FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
@FCBparasiempre
Euro 2008
Przed turniejem w 2008 roku trofeum zostało zmodernizowane i powiększone, gdyż stare wyglądało zbyt skromnie przy innych trofeach UEFA, jak np. puchar Ligi Mistrzów. Nowa wersja pucharu wykonana jest ze srebra, wazy 8 kilogramów i mierzy 60 centymetrów wysokości. Jest o 2 kilogramy cięższe i 18 centymetrów wyższe. Marmurowy cokół, który służył jako podstawa, został usunięty. Nową srebrną podstawę pucharu powiększono, aby była stabilna. Nazwy zwycięskich krajów, które widniały na tabliczkach przyklejonych do cokołu są obecnie wygrawerowane na odwrocie trofeum pod słowem Coupe Henri Delaunay. Mistrzostwa Europy w 2008 roku rozegrano po raz drugi w historii w dwóch krajach. Tym razem siły połączyły Austria i Szwajcaria. Kwalifikacje do Euro 2008 rozpoczęły się 16 sierpnia 2006 a skończyły 24 listopada 2007. Reprezentacje Austrii i Szwajcarii, jako gospodarzy turnieju, automatycznie otrzymały prawo do gry w finałach. Dla Austrii był to debiut w turnieju finałowym. 50 zespołów podzielono na 7 grup 7-zespołowych z wyjątkiem grupy A (8-zespołowej), do finałów awansują po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy. Nie rozgrywano więc żadnych baraży, jak poprzednio. Biało-czerwoni w eliminacjach grali w grupie A wraz z Portugalią, Serbią, Finlandią, Belgią, Armenią, Azerbejdżanem i Kazachstanem. Zespół prowadzony przez Holendra Leo Beenhakkera niespodziewanie wygrał grupę w dość niebywałych okolicznościach. Reprezentacji Polski zdarzyły się takie wpadki, jak porażka z Finlandią u siebie (1:3), czy Armenią na wyjeździe (0:1), ale też spektakularne sukcesy, jak zwycięstwo z Portugalią na Stadionie Śląskim w Chorzowie (2:1), czy remis z tą samą drużyną na wyjeździe (2:2). Polacy zgromadzili łącznie 28 punktów i zajęli pierwsze miejsce w tabeli, za drugą Portugalią - 27 punktów, trzecią Serbią - 24 punkty i czwartą Finlandią również 24 punkty. Był to pierwszy w historii awans polskiej kadry narodowej do turnieju głównego mistrzostw Europy. Wielka w tym zasługa Euzebiusza Smolarka, który zdobył w kwalifikacjach najwięcej goli w tej grupie - aż 9 trafień. Wyprzedził zatem nawet samego Cristiano Ronaldo, który zaliczył 8 goli. Z pozostałych grup awansowały ekipy: Włoch, Francji, Grecji (obrońcy tytułu), Turcji, Czech, Niemiec, Chorwacji, Rosji, Hiszpanii, Szwecji, Rumunii i Holandii. Euro 2008 rozegrano w czterech miastach Austrii - Wiedniu, Klagenfurcie, Salzburgu, Innsbrucku oraz czterech miastach w Szwajcarii - Genewie, Bazylei, Bernie i Zurychu. Drużyny podzielono na cztery grupy, jak dotychczas, z których pierwsze dwa zespoły awansowały do ćwierćfinału. Z grupy A wyszły drużyny Portugalii i Turcji. Ku rozpaczy fanów ze Szwajcarii - odpadła ich ekipa współgospodarzy turnieju, a także drużyna Czech. W grupie B zdecydowanie najlepsze okazały się ekipy Niemiec (9 punktów) i Chorwacji (6 punktów). Po jednym punkcie zdobyła druga ekipa współgospodarzy - Austria oraz zespół reprezentacji Polski. Biało-czerwoni w pierwszy meczu przegrali 0:2 z Niemcami, potem zremisowali 1:1 z Austrią, by na koniec stracić szansę na awans po porażce z Chorwacją 0:1. W grupie C bezkonkurencyjna okazała się Holandia a wraz z nią awans wywalczyli Włosi. Odpadły ekipy Rumunii i Francji. Stawkę uzupełniły Hiszpania i Rosja z grupy D. Z turniejem pożegnały się Szwecja i obrońcy tytułu - Grecy, którzy nie zdołali w tym turnieju wywalczyć choćby jednego punktu.
W pierwszym ćwierćfinale mieliśmy kapitalny pojedynek Portugalii z Niemcami, którzy ostatecznie wygrali piłkarze Joachima Loewa 3:2. W drugim ćwierćfinale nieoczekiwanie odpadli Chorwaci, którzy po remisie w 1:1 z Turcją odpadli w seriach rzutów karnych (1:3). Ekipa z Bałkanów jeszcze na minutę przed końcem dogrywki prowadziła 1:0 po golu Nikoli Kalinicia ale w 122. minucie - doliczonym czasie dogrywki remis, który później przekuty został w zwycięstwo zapewnił Turkom - Semih Senturk. Kolejną sensacją było odpadnięcie ekipy Holandii z Rosją. W regulaminowym czasie "Pomarańczowym" udało się uratować remis na cztery minuty przed końcem, gdy na 1:1 trafił Ruud van Nistelrooy. Jednak w dogrywce lepsi okazali się piłkarze ze Wschodu, prowadzeni zresztą przez Holendra - Guusa Hiddinka. Najpierw Dmitrij Torbinski a potem Andrej Arszawin pokonali bramkarza "Pomarańczowych", by awansować do półfinału. W ostatnim meczu 1/4 finału Hiszpanie po bezbramkowym remisie z Włochami wygrali w rzutach karnych 4:2. W półfinale znów ze świetnej strony pokazali się Turcy, którzy prowadzili wyrównany bój z faworyzowanymi Niemcami, jednak gol w ostatniej minucie meczu Philippa Lahma na 3:2 pozbawił ich nadziei na grę w finale. W drugim pojedynku tej fazy Hiszpanie nie dali szans ekipie Rosji, którą ograli 3:0. Finał na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu również rozstrzygnęli na swoja korzyść piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego. W decydującym spotkaniu, na stadionie Ernsta Happela w Wiedniu, spotkały się naprawdę dwie najlepsze drużyny EURO 2008 – Hiszpania i Niemcy. Kibice kochają niespodzianki i tym razem też ich nie zabrakło, ale finał był już wewnętrzną sprawą gigantów futbolu. Mimo to sam mecz nie był porywającym widowiskiem. Zadecydowała jedna akcja, w której po błędzie Lahma jedynego gola zdobył w 33 minucie Fernando Torres. Hiszpanie triumfowali w wielkim turnieju po raz pierwszy od 1964 roku. Królem strzelców turnieju został natomiast David Villa z 4. golami na koncie. Był to drugi sukces reprezentacji Hiszpanii w mistrzostwach Europy. Wcześniej zdobywali trofeum w 1964, gdy byli gospodarzami turnieju. ,,Najważniejsza była kwestia psychiki, pozbycie się mentalności przegranych”– komentował trener Luis Aragones, który po turnieju zrezygnował z pracy z kadrą. ,,Już nikt nie mógł powiedzieć, że gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze”– wtórował Iker Casillias. Kraj, z którego kluby regularnie triumfowały w europejskich pucharach, od 1984 roku nie przeszedł fazy ¼ Mistrzostw Europy czy Świata. Teraz jednak szykował się na kilkuletnią futbolową dominację…
8
Historia mistrzostw Europy część 13:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
10
@FCBparasiempre
2 czerwca 1962 miała miejsce tzw. "Bitwa o Santiago". W drugiej kolejce fazy grupowej mistrzostw świata w Chile gospodarze zmierzyli się z Włochami w meczu, który przeszedł do historii jako "najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz futbolu w historii" i jednocześnie zainspirował wprowadzenie żółtych i czerwonych kartek. To był od początku bardzo brutalny mundial. W meczu otwarcia Muhamed Mujić z Jugosławii złamał nogę Eduarda Dubinskiego z ZSRR. Uraz przyczynił się u niego do rozwinięcia mięsaka, który doprowadził do jego przedwczesnej śmierci siedem lat później. Mujić nie wyleciał nawet z boiska. W sumie przez pierwsze dwa dni turnieju trzech zawodników złamało nogę. ,,Zespoły obawiają się wczesnego powrotu do domu i zapominają, że to tylko gra. Z każdego z czterech stadionów docierają informacje o przemocy, złych manierach i poważnych kontuzjach”– pisał brytyjski "Telegraph". "Express" poszedł dalej: ,,Wszystko wskazuje na to, że turniej przemienia się w krwawą jatkę. Relacje z meczów brzmią jak korespondencje z frontu”. Spotkanie Włochy – Niemcy zostało opisane jako "wojenne manewry". W pierwszej kolejce Włosi zremisowali z Niemcami 0:0. W drugiej nie mogli sobie pozwolić na porażkę, jeśli chcieli zachować szanse na wyjście z grupy. Zadanie mieli jednak niełatwe – grali z gospodarzami, na oczach 66 tysięcy fanatycznych kibiców w stolicy Chile, Santiago. Przed turniejem włoska prasa zaszła im za skórę. W "La Nazione" i "Corriere della Sera" pojawiły się artykuły mocno krytykujące stan przygotowań w kraju, który zaledwie dwa lata wcześniej przeżył największe trzęsienie ziemi w historii ludzkich pomiarów. W jego wyniku zginęły tysiące ludzi, a cztery z ośmiu stadionów stały się niezdalne do użytku. "W Santiago nie działają telefony, taksówki są tak rzadkie jak wierni mężowie a za telegram do Europy płaci się ręką i nogą. Panują tu niedożywienie, analfabetyzm, alkoholizm i bieda, a prostytucja jest na porządku dziennym" – pisali Antonio Ghiredelli i Corrado Pizzinelli. Ich korespondencje tak rozwścieczyły Chilijczyków, że dziennikarze musieli ratować się ucieczką z kraju. Jeden z argentyńskich reporterów został wzięty za Włocha i dotkliwie pobity. Nawet takie tło nie tłumaczy jednak boiskowych wydarzeń. ,,Mecz, który za chwilę państwo zobaczą, najgłupszy, najbardziej przerażający, obrzydliwy i haniebny pokaz piłki nożnej, być może w całej historii tej gry” – mówił brytyjski komentator BBC David Coleman we wstępie do swojej relacji.
Mundial w Chile nie był pokazywany na żywo w Europie. Skomentowane relacje były wysyłane za Ocean samolotem. Dopiero cztery lata później MŚ w Anglii transmitowano na żywo do wielu innych krajów. Początkowo do prowadzenia spotkania wyznaczono sędziego z Hiszpanii. Po proteście Włochów zmieniono go na doświadczonego Anglika, Kena Astona. Sędziował on jednak stronniczo. Nie dostrzegał fauli i prowokacji gospodarzy, nie zauważył nawet, gdy Leonel Sanchez (syn zawodowego boksera) lewym sierpowym złamał nos kapitana Italii, Humberto Maschio. Obwiniał później za to niedoświadczonych sędziów liniowych. Tymczasem już po czterech minutach Aston wyrzucił z boiska pierwszego z Włochów, Giorgio Ferriniego. Ten odmówił zejścia. Musiała interweniować uzbrojona policja. Od tego momentu na boisku zapanowała już zupełna samowolka. Mnożyły się niewiarygodnie brutalne ataki, choć po latach obie drużyny twierdziły, że one się tylko broniły. W drugiej połowie z boiska wyleciał Mario David. Grający w dziewiątkę Włosi nie byli w stanie utrzymać bezbramkowego remisu. Przegrali 0:2 po golach Jaime Ramireza w 73. i Jorge Toro w 87. minucie. Komentujący spotkanie Coleman był w szoku, że zostało dokończone. Sędzia Aston naciągnął w nim ścięgno Achillesa i nie poprowadził już żadnego meczu ani na tym, ani na kolejnych mundialach. Zasiadł za to w Komisji Sędziowskiej FIFA i był głównym szefem arbitrów na MŚ 1966, 1970 i 1974. Był pomysłodawcą wprowadzenia żółtych i czerwonych kartek (pierwszy raz pojawiły się na mundialu w Meksyku 1970). Być może przekonało go do tego wspomnienie z Santiago... ,,Spodziewałem się trudnego meczu, ale nie aż takiego... Przyszło mi do głowy, by go przerwać, ale obawiałem się, co wówczas stałoby się z włoskimi zawodnikami. Wiedziałem tylko, że nie doliczę do tego nawet minuty!”– wspominał. W trzeciej kolejce RFN wygrało z Chile 2:0, co dla Włochów oznaczało pożegnanie z turniejem. Niechęć chilijsko-włoska jeszcze wzrosła. Jeden z lokalnych działaczy oskarżył Azzurrich o grę pod wpływem narkotyków. Rywale nazwali gospodarzy kanibalami, a w Rzymie wysłano wojsko do ochrony chilijskiego konsulatu. Chile doszło do półfinału, w którym przegrało z późniejszym triumfatorem, Brazylią. Trzecie miejsce to najlepszy wynik w historii tego kraju. Cały turniej do końca obfitował jednak w agresywne faule i boiskowe bijatyki. Zresztą, zdrowie zawodników nie było priorytetem dla FIFA jeszcze przez długie lata. Za to przemowa komentatora BBC przeszła do historii. Coleman kończył: ,,Nacje te spotkały się po raz pierwszy i miejmy nadzieję, że ostatni. Jeśli mistrzostwa świata przetrwają w obecnej formie, to należy coś zrobić z drużynami grającymi w ten sposób. Powinny one być natychmiast usuwane z rywalizacji”.
7
Bitwa o Santiago:
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Półfinał na piątke:
2 czerwca 1957 r. FC Barcelona ,,rozjeżdża” Real Sociedad na Estadi d'Atotxa 1:5 w ramach pierwszego półfinału Copa del Generalissimo. Po dwa gole zdobyli Justo Tejada i Eulogio Martinez, jedno trafienie zaliczył Urugwajczyk Ramón Alberto Villaverde. Co ciekawe, tydzień później rewanż na ,,Les Corts” zakończył się rezultatem… również 5:1 dla Blaugrany.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
10
Zapomniane legendy światowego futbolu:
2 czerwca 1904 r. w Pradze urodził się František Plánička, legendarny czeski bramkarz. Jest jedną z największych legend czechosłowackiego futbolu i uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy w historii futbolu. Graczem Slavii Praga był w latach 1923-1938, pełnił funkcję kapitana zespołu. Wielokrotnie był mistrzem Czechosłowacji(1925, 1929, 1930, 1931, 1933, 1934, 1935, 1937) a w 1938 triumfował także w prestiżowym Pucharze Mitropa. W barwach Slavii rozegrał 969 meczów. Bronił w golfie, którego gruba wełna łagodziła upadki. Często wychodził na boisko w czapce z daszkiem ażeby wyglądać na wyższego. Miał bowiem niewiele ponad 170 cm wzrostu ale był bardzo skoczny. W reprezentacji Czechosłowacji zagrał 73 razy. Debiutował 17 stycznia 1926 r. w meczu z reprezentacją Włoch a ostatni raz zagrał w 1938 roku. Wielokrotny kapitan, w tej roli poprowadził Czechosłowację do wicemistrzostwa świata w 1934. Cztery lata później w meczu z Brazylią na mundialu we Francjii doznał kontuzji i był to jego ostatni reprezentacyjny występ. Wielokrotnie nagradzany, w 1985 został uhonorowany nagrodą fair play UNESCO.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Swoiste debiuty:
2 czerwca 1952 r. FC Barcelona po raz pierwszy w swojej historii rozegrała mecz z Manchesterem City. Był to mecz towarzyski wygrany przez Barçe 5:1. Jednocześnie w tym meczu zadebiutował legendarny lewy obrońca Sigfrid Gracia, strzelając jednego z goli. Wówczas ,,The Citizens” nie byli tak silną ekipą jak dziś a do tego w Blaugranie ,,szalał” Kubala więc nie można się dziwić takiemu wynikowi.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
6
@FCBparasiempre
Euro 2004
Trzykrotnie triumfatorom Pucharu Delaunaya nie udało się awansować na kolejne mistrzostwa. Tak było w przypadku Hiszpanii(1968), Włochów(1972) oraz Francji(1988), jedynych trzech drużyn, które wygrywały turniej w roli gospodarza. Natomiast żadna drużyna nie obroniła zdobytego tytułu. Najbliżej tego osiągnięcia był ZSRR(1964) oraz RFN(1976). W obu przypadkach przypadkach musieli zadowolić się tylko drugim miejscem. Francuzi nie mieli więc łatwego zadania. Wiary w powtórzenie sukcesu nie dodawał fakt kompromitacji na mundialu w Korei i Japonii. Gwarantem powrotu na piłkarski top miał być nowy trener Jacques Santini. Pod jego batutą Francuzi w wielkim stylu przeszli przez eliminacje. Jak na mistrzów przystało wygrali wszystkie mecze w grupie i z przytupem awansowali na turniej. Największą niespodzianke, wręcz sensacje w eliminacjach sprawiła Grecja, która wygrała swoją grupe spychając na drugą pozycje(gwarantującą baraże) samą Hiszpanie! Grecy w ostatnich 4 meczach do turnieju wygrali… po 1:0, prezentując futbol bez wyrazu, toporny i schematyczny. Jeszcze jedną(niemiłą) niespodzianke zgotowali kibicom reprezentanci… Polski! Polacy byli sami sobie winni. Przegrywając w Warszawie z Łotyszami 0:1, zapalili im ,,zielone światło” na drodze do Portugalii. Swoje trzy grosze wtrącili także piłkarze ,,Trzech Koron”. Przed ostatnią kolejką spotkań Polacy i Łotysze mieli taką samą liczbe punktów. Biało-czerwoni wygrali w Rydze 2:0, więc bilans bezpośrednich gier wskazywał na ich korzyść. Trzeba było tylko pokonać Węgrów i liczyć na porażke Łotwy ze Szwecją. Skandynawowie pewni awansu zapowiedzieli wprawdzie gre fair play ale w dniu meczu zapadli na amnezje i od niepamiętnych czasów przegrali na własnym obiekcie 0:1. W efekcie Łotwa zagrała w barażach przeciwko Turcji, trzeciej drużynie świata i… sensacyjnie pokonała ją w dwumeczu awansując po raz pierwszy w historii na Euro. Początkowo postulowano aby gospodarzami XII mistrzostw Europy byli Portugalczycy i Hiszpanie ale ci ostatni nie wyrazili ostatecznie zgody, chcąc samodzielnie podjąć się tego wyzwania. Gospodarze turnieju trafili do jednej grupy ze swoimi sąsiadami i(jak się wydawało) najgroźniejszymi rywalami do awansu. Jednak to nie Hiszpanie a Grecy okazali się najbardziej wymagający. W meczu otwarcia skutecznie zaryglowali dostęp do swojej bramki, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. Sami objeli prowadzenie po strzale Karagounisa. Na 2:0 podwyższył z rzutu karnego Basinas i tylko honorowe trafienie Cristiano Ronaldo pozwoliło nieco wyjść z twarzą z tej konfrontacji, jednak sensacja stała się faktem. Grecy poszli za ciosem i urwali 2 punkty Hiszpanii(1:1) co w efekcie poskutkowało odpadnięciem tych drugich z turnieju. Najwięcej emocji przyniosła rywalizacja w tzw. grupie śmierci(B). Dużych wrażeń dostarczyło starcie Anglii z Francją. To miał być pojedynek gigantów i kolegów z Realu Madryt, czyli Zidane’a z Beckhamem. W pierwszej połowie meczu obu graczy przyćmił Lampard, zdobywając gola w 38 minucie. Później w rolach głównych wystąpili wspomniani piłkarze. ,,Becks” mógł zostać bohaterem Albionu, gdyby wykorzystał rzut karny przy stanie 1:0 dla Anglii. Niestety przegrał z Barthezem wojne nerwów. Więcej zimnej krwi zachował ,,Zizou”. Najpierw doprowadził do remisu a po 2 minutach, na sekundy przed końcem meczu strzelił zwycięskiego karnego a to wszystko w doliczonym czasie gry! Anglicy zawiedzeni Beckhamem, rozkochali się w Rooney’u, który w meczu ze Szwajcarią strzelił 2 gole, stając się najmłodszym w historii ME zdobywcą gola. Liczył sobie wówczas 18 lat i 237 dni. Jego wyczyn cztery dni później poprawił szwajcarski napastnik Vonlanthen, mając 18 lat 1 141 dni. Rooney zyskał zdecydowanie więcej bo sympatię Albionu a jego kolejne 2 gole w meczu z Chorwacją(4:2) uczyniły zeń niemal bohatera narodowego. Anglia udowodniła że jest groźna i będzie się liczyć w walce o medale. Grupe śmierci wygrali Francuzi przed Anglikami a Chorwaci i Szwajcarzy pożegnali się z imprezą.
Wielkimi przegranymi Euro 2004 okazali się wicemistrzowie Europy, Włosi. W pierwszym meczu zaledwie zremisowali bezbramkowo z Danią, w drugim również remis, ze Szwecją(1:1) i dopiero w ostatnim meczu z Bułgarią wymęczyli zwycięstwo 2:1, lecz na nic to się zdało, gdyż lepszym bilansem bramkowym, ,,azzurich” wyprzedzili Duńczycy i Szwedzi. Kolejną ,,grupe śmierci” stworzyły Niemcy, Holandia, Czechy i Łotwa. Ci ostatni byli głównie tłem dla pozostałych, choć 1 punkt urwany Niemcom, należy traktować jako ogromną niespodzianke. Strata punktów z Łotyszami kosztowała w końcowym rozrachunku drużynę Niemiec odpadnięcie z turnieju. Czesi z kolei szli jak burza wygrywając wszystkie mecze i awansując z pierwszego miejsca. Natomiast ,,Pomarańczowych” uratowało zwycięstwo w ostatnim meczu z Łotwą(3:0), dzięki czemu awansowali z drugiego miejsca. Piłkarze znad Wełtawy grali jak w transie. W ćwierćfinale rozbili Danie(3:0), zgłaszając uzasadnione aspiracje do zdobycia tytułu mistrzowskiego. Do ćwierćfinałowej niespodzianki doszło na ,,Jose Alvalade” gdzie Grecy w ,,swoim stylu”(1:0) odprawili do domu Francje. W najciekawszej parze ¼ zmierzyli się Anglicy z Portugalczykami. Obie ekipy stworzyły kapitalny spektakl. W meczu tym było wszystko, ofensywna gra, niespodziewane zwroty akcji, piękne gole, meczowa dramaturgia i osobiste piłkarskie tragedie… Strzelecki maraton rozpoczął Owen, zdobywając cudownego gola. Minimalna przewaga Anglików utrzymywała się do końca meczu. Wreszcie dał o sobie znać wprowadzony na ostatni kwadrans drugiej połowy Postiga. Wykorzystał dośrodkowanie Sabrosy i wygrywając powietrzną walke z obrońcami, strzałem głową pokonal Jamesa. Sędzia zarządził więc dogrywke a w niej Anglicy zdobywają gola,lecz arbiter go nie uznaje. Dobiega 110 minuta gry. Wspaniały rajd Rui Costy między angielskimi piłkarzami kończy się efektownym strzałem zza pola karnego tuż pod poprzeczke. Zawodnicy Scolariego jedną nogą w półfinale. Tymczasem po 5 minutach Lampard doprowadza do wyrównania i o wejściu do najlepszej czworki zadecydują rzuty karne. Pierwszy do piłki podszedł Beckham ale jego strzał przelatuje nad bramką! Konsternacja wśród angielskich kibiców, radość w obozie przeciwnika. W trzeciej kolejce myli się Rui Costa. Przy stanie 5:5 do środka pola karnego zmierza Darius Vassel a jego niepewny strzał paruje Ricardo broniący… gołymi rękoma. Po chwili portugalski golkiper staje vis a vis Jamesa. Bramkarski pojedynek ma przesądzić kto pożegna się z turniejem. Ricardo trafił i uciął spekulacje. Anglia wyeliminowana. Pora na półfinały a w nich gospodarze minimalnie lepsi od Holandii. Ozdobą meczu był fantastyczny gol Maniche’a, który popisał się zaskakującym strzałem z narożnika pola karnego. Piłka omijając van der Sara odbiła się jeszcze od słupka i dopiero wpadła do siatki. W tym meczu strzelali tylko Portugalczycy, gdyż samobójczego gola zanotował Jorge Andrade. Wynik końcowy 2:1 dla gospodarzy. W drugim półfinale Czesi podejmowali Greków i wiele wskazywało na to że tym razem ofensywny czeski futbol weźmie góre nad wyrachowaniem i kunktatorstwem. Nic z tych rzeczy. Po obiecującym początku(Jankulovski trafił w poprzeczke) zaczął się czeski dramat. W 40 minucie plac gry musiał opuścić kontuzjowany Pavel Nedved. Załamany pomocnik schodził z boiska ze łzami w oczach. Godzine później całe Czechy pogrążyły się w rozpaczy a wszystko przez ,,srebrnego gola”. Decydenci FIFA zrewidowali swoje wcześniejsze pomysły i odeszli od zasady ,,złotego gola”. Teraz wymyślili jej złagodzoną wersje, obowiązującą tylko w pierwszej części dogrywki. Mecz kończył się po doliczonych 15 minutach, jeżeli jedna z drużyn uzyskiwała w tym czasie przewagę bramkową. Dawało to szanse przeciwnikom na strzelenie wyrównującego gola jeszcze przed przerwą, nie skazując ich od razu na ,,nagłą śmierć”. Srebrny gol Dellasa padł jednak w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki. Czesi nie mieli już czasu na odrobienie strat i sensacja stała się faktem. Czy o tym również niesprawiedliwym przepisie zdawali sobie do końca sprawę działacze FIFY? Naprawde śmiem wątpić… Po raz pierwszy w dziejach finał Portugalia-Grecja i to w dodatku absolutny debiutant w tymże finale. Obie ekipy już spotkały się na tym turnieju, tyle ze w fazie grupowej. Tam lepsi okazali się Grecy zwyciężając 2:1 ale finał to już inna bajka. Dotychczas tylko dwukrotnie zdarzało się aby drużyny, które grały ze sobą w jednej grupie na turnieju, awansowały później do finału. Tak było podczas Euro ’88 i ’96. Gospodarze byli wyjątkowo zmobilizowani i zdeterminowani. Grecy nie czuli podobnej presji. Oni na tym turnieju już swoje zrobili, nie mieli zatem nic do stracenia. Koncentrowali się wyłącznie na realizowaniu założeń taktycznych wyznaczonych przez niemieckiego szkoleniowca Rehhagela i robili to doskonale. Grecki rygiel obronny połączony z metodycznym punktowaniem rywali okazał się skuteczną bronią i kluczem do udziału w finale. W pierwszych minutach meczu inicjatywę przejeli Portugalczycy; strzały Paulety i Cristiano Ronaldo nie sprawiły jednak Nikopolidosowi większych trudności. Do wysiłku zmusił go dopiero Miguel ale i jego uderzenie zdołał sparować grecki golkiper. W rewanżu Charisteas usiłował postraszyć Ricardo ale strzał nie był na tyle niebezpieczny aby mógł poważnie zagrozić portugalskiej bramce. Po pierwszej połowie zatem 0:0. Piłkarze Scolariego w dalszym ciągu atakowali ale poza utrzymywaniem się przy piłce nie potrafili zdyskontować wypracowanej przewagi. Grecy zwarli szyki obronne, ograniczając swoja aktywność w grze jedynie do kontrataków. Po jednej z takich akcji uzyskali rzut rożny. Do narożnika boiska udał się Basinas; chwile potem dośrodkował w pole karne, Charisteas uprzedził Carvalho oraz Andrade i głową wpakował piłke do siatki. To był decydujący cios, który oszołomił gospodarzy. Po tym golu Portugalczycy nie zdołali się już otrząsnąć a tylko cudem uniknęli straty kolejnego gola. Szanse na odrobienie strat mieli jeszcze Figo i Ronaldo ale nie potrafili ich wykorzystać. W 85 minucie meczu na boisko wtargnął kibic z szalikiem FC Barcelony i rzucił nim w grającego na co dzień w Realu Madryt Luisa Figo. Pięć minut później było już po meczu. Triumfujący Grecy rzucili na kolana upokorzonych Portugalczyków. Puchar Delaunaya pierwszy raz w historii powędrował pod Akropol.
5
Historia mistrzostw Europy część 12:
@Visca_barca
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
1
@Adran360 No właśnie, masz racje, choć faworyci nie zawsze triumfują...
1
@Adran360 No oby, również oby wygrała Borussia ale im bardziej sobie tego życzymy(ty chyba też?), tym bardziej będziemy rozczarowani...
1
@Culer9002 Jesteś pewny?
To jak to wytłumaczysz: https://www.fcbarca.com/44648-30-lat-od-wizyty-jana-pawla-ii.html
6
Drugi w historii angielski finał Champions League:
Wewnątrzkrajowy finał wzbudził u mieszkańców Zjednoczonego Królestwa olbrzymi głód zobaczenia go na żywo. Bilety z drugiej ręki kosztowały nawet 35 000 funtów. Prawdę powiedziawszy po wyznaczeniu Madrytu na miejsce finału mieszkańcy tego miasta mogli liczyć jeśli nie na derby to na obecność przynajmniej jednego zespołu ze stolicy Hiszpanii w zbiorze drużyn, które przystąpią do decydującego starcia. Przecież na ostatnich 10 finalistów Ligi Mistrzów 7 pochodziło ze stolicy Hiszpanii. Ale skoro nic z tego nie wyszło, to zaczęli masowo wyjeżdżać z miasta na cały weekend lub spoglądali z rozbawieniem na słaniających się nie tylko z powodu upału Anglików. Faworytem był Liverpool, nie tylko dlatego że sezon ligowy skończył mając 28 punktów więcej niż Tottenham i wygrał 2:1 oba mecze ligowe z tym rywalem. Nikt nie wątpił że Klopp nie będzie eksperymentował z taktyką. Jedynym zawodnikiem leczącym uraz był Nabi Keita ale jego brak nie stanowił przecież istotnego osłabienia. Przed finałem Niemiec zabrał zawodników na 6 dni do Marbelli, gdzie mieli zapomnieć o przegranej o włos walce z Manchesterem City o tytuł mistrza I odzyskać świeżość. Pochettino zaś głowił się nad wieloma kwestiami między innymi nad taktyką bo w obu przegranych bojach ligowych z ,,The Reds” zdecydował się na inne systemy i oba mecze przegrał, więc wybierał między złym a fatalnym. W pierwszym postawił na kwartę obrońców, trzech pivotów i murowanie bramki. Liverpool zdobył ją jednak dwa razy a jego ludzie trafili dopiero w ostatniej minucie. Z kolei w wiosennym rewanżu obrońców było trzech (albo pięciu w fazie defensywnej) a za napastnikami zagrał ofensywny pomocnik Dele Alli. Tym razem to Liverpool trafił na 2:1 w samej końcówce, więc ten schemat wydawał się odrobinę lepszy. No ale przeciwko Ajaksowi w pierwszym meczu Argentyńczyk zagrał z trzema stoperami a w drugim z czterema obrońcami z wiadomym efektem, drużyna z Amsterdamu zaś grała w identycznym ustawieniu co Liverpool. To była prawdziwa łamigłówka, w końcu jednak Pochettino postawił na 4-2-3-1. Na szczęście dla niego cudownie ozdrowiał Harry Kane. Kontuzja z pierwszego meczu z City miała wykluczyć go z gry do końca sezonu, diagnoza jednak okazała się błędna. Przewidywano że Tottenham będzie starał się przetrwać pierwszą połowę i zaatakować w drugiej kropkę przecież dwa przegrane europejskie finały Liverpoolu Kloppa wyglądały tak że The Reds prezentowali się świetnie do przerwy i fatalnie po niej. Sam mecz nie przyniósł specjalnych emocji a to dlatego że zawodnicy Liverpoolu poszli po ,,uszatkę” jak po swoje. ,,Byłem zrelaksowany rok temu przed meczem z Realem, jestem zrelaksowany i teraz. Dawać już ten mecz”- powiedział Van Dijk i słowa Holendra dobrze ilustrowały pewność siebie graczy Kloppa. W efekcie, po niezwykłych rozgrywkach Ligi Mistrzów 2018/19 zdarzył nam się całkiem zwyczajny finał. Wygrał zespół lepszy i ten, który pierwszy strzelił gola. Dodajmy że był to też zupełnie nie angielski finał, jeśli chodzi o waleczność. W całym starciu popełniono tylko 11 fauli a po raz pierwszy w historii decydujących starć w Lidze Mistrzów sędzia nie pokazał ani jednej żółtej kartki (w 1984 roku zdarzyło się to w finale Pucharu Europy Mistrzów klubowych między Liverpoolem a Romą). Zaczęło się jednak fenomenalnie bo od najszybszego karnego w całej historii Ligi Mistrzów, gdyż podyktowanego już w 23 sekundzie za zagranie ręką, czy raczej pachą przez Moussez Sisoko, którego nastrzelił sadio Mane. Salah trafił z 11 m a potem w słynnej cieszynce zaprezentował ruchy klauna, o co prosiła go córka Makka. Po meczu Egipcjanin zdradził: ,, W szatni przed wyjściem na boisko oglądałem obrazki z zeszłorocznego finału, widziałem nasz wielki smutek i obiecałem sobie że dziś sprawie iż będzie inaczej”. Zapytany czy czuł presje odparł: ,, Niedawno strzeliłem karnego, który dał reprezentacji Egiptu powrót do finałów Mistrzostw Świata. Ten był dużo łatwiejszy”.
Następnie Liverpool wiózł wynik do końca, niewiele sobie robiąc ataków kogutów, przy których gwałtem postawiony na nogi Kane raczej statystował niż brał w nich udział. Gwiazdor zaliczył ledwie 26 kontaktów z piłką kropkę może Pochettino popełnił błąd trenując przed meczem w Londynie, zamiast przyjechać do Madrytu wcześniej niż w środę? Do 70 minuty bohaterem był Van Dick który powstrzymywał wszelkie zapędy rywali, potem jego rolę przejął Alisson, gdyż zawodnicy Spurs wcześniej straszliwie anemiczni, wreszcie zaczęli wyrabiać sobie pozycję strzeleckie. W końcu wynik ustalił Origi trafiając w finale Ligi Mistrzów dopiero jako drugi Belg po Yannicku Carrasco przed trzema laty. ,, Wydawało się że jest to raczej koronacja niż rywalizacja”- jakże trafnie podsumował finał Anthony Quinn. ,, Zasłużyliśmy w tym roku na trofeum bardziej niż ktokolwiek inny”- jeszcze na boisku powiedział Aleksander Arnold. Pochettino wpisał się w szereg argentyńskich trenerów, którzy przegrali siedem kolejnych finałów Pucharu Europy. Passa ta zaczęła się w 1967 roku od Helenio Herrery a wiodła przez Juana Carlosa Lorenzo, Hektora Raula Coopera oraz Diego Simeone. ,, Masz jakiś plan na mecz a potem w 20 sekundzie możesz go wyrzucić na śmietnik bo rywale dostają rzut karny. Nie wiem czy powinien zostać podyktowany ale został. Finałów się nie analizuje, finały się wygrywa. Co z tego że byliśmy dwa razy dłużej Przy piłce że Oddaliśmy dwa razy więcej uderzeń. Rywal strzelił dwa gole A my żadnego, więc zasłużył na zwycięstwo. Jestem dumny z tego, jak moi zawodnicy walczyli”- żalił się po meczu szkoleniowiec Tottenham. Z kolei Jurgen Klopp powiedział: ,,Przygotowanie się do tego meczu było nie lada sztuką. Kończyliśmy ligę 3 tygodnie temu, graliśmy w strasznym upale. Nie mam ochoty tłumaczyć czemu wygraliśmy, powiem tylko że w trakcie sezonu okazaliśmy się odporni na wszystko. To jedna z najpiękniejszych nocy w moim życiu, cieszę się szczęściem chłopców, moim, całej rodziny. 6 razy wracałem do domu ze srebrnym medalem. Wreszcie mam złoty. Normalnie już byłbym pijany. Mam młodą drużynę, to na pewno nie koniec naszych sukcesów”. Trener napił się po konferencji. Razem z piłkarzami. Prawdę bowiem powiedział Jordan Henderson: ,,To wszystko zasługa Kloppa, bez niego ten triumf nie byłby możliwy. Dokonał wielkiej rzeczy, stworzył prawdziwy zespół, w którym panuje genialna atmosfera. Dziś spełniłem dziecięce marzenie. Nie zamierzam tej nocy spać”. Po kilku dniach rekordy popularności na YouTubie bił sześciominutowy filmik zatytułowany: ,,Jurgen Klopp’s Madrid Celebration uncut’. Trzeba go obejrzeć by zrozumieć, jaka wspólnota panowała w szatni The Reds między trenerem a zawodnikami i trzeba zobaczyć przejazd czerwonego autobusu z piłkarzami ulicami miasta Beatlesów.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
0
@FcPortoFan1999 4-krotnym(!) mistrzem kraju dodajmy. Poza tym trzeba pamiętać że Lwów to kolebka polskiego futbolu, o czym już chyba wspominałem a jak nie to napewno nadrobie te zalegośći
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
1 czerwca 1903 r. w Katowicach urodził się Emil Görlitz, polski bramkarz pochodzenia niemieckiego o pseudonimie Schlosser, wychowanek Preußen 05 Kattowitz (pięciokrotny mistrz Górnego Śląska). Jako pierwszy niemiecki Ślązak dostał powołanie do reprezentacji Polski, w której zadebiutował 18 maja 1924 r. w przegranym 1:5 meczu ze Szwecją. W sumie zagrał osiem razy dla Polski, z kadrą pożegnał się 2 października 1925 r. w wygranym 2:1 meczu z Turcją. Był rezerwowym bramkarzem na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 r. Lata 1924-1925 spędził w mistrzowskiej Pogoni Lwów i razem z Józefem Słoneckim stał się pierwszym polskim zawodowym futbolistą. Trener ,,Pogoniarzy” Austriak Karl Fischer namówił obydwu na wyjazd do włoskiego Triestu. Przygoda z zawodowstwem okazała się niewypałem, więc na sezon 1927 Emil Görlitz wrócił do rodzinnych Katowic. 1. FC Katowice (kontynuator tradycji Preußen 05 Kattowitz) w pierwszym sezonie ligowym w 1927 r. prawie został mistrzem Polski a o braku tytułu przesądziła porażka w meczu z Wisłą Kraków u siebie (Gӧrlitz był wtedy kapitanem swojej drużyny). Zapisał się w kronikach jako pierwszy bramkarz w historii ligi, który strzelił gola z rzutu karnego. Zespół z Katowic w kolejnych sezonach spisywał się coraz gorzej, więc Emil w 1934 r. zdecydował się na wyjazd do Niemiec. Po wybuchu II wojny światowej wrócił do Katowic i został pracownikiem huty Ferrum. Nadejście Armii Czerwonej oznaczało dla niego zesłanie do obozu w Kłodzku, gdzie jednak ze względu na znajomość języka ukraińskiego (efekt dwuletniego pobytu w Pogoni Lwów) i przeszłość w reprezentacji Polski był traktowany bardzo przyzwoicie. Został zwolniony i trafił do Zgorzelca, skąd wspólnie z żoną wyjechał do Niemiec. Zmarł w wieku 84 lat, kilkakrotnie wracał do Katowic, gdzie wciąż mieszkała część jego rodziny.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
Rekordy Blaugrany:
1 czerwca 2013 r. FC Barcelona pokonuje Malage CF 4:0 w ostatniej kolejce ligowej i zdobywa 100 punktów w jednym sezonie Primera Division, wyrównując rekord ustanowiony sezon wcześniej przez Real Madrid. Bilans podopiecznych Ś.p. Tito Vilanovy to 32 zwycięstwa, 4 remisy i tylko 2 porażki. Natomiast bilans goli wyniósł 115:40.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
11
Czy wiecie że…
1 czerwca 2006 r. otwarto ,,Ciutat Esportiva Joan Gamper”. Ten kompleks sportowy FC Barcelony położony jest w miejscowości Sant Joan Despi, 4,5 kilometra od Camp Nou i zajmuje powierzchnie 136,839 m2. Kosztująca niemal 80 milionów euro baza treningowa składa się między innymi z pięciu pełnometrażowych boisk ale także z hali sportowej i sal treningowych. Regularne zajęcia odbywają tutaj członkowie wszystkich sekcji sportowych Blaugrany. W 2011 r. na terenie centrum utworzono nową La Masie czyli budynek, w którym mieszkają zebrani z całego świata piłkarze juniorskich drużyn FC Barcelony.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 Być może. Jeśli chodzi o Roberta to osobiście uważam że w jego wieku, po sukcesach w Bayernie, nie powinien podpisywać kontraktu z FC Barceloną na okres 2+2 lat, gdyż w tym klubie wymaga się co sezon minimum Pucharu Hiszpanii i mistrzostwa Hiszpanii, a niestety nasz rodak nie jest w stanie tego zapewnić. Poza tym uważam że La Lagi mu nie do końca pasuje i powinien zostać w Bayernie, ewentualnie w MLS lub Arabii na piłkarskiej emeryturze...
0
Zobaczyłem coś takiego na tej sportowej stronie: https://sport.tvp.pl/77847973/iga-swiatek-ciezkie-mecz-inspiruja-ale-fajnie-jest-miec-kontrole
No i po prostu tak po ludzku zrobiło mi się bardzo żal już nie tylko naszej kochanej Igi ale wogóle płaczącej kobiety. To jest bardzo przykry widok, kiedy widzi się coś takiego. Po prostu nie moge na to patrzeć, rozklejam się jak małe dziecko, kiedy kobieta(dziewczyna) płacze...
10
Przełomowa debata w Teatrze Nou, zwanym również ,,Teatro Nuevo”:
Kochani cules, 1 czerwca 1923 r., na krótko przed 25-tą rocznicą powstania FC Barcelony, w ,,Teatrze Nou” zorganizowano zgromadzenie ogólne klubu. Zebrani w audytorium socios oczekiwali dymisji całego zarządu. Żeby zapełnić pustke, zaprezentowano cztery kandydatury; jedną z nich był Joan Gamper i to on okazał się zwycięzcą. W ten sposób założyciel klubu rozpoczął sprawowanie nowego mandatu na czele FC Barcelony w trakcie jednego z najbardziej delikatnych momentów w jego historii, z racji przechodzenia na profesjonalne uprawianie futbolu. Tak więc w ,,Teatrze Nou” odbyło się jedno z najważniejszych zgromadzeń w historii Barçy. Profesjonalizacja futbolu spowodowała iż sport ten stał się o wiele bardziej widowiskowy i efektowny ale przyczyniła się również do pojawienia się pierwszych niesnasek między klubami i piłkarzami. Rywalizacja o zawodników stała się chlebem powszednim. Gamper rozczarowany tym że Samitier domagał się podwyżki pensji, był świadomy że klub potrzebuje pieniędzy ażeby skompletować silną drużynę a jednocześnie obserwował jak futbol oddalał się od swej pierwotnej, radosnej natury. Finansowe wymagania charyzmatycznego piłkarza przyczynią się(kilka lat później) do jego odejścia do Realu Madryt.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
1
@Mixtape Bezwzględnie moje serduszko ,,pika" za Argentyną i również ona będzie faworytem tego turnieju. Najgroźniejszym przeciwnikiem ,,Albicelestes" w końcowym triumfie będzie zawsze niewygodny Urugwaj. Bardzo bym nie chciał aby Argentyna trafiła w fazie pucharowej własnie na ,,Celestes", gdyż oni mogą doprowadzić do karnych a jak to mawiają latynosi na rzuty karne: to ,,taniec diabła"...
9
@FCBparasiempre
Często mówi się, że gospodarz mistrzostw świata powinien grać w turnieju możliwie jak najdłużej. Chodzi oczywiście o utrzymanie odpowiedniej frekwencji na stadionach i zainteresowania imprezą w kraju. Nie od dziś też wiadomo, że gospodarzom pomagają ściany. I nie chodzi tu tylko o doping własnych kibiców. Wielu z nas pamięta skandaliczne sędziowanie na mistrzostwach w 2002 r. Zastrzeżenia do pracy arbitrów można było mieć już jednak znacznie wcześniej. Jednym z pierwszych meczów, w których pan w czerni wyraźnie sprzyjał gospodarzom, było starcie Włochy – Hiszpania w 1934 r. Turniej organizowany w 1934 r. był pierwszą wielką sportową imprezą, w którą tak wyraźnie wkroczyła polityka. Rządzący Włochami Benito Mussolini chciał za wszelką cenę pokazać Włochy jako kraj mlekiem i miodem płynący. Kiedy w 1932 r. przyznano im organizację, duce powołał specjalną rządową komisję, która miała kontrolować przebieg przygotowań. Stadiony były gotowe na czas, a komunikacja działała bez zarzutu. Wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik, a świat miał się przekonać, że włoscy piłkarze są najlepsi na świecie. Prezydentem Włoskiej Federacji Piłkarskiej Mussolini mianował generała Giorgio Vaccaro. Był on niezwykle żywym i rzutkim organizatorem i doskonale orientował się w realiach sportowego życia Włoch. Pilnował, żeby zawodnikom i trenerowi Vittorio Pozzo niczego nie brakowało. Mussolini przed mistrzostwami powiedział Vaccaro, że włoska reprezentacja musi wygrać. Kiedy usłyszał w odpowiedzi, że piłkarze zrobią wszystko, co ich w mocy, rzucił w stronę rozmówcy, że to jest rozkaz. Liczyło się dla niego tylko zwycięstwo i to za wszelką cenę. Pierwszy mecz Włosi grali ze Stanami Zjednoczonymi. Duce kupił bilet tak samo, jak wszyscy inni miłośnicy piłki. Pozdrowił ich, a oni odpowiedzieli owacjami. Amerykanie mimo dojścia do półfinału na mistrzostwach w Urugwaju, nie byli wówczas zbyt silnym rywalem dla Squadra Azzura. Wzmocniona kilkoma oriundi drużyna Włoch, nie miała żadnych kłopotów z gośćmi zza oceanu i zdeklasowała ich, wygrywając aż 7:1. W ćwierćfinale starli się jednak z dużo bardziej wymagającym przeciwnikiem. Na ich drodze stanęli walecznie Hiszpanie. Podobnie jak dla Włochów, również dla piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego był to pierwszy występ na mistrzostwach świata. W swoim premierowym występie spotkali się z wirtuozami z Brazylii. Przybysze z Ameryki Południowej dotarli do Włoch statkiem. W trakcie podróży musieli stosować się do pewnych zasad. Nie wolno im było mieszać się z pasażerami pierwszej klasy i nie mogli trenować. Z tego względu część zawodników po piętnastodniowym rejsie miała problem z odzyskaniem właściwej formy fizycznej. Wymęczeni podróżą, mało ruchliwi i źle przygotowani Brazylijczycy nie byli w stanie przeciwstawić się dobrze zorganizowanym Hiszpanom i przegrali 1:3. Hiszpanie zaczynali coraz więcej znaczyć w światowym futbolu. W 1929 r. jako pierwsza drużyna z kontynentu pokonali dumnych Anglików. Rok później zwyciężyli w Bolonii z Włochami 3:2, a w eliminacjach do turnieju rozbili w dwumeczu Portugalię 11:1. Zwycięstwem nad Brazylią potwierdzili swoje duże ambicje. Poza bramkarzem nie mieli w składzie wielkich, międzynarodowych gwiazd. Nadrabiali to jednak zgraniem i zaangażowaniem. Obronę tworzyła para stoperów madryckiego Realu Jacinto Quincoces i Ciriaco Errasti. W środku pola piłki rozdzielali dwaj wybitni zawodnicy Athletic Club José Muguerza i Leonardo Cilaurren, których uzupełniał Federico Fede Sáiz z Deportivo Alavés. Na środku ataku brylował Isidro Lángara – jeden z najlepszych piłkarzy w historii Realu Oviedo. W zdobywaniu bramek wspierali go Luis Regueiro z Realu Madryt i trójka piłkarzy Athletic Club – Ramón de la Fuente Leal, José Iraragorri i Guillermo Gorostiza. Największą gwiazdą zespołu był jednak stojący między słupkami Ricardo Zamora – obok Plánički najlepszy wówczas bramkarz na świecie. Mając zawodnika takiego formatu za sobą, cała defensywa mogła grać dużo pewniej i spokojniej. Nad wszystkim miał czuwać trener Amadeo García de Salazar. Wcześniej prowadził zespół w zaledwie trzech meczach, ale za to wszystkie trzy były zwycięskie.
Włosi od czasu porażki z Hiszpanami w 1930 r. rozegrali 23 mecze i przegrali tylko trzy – dwukrotnie z Austrią i raz z Czechosłowacją. W pokonanym polu potrafili zostawić takie ekipy jak Węgry, Szwajcaria, Francja czy Niemcy. Za sukces należy też uznać remis z Anglią na własnym terenie. Dysponowali naprawdę wspaniałą drużyną i przez wielu fachowców byli uważani za głównych faworytów turnieju. W bramce grał Gianpiero Combi, który przez całą swoją karierę związany był z Juventusem. W defensywie występował duet Eraldo Monzeglio (Bologna) i Luigi Allemandi (Ambrosiana-Inter). W pomocy grali Mario Pizziolo (Fiorentina) i Armando Castellazzi (Ambrosiana-Inter), ale prawdziwą gwiazdą i liderem tej formacji był niezapomniany Luis Monti, który cztery lata wcześniej przed finałem Argentyna – Urugwaj miał otrzymywać wiadomości z pogróżkami. Był pierwszym z oriundich, których włoskie korzenie wykorzystano, żeby włączyć ich do kadry. Oprócz niego w Ameryce Południowej urodzili się grający na skrzydłach Enrique Guaita i Raimundo Orsi, który w 1928 r. zdobył z argentyńską reprezentacją srebrne medale w Amsterdamie. Środek ataku był zarezerwowany dla kolejnego wybitnego zawodnika. Był nim Angelo Schiavio, który przez całą karierę reprezentował Bolognę i do dzisiaj jest najskuteczniejszym strzelcem tego klubu. Obok niego występował Giovanni Ferrari z Juventusu i chyba największa gwiazda włoskiego calcio przed wojną – Giuseppe Meazza, który pod względem skuteczności w barwach narodowych, ustępuje tylko Silvio Pioli. Z ławki zespołem dyrygował charyzmatyczny Vittorio Pozzo. 31 maja o godzinie 15:00 belgijski sędzia Louis Baert dał sygnał do rozpoczęcia meczu. 30 tysięcy kibiców zgromadzonych na Stadio Giovanni Berta, który dziś nosi imię Artemio Franchi, oczekiwało kolejnego spokojnego zwycięstwa swoich pupili. Do Hiszpanii docierały relacje radiowe. Tam takiego optymizmu, jak wśród Włochów już nie było. Wierzono, że sukces jest możliwy, ale zdawano sobie sprawę z umiejętności rywali. Zgodnie z oczekiwaniami gospodarze od pierwszych minut ruszyli do ataku. Raz za razem na bramkę Zamory sunęły ataki włoskiej ofensywy. Hiszpanie sprawiali wrażenie jakby trochę onieśmielonych wielkością przeciwnika. Nie zdecydowali się na wymianę ciosów. Woleli się cofnąć pod własną bramkę i skupić się na defensywie. Amadeo García de Salazar doskonale zdawał sobie sprawę z atutów, jakie posiada zespół prowadzony przez Vittorio Pozzo. Grano systemem pucharowym, gdzie przegrywający odpadał. Jedna stracona bramka mogła więc oznaczać przegraną i pożegnanie z turniejem. Nie było więc miejsca na najmniejszy nawet błąd. Włosi miażdżyli rywali, wydawało się, że gole są kwestią czasu, ale mijały minuty, a wynik nie ulegał zmianie. Znakomite zawody rozgrywał Jacinto Quincoces, który doskonale dyrygował formacją obronną Hiszpanów. Cudów dokonywał Ricardo Zamora. Strzeżona przez niego bramka wydawała się zaczarowana. Zawodnicy Squadra Azzura oddali kilkanaście strzałów na bramkę rywali, mieli aż szesnaście rzutów rożnych, ale nie przynosiło to żadnych efektów. Prowadząc nieustanne ataki, zostawiali też coraz więcej miejsca Hiszpanom, którzy wyprowadzili kilka groźnych kontrataków. Jeden z nich, przeprowadzony w 31. minucie, przyniósł im nieoczekiwane prowadzenie. Lider formacji ofensywnej Hiszpanów– Isidro Lángara cały czas był pieczołowicie pilnowany przez Włochów. Wiedzieli o jego nietuzinkowych umiejętnościach, które potwierdził, strzelając pięć bramek Portugalii. Kiedy mijało pół godziny od rozpoczęcia gry, kolejny faul na hiszpańskim napastniku, zakończył się podyktowaniem przez sędziego rzutu wolnego. Odległość do bramki Combiego wynosiła 25 metrów. Sam poszkodowany, odczuwając skutki przewinienia rywala, nie zdecydował się pójść w pole karne, tylko sam wolał podawać piłkę kolegom. Castellati, który go pilnował, wrócił więc pod swoją bramkę, asekurując bramkarza. Nie zrozumiał się jednak do końca z Combim i kiedy Monzeglio przegrał walkę o górną piłkę z Luisem Regueiro, ten mógł spokojnie strzelić obok zdezorientowanego włoskiego golkipera. Szok i niedowierzanie na trybunach. 1:0 dla Hiszpanii. Pojedynek stawał się coraz bardziej zacięty. Gospodarze z jeszcze większą pasją i zaangażowaniem ruszyli do przodu. Hiszpanie coraz rzadziej przekraczali linię środkową boiska. Coraz bardziej skupiali się na utrzymaniu korzystnego rezultatu, ale do końca zostawała jeszcze godzina gry. Oba zespoły powoli zaczynały odczuwać trudy pojedynku. Gra się zaostrzyła. Z porozcinanych nóg lała się krew. Nie zawsze trafiano w piłkę, a uderzenie w kostkę czy łydkę solidnym, ciężkim piłkarskim butem musiało pozostawić ślad.
Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Chwilę po wznowieniu gry belgijski sędzia odgwizdał rzut wolny dla Włochów. W pole karne zacentrował Mario Pizziolo. Angelo Schiavio, zamiast na piłce, to skoncentrował się na bramkarzu. Zwyczajnie przytrzymał Zamorę, dzięki czemu Giovanni Ferrari mógł wpakować piłkę do bramki. Kiedy futbolówka zatrzepotała w siatce, kibice nie posiadali się ze szczęścia. Początkowo sędzia nie uznał bramki, ale pod naciskiem Włochów zmienił zdanie. Zamora natychmiast podbiegł do arbitra, wyraźnie sugerując mu, że w tej sytuacji był faulowany. Poparli go oczywiście koledzy z drużyny, a do dyskusji włączyli się też Włosi. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Piłkarze się kłócili, a kibice, krzycząc, próbowali wywrzeć presję na Belgu. Ten nie chcąc samotnie podejmować decyzji, wolał skonsultować się ze swoim asystentem. Po chwili wskazał na środek boiska i mecz zaczął się niejako od początku. Hiszpanie wrócili do taktyki z pierwszych minut, która przyniosła im prowadzenie. Włosi nadal nie potrafili znaleźć sposobu na Zamorę. Hiszpan był już mocno poobijany, a mimo to w bramce dokonywał rzeczy niemożliwych. Gospodarze przeważali, ale wynik nie ulegał zmianie. Krótko przed upływem regulaminowego czasu Hiszpanie zdołali przeprowadzić jeszcze jedną szaleńczą akcję, a Ramón de la Fuente Leal pokonał Combiego. Okrzyk radości rozległ się w hiszpańskich domach, ale Baert po raz kolejny podjął kontrowersyjną decyzję. Mimo że Hiszpan minął czterech rywali, uznał, że był na pozycji spalonej i bramka nie została zaliczona. Już po mistrzostwach za nieudolne prowadzenie tego meczu, ukarała go jego własna federacja. Hiszpanie mieli dwóch bohaterów. Pierwszym był Zamora a drugim Quincoces, o którym pisano w samych superlatywach: ,,To niemożliwe by opisać jego waleczność. W meczu z Włochami uratował nas od straty trzech bramek. Nie sądzimy, aby ktokolwiek mógł się z nim równać”– pisano w magazynie Campeones. Po raz drugi w historii mistrzostw świata 90 minut nie przyniosło rozstrzygnięcia. W dogrywce poobijani i wyczerpani piłkarze obu drużyn nie byli w stanie zmienić rezultatu. 120-minutowy dreszczowiec dobiegł końca. Regulamin stanowił wówczas, że w takim przypadku konieczne jest powtórzenie meczu. 24 godziny później walka o półfinał zaczęła się od nowa. Na boisko wybiegły te same drużyny, ale nie takie same. W szeregach Włochów zabrakło czterech piłkarzy – Pizziolo, który złamał nogę, Castellaziego, Schiavio i Ferrariego. Zastąpili ich Attilio Ferraris z Romy, Luigi Bertolini i Felice Borel z Juventusu oraz kolejny z oriundich Attilio Demaría, który na co dzień występował w Ambrosiana-Inter. Hiszpanie ponieśli jeszcze większe straty i musieli wymienić aż siedmiu zawodników. Ciriaco Errastiego zastąpił w obronie Ramón Zabalo z Barcelony, a w środku zamiast Fede zagrał Simón Lecue z Betisu. Z ataku pozostał jedynie strzelec bramki Luis Regueiro. Na skrzydle zamiast Ramóna de la Fuente Leala wystąpił Martí Ventolrà, który na co dzień reprezentował barwy Barcelony, na środku Isidro Lángarę zastąpił Guillermo Campanal z Sevilli, Guillermo Gorostizę zmienił Crisant Bosch z Espanyolu, a zamiast José Iraragorriego zagrał Eduardo González Valiño Chacho, który był zawodnikiem Deportivo de La Coruña. Największym osłabieniem był jednak brak Ricardo Zamory w bramce. Poturbowanego bramkarza zastąpił młody Juan José Nogués z Barcelony. Włosi znowu nie mieli zamiaru przebierać w rodakach. Szwajcarski sędzia René Mercet pozwalał naprawdę na dużo. Na bramkę Hiszpanów sunął atak, za atakiem, ale zastępujący Zamorę Nogués spisywał się znakomicie. Musiał jednak skapitulować wobec bezpardonowych ataków gospodarzy. W 11. minucie rzut rożny wykonywał Orsi, a do piłki wyskoczył znakomity Giuseppe Meazza. Wepchnął głową piłkę do siatki, ale niemal stratował przy tym hiszpańskiego bramkarza. Protesty na nic się zdały. Sędzia bramkę uznał. Nie była to jedyna kontrowersyjna decyzja arbitra. Jeszcze w pierwszej połowie nie podyktował dwóch rzutów karnych dla Hiszpanów, a drugiej odsłonie nie uznał im dwóch bramek. Skoro Włosi mieli po swojej stronie arbitra, to trudno było nawiązać równorzędną walkę, tym bardziej że trzech hiszpańskich graczy odniosło kontuzje. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Do półfinału awansowali gospodarze, gdzie czekała na nich wspaniała drużyna Austrii. To starcie też przejdzie do historii. Hiszpanie z kolei, mając jedną z najlepszych drużyn w turnieju, musieli się z nim pożegnać. Cztery lata później, kiedy Włosi będą bronić mistrzowskiego tytułu, Hiszpania będzie ogarnięta wojną domową. Kolejny raz na mistrzostwach świata zagrają dopiero szesnaście lat później i to tamten występ przez lata będzie ich najlepszym na mundialach, ale to temat na inną opowieść.
9
Dramatyczny ćwierćfinał we Florencji:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
15
Takie podejście to ja rozumiem. Tak silnego i szybkiego stopera możemy prędko nie mieć, więc zatrzymanie go to priorytet
11
Pierwszy w dziejach Blaugrany finał najważniejszego z pucharów:
31 maja 1961 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii zagrała w finale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Dramatyczny pojedynek z Benfica Lisbona zakończył się porażką 2:3. Już w 20 minucie genialny główkaż Sandor Kocsis wyprowadził Barçe na prowadzenie właśnie strzałem głową. Dziesięć minut później Portugalczycy wyrównali a po dwóch kolejnych minutach wyszli na prowadzenie po fatalnym błędzie Ramalletsa. Bramkarz Barçy tak niefortunnie wybijał piłke podbitą wysoko do góry przez swojego obrońcę że wrzucił ją sobie do bramki. W drugiej połowie wynik podwyższył mocnym strzałem z woleja zza pola karnego znakomity Mario Coluna i Blaugranie na nic się zdało jeszcze piękniejsze trafienie Czibora, który huknął z lewej nogi w samo okienko. W drugiej połowie meczu ataku serca doznał siedzący na trybunach prezydent Benfiki Mauricio Vieira de Brito. Takie nerwy nie mogły dziwić. W całym meczu piłkarze Barçy czterokrotnie trafiali w słupek bądź poprzeczke. Legenda głosi iż ten mecz walnie przyczynił się do zmiany przekroju obramowania bramki z prostokątnego na kolisty. Legenda legendą, jednak trzeba przyznać że jak ktoś ma pecha… to mu w drewnianym kościele spadnie cegła na głowę. Przecież wówczas Barça miała naprawdę silna pake(!) na czele z Luisem Suarezem, Sandorem Kocsisem, Evaristo de Macedo czy choćby wspomnianym Ramalletsem. W 1/8 tych rozgrywek Barça odprawiła z kwitkiem sam Real Madrid! No cóż, jak wiemy w futbolu trzeba mieć też dużo szczęścia a na stadionie Wankdorf w Bernie ewidentnie go ,,nam” zabrakło.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
1
@meteo100 A no faktycznie, rzeczywiście masz racje. Ale tak się składa że to akurat nie ja pisałem, więc to nie mój błąd. Jednak dziękuje że to zauważyłęś :)
8
@FCBparasiempre
Euro 2000
W XXI wieku Euro zawitało po raz pierwszy w historii jednocześnie do dwóch krajów: Belgii i Holandii. Nowy trend bardzo szybko pozyskiwał kolejnych zwolenników, którzy propagowali idee wspólnej organizacji największych imprez piłkarskich. Zainteresowane państwa coraz śmielej składały podwójne kandydatury, chcąc w ten sposób rozłożyć ciężar przygotowań tak ważnej imprezy. Przykładem będzie Euro 2008 i 2012 do których jeszcze dojdziemy. Arenami Euro 2000 były 4 stadiony w Belgii i 4 w Holandii. Z racji przygotowywania turnieju przez dwóch gospodarzy pozostało do obsadzenia 14 wolnych miejsc. Na Euro awansowali naturalnie zwycięzcy 9 grup plus jedna drużyna z drugiej pozycji z najlepszym dorobkiem punktowym, w tym wypadku była to Portugalia. O pozostałe 4 miejsca walczono w barażach systemem pucharowym a w nim najlepsze okazały się ekipy Danii, Turcji, Anglii oraz Słowenii. Organizatorzy zawodów są chwaleni za świetne przygotowanie imprezy ale już nie koniecznie za sportową forme i osiągane wyniki. Belgowie byli dość przeciętnym zespołem i w efekcie nie wyszli z grupy przegrywając rywalizacje z Włochami a nawet z Turcją. Natomiast Holendrzy byli znacznie bardziej doświadczeni i utytułowani. Byli wówczas czwartą drużyną świata więc apetyty były zdecydowanie większe. ,,Pomarańczowi” trafili do grupy śmierci razem z Francją, Danią i Czechami. Z tymi ostatnimi wygrali 1:0 ale po bardzo wątpliwym faulu i w efekcie wykorzystanym rzucie karnym podyktowanym przez znanego włoskiego arbitra Colline. Z Danią również wygrali(3:0) więc o kolejności w tabeli zadecydował mecz z Francuzami. Obie ekipy były już pewne awansu gdyż ,,Trójkolorowi” również wygrali z Danią i Czechami. Konfrontacja Holendrów z Francuzami była przednim spektaklem, w którym padło aż 5 goli. O jedno trafienie lepsi okazali się gospodarze a cudowny gol Franka de Boera z rzutu wolnego był ozdobą tego niesamowitego meczu. Do ćwierćfinału awansowali również Hiszpanie i Jugosławianie. ,,Plavi” preferowali otwarty futbol. W meczach z ich udziałem padło aż 14 goli(!), z czego aż 7 w starciu z Hiszpanią. Z kolei w grupie A istny zawrót głowy. Wprawdzie Portugalia okazała się bezkonkuracyjna i wygrała wszystkie 3 mecze ale już Niemcy sięgnęli dna, uzyskując zaledwie jeden punkt w starciu z rewelacyjną Rumunią i zajmując ostatnie miejsce w grupie. Rumuni awansowali z drugiego miejsca. Z kolei na trzecim miejscu tej grupy uplasowała się… Anglia. Synowie Albionu dwukrotnie przegrali 2:3, najpierw z Portugalią a następnie z Rumunią! Udało im się wygrać tylko z Niemcami 1:0 i w efekcie podzielili ich los. Najsłabszą grupe(B) wygrali Włosi przed Turcją. W ćwierćfinałach pewnie wygrywali swoje mecze Portugalczycy oraz Włosi. Francuzi do ostatniej chwili drżeli o wynik meczu z Hiszpanią. Przy stanie 2:1 dla ,,Trójkolorowych” wybrańcy Camacho dostali rzut karny. Dobiegała 90 minuta gry. Niezawodny w takich momentach Raul tym razem spudłował. Stawke półfinalistów uzupełniła Holandia, która zdemolowała Jugosławie aż 6:1! Hattrickiem popisał się Kluivert. Starcia półfinałowe miały niezwykle dramatyczny przebieg. Wszystko przez niestrzelone karne i ,,złotego gola”. Mistrzami w marnowaniu dogodnych szans okazali się Holendrzy. ,,Pomarańczowi” mieli finał na wyciągnięcie ręki ale nie potrafili wykorzystać 2 rzutów karnych podyktowanych w trakcie meczu. Jako pierwszy spudłował Frank de Boer, drugi w kolejności był Kluivert. Włosi przeczekali cały mecz i dogrywke, doprowadzając do piłkarskiej loterii. Na pierwszy ogień poszedł ponownie De Boer i ponownie nie trafił! Toldo odczytał jego zamiary, w końcu Włosi zawsze mieli wybitnych bramkarzy. Di Biaggio i Pesotto byli bezbłędni. Kolejną okazje zmarnował Jap Stam, natomiast Totti pomyślnie przeszedł próbe nerwów. Zrehabilitował się za to Kluivert a pomylił Maldini. Wszystko zależało od Bosvelta, który nie udźwignął presji i sprawił iż Holendrzy przegrali. Do dogrywki doszło także w konfrontacji Francji z Portugalią. Po 90 minutach był remis 1:1. Dodatkowe pół godziny dawało nadziej na zwycięstwo jednej z ekip. Od serii jedenastek wybawił oba zespoły rzut karny, podyktowany za wątpliwe zagranie ręką Abela Xaviera. Rozwścieczeni Portugalczycy rzucili się na sędziego. Najbardziej protestował strzelec pierwszego gola Nuno Gomes i za czerwoną kartke musial opuścić boisko. Sędzia nie zmienił podjętej decyzji. Piłke na wapnie ustawił Zidane i trafił. Francja w finale. O wszystkim przesądził złoty gol strzelony w nie do końca klarownych okolicznościach.
Po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy los skonfrontował ze sobą Francuzów z Włochami. ,,Azzuri” przygotowali prosty plan na wygranie finału. Jako pierwsi strzelić gola a później przez resztę meczu bronić korzystnego wyniku. Wszystko zaczęło układać się po ich myśli, gdy po strzale Delvecchio objeli prowadzenie. Na prawej flance Totti uwikłany w walkę z dwoma rywalami odegrał piętą do nadbiegającego Pesotto. Pomocnik Juventusu dośrodkowal w pole karne wprost do Delvecchio, który z bliska wpakowal piłke do siatki. Szkoleniowiec Włochów Dino Zoff miał szanse zdobyć złoty medal mistrzostw Europy zarówno w roli piłkarza, jak i trenera. Miał, gdyż odebrali mu ją Francuzi, dosłownie w ostatniej chwili. Wszystko działo się w doliczonym czasie gry. Daleki wykop Bartheza. Pilka trafia do Trezegueta, który odgrywa ją do Wilforda. Cannavaro nie przecina podania. Napastnik Bordeaux przyjmuje piłke, po czym oddaje strzał w długi róg bramki strzeżonej przez Toldo. Nesta nie zdołał zablokować piłki a Toldo jej nie wybił. Chwila dekoncentracji okazała się brzemienna w skutkach. Dla Francuzów jeszcze nie wszystko stracone. Włosi nie mieli już nic do stracenia bo w jednej chwili zaprzepaścili wszystko. Okazja na zostanie mistrzem Europy niebezpiecznie się oddaliła. Swoją szanse zwietrzyli rywale. Pressing Francuzów i Albertini traci piłke. Dopada do niej Pires. Wbiega w pole karne i dośrodkowuje do Trezegueta. Nesta próbuje interweniować ale bezskutecznie. ,,Trezegol” mocnym strzałem z woleja pod poprzeczke zapewnia ,,Trójkolorowym” Puchar Delauanya. Dramat Włochów, euforia Francuzów. Zwycięzców się nie sądzi, zwycięzców się ceni. Sukces piłkarzy nie był by możliwy bez ogromnego trenerskiego wkładu Rogera Lemerre’a. Opiekun Francuzów miał nosa do zmian. To one odmieniły gre podopiecznych a także… niekorzystny wynik meczu. W 58 minucie posłał w bój Wiltorda a na kwadrans przed końcem meczu – Trezegueta. Obaj zadali decydujące trafienia. Przy zwycięskim(złotym) golu duży udział miał Pires, trzeci dżoker w talii Lemmer’a. Pomocnik Marsylii wchodził na murawe gdy plac gry opuszczał włoski bohater Delvecchio. Co było później, wiadomo. Mistrzowie świata zostali mistrzami Europy. Na osłode dla Holendrów i Jugosłowian pozostał tytuł króla strzelców Euro 2000 w postaci 5 strzelonych goli ex aequo przez Kluiverta i Milosevicia.
8
Historia mistrzostw Europy część 11:
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
7
Zakład przy ulicy Vidre:
Na początku XX wieku futbol był jeszcze w mieście sportem mniejszościowym. To pasja owych Pionierów umożliwiła rozgrywanie pierwszych meczów ponieważ niemal jakiekolwiek miejsce uważali za wystarczająco dobre żeby biegać za piłką w krótkich spodenkach. Boiska do gry w złym stanie i byle jakie stroje były na porządku dziennym. Za sprzęt płacili sami piłkarze, którzy korzystali z ręcznie szytych piłek, przynajmniej do czasu, gdy Gamper dostał futbolówkę od krewnych ze Szwajcarii. Często zdarzało się tak że piłkarze wychodzili z domu w bawełnianych koszulkach brał grana, które zakrywali płaszczem, wypełnianych spodenkach sięgających za kolana, podtrzymywanych paskiem z materiału a także w wełnianych getrach. Uniform uzupełniały buty ze skóry, często białej albo chromowanej w kolorze jasnoszarym, które kupowali za granicą. Do tego wszystkiego cierpieli na niedostatek piłek. Dlatego też klub zlecił wyprodukowanie kilku rymarzowi z zakładu przy ul Vidre. Jej nazwa pochodziła od dawnego pieca szklanego, który znajdował się przy niej łącząc plac Reial z ulicą Eskudellers w środku dzielnicy El Raval. Piłki wykonane były ze skórzanych kawałków w ciemnych kolorach, zszytych ze sobą nitką. Rymarz, nie mający pojęcia o futbolu, wytworzył je ręcznie, korzystając z fotografii zamieszczonych w zagranicznej prasie, dostarczonych mu przez kibiców i szefów klubu. Rezultatem była mało konwencjonalna piłka o nieregularnym kształcie, która szybko przestawała nadawać się do gry i którą trzeba było stale zszywać. Jednak najważniejsze że klub miał własną piłkę bardzo cenione i rzadkie dobro będące w tamtym czasie synonimem poważnej drużyny. Pierwsze mecze Barca rozgrywała właśnie tymi ręcznie szytymi piłkami, do czasu aż Ernest Whitney Cotton, założyciel ,,Reial Club de Tenis Barcelona” i wtedy także piłkarz Barçy, ofiarował dwie piłki Marki Greenville-Birmingham, który kupił podczas pobytu w Wielkiej Brytanii. Przywiózł również jeden z pierwszych gwizdków dopuszczonych regulaminem do wykorzystywania przy sędziowaniu meczów oraz pierwszą parę butów piłkarskich, które wywołały podziw wśród jego kolegów z drużyny z uwagi na ich wysoką jakość.
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
7
@FCBparasiempre
Steven Gerrard to jeden z najlepszych piłkarzy w historii angielskiej piłki. Dla drużyny „The Reds” wygrał wiele cennych trofeów. Z Liverpoolem sięgnął m.in. po puchar Anglii, puchar ligi, a także tryumfował w rozgrywkach Champions League. To właśnie w Stambule natchnął swoich kolegów do odwrócenia losów meczu i na zawsze zapisał się w annałach klubu z miasta Beatlesów. Kapitan „The Reds” ma jednak na swoim koncie także wielką porażkę. Nigdy nie zdobył mistrzostwa Premier League. Kiedy było ona na wyciągnięcie ręki w decydującym meczu z Chelsea, poślizgnął się, stracił piłkę i podarował gola Londyńczykom. Jego bogata historia skłoniła nas do napisania o nim artykułu. Gerrard przyszedł na świat 30 maja 1980 roku w miejscowości Whiston. Miasteczko to jest oddalone o niespełna piętnaście kilometrów od ścisłego centrum Liverpoolu. Młody Stevie w dzieciństwie często nosił koszulkę Evertonu, gdyż jego wujek był zakochany w drużynie z Goodison Park. Wydawało się więc, że naturalnym wyborem Gerrarda będzie gra dla odwiecznego rywala „The Reds”. Na szczęście dla fanów Liverpoolu geniusz młodego Anglika zauważyli skauci wielokrotnego mistrza Premier League i w wieku dziewięciu lat Gerrard rozpoczął swoją przygodę na Anfield. Niestety kariera Gerrarda mogła zakończyć się już w dzieciństwie. Młody piłkarz Liverpoolu podczas gierki podwórkowej doznał paskudnego urazu. Kiedy po jednej z akcji piłka utknęła w krzakach, Gerrard starał się wykopać futbolówkę. Nie wiedział jednak, że w zaroślach są widły, na które nadział stopę. Rana była tak głęboka, że Anglik trafił od razu do szpitala. Na miejscu okazało się, że najprawdopodobniej będzie trzeba amputować palec z powodu dostania się bakterii do organizmu. Jednak zgody na to nie wyrazili ówcześni włodarze Akademii Liverpoolu. Twierdzili oni, że taki zabieg pozbawi szans Gerrarda na profesjonalne granie w piłkę. Zaproponowali oni niekonwencjonalną formę leczenia, która ostatecznie zapobiegła amputacji palca. Gerrard po długim okresie rekonwalescencji w końcu mógł wrócić do futbolu. Po przejściu przez wszystkie etapy akademii „The Reds” pomocnik Liverpoolu zadebiutował w pierwszym zespole w sezonie 1998/1999 pod batutą Gérarda Houlliera. Miał wtedy już skończone osiemnaście lat. Rywalem klubu z Anfield było Blackburn Rovers. Nastolatek z Whiston zameldował się na placu gry w końcówce spotkania. Liverpoolu prowadził wówczas 2:0 i pewnie dowiózł wynik do końcowego gwizdka arbitra. Młody Stevie w tamtym czasie nie grzeszył posturą. Nie miał rozwiniętej muskulatury, a jego przeciwnicy w pojedynkach fizycznych robili z nim, co chcieli. Tydzień po meczu z Blackburn Gerrard otrzymał szansę od menedżera z Francji na grę w pierwszym składzie. Liverpool tym razem pojechał na trudny teren do Tottenhamu. Anglik wypadł w tamtym spotkaniu beznadziejnie. Odpowiadał za krycie Davida Ginoli, który ośmieszał go swoimi dryblingami w każdej akcji. Gerrard zszedł z boiska na początku drugiej połowy. Angielskie media bardzo go skrytykowały za tamten występ, wybierając go na najgorszego piłkarza meczu. Anglik się jednak nie poddawał. Niepowodzenia jeszcze bardziej go motywowały. Zaczął ciężej przykładać się do treningów, dając tym samym do zrozumienia menedżerowi, że jest ambitnym i pracowitym zawodnikiem. Gerrard otrzymywał coraz więcej szans na boisku jako rezerwowy, by bo pewnym czasie stać się etatowym zawodnikiem pierwszej jedenastki klubu z Anfield. Razem z Jamiem Redknappem tworzyli w środku pola duet nie do przejścia. Pomocnik Liverpoolu na początku swojej kariery miał bardzo dużo zadań defensywnych. Odpowiadał za tak zwaną czarną robotę. Starał się przeszkadzać w akcjach swoich przeciwników, grał brutalnie, zbierając tym samym bardzo dużo kartek. Przełomowym momentem w karierze Gerrarda były rozgrywki 2000/2001. Wtedy to Liverpool zdobył potrójną koronę, w której w skład wchodził Puchar UEFA, rozgrywki FA Cup oraz Puchar Ligi Angielskiej. Najważniejszym sukcesem w tamtych rozgrywkach było oczywiście wygranie przez Liverpool Pucharu UEFA. „The Reds” po nieprawdopodobnym finale wygrali po dogrywce 5:4 z Deportivo Alaves. Gerrard w tamtym spotkaniu strzelił gola na 2:0. W międzyczasie pomocnik Liverpoolu zadebiutował w kadrze reprezentacji Anglii 31 maja 2000 roku. Wyspiarze tego dnia w meczu towarzyskim na Wembley podejmowali reprezentację Ukrainy, którą ostatecznie pokonali 2:0. Na pierwszego gola dla reprezentacji Gerrard musiał czekać ponad rok po swoim debiucie. Anglicy w meczu eliminacyjnym do MŚ w Korei i Japonii rozbili Niemców aż 5:1. Wszystkie gole w tamtym meczu zdobywali zawodnicy Liverpoolu. Trzy bramki ustrzelił Michael Owen, a po jednym trafieniu dołożyli Gerrard z Emilem Heskey. W wieku dwudziestu trzech lat Gerrard po raz pierwszy dostał opaskę kapitana drużyny z miasta Beatlesów. Dla Anglika było to niesamowite wyróżnienie, zwłaszcza że poprzednikiem Gerrarda był doświadczony piłkarz Liverpoolu Sami Hyppia. Szatnia klubu z Anfield nie była zachwycona decyzją trenera. Zawodnicy uważali, że Stevie jest za młody, pełniąc tak odpowiedzialną funkcję. Gerrard jednak nic sobie z tych uwag nie robił, broniąc się swoją twardą i nieustępliwą grą na boisku.
Przed rozgrywkami 2004/2005 do Liverpoolu przyszedł nowy szkoleniowiec. Był nim Rafa Benitez, który w przeszłości zdobył z Valencią dwukrotnie mistrzostwo Hiszpanii, przełamując hegemonię Realu i Barcelony. Wydawało się więc, że Benitez jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Z Liverpoolu odszedł w tym samym czasie Michael Owen, który zasilił drużynę z Santiago Bernabeu. Coraz więcej odpowiedzialności spadło więc na Stevena Gerrarda. Jednak pomocnik „The Reds” w tamtym momencie również zastanawiał się, czy nie zmienić barw klubowych. Chrapkę na zawodnika z Anfield miała ekipa Chelsea, której potęgę budował Roman Abramowicz. Gerrard wiedział, że „The Blues” są bardziej klubem perspektywicznym, a Liverpool popadał w przeciętność. Ostatecznie Stevie był lojalny wobec klubu, w którym się wychował i kontynuował swoją karierę w mieście Beatlesów. Decyzja Gerrarda okazała się strzałem w dziesiątku, gdyż pod koniec maja 2005 roku Liverpool po dwudziestu jeden latach wygrał rozgrywki Champions League. Mecz w Stambule pomiędzy Liverpoolem a Milanem jest uważany do dzisiejszego dnia jako jeden z najlepszych spotkań w historii piłki nożnej. Do przerwy podopieczni Rafy Beniteza byli zdruzgotani. Przegrywali z drużyną z Mediolanu aż 0:3. Eksperci w przerwie meczu wieszali już złote medale na szyjach piłkarzy z San Siro. Nikt nie wierzył w odwrócenie losów meczu z wyjątkiem kibiców z Liverpoolu i właśnie bohatera naszego artykułu. Gerrard dał impuls drużynie, zdobywając bramkę głowę na 1:3 w 54 minucie. Nie minęło 120 sekund, a Neslon Dida musiał po raz drugi wyciągnąć piłkę z siatki po uderzeniu za pola karnego Vladimira Smicera. Gdy po godzinie gry Xabi Alonso strzelając na raty rzut karny, doprowadził do remisu, kibice na obiekcie olimpijskim im. Atatürka przecierali oczy ze zdumienia. „The Reds” dokonali niemożliwego i po kwadransie drugiej połowy odrobili wszystkie straty. Wynik w regulaminowym czasie gry nie uległ już zmianie i nadeszła dogrywka. W niej w 118 minucie meczu Milan stanął przed znakomitą szansą na rozstrzygnięcie spotkania. Andrij Szewczenko dwa razy próbował pokonać Jerzego Dudka. Bramkarz „The Reds” jednak nie dał się zaskoczyć. Najpierw wybronił silny strzał głową Ukrainca, a chwile później sparował dobitkę Szewczenki na rzut rożny. W konkursie rzutów karnych Dudek również wybronił decydujący strzał napastnika Milanu i Gerrard mógł, po chwili podnieś najcenniejszy klubowy puchar. Po wygraniu Ligi Mistrzów przez Liverpool Gerrard miał ponownie wiele ofert z innych klubów Premier League. Kusiły go takie marki jak Arsenal czy Chelsea. Anglik ponoć miał już nawet wybrać nowy klub. Jednak zdecydował się ponownie zostać na Anfield, gdyż nie chciał zawieść swojego tatę, który był mocno związany z Liverpoolem. Niestety Gerrard do końca swojej kariery zdołał wygrać już tylko trzy trofea dla swojego ukochanego klubu. Pierwszy z nich, zdobył trzynastego maja 2006 roku w finale FA Cup na Millenium Stadium w Cardiff. „The Reds” grali wtedy przeciwko drużynie West Ham United. Mecz w stolicy Walii był popisem Steviego. Liverpool wszedł w to spotkanie bardzo źle. Po trzydziestu minutach gry „Młoty” prowadziły 2:0. Kapitan Liverpoolu musiał ponownie podnieść swój zespół z kolan. W 34 minucie finału Anglik asystował przy trafieniu Djibrila Cisse. Natomiast na początku drugiej połowy Gerrard huknął pod poprzeczkę i wyrównał wynik meczu. West ham jednak nie dawał za wygraną i po chwili odpowiedział trzecią bramką. Gdy wydawało się, że to spotkanie wygrają Londyńczycy, pomocnik Liverpoolu po raz kolejny wziął sprawy w swoje ręce. W doliczonym czasie gry oddał strzał życia z ponad 30 metrów i spowodował euforię całego stadionu. O końcowym wyniku miały decydować jeszcze raz rzuty karne. W Wali „The Reds” lepiej egzekwowali jedenastki i tak jak w Stambule mogli się cieszyć z udanego come backu. Kolejnym tryumfem, jaki zanotował Stevi z Liverpoolem było wygranie meczu o Tarczę Wspólnoty tego samego roku. Podopieczni Rafy Beniteza pokonali Chelsea na Wembley 2:1. Gerrard w tym meczu pojawił się na boisku dopiero w 60 minucie. W następnych sezonach „The Reds” zanotowali olbrzymi spadek formy. Nie przypominali już tamtej drużyny z sezonu 2004/2005, która mogła się bić z każdym w Lidze Mistrzów. Udany mieli co prawda sezon 2008/2009, kiedy to zajęli drugie miejsce w lidze, jednakże w kolejnych czterech kampaniach Liverpool stał się średniakiem ligowym. Na osłodę „The Reds” sięgnęli w roku 2012 po mało prestiżowy Puchar Ligi Angielskiej. Było to ostatnie trofeum Garrarda w czerwonej koszulce. Po fatalnych sezonach dla kibiców Liverpoolu nadeszła legendarna kampania 2013/2014. W niej Liverpool grał jak natchniony. Kwartet ofensywny Gerrard, Suarez, Sterling, Sturridge siał popłoch w szeregach defensywnych niejednego rywala. „The Reds” przez większość rozgrywek byli liderem tabeli Premier League. Niestety dla podopiecznych Brendana Rogersa nadeszła pechowa 36 kolejka. Liverpool przed tym spotkaniem wygrał aż jedenaście spotkań z rzędu. Wydawało się więc, że w meczu na Anfield przeciwko Chelsea zrobią kolejny krok do zdobycia wyczekiwanego od lat mistrzostwa Anglii. To nie był jednak udany dzień dla klubu z miasta Beatelsów. W doliczanym czasie gry pierwszej połowy Gerrad przepuścił piłkę pod stopą. Anglik starał się naprawić swój błąd. Niestety nie dość, że nie naprawił, to jeszcze się poślizgnął, futbolówkę przejął Demba Ba, wyszedł sam na sam z bramkarzem i otworzył wynik spotkania.
W drugiej części meczu Liverpool starał się odrobić straty. Atakował ze zdwojoną siłą na bramkę Marka Schwarzera, ale Australijczyk tego popołudnia nie dał się zaskoczyć ani razu. Chwile przed końcowym gwizdkiem sędziego Chelsea wyszła z kontrą i dobiła „The Reds”, strzelając na 2:0. Piłkarze Liverpoolu byli załamani. Mieli niesamowity sezon, kapitalną serię zwycięstw, a jeden przegrany mecz spowodował, że musieli pożegnać się z mistrzostwem. Główny winowajcą tego zdarzenia obarczono oczywiście Gerrarda. „Tego dnia poczułem się pusty. Jakby właśnie ktoś zmarł z mojej rodziny”. Dwa miesiące później kapitan Liverpoolu pojechał na MŚ z reprezentacją Anglii do Brazylii. Dla „Synów Albionu” turniej w Ameryce Południowej był bardzo nieudany. Anglicy musieli pożegnać się już z Mundialem po fazie grupowej. Media znowu bardzo skrytykowały Gerrarda, twierdząc, że Anglik zawalił przy dwóch trafieniach dla Urugwajczyków i pozbawił tym samym szans na awans swój naród do kolejnej fazy turnieju. Po tych rozgrywkach Gerrard zakończył reprezentacyjną karierę. Finalnie dla Anglików zagrał w 114 spotkaniach, zdobywając 21 bramek. Po sezonie 2014/2015 Gerrard w wieku 35 lat zdecydował się także odejść z Liverpoolu. W listopadzie 2014 roku dostał co prawda opcję przedłużenia swojego kontraktu, jednak Stevie odmówił włodarzom klubu. „To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Poinformowałem o niej teraz, by trenera oraz drużyny nie dekoncentrować przez spekulacje na temat mojej przyszłości. O tym, gdzie zagram, nie mogę jeszcze powiedzieć, ale na pewno będzie to drużyna, która nigdy z Liverpoolem się nie zmierzy. Co do tego nigdy nie miałem żadnych wątpliwości”. Gerrard na Anfield rozegrał łącznie siedemnaście pełnych sezonów. W tym czasie wystąpił w 710 meczach, notując na swoim koncie 185 bramek. Zdobył dziewięć trofeów, w tym najważniejszy puchar Ligi Mistrzów. W klasyfikacji najlepszych strzelców Liverpoolu w historii zajmuje piąte miejsce. A trzeba pamiętać, że Anglik nie był napastnikiem i na początku swojej kariery miał bardzo dużo zadań defensywnych. Gerardowi do pełni szczęścia zabrakło wygrania pucharu Premier League i sukcesu z reprezentacją narodową. Dlatego też do końca kapitan Liverpoolu nie może być zawodnikiem spełnionym. Jednak pomimo braku tytułu mistrza Anglii, wielu kibiców „The Reds” uznaję go do dzisiaj za najlepszego piłkarza w dziejach swej drużyny. Fani Liverpoolu cenią w swoim wychowanku takie cechy jak: lojalność, przywiązanie i wierność do barw klubowych. Gerrard podczas swojej przygody z piłką wielokornie otrzymywał oferty z silniejszych klubów, jednak nigdy nie wzmocnił lokalnych rywali. Na koniec kariery Anglik grał jeszcze dla klubu z MLS Los Angeles Galaxy. Niestety Gerrard za oceanem nie przypominał już zawodnika, który rozpieszczał fanów z Europy swoimi zjawiskowymi zagraniami. Ostatecznie karierę zakończył w 2016 roku. Gerrad po zawieszeniu butów na kołek nie zrezygnował z szatni piłkarskiej. W 2018 roku objął posadę trenera drużyny Glasgow Rangers, z którą w sezonie 2020/2021 tryumfował w rozgrywkach Ligi szkockiej. Anglik przełamał hegemonię Celticu po dziesięciu latach. „The Gers” nie przegrali w całym sezonie ani razu. Po dobrze wykonanym zadaniu w Szkocji Gerrard dostał propozycję prowadzenia Aston Villi. W Premier League legenda Liverpoolu nie radziła sobie już tak dobrze. Zespół z Birmingham grał bardzo przeciętnie pod wodzą Gerrarda i zarząd „The Villans” zdecydował się podziękować swojemu trenerowi za współpracę po niespełna roku. Dzisiaj Anglik próbuje odbudować swoją markę w klubie z Arabii Saudyjskiej Al Ettifaq FC, gdzie występuje obecnie bardzo dużo uznanych nazwisk piłkarskich. Stevie na pewno jednak marzy, żeby w przyszłości objąć stery Liverpoolu i doprowadzić ich do tytułu Premier League, czego nie udało mu się jako piłkarzowi.
Osiągnięcia klubowe
Liverpool (jako piłkarz)
FA Cup – 2x – 2000-01, 2005-06
Puchar Ligi – 3x – 2000–01, 2002–03, 2011–12
Tarcza wspólnoty – 1x – 2006
Liga Mistrzów – 1x – 2004–05
Puchar UEFA – 1x – 2000–01
Superpuchar UEFA – 1x – 2001
Rangers (jako menadżer)
Mistrzostwo ligi szkockiej – 1x – 2020-21
Osiągnięcia indywidualne
Piłkarz roku UEFA – 1x – 2005
Piłkarz roku w Anglii (PFA) – 1x – 2005–06
Młodzieżowy piłkarz roku w Anglii (PFA) – 1x – 2000–01
Najlepsza XI roku w Anglii (PFA) – 8x – 2000–01, 2003–04, 2004–05, 2005–06, 2006–07, 2007–08, 2008–09, 2013–14[
Piłkarz roku w Anglii według fanów (PFA) – 2x – 2000–01, 2008–09
Piłkarz roku w Anglii według dziennikarzy (FWA) – 1x – 2008–09
Onze d’Argent – 1x – 2005
Najlepszy piłkarz reprezentacji Anglii – 2x – 2007, 2012
Najlepszy piłkarz Liverpoolu w sezonie – 4x – 2004, 2006, 2007, 2009
Najlepszy piłkarz Liverpoolu w sezonie według fanów – 2x – 2005, 2007
FIFA FIFPro World XI – 3x – 2007, 2008, 2009
Najlepsza XI roku UEFA – 3x – 2005, 2006, 2007
Najlepsza XI mistrzostw europy – 1x – 2012
Najlepsza XI według ESM – 1x – 2008–09
Piłkarz miesiąca Premier League – 6x – March 2001, Marzec 2003, Grudzień 2004, Kwiecień 2006, Marzec 2009, Marzec 2014
Najwięcej asyst w sezonie Premier League – 1x – 2013–14[
Hall of Fame angielskiej piłki – 1x – 2017
Srebrna piłka mistrzostw świata – 1x – 2005
Hall of Fame Premier League – 1x – 2021