FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Debiuty żywych legend Blaugrany:
21 sierpnia 2010 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował znakomity napastnik David Villa. Miało to miejsce w rewanżowym meczu o Superpuchar Hiszpanii z FC Sevilla, wygranym przez Barçe 4:0. Villa pojawił się na boisku w 56 minucie zastępując Pedro. ,,Kiedy w 2009 r. dowiedziałem się że FC Barcelona kupiła Ibrahimovicia, zrozumiałem iż moje marzenie nigdy się już nie spełni. Jakże wielka była moja radość gdy się dowiedziałem że znów jestem w gronie kandydatów do gry w tym klubie”- powiedział w lutym 2011 r. Villa. Od wielu lat chciał grać w Barcelonie, choć jego żona głośno mówiła że wolałaby zamieszkać w Madrycie. W końcu jednak ,,El Guaje dopiął swego. Tercet MVP znalazł się na ustach wszystkich dopiero późną jesienią, na początku bowiem współpraca Messiego, Villi i Pedro rozczarowywała. Obwiniono za to Davida. ,,Nie od razu udało mi się dostosować do stylu Barcelony. Przez pierwsze miesiące bardzo cierpiałem bo chciałem twórczo uczestniczyć w grze zespołu a zupełnie mi się to nie udawało. Poza tym wszyscy porównywali Ville w Barcelonie z Villą w Valencii a to przecież dwa różne style gry”- opowiadał Villa. Jesienią wytykano mu kolejne mecze bez gola i krytykowano nowego dyrektora sportowego Zubizarrete że nie przemyślał transferu napastnika Valencii. Villi bronili natomiast trenerzy i koledzy. Pep mówił przy każdej okazji że ceni jego gre także wtedy, kiedy nie zdobywa goli, gdyż zapewnia drużynie ,,przedłużenie i rozszerzenie boiska”. Vilanova dodawał że Villa jest gotowy na wszystko, na każdą zmiane swojego stylu, byle dopasować się do gry Barçy. Xavi zauważył że zmiana ,,Ibry” na Ville w jedenastce automatycznie zdynamizowała gre zespołu a ,,El Guaje” od początku goli nie zdobywał bo nie potrafił jako snajper odnaleźć się wystawiany na lewym skrzydle, poza tym, jak przyznał, Barça grała szybciej niż mu się wydawało i zwyczajnie nie nadążał. Oprócz tego na przełomie lata i jesieni prześladował go wyjątkowy pech. Otóż nagminnie trafiał w słupki(w połowie listopada miał ich 10 we wszystkich rozgrywkach, w tym w reprezentacji a cała Barça 15 w 16 spotkaniach!) albo bramkarze cudem bronili jego uderzenia. Natomiast z meczu na mecz coraz lepiej wyglądała jego współpraca z Messim. ,,La Pulga” w końcu dostał to co chciał, czyli pozycje środkowego napastnika. Bardzo korzystał na tym, co widział Pep a czego nie widzieli kibice, czyli na odciąganiu przez Ville rywali z jego drogi do bramki. Sam ,,El Guaje”, z którym trener cały czas dużo rozmawiał, tłumacząc czego odeń żąda, zaczął sekundować Messiemu od ostatniego meczu październikowego. Zawsze uznawał wyższość Argentyńczyka a ten chętnie podawał mu piłke. Do tego pod koniec lutego Messi miał we wszystkich rozgrywkach 20 asyst, z czego 6 przy golach Villi, z kolei sam zdobył 6 goli po podaniach od niego. Docieranie się tego duetu trochę trwało ale nagle okazało się że obaj zawodnicy znakomicie do siebie pasują. ,,Sport” już w sierpniu donosił trochę proroczo, gdyż latem przecież daleko jeszcze było do ideału, iż Messi, Villa i Pedro są tak ruchliwi że dla rywali są trudniejsi do rozszyfrowania niż ,,sudoku”.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Bagsik88 Pomijając już sam fakt że strzelił 4 gole w jednym meczu z Brazylią na MŚ i 10 goli(!) w jednym meczu pierwszej ligi Polskiej, to w wieku zaledwie 23 lat miał w polskiej lidze strzelonych 117 goli w 86 meczach, co daje 0,73 gola na mecz! Szczerze to nie wiem ile dokładnie miał goli Lewandowski w tym wieku ale podejrzewam że mniej. Poza tym Wilimowski miał też wiele asyst(danych nie posiadam) poza tymi wieloma golami. Poza tym mało kto wie że był zdecydowanie lepszym dryblerem od Lewandowskiego, wielu ekspertów futbolu może to potwierdzić...
10
,,Wisełka” popłynęła:
21 sierpnia 2001 r. FC Barcelona pokonała Wisłe Kraków 1:0 w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Był to rewanż za dramatyczny pojedynek sprzed 2 tygodni. Jedynego gola w meczu bez historii zdobył w 72 minucie Luis Enrique. Wisła nie stworzyła sobie żadnej okazji pod bramką Bonano a najlepsze noty w drużynie gospodarzy zebrał Xavi Hernandez. Ten mecz po prostu musiał się odbyć. Po emocjonującym spotkaniu w Krakowie, zakończonym wygraną gości z Barcelony 4:3, stało się jasne, że do wywalczenia awansu do fazy grupowej Champions League mistrzom Polski potrzeba zwycięstwa różnicą co najmniej dwóch bramek na słynnym Camp Nou. W taki obrót spraw nie wierzyli nawet najwięksi optymiści wśród fanów Białej Gwiazdy, dlatego Franciszek Smuda najwyraźniej postawił na godne pożegnanie się z rozgrywkami. Cel udało się zrealizować, bowiem gospodarze zaledwie raz pokonali, świetnie dysponowanego Artura Sarnata. Kibice spod Wawelu mogli opuszczać trybuny jednak z poczuciem niedosytu, bowiem goście przez 90 minut, ani razu nie zagrozili bramce Roberto Bonano. ,,Był to jeden z najważniejszych meczów w tym sezonie. Ewentualna porażka z Wisłą byłaby taki ciosem, po którym ciężko byłoby nam się pozbierać. Czasami zdarza się nam grać słabiej, jednak tego meczu nie wolno nam było przegrać”- pomeczowa wypowiedź Carlesa Rexacha, ówczesnego trenera Blaugrany.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
2
@Bagsik88 Do wybuchu II wojny światowej właściwie w każdych! Prosze sobie o nim dokładnie poczytać i uzmysłowić. To nie jego wina że nie mógł po wojnie grać w Polsce. Przytocze tylko wypowiedź słynnego Fritza Waltera: ,,Wilimowski strzelał więcej goli aniżeli miał do tego okazji..."
9
Wprawdzie troche spóźnione ale mimo wszystko Feliz cumpleanos panie Robercie Lewandowski!
Na prezent urodzinowy:
Dokładnie 2 lata temu Robert Lewandowski strzelił swoje dwa pierwsze gole o punkty w barwach Dumy Katalonii. Miało to miejsce na Estadio Anoeta w drugiej kolejce Primera Division. Robert wpisał się na liste strzelców już w 44 sekundzie! Natomiast drugiego gola zaliczył w 69 minucie. Ostatecznie Barça wygrała ten mecz 1:4 a pozostałe gole zdobyli: Dembele oraz Fati.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
2
@Danny Gaucho Pozwolę się z tobą nie zgodzić w tej kwesti i mam do tego absolutne prawo! Postrzeganie ludzi sportu nie polega wyłącznie na statystykach, choć akurat w przypadku Wilimowskiego, to bije on na głowe każdego polskiego piłkarza...!
3
@Sawik_10 Dokładnie w punkt!
2
@Danny Gaucho Skoro wyprzedzał swoją epokę i co nie znaczy że nie był wybitny to napewno ,,praktycznie nikt go nie pamięta"...?
1
@Kapitan hawk No chyba nie chcesz mi powiedzieć że ekshumacja Joana Gampera to jednak prawda...?
3
@Danny Gaucho To jest tylko i wyłącznie twoja subiektywna opinia. W powszechnej opinii polskim piłkarzem wszechczasów jest Ernets Wilimowski.
Ps. Wypadałoby jednak złożyć życzenia panu ,,Robercikowi"...
1
@Kapitan hawk Jeśli to żart, to wybacz ale bardzo niesmaczny...
9
Trofeu Joan Gamper:
Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona pokonuje Boca Juniors aż 9:1(!) w półfinale Pucharu Gampera. To najwyższe zwycięstwo w historii tego pucharu. Gole dla Blaugrany zdobyli: Alexanco(2), Archibald(2), Caldere, Schuster, Carrasco, Esteban i Marcos.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
20 sierpnia 1941 r. w Siemianowicach Śląskich urodził się Marian Szeja, złoty medalista olimpijski z igrzysk w Monachium. Był wówczas rezerwowym i początkowo nie dostał nawet medalu. Dzieciństwo spędził w Siemianowicach Śląskich i już od małego marzyła mu się kariera bramkarza. Chciał w ten sposób iść w ślady o kilkanaście lat starszego brata, który zaliczył kilka ligowych występów w barwach chorzowskiego Ruchu. Kiedy Marian miał 10 lat, jego rodzina przeniosła się do Kędzierzyna. Tam młokos zapisał się do miejscowej Unii. Stał się w ten sposób klubowym kolegą swojego brata, który po opuszczeniu Ruchu, zasilił szeregi Unii. Młody Marian szybko zwrócił na siebie uwagę. Wyróżniał się sprawnością i refleksem, przewyższał pracowitością rówieśników. Zimą zakładał łyżwy i grał w hokeja. Nie wyobrażał sobie życia bez sportu. W seniorskim zespole Unii zadebiutował jako 14-latek. Wkrótce na stałe zagościł między słupkami i zaczęli się nim interesować działacze z większych klubów. W 1960 r. trafił do klubu Thorez Wałbrzych, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Zespół szybko awansował do II ligi. Marian grał odważnie, czasem wręcz brawurowo. W jednym z meczów doznał wstrząśnienia mózgu a przez powtarzające się później różne urazy prawie rok był wyłączony z gry. Wreszcie w 1965 r. udało mu się osiągnąć wysoką formę. W każdym z meczów drużyny należał do najlepszych na boisku a prasa nie mogła się go nachwalić. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę sztabu reprezentacji. Trafił do kadry narodowej i 24 października 1965 r. dostał szansę debiutu w reprezentacji. Polacy rozbili wówczas Finów 7:0 a Szeja był praktycznie bezrobotny. Zupełnie inny obraz miał jego drugi mecz w biało-czerwonych barwach. Polacy na ,,Goodison Park” mierzyli się z Anglikami. Podopieczni Alfa Ramsey’a zepchnęli nasz zespół do defensywy i nieustannie ostrzeliwali polską bramkę. Szeja grał jednak znakomicie. Obronił niezliczoną ilość strzałów i tylko raz skapitulował po uderzeniu głową Bobby’ego Moore’a. Nazajutrz prasa informowała że mecz Anglia – Szeja zakończył się remisem. Później wystąpił jeszcze w meczach z Węgrami, Brazylią i ponownie z Anglią. Zarzucano mu jednak, że w każdym z tych meczów nie był bez winy przy traconych bramkach. Ostatecznie na kilka lat wypadł z kadry.
W 1968 r. świętował z kolegami wywalczenie przepustek do ekstraklasy. W lutym tego samego roku zmieniono nazwę klubu na Zagłębie. Na pierwszoligowych boiskach Marian był podstawowym zawodnikiem klubu. Osiągnął dobrą formę, ale nie omijały go urazy. Do zespołu narodowego wrócił w 1971 r. po porażce 1:3 z RFN w Warszawie. Szeja stanął między słupkami w starciu z amatorami z Hiszpanii a tydzień później potwierdził swoją wielką klasę, zachowując czyste konto w meczu z RFN w Hamburgu. Nikt już nie podważał jego przydatności w zespole. Kiedy Hubert Kostka po igrzyskach zakończył karierę, Szeja miał nadzieję, że to on stanie się numerem jeden, ale nic z tego. Górski wolał stawiać na Tomaszewskiego, choć trzeba przyznać, że dał Szei kilka szans. Ostatni raz zagrał w reprezentacji 12 sierpnia 1973 r. w przegranym 0:1 meczu z USA. Zastąpił wówczas po przerwie Tomaszewskiego i do końca meczu nie puścił już bramki. ,,Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, dlaczego trener Górski zrezygnował ze mnie i odstawił od gry. Wcześniej w żadnym meczu go nie zawiodłem” – wspominał po latach z żalem bramkarz. Z Zagłębiem w 1971 r. zajął trzecie miejsce w lidze i sezon później występował w europejskich pucharach. Wiosną 1974 r. wyjechał do Francji. Próbował swoich sił w Metz, a potem przeniósł się do Auxerre, gdzie grał przez kolejne sześć sezonów. Doszedł do finału Pucharu Francji i awansował do Première Division. Po zakończeniu kariery wrócił do Wałbrzycha i dorabiał jako taksówkarz. W dalszym ciągu jednak współpracował z francuskim zespołem, do którego wracał i szkolił bramkarzy w ramach kilkumiesięcznych kontraktów. W Reprezentacji rozegrał 15 meczów, 6 straconych goli.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
10
Barça w Supercopa de España:
20 sierpnia 1997 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 2:1 po golach Nadala(w 11 minucie) i Giovanniego(z rzutu karnego w 85 minucie) oraz honorowym trafieniu Raula w 5 minucie. Rywalizacja toczyła się o Superpuchar Hiszpanii. Jeszcze przed przerwą została jednak przerwana po tym, jak lewy obrońca Królewskich Roberto Carlos został trafiony zapalniczką rzuconą z trybun. Brazylijczyk zaczął krwawić i był długo opatrywany przez służby medyczne. Ostatecznie wrócił na boisko ale niesmak pozostał.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
13
Debiut ,,El Fenomeno”:
20 sierpnia 1996 r. w barwach Blaugrany debiutuje Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w dziejach futbolu. Ma to miejsce w półfinale Pucharu Gampera wygranym przez FC Barcelone 2:0 z San Lorenzo del Almagro. Brazylijski Ronaldo wszedł wówczas w drugiej połowie meczu zastępując Juana Antonio Pizziego.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Dyktatura wobec FC Barcelony:
20 sierpnia 1943 r. zakończyła się kadencja prezydencka Enrique Piñeyro w FC Barcelonie. Piñeyro został wybrany przez władze reżimu Franco, mimo że nie interesował się sportem i nigdy nie był na żadnym meczu piłkarskim. Niezależnie od poglądów politycznych był bardzo dobrym prezydentem. Za jego kadencji powiększono Camp de Les Corts, zbudowano boisko do koszykówki a klub rozszerzono o sekcje baseballu, piłki ręcznej i kolarstwa. W 1942 r. Duma Katalonii zdobyła pierwsze trofeum od lat a mianowicie Copa del Generalismo ale w tym samym roku musiała się bronić przed spadkiem do drugiej ligi. Wygrała jednak łatwo mecz barażowy z Murcią 5:1. Po sezonie Piñeyro zrezygnował ze stanowiska, mówiąc iż wypełnił swoją misje. Władze nakazały mu jednak powrót na stanowisko. Podał się do dymisji rok później po ,,skandalu na Estadio Chamartain”.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
Tak Jest! Bravissimo Xeneizes! Vamos Bosteros!, Vamos po mistrzostwo!
1
@Lionel_Messi10 Zobaczymy co ta twoja ,,pirania" :) jutro pokaże?
5
@FCBparasiempre
Przede wszystkim turniej pokazał potencjał demokratycznej Hiszpanii. Choć gładki przebieg igrzysk stał się dowodem zdolności organizacyjnych autonomicznego rządu Katalonii, to na świecie impreza była odbierana jako hiszpańskie wydarzenie, zwłaszcza ze względu na obecność hiszpańskiej rodziny królewskiej. To nie była jednak celebracja faszyzmu jak za czasów Franco ale potwierdzenie że to pluralistyczne społeczeństwo jednoczyło się wokół monarchy, który reprezentował prawa wszystkich Hiszpanów. Podczas otwarcia igrzysk ekipę Hiszpanów wyprowadzał młody następca burbońskiego tronu książę Filip a tymczasem jego ojciec wraz z matką (król Juan Carlos i królowa Zofia) zajęli swoje miejsce na trybunie honorowej wśród przedstawicieli rządu i lokalnych polityków. Dali Oni wspólnie pokaz szczerego entuzjazmu i cieszyli się z imponującej zdobyczy medalowej Hiszpanii. Jednym z najbardziej pamiętnych zwycięstw podczas tamtych igrzysk był złoty medal hiszpańskiego atlety Fermina Cacho, który wygrał Bieg na 1500 m. Jednak najbardziej symboliczny okazał się złoty medal młodej hiszpańskiej drużyny piłkarskiej, który zapowiadał nową obiecującą erę. Definiującym momentem była ostatnia minuta ostrego starcia Hiszpanów z Polską w finale turnieju piłkarskiego. Wówczas to Francisco Miguel Narvaez Machon, zwany jako Kiko, przejął piłkę odbitą przez bramkarza i wbił ją do siatki, Co dało Hiszpanom złoty medal. Tego dnia wśród zawodników zwycięskich hiszpańskiej drużyny znajdował się 21 latek o nazwisku Pep Guardiola. Dwa lata wcześniej Johan Crujff awansował Guardiolę z drużyny młodzieżowej do pierwszego zespołu Blaugrany aby został jego ,, numerem 4". Holender widział go i jako rozgrywającego zawodnika, który biega pośrodku boiska, rozdając podanie i który jest kluczową postacią w udoskonalonej przez niego wersji ,, futbolu totalnego" z lat 70-tych. Awans Guardioli okazał się opatrznościowy, gdyż skierował tego piłkarza na ścieżkę kariery, która pewnego dnia doprowadziła go do trenowania jednej z najlepszych drużyn w historii piłki nożnej. Jednak przed Guardiolą był Johan Cruijff, którego lata kariery piłkarskiej składały się tylko na połowę jego legendy. Holender mówił o sobie że dopiero gdy skończył 30 lat zdołał zrozumieć dlaczego robił pewne rzeczy, które wyczyniał z piłką. Od tamtego czasu większość swojego życia spędził dzieląc się z innymi swoją filozofią na temat tego, jak należy grać w piłkę nożną. Jako trener FC Barcelony i mentor Guardioli król ma prawo myśleć o sobie jak o kimś, komu klub ten bardzo dużo zawdzięcza. Holender zasłużył się zresztą dla całej hiszpańskiej piłki. Barca przed erą Cruyffa, w przeciągu pięciu lat miała trzech zagranicznych trenerów. Każdy z nich przyprowadził jedną lub dwie gwiazdy, na których opierała się strategia gry zespołu. Lattek sprowadził Schustera, Menotti Maradone a Venables Archibalda i Linekera. Krew uważał że taki system podważał tożsamość klubu i nie pasował do społecznego i kulturowego kontekstu Katalonii wiedział o tym z własnego piłkarskiego doświadczenia i chciał pewne rzeczy naprawić. W końcu przybył do klubu z Holandii, czyli kraju, który od dawna zapewniał utalentowanej młodzieży możliwość rozwoju. Właśnie dlatego skupił się na zachęcaniu do rywalizacji nowego pokolenia zawodników Barcy, który przebijało się przez system szkoleniowy klubu i wprowadzał jego przedstawicieli do drużyny, w której grali wartościowi Baskowie oraz kilka zagranicznych gwiazd. Dzięki takim działaniu Holendra odrodziła się hiszpańska piłka. Krój wyjaśniał jak wyszukiwać talenty wśród miejscowej młodzieży, którym dawał później szansę gry: ,, Kiedy przyjechałem była to nowa grupa zawodników, która przeszła przez canterę i czekała na przyłączenie ich do pierwszej drużyny. W zespole były wolne miejsca, które pojawiają się pod koniec pewnego pięcio, czy sześcioletniego cyklu. Zrozumiałem też inną rzecz. Kibice na całym świecie lubią w dobrych zawodników, którzy mają tę samą mentalność co oni a jeszcze lepiej jeśli pochodzą z ich kraju. Jeżeli trener ma wybrać między obcokrajowcem a rodzimym graczem z takimi samymi umiejętnościami to wybierze miejscowego. Dzięki temu jeśli drużynie nie będzie się powodziło to kibice dwa razy się zastanowią zanim go wygwiżdżą. W Barsie lubię w pierwszym zespole zawodników z cantery, dzięki temu kibice czuję że trener jest częścią Barcelony. Dlatego próbowałem robić wszystko w taki sposób, jak oni lubią, stworzyć styl gry, który oni by mogli uważać za kataloński. Byłem tu jako piłkarz, więc wiedziałem czego chcieli". Rodak Cruijfa i jego trener Rinus Michels wywarł ogromny wpływ na niego podczas ich czasu spędzonego razem w Ajaxie. W Barcelonie taka surowa postawa przyniosła Cruijfowi sukces ale nie brakowało wewnętrznych sporów. Na przykład ciśnienie podskoczyło, kiedy Cruyff domagał się wystawienia Linekera na innej pozycji niż ta, na której Anglik grał przez całe życie. ,, Wiedziałem że Lineker był strzelcem i to jest dobre dla każdej drużyny ale widziałem także że w bardziej ofensywnym systemie, z większą liczbą zawodników prących do przodu, pole gry pod bramką się kurczyło. Dlatego przesunąłem go ze środka na prawo by dać mu więcej miejsca, w którym mógł wykorzystać swoje przyśpieszenie"- wspominał Cruyff. Jednak Lineker odebrał to inaczej: ,, całkiem szybko zrozumiałem że krój Najzwyczajniej ściągnąć swoich ludzi na moje miejsce ale zamiast przyjść i powiedzieć mi - nie jesteś graczem, który pasuje do mojej koncepcji-, próbował bawić się ze mną, wystawiając mnie na skrzydle... Byłem jednym z dwóch grających szeroko zawodników. Nie byłem indywidualistą, byłem po prostu numerem, tak jak numer 4(rozgrywający) był częścią systemu. W życiu byś nie pomyślał że Lineker potrafi grać na skrzydle ale wiem czemu to zrobił. Po to bym zaczął narzekać a następnie kibice obróciliby się przeciwko mnie i w taki sposób mógłby się mnie pozbyć z klubu".
Jednak Lineker miał swoich sympatyków. Według jego agenta Johanna Holmesa był bardzo ceniony zarówno na poziomie osobistym, jaki zawodowym przez Javiera Clemente. Zanim objął stanowisko selekcjonera, trener podczas swoich licznych przygód w wielu hiszpańskich klubach próbował bez skutku ściągnąć angielskiego ,, matadora". ,, elementy zawsze powtarzał Gary'emu że król nigdy do końca nie rozumiał jak należy grać w piłkę nożną i nigdy nie cenił go tak, jak powinien"- wspominał Holmes. Choć mieli do siebie osobisty i zawodowy szacunek to Lineker odrzucił zaloty Clemente, podobnie jak Alexa Fergusona, który chciał go wystawić w ataku obok innego byłego zawodnika Barcy- Marka Hughesa. Walijczyk Hughes przeniósł się do Manchesteru United z Bayernu Monachium, do którego został wypożyczony po nieudanej próbie dostosowania się do życia w Barcelonie (w której nie wytrzymał dłużej niż sezon). W przeciwieństwie do niego Lineker uwielbiał tutejszy klimat i jedzenie a poza językiem hiszpańskim nauczył się także katalońskiego i w uznaniu za swoje zdolności strzeleckie zyskał przydomek ,, el Matador". W corridzie słowo Matador określa Torreadora w momencie uśmiercania byka a nie prowadzenia walki. Natomiast torero jest tą osobą, która wykorzystuje swoje zdolności do tańczenia z płachtą aby skonfrontować się z bykiem i stopniowo go zdominować. Lineker był uważany za klasycznego napastnika, z zabójczym instynktem w ataku, któremu brakowało jednak wszechstronności, jakiej Cruyff wymagał od swoich zawodników. Ostatecznie różnice zdań między Anglikiem a holendrem okazały się nie do pogodzenia i Lineker opuścił Barcę przechodząc do Tottenhamu w wyniku transferu, który wynegocjował trener Spurs Terry Venables. To właśnie ten szkoleniowiec sprowadził linkera do FC Barcelony wraz ze Stevem Archibaldem, kiedy przejął drużynę w 1984 roku po Cesarze Menottim. Venabless grał i trenował w kilku klubach w Anglii, zanim przybył do Katalonii, Gdzie spędził najlepszy okres swojej kariery doprowadzając FC Barcelonę w sezonie 1984/85 do pierwszego od 10 lat mistrzostwa a w kolejnym roku do finału Pucharu Europy i do zwycięstwa w pucharze ligi hiszpańskiej. W 1995 roku, 8 lat po odejściu z FC Barcelony Venables już jako selekcjoner reprezentacji Anglii podczas wywiadu, który odbył się w siedzibie angielskiej federacji piłkarskiej wyjaśnił czym według niego różni się angielska piłka od hiszpańskiej. Wspominał: ,, Kiedy byłem w Barcelonie jechaliśmy do San Sebastian autokarem. Podróż trwała jakieś 7,8 godzin i piłkarze przez całą jazdę tam i z powrotem po prostu pili wodę w Anglii piłkarze w drodze na mecz pili wodę i coca-colę Ale wracając już łapali piwo. W Hiszpanii nie widziałem żeby jakikolwiek piłkarz pił lub palił do momentu w którym nie wygraliśmy ligi, wtedy dopiero wszyscy się totalnie schlali. Zachowywali się bardzo profesjonalnie i dobrze wykonywali swoją robotę. W Anglii świętujemy tak co sobotę, po zakończeniu meczu... Hiszpańscy piłkarze dbają o swoją kondycję, formę i zachowanie . Bardzo lubię popisywać się swoimi umiejętnościami. Brytyjczycy są bardziej funkcjonalni, po prostu wykonują swoją robotę i z tego punktu widzenia są profesjonalistami A jeśli brakuje im zdolności technicznych, który mają Hiszpanię , to nadrabiają to odpornością ... Każdy ma swoje słabsze i mocniejsze strony ale widok niezwykle utalentowanych, zmotywowanych i zdyscyplinowanych piłkarzy oczekujących na mnie przed moją pierwszą sesją treningową z Blaugraną był bardzo przyjemnym widokiem". ,,El Tel" bo taką ksywkę miał Venables w jego rodzimej Wielkiej Brytanii, był popularną postacią w Barcelonie. Za nią zasłużone miejsce wśród angielskich trenerów, którzy pobłogosławili hiszpańską piłkę swoją obecnością. Jednak to Cruijff był osobą, która w przeciągu roku od odejścia Venabesa zainicjowała jeden z najbardziej ekscytujących i interesujących okresów w historii hiszpańskiej piłki klubowej. Z nim jako trenerem FC Barcelona sięgnęła po raz pierwszy w historii po Puchar Europy, pokonawszy w finale na Wembley 1992 roku Sampdorię i zdobyła 10 kolejnych krajowych i zagranicznych trofeów w latach 1988-1996. W czasach gdy europejskie kluby musiały dostosowywać się do nałożonych przez UEFA ograniczeń co do liczby zagranicznych graczy w kadrze pierwszego zespołu, królów zbudował drużynę wokół kilku gwiazd. Brytyjczycy zostali zastąpieni przez takich graczy jak Koeman, Laudrup i Stoiczkow a młodzi piłkarze jak Luis Milla i Pep Guardiola awansowali do pierwszego zespołu z młodzieżowej drużyny Barcy. Cruyff uważał Guardiolę za utalentowanego piłkarza, który nie tylko wkomponowywał się w specyfikę kulturową i polityczną Barcelony ale był też uosobieniem jej najwspanialszych sukcesów, zarówno jako piłkarz, jaki trener. Musiały minąć lata zanim Guardiola zyskał w Hiszpanii powszechny szacunek, bez względu na dzielące ludzi poglądy.
5
Hiszpański futbol na(i po) Igrzyskach w Barcelonie:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
Igo, co ty robisz!? Co ty mi robisz!?
7
@FCBparasiempre
Piłka nożna uwielbia generałów, którzy genialnie operują swoją armią. Poza zdolnościami przywódczymi potrafią oni sami wziąć sprawy w swoje ręce i przesądzić o wyniku potyczki lub znacznie się do tego przyczynić. Dawniej zachwycaliśmy się Andreą Pirlo, Patrickiem Vieirą czy Gutim. Do grona tak wybitnych jednostek należy też dodać Estebana Matíasa Cambiasso Deleau, który ma za sobą niezwykle barwną karierę. Esteban przyszedł na świat 18 sierpnia 1980 w San Fernando, mieście położonym w północnej części prowincji Buenos Aires. Legendarny pomocnik ma jednak także włoskie obywatelstwo. Dlaczego? Otóż „Cuchu” może za to dziękować Don Stefano Vassallo, który podjął się poszukiwań mających na celu odkrycie, czy jakiś członek rodziny argentyńskiego zawodnika pochodzi z któregokolwiek europejskiego kraju. Jak się okazało, w XIX wieku, pod wpływem wielkiej fali migracji do Argentyny wraz z żoną i jedenastoma dziećmi udał się wędrowiec, Francesco Cambiaso. Pradziadek piłkarza pochodził z Genui, dlatego też interwencja Pana Vassallo do Massimo Morattiego spowodowała, że pomocnik nie zajmował slotu dla graczy spoza Unii Europejskiej.
Dzieciństwo Estebana nie wskazywało na to, że wybierze on piłkę nożną jako sposób na życie. Przodek „Cuchu”, Antonio, stworzył dzielnicę Buenos Aires, Villa del Parque. Kilkadziesiąt lat później powstała tam szkółka koszykówki GEVP. Ojciec Estebana, Carlos, był fanatykiem gry w kosza, natomiast mama, Tita, uwielbiała wywodzący się z Argentyny ,,cestoball” (połączenie korfballu i netballu). Esteban w wieku trzech lat wraz z bratem Nicolasem udał się na trening do szkółki GEVP, aby szlifować swoje umiejętności w piłkę koszykową. Wcześniej zaczął tam uczęszczać jego starszy brat, Frederick. Cambiasso dążył do tego, żeby być równie dobry, jak Michael Jordan. Aby stale się poprawiać – także w kontekście piłki nożnej – bawił się z rodzeństwem, a w garażu jego przeciwnikami były… stołki. Esteban mógł się zająć futbolem na poważnie dopiero po ukończeniu nauki. Chłopak jednak zaczął grać dla zespołów młodzieżowych Argentinos Juniors już w wieku jedenastu lat, ponieważ nie mógł trenować dwóch dyscyplin naraz i musiał dokonać wyboru. Zaczął on od środka obrony i dopiero później został przeniesiony do środka pola. Szybko w klubie zdali sobie sprawę, że „Cuchu” ma ponadprzeciętne umiejętności i może zrobić ogromną karierę, dlatego długo na zainteresowanie wielkich klubów nie trzeba było czekać. ,,Byłbym arogancki, gdybym powiedział, że osiągnąłbym równie dużo w koszykówce. Ale teraz mogę powiedzieć, że radziłem sobie lepiej w tamtej dyscyplinie. Wtedy doradzali mi, żebym tego nie odpuszczał. Kiedy 15-letni Cambiasso występował w barwach „Bichos Colorados”, pojawiła się oficjalna oferta od Ajaksu Amsterdam, którym wówczas dowodził Louis Van Gaal. Szkoleniowiec bardzo chciał mieć w przyszłości Argentyńczyka w swoim zespole, ale klub oraz rodzina Estebana zgodnie uznała, że na przeprowadzkę jeszcze jest zbyt wcześnie, a do tego kultura w Holandii bardzo odbiega od tej, która jest w Argentynie. Finalnie piłkarza w dniu 16. urodzin wraz z bratem Nicolasem (bramkarzem) zakontraktował Real Madryt. Cambiasso uniknął bariery językowej, dzięki czemu mógł bez większych problemów rozmawiać i wymieniać się poglądami z Fernando Redondo, Chendo czy Fernando Hierro. Łącznie spędził piętnaście dni z pierwszą drużyną na zgrupowaniu przedsezonowym. Przez dwa lata Esteban występował w drużynie Castilli, przez co „Królewscy” zdecydowali się na oddanie Estebana do Independiente, gdzie miał zdobyć cenne doświadczenie i walczyć o pierwszy skład w seniorskiej drużynie. Jak się okazuje, taki ruch był strzałem w dziesiątkę. „Cuchu” był regularnie chwalony i emanował pewnością siebie oraz opanowaniem. Do tego był on pojętnym uczniem swego szkoleniowca, Césara Luisa Menottiego, z którym miał, także poza boiskiem, bardzo dobre relacje. Podczas pobytu w ekipie z Avellanedy udało się też zdobyć trzy tytuły z reprezentacją Argentyny do lat 20 – mistrzostwo świata oraz dwa złota w mistrzostwach Ameryki Południowej. ,,Esteban nigdy nie był chłopcem. Zawsze był niezwykle dojrzały. To kolejny powód, żeby go szanować”- Beppe Severgnini, dziennikarz ‘Corriere della Sera’. Tak udany okres w Independiente zaowocował kolejnym wypożyczeniem, tym razem rocznym – do River Plate. Dla Cambiasso był to kolejny krok do przodu i jednocześnie ostatni akord, żeby udowodnić swoją przydatność dla Realu Madryt, jednego z najlepszych klubów na świecie. Argentyńczyk nie zawiódł, zbierał bardzo dobre recenzje i, finalnie, zdobył mistrzostwo Argentyny.
Tak dobra dyspozycja Estebana nie mogła zostać pominięta przez Florentino Péreza. Prezydent „Los Blancos” podpisał z zawodnikiem dwuletni kontrakt, a ten dołączył do ekipy prowadzonej przez Vincente Del Bosque. Co ciekawe, niewiele brakowało, a być może Cambiasso byłby zmuszony szukać nowego klubu. Jak się okazuje, pierwszym wyborem madrytczyków miał być Patrick Vieira, ale ten nie miał zamiaru opuszczać Arsenalu, przez co negocjacje zakończyły się fiaskiem. Pierwszy sezon „Cuchu” w Realu obfitował w trofea (mistrzostwo Hiszpanii, Superpuchar UEFA, Puchar Interkontynentalny) oraz w, przede wszystkim, regularną grę. Esteban rozegrał 29 spotkań ligowych i w wielu z nich zmieniał Claude Makélélé. Wydawać by się mogło, że wszystko „Królewskim” wychodzi. Perez jednak postanowił skrytykować Francuza oraz Argentyńczyka za „zbyt wolne tempo oraz brak technicznych umiejętności”. Makélélé po nieudanej próbie uzyskania podwyżki został sprzedany do Chelsea za 20 milionów euro, a Esteban otrzymał zgodę na odejście. Wtedy szczególnie o piłkarza zabiegał Real Zaragoza i FC Kaiserslautern, ale ten chciał wypełnić kontrakt z Realem i odejść za darmo latem 2004 roku. Nowym pracodawcą Cambiasso został Inter Mediolan, który pozyskał pomocnika na zasadzie wolnego transferu. Nie sądzę, że przerósł mnie Real Madryt, ponieważ w Argentynie grałem już w dwóch wielkich drużynach, a później przeszedłem do wielkiego klubu we Włoszech i utrzymałem się tam przez wiele lat. Piłka nożna to nie tenis. Kiedyś Vilas [argentyński tenisista – przyp. red.] powiedział, że tenis to tylko rakieta i człowiek. W futbolu jest dyrektor, który musi cię chcieć, trener, który musi cię chcieć, kibice, którzy również mają wpływ, to wiele różnych okoliczności – za: realmadryt.pl. „Nerazurri” chcieli pozyskać reprezentanta Argentyny już w sierpniu 2002 roku – przy okazji transferu Ronaldo do Realu – ale wtedy Hiszpanie nie chcieli słyszeć o zmianie otoczenia przez Estebana. Był też temat Milanu i Juventusu, ale dzięki namowom Javiera Zanettiego i Kily Gonzáleza Cambiasso wybrał ekipę z Mediolanu, która wówczas była zdecydowanie najmocniejszą we Włoszech. Cambiasso trafił na moment w Italii, kiedy nikt nie mógł przeciwstawić się ogromnej dominacji Interu. Słabsza dyspozycja Milanu prowadzonego przez Carlo Ancelottiego oraz upadek Juventusu w związku z aferą Calciopoli spowodowała, że nie było mocnych na zespół Roberto Manciniego. ,,Przybycie Cambiasso idealnie pasuje do projektu Interu, która łączy potrzeby budżetowe z cechami doskonałych piłkarzy” – Giacinto Facchetti. Karierę Cambiasso w Interze można podzielić na dwa etapy: od transferu do trypletu (bajka) oraz od dołka do odejścia (koszmar). Esteban w Mediolanie zdobył pięć mistrzostw Włoch, Ligę Mistrzów, cztery Superpuchary Włoch, cztery Puchary Włoch oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Równie dobrze, a nawet lepiej, było tylko w momencie, kiedy Inter prowadził Helenio Herrera. „Cuchu” był jednak najbardziej kojarzony z bycia żołnierzem w armii José Mourinho, gdzie wraz z Javierem Zanettim czy Diego Milito stanowili o sile drużyny ze stolicy Lombardii. Esteban pełnił rolę dyrygenta, dzięki któremu „Il Biscione” grali jak z nut. Portugalski szkoleniowiec jednak uciekł do Realu po wygraniu finału Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. Dlaczego? Obawiał się znacznego spadku zespołu, a osoba Florentino Pereza okazała się kluczowa. Od kiedy Mourinho odszedł, było bardzo trudno… ,,Myślę, że po roku, w którym wygrywasz wszystko, to normalne, że grasz gorzej, ponieważ oczekuje się, że wygrasz wszystko, a energii jest mniej. To nie jest temat tylko wobec Mourinho, lecz wobec każdego trenera, ponieważ FC Barcelona, która potrafiła zachować największą ciągłość w ostatnich latach, nie zdołała wygrać Ligi Mistrzów z Guardiolą dwa lata z rzędu. Wydaje się, że drużyna nie ma już głodu sukcesu, prawda? Trudno jest zachować ciągłość sukcesów. Kiedyś, tuż przed tym, jak sięgnęliśmy po potrójną koronę, zdobyliśmy cztery mistrzostwa z rzędu To normalne, że drużyna, która wygrywa wszystko, w pewnym momencie wpada w kryzys” – za: realmadryt.pl. Tonący mediolański statek starał się ratować najpierw Rafael Benítez, a potem Leonardo, Gian Piero Gasperini, Andrea Stramaccioni, Claudio Ranieri i Walter Mazzarri. Żaden z nich nie potrafił nawiązać do dawnych osiągnięć klubu. Cambiasso był niezłomny i zawsze pomagał swoim kolegom oraz dawał z siebie sto procent. Esteban, tak jak Zanetti, miał bardzo dobrą relację z legendą Interu. Kiedy „Cipe” znajdował się w szpitalu z powodu choroby, „Nerazurri” grali w Superpucharze Włoch z Romą. Wtedy ekipa z Mediolanu wróciła z dalekiej podróży, przechodząc z 0:3 na 4:3. Piątego września 2006 roku Facchetti zmarł, a Cambiasso powiedział: „Pierwsze scudetto dedykuję Giacinto. Mam wspaniałą relację z całą jego rodziną.”
Cierpliwość się skończyła w momencie, kiedy na nowego prezydenta Interu nie wybrano, ponownie, Massimo Morattiego i klub nie zaproponował Cambiasso nowego kontraktu. Esteban nie ukrywał wściekłości. Jego nowym pracodawcą zostało Leicester City, które występowało w Premier League. ,,Wciąż nie dotarło do mnie, że mój czas w Interze dobiegł końca. Cały czas odczuwam wsparcie fanów. Kiedy idę ulicą spotykam się z wieloma wyrazami szacunku z ich strony. Właśnie z tego powodu jeszcze nie napisałem pożegnalnego listu. Ciągle czuje się częścią Interu. Zasłużyłem na lepsze pożegnanie. Sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby uprzedzenie mnie o tym, że mój kontrakt nie zostanie przedłużony. Nie chodzi mi nawet o 3-4 miesiące, jednak powinienem mieć jakiś czas do namysłu. Tymczasem o wszystkim dowiedziałem się zaledwie na dzień przed meczem z Chievo Werona. Biorąc pod uwagę mój 10-letni pobyt w Interze zasłużyłem na to, aby zostać poinformowanym chociaż tydzień wcześniej” – za: intermediolan.com. ,,Kiedy usłyszałem, że jestem pierwszym wyborem w Leicester City, zadzwoniłem do mojego brata i powiedziałem mu, że chcę grać w Premier League”– takimi słowami przywitał się z kibicami nowego klubu Cambiasso. Dla „Cuchu” była to nowa sytuacja, ponieważ klub z King Power Stadium walczył o utrzymanie. Esteban jednak stał się pierwszoplanową postacią w ekipie Nigela Pearsona od razu. Argentyńczyk odpłacił się za zaufanie już w drugiej kolejce ligowej, gdzie zdobył bramkę przeciwko Manchesterowi United, prowadzonemu przez… Louisa van Gaala. Wtedy to Leicester wygrało 5:3 na Old Trafford. Pod koniec marca „Lisy” miały bardzo słabą sytuację. Od czterech miesięcy ekipa z hrabstwa Leicestershire nie potrafiła się wydostać z ostatniego miejsca w lidze. Wtedy podopieczni Pearsona mieli na koncie cztery zwycięstwa, siedem remisów i osiemnaście (!) porażek. Ostatnie osiem kolejek okazało się jednak zbawienne, ponieważ Leicester wygrało siedem meczów i zremisowało jeden – z Sunderlandem (0:0). Dzięki takiej gonitwie udało im się pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. „Najlepsza ucieczka w historii Premier League” – pisano w prasie i w mediach. Esteban poza utrzymaniem w lidze mógł dopisać do swojego dorobku pięć bramek (więcej niż Falcao czy Welbeck) oraz nagrodę dla najlepszego zawodnika klubu w sezonie 2014/2015. Fani LCFC na tyle pokochali Argentyńczyka, że z chęcią wzięli udział w akcji, dzięki której mogli się ogolić „na Cambiasso”. ,,Wykluczając wpływ na kolegów z drużyny, to fakt, ile wniósł do gry pod względem wizji i samego jej zrozumienia, to było fantastyczne! To pokazuje, jak Cambiasso jest wielkim profesjonalistą”– Nigel Pearson. Finalnie „Cuchu” postanowił nie przedłużać kontraktu z Leicester i odszedł za darmo do Olympiakosu Pireus, z którym zdobył dwa mistrzostwa Grecji. Jego miejsce w angielskiej drużynie zajął Danny Drinkwater i Gökhan İnler. Ostatecznie dwa miesiące po wygaśnięciu kontraktu z Grekami Cambiasso zdecydował się na zakończenie swojej, jakże barwnej, kariery.
Esteban Cambiasso w reprezentacji Argentyny rozegrał 52 mecze. Patrząc na to, jakiej klasy był zawodnikiem, to ta liczba jest zdecydowanie zbyt mała. „Cuchu” pojawił się tylko na jednej wielkiej imprezie – mundialu rozegranym w 2006 roku w Niemczech, gdzie Argentyńczycy doszli do ćwierćfinału. Wtedy też padła bramka, z której go najbardziej zapamiętano – zdobyta przeciwko Serbii i Czarnogórze. Co ciekawe, po raz pierwszy Cambiasso do kadry powołał obecny szkoleniowiec Leeds United i trener Mateusza Klicha, Marcelo Bielsa. Wiele osób się spodziewało, że Cambiasso zagra na mundialu w Republice Południowej Afryki w 2010 roku. Finalnie jednak Diego Maradona nie brał go pod uwagę, przez co „Cuchu” musiał obejść się smakiem. Podobną sytuację przeszedł Javier Zanetti, który opisał to zdarzenie i swoje emocje w autobiografii. Obecnie postanowił on pójść w szkolenie i związał się na czas mundialu z reprezentacją Kolumbii, dla której analizuje rywali. Esteban tworzył raporty także na temat Polski na mistrzostwach świata w Rosji. Podlegał on José Néstorowi Pekermanowi, z którym miał okazję pracować w reprezentacji Argentyny w latach 2004-2006 oraz w kadrze „Albicelestes” do lat 20. Teraz nie wiadomo, jaki będzie los „Cuchu”, ponieważ Kolumbia rozstała się z Pekermanem. Jeżeli nowy selekcjoner zechce mieć Estebana w swoim sztabie, to legenda Argentyny pozostanie na swoim obecnym stanowisku. ,,Cambiasso dużo widzi. Więcej niż inni. Ale to już chyba dar. Cuchu stale chce się uczyć. Uwielbia gry strategiczne na komputerze, także zagadki logiczne, rozwiązuje mnóstwo krzyżówek. Lubi ćwiczyć głowę. Nie bez powodu śmiejemy się, że na mądrej głowie włos nie rośnie”– lekarz kadry Kolumbii, Carlos Ulloa dla Przeglądu Sportowego. Kto wie, jakby się potoczyła kariera Estebana, jeżeli nie zostałyby odkryte takie zależności w drzewie genealogicznym jego rodziny. To idealny przykład dla najmłodszych adeptów futbolu, jak przejść drogę od zera do bohatera.
Osiągnięcia zespołowe:
River Plate
1x mistrzostwo Argentyny (2002)
Real Madryt
1x mistrzostwo Hiszpanii (2003)
1x Superpuchar UEFA (2002)
2x Superpuchar Hiszpanii (2004, 2005)
1x Puchar Interkontynentalny (2002)
Inter Mediolan
1x Liga Mistrzów (2010)
1x Klubowe Mistrzostwa Świata (2010)
5x mistrzostwo Włoch (2006, 2007, 2008, 2009, 2010)
4x Puchar Włoch (2005, 2006, 2010, 2011)
4x Superpuchar Włoch (2006, 2007, 2009, 2011)
Olympiakos Pireus
2x mistrzostwo Grecji (2016, 2017)
Reprezentacja:
Vicemistrzostwo Copa America (2007)
Finał Pucharu Konfederacji (2005)
Mistrzostwo świata U-20 (1997)
2x mistrzostwo Ameryki Południowej U-20 (1997, 1999)
7
Żywe legendy argentyńskiego futbolu:
@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
0
Serwis Igi Świątek leży po całości! Pytanie z jakiego powodu?
0
Ta cała Sabalenka to wyglada jak terminator, tyle że z cyckami! A niech ją... drzwi ścisną...!
0
@Miszak Nie mi, tylko naszej Idze! I to nie raz i nie dwa
0
@FCB_dimiC No oby, oby!
0
Czemu nikt nie mówi że nasza kochana Igunia niebawem rozpocznie mecz z tą cholerną Sabalenką...
7
@FCBparasiempre
Tytuł idealnie oddaje przebieg kariery tego człowieka. Chciał zostać piłkarzem – po prostu to zrobił. Dostał okazję wyjazdu do Francji i gry w tamtejszej lidze – po prostu to zrobił. Przeciwnicy zostawili mu skrawek miejsca na zdobycie gola – po prostu to robił. Nie starał się za wszelką cenę przejść do historii i nigdy nie było to jego celem – ale to zrobił! W sposób najlepszy z możliwych. Jeśli nie wiecie, kim był Just Fontaine, to najwyższa pora tę wiedzę uzyskać. Jeśli wiecie, ale kojarzycie go tylko dzięki (niesamowitemu) występowi na mistrzostwach świata w roku 1958, to idealny moment, by się dokształcić. Mało jest bowiem graczy z tak barwną karierą, której sprowadzanie, do jednego tylko występu na mundialu, mimo że fantastycznego, jest po prostu niesprawiedliwe. Francuz, wychowany w Maroku, który do historii przeszedł w Szwecji. I stał się znany na całym świecie. Urodził się 18 sierpnia w Marrakeszu, jednym z największych miast Maroka, gdy to było jeszcze protektoratem francuskim. Było to w roku 1933. Czwarty z siedmiorga rodzeństwa. Mały (jako dorosły mężczyzna mierzył 173 centymetry, jednak długo nie mógł „wyjść” poza 160), ale przeznaczony do największych celów. Jego matka z pochodzenia była Hiszpanką, co miało się okazać ważne w pewnym momencie jego kariery. Jego ojciec osiadł w Maroku po odbyciu służby wojskowej i pokochał ten kraj na tyle, że nie chciał wracać do Francji, skąd pochodził. Zamiast niego, miał to zrobić sam Just. Ojciec był zresztą ważną osobą na sportowej drodze Fontaine’a. Co prawda chciał on, by syn trenował koszykówkę bądź lekkoatletykę (planował dla niego też studia medyczne), ale zachęcał go do uprawiania sportu. Sam pracował w przemyśle tytoniowym – głównie chodziło o tabakę – ale wcześniej trenował rugby i właśnie piłkę nożną. Został zresztą sędzią. Nie wiadomo, czy to dzięki niemu światowa piłka nożna „otrzymała” kolejną legendę, ale z pewnością miał na to jakiś wpływ. Afrykański futbol preferował wtedy indywidualności. Zresztą w tym względzie do dziś się wiele nie zmieniło. Nie inaczej było w Maroku. Fontaine ze swoją wizją gry, jej „czuciem”, które posiadał już od małego, idealnie się do tego nadawał. Obunożny i obdarzony znakomitą precyzją strzału. Technikę posiadał od zawsze, szybko więc zabłysnął. W tamtych czasach idolem marokańskich dzieci był Larbi Ben Barek. Też indywidualista, obdarzony przydomkiem „Czarna Perła” na długo przed Eusebio czy Pele. Kto mógł przypuszczać, że Fontaine nie tylko pójdzie w jego ślady, ale zajdzie znacznie dalej? Pierwszy przystanek w zawodowej karierze – USM Casablanca. Do stolicy Maroka pojechał się uczyć. Szybko jednak okazało się, że to, w pierwszej kolejności, nie nauka, a sportowy talent przyniesie mu sławę. Wybór klubu okazał się trafiony. Zresztą, grał w nim też wspomniany Ben Barek. Podążanie tropami idola marokańskiej młodzieży zawiodło go do pierwszego składu. Tam grał w latach 1950-1953. Statystyki goli i występów różnią się zależnie od źródła. Wszystkie zgadzają się co do jednego: średnia bramek przewyższała jedną na mecz. To jednak nie fenomenalna skuteczność, choć z pewnością miało to jakieś znaczenie, zawiodła Fontaine’a do kolejnego klubu, a mecz… przegrany 0-3. W Boże Narodzenie 1952 roku stawił się w Marsylii, by, w barwach reprezentacji Maroka, zagrać przeciwko Francji B. Wynik już znacie. Mimo porażki, młody wówczas zawodnik zaprezentował się tak dobrze, że włodarze OGC Nice zdecydowali się na niego postawić. Just poszedł w ślady idola marokańskich dzieci. Jechał do Francji. Po prostu to zrobił. Fontaine miał oczywiście obywatelstwo francuskie, więc tamtejsza liga była dla niego najbardziej naturalnym z kierunków. Zresztą, miał jej już nigdy nie opuścić. Choć dostawał ku temu okazje. Zakończmy jednak wyprzedzanie faktów. 20-letni wówczas piłkarz dopiero co przybył do Nicei, gdzie musiał wywalczyć sobie miejsce w składzie i potwierdzić swoje umiejętności. Z jednego Fontaine z pewnością mógł być zadowolony od początku. Zespół z Prowansji zapewnił mu bowiem dobre warunki… finansowe. Jego pensja była na tyle wysoka, że jej część mógł odsyłać do domu.
Jak się, stosunkowo szybko, okazało, pierwsza jedenastka tylko na niego czekała. Wskoczył do niej niemal z miejsca i stał się bardzo ważnym punktem zespołu. Angielski trener, Bill Berry, wykazał się zresztą dużym „wyczuciem” sytuacji. Nie tylko zaufał młodemu Francuzowi, ale też przydzielił mu idealnego opiekuna, mającego mu pomóc w aklimatyzacji, ale też od którego Fontaine mógł się wiele nauczyć. Był nim doświadczony Luis Carniglia, który za kilka lat(już jako trener) miał święcić sukcesy z Realem Madryt. Przybył do klubu w tym samym sezonie, co Just, ale dla niego był to powrót na stare śmieci. W Nicei grał bowiem też w sezonie 1951/52. W swoim pierwszym sezonie Fontaine ustrzelił 17 bramek w lidze, co w klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników, dawało mu piątej miejsce, razem z Julienem Stopyrą i Josephem Uljakim. Ten drugi był zresztą jego klubowym kolegą. Ważniejsze były jednak inne rozgrywki, pucharowe, w których podopieczni Berry’ego tryumfowali po raz drugi w swojej karierze, powtarzając tym samym sukces sprzed dwóch lat (wtedy zdobyli podwójną koronę). Pierwsze trofeum w pierwszym sezonie w Europie. Niezły początek. W tym miejscu należy na chwilę przerwać opowiadanie o klubie. W grudniu 1953 roku Fontaine zaliczył bowiem swój debiut w narodowych barwach. Francja wygrała wtedy 8-0 z Luksemburgiem, grając w składzie złożonym z… 11 debiutantów. Nasz bohater trafił trzykrotnie, ale to nie wystarczyło, by na stałe zaaklimatyzować się w kadrze i na następny występ musiał trochę poczekać. Wróćmy do klubu: w kolejnym sezonie Nicea, po raz drugi z rzędu, uplasowała się w środku tabeli. Zważywszy na brak sukcesów w innych rozgrywkach oznaczało to rozstanie z dotychczasowym szkoleniowcem, którego miejsce zajął… Luis Carniglia. Mr Dynamite (jeden z pseudonimów Fontaine’a) i jego koledzy wystrzelili. Trzecie mistrzostwo kraju w historii klubu stało się faktem. Gwarantowało ono udział w nowych rozgrywkach, które wkrótce miały zawładnąć Europą – Pucharze Mistrzów. Just zdecydował się jednak na inny krok. Ryzykowny, bo zespół, do którego przechodził, zajął dopiero dziesiąte miejsce w tabeli. Ale jak to on – po prostu to zrobił. W tym miejscu muszę się przyznać do małej manipulacji faktami. Stade de Reims faktycznie skończyło ligowy sezon dopiero na dziesiątej pozycji, ale w tym samym roku dotarło do finału… Pucharu Mistrzów, w którym uległo Realowi Madryt. Oznacza to oczywiście, że rok wcześniej zostało mistrzem Francji. Gdzie więc to ryzyko, skoro Fontaine przechodził do klubu z takim potencjałem? To proste: miał on zastąpić w tym klubie człowieka, który jeszcze wiele razy pojawi się w tym opowiadaniu. Raymonda Kopę. I wiecie co? Zrobił to w sposób fenomenalny. Co prawda sezon 1956/57 Reims skończyło na trzecim miejscu w tabeli, ale Fontaine ze swojej postawy mógł być jak najbardziej zadowolony. Trzydzieści bramek w lidze nie dawało tytułu króla strzelców, ale było wynikiem więcej niż zadowalającym. Wciąż jednak nie wystarczało, by znaleźć uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji. W roku 1956 zagrał w niej raz. Rok później zanotował tyle samo występów. A wielkimi krokami zbliżały się mistrzostwa. Wszystko odmieniła kolejna kampania. 34 bramki w lidze (11 więcej niż drugi w klasyfikacji strzelców Fernand de Vlaeminck), jeden z trzech goli Reims w finale krajowego pucharu i podwójna korona dla jego klubu. To był sezon Justa Fontaine’a, obok którego Paul Nicolas, selekcjoner kadry narodowej, nie mógł przejść obojętnie. Okazało się jednak, że napastnikowi Stade de Reims sprzyja też fortuna, co wykorzystał do perfekcji. Jak to on – po prostu… sami wiecie co. Przed mistrzostwami świata, dzięki którym miał przejść do historii, Fontaine miał na koncie pięć meczów w kadrze. Dwa z nich w ramach przygotowań do turnieju – z Hiszpanią (2:2, jeden gol Justa) i Szwajcarią (0:0). Wciąż nie mógł być, mimo fantastycznej postawy w lidze, całkowicie pewny miejsca w składzie. Futbol jest jednak okrutny dla jednych, a drugim jego bogowie, z niewiadomych powodów, sprzyjają. Wśród tych drugich był w roku 1958 właśnie Just Fontaine. Francuzi mieli w tamtym czasie fantastycznych zawodników z przodu. Poczynając od Kopy, przez Vincenta, Wiśniewskiego, Piantoniego, Blaira, aż do Cisowskiego. Swoją drogą trzech z nich było polskiego pochodzenia. Nieprzypadkowo też wymieniłem ich w tej kolejności. Ostatni z nich, fantastyczny snajper, trzykrotny król strzelców francuskiej ligi, doznał kontuzji jeszcze przed mundialem. Oddajmy tu głos Fontaine’owi (z wywiadu dla polsatsport.pl): ,,Grałem tylko dlatego, że Tadeusz Cisowski, doznał bardzo poważnej kontuzji. ,,Thadee” był geniuszem. Pamiętam, jak w 1956 siedziałem na ławce a on strzelił belgom pięć goli. Patrzyłem z otwartymi ustami. Co za instynkt, co za precyzja. No niestety, tak to w futbolu bywa”.
Zwolniło się jedno miejsce. Wciąż jednak do pięcioosobowej linii ataku snajper Reims był wyborem numer… sześć. No i znów – nieszczęście kolegi okazało się być jego szczęściem. Rene Bliard, zresztą klubowy partner Justa, wypadł z mistrzostw przez uraz odniesiony w sparingu. Fontaine miał zagrać. Francuzi zjawili się w Szwecji jako jedna z reprezentacji, której nie przepowiadano wielkich sukcesów. Cztery lata wcześniej swój udział w mistrzostwach świata zakończyli jeszcze w fazie grupowej. Mimo tych, niezbyt optymistycznych, przewidywań, warunki do treningów dostali wręcz idealne. Szwedzkie krajobrazy ich zachwyciły. Sam Fontaine wspominał, że niedaleko ich „obozu” było jezioro, gdzie chodzili łowić ryby przez osiem dni z rzędu, aż… podszedł do nich policjant i powiedział, że to zabronione. Inną sprawą, o której lubił opowiadać nasz bohater, był problem z pokojem. Dzielił go bowiem z Kopą, który preferował „hiszpański model życia” – późno spać, późno wstać. Just odwrotnie. Mimo wszystko jakoś się dogadali. Nie tylko w tym przypadku. Kto wie, czy nie był to najlepszy duet w historii piłki nożnej. Linia ataku francuzów była pięcioosobowa w składzie: Vincent, Wisniewski, Piantoni, Kopa, Fontaine; ale to dwaj ostatni zgarnęli najwięcej laurów. Zasłużenie. W ciągu całego turnieju Kopaszewski aż pięciokrotnie asystował przy trafieniach kolegi. Just odwdzięczył się dwoma kluczowymi podaniami i oddanymi karnymi, gdy mógł śrubować swój rekord. Przejdźmy jednak do właściwej części mistrzostw – meczów. Francuzi wyszli z grupy z trzema zwycięstwami na koncie, a w ćwierćfinale roznieśli Irlandię Północną aż 4-0. Wtedy przyszła jedyna porażka w turnieju. Z późniejszymi tryumfatorami, Brazylią, z boskim Garrinchą i młodym, zaledwie 17-letnim Pele, w składzie. Walczyli, to trzeba im przyznać. Fontaine strzelił bramkę na 1-1. Szans pozbawiła ich kontuzja Roberta Jonqueta. Nie było wtedy możliwości robienia zmian, a Brazylia znakomicie to wykorzystała, ostatecznie wygrywając 5-2 (swoją drogą spotkanie to jest, w całości, do znalezienia w Internecie). Przed meczem o trzecie miejsce było wiadomym, że Fontaine musi zdobyć trzy bramki, by pobić rekord Kocsisa (11 goli) sprzed czterech lat. Rywal – nie byle jaki, Niemcy Zachodnie, obrońcy tytuły. Wynik? 6-3. Gole Justo? Cztery. Tak się stworzyła historia. 13 trafień to rekord sam w sobie, ale przy okazji Fontaine ustrzelił(dosłownie i w przenośni) kilka innych, niezłych wyników. Wymieńmy tu choćby: dwa hat-tricki na jednych mistrzostwach, bramkę w każdym meczu turnieju czy fakt, że strzelał prawą i lewą nogą, a także głową (mimo swojego stosunkowo niskiego wzrostu miał fenomenalny wyskok, często żartował, że „skacze tak wysoko, że gdy ląduje, to we włosach ma śnieg”) . A to wszystko osiągnął… w pożyczonych butach! Jego bowiem rozleciały się przed turniejem. Jak sam mówił: ,,Mieliśmy tylko dwie pary butów w tamtym czasie i zero sponsorów. Znalazłem się w Szwecji z niczym. Szczęśliwie, Stephan Bruey, jeden z rezerwowych napastników, miał taki sam rozmiar stopy i pożyczył mi je. Sześć meczów i trzynaście goli później oddałem je. Lubię myśleć, że niektóre moje gole były zainspirowane dwoma duszami w jednych butach”. Co ciekawe, za te mistrzostwa dostał Złotego i Platynowego Buta, ale żadnego z nich nie w roku 1958. Nagród dla najlepszych strzelców wtedy nie przewidziano. Złotego oddał mu Gary Lineker, który uznał, że to Fontaine’owi należy się najbardziej taka nagroda. Platynowego wręczono Chińczykowi (pseudonim od kształtu oczu) przed zeszłorocznym mundialem. Wreszcie się doczekał. Inna sprawa to ta, że nie znalazł się w XI mistrzostw świata, mimo że głosowało na niego najwięcej osób. Problem w tym, że głosy rozdzieliły się między dwie pozycje, więc Just… nie znalazł się na żadnej z nich. Takie czasy. Najciekawszym z wyróżnień obdarowali go jednak sami gospodarze. Szwedzi wręczyli mu bowiem… karabin, jako uznanie dla jego strzeleckich umiejętności. Jak przyznał sam Fontaine, uważał to za fantastyczny i bardzo pomysłowy gest. Karabin wciąż ma. 5. października 1958 roku we Francji rozpoczął się nowy okres – piątej Republiki. W tym samym czasie Just Fontaine grał swój szósty sezon we francuskiej pierwszej lidze. Trzeci w Stade Reims. Jest to warte podkreślenia, bowiem tuż po mistrzostwach zainteresowany był nim nawet Real Madryt. Otrzymał zresztą oferty ze strony hiszpańskich klubów, m.in. Barcelony czy Valencii, które widziały w nim nie tylko talent, ale (po matce) hiszpańskie korzenie i znajomość języka. Ostatecznie propozycje transferu na Półwysep Iberyjski odrzucił, podobnie jak tą z… Tuluzy. Tamtejszy klub chciał skorzystać na tym, że z tego miasta pochodziła żona zawodnika. Nie udało się. Czy była to dobra decyzja? Można dyskutować. Reims w sezonie 1958/59 nie osiągnęło nic wielkiego w lidze i krajowym pucharze. Po raz drugi dotarło za to do finału Pucharu Mistrzów i… po raz drugi uległo Realowi Madryt. Królewscy wygrali 2-0 za sprawą bramek Mateosa i Di Stéfano. Fontaine spisywał się jednak bardzo dobrze i ze swej postawy w turnieju mógł być bardzo zadowolony. Zresztą nie tylko z niej. Po mundialu został jednym z pierwszych (o ile nie pierwszym w ogóle) piłkarzy, którzy swoją twarzą reklamowali jakikolwiek produkt. Plakaty z podobizną Justa pojawiły się we francuskich miastach. Na szczęście, nie zmieniło to jego charakteru. Pozostał tym samym człowiekiem, jakim był wcześniej. Przekonali się o tym choćby ci, którzy zajrzeli do nocnych klubów, w których często bywał i… występował na scenie. Śpiewając. Głos miał, według relacji świadków, bardzo przyjemny, a językowe umiejętności pozwalały mu wybierać z szerokiego repertuaru. Człowiek orkiestra.
Podsumowując to wszystko, trudno stwierdzić, dlaczego bogowie futbolu, tak łaskawi dla Fontaine’a przy okazji mistrzostw świata w roku 1958, niecałe dwa lata później się od niego odwrócili. 20 marca 1960 roku doznał pierwszej kontuzji. Zderzył się z rywalem na boisku i podwójnie złamał lewą piszczel. Kosztowało go to 45 dni spędzonych w szpitalu w Montbéliard i kilka miesięcy przerwy od grania. Wrócił tylko po to, by… doznać kolejnej kontuzji. Choć zgodnie z prawdą powinienem napisać: takiej samej. Tak, złamał tę samą kość, w tej samej nodze. Cztery miesiące spędzone w gipsie. Później przeszedł jeszcze operację kolana i ścięgna Achillesa. Ostatni mecz rozegrał 6 lipca 1962 roku. Miał wtedy niespełna 29 lat i powinien był dopiero co wrócić ze swoich drugich mistrzostw świata. Rzeczywistość okazała się jednak okrutna. Mógłbym tu napisać banalne stwierdzenie, jakich wiele, np. „taki jest sport”. Lepiej jednak, kolejny raz, przytoczyć słowa samego poszkodowanego(z drobnym pomieszaniem faktów, ale nie to jest najważniejsze): ,,Trzy lata po mundialu to ja miałem pecha. Złamałem piszczel i kość strzałkową. Wyrok: koniec kariery… Na karku tylko 27 lat i zero szans na powrót. Trochę się załamałem, ale oprócz żony, na duchu podtrzymywało mnie te 13 goli. Wpisałem się jakoś w ten sport. Zrobiłem, co musiałem. Wkrótce się z tym pogodziłem”. Po zakończeniu kariery piłkarskiej, próbował swoich sił także jako trener. Nie osiągnął tu zbyt wiele, choć był trenerem m.in. PSG. Największym sukcesem było trzecie miejsce, zdobyte z reprezentacją Maroka, w Pucharze Narodów Afryki. Ustanowił też swego rodzaju rekord (choć on sam pewnie niezbyt się z tego cieszy) – został najkrócej urzędującym trenerem reprezentacji Francji w historii. W 1981 roku zakończył także ten etap swojej kariery. Tak po prostu. Zrobił to. Obecność na liście stu najwybitniejszych piłkarzy stworzonej przez Pelego, nagroda dla najlepszego francuskiego piłkarza 50-lecia otrzymana już w XXI wieku (czyli pokonał m.in. Kopę, Platiniego czy Cantonę!), Platynowy But, który dostał w zeszłym roku. To tylko niektóre z nagród i wyróżnień, jakie Fontaine otrzymał już po zakończeniu swej kariery. Mimo 82 lat na karku wciąż otrzymywał(i odpisywał) na listy od fanów. Zwykle były to prośby o autograf, ale nie tylko. Żył w Tuluzie, wraz z żoną. Nie wyróżnia się od innych mieszkańców, choć ustanowił rekord, którego prawdopodobnie nikt nie zdoła pobić w najbliższej przyszłości. Sam, możliwe, że trochę nieskromnie, przyznawał, że „nie widział, po zakończeniu własnej kariery, nikogo podobnego do siebie w futbolu”, czasem dodając, że „pod względem warunków fizycznych i stylu gry, przypominał go Gerd Muller”. Analizując zachowane fragmenty jego wyczynów… trudno się z nim nie zgodzić. To właśnie Just Fontaine, który zmarł 1 marca tego roku. Wielki gracz, którego karierę przedwcześnie zakończyły urazy. Angażujący się w piłkarskie życie nie tylko na boisku. (w 1961 roku założył francuską National Union of Professional Footballers). Znany na całym świecie, ale mimo tego… nieco zapomniany. Błędnie.
7
Just (did it) Fontaine:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj