5

@FCBparasiempre
6 maja 1953 r. urodził się Graeme Souness, szkocki pomocnik. Jako nastolatek podjął treningi w lokalnym klubie North Merchiston. Z czasem trafił jednak do młodzieżowej drużyny Tottenhamu Hotspur. W 1968 roku w wieku 15 lat podpisał profesjonalny kontrakt z tym klubem. Swoimi umiejętnościami nie przekonał do siebie menedżera klubu, Billa Nicholsona i nie zdołał zadebiutować w First Division. Zaliczył zaledwie jedno spotkanie w Pucharze UEFA wchodząc na boisko jako rezerwowy. Skłócony z Nicholsonem, Graeme opuścił klub w 1972 roku. Mając 19 lat wyjechał do Kanady i zaczął występować w tamtejszym klubie Montreal Olympique w rozgrywkach North American Soccer League. Wystąpił w 10 meczach ligowych (na 14 kolejek), zdobył 2 gole i wybrano go do jedenastki sezonu ligi. W 1972 roku Souness powrócił do Wielkiej Brytanii i za 30 tysięcy funtów przeszedł do Middlesbrough, występującym wówczas w Second Division. W „Boro” zadebiutował 6 stycznia 1973 roku w przegranym 1:2 meczu z Fulham rozegranym na Craven Cottage. Do końca sezonu wystąpił w 9 spotkaniach, ale już w sezonie 1973/1974 był podstawowym zawodnikiem drużyny. 11 grudnia zdobył swojego pierwszego gola w lidze w wygranym 3:0 meczu z Preston North End na Ayresome Park. W pierwszym sezonie zajął z Middlesbrough 4. pozycję w lidze, ale już w swoim drugim wraz z zespołem prowadzonym przez Jacka Charltona wywalczył awans do First Division (w ostatnim meczu sezonu wygranym 8:0 z Sheffield Wednesday Souness zdobył hat-tricka). W Middlesbrough Szkot spędził jeszcze cztery sezony. Przez ten okres wystąpił w 176 ligowych spotkaniach i zdobył w nich 22 gole. W 1977 roku Liverpool F.C. prowadzony przez menedżera Boba Paisleya zdobył Puchar Europy. Paisley zdecydował się na uzupełnienie zwycięskiego składu, a wybór padł na trzech szkockich piłkarzy. Środkowy obrońca Alan Hansen przybył z Patrick Thistle za 100 tysięcy funtów, a Kenny Dalglish, reprezentant Szkocji - z Celticu za 440 tysięcy funtów (nowy rekord na Wyspach). Ostatnim, trzecim transferem był zakup Sounessa, który przybył z „Boro” za 350 tysięcy funtów (rekord klubowy) i 10 stycznia 1978 podpisał kontrakt z „The Reds”. W nowym zespole Graeme zadebiutował 14 stycznia 1978 w wygranym 1:0 meczu z West Bromwich Albion rozegranym na stadionie The Hawthorns. Natomiast swojego pierwszego gola zdobył strzałem z woleja, 25 lutego, gdy LFC pokonał na Anfield odwiecznych rywali Manchester United 3:1. Od początku pobytu w Liverpoolu Souness zaczął grać w wyjściowej jedenastce. 10 maja wystąpił w podstawowym składzie „The Reds” w finale Pucharu Europy na Wembley. Asystował przy golu Dalglisha, dzięki któremu Anglicy pokonali 1:0 belgijski Club Brugge i sięgnęli po drugi z rzędu puchar, a pierwszy w karierze Sounessa. W lidze Liverpool zajął 2. miejsce zostając wicemistrzem (7 punktów za Nottingham Forest. W sezonie 1978/1979 Souness po raz pierwszy w karierze wywalczył mistrzostwo Anglii, a jego udział w tym sukcesie to 41 rozegranych meczów i osiem strzelonych bramek. Rok później wraz z kolegami z zespołu ponownie świętował tytuł mistrzowski - tym razem jego dorobek to 1 gol w 41 ligowych meczach. Natomiast w 1981 roku Szkot osiągnął dwa kolejne sukcesy. Najpierw sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej, a następnie wystąpił w finale Pucharu Europy z Realem Madryt. Na Parc des Princes w Paryżu ,,The Reds” zwyciężyli 1:0 po golu Alana Kennedy’ego, a Souness wystąpił przez pełne 90 minut. Wcześniej w ćwierćfinałowym spotkaniu z CSKA Sofia, wygranym 5:1, zawodnik ten uzyskał hat-tricka.

