FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Na wstępie pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”
To był Widzew z charakterem, Wielki Widzew!
20 kwietnia 1983 r. Widzew Łódź zremisował z Juventusem Turyn 2:2 w półfinale Pucharu Mistrzów. Na stadionie ŁKS-u w obecności nadkompletu 40 tys. widzów odbył się mecz rewanżowy. Mimo porażki w pierwszym spotkaniu optymizm wśród kibiców Widzewa był spory, bo wszyscy pamiętali poprzednie spotkanie tych drużyn zakończone spektakularnym sukcesem łodzian. Nie przejmowano się nawet tym, że nie mogli zagrać Grębosz i Świątek a przecież byli to bardzo doświadczeni i potrzebni drużynie zawodnicy. Początek był bardzo udany, bo w pierwszym kwadransie Widzew stworzył dwie stuprocentowe okazje i właściwie trudno jest komukolwiek coś zarzucić, bo piłka po prostu minimalnie mijała bramkę Zofa. Gdy z takich sytuacji nie padają bramki to z reguły zdobywa je przeciwnik i tak też było. W 32 min. bramkę dla Juve zdobył Paulo Rossi i jak po meczu powiedział trener Trapattoni cieszył się bardzo, bo zdobycie takiego trafienia było celem jego drużyny. W drugiej połowie Widzew pokazał charakter, bo ofiarności i zaciętości w grze Polaków nie brakowało. Nagrodą były gole Krzysztofa Surlita w 54 min. i 81 min., po których szaleństwo na trybunach nie miało końca. Po strzale na 2:1 radość została niestety szybko zmącona, bo jakiś kretyn rzucił w sędziego bocznego butelką, rozcinając mu głowę. Butelkę rzucono z trybuny zwanej Galerą i po tym wydarzeniu spotkanie przerwano na ok. 20 min. Milicja widowiskowo wyprowadziła na oczach kamer telewizyjnych (transmisje przeprowadzano do wielu krajów Europy i nie tylko) jakiegoś kompletnie pijanego osobnika, który na pewno nie był w stanie nie tylko rzucić butelką ale nawet iść. Był ofiarą tego incydentu co nie zmienia faktu, że wydarzenie to zaważyło w konsekwencji na końcowy odbiór meczu i w pierwszej kolejności będzie zawsze z nim kojarzone. Po zdobyciu przez Surlita drugiego gola i wznowieniu gry po przymusowej 20 minutowej przerwie, Młynarczyk w pierwszej akcji sfaulował Bońka w polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny dla Juventusu, którego wykorzystał Platini i w 82 min. zrobiło się 2:2.
To ostatecznie zatwierdziło wynik tej konfrontacji i marzenia o finale prysły. Jak pokazała przyszłość gra w półfinale tego pucharu była jak dotąd największym sukcesem sportowym Widzewa, jak i jednym z największych osiągnięć polskiej, klubowej piłki w europejskich pucharach (obok Górnika Zabrze i Legii Warszawa). Kilka dni po meczu, przed treningiem, w szatni, Zdzisław Rozborski podsunął Surlitowi pod nos egzemplarz ,,Piłki Nożnej”. Piłkarze zgromadzili się dookoła. Jak zareaguje? Kilka osób z trudem powstrzymywało śmiech. Surlit wpatrywał się w kartke jakby beznamiętnie a jedyną oznaką życia były według relacji Świątka, zmieniające się kolory na jego twarzy. Od czerwieni, przez purpurę aż do bieli. Wpatrywał się właściwie w jedno zdanie: ,,Paradoksem jest że oba gole zdobył jeden ze słabszych graczy”. Trwało to jakąś chwile. Surlit wyrwał jednym ruchem kartke, starannie złożył w kostke i wsunął do portfela, mówiąc ściszonym głosem: ,,On to wpierdoli”. W połowie lat 90-tych Świątek spotkał Surlita na meczu oldbojów. Rozmawiali przez jakiś czas gdy przypomniał sobie o sprawie. ,,A co z tym dziennikarzem”- zapytał Świątek. Surlit wyciągnął portfel, otworzył, wyciągnął kawałek papieru złożony w kostke. ,,Jeszcze go nie spotkałem ale jak go spotkam to to wpierdoli”- powiedział sucho. Stefan Szczepłek, autor tekstu: ,,Spotkaliśmy się kilka razy. Może zapomniał a może mu przeszło…”.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Visca_barca
6
Czy wiemy że…
20 kwietnia 1923 r. PZPN został przyjęty do rodziny FIFA (Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej). Wydarzenie to oznaczało, że piłkarska reprezentacja Polski miała prawo występować na wszelkich imprezach mistrzowskich organizowanych przez FIFA.
@Visca_barca
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
11
Narodziny ,,Niebieskich":
20 kwietnia 1920 - w Bismarkhütte (Wielkie Hajduki, Chorzów Batory) odbyło się zgromadzenie założycielskie klubu sportowego Ruch. Pierwszym prezesem został Paweł Koppa. Miejscem spotkania założycielskiego był tak zwany „czerwony pokój”, znajdujący się w Domu Związkowym w Wielkich Hajdukach. Obecnie to Miejski Dom Kultury „Batory”. Zebrało się w nim 40 osób a inicjatorem powstania Ruchu był urodzony w wielkopolskim Śremie Teofil Paczyński, kierownik biura plebiscytowego. W 1920 roku powstawały kolejne polskie kluby sportowe, bo śląska młodzież trenując w niemieckich była narażona na germanizację. Na Górnym Śląsku toczyła się walka o narodową tożsamość, pomiędzy odrodzoną Polską, a Niemcami. Przygotowywano się do plebiscytu, który został zorganizowany w 1921 roku (komisja miała później na podstawie wyników zaproponować podział spornego terytorium). Wspomniany Paczyński był patriotą, brał udział w powstaniach śląskich, a w jego żyłach płynęła błękitna krew. Wywodził się z rodziny byłych właścicieli Hajduk i wierzył w to, że sport będzie pomocny w walce o polskość. Pierwszym prezesem Ruchu został nauczyciel z Klimzowca, Paweł Koppa (w niektórych opracowaniach widnieje pod imionami Józef Augustyn). Z kolei pomysłodawcą nazwy Ruch był Edward Supernok, który został wybrany na skarbnika nowo powstałego klubu. Część historyków twierdzi, że nazwa miała nawiązywać do ruchu narodowo-wyzwoleńczego, właśnie wtedy tworzącego się w regionie. Jako klubowe barwy wybrano kolor niebieski i biały. To nie był przypadek. W tamtym okresie były to tradycyjne barwy Górnego Śląska (obecnie to kolory żółty i niebieski). Już w latach 20. drużyna nosiła przydomek „Niebiescy”. Polski Komitet Plebiscytowy próbował pomóc Ruchowi i na początek podarował mu... jedną piłkę, sześć par butów i kilka swetrów. Na więcej nie miał już środków, bo wspierał również inne kluby, między innymi Polonię Bytom, która powstała w styczniu tego samego roku. Rodziny piłkarzy (mamy, siostry, ojcowie) zajęły się szyciem butów i koszulek sportowych. Po tym jak udało się przygotować sprzęt sportowy dla piłkarzy, można było już rozegrać pierwszy oficjalny mecz.
