9

,,Pequeña Copa del Mundo”:

18 lipca 1957 r. FC Barcelona zdobyła Mały Puchar Świata. Towarzyski turniej o nazwie ,,Pequeña Copa del Mundo” rozgrywano w Wenezueli w latach 1952-75(z przerwami). Łącznie odbyło się 13 edycji. W szóstej z nich poza Blaugraną wystąpiły: FC Sevilla, Botafogo oraz Club Nacional de Montevideo. Co ciekawe grano systemem mecz i rewanż, dlatego turniej trwał od 29 czerwca do 18 lipca i każda z drużyn rozegrała 6 spotkań. Duma Katalonii nie poniosła żadnej porażki a w decydującym o tryumfie meczu zremisowała z Botafogo 2:2. Gole dla Barçy w tym decydującym starciu zdobyli: Evaristo oraz Villaverde. W ekipie Botafogo zagrał genialny Garrincha, który rok później został mistrzem Świata z reprezentacją Brazylii. On również wpisał się na liste strzelców.



@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Sysia11

12

Canarinhos po raz czwarty:

17 lipca 1994 roku, rozegrany został finał mundialu w USA: Brazylia - Włochy. Finał na stadionie Rose Bowl w Pasadenie pod Los Angeles był brzydki i nudny. Brazylia i Włochy nie stworzyły wielkiego widowiska a przyczyną był upał, było prawie 40 st. Celsjusza. Mecz rozgrywano o 12:30, gdy słońce było najwyżej. To był dyktat telewizji, by transmisja w Europie przypadała na godziny wieczorne. Po raz pierwszy w historii losy finału zostały rozstrzygnięte w serii rzutów karnych... Więcej dobrych okazji miała Brazylia, w której brylował duet Romario i Bebeto ale ogólnie pięknej gry było jak na lekarstwo. Po raz pierwszy w historii o tytule najlepszej drużyny świata musiały decydować rzuty karne. Przed ostatnią kolejką Włosi spudłowali dwa razy, Brazylijczycy tylko raz. Wtedy rozegrał się wielki dramat lidera Włochów – Roberto Baggio. Rok wcześniej uznano go najlepszym piłkarzem świata, teraz mimo kontuzji rozgrywał wspaniały turniej. W decydującym momencie kopnął jednak nad poprzeczką. Jego pudło oznaczało, że to Brazylia jest mistrzem świata. ,,Finał poszedł jak poszedł... Gdyby było inaczej pewnie znów zdobyłbym Złotą Piłkę. Po przegranym finale było mi bardzo trudno. Ten smutek pozostał ze mną ale zawsze na boisku cieszyłem się grą” – wspominał po latach. Ze wszystkich tytułów dla Brazylii w tym było jednak najmniej magii. Romário, Bebeto, Dunga, Branco, Cafu, Taffarel, Rai, to były wielkie nazwiska ale trener Parreira ustawiał zespół zachowawczo, liczyła się skuteczność a nie piękno gry. Przegrana drużyna Tele Santany z 1982 roku jest pamiętana bardziej niż ta zwycięska z 1994 roku. Chwilę po wygraniu turnieju w USA piłkarze Brazylii zadedykowali zwycięstwo Ayrtonowi Sennie. Trzykrotny mistrz świata Formuły 1 zginął dwa i pół miesiąca wcześniej, 1 maja 1994 w wypadku na torze Imola podczas Grand Prix San Marino. Piłkarze rozłożyli transparent z napisem "Senna… Przyspieszaliśmy razem. Czwarty tytuł jest nasz!". Brazylia została w 1994 roku mistrzem świata po raz czwarty, Senna też walczył w tamtym roku o swój czwarty tytuł.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj

11

Zapomniane europejskie puchary:

17 lipca 1932 r. First Vienna FC 1894 pokonała Bologna FC 1909 1:0 w drugim meczu półfinałowym Mitropa Cup(najstarsze międzynarodowe cykliczne rozgrywki klubowe w dziejach futbolu). Po puchar sięgnęła jednak ekipa włoska gdyż w pierwszym meczu wygrała 2:0 a po drugie, drugi z półfinałów(Juventus-Slavia) został anulowany po zamieszkach w Pradze, dzięki czemu puchar przyznano Bolonii.

@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

9

@FCBparasiempre
Historia Marcosa Senny brzmi jak scenariusz z hollywoodzkiego filmu, w którym główny bohater otrzymuje wiele życiowych ciosów - na podłożu prywatnym i zawodowym. Pomimo wielu zadanych ran protagonista podnosi się i odnosi życiowy sukces. Już na zawsze może zapomnieć o cierpieniach z przeszłości. Senna to jedna z legend Villarrealu, ich filar przez długi czas. Większość jego kariery utożsamiana jest z tym miejscem i to tu, w Hiszpanii, znalazł swój drugi dom. To z reprezentacją “La Furia Roja” odniósł swój największy sukces. Marcos był niesamowicie utalentowanym, skromnym i inteligentnym zawodnikiem. Poznajcie jego historię. Marcos Senna urodził się 17 lipca 1976 roku w Sao Paulo. Od małego kochał piłkę, grał dla miejscowego klubu, jednak trudna sytuacja finansowa jego rodziny zmusiła go do poszukiwania pracy. ,,Od 12 do 15 roku życia grałem dla Sao Paulo, ale potem zacząłem pracować, ponieważ moja rodzina potrzebowała pieniędzy”- Marcos Senna. Otrzymał pracę w JardinRincon (Sao Paulo), był chłopcem na posyłki w firmie księgowej. Pomimo trudności w godzeniu pracy z grą, nigdy nie porzucił swojej pasji. Zawsze miał czas na piłkę. Będąc szesnastolatkiem, poznał o cztery lata młodszą od siebie dziewczynę – Fernandę mieszkającą w dzielnicy, w której pracował. Kontakt z jej rodziną, był pierwszym momentem, w którym spotkał się z rasizmem. ,,Nie lubili mnie, ponieważ byłem czarny”- Marcos Senna. Marcos opuścił Sao Paulo, aby znaleźć pracę. Jego ojciec zmarł na krótko przed uzyskaniem przez piłkarza pełnoletności, a pieniądze przecież nie leżą na ulicy. Nigdy jednak nie przestał skupiać się na celu, aby pójść ścieżką legendarnych zawodników “Selecao”. W tamtym okresie grywał dla czterech różnych drużyn w okolicy. Jego dzień to ogrom włożonego wysiłku. ,,Czasami nie miałem czasu na jedzenie, chodziłem z boiska na boisko”- Marcos Senna. Trudna sytucja finansowa jego rodziny zmusiłaby wielu z nas do zaniechania prób zostania profesjonalnym piłkarzem, ale nie jego – on kochał futbol.

