FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
35 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
3
@lntrowertyk Owszem, tyle że wówczas poza wspomnianym Oleguerem nie było takich nieudaczników jak Sergi Roberto czy Ferran Torres, zresztą Raphinia też nie wiele lepszy...
Puyol trzymał za morde całą defensywe, Xavi rozprowadzał jak profesor a gole strzelał Eto'o z Ronaldinho...
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
15 sierpnia 1919 r. w Poznaniu urodził się Edmund Białas, drugi członek poznańskiego tercetu ABC. Grał na środku ataku ale wiedział, że prawdziwym liderem ofensywy jest Teodor Anioła. Ustępował mu w umiejętnościach strzeleckich, ale przewyższał zmysłem taktycznym. Pochodził z rodziny o tradycjach kolejarskich i pisarskich. Od dziecka wiedział, że chce grać w Lechu. Treningi zaczął w 1931 r., a cztery lata później jako niespełna 16-latek zadebiutował w barwach zespołu KPW – Liga Dębiec (pod taką nazwą występował wówczas klub, który po wojnie stanie się znany jako Lech). Swoje pierwsze trafienie zaliczył w tym samym roku w pojedynku z Ostrovią. Jeszcze przed wojną zaliczano go do czołowych snajperów w Wielkopolsce, co zaowocowało włączeniem do reprezentacji Poznania. Latem 1939 r. został powołany przez Józefa Kałużę na mające się odbyć we wrześniu wyjazdowe spotkania z Bułgarią i z Jugosławią. Jest kolejnym przedstawicielem pokolenia, któremu wojna zabrała najlepsze lata sportowej kariery. W czasie okupacji Białasów wysiedlono do Ostrowca Świętokrzyskiego. Stamtąd Edmund przedostał się do wuja Derezińskiego do Rzeszowa. W mieście istniał niemiecki klub, któremu brakowało rywali do meczów sparingowych. Naczelnik powiatu zezwolił w drodze wyjątku na zorganizowanie spotkania z Polakami. Polacy oczywiście wygrali 2:0, ale narazili się tym samym na represje okupanta i musieli uciekać. Białas trafił aż do Przemyśla, skąd tuż po wojnie wrócił do Poznania, gdzie pomagał swojemu klubowi stanąć na nogi w trudnej, powojennej rzeczywistości. Był pierwszym lechitą, który zagrał w reprezentacji. Koszulkę z białym orłem po raz pierwszy założył 4 kwietnia 1948 r. w wyjazdowym meczu z Bułgarią (1:1). Nigdy nie opuścił Lecha. Po zakończeniu kariery w 1951 r. został instruktorem i był wierny klubowym barwom praktycznie aż do śmierci. Kilkukrotnie przejmował jako trener pierwszy zespół. Do niego należy klubowy rekord meczów bez porażki (61 meczów od listopada 1969 do listopada 1971). Zawsze życzliwy dla innych ludzi, świetnie grał na akordeonie.
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
1
@Kubsoleon Jeśli jesteś nieskuteczny to zwyczajnie jesteś gorszy. Skuteczność to podstawa w piłce nożnej...
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
15 sierpnia 1914 r. w Świętochłowicach urodził się Hubert Gad. Piłką zaczął interesować się jako nastolatek. Kiedy dołączył do zespołu Śląska Świętochłowice, miał 14 lat. Szybko dał się poznać jako skuteczny napastnik. W dużej mierze dzięki jego golom zespół zdołał wrócić do elity. W 1935 r. zajęli piąte miejsce a Gad z 14 golami w 19 meczach uplasował się w czołówce klasyfikacji strzelców. Również rok później był czołowym strzelcem drużyny, ale zespół zajął dziewiąte miejsce w tabeli i pożegnał się z ekstraklasą. Umiejętności Gada zostały jednak zauważone już wcześniej i 16 lutego 1936 r. pierwszy raz zagrał w reprezentacji. Polacy wygrali na wyjeździe z Belgią 2:0 a Gad strzelił drugiego gola w tym spotkaniu w 76. minucie. W sierpniu był członkiem kadry olimpijskiej na igrzyskach w Berlinie, w której zajął miejsce zdyskwalifikowanego Ernesta Wilimowskiego. To Gad był pierwszym strzelcem gola dla Polski na dużej imprezie a mianowicie na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie. W inauguracyjnym meczu z amatorską drużyną Węgier strzelił pierwsze dwa gole a kolejne dwa trafienia dorzucił w meczach z Wielka Brytanią i Austrią. Z kadrą pożegnał się w 1937 r. meczem z Łotwą (wygrana 2:1). Był wspaniałym, bardzo utalentowanym zawodnikiem. Zginął tragicznie w wieku 25 lat. Chcąc się orzeźwić przed pracą, którą zaczynał o szóstej, postanowił się wykąpać w stawie koło szybu Oskar. Mimo towarzystwa czterech kolegów utonął, prawdopodobnie doznając zawału serca. Pochowano go w stroju olimpijskim. W Reprezentacji rozegrał 6 meczów, strzelając 5 goli.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
0
@KamQiX No może nie gorszą ale na tą chwile moim skromnym zdaniem ,,Obywatele" na pewno nie są lepsi, co najwyżej na tym samym poziomie...
1
@dv7wisnia Może i nie tak straszny, jednak na te chwile są poza zasięgiem każdej drużyny klubowej a co będzie później? Bóg raczy wiedzieć...
13
Zapomniane postacie Blaugrany:
15 sierpnia 1909 r. urodził się Francesc Mitjans Miro, architekt Estadio Nou Camp. Francesc był kuzynem ówczesnego prezydenta FC Barcelony Miro-Sansa, który powierzył jemu i Josepowi Soterasowi Mauriemu projekt nowego stadionu. W 2005 r. w wywiadzie dla dziennika ,,El Mundo Deportivo” wyraził swój sprzeciw wobec planów powiększenia Camp Nou mówiąc że ,,będzie to oznaczać odsunięcie widzów od murawy i pogorszenie widoczności”. Mitjans nigdy nie był na stadionie aby zobaczyć Kubale, gdyż nie interesował się sportem. Zmarł w wieku 97 lat, na rok przed 50-tą rocznicą powstania Camp Nou.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
0
Ojciec nazywa się Mounir Nasraoui a jego syn Lamine Yamal? Groch z kapustą! To tak jakby dwie obce osoby...
0
@Pawel13sz Ferrana Torresa? Jeszcze tylko tego patałacha brakuje....
7
@FCBparasiempre
Z Legendarnej Jedenastki Widzewa, wybranej przez kibiców na stulecie klubu, Wiesława Wragę wyróżnia nie tylko najniższy wzrost (167 cm). Kariery takich gwiazd jak Maradona czy Messi udowadniają, że w futbolu można być ulubieńcem tłumów nie imponując warunkami fizycznymi. Ciekawszym wyróżnikiem jest fakt, że z tego grona tylko Wraga nie był nigdy mistrzem Polski. Co zatem przesądziło o wyborze, skoro w historii RTS jest tylu piłkarzy o większym dorobku? Zacznijmy od życiorysu. Wraga urodził się 14 sierpnia 1963 roku w Stargardzie. Już jako uczeń tamtejszej szkoły podstawowej brylował w drużynie, która dwukrotnie zdobyła mistrzostwo województwa. Grając w miejscowych Błękitnych pomógł wprowadzić klub do ówczesnej II ligi czyli zaplecza ekstraklasy. Był odważnym, widowiskowym dryblerem a do tego najlepszym strzelcem. Trafił do reprezentacji, która w 1982 roku w Finlandii, pod wodzą Mieczysława Broniszewskiego, zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach Europy juniorów. Wraga był kapitanem tej drużyny, która wyszła z grupy finałowej bez straty gola (po 1:0 z Belgią i Hiszpanią oraz 0:0 z Bułgarią). Po MŚ w Hiszpanii transfery do Serie A sfinalizowali m.in. widzewiacy Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda. Wśród ich następców w Widzewie znalazło się też czterech nastolatków z tej reprezentacji juniorów: Wiesław Wraga, Mirosław Myśliński, Mirosław Kuniczuk i Dariusz Waśniewski, których działacze zabrali wręcz z promu, który wracał po mistrzostwach z Finlandii. Pierwsza dwójka zadebiutowała w ekstraklasie i do tego w zespole mistrza Polski już w pierwszym meczu sezonu 1982/1983. 4 sierpnia w Łodzi w spotkaniu ze Stalą Mielec Wraga zagrał obok Włodzimierza Smolarka i zdobył pierwszą bramkę już w 6. minucie. Szybko stał się ulubieńcem kibiców, kochających odważne, szybkie decyzje, dryblingi, ofensywną grę. Widowiskowy napastnik wraz Myślińskim i Waśniewskim zdobyli pierwsze w karierze wicemistrzostwo kraju. Nie dokończyli tego sezonu, bo znaleźli się w reprezentacji Polski w finałach mistrzostw świata w Meksyku. Wraga i Myśliński strzelili zresztą po golu w pierwszym meczu grupowym z Wybrzeżem Kości Słoniowej (7:2). Wrócili z brązowymi medalami, bo w półfinale ulegli Argentynie 0:1 a w meczu o III miejsce Polacy pokonali po dogrywce Koreę Płd. 2:1.
Wcześniej Wraga pomógł zapisać wspaniałe karty historii widzewskiego klubu. Jeszcze w 1982 roku zadebiutował europejskich pucharach. W 1/16 finału jako dziewiętnastolatek zagrał w dwumeczu z Hiberniansem La Valetta (4:1 i 3:1) a rewanżowym spotkaniu przy Al. Unii z Rapidem strzelił gola i łodzianie po 1:2 w Wiedniu oraz 5:3 w Łodzi awansowali do ćwierćfinału. Golem życia Wragi była bramka strzelona głową w 80 minucie meczu ćwierćfinałowego Pucharu Europy w Łodzi z Liverpoolem 2 marca 1983 roku. Po centrze z lewej Andrzeja Grębosza podwyższył prowadzenie na 2:0 i z taką zaliczką łodzianie udali się na rewanż do mistrza Anglii. Wraga grał także do 82 minuty meczu na Anfield Road, przegranym 2:3, ale zapewniającym awans do półfinału. Wystąpił także w obu spotkaniach półfinałowych z Juventusem Turyn (0:2 i 2:2). Ogółem rozegrał 22 mecze o europejskie puchary (trzecia lokata w RTS za Włodzimierzem Smolarkiem – 24 i Krzysztofem Kamińskim – 23) strzelając 5 goli (o jednego gola więcej zdobył tylko Jacek Dembiński). Należy podkreślić, że wszystkie pucharowe trafienia Wieśka były efektowne i w istotny sposób przyczyniły się do awansu łodzian. Prócz dwóch wymienionych goli tak było z Borussią w Moenchengladach (2:3) oraz z LASK w Linzu (1:1) i w Łodzi (1:0). W dwumeczu ze znanym rywalem Borussią Moenchengladbach w 1984 roku Wraga miał jednak pecha. Choć jego gol w Niemczech i asysta przy golu Włodzimierza Smolarka w rewanżu zadecydowały o awansie łodzian. Wiesiek w pierwszym z tych spotkań zagrał z wysoką gorączką. O skutkach zdrowotnych przekonał się dopiero w 1985 roku, kiedy kadra narodowa była na badaniach przed wylotem do Meksyku. Okazało się że po zapaleniu mięśnia serce jest w ruinie. Pobyt w szpitalu i kuracja sterydowa sprawiły, że piłkarz przytył 18 kilogramów i już nie wrócił do formy. Do tego doszła kontuzja śródstopia. Trzeba było porzucić nie tylko marzenia o występie w mundialu 1986. Zniknęły bezpowrotnie takie cechy jak szybkość, ruchliwość, refleks. Do tego Wiesiek z trudem znosił psychicznie tak wczesne załamanie kariery. Jakby mało było tego nieszczęścia córki zaraziły go ospą, przyniesioną z przedszkola. Doznał drugiego zapalenia mięśnia sercowego, spędzając wigilię 1997 roku w łóżku na reanimacji. Lekarze nie ukrywali nawet, że jego życie było zagrożone. Był piłkarzem Widzewa 8 sezonów, zdobywając dwukrotnie wicemistrzostwo Polski 1983 i 1984. Ostatni mecz w RTS rozegrał 28 kwietnia 1990 w Białymstoku z Jagiellonią, przegrany 1:2. Bilans Wragi w Widzewie to 164 mecze ekstraklasy, w których zdobył 12 goli. Rozegrał jeden mecz w reprezentacji Polski seniorów (7 października 1986 roku w Bydgoszczy z Koreą Północną zakończony wynikiem 2:2). Poważne problemy zdrowotne zadecydowały, że przedwcześnie zakończył wspaniale zapowiadającą się karierę. W latach 1990-1992 grał jeszcze w Oulu Pallaseura a po powrocie z Finlandii w sezonie 1993/1994 w Ślęzie Wrocław i w rozgrywkach 1994/1995 w RKS Radomsko. Wraga mieszka nadal w Łodzi. Prowadził wraz z żoną hurtownię, trenował dzieci w Pabianicach i Łodzi, m.in. w szkółce Sport Perfekt Krzysztofa Kamińskiego. Po śmierci Marka Pięty został prezesem Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa im. Ludwika Sobolewskiego. Jest pilnym obserwatorem meczów Widzewa na stadionie przy Al. Piłsudskiego i surowym recenzentem tych spotkań.
5
Legendy rodzimego futbolu, zwłaszcza Widzewa:
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 A to nie, ja Pełki komentarz polubiłem wcześniej ale nie pamietam kiedy to było ale wiem że polubiłem go słuchać w meczach angielskiej Premier Lig, gdyż wówczas chodziłem z kumplami po knajpach głównie na mecze Barcy a przy okazji również na angielskie hity...
0
@FcPortoFan1999 Masz na myśli to 8:2? Nie, nie! Ja to ogladałem na publicznej Tv i nie pamiętam teraz kto to komentował?
0
@FcPortoFan1999 Ja akurat lubie słuchać Przemysława Pełka, oczywiście jeśli chodzi o Canal +., którego nie posiadam ale od czasu do czasu chodziłem do knajpy, bądź ogladam na internecie. Natomiast moje pytanie brzmi, czy będą mecze Ligi Mistrzów na TVP1? Komentarza Szoakowskiego i Borka nikt nie przebije....!
8
Wyjątkowo prestiżowy puchar:
14 sierpnia 1927 r. Sparta Praga pokonała Admire Wacker Wiedeń 5:1 w ćwierćfinale Pucharu Mitropa. Tenże mecz zapoczątkował pierwsze w historii futbolu międzynarodowe klubowe rozgrywki zwane Mitropa Cup. W zmaganiach uczestniczyły drużyny z Europy Środkowej. Głównym inicjatorem powstania tych rozgrywek był legendarny austriacki trener Hugo Meisl, który wówczas pełnił funkcję prezesa Austriackiego Związku Piłki Nożnej. Decyzję o organizacji zawodów podjęto na zebraniu w Wenecji. W rozgrywkach mogły brać udział wyłącznie mistrzowie oraz wicemistrzowie krajów. To był pierwowzór rozgrywek o europejskie puchary. W pierwszej edycji zagrały kluby z Austrii, Węgier, Czechosłowacji i Jugosławii. Po trofeum sięgnęła Sparta Praga. Z czasem do rywalizacji dołączyły drużyny włoskie, a potem także szwajcarskie i rumuńskie. Rozgrywki zostały zawieszone w 1940 roku z powodu II Wojny Światowej. Po zakończeniu największego w dziejach konfliktu zbrojnego kontynuowano rywalizację pod szyldem Pucharu Zentropa. Z czasem przywrócono poprzednią nazwę, ale powstanie w latach 50-tych Pucharu Europy sprawiło, że prestiż środkowoeuropejskiego pucharu mocno podupadł. W latach 80. o puchar rywalizowały drużyny z drugich lig. W 1992 roku rozgrywki odbyły się ostatni raz. Wygrał je jugosłowiański Borac Banja Luca a finał oglądało na stadionie mniej niż tysiąc widzów. Nie znane mi są przyczyny absencji polskich klubów, można jedynie się domyślać że Hugo Meisl i jego współpracownicy nie traktowali poważnie polskiego futbolu a szkoda. Przecież takie kluby jak Wisła, Cracovia a zwłaszcza Ruch Hajduki Wielkie spokojnie mogły rywalizować w tychże rozgrywkach a z jakim skutkiem(?) to tego już się nie dowiemy.
@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
1
@FcPortoFan1999 Akurat o tym nic mi nie wiadomo ale to by pasowało do pana Ryśzarda...
6
@FCBparasiempre
14 sierpnia 1959 r. urodził się Ryszard Komornicki, pomocnik, jeden z kluczowych zawodników Górnika Zabrze lat 80-tych, z którym 4 razy z rzędu zdobywał mistrzostwo Polski; był samoukiem oraz uczestniczył na mundialu Mexico ’86. ,,Pierwszy raz w meczu o punkty zagrałem mając 15 lat! Wcześniej nie byłem w żadnym klubie, w żadnej szkółce, nie miałem żadnego treningu. Mieszkałem w Dąbrowie Dolnej, we wsi pod Ścinawą, w której wszystkiego było chyba dziewięć numerów. Bez boiska, bez szkoleniowca. Czasami nawet nie miałem z kim pokopać na łące. Przypominam, dziewięć numerów…”- zaznacza nasz bohater. Szybko opuścił Dąbrowskie pastwiska ale 15-latek wybrał dość specyficznie. ,,Po podstawówce, zresztą tej samej, do której chodził inny reprezentant Polski Andrzej Rudy, wybrałem szkołe w Stroniu Śląskim. Tylko dlatego że znalazłem gdzieś w krzakach gazete, nie wnikam, do jakich celów tam przyniesionej, w której była tabela okręgówki z nazwą klubu Kryształ Stronie Śląskie. Tak ładnie mi to zabrzmiało że postanowiłem tam grać w piłke a przy okazji uczyć się w przyzakładowej szkole. Specjalność: zdobnik szkła kryształowego. Oznajmiłem rodzicom że chce jechać do Stronia Śląskiego. Zdecydowałem się żyć w małym miasteczku bo urzekła mnie nazwa klubu. O niczym innym nie miałem pojęcia”- wspomina Komornicki. W sekcji działającej przy Hucie Szkła Kryształowego ,,Violetta” trafił wreszcie do normalnej drużyny, miał normalny trening, uczestniczył w regularnych rozgrywkach i szybko pokazał że wcześniej na łąkach nie tracił czasu. Jasne było iż z małego Stronia musi iść w góre. ,,Przyjechał do nas na Puchar Polski GKS Tychy, wygraliśmy po rzutach karnych, ja swój wykorzystałem. Widać dobrze się zareklamowałem bo ruszył serial pod tytułem ,,Komornicki w Tychach”. W tamtych czasach nic nie było łatwe a już na pewno trudno zmieniało się klub. Ja ze Stronia uciekłem w nocy i nikt nie wiedział. Moja dziewczyna a obecna żona, miała mówić że z nią zerwałem i nie ma ze mną żadnego kontaktu. Przyjechała do mnie po 2 tygodniach z płaczem że prezes Kryształu, bardzo wpływowy człowiek, straszy mnie biletem do wojska. Taki wszechmocny to jednak nie był bo w Tychach od razu załatwili mi etat na kopalni a jak wiadomo górników dołowych do wojska nie brali. GKS Tychy miał już za sobą czas największej świetności, kiedy zdobywał wicemistrzostwo Polski i grał w europejskich pucharach. Wtedy był tylko drugoligowcem. W składzie mieliśmy jeszcze kilku bardzo dobrych piłkarzy, jak Szachnitowski i Bielenin ale generalnie zespół mizerniał. Najpierw do końca walczyliśmy o awans ale gdy wszystko zaczęło się sypać, zupełnie straciłem nie tyle przyjemność, co poczucie sensu grania w piłke. Doszło do tego że chciałem dać sobie z nią spokój. Rozglądałem się za pracą w wyuczonym zawodzie. Miałem nawet upatrzoną oferte pracy dla mnie i dla żony bo razem byliśmy zdobnikami szkła kryształowego i wtedy przyszła propozycja z Zabrza. Gdzie tam przyszła, spadła jak z nieba. Więcej szczęścia nie można było mieć. Kiedyś powiedziałem że do Górnika poszedłbym na piechotę. To nie była kurtuazja. Nie miałem samochodu, roweru, no to tylko na nogach trzeba było.”-wspomina pan Ryszard. W rzeczywistości po Komornickiego przyjechał kierownik Górnika Jan Losza, który był specjalnym wysłannikiem trzęsącego klubem Jana Szlachty, który z kolei zapraszał piłkarzy z Tychów do siebie na niezwłoczne spotkanie. ,,Wielki pech bo akurat gdzieś zostawiłem komórke, więc nie zdążyłem powiadomić żony, która czekała z obiadem. Jadąc na spotkanie, Losza dał mi dobrą rade: ,,Poproś Szlachte o malucha i o mieszkanie. Jest szansa że się zgodzi”. Coraz bardziej mi się podobało! Potem Szlachta sam z siebie uznał że dla rodziny maluch to za mało, więc lepsza będzie dla mnie Skoda. W Górniku było jak w zachodnim klubie: rywalizacja i jeszcze raz rywalizacja, zwłaszcza gdy trenera Podedwornego zastąpił Hubert Kostka. Dla nas tabela ekstraklasy miała tylko jedno miejsce: pierwsze. Coraz trudniej było się załapać do jedenastki, nawet do kadry meczowej. Dlatego byłem dumny że daje rade. Kostka zrobił bardzo mocna drużynę Trenerzy miewają różne charaktery ale ten był zupełnie wyjątkowy, odważny i nowatorski. Już wtedy mówił nam, żebyśmy nie biegali za rywalami, tylko przekazywali ich sobie do pilnowania. Oczywiście ciężki trening był podstawą a do tego każdy z nas dokładał twardy charakter bo uważam że pod tym względem też się wyróżnialiśmy. Nie balowaliśmy co tydzień czy nawet co dwa, dopiero po sukcesach. Proszę nie łapać mnie za słowa, no dobrze, oczywiście zdarzały się wyjątki. Andrzej Iwan? Czasem faktycznie miał jakieś problemy, lecz on najlepiej wie że nie zawsze był przygotowany do zajęć na miare zawodowca a u Kostki nie było świętych krów, nikt nie grał tylko za to że był fajny.”- opowiada Komornicki. Pan Ryszard był ofensywnym pomocnikiem, jednak w Górniku dostawał coraz więcej zadań defensywnych. ,,Przejąłem role biegacza i walczaka ale też kogoś, kto na boisku musi otworzyć buzie. Gdy na przykładJanek Urban zakotwiczał gdzieś tam na lewym skrzydle, to w paru mocnych słowach przypominałem mu o innej ważnej robocie. Wcale nie było mi przyjemnie ale musiał być ktoś, kto wrzaśnie, kiedy trzeba. Z jednej strony chłopaków to denerwowało bo im marudziłem, a zdrugiej, jak nic nie mówiłem, to krzyczeli do mnie: ,,Chory jesteś? Co ci się stało?”. Górnik Komornickiego na kilka lat zdominował lige i mierzył się w Pucharze Europy z takimi potęgami jak Bayern czy Real Madryt. Przegrywał po wyrównanych bojach. ,, Znałem wówczas nazwiska tych wielkich piłkarzy, przeciwko którym miałem grać ale bez szczegółowej wiedzy o ich stylu. Nie miałem wpływu na to, jacy oni są ale miałem wpływ na swoją gre. Wiedziałem że Bernd Schuster jest wysokim blondynem oraz doskonałym graczem i to mi w zupełności wystarczało. Gdy wychodziłem na boisko, chciałem żeby on też choć troszkę się ze mną pomęczył a nie tylko ja z nim”.- wspomina nasz bohater. W reprezentacji Komornicki zagrał 20 razy, wystąpił w finałach MŚ w Meksyku. Kadra to dla niego nie specjalnie miłe wspomnienie. Nie chodzi o forme i wyniki bo z tym nie było najgorzej. Zaważył nieszczególny klimat i sposób traktowania. ,,W Górniku byłem kimś, w reprezentacji nikim. Nie chce się żalić ale dopiero gdy trzeci raz przyjechałem na zgrupowanie kadry, dostałem sprzęt- buty, dres. Wcześniej tłumaczono że nie ma że trzeba poczekać a jeśli ktoś tak mnie traktuje, ja robie to samo. Antoni Piechniczek mi zaufał bo lubił piłkarzy twardych i charakternych, lecz ciągle słyszałem że selekcjoner mnie faworyzuje. Bardzo mnie te wszystkie utarczki denerwowały i okrutnie męczyły. Był moment, jeszcze przed mundialem w Meksyku że chciałem zrezygnować z reprezentacji, udawałem nawet kontuzje żeby nie dostać powołania.”- wspomina pan Ryszard. Dzisiaj Komornicki bardziej niż kiedykolwiek wie że jego piłkarska droga od pastwisk pod Ścinawą do wielkich meczów w Górniku i w reprezentacji to efekt upartej i niezłomnej pracy. Był zdobnikiem szkła kryształowego, który został całkiem niezłym piłkarzem. Drugiego takiego fachowca ze świecą szukać.
7
,,Kryształowy pomocnik”
Legenda polskiego futbolu(nieco zapomniana)obchodzi dzisiaj 65 urodziny:
,,Wyszkoliłem się sam, na łące między krowami. Akademia piłkarska? Nie byłem nawet w Akademii pana Kleksa! Czyja to wypowiedź i o kogo chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
11
Za wysokie progi dla ,,Wojskowych”:
14 sierpnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Legie Warszawa 3:0. Mecz w ramach 3 rundy eliminacji Ligi Mistrzów był jednocześnie debiutem o stawke Victora Valdesa. Młody golkiper zachował czyste konto a Barça pewnie wypunktowała rywali. Wynik otworzył strzałem z rzutu wolnego Frank de Boer. Pomimo ciągłego naporu Blaugrany i kontrataków Legii kibice długo czekali na kolejne gole. W końcu w 80 minucie gola zdobył wprowadzony po przerwie Riquelme a rywali w doliczonym czasie dobił Cocu.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
12
Pierwsze starcie na remis:
14 sierpnia 2011 r. Real Madryt zremisował z FC Barcelona 2-2 w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii. W wyjściowym składzie Barcy zadebiutował Chilijczyk Alexis Sanchez, sprowadzony niedawno z Udinese. Z kolei w barwach Realu w drugiej połowie pojawili się: Portugalczyk Fabio Coentrao (sprowadzony z Benfiki Lizbona) oraz Hiszpan Jose Callejon (poprzednio Espanyol). Brak Carlesa Puyola i Xaviego musiał odbić się na grze Barcy. Już początek spotkania świadczył, że czeka nas inny mecz, niż te z poprzedniego sezonu. Real groźnie atakował a do tego stosował wysoki pressing bardzo utrudniając rywalom wyprowadzenie akcji z ich własnej połowy. Przewaga "Królewskich" przekładała się na ilość dobrych okazji bramkowych. Już w 9. minucie piękną akcję rozegrali Ronaldo z Benzemą i tylko świetna interwencja Valdesa uchroniła Barcę od utraty gola. Jednak cztery minuty później Benzema wpadł z piłką w pole karne rywali i świetnie wyłożył ją Mesutowi Oezilowi a ten strzałem obok bramkarza trafił do siatki. Już po chwili próbował poprawić Ronaldo - groźnie strzelił po koźle, ale Valdes pewnie złapał piłkę. Piłkarze Realu panowali na boisku, ale do szatni schodzili ... przegrywając. Najpierw David Villa a w doliczonym czasie gry Lionel Messi pokazali, że nie można zostawić im nawet skrawka murawy. Dwa błędy w defensywie kosztowały gospodarzy utratę dwóch goli. Villa przepięknie huknął z narożnika pola karnego a Messi przepchał w polu karnym Pepe i z bliska wpakował piłkę do siatki. Chwilę wcześniej to Real mógł prowadzić, ale Benzema mając przed sobą tylko bramkarza, ślamazarnie składał się do strzału i został zablokowany. Real dość biernie zaczął II połowę, ale w 55. minucie wyrównał po strzale Xabiera Alonso. "Królewscy" odważniej zaatakowali i wypracowywali kolejne świetne okazje, jednak znakomicie bronił Valdes, który naprawiał poważne błędy katalońskiej obrony. Tak wielu okazji w starciu z Barceloną Real nie miał już od dawna, ale nie wykorzystali ich ani Ronaldo, ani Benzema. W 83. minucie sędzia mógł podyktować rzut karny dla "Królewskich", gdyż Valdes celowo trącił Ronaldo ręką w polu karnym, ale arbiter nie zareagował.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360
9
Pierwszy ,,supercrack” w Blaugranie:
14 sierpnia 1912 . Paulino Alcantara zdobywa swój drugi z rzędu hattrick w swoim drugim meczu dla Dumy Katalonii. Dokonał tego w towarzyskim meczu z CE Sabadell, wygranym przez Barçe 8:2. Ja tylko przypomne że ,,nasza” legenda liczyła sobie w tym meczu tylko 15 lat i 10 miesięcy! Z przekazów tekstowych z tamtej epoki można wywnioskować że Filipińczyk nie był gorszy od Messiego a kto wie czy nie lepszy….? Pamiętajmy że Alcantara ma nawet lepszą średnią gola na mecz od Messiego, wynoszącą 1,01. Messi natomiast dysponuje średnią 0,86…
@Adran360
@Arkon
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sysia11
1
@Lionel_Messi10 No to w takim razie nic innego mi nie pozostaje jak tylko zapamiętać ksywe... ,,Arana"
1
@Lionel_Messi10 Aha, więc wnioskuje że ci się to bardzo podoba tak okreslać Juliana. Ciekawe czy komentatorzy będą tak na niego mówić...?
1
@Lionel_Messi10 Arana?? A kto to taki?
0
@Hosh Ależ oczywiście że Jagiellonia ma prawo nas reprezentować. Chodziło mi tylko o to że mam nieodparte wrażenie że taki klub jak Legia zdecydowanie lepiej poradziła by sobie w eliminacjach Ligi Mistrzów(nie mówie awansowała) a kto wie czy nawet Lech nie poradził by sobie lepiej....?
Pamiętajmy że każde zwycięstwo to punkty do rankingu UEFA...
11
Żywe legendy rodzimego futbolu:
13 sierpnia 1963 r. urodził się znany bramkarz Józef Wandzik. Pan Józef swoją przygodę z piłka rozpoczął w wieku 13 lat w LZS Rodło Górniki. Co prawda w ataku, ale szybko poznał się na nim "Tyjo" Henryk Hajda. To pod jego okiem czynił postępy w bramkarskim rzemiośle. Postępy były na tyle duże, że po czterech latach spędzonych w Górnikach, w lipcu 1980 roku, trafił do, trenowanego przez Leszka Jezierskiego, Ruchu Chorzów. Na debiut w ekstraklasie musiał trochę poczekać, bo w bramce "Niebieskich" grali bardziej doświadczeni Henryk Bolesta i Janusz Jojko. W końcu jednak i do Józka uśmiechnęło się szczęście: 20 marca 1982 roku wybiegł w pierwszym składzie Ruchu w wyjazdowym meczu ligowym z Wisłą Kraków (1:1) i odtąd to konkurenci musieli się martwić jak go "wygryźć" z bramki. Wysoki młokos z miejsca wdzierający się do szerokiej czołówki ligowych bramkarzy, kibicom piłkarskim w kraju był już znany z występów w reprezentacjach juniorskich (trenerzy Henryk Apostel i Mieczysław Broniszewski), z którymi święcił nie lada sukcesy: srebrny medal I Mistrzostw Europy Under-18 w RFN (1981r.) i IV miejsce w II Mistrzostwach Europy juniorów w Finlandii (1982). Później wespół z kolegami dorzucił do tej kolekcji jeszcze brązowy medal IV Mistrzostw Świata Under-20 w Meksyku (1983). Utalentowany Ślązak zbierał wówczas rewelacyjne recenzje, wielu fachowców wróżyło mu karierę reprezentacyjną na miarę legendarnych poprzedników - Edwarda Szymkowiaka, Huberta Kostki, czy Jana Tomaszewskiego... Po 3 sezonach spędzonych w klubie z ul. Cichej, Wandzik, zdecydował się na najbardziej ryzykowny krok w swojej karierze. Otrzymał propozycję z Górnika Zabrze i z niej skorzystał, wiedząc, że przeciwni są temu działacze Ruchu. Ostatecznie chorzowski klub nałożył na swego byłego bramkarza 8-miesięczną dyskwalifikację. Przez cały okres karencji Wandzik tylko trenował, nie rozgrywając żadnego oficjalnego meczu... Po takich przejściach mogło być już tylko lepiej. I rzeczywiście - było! W drugiej połowie lat 80-tych w Górniku zbudowano znakomitą drużynę, która w kraju nie miała sobie równych. W składzie aż roiło się od piłkarzy wybitnych - Waldemar Matysik, Jan Urban, Ryszard Komornicki, Andrzej Iwan, Andrzej Pałasz, Ryszard Cyroń, a później także Robert Warzycha. Wielkie nazwiska napotykamy także wśród szkoleniowców, którzy wtedy pracowali w klubie z ul. Roosevelta - Antoni Piechniczek, Hubert Kostka, Lesław Ćmikiewicz i Marcin Bochynek. W tym towarzystwie młody golkiper rozwinął skrzydła. Rychło stał się w Zabrzu zawodnikiem niezastąpionym - w okresie od jesieni 1985 roku do wiosny 1989 roku wystąpił w 101 kolejnych meczach ligowych swojej drużyny! Z Górnikiem kolekcjonował krajowe laury - m.in.: 4 tytuły mistrzowskie 1985-88 oraz III. miejsce w lidze 1989 i Superpuchar Gloria Victis Polski 1988. W Zabrzu grał przez 6 lat. Mecz ostatniej kolejki ligowej sezonu 1989-90: Motor Lublin - Górnik Zabrze (0:2), był dla niego pożegnalnym występem w polskiej lidze. W sumie Wandzik zaliczył niej 196 gier. W 87 z nich zachował czyste konto.
Latem 1990 roku Górnik wystawił Wandzika na listę transferową. W kolejce ustawiły się kluby zagraniczne - belgijski RSC Charleroi, francuski US Valenciennes i grecki Panathinaikos. Najkonkretniejsi byli Grecy, a w zamian za bramkarza do kasy górniczego klubu wpłynęło ok. 330 tys. marek. W Atenach na Wandzika czekał już Krzysztof Warzycha (serdeczny druh z czasów wspólnej gry w Ruchu Chorzów), który do Panathinaikosu trafił w grudniu 1989 roku. Pierwsze miesiące w nowym otoczeniu nie były łatwe: drużyna Wszechateńskich gładko przegrała dwumecz PEMK z Lechem Poznań, a jednym z głównych winowajców porażki uczyniono nowego bramkarza. Jednak trenerzy zespołu nie odwrócili się od Polaka, konsekwentnie wystawiając go w meczach ligowych. Ten zaś wkrótce zaaklimatyzował się w zespole i świetną grą szybko zaczął spłacać kredyt zaufania. Wspólnie z "Guciem" Warzychą, poprowadził Koniczynki do wielu sukcesów - m.in.: 3 mistrzostw (1991, 95 i 96) i 3 wicemistrzostw kraju (1993, 94 i 98) oraz 4 Pucharów (1991, 93, 94 i 95) i 2 Superpucharów Grecji (1993 i 94). Dobrze wiodło się Wandzikowi także w europejskich pucharach: z ekipą "Koniczynek" docierał do ćwierćfinału (1991-92) i półfinału Ligi Mistrzów (1995-96)! W historii greckiej ekstraklasy - Alfa Ethniki zapisał się Wandzik także jako autor okazałych seriali gry bez straty gola - w sezonie 1992-93 nie puścił bramki przez 906, a w sezonie 1994-95 przez 873 minuty ligowych zmagań Panathinaikosu! Z racji świetnych występów w bramce i wzrostu (195 cm) kibice Panathinaikosu nazwali Polaka "Górą" i ten sympatyczny przydomek przylgnął do niego już na stałe. Przez ponad 10 lat gry w greckiej Alfa Ethniki zaliczył w niej 280 spotkań, w 129 meczach ligowych w Grecji nie wpuścił żadnej bramki! Józef Wandzik jest także rekordzistą polskiej drużyny narodowej: aż w 25 ze swych 52 meczów reprezentacyjnych nie wpuścił żadnej bramki (dalsze miejsca: Jan Tomaszewski - 23 gry bez strat, Adam Matysek - 21)! Po zakończeniu kariery zawodniczej Wandzik rozpoczął karierę trenerską. Pracował z młodzieżą w dzielnicowym klubie z ateńskiej Vrilissii, opiekował się młodymi bramkarzami i samodzielnie prowadził jedną z drużyn. Został asystentem trenera i szkoleniowcem bramkarzy w beniaminku pierwszej ligi - PAE Kalithea Ateny. Tam podopieczni Wandzika - Jorgos Souloganis i Albańczyk Fotis Strakosha należeli do wyróżniających się golkiperów ekstraklasy.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 No prosze, uderz w stół a nożyce się odezwą a ja tylko wyraziłem swoją opinie. Osobiście uważam że to Legia powinna reprezentować nas w Lidze mistrzów, pomimo że nie jestem kibicem Legii...
1
Jagiellonia Białystok mistrzem Polski? No dobra! Chwała im za to. Pytanie tylko czy to właśnie Jagiellonia powinna reprezentować polski klub w eliminacjach Ligi Mistrzów? Według mojej opinii Jagiellonia przynosi tylko wstyd w tych rozgrywkach...
0
@FcPortoFan1999 Tak czułem że do mnie odpiszesz, no ale rzeczywiście masz absolutną racje! Powiem więcej, o czym większość z nas raczej wie, otóż I i II wojna zabrała nam nie tylko piłkarskie pokolenie ale również całe rzesze wybitnych sportowców, ba! wybitnych artystów, naukowców i ludzi wielkiej wiary i wielkiego talentu...
7
Polska reprezentacja na Olimpiadzie:
13 sierpnia 1936 r. Norwegia pokonała Polske 3:2 w meczu o 3 miejsce na Olimpiadzie w Berlinie. W 1936 r. na igrzyskach w Berlinie nasi reprezentanci odnieśli największy sukces w swojej dotychczasowej historii. Ich wynik poprawiły dopiero Orły Górskiego 36 lat później. Początkowo brano pod uwagę 36 piłkarzy. Zgrupowanie rozpoczęło tylko 25, a po nim wyłonić planowano 18 wybrańców, którzy dostąpią zaszczytu reprezentowania barw narodowych na berlińskich igrzyskach. W gronie 36 zawodników był Ernest Wilimowski. Ostatecznie jednak nie pojechał na igrzyska, a jego usunięcie z kadry było, delikatnie mówiąc… kontrowersyjne. Pisano o pijaństwie, czy o rzekomym zawodowstwie w Ruchu, ale do dziś trudno ustalić, co tak naprawdę chcieli osiągnąć działacze, pozbywając się najlepszego w tamtym czasie napastnika.
13 sierpnia na Stadionie Olimpijskim zgromadziło się 90 tys. widzów. Widowisko okazało się jednym z najlepszych spotkań turnieju. Oba zespoły, mimo bolesnych porażek w poprzednich starciach, walczyły z niezwykłą ambicją i bardzo fair. Szanse obu drużyn były równorzędne, a styl gry podobny. O zwycięstwie miały więc decydować lepsza kondycja i przygotowanie mentalne. Nasi trenerzy dali pograć kilku rezerwowym, którzy zastąpili najbardziej zmęczonych zawodników pierwszej jedenastki. Po szybkich atakach już w 4. minucie wywalczyliśmy rzut rożny. W podbramkowym zamieszaniu piłkę w siatce zdołał umieścić Gerard Wodarz. Po szybkim wyjściu na prowadzenie poszliśmy za ciosem, a norweski bramkarz znalazł się w sporych opałach. Po upływie dziesięciu minut gry, w rzutach rożnych było już 5:0 dla nas, ale nie potrafiliśmy przełożyć tej przewagi na gole. Stopniowo zaczęli do głosu dochodzić Skandynawowie i ich ataki przyniosły skutek w 15. minucie. Wtedy to Arne Brustad zdobył wyrównującą bramkę. Sześć minut później, ten sam zawodnik, który później zostanie uznany w opinii fachowców najlepszym na całym turnieju, wykorzystał zdenerwowanie i niedokładność naszych graczy, pokonując Albańskiego po raz drugi. Podrażnieni Polacy odpowiedzieli w mgnieniu oka. Trzy minuty po stracie gola Wodarz zacentrował do Peterka, ten uderzył z półobrotu i na tablicy wyników znowu był remis. Kibice musieli być zachwyceni, ledwie 25 minut gry, a zdążyli obejrzeć już cztery trafienia. Strzelona bramka podziałała na naszych zawodników motywująco i w 30. minucie byli o krok od zdobycia trzeciego gola, ale norweski obrońca zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. W kolejnych akcjach świetne strzały Gada i Wodarza obronił Henry Johansen. Norwedzy niebezpiecznie kontratakowali, ale do przerwy rezultat nie uległ zmianie. W drugiej części obraz gry pozostał taki sam. Na przemian atakowali jedni i drudzy. Po naszej stronie świetne okazje mieli Kisieliński i Gad, a w bramce dobrze spisywał się Albański. W 67. minucie Wodarz trafił w poprzeczkę, ale nie było nikogo, kto mógłby dobić. Wszystko wskazywało na to, że rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w dogrywce. Niestety, pięć minut przed końcowym gwizdkiem Gałecki nie upilnował Monsena, który przerzucił futbolówkę do niekrytego Brustada. Norweg strzelił, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się od pleców naszego bramkarza, wolno wtaczając się do bramki. Szał radości w zespole rywali, rozpacz w naszych szeregach. Polacy przegrali 2:3 i wracali do domu z niczym.
Niezależni obserwatorzy twierdzili, że w meczu o brąz spotkały się dwie najlepsze drużyny turnieju. Polacy pokazali światu, że potrafią grać w piłkę. Potwierdzili to dwa lata później na mistrzostwach świata we Francji w fantastycznym starciu z Brazylią. Gdyby do Berlina pojechał bohater tamtego spotkania, czyli Ernest Wilimowski, to kto wie, czy w stolicy III Rzeszy nie wybrzmiałby Mazurek Dąbrowskiego. Na to, żeby nasz hymn został odegrany na niemieckiej ziemi, musiało czekać jednak aż całe pokolenie miłośników futbolu.
@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj