eliminacjach a zarazem ostatnim za kadencji Strejlaua. Trener zrezygnował po dwóch porażkach z Norwegią oraz Anglią gdy drużyna straciła już szanse na awans. Trzeba przyznać, że ten mecz nie jest najgorszym, co przytrafiło się polskiej piłce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Problemem była nijaka drużyna narodowa niepotrafiąca przekuć sukcesu olimpijskiego na osiągnięcia w dorosłej reprezentacji. Polska nie zakwalifikowała się na żaden turniej w tym czasie, polscy ligowcy wciągani byli w bagno korupcji, godło narodowe doszywano w dzień meczu do biało-czerwonych koszulek losowej firmy, stadiony powoli się rozpadały a kibice prowadzili regularną wojnę. Ta przeklęta ręka Furtoka była chyba próbą jakiejś opatrzności na polepszenie sytuacji i humorów kibicom a o ironio stała się symbolem piłkarskiej bylejakości tamtych czasów.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

12

Duma Katalonii w Pucharze Mistrzów:

3 maja 1961 r. Barça po raz pierwszy w historii awansowała do finału Pucharu Mistrzów. Stało się to dzięki zwycięstwu w trzecim, dodatkowym spotkaniu z HSV Hamburg. Po zwycięskich dwumeczach z Koninklijke Lierse, Realem Madryt oraz Hradec Kralove na drodze do finału w Bernie stanęli mistrzowie Niemiec. Blaugrana wygrała w pierwszym spotkaniu u siebie 1:0 po golu Evaristo ale w rewanżu przegrywała 0:2 i dopiero trafienie Sandora Kocsisa w ostatniej minucie doprowadziło do wyrównania stanu rywalizacji. W tamtych czasach nie obowiązywała zasada iż gole na wyjeździe liczą się podwójnie. O awansie miał rozstrzygnąć dodatkowy pojedynek na Brukselskim Heysel(brak rozstrzygnięcia mógł skutkować rzutem monetą). Jednak Duma Katalonii wygrała 1:0 po golu Evaristo i awansowała do finału, w którym przegrała niestety ze słynną Benficą 2:3.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974

3

@Marusek Nie uwierzysz ale wracając z kościoła zaśpiewałem właśnie fragment tej piosenki żonie żeby zgadła jaki "Antoś" ma dzisiaj urodziny :)

12

Panie i Panowie, 84 lata kończy dziś Antoni Piechniczek! Panie Antoni, zdrowia szczęścia i słodyczy cała sportowa Polska panu życzy.

"Brałem dwa razy udział w mistrzostwach świata, byłem na igrzyskach olimpijskich z reprezentacją Tunezji, pracowałem na trzech kontynentach. To była fantastyczna przygoda” – powiedział były trener polskich piłkarzy Antoni Piechniczek. Piechniczek dwukrotnie wprowadził polską reprezentację do mundialu a w 1982 w Hiszpanii zajął z nią trzecie miejsce. „Gdybym powiedział, że nie mam satysfakcji, byłoby to bluźnierstwo. Zjeździłem świat, pięć razy grałem w eliminacjach MŚ. Czego można żądać więcej?”– dodał Piechniczek, który pracował też z reprezentacjami Tunezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przyznał, że podobnie jak polscy piłkarze, wiedział, czym dla kibiców( także w sensie pozasportowym) były sukcesy kadry w latach 80-tych. „Kiedy jechaliśmy na MŚ w Hiszpanii, wiedząc w jakim stanie wyjeżdżamy z kraju (trwał stan wojenny), chcieliśmy kibicom, a także, jeśli tak można powiedzieć – narodowi – zafundować fantastyczny serial, składający się z siedmiu meczów. By to zrealizować, trzeba było się dostać do strefy medalowej. I to się nam udało. Satysfakcję mam olbrzymią”- stwierdził Piechniczek, który biało-czerwonych poprowadził w sumie w 11 spotkaniach podczas finałów MŚ. „Tym nie może się(jak na razie) poszczycić żaden polski trener”- podkreślił Piechniczek, który po zakończeniu pracy trenera był m.in. wiceprezesem PZPN. W latach 2007-2011 zasiadał w Senacie RP. Łącznie pod jego kierunkiem biało-czerwoni rozegrali 74 spotkania, 26 wygrywając, 21 remisując i 27 przegrywając. Od wielu lat mieszka w Wiśle.

@Symson
@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

8

Blaugrana w Copa del Rey:

3 maja 1925 r. FC Barcelona pokonała w Saragossie Atletico Madryt 2:1 w ramach półfinału Pucharu Króla. To był trzeci dodatkowy mecz, który wyłonił finaliste Copa del Rey. Barça miała szczęście ponieważ w pierwszym meczu wygrała tylko 3:2 a w rewanżu przegrała 2:1, jednak wówczas nie brano pod uwagę goli strzelonych na wyjeździe i w efekcie doszło do trzeciego starcia. Gole dla Blaugrany strzelili Patricio Arnau oraz Emilio Sagi Barba.

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

11

Mecze, które wstrząsnęły światem:

2 maja 1962 r. Benfika Lizbona pokonała Real Madryt 5:3. Ten mecz uchodził przez lata za najlepszy w historii finałów Pucharu Mistrzów. Było w nim to wszystko, co decyduje o atrakcyjności widowiska: zwroty akcji, gole, gwiazdy i niezwykła atmosfera stadionu w Amsterdamie. Niemniej ważny był fakt iż finał rozgrywek o Puchar Mistrzów pierwszy raz transmitowały stacje telewizyjne w całej Europie. Wśród nich Telewizja Polska i wszystkie kraje socjalistyczne zgrupowane w Interwizji. Zobaczyliśmy wreszcie na własne oczy to, o czym dotychczas tylko słyszeliśmy. Real wciąż był wielki, chociaż znalazł się ktoś, kto zakończył serie jego 5 pucharowych zwycięstw. W dodatku była to drużyna z Katalonii. W sezonie 1960/61 Real rozpoczynał rozgrywki od drugiej rundy, wylosował Barçe i został wyeliminowany. Z punktu widzenia Europy to była sensacja ale nie w Hiszpanii. Atak Blaugrany: Kubala, Kocsis, Evaristo, Luis Suarez i Czibor był porównywalny z napadem Realu. Zbudowany 3 lata wcześniej Camp Nou świadczył o wielkich aspiracjach klubu. O awansie Barçy zadecydował jeden gol(2:2 w Madrycie i 2:1 w Barcelonie). Emocje związane ze starciami Realu i Dumy Katalonii nie są niczym nowym. Zmieniają się tylko piłkarze. Katalończycy dotarli wówczas do finału, w którym nieoczekiwanie ulegli teoretycznie słabszej Benfice 2:3.

Kiedy więc w następnym sezonie w finale Benfica spotkała się z Realem, powszechnie uznano że wszystko wróciło do normy. W Realu wciąż świeciły największe gwiazdy: Di Stefano, Puskas, Santamaria, Gento, del Sol a trenował go nadal Miguel Muñoz. Benfica wystawiła jedenastke bardzo podobną do tej zwycięskiej sprzed roku, z wyjątkiem jednej zmiany w pomocy i dwóch w napadzie. Na skrzydle zagrał 19-letni Antonio Simoes, który rok wcześniej zdobył mistrzostwo Europy juniorów. Portugalia pokonała wtedy w finale Polske. Drugim nowym napastnikiem był 20-letni Eusebio. Finał w Amsterdamie rozpoczął się po myśli Realu. W 17 minucie di Stefano zobaczył iż obrońcy Benfiki ustawili się w jednej linii blisko połowy boiska a Puskas stoi prawie równo z nimi. Podał więc mu prostopadłą piłke, Węgier przejął ją jeszcze w kole środkowym i biegł sam na bramke Costy Pereiry. Ludzie na stadionie wstali a w domach przed telewizorami również. Puskas ścigany przez obrońców pokonał około 40 metrów, podbił sobie jeszcze piłke udem żeby lepiej ułożyć ją do strzału i kopnął z odległości około 13 metrów lewą nogą w lewy dolny róg. Pięć minut później Węgier otrzymał piłke na środku boiska, około 25 metrów od bramki. Nikogo przy nim nie było, więc znowu kropnął lewą nogą. Piłka odbiła się jeszcze od murawy i wpadła ponownie w ten sam róg bramki. Real prowadził więc 2:0. Jednak Benfica nie rezygnowała i 2 minuty później zdobyła pierwszego gola. Z rzutu wolnego Eusebio trafił w słupek a odbitą piłke kopnął do bramki Aguas. Na 2:2 wyrównał Cavem strzałem w okienko zza pola karnego. Jeszcze przed przerwą Puskas znowu dał prowadzenie Realowi. Tym razem strzelił z linii pola karnego, oczywiście lewą nogą. Na przerwę w lepszych humorach schodzili Hiszpanie. Trener Benfiki, Bela Gutmann nie wyglądał jednak na zmartwionego, Miał podobno powiedzieć swoim zawodnikom: ,,Nie przejmujcie się. Teraz ich mamy. Oni już oddychają rękawami. Jeśli ruszycie na nich od pierwszej minuty to już się nie pozbierają”. Gutmann wiedział co mówi. Di Stefano miał już 36 lat, Puskas 35, środkowy obrońca Santamaria 33 a skrzydłowy Gento 29 lat. Pięć minut po przerwie główny rozgrywający Benfiki, Mario Coluna trafił do bramki niemal z tego samego miejsca co Puskas przy drugim golu. Trener miał racje, Hiszpanie nie nadążali za przeciwnikami i zaczeli się gubić. Eusebio miał teraz swoje pięć minut. Najpierw wykorzystał rzut karny, potem rzut wolny i w 60 minucie było po meczu, mimo że przez ostatnich 20 minut nikt się nie oszczędzał.

Eusebio stał się symbolem tego zwycięstwa. Grał znakomicie, był młody, szybki i wspaniale zbudowany. Stał się pierwszym piłkarzem z Afryki, który robił prawdziwą światową karierę. Dwa lata po 1960 roku jego pojawienie się na futbolowych salonach nabierało dodatkowego znaczenia. Tym bardziej że w zespole Benfiki wystąpiło 4 piłkarzy pochodzących z krajów afrykańskich. Eusebio, Coluna i bramkarz Pereira byli Mozambijczykami a napastnik Aguas i rezerwowy Santana to Angolańczycy. Dziś obecność afrykańskich zawodników w najlepszych europejskich klubach jest normą, wtedy to było coś nowego. Benfika najprawdopodobniej nie zdobywałaby przez 2 lata z rzędu Pucharu Mistrzów, gdyby nie miał wyjątkowego trenera, Węgra Beli Gutmanna. Tuż po drugim z rzędu zwycięstwie Benfiki w europejskich pucharach Gutmann wyjechał z Lizbony. W nagrodę za zdobycie Pucharu Mistrzów otrzymał w Benfice premię o 4 tys. dolarów mniejszą niż za mistrzostwo Portugalii a ponieważ umiał liczyć, ruszył dalej w świat. Pracy nie musiał szukać; przestrzegał zasady że trzeci rok w pracy trenera bywa najgorszy i trzeba uciekać z klubu po dwóch, zwłaszcza kiedy się osiągneło sukces. Prowadził więc w swojej 40-letniej karierze ponad 20 różnych klubów. Kłótnie z prezesami stanowiły jego hobby. Milan zwolnił go w trakcie sezonu, mimo iż drużyna zajmowała pierwsze miejsce w lidze. Zdobywał tytuły mistrza Węgier, Portugalii, Urugwaju i stanu São Paulo. Kiedy Benfika wygrywała z Realem w Amsterdamie, Bela Gutmann miał 62 lata.

@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Pierwszy mecz piłkarski transmitowany w radiu w Hiszpanii:

Do tej pory uważaliśmy, że pierwszym meczem piłkarskim transmitowanym w Hiszpanii był finał Pucharu Świata rozegrany w Saragossie, na boisku Torrero, 15 maja 1927 roku, pomiędzy Real Unión de Irún i Arenas Club de Guecho. Jednakże w oparciu o serię ostatnich dochodzeń możemy potwierdzić, że przed tym finałem odbył się co najmniej jeden mecz transmitowany. Miało to miejsce w ramach tych samych rozgrywek, Mistrzostw Hiszpanii, w ćwierćfinałowym meczu rozgrywanym na boisku „Chamartín” w Madrycie, pomiędzy FC Barcelona i Real Betis Balompié, 2 maja 1927 r., czyli 13 dni przed wielkim finałem w Saragossie. Barcelona i Betis przystąpiły do tego meczu po zwycięstwach każdej z drużyn na własnych boiskach: Blaugrana 4-1 na stadionie „Les Corts” w pierwszym meczu rozegranym 17 kwietnia i „Verdiblancos” 1-0 na stadionie „Patronato” w rewanżu, który odbył się 24 kwietnia. Ponieważ w tamtym czasie różnica bramek nie była brana pod uwagę, mecz rozstrzygający musiał zostać rozegrany na neutralnym boisku. Aby ustalić miejsce, 28 kwietnia odbyło się losowanie w Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, ponieważ w Madrycie musiał zostać rozegrany mecz dogrywki między Arenasem a Celtą. Losowanie ustaliło, że te dwie drużyny zagrają w niedzielę 1 maja na stadionie Metropolitano, a FC Barcelona i Betis w poniedziałek 2 maja na stadionie Santiago Bernabéu. Oczekiwanie na to spotkanie w Sewilli było ogromne. Zorganizowano nawet specjalny pociąg, który miał przewieźć kibiców na mecz, a także specjalnych korespondentów sewilskich gazet. W niedzielę 1 maja prasa sewilska opublikowała typową ówcześnie reklamę, zapowiadającą program lokalnej stacji radiowej EAJ-17, powiązanej z Unión Radio, i ostrzegającą, że w poniedziałek 2 maja o godzinie 18:00 podane zostaną informacje na temat meczu, który miał się odbyć w Madrycie pomiędzy Barceloną i Betisem.

Później, 3 maja, wraz ze szczegółowym sprawozdaniem z meczu pełnego incydentów, w którym kataloński klub wygrał 1:0, dodano kolejną wiadomość dotyczącą transmisji radiowej, autorstwa „spikera” Celestino Horacio, redaktora sportowego agencji „Febus”. Również notatka umieszczona w prasie przez klub Real Betis Balompié, w której kibice zostali zachęceni do powitania ekipy Betisu powracającej z Madrytu tego samego wieczoru na dworcu kolejowym Plaza de Armas, jasno wskazuje od samego początku, że mecz był transmitowany i słuchany w Sewilli. Nie jest jasne, czy ta audycja radiowa była również przeznaczona dla Barcelony, ponieważ jak dotąd nie znaleziono po niej śladu w prasie barcelońskiej. Czy mogła być nadawana tylko dla Sewilli, biorąc pod uwagę zainteresowanie, jakie wzbudziła w tym mieście?

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974

2

@kamyk_23 No to już żałuje że ja nie pracowałem w jakimś zakładzie, który organizował takie wyjazdy na mecz...

1

@kamyk_23 O prosze! No to musi być super wspomnienie! Jeszcze Jasio Tomaszewski na bramce, bodaj jego ostatni występ w reprezentacji? Jesteś ze Śląska jeśli można wiedzieć? Czy też specjalnie jechałeś na ten mecz z daleka?

13

Polska! Białoczerwoni!

2 maja 1979 r. Polska pokonała Holandie na ,,Śląskim” 2:0 w eliminacjach do mistrzostw Europy. ,,Nie pomogły Johany, zwiędły tulipany"– śpiewali kibice na Stadionie Śląskim, gdy Zbigniew Boniek i Włodzimierz Mazur strzelali gole a Polska pokonywała wielką Holandię, ówczesnych wicemistrzów świata. Niecałe cztery lata wcześniej reprezentacja Polski rozegrała prawdopodobnie najlepszy mecz w historii. 10 września 1975 roku na Stadion Śląski zawitali wicemistrzowie świata Holendrzy i... dostali prawdziwą lekcję futbolu od biało-czerwonych, którzy wygrali 4:1. Także i tym razem ,,Oranje” przyjechali do Chorzowa w roli drugiej drużyny na świecie i... kolejny raz musieli uznać wyższość Polaków. Skończyło się wynikiem 2:0. Co ciekawe, Holandia trzeci raz gościła w słynnym „Kotle czarownic” i poniosła trzecią porażkę.

@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

6

@FCBparasiempre
DRUGA RUNDA ELIMINACYJNA ZAWODÓW MADRYT 1902:

VIZCAYA BILBAO - NEW FC (MADRYT) 8-1 MADRYT: HIPÓDROMO (3000) 14.05.1902;Sędzia: James Morris (FC Barcelona). Gole: ? /Montojo.

Mecz ten nie przyniósł zbyt wielu emocji, gdyż Bilbao, grając w niebiesko-czerwonych koszulkach i niebieskich spodenkach (według jednego z doniesień), zdominowało New FC, które grało w czerwonych koszulkach i niebieskich spodenkach. Jedynym pocieszeniem dla drużyny z Madrytu był gol honorowy. Bramki zwycięskiej drużyny nie zostały uznane. Bardziej interesujące były argumenty Bilbao, które próbowało przełożyć finał o jeden dzień.

KONKURS FINAŁOWY W MADRYCIE 1902:

VIZCAYA BILBAO – FC BARCELONA 2:1 MADRYT: HIPÓDROMO 15.05.1902;Sędzia: Carlos Padrós. 1-0 (10') Astorquia. 2-0 (20') Cazeaux. 2-1 (75') Parsonsa

Vizcaya Bilbao: Luis Arana (Bilbao FC); Enrique Careaga (Bilbao FC), Pedro de Larrañaga (klub lekkoatletyczny); Luis Silva (klub lekkoatletyczny), Amador Arana (klub lekkoatletyczny), Enrique Goiri (klub lekkoatletyczny); Cazeaux (Bilbao FC/Francja), Juan De Astorquia – kapitan- (Athletic Club), L Dyer (Bilbao FC/Anglia), Ramón Silva (Athletic Club), Walter Evans (Bilbao FC/Anglia).

FC Barcelona: Samuel Morris (Hispania AC/Anglia); L Pamies, George Meyer (Szwajcaria); James Morris (Hispania AC/Anglia), Arthur Witty (Anglia), Miguel Valdés; John Parsons (Anglia), Hans Gamper -kapitan- (Szwajcaria), Udo Steinberg (Niemcy), Henry Morris (Hispania AC/Anglia), Alfonso Albéniz.

Dwaj rywale w końcu stanęli naprzeciw siebie. Stawką był nie tylko Srebrny Puchar Rady Miasta Madrytu, ale także prestiż bycia koronowanym na najlepszą drużynę w Hiszpanii, zgodnie z wyzwaniem wydanym przez francuski dziennik sportowy L'Auto-Vélo. Zaangażowanie w to wyzwanie oznaczało, że Bilbao wystawiło lokalną drużynę gwiazd zamiast któregokolwiek z dwóch klubów, które istniały w tamtym czasie a FC Barcelona zaprosiła trzech zagranicznych piłkarzy, którzy reprezentowali wicemistrza miasta, Hispania AC. Krótko mówiąc, Vizcaya nie była klubem, ale połączoną drużyną a FC Barcelona wydawała się wzmocniona, wykorzystując fakt, że turniej był meczem towarzyskim bez żadnego oficjalnego nadzoru. I tak narodził się pierwszy poważny spór w hiszpańskim futbolu: Vizcaya odmówiła rozegrania finału w zaplanowanym terminie, argumentując, że rozegrali już dwa mecze a także trzeci, będący treningiem, po przyjeździe do Madrytu. FC Barcelona sprzeciwiła się temu, ponieważ wielu jej zawodników musiało jak najszybciej wrócić do domów. Jury, odpowiedzialne za podjęcie decyzji, spotkało się z presją ze strony Bilbao, które zagroziło wycofaniem się, jeśli ich żądania nie zostaną spełnione. Ostatecznie, na wspólnym spotkaniu organizatorów z zawodnikami obu klubów, postanowiono, że finał odbędzie się po południu. Prawdziwym powodem tego zamieszania, prawdą stojącą za tym wszystkim, było to, że Vizcaya czekała na Enrique Careagę. Obawiając się, że nie dotrze na czas na mecz rano, udało im się przełożyć go na czwartą po południu, co pozwoliło im wystawić obrońcę Bilbao FC. Mecz rozpoczął się o godzinie 16:00. Vizcaya wystąpiła w białych koszulkach i niebieskich spodenkach a FC Barcelona w swoich standardowych strojach. Relacje opisują mecz jako zacięty i wysokiej jakości. Drużyna z Bilbao strzeliła dwa gole w pierwszej połowie, zmuszając FC Barcelonę do utrzymywania ofensywnej presji przez całą drugą połowę. Po zmniejszeniu strat, bezlitośnie atakowała bramkę Vizcaya a mecz zakończył się natarciem FC Barcelony w celu wyrównania. Vizcaya wywalczył dwa rzuty rożne przeciwko 10 zawodnikom FC Barcelony. Według niektórych komentatorów mecz trwał 75 minut. Niektórzy dziennikarze uważali, że Vizcaya zagrała godnie, choć FC Barcelona okazała się znacznie silniejsza. Hans Gamper wysłał do Barcelony telegram o 22:25: „Vizcaya”, z drużyną złożoną z najlepszych zawodników Bilbao, wygrała 2:1. Bardzo zacięty mecz. Liczna i entuzjastyczna publiczność. Dotrzemy w sobotę późno”. Tymczasem „El Liberal de Bilbao” donosił, że kibice i przyjaciele powitali zawodników orkiestrą dętą i ogromnym pokazem fajerwerków. Według „Heraldo del Sport” piłkarze byli oklaskiwani aż do siedziby Athletic Club przy Calle Nueva, gdzie entuzjastyczne okrzyki trwały nadal, gdy orkiestra zagrała „Gernikako Arbola”.

Stowarzyszenie „Gran Peña de Madrid”, zachęcone sukcesem, jaki odniosła organizacja Konkursu Rady Miasta, ufundowało kolejną nagrodę, która decydowała o drugim miejscu w Konkursie. Uzasadnienie wycofania się FC Barcelony jest dość osobliwe: FC Barcelona i Club Español de Football miały grać 14-go. Ponieważ Espanyol nie mógł wystawić pełnego składu w oczekiwaniu na posiłki, Blaugrana z rozwagą zdecydowała się nie grać i przełożyć mecz na późniejszy termin. Według wersji wydarzeń przedstawionej przez FC Barcelonę, Club Español de Football zażądał, aby Real Madryt i FC Barcelona zmierzyły się ze sobą 16 października, zgodnie z terminarzem turnieju, nie odwzajemniając gestu, jaki wcześniej wykonała FC Barcelona. Blaugrana, która udała się do Madrytu głównie po to, by zagrać z Athletic Bilbao, uznała postawę Espanyolu za lekceważącą i zdecydowała się wycofać z rozgrywek, podobnie jak wcześniej zrobił New FC, być może zdemoralizowany wynikiem meczu z Vizcaya. Pozostało im jednak przekonanie, że gdyby FC Barcelona odwołała się do jury w sprawie swoich praw, zostałaby wysłuchana i prawie na pewno zdobyłaby to trofeum, ponieważ udowodniła, że jest lepsza od rywali. Wersja podana w „Los Deportes” ma jeden punkt, który nie do końca się zgadza: skoro turniej jest przeznaczony dla drużyn wyeliminowanych, jak mecz może zostać zaplanowany na 14. kolejkę, skoro FC Barcelona wciąż musi rozegrać finał? Było wysoce nieprawdopodobne, aby ten mecz się odbył, ponieważ FC Barcelona jeszcze nie rozegrała finału a jej szanse na wygranie rozgrywek wciąż istniały. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Enrique Goiri z Vizcaya zauważa w liście do Los Deportes, że gdyby FC Barcelona rozegrała ten mecz z Club Español, drużyna z Bilbao nie wnioskowałaby o przełożenie finału, ponieważ obie drużyny byłyby na równych prawach, po rozegraniu dwóch meczów. Sugeruje to, że mecz FC Barcelona – Club Español rzeczywiście został zaplanowany, co podważa istotę „Gran Peña Cup”. Gdyby Puchar „Gran Peña” miał decydować o drugim miejscu w rozgrywkach, oczywiste jest, że skoro New FC się wycofał, powinien zostać rozegrany między trzema pozostałymi drużynami. Zdarzyło się tak, że rozegranie meczu FC Barcelona dzień po finale mogłoby zostać uznane za niesprawiedliwe wobec katalońskiego klubu, stąd decyzja o wycofaniu się. Należy jednak zauważyć, że FC Barcelona odmówiła przełożenia finału o jeden dzień z powodu konieczności powrotu do Barcelony, więc najwyraźniej umówiła się już na podróż powrotną na wieczór 15. W rezultacie w rywalizacji pozostały tylko zdeterminowane kluby Madrid FC i Español de Football, przy czym ten drugi zaprosił trzech lub czterech dodatkowych zawodników z Barcelony do gry w finale turnieju. W rezultacie Puchar „Gran Peña” został skrócony do jednego meczu, który miał wyłonić wicemistrza rozgrywek.

