FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Najgrubszy bramkarz w historii futbolu:
Jego olbrzymia waga nie przeszkadzała mu w karierze piłkarskiej. Ba ! Zdobył nawet Puchar Anglii. William Foulke nie na darmo nosił przydomek „Fatty” (Grubas), ważył wszak 150 kg. Jego życie trwało niestety tylko 42 lata. Poznajcie historię najbarwniejszego bramkarza w historii brytyjskiej piłki nożnej. Urodził się 12 kwietnia 1874 roku w Dawey, w Anglii. Po skończeniu szkoły występował w drużynie, która powstała w jego zakładzie pracy. Profesjonalną karierę rozpoczął w klubie Blackwell Colliery. Szybko przeniósł się do Sheffield United za kwotę 20 funtów. W nowym klubie zadebiutował 1 września 1894 roku. Trzy lata później mógł się cieszyć z wicemistrzostwa kraju, a Foulke ze swoimi kolegami mógł się dodatkowo cieszyć rekordem najlepszej defensywy w kraju. To między innymi dzięki jego wspaniałej postawie między słupkami, Sheffield mogło walczyć o tytuł najlepszej jedenastki w Anglii. Nie umknęło to uwadze ówczesnego selekcjonera reprezentacji Anglii, który powołał „Fatty’iego” na mecz przeciwko Walii (4:0). Mecz ten był jedynym w kadrze naszego bohatera.
Kolejny sezon przyniósł mu mistrzostwo, a dziennikarze zaczęli nazywać Williama „największym bramkarzem na świecie”. Foulke dysponował ogromną siłą, w meczu przeciwko Liverpoolowi w 1898r. podniósł za nogi George’a Allana i trzymał go w taki sposób, że jego głowa wisiała zaraz nad murawą. Podczas finałowego meczu FA Cup 1902, sędzia Tom Kirkham niesłusznie uznał gola dla Southamptonu. „Fatty” Foulke będąc niezadowolony z tego powodu, wpadł nagi do pokoju sędziów. Przerażony arbiter schował się w szafie. Mecz powtórzono i zawodnicy Sheffield United wznieśli w górę trofeum, wygrywając 2:1. W barwach klubu z Bramall Lane, William Foulke rozegrał ponad 350 meczów. Jego wynagrodzenie wynosiło 4 funty tygodniowo (zwykły pracownik w tamtych czasach zarabiał 1 funta). W roku 1905 przeszedł za 50 funtów do Chelsea. Foulke z miejsca stał się ulubieńcem kibiców i przez jakiś czas był nawet kapitanem „The Blues”. Ciągle przybierał na wadze. Jedna z anegdot głosi, że „Fatty” przybył pewnego razu jako pierwszy na posiłek Chelsea. W momencie, gdy koledzy pojawili się w stołówce… nie było już nic do zjedzenia! W ekipie z Londynu rozegrał zaledwie 35 spotkań, po czym przeniósł się za 50 funtów do Bradford City. Zakończył tam swoją karierę piłkarską. Rzekomym powodem tego kroku był fakt, że Foulke był coraz mniej sprawny. Mówi się, że przy wzroście 195 cm, „Fatty” ważył około 150-160 kg. Był jedną z najbarwniejszych postaci angielskiej piłki. Wśród jego dokonań można znaleźć m.in.: złamanie poprzeczki podczas jednego z meczów w Bradford, siadanie na rywalach, czy podtapianie ich w kałuży. Zmarł 1 maja 1916 r. Jako przyczynę śmierci bramkarza, podaje się marskość wątroby.
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
7
@FCBparasiempre
12 kwietnia 1941 r. urodził się Robert Moore, mistrz świata z 1966 r. oraz zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów z 1965 r. Moore jako pierwszy angielski piłkarz został uznany przez BBC za Sportową Osobowość Roku, udekorowano go również Orderem Imperium Brytyjskiego a zespoły rockowe śpiewały o nim piosenki. Został zapamiętany jako stoper-król obrony! Po śmierci Moore’a w 1993 r. wielki Franz Beckenbauer powiedział: ,,Bobby był moim idolem. Jestem dumny że mogłem grać przeciwko niemu’’. Pele nazwał go największym obrońcą, przeciwko któremu miał okazję wystąpić, dodając: Koszulka, którą założył na mecz z Brazylią w 1970r. jest do dziś moim najcenniejszym trofeum’’. Fotografia półnagich Moore’a i Pelego, dwóch piłkarskich geniuszy ściskających się i wymieniających koszulkami po przegranym przez Anglików ćwierćfinale mistrzostw świata w Meksyku- obiegła cały świat stając się jednym z najsłynniejszych zdjęć w historii sportu. Mówi się że każdy angielski piłkarz marzy o tym by wejść po schodach słynnego Wembley do loży królewskiej i z rąk Jej Królewskiej Mości przyjąć trofeum i gratulacje. Bobby Moore należy do szczęśliwców, którym to marzenie spełniło się aż trzykrotnie, gdy w latach 60-tych odbierał z rąk Królowej Elżbiety Puchar Anglii, Puchar Zdobywców Pucharów oraz Puchar Rimeta za zdobycie z reprezentacją mistrzostwa świata. W jednym z wywiadów przyznał szczerze że trudno mu uwierzyć że te godności stały się jego udziałem: ,,Natura nie obdarzyła mnie specjalnym talentem. Zwątpiłem nawet czy ambicja zostania zawodowym piłkarzem kiedykolwiek się urzeczywistni. Zanim klub West Ham United otworzył mi drogę do kariery, zamierzałem poświęcić się pracy kreślarza lub drukarza’’. Mimo iż Moore był jednym z najlepszych stoperów w historii futbolu to szybkość, przyspieszenie czy zwrotność nigdy nie były jego atutami. Jeśli chodzi o talenty motoryczne to nawet u szczytu kariery pozostawał graczem co najwyżej średniej klasy. Tym co jego grze nadawało wyjątkowość było opanowanie, zdolność konstruktywnego myślenia, przegląd sytuacji na boisku oraz umiejętność przewidywania zachowania napastników przeciwko którym grał. Ten gość ma 3 pary oczu-mówili specjaliści. ,,Opanowanie Bobby’ego było czymś nadzwyczajnym, już jako dziecko był taki. Nigdy nie odczuwał stresu nawet podczas najważniejszych spotkań. Przeciwnie, wtedy grał lepiej, królował na boisku’’-napisał w swoich wspomnieniach sir Geoff Hurst-kolega Moore’e z reprezentacji. Spokój czy umiejętność czytania gry pozwalały mu nie tylko na precyzyjne wślizgi w najwłaściwszym momencie i bycie dokładnie tam, gdzie wymagał tego interes drużyny ale także na uruchamianie napastników długimi dokładnymi podaniami. Pierwsze buty piłkarskie dostał w wieku 8 lat i w tym czasie mecze rozgrywał na porytych dołami i pokrytych śmieciami klepiskach londyńskiego przedmieścia Barking. W 1956r. został zawodnikiem West Ham. Założył koszulkę z numerem 6, z którym grał do końca kariery. W 2008r. klub zdecydował że w trykocie z tym numerem nie zagra już żaden inny piłkarz gdyż jest to numer na zawsze zastrzeżony dla legendarnego stopera. W 1962 Moore został powołany do reprezentacji Anglii szykującej się do mistrzostw świata w Chile, w których zagrał we wszystkich meczach a rok później został kapitanem drużyny. ,,Ta drużyna była pełna wielkich postaci ale mimo to było jasne że to on będzie kapitanem’’- wspomina Hurst podkreślając iż swoim zachowaniem Bobby wprowadzał na boisku porządek i dyscyplinę. ,,Nigdy się nie wydzierał, nie był agresywny, niczego nie wymuszał. Jeśli mu się coś nie podobało okazywał to spoglądając pogardliwie gdzieś w bok i wszyscy wiedzieli o co chodzi’’.
Jako kapitan w 1966 doprowadził Anglię do tytułu Mistrza Świata! Cały świat patrzył na wzruszający moment, gdy Bobby odbiera Puchar z rąk Królowej Elżbiety. To wtedy stał się narodową ikoną. W 1968 zdobył z Anglią brązowy medal mistrzostw Europy a w 1970 był jej kapitanem podczas mundialu w Meksyku. Nie był to dla Moore’a rok szczęśliwy-Anglia nie obroniła tytułu a w dodatku tuż przed imprezą, podczas zgrupowania w Kolumbii został oskarżony o kradzież biżuterii w hotelowym sklepie i przez cztery dni przebywał w areszcie domowym. Bobby dołączył do drużyny już w Meksyku i potwierdził że jest najlepszym stoperem świata. Świadczy choćby o tym jego słynna(wciąż oglądana przez kibiców na You Tube)interwencja w meczu z Brazylią przeciwko szarżującemu w polu karnym Jairzinho. Wykonana z elegancją, niebywałym spokojem i chirurgiczną precyzją przeszła do legendy futbolu zyskując miano wślizgu doskonałego. Mimo niepowodzenia na Mundialu w 1970 Moore nadal miał pewne miejsce w kadrze. Reprezentacyjną karierę zakończył w 1973 meczem z Włochami. Dla Anglii rozegrał w sumie 108 spotkań w tym 90 jako kapitan, schodząc z murawy jako pokonany zaledwie 17 razy! W 1974 po 18 latach gry Bobby za 25 tys. funtów odszedł z West Hamdo Fulam-lokalnego rywala z niższej ligi. Karierę sportową zakończył 4 lata później w USA. W 1993 Moore ogłosił że jest poważnie chory mimo to 3 dni potem komentował mecz Anglii na Wembley. Zmarł tydzień później na raka w wieku 51 lat. ,,Mój kapitan, mój lider, moja prawa ręka. Był duchem i sercem zespołu. Opanowany piłkarz, któremu ufałem jak nikomu innemu. Bez niego Anglia nie byłaby mistrzem świata!’’-powiedział o nim sir Alf Ramsey. W 2003 Angielski Związek Piłki Nożnej uznał Moore’a za najznakomitszego angielskiego gracza 50-lecia. Cztery lata później jego pomnik z brązu stanął przed głównym wejściem stadionu Wembley. Pod nim umieszczono napis: ,,Piłkarz bez skazy. Król obrońców. Nieśmiertelny bohater z 1966 roku. Pierwszy Anglik, który uniósł do góry Puchar Świata. Ulubieniec East Endu. Największa legenda West Ham United. Narodowy skarb. Mistrz Wembley. Nadzwyczajny kapitan. Dżentelmen wszechczasów’’.
5
Wybitne legendy futbolu:
@AssisMoreira
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@Sysia11 Tak bez sprawdzania, on gra w River Plate?
1
@Sysia11 Ale jakiego gola i w jakim meczu(?) jeśli można wiedzieć, czy też nawet zobaczyć?
6
@FCBparasiempre
Dokładnie 50 lat temu urodził się brazylijski lewy obrońca Sylvio Mendes Campos Júnior, powszechnie znany jako Sylvinho (czasami alternatywnie pisany jako Silvinho ), brazylijski menedżer piłkarski i były zawodnik, obecnie zarządzający reprezentacją Albanii w piłce nożnej. Wcześniej lewy obrońca, karierę rozpoczął w Corinthians. Został podpisany przez Arsenal w 1999 roku i przez dwa sezony w klubie był popularnym zawodnikiem. Odszedł do Celty de Vigo z La Liga , zanim dołączył do FC Barcelona w 2004 roku, z którym zdobył między innymi Ligę Mistrzów UEFA w 2006 i 2009 roku. Wrócił do Anglii, aby spędzić swój ostatni sezon jako zawodnik w Manchesterze City w latach 2009–10. Po objęciu stanowiska menadżerskiego przez krótki czas pracował we francuskim klubie Lyon i brazylijskiej drużynie Corinthians, zanim w 2023 roku został trenerem reprezentacji Albanii, która następnie zakwalifikowała się do UEFA Euro 2024. Urodzony w São Paulo w Brazylii Sylvinho rozpoczął karierę w Corinthians w 1994 r. Z Timão Sylvinho wygrał Copa do Brasil w 1995 r. Z Corinthians zwyciężył także w 1998 r. w najwyższej klasie rozgrywkowej Brazylii, Campeonato Brasileiro Série A. Sylvinho również wygrał Campeonato Paulista w 1995, 1997 i 1999 razem z Corinthians. W 1999 roku został pierwszym brazylijskim zawodnikiem, który podpisał kontrakt z angielskim klubem Arsenal, z którym podpisał kontrakt przed rywalem z północnego Londynu, Tottenhamem Hotspur , który złożył mu liczne oferty. Wkrótce stał się pierwszym wyborem na lewym obrońcy, wypierając wieloletniego ulubieńca fanów Nigela Winterburna. Na początku swojego pierwszego sezonu doznał porażki, kiedy nie wykorzystał rzutu karnego w rzutach karnych, gdy Arsenal odpadł z Pucharu Ligi do Middlesbrough a sezon zakończył się porażką 4:1 w rzutach karnych z tureckim klubem Galatasaray w Pucharze UEFA 2000 Finał, choć tym razem nie przyjął rzutu karnego. Podczas swojego drugiego sezonu w klubie został zastąpiony przez Ashleya Cole'a . Strzelał gole przeciwko Sheffield Wednesday , Charlton Athletic i Chelsea . Strzelił także dwa gole w Lidze Mistrzów dla Arsenalu przeciwko Sparcie Praga i Spartakowi Moskwa . W sezonie 2000–2001 Sylvinho znalazł się w Drużynie Roku PFA. Podczas swojej pracy w Arsenalu Sylvinho był zarejestrowany na podstawie portugalskiego paszportu, co pozwalało na uznanie go za obywatela Unii Europejskiej i zwolnienie go z wymogów dotyczących pozwolenia na pracę. Brytyjskie służby imigracyjne zbadały ważność tego dokumentu, zanim Sylvinho przeprowadził się do Celta Vigo, gdzie został sklasyfikowany jako obywatel Brazylii. Sylvinho powiedział po transferze do Celty, że nie miał pojęcia, że jest zarejestrowany w Arsenalu jako obywatel Portugalii i powiedział, że była to wyłącznie decyzja kierownictwa klubu. W 2001 roku przeniósł się do Celty Vigo , gdzie grał przez trzy lata, strzelając gola w lidze przeciwko Barcelonie 26 stycznia 2003 roku, swojemu przyszłemu klubowi. Stał się popularną postacią wśród fanów klubu, pomagając drużynie po raz pierwszy w historii zakwalifikować się do Ligi Mistrzów w sezonie 2003–2004. Sylvinho uzyskał hiszpański paszport w 2004 r., wydany mu po trzyletnim pobycie w Hiszpanii. Pozwoliło mu to ominąć ograniczenia dotyczące zawodników spoza UE w La Liga. W 2004 roku, po opłaceniu transferu w wysokości 2 milionów euro, podpisał kontrakt z FC Barcelona, z którą wygrał trzy krajowe ligi w latach 2005, 2006 i 2009 a także Ligę Mistrzów w latach 2006 i 2009. Po serii dobrych występów w 2008 r. otrzymał przedłużenie do 2009 r.
Zagrał cały mecz w zwycięstwie Barcelony 2:0 nad obrońcą tytułu Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów UEFA 2009 , przed zawieszonym Erikiem Abidalem , który trzy lata wcześniej był niewykorzystanym rezerwowym w finale. To był jego ostatni mecz w katalońskim klubie. Manchester City odwiedził Camp Nou 19 sierpnia 2009 roku i po pokonaniu Barcelony 1:0 w towarzyskim meczu, prowadził rozmowy na temat dołączenia Sylvinho do nich pod koniec miesiąca, łącząc się tym samym z rodakiem Robinho. 24 sierpnia 2009 roku ogłoszono, że podpisał kontrakt z City na zasadzie wolnego transferu z rocznym kontraktem. Zadebiutował przeciwko Scunthorpe United w Pucharze Ligi. Po raz pierwszy w lidze wystąpił 12 grudnia 2009 roku w meczu przeciwko Bolton Wanderers po nieobecności kontuzjowanego Wayne'a Bridge'a . Swojego pierwszego gola dla Manchesteru City strzelił w wygranym 4:2 meczu ze Scunthorpe w Pucharze Anglii 24 stycznia 2010 roku spektakularnym uderzeniem z dystansu. W dniu 8 czerwca 2010 roku ogłoszono, że kontrakt Sylvinho wygasł i że opuści klub wraz z Benjani Mwaruwari, Jackiem Redshawem, Karlem Moore'em i Martinem Petrovem.
Po otrzymaniu swojego pierwszego międzynarodowego powołania w 1997 roku pod wodzą Mario Zagallo na mecz z Rosją, Sylvinho dołączył do kadry Brazylii na Złoty Puchar CONCACAF w 1998 roku, podczas którego ostatecznie zajęli trzecie miejsce i tym samym zdobył z drużyną brązowy medal . Następnie zadebiutował w reprezentacji Brazylii w towarzyskim meczu z Walią w Cardiff 23 maja 2000 roku, który zakończył się zwycięstwem 3:0. Cztery dni później zagrał w towarzyskim meczu z Anglią w Londynie, który zakończył się remisem 1:1. Następnie wystąpił w sumie w 6 występach w reprezentacji, będąc rezerwowym dla Roberto Carlosa na lewym obrońcy. Jego ostatni występ w reprezentacji Brazylii miał miejsce 28 marca 2001 w meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata przeciwko Ekwadorowi. W dniu 7 lipca 2011 r. Sylvinho ogłosił, że odchodzi z piłki nożnej. Został zatrudniony jako zastępca menedżera Cruzeiro 27 września 2011 r. Po pracy w Sport Recife i Náutico wrócił do Corinthians 5 lipca 2013 r. jako zastępca menedżera w Tite. W dniu 13 grudnia 2014 roku został mianowany asystentem trenera Roberto Manciniego przez włoski klub Inter Mediolan . W dniu 20 lipca 2016 roku dołączył do reprezentacji Brazylii jako asystent Tite po raz kolejny. 9 kwietnia 2019 r. został mianowany menadżerem reprezentacji Brazylii do lat 23 przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w 2020 r. , ale nie objął kierownictwa. 19 maja 2019 roku ogłoszono, że Sylvinho zastąpi Bruno Génésio w Olympique Lyonnais . Rodak Juninho Pernambucano , ikona klubu, został dyrektorem ds. piłki nożnej. W swoim debiucie na stanowisku menedżerskim seniorów 9 sierpnia wygrał 3:0 z Monako , a tydzień później zwyciężył u siebie 6:0 z Angers. Nie wygrał już więcej meczów w następnych siedmiu meczach ligowych i został zwolniony 7 października 2019 roku po porażce 1:0 z rywalem Saint-Étienne w derbach Rodanu. 23 maja 2021 roku ogłoszono powrót Sylvinho do Corinthians jako nowego menadżera w ramach kontraktu do końca następnego roku. Tydzień później w swoim debiucie przegrał u siebie 1:0 z Atlético Goianiense po niewykorzystanym rzucie karnym. 3 lutego 2022 roku, zaledwie po trzech meczach nowego sezonu, został zwolniony po porażce 1: 2 u siebie z rywalem Santosem. W dniu 2 stycznia 2023 roku Albański Związek Piłki Nożnej ogłosił, że osiągnął porozumienie z Sylvinho w sprawie objęcia funkcji nowego głównego trenera reprezentacji Albanii i że Pablo Zabaleta i Doriva dołączą do niego jako asystenci trenerów. Siedem dni później został oficjalnie mianowany głównym trenerem i podpisał 18-miesięczny kontrakt, którego celem była kwalifikacja do UEFA Euro 2024 . Zadebiutował 27 marca w przegranej 1:0 na wyjeździe z Polską w kwalifikacjach, ale później poprowadził drużynę do finału, remisując 1:1 z Mołdawią 17 listopada. Czterema zwycięstwami, trzema remisami i tylko pierwszą porażką Albania wygrała grupę, wyprzedzając Czechy w bezpośrednim pojedynku; Sylvinho otrzymał Złotą Odznakę Orła z rąk premiera Albanii Edi Ramy. Sylvinho, szybki, niezawodny i utalentowany technicznie lewy obrońca, był znany szczególnie ze swoich nakładających się przebiegów a także umiejętności dośrodkowań lewą nogą; posiadał również dobrą świadomość taktyczną, atrybuty defensywne i koncentrację, co umożliwiło mu również grę jako pomocnik a czasami nawet skrzydłowy.
6
Żywe, niedoceniane legendy FC Barcelony:
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
10
Premiery Dumy Katalonii:
12 kwietnia 1925 r. FC Barcelona rozegrała swój pierwszy w historii mecz z klubem z Ameryki Południowej. Przeciwnikiem był słynny Nacional Montevideo a mecz na Camp de Les Corts zakończył się wynikiem 2:2 po dwóch golach legendarnego Josepa Samitiera. Naturalnie był to mecz towarzyski. Warto wspomnieć iż w ekipie ,,Urusów” zagrał(i strzelił jednego z goli) słynny napastnik Hector Scarone, który rok później występował w barwach… Blaugrany.
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
2
@Kessie Liga Narodów to przy Copa America skromny kopciuszek...
7
@FCBparasiempre
Wychodzisz na mecz z jasnym celem. Przegrać jak najmniej. Zdarzało ci się już w tych eliminacjach dostać lanie 0:13 czy 0:8, ale są to wyniki do zaakceptowania. Nie wiesz, że za chwilę wydarzy się tragedia. Twoja drużyna zapisze się w kartach historii przez najwyższą porażkę w meczu międzynarodowym. Przegrywasz 0:31! Z Australią w strefie Oceanii było jak z młodszym bratem, któremu strzelasz 20 goli a on ci żadnego. Z tą jednak różnicą, że on nie potrafi jeszcze liczyć, więc cieszy się po prostu, że z Tobą kopie. 22:0 z Tonga, 17:0 z Wyspami Cooka, 16:0 z Wyspami Cooka, 13:0 z Wyspami Salomona. To kilka wyników Socceroos do feralnego spotkania z Samoa Amerykańskimi w 2002 roku. Tylko Nowa Zelandia potrafiła im się przeciwstawić. Licząc od lat 90. do dziś – zagrali z Australią 18 razy. 15 razy przegrali, raz zremisowali i dwa razy w słodkim stylu, bo w finałach pucharu kontynentu, wygrali po 1:0. Samoa Amerykańskie to połączenie największej wyspy, która nazywa się Tutuila i sześciu mniejszych wysepek na Oceanie Spokojnym. Jest to terytorium nieinkorporowane Stanów Zjednoczonych. Mieszka tam ponad 50 tysięcy ludzi. 11 kwietnia 2001 roku. Reprezentanci Amerykańskiego Samoa są po dwóch porażkach w swoich debiutanckich eliminacjach do mundialu. 0:13 i 0:8. Pierwszy raz w historii mają zmierzyć się z wielką Australią, która dwa dni wcześniej rozprawiła się z Tonga 22:0. W 1987 roku na turnieju Południowego Pacyfiku przegrali 0:20 z Papuą-Nową Gwineą, ale kto by to pamiętał. Przyznaję, że nieco patetycznie napisałem we wstępie, że nie wiedzieli o zbliżającej się tragedii. Mogli się jednak domyślać. Dlaczego? Zabroniono grać niemal wszystkim podstawowym zawodnikom. Zażądano od nich paszportu amerykańskiego. Tylko bramkarz, Nicky Salapu, spełniał to kryterium. Australia w tamtej chwili głośno debatowała o opuszczeniu swojej strefy eliminacyjnej. Potrzeba było argumentów. Właśnie dlatego wpakowali reprezentacji Tonga 22 gole. Piłkarze Samoa Amerykańskiego ostatecznie nie dostają pozwolenia na grę, co wielu określa mianem spisku. Młodsi zawodnicy mają szkolne egzaminy, więc ich też nie da rady powołać. Zbierają zespół dzieciaków ze średnią wieku 18 lat i trzema 15-latkami w składzie. Nie wszyscy w życiu w ogóle zagrali w spotkaniu 90-minutowym. Nie mają najmniejszego pojęcia o taktyce i nie potrafią skakać do główek.
Nicky Salapu był największą gwiazdą tamtego zespołu. Jako jedyny mógł zagrać. Po porażce wielokrotnie z niego żartowano, jednak prawda jest taka, że gdyby nie on, to skończyłoby się na 50 straconych bramkach. Nawet zainteresowało się nim kilka zagranicznych klubów. Twierdził jednak, że do tego meczu w ogóle nie powinno dojść i że niepotrzebnie kompletowali zupełnie przypadkowy zespół. Czy był zawstydzony klęską? Miał bardzo wysokie ambicje: ,,Chcę być jak Fabien Barthez. Znasz gościa, który gra w Manchesterze United? mam jego rękawice z autografem, ale nie są oryginalne. Cieszyłem się grą. Nie czuję się zawstydzony, bo każdy z nas się czegoś nauczył. Jeśli moglibyśmy wystąpić pierwszym składem, to mogłoby być 0:5, 0:6. Bez moich najlepszych obrońców nic nie mogłem zrobić.” Tony Langkilde, menedżer zespołu, miał żal do federacji, samych Australijczyków i przede wszystkim do mediów, które niepochlebnie wypowiadały się o umiejętnościach piłkarzy Samoa Amerykańskiego, nie przedstawiając do tego prawdziwej wersji zdarzeń. Efektowną porażkę trzeba było sprzedać. Nieważne, że prawie nikt z podstawowej kadry nie mógł zagrać: ,,Prawdopodobnie od początku celowali w rekord i nic nie byliśmy w stanie zrobić. Mogliby ustąpić, przecież nie potrzebowali tych bramek. Przeszkadza nam, że ludzie się odwracają i mówią, że nie powinno nas być w tym turnieju. Nie rozumieją, dlaczego nie mamy tak silnego zespołu i nie znają problemów, które musieliśmy pokonać.” Tablica pokazuje 32:0. Stracony gol co 2 minuty i 45 sekund. Przegrani leżą wykończeni na murawie. Dali z siebie tyle, ile mogli. Byli po prostu bezradni. Często mylnie mówi się o wyniku 32:0. Nawet FIFA się pogubiła. Wszystko przez osobę, która ręcznie zmieniała liczbę bramek na tablicy wyników. Jednego gola sędzia Ronan Leaustic nie uznał z powodu spalonego. Padały one jednak tak szybko, że można było się pomylić. ,,Nikt nie rozumiał! ani widzowie, ani dziennikarze, ani ludzie, którzy ręcznie obsługiwali tablicę wyników. To było nadzwyczajne. usłyszałem odgłosy za drzwiami naszej szatni. Otworzyłem je i zobaczyłem dziennikarzy! Szybko zorientowałem się, że coś się dzieje. konieczne było wyjaśnienie i podanie prawidłowego wyniku” – mówił dla France Football. Zostali ewidentnie oszukani w sprawie paszportów. To przecież sprawa na olbrzymią aferę. To jednak całkowicie nie ten typ ludzi. Po prostu to zaakceptowali, nadal wesoło tańczyli i zaczęli się modlić o pozytywny rezultat. ,,Ci chłopcy akceptowali wszystko z godnością. Nie walczyli o swoje prawa tak, jak powinni. Powiedziałem do komisarzy FIFA, że ci oni i tak zamierzają się jakimś cudem zebrać. Zapytałem – czy takiego właśnie meczu chcecie? wynik nic dla nich nie znaczy” – mówił David Smith.
David Smith zajmował się sprawami organizacyjnymi. Pełnił rolę łącznika pomiędzy reprezentacjami. Był zdumiony radością, jaką prezentowali goście z Samoa. Potrafili się świetnie bawić i to po totalnym blamażu, co czytamy w wypowiedzi łącznika. Przegrali 0:31, ale to nie przeszkodziło im rozerwać się wieczorem w Coffs Harbour, gdzie odbył się mecz: ,,Przegrali w fatalnym stylu, ale stanęli w szeregu z rękami na ramionach kolegów i śpiewali. Są fantastycznymi śpiewakami. Gdyby to był konkurs śpiewu, to wszyscy inni by się poddali. Świetni ludzie, świetne głosy, ale w piłkę grać nie umieli. byli fatalni, okropni. Rezerwy z siódmej ligi amatorskiego zespołu by ich pokonały. Byli to jednak najlepsi ludzie, jakich poznałem.” Dobrze znacie scenę z filmu „Ucieczka do zwycięstwa”. Punktem kulminacyjnym jest mecz, który rozgrywają między sobą alianccy więźniowie i drużyna niemiecka. Jeńcy tworzą plan, by uciec w przerwie, jednak ostatecznie wychodzą na murawę i w drugiej połowie ogrywają we wspaniałym stylu Niemców. Piłkarze z Samoa Amerykańskiego przegrywali do przerwy 0:16, ale nawet nie myśleli o ucieczce. Sędzia by się pewnie nie pogniewał, bo w notesie powoli brakowało miejsca na zapisywanie kolejnych strzelców: ,,Samoańczycy nie próbowali uciekać w przerwie! Pod koniec pierwszej połowy zdałem sobie sprawę, że nie mam już zbyt wiele miejsca do notowania strzelców bramek. Po wznowieniu australijski gracz zapytał mnie, czy wziąłem flipchart!”. Archie Thompson strzelił w tamtym spotkaniu 13 goli! Dla reprezentacji zdobył 28 goli, z czego niemal połowę stanowiły te z pojedynku z Samoa. Na pytanie zadane przez Four Four Two, czy dostał cztery piłki, odpowiedział: ,,Nie, tylko jedną a powinienem! Powinienem był się dowiedzieć, czy tak można.” Australia swoje mecze eliminacyjne do mistrzostw świata i kontynentu gra z drużynami azjatyckimi od 2006 roku, a to spotkanie było jednym z największych argumentów do opuszczenia federacji Oceanii. Gdyby nie to, kat Amerykańskiego Samoa zapewne uzbierałby w kadrze tych goli jeszcze więcej. Bardzo ucieszył się z rekordu, jakim było 13 goli jednego zawodnika w meczu międzypaństwowym, jednak pytał, czy jest sens gry z takimi zespołami: ,,Pobicie rekordu świata jest spełnieniem marzeń. Tylko musisz widzieć też z kim gramy i pytać, czy jest sens. To strata czasu. Ich zawodnicy byli na koniec uśmiechnięci. Niewiele więcej mogli zrobić. Myślę, że chcieli w ogóle wyjść z połowy. Reprezentanci Samoa Amerykańskiego oddali jeden celny strzał na bramkę. W 86. minucie. Michael Petkovic jednak obronił. Dopiero w 2011 roku wygrali swój pierwszy mecz. 2:1 z Tonga. O pracy trenera Thomasa Rongena z tą kadrą opowiada dokument Next goal wins. Gwiazdą reprezentacji był Nicky Salapu. Ten sam, który puścił 31 bramek z Australią. W obronie grał też Jaiyah Saelua, pierwszy transseksualista w eliminacjach MŚ. Od tego czasu futbol na tej wyspie się rozwija. W eliminacjach do mundialu w Rosji byli bardzo bliscy przejścia pierwszej fazy eliminacyjnej. Pokonali dwie ekipy – Tonga i Wyspy Cooka. Wyprzedziła ich tylko drużyna Samoa. Zmobilizowali się po tym, jak na całym świecie ich wyśmiewano. Rekord ten utrzymywał się do lipca 2015 roku. Wtedy to reprezentacja Fidżi pokonała Mikronezję 38:0 w Igrzyskach Pacyfiku. Kilka dni później Vanuatu wygrało z nimi jeszcze więcej. 46:0. Bramkarz otwarcie przyznał dziennikarzowi Guardiana, że pierwszy raz na tej pozycji zagrał trzy tygodnie wcześniej. 0:30 z Tahiti, 0:38 z Fidżi, 0:46 z Vanuatu. Da się być gorszym od Samoańczyków. Piłkarze tej reprezentacji odetchnęli z ulgą. Od tamtej chwili nie byli już najgorsi.
9
Australia ustanawia rekord świata:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
0
@Joerg_Van_der_Schulz To nie do końca chochlik tylko brak czasu na korekte ale dziękuje za przypomnienie :)
10
Legendy polskiego futbolu:
11 kwietnia 1963 r. urodził się Waldemar Fornalik, uznawany za jednego z najlepszych trenerów w naszym kraju. To szkoleniowiec, którzy przez lata prowadził wiele klubów na szczeblu Ekstraklasy. Co więcej, Waldemar Fornalik był też selekcjonerem reprezentacji Polski. Jest to zatem niesamowicie doświadczony trener, który aktualnie pracuje w Piaście Gliwice. Jako piłkarz, był związany tylko z jednym klubem. W latach 1983-1994 występował w Ruchu Chorzów. W tym czasie rozegrał dla tego klubu 233 mecze, strzelając 4 gole. Jego kariera trenerska jest zgoła odmienna, bo związana jest z wieloma klubami w naszym kraju. Fornalik zaraz po zakończeniu przygody z piłką nożną od razu rozpoczął działalność szkoleniową. Początkowo był związany z Ruchem Chorzów, gdzie funkcjonował jako asystent pierwszego trenera. W latach 1993-2001 Waldemar Fornalik zbierał trenerskie szlify będąc w sztabie Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze, Poloni Bytom i Wisły Kraków. Na samodzielną pracę zdecydował się dopiero w 2001 roku, kiedy to przejął stery w Górniku Zabrze. Tam trenował w latach 2001-2004. Następnie na jeden sezon został asystentem szkoleniowca Amici Wronki. Od 2005 roku, a więc zatrudnienia w Odrze Wodzisław Śląski kontynuował już samodzielną karierę.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
11
Feliz cumpleaños Thiago!
11 kwietnia 1991 r. urodził się Thiago Alcantara. Z pochodzenia jest Brazylijczykiem, jego ojciec Mazinho zdobył z Canarinhos mistrzostwo Świata w 1994 r. W tym samym roku cała rodzina przeniosła się do Hiszpanii, gdzie Mazinho jeszcze przez kilka lat grał w piłke a synowie przyjęli hiszpańskie obywatelstwo. Thiago był wyróżniającym się zawodnikiem młodzieżowych drużyn Blaugrany i już w wieku 18 lat zadebiutował w pierwszym zespole. Wszyscy wiemy kto pozwolił mu zadebiutować w FC Barcelonie i jak potoczyły się dalej jego losy…
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
1
@FcPortoFan1999 No to zobaczymy, gdyż wiara czyni cuda(ponoć)...
0
Doktor Dżekil i mister Hajt, taka własnie jest nasza Barcunia w tym sezonie. Byłaby niezła heca gdyby Barca zdobyła Lige Mistrzów a w La liga zajeła dopiero 3 miejsce. Tylko czy ktoś w to wogóle wierzy?
7
@FCBparasiempre
10 kwietnia 1973 r. urodził się Roberto Carlos, Mistrz Świata 2002(Korea;Japonia); Wicemistrz Świata 1998(Francja); 2-krotny zdobywca Copa América: 1997, 1999 oraz 3-krotny Zdobywca Ligi Mistrzów: 1998, 2000, 2002(z Real Madryt). Ten wiecznie uśmiechnięty, dysponujący niesamowicie potężnym uderzeniem z dystansu Brazylijczyk był synonimem nowoczesnego lewego obrońcy, włączającego się do akcji ofensywnych. Myślisz „lewy obrońca”, mówisz „Roberto Carlos”. Myślisz „Roberto Carlos”, mówisz „Real Madryt”. Ten zawodnik był związany z klubem z Santiago Bernabeu aż przez 11 lat i zawsze będzie kojarzony z naszym klubem. Urodził się 10 kwietnia 1973 roku w Sao Paulo. Ciekawe jest pochodzenie jego imienia. Otóż zostało nadane mu na cześć znanego brazylijskiego piosenkarza. Chyba nikt nie spodziewał się na początku, że ten właśnie chłopiec będzie o wiele, wiele sławniejszy i rozpoznawany pod każdą szerokością geograficzną. Jak wielu Brazylijczyków, Roberto Carlos pochodził z biednej rodziny a futbol pomagał mu zapomnieć o wielu codziennych kłopotach i biedzie. Jego przygoda z futbolówką rozpoczęła się w wieku 14 lat, w 1987 roku, kiedy zapisał się niewielkiego klubu Uniao Sao Joao Arras. W 1992 roku przeniósł się do Atletico Mineiro Belo Horizonte a w 1993 roku trafił do znanego brazylijskiego klubu – Palmeiras Sao Paulo i pomógł mu w zdobyciu dwóch tytułów mistrza Brazylii w 1993 i 1994 roku. Niewiele później w Europie Massimo Moratti postanowił, że uczyni Inter Mediolan wielkim klubem zdobywającym wiele trofeów, na co najlepszą metodą było uruchomienie dużej gotówki na transfery. Dzięki temu filigranowy lewy obrońca rodem z Brazylii trafił do światowej stolicy mody. W klubie z Mediolanu Carlos trafił pod opiekuńcze skrzydła angielskiego trenera Roya Hodgsona, ale zabawił tam tylko jeden, ale udany sezon, ponieważ zagrał w nim w 30 spotkaniach i strzelił 6 bramek. Po tym jednym jedynym sezonie w Mediolanie, Brazylijczyk przeniósł się do Madrytu, gdzie na dobre rozwinął skrzydła. Za tym transferem stał Fabio Capello, który w Madrycie długo nie wytrzymał, bo tylko sezon. Jak się później okazało, o wiele dłużej pozostał wierny barwom „Królewskich” Roberto Carlos. Debiut lewego obrońcy przypadł na dzień 31 sierpnia 1996 roku i był to mecz rozgrywany w La Corunii, przeciwko tamtejszemu Deportivo. Pierwszy sezon w Madrycie zakończył się zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii, a już po dwóch latach Brazylijczyk miał na swoim koncie triumf w Lidze Mistrzów, którą zresztą wygra jeszcze dwa razy: w 2000 i 2002 roku. Podczas gry w Realu, Roberto Carlos stał się najlepszym lewym obrońcą na świecie i świetnie wywiązywał się zarówno ze swoich obowiązków w defensywie, jak i w ofensywie. Efektowne rajdy z piłką po lewej flance, atomowe strzały z dystansu i świetnie wykonywane rzuty wolne stały się jego znakiem firmowym. Zdobywał z Realem kolejne trofea, przetrwał erę „Galacticos”, zmieniali się kolejni trenerzy, a on ciągle cieszył się ich zaufaniem. Co ważne ciągle cieszył się grą, a kibice często mogli zauważyć jego szeroki od ucha do ucha uśmiech podczas meczów. W przeciwieństwie do wielu swoich rodaków nie miał opinii balangowicza – wręcz przeciwnie, często był stawiany za wzór profesjonalizmu, przyzwoitości i nigdy nie był uczestnikiem jakichkolwiek skandali. Może dlatego przez cała swoją karierę cieszył się dobrym zdrowiem, niewielką ilością kontuzji i być może dlatego gra w piłkę do dziś, mimo 37 lat na karku. Roberto Carlos był wierny Realowi bardzo długo. Grał z wieloma piłkarzami, którzy już zakończyli kariery, jak Mijatović, Sanchiz, Suker, Helguera, był świadkiem eksplozji talentu Raula, przetrwał erę „Galacticos” i grał także z wieloma młodymi piłkarzami, którzy grają w Madrycie do dnia dzisiejszego, m.in. Marcelo – swoim następcom. Brazylijczyk zachował się także bardzo profesjonalnie w momencie odejścia z Madrytu. Do ostatniej chwili nie chciał przyznać, że to dyrekcja klubu nie chciała spełnić jego wielkiego marzenia, czyli zakończenia kariery w białej koszulce „Królewskich”. Przyznał to dopiero po przejściu do nowego klubu – Fenerbahce Stambuł .
W klubie z Madrytu rozegrał aż 475 meczów i strzelił 62 gole. Zapadł w pamięć wszystkim, a wielu uważa go za najlepszego w historii futbolu lewego obrońcę. W 2007 roku odszedł do Turcji, a na lotnisku w Stambule został przywitany jak król. Wiele tysięcy fanatycznych tureckich kibiców zgotowało mu przywitanie godne najlepszego piłkarza świata. Także w tym klubie dawał z siebie wszystko, ale nie zapomniał o Realu. W sezonie 2009/2010 gdy często mówiło się o brakach na pozycji lewego obrońcy, Roberto Carlos deklarował, że z chęcią wróci do swojego „domu”, na Santiago Bernabeu choćby tylko na rok, by pomóc swojemu ukochanemu klubowi. Jednak nikt z dyrekcji klubu, ani sztabu szkoleniowego nie był zainteresowany pozyskaniem Brazylijczyka, wobec czego wrócił do swojej ojczyzny. W styczniu 2010 zasilił Corinthians, gdzie występował razem z Ronaldo. Na początku lutego 2011 jego zespół niespodziewanie odpadł z Copa Libertadores już w pierwszej fazie turnieju (przegrana z kolumbijskim Deportes Tolima), a kibice uznali Roberto Carlosa za jednego z najbardziej winnych porażki. Twierdzono, że kontuzja, która wykluczyła obrońcę z rewanżowego meczu, była przez niego symulowana w celu uniknięcia odpowiedzialności za ewentualną porażkę. Pogróżki kierowane pod jego adresem spowodowały, że kilka dni później poprosił klub o rozwiązanie z nim kontraktu mającego obowiązywać do końca 2011 roku i 11 lutego odszedł z Corinthians. W sumie rozegrał dla Corinthians 61 meczów i zdobył 5 goli. Dzień później przyjął ofertę gry w Andży Machaczkała, dagestańskim klubie występującym w lidze rosyjskiej, podpisując kontrakt do końca sezonu 2012/13. 29 września 2011 otrzymał ofertę poprowadzenia swojego zespołu jako trener, przyjął je i stał się następcą Gadżi Gadżajewa. Ostatni mecz w barwach Andży rozegrał pod koniec 2011. Kontrakt z klubem obowiązywał go do czerwca 2013, lecz umożliwiał mu przedwczesne przejście na sportową emeryturę. W marcu został skreślony ze składu drużyny. Były Galacticos został wówczas jedynie asystentem trenera w Andży W piłce klubowej Roberto Carlos osiągnął bardzo wiele. Wygrał z Realem praktycznie wszystkie możliwe trofea, a i z reprezentacją Brazylii na niwie reprezentacyjnej nie ma się czego wstydzić. Imponujący jest jego dorobek w kadrze – aż 132 mecze i 11 goli. Wiele jego bramek jest do tej pory wspominanych przez kibiców, jak choćby tak strzelona w 1997 roku podczas towarzyskiego meczu z Francją. Brazylijczyk uderzył bardzo mocno piłkę obok muru, i gdy zdawało się, że nie ma prawa trafić do siatki i minie bramkę w bardzo dalekiej odległości, ta zatoczyła łuk i zatrzepotała w siatce. Wszyscy kibice na stadionie, przed telewizorami i stojący w bramce „Tricolores” Fabian Barthez byli zdumieni i trwali przez pewien czas w tym osłupieniu. Rzuty wolne i strzały z dystansu były największą bronią filigranowego Brazylijczyka – rekord prędkości uderzonej przez niego piłki wynosi 178 km/h, a piłkarze rywali stojący w murze, często na widok Carlosa rozpędzającego się do piłki przed uderzeniem z rzutu wolnego, czynili znak krzyża i modlili o zachowanie życia. Tak długa gra na wysokim poziomie nie byłaby możliwa, gdyby nie profesjonalizm, dbanie o siebie i zaangażowanie na treningach. Na pewno pod tym względem Roberto Carlos może być wzorem dla wielu młodych piłkarzy dopiero zaczynających przygodę z piłką. Jego odejście z klubu w takich, a nie innych okolicznościach pokazuje, jak bezwzględna czasem potrafi być polityka prowadzona przez Real. Nie był on pierwszym zasłużonym dla klubu zawodnikiem, który został pożegnany w nieprzyjemnych okolicznościach – warto przypomnieć odejścia Hierro, Salgado, Helguery czy Luisa Figo. Tak czy owak Brazylijczyk jest chyba najwybitniejszym lewym obrońcą w historii futbolu a z pewnością najbardziej ofensywnym.
6
Wybitne legendy futbolu:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
0
@Sysia11 Osobiście uważam że Vinicius Junior na pewno nie jest gorszy od Di Marii czy Benzemy. Wczoraj pokazał absolutną klase światową(!) zwłaszcza ta genialna asysta do Valverde. Rzekłbym nawet że wczorajszy Vinicius zagrał na poziomie Cristiano Ronaldo z najlepszego okresu gry w Realu Madryt. Jednak mam gorącą nadzieje że ,,The Citizens" pod przywództwem De Bruyne przechylą szale awansu do półfinału na swoją korzyść, czego ogromnie bym sobie życzył...
5
@FCBparasiempre
W historii piłki nożnej przewinęło się wiele postaci, które odcisnęły duże piętno na tej dyscyplinie sportu. Byli to piłkarze, działacze z ciekawą wizją, czy wreszcie trenerzy. To właśnie szkoleniowcy zmieniali niejednokrotnie spojrzenie zwykłego kibica piłki nożnej. Odmieniali wizję tego sportu, rozwijali taktykę, czy byli po prostu nieprzeciętnymi osobami. Kimś takim z pewnością był Helenio Herrera, legenda Interu Mediolan. Helenio Herrera urodził się 10 kwietnia 1910 roku w Buenos Aires. Oficjalnie, ponieważ są spore wątpliwości co do jego daty narodzin. Mówi się, że Helenio dokonał zabiegu odmłodzenia, edycji swoich papierów, co często można zauważyć wśród obywateli krajów afrykańskich. Hipoteza dotycząca oficjalnej daty narodzin Herrery mówi, że urodził się sześć lat później. Co by nie pisać, to i tak szybko życie nakazało jego rodzinie wyjechać z rodzinnych stron, by osiedlić się w Casablance. Ojciec Helenio, Francisco, był bowiem stolarzem z Andaluzji o poglądach anarchistycznych. Naturalnie przez to został wygnany z Hiszpanii. Matka, Maria Gavilán Martínez, która była sprzątaczką, musiała układać wraz z mężem życie na nowo. Pomogło im to znacząco przyjście na świat młodego Helenio. Casablanca była w latach dwudziestych XX wieku miastem kolonialnym Francji. Herrera trafił z racji tego do jednej z francuskich szkół, gdzie spotkał rówieśników z różnych części Europy. Znaleźli się wśród nich choćby Żydzi, Hiszpanie, Włosi, czy naturalnie Francuzi. Pomogło to stać się Herrerze swego rodzaju poliglotą, aczkolwiek mówił on w mieszance języków włoskiego i hiszpańskiego. Z czasem zaraził się pasją do piłki nożnej, czego efektem był jego wyjazd do Paryża. Tam próbował rozwijać swoją karierę piłkarza. Pierwszym klubem, w którym zagrał we Francji, był Club Athlétique des Sports Généraux. Wcześniej bowiem próbował sił w klubach w Maroko takich, jak Roches Noires i Racing Casablanca. Kolejnymi klubami w karierze Herrery były Stade Français, Charleville, Excelsior Roubaix, Red Star Olympique i CSM Puteaux, w którym rozpoczął karierę trenerską. Początek jego historii jako trenera przypadł na szybki koniec kariery piłkarskiej. Spowodowane było to urazem kolana, jaki przytrafił się Herrerze, gdy miał on około 20 lat. Helenio już wtedy tworzył wokół siebie specyficzną aurę wielkości. Był niezwykle pewny swoich racji. ,,Moją zaletą jest to, że wielcy gracze są pomnikami zarozumiałości, kiedy stają się menedżerami. Nie wiedzą, jak uczyć kogoś, co naturalnie zrobili z tak wielką łaską. Nie w moim przypadku”– podsumował Helenio Herrera. Już wtedy Herrera w sposób enigmatyczny, specyficzny starał się przedstawiać swoje przemyślenia na temat futbolu. W tym samym czasie rozwijał się jego zamordyzm trenerski. Można powiedzieć, że współczesnym odpowiednikiem legendy Interu jest Diego Simeone. Piłkarz Atletico, Alfonso Aparicio wspominał, że Helenio Herrera zmuszał drużynę „Los Colchoneros” do trzygodzinnych treningów dziennie.
Helenio Herrera swoją karierę trenerską w Hiszpanii rozpoczął w Realu Valladolid. Nie popracował tam jednak zbyt długo, co okazało się cechą charakterystyczną dla jego kariery trenerskiej. Następnie trafił do Madrytu i Atletico, gdzie zaczął święcić pierwsze triumfy w swojej karierze, czego dowodem są zdobyte dwa tytuły mistrza Hiszpanii w sezonach 1949/1950 i 1950/1951. W zespole z Madrytu wytrzymał trzy lata, po czym w 1952 roku trafił do Malagi. Tam jednak metody Herrery nie trafiły na podatny grunt i jeszcze w tym samym roku odszedł do Deportivo La Coruna. Tam również szybko pogoniono Herrerę, po czym trafił do Sevilli. Co prawda jego przygoda w Andaluzji trwała 4 lata, ale nie była owocna w sukcesy. Po odejściu z Hiszpanii wylądował w portugalskim Belenenses, ale szybko zatęsknił za większą częścią Półwyspu Iberyjskiego. Wrócił do jednego z dwóch najwspanialszych klubów w historii kraju, do FC Barcelony. Herrera dostał misję zdetronizowania najlepszej wówczas drużyny świata, czyli Realu Madryt. Zespół naszpikowany takimi piłkarzami, jak Gento, Di Stefano, czy Puskas wygrywał wówczas wszystko. Warto jednak pamiętać, że mogło być zupełnie inaczej, ponieważ Di Stefano był piłkarzem Barcelony, gdzie miał problemy z opuszczeniem klubu na rzecz Realu. Doszło wręcz do interwencji rządu w tej sprawie. Mimo wszystko Herrera zastał grupę naprawdę świetnych piłkarzy. Luis Suarez, Sandor Kocsis, Zoltan Czibor, czy przede wszystkim ten, przez którego Herrera był zmuszony odejść – Ladislao Kubala. Herrera próbował bowiem za wszelką cenę udowodnić, że Kubala źle się prowadzi i próbuje pokazać jakieś niewytłumaczalne choroby. Prawdą jest, że Kubala nadużywał alkoholu. Konflikt miał również podłoże czysto sportowe, ponieważ Kubala, grający przyjemnie i lekko dla oka nie bardzo chciał dostosować się do bezpośredniej piłki Herrery. Sportowo detronizacja Realu się udała, ponieważ Barcelona zdobywała tytuły mistrza Hiszpanii, ale psychologicznie Herrera musiał polec. Piłkarze po pewnym czasie mieli dość jego zamordyzmu i wtrącania się w każdy aspekt życia. Po tym wszystkim odszedł do Włoch, gdzie zaczęła tworzyć się jego legenda. Po odejściu z Barcelony Herrera trafił do Mediolanu. Wkrótce po jego nadejściu, a dokładnie rok po tym zdarzeniu, do Serie A wrócił AC Milan z Nereo Rocco na ławce. Miały być to narodziny wielkiej rywalizacji nie tylko tych dwóch klubów, ale przede wszystkim dwóch strategów. Nikt nie przypuszczał wówczas, że obaj stworzą podwaliny pod zupełnie nowy system taktyczny– catenaccio. ,,Jeśli nie stracimy bramki, nie przegramy meczu”- z takiego założenia wychodził Herrera. Catenaccio polegało na możliwie najczęstszej grze w obronie, by jak najwięcej piłkarzy broniło. Do Herrery i Rocco zarazem przylgnął przez to tytuł „morderców futbolu”. Paradoksalnie jednak zespół Interu grał mimo catenaccio ciekawie dla oka. Herrera po przyjściu do Włoch postanowił zupełnie zmienić podejście wszystkich ludzi interesujących się piłką. Do tej pory mało kogo obchodzili trenerzy.
,,Kiedy Herrera przyjechał do Włoch, nikt tak naprawdę nie znał nazwisk trenerów”- wspominał Sandro Mazzola. Liczyli się wówczas tylko piłkarze. Herrera, jako że lubił być w centrum uwagi, nie mógł tego przeboleć i postanowił sobie za cel stanąć na piedestale. Swoje rządy w Interze rozpoczął podobnie, jak w Barcelonie. Niezwykle ciężkie treningi i obozy miały tworzyć charaktery piłkarzy „Nerazzurrich. Innym punktem w planie Helenio było pozbycie się niesfornych piłkarzy. Za cel obrał sobie Juana Valentina Angelillo, który podobnie jak Kubala źle się prowadził. Angelillo nie miał jednak na tyle wysokiego statusu społecznego w Mediolanie, czego efektem było jego odejście. Następnie z klubu wyleciał Armando Picchi, który zbyt często wdawał się w dyskusje z „dyktatorem”, jak określany był Herrera. Picchi po tym został wysłany do Varese. Jedynym piłkarzem, który przetrwał wszystkie zagrania Herrery był Mario Corso, lewoskrzydłowy. On miał znacznie więcej szczęścia, ponieważ był pupilem właściciela Interu, Angelo Morattiego. Herrera oprócz zamordyzmu szczycił się tym, że był po części też psychologiem. Mówiło się, że Inter czy wcześniej Atletico wygrywały swoje mecze przed ich rozpoczęciem. W Atletico potrafił wyjść przed piłkarzami na płytę boiska, by uwaga fanatyków przeciwnika skupiła się na nim, po czym zmęczeni kibice nie mieli energii do wsparcia drużyny. W Interze z kolei brał piłkarzy w okrąg i wielokrotnie sugerował im, że przyjechali nie po to, by gdzieś grać, tylko by wygrać. Fanatyzm Herrery i chęć wygrywania omal nie doprowadziły go jednak na łono Abrahama. Otóż w drugim okresie pracy w Interze przeżył atak serca. Kilka lat później z kolei przetrwał wypadek, w którym złamał kręgosłup. W Interze ostatecznie wygrał trzy razy mistrzostwo Włoch, dwa razy Puchar Europy i tyle samo Pucharów Interkontynentalnych. W 1968 roku Herrera trafił do AS Romy. Tam już szło mu znacznie gorzej. Nie pomogła mu również sytuacja z Giuliano Taccolą, piłkarzem „Giallorossich”, który po ataku serca został wręcz zmuszony do wyjazdu z drużyną na mecz (słynny zamordyzm). Po porannym treningu przy zimnej pogodzie Herrera tylko bardziej naraził Taccolę na powtórny atak serca. Piłkarz oglądał co prawda mecz z trybun, jednak w szatni przytrafił mu się zawał, czego efektem był zgon zawodnika. Kibice bardzo mocno obwiniali Herrerę za to zdarzenie. Z czasem w Romie łączy się również polski wątek, ponieważ Herrera mierzył się w słynnym trójmeczu w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Później powrócił on do ukochanego Mediolanu, jednak po ataku serca postanowił zrezygnować z tak ostrych treningów i stresu. Potrenował później jeszcze w Rimini, by zakończyć karierę w Barcelonie. Po tym czasie zaczął pisać do różnych gazet artykuły, by w 1997 roku odejść z tego świata. Oto, jak pożegnał go legendarny Gianni Brera. ,,Najważniejsze dla mnie jest to, że nigdy nie jest fałszywy, nawet wtedy, gdy sam się zmusza. Helenio Herrera jest zawsze prawdziwy, jeśli nie zawsze nam się podoba”– Brera 33 lata wcześniej. Helenio Herrera jak można łatwo zauważyć, był osobą ciekawą, kontrowersyjną, ale nie można odmówić mu charyzmy i zaangażowania w swoją pracę. Nie znosił sprzeciwu, ale zarazem doceniał tych, którzy chcieli skoczyć za nim w ogień.
5
,,El Mago”:
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
10
Wilimowski ,,rozpoczął” sezon 1938:
Inauguracja sezonu wypadła w Niedziele Palmową 10 kwietnia. Początek wyznaczono na 16.30 a przeciwnikiem ,,Niebieskich” był Śmigłym Wilno. Na trybunach przy Cichej zgromadziło się około 3 tys. widzów, co jak na Ruch było dość przeciętnym wynikiem. Warto jednakże zaznaczyć iż tego dnia była bardzo niesprzyjająca pogoda. Opady śniegu z deszczem i przenikliwe zimno nie zachęcały do przyjścia na stadion. Powszechnie spodziewano się łatwego i wysokiego zwycięstwa gospodarzy. Tymczasem początek był zgoła sensacyjny. Już w drugiej minucie wilnianie po składnym zagraniu ataku zdobyli gola. ,,Niebiescy” ruszyli do ataku i po chwili Wilimowski w swoim stylu wyrównał. Dalsza część pierwszej połowy przebiegała pod dyktando gospodarzy, którzy po strzale głową Peterka po rzucie rożnym objęli prowadzenie 2:1. Jednakże goście jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać i po 45 minutach wynik brzmiał 2:2. W drugiej połowie z każdą minutą rósł napór Ruchu. Niesamowite rzeczy w bramce gości wyczyniał bramkarz Czarski, który obronił kilkanaście strzałów ,,Niebieskich”. Na początku drugiej odsłony meczu obronił rzut karny egzekwowany przez Peterka. Dopiero w końcówce spotkania rozwiązał się worek z golami a te gole zdobyli: Wilimowski z podania Wiechoczka, Peterek po główce przy rzucie wolnym Giemzy i na sam koniec po pięknej dwójkowej akcji z Wodarzem, ponownie Wilimowski. Ostatecznie Ruch wygrał 5:2 i rozpoczął marsz po kolejne mistrzostwo Polski.
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@NeroTFP1
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
2
@M3SSI Najmocniej przepraszam! Oczywiście że chodzi o PSG! W natłoku ludzkich spraw wkradł mi się właśnie taki błąd...
12
Na kłopoty? Tylko Messi:
10 kwietnia 2013 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou z AC Milan 1:1 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. W rewanżu szala przechylała się na korzyść PSG, gdy na boisko został posłany kulawy Messi, który na jednej nodze wprowadził Barçe do półfinału. To był wspaniały czas ,,La Pulgi”. Bez niego na boisku, w końcówce pierwszego i na początku drugiego meczu, paryżanie wygrali z Katalończykami 3:1, z Messim przegrali 0:2. Blaugrana szósty raz z rzędu dotarła do półfinału Ligi Mistrzów. Gole w meczu zdobyli: Pedro(71 minuta) oraz Pastore(50 minuta).
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sysia11
0
@Mixtape Problemy żołądkowe? A ja myślałem że Pepito go celowo na ławke dał. A skąd te problemy żołądkowe się wzieły?
1
Vamos ,,The Citizens"! Vamos Pepito! Vamos Manchester(!) pomimo braku wspaniałego Kevina, który został... ,,...sam w domu"...
0
@FcPortoFan1999 Nic dodać, nic ująć...
0
@Lionel_Messi10 Co masz na myśli ,,Na podbój Monterrey"? Jakieś rozgrywki międzynarodowe(?), gdyż to meksykańskie miasto, w którym chłopaki Piechniczka męczyli się na mundialu w 1986 r.
0
@FcPortoFan1999 Zaryzykowałbym stwierdzenie że była nawet najmocniejsza w dziejach polskiego futbolu...
2
@Deviler Zdecydowanie Real Madrid - Manchester City, zwłaszcza że z powodzeniem mógłby to być finał Ligi Mistrzów!