FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Zapomniane rekordy futbolu:
17 kwietnia 1937 roku w meczu Szkocja – Anglia(3:1) w British Home Championship na Hampden Park padł światowy rekord frekwencji na meczu piłkarskim. Na trybunach zasiadło 149 547 widzów. To wciąż rekordowa frekwencja na meczu futbolowym w Europie. Tydzień później 147 000 ludzi obserwowało pojedynek Celtic – Aberdeen w finale Pucharu Szkocji. Do starego Hampden Park należy także "klubowy rekord Europy publiczności" – 136 505 w 1970 roku podczas potyczki Celtiku z angielskim Leeds United. Rekord przetrwał 13 lat, potem został pobity na Maracanie w Rio de Janeiro na Mundialu w Brazylii.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
6
Wspaniała historia ze szczęśliwym zakończeniem:
17 kwietnia 1960 r. FC Barcelona przypieczętowała swój ósmy tytuł mistrzowski La Liga w historii. Zadecydował o tym ostatni mecz Primera Division z Realem Saragossa wygrany na Camp Nou 5:0. Rywalizacja w sezonie 1959/60 była niezwykle zacięta. Real Madryt, który miesiąc później zdobył swój 5 Puchar Europy z rzędu, skończył lige z identycznym dorobkiem punktowym i pierwszy raz w historii o końcowym tryumfie decydowała różnica goli. Real wygrał swój ostatni mecz z UD Las Palmas tylko 1:0, natomiast ,,La Manita” wbita Saragossie pozwoliła Blaugranie ostatecznie wyprzedzić Królewskich zaledwie o 2 gole! Cóż to musiała być za radość(?)…
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
1
Apetyt rośnie w miare jedzenia. Wygraliśmy pierwszy mecz w Paryżu i już mieliśmy ,,pewny" awans do półfinału a co niektórzy wieszczyli nawet wygranie Ligi Mistrzów. Owszem w dużym stopniu zadecydowała czerwona kartka dla Araujo ale nie tylko on jedyny jest winien postawy całego zespołu, trener i niektórzy zawodnicy również. Patrząc jak w tym sezonie wygląda gra ,,naszej" Barcuni głównie w La Liga, to ten ćwierćfinał wcale nie jest najgorszym rezultatem. Albo jeszcze inaczej, patrząc na zarządzanie klubem, nieprzemyślane bądź nietrafione transfery, sztab szkoleniowy(głównie od przygotowania fizycznego), sztab medyczny tudzież psychologiczny itp. to i tak nie najgorzej w historii wygląda sytuacja FC Barcelony. Bezwzględnie potrzebna jest rewolucja i to w całym klubie na czele z tak bardzo lubianym przez wielu(również przeze nie) prezesem Laportą...
8
Cules pamiętają!
Wybitne legendy Dumy Katalonii:
17 kwietnia 1889 r. w Madrycie urodził się Carlos Comamala, z zawodu ortopeda, jedna z największych legend FC Barcelony, bliski przyjaciel Joana Gampera i napastnik Blaugrany w latach 1903-1911. Comamala, który łączył gre w piłke nożną z uprawianiem innych dyscyplin sportowych, jak rugby, lekkoatletyka czy pływanie a także z prowadzeniem zajęć z wychowania fizycznego w Institut Kinesiterapic Garcia-Alsina, został wyrzucony z klubu za ustalenie kwoty pieniężnej za mecz w Walencji bez wiedzy dyrekcji Barçy, jeszcze przed profesjonalizacją futbolu. Jednak to właśnie Comamala w pierwszych latach istnienia Blaugrany, zainspirowany herbem stolicy Katalonii, stworzył pierwszy znak rozpoznawczy klubu. Goleador Barçy przetrwał w historii FC Barcelony jako zwycięzca publicznego konkursu, który klub zorganizował w 1910 r. na zaprojektowanie jego oficjalnego herbu. Jako napastnik Dumy Katalonii rozegrał 154 mecze strzelając… 172 gole!
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
1
Jednak nie musze sobie niczego ucinać, gdyż moje przypuszczenia sprzed sezonu zrealizowały się w stu procentach! Przestrzegałem przed huraoptymizmem. No cóż, czas na zmiany, zarówno w sztabie szkoleniowym, jak i w kadrze. Nam jest potrzebny co najmniej trener na poziomie Luisa Enrique a już na pewno świerza krew w całym klubie...
2
A tak na marginesie to jest jakieś chamstwo że nie ma pokazywanego ani jednego meczu Ligi Mistrzów w publicznej telewizji! Wstydziłby się ten Polsat zakodowywać wszystkie mecze, chamstwo i pazerność tylko zionie z tego parszywego Polsatu!
1
@michal26 Dokładnie, zwłaszcza Borussia jak przejdzie Atletico, to idealnie nam leży...
1
Przed sezonem dałbym sobie głowe uciąć że nie zdobędziemy Ligi Mistrzów a przecież jest to w dalszym ciągu możliwe, zwłaszcza w tej dyscyplinie. Teraz dałbym sobie ręke uciąć że nie dojdziemy do finału a to wciąż jest całkiem możliwe. No to chyba po mnie :)
Nic tak chyba nie cieszy jak niespodzianki ,,naszej" Barcuni. Na tym etapie Ligi Mistrzów wszystko jest możliwe i wszystko może się zdarzyć a żeby nie było aż tak hurraoptymistycznie to przypominam że ostatni mecz Barcy z PSG i to na Camp Nou, zakończył się porażką 1:4 i to na czele z Lionelem Messim...
4
@FCBparasiempre
Często sędziowskie pomyłki wypaczają wyniki spotkań. Jednak przy tak szybkiej grze, jaką możemy obserwować na najwyższym poziomie, trudno nieraz ocenić sporne sytuacje. Na pewno nie można też posądzać arbitrów o celowe popełnianie błędów, żeby pomóc tej czy innej drużynie. Zdarzały się jednak w przeszłości pojedynki, w których trudno było oprzeć się wrażeniu, że sędzia ewidentnie gwizdał na korzyść tylko jednej z ekip. Taka sytuacja miała miejsce 16 kwietnia 1972 r. w Starej Zagorze w Bułgarii. Wtedy to w kwalifikacjach do turnieju olimpijskiego w Monachium gospodarze podejmowali reprezentację Polski. Obie ekipy spotkały się po raz 16. w historii. Jak dotąd czterokrotnie zwyciężali Biało-Czerwoni, podobnie też Bułgarzy. Siedem razy zaś mecze kończyły się remisami. Trzecim zespołem w grupie była amatorska kadra Hiszpanii, więc losy awansu miały się rozstrzygnąć właśnie w pojedynkach Polski i Bułgarii. Prowadzeni przez Kazimierza Górskiego Polacy byli świeżo po przegranych eliminacjach do mistrzostw Europy w 1972 r. Dobre występy przeplatali z gorszymi. Potrafili zremisować bezbramkowo w Hamburgu z RFN, a kilkanaście dni później przegrać ze słabą Turcją. Powoli jednak tworzył się zespół, który miał coraz większe przekonanie o swoich umiejętnościach. Górski, na fali sukcesów Górnika i Legii w europejskich pucharach, tworzył ekipę w oparciu o klubowe duety czy tercety. Wtedy jeszcze system ten był na etapie eksperymentów, ale wkrótce wszyscy mieli się przekonać, że przynosi on efekty. Mimo coraz lepszych wyników, polska reprezentacja dopiero pukała do bram światowej piłki. Bułgarzy byli w zupełnie innym miejscu. Grali na każdym z trzech ostatnich mundiali. Zarówno w Chile, Anglii oraz Meksyku kończyli udział na fazie grupowej, lecz można ich zaliczyć do ówczesnej szerokiej europejskiej czołówki. Swoją wartość udowodnili w 1968 r., kiedy to w dwumeczu o półfinał mistrzostw Europy przegrali minimalnie z późniejszymi triumfatorami – Włochami. W tym samym roku na igrzyskach w Tokio dotarli do finału, gdzie musieli uznać wyższość Węgrów. Nie dziwi zatem fakt, że Naroden Sport pisał przed meczem: ,,Polacy są wprawdzie groźni na własnym terenie, lecz bilans obydwu spotkań powinien okazać się korzystny dla naszej reprezentacji a hiszpańscy amatorzy nie będą się liczyć w końcowym rozrachunku.” Zarówno polscy, jak i bułgarscy kibice mieli świeżo w pamięci pojedynki z eliminacji do mistrzostw świata w 1970 r. W jednej grupie spotkali się wtedy; Bułgarzy, Polacy, Holendrzy i Luksemburg, ale to pomiędzy trzema pierwszymi zespołami rozegrała się walka o awans. Jak się później okazało, dla nas decydująca była porażka na wyjeździe z Bułgarią 1:4, która właściwie odebrała wtedy szanse na awans. W rewanżu wygraliśmy co prawda 3:0, ale mecz ten nie miał już większego znaczenia. Polacy mieli więc rachunki do wyrównania, a rywale wydawali się pewni siebie, co znajdowało potwierdzenie w prasie. W dzienniku Oteczestwen Front pisano: ,,Bułgarskie piłkarstwo było ostatnio wyżej notowane od polskiego i dlatego możemy być zadowoleni z losowania.” W ramach przygotowań do tej konfrontacji kadra Górskiego rozegrała dwa towarzyskie spotkania z NRD. Selekcjoner był z nich zadowolony, bo rywale zmusili Polaków do dużego wysiłku, a tylko takie sparingi przynoszą szkoleniowy pożytek. Udanie zaprezentowali się w nich Lubański, Gadocha i Szołtysik, ale także Hubert Kostka, który wrócił po półtora roku do reprezentacyjnej bramki i Jerzy Kraska, który z Szołtysikiem i Deyną stworzył dobrą drugą linię. Przed wylotem na lotnisku zgromadziło się wielu kibiców, którzy chcieli pożegnać swoich idoli. Wszyscy oczekiwali dobrego wyniku i byli pełni optymizmu. Ich nastroje udzielały się także piłkarzom. Mający po raz pierwszy pełnić rolę kapitana Włodzimierz Lubański stwierdził: ,,Jeśli z Bułgarią zagramy tak jak z NRD, a dlaczego mamy nie zagrać, to przywieziemy ze Starej Zagory co najmniej punkt, a może i dwa.” Trener Kazimierz Górski również był w dobrym humorze. W swojej książce ,,Z ławki trenera” wspominał: ,,Podzielałem optymizm kapitana naszej drużyny, wszyscy byliśmy pełni wiary w zwycięstwo. Może to być dla kogoś zaskoczeniem ale taki właśnie nastrój panował przed pierwszym meczem z Bułgarami.” Polacy przylecieli do Sofii w samo południe 15 kwietnia. Już na lotnisku potworny upał, do którego o tej porze roku byli nie przyzwyczajeni, dawał im się we znaki. W stolicy zostali przyjęci przez ambasadora Jerzego Szyszkę, a następnie złożyli kwiaty pod pomnikiem Georgi Dymitrowa, który był jednym z ojców bułgarskiego komunizmu. Przejechali ulicami Sofii, oglądając jej niektóre zabytki i zajechali na miejski cmentarz, gdzie spoczywali tragicznie zmarli Georgi Asparuchow i Nikoła Kotkow.
Wielu z zawodników rywalizowało z nimi na boisku czy to barwach klubowych, czy reprezentacyjnych, i w ten sposób chcieli oddać im hołd. Następnie odjechali autokarami do oddalonej o ponad dwieście kilometrów Starej Zagory. Gospodarze pewnie nieprzypadkowo wybrali na miejsce zawodów stadion w tym właśnie mieście. Podróż i warunki pogodowe miały maksymalnie utrudnić Polakom dobre przygotowanie się do meczu. Trener naszych rywali Wiktor Spasow zaszył się ze swoimi podopiecznymi w okolicach Starej Zagory. Nie dopuszczał do nich ani dziennikarzy, ani kibiców. Trenowali na stadionie dwa razy dziennie i byli pewni zwycięstwa. Głównym sędzią miał być Victor Pădureanu, który rok wcześniej został wybrany najlepszym arbitrem w Rumunii. Przed meczem jednak nikt nie skupiał się na jego osobie, choć Kazimierz Górski mówił swoim podopiecznym, że mimo iż potrafią już wiele, to same umiejętności nie zawsze wystarczają do odniesienia korzystnego wyniku. Zwłaszcza kiedy rywale grają u siebie, gdzie często pomagają im ściany. Sam Lubański wspominał też, że po meczach Górnika z CSKA Sofia spotkał z kolegami węgierskich sędziów ubranych w kożuszki, które miały być wyrazem wdzięczności od miejscowych działaczy za „dobre” poprowadzenie meczu. Spotkaniu temu towarzyszył wielki upał. Mimo niesprzyjających warunków nasi zawodnicy nie dali się stłamsić i pokazywali na co ich stać. Przewaga uwidaczniała się po stronie gospodarzy, ale polska obrona, na czele z bramkarzem Hubertem Kostką, spisywała się bez zarzutów. Zaskoczeniem dla miejscowych kibiców był więc fakt, że jako pierwsi drogę do bramki znaleźli goście. Kostka zagrał do Kraski, ten posłał piłkę do Banasia, który podał do Lubańskiego. Zawodnika Górnika pilnował Dobromir Żeczew, który często grał ostro, wręcz brutalnie, a także nieustannie prowokował rywali. Tym razem jednak Polak okazał się sprytniejszy, uwolnił się spod opieki Bułgara i zmienił wynik na 1:0 dla Polski. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie. Polacy prowadzili. Grając tak, jak w pierwszej odsłonie, powinni zapewnić sobie zwycięstwo. Kiedy zawodnicy w szatni wymieniali między sobą spostrzeżenia dotyczące przebiegu meczu, Lubański zwrócił się do kolegów: ,,Najgorsze za nami. Oni zaczynają mieć już dość i trzeba szybko strzelić jeszcze jedną bramkę.” Na drugą połowę Polacy wychodzili więc zmotywowani i w dobrych nastrojach. ,,Nasze dobre przeczucie jak na razie sprawdzało się. Wychodząc z drużyną z szatni byłem w doskonałym nastroju i nawet przez myśl mi nie przeszło to, co miało nas wkrótce spotkać” – mówił Kazimierz Górski, fragment książki „Z ławki trenera”. Po przerwie gospodarze zaczęli coraz bardziej napierać. W 67. minucie w zamieszaniu pod polską bramką zawodnicy przepychali się i sędzia Pădureanu przerwał grę. Podopieczni trenera Górskiego byli pewni, że odgwizdane zostało przewinienie na Marianie Ostafińskim, a tymczasem według arbitra faulowano… Christo Bonewa. Lubański wspominał, że widział dokładnie, jak Bonew rozciągnął się jak długi tuż przed polem karnym. Kiedy Rumun wskazał na jedenasty metr, kapitan Polaków podbiegł do niego i próbował uzyskać jakieś wyjaśnienia i przekonać go do swoich racji: ,,Pokazałem mu opaskę kapitana, a on odwrócił się do mnie placami. To ja za nim. Może nawet „pocieraliśmy się” o siebie. Nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy i widać wykluczał, żeby mnie wysłuchać. Uspokoiłem chłopaków. Chwyciłem Pădureanu za rękę i raz po angielsku – znałem wtedy trzy, cztery słowa – raz po rosyjsku starałem się mu wytłumaczyć, że akcja rozgrywała się poza polem karnym ale z Rumunem nie było żadnej dyskusji. Pokazał mi żółtą kartkę. Sytuacja zrobiła się trudna. Zostawiłem go w spokoju, myśląc sobie: „a może ten Bonew przestrzeli?” – fragment książki ,,Ja, Lubański”. Bułgar jednak się nie pomylił i pokonał Huberta Kostkę. Lubański się wściekł. Wracając z piłką na środek boiska, nie szczędził wulgaryzmów będąc przekonanym, że Polacy zostali brutalnie skrzywdzeni: ,,Repertuar słów miałem wtedy bogaty. Od najgorszych kurew, poprzez barany, fałszywych Rumunów. Szliśmy tak obok siebie. On, „nieomylny” sędzia, i ja, piłkarz otoczony kolegami. Dwadzieścia kilka metrów i bez przerwy stek przekleństw. Kiedy dochodziliśmy do „koła”, a ja szykowałem się do ustawienia piłki, Rumun sięgnął ręką do kieszonki i wyciągnął czerwoną kartkę. Nie było odwołania – fragment książki ,,Ja, Lubański”.