W sezonie 1981/1982 Paisley mianował Sounessa kapitanem zespołu i zastąpił on tym samym Phila Thompsona. Pod kapitańską opaską Sounessa Liverpool wywalczył kolejne trofea. Było to mistrzostwo i Puchar Ligi. W 1983 „The Reds” powtórzyli oba sukcesy, jednak po finale Pucharu Ligi na Wembley (2:1 z Manchesterem United) Souness zrzekł się opaski. W 1984 roku zdobył swoje piąte mistrzostwo Anglii, a także swój trzeci Puchar Europy. Wystąpił przez 120 minut meczu z AS Roma. W serii rzutów karnych pewnie pokonał Franco Tancrediego i Liverpool zwyciężył. Do 1984 roku Souness rozegrał 358 meczów dla Liverpoolu i zdobył 56 goli. W 1984 roku Souness opuścił Liverpool i podpisał kontrakt z włoską Sampdorią. Kosztował 650 tysięcy funtów, a do zespołu trafił wraz z innym Wyspiarzem, Trevorem Francisem z Genoi CFC. Zespół z Sounessem, Francisem, a także Roberto Mancinim, Pietro Vierchowodem i Gianlucą Viallim w składzie wywalczył w 1985 roku Puchar Włoch dzięki wygraniu 3:1 finału z A.C. Milan. W 1985 roku Souness zajął z Sampdorią 4. miejsce w lidze, a w 1986 - 11. Po sezonie, latem 1986 Graeme wrócił do Szkocji i został grającym menedżerem Rangers F.C. W lidze zadebiutował w meczu z Hibernian F.C. mającym siedzibę w jego rodzinnym Edynburgu. W 34. minucie otrzymał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Przez 5 sezonów Souness wystąpił w 49 meczach Rangersów i zdobył 3 gole. Swój ostatni mecz rozegrał w 1990 roku, a Rangersi pokonali 2:0 Dunfermline Athletic (Souness zagrał przez 20 ostatnich minut). Swoje pierwsze powołanie do reprezentacji Szkocji Souness otrzymał w październiku 1974 roku i 30 października zadebiutował w wygranym 3:0 towarzyskim meczu z NRD rozegranym na Hampden Park. W 1978 selekcjoner Ally McLeod powołał go do kadry na Mistrzostwa Świata w Argentynie, pomimo że sam zawodnik miał na koncie tylko 6 występów w kadrze A. Tam jako zawodnik Middlesbrough zaliczył jedno spotkanie grupowe, wygrane 3:2 z Holandią. Szkoci odpadli jednak już po dwóch pierwszych meczach z Peru i Iranem. W 1982 roku Souness został powołany przez Jocka Steina na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. Wystąpił w wygranym 5:2 meczu z Nową Zelandią, przegranym 1:4 z Brazylią oraz zremisowanym 2:2 z ZSRR. Gol na 2:2 był jego pierwszym w karierze reprezentacyjnej. W 1986 roku Souness zaliczył swój trzeci Mundial - Mistrzostwa Świata w Meksyku. Wystąpił w dwóch przegranych spotkaniach - 0:1 z Danią i 1:2 z RFN. W ostatnim meczu z Urugwajem nie został wystawiony przez Alexa Fergusona. Karierę reprezentacyjną Souness zakończył po mistrzostwach w Meksyku. Jego dorobek w kadrze Szkocji to 54 mecze i 4 gole. W 1986 roku Souness wrócił do Szkocji i został mianowany grającym menedżerem Rangers. Na tym stanowisku zastąpił Jocka Wallace’a. Prezes klubu David Holmes zatrudnił Sounessa w celu zdobycia pierwszego od 1978 roku mistrzostwa Szkocji (mistrzostwo kraju zdobywały od tego czasu Aberdeen FC, Dundee United i odwieczny rywal, Celtic F.C.). W pierwszym sezonie na Ibrox Park przybyli Anglicy Terry Butcher, obrońca i kapitan Ipswich Town oraz bramkarz Norwich City Chris Woods. W kolejnych latach Souness także sięgał po angielskich graczy. Byli to Trevor Steven, Gary Stevens, Trevor Francis oraz Ray Wilkins. Już w pierwszym sezonie pracy, czyli 1986/1987 Souness wywalczył z Rangersami mistrzostwo Szkocji, a także Puchar Ligi Szkockiej, dzięki wygraniu 2:1 finału z Celtikiem. Także w 1989 roku „The Gers” wywalczyli prymat w kraju, a sukces ten pod wodzą Sounessa powtórzyli w 1990 roku. Inne sukcesy Graeme podczas pobytu w Glasgow to dwa kolejne Puchary Ligi, dzięki wygraniu finałów z Aberdeen (3:2) w 1989 roku i z Celtikiem (2:1) w 1991 roku. W 1991 Souness porzucił stanowisko i odszedł do Liverpoolu. Jego miejsce na 4. kolejki przed zakończeniem sezonu 1990/1991 zajął Walter Smith i doprowadził on piłkarzy do kolejnego triumfu w lidze. Pobyt Sounessa na Ibrox park nacechowany był kontrowersjami. W 1989 roku dokonał transferu Mo Johnstona, byłego gracza Celticu, będącego katolikiem, w momencie, gdy Rangers niemal od początku był klubem protestanckim. Ostatecznie po dwóch sezonach Johnston powrócił do swojego pierwotnego klubu. Istniały również kontrowersje w postaci zatargów Sounessa z władzami Szkockiej Federacji Piłkarskiej.

Lata 1991-1994, podczas których Souness pracował w Liverpoolu, nie były udane dla klubu. Zespół jedyny sukces odniósł w 1992 roku gdy w finale Pucharu Anglii pokonał 2:0 grający w Second Division Sunderland A.F.C. Do braku sukcesów i kryzysu przyczyniły się: złe transfery, zła taktyka i zły dobór zawodników. Jednak to Souness odkrył talenty wychowanków zespołu Steve’a McManamana i Robbiego Fowlera. W 1992 roku przeszedł operację serca, ale już parę dni po wyjściu ze szpitala poprowadził zawodników do wspomnianego triumfu w pucharze. Po operacji przeszedł rehabilitację i w Liverpoolu pracował do stycznia 1994 roku. W 1992 roku zajął z „The Reds” 6. miejsce w lidze, podobnie jak rok później. Z pracy zrezygnował po porażce Liverpoolu z Bristol City w rozgrywkach Pucharu Anglii. Jego miejsce zajął wówczas Roy Evans. W 1995 roku Souness został trenerem tureckiego Galatasaray SK ze Stambułu. Przez 2 lata nie zdobył mistrzostwa Turcji, jednak w 1996 roku wywalczył Puchar Turcji, a w 1997 - Superpuchar. Zasłynął też kolejnym kontrowersyjnym zachowaniem. 24 kwietnia podczas finału krajowego pucharu z Fenerbahçe SK wywołał zamieszki na trybunach, gdy umieścił flagę Galatasaray na stadionie rywali. Wydarzenie to porównano do tureckiego bohatera narodowego Ulubatliego Hasana, który umieścił flagę osmańską na ruinach Konstantynopola i za to został zabity. Souness otrzymał wówczas przydomek Ulubatli Souness. W 1996 roku Souness powrócił do Anglii i został menedżerem zespołu Southampton F.C., jednak po sezonie zrezygnował z powodu kłótni z prezesem Rupertem Lowe. Jednym z kontrowersyjnych momentów był zakup Senegalczyka Alego Dii początkowo reklamowanego przez Liberyjczyka George’a Weah. Jak się potem okazało było to kłamstwo, a Dia zaliczył tylko jeden mecz w Premiership zastępując Matta Le Tissiera i spisał się na tyle słabo, że po kilkunastu minutach został zdjęty z boiska, a niedługo potem zwolniony z klubu. Po pobycie w Southampton w 1997 roku Souness został szkoleniowcem Torino Calcio, jednak pracował tam zaledwie cztery miesiące. Jeszcze w tym samym roku prezes portugalskiej SL Benfiki, Vale e Azevedo, zatrudnił go na stanowisku pierwszego trenera, obiecując kibicom powrót do dawnych sukcesów. Souness sprowadził kilku zawodników z Wysp - obrońców Steve’a Harknessa i Gary’ego Charlesa, pomocników Michaela Thomasa i Marka Pembridge’a oraz napastników Deana Soundersa i Briana Deane’a. Jedynym sukcesem było wicemistrzostwo Portugalii w 1998 roku, a po dwóch latach Szkot został zwolniony, a wraz z nim z klubu odeszli inni Brytyjczycy. W 2000 roku Souness objął stanowisko menedżera Blackburn Rovers. Już w pierwszym sezonie wywalczył z tym klubem awans z First Division do Premiership. Jako beniaminek Blackburn zajęło 10. miejsce w lidze oraz wywalczyło Puchar Ligi Angielskiej, dzięki zwycięstwu 2:1 w finale z Tottenhamem Hotspur. W kolejnych dwóch sezonach Graeme nie osiągał już takich sukcesów z Rovers. W tym okresie zakupił takich zawodników jak Damien Duff, David Dunn, Matt Jansen, a także Andrew Cole, Brad Friedel, Dwight Yorke i Lucas Neill. Cole i Jansen byli zdobywcami goli we wspomnianym finale Pucharu Ligi. W sezonie 2003/2004 prowadził Blackburn w Pucharze UEFA i zajął 15. miejsce w lidze, przez większą część sezonu broniąc zespół przed spadkiem. W 2004 roku został zastąpiony na stanowisku przez Walijczyka Marka Hughesa. W 2004 roku Souness opuścił Blackburn, gdyż dostał ofertę pracy w Newcastle United. Na stanowisku menedżera zastąpił legendę piłki angielskiej, Bobby’ego Robsona, który został zwolniony. Pokłócił się jednak z jednym z czołowych graczy, Walijczykiem Craigiem Bellamym, który odszedł na wypożyczenie do Celtiku, a następnie do Blackburn. Były także drobne scysje z Laurentem Robertem, Olivierem Bernardem i Jermainem Jenasem. „Sroki” zajęły dopiero 14. miejsce w Premier League i odpadły zarówno z półfinału Pucharu UEFA, jak i Pucharu Anglii. Sezon 2005/2006 Newcastle zaczęli słabo, jednak 30 sierpnia Souness kupił Michaela Owena z Realu Madryt za rekordową sumę 17 milionów funtów. Newcastle wygrali w Tyne-Wear Derby z Sunderlandem (3:2) i zaczęli wygrywać kolejne mecze. Souness wzmocnił defensywę i z kolejnych 12 meczów zespół nie stracił gola w sześciu. Owen doznał jednak kontuzji i stracił 2-3 miesiące na leczenie. Nowe nabytki w osobach Jeana-Alaina Boumsonga (8 milionów funtów) i Alberta Luque (10 milionów funtów) nie przyniosły zespołowi korzyści. 2 lutego 2006 Souness został zwolniony wówczas, gdy drużyna Newcastle zajmowała w lidze 15. lokatę. Jego następcą został Glenn Roeder. Obecnie Souness jest bezrobotny. Pracuje jako ekspert w irlandzkiej telewizji RTÉ, w której zaczął pracować po zwolnieniu z Newcastle. Pojawia się także regularnie w kanale Sky Sports, gdzie komentuje mecze Ligi Mistrzów.

9

Nie z Barçą takie numery wy niemieckie ,,Brunery”:

