FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Premierowe starcie Dumy Katalonii na arenie międzynarodowej:
24 kwietnia 1910 r. FC Barcelona zremisowała 1:1 w półfinale Pucharu Pirenejów z francuską ekipą Olympique de Cette i… awansowała do finału! Jak do tego doszło że przy remisie awansowała do finału? Rzecz prozaiczna, otóż Francuska drużyna nie chciała grać w dogrywce, ponieważ była wyczerpana i wolała odpaść remisując 1:1. Jedynego gola dla Blaugrany strzelił napastnik Josep Graell Pons. Puchar Pirenejów był oficjalnymi rozgrywkami organizowanymi przez Francuską Federację Piłki Nożnej, które odbywały się w latach 1910-1914 (5 edycji) i w których brały udział drużyny graniczące z Pirenejami, m.in. z Kraju Basków. O tym co się wydarzyło w finale dowiecie się 1 maja.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Hiszpańska Federacja Gimnastyczna. Poprzednik Hiszpańskiej Federacji Piłki Nożnej:
Dziennikarz Narciso Masferrer y Sala był prawdopodobnie pierwszym promotorem sportu w Hiszpanii o globalnej i ambitnej wizji a także pierwszą osobą, która jasno zrozumiała potrzebę istnienia organizacji krajowych działających jako Narodowe Stowarzyszenie Sportowe a także federacji dla każdej dyscypliny i mistrzostw krajowych. Propozycja ta, z pewnymi modyfikacjami, urzeczywistniła się w postaci utworzenia Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej 7 czerwca 1898 roku, w odpowiedzi na apel Masferrera na łamach barcelońskiej gazety „Los Deportes”(założonej przez niego w 1897 roku) z 1 marca 1898 roku do wszystkich hiszpańskich sportowców o utworzenie „Konfederacji Hiszpańskich Stowarzyszeń Gimnastycznych”. Na apel pozytywnie odpowiedziały: Klub Gimnastyczny z Tarragony, Krajowe Stowarzyszenie Oficjalnych Nauczycieli, Klub Gimnastyczny z Vigo, Klub Gimnastyczny z Cartageny, Katalońskie Towarzystwo Gimnastyczne oraz Towarzystwo Gimnastyczne z Orense. Wkrótce potem dołączyło Hiszpańskie Towarzystwo Gimnastyczne, początkowo z zastrzeżeniami do tej inicjatywy. José Canalejas y Méndez, poseł, były minister robót publicznych, sprawiedliwości i finansów oraz honorowy prezes Katalońskiego Stowarzyszenia Gimnastycznego, został wybrany pierwszym prezesem „FGE”. Pierwsze zgromadzenie Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej(FGE) odbyło się 26 września 1899 roku w Madrycie i towarzyszył mu festiwal gimnastyczny (w najszerszym znaczeniu tego terminu, ponieważ odbywały się zawody w wielu dyscyplinach sportowych). To rozróżnienie jest istotne, ponieważ często upraszcza się stwierdzenie, że FGE była bezpośrednim poprzednikiem Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej. Choć gimnastyka z pewnością zajmowała pierwszorzędne miejsce wśród jej celów, jej ambicje obejmowały w rzeczywistości wszystkie sporty a nawet działalność kulturalną i folklorystyczną. FGE była rzeczywiście prekursorem federacji gimnastycznej, ale także federacji lekkoatletycznej, federacji piłkarskiej i federacji praktycznie wszystkich innych dyscyplin sportowych(tylko kolarstwo, gołębiarstwo, żeglarstwo i strzelectwo miały wówczas własne struktury federacyjne lub pseudofederacyjne). Była również prekursorem Hiszpańskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie należy też zapominać o jego wymiarze kulturowym i edukacyjnym, wyraźnie ukształtowanym przez ruch regeneracjonistyczny. Fakt, że Hiszpańska Federacja Gimnastyczna, założona w 1932 r., początkowo nazywała się Hiszpańską Federacją Gimnastyczną i była inicjatywą Hiszpańskiego Towarzystwa Gimnastycznego, może ułatwiać pomyłki, należy jednak odróżnić te dwie organizacje. Bezpośrednim poprzednikiem FGE było wspomniane wcześniej Hiszpańskie Towarzystwo Gimnastyczne, założone przez wszechobecnego Masferrera wraz z Emilio Monjardínem, Emilio Collem i Eduardo Charlesem w Madrycie 2 marca 1887 roku. Cele SGE były ambitne: „…pracować ze wszystkich sił, aż dojrzeje do funkcjonującego, ludowego, demokratycznego społeczeństwa, które uczyni sport dostępnym dla wszystkich entuzjastów, aby studenci, pracownicy i robotnicy mogli zwalczać wady i brutalizację życia w niewoli i ciągłej pracy, rozwijając i równoważąc emocje sportowe a także osiągając harmonijny rozwój inteligencji i zdrowia”. Nic więcej i nic mniej. Po założeniu, siedziba FGE mieściła się w budynku SGE (ul. Libertad 15, Madryt) a czterech założycieli (Masferrer, Monjardín, Coll i Charles) było członkami Komitetu Wykonawczego. Oficjalną publikacją FGE było czasopismo „Los Deportes”(ul. Montjuich del Carmen 5, Barcelona) a sekretarzem generalnym był Marcelo Santos Sanz Romo. Sanz Romo był dyrektorem SGE i Stowarzyszenia Narodowego, dyrektorem Szkoły Fizycznej w Madrycie oraz członkiem Trybunału ds. Przyjęć do Korpusu Nauczycieli Gimnastyki. We wrześniu 1900 roku uczestniczył w Międzynarodowym Kongresie Wychowania Fizycznego w Paryżu a w 1912 roku został sekretarzem COE. Należy go zapamiętać jako jednego z największych popularyzatorów sportu, wychowania fizycznego i olimpizmu w Hiszpanii.
Pierwszym celem FGE było ustanowienie delegatów w prowincjach. Do lipca 1898 roku delegacje istniały już w każdej prowincji, choć większość z nich miała charakter nominalny i nie prowadziła żadnej realnej działalności, co wkrótce stało się źródłem problemów i konfliktów. Organizacja zgromadzeń (1899 w Madrycie, 1900 w Barcelonie, 1901 w Saragossie) oraz „Festiwalów Federalnych” (obejmujących zawody w różnych dyscyplinach sportowych, w tym w piłce nożnej) były największymi osiągnięciami FGE w jej krótkim okresie istnienia. 20 marca 1902 roku FGE zostało ogłoszone „Stowarzyszeniem prawdziwego pożytku publicznego”, ale do tego czasu weszło już w okres kryzysu i upadku. W 1906 roku kilka listów i artykułów (m.in. autorstwa Masferrera) na łamach nowego czasopisma („ El Mundo Deportivo ”) ubolewało nad upadkiem FGE. W listopadzie 1905 roku powstała druga narodowa organizacja multisportowa: Hiszpański Komitet Igrzysk Olimpijskich (później znany jako Hiszpański Komitet Olimpijski), inicjatywa Greckiego Komitetu Olimpijskiego, mająca na celu umożliwienie Hiszpanii udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 1906 roku. Jego przewodniczącym był markiz Cabriñana del Monte a szefem piłki nożnej był Carlos Padrós Rubio, prezes Realu Madryt. Innym członkiem związanym z piłką nożną był Eduardo González de Careaga y Escobosa (delegat w Bilbao i odpowiedzialny za wioślarstwo i sporty wodne), którego brat Enrique był prezesem Athletic Bilbao. Román Macaya był delegatem w Barcelonie. Ostatecznie Hiszpania nie udała się do Aten a markiz Cabriñana przeprosił Greków w liście pełnym wymówek: „niektórzy z tych, którzy chcieli pojechać, byli profesjonalistami”, „inni nie mieli odpowiednich warunków fizycznych, by walczyć z honorem” lub „brakowało im wykształcenia i savoir vivre’u ”, „rząd wykazał małe zainteresowanie…” Należy zauważyć, że piłka nożna była priorytetowym celem tej hipotetycznej hiszpańskiej wyprawy olimpijskiej i że oznaczałaby ona debiut drużyny(14 lat przed Antwerpią 1920). Cabriñana pozostał na czele Komitetu do 1909 r., kiedy to został zmuszony do rezygnacji przez Infante Don Carlosa (dziadka ze strony matki króla Juana Carlosa) i zastąpiony przez Gonzala de Figueroa, markiza Villamejor, który 25 listopada 1912 r. utworzył „swój” Hiszpański Komitet Igrzysk Olimpijskich, ponownie włączając Padrósa do zarządu a Marcelo Sanza Romo jako sekretarza. Zabójstwo Canalejasa (pierwszego prezesa Prokuratury Generalnej a następnie premiera) 12 listopada 1912 roku utorowało drogę Álvara de Figueroa, hrabiemu Romanones (bratu markiza Villamejor), do objęcia urzędu premiera. Villamejor powiązał to zabójstwo i dojście brata do władzy z decyzją o utworzeniu „swojego” Hiszpańskiego Komitetu Olimpijskiego w liście do barona Pierre’a de Coubertina z 20 listopada 1912 roku. Wpływ Hiszpańskiej Federacji Gimnastycznej pozostał obecny ale w nieoczekiwany sposób.
@Szalik
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@Hindus A co to znaczy?
3
Oto i cały skutek pracy trenera Flicka i jego sztabu. Temu panu już dziękujemy.
14
Premierowe derby:
23 kwietnia 1939 r. odbyły się pierwsze ligowe derby Chorzowa. Gospodarzem meczu był AKS. Kiedyś ulice innych miejscowości a teraz ulice jednego miasta prowadziły ożywione rozmowy na temat wyższości jednego z klubów. Dochodziły zakłady o to, która drużyna będzie lepsza. Na trybunach zasiadło 10 tysięcy ludzi. Wygrał Ruch 3:2 ,,ku strasznemu rozczarowaniu sympatyków Amatorskiego”- relacjonował ,,Śląski Kurjer Poranny”. Pierwszy gol padł po indywidualnej akcji Wilimowskiego, który wyrafinowanymi zygzakami przechodzi przez trzech, o czyjąś noge tam zachacza i… pada. Jedenastke wykorzystał Peterek. Wyrównał Piątek. Drugi gol dla ,,biało-niebieskich” znowu pada po akcji i strzale Wilimowskiego, który bierze podanie Kruka i piłka zastopowana z wirtuozja błyskawicznie skierowana zostaje w narożnik. To był majstersztyk orientacji podbramkowej. Przerwa. Ponownie Piątek wyrównał stan meczu. ,,Zielone Koniczynki” ruszyły do boju. Ruch dał się zepchnąć do defensywy ale znów o sobie przypomniał ,,Ezi”, który zakończył kombinacje Kruk-Słota strzałem nie do obrony. Wynik nie uległ zmianie, choć sytuacji nie brakowało po obu stronach. Selekcjoner Józef Kałuża był obecny na tym meczu i na łamach ,,Przeglądu Sportowego” mówił: ,,Mecz był bezsprzecznie lepszy od normalnych spotkań ligowych. Ruch grał piękniej dla oka ale ataki AKS były prostsze w założeniu i groźniejsze. Pojedynek był ostry a Eryk Tatuś przypłacił starcie kontuzją ręki”. W trakcie meczu rozcięto mu naskórek pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Bernard777 To co zrobił Marcelo, to ja bym nie wytrzymał i na miejscu bym mu oddał, tak byłem na niego wkurwiony(!) przez atak na Leo. Co za tym idzie, to z tego co pamiętam to sędzia nawet nie dał żółtej kartki temu bandycie...! Później byłem bardzo dumny i wielce uradowany, z tego jak zakończył mecz nasz kochany Leoś........
13
Grande Espectacolo El Clasico!
23 kwietnia 2017 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu w ramach 33 kolejki La Liga. El Clasico nie zawiodło! Choć Real Madryt lepiej zaczął spotkanie i prowadził po golu Casemiro, to FC Barcelona z minuty na minutę się rozkręcała. Kapitalne zawody rozegrał Lionel Messi, który zdobył zwycięską bramkę w ostatniej akcji! Katalończycy wygrali 3:2. Goście wiedzieli że jeśli marzą o mistrzostwie Hiszpanii, to muszą ograć Real Madryt na Santiago Bernabeu. Taka sztuka nie udała się w tym sezonie ligowym jeszcze nikomu, ale kto miał tego dokonać jak nie podopieczni Luisa Enrique? Mimo takiej sobie formy i braku Neymara Barcelona jechała do stolicy po trzy punkty. "Królewscy" byli jednak faworytem: przystępowali do El Clasico po wielkim zwycięstwie z Bayernem, do składu wrócił Gareth Bale a Cristiano Ronaldo był w formie. Początek tylko podtrzymał tę tezę. Real był bardzo aktywny, świetnie na prawej stronie podłączał się Daniel Carvajal, lecz po kilkunastu minutach gospodarze musieli złapać drugi oddech. To stworzyło szansę dla gości, którzy zdobyli trochę pewności siebie. Nie pomogło to im jednak w 28. minucie, kiedy Marcelo dośrodkował do Sergio Ramosa, ten trafił w słupek a piłkę do siatki dobił Casemiro. Piłkarze Barcy mieli pretensje do sędziego, sugerując, że Ramos był na spalonym, ale nie mieli racji. Minęło kilka minut, a mieliśmy remis. To była kapitalna akcja Barcelony: Sergio Busquets do Ivana Rakitica, ten do Luisa Suareza, on przepuszcza, Messi przejmuje piłkę i z łatwością mija Carvajala, a po chwili zdobywa bramkę. Przed przerwą Real mógł grać w dziesiątkę, ale sędzia oszczędził Casemiro. Po przerwie działo się mnóstwo: Keylor Navas i Marc-Andre ter Stegen prześcigali się w obronach, ale nawet tak świetnie dysponowani bramkarze nie mogli odbić wszystkich piłek. Golkiper Realu był bez szans po bombie Ivana Rakiticia. "Królewscy" przegrywali a chwilę później musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Ramosa. To wbrew pozorom dobrze na nich podziałało. Najpierw piłkę na zwycięstwo zmarnował Gerard Pique a po kilku minutach bierność Busquetsa wykorzystał rezerwowy tego dnia James Rodriguez. I kiedy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem - sędzia doliczył tylko dwie minuty - stało się coś niesamowitego. Sergi Roberto rozpoczął kontratak spod własnego pola karnego i dograł do Andre Gomesa. Ten zauważył Jordiego Albę, który wyłożył piłkę Messiemu a ten już wiedział, co ma z tym zrobić. Santiago Bernabeu zamarło a Argentyńczyk celebrował zwycięską bramkę. Po chwili sędzia zakończył emocjonujące El Clasico. To zwycięstwo oznaczało, że FC Barcelona zrównała się punktami z Realem Madryt mając po 75 punktów.
Gole: Casemiro 28, Rodriguez 85 - Messi 33, 90+2 oraz Rakitić 73.
Real: Navas - Carvajal, Nacho, Ramos, Marcelo - Kroos, Casemiro (70 Kovacic), Modric - Bale (39 Asensio), Ronaldo, Benzema (82 James Rodriguez).
FC Barcelona: Ter Stegen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Busquets, Rakitic, Iniesta - Messi, Suarez, Paco Alcacer (70 Gomes).
Czerwona kartka: Sergio Ramos.
To trzeba sobie przypomnieć:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@michal2007 Tak czy owak ten dwumecz do zapomnienia, zwłaszcza że nie zdobywa się gola...
10
Kolejna kareta Luisa Suareza:
Dokładnie 10 lat temu FC Barcelona rozgromiła Sporting Gijón 6:0 w meczu, w którym wynik był lepszy, niż zapowiadała pierwsza połowa. Luis Suarez strzelił cztery gole a w drugiej połowie na jej korzyść padły trzy rzuty karne. Pierwsze 45 minut zakończyło się prowadzeniem 1:0 dzięki bramce Messiego ale Sporting, walcząc o utrzymanie w lidze, stworzył trzy klarowne okazje. Álex Menéndez zmarnował dwie okazje przeciwko Claudio Bravo a trzecia przeleciała obok pola karnego, zanim Piqué ją wybił. Odwołano się od rzutu karnego, ponieważ obrońca najwyraźniej dotknął piłki ręką. Pomimo czterech goli Suáreza, które dały mu tymczasowy tytuł króla strzelców, najlepszym zawodnikiem Barcelony był najaktywniejszy Messi ostatniego miesiąca. Argentyńczyk poprowadził Barcelonę, która była nieco powolna w budowaniu akcji, jakby czas nie naciskał na zdobycie mistrzostwa. Numer 10 dawał przebłyski geniuszu przez cały mecz, zarówno w podaniach, jak i slalomach. Nie miał tyle szczęścia z wykończeniem akcji. Choć więcej niż Neymar, który zmarnował dwie klarowne okazje, zablokował w tercji boiska i wykorzystał rzut karny, który dał mu Suarez, aby podnieść się na duchu, co dało wynik 5-0. Poprzedził go bardzo kontrowersyjny rzut karny, który zakończył się wydaleniem Vranjesa z boiska za drugą żółtą kartkę. Kontrowersje wzbudziła również postawa Closa Gómeza przy drugiej bramce, który nie odgwizdał spalonego urugwajskiego napastnika. W polu karnym Sportingu, pozornie najbardziej oczywisty rzut karny tego wieczoru pozostał bezkarny. Sporting przeżywał już koszmar na Camp Nou po porażce 0:3. Ledwo opuszczali własną połowę, podczas gdy Barça, ośmielona golami, naciskała coraz mocniej. „Pitu” Abelardo zaczął przewidywać miażdżącą porażkę 0:8 z poprzedniego tygodnia na Riazor ale nie dokonał żadnych zmian. Zespół Luisa Enrique utrzymuje tempo w lidze, wisząc jednak na włosku ze względu na przewagę w różnicy bramek, po zwycięstwach Atlético Madryt i Realu Madryt. Wygląda na to, że Barça odzyskuje formę po okresie spadku, w którym straciła 11 punktów a w dwóch meczach strzeliła 14 goli(8 z nich zanotował Luis Suarez), nie tracąc żadnego.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Bernard777 Aha. Ja go moge również nie pamiętać również ze względu na transmisje. Jeśli nie było transmisji dwumeczu na TVP, to tym bardziej nie będe tego pamietał...
2
@Safrani Szczerze mówiąc to ja go już nie pamiętam ale to chyba dlatego że ten cały sezon był słabiutki i odpadliśmy... bez większych szans? W rewanżu ile przegraliśmy? 0:2? Nawet nie pamietam tego dwumeczu ale może to i dobrze...
12
Remis to za mało:
23 kwietnia 2008 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z Manchesterem United 0:0 w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów. Alex Ferguson określił te rywalizacje jako przedwczesny finał, starcie, na które wszyscy czekali najbardziej. To była też pierwsza wielka potyczka dwóch najlepszych przez następną dekade piłkarzy świata – Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, czego nikt wtedy nie wiedział, acz wielu przeczuwało. Duma Katalonii podejmowała ,,Czerwone Diabły” w dniu ,,Sant Jordi”, patrona miasta ale w kiepskich nastrojach. Ronaldinho balował, udawano jednak że ma kontuzje i dlatego nie może grać. Media kopały dołki pod Rijkaardem. Mimo awansu do półfinału w klubie dawało się wyczuć nastrój dekadencji. Już w drugiej minucie goście otrzymali karnego za ręke Gabriela Milito, wywalczoną przez Cristiano Ronaldo. Portugalczyk grający tego dnia znów na środku ataku sam podszedł do piłki ale uderzył jednak obok bramki. Nie wszyscy wiedzieli że CR gnębiła wtedy kontuzja kostki i żeby mógł wystąpić na Camp Nou brał dużo leków przeciwzapalnych oraz poddawano go rozmaitym zabiegom i prawie wcale nie trenował. Tak miało być zresztą już do końca sezonu. Po tym pudle działo się niewiele, Barça próbowała atakować ale Manchester umiejętnie zamknął się przed własną bramką i wywiózł cenny remis. Specyficzną role do odegrania dostał tego dnia Rooney, który nominalnie pełnił funkcje prawego pomocnika ale de facto był drugim prawym obrońcą i harował niesamowicie przez cały mecz, mimo że przecież miał w zespole status gwiazdy. W ten sposób Blaugrana po raz pierwszy w tym sezonie nie wygrała u siebie w pucharach. W rewanżu jedynego gola strzelił uderzeniem z daleka Paul Scholes w 14 minucie. Dla FC Barcelony a konkretnie Franka Rijkaarda zakończyła się pewna epoka w klubie...
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@FcPortoFan1999 Dokładnie tak! Troche to smutne...
4
@FcPortoFan1999 Zgadza sie. Na początku lat 2000 Valencia i "Depor" to były czołowe ekipy Europy, o których niewielu kibiców dzisiaj pamięta. Szkoda że mogłem je oglądać tylko sporadycznie w Lidze Mistrzów, transmitowanej przez TVP...
11
El Clasico w Lidze Mistrzów:
23 kwietnia 2002 roku, FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Realem Madryt 0:2 w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Real Madryt wykonał ogromny skok w kierunku finału Ligi Mistrzów, wygrywając 2:0 na wyjeździe ze starymi rywalami. To był rozczarowujący sezon dla obu drużyn, które w tym sezonie zajęły odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w La Liga, za zwycięzcą Valencią i wicemistrzem Deportivo La Coruna. Barça Carlesa Rexacha dysponowała takimi zawodnikami, jak Luis Enrique, Marc Overmars czy Patrick Kluivert ale goście okazali się zbyt silni w pierwszym meczu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
9
@FCBparasiempre
Powszechnym błędnym przekonaniem jest to, że bracia Morris byli „pierwszymi Szkotami, którzy grali dla FC Barcelona” a przez samo powtarzanie stało się to niemal faktem. Prawda jest jednak taka, że ci ważni pionierzy futbolu w Barcelonie nie mieli żadnych powiązań ze Szkocją i nie udało mi się odkryć źródła tego często powtarzanego błędu, choć przedstawię hipotezę na końcu tego artykułu. Braci Morris można opisać jako Filipińczyków(pierwszych Filipińczyków, którzy grali w FC Barcelonie, ponieważ urodzili się na tych azjatyckich wyspach), Anglików(ich ojciec był Anglikiem) a nawet Basków(ich matka była Baskijką). Ich biografia jest tak złożona i interesująca. Przyjrzyjmy się jej bliżej: Przedsiębiorca i inżynier Samuel James Morris Campbell urodził się 3 lutego 1842 roku w Holborn w Anglii. Jego przedsiębiorczy i pełen awanturniczy duch skłonił go do osiedlenia się na Filipinach (posiadłościach Hiszpanii). Tam zawarł dwa pierwsze małżeństwa (łącznie ożenił się pięć razy). W 1868 roku poślubił w Manili szesnastoletnią Maríę del Socorro de Olea y Marabea, pochodzącą z Basków, z którą miał sześcioro dzieci: Samuela Alfredo (1870–1935), Augusto José (1871–1896), Maríę del Carmen (1873–1965), Enrique Ramóna (1874–?), Francisco Alberto (1875–1878) i Adelę Corę (1877–?). María del Socorro de Olea zmarła wkrótce po urodzeniu Adeli (7 kwietnia 1877 r.), a Samuel James Morris poślubił dwa lata później inną młodą kobietę pochodzenia baskijskiego (Victorinę Julianę Yrisarry Errasquin), z którą miał jeszcze dwójkę dzieci: Victorinę (1879–1935) i Miguela Samuela (1880–?). Don Samuel owdowiał i ożenił się jeszcze trzy razy (raz w Barcelonie, dwa razy w Anglii), mając troje dzieci ze swoją ostatnią żoną (Florence Foster): Lilian Florence (1901-?), James Hope Campbell (1904-?) i Heather Grace Campbell (1906-?). Zmarł w Londynie 12 grudnia 1909 r. po pięciu małżeństwach, jedenaściorgu dzieciach i intensywnym życiu zawodowym i osobistym. Don Samuel i jego dzieci, urodzeni na Filipinach, przybyli do Barcelony około 1885 roku a angielski biznesmen stał się jedną z najważniejszych postaci w mieście jako dyrektor „Barcelona, Eixample y Gràcia Tramway Company”. Odpowiadał za elektryfikację tramwajów w 1889 roku (do tego czasu były one konne), co początkowo budziło wiele kontrowersji (wielu mieszkańców Barcelony uważało je za „diaboliczne” i potencjalnie śmiercionośne a prasa nie szczędziła ostrej krytyki). Samuel Morris był masonem, co najprawdopodobniej zaowocowało bliską przyjaźnią z innymi rodzinami odgrywającymi kluczową rolę w założeniu klubu FC Barcelona, takimi jak Gaissertowie (Émile Gaissert, wujek Hansa Gampera i ojciec Emilio Gaisserta, znany w loży jako „Brat Zwingli”) lub Saint Noble (George Saint Noble, „Brat Elektryczność”, oraz piłkarze George i Royston Saint Noble, krewni rodziny Maragall). W 1905 roku Samuel James Morris wziął udział w budowie Gran Vía w Madrycie jako przedstawiciel firmy Hugues & Sterling wraz z Miró Trepat, katalońską rodziną blisko związaną z hiszpańską piłką nożną, szczególnie za pośrednictwem José Maríi Miró Trepata (prezesa Espanyolu i Sevilli). Około 1890 roku piłka nożna była popularną rozrywką wśród angielskiej klasy wyższej, a członkowie brytyjskiej społeczności mieszkający w Barcelonie nie byli obcy temu „trendowi”. Zdjęcie pierwszej drużyny utworzonej w Barcelonie przetrwało do naszych czasów dzięki Joaquínowi Escardó. Escardó nie podał dokładnej daty jej powstania („około 1890–1895 roku powstały dwie drużyny istniejącego wówczas klubu piłkarskiego Barcelona…”), ale Agustí Rodes określił ją na 1892 rok (mógłby być nieco wcześniejszy) i powiązał z Kościołem Metodystycznym (co do którego mam poważne wątpliwości, ponieważ wielu z nich było katolikami). Escardó podał nam nawet nazwiska wszystkich tych pionierów futbolu w Barcelonie, a wśród nich znajdziemy trzech Morrisów: „Morrisa (starszego)” w berecie, „S. Morrisa” i chłopca o imieniu „J. Morris”. Oprócz nich znajdziemy inne ważne postacie z początków katalońskiego sportu, takie jak Albert Serra Guixà, dziennikarz „ La Vanguardia” i „Los Deportes ” (autor pierwszych dziennikarskich kronik naszej piłki nożnej, prezes Katalońskiej Federacji w latach 1909-1910…).
W 1895 roku ta grupa pionierów futbolu zaproponowała honorowe przewodnictwo swojej drużyny („Barcelona Football Society”) brytyjskiemu konsulowi, Williamowi Wyndhamowi. Grali w strojach (czerwona koszulka, biała czapka i spodnie, szkockie skarpetki i buty), a prasa donosi o kilku ich meczach z drużyną Sant Martí de Provençals lub ze Związkiem Piłkarskim Torelló. Jednak około 1896 roku to stowarzyszenie (nigdy oficjalnie nie zarejestrowane w Rejestrze Stowarzyszeń) najwyraźniej zniknęło lub zmieniło nazwę, stając się odtąd znane jako English Club lub English Colony Team. Na tym zdjęciu Barcelońskiego Towarzystwa Piłkarskiego (które Albert Maluquer w swojej Historii CF Barcelona z 1949 r. podaje datę 1894 r.) widzimy Samuela Morrisa i Enrique Morrisa obok wszechobecnego Alberta Serry i innych pionierów katalońskiego futbolu, takich jak bracia Parsons. Od 1899 roku w mieście pojawiło się wiele drużyn (najbardziej znanym z nich była FC Barcelona, prowadzona przez Wilda i Gampera, do których dołączyli angielscy spadkobiercy Football Society). Wśród nich znalazły się Català FC, Sociedad Española i Hispania Athletic Club (z sekcjami piłki nożnej, tenisa i lekkoatletyki), do którego dołączyli bracia Morris. Zdobyli oni pierwszy Copa Macaya dzięki znakomitej grze Samuela i Enrique Morris de Olea. Samuel Alfredo Morris de Olea „Morris I” (Binondo, Manila, 1870 – Barcelona, 23.08.1935) rozegra kilka meczów towarzyskich z FC Barcelona jako bramkarz oraz w finale rozgrywek Rady Miasta Madrytu w 1902 roku (Bizcaya 2-FCB 1). W dziale sportowym z 26 stycznia 1902 roku Albert Serra opisał go następująco: „ Bramkarz M. Samuel Morris pochodzi z Filipin, ma 35 lat i jest jednym z najstarszych zawodników w stolicy, ponieważ w 1890 roku grał dla starego klubu piłkarskiego „Club Barcelona” w znakomitym meczu rozegranym na kwitnącym wówczas torze Bonanova Velodrome przeciwko „Torrelló Football Club”. Wznowił występy od czasu dołączenia do „Hispania AC” w zeszłym roku, gdzie wielokrotnie otrzymywał burzliwe brawa jako bramkarz. Obecnie jest kapitanem Hispanii”. Był również wybitnym sędzią. Poślubił Antonię Montero w Barcelonie w 1896 roku. Z tego związku na świat przyszły Elena Antonia (?-1953), Samuel Ernesto (1900-1974), Enrique Reginaldo (1902-1964) i Edgar (?). Zawsze mieszkał w Barcelonie i pozostał zaangażowany w piłkę nożną. 26 lutego 1931 roku pojawił się w „El Mundo Deportivo”, gdzie pracował jako tłumacz wywiadu pana Bellamy'ego. Enrique Ramón „Henry” Morris de Olea „Morris II” (Manila, 1874-?) był wybitnym prawoskrzydłowym zarówno Hispanii, jak i FC Barcelony. W styczniu 1902 roku Albert Serra powiedział o nim: „E. Morris, choć wygląda na bardzo młodego, gra jak prawdziwy mistrz; ma osobliwy sposób kontrolowania piłki, a nawet atakowania przeciwnika; dołączył do Hispanii, z którą klubem wznowił grę, którą grał z bratem, gdy powstał pierwszy klub „Barcelona FC” około 1890-1893 roku. Ma dobrą grę kombinacyjną”. Walczył podczas I wojny światowej w szeregach brytyjskich sił powietrznych, odniósł rany w walce, jednak przeżył. Najbardziej znany z braci Morris, chłopiec, który pojawił się na zdjęciu pierwszej drużyny piłkarskiej Barcelony. Pomocnik i obrońca, który rozegrał ponad 50 meczów dla FC Barcelona w latach 1901-1909. Grał również w klubach Hispania i Català. Nie możemy potwierdzić na 100%, że był to Miguel Samuel Morris Yrisarry (Manila, 20 sierpnia 1880-?), prawdopodobnie nazywany w rodzinie „Junior”, ale jest to bardzo solidna hipoteza, ponieważ twierdzono, że Morris III był bratem Samuela i Enrique, a pozostali synowie Samuela Jamesa Morrisa zginęli na Filipinach (Augusto José został zabity przez filipińskich rebeliantów w San Mateo 23 października 1896 r., Francisco Alberto w wieku trzech lat w 1878 r.).