FINAL COPA GRAN PEÑA 1902:

MADRYT FC - CLUB ESPAÑOL (BARCELONA) 3-2 MADRYT: LAS VENTAS 16.05.1902

Enrique Goiri, zawodnik Athletic Club i członek Vizcaya, wysłał list do dziennika sportowego Los Deportes, w którym skarżył się na komentarze opublikowane w barcelońskim czasopiśmie, które były nieco nieścisłe. Zauważył na przykład, że Vizcaya nie otrzymał żadnych rzutów karnych w pierwszym meczu. Potwierdził, że bracia Silva odnieśli kontuzję na meczu treningowym, dlatego tylko jeden z nich mógł zagrać. Uzasadnił również odmowę rozegrania finału przez swoją drużynę z powodu zmęczenia – nie wspominając o oczekiwaniu na Careagę – i skrytykował FC Barcelonę za to, że nie zagrała z Club Español 14 lipca – co, jak stwierdził, potwierdziło niepewność związaną z regulaminem „Gran Peña Cup”. Skomentował również, że gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni w decydującym meczu, piłka toczyła się w strefie obronnej FC Barcelony. Przyznał, że FC Barcelona wykazała się większą determinacją i siłą przeciwko młodszej(a zatem mniej doświadczonej) drużynie Bilbao, która była znacznie bardziej zmęczona. Na koniec zauważa, że podczas gdy Vizcaya składała się z najlepszych piłkarzy z Bilbao, FC Barcelona wystawiła najlepszych z Katalonii, nie zapominając o uwzględnieniu trzech angielskich piłkarzy z Hispania AC. No cóż, jeśli jedna grupa wysłała zespół, druga grupa też powinna. Ale kiedy przychodzi do gloryfikowania sukcesu, kibice szaleją i depczą prawdę. W Bilbao o Vizcaya mówi się, jakby to był pełnoprawny klub, pomijając jego naturę reprezentacji narodowej. Niemniej jednak podkreślają nieobecność niektórych zawodników, którzy nie mogli podróżować. Przypisują to brakowi przygotowania – zapominając, że 31 kwietnia rozegrali swój drugi mecz międzynarodowy przeciwko Burdigalii. Aby uniknąć kwestii Careagi, upierają się przy wykazywaniu, że ich drużyna przyjechała wyczerpana na finał – zaliczając trening po przyjeździe do Madrytu jako mecz – i w ten sposób uzasadniają swoje naleganie na przełożenie meczu. I wreszcie, należy podkreślić niedogodności, jakie musieli pokonać w starciu z przeciwnikiem, który przybył do Madrytu z 20 rezerwowymi – dwiema delegacjami Barcelony, według doniesień „El Imparcial” – w porównaniu z zaledwie dwiema z nich, a także z licznymi wzmocnieniami. FC Barcelona jest nawet nazywana połączoną drużyną Barcelona-Hispania. Dla przykładu, komentują nawet strój drużyny przeciwnej, zauważając, że nosili nakolanniki, aby uniknąć kontuzji spowodowanych upadkami. Jako uzasadnienie wyniku meczu twierdzą, że w pierwszej połowie zdominowali Barcelonę, ale w drugiej połowie słońce przeszkadzało piłkarzom Bilbao – ale komu przeszkadzało słońce w pierwszej połowie? Na koniec opisują to jako „ogromną porażkę FC Barcelony”. To jest epickie: 2:1 to nie pogrom. W „El Liberal” z Bilbao, pod publikacją Cyrano, tytuł Mistrza Hiszpanii przyznano Vizcaya. Ciekawe stwierdzenie, które w kontekście euforii i pasji jest nawet akceptowalne, skoro Vizcaya zdobyła pierwsze trofeum, o które rywalizowali reprezentanci kilku miast. Nie zapominajmy przecież, że mieszkańcy Bilbao i Barcelony chcieli udowodnić, kto jest najlepszy w Hiszpanii w tych rozgrywkach. Problem tkwi w oficjalnym zaakceptowaniu tego stwierdzenia. Szczegółowo przeanalizowaliśmy wszystkie wydarzenia związane z Turniejem w Madrycie. Fascynujący i bardzo ważny turniej, godny szczególnej uwagi i należnego mu miejsca. Umieszczenie go na liście zwycięzców Mistrzostw Hiszpanii jest absurdalne, podobnie jak absurdalnie znalazł się na koszulkach Athletic Club w niedawnym finale Pucharu Króla w Walencji w 2009 roku. Turniej w Madrycie nie miał nic wspólnego z Mistrzostwami Hiszpanii. Podczas jego trwania widoczne było jedynie zainteresowanie piłką nożną, ogromna chęć rywalizacji między drużynami z różnych części Hiszpanii i potrzeba zorganizowania naprawdę poważnych rozgrywek. Zawody w Madrycie były zatem turniejem towarzyskim. Juan Padrós zorganizował je w rekordowym czasie i dzięki temu mógł powiedzieć: skoro udało się zorganizować te zawody, to z rocznym wyprzedzeniem Mistrzostwa Hiszpanii z pewnością się odbędą. Jasne stały się dwa pomysły: stworzenie podmiotu, który zrzeszałby wszystkie kluby piłkarskie, oraz przyznanie tej instytucji wszelkich uprawnień i kompetencji do organizowania hiszpańskiej ekstraklasy, wraz z gwarancjami. I na koniec jedna uwaga. Skoro trofeum zdobyła reprezentacja narodowa a nie Athletic Club, słuszne jest, aby Puchar był eksponowany w gablotach podmiotu, który faktycznie odziedziczył tę pierwotną reprezentację, czyli Biskajskiej Federacji Piłkarskiej, ponieważ trofea reprezentacji narodowych są przechowywane pod opieką odpowiednich federacji.

10

@FCBparasiempre
Mineło prawie 125 lat od tego wydarzenia a ono znów trafia na pierwsze strony gazet. Zarząd Athletic Club zdecydował o umieszczeniu trofeum Copa del Rey z 1902 roku na oficjalnej koszulce finału Mistrzostw Hiszpanii w 2009 roku, traktując go jak inauguracyjną edycję rozgrywek. Królewski Hiszpański Związek Piłki Nożnej (RFEF) oświadczył już, że nie uznaje trofeum i dlatego nie wpisał go do oficjalnego rejestru turnieju. Ten incydent po raz kolejny pokazuje, że wydarzenia sprzed około 100 lat wciąż budzą kontrowersje a wobec braku poważnego i dogłębnego śledztwa, osoby mające w tym interesy manipulują faktami, by służyły ich własnym celom. Czy Athletic Club lub RFEF (Królewski Hiszpański Związek Piłki Nożnej) zadały sobie trud opublikowania pełnego i wyczerpującego sprawozdania z tego, czym tak naprawdę był Puchar Hiszpanii z 1902 roku? Która strona ma rację? Zanurzymy się w prawdziwie wciągającą historię, w której bohaterowie tak głęboko się zaangażowali, że wydarzenia te stały się legendą. I jak w każdej legendzie, epicka narracja przesłoniła prawdę. Dlatego niektórzy uważają to za pierwsze Mistrzostwa Hiszpanii w historii, podczas gdy inni postrzegają je jako towarzyskie rozgrywki – w zależności od tego, czy opierają się na legendzie, czy na historycznej dokładności. W 1900 roku doszło do rozłamu w madryckim klubie Sky FC, na którego czele stał Julián Palacios. Ci dysydenci byli prekursorami oficjalnego powstania klubu Madrid FC. Odpowiadali za promocję piłki nożnej w całym Madrycie. Jednak do czasu zaangażowania Juana Padrósa, obecność tego sportu w Madrycie praktycznie nie istniała. Juan Padrós wkroczył na scenę w 1902 roku. Czuł silną potrzebę sformalizowania wszystkich swoich działań, świadomy, że historia będzie go tego później wymagać. Czuł, że obchody przysięgi Alfonsa XIII mogą być dobrą okazją do promocji piłki nożnej zarówno w Madrycie, jak i w Hiszpanii – było jasne, że doskonale rozumiał futbol rozgrywany w Barcelonie i Bilbao, prawdopodobnie dzięki ówczesnym publikacjom. Jeśli chciał być oficjalnie słyszany, musiał reprezentować oficjalnie ustanowione stowarzyszenie. Sprawy potoczyły się błyskawicznie: 6 marca Juan Padrós objął stanowisko prezesa klubu piłkarskiego Madrid FC, mając na celu prawne utworzenie spółki, która wystąpi do Rady Miasta Madrytu z wnioskiem o organizację zawodów. Oficjalne dokumenty przedstawiono 18 kwietnia a 22 kwietnia tego samego miesiąca oficjalnie ogłoszono powstanie spółki Madrid FC, której prezesem został Juan Padrós. Juan Padrós, nowo wybrany prezes stowarzyszenia, włożył cały swój entuzjazm w zorganizowanie „zawodów piłkarskich” korzystając z majowych uroczystości w stolicy, Madrycie, które tym razem zbiegły się z historycznym wydarzeniem: przysięgą na Konstytucję Hiszpańską złożoną przez Alfonsa XIII z okazji osiągnięcia pełnoletności. Rzeczywiście, Hiszpania znalazła się w dziwnej sytuacji po śmierci Alfonsa XII, ponieważ jego następca tronu jeszcze się nie narodził. Królowa, mianowana regentką, wypełniała obowiązki monarchii. 17 maja 1886 roku urodziła Alfonsa, który był królem Hiszpanii od momentu narodzin. Jednak aby Alfons mógł oficjalnie rządzić, musiał najpierw osiągnąć pełnoletność, która, decyzją Kongresu, wynosiła 16 lat. Protokół wymagał od króla złożenia przysięgi na wierność Konstytucji, co zostało zorganizowane na królewskie urodziny. Madryt został przyozdobiony światłami i gośćmi, a wszystkie gazety relacjonowały to historyczne wydarzenie. Akt przysięgi na wierność był równoważny ceremonii koronacyjnej innych monarchii, dlatego wielu nazywało to wydarzenie uroczystościami koronacyjnymi Alfonsa XIII. Negocjacje postępowały szybko, ponieważ „Konkurs” musiał być w pełni regulowany zaplanowanymi terminami. Mieli niewiele ponad półtora miesiąca na jego zorganizowanie i przygotowanie drużyny do godnej rywalizacji. Rada Miasta Madrytu z zadowoleniem przyjęła propozycję Padrósa. Sam burmistrz Alberto Aguilera bezpośrednio poparł organizację wydarzenia. Zawody były częścią uroczystości ale klub Madrid FC odpowiadał za wszystkie szczegóły organizacyjne: opracowanie regulaminu, znalezienie trofeum, zaproszenie uczestników, przygotowanie boiska… tysiąc rzeczy w czasach, gdy wszystko załatwiano telegraficznie. Niewątpliwie, bez nieocenionej współpracy z nowo powstałym madryckim czasopismem sportowym „El Heraldo del Sport” zasięg turnieju i wywołane przez niego oczekiwania nie byłyby takie same. Wkrótce opublikowano regulamin „Rozgrywek Związku Piłki Nożnej”, w których nagrodą był srebrny puchar ufundowany przez Radę Miasta Madrytu: regulamin rozgrywek piłkarskich organizowanych przez Madrid FC:

1. W Konkursie mogą wziąć udział wszystkie stowarzyszenia Hiszpańskiej Federacji Piłki Nożnej, rejestrując się do 1 maja. W tej sprawie należy skontaktować się z Prezesem Stowarzyszenia „Madrid FC”, Calle de Alcalá, 48, Madryt.

2. Po rejestracji Stowarzyszenie prześle listę drużyny z nieograniczoną liczbą zawodników rezerwowych.

3. Nagroda stanie się prawowitą własnością Stowarzyszenia, które ją otrzyma.

4. Mecze będą rozgrywane w seriach, drużyny będą losowane dwójkami a zwycięzcą zostanie drużyna, która wygra ostatnią serię.

5. W przypadku remisu sędzia może przedłużyć mecz o 15 minut.

6. Mecze zostaną rozegrane w dowolnym terminie, chyba że kapitanowie ustalą inaczej.

7. Sędziowie zostaną wyznaczeni za obopólną zgodą przez kapitanów rywalizujących drużyn. W przypadku braku porozumienia, Jury dokona wyboru. Sędzia ma obowiązek sporządzić protokół dla Jury, podpisany przez niego i obu kapitanów a po upływie 48 godzin żadne roszczenia nie będą uwzględniane.

8. Wszelkie różnice i roszczenia muszą zostać zgłoszone w formie pisemnej Jury, które zastrzega sobie prawo do ich rozstrzygnięcia.

Zasady opublikowano w różnych ówczesnych czasopismach sportowych. Wiemy, że sam Juan Padrós wysłał kopię do klubów Barcelony, które brały udział w Pucharze Macaya. W międzyczasie klub otrzymuje od najznakomitszego burmistrza srebrne trofeum, które przechodzi ostateczne wykończenie w prestiżowych warsztatach pana Marabiniego, odpowiedzialnego za jego wykonanie. A tor wyścigowy jako boisko! Książę Sesto, jako prezes Towarzystwa Promocji Hodowli Koni, uzyskał prawo użytkowania toru od Towarzystwa Wyścigów Konnych i Polo oraz Ministerstwa Rolnictwa. Mając zaledwie kilka dni do stracenia, znaleźli dobrze zlokalizowane i łatwo dostępne miejsce na „Paseo de la Castellana”(w obszarze znanym obecnie jako „Nuevos Ministerios”) ale w nie najlepszym stanie. Teren miał dwie trybuny po jednej stronie, naprzeciwko której znajdowało się główne wejście dla większości publiczności. Obwód centralnego owalu wynosił 1400 metrów, pozostawiając wymiary 110 m x 90 m do gry w piłkę nożną. Zawodnicy narzekali na tak szerokie boisko. Środek toru, tępy jak na trawę, był żyzny od obornika ze stajni. Trzeba było włożyć mnóstwo pracy w jego oczyszczenie a dodatkowo przygotowano szczepionki przeciw tężcowi. Pesymiści, czyli przeciwnicy tego sportu natychmiast przedstawili swoją wersję wydarzeń: „Te dzieci ryzykują życie”. Wszystko było gotowe. Na dzień 2 maja zarejestrowani uczestnicy to: Z Madrytu: Madrid FC i New FC. Z Barcelony: FC Barcelona i Club Español de Football. Z Bilbao: Vizcaya. Dotarła również notatka z Universitari SC de Barcelona, usprawiedliwiająca nieobecność, której termin pokrywał się z terminami egzaminów końcowych, co miało wpływ na całą kadrę składającą się ze studentów. Reprezentacje Madrytu przybyły do turnieju bardzo słabo przygotowane. W swojej historii rozgrywały jedynie krótkie mecze między sobą, nie umawiając się na mecze z innymi drużynami. Jest to dość dziwne, ponieważ zarówno Madryt FC, jak i New FC grały w piłkę nożną wyłącznie dla przyjemności, bez ducha rywalizacji. Wreszcie, gdy turniej był już w pełni zorganizowany, prezydenci, Juan Padrós i Ángel Mayora, zorganizowali mecz towarzyski. Miał to być pierwszy mniej lub bardziej poważny mecz w historii Madrytu. Wykorzystali święto 2 maja, aby sprawdzić swoje siły i przygotować się do rozgrywek.

MADRYT FC - NOWY FC 1-1 HIPÓDROMO 02.05.1902. Sędzia: Juan Padrós. Bramki: 0-1 Vallarino. 1:1 Sáinz de los Terreros.

Wynik końcowy odzwierciedla wyrównany poziom obu drużyn. Vallarino strzelił gola dla New FC w pierwszej połowie a Sáinz de los Terreros wyrównał w drugiej. Sędzią był Juan Padrós. Nie ma wątpliwości, że obie drużyny pokazały, że są bardzo niedoświadczone i nie dały poważnych gwarancji zwycięstwa rywalom, którzy zapowiedzieli swoją obecność. Największą zaletą była frekwencja, która wyniosła ok. 1000 osób. Apel z madryckich rozgrywek pojawia się w momencie, gdy piłka nożna w Bilbao rozszerza swój zasięg międzynarodowy. Dwa kluby współistnieją i to w bardzo pozytywny sposób: Athletic Club i Bilbao FC. Wczesną wiosną 1902 roku Ricardo Ugalde zdołał zorganizować dwa mecze towarzyskie z francuskimi sąsiadami w Bordeaux. Przeciwnikiem był jeden z lokalnych klubów, Burdigalia, zrzeszony w „USFSA”. Na potrzeby tych podwójnych międzynarodowych zawodów, drużyny z Bilbao postanowiły połączyć swoje składy w jedną drużynę o nazwie Vizcaya. Zespół odniósł dwa ważne zwycięstwa, zdobywając tytuł „najlepszej drużyny w Hiszpanii”, jak donosi reporter L'Auto-Vélo. Nie ma wątpliwości, że drużyna z Bilbao miała ogromny potencjał, ponieważ składała się z zawodników z bogatym doświadczeniem sportowym: Alejandro de la Sota grał w Plymouth, Pedro de Larrañaga w Newcastle, a ich gwiazda, Juan de Astorquia, grał przez cztery lata w Anglii. W swoich szeregach mieli również kilku angielskich piłkarzy.

VIZCAYA BILBAO - BURDIGALIA BORDEAUX 7-0 BILBAO: 31.04.1902

Zwycięstwo nad Burdigalią było miażdżące i napełniło drużynę z Bilbao pewnością siebie. Otrzymawszy zaproszenie z Madrytu, nie dali przekonującej odpowiedzi dotyczącej frekwencji. Wydawało się, że Athletic Club rzeczywiście jest chętny ale brakowało mu gwarancji. W końcu, wzmocnieni dwoma zwycięstwami, postanowili zreformować drużynę i zarejestrowali się jako Vizcaya. Niektóre media określały ich mianem Vizcaya-Athletic. Po przybyciu do Madrytu drużyna z Bilbao postanowiła trenować na Hipodromie, aby zapoznać się z boiskiem. Rozegrali mecz towarzyski, w którym bracia Silva doznali kontuzji w wyniku przypadkowego zderzenia. Ramón doznał rozcięcia języka i nie mógł zagrać w pierwszym meczu. Ten trening i kontuzja zawodnika powróciły później, gdy relacjonowali wydarzenia z turnieju.