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MkBarcafan
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
11
,,Zbrodnia w biały dzień”:
20 kwietnia 2010 r. FC Barcelona przegrała na San Siro 3:1 z Interem Mediolan w ramach pierwszego meczu półfinału Ligi Mistrzów. Kilka dni przed spotkaniem ruch lotniczy w Europie został sparaliżowany przez erupcje islandzkiego wulkanu. Blaugrana musiała zmienić swoje plany i udać się do Mediolanu autokarem, co odbiło się na jej formie fizycznej. Sporo kontrowersji wzbudziło sędziowanie trójki arbitrów z Portugalii, którzy popełnili błędy przy dwóch golach dla gospodarzy a w końcówce nie podyktowali ewidentnego karnego na Danim Alvesie. Jak ustaliła później prasa, arbiter główny Olegario Benquerença był dawnym wspólnikiem trenera Jose Mourinho, z którym miał prowadzić przed laty interesy w portugalskiej miejscowości Leira. To niesłychane w jaki sposób UEFA dobiera ,,bezstronnych sędziów”. Nie pierwszy i nie ostatni raz robią ,,nasz” klub w ciula! A najgorsze że do dzisiaj się to niewiele zmieniło…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
7
@FCBparasiempre
Gdy w 1993 roku Diego Maradona przybył do Rosario, by reprezentować barwy miejscowego Newell’s Old Boys, rozentuzjazmowany dziennikarz z lokalnych mediów oznajmił, że jest szczęśliwy, iż klub z jego miasta pozyskał najlepszego piłkarza na świecie. W odpowiedzi Boski Diego miał stwierdzić, że najlepszy piłkarz globu już grał w Rosario i nazywał się Tomas Carlovich. Kogo miał na myśli Maradona? W latach 70-tych ubiegłego wieku w Anglii grał niejaki Robin Friday. Niepokorny Anglik był nazywany w swojej ojczyźnie najlepszym piłkarzem, którego nigdy nie widziało się na oczy. Tomas Felipe Carlovich ma w Argentynie tę samą opinię. Najlepszego zawodnika, którego grę rzadko kto miał okazję ujrzeć na własne oczy. Jednakże w odróżnieniu od swojego europejskiego odpowiednika, nie utopił kariery w morzu alkoholu i innych używek. Tomas Carlovich nie był też jednym z tych krnąbrnych chłopców. Autsajderów, którzy byli mądrzejsi od całego świata i wybrali złą drogę na szczyt. Owszem, ten syn jugosłowiańskiego imigranta przez całe życie chadzał własnymi ścieżkami, ale nie wynikało to ze zbyt wybujałego ego, czy konfliktowego charakteru tego chłopaka z biednych dzielnic Rosario. Wręcz przeciwnie. ,,El Trinche”(widły), jak nazywa się Carlovicha w ojczyźnie, był ekstremalnie nieśmiały. Nigdy nie pragnął sławy i celowo unikał furtek, które mogły mu otworzyć bramę do wielkiej kariery. Kochał tylko grę w piłkę i to była jedyna rzecz, na której mu zależało. Mimo to zdołał podbić serca kibiców we wszystkich klubach, w których występował. Idealnie wpisał się w rolę piłkarza, który jest bardziej bohaterem ludowych legend i barowych opowieści niż realnym boiskowym herosem. Szczególnie że nie zachowało się zbyt wiele namacalnych materiałów, które dokumentowałyby jego grę. Tę znamy jedynie z ustnych przekazów argentyńskich kibiców, które zapewne z czasem uległy licznym nadinterpretacjom i przekłamaniom. Argentyńczycy wiedzą jednak swoje. Wielu z nich, zapytanych o najlepszego piłkarza w historii swojej ojczyzny nie wskazałoby na Messiego ani Maradonę. Nie byłby to nawet Kempes czy Batistuta. Wymieniliby Tomasa Felipe Carlovicha, kolejny dowód na to, że w Kraju Tanga uwielbiają futbol przepełniony mistycyzmem i romantycznymi opowieściami.
