FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Zapomniane legendy argentyńskiego futbolu:
18 maja1920 r. urodził się Rene Alejandro Pontoni, posągowo zbudowany napastnik z Cordoby, który renome uzyskał w Newell’s Old Boys a szczyt sławy osiągnął w latach 1945-48 w San Lorenzo gdzie przeszedł za 100 tysięcy pesos. Grając właśnie w San Lorenzo, obrońca Boca Juniors de Zorzi wkraczając desperackim wślizgiem, rozłupał mu noge dosłownie w drzazgi. To był praktycznie koniec wielkiej kariery, choć potem Pontoni był jeszcze idolem w klubach kolumbijskich. W reprezentacji w latach 1942-47 rozegrał 20 spotkań, strzelając 19 goli i 3-krotnie pod rząd zdobywając Copa America(1945, 1946 i 1947). W lidze uzbierał 132 gole. Ten okaz zdrowia niebywałą finezje techniczną łączył z potęgą strzału i bezbłędnym zmysłem do wyrafinowanej gry kombinacyjnej.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@AssisMoreira
1
@FCBparasiempre
W międzyczasie reprezentacja Anglii awansowała na swój pierwszy turniej finałowy mistrzostw Europy. Ponieważ kwalifikowały się nań wówczas tylko cztery drużyny, było to samo w sobie pewnym osiągnięciem. Sir Alf Ramsey porzucił cokolwiek wymuszoną formację bez skrzydłowych, która dała mu sukces na mistrzostwach świata, i postawił na nowe twarze w pomocy: Alana Mullery’ego z Tottenhamu oraz Briana Labone’a z Evertonu. W pierwszym spotkaniu Synowie Albionu musieli uznać wyższość reprezentantów Jugosławii po golu Dragana Džajicia z 86. minuty; w 89. Mullery został wyrzucony z boiska. Stiles wrócił do składu w meczu o brąz. Anglicy pokonali ZSRR 2:0, wynik otworzył Bobby Charlton. Jesienią Manchester United zmierzył się z Estudiantes w rywalizacji o Puchar Interkontynentalny. Pomocnik angielskiego klubu z pewnością na długo zapamiętał te wydarzenia. Oba starcia były nader brutalne, rozegrane ponadto w gorącej atmosferze na trybunach, co miało związek jeszcze z ćwierćfinałowym spotkaniem Anglii i Argentyny z mistrzostw świata. Oliwy do ognia dolał trener Benfiki, Otto Glória, który posunął się do nazwania Stilesa zabójcą w wywiadzie dla prasy. W programie meczowym ukazała się jego dalsza wypowiedź; Brazylijczyk określił pomocnika Czerwonych Diabłów brutalem o złych zamiarach, pozbawionym ducha sportu. Na słynnym stadionie La Bombonera argentyński klub wygrał 1:0 po golu Marcosa Conigliaro z pierwszej połowy; w 79. minucie prowadzący zawody Hugo Sosa Miranda z Paragwaju wyrzucił Nobby’ego z boiska. Anglik przez cały mecz był celem wyjątkowo paskudnych ataków rywali, a i sędziowie zdawali się być do niego uprzedzeni. W pewnym momencie liniowy zgłosił Mirandzie przewinienie Stilesa, gdy ten po prostu krótko krył Carlosa Bilardo, odznaczającego się w tamtym spotkaniu ostrą grą nawet na tle kolegów (kilkanaście lat później to właśnie Bilardo jako trener sięgnie po mistrzostwo świata z Argentyną, z Diego Maradoną czy Danielem Passarellą w składzie). W końcu Nobby nie wytrzymał, posunął się do faulu i został natychmiast ukarany, być może przesadnie. Został wykluczony jedyny raz w trakcie gry dla klubu z Old Trafford. Nie mógł wystąpić w rewanżu, który mimo wysokich cen biletów przyciągnął olbrzymie zainteresowanie. United zarobili na tym meczu 50 tys. funtów, co stanowiło wówczas rekrod w Anglii. Podopieczni Busby’ego naciskali od samego początku, a choć Juan Ramón Verón (ojciec Juana Sebastiána) uciszył tłum już w szóstej minucie po dośrodkowaniu Raúla Madero, gospodarze nie ustawali w wysiłkach, by zwyciężyć. Stworzyli niemało groźnych sytuacji. Piłkarze obu stron nadal traktowali się nawzajem z dużym ładunkiem agresji. Kontuzjowany Law opuścił boisko, a goście niemal strzelili drugiego gola, zanim wszedł na nie rezerwowy Carlo Sartori. W samej końcówce zrobiło się naprawdę wesoło. Krewki Best uderzył w twarz José Hugo Medinę i obalił na ziemię Néstora Togneriego. Konstantin Zečević nakazał Ulsterczykowi i pierwszej z jego ofiar, by udali się do szatni. Best opluł rywala, czego ten nie pozostawił bez odpowiedzi i obaj musieli być sprowadzeni z boiska pod eskortą. Medina miał problem z zejściem do szatni mimo pomocy policji, gdyż kibice hojnie obrzucali go monetami. Chwilę potem Willie Morgan wyrównał. Brian Kidd strzelił gola na 2:1, który doprowadziłby do rozegrania trzeciego meczu; sędzia uznał jednak, że bramka padła po ostatnim gwizdku. Piłkarze i kibice gospodarzy byli wściekli. Jeden z nich uderzył przeciwnika w twarz. Zawodnicy Estudiantes spróbowali okrążyć boisko ze zdobytym pucharem, ale grad przedmiotów sypiący się z trybun odwiódł ich od tego zamiaru.
Stiles przyglądał się temu z boku. W całym sezonie pojawił się jednak na boisku 56 razy. Poza omówionym starciem z południowoamerykańską drużyną trener pominął go tylko w jednym meczu. Pomocnik United strzelił dwa gole. Tydzień po przegranej w Buenos Aires jako pierwszy pokonał bramkarza irlandziego Waterfordu w rewanżowym spotkaniu I rundy Pucharu Europy. United zwyciężyli 7:1 (10:2 w dwumeczu), a Law, który zdobył hattricka w pierwszej potyczce, na Old Trafford dorzucił aż cztery gole. W marcu Nobby trafił do siatki w 85. minucie meczu z Queens Park Rangers, podwyższając na 5:1. Czerwone Diabły w końcówce rozszarpały rywali, dorzucając jeszcze trzy bramki. Zwycięstwo 8:1 na Old Trafford było niestety pierwszym ligowym od dwóch miesięcy. United przesunęli się dzięki niemu z siedemnastej na piętnastą pozycję. Ostatnie miesiące mieli całkiem niezłe i zakończyli rozgrywki na jedenastym miejscu. W FA Cup dotarli do VI rundy, a w Pucharze Europy odpadli w półfinale z Milanem, który sięgnął w tamtym sezonie po trofeum. Gol z QPR był dziewiętnastym i ostatnim strzelonym przez Nobby’ego w barwach United. Przez następne dwa lata pod wodzą Wilfa McGuinnessa i ponownie sir Matta rozegrał łącznie 32 mecze. Wyniki Diabłów były raczej słabe. Angielski pomocnik nie zawsze był stanie grać, a na boisku zdawał się niekiedy wypalony. W reprezentacji na trwałe ustąpił miejsca Mullery’emu; pojechał na mundial do Meksyku, ale nie kopnął nawet piłki. Nigdy już nie zagrał w narodowych barwach. Uzbierał łącznie 28 występów – najmniej z całej jedenastki, która zagrała na Wembley w finale mistrzostw świata. W maju 1971 r. Stiles, obchodzący w tym miesiącu dwudzieste siódme urodziny, opuścił klub. Przeniósł się do Middlesbrough za 20 tys. funtów, mając za sobą 395 spotkań w koszulce Manchesteru United. Wygrał łącznie dwa mistrzostwa Anglii i dwukrotnie Tarczę Dobroczynności (do podziału z Liverpoolem i Spurs), a ponadto zdobył Puchar Europy. W barwach drugoligowca Nobby spędził dwa sezony. Wystąpił dla Boro w 69 meczach, w tym przeciwko United w Pucharze Anglii. Strzelił dwa gole. W 1973 r. dołączył do Bobby’ego Charltona w Preston North End. 31-letni Stiles był nadal zawodnikiem, a jego starszy kolega został trenerem the Lilywhites. Środkowy pomocnik zagrał łącznie w 46 spotkaniach i zdobył jedną bramkę. Po pierwszym sezonie drużyna Preston spadła do Third Division. Latem 1975 r. Stiles został menadżerem klubu, kiedy Charlton odszedł w geście sprzeciwu wobec sprzedaży ważnego, 27-letniego obrońcy Johna Birda do Newcastle. Nobby zrezygnował z posady po zaledwie tygodniu. Uczynił to jako wyraz solidarności z byłym kolegą z United i reprezentacji. W 1977 r. objął PNE ponownie, tym razem na cztery lata. Później pracował w Kanadzie, dokąd sprowadził również syna, grającego wcześniej w Shamrock Rovers. John występował potem jeszcze m. in. w Leeds United czy Doncaster Rovers. We wrześniu 1985 r. Nobby został menadżerem West Bromwich. Już po kilku miesiącach został zwolniony, zanotowawszy jedynie trzy zwycięstwa. W latach 1989-1993 należał do sztabu szkoleniowego młodzieżówki Manchesteru United. Pracował z takimi zawodnikami, jak Ryan Giggs, David Beckham, Paul Scholes, bracia Neville i Nicky Butt. W 2000 r. wraz z czterema innymi byłymi reprezentantami został odznaczony Medalem Imperium Brytyjskiego po nagłośnieniu przez media okoliczności, iż nie zostali nagrodzeni za osiągnięcia sportowe, mianowicie zdobycie Pucharu Świata. W 2013 r. u Nobby’ego zdiagnozowano raka prostaty. Trzy lata później – swego rodzaju chorobę zawodową piłkarzy, demencję. Nie mógł wziąć udziału w uroczystościach pięćdziesięciolecia wywalczenia mistrzostwa globu. „Bezzębny Tygrys” z Collyhurst odszedł 30 października 2020 r.
8
@FCBparasiempre
Osiemdziesiąt dwa lata temu w Collyhurst, w północnej części śródmieścia Manchesteru, Charlie Stiles, kierownik domu pogrzebowego i jego ciężarna żona, Kitty, chronili się w piwnicy domu w trakcie niemieckiego nalotu bombowego. Ataki lotnicze należały od dawna do rzadkości ale wciąż się zdarzały i nie było rozsądnym lekceważyć zagrożenie. Zanim minęło niebezpieczeństwo, Kitty zaczęła rodzić. Na świat przyszedł chłopiec. Rodzice nadali mu imiona Norbert Peter. Rodzina Stilesów szczęśliwie przetrwała tak tamten nalot, jak i całą wojnę. Nobby nie stracił dachu nad głową. Jego dom nie został zniszczony. Od małego natomiast Stiles żywił uczucie do klubu piłkarskiego, który nie miał tyle szczęścia – do Manchesteru United. Stadion Old Trafford poważnie ucierpiał w wyniku bombardowań i minęło kilka lat, zanim doczekał się odbudowy, a piłkarze mogli znów na nim występować. Tymczasem Nobby rósł, zawzięcie i ambitnie ucząc się futbolowego rzemiosła. Nie na darmo. Pierwsza z tych spraw — rośnięcie – szła mu słabo; nigdy nie osiągnął nawet 170 centymetrów. Jednak nadrabiał sercem oraz umiejętnościami. Uczył się w katolickiej szkole podstawowej św. Patryka. Religia w późniejszych latach zajmowała ważne miejsce w życiu Norberta. Dużą rolę w jego rozwoju odegrał starszy brat, Charles. Sam, wedle słów przyszłego reprezentanta Anglii, był utalentowanym piłkarzem. O ile przegapił swoją szansę, o tyle zadbał, by Nobby nie zmarnował potencjału. Kiedy po jednym ze spotkań dumny z brata Charlie zabrał go do pubu, zaproponowano nastolatkowi piwo. Starszy ze Stilesów odpowiedział, że ten chłopak jest inny. Nie chciał, by zszedł z drogi, która mogła zaprowadzić go na szczyt. Jak się okazało, miał rację. Jako piętnastolatek Stiles zagrał w juniorskiej drużynie Anglii, a wkrótce potem, we wrześniu 1957 r., dołączył do Manchesteru United. Klub słynął wtedy z wychowywania młodzieży, która pod wodzą Jimmy’ego Murphy’ego zgarnęła właśnie piąty z rzędu puchar w ramach niedawno utworzonych rozgrywek FA Youth Cup. Niektórzy z zawodników zginęli w mrokach niepamięci (kojarzy ktoś takie nazwiska, jak Tony Hawksworth, John Queenan, Dennis Filder, Bobby Harrop, Bryce Fulton?). Inni zyskali sławę – należeli do nich Duncan Edwards, Liam Whelan, Bobby Charlton czy Shay Brennan. Stiles już spełnił swoje marzenie, ale z pewnością nie zamierzał spocząć na laurach. Pragnął dołączyć do tego grona. Nobby trenował w klubie niecałe pół roku, kiedy doszło do tragedii, która nie tylko zachwiała zwykłym trybem szkolenia, ale niemal doprowadziła do wycofania pierwszej drużyny z rozgrywek. Oczywiście chodzi o katastrofę lotniczą w Monachium, w której zginęło siedmiu zawodników, ósmy zmarł po dwóch tygodniach, a kilku odniosło obrażenia wykluczające ich występy, w dwóch przypadkach – na zawsze. United, aby grać dalej, ściągnęli kilku piłkarzy z innych klubów, doszedł do tego zaciąg z rezerw i młodzieżówki. Stiles miał dopiero szesnaście lat. Było dla niego zbyt wcześnie, by otrzymał szansę na grę. Odpływ piłkarzy do pierwszej drużyny, nowe obowiązki Murphy’ego i całe zamieszanie wokół katastrofy nie pozostały bez wpływu na wyniki młodzieżówki. Nobby nigdy nie dotarł do finału FA Youth Cup.
W czerwcu następnego roku angielski pomocnik podpisał zawodową umowę z Manchesterem United. Jeszcze przez sezon pozostawał poza pierwszym zespołem. Wspomnianą niezbyt imponującą budowę ciała nadrabiał zadziornością i zawziętością. Był nie tylko niski, lecz dodatkowo zaczął nader wcześnie łysieć, a ponadto miał problemy ze wzrokiem. Poza boiskiem, gdy założył okulary, wyglądał raczej na jakiegoś belfra niż na jednego z natwardszych sportowców tamtych lat. Nastoletni Nobby nie odstawiał nogi, a nawet głowy. Już w wieku piętnastu lat nie miał przednich zębów. Na placu gry wytrwale krążył za piłką, doskakiwał do rywali, a gdy sam był w posiadaniu futbolówki, nie oddawał jej łatwo – choć zwykle nie bawił się w efekciarskie rajdy, chętniej zagrywał do bardziej utalentowanych pod tym względem kolegów. Chłopak z Collyhurst zadebiutował 1 października 1960 r. na Burnden Park, w wieku osiemnastu lat. United zremisowali 1:1 mecz ligowy z drużyną Bolton Wanderers. Trenerem Kłusaków był William Ridding, w latach 30. młody napastnik sprowadzony na Old Trafford z Manchesteru City w zamian za Williama Dale’a, Harry’ego Rowleya i 2 tys. funtów. Karierę Billa niestety przedwcześnie zakończyła kontuzja; przeszedł na piłkarską emeryturę krótko przed dwudziestymi trzecimi urodzinami. Dwa tygodnie później, po przerwie reprezentacyjnej, Stiles zagrał w wyjazdowym spotkaniu z Burnley. Swój pierwszy występ zaliczył wówczas o niemal rok starszy Irlandczyk, Tony Dunne. Obok niego ustawiony był w obronie nominalny pomocnik, Maurice Setters. Matt Busby tamtej jesieni często korzystał w ten sposób z angielskiego piłkarza, co zresztą zwolniło miejsce w środku pola dla Stilesa. Niestety, obrona United tamtego dnia się nie popisała. Dennis Viollet zdobył hattricka, lecz zawodnicy Burnley zwyciężyli 5:3. Dwie bramki wbił Harry’emu Greggowi skrzydłowy John Connelly, przyszły Czerwony Diabeł. W środę, 19 października Nobby znalazł się w składzie na pierwszy, historyczny mecz United w nowo utworzonym Pucharze Ligi. Piłkarze Busby’ego mierzyli się na wyjeździe z przedstawicielem najniższej, czwartej klasy rozgrywkowej – Exeter City. Przegrywali od 15. minuty, ale ostatecznie padł remis 1:1. W najbliższą sobotę Stiles zaliczył debiutancki występ na Old Trafford. Czerwone Diabły pokonały Newcastle United 3:2, a nastoletni pomocnik strzelił swojego pierwszego gola w zawodowym futbolu, zdobywając bramkę na 2:0. I tego rywala prowadził były napastnik klubu z Manchesteru – Charlie Mitten. Dwa dni później United zwyciężyli w starciu z Nottingham Forest (2:1), a w następną środę pokonali w rewanżu Exeter 4:1. Na koniec miesiąca ulegli niestety Arsenalowi (2:1 na Highbury; gola na 2:0 dla gospodarzy zdobył David Herd). W swoich pierwszych rozgrywkach Stiles wystąpił łącznie 31 razy, co było przyzwoitą liczbą. Strzelił dwie bramki. Druga padła w pamiętnym, styczniowym meczu z Tottenhamem Hotspur na Old Trafford. Gospodarze zwyciężyli 2:0. Nobby otworzył wynik spotkania po niecałym kwadransie. Koguty sięgnęły wtedy po Podwójną Koronę, a ten mecz był jedynym w tamtym sezonie, w którym nie strzeliły gola, choć Gregg doznał urazu i między słupkami musiał stanąć najskuteczniejszy napastnik gospodarzy, Alex Dawson. Bramkarz drużyny Busby’ego asystował Markowi Pearsonowi piętą przy drugim trafieniu dla United. W marcu Stiles znalazł się na liście strzelców raz jeszcze, tym razem jednak po niewłaściwej stronie protokołu meczowego. Czerwone Diabły przegrały na wyjeździe z Blackpool, a samobój młodego pomocnika ustalił wynik na 2:0. W kolejnych rozgrywkach Anglik stał się jednym z podstawowych zawodników. Zaliczył mniej spotkań pucharowych (United nie wzięli udziału w League Cup, dotarli za to do półfinału Pucharu Anglii), ale znacznie więcej ligowych. Łącznie wychodził na boisko 38 razy. Strzelił też siedem goli, co miało stanowić jego najlepszy wynik w całej karierze. To właśnie Stiles zdobył pierwszą bramkę dla klubu w sezonie, w meczu z West Hamem United na Boleyn Ground (zakończonym niestety podziałem punktów – 1:1). We wrześniu dał zespołowi remis w spotkaniu z Aston Villą w Birmingham, a potem otworzył wynik już w drugiej minucie starcia derbowego z Manchesterem City na Old Trafford. Po niespełna kwadransie gospodarze prowadzili 2:0 – podwyższył Viollett. Wprawdzie w 19. minucie Nobby nieszczęśliwie pokonał Gregga, a w 24. wyrównał Bobby Kennedy, lecz samobój Dave’a Ewinga na początku drugiej połowy rozstrzygnął mecz na korzyść United. W styczniu nastolatek znów strzelił gola Tottenhamowi (na 2:1 dla gości; końcowy wynik – 2:2), a 3 lutego 1961 r. ponownie trafił do siatki na samym początku meczu na Old Trafford – tym razem przeciwko Cardiff City (gospodarze zwyciężyli 3:0). W kwietniu pokonał jeszcze bramkarzy Ipswich Town (ustalił wynik meczu u siebie na 5:0) oraz Sheffield United (dzień po porażce 0:1 w Manchesterze zawodnicy Busby’ego przegrywali 0:2; kwadrans przed końcem nadzieję dał im Sammy McMillan, trzy minuty później wyrównał Stiles a w końcówce McMillan odwrócił ostatecznie losy spotkania).
W sezonach 1962/63 i 1963/64 Nobby grywał nieco mniej – uzbierał odpowiednio 35 i 21 występów. Zdobył dwa gole: przeciwko Burnley we wrześniu 1962 r. (na 1:3 u siebie; Shay Brennan nie wykorzystał karnego, Connelly strzelił hattricka, a United przegrali 2:5) i Aston Villi w kwietniu 1963 r. (na 1:0 na wyjeździe; Czerwone Diabły zwyciężyły 2:1). W pierwszym z wymienionych sezonów Stiles wziął udział w czterech meczach Pucharu Anglii, w tym w półfinale na Villa Park (1:0 przeciwko Southampton). Nie zagrał jednak na Wembley, kiedy to klub z Manchesteru pokonał Leicester City 3:1, mimo że wcześniej wystąpił w kwietniowych meczach ligowych z Lisami (2:2 na Old Trafford i 4:3 dla gospodarzy na Filbert Street). W finale środek pola tworzyli Pat Crerand, Bill Foulkes oraz Setters. Szkocki menadżer niekiedy ustawiał tamtej wiosny Nobby’ego jako napastnika z numerem 8, podczas gdy z „czwórką” w pomocy biegał Crerand. W czerwcu 1963 r. 21-letni Stiles wziął ślub. Wybranką jego serca została Kay Giles – siostra ówczesnego kolegi z klubu, reprezentanta Irlandii, Johna Gilesa. Anglik zadebiutował wkrótce w rozgrywkach europejskich. W grudniu 1963 r. zagrał (znów w ataku) w pierwszym meczu II rundy Pucharu Zdobywców Pucharów z Tottenhamem. Obrońcy trofeum wygrali 2:0. W rewanżu Stiles nie pojawił się na boisku, a United skorzystali na złamanej nodze Dave’a Mackaya i zwyciężyli 4:1. W trzeciej rundzie Nobby, wciąż jako napastnik, wystąpił w meczu ze Sportingiem Lizbona na Old Trafford. Gospodarze ponownie wygrali 4:1, lecz w Portugalii, gdy zamiast Stilesa do składu wrócił Phillip Chisnall, zostali upokorzeni. Zielono-biali rozbili angielską drużynę 5:0. W maju 1964 r. Nobby skończył 22 lata. Wcześniej, na początku miesiąca, miało miejsce doniosłe wydarzenie w życiu rodziny: Kay urodziła syna, Johna Charlesa. Tymczasem nadchodził najlepszy okres w karierze świeżo upieczonego taty. Do United dołączyli Connelly i nowy bramkarz, Pat Dunne, do składu wchodził George Best. Nowy sezon Stiles rozpoczął pechowo, od samobójczej bramki z West Hamem w czwartej kolejce. Czerwone Diabły prowadziły na Old Trafford już od pierwszej minuty dzięki golowi Connelly’ego. Angielski pomocnik pokonał Davida Gaskella pięć minut później, ale przed upływem pół godziny gry do siatki gości trafił Denis Law, a wkrótce po przerwie wynik ustalił Best. United odnieśli dopiero pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach. Ostatecznie dotarli do półfinałów Pucharu Anglii i Pucharu Miast Targowych, a co ważniejsze – zdobyli pierwsze mistrzostwo Anglii w epoce po monachijskiej tragedii. Stiles wreszcie wygryzł Settersa ze składu. Starszy z pomocników w listopadzie odszedł do Stoke City. Nobby grał najczęściej u boku Creranda, z Foulkesem cofniętym do obrony. Pełnił rolę „przecinaka”, w której świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków. Potrafił też czasem pomóc szkockiemu rozgrywającemu w rozdawaniu piłek do skrzydłowych i napastników. Anglik miał wielki wpływ na sukcesy drużyny. Wystąpił w 59 meczach – to więcej, niż rozegrał spotkań w przeciągu dwóch poprzednich lat. Tyle samo meczów zaliczyli Best i Bobby Charlton, więcej zanotowali Dunne, Brennan, Foulkes i Connelly. Nobby opuścił tylko jedno spotkanie, z Sunderlandem na Roker Park pod koniec lutego w First Division. Rozgrywano je cztery dni po pucharowej wygranej z Burnley na Old Trafford (2:1) i trzy dni przed ligowym meczem z Wolverhampton Wanderers, również u siebie (3:0). Miejsce pomocnika zajął osiemnastoletni John Fitzpatrick. Sunderland wygrał 1:0.
Nobby nie tylko sięgnął wreszcie po pierwsze trofeum z klubem, ale również zadebiutował w reprezentacji. Miało to miejsce 10 kwietnia 1965 r. na Wembley w ramach British Home Championship. Anglia zremisowała ze Szkocją 2:2, zapewniając sobie zwycięstwo w turnieju. W spotkaniu wystąpili także Charlton, Law i Crerand; dwaj pierwsi zdobyli zresztą po bramce. Następny sezon był rozczarowujący dla Manchesteru United. Na początek drużyna podzieliła się Tarczą Dobroczynności z Liverpoolem, zdobywcą Pucharu Anglii. W Europie Czerwone Diabły odbyły wspaniałą kampanię, odnosząc sześć kolejnych zwycięstw; jej zwieńczeniem było rozbicie Benfiki na jej własnym stadionie 5:1. Później przyszła półfinałowa porażka z Partizanem w Belgradzie (2:0 dla gospodarzy). W rewanżu Stiles strzelił jedynego gola, który rzecz jasna nie wystarczał do awansu. (Wcześniej w ciągu sezonu trafił do siatki dwa razy, oba na Old Trafford, dając Diabłom remis z Newcastle i podwyższając na 2:0 w wygranym 2:1 meczu z Arsenalem.) Matt Busby był załamany, wydawało mu się, że stracił ostatnią szansę na zwycięstwo w Pucharze Europy. United odpadli już z wyścigu o mistrzostwo, a kilka dni później przegrali także półfinał FA Cup z Evertonem na Burnden Park. Nobby w zakończonych bez nowego trofeum rozgrywkach pełnił bardzo ważną rolę w drużynie. Tym razem opuścił trzy mecze ligowe, ale wystąpił we wszystkich pozostałych spotkaniach – łącznie było ich 55. Tylko Dunne i Crerand grywali częściej (po 56 razy). Po sezonie w Anglii odbyły się piłkarskie mistrzostwa świata. Stiles otrzymał powołanie na turniej. W trakcie przygotowań doczekał się narodzin drugiego syna – Roberta Francisa. W dniu rozpoczęcia mistrzostw miał 24 lata, a swój kraj reprezentował do tej pory 14 razy. Strzelił jednego gola, w wygranym 1:0 meczu towarzyskim z RFN na Wembley w lutym 1966 r. Otrzymał numer 4 – szóstka, z którą najczęście występował w klubie, zarezerwowana była dla środkowego obrońcy i kapitana drużyny, Bobby’ego Moore’a z West Hamu. Nadszedł kolejny z momentów chwały Nobby’ego. Grał od deski do deski, od pierwszego do ostatniego gwizdka turnieju, w którym Synowie Albionu wywalczyli mistrzostwo. Pomocnik Manchesteru United miał duży udział w tym, że jego drużyna aż do półfinału nie straciła ani jednego gola. Dał z siebie wszystko, pokazał najlepsze, co miał. Otrzymał jedną żółtą kartkę, krótko przed przerwą w ostatnim meczu fazy grupowej przeciwko Francji, przy stanie 1:0 dla gospodarzy (Anglicy wygrali 2:0). Zwłaszcza dwie chwile utrwaliły się w zbiorowej pamięci, przechodząc do historii futbolu. Pierwszą jest to, jak w jubileuszowym, dwudziestym występie dla reprezentacji Stiles zdołał zneutralizować wielkiego Eusébio w spotkaniu półfinałowym z Portugalią, wygranym 2:1 (gole dla Anglików strzelił Bobby Charlton, a po faulu jego brata Jacka na portugalskim snajperze sam poszkodowany zdobył bramkę honorową). Druga to taniec Nobby’ego po zwycięskim finale z Pucharem Świata w jednej ręce i sztucznymi zębami w drugiej. W nowym sezonie United szybko odpadli z rozgrywek pucharowych, ale na wiosnę nie ponieśli ani jednej porażki w lidze i odzyskali mistrzostwo kraju. Stiles był niezastąpiony, rozgrywając 40 spotkań, w tym 37 w First Division. Strzelił trzy gole. Tak jak dwa lata wcześniej, trafił do bramki już w pierwszej kolejce, w ósmej minucie meczu z West Browmich Albion na Old Trafford. Podwyższył tym samym prowadzenie gospodarzy na 2:0; wygrali to spotkanie 5:3. W styczniu po raz drugi w karierze strzelił samobója w derbach Manchesteru, dając the Citizens wyjazdowy remis w samej końcówce. W marcu natomiast Anglik po raz pierwszy od dawna pokonał bramkarzy w dwóch meczach pod rząd. Najpierw uratował punkt w starciu z Fulham na Craven Cottage, a nazajutrz otworzył wynik w rewanżu; niecałych dziesięć minut przed końcem podstawowego czasu gry wyrównał Steve Earle, lecz zwycięstwo zdążył zapewnić gospodarzom Foulkes. Kolejne rozgrywki Czerwone Diabły rozpoczęły od remisu z Tottenhamem w spotkaniu o Charity Shield. W lidze zajęły drugie miejsce, dwa punkty za Manchesterem City. Z FA Cup odpadły już w trzeciej rundzie, natomiast w Pucharze Europy dotarły do finału. Nobby opuścił aż cztery miesiące, rozgrywając tylko dwadzieścia spotkań w First Division, lecz wrócił na ćwierćfinałowe batalie z Górnikiem Zabrze i półfinałowe z Realem Madryt. Wziął oczywiście udział także w ostatnim występie drużyny Busby’ego na Wembley. Finał rozegrano jedenaście dni po dwudziestych szóstych urodzinach Nobby’ego. Znów przyszło mu mierzyć się z Eusébio i jego kolegami. United po dogrywce pokonali Benfikę 4:1 i sięgnęli po upragniony Puchar Europy.
8
Skała środka pola:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
0
@MOLESTA No pisze o nich że to mój wróg naczelny, zresztą jak każdego prawdziwego cule. Z drugiej jednak strony nie da uciec się od byłych piłkarzy Realu i ich statystyk...
13
,,Galopujący major”:
Ferenc Puskas jest autorem wielu strzeleckich rekordów. Jednym z nich jest liczba trafień w meczu finałowym Pucharu Europy. Tylko jemu udało się czterokrotnie pokonać bramkarza w finale. Działo się to 18 maja 1960 roku na największym stadionie Europy Hampden Park w Glasgow w obecności ponad 120 tys. widzów! Real Madryt pokonał wówczas Eintracht Frankfurt 7:3, a oprócz Węgra hattrickiem popisał się wówczas legendarny Alfredo di Stefano.
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
11
Zdumiewająca klęska w finale:
18 maja 1994 r. FC Barcelona poległa w finale Ligi Mistrzów przegrywając z AC Milan 4:0. Zdecydowanym faworytem starcia w Atenach był ,,Dream Team” Johana Cruijffa. Blaugrana była do tego pojedynku niepokonana przez 20 spotkań(w tym 17 zwycięstw) a cztery dni przed finałem została mistrzem Hiszpanii. W finale istniał tylko Milan, Barça ani przez moment nie zagroziła rywalom. Trudno w to uwierzyć. To było coś wręcz niewytłumaczalnego, jak tak wielka wówczas Barça mogła aż w taki sposób spartolić finał?
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
0
@Sau_Ron I po c**j takie żarty? Z tego się trzeba cieszyć a nie żartować!
0
@Sau_Ron Ty chyba sobie żartujesz? Niby jak mieliby jeszcze wygrać?
14
W końcu sprawiedliwości stało się zadość. W końcu ,,Białe" dziadygi zostały stłamszone, zniszczone i zdeptane jak ten pędrak! Co za wspaniałe uczucie, chwilo trwaj wiecznie!
2
Tyle by się pisało o tym historycznym półfinale, tylko po co?
Usta milczą, dusza śpiewa, cóż do szczęścia więcej trzeba?
Gracias Pepie
0
@napisal To należało od razu jasno to określić i napisać a nie jakoś tak że nie wiadomo o co chodzi!?
7
Tragiczny epizod pełen patosu:
17 maja 1919 r. w trakcie meczu Urugwaj-Chile(2:0), podczas Copa America 1919, Urugwajski bramkarz Roberto Chery, interweniował tak nieszczęśliwie że uderzył głową o słupek tracąc momentalnie przytomność. Agonia na łóżku szpitalnym trwała 2 tygodnie. Przy jego łóżku czuwali na przemian koledzy z drużyny i gracze innych zespołów uczestniczących w turnieju. Niestety Roberto zmarł 30 maja 1919, skończywszy zaledwie 23 lata. Dla uczczenia jego pamięci, Brazylia(w strojach Peñarol) z Argentyną(w koszulkach Urugwaju) rozegrały specjalny mecz. Oba zespoły ufundowały puchar imienia Roberto Chery, który został uroczyście przekazany do honorowych zbiorów Peñarol, zaś w samym Urugwaju powstał klub o nazwie Roberto Chery biorący w latach 1922-25 udział w rozgrywkach ligowych. Roberto Chery, zwany ,,Poetą”, miał wielkie uzdolnienia literackie. Swoje wiersze czytywał na głos przyjaciołom, również tym z boiska, stąd ów przydomek.
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
1
@napisal No dobra ale pisząc że ,,dzisiaj pokażą" to masz na myśli Real Madrid? czy obie ekipy?
1
@napisal A można jaśniej wyjaśnić, użytkowniku ,,napisal"?
0
@pasjonat No ja tam spalonego nie widziałem. Gdyby tak gwizdać wszystkie milimetrowe spalone to nie wiem czy w tej dyscyplinie sportowej miało by to większy sens...
10
Cudowny, niezapomniany, wręcz epokowy finał Champions League:
17 maja 2006 r. na Stade de France, FC Barcelona pokonała Arsenal FC 2:1 w finale Ligi Mistrzów i zdobyła to trofeum po raz drugi w swojej historii. Kluczowa dla losów meczu była akcja z 18 minuty, gdy bramkarz ,,Kanonierów” Lehmann sfaulował wychodzącego na czystą pozycje Eto’o. Pomimo że w tej samej akcji piłke w siatce umieścił Giuly, sędzia cofnął gre do momentu faulu, anulował gola i pokazał Lehmannowi czerwoną kartkę. W 37 minucie Emmanuel Eboue wymusił kontrowersyjny rzut wolny z narożnika boiska i po dośrodkowaniu w pole karne Sol Campbel główką zdobył gola na 1:0 dla Arsenalu. W drugiej połowie Blaugrana biła głową w mur a przeciwnicy groźnie kontrowali, lecz strzały Henry’ego raz po raz kapitalnie bronił Valdes. Wreszcie w 76 minucie wprowadzony kwadrans wcześniej Henrik Larsson przedłużył podanie Iniesty do Eto’o i Kameruńczyk pokonał rezerwowego bramkarza Arsenalu Manuela Almunie. Raptem 5 minut później Larsson ponownie dograł piłke w pole karne a tam rezerwowy prawy obrońca Barçy Beletti zmieścił piłke pomiędzy nogami Almunii i padł z radości na kolana w strugach rzęsistego deszczu. Pamiętam jaki byłem zły że przez większość meczu Rijkaard stawiał na swojego bezproduktywnego rodaka Van Bommela a na ławce siedział Iniesta z Larssonem. Na szczęście w pore zareagował bo inaczej nigdy bym mu tego nie wybaczył!
Przeżyjmy to jeszcze raz:
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
6
@FCBparasiempre
16 maja 1907 r. urodził się Antonin Puč, napastnik. Urodził się w czasach gdy Hitler jeszcze miał dwa jądra a na mapach świata próżno było szukać Polski. Pierwsze swoje mecze rozgrywał na ulicach Smichova, jednej ze starych dzielnic Pragi. Już licząc sobie sześć wiosen, uczęszczał na treningi do miejscowego klubu Cechie. W roku 1920, gdyż Polacy stawiali czoło bolszewickiemu agresorowi, Antonin Puc przeniósł się do SK, innego zespołu ze stolicy Czech. Pięć lat później był już piłkarzem Slavii, drużyny której był jedną z największych gwiazd. Był dość drobnej postury, za to dysponował niesamowitym uderzeniem, które sprawiało olbrzymie problemy każdemu ówczesnemu bramkarzowi. Jego strzały były zaskakujące, gdyż mało kto wierzył, że człowiek o tak przeciętnej sylwetce może mieć w nodze prawdziwą petardę. Przeciwnicy nabierali się i często byli karani przez mierzącego 175 centymetrów napastnika. Szybki, zwinny mijał obrońców jak tyczki, a w połączeniu ze wspomnianym wcześniej uderzeniem był zabójczą bronią. Świetne występy w praskim zespole zaowocowały powołaniem i regularną grą w reprezentacji. W eliminacjach do mistrzostw świata 1934 Czechosłowacy trafili na Polaków. Zespół Józefa Kałuży przegrał 1:2 i nie stawił się na rewanż, co jest pierwszym zanotowanym walkowerem w historii kwalifikacji. Powodem takiego obrotu spraw był ówczesny konflikt pomiędzy oba państwami o Zaolzie, tj. terytorium Śląska Cieszyńskiego, które było głównym powodem sporów pomiędzy Polską i Czechosłowacją. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało komunikat, w którym zakomunikowali, że mecz “nie służyłby dobrze stosunkom międzynarodowym” i zablokowali wydanie paszportów polskim piłkarzom. Warto wspomnieć, że w tym spotkaniu, które było zaplanowane na 15 kwietnia, w kadrze miał zadebiutować Ernest Wilmowski, który kilka dni wcześniej dopiero po raz pierwszy zagrał w lidze w barwach Ruchu Hajduki Wielkie. Rok po Anschlussie Austrii, w 1934 roku we Włoszech odbyły się drugie mistrzostwa świata w piłkę nożną. Wśród szesnastu zespołów, którym udało się zakwalifikować do głównego czempionatu, znalazła się drużyna Czechosłowacji. Turniej został rozegrany w dość nieprzyjemnej atmosferze, gdyż głównie był on promocją włoskiego faszyzmu i Benito Mussolini organizując go w swoim państwie, chciał pokazać, jak silny jest kult jego osoby na Półwyspie Apenińskim. Ponadto reprezentacje Brazylii i Urugwaju przybyły w rezerwowych składach. Była to odpowiedź za sytuację sprzed czterech lat, gdy tylko kilka reprezentacji ze Starego Kontynentu pojechało do Ameryki Południowej. Reszta tłumaczyła się olbrzymimi kosztami transportu. Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę, trzeba powiedzieć jasno, że te mistrzostwa musiały paść łupem jakiegoś europejskiego zespołu. Dlatego Czechosłowacy mimo tego, że debiutowali na tej imprezie przybyli w dobrych humorach. Pierwszy swój mecz rozegrali 27 maja. Ich przeciwnikiem była inna europejska drużyna – Rumunia. Zwyciężyli oni 2:1 po bramkach właśnie Puca i Oldricha Nejedliego, honorowe trafienie dla Rumunów zaliczył Stefan Dobay. W związku z tym, że w mistrzostwach udział brało tylko szesnaście zespołów, to pierwsza runda była jednocześnie 1/8 finału. W ćwierćfinale ekipa Karela Petru zmierzyła się ze Szwajcarią. I po 90 minutach gry dwunastotysięczna publiczność brawami nagradzała zwycięstwo reprezentacji Czechosłowacji 3:2. 3 czerwca rozegrane zostały półfinały. Puc i spółka musieli stawić czoło drużynie III Rzeszy. Niemców na łopatki rozłożył Oldrich Nejedly, strzelając trzy gole, Czech odesłał ich do meczu o trzecie miejsce. 10 czerwca na ówczesnym Stadionie Narodowej Partii Faszystowskiej(obiekt został wyburzony w 1953 roku) rozegrano finał mistrzostw świata pomiędzy gospodarzami imprezy i Czechosłowacją. Obecność Włochów w wielkim finale nie może dziwić, jedynie zaskoczyć może, że ich droga do meczu o złoty medal była dość wyboista. Oprócz pierwszego łatwego meczu, wygranego aż 7:1 z Amerykanami, Włosi ledwo zwyciężyli w starciach z Hiszpanami i Austriakami. Tym bardziej, że w spotkaniu z tymi drugimi Giuseppe Meazza zdobył gola poprzez wepchnięcie do bramki austriackiego bramkarza z piłką w rękach. Sędzia jednak przewinienia się nie dopatrzył i Włosi mogli zagrać w finale. Mecz wygrała drużyna z Półwyspu Apenińskiego 2:1. Do siatki bramki bronionej przez Frantiska Planicke trafili Raimudno Orsi i Angelo Schiavio. Wynik meczu otworzył właśnie Antonin Puc, jednak następne dwa ciosy zadali Włosi i tak o to po raz pierwszy w historii wygrali mistrzostwa świata. Warto dodać, że strzelec pierwszego gola dla gospodarzy turnieju był w połowie Argentyńczykiem, a przy akcji dające drugie trafienie Włochom duży udział miał Meazza, który jeszcze kilka minut wcześniej ledwo przeżył starcie z Czechosłowakiem. Z tym meczem związana jest jeszcze legenda mówiąca, że przed finałem do trenera Azzurich podszedł Mussolini i powiedział: “Masz to wygrać albo umrzeć”. Te słowa jednak nigdy nie zostały potwierdzone.
W przerwie pomiędzy turniejami Puc i jego koledzy ze Slavii dwukrotnie świętowali mistrzostwo Czechosłowacji. Tak samo liczbę tytułów zgarnęli ich sąsiedzi zza miedzy, Sparta. W 1938 roku w cieniu nadchodzącego konfliktu rozegrane zostały mistrzostwa we Francji. Tym razem na turniej nie dotarły reprezentacje Argentyny i Urugwaju. Argentyńczycy twierdzili, że to im należała się organizacja czempionatu, który przyznano Francuzom. Ponadto podczas tych mistrzostw po raz pierwszy przyjęto, że zapewniony występ na turnieju zapewniony ma mistrz świata i gospodarz. Pierwszym przeciwnikiem Czechosłowacji była Holandia. Po upływie regulaminowych dziewięćdziesięciu minut był bezbramkowy remis. W dogrywce Czechosłowacy strzelili trzy bramki i drużyna Oranje musiała pożegnać się z turniejem już w pierwszej rundzie. W ćwierćfinale Puc wraz z kolegami musiał stawić czoło Brazylii, która w 1/8 pokonała Polskę 6:5. 12 czerwca na stadionie w Bordeaux Canarinhos padł remis 1:1 i w związku z tym, że wówczas nie praktykowano rozstrzygania meczu rzutami karnymi czy złotym golem grano jeszcze jedno starcie. Oprócz tego, starcie te było rozgrywane w atmosferze walki na śmierć i życie. Z boiska usunięto trzech piłkarzy, a kolejnych pięciu zostało kontuzjowanych. Pod koniec spotkania złamania śródręcza doznał bramkarz reprezentacji Czechosłowacji, Frantisek Planička , jednak dograł on ten mecz do końca. Dwa dni później na tym samym obiekcie Czechosłowacy już bez swojego golkipera nie dali rady drużynie z Ameryki Południowej i protoplaści Pelego i Ronaldo wygrali 2:1 eliminując wicemistrzów świata sprzed czterech lat. Ostatecznie tytuł obronili Włosi, którzy w finale zwyciężyli Węgrów 4:2. W chwili wybuchu II Wojny Światowej Antonin Puc pomimo tego, że na karku miał już trzydziestkę to miał jeszcze kilka lat gry przed sobą. Jednak poczynania Hitlera pokrzyżowały plany jego i kilku milionów innych ludzi. Karierę zakończył w czasie gdy już pewien Niemiec z wąsem wdrażał w życie plan Operacji Barbarossa a swoje ostatnie mecze rozgrywał dla Viktorii Žizkow i SK Smichov. Już podczas trwania zmagań wojennych Puc zdążył raz zagrać w reprezentacji Protektoratu Czech i Moraw. W tym zespole oprócz niego epizod zaliczyli inni piłkarze kadry Czechosłowacji m.in. Nejedly czy Bican. Najlepszy strzelec reprezentacji Czechosłowacji zmarł 18 kwietnia 1988 roku w Pradze.
6
Wybitne legendy czeskiego futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Rastafarnianin
8
Czy wiemy że…
16 maja 1925 r. International Football Board przyjął przepis o spalonym. Zaproponowana przez szkocką federację zasada brzmiała: ,,Atakujący zawodnik nie jest na spalonym jeżeli w momencie zagrania piłki pomiędzy nim znajduje się 2(wliczając bramkarza) zawodników drużyny przeciwnej’’. Przepis ten zastąpił wcześniejszą ,,zasadę trzech’’ i spowodował znaczne zwiększenie liczby goli na mecz.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Rastafarnianin
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
11
Wybitne legendy futbolu:
16 maja 1925 roku w Rio de Janeiro urodził się Nilton Santos, lewy obrońca, 2-krotny Mistrz Świata: 1958 i 1962. Nilton Santos przez całą piłkarską karierę związany był z jednym klubem a mianowicie Botafogo Rio de Janeiro. W barwach tego klubu rozegrał 723 spotkania i strzelił 11 goli. Był podstawowym graczem reprezentacji Brazylii podczas Mistrzostw Świata w Szwajcarii w 1954 roku, Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku oraz Mistrzostw Świata w Chile w 1962 roku. Na mistrzostwach świata w Szwecji strzelił gola, który przeszedł do historii futbolu a trzeba zaznaczyć iż w owych czasach bardzo rzadko obrońcy strzelali gole a zwłaszcza na Mundialu. Przypomnijmy zatem ten wyczyn Santosa; otóż Brazylia grała mecz z Austrią, była 5 minuta drugiej połowy i Brazylia starała się utrzymać wątłe prowadzenie 1-0. Nilton przyją piłkę na swojej połowie i ruszył do przodu. Niedaleko pola karnego przeciwnika podał do Altafiniego i zażądał jej z powrotem. Otrzymał ją tuż przed polem karnym i przerzucił rasowym lobem nad bramkarzem Szanwaldem. Było 2-0 a na 3-0 podwyższył Altafini i Austriacy już się nie podnieśli. Austria okazała się trudnym rywalem i nie wykorzystała dwóch dogodnych sytuacji na strzelenie goli tylko dzięki dobrze broniącemu Gilmarowi. Ostateczny wynik 3-0 dla Brazylii nie oddaje przebiegu gry. Gdyby nie gol Santosa rezultat mógłby być zupełnie inny. Niltona Santosa uważa się za pioniera gry ofensywnej wśród obrońców, który regularnie strzelał gole w barwach Botafogo. Nilton wyróżniał się spośród większości graczy. Był inteligentny, wygadany i przyjaźnił się z gwiazdami estrady. Lecz niewielu wiedziało iż pomimo sławy jaką zdobył grając w Botafogo i w reprezentacji, wrócił do nauki, zapisując się na wieczorowy kurs do Colegio Juruena, gdzie ukończył edukację przynajmniej na poziomie gimnazjum. Legendarny zawodnik cierpiał na chorobę Alzheimera, zmarł w wieku 88 lat w Rio de Janeiro 27 listopada 2013 roku. FIFA uznała Niltona Santosa za najlepszego lewego obrońcę w historii futbolu!
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
10
Duma Katalonii triumfująca w Copa del Rey:
16 maja 1926 r. FC Barcelona wygrała szósty w historii(i drugi z rzędu) Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Estadio Mestalla pokonała Athletic Club de Madrid 3:2 po dogrywce. Gole dla Barçy strzelali: Samitier(62 m.), Just(63 m.) oraz Alcantara(112 m.). Przypomne tylko iż Athletic Club de Madrid to była pierwsza nazwa Atletico Madryt. A oto skład Barçy z tego finału: Platko, Planas, Walter, Bosch, Sancho, Carulla, Just, Piera, Samitier, Alcantara oraz Sagi Barba.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Ogorinho1974
@Monix10
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
7
Fantastyczny finał Blaugrany w PZP :
16 maja 1979 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy Puchar Zdobywców Pucharów w historii, pokonując w finale Fortune Düsseldorf. Rozgrywki, w których brali udział zdobywcy krajowych pucharów, organizowano w latach 1961-99. Ogółem przeprowadzono 39 edycji a Barça wygrała czterokrotnie te rozgrywki, najwięcej ze wszystkich drużyn. W sezonie 1978/79 Duma Katalonii eliminowała kolejno Szachtar Donieck, Anderlecht(obrońców tytułu), Ipswich Town i SK Beveren aby w finale na St. Jakob Stadium w Bazylei ograć Fortune Düsseldorf po dogrywce 4:3. Był to jeden z najlepszych meczów w finałach europejskich pucharów. Przy stanie 1:1 Rexach nie strzelił karnego, jednak wyprowadził swój zespół na prowadzenie w dogrywce. Nie brakowało również heroicznych czynów. Otóż Migueli grał z unieruchomionym obojczykiem a Quini wystąpił krótko po wypadku samochodowym, w którym ucierpiał on i jego żona. Gwoli ścisłości przypomnę tylko strzelców goli dla Blaugrany: Tente Sanchez(5 m.), Asensi(35 m.), Rexach(103 m.) oraz Krankl(111 m.). Składy obu drużyn:
Barcelona: Artola, Zuviria, Migueli, Albaladejo (De la Cruz 57'), Costas (Martinez 67'), Neeskens, Rexach, Sanchez, Krankl, Asensi, Carrasco.
Fortuna Dusseldorf: Daniel, Brei (Weikl 25'), Zewe, Zimmermann (Lund 84'), Haltes, Kuhnen, Schmitz, T. Allofs, Bommer, K. Allofs, Seel.
Przypominjmy:
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
0
@Walker Akurat tych braci to zupełnie nie znam. Jedynego Gancarczyka to znam jedynie Seweryna ale to raczej większość kibiców go zna...
8
@FCBparasiempre
Dwóch braci grających dla jednego klubu to nic nadzwyczajnego w świecie futbolu. Znajdziemy wiele przykładów. Co z sytuacją, kiedy w jednej drużynie grała trójka braci? Zdarzają się podobne historie na etapie juniorskim ale w seniorach to prawdziwa rzadkość. Dlatego warta uwagi jest historia braci Céspedes. Nie dość, że w trójkę grali w pierwszej drużynie urugwajskiego Nacionalu, to byli liderami zespołu i do dzisiaj są prawdziwymi klubowymi legendami. Rodzina Cepsedes pochodziła z miasteczka Melo, położonego na wschodzie Urugwaju. W ostatniej dekadzie XIX w. Don Eusebio Céspedes i Doña Luisa Polanco de Céspedes przybyli do Montevideo w poszukiwaniu lepszego życia. Mieszkali w dużym domu na ulicy 19 kwietnia. Mieli pięcioro dzieci: Amílcara, Bolívara, Carlosa, Delię i Ernesto. W maju 1899 r. grupa studentów uniwersytetu założyła Club Nacional de Fútbol, który powstał z połączenia dwóch klubów: Uruguay Atlético i Montevideo F.C. Początkowo grali w Punta Carretas, gdzie przeniosło się wielu sympatyków futbolu ze wschodu kraju. Jednym z nich był właśnie Don Eusebio. Chętnie wspierał nową inicjatywę, choć sam już w piłkę nie grał. W futbolu swoich sił próbowało jednak jego trzech synów. Najstarszy, Amílcar, urodzony 15 maja 1882 r., Bolívar, który przyszedł na świat 19 grudnia 1883 r. i Carlos, który urodził się 31 grudnia 1884 r. Od razu pokochali piłkę. Bracia próbowali swoich sił w najstarszym urugwajskim klubie – Albionie, ale także w Artigas Football Club i Defensa Football Club. Kiedy ten ostatni połączył się z Nacionalem w 1900 r., to stali się zawodnikami Tricolores. W swoim nowym klubie zadebiutowali 12 sierpnia 1900 r. w meczu z załogą brytyjskiego pancernika HMS Flora. Na zespół marynarzy nie było wtedy mocnych w rejonie La Platy i również Nacional musiał uznać ich wyższość. Przegrał 1:2. Bracia Céspedes szybko dali się poznać jako silni i zwinni piłkarze. Zawsze grali odważnie i zostawiali serce na boisku. Amílcar zaczynał w środku pola, ale wkrótce został przekwalifikowany na bramkarza i całkiem dobrze sobie radził. Carlos początkowo grał na lewym skrzydle, ale ulubieńcem kibiców stał się jako środkowy napastnik. Bolívar miał chyba największy talent z całej trójki. Dysponował dużą szybkością i został zapamiętany jako niestrudzony, bramkostrzelny skrzydłowy. W tamtym czasie był najbardziej znanym z urugwajskich graczy. Ze względu na swoją ofiarną grę i wolę zwycięstwa odciskał piętno na każdym meczu, w którym grał. Carlitos Céspedes dysponował nadzwyczajnym dryblingiem, którego jednak często nadużywał. Był przeciwieństwem Bolívara, który zawsze zmierzał prosto na bramkę. Bolívar często miał pretensje do Carlitosa, że ten przez swoje dryblingi spowalnia grę i ułatwia zadanie obrońcom. nieraz sprzeczali się o to na boisku– wspominał Domingo Prat, pierwszy kapitan Nacionalu. W 1901 r. Nacional po raz pierwszy wystartował w ligowych zmaganiach. Bracia Céspedes wystąpili we wszystkich meczach, ale wtedy musieli jeszcze uznać wyższość CURCC. Już rok później sytuacja się odwróciła i to Nacional zdobył mistrzostwo. Zrobili to w sposób bezdyskusyjny. Wygrali wszystkie dziesięć meczów i strzelili w nich aż 40 bramek, tracąc przy tym zaledwie pięć. To w tamtym sezonie po raz pierwszy pokonali zespół CURCC. 18 maja, po dwóch bramkach Bolívara, wygrali 2:1 u siebie na Parque Central, a 10 sierpnia potwierdzili swoją wyższość, zwyciężając na Villa Peñarol 3:1, gdzie gole zdobyli Bolívar, Carlos i Alejandro Cordero. Rok później na finiszu rozgrywek oba zespoły zgromadziły taką samą liczbę punktów. Oba przeszły przez ligowe zmagania bez porażki, a dwa bezpośrednie pojedynki zakończyły się bezbramkowymi remisami. O mistrzostwie miał zadecydować dodatkowy mecz. Niestety w kraju nasiliły się niepokoje i wybuchł wewnętrzny konflikt. Piłkarze CURCC, którzy w sporej części byli cudzoziemcami i pracownikami kolei, nie musieli się obawiać powołania do wojska i wysłania na front. Praca na kolei niejako ich z tego zwalniała. Inaczej było z zawodnikami Nacionalu. Bracia, chcąc uniknąć walki, schronili się w Buenos Aires. Razem z nimi kraj opuścili Gaudencio Pigni i Gonzalo Rincón. Pigni i bracia Céspedes zaczęli grać wówczas dla klubu Barracas Athletic. Kiedy sytuacja w Urugwaju się uspokoiła, federacja pod naciskiem CURCC wyznaczyła termin spotkania, w którym miały rozstrzygnąć się losy tytułu. Mecz miał odbyć się 28 sierpnia, a bracia cały czas jeszcze wtedy przebywali po drugiej stronie La Platy. Jednak dzięki zabiegom Pedro Manini Ríosa udało się przekonać prezydenta José Batlle y Ordóñeza, żeby pozwolił piłkarzom wrócić do kraju. Polityk zapewnił, że przez 24 godziny nic im nie grozi i że nie muszą się niczego obawiać ze strony władz. Kiedy już we wrześniu podpisano pokój i zawodnicy na stałe wrócili do kraju, prezydent powiedział: ,,Nie popełnili żadnej zbrodni podczas ucieczki. Nie jest przestępstwem odmowa wzięcia broni w wojnie między braćmi…” CURCC liczyli na łatwe zwycięstwo, ale niespodziewanie w dniu meczu wrócili bracia Céspedes. Wzmocnieni swoimi asami piłkarze Nacionalu zagrali z pełnym zaangażowaniem i wydarli zwycięstwo rywalom. Po zaciętym meczu wygrali 3:2, a bramki tradycyjnie strzelali bracia – Bolívar dwie i Carlos jedną. Bracia Céspedes wiele znaczyli nie tylko dla klubu, ale i dla reprezentacji. 16 maja 1901 r. Urugwaj rozegrał pierwszy mecz z Argentyną. Nie jest jednak uważany za oficjalny, bo został zorganizowany przez Albion. Drużyna była złożona z dziewięciu graczy Albionu i dwóch zawodników Nacionalu. Urugwaj przegrał 2:3, ale jedną z bramek strzelił Bolívar Céspedes. Drugie w historii starcie tych reprezentacji, już w pełni oficjalne, odbyło się 20 lipca 1902 r. Zespół złożony z ośmiu zawodników z Nacionalu i trzech z Albionu poniósł klęskę 0:6. Od tamtego meczu obie drużyny umówiły się, że co roku będą rozgrywać mecze towarzyskie, na przemian w każdym z krajów. W 1903 r. spotkanie miało odbyć się w Buenos Aires. Początkowo komisja, w której skład wchodziło po dwóch przedstawicieli z każdego klubu, wyznaczyła do wyjściowego składu ośmiu zawodników z Nacionalu i trzech z CURCC. Władze CURCC poczuły się jednak dotknięte tym wyborem i pominięciem Lorenzo Mazzuco. Zgłosiły swoje obiekcje komisji, ale ta podtrzymała decyzję. Wobec tego klub nie pozwolił swoim zawodnikom na wzięcie udziału w meczu. Luki w składzie chciano załatać graczami Wanderers, ale oni także odrzucili propozycję. Rozegranie meczu stanęło pod znakiem zapytania i rozważano nawet jego przesunięcie. Wtedy do akcji wkroczyli włodarze Nacionalu. Jako niepokonani w sezonie 1902 uznali, że mają prawo reprezentować cały kraj. Federacja przystała na tę propozycję i do składu dołączyli Gaudencio Pigni, Gonzalo Rincón i Carlos Céspedes. Piłkarze koniecznie chcieli zmazać plamę na honorze, jaką zostawiła porażka sprzed roku. Przez trzy tygodnie przed meczem trenowali codziennie po dwie godziny. Jako studenci nie mieli zbyt wielu obowiązków, więc mogli sobie na to pozwolić, w przeciwieństwie do Argentyńczyków. Wreszcie 13 września 1903 r. na Campo de la Sociedad Hípica w Buenos Aires oba zespoły stanęły naprzeciw siebie. Wszyscy trzej bracia Céspedes wyszli w pierwszym składzie. Sięgniecie po Carlosa Céspedesa okazało się strzałem w dziesiątkę. Już w 21. minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po przerwie wyrównał Jorge Brown, ale kilka minut później Carlitos strzelił swojego drugiego gola. Niedługo potem na 3:1 podwyższył Bolívar i losy meczu były praktycznie rozstrzygnięte. Na dziesięć minut przed końcem rozmiary porażki zdołał zmniejszyć Jorge Brown. Kibice długo oklaskiwali gości, doceniając ich grę. Nazajutrz w porcie w Montevideo zgromadziło się wielu fanów futbolu, żeby przywitać swoich bohaterów. Urugwaj po raz pierwszy pokonał Argentynę, a rywalizacja między oboma krajami rozpoczęła się na poważnie. W 1905 r. Urugwaj zmagał się z epidemią ospy prawdziwej, która w tamtym czasie zbierała śmiertelne żniwo. 21 maja Nacional odniósł pewne trzybramkowe zwycięstwo nad Albionem. Carlos, Bolívar i Gonzalo Rincón świętowali zwycięstwo w gospodzie El pinchazo. Kiedy skończyli biesiadować i wyszli na zewnątrz, okazało się, że jest już po północy i uciekł im ostatni tramwaj. Postanowili więc spędzić noc w tanim hotelu w dzielnicy portowej. To wtedy Bolívar zaraził się ospą. Najprawdopodobniej spał w tym samym łóżku, co zarażony chorobą Brazylijczyk, którego dzień wcześniej wywieziono do izolowanej strefy. Kiedy tydzień później Nacional wygrywał 1:0 z Wanderers, Bolívar nie grał, bo objawy choroby były już widoczne. Tej samej nocy przy jego rodzinnym domu wywieszono plakat informujący o chorobie wśród domowników. Nad ranem 9 czerwca, po dziesięciu dniach walki z chorobą, Bolívar zmarł. Miał tylko 21 lat. Dla rodziny to jednak nie był koniec dramatu. Zarażeni zostali również Carlos i ich siostra Delia. Dziewczyna przez kilka miesięcy zmagała się z chorobą i ostatecznie wyzdrowiała. Carlos nie miał tyle szczęścia. Zmarł 30 sierpnia w wieku 20 lat. Obu zmarłym zawodnikom w ich ostatniej drodze towarzyszyły tłumy kibiców. Choroba ominęła najstarszego z braci. Amílcar dążył się zaszczepić. Grał w Nacionalu do 1908 r. Wtedy przeniósł się do Albionu, w którym zaczynał swoją przygodę z piłką. Klub chylił się już ku upadkowi i zawodnik chciał pomóc w odzyskaniu dawnej świetności. Nie udało mu się to, a sezon 1908 był ostatnim dla Albionu w lidze. Céspedes już nie wrócił do futbolu i do swojej śmierci 13 lipca 1940 r. działał w handlu. Pisząc o braciach Céspedes, trzeba też wspomnieć o ojcu tych wspaniałych zawodników. Don Eusebio zawsze wspierał synów w ich pasji. Po zwycięskich meczach piłkarze często szli do domu Céspedesów, gdzie mogli odpocząć po meczu czy wymienić uwagi na temat gry. Angażował się futbolowe sprawy kraju. Był członkiem komisji, która powoływała zawodników i jednym z delegatów w pamiętnym meczu w Buenos Aires. Mimo tragedii ciągle pozostał przy klubie, a od 1907 r. był honorowym prezydentem Nacionalu. Historia braci Céspedes pokazuje, że człowiek żyje tak długo, jak pamięć o nim. W klubie ich spuścizna żywa jest do dzisiaj. Nawet po ponad 100 latach od śmierci otacza się ich szczególną czcią. Każdy z kibiców wie, kim byli i ile znaczyli dla klubu w jego pionierskim okresie. Szanuje się ich w każdym środowisku, niezależnie od pochodzenia, statusu, czy koloru skóry. Ich imieniem nazwano kompleks sportowy, w którym trenują piłkarze. Bracia Céspedes są nierozerwalnie związani z Nacionalem, a Nacional z nimi.
7
Tragiczna historia braci Céspedes(wiecie gdzie czytać? no to czytajcie!):
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Rastafarnianin
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@AssisMoreira
@Mixtape
7
@FCBparasiempre
Dawno, dawno temu, kiedy biały orzeł miał się dopiero wykluć a inne orły dopiero miały zacząć naukę latania, na świecie postrach siały trzy lwy. Trzy lwy zahartowane na białych klifach Dover nie miały sobie równych. Początkowo nie były w stanie się im przeciwstawić nawet czerwone smoki gniazdujące w Górach Kambryjskich. Jedynym, który potrafił ich powstrzymać, był czerwony lew, którego domem były zielone stoki Grampianów. Po kilku dekadach zażartych walk w Albionie lwy po raz pierwszy pojawiły się na kontynencie. W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku kilkukrotnie odwiedzały stały ląd. Za każdym razem potwierdzały swoją wyższość. Radziły sobie z czarnymi orłami znad Dunaju czy z kogutami znad Sekwany. Nie straszne im były nawet czerwone diabły. Wydawało się, że nikt nie będzie w stanie nawiązać z nimi równorzędnej walki. Do czasu. Do czasu aż na ich drodze stanęli waleczni torreadorzy… Te trzy lwy to oczywiście piłkarska reprezentacja Anglii. Po raz pierwszy Wsypy Brytyjskie opuściła w 1908 r. W ciągu tygodnia odwiedziła Wiedeń, Budapeszt i Pragę. Rozegrała cztery spotkania. Wszystkie wygrała. Zdobyła 28 goli a straciła tylko dwa. Rok później Anglicy znowu pojawili się w Austro-Węgrzech. Znowu zdemolowali rywali, ale tym razem w trzech spotkaniach strzelili tylko 20 bramek i stracili aż pięć. Pokazali jednak piłkarzom z kontynentu, że sporo jeszcze muszą się nauczyć. Wrócili po ponad 10 latach. Ich przewaga nie była już tak ogromna. W 1921 r. wygrali jeszcze co prawda w Brukseli z Belgami 2:0, ale już dwa lata później starcie Trzech Lwów z Czerwonymi Diabłami zakończyło się remisem. Wynik ten podziałał mobilizująco na Anglików, bo w kolejnych 9 pojedynkach z zespołami spoza Wysp odnieśli komplet zwycięstw. Zbliżał się rok 1929, w którym po raz pierwszy mieli zmierzyć się z Hiszpanami, którzy znaczyli coraz więcej na piłkarskiej mapie świata. Rok 1929 zaczęli od kwietniowej porażki 0:1 ze Szkocją w Home Championship. W maju angielska reprezentacja rozpoczęła kolejne europejskie tournée. Podobnie jak w poprzednich latach ich rywalami były drużyny Francji i Belgii. 9 maja wygrali w Paryżu 4:1. Po meczu w The Times pisano o dość łatwym zwycięstwie, ale zaznaczano jednocześnie, że pod pewnymi względami gra była nieco rozczarowująca. Bardziej krytyczny był Daily Sketch and Graphic: ,,Anglicy nie grali za dobrze. Brakowało im prędkości i będą musieli się bardziej postarać, jeżeli chcą myśleć o pokonaniu Hiszpanii, która miesiąc wcześniej rozbiła Francję 8:1”– pisano. Dużo lepiej oceniano odniesione dwa dni później zwycięstwo nad Belgią. Anglicy wygrali w Brukseli 5:1, a prasa chwaliła grę reprezentantów: ,,Angielscy obrońcy z łatwością powstrzymywali belgijskich napastników, a po okresie silnego nacisku anglików, belgowie przegrywali we wszystkich elementach gry – pisano w The Times”. Jednym z wyróżniających się zawodników tamtego spotkania był George Camsell. Strzelił cztery bramki, dziennikarze chwalili jego pomysłowość, a Sketch nazwał go objawieniem. Niestety napastnik doznał w tym starciu urazu, który wykluczał jego udział w spotkaniu w Madrycie. Prasa zauważała, że to dla zespołu dotkliwa strata i obawiano się, że brak Camsella ze względu na jego siłę i waleczność będzie mocno odczuwalny. W Hiszpanii panowało przekonanie, że pojedynek z Anglią jest krokiem w kierunku umocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej. El Mundo Deprotivo pisało, że grając przeciwko Anglikom, Hiszpania robi olbrzymi, transcendentalny krok. Może się wydawać, że Hiszpanie czuli się zaszczyceni samą możliwością gry z ojcami futbolu, ale wcale nie stali na straconej pozycji. W swoich poprzednich dwóch meczach zaprezentowali naprawdę solidny futbol. W marcu rozbili Portugalię 5:0, a w kwietniu nie pozostawali złudzeń Francuzom, których ograli aż 8:1. Choć w pamięci kibiców ciągle żywa była porażka 1:7 z Włochami na igrzyskach w Amsterdamie, to rezultaty odnoszone w 1929 r. dawały im powody do optymizmu. Smaczku zbliżającemu się spotkaniu dodawał fakt, że Anglicy, jak to Anglicy czuli się wyraźnie lepsi. Kiedy angielski kapitan Jack Hill wyraził przekonanie, że upał może mieć wpływ na wynik meczu, ale to oni wygrają, bardzo nie spodobało się to hiszpańskiej prasie. Pisano o niesportowym zachowaniu, małym szacunku dla rywala i arogancji Anglików. ,,Anglia całkowicie wierzy w zwycięstwo. nie możemy oprzeć się wrażeniu, że ich wiara wydaje się przesadzona. Broń Boże, żebyśmy śmiało mówili, że mamy przewagę na papierze. Gdybyśmy wygrali, nasz prestiż utrwaliłby się na całym świecie. Mogłyby minąć epoki i lata, mogłyby zdarzyć się rozmaite katastrofy, ale już zawsze Hiszpania byłaby „narodem, który pokonał Anglię”– pisało z emfazą El Mundo Deportivo. Warto również zauważyć, że jednym z najważniejszych nauczycieli w hiszpańskim futbolu był Anglik – Fred Pentland. Miał za sobą grę w kilku angielskich klubach, pięciokrotnie reprezentował swój kraj na arenie międzynarodowej. W 1914 r. zaczął trenować niemiecką kadrę olimpijską. Wkrótce jednak wybuchła wojna i został internowany. W obozie podzielił więźniów na zespoły i zorganizował mistrzostwa. Po wojnie prowadził reprezentację Francji, z którą dotarł do półfinału igrzysk w Antwerpii w 1920 r. Po tym turnieju przeniósł się na drugą stronę Pirenejów.
Objął stery w Racingu Santander, który należał wówczas do najlepszych klubów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził również Athletic Bilbao, Atlético Madryt i Real Oviedo. Był zwolennikiem gry krótkimi podaniami, skupiał się na technice i panowaniu nad piłką. Odradzał piłkarzom naśladowanie stylu gry Anglików, czyli prostej taktyki i gry długimi podaniami. Namawiał ich do wykazywania na boisku tej samej odwagi i determinacji, która przyniosła im sukces na igrzyskach w 1920. Otworzył Hiszpanom oczy na wiele futbolowych aspektów. Dziś może wydawać się to śmieszne, ale to on nauczył piłkarzy jak poprawnie wiązać buty. ,,Zacznijmy poprawnie wykonywać proste rzeczy i reszta sama do nas przyjdzie”– powtarzał. W 1927 r. zdobył z Atlético Campeonato del Centro, czyli regionalne mistrzostwo centralnej Hiszpanii, co było dużym osiągnięciem dla pozostającego w cieniu lokalnego rywala madryckiego klubu. Pentland cieszył się dużym uznaniem w kraju, a dla wielu piłkarzy był prawdziwym autorytetem. Miał niezwykły dar czytania gry. Zdobyte doświadczenie w angielskiej i europejskiej piłce było bezcenne. ,,Zawsze potrafił stworzyć drużynę, która łączyła w sobie męstwo ze stylem i szybkością– pisał o nim Jimmy Burns w piłkarskiej furii. Nie może więc dziwić fakt, że jego wiedza była bardzo pożądana przed starciem z Anglią. Hiszpański trener José María Mateos włączył go do sztabu szkoleniowego jako swojego osobistego doradcę. Mecz zaplanowano na 15 maja 1929 r. Miał zostać rozegrany na Estadio Metropolitano de Madrid, na którym swoje spotkania rozgrywało wówczas Atlético. Bilety zostały wyprzedane już na dwa dni przed meczem. Według różnych źródeł od 30 do 45 tys. kibiców pojawiło się na stadionie, żeby oglądać swoich ulubieńców. Mimo że było to spotkanie towarzyskie, to pojedynek z Anglikami wiele znaczył dla dumy narodowej Hiszpanów. Po raz pierwszy mecz reprezentacji był transmitowany w ogólnokrajowej rozgłośni radiowej. Wyspiarze nie byli przyzwyczajeni do gry w wysokich temperaturach. Niektórzy próbowali zarzucać Hiszpanom, że specjalnie ustalili godzinę rozpoczęcia meczu na popołudnie, ale wobec braku sztucznego oświetlenia trudno było o inną decyzję. Spotkanie miało rozpocząć się o godzinie 17:00. Słońce co prawda było już niżej nad horyzontem, ale upał nadal był odczuwalny. Przedmeczowe losowanie wygrali Hiszpanie. Wybrali swoją połowę, a Anglicy dostali piłkę i to oni mieli rozpocząć grę. Wtedy dużo większą rolę niż dzisiaj odgrywały warunki pogodowe. Stadiony były bardziej otwarte, a co za tym idzie wpływ wiatru czy promieni Słońca nie był bez znaczenia. W pierwszej odsłonie Anglicy mieli grać pod wiatr, a Słońce mieli za plecami.
Hiszpanie rozpoczęli mecz w następującym zestawieniu: Ricardo Zamora – Félix Quesada, Jacinto Quincoces, Francisco Prats, Martín Marculeta, José María Peña, Jaime Lazcano, Severino Goiburu, Gaspar Rubio, José Padrón i Mariano Yurrita. Drużyna angielska zagrała w składzie: Ted Hufton – Tommy Cooper, Ernie Blenkinsop, Fred Kean, Jack Hill, John Peacock, Hugh Adcock, Edgar Kail, Joe Bradford, Joe Carter i Len Barry. Anglicy rozpoczęli, ale to Hiszpanie jako pierwsi przeprowadzili groźną akcję. Severino Goiburu, który był jedynym amatorem na boisku, otrzymał piłkę od Gaspara Rubio, sprytnie przedryblował obrońcę i znalazł się w dogodnej sytuacji do oddania strzału. Niestety futbolówka po jego uderzeniu przeleciała nad poprzeczką. Wkrótce jednak angielscy pomocnicy zaczęli radzić sobie z hiszpańskimi atakami i świetnymi podaniami obsługiwali swoich napastników. Po jednym z nich Joe Bradford miał okazję wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale przestrzelił nad poprzeczką. Hiszpanie nie dawali za wygraną i odpowiedzieli strzałem lewego skrzydłowego Mariano Yurrity, który jednak minimalnie przestrzelił obok słupka. Powszechna była wówczas opinia, że drużyny z kontynentu potrafią dobrze rozegrać piłkę, ale brakuje im dokładności i zimnej krwi pod bramką rywali. Wkrótce gra zaczynała przybierać spodziewany obraz. Anglicy w krótkim odstępie czasu dwukrotnie pokonali Zamorę. ,,Po dziewiętnastu minutach Anglia otworzyła wynik dzięki trafieniu Cartera. Adcock ograł kilku przeciwników i w końcu ładnie zacentrował piłkę, a piłkarz West Bromwich umieścił ją w bramce. Po podobnej akcji obu zawodników kilka minut później Carter strzelił drugiego gola– relacjonowano w Sporting Life. Prasa winą za pierwszą bramkę obarczyła José Maríę Peñę i jego złe podanie. Sugerowano też, że przy obu straconych golach Zamora był zbyt niezdecydowany. To z kolei zirytowało kibiców, którzy dali wyraz swemu niezadowoleniu gwiżdżąc i bucząc. Anglicy, mając dwubramkową przewagę, powinni spokojnie kontrolować przebieg spotkania. Wiele drużyn przy takim wyniku mogłoby się załamać, ale nie Hiszpanie. Wzięli się do roboty i starali się odrobić straty. Prasa nazwała to później heroicznym powrotem godnym prawdziwego ducha La Furia. The Telegraph pisał, że Anglicy nie docenili przeciwników, a hiszpańscy zawodnicy żarliwie walczyli o wyrównanie. Ich starania przyniosły efekt jeszcze w pierwszej połowie. Na dziesięć minut przed jej końcem Zamora podał do Marculety, który zagrał do Peñy. Ten posłał ją do Yurrity, który po dwójkowej akcji z Padrónem oddał ją Marculecie. Po jego długim podaniu piłkę przejął Lazcano i świetnie obsłużył Rubio, który niskim strzałem pokonał Huftona. Kilka minut później było już 2:2. Trójkowa akcja Lazcano – Goiburu – Rubio zakończyła się potężnym strzałem tego pierwszego. Kibice byli zachwyceni. Po 45 minutach Hiszpanie remisowali z wielką, niepokonaną Anglią 2:2.
Ich radość nie trwała jednak długo. Krótko po wznowieniu gry Anglicy zepchnęli gospodarzy do obrony. Zamora musiał wspinać się na wyżyny swoich umiejętności, żeby obronić strzały Hilla i Barry’ego. Goście dwukrotnie egzekwowali rzuty rożne, ale nie byli w stanie złamać hiszpańskiej obrony, w której wyróżniaj się Marculeta, nazywany przez The Times wieżą siły. W końcu jednak zasieki Hiszpanów zostały przerwane. Bramkarz Hufton przerwał hiszpańską kontrę, zagrał do kolegów, którzy błyskawicznie wyszli do przodu, a Hill w świetnym stylu zdobył bramkę ponownie dającą prowadzenie. Hiszpanie nie rezygnowali, ale czas nieubłaganie mijał. Do końca pozostawało niewiele ponad dziesięć minut. Anglicy czuli się już zwycięzcami i powoli odliczali minuty do końcowego gwizdka. Wtedy jednak gospodarze zerwali się do jeszcze jednego ataku. Akcję Anglików przerwał Quesada, zagrał do Pratsa, który podał do Marculeta. Ten oddał piłkę Goiburemu, który ściął do środka, wymienił podania z Lazcano, zszedł do boku i dośrodkował na głowę Rubio, który potężną główką dał wyrównanie swojej drużynie. Nie zapominajmy, że w drugiej odsłonie Anglicy grali pod Słońce, które było coraz niżej nad horyzontem i z pewnością nie ułatwiało rozegrania piłki. Rubio wprawił kibiców w euforię. Niesieni falą entuzjazmu rozradowani fani wbiegli na murawę. Każdy chciał dotknąć i wyściskać strzelca gola. Zamieszanie trwało dobrych kilka minut ale w końcu służbom porządkowym udało się ich usunąć z boiska. Anglicy byli zaskoczeni i ze zdumieniem przyglądali się sytuacji na boisku. Ich dekoncentrację wykorzystał Goiburu, którego później obwołano bohaterem meczu. Chwilę po wznowieniu gry ruszył na bramkę w niesamowitym tempie i nie dał szans bramkarzowi. ,,Hufton nawet nie drgnął, kiedy Goiburu pokonał go po prostu wspaniałym strzałem”– pisało el Mundo Deportivo. Hiszpania prowadziła. Tłum znowu próbował wbiec na boisko, ale tym razem służby porządkowe zdały egzamin. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Trzy lwy poległy z rąk torreadorów niczym byki na korridzie. Anglicy ponieśli pierwszą w historii porażkę poza Wyspami Brytyjskimi. El Mundo Deportivo krzyczało w nagłówku: Hiszpania pokonała Anglię!, a na pierwszej stronie wydrukowano zdjęcia każdego hiszpańskiego zawodnika. ,,Na zwycięstwo Hiszpanii wpłynęło bardziej serce niż technika”– pisano. Anglicy byli w szoku. Spodziewali się dość łatwego zwycięstwa, byli pewni siebie, prowadzili grę, a mimo to przegrali. ,,Hiszpania grała dobrze i muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że będą aż tak dobrzy. Nasza porażka naprawdę, naprawdę mnie rozczarowuje ale prawdą jest, że upał dawał się nam we znaki”– mówił po meczu angielski kapitan Jack Hill. Zamora zauważał, że zwycięstwo mogło być bardziej przekonujące, ale nikt nie może powiedzieć, że było dziełem przypadku. Według niego drużyna hiszpańska swoją postawą w drugiej połowie zasłużyła na zwycięstwo. Kilka dni po spotkaniu korespondent Daily Mail pisał: ,,Nigdy nie myślałem, że dożyję dnia, w którym zobaczę, jak jedenastu hiszpańskich piłkarzy upokorzy siłę(większą lub mniejszą)– angielskiej piłki. Większość gazet jednak ograniczała się do zdawkowych relacji o spotkaniu. Jonathan Wilson zwraca uwagę, że lekceważenie tego bądź co bądź historycznego meczu w angielskiej prasie, było jednym z najbardziej znaczących aspektów tamtego wydarzenia. Dużą rolę odegrały tutaj więzi historyczne, a także animozje między oboma narodami. ,,Wśród artykułów, które zdawały się ważniejsze od pierwszej porażki Anglii z zagranicznym zespołem, było wręczenie dużego zegara krykieciście Wally’emu Hammondowi, zwycięstwo Tottenhamu podczas ich tournée po Malcie nad reprezentacją wojsk lądowych 2:0, transfer Williama Hilla do Portsmouth ze Scunthorpe United oraz informacja, że pierwszy finał żeńskich amatorskich mistrzostw Wielkiej Brytanii w golfa zostanie rozegrany pomiędzy panną Joce Wethered a panną Glenna Collett”– pisał Wilson w ,,The Anatomy of England”: A history in ten matches. Hiszpanie pokazali, że są liczącą się siłą na kontynencie i nikt nie może ich lekceważyć. Przywrócili kibicom wiarę i udowodnili, że potrafią grać w piłkę. W kolejnym roku pokonali takie zespoły jak Czechosłowacja, Włochy czy Portugalia. Zwycięstwa te były cenne, ale jednak minimalne. Prawdziwym egzaminem miał się okazać dla nich rewanżowy mecz z Anglią. 9 grudnia 1931 r. na Highbury przegrali jednak aż 1:7, a Zamora rozegrał jeden z najgorszych meczów w karierze. Nadzieje hiszpańskich kibiców, że ich ulubieńcy przejmą od Anglików rolę hegemonów w światowej piłce, okazały się przedwczesne. Tymczasem angielscy kibice utwierdzili się w przekonaniu, że porażka w Madrycie była jedynie wypadkiem przy pracy. Historia jednak pokaże, że przekonanie Anglików o własnej wyższości okaże się zgubne, a najdobitniej udowodni to węgierska Złota jedenastka. Hiszpanie podważyli mit o niepokonanych Anglikach, a Węgrzy ostatecznie się z nim rozprawili.
5
Lwy poskromione przez torreadorów:
@Ogorinho1974
@patataj
@Rastafarnianin
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@AssisMoreira
5
@FCBparasiempre
15 maja 1901 r. urodził się Luis Monti, pomocnik. Czy każdy piłkarz marzy o tym, by zagrać w finale mistrzostw świata? Teoretycznie tak. Monti wystąpił w takim meczu dwukrotnie, ale… wyznał, że wolałby w nich nie uczestniczyć. Urodził się w Buenos Aires, w rodzinie z włoskimi korzeniami. Piłkarzami byli jego brat Enrique, wuj Juan oraz kuzyni Eusebio, Luis Pedro, Antonio i Mario. Przygodę ze sportem zaczął w Club Atletico Huracan. Zdobył z tym zespołem mistrzostwo Argentyny. Trzy kolejne tytuły wywalczył z San Lorenzo. Nic dziwnego, że był powoływany do reprezentacji. Zanim został medalistą mistrzostw świata, wywalczył dla Argentyny krążek na igrzyskach olimpijskich. W 1928 roku lepszy okazał się tylko Urugwaj. Do wyłonienia mistrza potrzebowano dwóch meczów. Pierwszy zakończył się remisem. W powtórce lepsi okazali się Urusi. Dwa lata później właśnie w Urugwaju odbyły się pierwsze piłkarskie mistrzostwa świata. Rozpoczęła się zabawa, która do dziś rozpala serca kibiców w każdym zakątku globu. W finale imprezy zagrały ze sobą te same zespoły, które walczyły o tytuł najlepszej drużyny igrzysk. Doszło do wielkiego rewanżu Argentyny z Urugwajem. Miejscowi kibice starali się uprzykrzyć życie gościom z Argentyny. Uciekali się do różnych, często nieczystych sposobów. ,,Mieliśmy dobrą drużynę, myślę, że byliśmy najlepsi na tych mistrzostwach. Ale już od pierwszego meczu, z Francją, lokalna publiczność urządziła nam piekło. Wyzywali nas, rzucali w nas czym popadnie, w nocy hałasowali pod naszymi oknami. To było straszne”–mówił napastnik Argentyny Francisco Varallo.
Nieprzyjemne sytuacje, które spotykały argentyńskich piłkarzy nasiliły się zwłaszcza przed finałem. Podobno do Montiego podeszli ludzie, którzy powiedzieli: ,,Jeśli Argentyna wygra finał, nie przeżyjecie, ty i twoja rodzina”. Te słowa podcięły mu skrzydła. Sprawiły, że przed najważniejszym wydarzeniem w karierze czuł ogromny strach. Bał się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o swoich bliskich. Przed ostatnim meczem turnieju Monti poprosił selekcjonera, by ten wykreślił go ze składu. W takiej sytuacji zastąpiłby go inny zawodnik grający na pozycji środkowego pomocnika, Adolfo Zumelzu. Był jednak kontuzjowany, przez co Monti nie miał wyboru. Musiał wyjść na boisko. ,,Bardzo się bałem. Grozili, że zabiją mnie i moją rodzinę. Byłem tak przerażony, że nawet nie myślałem, że gram w piłkę. Niestety zaszkodziłem moim kolegom” – wspominał bohater naszego tekstu. Monti w trakcie tego meczu nie był tym piłkarzem, którego znali i podziwiali kibice. Widać było, że przeraził się pogróżkami. Strach miał bardzo duży wpływ na jego grę. Cytowany już Varallo tak opisywał to, jak Monti wyglądał w spotkaniu o złoto: ,,Oddałby wszystko, by nie grać w finale. Nerwowy, płaczący i trzęsący się w szatni. Wyszedł na murawę, zapomniał o swojej brawurze i stał się „cieniem” na boisku. Nie powinien grać w tym finale. Był śmiertelnie przerażony”. Argentyna przegrała 2:4. Wydaje się jednak, że Monti, zamiast rozpaczy, czuł po tej porażce ulgę. Mógł być pewien, że złość urugwajskich fanów nie zostanie na nim wyładowana. Po latach wyznał, że żaden z jego kolegów nie pragnął zwycięstwa. Trudno powiedzieć, jak było naprawdę. Zastraszani byli niemal wszyscy Argentyńczycy, ale chyba żaden nie potraktował pogróżek tak poważnie jak Luis. Możemy tylko gdybać, co spotkałoby Argentyńczyków, jeśli by jednak wygrali. O powadze sytuacji świadczy fakt, że sędzia finału, Belg John Langenus zażądał dostarczenia łódki – na wypadek, gdyby konieczna była ucieczka przed rozwścieczonymi miejscowymi kibicami po końcowym gwizdku. W 1931 roku Monti został zawodnikiem Juventusu. Początki w Turynie były trudne. Argentyńczyk zjawił się w Italii z nadwagą. Aby się jej pozbyć, poświęcił się ostrym indywidualnym treningom. Biegał wokół boiska, mając na sobie… trzy wełniane swetry. Wszystko po to, by mocniej się pocić. Katorżnicze treningi dały pozytywny efekt. Forma wreszcie przyszła i na początku lat 30. Monti sięgnął ze Starą Damą po cztery z rzędu tytuły mistrza Włoch. Kiedy brylował na boiskach w Italii, otrzymał propozycję zmiany barw narodowych. W tych czasach było to dozwolone. Włosi budowali drużynę na mundial, który w 1934 roku miał odbyć się u nich. Już w latach 20. zaczęto we Włoszech szukać piłkarzy poza granicami kraju. Brano zawodników o włoskich korzeniach, a głównym terenem poszukiwań była Ameryka Południowa. Tomasz Wołek tak opisywał to zjawisko w książce „Futbol – historie prawdziwe”: ,,Wystarczyło stwierdzić, iż babcia lub pradziadek urodzili się w Palermo lub Turynie i już otrzymywało się status tzw. „oriundo”. Otwierało to pole do różnych nadużyć”. Pierwszym zawodnikiem, który zasługiwał na miano „oriundo” był Ermanno Aebi. Syn Szwajcara zadebiutował w kadrze w 1920 roku. Wkrótce Włochów zasilali kolejni piłkarze, głównie latynoscy. Przed mundialem w 1934 roku ciśnienie na sukces było ogromne. Mussolini nie wyobrażał sobie, aby najlepszą drużyną globu została inna reprezentacja niż Squadra Azzura. Do kadry dołączyli tacy argentyńscy piłkarze jak: Enrique Guaita, Raimundo Orsi czy Attilio Demaria. Ofertę przyjął również Monti. W 1932 roku zadebiutował w nowej reprezentacji. Na mundialu u siebie Włosi po prostu musieli wygrać. Mussolini nie brał po uwagę innego scenariusza. W artykule napisanym przez Michała Fabiana na portalu WP Sportowe Fakty przedstawiono dialog, który podobno miał miejsce przed turniejem. W rozmowie udział brali „Duce” oraz działacz włoskiej federacji. ,,Nie wiem, jak to zrobicie, ale Włochy muszą wygrać te mistrzostwa”– powiedział Mussolini. ,,Zapewniam, że wszystko, co w naszej mocy, będzie zrobione– odparł działacz. ,,Nie zrozumiał mnie pan dobrze. Włochy muszą wygrać te mistrzostwa. To rozkaz!– wypalił „Duce”. Wszystko sprzyjało gospodarzom. Także sędziowie. W ćwierćfinale Włosi zremisowali z Hiszpanią. Mecz należało zatem powtórzyć. W drugim spotkaniu Italia odniosła zwycięstwo, a duży udział „podobno” miał w nim arbiter. Tak opisywał sytuację Krzysztof Guzowski w 3. części serii „Piłka w grze”, wydanej przez „Rzeczpospolitą”: ,,Żeby duce nie był nieszczęśliwy, zadbano tym razem o odpowiedniego sędziego. Roland Mercet ze Szwajcarii najchętniej gwizdałby w czarnej koszuli, a skoro było to niemożliwe, na potrzeby gospodarzy oddał swój gwizdek. Kiedy Hiszpanie podchodzili pod włoską bramkę, natychmiast znajdował jakiś powód, żeby zatrzymać akcję. Za to Włochom uznał gola strzelonego przez Giuseppe Meazzę po faulu”.
Monti oczywiście znalazł się we włoskiej kadrze i przyczynił się do zdobycia przez nią tytułu najlepszej reprezentacji na świecie. W finale bowiem Italia pokonała Czechosłowację 2:1 po dogrywce. Historia się powtórzyła i nasz bohater znów musiał zmagać się ze strachem przed najważniejszym meczem turnieju. Lorena Monti, wnuczka mistrza świata, opowiadała jak przed pierwszym gwizdkiem w finale do szatni weszła osoba, która przekazała wiadomość od Mussoliniego. Miała ona następującą treść: będą konsekwencje, jeśli nie wygramy. Różne były wersje dotyczące sposób motywowania włoskich piłkarzy przez dyktatora. Niektórzy twierdzą, że „Duce” zajrzał do ich szatni w przerwie i powiedział: ,,Jeśli przegracie, niech Bóg ma was w swojej opiece”. Ponieważ na szyjach Włochów zawisły złote medale, żadnych konsekwencji nie było. Mimo wygranej Italii, Monti nie zaprezentował się dobrze. Presja znów miała negatywny wpływ na jego postawę. ,,W 1930 roku chcieli mi zrobić krzywdę, jeśli wygram finał. We Włoszech, cztery lata później, chcieli mnie skrzywdzić, jeśli przegram”– opowiadał reprezentant dwóch krajów. Luis Monti był we Włoszech bardzo ceniony. Zdawano sobie sprawę z tego, że jego gra miała duży wpływ na sukces reprezentacji Italii. Świadczą o tym słowa, jakimi opisywał go dziennikarz gazety „Tuttosport”, Giglio Panza: ,,Argentyna przysłała nam wielu wspaniałych piłkarzy, ale Luisito Monti był najlepszym ze wszystkich. Był jak wielu piłkarzy w jednym. Jak kilka pozycji na jednej pozycji. Jak różne serca w jednym ciele. Wspaniały piłkarz i wielki człowiek honoru”. Krótko po udanych mistrzostwach Monti doznał poważnej kontuzji. Miało to miejsce w spotkaniu z Anglią w Londynie. Z tego powodu wypadł z kadry na rok. Karierę zakończył w 1938 roku. Został trenerem. Prowadził kilka włoskich klubów, w tym Juventus, w którym występował jako zawodnik. W 1950 roku wrócił do ojczyzny. W Argentynie pracował w Club Atletico Huracan. Zmarł w 1983 roku w wieku 82 lat. Powodem śmierci był atak serca. Historia Luisa Montiego jest niezwykła. Tylko on zdobywał medale mistrzostw świata dla dwóch krajów. Prawdopodobnie pozostanie jedynym takim zawodnikiem już na zawsze, o ile nie nastąpi rewolucja w przepisach. Dodatkowo otoczka obu finałów i emocje, jakie towarzyszyły Montiemu są idealnym materiałem na film. Z jednej strony jest to historia wybitnego piłkarza, z drugiej zaś obraz człowieka, który nie do końca radził sobie z przerażającą presją i paraliżującym strachem.
Osiągnięcia i statystyki:
Osiągnięcia klubowe:
Huracan:
1 x mistrzostwo Argentyny (1921)
San Lorenzo:
3 x mistrzostwo Argentyny (1923, 1924, 1927)
Juventus:
4 x mistrzostwo Włoch (1932, 1933, 1934, 1935)
1 x Puchar Włoch (1938)
Osiągnięcia Reprezentacyjne:
Argentyna:
Złoty medal Copa America (1927)
Srebrny medal igrzysk olimpijskich (1928)
2. miejsce na mistrzostwach świata (1930)
Włochy:
Złoty medal mistrzostw świata (1934)
Puchar Europy Środkowej (edycja 1933-1935)
Osiągnięcia Trenerskie:
Juventus:
Puchar Włoch (1942)
8
Wybitne legendy futbolu:
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@patataj
@Mixtape
@Lionel_Messi10
@kamyk_23
@DaPidejpi
@Rastafarnianin