FC Barcelona właśnie zdobyła Puchar Macaya – w tamtych latach turnieje nazywano według stawek: puchar, medal… a nie, jak teraz, według systemu rozgrywek: liga, puchar. To były najważniejsze rozgrywki w mieście. Przytłoczyli rywali wysokimi wynikami. W ataku znaleźli się John Parsons (Anglik), Hans Gamper (Szwajcar), Udo Steinberg (Niemiec), Joaquín C. García (Hiszpan, który grał w Plymouth) i Gustavo Green (urodzony w Maladze i z angielskim obywatelstwem). Reakcją w Barcelonie, gdy L'Auto-Vélo ogłosiło Vizcaya najlepszą drużyną w Hiszpanii, a drużyna z Bilbao się z tym zgodziła, było przyjęcie wyzwania. Zaproszenie do gry w rozgrywkach w Madrycie było darem niebios, ponieważ byli gotowi znaleźć terminy podróży do Bilbao a następnie podjąć rywali w Barcelonie. Nie musieli tego robić. Problemem dla FC Barcelony była organizacja wyjazdu do Madrytu. Nie mogli liczyć na wszystkich zawodników pierwszego zespołu i musieli włączyć do składu zawodników rezerw, takich jak Luis Puelles, José Llobet i Alfonso Albéniz, choć ten ostatni rozegrał już kilka meczów w pierwszym zespole. Niezadowolony z liczby zawodników, których mógł sprowadzić, poprosił o wzmocnienie w postaci trzech braci Morris z Hispania AC, drużyny, która nie zamierzała grać. W ten sposób Anglicy Samuel (bramkarz, który miał już 35 lat), James i Henry Morris dołączyli do FC Barcelona. Ci piłkarze byli dobrze znani w Barcelonie, ponieważ należą do grona postaci historycznych, które wprowadziły piłkę nożną w 1894 roku, kiedy to barcelońskie „Towarzystwo Piłkarskie” rozgrywało mecze z Torrelló FC. Bracia Parsons, John i Williams, oraz Szwajcar Udo Steinberg, współzałożyciele FC Barcelony, również byli obecni na tych meczach. W skład ekspedycji FC Barcelony wchodziło 18 członków: Castellví, Pamies, S. Morris, Meyer, J. Morris, Gamper, H. Morris, Llobet, Witty, Terradas, Parsons, Valdés, Steinberg, Albéniz, O. Maier, P. Haas, Montañés i Chown. Luis Puelles nie jest wymieniony na oficjalnej liście, chociaż w pierwszym meczu zagrał w bramce zamiast Samuela Morrisa. Z kolei Club Español de Football, dzięki skoordynowanemu wysiłkowi swojej drużyny, zdołał zgromadzić niemal wszystkich zawodników wyjściowych, z dwoma wyjątkami, i wystawił jedenastu zawodników na mecz w Madrycie, który uznał za historyczny. Należy zauważyć, że Club Español de Football wybrał tę nazwę w opozycji do FC Barcelony, ponieważ jego szeregi składały się wyłącznie z piłkarzy hiszpańskich, w przeciwieństwie do międzynarodowej kadry Blaugrany. Z Barcelony wynika, że oba kluby zabrały do Madrytu „4 nowe i wspaniałe piłki Valdés-Swift(złota jaskółka), które bez wątpienia przyciągnęły uwagę kibiców”. Mogła powstać trzecia drużyna FC Barcelony, Universitari SC, ale jak już wspomnieliśmy, terminy nie były idealne dla drużyny studenckiej. Egzaminy końcowe sprawiły, że ich zawodnicy nie mogli podróżować z jakąkolwiek pewnością. W następujący sposób tygodnik „Los Deportes de Barcelona” komentował ogólną atmosferę Konkursu w swoim numerze 19 z 18 maja 1902 r.: „Hipodrom Castellana prezentował we wtorek rano wspaniały widok. Cały tor wypełniony był potrójnymi rzędami krzesełek, całkowicie zajętych przez widzów, w tym znaczną liczbą kobiet. Na pozostałych odcinkach toru, w umiarkowanych ilościach, również jeźdźcy i powozy. Podobno tłumy, które przybyły na mecze piłki nożnej, znacznie przewyższyły te na zawodach jeździeckich. Oczekiwania były ogromne, ponieważ wielu nie znało tej dyscypliny. Wśród uczestniczących klubów były „Madryt” i „Nowa” ze stolicy, „Vizcaya” z Bilbao oraz „Barcelona” i „Español” z Barcelony. Faworytami, od których oczekiwano najlepszej i najbardziej decydującej walki, były Bilbao i „Barcelona”. Mecz został dobrze przyjęty, z aplauzem za punkty i dobrą grę; zwycięzcy byli oklaskiwani a sesje były bardzo emocjonujące.” Jak głosi historia, atmosfera była spektakularna. Bilety rozdawano za pośrednictwem współpracowników, na zaproszenie członków Madrid FC. New FC również otrzymało sporą liczbę biletów. Zapotrzebowanie na bilety na finał było tak duże, że niektóre źródła podają nawet, że były one sprzedawane po cenie: 0,25 pesety za trybuny i 0,10 pesety za bilety wstępu.

PIERWSZA RUNDA ELIMINACYJNA ZAWODÓW MADRYT 1902:

VIZCAYA BILBAO - CLUB ESPAÑOL (BARCELONA) 5-1 MADRYT: HIPÓDROMO (2500) 13.05.1902;Sędzia: Samuel Morris (FC Barcelona). 0-1 (¿?') Ponz. 1-1 (¿?') Evansa. A potem Evans 2, Dyer, Astorquia.

FC BARCELONA – MADRYT FC 3-1 MADRYT: HIPÓDROMO (2500) 13.05.1902;Arb: Luis Arana (Vizcaya). 1-0 (?') Steinberg. 2-0 (?') Steinberg. 2-1 (?') Johnson. 3-1 (?') H Morris.

FC Barcelona: Luis Puelles; José Llobet, Arthur Witty -kapitan- (Anglia); Bartolomé Terradas, George Meyer (Szwajcaria), Miguel Valdés; John Parsons (Anglia), Hans Gamper (Szwajcaria), Henry Morris (Hispania AC/Anglia), Udo Steinberg (Niemcy), Alfonso Albéniz.

Madryt FC: Juan Sevilla; Rafael Molera, Mario Giralt; José Góngora, Álvaro Spottorno, José Palacios; Arthur Johnson (Anglia), José Giralt, Antonio Sánchez Neyra, Armando Giralt, Eustaquio Celada.

W obu meczach zwyciężyła logika i faworyci. Pierwszy mecz rozpoczął się o 9:00 rano. Vizcaya została zaskoczona bramką Espanyolu, ale potem zareagowała i wyraźnie ograła swoich przeciwników. Oprócz czterech bramek w drugiej połowie, doniesienia wskazują, że Vizcaya miała rzut karny, który nie został wykorzystany. Należy również zauważyć, że składy były już mylące, ponieważ udział braci Arana został potwierdzony dopiero w ostatniej chwili. Plotka głosiła, że zderzyli się na treningu i odnieśli kontuzje — później plotka przeszła na braci Silva. Ciekawostką było również to, że obie drużyny miały na sobie te same stroje, oba w kolorze białym, więc Club Español de Football zgodził się nosić czerwoną opaskę po tym, jak drużyna z Bilbao odmówiła zmiany swojej. Następnie, o godzinie 11:00 w obecności burmistrza Madrytu rozpoczął się drugi mecz. Real Madryt wyszedł na boisko w białych barwach z czerwonymi i żółtymi pasami, mierząc się z FC Barceloną w niebiesko-czerwonych pasach i białych spodenkach. Drużyna Barcelony wykazała się większym doświadczeniem i sprawnością, pokonując drużynę z Madrytu, która odpowiedziała z zaangażowaniem i determinacją. Zderzenie jednego z braci Giralt, José, z bramkarzem Barcelony doprowadziło do pierwszej kontuzji w turnieju – piłkarza Realu Madryt, który na szczęście wrócił do gry po opatrzeniu. Publiczność okazywała niezachwiane wsparcie dla swojej drużyny, nieustannie bijąc im brawo. Rozległy się również gwizdy skierowane do zagranicznych piłkarzy FC Barcelony… ponieważ drużyna gości wystawiła sześciu reprezentantów kraju. Co ciekawe, madrycki dziennik „El Imparcial ” również opublikował relacje z obu meczów. W żadnym z nich składy wyjściowe nie były identyczne a gazeta podała również, że FC Barcelona wystawiła 20 rezerwowych a Real Madryt 37. Nie mieli oni zbyt dużej wiedzy na ten temat.

17

Pamiętamy!

