7

,,Biała gwiazda” jako pierwsza w historii:

2 października 1927 r. Wisła Kraków pokonuje u siebie Polonie Warszawa 7:1(!) w pierwszych w historii rozgrywkach ligowych w Polsce i tym samym zostaje pierwszym mistrzem tychże rozgrywek. Po pierwszej październikowej kolejce Wisła miała aż 10 punktów przewagi nad swoim najgroźniejszym rywalem, drużyną 1.FC Katowice, która w czterech ostatnich meczach mogła zdobyć co najwyżej 8 punktów. Mistrzostwo Polski wywalczone przez Wisłę najbardziej bolało kibiców ze Lwowa. Ich Pogoń była bowiem najlepszą polską drużyną w latach 1922-1926 i uchodziła za faworyta rozgrywek. Nie wystarczyło pokonanie Wisły ani we Lwowie(4:1), ani w Krakowie(2:0) i koniec końców to właśnie ,,Biała Gwiazda” sięgnęła po historyczny triumf.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

6

Oficjalny debiut ,,Tarzana”:

2 października 1999 r. Carles Puyol zadebiutował w meczu o punkty. Premierowy występ w pierwszej drużynie zaliczył przeciwko Realowi Valladolid na Estadio Nuevo Zorria. Wszedł w drugiej połowie za Simão Sabrose i był obok Kluiverta najlepszy na boisku. Właściwie było to spotkanie bez historii, w którym Barça pewnie zwyciężyła 2:0. Tydzień później wobec absencji Franka de Boera i Bogarde(który w meczu z Valladolid został ukarany czerwoną kartką), Puyol pojawił się na boisku jako pierwszy rezerwowy w El Clasico i również tym razem należał do najlepszych graczy na placu. W ten sposób na stałe wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce.





@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

1

@Danny Gaucho Nawet jeśli to jest błąd to absolutnie nic nie zmienia w tej klasyfikacji. Po tej małej korekcie Messi nadal ma 0,86 gola na mecz i nadal plasuje to go na 17-tym miejscu w tej klasyfikacji.

1

@Danny Gaucho Oficjalna strona FC Barcelony: https://players.fcbarcelona.com/en/player/548-messi-lionel-andres-messi-cuccitini

Mimo że nie znam angielskiego to wyraźnie można się domyślić meczów oficjalnych i goli

7

Najlepsi snajperzy w historii Dumy Katalonii w meczach oficjalnych:



Joan Gamper: 28 meczów i 81 goli! Średnia gola na mecz: 2,89!

Bernhard Staub: 5 meczów/12 goli średnia gola na mecz: 2.40

George Pattullo: 8 meczów/15 goli średnia gola na mecz: 1,87

Jose Rodriguez Vazquez: 14/20 ; średnia gola na mecz: 1,42

Alejandro Apolinario: 9/12 ; średnia: 1,33

Jose Climent Gracia: 32/37 ; średnia: 1,15

Jose Berdie: 14/15 ; średnia: 1.07

Paulino Alcantara: 141/143 ; średnia: 1.01

Miquel Gual: 25/24 ; średnia: 0,96

Luis Nazario de Lima: 49/47 ; średnia: 0,95

Charles Wallace: 35/32 ; średnia: 0,91

Udo Steinberg: 37/ 34 średnia: 0,91

Percival Francis Wallace: 19/17 ; średnia: 0,89

Vicenç Martinez: 89/80 ; średnia: 0,89

Angel Arocha: 146/131 ; średnia: 0.89

Mariano Martin: 147/130 ; średnia: 0,88

Lionel Messi: 782/674 ; średnia: 0.86

Miquel Oller: 6/5 średnia: 0,83

Carlos Comamala: 55/45 średnia: 0,81

Josep Samitier: 233/187 średnia: 0,80

Ladislao Kubala: 256/194 średnia: 0,75

Johan Krankl: 61/45 goli. średnia: 0,73

Arsenio Morales: 20/14 średnia: 0,7
Josep Escola: 235/166 średnia: 0,70

Evaristo de Macedo: 151/105 średnia: 0,69

Luis Alberto Suarez: 284/198 średnia: 0,69

Lluis D’Osso: 16/11 średnia: 0,68

Josep Sastre: 88/59 średnia: 0,67

Frank Allack: 3/2 średnia: 0,67

Alfonso Albeniz: 3/2 średnia: 0,66

Cesar Rodriguez: 356/234 średnia 0,65

Sandor Kocsis: 126/82 średnia: 0,65

Eulogio Martinez: 162/106 średnia 0,65

Samuel Eto’o: 207/136 średnia: 0,65


@Arkon
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

7

Pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”!

WIELKI WIDZEW:

1 października 1980 r. Widzew Łódź remisuje na stadionie ŁKS-u z Manchesterem United w rewanżowym meczu I rundy Pucharu UEFA. Tego dnia Widzew sprawił wręcz sensacje na ówczesne Polskie realia i zadziwił piłkarską Europę, eliminując w pierwszej rundzie Pucharu UEFA, Manchester United! W Anglii podopieczni Jacka Machcińskiego zremisowali 1:1. W rewanżu do awansu wystarczył bezbramkowy remis. „Jak spadać, to z wysokiego konia” - z takiego założenia wychodzili widzewiacy przed losowaniem europejskich pucharów. ,,Nie chcieliśmy jechać do Europy Wschodniej. Po pierwsze szaro, co dobrze znaliśmy, a po drugie zespoły ze Związku Radzieckiego czy Bułgarii grały bardzo brutalnie. Manchester to był wymarzony kierunek. Również, że tak powiem, pod względem turystycznym” – wspominał Marek Pięta w książce „Wielki Widzew”.

Sezon 1980/81 Widzew rozpoczynał ze znacznie wzmocnioną defensywą. Z Odry Opole pozyskano Józefa Młynarczyka, ze Śląska Wrocław przyszedł brązowy medalista Mistrzostw Świata 1974 oraz wicemistrz olimpijski z Montrealu (1976), Władysław Żmuda. W meczu z wicemistrzami Anglii nowa widzewska defensywa przeszła najpoważniejszy z dotychczasowych testów. 17 września 1980 roku na stadionie Old Trafford angielscy kibice przeżyli szok. Gospodarze prowadzili co prawda od 4. minuty, gdy sposób na Młynarczyka znalazł reprezentant Irlandii Północnej, Sammy McIlroy, ale już 120 sekund później do remisu kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego doprowadził niezawodny Krzysztof Surlit. Legendarny pomocnik mógł w tym meczu powtórzyć swój wyczyn, lecz Gary Bailey zdołał obronić jego drugą „bombę” z dystansu. Doskonale ustawiony taktycznie Widzew nie pozwolił pograć angielskim skrzydłowym, zatem wytrącił United największą broń – dośrodkowania w pole karne. Po meczu w Manchesterze nawet Anglicy uważali, że to widzewiacy byli bliżsi zwycięstwa. Przed rewanżowym spotkaniem na stadionie przy alei Unii, na trybunach zasiadł komplet widzów. Na parkingu przed stadionem – samochody z rejestracjami z całej Polski. Kibice mieli w pamięci zwycięskie boje z Manchesterem City sprzed trzech lat i liczyli na powtórkę. Wszak przed pierwszym gwizdkiem arbitra to Widzew był w korzystniejszej sytuacji. Trener gości, Dave Sexton mógł skorzystać z najgroźniejszego napastnika, Joe Jordana, który nie grał w pierwszym spotkaniu. Wielkim Szkotem skutecznie zaopiekował się Andrzej Grębosz. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, choć oba zespoły były bliskie szczęścia – słupki „ostemplowali” Steve Coppell i Zbigniew Boniek. Ostatecznie widzewiacy dowieźli cenny remis do ostatniego gwizdka arbitra i niecierpliwie czekali na losowanie drugiej rundy. Los postawił przed ekipą Machcińskiego kolejne wielkie wyzwanie, bowiem Widzew trafił na Juventus Turyn ale o tym wspomnę 22 października, w rocznice tego meczu.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@Arkon

10

Zapomniane legendy Dumy Katalonii:

Julio César Benítez Amoedo urodził się 1 października 1940 r. w Montevideo. Urugwajczyk swój pierwszy kontakt z piłką zaliczył na ulicach miasta a następnie jako piętnastolatek, w 1955 roku zaczął występować w młodzieżowych sekcjach Racingu Club de Montevideo, zespołu, z którym pozostał aż do przejścia do Realu Valladolid w 1959 roku, kiedy to zauważył go ówczesny trener tej ekipy Luis Saso podczas odbywania swojego tournée po Ameryce Południowej. W Valladolid spędził rok a następnie przeniósł się do Saragossy, gdzie również występował tylko przez jeden sezon. Jego znakomite występy, w trakcie tych dwóch pierwszych lat spędzonych w Hiszpanii, spowodowały że zawodnikiem zainteresowała się sama FC Barcelona. Ostatecznie Benítez zdecydował się na przejście do tego katalońskiego klubu w 1961 roku za osiem milionów peset. Benítez był piłkarzem kompletnym, potrafiącym oddawać strzały obiema nogami, co sprawiało że znacznie wyróżniał się nad resztą zawodników z swojego zespołu. Benítez wyróżniał się jednak nie tylko formą fizyczną. Jego łatwość wykonywania rzutów wolnych, pozwalała klubowi na zdobywanie większej ilości bramek. Jego potężne strzały sprawiały, ze obrona nie miała żadnych szans, gdy Urugwajczyk podchodził do piłki. Niestety niespodziewana śmierć piłkarza zakończyła jego bardzo obiecującą karierę. Jak się później okazało jej przyczyną było najprawdopodobniej spożycie owoców morza (małży), które nie były w najlepszym stanie. Niektórzy uważają, że piłkarz stał się ofiarą celowego otrucia.



Mineło już 55 lat od tragicznej śmierci, która zaszokowała cały klub i miasto. 6 kwietnia 1968 roku zmarł César Benítez(jeden z idoli ówczesnego zespołu) w wyniku niespodziewanych problemów z wątrobą, których żaden z członków sztabu medycznego FC Barcelony, (wśród których był Eduardo Alcántara, syn słynnego Paulino) nie był w stanie wyjaśnić. Wydawało się to wręcz nieprawdopodobne, że gracz, który znajduje się w życiowej formie, zginął w takich okolicznościach, mając zaledwie 27 lat. Śmierć Beníteza miała miejsce na dzień przed ważnym spotkaniem Blaugrany z Realem Madryt, które mogło zadecydować o tym, kto ostatecznie zdobędzie tytuł mistrzowski w tamtym sezonie. Jednak taki niespodziewany rozwój wydarzeń spowodował, że ten pojedynek został przeniesiony na następny wtorek, jednak ostatecznie zakończył się remisem i dał tytuł mistrzowski Realowi. Barçy nie udało się więc oddać hołdu zmarłemu koledze, ale zrobiła to później, po pokonaniu Królewskich w finale Pucharu Króla (0:1). Niestety niespodziewana śmierć piłkarza zakończyła jego bardzo obiecując karierę.



@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

@Cukson No to trudno! Gramy dalej...

0

Mecz FC Girona-Real Madrid do przerwy 0:2. Ktoś kiedyś powiedział że taki wynik jest bardzo niebezpieczny i może się odwrócić. Czy te powiedzenie sprawdzi się dzisiaj na Estadio Montilivi?

1

@Lionel_Messi10 Nie oglądałem pierwszej połowy ale tak się akurat złożyło że gdy tylko włączyłem internet na drugą połowe, to właśnie w momencie ustawiania rzutu wolnego i tak coś czułem że Alvarez strzeli. No cóż, golazo stadiony świata! A ja właśnie miałem zapytać wszem i wobec co się dzieje z Julianem Alvarezem i Pepito że siedzi na trybunach?

0

@Ogorinho1974 No nie wszystkich, a już na pewno nie ponad geniusza Wilimowskiego! Szołtysik na pewno nie był gorszy a kto wie czy nie lepszy...

7

Campeonato Sudamericano de Selecciones:

30 września 1917 r. w Montevideo, meczem Urugwaj-Chile, rozpoczął się drugi w kolejności historycznej(i najstarszy na świecie) międzynarodowy turniej Copa America. W tym meczu otwarcia gospodarze pewnie pokonali Chilijczyków 4:0 po dwóch golach Carlosa Scarone i dwóch Angela Romano, który został królem strzelców turnieju z dorobkiem 4 goli. Cały turniej toczył się na niedawno wzniesionym stadionie Parque Pereyra, bardziej znanym jako Parque Central, pierwotnie zaplanowanym na 15 tys. widzów, chociaż na mecz gospodarzy z Argentyną zdołało wcisnąć się blisko 40 tys. chętnych. Nie ma co się dziwić, przecież wówczas telewizja nie istniała a radio było w powijakach. Od początku było jasne że podobnie jak przed rokiem liczyć się będą tylko Argentyna i Urugwaj. Futbol Chilijski był tylko tłem tego turnieju, natomiast Brazylia niezła technicznie nie miała większych szans rywalizować jak równy z równym. W efekcie 14 października 1917 doszło do decydującego starcia w turnieju między Argentyną a Urugwajem, w którym to gospodarze pokonali ,,Albicelestes” 1:0 po golu Hectora Scarone, 8 lat młodszego brata Carlosa, który został wybrany najlepszym piłkarzem turnieju. Hector Scarone, zdecydowanie lepszy od swojego starszego brata, grał nawet w 1926 przez pół roku w FC Barcelonie, lecz nie zrobił tam wielkiego wrażenia. Argentyńczycy na ten decydujący mecz musieli specjalnie podróżować całą noc do Montevideo, czego efektem było ogromne zmęczenie ale o tym postaram się napisać właśnie 14 października. Ciekawostką turnieju jest pierwszy w historii Copa America gol samobójczy, którego strzelił Chilijczyk Garcia w 75 minucie meczu Argentyna-Chile.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

30 września 1962 r. urodził się Dariusz Dziekanowski, napastnik. W Polsce obwołany następcą Bońka. Swemu wielkiemu poprzednikowi wprawdzie nigdy nie dorównał sukcesami drużynowymi, jednak pod względem barwności życia pozaboiskowego, niewielu rywali z murawy mogło się z nim równać. Dziekanowskiego często nazywano pierwszym polskim ,,piłkarskim celebrytą”. Po wyjeździe Bońka kilku zawodników przymierzano do roli króla Ekstraklasy. Największą indywidualnością, zdecydowanie wybijającą się ponad reszte, był jednak w tym gronie właśnie ,,Dziekan”. Skuteczniejszy, może nawet lepiej technicznie usposobiony od ,,Zibiego”, lecz jednak nie tak silny mentalnie ale kiedy miał swój dzień, oglądanie go na boisku przy piłce było prawdziwą przyjemnością. Elegancki, dystyngowany, dobrze zbudowany a przy tym obdarzony znakomitą techniką i naturalnym ciągiem na bramke, łatwo przyciągał uwagę kibiców oraz ekspertów. W Ekstraklasie zadebiutował nie długo po 17 urodzinach w barwach Gwardii Warszawa. W kilkanaście miesięcy zapracował na transfer do Widzewa Łódź. Z nóg zrzucała kwota. Ówcześnie mistrzowie Polski wykupili go za 21 milionów złotych. Było to absolutnym rekordem ligi w tym czasie. Dziekanowski dostał proste zadanie – wejść do gry za Bońka. Tak dobrze jednak nie było. Wrodzona chimeryczność nie pozwalała mu utrzymać na dłużej takiej dyspozycji. Denerwował też swoimi niezliczonymi protestami wobec sędziów. Bardzo długo czekał na pierwsze mistrzostwo Polski. Z Widzewem zdobył srebro i brąz. Z Legią, gdzie trafił z łódzkiej drużyny, w pierwszej przygodzie zgarnął ten sam zestaw. Dopiero po pierwszej zagranicznej przygodzie udało mu się zawiesić na szyje złoto, choć… zrobił to z odległości, Wojskowych wspomagał bowiem tylko w rundzie jesiennej mistrzowskiej edycji rozgrywek. Do tego dochodzą jeszcze 3 Puchary Polski. Niezwykle bogata jest też kolekcja indywidualnych osiągnięć tego zawodnika. W 1985 r. zdobył tytuł Piłkarza Roku według tygodnika ,,Piłka Nożna”. Był pierwszy triumfatorem tego plebiscytu, który w zwycięskim roku reprezentował 2 różne kluby. Trzy lata później wygrał natomiast ranking ,,Złotych Butów”. W tym samym sezonie ,,Dziekan” został też królem strzelców rozgrywek. W 1985 był na 7. Miejscu w Plebiscycie ,,Przeglądu Sportowego”. Przy mundialu w 1982 r. trener Piechniczek nie zdecydował się jeszcze dać mu szansy, choć debiut ,,Dziekana” przypadł na mecz kwalifikacji do tych mistrzostw. Od razu w premierowym występie piłkarz ten wpisał się na liste strzelców. Później czynił to jeszcze 19 razy. W latach 80-tych nikt go nie przebił pod tym względem. Jedno z jego trafień dało między innymi zwycięstwo nad Włochami w meczu towarzyskim(1:0).

W kolejnych eliminacjach był już sztandarową postacią ekipy Piechniczka. Zagrał w 4 z 6 meczach kwalifikacyjnych. Na mundialu zakończonym występem w ⅛ finału pojawił się w podstawowym składzie we wszystkich meczach Polaków. Trener krytykował go za brak agresji w grze ale to właśnie on zanotował asyste przy jedynym trafieniu biało-czerwonych na tym turnieju. ,,Po powrocie z MŚ na Dziekanowskiego czekał tłum rozgorączkowanych nastolatek. Gdy pojawił się w Sali, histeria była nie mniejsza niż na koncertach bitowych z początku lat 60-tych.”- komentował ,,Dziennik Łódzki”. Zdziwienia tym nie krył Włodek Smolarek, który podobno zdecydowanie nie nadawał z ,,Dziekanem” na jednych falach. Może, jak wielu, denerwowała go butna natura napastnika. ,,Nie obawiamy się zbytnio Brazylijczyków. Na ten mecz wyjdziemy sprężeni.”- stwierdził on przed ostatnim meczem na tych MŚ. Kariere w kadrze zakończył tak jak zaczął – od zdobytego gola w starciu z Turcją. Zagrał 63 razy w biało-czerwonych barwach. Zdobył też brązowy medal ME U-18 w 1981 r. Grał również w Celticu Glasgow i Bristol City. Miejscowi kibice znali go jako ,,Jackiego”. Później na krótko wrócił do Legii a następnie pojawił się w Bundeslidze. Kariere zakończył zaś w Polonii Warszawa. Odniósł spore sukcesy i zyskał ogromna sławe ale umiejętności predestynowały go do jeszcze większych osiągnięć. Na drodze stanął jednak jego charakter i upodobanie do barwnego życia pozaboiskowego. Po zakończeniu kariery odnalazł się jako felietonista i komentator w prasie oraz telewizji. Pracował też jako trener, był asystentem Beenhakera w pierwszej reprezentacji i wedle słów Listkiewicza, szykowano go do roli następcy Holendra na stanowisku selekcjonera. Samodzielnie prowadził reprezentacje juniorską. Pełnil funkcje radnego wojewódzkiego i zajmuje stanowisko Przewodniczącego Klubu Wybitnego Reprezentanta. Swój życiorys opisał w książce pt. ,,Dziekan”.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

0

@P33ck Ale co masz na myśli pisząc brat. Jaki brat, czyj?

9

Genialny Wilimowski:

30 września 1934 r. Ruch Hajduki Wielkie pokonuje u siebie lwowską Pogoń aż 5:0(!) w 19-tej kolejce polskiej ligi i jest już niemal na wyciągnięcie ręki mistrzem Polski. Wchodzących na boisko piłkarzy Pogoni przywitały gwizdy, zupełnie inaczej niż przy wejściu na murawe sędziego Schneidera, który cieszył się wśród publiki opinią sprawiedliwego. Warto dodać że przed meczem legendarny Jan Badura otrzymał upominek z okazji 10 lat występowania w koszulce Ruchu. ,,Niebiescy” wystawili najmocniejszy z możliwych składów, lecz(jak informował ,,Przegląd Sportowy”): ,,Ruch pojawił się przybrany w koszulki graczy z przedmeczu nosząc na piersiach napis KS Slavia, bowiem jego zwykłe kostiumy były identyczne z lwowskimi. Warto dodać iż Pogoń uskrzydlona zwycięstwem nad AC Milanem, poprosiła o dodatkową ochrone policji, spodziewając się niespodzianki w starciu z Ruchem i reakcji miejscowych kibiców. Niespodzianki jednak nie było. Ruch rozgromił Pogoń aż 5:0, z czego aż 4(!) gole strzelił(już wówczas gwiazda ligi i reprezentacji) Ernest Wilimowski. To był czwarty mecz Wilimowskiego w sezonie, w którym strzelił przynajmniej 3 gole(!) a przypominam że to był debiutancki sezon genialnego ,,Eziego”.


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

5

,,Dzieciństwo” Blaugrany:

30 września 1906 r. przerwano mecz FC Barcelony z powodu… zapadających ciemności. Spotkanie z FC Catala stanowiące część Copa Salut, przerwano w 65 minucie z powodu braku odpowiedniej widoczności i dokończono po tygodniu. W finale tych rozgrywek Barça spotkała się z Club X(taką nazwą posługiwał się Espanyol do roku 1909). Przy prowadzeniu 3:1 przeciwnicy zrezygnowali z dalszej gry. Cały turniej rozgrywano w dziewięcioosobowych składach. Takie to były romantyczne, pionierskie czasy futbolu w Barcelonie.



@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

13

Feliz cumpleaños panie Frank! Z okazji 60-tych pierwszych urodzin oczywiście. 30 września 1962 r. urodził się Frank Rijkaard, znakomity piłkarz oraz były już trener ,,naszej” Dumy Katalonii. Ja jako cule, dziękuje mu z całego serca że mogłem kochać i cieszyć się jak małe dziecko z mojego ukochanego klubu.

@AssisMoreira
@Arkon
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

,,Nasza" Barcunia wygrywa z FC Sevillą po samobóju Sergio Ramosa. No koń by się uśmiał...

7

Niestrawność:

W listopadzie 1988 r. w Buenos Aires rozegrano mecz o mistrzostwo Argentyny pomiędzy Argentinos Juniors a Racingiem Club de Avellaneda, który zakończył się remisem 2:2. Zgodnie z regulaminem o zwycięstwie miały decydować rzuty karne. Publiczność wstała z miejsc i obgryzając paznokcie obserwowała ,,jedenastki”. Pierwszy gol padł dla Racingu, za chwile bramką odpowiedzieli Argentinos Juniors. Wrzawie po jednej stronie stadionu odpowiedział ryk radości po drugiej. Burzą oklasków nagrodzono interwencje bramkarza Racingu, który wyciągnął się jak struna i skierował piłke na aut. Aplauz towarzyszył też jego rywalowi z Argentinos, który nie dał się wywieźć w pole i spokojnie poczekał na środku bramki aż piłka sama wpadnie mu w ręce. Kiedy jednak gola strzelił dziesiąty zawodnik, na trybunach tylko gdzieniegdzie rozległy się słabe oklaski. Po dwudziestej bramce niektórzy zaczeli opuszczać trybuny. Przy trzydziestym karniaku kibice zaczeli ziewać. Bramkarze się zmieniali, piłki niezmiennie wpadały do siatki a na tablicy wciąż widniał remis. Mecz zakończył się po 40 wykonanych rzutach karnych(!), co jest rekordem świata. Na stadionie nie było już jednak nikogo, kto mógłby świętować ten sukces. Ostatecznie te ,,kosmiczne” rzuty karne wygrał Argentinos Juniors w stosunku 20 do 19!


@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

@FCBparasiempre
29 września 1913 r. urodził się Silvio Piola. Ten włoski snajper strzelał gole zarówno po trzydziestce, jak i przed nią. Strzelał tak dużo, że po dziś dzień nikt w lidze włoskiej nie może pobić jego rekordu – 274 zdobytych goli! Chyba nikt nie będzie w stanie pobić tego rekordu. Dlaczego? Po pierwsze – Piola miał niesamowity talent do gry. Był wszechstronnym napastnikiem. Strzelał gola zarówno prawą, jak i lewą nogą. Mimo skromnych warunków fizycznych (178 centymetrów wzrostu) dobrze grał głową. W uderzaniu piłki tą częścią ciała nie przeszkadzały mu nawet szwy na głowie. Adrenalina wytworzona przy okazji derbów Wiecznego Miasta z Romą zrobiła swoje. Potrafił strzelać gole lokalnemu rywalowi, grając ze spuchniętą kostką czy złamanym żebrem. Siłę fizyczną łączył z doskonałą techniką. Piola – tak jak dzisiaj Cristiano Ronaldo czy Lionel Messi – ani myślał schodzić z boiska. Nierzadko grywał kontuzjowany lub chory. Nic nie powstrzymywało go przed chęcią strzelania bramek. Grając w Pro Vercelli (o tym klubie możesz przeczytać tutaj) wrócił do gry dwa tygodnie po złamaniu kości piszczelowej, choć lekarz zalecał dwa miesiące przerwy. Przez niektórych uważany jest za wynalazcę gola określanego w języku angielskim mianem ,,bicycle kick”. We Włoszech o takim strzale mówiło się ,,przewrotka alla Piola”. Siłę strzałów Pioli porównywano do siły uderzenia pioruna. Na boisku okrutny i bezlitosny był tylko wtedy, kiedy trzeba było posłać piłkę do siatki. W 1943 w derbach Rzymu przez cały mecz Piolę brutalnie faulował Luigi Allemandi. Po meczu Silvio… podziękował mu za grę. Poza boiskiem wiódł spokojne życie u boku swojej żony Aldy Ghano, z którą ożenił się w 1948 roku i żył aż do śmierci. Państwo Piola doczekali się dwójki dzieci: córka Paola jest psychologiem, natomiast syn Dario próbował swoich sił jako obrońca Pro Vercelli, po czym został prawnikiem i politykiem. We krwi prawnuka Alonso (urodzony w 1979 roku) płynie także krew brazylijska. Nie było innej możliwości jak kolejny piłkarz w rodzinie. Alonso grał w niższych ligach Włoch, Szwajcarii i Ameryki Południowej.

Umiejętności Włocha to jedno a boiskowa długowieczność to drugie… Piola zadebiutował w Serie A w barwach Pro Vercelli w roku 1930, mając zaledwie siedemnaście lat. Ostatni mecz w lidze rozegrał jako piłkarz Novary niemal ćwierć wieku później (!), bo w roku 1954. 24 lata grania i regularnego strzelania. Silvio był skazany na futbol. Starszy brat Serafino także grał w piłkę, jednak musiał porzucić karierę sportowca z powodu poważnej wady wzroku. Zawód piłkarza zamienił na pracę księgowego. Piłkę kopał także Paolino – kuzyn Silvio. Do piłki Piolę przekonał Giuseppe Cavanna – bramkarz Pro Vercelli, a prywatnie brat matki Silvio. Cavanna w 1934 roku zdobył z Włochami mistrzostwo świata jako rezerwowych bramkarz. Cztery lata później dokona tego samego jego bratanek… Cavanna zaszczepił Silvio bakcyla do futbolu, natomiast na głębokie wody futbolowego oceanu wypłynął dzięki… księdzu. Opatrzność zesłała Pioli i Pro Vercelli kapłana Don Sassiego, który polecił go w 1928 roku klubowi. Napastnik był kapitanem drużyny sekcji młodzieżowej Pro Vercelli o nazwie Veloce. Właścicielem dziecięcej drużyny był szef sklepu sportowego nazwiskiem Bernasconi. Wziął on pod swoje skrzydła grupkę bardzo zdolnych dzieciaków, między innymi późniejszą legendę Juventusu Teobaldo Depetrini, Ermesa Bosettiego i mistrza świata z 1938 roku Pietro Ferrarisa. Dobra gra Pioli sprawiła, że po konsultacji z opiekunem grupy młodzieżowe Mario Ardissone, trener dorosłej drużyny Jozsef Nagy przesunął szesnastoletniego wówczas Silvio do swojej ekipy. Przez cztery lata gra dla ,,Lwów” strzelił 51 goli. Po dziś dzień jest najlepszym strzelcem w historii klubu. W meczu z Fiorentiną aż sześciokrotnie pokonał bramkarza rywali. Zdarzyło mu się nawet strzelić bramkę… swojemu wujkowi, kiedy ten reprezentował Napoli. W 1934 roku Piola został zawodnikiem Lazio Rzym. Napastnik został zmuszony do zmiany barw klubowych. Palce przy transferze maczał sekretarz Partii Faszystowskiej Giovanni Marinelli i generał Georgio Vaccaro. Starające się o napastnika Torino oraz Inter musiały obejść się smakiem. Silvio był z natury spokojnym człowiekiem. Od polityki o wiele bardziej interesowały go psy, wędkarstwo i polowania. Ostatnią pasją Piolę zaraził jego ojciec, który na urodziny kupił mu karabin. Stronił od alkoholu i papierosów. Nie chciał niszczyć sobie kariery i życia przez bunt; zwłaszcza, że na zarobki w Lazio narzekać nie mógł. Na początku zarabiał 70 000 lirów rocznie. Z czasem pensja wzrosła do niemal pół miliona lirów za rok gry. Przeciętny Włoch o takich pieniądzach mógł tylko pomarzyć. Piola w ciągu dziewięciu lat gry dla Lazio strzelił 143 gole w 227 meczach. W kronikach rzymskiego klubu widnieje jako najlepszy strzelec wszech czasów. Dwa razy Silvio zostawał królem strzelców Serie A (1937 i 1943). Co z tego, skoro Lazio z nim w składzie nigdy nie zdobyło mistrzostwa? Partyjnym dygnitarzom nie o to chodziło. Niezadowolony i obawiający się o swoje stanowisko prezydent Lazio Remo Zanobi chciał pozbyć się Pioli z klubu pod pretekstem… zamiłowania piłkarza do polowań. Eugenio Gualdi także chciał usunięcia napastnika z klubu. Zniechęcał go do pozostania w klubie karami finansowymi za rzekome spóźnianie się na treningi, ale autorytet Pioli w oczach drużyny i kibiców sprawił, że to prezydent musiał opuścić Lazio.

Zbliżająca się klęska wojenna faszystowskich Włoch zmusiła Piolę do opuszczenia Rzymu. Piłkarz przeniósł się do Turynu. Tam występował zarówno w barwach Torino (1944), jak i Juventusu (1945-1947). ,,Stara Dama” kupiła go za kolosalną jak na tamte czasy kwotę trzech milionów lirów. W styczniu 1945 roku gruchnęła wiadomość o śmierci napastnika. Liga włoska pod koniec II wojny światowej nie grała, więc na boiskach Silvio nie był widywany. Miał on zginąć w zamachu bombowym. W intencji jego duszy odprawiono nawet mszę. W maju 1945 roku plotki zdementowano. Piola wrócił do świata żywych… W 1947 roku Silvio Piola został zawodnikiem Novary, gdzie grał do końca swojej kariery. W debiutanckim sezonie snajpera klub wygrał Serie B i uzyskał awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Tam trzymał się wraz z trwaniem kariery Pioli. Sezon po przejściu piłkarza na emeryturę, Novara wróciła do Serie B. W tym klubie także jest najlepszym strzelcem. 86 goli w 185 meczach sprawiło, że stadion w Novarze dziś nosi imię legendarnego napastnika. Władze kluby postanowiły o tym rok po śmierci legendy w roku 1997. Ostatniego gola strzelił mając 40 lat, 6 miesięcy i 9 dni. Nikt starszy nie zdobył bramki w Serie A aż do czasów Alessandro Costacurty. Silvio Piola był nie tylko z jednym z najlepszych, a może i najlepszym napastnikiem w historii Serie A, ale przede wszystkim częścią niezapomnianej ekipy Vittorio Pozzo. Pierwsze powołanie otrzymał na mecz z Austrią w 1935 roku w Wiedniu. Tuż przed meczem Piola zniknął. Okazało się, od debiutu w reprezentacji wolał… polowanie w miejscowym lesie. Zadanie odszukania Silvio miał ówczesny golkiper Lazio Giacomo Blason. Wycieczki do lasu omal nie przepłacił życiem. Piola wziął go za zwierzynę i… postrzelił. Blason w meczu nie zagrał, a Piola już tak. Ba! Strzelił nawet dwa gole, a Włosi zwyciężyli 4-2. Po meczu twórca znakomitego ,,Wunderteamu” Hugo Meisl nazwał Piolę ,,Bestią”. Inny jego boiskowy przydomek brzmiał ,,Taran”. W barwach narodowych snajper – tak jak w klubach – strzelał gola za golem, ale Pozzo długo przekonywał się do Silvio, narzekając na jego wyszkolenie techniczne. Włoscy kibice byli zszokowani, gdy Pozzo nie powołał Pioli na mundial w 1934 roku. Sam piłkarz był bardzo rozżalony, ponieważ nie mógł reprezentować ojczyzny na własnej ziemi. Na francuskim czempionacie bez Pioli Włosi nie obroniliby mistrzowskiego tytułu. Napastnik uratował Italii skórę już w pierwszym meczu, kiedy to w czwartej minucie dogrywki strzelił decydującego gola Norwegii. W ćwierćfinale zdobył dwie bramki w potyczce z gospodarzami turnieju, a Włochy wygrały 3-1. W półfinale z Brazylią strzelali inni, ale finał na Colombes był popisem ówczesnego gracza Lazio. On i Gino Colaussi strzelili po dwa gole, a Włosi wygrali decydujący bój 4-2 i zapisali się na kartach historii jako pierwszy zespół, który obronił Puchar Świata. Ćwierćwiecze Pioli w roli piłkarza było pasmem sukcesów. Na każdym szkle znajduje się jednak rysa. Silvio Piola nigdy nie był mistrzem Włoch. Trzy razy był drugi: raz z Lazio (1937), a dwa razy z Juventusem (1946 i 1947). Do klubu ze stolicy Piemontu przeniósł się głównie po to, aby zdjąć klątwę. Zniechęcony ciągłymi niepowodzeniami w walce o scudetto, zamienił wielkie Juve na małą Novarę. Wszędzie, gdzie był zostawał legendą i ulubieńcem tłumów, a to wszystko we Włoszech – kraju, gdzie jedna jest tylko matka i ukochana drużyna…

5

6

Historyczna klęska Blaugrany:

29 września 1940 r. FC Barcelona doznała jednej z największych klęsk w historii a mianowicie poległa aż 11:1 z FC Sevilla na Estadio Nervion. To obok starcia z Athletic Bilbao, jedyne spotkanie ligowe, w którym Barça straciła dwucyfrową liczbe goli. ,,Katem” Blaugrany okazał się przede wszystkim Guillermo Campanal I(najlepszy strzelec Sevilli w historii) zdobywca 5 goli. Hattricka dołożył Torrontegui a pozostałe trafienia dołożyli Raimundo(2) i Berrocal. Dla Barçy trafił Jose Valle Mas… otwierając wynik meczu w 10 minucie. Miedzy 23 a 28 minutą Sevilla zdobyła jednak aż 4 gole a po przerwie dokończyła dzieła zniszczenia. Był to mecz pierwszej kolejki sezonu 1940/41, który Blaugrana zakończyła na czwartej pozycji a Sevilla na piątej. Czyżby ten pierwszy gol strzelony przez Masa aż tak rozwścieczył Andaluzyjczyków?



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

11

,,REMONTADA” po Krakowsku:

Taki mecz, jak ten z 28 września 2000 roku na zawsze zapada w pamięci piłkarskiego kibica danej drużyny. W 1. rundzie Pucharu UEFA Wisła mierzyła się z hiszpańskim Realem Saragossa. Po wysokiej porażce na boisku rywala(1:4) wydawało się że sprawa awansu jest w tym dwumeczu rozstrzygnięta. Tym bardziej, że w rewanżu w Krakowie przeciwnik prowadził już od 5. minuty. Taki rezultat utrzymał się do przerwy. W drugiej połowie nastąpiła jednak totalna remontada (z języka hiszp. – nieprawdopodobne odrobienie strat) w wykonaniu Białej Gwiazdy. Działo się to za ponownej kadencji trenera Oresta Lenczyka. Krakowianie odrobili straty i po 90 minutach wynik brzmiał 4:1. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia a w serii rzutów karnych wiślacy wygrali 4-3! W kolejnej rundzie polski zespół nie sprostał już FC Porto (0:0 i 0:3).



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Pawel13sz
@Sensible

0

@FCBparasiempre Poza tym brakuje wybitnego Bela Guttmana, prosze sobie o nim poczytać: https://rfbl.pl/bela-guttmann-czlowiek-naznaczony/

0

@TheNekro94 Pierwsza trójka nie podlega dyskusji, natomiast reszta wymaga głębokiej analizy

12

Niesamowita przygoda ,,Biało-Zielonych”:

28 września 1983 r. Lechia Gdańsk przegrała na własnym boisku ze słynnym Juventusem Turyn 2:3 w ramach 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. Z trzech najsłynniejszych w latach 80-tych Polaków tego dnia na stadionie Lechii zabrakło tylko Jana Pawła II. Po murawie biegał bowiem Zbigniew Boniek a na trybunach siedział dopiero co wypuszczony na wolność Lech Wałęsa. Jakim cudem działacze „Solidarności” przemycili na ten mecz swojego lidera do dziś nie wiadomo, bo władze – obawiając się prowokacji – obstawiły milicją cały obiekt. Fortel jednak się udał a radość była tym większa, że drugoligowy wówczas klub z Polski był o włos od sprawienia olbrzymiej sensacji. Gdańszczanie, grając przeciwko wielkiemu Juventusowi w składzie z trzema mistrzami świata a także „Zibim” i Michelem Platinimi, jeszcze na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem prowadzili 2:1. Honor Starej Damy uratował przyszły prezes PZPN, strzelając zwycięską bramkę kilka minut przed końcem spotkania. Ekipa z Turynu sięgnęła potem po Puchar Zdobywców Pucharów i mistrzostwo Włoch. Lechia zaś wiosną wywalczyła awans do I ligi.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

12

Legendy polskiego futbolu:


28 września 1946 r. w Rudzie Śląskiej urodził się Bronisław Bula, pomocnik. ,,Bula! Nie ośmieszaj kadrowicza!”- skandowały trybuny podczas Wielkich Derbów Śląska między Ruchem Chorzów a Górnikiem Zabrze. Nie wiadomo czy te okrzyki podnosiły dume, czy raczej sprawiały przykrość świetnemu piłkarskiemu dyrygentowi. Choć intencja ich autorów była dobra(stanowiły przecież pochlebstwo) to z drugiej strony nieustannie przypominały o otwartej ranie, jaką w karierze Buli stanowiła kadra narodowa. Błogosławieństwem były jego ponadprzeciętne umiejętności piłkarskie. Świetny reżyser gry, z doskonałą umiejętnością kombinacyjnej taktyki, obdarzony bardzo przenikliwym okiem i zdolnością zagrania piłki ,,na nos”. Antoni Piechniczek mówił o nim, że na boisku był prawdziwym profesorem. Przekleństwo stanowił zaś… Kazimierz Deyna, piłkarz niemal bliźniaczy w swym stylu. Dlatego też trener reprezentacji Polski przy wyborze składu decydował się tylko na jednego z nich i na ogół wybierał właśnie rozgrywającego Legii. Premiera kariery reprezentacyjnej obu zawodników, która przypadała na ten sam dzień(24 kwietnia 1968), zdecydowanie wypadła na korzyść Buli. W 62 minucie meczu z Turcją zdecydował się na strzał z dystansu a piłka po rykoszecie wpadła do siatki rywali. W związku z tym już w debiucie zawodnik Niebieskich zapisał na swoje konto premierowego gola. ,, Zadowolony jestem z debiutu wszystkich czterech młodych zawodników: Deyny, Maszczyka, Folbrychta i Buli”- podsumował ówczesny selekcjoner Ryszard Koncewicz. Później zarówno jemu, jak i jego następcom ciężko było znaleźć miejsce na boisku jednocześnie dla ,,Kaki” i Buli. Razem zagrali zaledwie kilka razy. Kazimierz Górski w decydujących momentach trzymał się jednak sztywno koncepcji z Deyną. To on pojechał na Igrzyska Olimpijskie w 1972 oraz na MŚ 2 lata później, z których to imprez Polska przywiozła 2 medale. Dla Buli pozostawały tylko ,,resztki”. Dwukrotnie zagrał w eliminacjach MŚ, osiem razy w eliminacjach ME. Więcej meczów o stawke w jego dorobku reprezentacyjnym brak. W wywiadzie dla katowickiego ,,Sportu” przyznawał że sporo było jego winy bo przesadzał z widowiskową grą pod publiczkę. Jacek Gmoch natomiast już całkiem odpuścił tę kandydaturę. Może w gre weszły też zadawnione rany, bo Bula wspominał że to właśnie z nim najostrzej rywalizował na boisku i na ogół nie szczędzili sobie razów. Wetował to sobie na niwie ligowej. Okrzyki ,,Bula, nie ośmieszaj kadrowicza” wznoszone były przy okazji arcyprestiżowych Wielkich Derbów Śląska przeciwko Górnikowi Zabrze. Bula wraz z kolegami z Ruchu mierzył się z odwiecznym rywalem w składzie, między innymi z medalistami MŚ: Fischerem, Gorgoniem, Szarmachem, mistrzem olimpijskim Lubańskim czy też Banasiem. Tymczasem największą gwiazdą został właśnie Bula. ,, Gwiazda Buli jaśniała potem już pełnym blaskiem, on narzucał grze Niebieskich tempo. Pełnymi finezji podaniami raz po raz puszczał w bój kolegów, sam nie rezygnując z każdej próby szturmowania przedpola zabrzan. On podjął ciężar odpowiedzialności za losy meczu i dzięki jego grze pełnej fantazji, polotu i co najważniejsze skuteczności”- pisał o nim katowicki ,,Sport”. W tym meczu ustrzelił hat-tricka. Za swoje najlepsze spotkanie jednak uważał inne starcie z Górnikiem, te z 1970 r. Choć nie strzelił w nim gola, to od ,,Sportu” otrzymał maksymalna note- pięć gwiazdek. Do dziś zresztą jest najlepszym strzelcem Niebieskich w Wielkich Derbach Śląska. Inna wielką chwile triumfu musiał przeżywać w 1975, gdy Kazimierz Górski wręczał mu medal za mistrzostwo Polski. Publiczność kochała jego widowiskowa gre. Należał do najbardziej wyróżniających się gwiazd ligi na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Od 1965 do 1978 roku rozegrał w sumie 318 spotkań w Ruchu Chorzów. Daje mu to drugie miejsce w klasyfikacji największej liczby występów w Ekstraklasie w tym klubie za Antonim Nierobą. Takie wyniki jednak nie dziwią, skoro Bula zagrał w lidze nawet w dniu swojego ślubu, zaledwie kilka godzin po ceremonii! Tworzył w drużynie klubowej świetną pare środkowych pomocników z Maszczykiem, z którym debiutował tego samego dnia w reprezentacji narodowej. Maszczyk odpowiadał za destrukcje i rozbijanie akcji przeciwników na linii środkowej. Bula natomiast grał jako bardziej wysunięty z duetu, obdarzony zadaniami kreatywnymi. To on dyrygował ofensywną grą Ruchu z dobrym skutkiem. W ciągu jego kariery Ruch trzykrotnie zdobył mistrzostwo Polski, dwa razy był wicemistrzem i jeden raz wywalczył brązowy medal. Do tego dochodzi Puchar Polski oraz dwa finały rozgrywek o to trofeum. W europejskich pucharach natomiast doszedł do ćwierćfinału Puchar UEFA oraz Pucharu Europejskich Mistrzów Klubowych w dwóch kolejnych sezonach. Indywidualnie w Pucharze UEFA w sezonie 1973/74 strzelił 4 gole, co ex aequo z Marxem i Kopicerą czyniło go najlepszym strzelcem Ruchu w tamtej edycji rozgrywek. W PEMK jego dublet dał natomiast awans w starciu z Hvidovre IF. W ćwierćfinale z AS Saint-Etienne gol Buli przesądził natomiast o wygranej w pierwszym meczu, w rewanżu jednak Niebiescy przegrali z rywalem z Francji. Po wyjeździe z polski w wieku 32 lat przeszedł do FC Rouen, występującym w Ligue 2. A następnie w Arras FA. Do tej pory mieszka we Francji. Nieco mniej znany w Polsce od Deyny i innych piłkarzy kadry Górskiego, na Śląsku jest nadal bardzo popularną postacią. Reżyser filmu ,,Gwiazdy” o Janie Banasiu nadał nawet koledze głównego bohatera nazwisko ,,Bula”.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Legendy polskiego sportu(czytaj w odpowiedzi na mój komentarz):

28 września 1931 roku w Warszawie urodził się Ryszard Kulesza, piłkarz, trener oraz działacz sportowy. Gdy miał 13 lat podczas Powstania Warszawskiego stracił ojca a sam cudem uniknął śmierci, ale został wywieziony na roboty do kraju najeźdźcy. Udało mu się jednak uciec. Sam, pieszo wrócił do Polski. Po wojnie został zawodnikiem Okęcia. Później zasilił szeregi stołecznej Polonii, a następnie Gwardii. Na jakiś czas wyjechał do Bydgoszczy. Tam reprezentował lokalny klub o nazwie Polonia. W wieku trzydziestu lat postanowił zakończyć karierę piłkarską. Futbol go jednak wciągnął, stał się pasją jego życia. Przygodę z nim kontynuował w roli szkoleniowca. W roku 1972 został trenerem Lechii Gdańsk. Po dwóch latach zajął się szkoleniem młodzieżowych reprezentacji Polski. Został także asystentem samego Kazimierza Górskiego. Później także kolejnego trenera reprezentacji Jacka Gmocha. Mimo strasznych przeżyć z dzieciństwa, Kulesza był człowiekiem wyjątkowo spokojnym. Był także osobą bardzo uczciwą. Starał się unikać konfliktów. ,,Z reguły Kulesza starał się być wyrozumiałym człowiekiem. Był niespecjalnie rygorystyczny” - mówił Andrzej Iwan, jeden z podopiecznych Kuleszy. Konfliktem zakończyła się jego współpraca z Gmochem. Kulesza wolał ustąpić. Ich drogi rozeszły się przed mundialem w Argentynie w 1978. Biało- Czerwoni występy w Ameryce Południowej zakończył się na drugiej rundzie turnieju. Gmoch ustąpił ze stanowiska. W październiku 1978 Ryszard Kulesza zajął jego miejsce. ,,Był jednym z najlepszych polskich trenerów. Pewnie nie postawiłbym go na tej półce, co Górskiego i Piechniczka, ale ze wszystkimi innymi najlepszymi już tak” - stwierdził Michał Listkiewicz. Nowy selekcjoner bardzo ochoczo zabrał się do dzieła. Eliminacje do mistrzostw Starego Kontynentu rozpoczął w dobrym stylu - od wygranych 2:0 z Islandią i Szwajcarią. Przed zbliżającym się meczem z Niemiecką Republiką Demokratyczną w Lipsku byliśmy zdecydowanym faworytem. Pobłażliwość względem piłkarzy nie wyszła mu na dobre. Zgrupowanie przed pojedynkiem z NRD wypadło tuż przed Wielkanocą… ,,Gdy Kulesza zawitał rano do hotelu, nie poznał drużyny. Wyprawa do Lipska zakończyła się porażką (…) Wynik 2:1 dla gospodarzy ujawnił wyraźne braki w kondycji straconej w Novotelu (hotel, w którym rozpoczęło się zgrupowanie)” - opisał te wydarzenia Andrzej Jucewicz w książce „Wielcy selekcjonerzy”. Przegrana spowodowała, że nie awansowaliśmy na Euro. Ugodowy trener jednak nie wyciągnął konsekwencji z tej brzemiennej w skutki sytuacji. A jak się jest bezkarnym, to można robić co się chce. Apogeum nastąpiło w grudniu 1980 w czasie tak zwanej „Afery na Okęciu”. Jeden z zawodników, Józef Młynarczyk, przyjechał na lotnisko będąc pod wpływem alkoholu. Selekcjoner zdecydował, że nie poleci on z drużyną na mecz eliminacji mistrzostw świata na Maltę. Jednak koledzy z reprezentacji - Zbigniew Boniek, Ryszard Terlecki oraz Władysław Żmuda zaprotestowali przeciwko tej decyzji. Kulesza się ugiął. Dziennikarze będący świadkami tej sytuacji rozdmuchali aferę. Po powrocie z pojedynku trener podał się do dymisji. ,,Ktoś musiał zapłacić głową. Dlatego Ryszard powiedział ówczesnemu prezesowi Marianowi Rybie: zostawcie chłopaków, weźcie mnie” - opowiadał Michał Listkiewicz. Został odwołany ze stanowiska w trybie natychmiastowym.

Kulesza był uważany za szkoleniowca z bardzo dobrym warsztatem. Docenili to działacze z Tunezji. Zaproponowali mu posadę selekcjonera drużyny narodowej. Prowadził ją dwa lata. Później zaangażował się w pracę z zespołami klubowymi w tym kraju a także w Maroku. W roku 1988 zakończył pracę trenerską. Powrócił do kraju. Zaangażował się w prace związkowe. Został członkiem prezydium. Zaproponowano mu także objecie pozycji przewodniczącego Rady Trenerów. Zaangażował się w powołanie do życia Szkoły Trenerów PZPN. Od 1991 pełnił funkcję wiceprezesa do spraw trenerskich. W ostatniej kolejce sezonu 1992/93 miała miejsce tak zwana „niedziela cudów”. Dwa kluby - Legia Warszawa oraz ŁKS Łódź - nadspodziewanie wysoko wygrały swoje mecze. Gra toczyła się o mistrzostwo kraju. Zespół ze stolicy miał trzybramkową przewagę nad ŁKS-em. Wygrał mecz z Wisłą Kraków 6:0. W tym samym czasie klub z Łodzi pokonał Olimpię Poznań 7:1. Prezydium Zarządu unieważniło wyniki obu spotkań. Tym samym tytuł zdobył Lech Poznań. Motorem tych decyzji był Kulesza.

,,To jest kpina, farsa. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Polska piłka została ośmieszona, zgnojona, a działacze udają, że nic się nie stało. Nie takie powinny być kary, tylko sto razy surowsze, z degradacją wszystkich czterech drużyn włącznie (…) Dziecko dwuletnie widzi, co się dzieje”- grzmiał Kulesza w wystąpieniu przed prezydium PZPN. Od tego momentu został znienawidzony przez kibiców Legii i ŁKS. Zmarł 19 maja 2008 roku.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

6

Wspaniałe, zapomniane legendy polskiego futbolu:

28 września 1910 r. w Brzozowie urodził się Michał Matyas. ,,Odstawiał dyrektora, operował tylko w środku pola, skąd podawał piłkę kolegom. Trzeba jednak przyznać, że mimo lenistwa robił to wyśmienicie, jak prawdziwy mistrz, a nawet artysta”– Tak pisano o nim w Przeglądzie Sportowym w 1935 r. Przed wojną był jednym z czołowym lwowskich piłkarzy. Uwielbiał sztuczki techniczne, czym doprowadzał do wściekłości obrońców rywali, którzy w efekcie często brutalnie go faulowali. Był wychowankiem Lechii Lwów, do której dołączył jako 14-latek. Dwa lata później przeniósł się do słynnej Pogoni. Na ligowych boiskach pierwszy raz pokazał się w wieku 19 lat. Debiutował w przegranym 0:1 meczu z Warszawianką, ale już w kolejnym spotkaniu z łódzkim Klubem Turystów otworzył wynik spotkania i strzelił swojego pierwszego gola w lidze. W sumie do wybuchu wojny uzbierał ich 100. Wśród kresowych snajperów nie ma sobie pod tym względem równych. Imponujący świetnym dryblingiem i dysponującym ostrym uderzeniem z dystansu zawodnik pojechał z kadrą na igrzyska do Berlina, ale wystąpił tylko w spotkaniu z Norwegią. Swój pierwszy mecz rozegrał 10 lipca 1932 r. ze Szwecją (2:0). Ostatni występ w narodowych barwach zaliczył w 1939 r. w spotkaniu z Francją (0:4). Kiedy we wrześniu 1939 r. Lwów zajęli Sowieci, Matyas został zawodnikiem klubu Nieftianik Borysław. Później razem z Aleksandrem Skoceniem, Tadeuszem Jedynakiem, Mieczysławem Górskim i Ołehem Łajewskim został zabrany do Dynama Kijów. Po wojnie osiedlił się w Bytomiu, gdzie lwowiacy założyli klub Polonia. W swoim nowym klubie grał do 1948 r. To był jego ostatni sezon w zespole. Rozpoczął pełną sukcesów pracę szkoleniową. Zaczynał oczywiście w Polonii, początkowo jako asystent trenera. Później samodzielnie prowadził AKS Chorzów i Wisłę Kraków. Z krakowskim klubem w 1951 r. sięgnął po mistrzostwo kraju i doszedł do finału pucharu Polski. W 1965 r. razem z bytomską Polonią świętował sukcesy w Pucharze Ameryki i Interlidze, a rok wcześniej doprowadził ją do finału Pucharu Polski. To on zastąpił legendarnego trenera Gézę Kalocsaya w Górniku i wiosną 1970 r. prowadził drużynę w pamiętnych bojach w Pucharze Zdobywców Pucharów. Po przegranym finale z Manchesterem City jednak szybko mu podziękowano. Pracował też m.in. w Warcie Poznań, Stali Mielec i w Cracovii a od 7 listopada 1966 r. do końca 1967 r. prowadził reprezentację jako trener selekcjoner w dziewięciu meczach. Nie był to jego debiut z kadrą, bo opiekował się nią już podczas igrzysk w Helsinkach. Był także trenerem reprezentacji B i drużyn młodzieżowych. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 7 goli.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Nie tylko dla widzewiaków:

Dokładnie 46 lat temu łódzki Widzew zremisował bezbramkowo z Manchesterem City w swoim debiucie w europejskich pucharach i sensacyjnie wyeliminował anglików z Pucharu UEFA. Rewanżowy mecz grano na stadionie ŁKS. Na trybunach zasiadło 35 000 widzów. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne uruchomiło specjalne linie tramwajowe i autobusowe na dworzec Łódź Kaliska. Mecz rozpoczął się w środę o 15.00. Transmisję przeprowadzał drugi program telewizji. W czwartek rano była retransmisja dla tych, którzy dzień wcześniej pracowali na popołudniową zmianę. Anglicy byli pewni siebie. Przyjeżdżali do Łodzi jako lider angielskiej ekstraklasy a pogrążony w kryzysie Widzew przegrał właśnie derby z ŁKS 1:2. Trener Waligóra zlecił widzewiakom krycie indywidualne. Niemal od pierwszego gwizdka sędziego na murawie chodziły pary: Grębosz z Royle’em, Tłokiński z Hartfordem, Paweł Zawadzki z Barnesem, a Chodakowski z Kiddem. Anglicy atakowali, bo bardziej zależało im na awansie. Tak jak w pierwszym meczu, byli schematyczni do bólu – postawili na ciągłe wrzutki w pole karne. W pierwszej połowie oba zespoły wypracowały po jednej klarownej okazji. W 26. minucie po rzucie rożnym Boniek strzelił, ale Corrigan chwycił piłkę. Pod koniec pierwszej połowy bodaj jedyny raz w meczu pomylił się Janas, nie sięgając piłki głową. Dopadł do niej Royle, lecz nie zdołał pokonać Burzyńskiego. W drugiej połowie oba zespoły kontynuowały piłkarskie szachy. Widzew dowiózł bezpieczne 0:0 do końca i jako pierwszy polski zespół wyeliminował Anglików z europejskich pucharów! W autokarze wiozącym piłkarzy z Manchesteru na Okęcie kilku zawodników roniło łzy. W Widzewie zabrakło Andrzeja Możejki. Lewy obrońca przed meczem złapał infekcję, miał gorączkę i czyraki. Po 15 minutach jednego z treningów oznajmił trenerowi, że nie może ćwiczyć.

– Spierdalaj z boiska – rzucił Waligóra.

– Spierdalaj możesz powiedzieć synusiowi – odparł Możejko.

Ta wymiana uprzejmości to nie koniec. Potem poszło jeszcze o to, że trener zwraca się do Możejki per „ty”. Po jakimś czasie Możejko wrócił do podstawowego składu, a Waligóra czytając skład na przedmeczowych odprawach zaznaczał: „Na lewej pan Możejko”. Legendą obrosła heroiczna postawa innego defensora, Zdzisława Kostrzewińskiego, który po meczach z Anglikami ma pamiątkę do końca życia.

,,Biegnę z piłką, a od tyłu jeden z Anglików atakuje mnie korkami. Trach. Patrzę – dziura w nodze, widzę kość piszczelową. Sędzia łapie się za głowę, woła lekarza i przerażony wrzeszczy: zmiana, zmiana! Nade mną dwóch śmiejących się Angoli. Przyleciał nasz masażysta, łapię jego torbę i sam bandażuję sobie nogę. Gram dalej, bo trzeba oddać. No i oddaję oczywiście” – wspominał po latach pan Zdzisław.



Widzew Łódź – Manchester City 0:0

Widzew: Stanisław Burzyński – Zdzisław Kostrzewiński, Paweł Janas, Andrzej Grębosz, Paweł Zawadzki – Zbigniew Boniek, Wiesław Chodakowski, Zdzisław Rozbroski, Mirosław Tłokiński – Ryszard Kowenicki (61. Jerzy Krawczyk), Tadeusz Gapiński.

Manchester: Joe Corrigan – Dave Watson, Paul Power, Tommy Booth, Gary Owen – Asa Hartford, Mike Doyle (31. Kenny Clements), Dennis Tueart – Joe Royle, Brian Kidd, Peter Barnes.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@kamyk_23
@AssisMoreira
@Arkon

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?