Senna długo tułał się po niższych szczeblach rozgrywkowych w Brazylii. Rok 2000 był przełomowy, ponieważ wtedy został zauważony przez Corinthians. Tytaniczna praca została doceniona, a gra na najwyższym szczeblu często otwiera drzwi młodym, brazylijskim zawodnikom. Tutaj właśnie tkwi haczyk – Marcos w czasie transferu do “Timao” miał już prawie 24 lata, a musiał jeszcze zapracować na uwagę na największych w świecie futbolu. W Corinthians był częścią drużyny, która wygrała ligę oraz puchar, jednak nie zabawił tam na długo, ponieważ po pół roku przeszedł do Juventude. Stamtąd ulotnił się po roku, zmieniając barwy na Sao Caetano. Kręta droga po brazylijskich boiskach przyniosła nieoczekiwany obrót spraw. Marcosem zainteresował się hiszpański zespół – Villarreal. Była to oferta z tych nie do odrzucenia, takich szans się nie odpuszcza. Drzwi do piłkarskiego raju stanęły otworem. Historia transferu do Villarrealu jest o wiele bardziej skomplikowana niż się wydaje. Włodarze “Żółtej Łodzi Podwodnej” poszukiwali defensywnego pomocnika, jednak ich uwaga skupiona była na Gilberto Silvie. Byli już praktycznie dogadani, jednak dobre występy Gilberto na Mistrzostwach Świata w Korei i Japonii przyciągnęły uwagę Arsenalu i to tam udał się ostatecznie. Skautów z Estadio de la Ceramica na mecz Sao Caetano przyciągnął inny zawodnik. Manuel Llaneza oglądający spotkanie przeciwko America de Mexico z wysokości trybun został oczarowany przez Marcosa. Jego umiejętności spodobały mu się na tyle, że zapomniał o brazylijskim napastniku, po którego przyjechał. Teraz głównym celem był Senna. Zawodnik, który zapisał się złotymi zgłoskami na kartach historii Villarreal. Senna uchodził za zawodnika grającego prosty, ale skuteczny futbol, a do tego dokładał ogromną ilość pracy, którą wkładał na boisku. ,,Nie lubię gdy ktoś robi proste rzeczy w sposób skomplikowany”- Marcos Senna. Transfer oscylował w granicach 600 tysięcy euro, co z perspektywy czasu ukazuje się jako biznes idealny. Jednak los dalej nie oszczędzał brazylijskiego pomocnika, podrzucając mu kłody pod nogi. Marcos w czasie kariery w żółtym trykocie zmagał się z dwoma ciężkimi kontuzjami kolana, po obu był już silniejszy. ,,Kiedy podpisałem kontrakt z Villarrealem, wybrałem numer 19. Ostrzegano mnie, że w tym klubie to pechowy numer, odpowiadałem zawsze, że nie jestem przesądny”- Marcos Senna. Do problemów zdrowotnych doszła afera dopingowa. Badania przeprowadzone po finałowym zwycięskim meczu przeciwko Atletico Madryt w ramach Pucharu Intertoto wykazały niedozwolone środki w organizmie pomocnika. Senna zawieszony został na 60 dni, i tym samym przegapił 7 spotkań ligowych oraz dwa w Pucharze UEFA. Z sezonu na sezon Marcos stabilizował jednak swoją pozycję w klubie, stając się jej jedną z pierwszoplanowych postaci. Z „Żółtą Łodzią Podwodną” nie zdobył żadnego znaczącego trofeum, jednak ich gra siała postrach w szeregach rywali. Trio Senna – Riquelme – Forlan, potrafiło doprowadzić Villarreal do półfinału Ligi Mistrzów w sezonie 2005/2006. To pozwoliło tej pamiętnej ekipie utkwić w sercach najzagorzalszych kibiców z Estadio de la Ceramica. Po tym wspaniałym sezonie, oczy na defensywnego pomocnika skierował sam Sir Alex Ferguson. Pomimo oferty z Manchesteru, odrzucił ją woląc kreować swoją legendę na półwyspie iberyjskim. Kilka sezonów później, jako kapitan swojej drużyny, poprowadził ją do legendarnego drugiego miejsca w Primera Division, wyprzedzając FC Barcelonę. ,,Nie będę udawał, że nie przestudiowałem dokładnie oferty: to był Man United, ale Villarreal sprawił, że poczułem się doceniony i nie żałuję, że zostałem”- Marcos Senna.

Po sezonie 2005/2006 otrzymał hiszpański paszport, i tym samym mógł w pełni zadomowić się w swoim nowym domu. Jego świetna gra dla Villarrealu nie została przeoczona przez selekcjonera reprezentacji Hiszpanii – Luisa Aragonesa, który postanowił dać mu szansę w czerwonym trykocie. Debiut Senny w nowych barwach narodowych przypadł 1 marca 2006 roku przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej. W spotkaniu rozegrał 32 minuty, na tyle dobrze, że nie zraził do siebie trenera. ,,Zawsze wiedziałem, że drużyna Brazylii jest odległa i po naturalizacji i rozegraniu meczu dla Hiszpanii całkowicie o tym zapomniałem. Jestem zaszczycony. Gdzie mógłbym zagrać dla Brazylii?”- Marcos Senna. Początkowo powołania do kadry Senny, jako jedynego czarnoskórego zawodnika w drużynie, odbierane były jako próba rozładowania napięcia afery rasistowskiej wokół Luisa Aragonesa. Legendarny trener miał pewnego czasu określić Thierry’ego Henry’ego – “czarnym gównem”. Całą sprawę skomentował sam Marcos, który wielokrotnie pytany o tę sprawę powiedział: ,,Aragonés jest osobą spektakularną. Bardzo pomógł sprowadzić mnie do drużyny hiszpańskiej, a fakt, że ludzie uważali go za rasistę, został zminimalizowany przez fakt, że do mnie zadzwonił. Widzę, jak mnie traktuje i jak mnie lubi”. Luis Aragones na pewno rasistą nie był, a Marcos Senna był zawodnikiem powoływanym przez niego na duże turnieje. Na Mistrzostwach Świata 2006 odgrywał rolę zmiennika, a Hiszpania odpadła w 1/16 z Francją, za to na Mistrzostwach Europy 2008 był już kluczowym elementem układanki selekcjonera. W zwycięskiej drużynie La Furia Roja, z boisk w Austrii i Szwajcarii był pierwszoplanową postacią. Rozegrał 5 z 6 spotkań w pełnym wymiarze czasowym. Odpoczywał tylko w ostatnim spotkaniu grupowym z Grecją, gdy zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego byli pewni awansu do kolejnej rundy. Jego nietykalność wynikała ze świetnej gry, co w obliczu potencjału Hiszpanów w środkowej formacji nie było sprawą oczywistą. Mistrzostwo Europy zdobyte przez Sennę i jego kolegów zaowocowało nagrodą indywidualną. Defensywny pomocnik został uznany za najlepszego hiszpańskiego zawodnika w roku 2008. Warto podkreślić, że miał wtedy 32 lata. ,,Wykonuje dla nas fantastyczną pracę i jest wspaniałym facetem. Znamy jego znaczenie”- Iker Casillas. Vincente Del Bosque, który zastąpił na stanowisku selekcjonera Luisa Aragonesa, przez jakiś czas po pamiętnym turnieju skrupulatnie stawiał na czarnoskórego zawodnika. Jednak ze względu na kreowanie się nowych, młodych gwiazd hiszpańskiej piłki nie pozwoliły pojechać Marcosowi na kolejny duży turniej. Swoje ostatnie spotkanie rozegrał w 2010 roku, w towarzyskim starciu z Francją przed Mundialem w RPA. Po 11 latach spędzonych na dumnym noszeniu żółtego trykotu drużyny, wyjechał do Stanów Zjednoczonych do drużyny NY Cosmos. Również tam odegrał wielką rolę we wstającej z kolan ekipie. Z hiszpańskim pomocnikiem w składzie, w sezonie 2013/2014 wygrali NASL Soccer Bowl, a Marcos, zdobywając zwycięską bramkę w finale, wybrany został MVP spotkania. W amerykańskim klubie spędził ponad dwa lata, po czym zawiesił buty piłkarskie na kołku. Kariera Marcosa to idealna lekcja dla młodych piłkarzy, pokazująca, że nie warto się poddawać pomimo przeciwności losu. Ten silny i inteligenty zawodnik zawsze będzie kojarzony ze swoją skromnością, altruizmem (założył Fundację Marcosa Senny), a przede wszystkim z grą dla Villarrealu (355 spotkań, 33 gole) oraz reprezentacji Hiszpanii (28 spotkań, 1 gol).

