0

@fart No ale przy równej ilości punktów to bilans bramkowy City mają lepszy na te chwile...

0

@MesQueUnClub96 Ale o co ci chodzi? Przecież West Ham nie ma już na nic żadnych szans! A Obywatele cudownie grają! i zasługują na majstra...

0

No i jak tam ,co tam, dla Pepito to nawet i remis wystarcza do mistrzostwa zgadza się?

0

@MesQueUnClub96 Jakie dymy i gdzie?

6

@FCBparasiempre
Euro 1988

Uczestnictwo w czterech finałowych turniejach z rzędu, poparte dwukrotnym złotym i jednym srebrnym medalem mistrzostw Europy było wystarczającą rekomendacją aby przyznać RFN organizację Euro ’88. Schedę po niemieckim trenerze Derwallu przejął wyjątkowo ambitny Franz Beckenbauer. ,,Kaiser” usiłował zaszczepić swoim podopiecznym wszystkie te boiskowe cechy, z których on sam słynął przez wiele lat gry. Upór, determinacja i waleczność od zawsze cechowały Niemców ale nikt ich tak dobrze nie potrafił wyegzekwować, jak charyzmatyczny Franz. Z nadziejami na zwycięstwo przygotowywali się do organizacji swoich pierwszych i ósmych z kolei mistrzostw Europy. Największą niespodzianką dotyczącą Euro był brak obrońców tytułu Francuzów. ,,Trójkolorowi” przegrali rywalizacje w eliminacjach z ZSRR i NRD. Nie pomógł kończący karierę Platini, który wystąpił raptem w trzech meczach, nie zdobywając żadnego gola. Bohater z Euro ’84 po raz ostatni założył reprezentacyjny kostium w meczu z Islandią. Był to jedyny zwycięski mecz Francuzów w tych kwalifikacjach. Z kolei po raz trzeci w historii kwalifikacyjnych zmagań biało-czerwoni trafili w grupie na Holendrów. Tym razem obyło się bez heroicznych bojów, gdyż nasi piłkarze sami wyjątkowo utrudniali sobie życie. Porażki z Grecją i Węgrami oraz historyczny remis z Cyprem wytyczyły Polakom przedostatnie miejsce w grupie. Z Holandią pojednawczo było tylko w Amsterdamie. W Zabrzu dwukrotnie dał znać o sobie Gullit i to wystarczyło by pognębić gospodarzy i zakwalifikować się na turniej. Ponownie w stawce o najwyższe cele zabrakło Czechosłowaków. Najlepsza w grupie okazała się Dania i to ona pojechała na Euro. Reprezentacja RFN trafiła w grupie w turnieju na drużyny, z którymi mieli dawne porachunki do wyrównania a mianowicie na Włochów, Hiszpanów oraz Duńczyków. Najtrudniej było z Włochami. Mecz otwarcia rozgrywano w Düsseldorfie rozstrzygnął się w 3 minuty. Pierwsi gola zdobyli ,,Azzurri”. Autorem jego był Mancini. Radość nie trwa jednak długo. Po chwili Niemcy mają rzut wolny pośredni i Brehmer mocnym strzałem po ziemi pokonuje Waltera Zenge. W kolejnych dwóch meczach gracze RFN gładko zwyciężali. Swoich prześladowców mieli także Duńczycy a byli nimi Hiszpanie, którzy zagrodzili Duńczykom drogę do wielkiego finału Euro ’84, eliminując ich po rzutach karnych. Dwa lata później na mundialu w Meksyku ponownie drużyny wpadły na siebie, tym razem w 1/8 finału. Skończyło się pogromem. ,,La Roja” zdemolowała przeciwników aż 5:1 a cztery(!) gole strzelił Emilio Butragueño. Mit o ,,duńskim dynamicie” wygasł na dobre w trakcie Euro ’88. Piłkarze Piontka przegrali wszystkie trzy mecze. Z Niemcami i Włochami do zera, Z Hiszpanią po zaciętej walce i jednego z goli… Butragueño, minimalnie 2:3. Madrycki ,,Sęp” nie był tym razem tak zachłanny na strzelanie bramek, przez co jego drużyna dość wcześnie odpadła z turnieju. Cała trójka z podium Euro ’84 tym razem nie stanęła na wysokości zadania. Obrońcy tytułu w ogóle nie dostali się na zawody a druga i trzecia drużyna poprzednich mistrzostw okazała się teraz trzecią i czwartą ,,siłą” grupowych rozgrywek. Do fazy pucharowej przedarli się gospodarze oraz Włosi. Druga para półfinalistów miała się wyłonić z czwórki: Holandia, ZSRR, Irlandia oraz Anglia. W pierwszym dniu doszło do meczów Anglii z Irlandią oraz Holandii z ZSRR. Na początek zmierzyli się ze sobą Brytyjczycy. W bratobójczym starciu górą byli Irlandczycy po jedynym golu Houghtona. Mecz Holandia-ZSRR to przede wszystkim pojedynek dwóch trenerskich autorytetów: Rinusa Michelsa i Walerego Łobanowskiego. Od początku meczu przewaga była po stronie Holendrów ale Rinat Dasajew kapitalnie bronił strzały Ronalda Koemana, Van’t Schipa i Woutersa. Wreszcie skuteczny atak przeprowadzili zawodnicy ZSRR. Biełanow przerzucił piłkę na lewe skrzydło do Raca, który huknął bez przyjęcia na bramkę van Breukelena. Od tego momentu ,,Pomarańczowi” przegrywali 0:1. Michels musiał jakoś zareagować. Zdecydował się tylko na jedną zmianę. Za Vanenburga wprowadził Van Bastena, jednak nie zdążył on odmienić losów meczu. Decyzja trenera była spóźniona. Wybitny strateg przyznał się sam przed sobą do błędu i już więcej na tym turnieju go nie popełnił.

Z kolei Anglia pałała chęcią odegrania się za pierwszą porażkę. Jej rywalem byli Holendrzy, również pokonani w premierowym meczu. Remis nikomu nic nie dawał. Zwycięstwo pozwalało zachować realną szansę na awans. W swoim setnym meczu w kadrze Peter Schilton marzył wyłącznie o wygranej. Niestety srogo się przeliczył, choć nic nie zapowiadało klęski. Anglicy pomni utraty gola na początku spotkania z Irlandią, z marszu przystąpili do groźnych ataków. Najpierw Lineker korzystając z nieporozumienia van Breukelena z Koemanem, trafił w słupek a później jego wyczyn skopiował Hoddle, minimalnie myląc się z rzutu wolnego. Po przeczekaniu angielskiej nawałnicy inicjatywę przejęli Holendrzy. Gullit do van Bastena i gol. Bramka ,,do szatni” nie załamała jednak graczy Bobby Robsona. Niecałe 10 minut po przerwie padło wyrównanie. Lineker z Bryanem Robsonem i jest 1:1. Rozochoceni Anglicy poszli za ciosem. Kapitalna trójkowa akcja, Hoddle do Samsona, ten od razu do Linekera a napastnik FC Barcelony strzałem głową posyła piłkę w poprzeczkę. W rewanżu ponownie Gullit z van Bastenem i drugi gol dla ,,Pomarańczowych” staje się faktem. Znakomite wyczucie Gullita, który piętą odgrywa do swojego partnera z Milanu. Strzał w długi róg i Schilton bez szans. Cztery minuty później było po meczu. Erwin Koeman miękko z rzutu rożnego, Wim Kieft przedłuża głową do van Bastena a ten kapitalnym wolejem kompletuje hat-trick. Holendrzy nie mogli być jednak jeszcze pewni awansu. Do pełni szczęścia potrzebowali zwycięstwa w meczu z Irlandią. Rywalom wystarczał remis. Irlandczycy zagrali bez swego asa atutowego Liama Brady’ego, który nie pojechał na turniej z powodu odbywania kary za czerwoną kartkę w ostatnim meczu eliminacyjnym z Bułgarią. Mecz mimo to był wyrównany. Najpierw McGrath w słupek, później Wouters w poprzeczkę aż w końcu Kieft do bramki i tak oto Holandia awansowała do półfinału. Rywalizacja par półfinałowych budziła uzasadnione emocje. Niemcy z Holendrami tradycyjnie co jakiś czas spotykali się na wielkiej imprezie. Zawsze były to mecze stojące na wysokim poziomie ale piłkarzom z Kraju Tulipanów ani razu w batalii o tak dużą stawkę nie udało się pokonać ekipy RFN. Zmagania Włochów z ZSRR obchodziły właśnie swój 20 jubileusz. W półfinale Euro ’68 o losach potyczki przesądziła moneta, która arbitralnie wybrała zwycięzcę. Los wskazał na Italie. To był jedyny taki przypadek w historii ME. ,,Azzurri” byli pewni swego. W lutym, jeszcze przed mistrzostwami, towarzysko zmierzyli się ze ,,Sborną” w Bari. Zwycięstwo 4:1 przyszło im z łatwością. Liczyli więc na podobny wynik w meczu półfinałowym. Zwłaszcza że podstawowa jedenastka nieznacznie różniła się od tej, która wybiegła na boisko w Bari. Wypadli Franchini i De Agostini a ich miejsce zajęli Maldini i Ancelotti. Rosjanie także dokonali nieznacznych korekt, choć Łobanowski nie sugerował się zbytnio wynikami sparingów. Jego zawodnicy również. Dwa gole w odstępie 2 minut pogrążyły Włochów. Najpierw Litowczenko a po nim Protasow załatwili sprawę. To był ostatni mecz Włochów na Euro ’88 i zarazem pożegnalny występ w kadrze Altobellego, który z lidera snajperów stał się ich dublerem. Świetną dyspozycję z meczów grupowych postanowil podtrzymać Marco van Basten. W meczu z RFN miał o wiele bardziej utrudnione zadanie. Do opieki nad Holendrem Beckenbauer wyznaczył Juergena Kohlera, który nie odstępował van Bastena niemal na krok. Worek z golami rozwiązał się dopiero w drugiej połowie ale to piłkarze RFN jako pierwsi dali sygnał do ataku. W starciu na polu karnym między Rijkaardem a Klinsmannem lepszy okazał się Holender ale wyraźnie naruszył przepisy. Sędzia wskazał na ,,wapno” a Matthaeus zrobił to, co do niego należało. Po upływie kolejnych 20 minut arbiter podyktował rzut karny w drugą stronę. Van Basten, nabierający na swe piłkarskie zwody obrońców i bramkarzy, tym razem nabrał arbitra meczu na iście teatralny upadek. Ronald Koeman potraktował swój obowiązek jak najbardziej serio i z jedenastu metrów pokonał Immela. Remis utrzymywał się do końca meczu aż w końcu błyskiem geniuszu zaimponował van Basten. Świetne podanie w ,,tempo” od Woutersa napastnik Milanu strzałem w długi róg zamienia na gola. O wszystkim zadecydowały ułamki sekund i niezdecydowanie Kohlera, który minimalnie spóźnił się ze wślizgiem. Będący zawsze o krok przed van Bastenem, raz jeden w tym meczu znalazł się krok za nim. Holendrzy dumnie wkroczyli do wielkiego finału. Dokładnie 16 lat minęło od ostatniego udziału ekipy ZSRR w mistrzostwach Europy, występu okraszonego zarazem uczestnictwem w wielkim finale kontynentalnego czempionatu. To był piąty turniej drużyny radzieckiej a czwarty w historii jej mecz o złoto. Cel ten udało się osiągnąć jedynie za pierwszym razem. W 1960 roku piłkarze ZSRR pokonali Jugosławię i na tym koniec. Po dwóch finałowych porażkach z Hiszpanią i RFN miała nadejść trzecia, z Holandią. Rosjanie na tych mistrzostwach nie przegrali jeszcze ani razu a Holendrzy zdążyli już przegrać, jeden raz z… ZSRR.