Już samo ustalenie daty urodzin Tomasa Felipe Carlovicha nie jest łatwą sprawą. Co prawda angielska Wikipedia datuje ją na 20 kwietnia 1949 roku, lecz gdy wrzucimy personalia piłkarza w wyszukiwarkę, to ukazuje nam się 19 kwietnia 1946 roku. Natomiast Jonathan Wilson w swojej książce „Aniołowie o brudnych twarzach” celuje w rok 1948. Nie do końca jasne jest również pochodzenie przydomka piłkarza. Najczęściej można się natknąć na wyjaśnienie, jakoby pseudonim El Triche(widły, widelec) był pochodną wyglądu chłopaka. Wysokiego młodzieńca, na dwóch szczupłych i długich nogach. Takiej etymologii swojej ksywy zaprzecza jednakże sam Carlovich. Jak już wspomniałem, w jego żyłach płynęła bałkańska krew. Ojciec(Mario Karlović) przybył do Ameryki Południowej z Chorwacji. Sam Tomas ma jeszcze sześciu braci. Młodzian od piętnastego roku życia reprezentował barwy Rosario Central. Występując w tym klubie, zdołał nawet zadebiutować w argentyńskiej ekstraklasie. Według jednej z anegdot, pewnego dnia Rosario miało jechać na mecz wyjazdowy do Buenos Aires, ale El Trinche przybył na zbiórkę zespołu sporo przed czasem. Gdy minął kwadrans, znudzony Carlovich stwierdził, że nie chce mu się dłużej czekać na resztę zespołu i wrócił do swojej dzielnicy, by pograć w piłkę ze znajomymi. Tak zakończył się jego epizod w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wkrótce zaczął grać w klubach z niższego szczebla. Nie był szybki, ale brak dynamiki nadrabiał bajeczną techniką. Jego popisowym numerem było zakładanie rywalom podwójnej siatki. Najpierw przodem a później tyłem. Wszystko po to, by zabawiać zgromadzoną publiczność. Legenda miejska głosi, że w kontrakcie miał przewidzianą premię za wykonanie tego tricku w czasie meczu. Musicie przyznać, że takie zagranie to dość zuchwały ruch, cechujący raczej graczy o olbrzymiej pewności siebie. Natomiast El Trinche był do tego stopnia nieśmiałym chłopakiem, że gdy trafiał do nowej drużyny, to początkowo przebierał się przed treningami w pomieszczeniu gospodarczym. Cóż, podobno Lionel Messi robił tak samo, gdy trafił do La Masii. Dodatkowo Carlovich był osobą mocno przywiązaną do swoich rodzinnych stron. Otwarcie przyznawał, że źle się czuje, kiedy zbyt długo przebywa z dala od domu rodzinnego. Uwielbiał spędzać czas, grając w piłkę z kolegami z sąsiedztwa, łowiąc ryby lub polując. O jego przywiązaniu do najbliższych niech świadczy fakt, że pewnego razu celowo złapał czerwoną kartkę, by móc jechać, złożyć życzenia swojej rodzicielce z okazji Dnia Matki. Chociaż z pochodzenia był Jugosłowianinem, to ciężko było doszukać się w nim cech charakterystycznych dla typowego Jugola. Ognisty temperament pokazywał jedynie na boisku. Inna z legend mówi, że gdy Carlovich kolejny raz został ukarany czerwonym kartonikiem, to publiczność ubłagała arbitra, by anulował karę i pozwolił im dalej podziwiać El Trinche w czasie gry.
Mecz, który utrwalił legendę Carlovicha, odbył się w kwietniu 1974 roku, kiedy to przygotowująca się do wyjazdu na mistrzostwa świata w RFN kadra narodowa pod wodzą Vladislao Capa miała rozegrać spotkanie kontrolne z reprezentacją miasta Rosario. El Trinche reprezentował wówczas barwy Central Cordoba, klubu, w którym rozegrał łącznie ponad 200 spotkań i grę w jego barwach określał najpiękniejszym wyborem, jakiego dokonał w swoim życiu. Był jedynym piłkarzem z tego zespołu, który został powołany do łączonej drużyny Rosario. Poza nim miasto miało reprezentować pięciu graczy Newell’s i pięciu z Rosario Central. Typowa zbieranina, która po raz pierwszy spotkała się na godzinę przed meczem i miała odegrać rolę chłopców do bicia dla argentyńskich kadrowiczów. Na murawę w biało-błękitnych trykotach wybiegli m.in. Carlos Babington, Rene Houseman czy Miguel Angel Brindisi. Sprawy przybrały jednak niespodziewanego obrotu. Już na początku spotkania El Trinche popisał się swoją popisową podwójną siatką, zakładając ją legendarnemu obrońcy Independiente Francisco Sa. Kadra narodowa nijak nie potrafiła sobie poradzić z szalejącym, długowłosym młodzieńcem, który przednio się bawił, co rusz ośmieszając kwiat ojczystej piłki nożnej. Do przerwy podopieczni Capa przegrywali 0-3 a poddenerwowany selekcjoner miał nakazać zdjęcie z boiska Carlovicha, by uniknąć dalszej kompromitacji. Ostatecznie mecz skończył się wygraną Rosario 3-1. Dzięki temu spotkaniu El Trinche przeszedł w świadomości miejscowych kibiców do legendy. Pomógł w tym zapewne fakt, że wspomniany sparing był jedynie relacjonowany w radiu. Nie zachowały się żadne materiały filmowe, które by zweryfikowały prawdziwość opowieści o nadludzkim występie bożyszcza ludu. Natomiast ta nadludzkość była zapewne cementowana przez lata w czasie pogawędek klasy robotniczej w barach czy rodzinnych spotkaniach przy grillowanej wołowinie. Sławetny występ Carlovicha nie zaowocował jego transferem do lepszego klubu. Przede wszystkim dlatego, że El Trinche nie pragnął trafić do świata wielkiej piłki. Gra na wysokim poziomie, pod presją oczekiwań kibiców pozbawiała go radości czerpanej z uprawiania futbolu. Kiedyś wypowiedział się w następujący sposób: ,,Kiedyś mieliśmy mnóstwo boisk a teraz nie ma ich prawie wcale. Wiecie, dlaczego tak lubiłem grać na ulicach? Bo człowiek, który wychodzi na murawę i widzi przed sobą 60 czy 100 tysięcy widzów, nie może cieszyć się grą. Po prostu nie może grać, w ogóle. Ci wszyscy ludzie na trybunach, ich oczekiwania, ich obelgi…”- Tomas Carlovich.