Trochę inaczej zapamiętał tę sytuację Victor Pădureanu. W 1989 r. udzielił on wywiadu Mirosławowi Nowakowi, dziennikarzowi Sportu, który odwiedził go w Rumunii. Sędzia tak relacjonował przebieg wydarzeń: ,,W pewnym momencie usłyszałem słowa „rumuńska świnia”. Chyba w języku niemieckim. Popatrzyłem kto to powiedział. To był właśnie lubański. Powtórzył to jeszcze parę razy. Wydawało mi się to niemożliwe i nadal nie reagowałem, aż do chwili, gdy podbiegł do mnie i zaczął mnie łapać za rękę. Pokazałem mu szatnię.” Jak się później okazało, był to punkt zwrotny meczu. Bułgarzy złapali wiatr w żagle i uwierzyli, że mogą wygrać to spotkanie. Polacy musieli odtąd grać w dziesiątkę. I to bez swojego najlepszego zawodnika. Trener Górski wspominał, że po bramce Lubańskiego piłkarze spoczęli na laurach. Tymczasem zdobycie kolejnego gola, który prawdopodobnie przesądziłby losy meczu, zdawało się być jak najbardziej w zasięgu biało-czerwonych. Odniósł się też do sytuacji z czerwoną kartką: ,,Włodek miał prawo zapytać sędziego dlaczego podyktował rzut karny, z którego padło wyrównanie, był już jednak na tyle doświadczonym zawodnikiem, że wiedział jakie z tym wiąże się ryzyko. W atmosferze wzrostu napięcia wiadomo było, że arbiter nie zmieni decyzji, więc po co wszczynać dyskusję, która mogła być przy tym źle zrozumiana, chociażby wobec bariery językowej, jeśli jeszcze towarzyszyły jej jakieś gesty…” – fragment książki ,,Pół wieku z piłką.” Polakom podcięto skrzydła, ale wkrótce jednak Jan Banaś zdołał umieścić piłkę w siatce i nasza drużyna ponownie wyszła na prowadzenie. Tak im się wtedy przynajmniej wydawało. Pădureanu znajdował się blisko całej akcji i początkowo wskazał na środek boiska. Dopiero wtedy doskoczyli do niego Bułgarzy i wymusili konsultację z sędzią liniowym. Ten nie podniósł nawet chorągiewki, ale po krótkiej dyskusji obu panów, główny bohater zmienił swoją decyzję i gola nie uznał. Na dziesięć minut przed końcem ataki gospodarzy przyniosły oczekiwany skutek. Huberta Kostkę pokonał Mładen Wasiliew. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się wynikiem 2:1 dla gospodarzy, w 87. minucie trzecią bramkę dla Bułgarów strzelił Christo Bonew. W momencie podania znajdował się na kilkumetrowym spalonym, ale nie przeszkodziło to rumuńskiemu sędziemu uznać gola. Polska drużyna przegrała 1:3 i igrzyska olimpijskie w Monachium stały się w tamtym momencie bardzo odległe. Trener Górski wspominał, że cała drużyna była całkowicie zdruzgotana i że za dużo spadło na nich tych „przyjemności”. Sam też czuł się jak zbity pies i najchętniej uciekłby gdzie pieprz rośnie, zniknął ludziom z oczu. Kiedy jednak zobaczył miny zawodników, którzy wlekli się noga za nogą ze spuszczonymi głowami, postanowił nimi wstrząsnąć już w szatni: ,,Szkoda, że się nie popłaczecie! Widzieliście ich, jak się nad sobą roztkliwiają? a nie przyszło wam do głowy, że jeśli weźmiemy rewanż na naszych dzisiejszych zwycięzcach, a wierzę, że weźmiemy, chociażby po to żeby pokazać różnym Pădureanu na co nas naprawdę stać, a wcześniej poradzimy sobie z Hiszpanią, co uważam za pewne, mamy jeszcze szansę pojechać na letnie igrzyska? ,,Pan w to naprawdę wierzy? – Hubert Kostka zapytał z niedowierzaniem – niezłomnie” – odparł bez zastanowienia Górski. Humory zawodnikom od razu się poprawiły. Wszyscy zaczęli jednocześnie mówić, a raczej krzyczeć dając upust złości, żalowi i goryczy z tej niesprawiedliwej porażki. Selekcjoner, chcąc skierować motywację we właściwą stronę i opanować nieco sytuację, zwrócił się do podopiecznych: ,,Niech no tylko przyjadą na rewanż, a wówczas okaże się, kto jest lepszy, ale w prawdziwie sportowej walce!” Podobno w szatni złożyli Polakom wizytę przedstawiciele władz. Oficjele reprezentowali tamtejszy rejon, który jest odpowiednikiem naszego województwa i wyrazili ubolewanie z powodu takiego obrotu spraw na boisku. Na zakończenie krótkiej wizyty jeden z nich powiedział: ,,Nie sądzę, aby to było potrzebne bułgarskiemu piłkarstwu.”
Polacy złożyli oficjalny protest do FIFA. Dołączyli do niego materiał filmowy z meczu, ale swój własny, który nagrała ekipa PKOl. Światowa federacja nie zamierzała jednak zmieniać decyzji sędziów, w czym jest konsekwentna do dziś. Lubański pauzował więc w meczu z Hiszpanią. Obserwator z ramienia światowej federacji – Jugosłowianin Mihajlo Andrejević nie miał jednak najlepszego zdania o pracy arbitra. Mimo że Pădureanu mówił mu, iż Lubański go obraził, to działacz miał stwierdzić, że decyzja o usunięciu z boiska Polaka była zbyt pochopna: ,,Arbiter nie miał podstaw, żeby usunąć waszego piłkarza z boiska. Ich rozmowa(z tego, co wiem) miała charakter pytań.” Inną wersję przedstawiał rumuński arbiter. Ten mecz miał być dla niego egzaminem, który miał pokazać, czy jest gotów prowadzić spotkania na wyższym poziomie niż dotychczas. Wspominał, że dostał najwyższą notę. Później kontrowersje miała badać jeszcze specjalna komisja, która rozwiała wszelkie wątpliwości na jego korzyść. Miesiąc po meczu miał otrzymać nominację na sędziego FIFA. W wywiadzie z Mirosławem Nowakiem Rumun mówił: ,,Nie wiem co wam mówił Andrejević, ale wystawił mi za ten mecz najwyższą notę. Miał trochę pretensji do bocznego arbitra, który zbyt późno sygnalizował spalonego przy nieuznanej przeze mnie drugiej bramce Polaków.” W polskich źródłach znajdujemy jednak informacje, że mecz Bułgaria – Polska był ostatnim oficjalnym spotkaniem międzynarodowym, które prowadził. Na proteście się jednak nie skończyło. Jak wspominał Włodzimierz Lubański, na pomeczowej kolacji, na którą nie przyszli Bułgarzy, Zygmunt Anczok wpadł na pomysł, żeby nastraszyć nieco rumuńskiego sędziego. Siedząc przy stole, zaczął ostrzyć nóż, spoglądając przy tym wyzywająco w kierunku trójki arbitrów. Piłkarze uzgodnili, że kiedy tylko Pădureanu wstanie od stołu, od razu ruszą za nim: ,,Ostatnie metry dzielące hotelowe drzwi od czarnej „czajki” – dostojnie zaparkowanej – rumuńscy goście pokonali biegiem. Dla nas było to równoznaczne z przyznaniem się do winy. Odnieśliśmy mimo wszystko mentalne zwycięstwo – fragment książki ,,Ja, Lubański.”
Rumuński sędzia starcie z Polakami w przytaczanym wyżej wywiadzie zapamiętał tak: ,,Już po meczu, podczas uroczystej kolacji, kiedy na chwilę wychodziłem do toalety, moim śladem szybko ruszył Lubański w towarzystwie dwóch innych polskich piłkarzy. Nie znam ich nazwisk. Miałem chyba szczęście, bo w porę znaleźli się Bułgarzy i zagrodzili im drogę. Tak brzmi właśnie moja prawda o tamtym zdarzeniu. Ja nie jestem kryminalistą, bandytą. Mam czyste sumienie i czyste serce dla polskich kibiców.” Trudno się dziwić, że Jan Ciszewski, który komentował to spotkanie, nie mógł się pogodzić z tym, co wyprawiał rumuński arbiter. Pădureanu na lata stał się w naszym kraju symbolem stronniczego sędziowania. Polacy zdołali się jednak wziąć w garść i już w autobusie, którym piłkarze jechali na lotnisko, Lubański zaintonował piosenkę „my nie, my nigdy nie poddamy się”. Natomiast na Okęciu, mimo poniesionej porażki, na piłkarzy czekali wierni kibice z kwiatami. Jedynym, który wytykał Lubańskiemu jego zachowanie, był Stefan Szczepłek. Na łamach Życia Warszawy pisał: ,,Od lubańskiego należy wymagać więcej, a przede wszystkim niestwarzania sędziemu pretekstów, które po usunięciu go z boiska osłabiły polski zespół.” Można się z nim zgadzać lub nie. Sam zawodnik przyznał, że nawymyślał arbitrowi, ale też, że jego decyzja o wyrzuceniu go z boiska była przesadzona. Koniec końców sędzia Pădureanu jest tylko niemiłym wspomnieniem. W rewanżu Polacy ograli Bułgarów 3:0, a parę dni później korzystny dla nas wynik uzyskali Hiszpanie, którym udało się z nimi zremisować. W końcowej tabeli wyprzedziliśmy piłkarzy z Bałkanów o jeden punkt i pojechaliśmy na igrzyska. Wiele jednak nie brakowało a o występie w Monachium mogliśmy zapomnieć a złota jedenastka Kazimierza Górskiego nigdy by nie powstała.