2 maja 1981 r. Polska pokonała na stadionie Śląskim NRD 1:0 po golu Andrzeja Buncola. 2 maja współczesnym kibicom kojarzy się z Dniem Flagi i wielkim finałem Pucharu Polski, ale w PRL-owskiej rzeczywistości był zwyczajnym dniem jakich wiele. Z tym, że następował tuż po hucznie obchodzonym przez władze Święcie Pracy i poprzedzał honorowane tylko przez opozycję Święto Konstytucji. W takim oto politycznym potrzasku, w czasie solidarnościowej rewolucji i kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego, 2 maja 1981 roku odbyło się kluczowe spotkanie biało-czerwonych w eliminacjach hiszpańskiego mundialu. W roli selekcjonera w meczu o punkty zadebiutował Antoni Piechniczek. Rok później z małym okładem miał już na szyi medal mistrzostw świata... Andrzeja Buncola dla reprezentacji odkrył Ryszard Kulesza, ale to dopiero Antoni Piechniczek dał niewysokiemu pomocnikowi chorzowskiego Ruchu pełny kredyt zaufania. „Żywe srebro”, jak o Buncolu pisali wówczas dziennikarze ze względu na jego niezwykłą ruchliwość, energiczność i aktywność, nie jeden raz w tym meczu przeniknęło szyki niemieckiej defensywy. Efektem był gol na wagę dwóch punktów. Dużo gorzej spisała się gwiazda drużyny naszych zachodnich sąsiadów. Joachim Streich, brązowy medalista igrzysk w Monachium i najskuteczniejszy w historii piłkarz NRD, spisywał się tak słabo, że po godzinie gry trener zdjął go z boiska.

Oto zwycięski skład:

Polska: Jan Tomaszewski – Paweł Janas, Władysław Żmuda, Marek Dziuba, Jan Jałocha, Janusz Kupcewicz, Andrzej Buncol, Grzegorz Lato, Andrzej Iwan (80. Piotr Skrobowski), Andrzej Szarmach, Włodzimierz Smolarek.

@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

0

@FcPortoFan1999 Tak? A mianowicie jakich?

17

Grande Espectacolo el Clasico!

2 maja 2009 r. FC Barcelona rozgromiła na Santiago Bernabeu Real Madrid 2:6(!) w ramach 34 kolejki Primera Division. Tydzień wcześniej podopieczni Guardioli zremisowali 2:2 z CF Valencią i gdy w 14 minucie starcia w Madrycie Gonzalo Higuain wyprowadził ,,Królewskich” na prowadzenie, realizator transmisji pokazał wirtualną tabele z zaledwie jednopunktową stratą Realu na 4 kolejki przed końcem. Już po czterech minutach padł jednak gol wyrównujący autorstwa Henry’ego a przed przerwą Barça prowadziła już różnicą dwóch goli. Najpierw po rzucie wolnym skuteczną główką popisał się Carles Puyol a następnie Ikerowi Casillasowi nie dał szans Lionel Messi. Drugą połowe ponownie dobrze zaczął Real za sprawą gola Sergio Ramosa, lecz Blaugrana ponownie zdobyła 3 gole(Henry’ego, Messiego i Pique) i odniosła historyczne zwycięstwo w ,,jaskini lwa”, praktycznie zapewniając sobie odzyskanie po 3 latach mistrzostwa Hiszpanii. Wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, lecz sędzia w końcówce nie podyktował karnego po faulu na Inieście, chcąc najwyraźniej oszczędzić gospodarzy. ,,Barça zademonstrowała na Bernabeu różnice pomiędzy tymi dwoma drużynami”- podsumowało ,,El Mundo Deportivo”. Ja osobiście byłem w szoku, ale takim radosnym szoku, gdy na drugi dzień rano zobaczyłem wynik w telegazecie. Do internetu miałem wówczas bardzo ograniczony dostęp. Co prawda miałem już Cyfrowy Polsat ale prawa do La Liga miał wtedy Canal+ ale za to Polsat Sport prezentował powtórki, więc byłem wniebowzięty bo przy okazji nagrałem powtórke tego spektakularnego wyczynu na płyte dvd. Pamiątka bezcenna a komentował Mateusz Borek.

Składy epokowego triumfu:

Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos (Van der Vaart, m.71), Cannavaro, Metzelder, Heinze; 'Lass' Diarra, Gago, Marcelo (Huntelaar, m.59), Robben (Javi García, m.78); Higuaín, Raúl.

FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Piqué, Puyol, Abidal; Touré (Busquets, m.84), Xavi, Iniesta (Bojan, m.84); Messi, Henry (Keita, m.60), Eto'o.

Grande partidazo:



@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974

8

Kolejny triumf w Copa del Rey:

2 maja 1920 r. FC Barcelona pokonuje w finale w Gijon, Athletic Bilbao 2:0 i sięga po raz czwarty w historii po Puchar Hiszpanii. Na stadionie „El Molinón” odbył się pierwszy finał pomiędzy FC Barceloną a Athletic Bilbao, mistrzami Vizcaya, który był jednocześnie pierwszym spotkaniem obu drużyn w Pucharze Króla. Mecz odbył się w niedzielę 2 maja 1920 roku w Gijón a Blaugrana zdobyła czwarty tytuł mistrzowski po triumfach w latach 1910, 1912 i 1913. W drugiej połowie gole zdobyli Vicenç Martínez i Paulino Alcántara. Finał zapamiętany został jednak z powodu rzutu karnego „Beltrán de Lis ”, nazwanego tak od nazwiska sędziego. Mecz był bardzo wyrównany, choć dwa czynniki sprawiły, że Athletic był faworytem: kibice gospodarzy (ze względu na bliskość geograficzną mieli większe wsparcie na trybunach) i murawa (bardzo miękka z powodu porannego deszczu). Mimo to Barça przystąpiła do finału niepokonana zarówno w Lidze Mistrzów Katalonii, jak i Pucharze Katalonii. Około pół godziny gry nadszedł kluczowy moment. Coma dotknął piłkę ręką w polu karnym Barcelony. „Niezdarne ręce” – powiedział sędzia. Rzut karny. Laca wykorzystał rzut karny strzałem wysoko, poza zasięgiem Zamory. Jednak Beltrán de Lis nie uznał gola orzekając, że zawodnik Athleticu(German Echevarria) wszedł w pole karne przed oddaniem strzału. I właśnie wtedy, gdy wszyscy zakładali, że zarządzi powtórkę... podyktował rzut wolny dla drużyny Basków. Niektóre relacje opowiadają, jak gniew piłkarzy Athleticu doprowadził ich do rzucenia się na ziemię w całkowitej rozpaczy… Beltrán de Lis, były bramkarz Realu Madryt i były prezes Narodowej Komisji Sędziowskiej, stwierdził później na łamach magazynu „Campeón”, że „Nikt wtedy nie protestował. Nawet pod koniec pierwszej połowy, kiedy odwiedzali mnie przyjaciele, koledzy i dyrektorzy, którzy gratulowali mi uczciwości, surowości itd… Aż w drugiej połowie Katalończycy postanowili strzelić dwa gole a potem przyszło rozczarowanie. To był koniec”. Podobnie, w tym samym czasopiśmie, ciało kolegialne dodało, że błąd był konsekwencją „pogawędki przy kawie”, którą odbył kilka dni wcześniej z grupą „profesorów”, podczas której zwrócono uwagę na tę samą sytuację, rozwiązując „autorytarny głos, który wzbudził we mnie szacunek, rozwiązał ją bez żadnych wymówek: tak zostało zrobione, bez apelacji”.

W drugiej połowie Barça stopniowo przejęła kontrolę nad grą dzięki znakomitej grze Sancho i przypieczętowała zwycięstwo bramkami Vicença Martíneza, po hojnej asyście Plazy, oraz Paulino Alcántary, który wykonał jeden ze swoich charakterystycznych rzutów wolnych. Barça zakończyła mecz w dziesiątkę, ponieważ Sesúmaga został zmuszony do opuszczenia boiska z powodu kontuzji. Przyjęcie drużyny 5 maja na „Estació del Nord” było spektakularne. Szacuje się że na stacje przyszło około 6 tysięcy ludzi. Zawodnicy wraz z trenerem, Anglikiem Jackiem Greenwellem, zostali powitani w siedzibie klubu przy ulicy Aribau, gdzie wznieśli toast szampanem w towarzystwie prezesa Ricarda Graellsa i jego zarządu. Uroczystości z okazji zdobycia tytułu trwały kilka dni i obejmowały mecze, tańce i bankiety. Składy obu drużyn:

FC Barcelona: Zamora; Coma, Galicja; Torralba, Sancho, Samitier; Viñals (c), Sesúmaga, Vicenç Martínez, Alcántara i Plaza.

Athletic: Amann; Hurtado, Acedo; Eguiluz, Paco Belauste, Sabino; Germán Echevarria, Laca, José Mari Belauste, Pichichi i Sena.

@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360

2

@ZwyklyCuler48 Ach! Najmocniej przepraszam. Tak długo żaden inny Hiszpan nie zdobywał Złotej Piłki że poprostu zapomniałem zmienić ten tekst. Dziękuje ślicznie za wyłapanie błędu i jeszcze raz przepraszam...