Braci Morris należy pamiętać jako pionierów futbolu w Barcelonie i pierwszych Filipińczyków w FC Barcelona (poprzednicy Manuela Amechazurry Guazo, Paulino Alcántary Riestry i Juana de Garchitoreny Carvajala). Czwartą żoną Samuela Jamesa Morrisa była Helen Catherine Gillespie; pobrali się w Londynie w 1896 roku. Helen Gillespie urodziła się w Londynie, ale w rodzinie wspominano ją jako „Szkotkę”. Pierwszym szkockim piłkarzem, który grał w FC Barcelona, był James Gillespie, który wystąpił w trzech meczach towarzyskich w 1900 roku. Czy szkocki piłkarz James Gillespie, mieszkający w Barcelonie, mógł być spokrewniony z nową panią Morris i czy to rodzinne powiązania dały początek „szkockiej legendzie” braci Morris? To możliwe.
8
Bracia Morris. Pionierzy futbolu w Barcelonie:
@shaun
@Szalik
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Blaugrana w Pucharze Mistrzów:
23 kwietnia 1975 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z Leeds United 1:1 w ramach rewanżowego spotkania półfinałowego Pucharu Mistrzów. Honorowego gola strzelił Clares. Niestety w pierwszym meczu Blaugrana poległa 2:1 i w efekcie odpadła z tych prestiżowych rozgrywek. Nie udało się odrobić strat pomimo iż w składzie Katalończyków grali wówczas Neeskens, Rexach a zwłaszcza nieodżałowany Johan Cruijff.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
8
Indie grające na bosaka:
W historii Mistrzostw Świata w piłce nożnej brało udział wiele „nietypowych” drużyn. Jednak Indie nigdy nie dotarły do finału Mistrzostw Świata, mimo że są drugim najludniejszym krajem na świecie. O mało co nie wzieły udziału w Mistrzostwach Świata w Brazylii w 1950 roku, na zaproszenie, ale ostatecznie odmówiły. Co zaskakujące, najbardziej znanym powodem tego wycofania się był fakt, że indyjscy piłkarze grali wówczas boso, co było zabronione przez przepisy FIFA. Przez lata prasa w tym azjatyckim kraju spekulowała na temat przyczyn zakazu i tego, czy kwestia wyjścia na boisko bez butów była jedynie pretekstem, zwłaszcza że wkrótce zdecydowano, że indyjscy zawodnicy muszą nosić buty. Prawda jest jednak taka, że reprezentacja Indii nie brała udziału w tym roku i nie może tego zrobić od tamtej pory. Indyjska piłka nożna brała już wcześniej udział w międzynarodowym turnieju, Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 1948 roku, rok po uzyskaniu niepodległości od Wielkiej Brytanii. Ich obecność była godna uwagi, ponieważ ich zawodnicy grali boso(niektórzy w skarpetkach, inni zupełnie boso), co stanowiło wyzwanie dla Francji. Indie przegrały 1:2 w swoim debiutanckim meczu. Dwa lata później wznowiono Mistrzostwa Świata a organizatorzy zaprosili kilka krajów azjatyckich. Indonezja, Mjanma (Birma) i Filipiny odmówiły, dając szansę Indiom. Trafiły do tej samej grupy co Szwecja, Włochy i Paragwaj; ostatecznie grupa została zredukowana do trzech drużyn. Jak wyjaśniono wcześniej, najczęściej podawanym powodem wycofania się był sprzeciw indyjskiej federacji wobec zakazu gry boso. Wymieniano jednak również inne możliwe przyczyny, takie jak koszt długiej podróży(choć twierdzi się, że organizatorzy turnieju zapewnili pomoc w tym zakresie), brak czasu na przygotowania do turnieju lub fakt, że indyjska piłka nożna w tamtym czasie nie przywiązywała tak dużej wagi do Mistrzostw Świata w porównaniu z Igrzyskami Olimpijskimi; dodatkowo problem ten pogłębiało wycofanie się innych krajów azjatyckich.
Reprezentacja Indii w piłce nożnej wzięła udział w kolejnych Igrzyskach Olimpijskich, w Helsinkach w 1952 roku i wystąpiła tam z boso grającymi zawodnikami. Przegrała również w pierwszej rundzie, tym razem znacznie wyższą przewagą, 1:10 z Jugosławią. Widząc wynik, w indyjskim futbolu postanowiono, że oni również muszą założyć buty. I na kolejnych Igrzyskach Olimpijskich, w Melbourne w 1956 roku, drużynie udało się zająć czwarte miejsce. Powody, dla których Indie nie pojechały do Brazylii w 1950 roku, mogą być nadal przedmiotem debaty, ale jasne jest, że w połowie XX wieku istniał kraj, który rywalizował w międzynarodowych rozgrywkach piłkarskich bez butów. Możliwe, że w przyszłości indyjska piłka nożna będzie reprezentowana na Mistrzostwach Świata a jej mieszkańcy nie będą tak bardzo rozpamiętywać tej straconej szansy.
@Szalik
@shaun
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@Bernard777
@Adran360
0
@esem91 Ale dzisiaj to chyba gramy o 21.30 nad czym troche ubolewam...
2
@FCBparasiempre
Dzięki ważnemu zwycięstwu w Walencji na początku drugiej rundy (1:3), Real Madryt utrzymał przewagę nad Barceloną (pomimo imponującego zwycięstwa 2:0 na stadionie Ramón Sánchez-Pizjuán z Sevillą, po golach Villaverde i Moreno), podczas gdy Athletic Bilbao zdołał jedynie zremisować w kolejnym derbowym meczu regionu, tym razem na Mendizorrozie z walecznym Alavés (2:2). Jednak siedemnasta kolejka będzie lekkim ciosem dla aspiracji Realu Madryt, który niespodziewanie zremisował u siebie z doskonałym Realem Sociedad, choć zostało to zrekompensowane równie niespodziewaną porażką Athleticu na San Mamés z Espanyolem (1:2). Barcelona z kolei pewnie pokonała Alavés (5:2, po dwóch golach Kubali). Tabela przedstawia się następująco: Real Madryt 27 punktów, Barcelona 25 a Athletic 23. W 18. kolejce Athletic Bilbao znacznie odstawał od lidera, przegrywając 1:0 z Celtą Vigo na Balaídos. Real Madryt zdołał jedynie zremisować 1:1 na wyjeździe z Las Palmas po zaciętym meczu, podczas gdy Barcelona pewnie wygrała derby na Sarrià 4:2 (po hat-tricku Manchóna), w meczu, w którym Espanyol zasługiwał na lepszy wynik. Podopieczni Puppo tracą teraz tylko jeden punkt do lidera ligi, Realu Madryt, który ma już pięć punktów przewagi nad Athletic. I sytuacja praktycznie nie uległa zmianie po 19. kolejce. Real Madryt odniósł zdecydowane zwycięstwo nad Hérculesem (3:0) na nowo przemianowanym stadionie Santiago Bernabéu, a Barcelona triumfowała nad Celtą Vigo (5:2, po hat-tricku Kubali) na Les Corts. Jeszcze bardziej emocjonujące zrobiło się pod koniec 20. kolejki, kiedy Barcelona zremisowała na Metropolitano (2:2) z Atlético Madryt po golach Molla i Manchóna, a Real Madryt poniósł niespodziewaną porażkę na La Rosaledzie (3:1) z Malagą, która znajduje się na samym dole tabeli. Obie drużyny dzielą prowadzenie, mając po 30 punktów, choć stołeczny klub jest na czele tabeli dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań z Barceloną.
Dwudziesta pierwsza kolejka nie przyniosła żadnych zmian, ponieważ obie drużyny odniosły zwycięstwa w swoich meczach: Real Madryt pokonał Sevillę 3:1 na Bernabéu, po hat-tricku Héctora Riala a Barça triumfowała 4:1 na Les Corts z Valencią, po golach Boscha, Arety II, Mandiego i Kubali, choć z trudem przełamywała impas, trafiając w końcu do siatki w 71. minucie. Jednak w następną niedzielę Barça poniosła poważną porażkę podczas wizyty na Wyspach Kanaryjskich, przegrywając 2:0 z UD Las Palmas, podczas gdy Real Madryt pewnie wygrał 4:0 na El Sardinero z Racingiem Santander. Dzieliły ich dwa punkty, ale Real Madryt miał wkrótce odwiedzić Les Corts. Dwudziesta trzecia kolejka pozostawi sytuację bez zmian – Real Madryt z łatwością rozgromił Alavés, a Barcelona rozgromiła Malagę w Barcelonie dzięki kolejnemu hat-trickowi Kubali, który wydawał się wracać do formy. W kolejnej kolejce sytuacja będzie się powtarzać, ponieważ obie drużyny wracają z pustymi rękami po swoich wyjazdowych meczach. Porażka Realu Madryt 2:0 na San Mamés była zrozumiała, ponieważ pozwoliła Atlético Madryt wrócić do walki o tytuł, choć z niewielkimi szansami. Jednak porażka Barcelony 2:1 w Santander z ostatnią drużyną w tabeli była całkowicie nieoczekiwana. Nie dość, że przegrali mecz w ostatniej minucie, to jeszcze ich gwiazda, László Kubala, pauzował od kilku tygodni z powodu złamanego obojczyka. Na koniec dnia sytuacja na szczycie tabeli przedstawiała się następująco: Real Madryt 36 punktów, Barcelona 34 i Athletic Bilbao 32. Siedem dni później „lwy” wyruszyły na podbój „Les Corts” w starciu, które wydawało się kluczowe. W dwudziestej piątej kolejce Barça straciła niemal wszystkie szanse na zdobycie tytułu, przegrywając u siebie z Athletic Bilbao 2:3. Podopieczni Puppo bardzo tęsknili za Kubalą i zostali wyraźnie zdominowani przez Basków, dla których bramki zdobyli Uribe, Marcaida i Arieta, a Areta II i Villaverde – gospodarze. Real Madryt tymczasem pewnie pokonał Espanyol 5:1 na Bernabéu, w meczu, w którym Di Stéfano strzelił cztery gole. Los Blancos byli teraz wyraźnymi liderami, z czterema punktami przewagi nad Athletic i Barceloną, choć w kolejnej kolejce musieli również odwiedzić Les Corts. I wyszli z remisem (2:2), podczas gdy Barça niemal definitywnie pogrzebała wszelkie nadzieje. Madryt grał kontratakiem przeciwko drużynie, która wciąż bardzo tęskniła za kontuzjowanym Kubalą. Gento strzelił oba gole dla Madrytu, a Basora i Moll zdobyli bramki dla Barçy. Madryt miał 3 punkty przewagi nad Athletic i 4 nad Barçą a do końca kolejki pozostały tylko cztery dni, więc wszystko wyglądało fantastycznie w