5
Symbol stronniczości sędziów:
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
9
Zapomniane legendy futbolu:
16 kwietnia 1933 roku urodził się Marcos Alonso Imaz, hiszpański obrońca, 5-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów: 1956,1957,1958,1959 i 1960(z Realem Madryt) ; Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego z 1960 r. oraz 5-krotny Mistrz Hiszpanii: 1955,1957,1958,1961,1962- to wszystko z Realem Madryt. Marcos profesjonalną karierę rozpoczął na początku lat pięćdziesiątych w Racingu Santander, z którego przeszedł w 1954 do Realu. W barwach Królewskich osiem lat występował obok takich legend jak Ferenc Puskás czy Alfredo Di Stéfano, sięgając po pięć mistrzostw Hiszpanii i tyle samo Pucharów Europy. Był w tamtym czasie jednym z najlepszych defensorów świata. Pierwszym profesjonalnym futbolistą z rodziny był Marcos Alonso Imaz, nazywany Marquitosem. Obrońca z Santader wzmocnił szeregi Realu Madryt w 1954 roku, stając się podporą defensywy zespołu, który na przełomie lat 50. i 60. osiągał znakomite sukcesy: pięciokrotnie triumfował w Pucharze Europy i sześciokrotnie w rozgrywkach ligowych. Jedna z zaledwie kilku bramek, które strzelił dla Realu Madryt, padła w finale pierwszego Pucharu Europy przeciwko Stade de Reims, który Wikingowie zwyciężyli 4-3. Tak wspomina to trafienie: "Atakowałem z głębi. Podałem do Di Stéfano, ten mi oddał. Wtedy podałem do Marsala, ten strzelił ale francuski bramkarz wypiąstkował przed siebie. Ja dobiłem, obijając nogę obrońcy. Weszło, remisowaliśmy!".
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
9
Remontada Blaugrany:
16 kwietnia 1986 r. FC Barcelona dokonuje remontady, odrabia straty z pierwszego meczu i pokonuje IFK Göteborg 3:0 w półfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się Pichi Alonso, lecz bohaterem został Urruti, o czym za chwile. Ponieważ w pierwszym meczu Szwedzi również wygrali 3:0, o awansie zadecydowały rzuty karne, które Katalończycy wygrali 5:4. Na Camp Nou zasiadło wówczas 100 tysięcy ludzi a cena najtańszych biletów odpowiadała dzisiejszym czterem euro dla socios i siedmiu euro dla pozostałych kibiców. Niemiec Schuster z początku nie był powołany na ten mecz z powodu gorączki ale ostatecznie prosto z łóżka udał się na stadion i zagrał w podstawowym składzie. Najlepszy mecz dla Barçy rozegrał Pichi Alonso, który strzelił 3 gole dające dogrywke i rzuty karne a w nich bramkarz Urruti obronił decydującą ,,jedenastke” Nilsona, która mogła dać awans IFK a następnie sam strzelił gola! Błąd Mordta i gol Victora Muñoza dały szczęśliwą przepustke do finału. ,,Jeżeli nasz dwumecz byłby podstawą opowiadania, to edytor wyrzuciłby je do kosza, uważając iż finał historii jest zbyt wydumany”- podsumował ,,dramatyczny spektakl” trener Katalończyków Terry Venables.
Przeżyjmy to jeszcze raz:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
7
,,Żabojady ugotowane”:
15 kwietnia 2015 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe PSG 1:3 w pierwszym ćwierćfinałowym meczu Ligi Mistrzów. W meczu tym w ekipie gospodarzy zabrakło Ibrahimovicia, który w rewanżu z Chelsea dostał czerwoną kartke. Kluczowym momentem spotkania była kontuzja Thiago Silvy z 21 minuty, lidera obrony gospodarzy. Zmienił go pauzujący długo David Luiz, który stał się najsłabszym punktem obrony PSG. Luis Suarez znakomicie wyczuł co w trawie piszczy i stale ustawiał się na pojedynki z Brazylijczykiem. Efektem były 2 gole Urugwajczyka i zwycięstwo Blaugrany. Trzeciego gola a w zasadzie pierwszego w kolejności zdobył Neymar.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
7
Legendy Blaugrany:
15 kwietnia 1941 r. urodził się Josep Maria Fuste Blanch, pomocnik, jedna z legend FC Barcelony oraz były szef sekcji weteranów Blaugrany. W wieku 20 lat został wypożyczony do Osasuny, gdzie zaliczył swój debiut w Primera Division. Jego kariera na środku pomocy Barçy trwała 10 lat i zaowocowała dwoma Pucharami Miast Targowych oraz trzema Pucharami Króla. Z reprezentacją Hiszpanii zdobył też mistrzostwo Europy w 1964 r. Po zakończeniu kariery został zawodnikiem a następnie trenerem i ostatecznie szefem drużyny weteranów, która regularnie grała mecze pokazowe, w tym także poza granicami Hiszpanii.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
8
Historia niesprawiedliwości:
15 kwietnia 1916 r. FC Barcelona opuściła boisku kwestionując decyzje sędziego. Działo się to w czwartym półfinałowym meczu o Puchar Króla z FC Madrid. Po jednym zwycięstwie każdej ze stron u siebie(stosunek bramkowy, ani też gole na wyjeździe nie miały wtedy znaczenia) w Madrycie padł remis… 6:6(!) po dogrywce. Dwa dni później obie drużyny spotkały się ponownie w Madrycie. Przy stanie 3:2 w dogrywce dla FC Madrid(późniejszy Real), sędzia uznał kolejnego gola gospodarzom lecz Blaugrana domagała się odgwizdania faulu na ich bramkarzu Bru, który został odepchnięty i nie mógł interweniować. Piłkarze Barçy w proteście zdecydowali się zejść z boiska i w efekcie sędzia zakończył mecz wynikiem 4:2. Trzeba również pamiętać że przed meczem FC Barcelona zaprotestowała przeciwko obecności w składzie rywali Zabalo, który nie grał w poprzednich meczach. Według Katalończyków był on zawodnikiem Realu Union de Irun, więc nie powinien znaleźć się na boisku. Sędzia Berraondo jednak nie miał żadnych zastrzeżeń i pozwolił zawodnikowi grać. Z powodu tego incydentu Hiszpańska Federacja Piłki Nożnej zabroniła drużynom z Madrytu rozgrywania spotkań w Copa del Rey a Duma Katalonii powróciła do tych rozgrywek dopiero w edycji 1918/19. Na koniec przytocze wypowiedź legendarnego Paulino Alcantary, który tak oto wspominał w swoim pamiętniku półfinałowe starcia: ,,Graliśmy przez ponad 3 godziny przed zapaloną i wrogą publicznością. Nasza dominacja była tak duża, że gdyby referee nie odstąpił tak dalece od przepisów, nasz triumf byłby bezdyskusyjny. Nigdy nie zapomnę krętactw tego kłamcy Berraondo”. Trudno nie oprzeć się wrażeniu że to właśnie od tamtego 15 kwietnia, Madrid obrał ścieżke ,,po trupach do celu!”.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
8
14 kwietnia 1912 roku:
W tym dniu odbyło się spotkanie założycielskie brazylijskiego klubu FC Santos. Miejscem zebrania był budynek Concordia znajdujący się na ulicy Rosario 18. Uczestnicy mitingu dosyć długo deliberowali nad nazwą jaka powinna zostać nadana klubowi. Jeden z nich Edmundo Jorge de Araujo rzucił propozycję aby brzmiała ona Santos Football Club. I ten pomysł zdobył większość głosów. Kapitanem zespołu futbolowego okrzyknięto Sizinio Patusca. On wskazał kolor strojów jaki powinni przywdziewać gracze drużyny. Zaproponował aby były to niebieski i biały. W tych barwach rozegrany został debiutancki pojedynek. W czerwcu tego samego roku odbył się mecz towarzyski. Santos FC zmierzył się z teamem skleconym z lokalnych graczy nie zrzeszonych w klubie, ale pochodzącymi z tego portowego miasta. Zakończył się on tryumfem powstałego w kwietniu zespołu 2:1. Pierwsza oficjalna potyczka miała miejsce we wrześniu. Przeciwnikiem był także powstały niedawno Santos Athletic Club, który do dnia dzisiejszego występuje pod nazwą Clube dos Ingleses. Także okraszono go tryumfem. Tym razem było to 3:2. Wtedy wykuło się powiedzenie, któremu hołdują nowe pokolenia grających w Santos FC piłkarzy. ,,Tecnica e Disciplina”(technika i dyscyplina) - brzmi od tamtych czasów motto zespołu. Po pierwszym roku działalności zarządzający stwierdzili, że barwami strojów meczowych będą czarny i biały. I w tych kolorach występują po dzień dzisiejszy. Już w 1913 roku Santos FC wywalczył pierwsze trofeum. Drużyna wygrała lokalny turniej piłki nożnej pod nazwą „Campeonato Santista”. Najważniejszy moment w dziejach klubu przyszedł 3 lata później. Znaleźli stadion, na którym po dzień dzisiejszy rozgrywają swoje pojedynki. Nazywał się wtedy Estadio Vila Belmiro. Pierwszy mecz na obiekcie rozegrano 12 października 1916 roku. Przeciwnikiem był Ipiranga Futebol Clube. Pojedynek zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1. Pierwszego gola dla FC Santos zdobył Adolfo Millon Junior. Od 1933 roku budowla nosi imię Urbano Caldeira. To człowiek, który całe swoje życie poświęcił drużynie z Santosu. Był jego piłkarzem, później trenerem a na koniec prezydentem.