Mecz mógł się podobać kibicom. Szybkie tempo gry sprzyjało inicjowaniu wielu akcji ofensywnych zarówno przez jednych, jak i drugich. Po kilku minutach zarysowała się lekka przewaga piłkarzy radzieckich. Strzelał Litowczenko ale van Breukelen pewnie łapie piłkę. Niebawem próbuje Protasow ale i tym razem bezskutecznie. Jego rajd z poświęceniem przerywa holenderski golkiper, rzucając mu się wprost pod nogi. Bezrobotny dotąd Dasajew wykazał się dopiero przy stałym fragmencie gry. Rzud wolny egzekwował Gullit ale radziecki bramkarz popisał się kapitalną interwencją. Dobiegła 33 minuta meczu. Wspaniały kilkudziesięciometrowy cross Erwina Koemana trafia do van Bastena, który głową momentalnie odgrywa do Gullita. Zdezorientowani defensorzy ZSRR nie mogą nadążyć za przebiegiem boiskowych zdarzeń. Po chwili jest już za późno. Gullit silnym uderzeniem pakuje piłkę pod poprzeczkę bramki Dasajewa. Holendrzy prowadzą i już do przerwy nic się nie zmienia. Gullit jest w swoim żywiole. Wspaniale drybluje i niemal tańczy z piłką. Rywale nie potrafią sobie z nim poradzić. Bezradny Chidijatulin ucieka się do fauli. To jedyny sposób na powstrzymanie ówczesnego piłkarza Milanu. Po zmianie stron znów naciskają gracze Łobanowskiego. Ich ataki nie przynoszą jednak żadnego efektu. Próbują Zawarow i Litowczenko ale van Breukelen cały czas na posterunku. Holendrzy z zimną krwią wykorzystują radziecką niemoc. Van Tiggelen środkiem wypatruje czającego się na lewym skrzydle Woutersa i zagrywa mu piłkę. Pomocnik Ajaxu dośrodkowuje w pole karne. Piłka wysoko szerokim łukiem przelatuje tuż przed bramką Dasajewa i spada wprost na but van Bastena. Ten z woleja, kapitalnym strzałem z ostrego kąta uderza wprost genialnie. Futbolówka dostaje dziwnej paraboli, tak jakby na tę chwilę dostała skrzydeł i leciała tam, dokąd strzelec sobie tego zażyczył, po czym wpada ,,za kołnierz” Dasajewowi i ląduje w siatce. To najpiękniejszy gol w historii ME. Tylko van Basten mógł go zdobyć. Łobanowski nie ma nic do stracenia. Decyduje się na zmiany. Na boisko wchodzą Bałtacza i Pasułko. Michels nikogo nie zmienia i gra do końca tymi zawodnikami, którzy przebywają na boisku od pierwszej minuty gry. Wreszcie daje o sobie znać Biełanow. Najpierw trafia w słupek ale po chwili nikt nie będzie już mu przeszkadzał w wykonywaniu strzału. Van Breukelen fauluje Gocmanowa i piłkarze ZSRR dostają rzut karny. Jest 73 minuta meczu i jeszcze wszystko może się zmienić. Biełanow ustawia piłkę na ,,wapnie”. Asystuje mu van Breukelen. Wnikliwie wpatruje się w rywala, chcąc go wyraźnie zdeprymować przed strzałem. Trwa wojna nerwów. Kto wygra ten pojedynek, Biełanow czy van Breukelen? A jednak ten drugi! Fantastyczna interwencja. Holenderski golkiper rzuca się w odpowiednim kierunku i odbija piłkę. Biełanow łapie się za głowę ale nic już nie może wskórać. Ostatni kwadrans niczego nie zmienia. Zapanowuje pomarańczowa euforia. Artyści futbolu w piłkarskim niebie, po raz pierwszy sięgając po mistrzostwo Europy. Natomiast królem strzelców został, a jakże(!) genialny snajper Marco van Basten z dorobkiem 5 goli.

2

Mistrzostwo Premier Lig w zasięgu ręki! Cudownie Obywatele! Bravissimo Pepito!

6

@FCBparasiempre
W historii meczów piłkarskich są takie wydarzenia, które powodują, że chciałoby się cofnąć w czasie, aby móc je zobaczyć na własne oczy. Gdyby była taka możliwość to przeniósłbym się do 19 maja 1938 roku, na okres 90 minut, na Górny Śląsk i na stadion położony w Wielkich Hajdukach. Wcześniej musiałbym jednak kupić bilet, bo inaczej przed meczem nie było szans na załatwienie wejściówki. W czasach przedwojennych piłkarze rozgrywali szereg meczów towarzyskich. Do rangi wielkiego święta aspirował mecz reprezentacji Śląska. Dla każdego śląskiego piłkarza był to zaszczyt móc reprezentować swój region i niebiesko – białe barwy z naszytym na koszulce Śląskim orłem. Oto historia niezwykłego meczu Wolverhampton Wanderers – reprezentacja Śląska. W lidze angielskiej czas końcowych rozstrzygnięć, na czele ligi Arsenal, tuż za nim popularne „Wilki” z jednym punktem straty. 9 kwietnia 1938 roku Wolverhampthon podejmował Leicester City i rozbił go aż 10:1(!) co do dzisiaj jest rekordowym zwycięstwem tej drużyny w lidze. Po cztery gole zdobyli 16 letni lewoskrzydłowy Dicky Dorsett i Dennis Westcott. Po meczu popularne „Lisy” złożyły skargę do Montague Lyons, członka w Izbie Gmin Leicester, że manager drużyny Wolverhampthon major Frank Buckley wstrzykiwał piłkarzom gruczoły małpy. Lyons zażądał, aby Minister Zdrowia Walter Elliot wszczął śledztwo w tej sprawie. Mimo, że śledztwo nie wykazało żadnych naruszeń, ministrowie Partii Konserwatywnej nakazali zaprzestania tych praktyk. Działacze Ligi Angielskiej przeprowadzili własne śledztwo i postanowili, że każdy Klub czy zawodnik na zasadzie dobrowolności może przyjmować różne gruczoły. Major Frank Buckley po tym wydarzeniu był krytykowany za to, że jego metody są zbyt rewolucyjne. Prasa pisała o nim: „Buckley jest bowiem zwolennikiem metod ultra-nowoczesnych. W ciągu ostatniej zimy wzbudził on wielką sensację, ogłaszając, iż gracze „Wolves” poddani zostaną specjalnej kuracji hormonowej, która w porozumieniu z wybitnymi lekarzami polegała na karmieniu swych pupilów preparatami z gruczołów! Dieta ta podziałać miała nadzwyczajnie: „Wilki” wygrali osiem spotkań pod rząd”. Dodatkowo na boisku treningowym zainstalowano urządzenie do podawania piłek. Specjalne treningi z tym urządzeniem miał bramkarz Scott, który wyłapywał wyrzucane z tego urządzenia piłki w różnych kierunkach. Buckley jak typowy wojskowy nie znosił sprzeciwu, stosowanie nowoczesnych metod po prostu wymuszał na swoich zawodnikach. Ostatecznie na koniec sezonu ligi angielskiej Wolverhampthon został wicemistrzem kraju i zakontraktował mecze towarzyskie z drużynami z kontynentu: reprezentacją Pragi (łączona drużyna Slavii i Sparty), reprezentacją Budapesztu oraz reprezentacją Śląska. W pierwszym meczu w Pradze „Wilki” przegrały aż 0:4, porażkę przypisywano zmęczeniu długą podróżą. W kolejnym meczu w stolicy Węgier padł remis 0:0. Piłkarze Wolverhampthon wyjechali z Budapesztu pociągiem specjalnym i przyjechali do Katowic we wtorek 17 maja o godzinie 18:34 i zakwaterowali się w hotelu „Monopol” w Katowicach. Przyjechała prawdziwa wataha wilków: prezydent Klubu Cadwallader z córką, manager Klubu mjr Buckley z żoną, trenerzy Davies i Bradford, masażysta Fowler, redaktor: „Daily Telegraph” p. Forcey, 15 zawodników, kierownik jednego z londyńskich biur podróży p. Miklos i jego sekretarki p. Cade i panna Sharpe.

Tymczasem w Wielkich Hajdukach(od kwietnia 1939 roku Chorzów), stolicy piłkarskiej Górnego Śląska, gdzie panującym królem był hajducki Ruch, odbywały się przygotowania do meczu z Wolverhampthon. Zarząd Śląskiego OZPN poinformował, że ze względów technicznych przedsprzedaż biletów trwać będzie tylko do dnia 16 maja 1938 roku. Dystrybucja biletów w przedsprzedaży była rozprowadzana w wielu punktach: Firma Sport, ul.8 Maja 22 w Katowicach, U Bienia – skład likierów, ul. Pocztowa 2 w Chorzowie, kiosk gazet Karaś, ul. M. Piłsudskiego w Wielkich Hajdukach, Drogeria Predelok, Tarnowskie Góry (Rynek), skład tytoniowy Tatarczyk, ul. Sobieskiego w Rybniku, „Sport” Gajduszek, ul. 3 Maja w Bielsku, biuro podróży „Orbis” w Sosnowcu oraz biuro podróży „Orbis“ w Krakowie. Bilety sprzedawały się jak ciepłe bułeczki, ok. 30 tysięcy sprzedanych biletów w pierwszych dniach sprzedaży zmusiło organizatorów do podjęcia zdecydowanych działań. Mecz miał się odbyć na stadionie, na którym obecnie swoje mecze rozgrywa Ruch Chorzów, stadion ten w 1938 roku był największym i najpiękniejszym stadionem w Polsce, mógł pomieścić na trybunach 50 tysięcy widzów, kiedy jednak wykorzystało się bieżnię stadionu, pojemność mogła być powiększona nawet do 70 tysięcy widzów. Działacze Śląskiego OZPN podjęli zatem decyzję o rozłożeniu ławek i krzeseł na bieżni stadionu aby powiększyć liczbę miejsc o 10 tysięcy. Razem na tym meczu mogło się pojawić zatem ok. 60 tysięcy kibiców. W dniu zawodów sprzedaż biletów odbywała się w Wielkich Hajdukach przy ul. Chorzowskiej, róg Ratuszowej na parterze w gmachu Banku Ludowego oraz w dwóch następnych oknach domów parterowych. Organizatorzy meczu codziennie w prasie informowali o szczegółach dotyczących dodatkowych miejsc kupowania biletów, zamknięcia części dróg dojazdowych oraz parkingów dla samochodów, motocykli, furmanek, rowerów i innych środków lokomocji. Parkingi te mieściły się na placu Ulricha (dojazd ul M. Piłsudskiego). To tak informacyjnie jakby ktoś, kiedyś podróżował swoim wehikułem czasu i szukał miejsca parkingowego. Jedną z kluczowych informacji administracyjnych było wydłużenie o 3 godziny przekraczania granicy do Niemiec na przejściach granicznych w Rudzie, Łagiewnikach, Chorzowie, Orzegowie i Szombierkach. W dniu meczu jako przedsmak głównego dania zaplanowano spotkanie Chorzów vs. Gliwice o godzinie 16:00. 19.05.1938 rok, godzina 14:00. Na otwarcie kas stadionu Ruchu Wielkie Hajduki oczekiwały tłumy kibiców, którzy nie zdołali zakupić biletów w przedsprzedaży. Pojawiły się również dodatkowe patrole Policji, które pilnowały porządku przed meczem. Na pół godziny przed meczem Chorzowa z Gliwicami wszystkie miejsca na trybunie głównej, wszystkie miejsca stojące na trybunach były zapełnione, pozostało część wolnych miejsc siedzących na bieżni stadionu. Pojawił się silny wiatr, który mógł zwiastować ciężką grę lub burzę. Ani jedno, ani drugie nie nastąpiło, była idealna pogoda do grania. Mecz pomiędzy drużynami Chorzowa i Gliwic rozgrzał tylko trochę kibiców (wynik 3:2 dla Gliwic). Przed godziną 18.00 na stadionie zjawiło się od 30 do 40 tysięcy widzów (ta duża rozbieżność wynikała z pochodzenia prasy, która tę liczbę zawyżała lub zaniżała). Tuż przed rozpoczęciem meczu, kiedy jeszcze kończył się przedmecz na boisku pojawiła się drużyna „Wilków”, która oklaskami została przywitana przez śląską publiczność. Przed głównym meczem organizatorzy skropili wodą całe boisko i odświeżyli linie boiskowe. Jako pierwsi na boisko wbiegli piłkarze Wolverhampthon ubrani w żółte koszulki, czarne spodenki i czarne getry w żółte paski. Bramkarz wystąpił w zielonej koszulce. Drużyna angielska wybiegła w następującym składzie: Alex Scott – Bill Morris, Jack Taylor, Tom Smalley – Tom Galley, Joe Gardiner, Ted Maguire – Horace Wright, John Kirkham, Bryn Jones, Dickie Dorset. Kiedy na murawie boiska pojawiła się reprezentacja Śląska ubrana w białe koszulki i niebieskie spodenki publiczność zgotowała im wrzawę, którą było słychać w promieniu paru kilometrów. Bramkarz reprezentacji Śląska był ubrany w granatowa koszulkę. Kapitan związkowy Śląskiego OZPN p. Lubina ustalił następujący skład drużyny reprezentacji Śląska: Mrugała (AKS Chorzów) – Giemsa (Ruch W.Hajduki), Kinowski (AKS) – Bendkowski (AKS), Piec II (Naprzód Lipiny), Dytko (Dąb Katowice), Piec I (Naprzód Lipiny), Piontek (AKS), Wostal (AKS), Wilimowski (Ruch), Wodarz (Ruch). Jako rezerwowi: Tatuś z Ruchu, Stolarczyk z AKS-u, Cebula ze Śląska Świętochłowice i Niedurny z Policyjnego KS Katowice. Piontek opuścił boisko w 80 minucie meczu z powodu drobnego urazu. Godzina 18:00. Prasa śląska bardzo szczegółowo zrelacjonowała przebieg tego niezwykłego spotkania. Pisała ona: „Pierwsze minuty gry rozpoczęły się żywym tempem, przy czym Anglicy grają system „W“ a mianowicie daleko wysuniętym do przodu napastnikiem środkowym. Gra jest wyrównana, a Ślązacy pierwsi strzelają na bramkę przeciwników, jednak bezskutecznie”. Już w 5 minucie meczu Ernest Wilimowski strzelił pierwszego gola.

Prasa pisała: „Widzów ogarnął istny szał. Bito brawa, krzyczano a czapki rzucano w powietrze”. Gracze śląscy atakują bramkę raz za razem, raz z pustej bramki wybił obrońca, raz piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła w ręce Alexa Scotta bramkarza popularnych „Wilków”. Do trzech razy sztuka i 2:0 dla reprezentacji Śląska. Prasa pisała: „W 12 minucie Ślązacy zdobywają drugą bramkę, co znowu wprowadza widzów w istny szał i tę drugą bramkę strzelił Wilimowski, który był najlepszym graczem obu drużyn. Dytko podał piłkę prostopadle w kierunku bramki a gdy piłka dobiegła do Wodarza, ten od razu przedłużył podanie i oddał ją Wilimowskiemu, który strzelił obok wybiegającego z bramki Anglika”. Piłkarze Wolverhampthon zaczęli indywidualnie kryć „Eziego” Wilimowskiego, który stosował wiele pomysłowych trików, z którymi zawodnicy „Wilków” nie umieli sobie poradzić. Obraz meczu zmieniła przypadkowa akcja Horace’a Wrighta: „Bramkę tę zawinił Mrugała. Bardzo ostro strzelił do bramki Wright i Mrugała wypiąstkował piłkę tak nieszczęśliwie, że poleciała ona wprost na głowę Wrighta, który główką umieścił ją w bramce”. 2:1. Gra jest niezwykle szybka z obu stron, choć inicjatywę cały czas mają ślązacy, dobre zawody rozgrywał Wostal, ale królem meczu był Ernest Wilimowski, który z podania Pieca w 36 minucie meczu w zamieszaniu podbramkowym ulokował po raz trzeci piłkę w bramce. Niespodziewanie inicjatywę przejmują piłkarze Wolverhampthon, którzy najpierw za sprawą Maguire, a później Kirkhama na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy wyrównują stan meczu na 3:3. Przerwa. O drugiej połowie meczu prasa pisała: „Po przerwie Anglicy rozpoczynają grać dość ostro. Zespół śląski, jakby opadł na siłach, co wyraża się zwolnieniem tempa gry. Przez pierwsze 15 minut nie ma specjalnie ciekawych momentów. Dopiero w 20 minucie gry następuje kilka pokazowych zagrań Anglików i w tym to okresie dochodzi do incydentu pomiędzy prawo skrzydłowym gości i Dytką. Ten ostatni zostaje dwukrotnie spoliczkowany”. Sędzia zdarzenia nie zauważył. Edmund Giemsa pomścił kolegę z drużyny chwilę później, kiedy skasował prawoskrzydłowego „Wilków”. W 78 minucie meczu Gerard Wodarz legenda hajduckiego Ruchu zdobył wspaniałym strzałem bramkę na 4:3, jednak do wyrównania doprowadził Horace Wright na 3 minuty przed końcem spotkania. Prasa podsumowała te zawody: „Publiczność zachwycona. Mecz był wspaniałym pokazem kunsztu piłkarskiego (…) Zaletą Anglików, to przede wszystkim dobra kondycja i dokładne opanowanie techniczne, natomiast nie było u nich widać błyskotliwych akcyj i zagrań, którymi zwłaszcza w pierwszym okresie i pod koniec imponowała drużyna Śląska, a specjalnie jej atak. Publiczność opuszczała boisko bardzo zadowolona, bo przyznać trzeba, że był to jeden z najciekawszych meczów, jakie w tym sezonie oglądaliśmy na boiskach śląskich” (…) Anglicy pokazali futbol dobrej marki: szybki, na wysokim poziomie (…) Specjalnie podobał się niezawodny stoping w każdej pozycji i idealne odbieranie piłek”. Śląski Okręgowy Związek Piłki Nożnej za przyjazd Wolverhampton Wanderers zapłacił 10 tysięcy złotych, reklama i organizacja tego meczu kosztowały dodatkowe 5 tysięcy złotych. Jednak na sprzedaży biletów zarobiono ponad 40 tysięcy złotych. Prasa oprócz szczegółowych wyliczeń pokusiła się o różnego rodzaju podsumowania: O piłkarzach „Wilków” prasa pisała: „Opis piłkarzy angielskich musimy zacząć od ich niezgrabnych spodenek. Smukli, świetnie wyrobieni gimnastycznie chłopcy, w długich po kolana spodenkach, o kroju z czasów występów pierwszych sportowców z Eton, co działo się blisko sto lat temu, tracą na swym wyglądzie bardzo wiele. Ale w spodenkach tak fatalnego kroju występują nie tylko piłkarze, ale wszyscy sportowcy angielscy”. O najlepszym zawodniku meczu prasa pisała: ,,Zaszczytny wynik dla zespołu śląskiego, to w znacznej mierze zasługa Wilimowskiego. „Ezi“ zagrał pierwszorzędnie. Był najlepszym z 22 graczy. Demonstrował zagrania na jakie zdobyć się może tylko piłkarz najwyższej klasy światowej. Wniósł on do ataku śląskiego, moment inicjatywy i niezwykłej pewności. Zaskoczyło to nie tylko Anglików ale również naszą drużynę i publiczność. Wilimowski jest niewątpliwie graczem bardzo wielkiej klasy, ale nigdy nie wiadomo kiedy zechce zagrać dobrze. Są przecież mecze, zwłaszcza mecze ligowe, na których „Ezi” wypada jak ostatni „patałach”. O wywiadzie z Majorem Frankiem Buckleyem prasa pisała: „Anglicy byli bardzo zaskoczeni dobrą grą drużyny śląskiej. Mjr. Buckley oświadczył, że nie spodziewał się, by Polacy posiadali tak dobrych piłkarzy. Kilku graczy z tych, którzy grali w reprezentacji Śląska (według opinii kierownika Wolverhamptonu) znalazłoby niezłe posady w zawodowych zespołach pierwszej ligi angielskiej (…) zwłaszcza lewa strona: Wilimowski – Wodarz. Pochwalił też dobrą grę środkowego pomocnika Pieca II, którego uważa za gracza bardzo wartościowego, natomiast zganił obronę za nieczystą w jego pojęciu grę. W sumie mjr Buckley był zaskoczony doskonałą grą Polaków”.

O imprezie w Sali Koła Towarzyskiego w Katowicach prasa pisała: „Po meczu odbył się bankiet na część gości angielskich i niemieckich (drużyna Gliwic). Zebrali się gracze czterech drużyn i grupka zaproszonych gości (…) Drużyna angielska otrzymała w upominku piękną płaskorzeźbę, a poszczególni gracze wartościowe upominki (…) Prezes angielskiego Klubu podziękował za miłe przyjęcie dając wyraz przekonaniu, że piłkarstwo polskie ma przed sobą wielką przyszłość (…)”. O transmisji radiowej prasa pisała: „Jeżeli Polskie Radio decyduje się na transmisję ze Śląska, to musi to być impreza szczególnej wagi (…) nadano co prawda reportaż, ale władze Referatu Sport. Polskiego Radia w Warszawie (…) zdecydowały iż może go przeprowadzić tylko jeden z „fachowców” warszawskich (…) O zastrzeżeniach dziennikarzy prasa pisała: „Przydałyby się tylko telefony na stadionie, aby sobie można było zaoszczędzić wyścigu do najbliższej restauracji (zwłaszcza w czasie przerwy) celem nadania wiadomości do redakcji”. W drużynie Wolverhampthon awizowano przyjazd do Wielkich Hajduk doskonałego obrońcy „Wilków” i reprezentacji Anglii Stana Cullisa, który ostatecznie nie dotarł na mecz z drużyną z Górnego Śląska. Cullis miał blisko, bo 5 dni wcześniej miał zagrać w meczu reprezentacji w Niemcami w Berlinie. Nie zagrał, bo został wykluczony z reprezentacji przed meczem. Dlaczego tak się stało? Stan Cullis był jedynym piłkarzem angielskim, który odmówił wykonania nazistowskiego salutu, które wykonali jego koledzy z drużyny. Wydarzenie to, do dzisiaj jest czarną kartą w historii angielskiego futbolu. Wolverhampton Wanderers z Cullisem w składzie w kolejnym sezonie w 1939 roku przeżyło tzw. „The Double Horror” kiedy zamiast podwójnej korony „Wilki” zaliczyły wicemistrzostwo i przegrały finał FA Cup z Portsmouth. Kiedy po zakończeniu II Wojny Światowej odradzała się piłka nożna działacze Wolverhampton powierzyli mu kierowanie drużyną. Cullis przez 16 lat będąc managerem doprowadził klub do największych sukcesów w jego historii (3 mistrzostwa Anglii, 2 puchary Anglii i 4 zwycięstwa w meczach o Tarczę Wspólnoty) i stał się wspaniałą legendą tego Klubu. Jego imieniem nazwana jest jedna z trybun stadionu Molineux, a przed nią stoi pomnik upamiętniający Stana Cullisa. Dla niektórych piłkarzy reprezentacji Śląska było to przetarcie przed zbliżającym się meczem reprezentacji Polski z Irlandią, które zakończyło się zwycięstwem Biało-Czerwonych 6:0. Niecałe trzy tygodnie później kolejnym etapem był wyjazd na Mistrzostwa Świata, w których Polska spotkała się z Brazylią (5 czerwca 1938 roku). W pierwszym składzie w tym meczu zagrało pięciu zawodników (Wodarz, Wilimowski, Piontek, Piec, Dytko) dwóch kolejnych siedziało na ławce rezerwowych (Giemsa, Piec), jeden z nich z powodu kontuzji został w domu (Wostal) a jeden (Cebula) nie pojechał ponieważ PZPN nie miał wystarczających środków aby wysłać wszystkich rezerwowych na mistrzostwa. W sumie 9 zawodników, którzy byli w składzie reprezentacji Śląska w starciu z Wolverhampton Wanderers.

5

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

19 maja 1910 r. w Warszawie urodził się Władysław Szczepaniak. Jeden z najlepszych obrońców w latach 30-tych i kapitan naszej reprezentacji w jej debiucie na mistrzostwach świata. Jako młody chłopiec, już w wolnej, niepodległej Polsce, zainteresował się sportem. Zimą jeździł na własnej roboty prymitywnych łyżwach, a kiedy pogoda pozwalała, to z upodobaniem kopał piłkę. Kiedy miał 13 lat zmarł mu ojciec. Szybko musiał dorosnąć i pomagać matce. Do zespołu Polonii dołączył w 1926 r. Początkowo grywał jako napastnik. Ligowy debiut zaliczył 8 lipca 1927 r. w przegranym 0:3 meczu z Czarnymi we Lwowie. Swojego pierwszego gola strzelił w wygranym 4:3 derbowym pojedynku z Legią 21 lipca. Premierowy sezon zakończył z trzema golami na koncie, a w kolejnej ligowej kampanii dorzucił sześć trafień. Później został przesunięty do pomocy, gdzie radził sobie również bardzo dobrze. 17 sierpnia 1930 r. w meczu z ŁKS-em strzelił swojego pierwszego hat-tricka w lidze, a Polonia wygrała 4:2. W 1935 r. występował już jako obrońca. Dzięki swojemu doświadczeniu w ofensywie miał niesamowitą intuicję i zawsze potrafił interweniować w odpowiednim momencie. Nie zdarzały mu się jakieś rażące błędy i do końca kariery utrzymywał równy, wysoki poziom. W reprezentacji debiutował w 1930 r. w meczu ze Szwecją. Na igrzyskach w Berlinie wystąpił w spotkaniu o brąz z Norwegią. Na mistrzostwach świata we Francji był kapitanem, a ogółem w tej roli rozegrał aż 18 spotkań. Imponował wszechstronnością na boisku, był dobrze wyszkolony technicznie i mimo nieco atletycznej budowy był dość szybki. Mimo że w trakcie jego kariery nie brakowało ostrych spięć i nawet usunięć z boiska, to zawsze mówiono o nim jako o człowieku z klasą. Przed wojną nie zdołał ze swoim ukochanym klubem zdobyć mistrzostwa. Podczas okupacji grał w konspiracyjnych rozgrywkach w drużynach Piaseczna i Radości. W pierwszej powojennej edycji mistrzostw Polski spełnił swoje wielkie marzenie. Polonia dość nieoczekiwanie sięgnęła po tytuł, a Szczepaniak wystąpił we wszystkich meczach. Jest rekordzistą stażu w ekstraklasie. Jego pierwszy mecz od ostatniego dzieliło 19 lat i 331 dni. Po zakończeniu kariery pracował w Gwardii, Polonii (wygrana w Pucharze Polski w 1952 r.) i Pogoni Grodzisk. Krótko trenował jeszcze kilka podwarszawskich klubów, ale najwięcej czasu poświęcił wychowaniu młodych piłkarzy Czarnych Koszul. W różnym okresie od końca lat 50. do 70. był trenerem juniorów, juniorów młodszych i trampkarzy. Cieszył się niezwykłą estymą i poszanowaniem. W Reprezentacji rozegrał 34 mecze.


@Visca_barca
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Trudna decyzja, przykre pożegnanie:

19 maja 1996 r. zarząd FC Barcelony zwolnił z funkcji trenera Johana Cruijffa. Decyzje podjęto tuż po tym jak Blaugrana zremisowała z Espanyolem 1:1, tracąc w 87 minucie gola i zarazem matematyczne szanse na mistrzostwo. Przed poinformowaniem Criujffa o zakończeniu współpracy działacze skontaktowali się już z Bobby Robsonem. Holender był wściekły i nie chciał przywitać się z Gaspartem mówiąc ,,Czemu podajesz mi rękę Judaszu” po czym dodał jeszcze: ,, W Barçy jeden puszcza muzykę a reszta tańczy, nie poszedłbym z nim na piwo”. Prosił o wsparcie dla drużyny i nowego trenera, ,,wprowadzonego do drużyny, której nie może ułożyć pod siebie wobec przedłużenia kontraktów przez kilku graczy”. Po kolejnym meczu na Camp Nou kibice zwrócili się przeciwko prezydentowi Nuñezowi, którego przywitały białe chusteczki a oklaskami żegnali Jordiego Cruijffa kierując na niego sympatie, którą darzyli jego ojca.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sysia11
@Visca_barca

1

@Mixtape Międzyinnymi i ja się cieszyłem że wrócił Laporta i że będzie cacy...
Nie spodziewałem się że nasz prezesik otoczy się rodziną i kolesiostwem...
Teraz mamy tego skutki a co gorsza to Laporta nie zamierza podać się do dymisji. Istnieje jeszcze wotum nieufności wobec niego ale moim zdaniem za mało jest socios przeciwko niemu żeby to się udało...

9

Ostatnie El Clasico na słynnym ,,Les Corts”:

19 maja 1957 r. FC Barcelona gromi na Estadio Camp de Les Corts Real Madrid aż 6:1! w ramach ¼ Copa del Rey. Aż cztery gole(!) w tym meczu(co niezwykle rzadko zdarza się w El Clasico) zdobył znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez a pozostałe dwa zdobyli Kubala i Villaverde. To było ostatnie El Clasico na legendarnym Camp de Les Corts. Następne odbywały się głównie na Camp Nou. Przypomnijmy zatem składy z tego epokowego wydarzenia:

FC Barcelona: Ramallets, Olivella, Biosca, Segarra, Gensana, Verges, Basora, Villaverde, Martinez, Kubala, Tejada.

Real Madrid: Alonso, Torres, Marquitos, Lesmes, Santisteban, Zarraga, Joseito, Mateos, Di Stefano, Rial, Gento.


@Visca_barca
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

9

Feliz cumpleaños panie Jose!

Dzisiaj swoje 68 urodziny obchodzi Jose Ramon Alexanco, obrońca, kapitan i jedna z legend FC Barcelony. Choć pochodzi z Barakaldo a swoją karierę zaczynał w barwach Los Leónes, to głównie kojarzony jest z Dumą Katalonii. Spędził kilkanaście lat jako piłkarz ekipy z Katalonii, zdobył pierwsze trofeum Ligi Mistrzów w historii klubu (wtedy jeszcze Puchar Europy). Rozegrał 276 spotkań ligowych w barwach Blaugrany, więcej niż choćby Pep Guardiola. Od wielu lat był niekwestionowanym liderem zespołu, także w negocjacjach z pracodawcami a z jego zdaniem liczyli się wszyscy prezesi Blaugrany. Na dowód jego niezwykłej roli w klubie przytocze taki oto fakt: W czasie wszystkich wyjazdów FC Barcelony tylko Alexanco otrzymywał w hotelu ,,jedynke”, samodzielny pokój należny pierwszemu wśród równych. Podczas finału Pucharu Europy z Sampdorią, Johan Cruijff wpuścił go na boisko na końcowe minuty dogrywki. Na Wembley te kilka minut na murawie były czymś więcej, niż tylko udziałem w walce dla utrzymania korzystnego rezultatu. Te minuty stały się piękną nagrodą dla wspaniałego gracza a jego nazwisko napisane zostało wśród zdobywców najcenniejszego trofeum. Cztery miesiące później Alexanco obchodził swoje 36 urodziny a więc zdążył w ostatniej chwili swojej kariery sięgnąć po wspaniałą nagrodę.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Visca_barca

9

@FCBparasiempre
Euro ‘84

To były moje pierwsze oglądane mistrzostwa Europy w telewizji. Tamtego Platiniego i tamtej Francji zwłaszcza w meczu półfinałowym z Portugalią nie zapomnę do końca życia(!) ale po kolei. W roku 1983 Jacques Georges został wybrany na prezydenta UEFA a już po roku jego urzędowania Francja drugi raz w historii została gospodarzem mistrzostw Europy. Tę okoliczność uświetniła zdobyciem tytułu najlepszej drużyny na Starym Kontynencie, w ogromnej mierze zawdzięczając ten sukces Platiniemu. Kapitan ,,Trójkolorowych” został najlepszym zawodnikiem a także strzelcem turnieju. Wprawdzie na Euro zabrakło Anglików, którzy przegrali rywalizacje w grupie z Danią o jeden punkt, jednak największe rozczarowanie podczas eliminacji towarzyszyło grze Włochów. Mistrzowie świata sprzed 2 lat zupełnie zatracili formę. Cztery porażki, trzy remisy i zaledwie jedno zwycięstwo uzyskane w ostatnim meczu z Cyprem i w efekcie 4 miejsce w pięciodrużynowej tabeli, to wszystko na co było ich stać. Można pokusić się o stwierdzenie iż Włosi spłatali(nie tylko swoim kibicom) nie lada sensacje! Z dużym zaangażowaniem walczyli w eliminacjach Portugalczycy i Rumuni, dwaj przyszli debiutanci na Euro ’84. Pierwsi w pobitym polu zostawili Polskę i ZSRR. W awansie nie przeszkodziła im nawet kompromitująca porażka 0:5(!) doznana w Moskwie. Naszym piłkarzom starczyło motywacji jedynie na wyprzedzenie Finów w tabeli i wydłużenie Rosjanom drogi do Francji. Porażka z Portugalią we Wrocławiu dla naszych zawodników nie miała już kompletnie żadnego znaczenia ale piłkarzom radzieckim nieco bardziej komplikowała sytuację. O wszystkim zadecydował jednak mecz w Lizbonie. Minimalnie lepsi gospodarze udowodnili że to im, a nie ekipie ZSRR należy się awans na Euro. Natomiast Rumuni wygrali rywalizacje w grupie ze Szwecją, Czechosłowacją i wspomnianą już ekipą Włoch. Ostatecznie na Euro ’84 zabrakło Włochów, Holendrów, Czechosłowaków, Anglików czy choćby Greków. Z kolei po 8 latach banicji wróciła Jugosławia a po 20-letniej przerwie- Dania. Do debiutu przysposobiały się Rumunia i Portugalia. Nie zabrakło też gospodarzy poprzedniego mundialu- Hiszpanów. W stosunku do poprzednich zawodów odbywających się w Belgii, wprowadzono pewne korekty dotyczące przebiegu rywalizacji. W pierwszej rundzie gier wszystko jeszcze odbywało się bez zmian. Osiem drużyn dzielono na dwie grupy, z których awansowały po dwa zespoły i… w tym momencie regulamin został zmodyfikowany. Wprowadzono mecze półfinałowe z udziałem czterech najlepszych drużyn. Zwycięzcy trafiali do ścisłego finału a przegrani zadowalali się ex aequo trzecią lokatą, bez rozgrywania dodatkowego meczu. 12 czerwca na Parc des Princes odbył się mecz otwierający VII Mistrzostwa Europy, w którym Francuzi polegli z Duńczykami 1:3 ale był to typowy sparing, któremu większe znaczenie przypisywali statystycy aniżeli piłkarze. Francuzi mieli Platiniego ale poza nim wspaniałą drugą linie, która była dla niego znakomitym wsparciem i wartościowym uzupełnieniem. W meczu przeciw Belgom, wygranym wysoko przez ,,Trójkolorowych” 5:0, ich lider skompletował hat-trick ale swoje gole dorzucili też filigranowy Allan Giresse oraz posiadający hiszpańskie korzenie Luis Fernandez.

Wreszcie nadszedł mecz z Jugosławią. To od potyczki tych państw zainaugurowano pierwsze w dziejach mistrzostwa Europy. Zatem historia zatoczyła koło i po 24 latach obie drużyny spotkały się ponownie i do tego we Francji. Wówczas zwycięstwo przypadło ,,Plavim”, którzy strzelili gospodarzom aż 5 goli. Na obiekcie Saint-Etienne padło ich również 5, tyle że obie ekipy musiały podzielić się bramkową zdobyczą a mecz zakończył się zwycięstwem Francji 3:2 po kolejnym hat-tricku Platiniego! Decydujący o wyjściu z drugiego miejsca z grupy mecz rozegrał się między Belgią a Danią. Oba zespoły miały na koncie po jednym zwycięstwie z Jugosławią i po jednej porażce z Francją. Od mocnego uderzenia zaczęli Belgowie. Potężny Jan Ceulemans mocnym strzałem przy słupku pokonał Ole Qvista. Dobiegała czterdziesta minuta gry, kiedy na kapitalny lob zdecydował się Frank Vercauteren. Lewonożny pomocnik fantastycznie uderzył z ponad 20 metrów, wrzucając bramkarzowi rywali piłkę za ,,kołnierz”. Duńczycy przegrywali 0:2, więc ich reakcja była natychmiastowa. Szarżującego w polu karnym między dwoma belgijskimi obrońcami Elkjaera można było powstrzymać wyłącznie faulem. Niezawodny w takich sytuacjach Arnesen celnie przymierzył z ,,wapna” i zdobył kontaktowego gola. ,,Duński dynamit” miał dopiero wybuchnąć. Po godzinie gry podopieczni Piontka doprowadzili do wyrównania a następnie do zwycięstwa. Występujący na co dzień w Belgii Kenneth Larsen z bliska wpakował piłke głową do siatki. Samotny rajd Elkjaera w końcówce meczu przypieczętował zwycięstwo 3:2 i awans do półfinału. W drugiej grupie najciekawiej zapowiadało się spotkanie Hiszpanii z RFN. Ekipie RFN po remisie z Portugalią i zwycięstwie nad Rumunią wystarczał remis. ,,La Roja” aby grać dalej musiała zwyciężyć. Lepiej rozpoczęli Niemcy. Briegel dwukrotnie po strzałach głową trafiał w poprzeczkę. Swoje szanse zmarnowali także Hiszpanie. Carrasco nie wykorzystał rzutu karnego, przegrywając pojedynek z Schumacherem. Do 90 minuty w półfinale byli podopieczni Derwalla. Wówczas dał o sobie znać Antonio Maceda i celną główką uratował rodaków. Do półfinału awansowała również inna ekipa z Półwyspu Iberyjskiego. Portugalczycy po dwóch remisach pokonali w ostatnim meczu Rumunię 1:0 a gola zdobył Nene, najstarszy dotąd zdobywca bramki w finałach ME. Piłkarz Benfiki dokonał tej sztuki licząc sobie 34 lata i 213 dni. Pierwszy półfinał dostarczył niezapomnianych wrażeń. Na Stade Velodrome w Marsylii Francuzi i Portugalczycy stworzyli kapitalne widowisko, obfitujące w wiele zaskakujących zwrotów akcji. Piłkarski thriller zapoczątkowali gospodarze. W 24 minucie meczu arbiter podyktował rzut wolny. Do piłki podeszli Platini i Jean-Francois Domergue. Bento ustawił zawodników i przyczaił się w bramce, będąc przekonanym że kapitan ,,Trójkolorowych” tradycyjnie uderzy nad murem. Tymczasem piłka poleciała w przeciwną stronę, tam gdzie stał portugalski bramkarz. Zaskoczony Bento nawet nie zareagował. Realizator telewizyjny omyłkowo wyświetlił nazwisko Platiniego jako strzelca gola, podczas gdy gola potężną ,,bombą” pod poprzeczkę zdobył Domergue. Portugalczycy długo nie potrafili się otrząsnąć. W tym czasie gospodarze przeprowadzali atak za atakiem. Najpierw Fernandez a później Giresse testowali dyspozycję bento. Najstarszy uczestnik Euro ’84 dzielnie bronił kolejne strzały. Nie dali rady także Platini oraz Six. Na kwadrans przed końcem przebudzili się Portugalczycy. Chalana do Jordao i napastnik Sportingu Lizbona głową doprowadza do remisu a więc dogrywka. Inicjatywę tym razem przejęli goście. Po 8 minutach gry kopia sytuacji z 74 minuty meczu. Rajd Chalany i dośrodkowanie, które pięknym strzałem z woleja na gola zamienia Jordao. Francuzi podrywają się do odrabiania strat. Wszystko wyjaśnia się w ciągu 6 ostatnich minut. W zamieszaniu pod bramką najsprytniejszy okazuje się Domergue i jest 2:2. Rozstrzygnięcie następuje kilka chwil później. Wspaniała akcja niezmordowanego Tigany, który wpada w pole karne i zagrywa na środek do Platiniego. Kapitan ,,Trójkolorowych” pewnym strzałem zapewnia Francji finał. W konfrontacji Duńczyków z Hiszpanami(1:1) potrzebna była dogrywka a nawet rzuty karne. W czwartej serii myli się Elkjaer przenosząc piłkę nad poprzeczką a Sarabia jest bezbłędny i w efekcie Hiszpania po 20 latach ponownie melduje się w wielkim finale. W 30-stopniowym upale do finału przystąpiły zatem Francja z Hiszpanią. Faworytami, nie tylko publiczności, byli Francuzi. Podopieczni Michela Hidalgo wypadli najokazalej ze wszystkich uczestników turnieju. Prezentowali futbol ładny dla oka, oparty przede wszystkim na grze ofensywnej. Hiszpanie hołdowali większej dyscyplinie taktycznej. Ich atutem była konsekwencja i koncentracja, przejawiająca się skuteczną walką o jak najkorzystniejszy wynik meczu. Oba zespoły na drodze do finału nie przegrały ani jednego meczu, w każdym spotkaniu zdobywając przynajmniej jednego gola. Przez pierwsze 45 minut nic szczególnego się nie wydarzyło. Lekką przewagę mieli Francuzi ale nie potrafili jej udokumentować golem. Obraz gry uległ zmianie dopiero po przerwie, kiedy arbiter odgwizdał przewinienie w okolicach pola karnego. Do piłki podszedł Platini ale w zdobyciu gola z rzutu wolnego pomógł mu tym razem bramkarz rywali. Wydawało się że Arconada pewnie chwyci piłkę ale ta jakimś cudem wyślizgnęła mu się z rąk i wpadła do bramki. Francuzi objęli prowadzenie. Hiszpanie nie mogli już dłużej czekać i liczyć na dogrywkę. Zmuszeni byli zaatakować ale czynili to bez przekonania. Każda rozpaczliwa akcja mogła być jednak brzemienna w skutkach. ,,Trójkolorowi” tyko czekali na odsłonięcie się przeciwnika i zadanie mu decydującego ciosu. Tak też się stało. Doskonale spisujący się w tym meczu Tigana wypuścił na czystą pozycję Bruno Bellone’a. Ten popędził w pole karne i delikatnie podcinając piłkę nad wybiegającym z bramki Arconadą, posłał ją wprost do siatki. To była ostatnia minuta meczu. Publiczność zgromadzona na Parc de Princes oszalała ze szczęścia. Francuzi zdobyli mistrzostwo Europy wygrywając w turnieju wszystkie 5 spotkań. Hiszpanom do zajęcia drugiego miejsca wystarczył zaledwie jeden wygrany mecz ale to nie oni byli tego dnia bohaterami. Jedno nie ulega wątpliwości. Nie było by tak wspaniałego sukcesu, gdyby nie Michel Platini. Kapitan, lider, najlepszy zawodnik finałów i najskuteczniejszy strzelec Euro. 9 goli zdobytych przez jednego piłkarza w turnieju do tej pory pozostaje nie pobitym rekordem a należy zwrócić uwagę że Platini dokonał tego wyczynu w zaledwie 5 meczach, będąc nominalnym pomocnikiem. Ponadto w drodze po złoto w każdym meczu wpisywał się na listę strzelców, czego nie udało się dokonać nikomu przed nim ani po nim.

8

10

Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:

18 maja 1920 r. urodził się Rene Alejandro Pontoni, posągowo zbudowany napastnik z Cordoby, który renome uzyskał grając w Newell’s Old Boys a szczyt sławy osiągnął w latach 1945-48 w CA San Lorenzo de Almagro gdzie przeszedł za 100 tysięcy pesos. Grając właśnie w San Lorenzo, obrońca Boca Juniors de Zorzi wkraczając desperackim wślizgiem, rozłupał mu noge dosłownie w drzazgi. To był praktycznie koniec wielkiej kariery, choć potem Pontoni był jeszcze idolem w klubach kolumbijskich. W reprezentacji w latach 1942-47 rozegrał 20 spotkań, strzelając 19 goli i 3-krotnie pod rząd zdobywając Copa America(1945, 1946 i 1947). W lidze uzbierał 132 gole. Ten okaz zdrowia niebywałą finezje techniczną łączył z potęgą strzału i bezbłędnym zmysłem do wyrafinowanej gry kombinacyjnej.



@Visca_barca
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

2

@FCBparasiempre
Nobby nie tylko sięgnął wreszcie po pierwsze trofeum z klubem, ale również zadebiutował w reprezentacji. Miało to miejsce 10 kwietnia 1965 r. na Wembley w ramach British Home Championship. Anglia zremisowała ze Szkocją 2:2, zapewniając sobie zwycięstwo w turnieju. W spotkaniu wystąpili także Charlton, Law i Crerand; dwaj pierwsi zdobyli zresztą po bramce. Następny sezon był rozczarowujący dla Manchesteru United. Na początek drużyna podzieliła się Tarczą Dobroczynności z Liverpoolem, zdobywcą Pucharu Anglii. W Europie Czerwone Diabły odbyły wspaniałą kampanię, odnosząc sześć kolejnych zwycięstw; jej zwieńczeniem było rozbicie Benfiki na jej własnym stadionie 5:1. Później przyszła półfinałowa porażka z Partizanem w Belgradzie (2:0 dla gospodarzy). W rewanżu Stiles strzelił jedynego gola, który rzecz jasna nie wystarczał do awansu. (Wcześniej w ciągu sezonu trafił do siatki dwa razy, oba na Old Trafford, dając Diabłom remis z Newcastle i podwyższając na 2:0 w wygranym 2:1 meczu z Arsenalem.) Matt Busby był załamany, wydawało mu się, że stracił ostatnią szansę na zwycięstwo w Pucharze Europy. United odpadli już z wyścigu o mistrzostwo, a kilka dni później przegrali także półfinał FA Cup z Evertonem na Burnden Park. Nobby w zakończonych bez nowego trofeum rozgrywkach pełnił bardzo ważną rolę w drużynie. Tym razem opuścił trzy mecze ligowe, ale wystąpił we wszystkich pozostałych spotkaniach – łącznie było ich 55. Tylko Dunne i Crerand grywali częściej (po 56 razy). Po sezonie w Anglii odbyły się piłkarskie mistrzostwa świata. Stiles otrzymał powołanie na turniej. W trakcie przygotowań doczekał się narodzin drugiego syna – Roberta Francisa. W dniu rozpoczęcia mistrzostw miał 24 lata, a swój kraj reprezentował do tej pory 14 razy. Strzelił jednego gola, w wygranym 1:0 meczu towarzyskim z RFN na Wembley w lutym 1966 r. Otrzymał numer 4 – szóstka, z którą najczęście występował w klubie, zarezerwowana była dla środkowego obrońcy i kapitana drużyny, Bobby’ego Moore’a z West Hamu. Nadszedł kolejny z momentów chwały Nobby’ego. Grał od deski do deski, od pierwszego do ostatniego gwizdka turnieju, w którym Synowie Albionu wywalczyli mistrzostwo. Pomocnik Manchesteru United miał duży udział w tym, że jego drużyna aż do półfinału nie straciła ani jednego gola. Dał z siebie wszystko, pokazał najlepsze, co miał. Otrzymał jedną żółtą kartkę, krótko przed przerwą w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko Francji, przy stanie 1:0 dla gospodarzy (Anglicy wygrali 2:0). Zwłaszcza dwie chwile utrwaliły się w zbiorowej pamięci, przechodząc do historii futbolu. Pierwszą jest to, jak w jubileuszowym, dwudziestym występie dla reprezentacji Stiles zdołał zneutralizować wielkiego Eusébio w spotkaniu półfinałowym z Portugalią, wygranym 2:1 (gole dla Anglików strzelił Bobby Charlton, a po faulu jego brata Jacka na portugalskim snajperze sam poszkodowany zdobył bramkę honorową). Druga to taniec Nobby’ego po zwycięskim finale z Pucharem Świata w jednej ręce i sztucznymi zębami w drugiej. W nowym sezonie United szybko odpadli z rozgrywek pucharowych, ale na wiosnę nie ponieśli ani jednej porażki w lidze i odzyskali mistrzostwo kraju. Stiles był niezastąpiony, rozgrywając 40 spotkań, w tym 37 w First Division. Strzelił trzy gole. Tak jak dwa lata wcześniej, trafił do bramki już w pierwszej kolejce, w ósmej minucie meczu z West Browmich Albion na Old Trafford. Podwyższył tym samym prowadzenie gospodarzy na 2:0; wygrali to spotkanie 5:3. W styczniu po raz drugi w karierze strzelił samobója w derbach Manchesteru, dając the Citizens wyjazdowy remis w samej końcówce. W marcu natomiast Anglik po raz pierwszy od dawna pokonał bramkarzy w dwóch meczach pod rząd. Najpierw uratował punkt w starciu z Fulham na Craven Cottage, a nazajutrz otworzył wynik w rewanżu; niecałych dziesięć minut przed końcem podstawowego czasu gry wyrównał Steve Earle, lecz zwycięstwo zdążył zapewnić gospodarzom Foulkes. Kolejne rozgrywki Czerwone Diabły rozpoczęły od remisu z Tottenhamem w spotkaniu o Charity Shield. W lidze zajęły drugie miejsce, dwa punkty za Manchesterem City. Z FA Cup odpadły już w trzeciej rundzie, natomiast w Pucharze Europy dotarły do finału. Nobby opuścił aż cztery miesiące, rozgrywając tylko dwadzieścia spotkań w First Division, lecz wrócił na ćwierćfinałowe batalie z Górnikiem Zabrze i półfinałowe z Realem Madryt. Wziął oczywiście udział także w ostatnim występie drużyny Busby’ego na Wembley. Finał rozegrano jedenaście dni po dwudziestych szóstych urodzinach Nobby’ego. Znów przyszło mu mierzyć się z Eusébio i jego kolegami. United po dogrywce pokonali Benfikę 4:1 i sięgnęli po upragniony Puchar Europy.

W międzyczasie reprezentacja Anglii awansowała na swój pierwszy turniej finałowy mistrzostw Europy. Ponieważ kwalifikowały się nań wówczas tylko cztery drużyny, było to samo w sobie pewnym osiągnięciem. Sir Alf Ramsey porzucił cokolwiek wymuszoną formację bez skrzydłowych, która dała mu sukces na mistrzostwach świata, i postawił na nowe twarze w pomocy: Alana Mullery’ego z Tottenhamu oraz Briana Labone’a z Evertonu. W pierwszym spotkaniu Synowie Albionu musieli uznać wyższość reprezentantów Jugosławii po golu Dragana Džajicia z 86. minuty; w 89. Mullery został wyrzucony z boiska. Stiles wrócił do składu w meczu o brąz. Anglicy pokonali ZSRR 2:0, wynik otworzył Bobby Charlton. Jesienią Manchester United zmierzył się z Estudiantes w rywalizacji o Puchar Interkontynentalny. Pomocnik angielskiego klubu z pewnością na długo zapamiętał te wydarzenia. Oba starcia były nader brutalne, rozegrane ponadto w gorącej atmosferze na trybunach, co miało związek jeszcze z ćwierćfinałowym spotkaniem Anglii i Argentyny z mistrzostw świata. Oliwy do ognia dolał trener Benfiki, Otto Glória, który posunął się do nazwania Stilesa zabójcą w wywiadzie dla prasy. W programie meczowym ukazała się jego dalsza wypowiedź; Brazylijczyk określił pomocnika Czerwonych Diabłów brutalem o złych zamiarach, pozbawionym ducha sportu. Na słynnym stadionie La Bombonera argentyński klub wygrał 1:0 po golu Marcosa Conigliaro z pierwszej połowy; w 79. minucie prowadzący zawody Hugo Sosa Miranda z Paragwaju wyrzucił Nobby’ego z boiska. Anglik przez cały mecz był celem wyjątkowo paskudnych ataków rywali, a i sędziowie zdawali się być do niego uprzedzeni. W pewnym momencie liniowy zgłosił Mirandzie przewinienie Stilesa, gdy ten po prostu krótko krył Carlosa Bilardo, odznaczającego się w tamtym spotkaniu ostrą grą nawet na tle kolegów (kilkanaście lat później to właśnie Bilardo jako trener sięgnie po mistrzostwo świata z Argentyną, z Diego Maradoną czy Danielem Passarellą w składzie). W końcu Nobby nie wytrzymał, posunął się do faulu i został natychmiast ukarany, być może przesadnie. Został wykluczony jedyny raz w trakcie gry dla klubu z Old Trafford. Nie mógł wystąpić w rewanżu, który mimo wysokich cen biletów przyciągnął olbrzymie zainteresowanie. United zarobili na tym meczu 50 tys. funtów, co stanowiło wówczas rekrod w Anglii. Podopieczni Busby’ego naciskali od samego początku, a choć Juan Ramón Verón (ojciec Juana Sebastiána) uciszył tłum już w szóstej minucie po dośrodkowaniu Raúla Madero, gospodarze nie ustawali w wysiłkach, by zwyciężyć. Stworzyli niemało groźnych sytuacji. Piłkarze obu stron nadal traktowali się nawzajem z dużym ładunkiem agresji. Kontuzjowany Law opuścił boisko, a goście niemal strzelili drugiego gola, zanim wszedł na nie rezerwowy Carlo Sartori. W samej końcówce zrobiło się naprawdę wesoło. Krewki Best uderzył w twarz José Hugo Medinę i obalił na ziemię Néstora Togneriego. Konstantin Zečević nakazał Ulsterczykowi i pierwszej z jego ofiar, by udali się do szatni. Best opluł rywala, czego ten nie pozostawił bez odpowiedzi i obaj musieli być sprowadzeni z boiska pod eskortą. Medina miał problem z zejściem do szatni mimo pomocy policji, gdyż kibice hojnie obrzucali go monetami. Chwilę potem Willie Morgan wyrównał. Brian Kidd strzelił gola na 2:1, który doprowadziłby do rozegrania trzeciego meczu; sędzia uznał jednak, że bramka padła po ostatnim gwizdku. Piłkarze i kibice gospodarzy byli wściekli. Jeden z nich uderzył przeciwnika w twarz. Zawodnicy Estudiantes spróbowali okrążyć boisko ze zdobytym pucharem, ale grad przedmiotów sypiący się z trybun odwiódł ich od tego zamiaru.

Stiles przyglądał się temu z boku. W całym sezonie pojawił się jednak na boisku 56 razy. Poza omówionym starciem z południowoamerykańską drużyną trener pominął go tylko w jednym meczu. Pomocnik United strzelił dwa gole. Tydzień po przegranej w Buenos Aires jako pierwszy pokonał bramkarza irlandziego Waterfordu w rewanżowym spotkaniu I rundy Pucharu Europy. United zwyciężyli 7:1 (10:2 w dwumeczu), a Law, który zdobył hattricka w pierwszej potyczce, na Old Trafford dorzucił aż cztery gole. W marcu Nobby trafił do siatki w 85. minucie meczu z Queens Park Rangers, podwyższając na 5:1. Czerwone Diabły w końcówce rozszarpały rywali, dorzucając jeszcze trzy bramki. Zwycięstwo 8:1 na Old Trafford było niestety pierwszym ligowym od dwóch miesięcy. United przesunęli się dzięki niemu z siedemnastej na piętnastą pozycję. Ostatnie miesiące mieli całkiem niezłe i zakończyli rozgrywki na jedenastym miejscu. W FA Cup dotarli do VI rundy, a w Pucharze Europy odpadli w półfinale z Milanem, który sięgnął w tamtym sezonie po trofeum. Gol z QPR był dziewiętnastym i ostatnim strzelonym przez Nobby’ego w barwach United. Przez następne dwa lata pod wodzą Wilfa McGuinnessa i ponownie sir Matta rozegrał łącznie 32 mecze. Wyniki Diabłów były raczej słabe. Angielski pomocnik nie zawsze był stanie grać, a na boisku zdawał się niekiedy wypalony. W reprezentacji na trwałe ustąpił miejsca Mullery’emu; pojechał na mundial do Meksyku, ale nie kopnął nawet piłki. Nigdy już nie zagrał w narodowych barwach. Uzbierał łącznie 28 występów – najmniej z całej jedenastki, która zagrała na Wembley w finale mistrzostw świata. W maju 1971 r. Stiles, obchodzący w tym miesiącu dwudzieste siódme urodziny, opuścił klub. Przeniósł się do Middlesbrough za 20 tys. funtów, mając za sobą 395 spotkań w koszulce Manchesteru United. Wygrał łącznie dwa mistrzostwa Anglii i dwukrotnie Tarczę Dobroczynności (do podziału z Liverpoolem i Spurs), a ponadto zdobył Puchar Europy. W barwach drugoligowca Nobby spędził dwa sezony. Wystąpił dla Boro w 69 meczach, w tym przeciwko United w Pucharze Anglii. Strzelił dwa gole. W 1973 r. dołączył do Bobby’ego Charltona w Preston North End. 31-letni Stiles był nadal zawodnikiem, a jego starszy kolega został trenerem the Lilywhites. Środkowy pomocnik zagrał łącznie w 46 spotkaniach i zdobył jedną bramkę. Po pierwszym sezonie drużyna Preston spadła do Third Division. Latem 1975 r. Stiles został menadżerem klubu, kiedy Charlton odszedł w geście sprzeciwu wobec sprzedaży ważnego, 27-letniego obrońcy Johna Birda do Newcastle. Nobby zrezygnował z posady po zaledwie tygodniu. Uczynił to jako wyraz solidarności z byłym kolegą z United i reprezentacji. W 1977 r. objął PNE ponownie, tym razem na cztery lata. Później pracował w Kanadzie, dokąd sprowadził również syna, grającego wcześniej w Shamrock Rovers. John występował potem jeszcze m. in. w Leeds United czy Doncaster Rovers. We wrześniu 1985 r. Nobby został menadżerem West Bromwich. Już po kilku miesiącach został zwolniony, zanotowawszy jedynie trzy zwycięstwa. W latach 1989-1993 należał do sztabu szkoleniowego młodzieżówki Manchesteru United. Pracował z takimi zawodnikami, jak Ryan Giggs, David Beckham, Paul Scholes, bracia Neville i Nicky Butt. W 2000 r. wraz z czterema innymi byłymi reprezentantami został odznaczony Medalem Imperium Brytyjskiego po nagłośnieniu przez media okoliczności, iż nie zostali nagrodzeni za osiągnięcia sportowe, mianowicie zdobycie Pucharu Świata. W 2013 r. u Nobby’ego zdiagnozowano raka prostaty. Trzy lata później – swego rodzaju chorobę zawodową piłkarzy, demencję. Nie mógł wziąć udziału w uroczystościach pięćdziesięciolecia wywalczenia mistrzostwa globu. „Bezzębny Tygrys” z Collyhurst odszedł 30 października 2020 r.

5

@FCBparasiempre

Osiemdziesiąt dwa lata temu w Collyhurst, w północnej części śródmieścia Manchesteru, Charlie Stiles, kierownik domu pogrzebowego i jego ciężarna żona, Kitty, chronili się w piwnicy domu w trakcie niemieckiego nalotu bombowego. Ataki lotnicze należały od dawna do rzadkości ale wciąż się zdarzały i nie było rozsądnym lekceważyć zagrożenie. Zanim minęło niebezpieczeństwo, Kitty zaczęła rodzić. Na świat przyszedł chłopiec. Rodzice nadali mu imiona Norbert Peter. Rodzina Stilesów szczęśliwie przetrwała tak tamten nalot, jak i całą wojnę. Nobby nie stracił dachu nad głową. Jego dom nie został zniszczony. Od małego natomiast Stiles żywił uczucie do klubu piłkarskiego, który nie miał tyle szczęścia – do Manchesteru United. Stadion Old Trafford poważnie ucierpiał w wyniku bombardowań i minęło kilka lat, zanim doczekał się odbudowy, a piłkarze mogli znów na nim występować. Tymczasem Nobby rósł, zawzięcie i ambitnie ucząc się futbolowego rzemiosła. Nie na darmo. Pierwsza z tych spraw — rośnięcie – szła mu słabo; nigdy nie osiągnął nawet 170 centymetrów. Jednak nadrabiał sercem oraz umiejętnościami. Uczył się w katolickiej szkole podstawowej św. Patryka. Religia w późniejszych latach zajmowała ważne miejsce w życiu Norberta. Dużą rolę w jego rozwoju odegrał starszy brat, Charles. Sam, wedle słów przyszłego reprezentanta Anglii, był utalentowanym piłkarzem. O ile przegapił swoją szansę, o tyle zadbał, by Nobby nie zmarnował potencjału. Kiedy po jednym ze spotkań dumny z brata Charlie zabrał go do pubu, zaproponowano nastolatkowi piwo. Starszy ze Stilesów odpowiedział, że ten chłopak jest inny. Nie chciał, by zszedł z drogi, która mogła zaprowadzić go na szczyt. Jak się okazało, miał rację. Jako piętnastolatek Stiles zagrał w juniorskiej drużynie Anglii, a wkrótce potem, we wrześniu 1957 r., dołączył do Manchesteru United. Klub słynął wtedy z wychowywania młodzieży, która pod wodzą Jimmy’ego Murphy’ego zgarnęła właśnie piąty z rzędu puchar w ramach niedawno utworzonych rozgrywek FA Youth Cup. Niektórzy z zawodników zginęli w mrokach niepamięci (kojarzy ktoś takie nazwiska, jak Tony Hawksworth, John Queenan, Dennis Filder, Bobby Harrop, Bryce Fulton?). Inni zyskali sławę – należeli do nich Duncan Edwards, Liam Whelan, Bobby Charlton czy Shay Brennan. Stiles już spełnił swoje marzenie, ale z pewnością nie zamierzał spocząć na laurach. Pragnął dołączyć do tego grona. Nobby trenował w klubie niecałe pół roku, kiedy doszło do tragedii, która nie tylko zachwiała zwykłym trybem szkolenia, ale niemal doprowadziła do wycofania pierwszej drużyny z rozgrywek. Oczywiście chodzi o katastrofę lotniczą w Monachium, w której zginęło siedmiu zawodników, ósmy zmarł po dwóch tygodniach, a kilku odniosło obrażenia wykluczające ich występy, w dwóch przypadkach – na zawsze. United, aby grać dalej, ściągnęli kilku piłkarzy z innych klubów, doszedł do tego zaciąg z rezerw i młodzieżówki. Stiles miał dopiero szesnaście lat. Było dla niego zbyt wcześnie, by otrzymał szansę na grę. Odpływ piłkarzy do pierwszej drużyny, nowe obowiązki Murphy’ego i całe zamieszanie wokół katastrofy nie pozostały bez wpływu na wyniki młodzieżówki. Nobby nigdy nie dotarł do finału FA Youth Cup.

W czerwcu następnego roku angielski pomocnik podpisał zawodową umowę z Manchesterem United. Jeszcze przez sezon pozostawał poza pierwszym zespołem. Wspomnianą niezbyt imponującą budowę ciała nadrabiał zadziornością i zawziętością. Był nie tylko niski, lecz dodatkowo zaczął nader wcześnie łysieć, a ponadto miał problemy ze wzrokiem. Poza boiskiem, gdy założył okulary, wyglądał raczej na jakiegoś belfra niż na jednego z natwardszych sportowców tamtych lat. Nastoletni Nobby nie odstawiał nogi, a nawet głowy. Już w wieku piętnastu lat nie miał przednich zębów. Na placu gry wytrwale krążył za piłką, doskakiwał do rywali, a gdy sam był w posiadaniu futbolówki, nie oddawał jej łatwo – choć zwykle nie bawił się w efekciarskie rajdy, chętniej zagrywał do bardziej utalentowanych pod tym względem kolegów. Chłopak z Collyhurst zadebiutował 1 października 1960 r. na Burnden Park, w wieku osiemnastu lat. United zremisowali 1:1 mecz ligowy z drużyną Bolton Wanderers. Trenerem Kłusaków był William Ridding, w latach 30. młody napastnik sprowadzony na Old Trafford z Manchesteru City w zamian za Williama Dale’a, Harry’ego Rowleya i 2 tys. funtów. Karierę Billa niestety przedwcześnie zakończyła kontuzja; przeszedł na piłkarską emeryturę krótko przed dwudziestymi trzecimi urodzinami. Dwa tygodnie później, po przerwie reprezentacyjnej, Stiles zagrał w wyjazdowym spotkaniu z Burnley. Swój pierwszy występ zaliczył wówczas o niemal rok starszy Irlandczyk, Tony Dunne. Obok niego ustawiony był w obronie nominalny pomocnik, Maurice Setters. Matt Busby tamtej jesieni często korzystał w ten sposób z angielskiego piłkarza, co zresztą zwolniło miejsce w środku pola dla Stilesa. Niestety, obrona United tamtego dnia się nie popisała. Dennis Viollet zdobył hattricka, lecz zawodnicy Burnley zwyciężyli 5:3. Dwie bramki wbił Harry’emu Greggowi skrzydłowy John Connelly, przyszły Czerwony Diabeł. W środę, 19 października Nobby znalazł się w składzie na pierwszy, historyczny mecz United w nowo utworzonym Pucharze Ligi. Piłkarze Busby’ego mierzyli się na wyjeździe z przedstawicielem najniższej, czwartej klasy rozgrywkowej – Exeter City. Przegrywali od 15. minuty, ale ostatecznie padł remis 1:1. W najbliższą sobotę Stiles zaliczył debiutancki występ na Old Trafford. Czerwone Diabły pokonały Newcastle United 3:2, a nastoletni pomocnik strzelił swojego pierwszego gola w zawodowym futbolu, zdobywając bramkę na 2:0. I tego rywala prowadził były napastnik klubu z Manchesteru – Charlie Mitten. Dwa dni później United zwyciężyli w starciu z Nottingham Forest (2:1), a w następną środę pokonali w rewanżu Exeter 4:1. Na koniec miesiąca ulegli niestety Arsenalowi (2:1 na Highbury; gola na 2:0 dla gospodarzy zdobył David Herd). W swoich pierwszych rozgrywkach Stiles wystąpił łącznie 31 razy, co było przyzwoitą liczbą. Strzelił dwie bramki. Druga padła w pamiętnym, styczniowym meczu z Tottenhamem Hotspur na Old Trafford. Gospodarze zwyciężyli 2:0. Nobby otworzył wynik spotkania po niecałym kwadransie. Koguty sięgnęły wtedy po Podwójną Koronę, a ten mecz był jedynym w tamtym sezonie, w którym nie strzeliły gola, choć Gregg doznał urazu i między słupkami musiał stanąć najskuteczniejszy napastnik gospodarzy, Alex Dawson. Bramkarz drużyny Busby’ego asystował Markowi Pearsonowi piętą przy drugim trafieniu dla United. W marcu Stiles znalazł się na liście strzelców raz jeszcze, tym razem jednak po niewłaściwej stronie protokołu meczowego. Czerwone Diabły przegrały na wyjeździe z Blackpool, a samobój młodego pomocnika ustalił wynik na 2:0. W kolejnych rozgrywkach Anglik stał się jednym z podstawowych zawodników. Zaliczył mniej spotkań pucharowych (United nie wzięli udziału w League Cup, dotarli za to do półfinału Pucharu Anglii), ale znacznie więcej ligowych. Łącznie wychodził na boisko 38 razy. Strzelił też siedem goli, co miało stanowić jego najlepszy wynik w całej karierze. To właśnie Stiles zdobył pierwszą bramkę dla klubu w sezonie, w meczu z West Hamem United na Boleyn Ground (zakończonym niestety podziałem punktów – 1:1). We wrześniu dał zespołowi remis w spotkaniu z Aston Villą w Birmingham, a potem otworzył wynik już w drugiej minucie starcia derbowego z Manchesterem City na Old Trafford. Po niespełna kwadransie gospodarze prowadzili 2:0 – podwyższył Viollett. Wprawdzie w 19. minucie Nobby nieszczęśliwie pokonał Gregga, a w 24. wyrównał Bobby Kennedy, lecz samobój Dave’a Ewinga na początku drugiej połowy rozstrzygnął mecz na korzyść United. W styczniu nastolatek znów strzelił gola Tottenhamowi (na 2:1 dla gości; końcowy wynik – 2:2), a 3 lutego 1961 r. ponownie trafił do siatki na samym początku meczu na Old Trafford – tym razem przeciwko Cardiff City (gospodarze zwyciężyli 3:0). W kwietniu pokonał jeszcze bramkarzy Ipswich Town (ustalił wynik meczu u siebie na 5:0) oraz Sheffield United (dzień po porażce 0:1 w Manchesterze zawodnicy Busby’ego przegrywali 0:2; kwadrans przed końcem nadzieję dał im Sammy McMillan, trzy minuty później wyrównał Stiles a w końcówce McMillan odwrócił ostatecznie losy spotkania).

W sezonach 1962/63 i 1963/64 Nobby grywał nieco mniej – uzbierał odpowiednio 35 i 21 występów. Zdobył dwa gole: przeciwko Burnley we wrześniu 1962 r. (na 1:3 u siebie; Shay Brennan nie wykorzystał karnego, Connelly strzelił hattricka, a United przegrali 2:5) i Aston Villi w kwietniu 1963 r. (na 1:0 na wyjeździe; Czerwone Diabły zwyciężyły 2:1). W pierwszym z wymienionych sezonów Stiles wziął udział w czterech meczach Pucharu Anglii, w tym w półfinale na Villa Park (1:0 przeciwko Southampton). Nie zagrał jednak na Wembley, kiedy to klub z Manchesteru pokonał Leicester City 3:1, mimo że wcześniej wystąpił w kwietniowych meczach ligowych z Lisami (2:2 na Old Trafford i 4:3 dla gospodarzy na Filbert Street). W finale środek pola tworzyli Pat Crerand, Bill Foulkes oraz Setters. Szkocki menadżer niekiedy ustawiał tamtej wiosny Nobby’ego jako napastnika z numerem 8, podczas gdy z „czwórką” w pomocy biegał Crerand. W czerwcu 1963 r. 21-letni Stiles wziął ślub. Wybranką jego serca została Kay Giles – siostra ówczesnego kolegi z klubu, reprezentanta Irlandii, Johna Gilesa. Anglik zadebiutował wkrótce w rozgrywkach europejskich. W grudniu 1963 r. zagrał (znów w ataku) w pierwszym meczu II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów z Tottenhamem. Obrońcy trofeum wygrali 2:0. W rewanżu Stiles nie pojawił się na boisku, a United skorzystali na złamanej nodze Dave’a Mackaya i zwyciężyli 4:1. W trzeciej rundzie Nobby, wciąż jako napastnik, wystąpił w meczu ze Sportingiem Lizbona na Old Trafford. Gospodarze ponownie wygrali 4:1, lecz w Portugalii, gdy zamiast Stilesa do składu wrócił Phillip Chisnall, zostali upokorzeni. Zielono-biali rozbili angielską drużynę 5:0. W maju 1964 r. Nobby skończył 22 lata. Wcześniej, na początku miesiąca, miało miejsce doniosłe wydarzenie w życiu rodziny: Kay urodziła syna, Johna Charlesa. Tymczasem nadchodził najlepszy okres w karierze świeżo upieczonego taty. Do United dołączyli Connelly i nowy bramkarz, Pat Dunne, do składu wchodził George Best. Nowy sezon Stiles rozpoczął pechowo, od samobójczej bramki z West Hamem w czwartej kolejce. Czerwone Diabły prowadziły na Old Trafford już od pierwszej minuty dzięki golowi Connelly’ego. Angielski pomocnik pokonał Davida Gaskella pięć minut później, ale przed upływem pół godziny gry do siatki gości trafił Denis Law, a wkrótce po przerwie wynik ustalił Best. United odnieśli dopiero pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach. Ostatecznie dotarli do półfinałów Pucharu Anglii i Pucharu Miast Targowych, a co ważniejsze – zdobyli pierwsze mistrzostwo Anglii w epoce po monachijskiej tragedii. Stiles wreszcie wygryzł Settersa ze składu. Starszy z pomocników w listopadzie odszedł do Stoke City. Nobby grał najczęściej u boku Creranda, z Foulkesem cofniętym do obrony. Pełnił rolę „przecinaka”, w której świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Potrafił też czasem pomóc szkockiemu rozgrywającemu w rozdawaniu piłek do skrzydłowych i napastników. Anglik miał wielki wpływ na sukcesy drużyny. Wystąpił w 59 meczach – to więcej, niż rozegrał spotkań w przeciągu dwóch poprzednich lat. Tyle samo meczów zaliczyli Best i Bobby Charlton, więcej zanotowali Dunne, Brennan, Foulkes i Connelly. Nobby opuścił tylko jedno spotkanie, z Sunderlandem na Roker Park pod koniec lutego w First Division. Rozgrywano je cztery dni po pucharowej wygranej z Burnley na Old Trafford (2:1) i trzy dni przed ligowym meczem z Wolverhampton Wanderers, również u siebie (3:0). Miejsce pomocnika zajął osiemnastoletni John Fitzpatrick. Sunderland wygrał 1:0.

3

Bravo Igunia! Jesteś wielka, jesteś kochana!

1

@Rl9k1nG Jadwiga? Ona ma na imie Iga!

0

@KrychaFCB Super? Raczej to są nie najlepsze wieści!

1

@Pressinho Otóż to! Bardzo dobrze że o tym pamiętasz! To był jeden z największych przekrętów w dziejach mundiali i wogóle w rozgrywkach o wielką stawke. Już o tym pisałem na łamach fcbarca.com i za każdym razem będę przypominał co się działo 4 lipca 1954 na Wankdorfstadion w Bernie. Ci parszywi Niemcy...

0

Oj Xavi, ,,nasza" wielka legendo, jakoś bardzo ciężko w to uwierzyć co mówisz. Ja jako cule mam bardzo duże wątpliwości że sprawy z tobą mogą się jeszcze ułożyć...

13

,,Galopujący major”:

Ferenc Puskas jest autorem wielu strzeleckich rekordów. Jednym z nich jest liczba trafień w meczu finałowym Pucharu Europy. Tylko jemu udało się czterokrotnie pokonać bramkarza w finale. Działo się to 18.05.1960 r. na największym stadionie Europy Hampden Park w Glasgow w obecności ponad 120 tys. widzów! Real Madryt pokonał wówczas Eintracht Frankfurt 7:3 a oprócz Węgra hattrickiem popisał się wówczas legendarny Alfredo di Stefano.


@Visca_barca
@Symson
@Ogorinho1974
@Mixtape
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@FcPortoFan1999 Owszem, zgadza się i to boleśnie przegrany...

9

Zdumiewająca klęska w finale:

Dokładnie 30 lat temu FC Barcelona poległa w finale Ligi Mistrzów przegrywając z AC Milan 4:0. Zdecydowanym faworytem starcia w Atenach był ,,Dream Team” Johana Cruijffa. Blaugrana była do tego pojedynku niepokonana przez 20 spotkań(w tym 17 zwycięstw) a cztery dni przed finałem została mistrzem Hiszpanii. W finale istniał tylko Milan, Barça ani przez moment nie zagroziła rywalom. Trudno w to uwierzyć. To było coś wręcz niewytłumaczalnego, jak tak mocna wówczas Barça mogła aż w taki sposób spartolić finał?





@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Visca_barca

10

Tragiczny epizod pełen patosu:

17 maja 1919 r. w trakcie meczu Urugwaj-Chile(2:0), podczas Copa America 1919, Urugwajski bramkarz Roberto Chery, interweniował tak nieszczęśliwie że uderzył głową o słupek tracąc momentalnie przytomność. Agonia na łóżku szpitalnym trwała 2 tygodnie. Przy jego łóżku czuwali na przemian koledzy z drużyny i gracze innych zespołów uczestniczących w turnieju. Niestety Roberto zmarł 30 maja 1919, skończywszy zaledwie 23 lata. Dla uczczenia jego pamięci, Brazylia(w strojach Peñarol) z Argentyną(w koszulkach Urugwaju) rozegrały specjalny mecz. Oba zespoły ufundowały puchar imienia Roberto Chery, który został uroczyście przekazany do honorowych zbiorów Peñarol, zaś w samym Urugwaju powstał klub o nazwie Roberto Chery biorący w latach 1922-25 udział w rozgrywkach ligowych. Roberto Chery, zwany ,,Poetą”, miał wielkie uzdolnienia literackie. Swoje wiersze czytywał na głos przyjaciołom, również tym z boiska, stąd ów przydomek.


@Visca_barca
@patataj
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

1

@FCBparasiempre Ten jutub to jest hamstwo! Przygotowuje skrót ważnego wydarzenia ,,naszego ukochanego" klubu a oni po jakimś czasie kasują to!
W związku z tym planuje nie zamieszczać takowych przypominajek...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?