13

Wybitne legendy FC Barcelony:

2 maja 1935 r. urodził się Luis Suarez Miramontes, jeden z najwybitniejszych snajperów w historii hiszpańskiego futbolu. Wielka legenda Blaugrany, jedyny Hiszpan, który został nagrodzony Złotą Piłką France Football. Jesteśmy bardzo wdzięczni za wszystko co uczynił Blaugranie. My cules nigdy o nim nie zapomnimy. Luis Suarez zmarł 9 lipca 2023 r. w Mediolanie.

https://dumakatalonii.pl/luis-suarez-miramontes/

@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Szalik

1

@Bernard777 Zabrakło motywacji naszym. Nie wiem co oni myśleli? Że niby co? W rewanżu wystarczy dowieźć rezultat z pierwszego meczu? Coś słabiutko przygotował ich Valverde na ten rewanż...

1

@Munio Chętnie bym dodał, lecz najzwyczajniej nie dysponuje takim skrótem...

13

Duma Katalonii triumfuje w „Liga del Mediterráneo”:

2 maja 1937 r. FC Barcelona rozgromiła Gimnastico FC Valencia 5:1 w 14 kolejce(ostatniej) meczu Ligi Śródziemnomorskiej, tym samym zostając mistrzem tejże ligi. Tego dnia trener Blaugrany, Patrick O'Connell, wystawił następujących zawodników: Iborrę, Zabalo, Rafę, Argemiego, Franco, Bardinę, Vantolrà, Escolá, Guala, Balmanyę i Munllocha. Gole dla Barçy zdobyli: Miguel Gual(hattrick), Domenec Balmanya i Josep Escolá. Więcej o tym sukcesie przeczytacie tutaj: https://www.fcbarca.com/42099-75-lat-od-zwyciestwa-w-lidze-srodziemnomorskiej.html

@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@KrychaFCB
@Adran360

3

@Marusek No Ciszewskiego to słyszałem tylko na mundialu w Hiszpanii bo jakoś zaraz po mundialu zmarł ale to wystarczyło żeby docenić tak wybitnego komentatora jak zauważasz. Natomiast o Gmochu to już się naczytałem i to z wypowiedzi samych piłkarzy, którzy mieli z nim do czynienia. To bez dwóch zdań była partyjna menda...!

11

Prezent z okazji Święta Pracy:

1 maja 1977 r. Polska pokonała Danię 1:2 na wyjeździe w eliminacjach mistrzostw Europy. Przed odlotem do Kopenhagi trener Jacek Gmoch powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że postara się sprawić prezent klasie robotniczej z okazji Święta Pracy. Obietnicę spełnił. To był kolejny test prawdy dla nowego selekcjonera i jego drużyny. Duńczycy mieli wtedy kilku wybitnych graczy, takich jak Allan Simonsen, Henning Jansen czy choćby Morten Olsen oraz bardzo, bardzo mocną drużynę z ambicjami na awans do argentyńskiego mundialu. Z ambicjami i realnymi szansami, w które wierzył nie tylko trener Kurt Nielsen. Dla nich to był mecz o wszystko. Jednak 1 maja 1977 roku biało-czerwoni odnieśli na wyjeździe efektowne zwycięstwo a jego ojcem był Włodzimierz Lubański, autor dwóch goli. Niewiele brakowało zresztą, by nie pojawił się na boisku, bo wówczas kluby nie miały obowiązku zwalniania zawodników na spotkania reprezentacji. Włodarze Lokeren, w którym grał, najpierw nie chcieli go puścić na mecz, ale ponieważ zależało im na przedłużeniu kończącego się kontraktu, ulegli jego namowom. Partia była dumna z piłkarzy. Pierwszy sekretarz KC PZPR Edward Gierek przesłał depeszę gratulacyjną na ręce kapitana Kazimierza Deyny. ,,Kolejny wspaniały sukces polskiego piłkarstwa! Proszę państwa, jakież spokojne lato przed naszą reprezentacją… Zwycięstwa, same zwycięstwa a przecież eliminacje się jeszcze nie skończyły. Zwycięstwo z trudnym przeciwnikiem w Porto z Portugalią i tu w Danii na „Idrætsparken”, gdzie mimo wszystko faworytami byli gospodarze naszpikowani tymi różnymi zawodowcami grającymi na zachodzie Europy. Jednak reprezentacja Polski jeszcze raz udowodniła wysoką dyscyplinę taktyczną, świetną grę w środku pola, wykorzystała bezbłędnie prawie wszystkie szanse, no a Włodzimierz Lubański swój 70. występ w reprezentacji ukoronował wspaniałymi dwiema bramkami.”- tak oto komentował nieodżałowany JAN CISZEWSKI.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Pewne zwycięstwo przed rewanżem:

1 maja 2019 r. FC Barcelona pokonała Liverpool FC 3:0 w ramach pierwszego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów. Mecz z Liverpoolem na Camp Nou można śmiało określić jako ostatni wielki popis Messiego w Lidze Mistrzów. Argentyńczyk na 3:0 trafił cudownym uderzeniem z rzutu wolnego i brylował przez całe 90 minut. W tym meczu strzelił swego gola numer 600 dla Barçy. Liverpool miał swoje szanse ale Salah przy najlepszej okazji trafił tylko w słupek i pudłował także Mane. Klopp jednak nie rozpaczał. ,,Powiedziałem chłopakom że jestem dumny z tego, jak graliśmy. Przeciwko takiemu zespołowi… Byłem w pełni szczęśliwy”- wspomina w książce ,,Mój romans z Liverpoolem”. W 6-tej minucie doliczonego czasu gry, bardzo dogodną sytuacje na strzelenie gola zmarnował Dembele. Gwoli formalności, pozostałe 2 gole zdobyli: również Messi oraz Luis Suarez.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974

11

(Nie)zapomniane El Clasico:

1 maja 2002 r. FC Barcelona zremisowała na Santiago Bernabeu z Realem Madryt 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Nie było niespodzianki w Madrycie. Real zremisował z Barceloną 1:1 i awansował do finału Ligi Mistrzów. Atmosfera przed półfinałowym spotkaniem Ligi Mistrzów pomiędzy Realem i Barcą była wyjątkowo gorąca. Prezydent katalońskiego klubu lekceważąco wypowiadał się o mistrzowskiej drużynie królewskich z lat pięćdziesiątych, która pięć razy zdobywała Puchar Europy. Waga tych oskarżeń zmalała po zamachach bombowych w Madrycie, w których lekko rannych zostało 17 osób. Rozważano nawet przełożenie meczu, ale po konsultacjach z policją UEFA dała piłkarzom zielone światło. ,,Na początku trochę się bałem, ale teraz wszystko się uspokoiło” - mówił przed meczem jeden z kibiców Realu. -,,Nie mógłbym zresztą przepuścić takiego wydarzenia”. Mecz jednak wielkim wydarzeniem nie był. W pierwszej połowie był niemalże wierną kopią pojedynku sprzed tygodnia. Barça, która żeby awansować, musiała strzelić trzy gole, atakowała a Real spokojnie się bronił. Najlepszą okazję Katalończycy stworzyli dość przypadkowo. Fabio Rochemback strzelił silnie z 20 metrów, tor lotu piłki zmienił jeszcze Cocu, ale nie na tyle by wpadła do siatki. Po odbiciu od słupka próbowali dopaść do niej Patrick Kluivert i Cesar. Holender nieumyślnie rozorał korkami twarz bramkarza Realu, który jednak grał do końca meczu. Pod koniec pierwszej połowy obrońcy Blaugrany stracili piłkę pod polem karnym. Raul przymierzył i zza pola karnego strzelił nie do obrony w okienko bramki Bonano. Wprawdzie tuż po przerwie po samobójczym strzale Ivana Helguery był remis ale więcej goli już nie padło. Piłkarze FC Barcelony zagrali ambitnie ale w finale(o dziewiąty puchar Europy w historii)- zagrał Real.

Składy:

Real: Cesar - Salgado, Hierro, Helguera, Roberto Carlos - Makelele, Zidane (46. Flavio Conceicao), Figo (68. McManaman), Solari - Raul, Guti (87. Pavon)

FC Barcelona: Bonano - Puyol, de Boer, Abelardo, Coco (46. Overmars) - Xavi, Rochemback (67. Geovanni), Cocu (75. Sergi), Luis Enrique - Kluivert, Saviola

@Szalik
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

Jeśli tak poważny trener twierdzi poważnie że na 100% możemy rywalizować na tym samym poziomie z takimi rywalami jak Bayern Monachium czy PSG, to jak tak pysznego i zarozumiałego trenera absolutnie nie akceptuje! Niech wraca skąd przyszedł, w języku to i ja moge kozaczyć...

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?