ich dążeniu do obrony tytułu. A 27. kolejka wyglądała jeszcze lepiej, ponieważ wyniki dały im 5 punktów przewagi nad dwoma rywalami, ponieważ podczas gdy Real Madryt rozgromił Celtę na Bernabéu (5:1), Athletic został pokonany w Valladolid (1:0), Barça zdołała jedynie zremisować (2:2) na Riazor z Deportivo. Po 28. kolejce Real Madryt mógł praktycznie uznać się za mistrza po remisie w La Coruña (3:3). Athletic Bilbao pokonał Real Sociedad (1:0), a Barcelona rozgromiła Valladolid (5:0), ale na dwie kolejki przed końcem Los Blancos mieli już czteropunktową przewagę nad reprezentacją Basków i Katalończyków. I zdobyli tytuł mistrzowski po raz drugi z rzędu, właśnie na stadionie Metropolitano, u swojego odwiecznego rywala z Madrytu, pokonując Atlético Madryt 4:2. Athletic Bilbao przegrał w Alicante z Hérculesem (3:2), a zwycięstwo Barcelony 2:0 na Atocha nad Real Sociedad, po golach Molla (z rzutu karnego) i Villaverde, okazało się niewystarczające. Smutno pożegnali się z rozgrywkami przed własną publicznością na Les Corts, remisując jedynie w skróconym meczu z drużyną Hérculesa, która niespodziewanie zajęła szóste miejsce. Barça ostatecznie zajęła drugie miejsce z 41 punktami i różnicą bramek +11, pięć za Realem Madryt. Wygrali 17 meczów, 7 zremisowali i 6 przegrali, zdobywając 75 bramek i 39 straconych. Athletic Bilbao Daucika tymczasem zapewnił sobie godne pochwały trzecie miejsce po zaciętej walce przez większość sezonu. A jeśli istniały jakiekolwiek nadzieje na rewanż w Pucharze, to i one wkrótce miały prysnąć…
Po otrzymaniu wolnego w 1/8 finału(podobnie jak Real Madryt) Barça ponownie zmierzy się z Deportivo La Coruña w ćwierćfinale, tak jak w poprzednim roku, ale tym razem bez większych niespodzianek: zwycięstwo 7-0 w pierwszym meczu na Les Corts (z trzema golami powracającego Kubali) i remis 1-1 na Riazor. W półfinale remis zmierzy się z Athletic Bilbao Daucika. Pierwszy mecz zostanie rozegrany na Camp Nou, gdzie Lwy praktycznie przypieczętują remis, wygrywając 2-0 w meczu, w którym bramkarz reprezentacji Carmelo Cedrún obronił rzut karny Kubali, odbijając piłkę na rzut rożny. Na San Mamés obie drużyny remisują a Laszi strzela oba gole Barçy. Kilka dni później Sandro Puppo pożegnał się z Klubem, ponieważ cele postawione mu w momencie zatrudnienia nie zostały osiągnięte. Jednak odszedł w dobrym nastroju, po meczu towarzyskim z Nice, który zamykał sezon. Otrzymał owację na stojąco, gdy wyszedł, by powitać kibiców ze środka boiska, zachęcony przez swoich zawodników, z którymi w końcu udało mu się nawiązać kontakt. Ten człowiek, prawdziwy dżentelmen i znawca gry, miał idealny kontakt. W sumie prowadził Barcelonę w 34 oficjalnych meczach, z bilansem 18 zwycięstw, 9 remisów i 7 porażek, strzelając 85 goli i tracąc 44 (52,94% skuteczności). Puppo kontynuował swoją wymagającą karierę menedżerską przez ponad dekadę. Po odejściu z FC Barcelony, jego hiszpańskie doświadczenie w prowadzeniu tak znanego zespołu stanowiło doskonały wstęp, przyciągając uwagę samego Juventusu, Starej Damy, który zwrócił na niego uwagę i sprawił, że pozostał tam przez dwa sezony. Następnie trenował Mestrinę i włoską reprezentację „B”, po czym wrócił do Turcji, gdzie w latach 1960-1962 ponownie prowadził Besiktas i reprezentację Turcji. W 1962 roku wrócił do rodzinnych Włoch, gdzie pracował dla Syrakuz, Venezii i Triestiny, po czym po raz trzeci wyjechał do Turcji – co było powracającym tematem w jego karierze – aby ponownie poprowadzić reprezentację w latach 1965-1966. Ostatecznie zamknął ten rozdział, wracając do korzeni w Piacenzy, gdzie pozostał do rezygnacji w październiku 1967 roku, kiedy to – mając jeszcze niecałe 50 lat – zakończył karierę trenerską. W 1968 roku objął eksponowane stanowisko w Astrze, wiodącej firmie w swoim rodzinnym mieście i producencie pojazdów użytkowych, kierowanej wówczas przez byłego prezydenta Piacenzy. Jego biegła znajomość kilku języków obcych okazała się nieoceniona na tym stanowisku. W 1970 roku dołączył do grupy technicznej FIFA a w 1974 roku opublikował „Calcio: quo vados”, esej opisujący techniczną i taktyczną ewolucję piłki nożnej od jej początków do lat 70. Zmarł w Piacenzie 16 października 1986 roku w wieku 68 lat. Dwa boiska piłkarskie w jego rodzinnym mieście noszą dziś jego imię. FC Barcelona, choć w ostatnich latach miała już w swoich szeregach kilku włoskich piłkarzy (Coco, Albertiniego i Zambrottę, wszystkich trzech z większym doświadczeniem niż sukcesami) a nawet dziś ma innego Włocha, Ariedo Braidę, na czele reprezentacji piłkarskiej, wchodzącego w skład Komisji Technicznej Klubu. Braida pełnił funkcję dyrektora sportowego AC Milan w latach 1986-2013, w okresie największej świetności Rossonerich. Jednak wyrafinowany i kosmopolityczny Sandro Puppo do dziś pozostaje jedynym trenerem FC Barcelony tej narodowości i pomimo krótkiego pobytu w „Can Barça”, zasługuje na ten skromny hołd.
8
@FCBparasiempre
Przy jego zatrudnianiu z pewnością wzięto pod uwagę kilka kluczowych czynników. Po pierwsze, pochodził z jednej z czołowych kultur piłkarskich na świecie, z dwoma Mistrzostwami Świata na koncie, zaciętymi i spektakularnymi turniejami, z koncepcją pięknej gry znacznie bardziej rozwiniętą niż nasza; a po drugie, fakt, że zakwalifikował słabą i praktycznie nieznaną reprezentację Turcji do Mistrzostw Świata w Szwajcarii latem 1954 roku, po wyeliminowaniu reprezentacji Hiszpanii w trzecim meczu rozegranym na Stadionie Olimpijskim w Rzymie(różnica bramek nie miała wtedy znaczenia: Hiszpania wygrała 4:1 w Madrycie i przegrała 1:0 w Stambule), meczu skazanego na porażkę od samego początku, ponieważ tajemniczy telegram ostrzegający władze o biurokratycznej sytuacji Kubali(obywatelstwo hiszpańskie otrzymał w 1951 roku) uniemożliwił „Lasziemu” grę a później, gdy regulaminowy czas gry zakończył się remisem 2:2, przeprowadzono losowanie, które miało wyłonić, która z dwóch drużyn awansuje a niewinną rękę położył włoski chłopak, „bambino” o imieniu Luigi Franco Gamma, który zawiązał sobie oczy i wyciągnął kartę do głosowania od Osmanów(którzy później mieli uprzejmość zaprosić go, aby towarzyszył im do Szwajcarii). Kim jednak był ów Sandro Puppo, który miał usiąść na tej samej ławce, którą wcześniej zajmowali Pep Samitier, Enrique Fernández i Ferdinand Daucik? Jego pełne imię brzmiało Alessandro Puppo i urodził się we włoskim mieście Piacenza 28 stycznia 1918 roku, w trakcie I wojny światowej. Jego rodzinne miasto było – i jest – stolicą prowincji o tej samej nazwie, położonej w regionie Emilia-Romania, na równinie Padu, głównej rzeki Włoch. W tamtym czasie liczyło nieco ponad 50 000 mieszkańców(dziś ma prawie dwa razy więcej) i leży w połowie drogi między Mediolanem a Parmą. Biografia jego wczesnych lat jest ciekawa, ponieważ jego ojciec był skrzypkiem a Sandro spędził część swojej młodości w Szanghaju, egzotycznym i fascynującym mieście lat 30. XX wieku. W Chinach zaczął grać w piłkę nożną w szkolnej drużynie a w 1934 roku, po powrocie do rodzinnego miasta, podpisał kontrakt z miejscową drużyną Piacenza. Młody Sandro dysponował znakomitą sylwetką(mierzył 178 cm wzrostu) i zajmował pozycję środkowego pomocnika, w stylu gry, który nie przyjął jeszcze formacji „WM”, wdrażanej w tamtych latach przez Herberta Chapmana, legendarnego menedżera Arsenalu. Jego dobre występy doprowadziły do powołania do reprezentacji Włoch, która wzięła udział w Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Był rezerwowym w drużynie, która zdobyła złoty medal, ale rok później, w 1937 roku, podpisał kontrakt z jednym z najlepszych włoskich klubów, Ambrosianą. Nazwa ta należała wówczas do Interu Mediolan, zmuszonego przez reżim faszystowski do zmiany tożsamości i przyjęcia zitalianizowanej (święty Ambroży jest patronem stolicy Lombardii). Nie grał wiele dla Nerazzurrich, ale zdobył mistrzostwo ligi, Scudetto w sezonie 1937/38 a także Puchar Włoch w następnym roku, tuż przed wybuchem II wojny światowej. Jego najlepsze sezony przypadły na okres, gdy przeniósł się do Wenecji, gdzie grał do 1945 roku, dodając kolejny Puchar Włoch do swojej kolekcji trofeów w 1941 roku. Po zakończeniu konfliktu na krótko wrócił do Piacenzy, grając później ponownie w Venezii (1946-47), AS Roma (1947-49) i żegnając się z aktywnymi treningami piłkarskimi w skromnym Thiene (sezon 1949-50). Jako trener, miał już za sobą pierwsze próby w Piacenzie, jako grający trener, i powtórzył to doświadczenie w Thiene, przenosząc się później do innego swojego starego znajomego, Venezii a następnie do Roveretto. W 1952 roku rozpocznie nową przygodę w zupełnie innym scenariuszu, ponieważ zajmie się przygotowaniem reprezentacji Turcji do Mistrzostw Świata w 1954 roku, które odbędą się w Szwajcarii. Cel ten osiągnie ostatecznie kosztem reprezentacji Hiszpanii, która zaprezentuje się godnie na szwajcarskiej ziemi. Przegrała ona z RFN (4:1) i rozgromiła słabą Koreę Południową (7:0), eliminując ją w meczu rewanżowym z Niemcami (7:2 na korzyść przyszłych mistrzów świata).
Uradowany triumfem wyeliminowania Hiszpanii z Mistrzostw Świata, zarząd klubu, pod przewodnictwem młodego i dynamicznego Francesca Miró-Sansa, który właśnie położył kamień węgielny pod budowę Camp Nou (zainaugurowanego we wrześniu 1957 roku), który trzy lata później miał stać się jednym z najwspanialszych stadionów świata, rozważał kandydaturę Puppo jako następcy zwolnionego Daučika i zdecydowanego przejęcia sterów drużyny, która straciła dominację w hiszpańskiej piłce nożnej na rzecz Realu Madryt prowadzonego przez Alfredo Di Stefano a której główne gwiazdy, jak plotkowano, były zbyt samozadowolone. Krótko mówiąc, oczekiwano, że będzie on narzucał dyscyplinę i trzymał zawodników w ryzach. Zanim jednak zabierze się do pracy, jego przybycie do Barcelony owiane jest pewną tajemnicą, ponieważ klub nie przedstawi go oficjalnie prasie, dopóki nie zda egzaminu uprawniającego do trenowania w Hiszpanii. Tak wspominał to w 1994 r. dziennikarz Julián Mir (założyciel i wieloletni dyrektor tygodnika, a później dziennika sportowego „Dicen”) na łamach nieistniejącego już magazynu „Don Balón”. Sandro Puppo kreował nietypowy wizerunek jak na trenera piłkarskiego, z tymi okularami, które nadawały mu wygląd intelektualisty lub profesora uniwersyteckiego. I ci, którzy tak myśleli, nie do końca się mylili, gdyż był człowiekiem wyrafinowanym i kulturalnym – cechami nie zawsze spotykanymi w jego zawodzie – i z doskonałym przygotowaniem muzycznym, gdyż grał znakomicie na skrzypcach – miał to we krwi – i na fortepianie, a także regularnie występował na przedstawieniach operowych w Liceum w Barcelonie. Został jednak zatrudniony, aby zaprowadzić porządek i zostanie to natychmiast zastosowane, licząc na następujące zasoby ludzkie, które spróbują przywrócić Barçę na czoło hiszpańskiej piłki nożnej: Ramallets, Velasco, Goicolea, Caldentey, Seguer, Biosca, Segarra, Brugué, Gracia, Hanke, Flotats, Bosch, Gonzalvo III, Basora, Villaverde, Kubala, Luís Suárez, Manchón, Mandi, Areta II, Moreno, Tejada, Moll, Navarro II i César. Z poprzedniego sezonu odeszli: Maristany, Vila (który grał w España Industrial a później w Valencii), Duró, Aloy i Aldecoa, który grał już w Sportingu Gijón pod koniec sezonu 1953/54. Do składu dołączyli – poza Luisito Suárezem i Aretą II, którzy debiutowali w pierwszej drużynie podczas Pucharu Króla w 1954 roku – Urugwajczyk Dagoberto Moll z Deportivo de La Coruña, skrzydłowy Oviedo Mandi, powrót Alfonso Navarro (Navarro II lub Navarrito) a przede wszystkim pozyskanie innego Urugwajczyka, Ramóna Alberto Villaverde, wysokiej klasy napastnika z Millonarios z Bogoty, gdzie grał u boku samego Alfredo Di Stéfano. Na papierze była to znakomita drużyna, pełna reprezentantów Hiszpanii i zdolna do walki o każdy tytuł. Puppo podejmie kilka zaskakujących decyzji, pomijając reprezentantów Bioscę i Basorę w większości meczów. Gustáu rozegra tylko jeden mecz ligowy, zastąpiony na środku obrony przez młodego Brugué, a skrzydłowy Estanislau rozegra tylko dziewięć meczów ligowych, a jego miejsce zajmą Mandi i Tejada. Sezon 1954/55 będzie również świadkiem nieubłaganego spadku formy dwóch największych gwiazd drużyny: pomocnika Mariá Gonzalvo, Gonzalvo III (który zagra tylko w siedmiu meczach ligowych) oraz Césara Rodrígueza, „El Pelucasa”, którego Puppo wystawi tylko cztery razy, i to jako środkowego obrońcę, wykorzystując jego umiejętności w powietrzu. Wręcz przeciwnie, pokłada on ufność w Czechosłowaku Hanke, który rozegra swój najlepszy sezon w barwach Barcelony, występując w 24 meczach, podczas gdy bardzo młody Luisito Suarez pojawi się w wyjściowym składzie 7 razy, grając również kilkakrotnie w barwach España Industrial, grającej w drugiej lidze. Prezentacja FC Barcelony kibicom miała miejsce 2 września 1954 roku w meczu z niemieckim Stuttgartem. Tego wieczoru Barça zainaugurowała oświetlenie na Les Corts (zaledwie kilka miesięcy przed rozpoczęciem budowy nowego stadionu, przyszłego Camp Nou), a jednocześnie oddała serdeczny hołd jednemu ze swoich najwierniejszych kibiców, „Avi” Manuelowi Torresowi, prawdziwej instytucji w klubie, stałemu bywalcowi Campo de la Calle Industria i samego Les Corts, o które dbał jak o swój własny dom (i nim był). Sandro Puppo wystawił na mecz z potężną niemiecką drużyną następujący skład: Ramallets; Seguer, Biosca, Segarra; Flotats, Bosch (Gonzalvo III); Basora (Mandi), César (Suárez), Areta II (Moreno), Villaverde i Manchón. Barcelona wygrała 3-1 po golach Manchóna, Boscha i Moreno a Kubala nie wystąpił w meczu, ponieważ wciąż dochodził do siebie po poważnym urazie więzadeł, którego doznał w meczu pucharowym na San Mames.
Debiut ligowy również odbył się w Les Corts, w niedzielę 12 września, przeciwko zawsze trudnemu przeciwnikowi, jakim jest Sevilla. Jednak podopieczni Puppo odnieśli komfortowe zwycięstwo, wygrywając 4:2. Bramki dla Katalonii zdobyli Villaverde, Manchón, Seguer (z rzutu karnego) i Mandi, a skład wyglądał następująco: Ramallets; Seguer, Brugué, Hanke; Gonzalvo III, Segarra; Mandi, Villaverde, Areta II, Suárez i Manchón. W porównaniu z poprzednim sezonem w ataku pojawiło się czterech nowych zawodników. Jednak w drugim meczu drużyna zdołała zremisować jedynie 2:2 w wyjazdowym spotkaniu z Vitorią, gdzie zmierzyła się z beniaminkiem Deportivo Alavés. Athletic Bilbao, prowadzony przez Daucika, prowadził w tabeli. W trzeciej rundzie Barça minimalnie pokonała Espanyol na Les Corts dzięki samotnej bramce Arety II w ostatnich chwilach meczu. W tym momencie zajmowali pierwsze miejsce ex aequo z Valencią i Athleticiem, ale w czwartej rundzie ich remis w Vigo (1-1) pozostawił ich o punkt za obiema drużynami. Piąta runda przyniosła dobre wieści: Kubala wrócił do akcji, a walczące o przetrwanie Atlético de Madryt uległo na Les Corts, ponosząc ciężką porażkę 4-0, po golach Tejady (3) i Manchóna. W szóstej rundzie Blaugrana poniosła pierwszą porażkę w sezonie, ulegając zdecydowanie na Mestalla Valencii (4-1), po golach Katalończyka Buqué (3) i Seguí dla Valencii, podczas gdy Manchón uratował trochę dumy dla Barçy w meczu, w którym Kubala pokazał, że wciąż jest daleko od swojej dawnej formy. Drużyna z Bilbao nadal była liderem. Niewielkie zwycięstwo na Les Corts nad Las Palmas siedem dni później, po golu Moreno pod koniec meczu, oraz ważne wyjazdowe zwycięstwo na La Rosaleda w następną niedzielę (1:2, po golach Manchóna i Moreno). Blaugrana zajęła drugie miejsce, dwa punkty za Athletic. W dziewiątej kolejce zmiażdżyli słabego Racing Santander na Les Corts, z wyraźnie poprawionym Kubalą, i zrównali się z Lwami na szczycie tabeli, gdzie Real Madryt, obrońca tytułu, również się zbliżał. W dziesiątej kolejce dwie czołowe drużyny walczyły o prowadzenie na San Mamés, kończąc mecz remisem 1:1, po golach Arteche i Villaverde, w pierwszym meczu Ferdinanda Daučika z jego byłymi zawodnikami. Pierwsza tercja rozgrywek zakończyła się prowadzeniem Realu Madryt w tabeli, z remisem punktowym z Barceloną i Athletic Bilbao. Jednak Los Blancos umocnili swoją uprzywilejowaną pozycję siedem dni później, w jedenastym dniu rozgrywek, przekonująco pokonując Barcelonę 3:0 na Santiago Bernabéu, po golach Di Stéfano (z kontrowersyjnego rzutu karnego), Riala i Joseíto. Podczas gdy Athletic Bilbao również zaliczył potknięcia (zremisował tylko na Riazor z Deportivo La Coruña), Real Madryt objął prowadzenie z jednym punktem przewagi nad Atlético i dwoma nad Barceloną. Tabela nieco się zacieśniła w 12. kolejce, ponieważ Real Madryt zremisował z Celtą Vigo, Barcelona pokonała Deportivo w nudnym meczu na Les Corts (3:1), a Athletic Bilbao pokonało zawsze trudnego Real Valladolid 1:0, dzieląc prowadzenie z Realem Madryt, które jednak straciło w kolejnym tygodniu po remisie 3:3 na Atocha w derbach Kraju Basków. Real Madryt i Barcelona wygrały swoje mecze (5:1 dla Realu Madryt z Deportivo w stolicy i 2:1 dla Barcelony na stadionie Zorrilla z Realem Valladolid). Wszystko pozostało bez zmian w czternastej kolejce (Real Madryt pokonał Atlético 1:0 w derbach Madrytu, Athletic Bilbao przekonująco pokonał Hércules 3:0 na San Mamés, a Barcelona zrobiła to samo z Realem Sociedad 4:1 na Les Corts). Pierwsza połowa turnieju zakończyła się 19 grudnia 1954 roku słabym wynikiem drużyny Puppo, która uległa Hérculesowi 1:0 na La Viña, słabym remisem Athletic Bilbao (1:1 w Sewilli) i znakomitym zwycięstwem Realu Madryt (1:0 na Zorrilla). Los Blancos prowadzili w lidze na półmetku, dwa punkty przed Athletic Bilbao i trzy przed Barceloną.
7
Jedyny włoski trener w dziejach Dumy Katalonii:
@1LY0
@Adran360
@Bernard777
@Kapitan hawk
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@shaun
@Szalik
9
@FCBparasiempre
Działo się to 22 kwietnia 1970 roku. Stadion w Strasbourgu był areną trzeciego meczu pomiędzy Górnikiem Zabrze a AS Roma w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Dwa poprzednie spotkania kończyły się remisami. Potyczka rozegrana na neutralnym terenie również nie przyniosła rozstrzygnięcia. O tym, która drużyna awansuje do finału, zadecydować musiał ślepy los. Wówczas jeszcze nie rozgrywano konkursów rzutów karnych. Wszystko zależało od tego, na którą stronę spadnie moneta. Dalszą część historii zna pewnie większość naszych czytelników. Szczęście było po stronie piłkarzy Górnika, a polscy kibice usłyszeli płynący z telewizorów okrzyk Jana Ciszewskiego o tym, że sprawiedliwości stało się zadość. Drużyna z naszego kraju awansowała jedyny raz w historii do finału europejskiego pucharu. Tamte chwile zawsze wspomina się z radością. Nic dziwnego, że wiele osób tęskni za dawnymi rozgrywkami. Było w nich mniej pieniędzy i przepychu, ale więcej niespodzianek i romantycznych historii. Przedstawiamy pięć dawnych, nierozgrywanych już pucharów. Kryteria wyboru były dość specyficzne. Dlatego rozgrywki dużej rangi mieszają się tu z zawodami dawno zapomnianymi.
Puchar Zdobywców Pucharów
Na wstępie przypomnieliśmy wielki sukces Górnika Zabrze. Wspaniała drużyna w składzie z takimi gwiazdami jak Włodzimierz Lubański, Stanisław Oślizło, Jerzy Gorgoń czy Hubert Kostka awansowała do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. Półfinałowe boje z AS Roma zapisały się niezwykle mocno w pamięci polskich kibiców. Nasze piłkarstwo stało wówczas u progu wielkich osiągnięć. Legia w tym samym sezonie doszła do półfinału Pucharu Europy, a w kolejnych latach reprezentacja Polski zdobywała medale mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. We wspomnianym finale Górnik przegrał z Manchesterem City, ale do dziś był to jedyny udział w finale europejskiego pucharu polskiego klubu. Piękną kartę w PZP zapisała także Legia Warszawa, która w 1991 roku dotarła do półfinału, eliminując m.in. bardzo mocną w tamtych czasach Sampdorię Genua. Została zatrzymana dopiero przez Manchester United.
Historia Pucharu Zdobywców Pucharów zaczęła się w sezonie 1960/61. Udział w rozgrywkach wzięło tylko 10 drużyn. Najlepsza okazała się Fiorentina, która pokonała w finałowym dwumeczu Glasgow Rangers. W kolejnych latach zrezygnowano z rozgrywania finałowych dwumeczów. W ramach rywalizacji w finale odbywało się tylko jedno spotkanie. Wyjątek miał miejsce wówczas, gdy padł remis. Wtedy rozgrywano dodatkowy mecz. Stało się tak trzykrotnie (w 1962, 1964 i 1971 roku). W roku 1980 pierwszy raz o losach tego pucharu decydowały rzuty karne. Valencia pokonała w nich Arsenal. Rozgrywki PZP pełne były niespodziewanych rozstrzygnięć. Zdarzało się, że po trofeum sięgały zespoły, które obecnie daleko są od wielkiej piłki. W 1974 roku triumfatorem został FC Magdeburg z NRD. W finale pokonał AC Milan. Siedem lat później najlepsze było gruzińskie Dinamo Tbilisi, reprezentujące wówczas ZSRR. W roku 1983 świat usłyszał o utalentowanym trenerze, który w przyszłości odnosił ogromne sukcesy z Manchesterem United. Mowa tu oczywiście o Aleksie Fergusonie, który do zwycięstwa w PZP doprowadził szkockie Aberdeen. Trzeba też wspomnieć o rewelacyjnym KV Mechelen. W 1988 roku drużyna z małego belgijskiego miasta pokonała w finale słynny amsterdamski Ajax. Jedynym Polakiem, który sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów był Zbigniew Boniek. W 1984 roku jego Juventus pokonał w finale FC Porto 2:1, a wychowanek Zawiszy Bydgoszcz zdobył jedną z bramek. Dla klubu z Turynu był to początek pięknej ery i dominacji w europejskiej piłce. Jak wiadomo, w PZP rywalizowały zespoły, które triumfowały w pucharze swego kraju. Kiedy jednak jakiś klub zdobył w jednym sezonie dublet, zapewniał sobie udział w Pucharze Europy (później Lidze Mistrzów), a do PZP przystępował finalista krajowego pucharu. Do ciekawej sytuacji doszło w latach 90. w Holandii. Wówczas w rozgrywkach Ligi Mistrzów występowali także wicemistrzowie mocniejszych krajów. Gdy w finale Pucharu Holandii zagrały dwie najlepsze drużyny ligowych rozgrywek, o prawo startu w PZP rywalizowały półfinaliści krajowego pucharu – SC Heerenveen i Twente Enschede. Awansowali ci pierwsi. Rozwój wspomnianej Ligi Mistrzów powoli zabijał prestiż Pucharu Zdobywców Pucharów. Przez lata był to drugi najważniejszy europejski puchar, po Pucharze Europy. Kiedy w Champions League najmocniejsze federacje zaczęły wystawiać nawet po cztery drużyny, Puchar Zdobywców Pucharów stracił na znaczeniu. Ostatni raz zagrano o niego w sezonie 1998/99. Na Villa Park w Birmingham Lazio pokonało Real Mallorca 2:1. Najczęściej po Puchar Zdobywców Pucharów sięgała FC Barcelona, która triumfowała cztery razy. Jeśli chodzi o kraje, najwięcej zwycięstw miała Anglia. Kluby z tego kraju wygrywały ośmiokrotnie. Puchar Zdobywców Pucharów miał niepowtarzalny klimat i wielu starszych kibiców wspomina te rozgrywki z nostalgią. Jednak taki format pewnie nie pasowałby do obecnych czasów. Pozostaje nam tylko uśmiechnąć się, kiedy telewizja przypomina rzuconą monetę dającą radość piłkarzom Górnika czy Zbigniewa Bońka strzelającego w finale i prowadzącego do triumfu wielki Juventus.
Puchar Intertoto
O ile wspomnienia o Pucharze Zdobywców Pucharów wywołują łezkę wzruszenia, o tyle na myśl o Pucharze Intertoto pojawia się uśmiech. Trochę nostalgiczny, a trochę ironiczny. Były to rozgrywki trochę… dziwne. Ich format często się zmieniał. Była to jednak przede wszystkim droga do tych „właściwych” pucharów. Historia Pucharu Intertoto rozpoczęła się w 1961 roku. Początkowo format rozgrywek był zbliżony do tradycyjnych pucharów, jednak pod względem prestiżu Puchar Intertoto zdecydowanie ustępował trzem głównym pucharom. Mocny polski akcent miał miejsce w sezonie 1963/64. Wówczas doszło do polskiego półfinału, w którym zmierzyły się Polonia Bytom i Odra Opole. Pierwsze spotkanie odbyło się w Bytomiu. Gospodarze, chociaż do przerwy przegrywali, ostatecznie wygrali 2:1. W rewanżu rozegranym w Opolu gole nie padły. Polonia Bytom awansowała do finału. Najważniejszy mecz odbył się w Wiedniu. Wśród widzów znaleźli się piłkarze wielkiego Realu Madryt, którzy dzień później rozgrywali finał Pucharu Europy przeciwko Interowi Mediolan. Przeciwnikiem bytowian był Slovan Bratysława. Górą była drużyna z Czechosłowacji, która wygrała 1:0. W kolejnym sezonie Na Polonię nie było mocnych. Tym razem finał rozegrany został na zasadzie dwumeczu. Rywalem zespołu z Bytomia był Lokomotiv Lipsk. W NRD gospodarze wygrali 3:0. Polonia zdołała jednak odrobić straty przed własną publicznością, zwyciężając 5:1. Od 1967 roku zmienił się format Pucharu Intertoto. Rozgrywano jedynie fazę grupową. Rozgrywki nie miały więc zwycięzców. Tak było do roku 1994. W tym czasie polskie kluby kilka razy wygrywały swoje grupy. Najczęściej dokonywały tego Wisła Kraków, Pogoń Szczecin oraz wspomniana Polonia Bytom. W roku 1995 powrócono do rozgrywania meczów finałowych. Odbyły się jednak… dwa równorzędne finały. W kolejnym roku zapoczątkowano rozgrywanie aż trzech finałów. W 1998 do jednego z nich dotarł Ruch Chorzów, ale przegrał z Bologną. W 2006 roku doszło do kolejnej transformacji rozgrywek. Znów nie odbywały się finały. Wyłaniano jedenaście drużyn, które przystępowały do rywalizacji w drugiej rundzie eliminacji Pucharu UEFA. Ostatnia edycja Pucharu Intertoto miała miejsce w 2008 roku. Kiedy Puchar UEFA przekształcił się w Ligę Europy, zmieniając format, Europejska Federacja Piłkarska podjęła decyzję o zlikwidowaniu tych specyficznych rozgrywek. Podejście niektórych klubów do Pucharu Intertoto nie zawsze było poważne. Zdarzało się, że zespoły z mocniejszych lig wystawiały rezerwowe składy. Transmisje spotkań także nie były standardem. Czasem jednak dane było nam oglądać zmagania w tych rozgrywkach. Wspominając ten puchar, możemy poczuć nutkę nostalgii i przypomnieć sobie beztroskie, wakacyjne chwile okraszone namiastką piłkarskich emocji.
Puchar Mitropa
W przeciwieństwie do dwóch poprzednich opisanych w tym tekście pucharów, Puchar Mitropa to rozgrywki zdecydowanie mniej znane. Z wielu względów nie zapisały się tak mocno w powszechnej świadomości. Ich tradycja jest jednak dłuższa niż znanych dziś europejskich pucharów. Historia Pucharu Mitropa rozpoczęła się bowiem już w 1927 roku. W zmaganiach uczestniczyły drużyny z Europy Środkowej. Jednym z inicjatorów powstania tych rozgrywek był austriacki trener Hugo Meisl, który wówczas pełnił funkcję prezesa Austriackiego Związku Piłki Nożnej. Decyzję o organizacji zawodów podjęto na zebraniu w Wenecji. W pierwszej edycji zagrały kluby z Austrii, Węgier, Czechosłowacji i Jugosławii. Po trofeum sięgnęła Sparta Praga. Z czasem do rywalizacji dołączyły drużyny włoskie, a potem także szwajcarskie i rumuńskie. Rozgrywki zostały zawieszone w 1940 roku z powodu II Wojny Światowej. Po zakończeniu największego w dziejach konfliktu zbrojnego kontynuowano rywalizację pod szyldem Pucharu Zentropa. Z czasem przywrócono poprzednią nazwę, ale powstanie w latach 50. Pucharu Europy sprawiło, że prestiż środkowoeuropejskiego pucharu mocno podupadł. W latach 80. o puchar rywalizowały drużyny z drugich lig. W 1992 roku rozgrywki odbyły się ostatni raz. Wygrał je jugosłowiański Borac Banja Luca, a finał oglądało na stadionie mniej niż tysiąc widzów.
Puchar Liptona
Kolejne z mniej popularnych rozgrywek. O Puchar Liptona rywalizowały tylko dwie drużyny – reprezentacje Argentyny i Urugwaju. W ramach walki o to trofeum stanęły naprzeciwko siebie 29 razy. Na początek warto przedstawić postać sir Thomasa Liptona. Wiele osób na pewno kojarzy to nazwisko z herbatą. Takie skojarzenia są właściwe. Lipton był brytyjskim przedsiębiorcą. Stał się milionerem, kupił plantacje herbaty w Sri Lance i prężnie działał w branży herbacianej. Stworzył słynną markę Lipton. Wprowadził wiele innowacji, jak choćby używanie specjalnych pojemników, dzięki którym herbata zachowywała świeżość. Był także wielkim fanem sportu. W 1905 roku Lipton zainicjował wspomnianą rywalizację między Argentyną a Urugwajem. Były to wówczas najmocniejsze piłkarsko kraje Ameryki Południowej. Brazylia dopiero później miała osiągnąć wielkość. Wpływy z meczów przekazywane były na cele charytatywne. Początkowo mecze rozgrywane były co roku, na zmianę w Buenos Aires i Montevideo. W pierwszej edycji padł bezbramkowy remis, co sprawiło, że trofeum powędrowało do piłkarzy z Urugwaju. Zasady były bowiem takie, że w przypadku remisu, puchar przyznawany był drużynie gości. Puchar Liptona zaczął cieszyć się w obu krajach dużą popularnością, która w latach 20-tych została zatrzymana przez rozwijające się rozgrywki Copa America. Do tradycyjnych spotkań nie dochodziło już regularnie. Z czasem były one organizowane coraz rzadziej. Od 1937 do 1976 roku rozegrano tylko osiem meczów. Później rywalizację o trofeum stoczono tylko raz, w 1992 roku. Podobnie jak w premierowej potyczce, tak i w ostatniej nie padły gole. Puchar trafił jednak w ręce Argentyńczyków, gdyż tym razem to oni wystąpili w roli gości. Trofeum ogólnie padło ich łupem siedemnaście razy. Urugwajczycy wygrywali dwunastokrotnie. Obecnie mało kto pamięta o Pucharze Liptona. Kibiców w Ameryce Południowej rozgrzewają rozgrywki Copa America, gdzie o prymat walczą wszystkie drużyny z kontynentu. W tekście przedstawione zostały cztery puchary, po których zostały tylko wspomnienia. Tak jest przynajmniej w przypadku Pucharu Zdobywców Pucharów i Pucharu Intertoto. Jeśli chodzi o Puchar Mitropa oraz Puchar Liptona, pewnie nawet wspomnienia są wyblakłe. O tych dwóch ostatnich rozgrywkach mało kto pamięta. Kiedyś mecze rozgrywane w ramach tych zawodów rozgrzewały kibiców w Europie i, jak w przypadku Pucharu Liptona, w Ameryce Południowej. Zmieniają się czasy, zmienia się futbol. Obecnie opisane tu rozgrywki pewnie nie miałyby racji bytu. Przy współczesnym formacie trudno byłoby przebić się pucharom rozgrywanym na takich zasadach.
Warto jednak o tych rozgrywkach pamiętać. To ważna część piłki nożnej. Piłkarze, którzy zdobywali te trofea na zawsze zapisali się w historii futbolu i powinni zajmować też istotne miejsce w pamięci kibiców. Bez tych rozgrywek nie byłoby tego, co teraz – rywalizacji futbolowych gigantów w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy. Warto zatem zanurzyć się w historię tego, co przed laty budziło wielkie emocje.
7
Puchary, których już nie ma:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kapitan hawk
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
2
@Gary No tak, czas szybko płynie, człowiek się zestarzał a ja tylko moge tobie pozazdrościć takich podróży...
11
Barcunia na „czwórke”:
FC Barcelona nie załamała się pod presją Realu Madryt. Na pyrrusowe zwycięstwo Los Blancos nad Getafe, Blaugrana 22 kwietnia 2009 r. odpowiedziała zdecydowanym zwycięstwem 4:0 nad FC Sevillą, w którym błysnął Andrés Iniesta. Zespół Guardioli sprawiał wrażenie, że liga nie jest wyścigiem dwóch koni, jak sugerują tabele, ale raczej wyścigiem dwóch koni. Bo tam, gdzie Real Madryt oferuje epickie zmagania i cierpienie, Barça oferuje radość i wirtuozerię w grze piłką. Co więcej, los rywala nie leży w ich własnych rękach i jeśli muszą liczyć na „przychylność” innych, mają problem z „pomocą” taką jak ta ze strony Sevilli. Zespół Manolo Jiméneza nie sprostał wymaganiom ligowym – trzeciemu miejscu – ale z pewnością sprostał różnicy, jaka dzieliła go od lidera: aż 24 punkty. A wszystko to z Messim na ławce rezerwowych. Jego następca, Andrés Iniesta, spisał się więcej niż godnie; znakomicie. Zawodnik z Fuentealbilli otworzył wynik, gdy niektórzy piłkarze jeszcze nie usiedli ( minuta 2 ) i asystował przy kolejnych dwóch golach, Eto'o i Xaviego. Ta trójka doprowadzała obrońców Sevilli do szału, na czele ze Squillacim i Escudé, tworząc idealny duet, w którym Francuz Henry był luksusowym gościem na lewym skrzydle. Francuz przypieczętował wynik meczu w 54. minucie, gdy zamierzał podać piłkę do Eto'o zamiast próbować wykonać swój typowy strzał z narożnika pola karnego, którego próbował kilkakrotnie. Trzeba przyznać Sevilli, że rozpoczęcie meczu od gola nigdy nie jest łatwe. Właśnie to przydarzyło im się po wczesnym golu Iniesty; wspaniałym uderzeniu, które wyczarował precyzyjnym, podkręconym strzałem z krawędzi pola karnego. Ale równie prawdziwe jest to, że Maresca, z zabandażowaną głową, i Romaric byli łatwym łupem dla dwóch gigantów, takich jak Keita i Touré. Z neutralizowaną linią pomocy Sevilli, jedynymi możliwościami ofensywnymi drużyny Jiméneza były skrzydła. Capel i Navas – grający na słabszych stronach – pokazali sporo zaangażowania , zwłaszcza Capel. Dwa podania młodego skrzydłowego z Andaluzji zostały udaremnione przez Navasa i Kone. Iworyjczyk – który nie strzelił ani jednego gola w lidze – niespodziewanie wyszedł w pierwszym składzie w miejsce Kanouté, który ma na koncie 16 bramek, a ryzyko menedżera obróciło się przeciwko niemu. Zmiana Malijczyka w drugiej połowie również nie zmieniła przebiegu meczu.
Barça nie oddała piłki nawet po zmniejszeniu presji. Dowodem na to była trzecia bramka : Iniesta zauważył bieg Henry'ego lewą stroną pola karnego a Francuz podał do Eto'o... który zatrzymał się w rzucie karnym. Kameruńczyk oddał piłkę Inieście... który również się zatrzymał, wykorzystując bierność defensywy Sevilli. Po chwili, w której mógł napić się kawy, podał do Xaviego, który zza pola karnego wpakował ją w górny róg bramki. Krótko mówiąc, Barça podchodzi z ukosa i z pewną wyższością do presji wywieranej przez jedynego rywala w walce o mistrzostwo ligi, odpowiadając rekordowymi liczbami: 26 zwycięstw w 32 meczach, więcej niż „Drużyna Marzeń” i dwa z 28 pozostałych w składzie Madrytu w 1988 roku. Król strzelców Samuel Eto'o ma już na koncie 27 bramek w lidze, o dwie więcej niż Villa, bijąc tym samym swój własny rekord. Valdés, którego już raz przesłuchiwano, rozegrał siedem meczów bez straconej bramki i brakuje mu tylko dwóch do rekordu ustanowionego przez Miguela Reinę w Barcelonie. Z takimi wynikami, kto odważy się mu zagrozić?
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Sysia11 Tak po prawdzie to nie przyjrzałem mu sie jeszcze w Gironie tak porządnie, więc trudno mi go całkowicie ocenić. Widziałem go może ze dwa, czy trzy razy po 20 minut i to wszystko ale jakiegoś większego wrażenia na mnie nie zrobił...
13
Blaugrana w europejskich pucharach:
22 kwietnia 2003 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou 1:2 po dogrywce z Juventusem w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W pierwszym meczu w Turynie padł remis 1:1. W rewanżu ,,Stara Dama” objęła prowadzenie za sprawą Nedveda. W 66 minucie wyrównał Xavi i o awansie musiała przesądzić dogrywka bądź rzuty karne. Pomimo głośnego dopingu ponad 90 tysięcy widzów na Camp Nou, to goście zadali decydujący cios, gdy w 114 minucie szybką kontre zakończył celnym strzałem Zalayeta. Juventus awansował, choć od 79 minuty grał w osłabieniu po czerwonej kartce dla Davidsa. Oglądałem ten mecz w publicznej tv i choć jeszcze nie byłem zakochany w Barcuni to naprawdę bardzo było mi jej żal wówczas po tym meczu…
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Wybitni trenerzy Katalońskiej Dumy:
22 kwietnia 1958 r. Helenio Herrera zostaje szkoleniowcem FC Barcelony. Argentyński trener prowadził Blaugrane zaledwie przez 2 sezony ale odcisnął wielkie piętno na drużynie, wygrywając 5 pucharów, w tym 2 mistrzostwa Hiszpanii. W 1960 r. odszedł do Interu Mediolan w wyniku konfliktu z Kubalą. Na San Siro ściągnął po roku Luisa Suareza, z którym w składzie dwukrotnie sięgał po Puchar Europy. Herrera powrócił do Barçy w 1979 r., lecz dwa kolejne sezony w roli szkoleniowca skończyły się tylko jednym pucharem a mianowicie Copa del Rey w 1979 r.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani