9

Kalendarium Barçy:

28 września 2007 r. FC Barcelona chciała uznania Ligi Śródziemnomorskiej z 1937 r. jako oficjalnych rozgrywek. Podczas hiszpańskiej wojny domowej na terenach zajmowanych przez republikanów zorganizowano lige z udziałem drużyn z Katalonii i z okolic Valencii. Mimo że Madryt również znajdował się pod wpływem republikanów, drużyny z tego miasta nie wystartowały z powodu wewnętrznych podziałów i bliskości miasta względem frontu. Blaugrana zajęła pierwsze miejsce, lecz rozgrywki nie zostały uznane jako oficjalne. Zwolennicy takiego rozwiązania wskazują że nie były to okrojone rozgrywki ale turniej towarzyski. Władze Barcelony podkreślały że wygrany przez FC Seville w 1939 r. Puchar Hiszpanii uznano za oficjalny, choć do rywalizacji nie przystąpiły ekipy z Madrytu, Katalonii i Valencji.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

27 września 1961 r. urodził się Waldemar Matysik, pomocnik. ,,Gdy pierwszy raz po meczu stanąłem przed kamerą, tak zacząłem nawijać Śląską gwarą że realizator krzyczał do słuchawki: ,,Zdejmijcie go z anteny, przecież nikt go nie rozumie!” Ale nie zdjęli, na szczęście dziennikarz przekładał moje słowa na polski.”- śmieje się pan Waldemar. Matysik to cichy bohater hiszpańskiego mundialu. Zawsze w cieniu, zawsze harujący za dwóch a jak trzeba to i za trzech. Wzorzec defensywnego pomocnika, takiego, co to żadnej pracy się nie boi. Nigdy nie odstawiał nogi, rzucał się do każdej piłki. Nie było dla niego straconych szans, dopóki sędzia nie użył gwizdka. Nigdy nie było odpuszczania, nie dla niego gra pozorów. W walke angażował się bez reszty i właśnie na mistrzostwach świata w 1982 przypłacił to zdrowiem. Nie dokończył meczu z Francją(3:2) o trzecie miejsce. Jego organizm był skrajnie wycieńczony. Po powrocie do Polski trafił do szpitala i zmarnował praktycznie cały następny sezon ale wrócił. Znowu mocny i gotowy do wielkich poświęceń. Rządził z Górnikiem Zabrze w Ekstraklasie, pojechał na drugi mundial, był cenionym piłkarzem w lidze francuskiej i niemieckiej. Te historie Matysika kibice reprezentacji dobrze znają- człowiek od czarnej roboty i wszystko jasne. Mundial go zdefiniował i zaszufladkował. Piłkarska kariera Matysika ma jednak więcej barw niż może się wydawać. Otóż był taki sezon, kiedy rozgrywki ligowe zaczął jak pierwszorzędny snajper! 15 sierpnia 1981 r. w drugiej kolejce zabrzanie grali u siebie z Widzewem Łódź, który wcześniej zdążył już pokazać ów niesamowity charakter w Europie. Jeśli rywal w każdej formacji ma takich asów jak, jak Młynarczyk, Boniek, Zmuda i Smolarek, naprawdę można się przestraszyć. Matysik w Górniku grał już 2 lata ale jeszcze gola nie zdobył. Zupełnie się tym nie przejmował. Waldek był od czego innego, skupiał się na niewdzięcznej, destrukcyjnej robocie. Ten mecz był jednak inny! Nie dość że Matysik uwijał się w destrukcji jak w gospodarstwie rodziców przy żniwach, to jeszcze pchał akcje Górnika do przodu. Gospodarze prowadzili 2:0 a on dorzucił trzeciego gola i tak dobrze mu szło że pozwolono mu też wykonywać rzut karny. Ostatecznie 4:0 dla Górnika, dwa gole 20-letniego Matysika, który swoją grą przyćmił wszystkie gwiazdy na boisku. Co z tego że Boniek mozolnie zawiązywał akcje w środku pola, skoro Matysik kasował wszystko jak leci. ,,Po meczu Boniek był wściekły. Myślałem że rzuci się na mnie z pięściami ale gdy ochłonął, pogratulował mi gry. Chyba ją docenił”- wspomina Matysik. Natomiast w kadrze narodowej sprawdzany był już rok wcześniej. Usiadł na ławce w wyjazdowym meczu z Hiszpanią, niespodziewanie wygranym przez Polaków 2:1, potem zaliczył debiut z Algierią(5:1) na stadionie krakowskiego Hutnika. Na pierwszy mecz w el. MŚ 1982 z Maltą miał jednak nie lecieć. Wszystko zmieniło się po słynnej aferze na Okęciu, zakończonej dyskwalifikacjami Młynarczyka, Bońka, Żmudy i Terleckiego. ,,Zostałem dowołany do kadry razem z Krzyśkiem Budką, dołączyliśmy do ekipy już we Włoszech bo tam było krótkie zgrupowanie – tłumaczy, zaznaczając że miał ogromne szczęście. Raz że znowu był kadrowiczem, a dwa że z marszu załapał się na audiencje u Jana Pawła II. – Pochodze z bardzo religijnej rodziny, cała moja wieś była taka. Gdy drogą szedł ksiądz z sakramentami, obowiązkowo trzeba było przyklęknąć a tu nagle spotkałem się z Ojcem Świętym! Nogi się pode mną ugięły, byłem oszołomiony, nie mogłem zrozumieć, czym ja, prosty chłopak, zasłużyłem sobie na taki zaszczyt”- mówi i ślady tamtej ekscytacji w jego głosie słychać nawet dzisiaj. W kadrze początkowo był cichutki jak myszka. Na Malcie w niedokończonym meczu nie zagrał ale się przydał. ,,Miejscowi kibice niezadowoleni że prowadzimy 2:0, rzucali w nas czym popadnie, wreszcie zaczęły lecieć kamienie. Musieliśmy uciekać do szatni. Własnym ciałem osłaniałem naszego asa Włodka Smolarka żeby nic złego mu się nie stało”- wyjaśnia po latach pan Waldemar. I tak Matysik budował swoja pozycje w drużynie narodowej, choć nie pchał się do pierwszego rzędu. W narodowych barwach nie strzelił żadnego gola ale zaliczył jedną, niezwykle ważną asyste przy golu na 1:0 w meczu z NRD w Lipsku, w eliminacjach mundialu España ’82. ,,Gdy po wielu latach byłem w Polsce na spotkaniu medalistów mistrzostw świata, Zbyszek Boniek strasznie się dziwił że taki wyszczekany jestem, bo dawniej to rzadko kiedy usta otwierałem. Uznał że dzięki żonie się tak rozgadałem”- śmieje się Matysik. Pan Waldemar jako dwunastolatek zgłosił się do Orła Stanica, potem było Carbo Gliwice a stamtąd trafił do Górnika. Tylko że wcześniej związał się z Piastem. ,,Przyjechali do moich rodziców. Coś im tam nagadali, naobiecywali, zresztą mi też, więc podpisałem kontrakt. Myśle sobie: ,,Drugoligowa drużyna, więc nie jest źle na dobry początek”. Gdy usłyszał o tym mój trener Fryderyk Cholewa z Carbo, aż się za głowe złapał - ,,Coś ty chłopie zrobił!? Przecież Górnik cie chce!”. Musiałem to jakoś odkręcić, choć już pojechałem na obóz z nową drużyną. Docierało do mnie że starsi piłkarze Piasta dobrze się czują w drugiej lidze i nie zależy im na walce o awans. Cały czas myślałem o tym Górniku i na szczęście Górnik też myślał o mnie. Zaczął działać”- opowiada piłkarz. Sprawa oparła się o prezydenta Gliwic, który wezwał Matysika przed swoje oblicze. ,,Nigdy tego nie zapomnę. Duża sala, czerwony dywan i gdzieś tam na końcu siedzi dysponent mojego losu. Czułem się jak na sadzie ostatecznym. Mówiący z oddali prezydent miał do mnie tylko jedno pytanie: ,,Chłopcze, powiedz mi, w którym klubie ty chcesz grać?. ,,W Górniku Zabrze”- wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło. Całe szczęście że miałem tyle odwagi, bo to zakończyło temat. Mogłem przeprowadzać się na Roosvelta”- wspomina Matysik. W Zabrzu minęło trochę czasu zanim zaczął regularnie grać. Górnik trenera Władysława Żmudy przechodził wtedy niespodziewanie drugoligową kwarantanne ale miał wtedy uznanych piłkarzy. Był rok 1979 a Matysik wchodził do szatni z duszą na ramieniu. On 18-letni chłopaczek nie wiadomo skąd a tam takie asy w składzie. ,,Choć, siadaj tu przy mnie. Widzisz, duży jestem, nie dam ci zrobić krzywdy”- dowcipnie zaproponował Jerzy Gorgoń. Pod koniec wiosny 1980 roku zaczął występować w podstawowym składzie. Bardzo dobrze zagrał w derbowym meczu z Ruchem Chorzów(1:1). To właśnie po tym meczu udzielił na żywo pierwszego wywiadu telewizyjnego, w którym tak był oszołomiony że ,,godoł” po śląsku. ,,Nie wiele można było z tego zrobić ale na szczęście uratował mnie zadający pytanie redaktor Andrzej Zydorowicz. Tłumaczył moje odpowiedzi, za co będę mu dozgonnie wdzięczny”- deklaruje Matysik. Meczów, które wbrew naturze Matysika zamieniały się w spekyakle niepozornego aktora, było niewiele ale jednak ciągle się zdarzały. W tej roli błysnął w lidze francuskiej. Strzelił w niej tylko jednego gola ale za to nad Sekwaną było o nim całkiem głośno. Jego Auxerre grało na wyjeździe z Bordeaux, które wtedy biło się o mistrza Francji. W drużynie gospodarzy wielkie gwiazdy: Battiston, Lizarazu, Jesper Olsen, Klaus Allofs ale najjaśniej świeciła gwiazda Matysika, który strzałem z dystansu zdobył jedynego gola w tym meczu. ,,Wiedziałem że chce mnie kupić Hamburger SV. Z trybun miał mnie oglądać trener Gerd-Volker Schock. Nasz szkoleniowiec Guy Roux nie godził się na transfer. Wkurzało go że w ogóle biore te opcje pod uwagę. Dlatego, skoro miałem być obserwowany, chciał mi zaszkodzić, ustawiając mnie na lewej pomocy. Nigdy wcześniej tam nie grałem, mogło być kiepsko. Zdarzył się jednak cud, bo nie dość że czyściłem defensywnie co się da, to jeszcze walnąłem zwycięskiego gola! Poczciwy Guy Roux chciał być złośliwy a wyszło wręcz przeciwnie bo trener Schock był zachwycony. ,,Myślałem że ten Matysik da nam jakość w destrukcji a on jeszcze jest taki mocny w ofensywie. Bierzemy go!”- deklarował Niemiec na gorąco. A ja przecież zagrałem jeden jedyny tak ofensywny mecz w Auxerre, właśnie wtedy”- zaznacza Polak. Po starciu z Żyrondystami razem z nim cieszył się też Enzo Scifo, złote dziecko belgijskiej piłki. Wcześniej był graczem Bordeaux i była to jego pierwsza wizyta w mieście po zmianie klubu. Bardzo zależało mu na wygranej, więc Matysik wyświadczył mu bezcenną przysługę. ,,Enzo często zabierał mnie swoja wypasioną bryką na trening. Prosił tylko żeby ściągać piłkarskie buty przed wejściem żeby niczego nie pobrudzić. Wielki piłkarz i wielki elegancik, trudno było mu się rozstawać z lusterkiem i grzebieniem”- wspomina bohater tego tekstu a w Auxerre zetknął się też m.in. z Erikiem Cantoną, który także zwykle chadzał własnymi ścieżkami. Matysik po takiej prezentacji przed nowym pracodawcą, oczywiście przeniósł się do Hamburga i tam również zdarzył mu się szalony występ. Jego zespół wygrał na wyjeździe z Eintrachtem 6:0! Na stadionie we Frankfurcie błyszczał Jan Furtok, autor hattricka, no i właśnie Matysik, który również pokonał Uli Steina. ,,Super nam się grało. Trener Eintrachtu Jörg Berger po tym meczu został zwolniony. Takie życie, co zrobić… Sami widzicie jaka droge przeszedłem a zaczynałem od pastwisk, na których uganiałem się za piłką, i czerwonego dywanu, na którym z trudem opanowałem drżenie łydek, stojąc przed prezydentem Gliwic”- kończy swój wywód pan Waldemar.

5

Legendy polskiego futbolu(w odpowiedzi na mój komentarz):

@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

9

Ciekawostka sprzed lat:

27 września 2005 r. Ronaldo de Asis Moreira po raz pierwszy zalicza hattrick w meczu Ligi Mistrzów. Ma to miejsce na Camp Nou w wygranym 4:1 meczu z Udinese Calcio. Popularny ,,Gaucho” gole strzelał w 13, 32 i 90 minucie spotkania.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

8

Nieco zapomniane legendy Blaugrany:

27 września 1956 r. w Glasgow urodził się Steven Archibald, szkocki były napastnik, pomocnik i menedżer, który znajduje się w szkockiej Galerii Sław Futbolu. Po raz pierwszy zyskał rozgłos grając w pomocy dla Clyde FC ze szkockiej pierwszej ligi, kiedy jednak podpisał kontrakt z Aberdeen został napastnikiem, nawiązując owocną współpracę z Joe Harperem. Po zdobyciu tytułu szkockiej Premier Division w 1980 r. przeniósł się do londyńskiego Tottenham Hotspur, gdzie zdobył tytuł najlepszego strzelca First Division i wygrał Puchar Anglii w swoim pierwszym sezonie. Wygrał również drugi Puchar Anglii w 1982, a następnie Puchar UEFA w 1984, gdzie strzelił rzut karny w finale, gdy Spurs pokonało Anderlecht w rzutach karnych. Strzelił także gola dla ,,Spurs” w przegranym meczu z Liverpoolem w 1982 roku w finale Football League Cup. Archibald strzelił 77 goli w 189 występach dla ,,Spurs” w latach 1980-1984, tworząc udane trio z Garthem Crooksem i Markiem Falco. W 1984 dołączył do FC Barcelony, gdzie w swoim pierwszym sezonie pomógł zdobyć tytuł La Liga po raz pierwszy od 11 lat. Następnie pomógł Blaugranie dotrzeć do finału Pucharu Europy w 1986 roku, ale jego drużyna przegrała rzutami karnymi ze Steauą Bukareszt. Steven był popularną postacią na Camp Nou, dopóki ograniczenia dotyczące wystawiania zagranicznych graczy nie doprowadziły do wykluczenia go z drużyny na rzecz Gary'ego Linekera i Marka Hughesa. W efekcie został wypożyczony do Blackburn Rovers na jakiś czas, zanim wrócił na dobre do Wielkiej Brytanii w 1988 roku, aby podpisać kontrakt z Hibernian. Łącznie dla FC Barcelony rozegrał 97 spotkań strzelając 42 gole, co przyczyniło się do zdobycia przez niego mistrzostwa Hiszpanii oraz Pucharu Ligi Hiszpanii.



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

12

Starcia Barçy z polskimi klubami:

27 września 1989 r. FC Barcelona pokonuje na Łazienkowskiej Legie Warszawa 0:1 w ramach 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu sprzed 2 tygodni Legia wywiozła z Barcelony niemal sensacyjny remis 1:1. Warszawiacy powitali piłkarzy na rozgrzewce piosenkami Julio Iglesiasa a dzieci ubrane w tradycyjne polskie stroje wręczyły Cruijffowi w prezencie tort. Wejściu zawodników Blaugrany na boisko towarzyszyły gwizdy, dla gospodarzy przygotowano zaś confetti z pociętych etykiet, miedzy innymi dżemów wiśniowych, co skrzętnie odnotowali dziennikarze hiszpańscy. Szybko zdobyty gol przez Laudrupa ustawił mecz. Najlepszą sytuację dla Legii zmarnował w 70 minucie Łatka, gdy przegrał pojedynek sam na sam z Zubizarretą. ,,Czego oczekiwaliście, że wezmą krzesła i usiądą na środku boiska? To było oczywiste że będą walczyć ale podobała mi się nasza kontrola piłki i kontrola sytuacji na boisku”- podsumował mecz Johan Cruijff.



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

0

@tadzik447 dobra, dobra, kolejny profesor się znalazł

0

@tadzik447 Jak to co zrobiłem? Obejrzałem pierwszą połowe i miałem dość!

1

No właśnie przyszłem z roboty i chciałem powiedzieć że mecz z Mallorca oglądałem tylko pierwszą połowe i to nie tylko ze względu że było dla mnie za późno ale również ze względu na gre całej naszej drużyny i to jeszcze w tych idiotycznych białych koszulkach. Ktoś powinien beknąć za takie barwy koszulek...

10

Zapomniane legendy polskiego futbolu:

26 września 1899 r. w Krakowie urodził się Ludwik Gintel. Początkowo grywał jako obrońca. Kiedy przeciwnik ruszał z piłką w jego kierunku, to nigdy nie atakował pierwszy. Wyczekiwał rywala i synchronizował swoje ruchy z jego sposobem poruszania. Dzięki temu praktycznie zawsze wychodził z tych pojedynków zwycięsko i często przerywał groźne akcje rywali. Karierę zaczynał w krakowskiej Jutrzence, a w 1916 r. dołączył do Cracovii. Pasom był wierny do końca kariery. Dwukrotnie świętował mistrzostwo kraju (1921 i 1930). Dla krakowskiego klubu rozegrał grubo ponad 300 meczów. Z czasem zaczął grywać coraz bardziej ofensywnie i chętnie zapuszczał się na połowę rywala. Jego forma zawsze była bardzo stabilna, a Stanisław Mielech wspominał, że ulubionym treningiem, dzięki któremu utrzymywał się w odpowiedniej dyspozycji, była skakanka. Podobno nie miał sobie równych w tym ćwiczeniu. Znakomicie wyszkolony technicznie, co przydawało mu się podczas jego rajdów. Praktycznie całą karierę występował jako obrońca, ale w 1928 r. został przesunięty do ataku. To był strzał w dziesiątkę. Gintel wystąpił wówczas w 22 meczach, w których 28 razy pokonywał bramkarzy rywali, co zapewniło mu tytuł króla strzelców. Nikt w jednym sezonie nie strzelił dla Cracovii więcej goli niż on. Z reprezentacją związany od początku. Wystąpił w pierwszym historycznym meczu z Węgrami i obok Leona Sperlinga i Mariana Einbachera był w tym meczu jednym z trzech polskich piłkarzy pochodzenia żydowskiego. W pierwszym spotkaniu rozgrywanym w Polsce, które Polacy przegrali 0:3, strzelił pierwszą w historii polskiej reprezentacji bramkę samobójczą. Na igrzyskach w Paryżu był rezerwowym. Ostatni raz wystąpił w przegranym 2:6 starciu ze Szwecją 1 listopada 1925 r. na stadionie Cracovii. Po wybuchu wojny przez Rumunię dostał się do Palestyny. Tam w Tel Awiw-Jafie w wieku niespełna 74 lat, kiedy dowiedział się o śmiertelnej chorobie, zdecydował się wyskoczyć z trzeciego piętra i popełnić samobójstwo. W Reprezentacja rozegrał 12 meczów.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

6

Campeonato Sudamericano de Selcciones:

26 września 1920 r. w Viña del Mar reprezentacja gospodarzy- Chile, przegrywa w ostatnim meczu turnieju(de facto finale) z Urugwajem 1:2 w 4 edycji Copa America. Tym samym ,,Urusi” sięgają po raz trzeci w historii po puchar Ameryki Południowej. Gole dla Urugwaju zdobyli: legendarny Angel Romano oraz Jose Perez. Honorowego gola dla gospodarzy strzelił Dominguez. Confederacion Sudamericana de Futbol postanowiła w 1920 przenieść turniej nad Pacyfik do Chile. Ze względu na stan ówczesnej komunikacji i związane z tym problemy techniczne, było to przedsięwzięcie bardzo śmiałe. Nie brakowało opinii sceptycznych że ten turniej nie dojdzie do skutku. Jednak we wrześniu trzy reprezentacje(Argentyna, Brazylia i Urugwaj) po długich podróżach dotarły szczęśliwie do portowego miasta, znanego kurortu Viña del Mar. Urugwajczycy grali rozważnie i pewnie, górując w przebiegu turnieju nad wszystkimi zwłaszcza potęgą swojego ataku. Najlepszym tego dowodem było trofeum ,,goleadora”, który przypadło wespół Angelo Romano i Jose Perezowi(obaj po 3 gole). Co ciekawe, w tamtej edycji Copa America Urugwaj rozgromił Brazylię aż 6:0. Taką samą różnicą bramek Brazylia przegrała dopiero 94 lata później na MŚ 2014 (7:1 przegrała z Niemcami). Inną ciekawostką tego meczu jest to że Urugwaj strzelił 3 gole Brazylii w 6 minut (między 23 a 29 minutą).



@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

7

Rekordy FC Barcelony:

26 września 1995 r. FC Barcelona pokonała Hapoel Beer Sheva 5:0 w pierwszej rundzie PUEFA. W pierwszym meczu w Izraelu Blaugrana odniosła najwyższe zwycięstwo na wyjeździe w rozgrywkach europejskich a mianowicie 0:7(!), między innymi dzięki hattrickowi Rogera. W meczu rewanżowym w mocno rezerwowym składzie Barça dołożyła kolejne 5 goli. Zawodnikiem meczu wybrano Ivana de La Peñe, o którym trener rywali Hadad powiedział że ,,będzie jednym z najlepszych piłkarzy na świecie”. Mimo świetnego wyniku trybuny wygwizdały Hagiego, który nie mógł się z tym pogodzić: ,,Nie rozumiem czemu mnie tak traktują. Kibice powinni zrozumieć że jestem piłkarzem Barçy i chce się dobrze prezentować na murawie”. Wynik dwumeczu był również rekordem w historii klubu(dotychczas najlepszy rezultat osiągnięto w rywalizacji przeciwko FC Aris Bonnevoie z Luksemburga w 1979 r. i wynosił 11:2).


@AssisMoreira
@Arkon
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

5

@FCBparasiempre
Josef Bican urodził się w 1913 roku w Wiedniu. Pochodził z austriacko – czeskiej rodziny. Jego ojciec był uznanym piłkarzem Herthy Wiedeń, ale wszystko zmieniło się po I wojnie światowej. Podczas bitwy został zraniony a następnie odmówiono mu operacji nerek. Wskutek tej decyzji ojciec Josefa Bicana zmarł już w wieku 30 lat. Matka pracowała w restauracji, ale nie mogła liczyć na zbyt dużą pensję. Delikatnie mówiąc – w domu się nie przelewało, a Josef pierwsze piłkarskie kroki musiał stawiać… bez butów. Eksperci twierdzili później, że dzięki temu młody „Pepi” tak wspaniale rozwinął swoje umiejętności techniczne. Josef poszedł w ślady ojca i zapisał się do szkółki Herthy Wiedeń. W tej drużynie spędził pierwsze lata swojej juniorskiej kariery. Już jako nastolatek wyróżniał się niezwykłym instynktem strzeleckim. Ciekawostką jest fakt, że w trakcie jednego z treningów, matka Josefa po faulu na synu zaatakowała sprawcę parasolem. Charakter, na który narzekano, Josef wyniósł więc z domu i nic dziwnego, że dość często zmieniał barwy klubowe. W zespołach Schustek i Farbenlutz młody snajper strzelił ponad 70 goli. A mówimy już oczywiście o rozgrywkach seniorskich. Niedługo potem jego osobą zainteresował się austriacki potentat – Rapid Wiedeń. Bican zapracował sobie na bardzo przyzwoitą jak na ówczesne czasy piłkarską pensję w wysokości 150 szylingów. Mało tego, kiedy pogroził palcem, że po raz kolejny zmieni klub, jego stawka wzrosła trzykrotnie. Jak widać, mechanizmy rządzące dzisiejszym futbolem były aktualne także blisko 100 lat temu. „Pepi” był motorem napędowym Rapidu i w znacznym stopniu przyczynił się do sukcesów tej drużyny. Na swoim koncie miał więcej strzelonych goli niż rozegranych meczów. Bramki zdobywał po uderzeniach zarówno lewą, jak i prawą nogą. Dysponował też doskonałym przyspieszeniem i śmiało mógł walczyć z najlepszymi sprinterami tamtych czasów. Podobno jego wynik na „setkę” wynosił wtedy 10,8 sekundy. W wieku 20 lat Bican pojechał na pierwszy wielki turniej piłkarski. To były Mistrzostwa Świata w 1934 roku. Najważniejszym wówczas człowiekiem w austriackim futbolu był syn żydowskiego bankiera mieszkający w Wiedniu-Hugo Meisl, jednocześnie Sekretarz Generalny Austriackiego Związku Piłkarskiego i trener pierwszej drużyny. To właśnie Meisl był pomysłodawcą zorganizowania pierwszych rozgrywek klubowych na skalę europejską – Pucharu Mitropa oraz rozgrywek międzypaństwowych — Pucharu Dr. Gerö (oba ruszyły w 1927). Brały w nich udział najsilniejsze wówczas kraje kontynentu europejskiego: Austria, Czechosłowacja, Węgry i Włochy. Pierwsze trzy z nich tworzyły tzw. szkołę naddunajską, której nauczycielem był brytyjski trener Jimmy Hogan. Jego styl, zwany szkockim, oparty był na grze krótkimi podaniami „po ziemi” i wymagał od zawodników wybitnego wyszkolenia technicznego.

Hogan był bliskim przyjacielem Hugo Meisla i wywarł ogromny wpływ na jego prowadzenie drużyny narodowej. Genialni podówczas piłkarze Anton Schall, Pepi Bican, a zwłaszcza Matthias Sindelar (zwany „Mozartem futbolu”) szybko znaleźli wspólny język i podbili piłkarski świat. Wygrana 2-1 z Czechosłowacją 12 kwietnia 1931 zapoczątkowała niezwykłą serię 14 meczów bez porażki. Jeszcze głośniej o drużynie austriackiej zrobiło się miesiąc później, gdy wygrała ze Szkocją w Wiedniu aż 5-0. To był jednak dopiero początek. Jeszcze tego samego roku Austria pokonała faworyzowane Niemcy 6-0 w Berlinie oraz 5-0 w Wiedniu, 8-1 Szwajcarię w Bazylei, a w 1932 Węgry 8-2, Szwecję 4-3, Belgię 6-1 i Włochy 2-1. Zespół Meisla natychmiast obwołano „wunderteamem” czyli „drużyną marzeń”, a pochwałom jego podopiecznych nie było końca. Tym samym na drugim mundialu w historii futbolu to właśnie reprezentacja Austrii, pod nieobecność Anglików, była wielkim faworytem mistrzostw. We Włoszech Bican pierwszy raz spotkał się z komunistami, przed którymi dzielnie uciekał przez całą karierę i którzy mimo wszystko ciągle mu towarzyszyli. Włoska impreza została wykorzystana jako pokaz potęgi i dyktatury Benito Mussoliniego. Jedyny raz w historii zdarzyło się, by w turnieju zabrakło drużyny broniącej trofeum sprzed czterech lat. Europejskie reprezentacje zbojkotowały poprzednią imprezę w Urugwaju. Teraz to Urugwaj obraził się na Europę. Marzeniem rządzących we Włoszech i Niemczech partii faszystowskich był finał pomiędzy reprezentacjami tych krajów, co miało mieć wspaniały wymiar propagandowy. Benito Mussolini robił wszystko, aby Włosi nie tylko świetnie zaprezentowali się jako gospodarze mistrzostw, ale przede wszystkim, by po prostu to mistrzostwo świata zdobyli. Służyć temu miało między innymi naturalizowanie kilku świetnych Argentyńczyków (gwiazdora poprzednich mistrzostw Luisa Montiego oraz Raimundo Orsiego, Attilio Demarię i Enrico Guaitę) czy przekupywanie sędziów (do dziś nie wyjaśniono dziwnych decyzji sprzyjających Włochom w półfinale i finale turnieju). Sam Mussolini w swojej „Doktrynie faszyzmu” podkreślał, że wszystko, co wielkie rodzi się w walce. Ze wszystkich życiowych atrybutów cenił najbardziej siłę i dominację, którą Włosi mieli pokazać na mundialu. Symbole faszystowskiej doktryny politycznej rzucały się w oczy niemal na każdym kroku. Na plakatach reprezentujących mistrzostwa widoczny był starożytny znak sędziowski – fasces lictorii – godło faszyzmu. Stadiony nazywano na cześć przywódców lub partii faszystowskich, a włoski polityk świetnie wykorzystywał mundial do własnych celów. Ówczesny selekcjoner „Squadra Azurra” Vittorio Pozzo współpracował z Mussolinim, bo faszyzm podgrzewał poczucie narodowe. Mój ojciec był bardziej patriotą, niż nacjonalistą, a to różnica. Nacjonalista postrzega wszystkich jako wrogów, a patriota wspiera swój własny kraj i akceptuje to, że inni mają te same prawa – mówił wówczas syn trenera reprezentacji Włoch. W przeniknięty korupcją i przekrętami świat bardziej polityki niż piłki nożnej wkroczyć mieli „nieskazitelni” Austriacy. Co ciekawe, już trzy i pół miesiąca przed mistrzostwami odbył się mecz towarzyski dwóch największych faworytów do tytułu. Bican i spółka postanowili wówczas popłynąć pod prąd i zmierzyć się z przyszłymi gospodarzami turnieju. Mimo braku w składzie kluczowego Mathiasa Sindelaara zagrali fantastyczne spotkanie, zwyciężając 4-2. Zażenowani Włosi zdecydowali się na teksańską masakrę piłą łańcuchową, powszechnie znaną jako „skalpel Pozzo”.

Wściekły Benito Mussolini nakazał szkoleniowcowi rewolucję. Ten wiedząc, że nie ma innego wyjścia, a raczej, że takie mu się nie opłaca, natychmiast odsunął od reprezentacji kilku zawodników. Szczególnym szokiem dla kibiców była rezygnacja trenera ze wszystkich najlepszych defensorów Juventusu (poza Giamberio Combim) czy z niezwykle popularnego w tamtych czasach Renato Cesariniego. Skład Włochów prezentował się wyjątkowo przeciętnie. Gdzie jednak gospodarz nie może, tam sędzia pomoże. W turyńskim debiucie austriacki „wunderteam” dopiero po dogrywce uporał się z Francuzami 3-2. Decydującego gola w dramatycznych okolicznościach (109 minuta) strzelił Bican i uratował honor swojego kraju. Po spotkaniu pojawiło się ogromne zainteresowanie wiedeńskim napastnikiem, a kolejny mecz w jego wykonaniu mieli oglądać przedstawiciele największych klubów świata. Później po niezwykłym boju „Pepi” i spółka rozprawili się z Węgrami, by w półfinale zmierzyć się z gospodarzami turnieju, wprowadzonymi do najlepszej czwórki przez sędziów – Włochami. Mecz przebiegał w niezwykle burzliwej atmosferze, nikt nie ukrywał, że to Squadra Azzurra musi zagrać w finale. I to choćby najwyższym kosztem. Sędziowie, którzy nie ukrywali kolacji z Benito Mussolinim, pomagali gospodarzom jak tylko mogli, gwizdali 'faule duchy’ Austriaków, a przy brutalnej grze Włochów puszczali grę. Kombinacji była cała masa, spotkanie było wyreżyserowane od początku do końca. Włoski przywódca spoglądający na całą sytuację z trybun tylko klaskał, udając przejęcie, tak naprawdę ciesząc się w głębi, że jego plan działa, a jego kraj wygrywa. Bo jak mogłoby być inaczej. Prawdziwą farsą całego pokazu korupcji mistrzostw była sytuacja z golem dla gospodarzy. Otóż po jednym ze strzałów bramkarz Austrii przyklęknął, trzymając piłkę w rękach. Natychmiast zaatakował go Meazza, doprowadzając do wypuszczenia piłki przez goalkepeera, dzięki czemu Guaita dobił piłkę już niemal z linii bramkowej i strzelił jedynego gola spotkania. Faul był ewidentny. Decyzja kuriozalna. Arbiter spotkania dzięki bezbłędnemu wypełnieniu swojej roli, poprowadził finał mundialu, który oczywiście wygrały Włochy. Austriacy, w tym Bican, narzekali wówczas na mokre boisko, które uniemożliwiało im ich ulubioną grę po ziemi, a zwłaszcza na ostrą grę przeciwników, w której technicznie grający piłkarze nie mieli szans się przeciwstawić… Meisl nazwał to spotkanie „uliczną burdą, a nie piłkarskim meczem” i na zawsze zerwał przyjaźń z trenerem Włochów Vittorio Pozzo… Dziennikarze, już po zwycięstwie gospodarzy w finale wymownie pytali: „I to jest drużyna rzekomo zwana mistrzem świata?”. Słowa powtarzali parę miesięcy później, gdy mistrz już po 12 minutach przegrywał z Anglią 0-3… Na turnieju Josef zagrał w czterech meczach i strzelił jednego gola. Reprezentacja Austrii odniosła wtedy spory sukces, bo dotarła aż do półfinału, ale kibice byli załamani. Od pamiętnego meczu z Czechosłowacją była to dopiero trzecia porażka „wunderteamu” (31 meczów – 101 strzelonych goli!). Fani liczyli na mistrzostwo świata, a po porażce w meczu o III miejsce z III Rzeszą wracali do kraju bez medalu. To był dla nich wstyd. „Pepi” zagrał udany turniej, zebrał bardzo pochlebne recenzje i o młodym napastniku robiło się coraz głośniej… Rok po udanym mundialu Bican wywołał wielkie kontrowersje swoją decyzją. Postanowił odejść z Rapidu do drużyny wielkiego rywala – Admiry. Nie ukrywał, że potrzebuje nowych wyzwań. W poprzednim klubie osiągnął już niemal wszystko. W nowym zespole nie było już jednak tak łatwo o sukcesy. Zdobycie jednego Pucharu Austrii z Admirą wygląda niezwykle blado w porównaniu do osiągnięć zaksięgowanych przez niego w okresie gry w Rapidzie…

Wtedy, w 1936 roku Austria, bez udziału Bicana, wzięła udział w kolejnej wielkiej imprezie, którą znów zdominowała polityka. Igrzyska Olimpijskie miały odbyć się w Berlinie, a głównym celem Hitlera było jak najlepsze wyszkolenie niemieckich sportowców tak, aby mógł z łatwością potwierdzić wyższość rasy aryjskiej. Dużą rolę odegrał tutaj minister propagandy w III Rzeszy Joseph Goebbels. Niemieckich sportowców przedstawiano we wręcz mityczny sposób. Wszyscy oczywiście bardzo dobrze umięśnieni, z niebieskimi oczami i blond włosami. Dużą rolę przyłożono do wychowania fizycznego, w szkołach najpierw podniesiono liczbę godzin w-f z dwóch na trzy tygodniowo, a później z trzech na pięć. Z czasem doszło nawet do tego, że wychowanie fizyczne było ważniejsze niż takie przedmioty jak matematyka czy fizyka, a kiepskie rezultaty sportowe mogły doprowadzić nawet do wyrzucenia ze szkoły. Nie brakowało nawiązań do kultury greckiej, a szczególnie spartańskiej. I znów jak w przypadku Włochów, tak i w Niemczech dominował kult siły. Niestety nie tej sportowej. Bo sport dla Hitlera i Mussoliniego nie miał absolutnie żadnego znaczenia. Włosi pokonali w finale Austrię, nadal prowadzoną przez Meisla. Mecz pomiędzy tymi reprezentacjami po raz kolejny niewiele miał wspólnego ze sportem, a jego sędziowanie znów udowodniło, kto ma wygrywać na faszystowskiej ziemi. Turniej ten miał olbrzymie znaczenie dla późniejszej kariery Bicana (choć w nim nie zagrał), bo rozwinął siłę hitleryzmu, a niemiecki przywódca chciał mieć po swojej stronie coraz głośniejsze nazwiska, także te sportowe. W Admirze Bican zbyt długo nie zabawił. W 1937 roku przeniósł się do ligi czechosłowackiej. Na początku reprezentował tam barwy Slavii Praga. Niemal od razu dał się poznać jako typowy lis pola karnego. Zdobywał gole seriami z niebywałą wręcz regularnością. W ciągu kilku lat potrafił ustrzelić blisko 400 goli w oficjalnych meczach! Dzięki niemu Slavia rok w rok z łatwością kolekcjonowała tytuły mistrzowskie. Josef szybko związał się z czeską ziemią i uzyskał nawet obywatelstwo tego kraju. Z uwagi na niedopatrzenia organizacyjne okazało się jednak, że nie będzie mógł wystąpić na Mistrzostwach Świata w 1938 roku. Pozostały mu jedynie spotkania towarzyskie, w których oczywiście był piekielnie skuteczny. W latach II wojny światowej osiągnął szczyt formy. Wybitni sportowcy świetnie spełniali w tym okresie role propagandowe, dlatego Hitler za wszelką cenę chciał go wykorzystać jako twarz swojej ideologii. Przywódca III Rzeszy miał nakłaniać Bicana do podpisania niemieckiej listy narodowościowej. W domu Josefa mówiło się wprawdzie w języku niemieckim, ale ten mimo to postanowił odmówić.

Po wojnie ubiegały się o niego włoskie kluby. Juventus Turyn miał podobno zaoferować nawet 6 milionów koron za transfer. Bican wahał się długo, ale odrzucił tę ofertę. Obawiał się, że na Półwyspie Apenińskim do głosu dojdą komuniści i jego piłkarska przyszłość stanie pod wielkim znakiem zapytania. Nie spodziewał się jednak, że taka sama sytuacja może mieć miejsce w … Czechosłowacji. Partia komunistyczna bardzo szybko chciała go widzieć w swoich szeregach. Josef i tym razem sprytnie się wymigał. Skupił się tylko i wyłącznie na grze w piłkę nożną. A że potrafił to robić znakomicie, to po wojnie kibice także mogli zachwycać się jego wspaniałymi golami. „Pepi” był w swoim klubie gwiazdą numer jeden. Nie wszystkim jednak taka sytuacja odpowiadała. Tym bardziej, że Bican miał pochodzenie austriackie. Choć Slavia zdominowała rozgrywki ligowe, to w jej drużynie często dochodziło do sprzeczek i awantur. Koledzy z zespołu mieli pretensje, że Josef gra zbyt egoistycznie… Ten z kolei sugerował, że zazdroszczą mu goli, kibiców i sukcesów. Co by nie mówić, statystyki broniły napastnika. Późniejsze losy jego kariery ukształtowała… dalsza ucieczka przed komunistami. Ci cały czas nie dawali mu spokoju i chcieli wcielić go do partii. Bican najpierw odszedł do FK Vitkovice, a później do Hradeca Kralove. W obu tych klubach nie zatracił nic ze swojej skuteczności. Choć pod przymusem musiał opuszczać różne miasta, to na boisku wciąż przypominał maszynkę do zdobywania goli… Karierę sportową zakończył w wieku 42 lat jako najstarszy zawodnik całej ligi. Po zawieszeniu butów na kołku rozpoczął nowe życie jako trener. Pierwszym jego klubem w tej roli była oczywiście Slavia Praga. Później poprowadził jeszcze kilka innych czechosłowackich zespołów, aż wreszcie przeprowadził się do Belgii. Kiedy w 1968 roku Brazylijczyk Pele zmierzał po zdobycie swojej 1000 bramki w karierze, dziennikarze sportowi rozpoczęli poszukiwania najskuteczniejszego piłkarza w historii futbolu. Tak naprawdę nie da się sprawdzić tej informacji, bo w dawnych czasach dużo meczów miało charakter nieoficjalny. Niemniej jednak, wtedy właśnie padło nazwisko Bicana. Pojawiły się nawet plotki że czeski napastnik zdobył we wszystkich spotkaniach w sumie ponad 5000 bramek!

A co na to sam zainteresowany? – Kto by mi uwierzył, gdybym powiedział, że strzeliłem pięć razy więcej goli niż Pele? – zaśmiał się tylko Bican. Według statystyków piłkarskich „Pepi” zdobył 643 bramki w ligowych meczach. W 1997 roku Międzynarodowa Organizacja Historyków Piłki Nożnej uznała go wraz z Pele i Uwe Seelerem najlepszym strzelcem XX wieku. Josef „Pepi” Bican spędził kilka ostatnich miesięcy swojego życia w szpitalu z chorobą serca. Miał nadzieję, że umrze w swoim domu w dzień Bożego Narodzenie. Niestety nie doczekał tego święta i zmarł dwa tygodnie wcześniej. Odszedł w wieku 88 lat jako najwybitniejszy piłkarz w historii czeskiego i austriackiego futbolu.


11

Genialny snajper:

Giuseppe Meazza, Alfredo Di Stefano, Ferenc Puskas, Artur Friedenreich, Fernando Peyroteo, Just Fontaine, Pele, Gerd Mueller, Johan Cruyff, Ronaldo – myślicie, że słyszeliście o wszystkich najskuteczniejszych piłkarzach w historii? Odpowiedź brzmi „nie”, jeżeli nie znacie… a kogo(?)tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

4

Barçagate:

25 września 2009 r. Barceloną wstrząsnęła afera ,,Barçagate”. Jak ujawnił dziennik ,,El Periodico de Catalunya”, czterech z pięciu wiceprezydentów FC Barcelony było śledzonych przez detektywów z agencji Metodo 3. Weryfikacja miała na celu sprawdzenie kandydatów pod kątem ewentualnego przejęcia władzy w przyszłości, gdy Joan Laporta nie będzie mógł startować w wyborach z powodu odbycia dwóch kadencji za sterami klubu. Całą sprawę prowadził Joan Oliver, lecz prezydent nie był o niej poinformowany. Z początku gdy o tej sytuacji dowiedział się jeden z wiceprezydentów, poinformował pozostałych i chcieli domagać się dymisji Olivera. Z uwagi na walkę piłkarzy o potrójną korone postanowili nie ujawniać sprawy. Joan Oliver na konferencji prasowej wyjaśnił że cała operacja miała na celu ,,audyt bezpieczeństwa” i miał ,,chronić sprawdzane osoby”. Piąty wiceprezydent, Alfonso Godall nie był poddany ,,audytowi”, gdyż na początku marca tamtego roku wykluczył możliwość kandydowania w przyszłości na stanowisko prezydenta.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

5

Zapomniane boisko:

Kochani cules, dokładnie 140 lat temu otwarto w Barcelonie Hipodrom Can Tunis. Obiekt ten przeznaczony głównie do uprawiania jeździectwa(znany także jako Casa Antunez) był również wykorzystywany przez przyszłych założycieli FC Barcelony jeszcze przed oficjalnym powstaniem klubu. Teren ów był jednym z pierwszych, na którym zorganizowano mecz piłkarski: miało to miejsce w 1892 r. a zagrały ze sobą dwie drużyny Reial Club de Regates. Otoczona bieżnią centralna część hipodromu stała się pierwszym placem gry, na którym stanęli tamci pasjonaci futbolu, zanim mecze zaczęły być rozgrywane na welodromie La Bonanova. Teren znajdujący się w pobliżu Hipodromu był używany jako pierwsze boisko treningowe. Bez jednolitych strojów i z niewielkim pojęciem na temat przepisów gry pierwsi barcelońscy piłkarze kopali piłke wyłącznie dla zabawy. Obiekt ten miał trybune mogącą pomieścić 2,5 tysiąca widzów i stał się jednym z centrów spędzania wolnego czasu przez zamożnych mieszczan. Hipodrom funkcjonował nieprzerwanie do 1896 roku, gdy zamknął swoje bramy i opustoszał. Później wykorzystywany był jako lotnisko aż w 1917 roku na nowo został otwarty jako obiekt jeździecki. W następstwie dwóch międzynarodowych pokazów w pobliżu obiektu zbudowano osiedla, w których zamieszkali emigranci, przybyli jako siła robocza. W 1934 r. kompleks jeździecki został zamknięty z powodu poszerzenia portu w Barcelonie i zbudowania mola Lepant i Evarist Fernandez. W roku 2004 zburzono ostatnie pozostałości konstrukcji na terenie dawnego Hipodromu Can Tunis, wówczas zajmowane przez dziesiątki baraków, które postawiły osiadłe w tym rejonie rodziny cygańskie. Paradoksalnie, w ciągu jednego wieku, przestrzeń ta z miejsca, w którym bawiła się arystokracja, stała się domem społeczności cygańskiej…


@Arkon
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

10

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

24 września 1906 r. w Krakowie urodził się Józef Nawrot, jeden z symboli przedwojennej drużyny Legii Warszawa. Był pierwszym piłkarzem w dziejach klubu, który strzelił ponad 100 bramek w lidze. Karierę zaczynał jednak w Krakowie. Był wychowankiem Wawelu, a w wieku 16 lat został zawodnikiem Cracovii. Wystąpił w jej barwach w finałowych meczach mistrzostw Polski w 1926 r. i w wygranym 12:0 meczu z Lublinianką aż pięciokrotnie wpisał się na listę strzelców. W 1925 r. występował w WKS 1 pp Legionów Wilno, a później powrócił do Cracovii. W 1927 r. przeniósł się do warszawskiej Legii. W stołecznym klubie zadebiutował 29 maja w wygranym 4:3 meczu z Pogonią Lwów i strzałem głową otworzył wynik spotkania. Szybko wpasował się do składu i stworzył znakomity tercet z Józefem Ciszewski i Marianem Łańko. Początkowo z całej trójki zdobywał najmniej goli ale po paru latach to on stał się liderem ofensywnej formacji Legii. Miał znakomity strzelecki instynkt, ale nie był boiskowym egoistą i znakomicie potrafił też obsługiwać podaniami partnerów. W wojskowym klubie występował do 1936 r. W sumie rozegrał dla niego 175 spotkań i strzelił 105 goli. Granicę stu ligowych goli w karierze pokonał w 1935 r. i dokonał tego jako drugi piłkarz w historii ekstraklasy. Ciekawostką jest, że trakcie swojej przygody z Legią miał dwa sezony, w których ani razu nie trafił do siatki rywali. Pierwszy raz stało się to w 1929 r., a po raz drugi przytrafiło mu się to w 1936 r. Brak jego goli był wówczas dotkliwy dla klubu, bo Legia zajęła 10. miejsce tabeli i jedyny raz w swojej historii spadła z ligi. Nawrót wystąpił jednak wówczas w tylko ośmiu spotkaniach. W październiku, kiedy sprawa spadku była już praktycznie przesądzona, razem z Henrykiem Martyną, Franciszkiem Cebulakiem i Edwardem Drabińskim wybrał się do Nowego Jorku na pokładzie statku Batory. Do podróży namówił ich kapitan. Poprzednim razem, kiedy Batory był w USA, drużyna załogi statku poniosła dotkliwą porażkę z Klubem Polsko-Amerykańskim, więc kapitan wpadł na pomysł, żeby przed rewanżem zespół marynarzy wzmocnić legionistami. Rewanż się udał i goście z Polski wygrali tym razem 4:1, a Nawrot strzelił trzy gole. Po powrocie do kraju zarząd klubu zdyskwalifikował jednak swoich zawodników na dwa lata. Nawrot przeniósł się do Polonii, z którą w 1937 r. walczył o awans do elity. Na ekstraklasowe boiska wrócił wiosną 1938 r. Wystąpił wówczas w 13 spotkaniach i z dziewięcioma golami na koncie był najskuteczniejszy w zespole. W Polonii grał do wybuchu wojny. W tym ostatnim, niedokończonym sezonie dwa razy pojawiał się na boisku. Jesienią 1939 r. we Lwowie dostał się do sowieckiej niewoli. Trafił na Syberię, a stamtąd w ostatniej chwili załapał się do Armii Andersa. W wojsku był instruktorem sportu. Walczył pod Arnhem, a po wojnie występował w szkockim klubie w Edynburgu. W 1948 r. zapowiadano jego powrót do kraju, ale do niczego takiego nie doszło. Unikał kontaktów ze znajomymi w Polsce. W biało-czerwonych barwach zadebiutował już 10 czerwca 1928 r. Wystąpił wówczas w zremisowanym 3:3 meczu z USA. W meczu z Łotwą w 1930 r. jako drugi w historii (po Batschu) strzelił w jednym meczu cztery gole. W sumie dla reprezentacji strzelił 16 bramek. Ostatni raz wystąpił w starciu z Łotwą w 1935 r. Zabrakło dla niego miejsca w kadrze na igrzyska. W Reprezentacji rozegrał 19 meczów, strzelając 16 goli.



@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

11

Świątynia Blaugrany:

24 września 1957 r. zainaugurowano otwarcie Camp Nou. Uroczystości rozpoczęły się od mszy świętej i błogosławieństwa biskupa Barcelony. Na trybuny weszło ponad 90 tysięcy widzów, przed którymi odbył się przemarsz członków wszystkich sekcji FC Barcelony. Szukając przeciwnika na mecz otwarcia, wysłano zaproszenie do Polskiego PZPN, który zdecydował się wysłać do Katalonii reprezentację Polski, lecz została ona zgłoszona jako reprezentacja Warszawy. Barça chciała powiększyć range wydarzenia i poinformowała że przeciwnikiem Dumy Katalonii będzie… Legia Warszawa, wówczas znana w całej Europie. Taka informacja znajduje się do dziś w klubowym muzeum, choć kapitan Polaków Edmund Zientara wspominał: ,,Z Legii było nas wówczas, jak dobrze pamiętam tylko trzech: Brychczy, Woźniak i ja”. Blaugrana wygrała tamto spotkanie 4:2 a autorem premierowego gola na Camp Nou był znakomity paragwajski napastnik Eulogio Martinez.





@Arkon
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

10

Grande Espectacolo El Clasico:

24 września 1950 r. na Camp de Les Corts, FC Barcelona rozgromiła Real Madryt 7:2 w 3 kolejce Primera Division. To było najwyższe, rekordowe zwycięstwo w historii El Clasico. Gole dla Barçy zdobyli: Nicolau(2), Cesar Rodriguez, Marcos Aurelio(2), Mariano Gonzalvo, oraz Basora. Co ciekawe, w tamtym sezonie Barça powtórzyła identyczny wynik w meczu 27 kolejki Primera Division z Malagą CD. Wówczas Dume Katalonii prowadził legendarny Ferdinand Daučik. Warto również wspomnieć iż w owym sezonie debiutował w barwach Blaugrany genialny Ladislao Kubala, jednak debiut o stawke przypadł dopiero pod koniec sezonu w wygranym meczu z FC Sevilla w Copa del Generalismo, które to rozgrywki Barça wygrała.


@Symson
@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@AssisMoreira
@Arkon

9

Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:

24 września 1926 r. FC Barcelona rozegrała przeciwko Wiener Sport Club pierwszy w swojej historii mecz na naturalnej murawie Estadio Camp de Les Corts. Blaugrana pokonała Austriaków 4:2 a znakomity wówczas pomocnik Josep Sastre strzelił pierwszego gola na trawie. Wymóg naturalnej murawy narzuciła Hiszpańska Federacja piłkarska.



@Arkon
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson

0

No nie wyobrażam sobie innego scenariusza, jak tylko zgarnięcie trzech punktów i ciągłe wywieranie presji na Królewskich, zwłaszcza że przed nami El Derbi Madrileño...

2

@Lionel_Messi10 No jako zawodnik całego turnieju, to dla mnie najbardziej decydujący był jednak Maradona a na drugim miejscu umieścił bym Messiego exequo z Garrinchą. Mówiąc oczywiście tylko i wyłącznie o mundialach...

1

@Lionel_Messi10 To były moje pierwsze w życiu oglądane mistrzostwa i powiem ci że Rossi wówczas ,,zjadł mundial" jeszcze bardziej niż Messi. Gdyby nie Rossi, to Brazylia byłaby zdecydowanie mistrzem!

7

Nieco zapomniane legendy futbolu:

23 września 1956 r. urodził się włoski napastnik Paulo Rossi.

Tutaj jego biografia: https://juvepoland.com/historia/biografie/paolo-rossi/



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

9

Czy cules wiedzą że:

23 września 1982 r. otwarto Mini Estadi. Stadion o pojemności nieco ponad 15 tysięcy widzów przez lata był obiektem treningowym pierwszej drużyny a także domowym obiektem Barçy B. Rozgrywano na nim również mecze futbolu amerykańskiego. Podczas finału Ligi Mistrzów w 2006 r. ustawiono na nim telebim i ponad 10 tysięcy cules wspólnie oglądało tryumf w Paryżu. W dniu otwarcia rozegrano towarzyskie spotkanie pomiędzy piłkarzami Barçy podzielonymi na ,,bordowo-granatowych’ i ,,żółtych”. Ci pierwsi wygrali 3:2. W końcówce meczu w ramach uhonorowania klubowej szkółki, Diego Maradona został zmieniony przez czternastolatka o imieniu… Guillermo Amor.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

8

Wspaniałe legendy FC Barcelony:

23 września 1949 r. urodził się Enrique Castro Gonzalez, nazywany po prostu ,,Quini”. Tutaj przeczytacie frapującą historie legendarnego napastnika: https://www.fcbarca.com/60028-barcelona-w-sepii-quini.html



@Arkon
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

7

Feliz cumpleaños panie Asensi!

23 września 1949 r. urodził się Juan Manuel Asensi. Ten ofensywny pomocnik trafił do FC Barcelony w 1970 r. z Elche za rekordową wówczas sume 80 milionów peset. Na Camp Nou spędził aż 10 lat, cały czas będąc podstawowym zawodnikiem. W 1980 r. niespodziewanie odszedł w trakcie sezonu do meksykańskiego Puebla FC, który zaproponował mu świetne warunki finansowe. W 1984 r. wraz z Torresem, Rexachiem i Rife założył szkółke piłkarską TARR.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Kessie
@Arkon

11

Pożegnanie ,,La Bonanova”:

23 września 1900 roku FC Barcelona rozegrała swój ostatni mecz na welodromie La Bonanova. Obiekt ten Blaugrana dzierżawiła wspólnie z innymi drużynami i ze względu na brak porozumienia z klubem FC Catala(późniejszym właścicielem), musiała opuścić ten teren. Przeciwnikiem był lokalny zespół FC Catala, z którym właśnie Barça dzieliła to boisko. Spotkanie było rywalizacją o trofeum przyznawane przez adwokata i członka Partii Liberalnej Jose Canalejasa. Mecz zakończył się zwycięstwem FC Barcelony 3:1 po dwóch golach Joana Gampera i jednym Maiera. Mecze pomiędzy oboma klubami stały się prawdziwym klasykiem katalońskiego futbolu i były jedną z najważniejszych miejskich rywalizacji w pierwszej dekadzie XX wieku. Konfrontacje te przeradzały się czasem w kłótnie, wszczynane zazwyczaj przez szkockich piłkarzy FC Catala, zawsze skorych do burd.


@Arkon
@AssisMoreira
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible

1

@kubix05 I to powiedzmy sobie szczerze z renomowanym przeciwnikiem, grywającym w Lidze Mistrzów...

9

Historyczny triumf, o którym warto a nawet trzeba wiedzieć:

22 września 1971 r. FC Barcelona zdobyła Puchar Miast Targowych na własność. W 1971 r. UEFA przejęła rozgrywki Pucharu Miast Targowych i przemianowała je na Puchar UEFA. Pierwszy tryumfator PMT(czyli Barça) i ostatni(Leeds United) spotkali się na Camp Nou w dodatkowym meczu o przejęcie trofeum na własność. Blaugrana wygrała go 2:1, po 2 golach Teofilo Dueñasa. Prasa chwaliła Marciala w drużynie gospodarzy i Billy’ego Bremnera w zespole gości. Trofeum wręczył osobiście prezydent FIFA Stanley Rous.


@Sensible
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@Kessie
@AssisMoreira
@Arkon

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?