7

@FCBparasiempre
Cesarstwo Austro-Węgierskie jest o wiele ważniejsze dla historii piłki nożnej, niż się powszechnie uważa. Nie mówię tu o słynnej austriackiej drużynie z mundialu w 1934 roku czy potężnej węgierskiej kadrze Gustava Sebesa ale o promocji tego sportu na samym kontynencie. Pierwsza próba dołączenia do europejskich klubów w rozgrywkach miała miejsce w 1897 roku. John Gramlick, Anglik, współzałożyciel Vienna Cricket and Football Club(lepiej znany jako Cricketer), pochodzący ze stolicy Austrii, uważany jest za głównego mentora Challenge Cup, rywalizacji, w którym każdy uczestniczący kraj Cesarstwa Austro-Węgierskiego mógł wystawić dwie drużyny w turnieju. Tylko Budapeszt, Praga i stolica Wiedeń były reprezentowane w pierwszym turnieju, który wygrał zespół Gramlicka- Vienna Cricketer. Challenge Cup, który trwał do 1911 roku, został przerwany przez tlący się już klimat I wojny światowej. Uzgodniono, że pierwsza drużyna, która trzykrotnie wygra turniej, będzie miała ostateczne posiadanie pucharu, co później zostało uzgodnione między zespołami. Puchar definitywnie przypadł ostatniemu mistrzowi, Wiener Sport- Klubowi Austrii, który w ostatniej edycji pokonał Ferencvaros 3:0. Klub, który najczęściej wygrywał rozgrywki, oprócz Wiener AC, mający na swoim koncie trzy tytuły. Warto wspomnieć o Challenge Cup, ponieważ po długiej recesji i trudnościach, jakie wojna przyniosła kontynentowi, w taki czy inny sposób, piłka nożna nie przestała być grą, będąc nawet ważnym instrumentem w odbudowa poczucia własnej wartości i tożsamości narodowej w okresie powojennym. Innymi słowy, w życiu niektórych młodych ludzi nie pozostało wiele satysfakcji, poza grą w piłkę nożną, albo zapomnienie o bólu i stratach, albo dążenie do kariery sportowej, sektora, który dla rozrywki mas, był w pełnym rozkwicie. W tym czasie najbardziej widoczna piłka nożna uprawiana w Europie rezydowała na wschodzie kontynentu, gdzie już w połowie drugiej dekady lat 20-tych XX wieku zaczęły się profesjonalizować ligi narodowe, co dawałoby możliwość wypłacania pensji sportowcom i menedżerowie, którzy mogliby wtedy całkowicie skupić się na piłce nożnej lub pracować mniej i w mniej ryzykownych zawodach, którzy dzielili swój czas na przygotowania jako sportowcy. Austria, Węgry i Czechosłowacja były jednymi z pierwszych krajów, które przeszły na zawodowstwo, zainteresowanie piłką nożną przyciągnęło już tłumy na stadiony.

17 lipca 1927 roku na spotkaniu pod przewodnictwem Hugo Meisla, prezesa Austriackiej Konfederacji Piłki Nożnej, ustalono zasady nowych krajowych rozgrywek, które miały nosić nazwę Mitropa Cup . Wybrana nazwa była skrótem niemieckiego terminu ,,Mittel Europa”, oznaczającego Europę Środkową. Podobnie jak w rodowym Challenge Cup, każdy z uczestniczących krajów mógł mieć maksymalnie dwie drużyny, były to Węgry, Austria, Czechosłowacja i Jugosławia. Przyjęto system mecz i rewanż, z podróżami w obie strony. Już w 1927 roku po raz pierwszy rozegrano turniej, który wygrała drużyna Sparty Praga. Czechów nazywano Żelazną Spartą lub Sparta de Ferro, co było idealną nazwą dla tej drużyny, która przez wielu uważana była za najlepszą na świecie, w dużej mierze dzięki osiągnięciom w meczach towarzyskich, które miały oficjalny charakter, jak np. kiedy w 1921 roku pokonali Norymbergę z Niemiec 5:2 w towarzyskim meczu, którego celem było wyłonienie najlepszego klubu w Europie. W 1928 roku Węgrzy z Ferencváros zostali koronowani na mistrzów, co jeszcze bardziej zaostrzyło rywalizację w turnieju, który był już publicznym i krytycznym sukcesem. Jak można sobie wyobrazić, rywalizacja między Austrią i Węgrami, które były częścią tego samego imperium, wykroczyła daleko poza boisko, ale pozostała zdrowa, zapewniając turniejowi jeszcze większą popularność. W roku 1929 Włochy zastąpiły Jugosławię jako uczestnika turnieju, cztery włoskie drużyny rywalizowały o dwa miejsca, aby dołączyć do Mitropy, były to Juventus i Ambrosiana (dawna nazwa Interu Mediolan) a w innym meczu Mediolan i Genua, zdobywcy miejsc były Juventus i Genua. Włosi zostali wyeliminowani z łatwością a mistrzem historycznego roku 1929, roku krachu giełdowego w USA, została węgierska drużyna Újpest Football Club. W 1930 roku szwajcarski klub Servette , równolegle z mistrzostwami świata , zaprosił mistrzowskie kraje: Austrię , Węgry, Belgię, Czechosłowację, Niemcy, Włochy, Holandię i Hiszpanię na zawody, które nazwano Pucharem Narodów . Turniej ten jest wymieniany w wielu źródłach jako prawdziwy ojciec Ligi Mistrzów, ale była tylko ta jedna edycja, którą wygrał Ujpest , który pokonując Slavię Praga 3x0, kontynentalnie zadekretował potęgę węgierskiego futbolu. W edycji Mitropy tytuł powróciłby do Austrii, a finał wygrał Sk Rapid Wien z Wiednia. Nie trzeba dodawać, że ta przemiana między Austrią a Węgrami co roku udoskonalała urok zawodów. Na początku lat 30. XX wieku, wkrótce po tym, jak węgierska drużyna zdobyła Puchar Mistrzów, cała uwaga Europy zwróciła się na firmę Mitropa . Edycję z 1931 roku wygrał First Wiedeń, najstarszy austriacki klub piłkarski, który wyrównał liczbę tytułów pomiędzy dwoma największymi zwycięskimi krajami, Austrią i Węgrami. Wszystko wskazywało na rewanż w 1932 roku , w którym jeden z dwóch krajów zremisuje w liczbie tytułów, ale … Bogowie futbolu chcieli, aby zawody tego roku były najbardziej emblematyczną z edycji Mitropy . Stało się tak, że w półfinale, w meczu Slavii Praga z Juventusem w ostatnim meczu, w którym Slavia wygrała już pierwsze spotkanie wynikiem 4:2, Juventus szybko otworzył wynik dwoma bramkami przewagi, więc bojąc się zdobyć ostatecznego trzeciego gola, drużyna Slavii zaczęła opóźniać mecz wielokrotnymi odwrotami, co zirytowało włoskich kibiców, którzy zaczęli rzucać kamieniami w boisko a jeden z nich trafił legendarnego bramkarza Slavii Plánicke. Drużyna rzuciła się do szatni i pozostała tam do czasu poprawy pogody, co zajęło godziny. Organizacja zawodów uznała postawę opóźniania gry za lekceważącą i ukarała obie drużyny eliminacją z turnieju, co może wydawać się surowe ale jak na ówczesne standardy było to zrozumiałe, dlatego drugiego finalistę uznano za naturalnego mistrza a był to zespół Bolonii, który przeszedł najpierw Wiedeń, ubiegłorocznego mistrza. Więc w końcu mieliśmy mistrza Europy Środkowej rodem z Italii. Ten rok oznaczał oszałamiającą zmianę w sposobie myślenia Europejczyków o piłce nożnej. W latach trzydziestych XX wieku na murawach rozgrywek błyszczały najbardziej emblematyczne nazwiska, takie jak Sindelar, Meazza, Sárosi, Orsi czy legendarny Bican, którego niektórzy statystycy wskazują na najlepszego strzelca w historii futbolu, wyprzedzając m.in. Pele. W 1933 roku, w przededniu nowego Pucharu Świata w eliminacjach, Austria Wiedeń Waltera Nauscha i Sindelara wygrywa zawody. W 1934 roku liczbę przedstawicieli z każdego kraju zwiększono do 4, a Bolonia została mistrzem, ale tym razem regularnie rywalizując w finale. Warto wspomnieć, że Mitropa Cup był bardzo ważny w rozwoju narodowych lig i drużyn narodowych, co uzasadnia strach przed drużyną z Austrii w 1934 roku i później, kiedy Włochy zdominowały mundial. Nawiasem mówiąc, puchar 1934 został rozstrzygnięty między Włochami a Czechosłowacją. Nawet jeśli wszystko poszło dobrze, jak wiemy z historii, nazizm uniemożliwił przyłączonej do Niemiec Austrii udział w turnieju w 1938 roku i już ponoszącej konsekwencje nadchodzącej wojny, tylko dziesięciu z dwudziestu uczestników wzięło udział w 1939 roku. W roku 1940 puchar został odwołany w związku z oficjalnym rozpoczęciem II wojny światowej, obawiając się, że tłum kibiców na stadionie może przerodzić się w prawdziwą rzeź. Puchar Mitropa miał być ponownie rozegrany dopiero w 1955 roku, jednak świat był już inny, inne były czasy i jego blask nie był już tak intensywny.

Wśród najlepszych strzelców rozgrywek w latach 1927-1940 są nazwiska, które są pierwszą wielką falą gwiazd europejskiego futbolu:

1 - György Sárosi (Ferencváros TC) – 50 goli(!) i 42 mecze

2 – Giuseppe Meazza (AS Ambrosiana-Inter) – 29 goli i 27 meczów

3 – Géza Toldi (Ferencváros TC) – 29 goli i 42 mecze

4 – Gyula Zsengellér (Újpest FC) - 24 gole i 19 meczów

5 - Matthias Sindelar (FK Austria Wien) - 24 gole i 31 meczów

6 - Oldrich Nejedlý (AC Sparta Praha) - 22 gole i 42 mecze

7 - István Avar (Újpest FC i Rapid Bucure Ti) - 19 goli i 24 występy

8 - Raymond Braine (AC Sparta Praha) - 19 goli i 40 występów

9 - Franz Weselik (SK Rapid Wien) - 17 goli i 22 występy

10 - Josef Bican (SK Rapid Wien, SK Admira Wien i SK Slavia Praha) – 15 goli i 15 meczów

11 – Ferdinand Wesely (SK Rapid Wiedeń) – 15 goli i 25 meczów

9

Jak powstawał prestiżowy Puchar Mitropa(w odpowiedzi na mój komentarz):
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

2

@FcPortoFan1999 Masz jakiś dowód na potwierdzenie tej tezy?

2

@FcPortoFan1999 O tej wizji Antoniego Ptaka to oczywiście słyszałem ale o tym że ma to być Romario to chyba żart!?

3

@FcPortoFan1999 Wolne żarty!

10

Brazylijski crack:

17 lipca 1993 r. Romario przyleciał do Barcelony. Brazylijski napastnik negocjował kontrakt w rezydencji Joana Gasparta i po udanych rozmowach udał się razem z wiceprezydentem na mszę. Ich zdjęcie z kościoła ukazało się na okładce dziennika ,,El Mundo Deportivo”, podobnie jak wizyta Brazylijczyka na arenie walk byków dzień później. Na 19 lipca przewidziano podpisanie umowy, podczas której Romario zadeklarował że ,,strzeli 30 goli w La Liga!”. Była to śmiała deklaracja ponieważ ostatnim graczem Blaugrany, który tego dokonał był wybitny napastnik Mariano Martin(32 gole w sezonie 1942/43). Ku zdumieniu większości obserwatorów Romario dotrzymał słowa i strzelił 30 gola w 70 minucie ostatniego meczu z FC Sevilla. Osobiście zawsze uwielbiałem Samuela Eto’o, lecz chwilami Romario bił na głowe ,,Czarną perłe Afryki”. Gdyby nie jego mocno rozrywkowy tryb życia niewiele ustępował by Messiemu, jeśli nie wcale!



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

6

@FCBparasiempre
Rzymianie zaliczyli swoją klęskę pod Carrhae, Napoleon poległ pod Waterloo, a Turcy zostali rozgromieni pod Chocimiem. Swoją narodową katastrofę, którą Nelson Rodriguez określił jako „brazylijską Hiroshimę”, zaliczyli także Canarinhos, kiedy to przegrali na Maracanie z Urugwajem podczas Mundialu w 1950 roku. Pierwsze rozgrywane na brazylijskiej ziemi mistrzostwa świata to było wielkie święto całego narodu. W 1946 roku w Brazylii obalona została dyktatura, a wygranie mundialu cztery lata później miało być ostatecznym stemplem transformacji ustrojowej i świetlanej przyszłości rysowanej przed południowo amerykańskim krajem. Canarinhos mieli notować dalszy rozwój gospodarczy, a obywatele państwa zacząć żyć w dobrobycie jako piłkarscy mistrzowie globu. Od startu mistrzostw wszystko układało się znakomicie a wiara wśród narodu była ogromna i rosła z każdym kolejnym sukcesem. W pierwszej fazie grupowej Brazylijczycy z kwitkiem odprawili Meksyk i Jugosławię, a w meczu ze Szwajcarią zanotowali remis, z łatwością awansując do decydujących rozgrywek. W finałowej rundzie, w której brały udział cztery zespoły, rozgromili Szwecję i Hiszpanię odpowiednio 7-1 i 6-1 a do końcowego triumfu potrzebowali jednego oczka w starcu z Urugwajem. W połączeniu z mistrzostwem Copa America, gdzie w finale Zizinho i spółka upokorzyli Paragwaj wygrywając aż 7-0, nie można się dziwić, że to Canarinhos byli zdecydowanymi faworytami ostatecznego starcia z Urusami. Z czasem jednak wiara w zwycięstwo przerodziła się w nadmierną pewność siebie i pychę. Dzień przed finałem „Gazeta Esportiva” na stronie tytułowej zamieściła napis „Jutro wygramy z Urugwajem”, a w poranek przed ostatnim pojedynkiem „O Mundo” opublikowało zdjęcie brazylijskiej ekipy z podpisem „O to mistrzowie świata”. Piłkarze ze wszystkich stron zbierali gratulacje i podpisywali autografy, a gubernator Rio Angelo Mendes de Moraes piał z zachwytu: ,,Wy, piłkarze, którzy już za kilka godzin zostaniecie okrzyknięci mistrzami świata przez miliony rodaków! Wy, którym nikt na całej półkuli nie jest w stanie dorównać! Wy, którzy pokonacie każdego przeciwnika! Wy, którym już teraz oddaję hołd jako zwycięzcom!” Wszyscy zapomnieli jednak o jednym małym szczególe, że mecz z ,,Urusami” jeszcze trzeba rozegrać i go nie przegrać. Gwoli ścisłości, spotkanie z Urugwajem nie było finałem mistrzostw, ale ostatnim meczem drugiej fazy grupowej, a los chciał, że przy okazji także decydującym o ostatecznym triumfie. Atmosfera meczu była wyjątkowa. Na olbrzymiej Maracanie według różnych danych zgromadziło się od 173 tysięcy aż do 203 tysięcy kibiców, a tumult i wrzawa były tak onieśmielające, że jeden z reprezentantów Urugwaju, Julio Perez, zsikał się w spodnie w trakcie odgrywania hymnu narodowego. Na początku wszystko szło zgodnie z planem. Kilka minut po przerwie po podaniu Edemira, króla strzelców turnieju, piłkę do siatki wpakował Friaca, do dziś jedyny Brazylijczyk, który zdobył gola w finale rozgrywanym na Maracanie. Na trybunach trwało święto i oczekiwanie na końcowy gwizdek, a południowi sąsiedzi potrzebowali dwóch bramek, aby odwrócić losy rywalizacji. Ciosem ostrzegawczym, który wzbudził poczucie niepokoju wśród fanów, było wyrównujące trafienie Schiaffino po podani Ghiggii. Remis wciąż jednak dawał Brazylii zwycięstwo w ostatecznym rozrachunku. O godzinie 16:33 stało się jednak to, czego Canarinhos nie przewidywali nawet w najgorszych koszmarach. Ghiggia zdecydował się na niesygnalizowany strzał z ostrego kąta w krótki róg, a zaskoczony Barbosa nie zdążył z interwencją. Kibice na stadionie ucichli i w milczeniu oglądali wielki triumf Urusów. Ich życie podzieliło się na dwa etapy – przed i po golu Ghiggii.

Dla Brazylijczyków to nie był zwykły przegrany mecz – to była wielka tragedia, która dotknęła wszystkich obywateli, prawdziwy dzień żałoby narodowej. – Żaden wynik meczu piłki nożnej nie miał tak silnego i trwałego wpływu na życie emocjonalne całego narodu – pisał w „Futebolu” Alex Bellos. Choć od feralnego 1950 roku Canarinhos pięciokrotnie sięgali po tytuł mistrzowski, to właśnie porażka na Maracanie jest wspominana najwcześniej. O decydującym starciu z Urugwajem powstało wiele publikacji literackich, a poeci pisali o klęsce wiersze, podczas gdy o zespole z 1970 roku, uważanego za najlepszy w historii, powstała dotychczas w Kraju Kawy jedna książka. –Jesteśmy narodem pechowców, narodem, któremu odmówiono radości zwycięstwa, który z czystej złośliwości dziejów zawsze prześladuje nieszczęście – pisał o Maracanzie pisarz Jose Lins do Rego. Największy brazylijski stadion do dziś utożsamiany jest z areną upokorzenia Canarinhos. – Przesadzam z moimi uczuciami, bo nic większego się w moim życiu nie wydarzyło. Nawet teraz są tylko dwie daty w roku, które pamiętam: moje urodziny i 16 lipca – powiedział brazylijski dziennikarz Joao Luiz, wspominając lipcowe popołudnie. Dla Brazylijczyków drugie miejsce, to pierwsze przegrane. Miejsce godne zapomnienia, które przynosi ból świadomością, jak blisko było triumfu. ,,Jedyna okazja kiedy dobrze jest być wice, to wiceprezydentem, bo zostajesz prezydentem, jeśli obecny zginie. Tu nie morduje się prezydentów, więc nawet w tym przypadku nie opłaca się być „wice”– powiedział Zizinho, uznawany za najlepszego piłkarza tamtego zespołu. Wielu historyków futbolu uważa, że gdyby Canarinhos sięgnęli w 1950 roku po złoto, to Zizinho byłby wymieniany w jednym rzędzie obok Pelego. O wicemistrzach jednak w Kraju Kawy nikt nie próbuje nawet pamiętać… Gdy w Kraju Kawy trochę ochłonęli po Maracanzo, zaczęło się polowanie na czarownice. Oczywistym wyborem był Moacyr Barbosa, który przy drugim golu dał się zaskoczyć Ghiggii. Na nic zdało się to, że brazylijski golkiper został wybrany najlepszym bramkarzem mundialu, a i wcześniej błyszczał genialnymi interwencjami. Co ciekawe, autor decydującego trafienia nie uważa, aby golkiper popełnił błąd. – On zachował się logicznie, a ja wręcz przeciwnie.. i miałem trochę szczęścia. W piłce musisz mieć szczęście i musisz umieć z niego skorzystać – wspominał po latach Ghiggia. Brak farta w decydującym momencie skazał bramkarza na społeczny ostracyzm i podążał za nim aż do śmierci. ,,W Brazylijskim prawie najwyższy wyrok to 30 lat, ale moja kara trwa już 50”– powiedział o swoim losie Barbosa. Jako najsmutniejszy moment swojego życia podał sytuację ze sklepu, kiedy to pewna kobieta na jego widok powiedziała do swojego dziecka – zobacz, przez tego człowieka płakała kiedyś cała Brazylia. Przeświadczenie o pechu przynoszonym przez bramkarza Canarinhos panowało także w 1993 roku. BBC zaprosiło Barbosę jako jednego z ekspertów na zgrupowanie reprezentacji Brazylii, ale Mario Zagallo, asystent ówczesnego selekcjonera Carlosa Alberto Perreiry odmówił wpuszczenia go na zgrupowanie, widząc w nim uosobienie brazylijskiej tragedii. Według relacji autora biografii tej najbardziej tragicznej postaci Maracanazy, Barbosa zaprosił kiedyś znajomych na grilla, gdzie za podpałkę służyły słupki z meczu z Urugwajem. Duchowe oczyszczenie nie przyniosło mu jednak przebaczenia narodu. Po błędzie Barbosy w Brazylii wytworzyło się paranoiczne przekonanie, że żadna drużyna nie powinna mieć czarnoskórego bramkarza, jako że ten zawsze może zawieść w najważniejszym momencie i pociągnąć całą drużynę na dno. Okryty złą sławą golkiper umarł w biedzie w 2000 roku, kilka miesięcy po tym, gdy Dida zagrał w reprezentacji Canarinhos. Był to pierwszy czarnoskóry bramkarz między słupkami ekipy z Kraju Kawy od prawie 50 lat. Za winne porażki, oprócz nieszczęsnego Barbosy, zostały uznane także koszulki, w których grali reprezentanci Canarinhos. Białe koszulki z niebieskimi kołnierzykami zamienione zostały na żółte, a trykoty w kanarkowych barwach stały się cechą charakterystyczną reprezentacji Brazylii. Nowy kolor koszulek w pewien sposób jednoczy cały naród podczas najważniejszych wydarzeń sportowych. Co ciekawe, Aldyr Garcia Schlee, projektant nowego kroju stroju, prywatnie jest kibicem… Urugwaju. Dla Brazylijczyków porażka była wydarzeniem epokowym, które do dziś jest rokrocznie rozważane i analizowane, ale w Urugwaju nie spotkało się z euforią przenoszoną z pokolenia na pokolenie. ,,Młodzi Urugwajczycy tak naprawdę nie przejmują się przeszłością. Nie pamiętają o mistrzostwach świata w 1950. To wydarzyło się zbyt dawno temu”– powiedział Juan Jose Oliviera, przewodnik wycieczek po kraju ,,Urusów”. W zapomnieniu żyje także strzelec zwycięskiego gola a jego wyczyn wspominany jest praktycznie tylko raz do roku, w dniu rocznicy zdobycia mistrzostwa. ,,Czasem mam wrażenie, że jestem duchem Brazylii. Jestem wiecznie żywy w ich wspomnieniach. W Urugwaju cieszyliśmy się tamtą chwilą. Teraz już o niej zapomnieliśmy”– podzielił się swoimi spostrzeżeniami Ghiggia. Sam siebie dumnie nazywa jednak jedną z trzech osób, obok Franka Sinatry i Jana Pawła II, które uciszyły Maracanę. Choć porażka Brazylii z Niemcami jest najbardziej sromotną klęską w historii tamtejszego futbolu, to jednak ,,Maracanazo” było przegraną bardziej bolesną. Przyszło kompletnie niespodziewanie i było totalnym zaskoczeniem. Szokiem, który miał wpływ na dalsze życie wielu Brazylijczyków. Jedynie Garrincha uznał, że to głupie tak bulwersować się i opłakiwać niepowodzenie. Dla wielu Canarinhos to dalej najbardziej traumatyczne przeżycie i to nie tylko pod względem sportowym.

13

Wybitne legendy polskiego futbolu:

16 lipca 1957 r. urodził się Włodzimierz Smolarek, lewoskrzydłowy. Nie ma już z nami tego znakomitego, sprytnego zawodnika. Pozostała jednak pamięć o jego genialnych zagraniach. Jednak największą sławę przyniósł mu nie żaden z goli a… zastawianie piłki ciałem w meczu przeciwko ZSRR w drugiej fazie grupowej MŚ 1982. Remis w tym starciu dawał Polakom awans do półfinału mundialu. Nic dziwnego zatem że to raczej rywalom się spieszyło. Biało-czerwoni jednak umiejętnie się bronili i na tablicy wyników ciągle widniał rezultat 0:0. Na kilka minut przed końcem Smolarek wykorzystał swoje największe atuty: spryt, umiejętności techniczne a przede wszystkim żelazną kondycje. Wziął piłke, pognał w kierunku narożnika i sprytnie zastawiał się ciałem. Obrońca radziecki wybił piłke raz. Po wykonaniu autu, futbolówka trafiła znów do Smolarka i tak jak kilka chwil wcześniej, zakotwiczył z nią w narożniku. Zawodnik Widzewa w ten sposób pozbawił przeciwników piłki w sumie na okres prawie 1,5 minuty gry! To zagranie usiłowali kopiować w tym meczu zarówno Boniek, jak i Kupcewicz. Skutecznie udało się to jednak tylko Smolarkowi. ,,Żelazne Płuca”, przebojowość, zadziorność, ambicja a przy tym dobra technika i skromność poza boiskiem zapewniały mu rzesze fanów. ,,Mało jest w naszym kraju takich piłkarzy obdarzonych takim duchem walki jak Włodek. Dla każdego obrońcy walka ze Smolarkiem jest bardzo trudnym zadaniem. Potrafił obrzydzić na boisku życie każdemu”- charakteryzował go Boniek. On sam twierdził iż szybkość zawdzięczał swojemu pierwszemu szkoleniowcowi, Henrykowi Olszewskiemu. Był podporą Widzewa w okresie największych triumfów. Od Bońka przejął pozycje lidera pod względem liczby goli strzelonych dla tej drużyny w Ekstraklasie(potem wyprzedził go Marek Koniarek). Razem z Widzewem zdobył po 2 medale każdego kruszcu mistrzostw Polski. Wygrał też Puchar Polski. Piękną przygodę przeżył w europejskich pucharach. Z łódzkim zespołem awansował do półfinału Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych. W poprzedniej fazie pokonał bramkarza zdobywców tego trofeum sprzed 2 lat- Liverpool FC. W innych bojach Widzewa na kontynentalnej arenie znalazł sposoby na golkiperów m.in. Anderlechtu(dwukrotnie), Juventusu i Borusii Mönchengladbach. Do czasów Roberta Lewandowskiego był rekordzistą pod względem liczby tytułów Piłkarza Roku katowickiego ,,Sportu”. Zdobył tę nagrodę trzykrotnie. Raz został Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Do tego też dochodzi 4 i 9 miejsce w zestawieniu ,,Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku. Na arenie międzynarodowej znalazł się w 1981 r. na 28 miejscu w rankingu ,,Złotej Piłki”. Był filarem reprezentacji Polski na MŚ España ’82, zakończonych na 3 miejscu. Jego rajdy(jak ten z ZSRR) doprowadzały przeciwników do furii. Przez to Smolarek figurował na czele klasyfikacji faulowanych.

W 6 pierwszych meczach wystąpił w podstawowym składzie. W półfinale z Włochami zarobił jednak swą drugą żółtą kartke na tym turnieju, co wykluczyło go ze starcia o 3 miejsce. Krótko tliła się nadzieja na jego występ. W oficjalnym protokole nie było bowiem kartonika dla niego. Dopiero kilkadziesiąt godzin później FIFA zweryfikowała oficjalny dokument i ten ostatni mecz musiał spędzić na trybunach. Osłabieni koledzy zdołali jednak zwyciężyć, co zapewniło Polakom srebro. ,,Jeszcze nie uświadamiamy sobie chyba tego sukcesu ale wiem z doświadczenia że po odpoczynku, kiedy wszyscy dojdą do siebie, radość będzie wielka. Nie grałem w tym meczu i muszę przyznać że strasznie się denerwowałem. Znacznie bardziej niż na boisku”- powiedział po otrzymaniu medalu. Na mundialu strzelił pierwszego gola przeciwko Peru. Przed tym spotkaniem, gdy dalszy udział Polaków wisiał na włosku, w ramach przesądu postanowił wraz z Dziubą się nie golić. Częściej jednak sukces zawierzał umiejętnościom piłkarskim. Jego najsłynniejsze trafienia w biało-czerwonych barwach miały jednak miejsce w kwalifikacjach do tego mundialu. W decydującym starciu z NRD Polacy w Lipsku od pierwszych minut rzucili się zaskoczonym gospodarzom do gardeł. Po 300 sekundach od premierowego gwizdka prowadzili już 2:0! dzięki trafieniom Szarmacha i Smolarka. Włodek okiwał bramkarza rywali ale piłke do bramki wbił na raty bo jeszcze uwikłał się w drybling z obrońcą przeciwników. Po przerwie kontakt demokratycznym Niemcom dal rzut karny wykonany przez Schnuphase. Jednak wkrótce potem drugie trafienie zaliczył Smolarek. Ostatecznie skończyło się wynikiem 3:2 dla Polski, co zapewniło jej trzeci awans z rzędu do MŚ. Było to ostatnie trafienie zawodnika Ekstraklasy w meczu przesądzającym o wyjeździe na mundial aż do gola Mączyńskiego przeciwko Czarnogórze w 2017 r. Gola strzelił też na mundialu w 1986 r. Ten gol dał Polsce awans do 1/8 finału. Pozbawiała zaś tej okazji Portugalczyków. Luis Figo wspominał w swojej biografii że po tym trafieniu w jego domu zapanowała ,,przerażająca cisza”. O mały włos a sytuacja ta nie miała by miejsca. Tuż przed golem Piechniczek kazał rozgrzewać się Zgutczyńskiemu, z myślą wprowadzenia zmiany w ataku. Roszada ta została dokonana wkrótce po golu. Na więcej Polaków nie było już stać. Sam Smolarek narzekał że duży wpływ na ich forme miało rozrzedzone powietrze w Monterrey. Po odpadnięciu otrzymał od miejscowej firmy Pedro Gonzalez brązową statuetkę dla najlepszego polskiego piłkarza turnieju. Zza oceanu przywiózł też sombrero, w którym pokazał się kibicom na Okęciu oraz… odnowione kontakty rodzinne. Nieoczekiwanie po jednym ze spotkań pod hotelem spotkał Polonuske, która okazała się jego daleką krewną. Jej babcia(krewna Smolarka) przed laty wyjechała do Meksyku i zleciła potem wnuczce skontaktowanie się z kuzynem, sławnym piłkarzem. Pan Włodek był ostatnim medalistą MŚ grającym w kadrze. Po raz ostatni biało-czerwoną koszulke założył w 1992 r. Do tego czasu uzbierał 60 meczów i 13 goli. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta. Po grze w Widzewie występował w Bundeslidze i Eredivisie. Z Eintrachtem zdobył Puchar Niemiec. W Holandii grał dla Feyenoordu i FC Utrechtu. Po zakończeniu kariery pracował jako trener grup młodzieżowych i scout Feyenoordu. Z jego usługi korzystał PZPN. Zmarł nagle w 2012 r. Pochowany został w rodzinnym Aleksandrowie Łódzkim. Jego imię nosi ulica w Łodzi, opodal stadionu Widzewa.


@Adran360
@Arkon
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

1

@BabyGang Oj to nie ładnie! Naprawde bardzo nieładnie...!

1

@Arkon Co to znaczy 007?

7

Wybitne postacie Dumy Katalonii:

Dokładnie 90 lat temu wybrano nowego prezydenta FC Barcelony. Został nim Esteve Sala, jako 27 w kolejności prezydent Blaugrany, zastępując na stanowisku Joana Come. Sala został wybrany podczas zgromadzenia w ,,Teatrze Barcelona” przy Rambla de Catalunya, po tym jak kandydat o znacznie lepszej pozycji do objęcia tej funkcji, Josep Sunyol, wycofał swoją kandydaturę, jako powód podając problemy natury zdrowotnej. Do Estevego Sali należał słynny barceloński ,,Hotel Orient". Jedna z najbardziej rozpowszechnionych legend na temat hotelu głosi iż Sala(z racji ogromnego uwielbienia jakim darzył Josepa Samitiera) postanowił opłacić jeden z pokoi i utrzymywać go dożywotnio dla piłkarza Barçy. Jednak nie do końca jest to prawdą. Owszem Samitier mieszkał w hotelu Orient, lecz tylko przez jeden sezon. Było to w latach czterdziestych, kiedy wrócił do Barcelony po kilkuletnim pobycie na wygnaniu w Nicei, gdzie grał i trenował w tamtejszej drużynie. Przyjacielskie relacje łączące piłkarza z Estebanem Sala y Solerem, synem właściciela hotelu Orient, umożliwiły powrót Samitiera do miasta, w którym odnosił sportowe sukcesy. ,,Sami” na dłuższy czas zatrzymał się w hotelu ale mimo plotek z tamtych czasów głoszących że nigdy nie płacił za hotel, prawda jest taka iż właściciele pobierali od niego pieniądze, chociaż według niższych stawek.



@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@Antimadridista_WR Ależ naturalnie że Feliz cumpleanos ale czy na pewno najlepszego w historii? Lotar Matthaus czy Fernando Redondo na pewno nie byli gorsi!

14

Feliz cumpleaños Sergio! Z okazji urodzin!

Sergio Busquets kończy dzisiaj 36 lata. Dziękujemy ,,Busi” z głębi serca za poświęcenie klubowi i wierność przez długie lata. Zdrówka i powodzenia w nowym klubie nasza żywa legendo!



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj

4

@misterio I ma racje! Kempesa nie oglądałem ,,na żywo" ale ,,Boskiego" Diego już tak! Jak widać na moim zdjęciu Maradona to mój pierwszy idol a ostatnim zostanie Messi. Do geniuszy futbolu dorzuciłbym jeszcze oprócz Pele, bezwzględnie Garrinche(Manoel Francisco dos Santos). Mane, jak go nazywają w Brazylii jest dla mnie najlepszym dryblerem w dziejach futbolu, nawet nieco lepszym od Messiego a do tego był kaleką. Bardzo mocno polecam jego autobiografie ,,Garrincha, Samotna gwiazda".

12

Wybitne legendy futbolu:

Dokładnie 70 lat temu urodził się Mario Kempes, argentyński napastnik, mistrz Świata z 1978 r., zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów oraz Superpucharu Europy z CF Valencia z 1980 r. Swoją karierę rozpoczynał w klubie Instituto Atlético Central Córdoba, w którym grał do roku 1973. Następnie przeszedł do wyżej notowanego Rosario Central. Z czasów gry w hiszpańskim klubie Valencia CF (do którego przeszedł w 1977) pochodzi jego przezwisko – Matador. W barwach Valencii dwukrotnie zdobył tytuł Pichichi dla najlepszego strzelca Primera División, strzelając odpowiednio 24 i 28 goli w latach 1976–1977 oraz 1977–1978. W zespole z Walencji grał do 1981 (w 1980 zdobywając z tym zespołem PEZP i Superpuchar Europy), kiedy to wrócił na pół sezonu do Argentyny do zespołu Club Atlético River Plate. W 1982 ponownie znalazł się w kadrze Valencii, z którą tym razem nie zdobył żadnych trofeów. Lata 1984–1986 to gra w niżej notowanym Hérculesie Alicante. W 1984 przeniósł się do Austrii do zespołu First Vienna FC. W kolejnych latach grał w zespołach: VSE Sankt Pölten (1987–1990) i Kremser SC (1990–1992). W 1995 grał w chilijskim klubie Fernández Vial Concepción. Oficjalnie karierę zakończył w 1996. W 1978 został wybrany Najlepszym Piłkarzem Ameryki Południowej. Kempes został uznany za jednego ze 100 najlepszych żyjących piłkarzy FIFA. Mario Kempes , zwany 'matadorem' przybył z Pasiequito, i swój debiut w Valencii zaliczył w 'Pucharze Pomarańczy' w 1976 r. gdzie nie miał zbyt udanego występu z powodu nie wykorzystania rzutu karnego. W rodzimej Argentynie, rozpoczął grę w środku pola i kiedy miał 19 lat dostał się do drużyny Rosario Central. Następnie uczestniczył w Mistrzostwach Świata w RFN. Kiedy miał 22 lata przybył do Valencii gdzie pobił godne pozazdroszczenia rekordy i stał się jednym z największych postaci w całej historii klubu.

Po zdobyciu dwóch "Pichichis"(czyt. król strzelców) z 24 i 28 golami w sezonach 1976/77 i 1977/78, Kempes został mistrzem świata i zdobył koronę króla strzelców na Mistrzostwach Świata Argentina '78. Wraz z Valencią wywalczył triumf w Pucharze Króla w 1979 r. a rok później zdobył Puchar Zdobywców Pucharów i Superpuchar Europy. Wrócił do Argentyny, gdzie został zatrudniony w River Plate na sezon 1981/82, aby rok później powrócić do Valencii. Później występował jeszcze w Herculesie i w lidze austriackiej. W 1993 r. pożegnał się z kibicami Valencii w meczu na jego cześć. Mario Kempes pozostaje jednym z niewielu piłkarzy na świecie, którzy uczestniczyli w trzech mistrzostwach świata. Strzelał karne, wolne, główkował, z pola karnego, z poza niego... dla Kempesa każda pozycja była dobra do oddania strzału.



@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Arkon
@Adran360

1

@bartekvisca Teoretycznie może wygrać tak jak Passarella w Mexico '86 nie ruszając się z ławki rezerwowych ale może!

12

Zasłużone postacie Blaugrany:

15 lipca 1925 r. urodził się Josep Mussons. W latach 1978-2000 był wiceprezydentem FC Barcelony i przez większość swojej kariery w klubie zajmował się sekcjami juniorskimi. Mussons był zarządcą La Masii i to pod jego rządami do pierwszej drużyny trafili między innymi Amor, Ferrer i Guardiola. W 2000 r. po zakończeniu kariery został wybrany Honorowym Prezesem Sekcji Juniorskich. Josep Mussons zmarł na Covid-19, 17 kwietnia 2021 r. w wieku 95 lat. Duma Katalonii uczciła jego śmierć grając w finale Copa del Rey w czarnych opaskach.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

1

@FcPortoFan1999 To oczywiście przenośnia ale jeśli tego nie zrobi to go ,,zatłuke"! :)

4

14 i 15 lipca przejdzie do historii futbolu jako wyjątkowe wydarzenia. Dwa puchary Copa America przedzielone mistrzostwem świata Argentyny i czwarte w historii mistrzostwo Europy Hiszpanii ma swoją wielką wymowe. Widok płączącego Messiego schodzącego z boiska z kontuzja był dla mnie nie do zniesienia ale później Bóg się nad nim zlitował, gdyż zasłużył na radość i chwałę. Messi zasłużył na wielki szacunek ale również zasłużył na godne, wręcz majestatyczne pożegnanie z FC Barceloną. Jeśli Laporta nie zorganizuje mu należytego pożegnania z klubem to go zabije i znienawidze...!

7

Aj! aj! Argentyno, co ty robisz!!!? Co ty mi robisz!!!? Jakżesz uszczęśliwiasz wszystkich swoich kibiców! Argentina Campeonesss!!!! Campeoness!!! Argentina!!!!

2

@Jackazz Tu możesz mieć racje iż Argentyna gra słaby turniej ale Copa America zawsze będzie mnie fascynować i kręcić bardziej niż Euro. No cóż, chyba mam latynoską dusze....

1

@barca__rządzi Ja również czuje ten niepokój. Kolumbia zawsze była twardym i bardzo niewygodnym przeciwnikiem. Któryś z Argentyńczyków musi w tym finale błysnąć inaczej dojdzie do rzutów karnych a karne? Jak mawiają latynosi karne to taniec diabła...

10

Przed nami finał..,,..,. nie no, doskonale wiem że finał Euro(Vamos Espana!) ale mnie osobiście bardziej kręci inny finał a mianowicie: Przed nami wielki finał Copa America Argentyna-Kolumbia! Obie reprezentacje rozegrały 42 mecze: 25 zwycięstw Argentyny, 8 remisów i 9 zwycięstw Kolumbii. Natomiast w Copa America spotkali się 15 razy z czego 7 razy zwyciężali ,,Albicelestes”, 5-krotnie padł remis a 3 razy triumfowali ,,Los Cafeteros”. Przed turniejem pisałem że tylko Urugwaj może odebrać Argentynie złoty medal, jednak Kolumbia to również będzie bardzo ciężki orzech do zgryzienia i zrobi wszystko aby pozbawić Albicelestes rekordowego triumfu(16-tego w historii). Co ciekawe będzie to pierwszy finał tych ekip w dziejach Copa America! I jeszcze jedno, Argentyno(!) zagraj i wygraj Cope dla swego rodaka Mario Kempesa, który jutro kończy 70 lat.

Vamos!, vamos! Argentina, vamos, vamos a ganar!, que esta banda quilombera, no te deja, no te deja de alentar!


@Adran360
@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11

1

@AFA Radamel Falcao jeszcze gra? Gorące kolumbijki video?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?