Na tym stadionie rozpoczął się marsz ku sławie. Do dnia dzisiejszego klub jest 22 krotnym mistrzem stanu Sao Paulo. Trzy razy tryumfował w Copa Libertadores, odpowiedniku europejskiej Ligi Mistrzów. Wywalczył dwa razy czempionat Brazylii. Pięć razy puchar kraju. W swoim dorobku ma jeszcze wiele innych trofeów. Jednak nie było by ich gdyby nie jeden piłkarz. Najlepszy futbolista w historii. Edson Arantes do Nascimento znany na całym globie jako Pele. To dzięki niemu Santos FC stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów Brazylijskich. To on spowodował, że jego klub jest w gronie najwybitniejszych drużyn w historii Ameryki Południowej. ,,Czym byłby Santos bez Pele i Pele bez Santosu? Nie można sobie wyobrazić jednego bez drugiego”- napisał na Twitterze król futbolu w dniu swoich 80 urodzin.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
0
@cracker No niestety przykro mi ale nie posiadam na te chwile żadnych informacji o konflikcie z Piechniczkiem, jak również i o Okońskim, gdyż o niego ci chodzi...?
9
Legendy polskiego futbolu:
52 lat kończy dzisiaj ,,Kowal”! 14 kwietnia 1972 r. w Warszawie urodził się Wojciech Kowalczyk. Cudowne dziecko polskiego futbolu i bohater jednej z najbardziej ,,amerykańskich” opowieści w rodzinnym sporcie. Szerzej nieznany napastnik, wyciągnięty z amatorskiego zespołu, który poskromił włoskich gwiazdorów. Później pan Wojciech został jeszcze wicemistrzem olimpijskim i odniósł szereg sukcesów. Na zawsze pozostał jednak przede wszystkim ,,napastnikiem od Sampdorii”. Żeby zrozumieć skale zjawiska, trzeba by przypomnieć czym była Sampdoria Genua na początku lat 90-tych w światowym futbolu a była to drużyna lidera najsilniejszej ligi świata- Serie A(później zresztą w cuglach zdobyła ten tytuł przed Juventusem) i obrońca trofeum w Pucharze Zdobywców Pucharów. Z gwiazdami pokroju Pagliuki, Vierchovoda, Manciniego i Viallego. Mimo to Legia zdołała ich ograć w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu pokonała genueńczyków 1:0 po trafieniu Dariusza Czykiera. W rewanżu na wyjeździe, skazywana na pożarcie Legia wyszła na prowadzenie 2:0. Swoimi dwoma golami zapewnił jej to właśnie Kowalczyk. Ostatecznie skończyło się remisem 2:2, co dało Legii awans do półfinału elitarnych rozgrywek, ostatniego w historii występów polskich drużyn. ,,Kowal” miał wtedy 18 lat i 341 dni, jednocześnie będąc najmłodszym zdobywcą dubletu w Pucharze Zdobywców Pucharów wśród zawodników klubów Ekstraklasy.
W całej historii występów polskich zespołów na kontynentalnej arenie młodszy od niego okazał się tylko Jerzy Musiałek z Górnika Zabrze ale on 2 gole strzelił w mniej liczącym się Pucharze Rappana. Wrażenie wywołane tym wyczynem było ogromne. Kowalczyk zdobył nagrodę Odkrycia 1991 Roku według ,,Piłki Nożnej”. Nie była to zresztą jego ostatnia nagroda indywidualna w karierze. W 1993 został Piłkarzem Roku według katowickiego ,,Sportu”. Pomiędzy tymi triumfami został też Piłkarzem Roku według ,,Piłki Nożnej”. Zrzekł się jednak tego tytułu z powodu konfliktu z PZPN-em. Na tym nie wyczerpała się lista jego kontrowersyjnych zachowań bowiem słynął z niepokornego charakteru. Dla wielu trenerów była to przeszkoda w prowadzeniu Kowalczyka. Janusz Wójcik kupował go jednak w stu procentach. Nie taił się że ,,Kowal” był jego ulubionym piłkarzem. Tę więź podsyciły Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie. Reprezentacja kierowana przez ,,Wójta” zdobyła na nich srebrny medal. Kowalczyk natomiast z dorobkiem 6 goli został wicekrólem strzelców. W każdym z meczów fazy pucharowej aż po finał, minimum raz wpisywał się na liste strzelców. W tym czasie był już etatowym piłkarzem Legii Warszawa. Z Wojskowymi dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski. Przy drugim z tych tytułów jego udział był już jednak szczątkowy. ,,Kowal” zagrał w zaledwie 5 meczach ponieważ został wykupiony przez hiszpański Real Betis Balompie. Na jego koncie znajduje się też wicemistrzostwo kraju. Legia w tamtym sezonie w tabeli zajęła pierwsze miejsce ale decyzją PZPN za niesportowe zachowanie została przesunięta lokate niżej. Sam Kowalczyk nigdy się z tym nie pogodził i tak jak wtedy, tak i dziś należy do piłkarzy najgłośniej protestujących przeciwko tym rozstrzygnięciom. Do tego doszły Puchar oraz Superpuchar Polski. W Ekstraklasie strzelił łącznie 42 gole. Przy jego niezbyt wielkiej liczbie występów dało to przyzwoitą średnią 0.34 gola na mecz.
Pomimo to nigdy nie udało mu się zostać królem strzelców najwyższej polskiej ligi. Koronę mógł założyć dopiero na Cyprze, gdzie występował w Anothosisie Famagusta, znów pod wodzą swojego ulubionego trenera, Janusza Wójcika. Tam dwukrotnie został mistrzem kraju(raz w barwach APOELU Nikozja), a także 2 razy wywalczył krajowy puchar. Ponadto przez długi czas występował w Hiszpanii. W reprezentacji Polski zagrał 39 razy strzelając 11 goli, w tym w debiucie ze Szwecją, w wieku 19-tu lat. Jego karierę przerywały konflikty z selekcjonerami, szczególnie z Piechniczkiem. W pełni zaufał mu dopiero Wójcik. Po jego odejściu już nigdy nie zagrał w zespole narodowym. Kariere zakończył nieco przedwcześnie w wieku 32 lat. Dały o sobie znać problemy z nadwagą i nie do końca sportowym trybem życia. Niepokorny, wielki indywidualista również po zakończeniu kariery chodził własnymi ścieżkami. Wraz z Krzysztofem Stanowskim napisał mocną biografie ,,Kowal. Prawdziwa historia”. Był również ekspertem Polsatu, jednak został zwolniony z powodu skandalizujących wpisów na twitterze. Obecnie rzadko pojawia się w środowisku piłkarskim. Na Legii, gdzie niegdyś z powodu swojego stylu gry i charakteru był uwielbiany, obecnie należy do persona non grata z racji kontrowersyjnych wypowiedzi.
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
0
@FcPortoFan1999 Akurat nie orientuje się ostatnio w tych rozgrywkach ale jeśli ma szanse to życze powodzenia!
9
Wspomnień czar:
14 kwietnia 2014 r. FC Barcelona zdobyła młodzieżową Lige Mistrzów. Rozgrywki te powstały w wyniku ewolucji projektu ,,Next-Gen Series” i patronat nad nim objęła UEFA. Sezon 2013/14 był debiutancki i rywalizowały w nim 32 zespoły podzielone na identyczne grupy jak te w ,,dorosłej” Lidze Mistrzów. Młodzi piłkarze podróżowali wraz ze starszymi kolegami i grali mecze grupowe w tych samych terminach, zazwyczaj o wcześniejszych porach, na mniejszych, bocznych boiskach(w Barcelonie areną zmagań było Mini Estadi). W fazie pucharowej przeprowadzono już jednak osobne losowanie i rozgrywano tylko jeden mecz. Barça reprezentowana przez drużynę Juvenil A pokonała 4:2 FC Kopenhage oraz 4:1 Arsenal i awansowała do turnieju finałowego rozegranego w dniach 11-14 kwietnia w szwajcarskim Nyonie. W półfinale Blaugrana ograła 1:0 Schalke po golu Munira a w finale pewnie pokonała Benfice 3:0 po 2 golach Munira i jednym trafieniu Rodrigo Tarin. To właśnie pochodzący z Maroka Munir był największą gwiazdą całych rozgrywek, strzelając 11 goli i notując 5 asyst. Ja tylko przypomnę iż w tamtej ,,złotej” ekipie grał choćby nasz niedawny skrzydłowy Adama Traore.
@Sysia11
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
8
Czy wiemy że…
14 kwietnia 1940 r. w ligowym El Clasico zakończonym remisem 0:0 zadebiutował w barwach Blaugrany znakomity napastnik rodem z Kastylii i Leon, Mariano Martin Alonso.
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
10
Nieco zapomniane legendy futbolu:
13 kwietnia 1960 r. urodził się Rudolf Vöeller, napastnik, Mistrz Świata-1990, Wicemistrz Świata-1986, Wicemistrz Europy-1992, Zdobywca Ligi Mistrzów-1993(z Olimpique Marsylia). Rudolf "Rudi" Vöeller przygodę z profesjonalnym futbolem rozpoczynał w TSV Monachium. Wcześniej jako młody chłopiec grywał w Kickers Offenbach. W klubie ze stolicy Bawarii spędził zaledwie dwa lata po czym został zakupiony przez Werder Brema. Na sukcesy w piłce klubowej ten znakomity napastnik musiał czekać do 1991 roku, gdy z AS Romą wywalczył Puchar Włoch. Jego ogromny apetyt na sukcesy zdołał dopiero zaspokoić Olympique Marsylia, z którym w 1993 roku zdobył Ligę Mistrzów. W reprezentacji Niemiec Voeller zadebiutował 17 listopada 1982 roku w przegranym 0:1 spotkaniu z Irlandią Pn. W sumie w jej barwach zagrał 90 razy, zdobywając 47 goli. Wystąpił w trzech turniejach Mistrzostw Świata a w 1990 roku wywalczył nawet złoty medal na tej imprezie. Po zakończeniu kariery piłkarskiej próbował sił jako trener. W 2000 roku podjął się pracy w Bayernie Leverkusen. W tym samym roku otrzymał możliwość prowadzenia reprezentacji Niemiec, z którą zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata w 2002 roku. Dwa lata później został trenerem włoskiej AS Romy, jednak szybko zrezygnował, po paśmie porażek i nieporozumień z zawodnikami. W 2005 roku ponownie był trenerem w Bayernie Leverkusen.
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
9
Zapomniane i szalone El Clasico:
13 kwietnia 1916 r. FC Madrid zremisował na Estadio O’Donnell w Madrycie z FC Barceloną 6:6(!) po dogrywce, w ramach powtórzonego meczu półfinałowego Pucharu Króla. Hattrickiem dla gospodarzy popisali się Santiago Bernabeu oraz Belaunde. Natomiast w ekipie Blaugrany hattrick zanotował genialny Paulino Alcantara a pozostałe gole zdobyli Bau(2) oraz Mallorqui. Niestety w powtórce drugiego półfinałowego meczu FC Barcelona poległa (ponownie w Madrycie) z gospodarzami 4:2 i odpadła z rozgrywek. Powtórke drugiego meczu opisze w rocznice, która przypadła już 2 dni później.
@Symson
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
16
Po stokroć Feliz cumpleaños Tarzanie!
Panie i Panowie, szanowni cules, Carles Puyol Saforcada kończy dzisiaj 46 lat! Wznieśmy toast za żywą legendę Blaugrany.
Wszyscy go znamy i wszyscy kochamy. Przy okazji urodzin Carlesa przypomnę ciekawy okres w jego życiu dotyczący Figo. Otóż Luis Figo dla Carlesa był przede wszystkim pierwszym idolem z pierwszych lat pobytu w Barcelonie. Figo trafił do Barçy latem 1995 r. a ,,Tarzan” kupował w tamtym czasie wszystkie lokalne gazety sportowe, wycinał jego zdjęcia i umieszczał w specjalnym albumie aby się nie pogniotły. Siedemnastoletni Katalończyk był wówczas przekonany że treningi w La Masii to tylko piękny epizod w jego życiu i po powrocie do domu będzie mógł udekorować tymi fotkami swój pokój w La Pobla. Dla ,,Puiego” największym dowodem jego umiejętności było to że Johan Cruijff chciał go mieć u siebie pomimo obecności w składzie tak znakomitych piłkarzy jak Stoiczkow oraz Laudrup. Gdy w sezonie 1999/2000 Carles przebił się wreszcie do pierwszego składu, Portugalczyk miał już status wielkiej gwiazdy, był jednym z kapitanów i grał pierwsze skrzypce u kolejnych trenerów Barçy. To właśnie Figo obok Guardioli oraz Rivaldo był futbolistą, któremu Puyol przyglądał się ze szczególna uwagą. ,,Udzielił mi wielu trafnych wskazówek podczas moich początków w pierwszej drużynie”- mówił ,,Pui”. – »Powiedział po portugalsku: ,,Kiedy masz piłke młody, to nie komplikuj sobie życia i zawsze szukaj najprostszych rozwiązań«. Starałem się go słuchać”. Tarzanowi w Portugalczyku imponowała nie tylko świetna technika czy bajeczna wizja gry ale również wielka wola walki i stawianie dobra zespołu ponad wszystko inne.
Luis Figo, czy my tak naprawdę dobrze go znamy? Czy tylko nienawidzimy?
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11
11
Najgrubszy bramkarz w historii futbolu:
Jego olbrzymia waga nie przeszkadzała mu w karierze piłkarskiej. Ba ! Zdobył nawet Puchar Anglii. William Foulke nie na darmo nosił przydomek „Fatty” (Grubas), ważył wszak 150 kg. Jego życie trwało niestety tylko 42 lata. Poznajcie historię najbarwniejszego bramkarza w historii brytyjskiej piłki nożnej. Urodził się 12 kwietnia 1874 roku w Dawey, w Anglii. Po skończeniu szkoły występował w drużynie, która powstała w jego zakładzie pracy. Profesjonalną karierę rozpoczął w klubie Blackwell Colliery. Szybko przeniósł się do Sheffield United za kwotę 20 funtów. W nowym klubie zadebiutował 1 września 1894 roku. Trzy lata później mógł się cieszyć z wicemistrzostwa kraju, a Foulke ze swoimi kolegami mógł się dodatkowo cieszyć rekordem najlepszej defensywy w kraju. To między innymi dzięki jego wspaniałej postawie między słupkami, Sheffield mogło walczyć o tytuł najlepszej jedenastki w Anglii. Nie umknęło to uwadze ówczesnego selekcjonera reprezentacji Anglii, który powołał „Fatty’iego” na mecz przeciwko Walii (4:0). Mecz ten był jedynym w kadrze naszego bohatera.
Kolejny sezon przyniósł mu mistrzostwo, a dziennikarze zaczęli nazywać Williama „największym bramkarzem na świecie”. Foulke dysponował ogromną siłą, w meczu przeciwko Liverpoolowi w 1898r. podniósł za nogi George’a Allana i trzymał go w taki sposób, że jego głowa wisiała zaraz nad murawą. Podczas finałowego meczu FA Cup 1902, sędzia Tom Kirkham niesłusznie uznał gola dla Southamptonu. „Fatty” Foulke będąc niezadowolony z tego powodu, wpadł nagi do pokoju sędziów. Przerażony arbiter schował się w szafie. Mecz powtórzono i zawodnicy Sheffield United wznieśli w górę trofeum, wygrywając 2:1. W barwach klubu z Bramall Lane, William Foulke rozegrał ponad 350 meczów. Jego wynagrodzenie wynosiło 4 funty tygodniowo (zwykły pracownik w tamtych czasach zarabiał 1 funta). W roku 1905 przeszedł za 50 funtów do Chelsea. Foulke z miejsca stał się ulubieńcem kibiców i przez jakiś czas był nawet kapitanem „The Blues”. Ciągle przybierał na wadze. Jedna z anegdot głosi, że „Fatty” przybył pewnego razu jako pierwszy na posiłek Chelsea. W momencie, gdy koledzy pojawili się w stołówce… nie było już nic do zjedzenia! W ekipie z Londynu rozegrał zaledwie 35 spotkań, po czym przeniósł się za 50 funtów do Bradford City. Zakończył tam swoją karierę piłkarską. Rzekomym powodem tego kroku był fakt, że Foulke był coraz mniej sprawny. Mówi się, że przy wzroście 195 cm, „Fatty” ważył około 150-160 kg. Był jedną z najbarwniejszych postaci angielskiej piłki. Wśród jego dokonań można znaleźć m.in.: złamanie poprzeczki podczas jednego z meczów w Bradford, siadanie na rywalach, czy podtapianie ich w kałuży. Zmarł 1 maja 1916 r. Jako przyczynę śmierci bramkarza, podaje się marskość wątroby.
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
7
@FCBparasiempre
12 kwietnia 1941 r. urodził się Robert Moore, mistrz świata z 1966 r. oraz zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów z 1965 r. Moore jako pierwszy angielski piłkarz został uznany przez BBC za Sportową Osobowość Roku, udekorowano go również Orderem Imperium Brytyjskiego a zespoły rockowe śpiewały o nim piosenki. Został zapamiętany jako stoper-król obrony! Po śmierci Moore’a w 1993 r. wielki Franz Beckenbauer powiedział: ,,Bobby był moim idolem. Jestem dumny że mogłem grać przeciwko niemu’’. Pele nazwał go największym obrońcą, przeciwko któremu miał okazję wystąpić, dodając: Koszulka, którą założył na mecz z Brazylią w 1970r. jest do dziś moim najcenniejszym trofeum’’. Fotografia półnagich Moore’a i Pelego, dwóch piłkarskich geniuszy ściskających się i wymieniających koszulkami po przegranym przez Anglików ćwierćfinale mistrzostw świata w Meksyku- obiegła cały świat stając się jednym z najsłynniejszych zdjęć w historii sportu. Mówi się że każdy angielski piłkarz marzy o tym by wejść po schodach słynnego Wembley do loży królewskiej i z rąk Jej Królewskiej Mości przyjąć trofeum i gratulacje. Bobby Moore należy do szczęśliwców, którym to marzenie spełniło się aż trzykrotnie, gdy w latach 60-tych odbierał z rąk Królowej Elżbiety Puchar Anglii, Puchar Zdobywców Pucharów oraz Puchar Rimeta za zdobycie z reprezentacją mistrzostwa świata. W jednym z wywiadów przyznał szczerze że trudno mu uwierzyć że te godności stały się jego udziałem: ,,Natura nie obdarzyła mnie specjalnym talentem. Zwątpiłem nawet czy ambicja zostania zawodowym piłkarzem kiedykolwiek się urzeczywistni. Zanim klub West Ham United otworzył mi drogę do kariery, zamierzałem poświęcić się pracy kreślarza lub drukarza’’. Mimo iż Moore był jednym z najlepszych stoperów w historii futbolu to szybkość, przyspieszenie czy zwrotność nigdy nie były jego atutami. Jeśli chodzi o talenty motoryczne to nawet u szczytu kariery pozostawał graczem co najwyżej średniej klasy. Tym co jego grze nadawało wyjątkowość było opanowanie, zdolność konstruktywnego myślenia, przegląd sytuacji na boisku oraz umiejętność przewidywania zachowania napastników przeciwko którym grał. Ten gość ma 3 pary oczu-mówili specjaliści. ,,Opanowanie Bobby’ego było czymś nadzwyczajnym, już jako dziecko był taki. Nigdy nie odczuwał stresu nawet podczas najważniejszych spotkań. Przeciwnie, wtedy grał lepiej, królował na boisku’’-napisał w swoich wspomnieniach sir Geoff Hurst-kolega Moore’e z reprezentacji. Spokój czy umiejętność czytania gry pozwalały mu nie tylko na precyzyjne wślizgi w najwłaściwszym momencie i bycie dokładnie tam, gdzie wymagał tego interes drużyny ale także na uruchamianie napastników długimi dokładnymi podaniami. Pierwsze buty piłkarskie dostał w wieku 8 lat i w tym czasie mecze rozgrywał na porytych dołami i pokrytych śmieciami klepiskach londyńskiego przedmieścia Barking. W 1956r. został zawodnikiem West Ham. Założył koszulkę z numerem 6, z którym grał do końca kariery. W 2008r. klub zdecydował że w trykocie z tym numerem nie zagra już żaden inny piłkarz gdyż jest to numer na zawsze zastrzeżony dla legendarnego stopera. W 1962 Moore został powołany do reprezentacji Anglii szykującej się do mistrzostw świata w Chile, w których zagrał we wszystkich meczach a rok później został kapitanem drużyny. ,,Ta drużyna była pełna wielkich postaci ale mimo to było jasne że to on będzie kapitanem’’- wspomina Hurst podkreślając iż swoim zachowaniem Bobby wprowadzał na boisku porządek i dyscyplinę. ,,Nigdy się nie wydzierał, nie był agresywny, niczego nie wymuszał. Jeśli mu się coś nie podobało okazywał to spoglądając pogardliwie gdzieś w bok i wszyscy wiedzieli o co chodzi’’.
Jako kapitan w 1966 doprowadził Anglię do tytułu Mistrza Świata! Cały świat patrzył na wzruszający moment, gdy Bobby odbiera Puchar z rąk Królowej Elżbiety. To wtedy stał się narodową ikoną. W 1968 zdobył z Anglią brązowy medal mistrzostw Europy a w 1970 był jej kapitanem podczas mundialu w Meksyku. Nie był to dla Moore’a rok szczęśliwy-Anglia nie obroniła tytułu a w dodatku tuż przed imprezą, podczas zgrupowania w Kolumbii został oskarżony o kradzież biżuterii w hotelowym sklepie i przez cztery dni przebywał w areszcie domowym. Bobby dołączył do drużyny już w Meksyku i potwierdził że jest najlepszym stoperem świata. Świadczy choćby o tym jego słynna(wciąż oglądana przez kibiców na You Tube)interwencja w meczu z Brazylią przeciwko szarżującemu w polu karnym Jairzinho. Wykonana z elegancją, niebywałym spokojem i chirurgiczną precyzją przeszła do legendy futbolu zyskując miano wślizgu doskonałego. Mimo niepowodzenia na Mundialu w 1970 Moore nadal miał pewne miejsce w kadrze. Reprezentacyjną karierę zakończył w 1973 meczem z Włochami. Dla Anglii rozegrał w sumie 108 spotkań w tym 90 jako kapitan, schodząc z murawy jako pokonany zaledwie 17 razy! W 1974 po 18 latach gry Bobby za 25 tys. funtów odszedł z West Hamdo Fulam-lokalnego rywala z niższej ligi. Karierę sportową zakończył 4 lata później w USA. W 1993 Moore ogłosił że jest poważnie chory mimo to 3 dni potem komentował mecz Anglii na Wembley. Zmarł tydzień później na raka w wieku 51 lat. ,,Mój kapitan, mój lider, moja prawa ręka. Był duchem i sercem zespołu. Opanowany piłkarz, któremu ufałem jak nikomu innemu. Bez niego Anglia nie byłaby mistrzem świata!’’-powiedział o nim sir Alf Ramsey. W 2003 Angielski Związek Piłki Nożnej uznał Moore’a za najznakomitszego angielskiego gracza 50-lecia. Cztery lata później jego pomnik z brązu stanął przed głównym wejściem stadionu Wembley. Pod nim umieszczono napis: ,,Piłkarz bez skazy. Król obrońców. Nieśmiertelny bohater z 1966 roku. Pierwszy Anglik, który uniósł do góry Puchar Świata. Ulubieniec East Endu. Największa legenda West Ham United. Narodowy skarb. Mistrz Wembley. Nadzwyczajny kapitan. Dżentelmen wszechczasów’’.
5
Wybitne legendy futbolu:
@AssisMoreira
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@Sysia11 Tak bez sprawdzania, on gra w River Plate?
1
@Sysia11 Ale jakiego gola i w jakim meczu(?) jeśli można wiedzieć, czy też nawet zobaczyć?
6
@FCBparasiempre
Dokładnie 50 lat temu urodził się brazylijski lewy obrońca Sylvio Mendes Campos Júnior, powszechnie znany jako Sylvinho (czasami alternatywnie pisany jako Silvinho ), brazylijski menedżer piłkarski i były zawodnik, obecnie zarządzający reprezentacją Albanii w piłce nożnej. Wcześniej lewy obrońca, karierę rozpoczął w Corinthians. Został podpisany przez Arsenal w 1999 roku i przez dwa sezony w klubie był popularnym zawodnikiem. Odszedł do Celty de Vigo z La Liga , zanim dołączył do FC Barcelona w 2004 roku, z którym zdobył między innymi Ligę Mistrzów UEFA w 2006 i 2009 roku. Wrócił do Anglii, aby spędzić swój ostatni sezon jako zawodnik w Manchesterze City w latach 2009–10. Po objęciu stanowiska menadżerskiego przez krótki czas pracował we francuskim klubie Lyon i brazylijskiej drużynie Corinthians, zanim w 2023 roku został trenerem reprezentacji Albanii, która następnie zakwalifikowała się do UEFA Euro 2024. Urodzony w São Paulo w Brazylii Sylvinho rozpoczął karierę w Corinthians w 1994 r. Z Timão Sylvinho wygrał Copa do Brasil w 1995 r. Z Corinthians zwyciężył także w 1998 r. w najwyższej klasie rozgrywkowej Brazylii, Campeonato Brasileiro Série A. Sylvinho również wygrał Campeonato Paulista w 1995, 1997 i 1999 razem z Corinthians. W 1999 roku został pierwszym brazylijskim zawodnikiem, który podpisał kontrakt z angielskim klubem Arsenal, z którym podpisał kontrakt przed rywalem z północnego Londynu, Tottenhamem Hotspur , który złożył mu liczne oferty. Wkrótce stał się pierwszym wyborem na lewym obrońcy, wypierając wieloletniego ulubieńca fanów Nigela Winterburna. Na początku swojego pierwszego sezonu doznał porażki, kiedy nie wykorzystał rzutu karnego w rzutach karnych, gdy Arsenal odpadł z Pucharu Ligi do Middlesbrough a sezon zakończył się porażką 4:1 w rzutach karnych z tureckim klubem Galatasaray w Pucharze UEFA 2000 Finał, choć tym razem nie przyjął rzutu karnego. Podczas swojego drugiego sezonu w klubie został zastąpiony przez Ashleya Cole'a . Strzelał gole przeciwko Sheffield Wednesday , Charlton Athletic i Chelsea . Strzelił także dwa gole w Lidze Mistrzów dla Arsenalu przeciwko Sparcie Praga i Spartakowi Moskwa . W sezonie 2000–2001 Sylvinho znalazł się w Drużynie Roku PFA. Podczas swojej pracy w Arsenalu Sylvinho był zarejestrowany na podstawie portugalskiego paszportu, co pozwalało na uznanie go za obywatela Unii Europejskiej i zwolnienie go z wymogów dotyczących pozwolenia na pracę. Brytyjskie służby imigracyjne zbadały ważność tego dokumentu, zanim Sylvinho przeprowadził się do Celta Vigo, gdzie został sklasyfikowany jako obywatel Brazylii. Sylvinho powiedział po transferze do Celty, że nie miał pojęcia, że jest zarejestrowany w Arsenalu jako obywatel Portugalii i powiedział, że była to wyłącznie decyzja kierownictwa klubu. W 2001 roku przeniósł się do Celty Vigo , gdzie grał przez trzy lata, strzelając gola w lidze przeciwko Barcelonie 26 stycznia 2003 roku, swojemu przyszłemu klubowi. Stał się popularną postacią wśród fanów klubu, pomagając drużynie po raz pierwszy w historii zakwalifikować się do Ligi Mistrzów w sezonie 2003–2004. Sylvinho uzyskał hiszpański paszport w 2004 r., wydany mu po trzyletnim pobycie w Hiszpanii. Pozwoliło mu to ominąć ograniczenia dotyczące zawodników spoza UE w La Liga. W 2004 roku, po opłaceniu transferu w wysokości 2 milionów euro, podpisał kontrakt z FC Barcelona, z którą wygrał trzy krajowe ligi w latach 2005, 2006 i 2009 a także Ligę Mistrzów w latach 2006 i 2009. Po serii dobrych występów w 2008 r. otrzymał przedłużenie do 2009 r.
Zagrał cały mecz w zwycięstwie Barcelony 2:0 nad obrońcą tytułu Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów UEFA 2009 , przed zawieszonym Erikiem Abidalem , który trzy lata wcześniej był niewykorzystanym rezerwowym w finale. To był jego ostatni mecz w katalońskim klubie. Manchester City odwiedził Camp Nou 19 sierpnia 2009 roku i po pokonaniu Barcelony 1:0 w towarzyskim meczu, prowadził rozmowy na temat dołączenia Sylvinho do nich pod koniec miesiąca, łącząc się tym samym z rodakiem Robinho. 24 sierpnia 2009 roku ogłoszono, że podpisał kontrakt z City na zasadzie wolnego transferu z rocznym kontraktem. Zadebiutował przeciwko Scunthorpe United w Pucharze Ligi. Po raz pierwszy w lidze wystąpił 12 grudnia 2009 roku w meczu przeciwko Bolton Wanderers po nieobecności kontuzjowanego Wayne'a Bridge'a . Swojego pierwszego gola dla Manchesteru City strzelił w wygranym 4:2 meczu ze Scunthorpe w Pucharze Anglii 24 stycznia 2010 roku spektakularnym uderzeniem z dystansu. W dniu 8 czerwca 2010 roku ogłoszono, że kontrakt Sylvinho wygasł i że opuści klub wraz z Benjani Mwaruwari, Jackiem Redshawem, Karlem Moore'em i Martinem Petrovem.
Po otrzymaniu swojego pierwszego międzynarodowego powołania w 1997 roku pod wodzą Mario Zagallo na mecz z Rosją, Sylvinho dołączył do kadry Brazylii na Złoty Puchar CONCACAF w 1998 roku, podczas którego ostatecznie zajęli trzecie miejsce i tym samym zdobył z drużyną brązowy medal . Następnie zadebiutował w reprezentacji Brazylii w towarzyskim meczu z Walią w Cardiff 23 maja 2000 roku, który zakończył się zwycięstwem 3:0. Cztery dni później zagrał w towarzyskim meczu z Anglią w Londynie, który zakończył się remisem 1:1. Następnie wystąpił w sumie w 6 występach w reprezentacji, będąc rezerwowym dla Roberto Carlosa na lewym obrońcy. Jego ostatni występ w reprezentacji Brazylii miał miejsce 28 marca 2001 w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata przeciwko Ekwadorowi. W dniu 7 lipca 2011 r. Sylvinho ogłosił, że odchodzi z piłki nożnej. Został zatrudniony jako zastępca menedżera Cruzeiro 27 września 2011 r. Po pracy w Sport Recife i Náutico wrócił do Corinthians 5 lipca 2013 r. jako zastępca menedżera w Tite. W dniu 13 grudnia 2014 roku został mianowany asystentem trenera Roberto Manciniego przez włoski klub Inter Mediolan . W dniu 20 lipca 2016 roku dołączył do reprezentacji Brazylii jako asystent Tite po raz kolejny. 9 kwietnia 2019 r. został mianowany menadżerem reprezentacji Brazylii do lat 23 przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 2020 r. , ale nie objął kierownictwa. 19 maja 2019 roku ogłoszono, że Sylvinho zastąpi Bruno Génésio w Olympique Lyonnais . Rodak Juninho Pernambucano , ikona klubu, został dyrektorem ds. piłki nożnej. W swoim debiucie na stanowisku menedżerskim seniorów 9 sierpnia wygrał 3:0 z Monako , a tydzień później zwyciężył u siebie 6:0 z Angers. Nie wygrał już więcej meczów w następnych siedmiu meczach ligowych i został zwolniony 7 października 2019 roku po porażce 1:0 z rywalem Saint-Étienne w derbach Rodanu. 23 maja 2021 roku ogłoszono powrót Sylvinho do Corinthians jako nowego menadżera w ramach kontraktu do końca następnego roku. Tydzień później w swoim debiucie przegrał u siebie 1:0 z Atlético Goianiense po niewykorzystanym rzucie karnym. 3 lutego 2022 roku, zaledwie po trzech meczach nowego sezonu, został zwolniony po porażce 1: 2 u siebie z rywalem Santosem. W dniu 2 stycznia 2023 roku Albański Związek Piłki Nożnej ogłosił, że osiągnął porozumienie z Sylvinho w sprawie objęcia funkcji nowego głównego trenera reprezentacji Albanii i że Pablo Zabaleta i Doriva dołączą do niego jako asystenci trenerów. Siedem dni później został oficjalnie mianowany głównym trenerem i podpisał 18-miesięczny kontrakt, którego celem była kwalifikacja do UEFA Euro 2024 . Zadebiutował 27 marca w przegranej 1:0 na wyjeździe z Polską w kwalifikacjach, ale później poprowadził drużynę do finału, remisując 1:1 z Mołdawią 17 listopada. Czterema zwycięstwami, trzema remisami i tylko pierwszą porażką Albania wygrała grupę, wyprzedzając Czechy w bezpośrednim pojedynku; Sylvinho otrzymał Złotą Odznakę Orła z rąk premiera Albanii Edi Ramy. Sylvinho, szybki, niezawodny i utalentowany technicznie lewy obrońca, był znany szczególnie ze swoich nakładających się przebiegów a także umiejętności dośrodkowań lewą nogą; posiadał również dobrą świadomość taktyczną, atrybuty defensywne i koncentrację, co umożliwiło mu również grę jako pomocnik a czasami nawet skrzydłowy.