Mimo gry w niższych ligach, przed mistrzostwami świata w 1978 roku Cesar Luis Menotti pragnął przetestować Carlovicha w drużynie narodowej. El Trinche nie przyjechał jednak na konsultacje. Tłumaczył się tym, że udał się na ryby, rzeka wezbrała i nie miał jak powrócić na brzeg. Odmówił także Pelemu, który chciał ściągnąć Argentyńczyka do New York Cosmos. Na zawsze pozostał chłopakiem z ludu, symbolem radości czerpanej z ulicznej gry. Uosobieniem sloganu Against Modern Football. Może właśnie z tego powodu jego sława, jakby na przekór pragnieniom Carlovicha, wyprzedzała go aż tak bardzo? Może gdyby zdecydował się na grę dla Boca lub River Plate stałby się tylko jednym z wielu? Do jego nieformalnego fan klubu zaliczali się nie tylko Maradona czy Menotti. Jose Pekerman, były selekcjoner reprezentacji Argentyny oraz Kolumbii, powiedział kiedyś: ,,Był najpiękniej grającym chłopakiem, jakiego widziałem. Rozkochał w sobie wszystkich, którzy go widzieli.” Z Kolei Aldo Poy, reprezentacyjny napastnik, który także urodził się w Rosario, mówił: ,,To niepojęte, że on nigdy nie zagrał na najwyższym poziomie. Miał niezwykłe umiejętności techniczne. Nigdy nie widziałem takiego rozgrywającego jak on. Był trochę powolny, ale nadrabiał inteligencją.” Dziś określa się jego styl gry jako krzyżówkę Fernando Redondo z Juanem Romanem Riquelme. Po zakończeniu kariery Tomas Felipe Carlovich zmagał się z osteoporozą, która zaatakowała jego biodra. Kibice z Rosario zorganizowali dwa mecze charytatywne, w czasie ich trwania zbierali pieniądze na leczenie swojego idola, który po odwieszeniu butów na kołku pracował jako murarz. Podczas jednego z nich dziennikarz zapytał El Trinche, czy gdyby mógł przeżyć życie jeszcze raz to, czy coś by w nim zmienił. Wzruszony, były piłkarz odpowiedział łamiącym się głosem: ,,Nie, proszę pana, proszę mnie o to nie pytać. O nie, tylko nie to. Chciałem po prostu być z ludźmi, których kocham a wszyscy są tutaj w Rosario.” Jakiś czas temu w Hiszpanii wystawiono sztukę teatralną pod tytułem: „El Trinche, najlepszy piłkarz świata.” Ilu zawodników może się pochwalić tym, że historię ich życia ukazano na deskach teatru?
5
,,El Trinche” lepszy od ,,Boskiego El Diego”? Kto wie!? O kim mowa, tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
7
Cenny remis na Stadio Olimpico:
19 kwietnia 1975 r. reprezentacja Polski zremisowała bezbramkowo z Włochami na stadionie olimpijskim w Rzymie w ramach eliminacji Euro 1976. Jeśli dziś używamy określenia „grupa śmierci”, zwykle mamy na myśli to, że w wyniku losowania w eliminacjach lub finałach jakiegoś turnieju trafiło na siebie kilka mocnych drużyn. Jak jednak nazwać sytuację, gdy w rywalizacji o awans do mistrzostw Europy muszą się mierzyć aktualni wicemistrzowie świata, świeżo upieczeni brązowi medaliści mundialu i piłkarze z kraju, który wcześniej dwa razy sięgnął po Złotą Nike? Taka właśnie historia przydarzyła się w połowie lat 70-tych Holendrom, Włochom i biało-czerwonym. Z grupy piątej promocję mogła dostać tylko jedna z tych potęg a Polacy długo byli na dobrej drodze do sukcesu. Zaczęli kwalifikacje od dwóch zwycięstw nad Finlandią a w Rzymie nie dali się pokonać wielkiej Italii. W tym meczu w naszej kadrze pierwszy raz w historii zagrał piłkarz z zagranicznego klubu – Robert Gadocha był już wtedy zawodnikiem FC Nantes.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
6
@FCBparasiempre
19 kwietnia 1954 r. urodził się Trevor John Francis, były piłkarz grający na pozycji napastnika. W trakcie swojej kariery grał w kilku klubach w Anglii a także grał w Stanach Zjednoczonych, Włoszech i Szkocji. Został pierwszym graczem Anglii za 1 milion funtów po przeniesieniu do Nottingham Forest w 1979 roku a później wygrał z klubem dwa kolejne Puchary Europy w 1979 i 1980 roku. Na poziomie międzynarodowym rozegrał dla Anglii 52 mecze w latach 1976-1986, strzelając 12 goli i grał na Mistrzostwach Świata FIFA 1982. W latach 1988-2003 był menadżerem piłkarskim, głównie w Sheffield Wednesday a następnie w Birmingham City. Francis urodził się w Plymouth i kształcił się w Publicznej Szkole Średniej dla chłopców w Plymouth. Był zwinnym i zręcznym napastnikiem i dołączył do Birmingham City jako uczeń. Francis szybko awansował, debiutując w pierwszej drużynie Birmingham City w 1970 roku, mając zaledwie 16 lat. Jego talent został zauważony, gdy przed swoimi 17. urodzinami strzelił cztery gole w meczu z Boltonem Wanderers. Swój pierwszy sezon zakończył z 15 golami w zaledwie 22 meczach. W latach 70. Birmingham City od czasu do czasu docierało do krajowych półfinałów, ale nie wywarło wielkiego wpływu na mistrzostwa First Division, więc w rezultacie umiejętności i osiągnięcia Francisa stały się bardziej zauważalne. 30 października 1976 roku strzelił jednego z najsłynniejszych goli Birmingham, kiedy odwrócił się od linii bocznej i wbił czterech obrońców Queens Park Rangers, ciągle zmuszany do cofania się, po czym nagle oddał strzał z 25 jardów, który zaskoczył bramkarza. Francis wynegocjował oddelegowanie z Birmingham w 1978 roku, aby grać w Detroit Express w North American Soccer League (NASL), gdzie strzelił 22 gole w 19 meczach ligowych i został wybrany do pierwszego XI NASL obok Franza Beckenbauera i Giorgio Chinaglia przed powrotem do domu do Midlands. Jednak w lutym 1979 roku nadeszła chwila, która zdefiniowała jego karierę i na stałe zapisała się w piłkarskim folklorze. Nottingham Forest, aktualni mistrzowie pierwszej ligi i zdobywcy Pucharu Ligi, zarządzani przez Briana Clougha, złożyli ofertę za Francisa, która wyniosła nieco ponad 1 milion funtów. Żaden zawodnik nigdy wcześniej nie był sprzedawany między angielskimi klubami za siedmiocyfrową opłatę (wcześniej rekord wynosił mniej niż połowę) jednak umowa została przypieczętowana a Francis został przedstawiony mediom przez menedżera niecierpliwego do gry w squasha - Clough był w swoim czerwonym stroju gimnastycznym i niosąc rakietę, gdy przemawiał na konferencji prasowej. Chociaż został uznany za pierwszego brytyjskiego gracza za milion funtów, rzeczywista opłata za transfer gracza wyniosła 1 150 000 funtów, w tym 15% prowizji dla Football League. Istnieje mit, że opłata wyniosła 999 999 funtów, ponieważ Clough chciał mieć pewność, że kamień milowy w wysokości miliona funtów nie uderzy do głowy gracza, chociaż Francis mówi, że była to żartobliwa uwaga Clougha. Wraz z podatkami całkowita opłata przekroczyła 1,1 miliona funtów. Nottingham Forest utrzymał Puchar Ligi wkrótce potem (choć Francis nie kwalifikował się) i poczynił postępy w Pucharze Europy do tego stopnia, że dotarł do półfinału, w którym to momencie zasady rejestracji pozwoliły Francisowi wziąć udział. Wygrali półfinał, aw maju 1979 roku Forest zmierzył się ze szwedzką drużyną Malmö w finale w Monachium, a główna rata ogromnej inwestycji została spłacona tuż przed przerwą.
Piłka została rozrzucona do ponurego ale umiejętnego skrzydłowego Forest, Johna Robertsona, z lewej strony, który zmierzył się z dwoma obrońcami na raz, by dotrzeć do bocznej linii i podkręcić niezdarne dośrodkowanie w kierunku dalszego słupka. Francis już zaczął biec sprintem na pozycję, ale mimo to musiał przyspieszyć, aby dosięgnąć dośrodkowania, które spadło, i skończyło się na tym, że rzucił się nisko na piłkę. Trafił głową i piłka mocno skierowała się w stronę siatki. Forest wygrał mecz 1:0 a nagranie z bramki było wykorzystywane w tytułach otwierających mecz dnia przez kilka lat później. Gigantyczne zdjęcie Francisa pochylającego się nad piłką głową pozostaje na wystawie w głównym wejściu i recepcji stadionu Forest's City Ground. Mimo że sezon się tam zakończył, Francis wrócił do Detroit na kolejne lato, grając w NASL, gdzie po raz kolejny został wybrany do pierwszej XI obok Johana Cruyffa (LA) i Giorgio Chinaglia (NY), mimo że grał tylko przez połowę sezonu. W swojej krótkiej karierze w NASL Francis strzelił 36 goli w 33 meczach sezonu regularnego i miał 18 asyst, co plasuje go o jedno miejsce przed Pelé na liście strzelców wszechczasów, mimo rozegrania 23 meczów mniej. Francis prawdopodobnie nie osiągnął pełnego potencjału jako gracz Forest. Może to częściowo wynikać z tego, że Clough często gra Francisa na prawym skrzydle a nie na jego preferowanej pozycji jako środkowy napastnik. Był w zespole, który przegrał finał Pucharu Ligi z Wolverhampton Wanderers w 1980 roku, ale przegapił finał Pucharu Europy przeciwko Hamburger SV z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. W jakiś sposób sukces jego kariery w Forest nigdy nie odzwierciedlał jego ogromnej opłaty: strzelił tylko 14 goli w lidze w sezonie 1979–80 i sześć w następnych osiemnastu meczach, które rozegrał dla Forest. Chociaż nadal regularnie występował w Anglii (kontuzja ścięgna Achillesa uniemożliwiła mu występ w kadrze na Mistrzostwa Europy 1980), jego rekord strzelecki w klubowej piłce nożnej nie był spektakularny. Kontuzja Francisa uniemożliwiła mu grę przez ponad sześć miesięcy a po rozegraniu mniej niż dwudziestu kolejnych meczów dla Forest został sprzedany do Manchesteru City we wrześniu 1981 roku, tym razem za 1,2 miliona funtów. Umowa wywołała zakulisowe tarcia w Manchesterze City. Podczas negocjacji prezes City Peter Swales poinformował menedżera Johna Bonda, że klubu nie stać na opłatę za transfer. Następnie Bond postawił ultimatum: jeśli Francis nie podpisze, Bond zrezygnuje. Francis miał obiecujący start w klubie, strzelając dwa gole przeciwko Stoke City w swoim debiucie, ale w trakcie sezonu często był kontuzjowany. W sumie strzelił 12 bramek w 26 meczach i stworzył kadrę Anglii na Mistrzostwa Świata FIFA 1982. Po powrocie do klubu ponownie pojawiły się problemy finansowe. Kontrakt Francisa dawał mu pensję w wysokości 100 000 funtów plus premie, których klub nie mógł już płacić zawodnikowi, który regularnie doznawał kontuzji. W rezultacie Francis został sprzedany do włoskiego klubu Sampdoria. Później tego lata do Francisa zwrócili się włoscy giganci Sampdoria, którzy zapłacili Manchesterowi City 700 000 funtów za jego usługi. Pomógł wygrać Coppa Italia w 1985 roku, w tej samej drużynie co były pomocnik Liverpoolu ze Szkocji, Graeme Souness. To był pierwszy raz, kiedy Sampdoria wygrała zawody. Dołączył do Atalanty za 800 000 funtów, gdzie zagrał dwadzieścia jeden razy, ale zdobył tylko jednego gola. Francis wrócił do Wielkiej Brytanii we wrześniu 1987 roku, aby dołączyć do Rangersów pod dowództwem Graeme'a Sounessa w ramach samozwańczej „angielskiej inwazji” na Ibrox. Francis kosztował zaledwie 75 000 funtów i wygrał Puchar Ligi Szkockiej w latach 1987–88. Podpisał kontrakt jako zawodnik Queens Park Rangers w marcu 1988 roku i objął stanowisko menedżera graczy w listopadzie 1988 roku, kiedy Jim Smith przeniósł się do Newcastle United. Został zastąpiony na stanowisku menedżera przez Don Howe w listopadzie 1989 roku, po roku u władzy, z wcześniej skuteczną drużyną QPR, teraz zagrożoną spadkiem. Francis opuścił QPR w lutym 1990 roku, aby zagrać w Sheffield Wednesday; pomimo zdobycia dobrej reputacji wśród kibiców, nie mógł pomóc klubowi uniknąć degradacji do drugiej ligi w sezonie 1990/91. Jednak w tym sezonie pomógł środę wygrać Puchar Ligi (choć w finale był rezerwowym) a także awansować z powrotem do najwyższej ligi.
Francis grał dla Anglii łącznie 52 razy w latach 1976-1986, strzelając 12 bramek. W 1977 roku Don Revie dał mu swój pierwszy występ w reprezentacji Anglii, przegrywając 2: 0 z Holandią. Po opuszczeniu UEFA Euro 1980 z powodu kontuzji ścięgna Achillesa, Francis został powołany do reprezentacji Anglii, która wzięła udział w Mistrzostwach Świata FIFA 1982 w Hiszpanii. W pierwszej rundzie turnieju należycie strzelał gole w meczach grupowych z Czechosłowacją i Kuwejtem, ale kiedy Anglia potrzebowała bramek w drugiej fazie grupowej, on i inni napastnicy trafili na jałowy okres. Anglia odpadła po dwóch bezbramkowych remisach zarówno z gospodarzem, jak i Niemcami Zachodnimi. Wiosną 1986 roku wystąpił po raz 52. i ostatni w reprezentacji Anglii, pokonując Szkocję a następnie nie został wybrany na Mistrzostwa Świata FIFA 1986 w Meksyku tego lata. Po odejściu Rona Atkinsona, Francis przejął władzę przy powszechnym wsparciu klubu i kibiców. Poprowadził środę do doskonałego trzeciego miejsca w 1992 roku. W następnym roku środa dotarła do finału Pucharu Anglii i Pucharu Ligi, przegrywając oba z Arsenalem, tym pierwszym po powtórce. W 1994 roku Francis ostatecznie przeszedł na emeryturę jako zawodnik, na krótko przed swoimi 40. urodzinami. Rok później został zwolniony ze stanowiska menedżera po tym, jak w środę zajął 13. miejsce w Premiership a wiele osób nadal uważa, że jego zwolnienie(wynik jednego stosunkowo złego sezonu) było przyczyną późniejszego upadku, z którego klub wciąż nie doszedł do siebie. W lutym 1992 roku Francis sprowadził byłego reprezentanta Francji, Erica Cantonę, z powrotem z dziczy, zapraszając go na proces w Sheffield Wednesday. Ponieważ jednak śnieżne warunki oznaczały, że mógł oceniać Cantonę tylko na astroturfie, Francis poprosił o przedłużenie próby, aby sprawdzić, czy Cantona może grać na trawie. Wściekły Cantona wyszedł z The Owls i został podpisany (bez procesu) przez Leeds United, inspirując najpierw ich, a potem Manchester United do sukcesu. Po odejściu w środę Francis spędził trochę czasu pracując jako ekspert telewizyjny (coś, co robił przez całą swoją karierę), zanim wrócił do swojego duchowego domu w Birmingham City jako menedżer w 1996 roku, dążąc do odzyskania pozycji czołowego zespołu. Kontynuowali awans do play-off, ale nie awansowali. Przegrali także finał Pucharu Ligi Piłkarskiej 2001 z Liverpoolem. Franciszek wyjechał później w tym samym roku. Francis przez krótki czas zarządzał Crystal Palace. Pod jego kierownictwem Palace pokonał Liverpool w powtórce czwartej rundy Pucharu Anglii na Anfield w lutym 2003 roku i pokonał głównych rywali Palace, Brighton 5:0.
6
Zapomniane legendy futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
11
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
19 kwietnia 1989 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe 2:1 CSKA Sofia w rewanżowym spotkaniu półfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów i awansowała do finału. Pierwszego gola strzelił Lineker, po czym w drugiej połowie wyrównał Stoiczkow. Zwycięskiego gola zdobył Guillermo Amor na 9 minut przed końcem meczu. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana nie bez trudu wygrała 4:2. W tamtym dwumeczu w barwach CSKA błyszczał Christo Stoiczkow, który strzelił Katalończykom łącznie 3 gole. Trzeba również pamiętać iż był to pierwszy sezon Johana Cruijjfa w roli trenera Dumy Katalonii. Dodam jeszcze że zanim Barça dotarła do półfinału i finału tych rozgrywek, to niemal cudem przeszła w II rundzie ,,Kolejorza” pokonując go w dwumeczu dopiero po rzutach karnych(!) 5:4
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@AssisMoreira
0
@KyngPyng Dokładnie. Zawodnik daje twarde podstawy do podyktowania karnego i czerwonej kartki...
7
Tryumfy Blaugrany w Copa del Rey:
19 kwietnia 1978 r. FC Barcelona po raz 16-ty w historii zdobyła Puchar Króla. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu pokonała UD Las Palmas 3:1. Gole dla Barçy zdobyli: Rexach(9 minuta(rzut karny) i 27 minuta), oraz Asensi(14 minuta).
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
8
Debiuty legend:
19 kwietnia 1956 r. zadebiutował w barwach Blaugrany znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez. Debiut przypadł na towarzyskie spotkanie z Associação Atlética Portuguesa zakończone bezbramkowym remisem.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
0
@Ogorinho1974 O to super! Szlachetny czyn. Nawet nie wiedziałem. Tak się akurat składa że jade na Śląsk do szwagra a konkretnie do Katowic, no ale dopiero w niedziele...
19
Feliz cumpleaños panie Rivaldo! Z okazji 52 urodzin. Sylwetki tego piłkarza chyba nie musze wam przedstawiać? A już na pewno nie wszystkim cules. To jedna z naszych znamienitych legend…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
11
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
Dokładnie 70 lat temu w Opatowie urodził się Włodzimierz Mazur, napastnik. Koledzy z boiska mówili, że był silny jak tur a uda miał jak ze stali. Obok Andrzeja Jarosika to największa legenda Zagłębia Sosnowiec. Przygodę z piłką rozpoczynał w Górniku Kazimierz. Wyróżniającego się młodego zawodnika zauważyło Zagłębie. Do klubu trafił jako 16-latek. Szybko poznano się na jego talencie i przepowiadano mu świetlną przyszłość. Mówiło się, że ma być następcą Jarosika. To był piłkarz kompletny. Jego technice też nic nie brakowało. Miał dobrą lewą i prawą nogę. Umiał się zastawić i uderzyć z daleka. Zgadzam się jednak z tym, że wyróżniał go niesamowity instynkt – mówił Jerzy Dworczyk, który w latach 70. grał razem z Mazurem w ataku. W krótkim czasie stał się ulubieńcem kibiców, którzy okrzyknęli go królem Sosnowca. Mimo sukcesów nie zadzierał nosa, nie wywyższał się. Był normalnym człowiekiem. Nigdy nie odmawiał znajomym w potrzebie. Nawet kiedy w sezonie 1976/77 został królem strzelców z 17 bramkami na koncie, to nadal potrafił wyjść na piwko ze starymi przyjaciółmi. Koledzy wspominali, że nawet jak trochę przesadził z piciem, to na drugi dzień niczego nie było po nim widać. Swoją grą przyciągał ludzi na stadion. To głównie jego chciano oglądać. Z Zagłębiem dwukrotnie świętował zdobycie pucharu Polski (1977 i 1978). W sumie dla klubu rozegrał 319 spotkań (282 w lidze) i strzelił 100 bramek (79 w lidze). Jego talent i umiejętności zostały dostrzeżone przez Jacka Gmocha, który dał mu szansę debiutu w reprezentacji 31 października 1976 w wygranym 5:0 meczu z Cyprem.