6 maja 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Bayern Monachium 3:0 w pierwszym meczu półfinału Champions League. Przed zmaganiami Bayernu z Barçą najwięcej mówiło się oczywiści o pojedynku Guardioli, który w szóstym występie trenerskim w Lidze Mistrzów szósty raz dotarł do półfinału, z nieco starszym, lecz podążającym w zawodzie trenera jego tropem Luisem Enrique. ,,Nigdy dotychczas nie rywalizowałem z Pepem. Czuje ekscytacje a on nigdy nie grał przeciwko Blaugranie. Będzie się działo”- skomentował ,,Lucho” wyniki losowania. No i się działo! Bohaterem starcia z Bayernem był naturalnie Messi, który strzelił 2 gole i wypracował trzeciego Neymarowi. Oglądając raz jeszcze tamtą konfrontacje, nie sposób jednak nie dojść do wniosku że Luis Enrique przechytrzył Guardiole. Ten postanowił rzucić wyzwanie swoim byłym podopiecznym i nakazał monachijczykom agresywny pressing od początku meczu. Zawodnicy Bayernu biegali więc jak opętani za rywalami, nie pozwalali im swobodnie odetchnąć, podejść pod własną bramke, zabierali piłke a potem rozgrywali z wykorzystaniem wychodzenia na wolne pole. Barça po raz pierwszy od 101 meczów w Lidze Mistrzów zanotowała tamtego wieczoru mniejsze posiadanie piłki od rywala- 46,5 do 53,5 procent. Tyle że zamierzonego celu, czyli strzelenia gola, jakoś nie udawało się Niemcom osiągnąć a sił im ubywało. Gospodarze zaś grali cierpliwie, czekając aż rybie szamocącej się w jej sieci zabraknie powietrza a gdy to się stało, zadali trzy ciosy. Bayern bez Robbena i Ribery’ego, z Lewandowskim w chronionej uszkodzoną twarzą masce(z kolei wśród gospodarzy Macherano grał ze złamanym palcem u ręki), która wyraźnie mu przeszkadzała i z Guardiolą, który po stracie gola na 0:1 wpadł na kiepski pomysł wymiany Müllera na Götzego, doznał upokarzającej porażki, choć jeszcze na kwadrans przed końcem wydawało się że ma wszystko pod kontrolą. Guardiola ,,przekołczował”, czyli wymyślił zbyt karkołomny plan na mecz, nie ostatni zresztą raz w karierze.

Tylko spójrzcie:




@Sysia11
@Visca_barca
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

9

Tak, to jest ten cud!

6 maja 2009 r. FC Barcelona dokonała ,,cudu”, remisując na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea FC 1:1 w rewanżowym meczu półfinału Ligi Mistrzów. Podopieczni Guardioli przegrywali z londyńską Chelsea już od 9 minuty po kapitalnym uderzeniu z dystansu Essiena a od 65 minuty grali w dziesiątke po czerwonej kartce dla Abidala i kilkukrotnie byli bliscy straty drugiego gola. Chelsea jednak nie wykorzystała swoich szans. W ostatnich sekundach meczu rozpaczliwe dośrodkowanie w pole karne ,,The Blues” posłał Dani Alves, piłke zgraną przez obrońców źle przyjął Eto’o, próbujący wybić ją jak najdalej od własnej bramki Essien nie trafił czysto i futbolówka trafiła pod nogi Messiego. Argentyńczyk wyłożył ją nadbiegającemu Inieście, który strzałem zza pola karnego prawą nogą umieścił piłke tuż pod poprzeczką. Kataloński komentator krzyczał ,, Kaiserlslautern!, Kaiserslautern!, Kaiserslautern!” przypominając podobnie istotnego gola strzelonego niegdyś przez Bakero w Lidze Mistrzów. Po końcowym gwizdku piłkarze Chelsea długo nie mogli się pogodzić z wynikiem a kibice wypominali Norweskiemu arbitrowi kilka niepodyktowanych rzutów karnych dla gospodarzy. Powtórki pokazały iż londyńczykom należał się tylko jeden rzut karny, natomiast kibice Barçy przypominali brak rzutu karnego na Henry’m w pierwszym meczu na Camp Nou. Tak czy inaczej Duma Kataloni miała mnóstwo szczęścia w tym meczu ale jak to mówią ,,szczęście sprzyja lepszym”. Ja natomiast jak dziś pamiętam komentarz pana Szpakowskiego w chwili strzelenia gola przez Inieste, który brzmiał: ,, Tak to jest ta akcja, tak to jest Iniesta, tak to jest Barça, tak to jest ten cud!”. Szkoda że takie ,,cuda” zdarzają się bardzo rzadko…




@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sysia11

0

@Ptasior Tu się zgodze, w punkt!

1

@Qlimax86 Nie interesuje mnie żadna burza ,,szanowny" użytkowniku Qlimax86.
Interesują mnie zasłużeni piłkarze i działacze FC Barcelony...

13

Feliz cumpleaños panie Dani Alves! Jeden z najwybitniejszych prawych obrońców w historii Blaugrany kończy dziś 41 lat! Za cudowne i niezapomniane emocje podczas meczów, ślicznie dziękują wszyscy cules na całym świecie.

@Visca_barca
@Sysia11
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

0

@MesQueUnClub96 A kim tak naprawde jest ten Dodi? To jakiś pseudonim?

8

Prawdziwi cules nigdy nie zapominają o legendach ukochanego klubu:

6 maja 1923 r. urodził się Josep Seguer, pomocnik, jedna z większych legend Dumy Katalonii. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych i być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek(Diesel) wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat (1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Josep Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał ligę (1944/45, 1947/48, 1948/49, 1951/52 i 1952/53), czterokrotnie Puchar Hiszpanii (1950/51, 1951/52, 1952/53 i 1956/57), dwa Puchary Latynoskie (1948/49 i 1951/52) i dwa Copes Eva Duarte (1948/49 i 1951/52). W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko. Dość ciekawą rzeczą tyczącą się tego szkoleniowca, było to, iż zawsze uważał on, że dla zawodników ze swojej drużyny był nie tylko przełożonym i człowiekiem odpowiedzialnym za taktykę, ale również opiekunem i osobą z którą można porozmawiać o pozaboiskowych problemach. Po tym, jak nowym prezydentem katalońskiego klubu został Augustí Montal, Josep Seguer musiał pożegnać się ze swoją posadą a jego miejsce zajął Vic Buckingham.


@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Visca_barca
@Sysia11

3

Bayer Leverkusen w iście imponującym stylu wygrywa z Eintrachtem Frankfurt 5:1 i wyrównuje klubowy rekord wszechczasów należący do Benfiki a mianowicie 48 meczów bez porażki! W czwartek może już przejść do historii klubowego futbolu...

11

Przypadkowa kaplica:

Jednym z najciekawszych miejsc na Camp Nou jest kaplica, która znajduje się kilka metrów od szatni, z boku tunelu prowadzącego na plac gry. Historia tego pomieszczenia sięga lat 50-tych i otwarcia stadionu w dniu 24 września 1957 r. Jednym z wydarzeń obiekt była uroczysta msza święta, odprawiona na murawie przed reprodukcją ustawionej na piedestale figurki Madonny z Montserrat, zwanej też ,,La Morenetą”, która została wyrzeźbiona w samym klasztorze i za którą zapłacono z pieniędzy pochodzących z powszechnej zbiórki. Po zakończeniu ceremonii a także po pobłogosławieni figurki przez arcybiskupa Gregorio Modrego Casausa i przedefilowaniu z nią wokół boiska, wstawiono ją do komórki niedaleko szatni piłkarzy Barçy, czyli dokładnie tam, gdzie niedługo potem urządzono stadionową kaplicę. W następnym roku 1958 dwóch członków Penyi Solera(najstarszej ze wszystkich stowarzyszeń kibicowskich Blaugrana, którzy na swoich barkach nieśli rzeźbę Dziewicy i obnosili ją po murawie) wracając z Casteldefells miało wypadek samochodowy. W szpitalu złożyli obietnice że jeśli wyjdą z niego cali, złożą Madonnie ofiarę. Ponieważ obaj wrócili do zdrowia, w dowód wdzięczności kupili dwa kandelabry nie ustawili je przy figurce ,,La Morenety”, która stała pośród worków i materiałów budowlanych. W następstwie tego przewodniczący penyi postanowili poprosić władzę Barcelony żeby pomieszczenie, w którym stała figurka zamienić w kaplicę. Zarząd klubu, na czele którego stał wówczas przedsiębiorca włókienniczy Francesco Miro Sans i Casacuberta wydał zgodę. W ten właśnie sposób miejsce to zamieniono w małą kaplicę, która może pomieścić na siedząco 50 osób. Na ołtarzu, na którym znajduje się Dziewica, wyrzeźbiono 3 herby: klubu, miasta i Penyi Solera, która przez długie lata dbała o konserwację. Na jednej ze ścian znajduje się napis poświęcony pamięci Josepa Samitiera, piłkarza i trenera Barçy. Kaplica została odnowiona w 1996 roku kiedy wymieniono ławki i instalację elektryczną. Po roku opieka nad kaplicą przeszła w ręce byłych piłkarzy klubu. Od tamtej pory Joan Rovira i Andreu, sekretarz ,,Agrupacio Barca Veterans” i były członek Penyi Solera był odpowiedzialny za otwieranie jej w dniu, w którym na stadionie rozgrywano mecz. Co roku rektor parafii ,,Santa Tekla” odprawia w kaplicy nabożeństwo, które byli piłkarze dedykuję pamięci zmarłych kolegów oraz socios. Oprócz figurki ,,La Morenety”, która stoi na kamieniu pochodzącym z gór Montserrat oszlifowanym przez mnichów i przeniesionym pieszo z klasztoru, w kaplicy znajduje się również prawosławna ikona, którą reprezentanci greckiego klubu Olympiakos Pireus podarowali Barcelonie podczas jednej z wizyt na stadionie.


@Visca_barca
@Symson
@Sysia11
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon

0

@Coutinho007 Ja pierdziole! Ile wy macie lat żeby wyszukiwać jakichś podobieństw do naszego trenera i mówić na niego Danzel! Co za patologia! No ja pier....! Brak słów!

0

@Mario96w Co ty pieprzysz!? Pod jakim pseudonimem? Przecież nasz trener to Xavi Hernandez Creus a ten piosenkarz to Danzel i raczej nie ma nic wspólnego z naszym klubem...

0

@Mario96w O czym wy gadacie? Ten piosenkarz zajmuje się trenowaniem Barcy? Chyba żartujecie? Przecież Xavi trenuje Barce!

0

@Mario96w O tego piosenkarza?

1

Nie oglądam na codzień siatkówki klubowej ale teraz co widze, to te całe Trentino jest piekielnie silne i bardzo ciężko będzie ich pokonać, jeśli wogóle to się uda...

2

@Visca_barca Tutaj chodzi o mecze bez porażki na wszystkich frontach

1

@Domin7777 Dziesiątke to nie ale 6-tke mam:
1. SL Benfica – 48 (lata 1963-1965)

2. Bayer Leverkusen – 47 (2023-2024)
3. Dinamo Zagrzeb – 45 (2014-2015)

4. HNK Rijeka – 45 (2016-2017)

5. Rangers FC – 44 (1992-1993)

6. Juventus FC – 43 (2011-2012)

7

Bayer Leverkusen, cóż to za nieprawdopodobna ekipa(!) tego sezonu i ich wyjątkowy trener. Mało tego! Ta wspaniała ekipa idzie na rekord wszechczasów należący do Benfiki Lizbona(48 meczów bez porażki!). Na tą chwile ,,Aptekarze" mają 47(!) meczów bez porażki i już dzisiaj mogą wyrównać epokowe osiągnięcie ,,Orłów". Będzie bardzo ciężko, gdyż dzisiaj zagrają przeciwko Eintrachtowi Frankfurt i to na Deutsche Bank Park, gdzie w ostatnim meczu Bayer poległ... 5:1! Fascynująca historia...

4

@FCBparasiempre
Nigdy dotąd na mistrzostwach Starego Kontynentu finałowe ekipy nie miały okazji zagrać przeciwko sobie. Wprawdzie Czechosłowacy wzięli udział już w pierwszym turnieju zajmując nawet trzecie miejsce ale ich rozbrat z ME trwał aż 16 lat. Niemcy z kolei debiutowali przed czterema laty i od razu zdobyli złoto. Najbardziej zmotywowany na ten mecz był kapitan RFN Franz Beckenbauer, gdyż obchodził tego dnia wyjątkowy jubileusz. Decydujący mecz o Puchar Delaunaya był setnym w jego reprezentacyjnej karierze ale zamiast fety była stypa. Już od samego początku ton grze nadawali Czechosłowacy. Swą dominacje na boisku potwierdzili szybko strzelonym golem. Po bramce Svehlika, kolejną dołożył Dobias i było już 2:0 ale nie z takich opresji wychodzili Niemcy. Niepilnowany w polu karnym Dieter Mueller skwapliwie skorzystał z prezentu defensorów i pewnym strzałem z woleja pokonał Viktora. Mecz się wyrównał. Z upływem kolejnych minut do głosu coraz częściej dochodzili piłkarze RFN. Jednak czechosłowacka obrona spisywała się bez zarzutu. Ondrus udanie dyrygował poczynaniami partnerów z defensywy. Ci zaś mogli polegać na Viktorze., który wybronił kilka niezwykle groźnych strzałów rywali. Bliżej wyrównania byli jednak Niemcy. Gracze CSRS pilnowali wyniku. Nehoda krótko kryty przez Vogtsa nie był w stanie przeprowadzić porywającej szarży na bramkę Maiera. Wreszcie nadeszła 90 minuta meczu. Rozpaczliwe ataki RFN przyniosły spodziewany efekt. Gole w końcówkach spotkań stały się poniekąd niemiecką specjalnością. W rolę ratownika wcielił się tym razem Hoelzenbein. Piłkarz Eitrachtu w bezpardonowej walce z Viktorem z bliska wpakował piłkę głową do bramki. Czechosłowacy sygnalizowali faul napastnika RFN na ich bramkarzu. Bezskutecznie. Zamiast odgwizdania faulu, sędzia zarządził dogrywkę. Czwarty mecz na tym turnieju i czwarta dogrywka, jedyna, w trakcie której nie padło rozstrzygnięcie. Po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zwycięzcę miały wyłonić rzuty karne. Jeżek brał pod uwagę i taką okoliczność, dlatego przygotowując piłkarzy do turnieju, nakazywał im trenowanie ,,jedenastek”. Niemcy nie mieli przećwiczonego tego elementu gry. Nie czuli się pewnie. Schoen miał problem z wyznaczeniem strzelców. Bohater narodowy Dieter Mueller woląc być zapamiętany jako król strzelców turnieju a nie pechowy strzelec, odmówił wzięcia na siebie tej odpowiedzialności. W zespole RFN brakowało Breitnera. To on przed dwoma laty w finale Weltmeisterchaft ’74, jak jedyny z Niemców odważył się wykonać jedenastkę i sprawił że zwycięstwo nad Holendrami stało się realne. Bonhof, Flohe oraz Bongartz nie pomylili się. Podobnie jak Masny, Nehoda i Ondrus. W czwartej serii zimnej krwi nie stracił także Jurkemik. Po nim miał strzelać Hoenes. Być może w chwili przygotowywania się do strzału wrócił pamięcią do nieudanej próby z MŚ ’74, kiedy jego intencję w porę odczytał Jan Tomaszewski. Napastnik Bayernu i tym razem nie podołał, przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką. Dramat w ekipie RFN ale jeszcze musi strzelić Panenka. Ten karny przeszedł do annałów futbolu. Wielu piłkarzy wybitniejszych od Czecha wzorowało się właśnie na nim, próbując opanować do perfekcji jego strzał. Maier w bramce a Panenka przy piłce i jedenaście metrów dzielące Czechosłowacje od złotego medalu. Armia fotoreporterów przyczajona za bramką Maiera by złapać lecącą piłkę prosto w obiektyw. Chwila skupienia i niemiecki bramkarz, licząc na silny strzał, odrywa się od ziemi i rzuca w lewą stronę ale futbolówka niczym balon wzbija się w górę i wolno opada do bramki. Sfrustrowany Maier nie może uwierzyć w to co się stało i chyba nie on jeden. Czechosłowacja po raz pierwszy(i jak dotąd ostatni) sięga po mistrzostwo Europy a Panenka już na zawsze będzie za każdym razem wspominany przy wykonywaniu rzutu karnego w jego ,,A’la Panenka” stylu.

8

@FCBparasiempre
Kolejny turniej, Euro ’76 zawitał do Jugosławii. Na miarę swych dużych ambicji i nie mniejszych możliwości zaczęli grać Zachodni Niemcy. Sukces na Euro ’72 dodał im skrzydeł. Dwa lata później potwierdzili swoją dominację także na świecie, podczas turnieju, który sami zorganizowali. Mistrzowie Europy zostali mistrzami świata. Podobny zaszczyt przypadł wiele lat później Hiszpanii oraz Francji. Tyle że w przypadku Francji było odwrotnie, najpierw zostali mistrzami świata a potem Europy. Po raz kolejny nie udało się awansować na Euro reprezentacji Polski. Napięcie towarzyszące grze Polaków trzymało w niepewności do ostatniej chwili. Po kapitalnym meczu w Chorzowie, zakończonym efektownym zwycięstwem nad Holendrami 4:1, faworytami do awansu byli biało-czerwoni, tym bardziej że po drodze dwukrotnie zremisowali z Włochami i wygrali oba mecze z Finlandią. W Amsterdamie przyszło jednak rozczarowanie. ,,Pomarańczowi” zdołali się odgryźć i przechylić szalę awansu na swoją korzyść. Do turnieju finałowego przebiły się reprezentacje Jugosławii, Czechosłowacji, Holandii oraz RFN. Finałowy turniej w Jugosławii dostarczył niezapomnianych emocji. Uczestnicy mistrzostw nie kalkulowali. Mecze z ich udziałem obfitowały w dużą dawkę wrażeń a co najważniejsze, strzelonych goli. W czterech meczach padło aż 19 goli, co stanowiło rekord skuteczności, w porównaniu z dotychczas rozegranymi turniejami. Gospodarzom szczególnie zależało na dobrym wyniku. Wcześniej dwukrotnie awansowali do wielkiego finału ale za każdym razem musieli zadowolić się drugim miejscem. Zasada jest taka iż gospodarzom pomagają ściany i na takie wsparcie piłkarze trenera Mladinicia liczyli w Belgradzie, mając za półfinałowych rywali ekipę RFN. Istnym zbiegiem okoliczności pozostaje fakt że 2 lata wcześniej ,,Plavi” byli w gościnie u swoich aktualnych przeciwników. Na mistrzostwach w RFN górą byli zawodnicy Schoena. W Belgradzie po pół godzinie gry to Jugosłowianie prowadzili różnicą dwóch goli. Radość trwała jednak tylko przez godzinę gry. Schoen nie wywiesił białej flagi, tylko niczym wytrawny strateg dokonał decydujących o losach spotkania zmian. Za Dannera pojawił się Flohe i to on strzelił kontaktowego gola. Natomiast w 79 minucie meczu boisko opuścił Wimmer a jego miejsce zajął Dieter Mueller i już po chwili doprowadził do remisu. W dogrywce popis jednego aktora. Dwa kolejne gole Muellera pogrążyły gospodarzy. Zawodnik FC Koeln zanotował w tym meczu hat-tricka i to w reprezentacyjnym debiucie! Nie mniej emocji towarzyszyło potyczce Holendrów z Czechosłowakami. Starcie obu drużyn otwierało rywalizację V Mistrzostw Europy. Widzowie zgromadzeni na stadionie Maksimir obejrzeli 4 gole. Wszystkie z nich były dziełem graczy znad Wełtawy, którzy tego dnia nie pozwolili przeciwnikom na wiele. Piłkarze trenera Jeżka od początku przejęli inicjatywę. W 19 minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Panenka. Piłka zagrana w pole karne spadła wprost na głowę Ondrusa, który strzałem z ponad 10 metrów umieścił ją w bramce. Rozpaczliwa interwencja Schrijversa na nic się nie zdała. Czechosłowacy nie zwalniali tempa. Przed kolejną szansą stanął Masny ale tym razem przegrał w sytuacji sam na sam z holenderskim bramkarzem. Mecz się zaostrzał. Czerwone kartki obejrzeli Pollak i Neeskens. Minutę po wykluczeniu pomocnika FC Barcelony padło wyrównanie. Piłkę adresowaną do Cruyffa w ekwilibrystyczny sposób przejął Ondrus ale tak niefortunnie że skierował ją wprost do własnej bramki. Do końca regulaminowego czasu gry już nic się nie zmieniło. Dogrywkę lepiej psychicznie znieśli Czechosłowacy. Jeżek zdecydował się na zmianę, która podbudowała morale zawodników i przeważyła szalę zwycięstwa na korzyść jego zespołu. Za Modara wszedł Vesely, stając się wkrótce bohaterem całego meczu. To on poprowadził akcję, po której nasi południowi sąsiedzi objęli prowadzenie. Po faulu na Cruyffie Holendrzy stanęli ale sędzia nie przerwał gry. Mający dużo wolnego miejsca Vesely popędził prawym skrzydłem i dośrodkował w pole karne do Nahody, który głową pokonał Schrijversa. Zdruzgotani rywale kończyli w dziewiątke. Van Hanegem za obrazę arbitra musiał opuścić boisko. Cztery minuty później było już po meczu. Vesely w sytuacji sam na sam po raz ostatni trafił do siatki. Prawdziwą radość sprawiła Holendrom wiadomość o samowolnym opuszczeniu kadry przez ich lidera Cruyffa. Kapitan ,,Oranje” po pomeczowej awanturze w szatni odleciał do Barcelony. Od dawna psuł atmosferę wewnątrz drużyny. Był konfliktowy i apodyktyczny. Trener Knobel musiał liczyć się z jego zdaniem podczas ustalania wyjściowego składu na mecz. Absencja kapitana pomogła kolegom z drużyny. Mimo braku pauzujących za kartki Repa, Neeskensa, Rijsbergena i van Hanegema, Holendrzy pokonali w meczu o brąz Jugosławię 3:2 po dogrywce.

11

Czy wiemy(pamiętamy?) że…

5 maja 1971 r. reprezentacja Polski rozegrała pierwszy mecz pod wodzą Kazimierza Górskiego. W grudniu 1970 roku Kazimierz Górski samodzielnie objął reprezentację Polski. Po sześciu miesiącach przyszło biało-czerwonym rozegrać pierwszy mecz pod jego wodzą. To że Kazimierz Górski wcześniej czy później poprowadzi reprezentację Polski mogło być dla większości oczywiste. Miał z nią już krótki epizod w 1966 roku, gdy wraz z Klemensem Nowakiem i Antonim Brzeżańczykiem współprowadził drużynę. Pracował także wielokrotnie w roli asystenta oraz szkoleniowca młodzieżowych ekip. W końcu otrzymał szansę na samodzielne pokierowanie seniorską reprezentacją. Choć zespół był naszpikowany znakomitymi nazwiskami jak Robert Gadocha, Kazimierz Deyna czy Włodzimierz Lubański, to ciągle mu czegoś brakowało. Minimalnie przegrał rywalizację o awans na Mundial w 1970 roku. Z kolei wcześniej w Polsce musiano się również pogodzić z brakiem kwalifikacji na mistrzostwa Europy 1968. Choć Górski miał już pewną renomę (był znakomitym piłkarzem i miał za sobą już m.in. wicemistrzostwo Polski z Legią Warszawa), to prawdopodobnie mało kto spodziewał się, że z reprezentacją wypracuje potem znakomite wyniki. Już jako trener 5 maja 1971 roku po ponad 30 latach przyszło rozegrać Polsce mecz towarzyski ze Szwajcarią. Wygraliśmy w Lozannie 4:2. Początki nie były łatwe, bo to gospodarze prowadzili po golu Friedricha Künzliego, etatowego reprezentanta i ówczesnego zawodnika FC Zurich. Pod koniec pierwszej połowy biało-czerwoni ruszyli do odrabiania strat. Kwadrans przed końcem prowadzili już 4:1. Szansę na debiut dostał wtedy Antoni Trzaskowski. Co ciekawe był to jedyny występ obrońcy w reprezentacji, późniejszej legendy Legii Warszawa.

05.05.1971, Lozanna, mecz towarzyski

Szwajcaria – Polska 2:4

22’ Friedrich Künzli, 78’ Jakob Kuhn – 38′ Zygfryd Szołtysik, 53′ Jan Banaś, 72′ Kazimierz Deyna, 74′ Włodzimierz Lubański

Polsce potem nie udało się zakwalifikować do kolejnych mistrzostw Europy, w 1972 roku. W grupie mieli jednak silnego rywala – RFN. Późniejszych mistrzów. Za to historyczne sukcesy udało się osiągnąć w kolejnych latach: Monachium 1972 – złoty medal igrzysk olimpijskich, RFN 1974 – srebrny medal mistrzostw świata (mecz o trzecie miejsce z Brazylią odbył się na Stadionie Olimpijskim w Monachium), Montreal 1976 – srebrny medal igrzysk olimpijskich. Co ciekawe – ten ostatni rezultat potraktowano w kraju jako porażkę. Górski podał się zatem do dymisji. Wyobrażacie sobie to teraz? Gdy od lat mamy problemy z kwalifikacją na IO. To tylko pokazuje jak ówczesne rezultaty rozbudziły apetyty wśród kibiców i pokazywały siłę reprezentacji.



@Visca_barca
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon

0

@Coutinho007 Co to znaczy dobrze wiadomo? Dla kogo wiadomo? Więc o kogo chodzi?

0

@Coutinho007 A to znam go z piosenki ,,Pump it up", fajna piochna, tylko coż ten piosenkarz ma do gadania o naszych meczach?

3

@kubix05 Piękna historia i piękna pamiątka :) Wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia użytkowniku kubix05

26

Rekordy ,,La Pulgi”:

5 maja 2012 r. w derbach Barcelony na Camp Nou(4:0), Lionel Messi strzelił 4 gole(!) ustanawiając jednocześnie rekord strzelonych goli w jednym sezonie w La Liga. Messi strzelając czwartego gola w meczu, jednocześnie zdobył 50-tego gola w sezonie ustanawiając tym samym rekord wszechczasów Primera Division.





@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

0

@Coutinho007 Jaki Danzel?

7

Wolnoamerykanka na Estadio Santiago Bernabeu:

Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona przegrała w finale Copa del Rey 0:1 z Athletic Bilbao. Tego dnia doszło do bodaj największej bijatyki w historii piłki nożnej. Jednym z antybohaterów był Diego Maradona, który w następstwie swojej brutalności musiał opuścić Barcelonę. To nie był udany występ Maradony, który nie dość, że znów był faulowany przez rywali, to na dodatek musiał nasłuchać się ksenofobicznych i rasistowskich obelg ze strony baskijskich kibiców. Barça przegrała 0:1, a po końcowym gwizdku Argentyńczyk nie wytrzymał. Najpierw stanął oko w oko z rezerwowym rywali Miguelem Angelem Solą, a gdy ten zaczął go wyzywać, został zdzielony ciosem głową w twarz. Następnie Maradona uderzył jeszcze łokciem innego piłkarza Athleticu, a kolejnego powalił na murawę kopniakiem w głowę. Na odpowiedź Basków nie trzeba było długo czekać. Sygnał do odwetu dał Goikoetxea, który kopnął Argentyńczyka w klatkę piersiową. Awantura rozgorzała na dobre, emocjom dali się całkiem ponieść także kibice, którzy zaczęli rzucać różnymi rzeczami w piłkarzy, trenerów i fotografów. Mniejsze lub większe obrażenia odniosło 60 uczestników zamieszek. Przypominam iż nieco ponad pół roku wcześniej Andoni Goikoetxea złamał nogę Diego Maradonie wejściem wślizgiem obiema wyprostowanymi nogami. Chyba nikogo nie muszę uświadamiać jakimi rzeźnikami są Baskowie? Prowokatorami zresztą też...





@Visca_barca
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon

2

@Stinger_ Nie dbam o to kto i ilu ludzi będzie tutaj kibicować tym drużynom. Real Madrid był, jest i będzie zawsze wrogiem FC Barcelony i to się nigdy już nie zmieni!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?