Zabrał go również na mistrzostwa świata do Argentyny. Zagrał tylko w jednym meczu z gospodarzami. Kiedy przegraliśmy 0:2, Gmoch rzucił w stronę ławki rezerwowych: Włodek, rozbieraj się. Dres zaczął rozbierać Włodek Lubański, ale trener szybko doprecyzował, że chodzi mu o Włodka Mazura. To on miał odmienić losy meczu. Nie odmienił. W pamięci kibiców zapisał się jednak rok później. W meczu z Holandią w ramach eliminacji do Euro 1980 Mazur wykonywał rzut karny. Napastnik Zagłębia położył bramkarza na ziemi i lekkim strzałem posłał piłkę w sam środek bramki. Po tamtym meczu odebrał talon na samochód. W 1983 r. wyjechał do Francji, gdzie grał dla Stade Rennais. Dwa lata później jednak wrócił do kraju i zagrał jeszcze kilka spotkań dla Zagłębia. Karierę kończył w Górniku Wojkowice. Jako zawodnik Zagłębia był wzorem dla młodszych kolegów, garnęli się do niego, podglądali, jak kopie piłkę i jak się zachowuje na boisku. Chciał być trenerem ale niestety dobrze zapowiadającą się kariera została przerwana. 1 grudnia 1988 r. wyszedł z domu, żeby zrobić zakupy. Upadł przed sklepem i już nigdy nie odzyskał przytomności. Zmarł w wieku 34 lat. Jest Patronem Akademii Zagłębia, w której trenuje blisko pół tysiąca młodych adeptów piłki nożnej. W Reprezentacji rozegrał 23 mecze, strzelając 3 gole.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Mixtape
@patataj
@Pawel13sz
0
@Sysia11 Zgadzam się z tobą w stu procentach! Chyba tylko nie będziemy się zgadzać co do Alvareza. Osobiście on dla mnie zawodzi w City i to chyba nie dla niego liga. Oby w Albicelestes grał wciąż tak jak na mundialu w Katarze...
12
Skromna ale jednak porażka:
18 kwietnia 2012 r. FC Barcelona przegrała w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów na Stamford Bridge z tamtejszą Chelsea 1:0. Smaczkiem konfrontacji w półfinałach było to że Roman Abramowicz czynił stałe podchody pod Pepa Guardiole. Wedle Guillema Balague latem 2011 r. proponował katalońskiemu trenerowi nawet 15 milionów euro rocznej pensji i czteroletni kontrakt. Zdając sobie sprawę że pieniądze to nie wszystko, nakłaniał też do podjęcia pracy w Londynie zaprzyjaźnionego z Pepem Bagiristaina, który w 2010 r. odszedł ze stanowiska dyrektora sportowego Barçy ale Guardiola oświadczył że gdy odejdzie z Barcelony, będzie chciał przez rok odpocząć od futbolu. Pierwszy mecz londyńczycy wygrali 1:0, co jednak nie zmieniło powszechnej opinii że zdecydowanym faworytem do awansu pozostaje Blaugrana. Ekipa Roberto di Matteo, który wciąż miał jedynie tymczasowy kontrakt, zagrała perfekcyjnie w obronie. Angielska prasa pisała nawet o linczu Katalończyków w Londynie, co było jednak grubą przesadą. Barça oddała 24 strzały a Chelsea jeden. Posiadający przygniatającą przewagę goście trafiali w słupek(Pedro) i w poprzeczke(Alexis Sanchez), Cole wybił piłke z linii bramkowej a Čech też musiał się kilka razy solidnie napracować. Di Matteo wykazał się jednak trenerskim nosem, nie zdejmując z boiska Drogby, który na początku meczu kilka razy cierpiał z bólu po starciach z defensorami Blaugrany i to właśnie on strzelił zwycięskiego gola. Guardiola zaszokował wszystkich na konferencji pomeczowej, mówiąc że niezależnie od wyniku rewanżu jego zespół już jest zwycięzcą tego sezonu…
@Sysia11
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
1
@Visca_barca A to dzieki śliczne :)
0
@Walker A coż to niby ma znaczyć?
1
@Visca_barca Futbol, cholera jasna(!)........
Do tego puchary......
14
Spektakularne gole ,,La Pulgi”:
18 kwietnia 2007 roku, Leo Messi zdobył niesamowitego gola podczas meczu Pucharu Króla z Getafe. Argentyńczyk otrzymał na własnej połowie piłke od Xaviego i przebiegł z nią pół boiska, ogrywając po drodze kilku rywali, mijając bramkarza i strzelając gola niemal do złudzenia przypominającego trafienie Diego Maradony przeciwko Anglii na Mundialu w Meksyku, nazwanego ,,golem stulecia”. Niestety ten piękny gol Messiego nie przyczynił się do wygrania trofeum, ponieważ w rewanżu Blaugrana przegrała z Getafe 4:0 i w efekcie odpadła z rozgrywek.
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
9
Błysk Ronaldinho i bardzo cenna zaliczka przed rewanżem:
18 kwietnia 2006 r. FC Barcelona pokonała na San Siro AC Milan 0:1 w półfinale Ligi Mistrzów. Podopieczni Rijkaarda jechali na wyjazdowe starcie z Milanem z jednym celem: zagrać na zero z tyłu. Rijkaard kontra Ancelotti, czyli koledzy z Milanu, Szewczenko kontra Ronaldinho, czyli dwaj ostatni zdobywcy Złotej Piłki. Smaczków tej półfinałowej rywalizacji doprawdy nie brakowało. Bohaterem pierwszego starcia był oczywiście Ronaldinho, którego ,,Corriere della Sera” nazwało Marsjaninem na San Siro. To po jego akcji, odebraniu piłki Gatuso i dokładnym podaniu na 30 metrów, zwycięskiego gola strzelił Giuly. Ancelotti chyba nie wierzył w odrobienie strat, gdyż przy 0:1 posłał do boju obrońców Maldiniego i Cafu. Joan Laporta po wygranej z Milanem na jego terytorium nabrał pewności siebie że w klubie narodził się wielki zespół. ,,Na San Siro zaczął się nowy wielki rozdział w historii Dumy Katalonii. Nie jesteśmy galaktyczni, tylko ludzcy, za to najlepsi w Europie”- powiedział wtedy Laporta nawiązując oczywiście do Realu.
@Sysia11
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
5
Cudowne, niezapomniane remontady:
18 kwietnia 2000 r. FC Barcelona doprowadza do fantastycznej remontady na Camp Nou! Dzieje się to w rewanżowym meczu z Chelsea CF w ramach ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdzie Blaugrana ostatecznie pokonuje angielski zespół po dogrywce 5:1! W pierwszym meczu na Stamford Bridge Barça poległa 3:1. W rewanżu gole zdobywali: Figo, Dani, Kluivert oraz dwie Rivaldo. ,,Zagraliśmy perfekcyjny mecz”- podsumował Luis Figo. Kibice przed rewanżem zaprezentowali wspaniałą kartoniadę z wymownym hasłem ,,2:0”. Piłkarze posłuchali a gole Rivaldo i Figo w pierwszej połowie pozwoliły odrobić straty. W 60 minucie Tore Andre Flo popsuł jednak fieste po fatalnym błędzie bramkarza Hespa, który podał mu piłke pod nogi. Na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry do dośrodkowania przez Guardiole piłki najwyżej wyskoczył rezerwowy Dani Garcia i strzałem głową wyrównał stan dwumeczu. W ostatnich minutach Barça wywalczyła rzut karny, lecz zmarnował go Rivaldo. Doszło więc do dogrywki a w niej świetnym wejściem w szesnastke popisał się Luis Figo, którego faulował Babayaro co zakończyło się czerwona kartką i rzutem karnym. Tym razem Rivaldo był bezbłędny a wspaniały wieczór zwieńczył golem Kluivert.
Wspomnienia jak lawa gorące:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@RoberDzik A o kogo chodzi(?) z tymi gówniakami i kto ma strzelić?
0
@RoberDzik ,,Mierdom"? A co to wogóle za słowo?
0
Pepito musisz! Vamos ,,Obywatele"! Vamos Pepito! Vamos a ganar! Vamos po obrone Ligi Mistrzów!
0
@Sysia11 Akurat z Ter Stegenem to mocno przesadziłaś. On jest absolutnym Top 5 na świecie! Co do De Jonga i Roberto to absolutna zgoda.
0
@KrychaFCB Oby twoje przeczucia nie spełniły się...
7
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
17 kwietnia 1949 r. w Wymiarkach urodził się Zbigniew Gut. Twardy, bojowy, szybki i nieustępliwy zawodnik, który najczęściej grywał w obronie. Szczególną rolę odegrał w meczu z NRD na igrzyskach olimpijskich w Monachium. Jadąc na igrzyska, nie miał na koncie żadnego występu w pierwszej reprezentacji. Po cichu liczył, że dostanie szansę w meczach z Ghaną czy z Kolumbią ale się pomylił. Trener Górski szansę debiutu dał mu w kluczowym meczu z NRD. Nieznany szerzej zawodnik grał na boku pomocy i raz wspierał kolegów w obronie a raz grał ataku, czym dezorientował rywali. Później wystąpił jeszcze w meczach z Danią, z ZSRR, w którym zmienił go Zygfryd Szołtysik i w pamiętnym finale z Węgrami. Dorastał w Wymiarkach – małej robotniczej osadzie koło Żagania. W wieku 14 lat trafił do pierwszej drużyny miejscowej Iskry. Grał na środku ataku, był szybki jak błyskawica i strzelał gole niemal w każdym meczu. Wkrótce sięgnął po niego trzecioligowy Promień Żary. Po ukończeniu szkoły zaczął pracę jako ślusarz w miejscowej fabryce. Nie zanosiło się, że młody chłopak zrobi dużą karierę ale wypatrzył go były piłkarz Odry Opole Zbigniew Bania, który polecił piłkarza swojemu byłemu klubowi. Początki w Odrze łatwe nie były. Trener Teodor Wieczorek przesunął go na obronę ale większość czasu Gut spędzał na ławce.
Równolegle uprawiał lekkoatletykę, osiągał dobre rezultaty w sprintach i skokach, był reprezentantem Opola na I Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży we Wrocławiu. Zadebiutował w pierwszym zespole Odry wiosną 1969 r. ale jesienią po kłótni z trenerem Jarkiem był bliski zakończenia gry w piłkę. Zacisnął jednak zęby i zaczął mocno trenować. Wiosną wszedł już na stałe do składu i stał się jednym z najsilniejszych punktów zespoły. Wkrótce zaczął też grać w reprezentacji Under-23 trenera Strejlaua, gdzie również spisywał się znakomicie. Pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata ale mecz drugiej rundy ze Szwecją, w którym zastąpił odsuniętego od składu Musiała, był jego ostatnim w narodowych barwach. Po mundialu przeszedł do Lecha, gdzie spędził pięć sezonów a potem wyjechał do Francji. Występował w Paris FC, Stade Français, Red Star 93 i Saint-Jean de Maurienne niedaleko Grenoble, gdzie osiadł na stałe po zakończeniu kariery. Wzbudzał podziw swoją znakomitą sprawnością fizyczną. Mówiono o nim, że to piłkarz, który nigdy się nie męczy. Swoją prostą, nieprzewidywalną grą sprawiał rywalom spore problemy. W Reprezentacji rozegrał 11 meczów.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon