FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
3
@Sysia11 Mistrzostwa w Argentynie już za 2 tygodnie a ja nie widze na żadnym kanale transmisji. Czyżby nie było na polskiej stacji?
5
@FCBparasiempre
Dla zainteresowanych historią kibiców Derby County Ben Warren jest prawdziwą legendą. Choć od jego śmierci minęło już ponad 100 lat, to trudno przejść obojętnie obok jego tragicznej historii. Odszedł w wieku zaledwie 37 lat. Benjamin Warren urodził się 7 maja 1879 w Newhall. Ta mała podmiejska osada położna jest w pobliżu miasteczka Swadlincote w dystrykcie South Derbyshire w Anglii. Dzisiaj osada liczy niespełna 800 mieszkańców. 140 lat temu było ich z pewnością jeszcze mniej. W osadzie znajduje się Kościół Św. Jana i to właśnie w nim mały Ben został ochrzczony 4 kwietnia 1880 roku. Spisy ludności z tamtego okresu pozwalają znaleźć sporo informacji na temat rodziny Warrenów. Według takiego spisu z 1881 roku Benjamin jest trzecim z czwórki dzieci Josepha Henry’ego i Emily Sarah (z domu Staley). Jego ojciec jest kotlarzem. Mieszkają na Thorn Tree Lane w Newhall. Ze spisu przeprowadzonego 10 lat później dowiadujemy się, że Ben ma jeszcze czworo młodszego rodzeństwa. Państwo Warrenowie mają wówczas ósemkę dzieci. Kolejnych 10 lat później Joseph i Henry mają już 12 dzieci i mieszkają pod nowym adresem, przy Union Road 201 w Newhall. Młody Ben pracuje wówczas, podobnie jak jego ojciec, jako kotlarz. Ślub Benjamina z jego daleką kuzynką Minnie Staley odbył się 21 października 1902 roku w kościele Emmanuela w Swadlincote (ślub został zarejestrowany w Burton-upon-Trent, grudzień 1902). W tym czasie Ben już od czterech lat był piłkarzem pierwszej drużyny Derby County. Wcześniej grał w juniorskich zespołach w Swadlincote i Newhall, a następnie w już w „dorosłych” drużynach Newhall Town FC i Newhall Swifts FC. Działacze Derby County udali się do Newhall w maju 1898 roku, aby pozyskać zdolnego lewego obrońcę. Z czasem Warren zaczął grać na prawej stronie defensywy, stając się jednym z najlepszych na tej pozycji w całym kraju. Bazując na relacjach prasowych sprzed ok. 120 lat, można stwierdzić, że Warren był dobry w odbiorze piłki. Grał twardo, ale bardzo fair. Często włączał się do akcji ofensywnych, co nie było typowe dla obrońców w tamtym czasie. Słynął także ze starannej pielęgnacji swoich wąsów. Derby County, nazywane często The Rams, było wówczas ambitną drużyną, której marzyły się większe sukcesy niż wicemistrzostwo Anglii w 1896 i dwa przegrane finały Pucharu Anglii w 1898 i 1899. Za pierwszym razem lepsze w finałowym meczu lepsze okazało się Nottingham Forrest, a za drugim Sheffield United. W rozrywkach 1901/1902 Derby z Warrenem w składzie również dobrze radziło sobie w rozgrywkach Pucharu Anglii, a Ben imponował skutecznością. We wszystkich pucharowych meczach zdobył łącznie osiem goli. Barany wygrały kolejno z Blackburn Rovers 2:0, Lincoln City 3:1 i Portsmouth 6:3 (po wcześniejszym remisie 0:0). W półfinale Derby trafiło na Sheffield United, z którym miało rachunki do wyrównania. Spotkanie odbyło się w West Bromwich i zakończyło się remisem 1:1. W powtórzonym meczu rozegranym w Wolverhampton znów padł remis 1:1. Dopiero w trzecim spotkaniu (tym razem w Nottingham) piłkarze Sheffield okazali się lepsi i wygrali 1:0. W kolejnym roku piłkarze Derby byli jeszcze bardziej zdeterminowani, aby zwyciężyć w FA Cup. 2:1 ze Small Heath, 2:0 z Blackburn Rovers, 3:0 ze Stoke (gol Warrena) i 3:0 w półfinale z Millwall (znów bramka Warrena) dały The Rams awans do finału. Finał rozegrany na starym stadionie Crystal Palace w Londynie odbył się 18 kwietnia 1903 roku. Grające w błękitno-granatowych strojach Bury FC nie dało żadnych szans występującej w czerwonych koszulkach i czarnych spodenkach drużynie Derby County. Warren zagrał w spotkaniu jako prawy pomocnik w ustawieniu 2-3-5. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Bury 6:0. W kolejnych latach, w których Warren by członkiem zespołu drużynie Derby nie udało się dotrzeć już do finału. Na zdobycie jedynego w historii Pucharu Anglii The Rams czekały aż do 1946 roku, a na mistrzostwo (jedno z dwóch) do 1972 roku. Warren grał w Derby do 1908 roku. W tym czasie uzbierał łącznie 242 ligowe spotkania. Jego kolegami z drużynami byli zawodnicy, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii Derby County — Steve Bloomer (474 ligowych meczów), Jimmy Methven (458 meczów), Archie Goodall, młodszy brat Johna (380 spotkań), George Richards czy Charlie Morris.
Dobra i stabilna forma w meczach ligowych i pucharowych zaowocowała powołaniem Warrena do reprezentacji Anglii. 17 lutego 1906 w meczu przeciwko Irlandii (wtedy będącej jeszcze częścią Zjednoczonego Królestwa) Warren zadebiutował w kadrze, a Anglia wygrała 5:0. Spotkanie odbyło się w ramach 22. edycji British Home Championship — turnieju rozgrywanego między reprezentacjami z Wysp Brytyjskich. Warren zagrał także w wygranym 1:0 meczu z Walią i przegranym 1:2 spotkaniu ze Szkocją. Do 1 kwietnia 1911 roku Warren uzbierał w kadrze 22 mecze i zdobył dwie bramki — obie w spotkaniach z Austrią. Najpierw w 1908 roku trafił do siatki Austriaków w meczu wygranym aż 11:1, a rok później w rywalizacji zakończonej wynikiem 8:1 dla Synów Albionu. W ostatnim meczu, w którym grał Ben Warren, Anglicy zremisowali ze Szkocją 1:1. 28 lipca 1908 roku Chelsea zapłaciła drużynie Derby County 1000 funtów za pozyskanie Warrena. Chrapkę na Bena miały też Leicester Fosse (do 1919 nazwa dzisiejszego Leicester City) i Manchester City. Warren wybrał jednak Chelsea, ale odrzucił możliwość przeniesienia się na stałe do Londynu. Po każdym meczu w barwach Chelsea wracał do domu w rodzinnym Newhall. W barwach The Blues zadebiutował w meczu z Preston North End 1 września 1908 roku. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a Chelsea wystąpiła w następującym składzie: Jack Whitley – John Cameron, Thomas Miller, Ted Birnie, Robert McRoberts, Ben Warren, Norman Fairgray, Angus Douglas, Percy Humphreys, George Hilsdon, Jimmy Windridge. Warren bez trudu zdobył stałe miejsce w drużynie Chelsea, utrzymał także swoją pozycję w narodowej kadrze. Kolejny sezon(1909/1910) przyniósł Warrenowi pierwsze poważne problemy zdrowotne. Opuścił drugą połowę sezonu z powodu cysty (rodzaju torbieli) na boku tułowia. 4 grudnia 1909 roku Warren zagrał jeszcze w wygranym meczu Chelsea z Bristol City 4:1 (dwa gole słynnego Viviana Woodworda), a już 21 grudnia został zoperowany w szpitalu Świętego Tomasza w Londynie. Podczas drugiej części sezonu Warren tylko raz pojawił się na boisku — 7 marca w zakończonym bezbramkowym remisem meczu z Sheffield United. Dla Chelsea nie była to dobra kampania. Dziewiętnaste, czyli przedostatnie miejsce w tabeli oznaczało spadek do Second Divison. Sezon 1910/1911 już z w miarę zdrowym Warrenem Chelsea rozpoczęła od wyjazdowego zwycięstwa z jego byłym klubem, Derby County 4:1. Hat-tricka strzelił w tym spotkaniu George Hilsdon (prawie 100 bramek dla The Blues w zaledwie sześć lat). Warren również imponował swoją grą i ponownie stał się ważnym członkiem zespołu. Najczęściej grał na boku trzyosobowej linii pomocy. Chelsea radziła sobie nieźle, wygrywając m.in. 7:0 z Lincoln City czy 3:1 z West Bromwich. Ostatecznie jednak to ta ostatnia drużyna zajęła pierwsze miejsce w lidze i wywalczyła awans. Drugi był Bolton, a Chelsea dopiero trzecia. Na pocieszenie został tytuł króla strzelców dla Boba Wittinghama (31 goli). O krok od sukcesu The Blues byli też w FA Cup. Po pokonaniu Leyton Orient, Chesterfield Town, Wolverhampton i Swindon Town Chelsea znalazła się w półfinale krajowego Pucharu. Na St. Andrew’s Stadium w Birmingham rywalem Chelsea było Newcastle. Porażka 0:3 zakończyła marzenia ówczesnego drugoligowca o zdobyciu prestiżowego trofeum. Warren nie mógł wtedy wiedzieć, że więcej przed taką szansą już nie będzie dane mu stanąć. Sezon 1911/1912 był bardzo udany dla Chelsea. 54 punkty i drugie miejsce w tabeli dały upragniony powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bob Wiittingham tym razem zdobył mniej bramek (26), ale i tak był najlepszym strzelcem zespołu. Prawie wszystko układało się po myśli fanów The Blues. Prawie. Dla Benjamina Warrena i jego rodziny jesień 1911 roku była początkiem koszmaru, który nie miał szczęśliwego końca. 28 października 1911 roku Chelsea wygrała 4:1 z Clapton Orient (ówczesna nazwa Leyton Orient). Jedna z prasowych relacji głosiła: ,,Wagę zwycięstwa podkreśla fakt, że zawodnik Ben Warren był w drugiej połowie tylko statystą”. Taki stan rzeczy spowodowany był kontuzją kolana, której doznał. Przypomnijmy, że w tamtych czasach nie było możliwości dokonania zmiany. Lekarze uznali, że jest to niewiele więcej niż rutynowa kontuzja, a artykuł z gazety The Evening Telegraph & Post z 22 listopada 1911 roku sugerował, że uraz Warrena nie jest poważny: ,,Ben Warren robi wielkie postępy. Stan kontuzjowanego kolana poprawił się znacznie szybciej, niż się spodziewano, a teraz Warren spokojnie ćwiczy, aby wzmocnić mięśnie. Oczekuje się, że za kolejne trzy tygodnie znów będzie w formie meczowej”.
Takie twierdzenia okazały się jednak nieuzasadnionym hurraoptymizmem. Kolano nie goiło się, jak należy. Warren im dłużej przebywał w szpitalach i był poza domem, tym bardziej martwił się, jak nakarmi swoją żonę i czwórkę dzieci. W ówczesnej rzeczywistości piłkarz, który nie grał, nie otrzymywał wynagrodzenia. Warren obawiał się nie tylko perspektywy przedwczesnego zakończenia kariery, ale także utraty zdolności do wykonywania jakiejkolwiek godziwej pracy. Kolejna miesiące przynosiły tylko gorsze wiadomości. Gazety donosiły, że u Warrena rozwinęła się „gorączka mózgowa”. Zdaniem prasy, Warren, wcześniej łagodny i kulturalny człowiek, „stał się bardzo dziwny a czasami agresywny”. 15 grudnia 1911 r. trafił do prywatnej kliniki. Rick Glanvill tak pisał o tym fakcie w oficjalnej monografii Chelsea FC: ,,Został przyjęty do prywatnej kliniki w Nottingham, cierpiąc na ostrą manię, urojenia, że został otruty oraz halucynacje słuchu i wzroku”. Wiedza o leczeniu tego rodzaju chorób na początku XX wieku była dużo mniejsza niż obecnie. Psychiatria budziła wówczas wielkie zainteresowanie naukowców, ale metody leczenia znacznie odbiegały od dzisiejszych. Warrenowi starano się zapewnić jak najlepsze warunki odzyskiwania zdrowia. Nie bez znaczenia było to, że piłkarz był znaną publicznie postacią. W lutym 1912 roku Warren musiał przyjąć kolejny cios. Mająca od lat problemy z płucami matka piłkarza, Emily zachorowała na grypę. Ciężki przebieg choroby oraz troska o swego syna doprowadziła panią Warren do śmierci. Pogarszający się stan Warrena skłonił lekarzy do decyzji o umieszczeniu Bena w zakładzie zamkniętym. ,,Ben Warren został przeniesiony z Nottingham do zakładu w Mickleover, bliżej jego własnego domu. Nadal daleko mu do wyzdrowienia— donosił „The Manchester Courier”, w poniedziałek, 11 marca 1912 roku”. Kontuzjowane kilka miesięcy wcześniej kolano Warrena miało się już zdecydowanie lepiej. Natomiast stan umysłu piłkarza Chelsea mógł budzić bardzo poważny niepokój. Po kilku miesiącach pobytu w zakładzie w Mickleover wciąż sprawny fizycznie Warren postanowił stamtąd uciec. Przyjrzyjmy się nieco dłuższemu cytatowi z gazety The Courierz 5 września 1912, aby przekonać się, jak skończyła się ta próba. Wczoraj rano, tuż przed drugą, na Derby Road w Nottingham miał miejsce niesamowity incydent. Uwagę przyciągnął nagi mężczyzna przechodzący między fontanną a główną bramą cmentarza. Inny mężczyzna, który akurat pił przy fontannie, zobaczył tajemniczą postać i był tak przerażony, że pobiegł za nią z pełną prędkością wzdłuż Alfreton Road. Pozostali przechodnie podążyli za tą postacią w dół Derby Road. Mężczyzna palił papierosa i nie miał na sobie nic poza kołnierzem i krawatem. Przechodząc Derby Road, zobaczył goniących go mężczyzn i krzyknął: „Dobranoc, Jack”. Przechodnie niespokojnie podążyli za nagim mężczyzną i zobaczyli, jak oddawał się dziwacznym wybrykom. Skakał po chodniku i jezdni, jakby się bawił w wyimaginowaną grę w piłkę nożną i wrócił drogą w kierunku mężczyzn. Mężczyźni podeszli do dziwnego „piłkarza”i spytali go, co robi. Powiedział im, że jedzie do Trent Bridge, aby zagrać w meczu. Musiał tam być o 15:30. Wkrótce przybył inspektor policji i przekonując nieznajomego, że zostanie zabrany na boisko piłkarskie, nakłonił go do udania się do Guildhall, gdzie mężczyzna podał nazwisko Ben Warren i powiedział, że mieszka w Derby. Kilkakrotnie nawiązał do gry w Derby County ze Steve’em Bloomerem i innymi znanymi piłkarzami, a później został rozpoznany przez dziennikarza jako słynny obrońca lub pomocnik. Żałosną sytuację Warrena tłumaczy fakt, że po opuszczeniu Derby County kilka sezonów temu przeniósł się do Chelsea, gdzie doznał urazu kolana, co wymagało operacji chirurgicznych. W końcu udał się do swojego domu w Newhall, a następnie do szpitala publicznego w Nottingham, gdzie przebywał kilka miesięcy i poinformowano go, że jego stan znacznie się poprawił. Warren, jeszcze tydzień temu, był w szpitalu psychiatrycznym hrabstwa Derbyshire w Mickleover, gdzie był przeniesiony z Nottingham. Uważa się, że uciekł z Mickleover i szedł pieszo do Nottingham, czyli odległość 20 mil. Kilka dni później po tych wydarzeniach w gazecie The Evening Telegraph and Post ukazał się zaskakujący artykuł. Autor tekstu sugerował, że Warren ma się coraz lepiej. Czytelnicy mogli dowiedzieć się, że Ben jest w dobrej formie fizycznej, znów jest dawnym sobą i wkrótce wróci do gry w Chelsea. Biorąc pod uwagę, iż kilka dni wcześniej Warren biegał nagi po parku w Nottingham, doniesienia gazety wydawały się mało wiarygodne i dawały fałszywą nadzieję wielbicielom jego futbolowego talentu. Dwa dni później sprawę skomentował pracownik Chelsea, A.J. Palmer, który bez ogródek stwierdził, że tekst, który ukazał się w gazecie, jest zwykłą bzdurą. ,,Chciałbym, żeby tak było, ale pewne jest, że Ben Warren nie będzie w stanie grać w Chelsea w tym sezonie i osobiście wątpię, czy kiedykolwiek będzie na tyle zdrowy, by grać w pierwszoligowym futbolu. Proszę publicznie zaprzeczyć tej pogłosce”. O tym, że rację miał raczej Palmer niż dziennikarz The Evening Telegraph and Post świadczyć mogą kolejne wydarzenia. Według personelu szpitala Warren uważał się za nieprzydatnego i często wspominał o tym, że popełni samobójstwo. Raz zdarzyło się, że podarł prześcieradła na strzępy i usiłował się powiesić. Jego stan nie poprawił się na pewno w związku z doniesieniami o wybuchu I wojny światowej i wysłaniu na front jego braci. Wszyscy przeżyli wojnę, choć brali udział w krwawej bitwie nad Sommą, w której śmierć poniosło ponad 400 tysięcy brytyjskich żołnierzy. Przebywający w zamkniętym zakładzie Ben nie doczekał końca Wielkiej Wojny.
W sierpniu 1916 roku u Warrena zaobserwowano niepokojący suchy kaszel, po dwóch miesiącach zdiagnozowano u niego gruźlicę. Wyczerpany psychicznie Ben nie miał siły walczyć z chorobą. 15 stycznia 1917 roku pół godziny przed północną Ben Warren został znaleziony martwy przez mającego nocny dyżur opiekuna. Zanim doszło do tego tragicznego wydarzenia, angielskie środowisko piłkarskie wyszło z inicjatywą udzielenia pomocy finansowej rodzinie Bena Warrena. W tym celu zorganizowano dwa mecze charytatywne. 27 kwietnia 1914 roku rozegrano mecz „Południe” kontra „Północ”. „Południe” wystąpiło w składzie: Molyneux (Chelsea); Shaw (Arsenał), Colclough (Crystal Palace), White (Fulham), Logan (Chelsea), Grimsdell (Tottenham Hotspur); Walden (Tottenham Hotspur), Woodward (Chelsea), Davis (Millwall), McFadden (Clapton), McNeil (Chelsea). W drużynie „Północy” zagrali natomiast: Pearson (West Bromwich); Crompton (Blackburn Rovers), Womack (Birmingham); Barbour (Derby County), Roberts (Oldham); Meredith (Manchester United), Shea (Blackburn Rovers), Osborn (Preston North End), Bache (Aston Villa), Henshall ( Notts County). Najpierw prowadzenia objęli piłkarze z północy(gol Bache’a) ale strzały McFaddena i Forda (wszedł z ławki) dały zwycięstwo „południowcom”. Najważniejsze było jednak to, że z biletów zebrano kwotę, którą po odliczeniu kosztów organizacji, w całości przekazano żonie piłkarza, pani Minnie Warren. Kilka dni później w Newhall zorganizowano mecz miejscowego zespołu Newhall Swifts z Derby County. Goście wygrali 4:1, jednak ponownie najważniejsza była kwota zebrana na rzecz żony i dzieci Bena Warrena. Łącznie z obu spotkań, a także z licznych datków uzbierano kwotę 613 funtów. Pogrzeb odbył się w Newhall, 18 lutego 1917 roku, w obecności dużej liczby żałobników. Warrena żegnała nie tylko rodzina i mieszkańcy Newhall, ale także przedstawiciele świata angielskiej piłki. W 1929 w tym samym grobie pochowany został najmłodszy syn Warrena, Grenville. Po latach (w 1963) spoczęła tam także żona Bena, Minnie. Przez wiele dziesięcioleci rodzinny grobowiec Warrenów był zapomniany i bardzo zaniedbany. Dopiero w ostatnich latach grób został uporządkowany przez krewnych. Dzięki miejscowemu historykowi Stuartowi Haywoodowi odsłonięto tablicę pamiątkową w miejscu urodzenia Warrena. Jego rodzinny dom został częścią szlaku edukacyjnego prezentującej dziedzictwo miasta Swadlincote i okolic. Mający już ponad 80 lat Stuart Haywood uważany jest za najlepszego znawcę życiorysu Warrena. W rozmowie z Derby Telegraph przyznaje, że stylem gry Ben Warren mógł przypominać Stevena Gerrarda, mimo iż grał na innej pozycji: ,,Oczywiście nigdy nie widziałem, jak grał i nie ma żadnych nagrań ale na podstawie doniesień o jego kondycji, nieustannym bieganiu, zdecydowanych interwencjach i celnych podaniach, jego styl był prawdopodobnie podobny do stylu Gerrarda. Piłkarskie tradycje w rodzinie Warrenów kontynuował syn Bena, Harry. Grał w drużynie Folkestone Invicta, w której z czasem został grającym menadżerem. Później prowadził też drużyny Chelmsford City, Southend United i Coventry City. Życiorys Bena Warrena to z całą pewnością historia tragiczna. Jego niewątpliwie udaną karierę sportową przerwał szereg następujących po sobie nieszczęść. Choć był przecież jednym z najbardziej znanych piłkarzy w kraju, to pomoc, której mu udzielono, nie wystarczyła, aby ocalić go przed chorobą psychiczną i śmiercią. Patrząc na tę historię z perspektywy ponad stu lat łatwo zauważyć, jak wiele zmieniło się w świecie futbolu od tamtego czasu. Zdrowie współczesnych piłkarzy monitorowane jest przez szereg specjalistów, a w razie problemów futboliści otaczani są troskliwą opieką. Warto pamiętać o tym kontraście i jeszcze bardziej docenić trud zawodników, którzy dostarczali kibicom rozrywki przed stu laty.
6
Legenda Derby, która odeszła za wcześnie:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@kamyk_23
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@patataj
1
Osimhen nie strzelił karnego? W takim razie nie nadaje sie do FC Barcelony
To stwierdzenie napisałem oczywiście w formie ,,pół żartem, pół serio" ale napewno nie w całości w formie żartu...
0
@P33ck Przecież właśnie oznaczam go w każdym swoim komentarzu! więc o co chodzi?
0
Pawełku co z tobą? żyjesz? Gdzie się podział Paweł 13 sz?
12
Historia Barçy jakiej nie znacie a jaką może chcielibyście poznać:
W roku 1916(dokładną datą nie dysponuje), prawdopodobnie na przełomie kwietnia i maja, w popularnym barze kibiców ,,Izquierda” w dzielnicy Eixample w Barcelonie, działacze FC Barcelony zorganizowali swoje coroczne zgromadzenie. Spotkanie miało wyłonić nowy zarząd oraz zakończyć polemikę odnośnie do zachowania niektórych piłkarzy pierwszej drużyny w półfinale Pucharu Hiszpanii(15.04.1916). W tamtym dwumeczu Barça została wyeliminowana po rozegraniu dwóch dodatkowych spotkań z FC Madrid. Część barcelońskiej publiczności okazała niezadowolenie wobec boiskowej postawy niektórych zawodników w ostatnim meczu, który oznaczał wyeliminowanie Blaugrany po porażce 2:4. Wszystko to sprzyjało zmianom na czele klubu. Nowym prezydentem został Gaspar Roses i Arus, wówczas szef barcelońskiego Ratusza a niedługo potem deputowany do hiszpańskich Kortezów z ramienia Ligi Regionalistycznej. Aby rozwiązać sprawę z półfinałów, nowy zarząd, dowodzony przez Rosesa, postanowił zreformować drużynę, pozbywając się wielu piłkarzy, jak choćby braci Massana i sprowadzając innych. Klub opuścił również(tyle że dobrowolnie) legendarny Paulino Alcantara, który z powodów osobistych wrócił na Filipiny. Związek Esquerry, jak powszechnie zwany był bar, z Barçą nie skończył się wraz z tamtym zgromadzeniem. Trzy lata później klub znów zwołał swoich socios do lokalu przy Exaimple na zgromadzenie ogólne zarządu. Miało ono na celu poproszenie Gampera, by wrócił na stanowisko szefa klubu. Jak podają kroniki z tamtych lat, była to prośba jednogłośna i pełna entuzjazmu. Mimo to założyciel FC Barcelony odrzucił propozycje, w następstwie czego nowym prezydentem został Ricard Graells i Miro. Lokal, który w prasie nazywano mianem ,,pierwszorzędnej restauracji”, w 1923 r. stał się siedzibą Penyi Esquerra- jednego z pierwszych klubów kibica Barçy. Z dala od wszelkich konotacji ideologicznych jego nazwa odnosiła się tylko do miejsca, w którym spotykali się sympatycy klubu. Penya Esquerra, złożona wyłącznie z socios Blaugrany była pionierem wśród barcelońskich klubów kibica, które po latach zaczęły zrzeszać się wokół klubu. Do penyi należą honorowi barceloniści, tacy jak Delfi Vinyoles, Pere Lloveras czy Ernest Gassol ale także byli piłkarze, jak choćby legendarny Katalończyk Roma Forns.
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
12
Czy wiemy że...
7 maja 1972 r. Polska pokonała Bułgarie 3:0 w eliminacjach do Igrzysk Olimpijskich w Monachium po dwóch golach Banasia i jednym Marxa. „Sędzia wygrał mecz w Zagorze, a wam nikt tu nie pomoże” – głosił jeden z transparentów, trzymanych przez kibiców na trybunach Stadionu Dziesięciolecia. Trzy tygodnie po pamiętnej wyjazdowej porażce biało-czerwoni wzięli na Bułgarach srogi rewanż, a ojcem zwycięstwa był ten, którego gola w pierwszym meczu sędzia Victor Pădureanu nie uznał. Jan Banaś trafił do siatki dwa razy, swoje trzy grosze dorzucił Joachim Marx i Polakom przyszło już tylko czekać na wynik kończącego eliminacje spotkania w Burgos. Szczęśliwie amatorzy z Hiszpanii odebrali w nim punkt naszym głównym rywalom do awansu i to my pojechaliśmy na igrzyska w Monachium.
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@kamyk_23
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
5
@FCBparasiempre
Jeśli tego dnia wstałbyś rano, kupił gazetę a potem czytał ją, popijając kawę, papier pachniałby jeszcze ciepłym drukiem. W końcu wyszedł spod prasy nad ranem. Wypiłbyś gorący łyk kawy i leniwie przełożył pierwszą stronę a pachnący druk oznajmiłby ci, że nie ma już nadziei. „Nie ma już nadziei… José Suñol i Pedro Ventura zostali rozstrzelani przez wichrzycieli”. Od momentu, gdy pierwsze wieści o zaginięciu i możliwej śmierci prezydenta Barçy dotarły do stolicy Katalonii, minął niemal rok. Przez cały ten czas była jeszcze nadzieja. „Domek Śmierci”- Sierra de Guadarrama, Wspólnota Autonomiczna Madrytu, 6 sierpnia 1936 roku. Prawdopodobnie był to przypadek. Strefy przejęte przez tę czy inną stronę konfliktu czerwoną linią obrysowuje się jedynie na mapach. Przed nimi nie widać żadnych granic, tylko porośnięte sosnami zbocza Sierra de Guadarrama, okalające drogę wiodącą ku A Coruñii. Samochód jedzie szybko, widać, że czterem mężczyznom, którzy nim podróżują zależy na czasie. Oprócz szofera w środku znajduje się Josep Suñol, prezydent FC Barcelony, jego przyjaciel, dziennikarz – Pedro Ventura Virgilli, i jeden wojskowy, mający ich ochraniać. Ta podróż nie ma jednak nic wspólnego z Barçą. Suñol, członek Republikańskiej Lewicy Katalonii, udał się do Walencji i Madrytu by skontaktować się z tamtejszymi przedstawicielami władz republikańskich na zlecenie Joana Casanovasa, prezydenta Katalonii. Teraz jadą właśnie ze stolicy Hiszpanii drogą w kierunku Galicji. Z północy nadeszły dobre wieści: siły Republiki zajęły Przełęcz Lwów. Suñol tuli do siebie skórzaną walizkę; w środku znajduje się 50 tysięcy peset, które mają zostać przeznaczone na opłacenie żołdu stacjonujących w tej strefie żołnierzy. Samochód przyśpiesza, żółto-czerwona chorągiewka senyery zaczyna trzepotać szaleńczo. Znajdują się 50 kilometrów od Madrytu. Przed nimi otwiera się droga przez Sierra de Guadarrama, w oddali widać już mały domek, wybudowany jako schronienie dla robotników drogowych. Prawdopodobnie był to przypadek. Żadna czerwona linia nie ostrzegła ich, że przekroczyli granicę strefy kontrolowanej przez Republikę. Nikt nie uprzedził, że wieści o zajęciu Przełęczy Lwów były jedynie optymistyczną pogłoską. Jest gorące, wibrujące popołudnie w samym sercu Hiszpanii. Przydrożny domek zbliża się szybko. O wszystkim przesądziły godziny. Jeszcze poprzedniej nocy niewielki budynek wzniesiony dla robotników znajdował się w rękach armii republikańskiej. Nocna potyczka sprawiła jednak, że okolice Sierra de Guardarrama, a wraz z nimi niepozorny domek przy drodze do A Coruñii, zostały przejęte przez nacjonalistów. Po latach miejscowi zaczną nazywać to miejsce Casita de la Muerte – Domkiem Śmierci. ,,Niech żyje Republika!” Nie wiadomo co kieruje Suñolem, gdy tym okrzykiem wita dowódcę oddziału frankistów. Nie miał pojęcia, że właśnie przekroczył granicę strefy republikańskiej, czy jednak nie zorientował się z kim ma do czynienia kiedy wysiadł z samochodu? Nie rozpoznał mundurów, nawet gdy nacjonaliści się zbliżyli? A może zrobił to tylko i wyłącznie po to, by zobaczyć na ich twarzach wyraz konsternacji? Chwilę później powód nie ma już najmniejszego znaczenia, liczy się tylko to, że Suñol przywitał oddział nacjonalistów republikańskim pozdrowieniem. Dowódca frankistów uśmiecha się, wita przyjezdnych surowym salutem. Prezydent Barcelony sięga do kieszeni, wyjmuje dokumenty, zaczyna tłumaczyć, że jest delegatem rządu pełniącym misję dyplomatyczną. Przez cały ten czas z twarzy dowódcy nacjonalistycznego oddziału nie znika uśmiech. Ruchem ręki zatrzymuje rozwijającą się tyradę Suñola. Daje znać, że wszystko rozumie – czterech podróżnych chroni immunitet dyplomatyczny. Zaprasza ich by weszli z nim do domku dla robotników, nie będą przecież rozmawiać przy drodze. Gdy upłynie kilkanaście minut i pięciu ludzi opuści niewielki budynek padnie tylko jedno zdanie, będące rozkazem: ,,Uformować pluton egzekucyjny!”
Pośród oddziału przebiega szmer, nikt z żołnierzy nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nikt też jednak nie protestuje, po krótkiej chwili ociągania pięciu ludzi staje w linii, tworząc szpaler i przygotowuje broń. Suñol milczy, jego twarz wydaje się nie wyrażać żadnej emocji. Jedyne słowa padają z ust Pedro Ventury. ,,Jestem dziennikarzem! – krzyczy w stronę zwierzchnika oddziału. – Odpowiedzialni za moją śmierć poniosą konsekwencje.” ,,Nie potrzebujemy tu dziennikarzy – pada odpowiedź. – Na polu bitwy przydatni są tylko mężczyźni, którzy noszą broń.” Bezgłośne uniesienie ręki oznacza rozkaz. Zapada cisza a potem słychać już tylko dwa okrzyki, wydobywające się z dwóch różnych gardeł:
– Niech żyje Republika!
– Niech żyje wolna Katalonia!
Zbiegają się one w czasie z odgłosem wystrzałów. Chwilę później słychać jedynie głuche uderzenie czterech ciał. Zaraz ktoś zaciągnie je do domku, by nie zaczęły gnić w letnim słońcu, czekając na zaimprowizowany pochówek. W miejscu egzekucji, u stóp Casita de la Muerte, pozostaną zaledwie ciemne, zadeptane żołnierskimi butami ślady tężejącej krwi. Pierwsze pogłoski o śmierci prezydenta FC Barcelony, Josepa Suñola dotrą do stolicy Katalonii dwa dni później. Mimo to, przez najbliższych dziewięć miesięcy, będzie jeszcze można mieć nadzieję.
Barcelona, Katalonia, 2 maja 1937 roku. To mogło być zwycięstwo 5:0, ten magiczny wynik, który w przyszłości stanie się jednym najgłośniejszych w historii Barcelony. Tym razem tak jednak nie będzie, Gimnástico zdoła strzelić na Les Corts tę jedyną, honorową bramkę. Na zakończenie Ligi Śródziemnomorskiej, którą zdobędzie Barça. Ironia losu sprawi, że mimo iż na przestrzeni całych rozgrywek liderem był Español w ostatnim meczu tytuł powędruje do ich największego rywala. Los Pericos potkną się na Mestalla i oddadzą Barcelonie Ligę Śródziemnomorską. Rozgrywki, będące namiastką prawdziwej ligi w strefie republikańskiej. Barça zostanie ich pierwszym triumfatorem. I jedynym. Drugiego sezonu już nie będzie. Rok później siły nacjonalistów odetną Katalonię od reszty Republiki. Prezydent Suñol zaginął bez śladu. Po mieście, jak zaraza – z dnia na dzień coraz boleśniej, rozchodziły się plotki o jego śmierci. Barça została osierocona, jednak nie umarła, zadbało o to kilku ludzi, którzy od lat byli wewnątrz klubu. Rossend Calvet, Pere Ballarín, Manuel Bassols, Àngel Sánchez, Àngel Mur… Wspólnie przejęli władzę w Barcelonie, ogłaszając się Komitetem Pracowniczym, i obwieścili, że konfiskują klub i Les Corts. Zdążyli na czas, by uchronić Barçę przed interwencją anarchosyndykalistycznych organizacji CNT-FAI. Ligę Śródziemnomorską, znaną też jako liga Katalonia-Walencja, rozpocznie dwanaście drużyn: po sześć z obu tych federacji regionalnych. Nie wszystkim będzie dane ją ukończyć. Listopad przyniesie ze sobą falę bombardowań – z wody i z powietrza. Miasta walenckiego i katalońskiego wybrzeża ucierpią najbardziej. Ładunki wybuchowe zrzucone przez nacjonalistów, oraz ich sojuszników z Niemiec i Włoch, spadną także na Barcelonę i Walencję. Te miasta i ich drużyny wytrzymają ostrzał, jednak nie o wszystkich klubach z nadmorskich miast będzie można powiedzieć to samo. Hércules Alicante, Murcia i Cartagena będą musiały się wycofać, z powodu zniszczeń, których dokonają bombardowania. W okaleczonych miastach nie będzie już miejsca na futbol. Barcelona wytrwa, ukończy rozgrywki i w ostatniej kolejce w korespondencyjnym pojedynku pokonując rywala zza miedzy, sięgnie po tytuł. Jest początek maja, lato powoli wypiera wiosnę z katalońskiego wybrzeża. Za trzynaście dni do Ciutat Condal dotrą wieści o śmierci Josepa Suñola.
Dublin, Irlandia, sierpień 1936 roku. Irlandczyk z krwi i kości, Don Patricio. Tak zwą Patricka O’Connella, trenera Barcelony, na hiszpańskiej ziemi. Gdy lato 1936 roku przynosi ze sobą wojnę domową irlandzki szkoleniowiec spędza wakacje w rodzinnym kraju. Podobnie jak większość zagranicznych zawodników Barçy: Enrique Fernández odpoczywa w Urugwaju, Elemer Berkessy wyjechał na Węgry. Gdy prezydent klubu ginie bez śladu piłkarze, którzy znajdują się za granicą dostają z Barcelony taką samą wiadomość: nie wracajcie. Don Patricio marszczy wydatne brwi, gdy czyta wieści, które dotarły z klubu. Wiadomość, jaką otrzymał różni się od tej, którą wysłano do piłkarzy, jednak tylko nieznacznie. „Jeśli nie wrócisz – zrozumiemy”. Palce Irlandczyka rytmicznie wybijają rytm na drewnianym stole, gdy przez głowę O’Connella przetacza się gonitwa myśli. Za kilka dni Don Patricio znów będzie w Barcelonie. Kiedy Hiszpania przeżyje pierwszy rok wojny przed Paddym O’Connellem, jak nazywano go w ojczyźnie, pojawi się większe wyzwanie niż zdobycie z Barceloną Primera División czy jej namiastki, Ligi Śródziemnomorskiej. Siły nacjonalistów powoli odcinają Katalonię od reszty strefy republikańskiej. W 1938 roku Barcelona będzie już wyspą pośród morza pod kontrolą frankistów. Już w ’37 jedno jest pewne – kolejnej Ligi Śródziemnomorskiej nie będzie. Do końca wojny liczba socios FC Barcelony stopnieje do mniej niż połowy; starszych nie stać już na opłacanie karnetów, młodsi zamiast na stadion udają się na front. Barça, mistrzowska Barça, zawisa na skraju bankructwa. Zawodnicy zgadzają się na obniżenie pensji do minimum, jednak to nie wystarcza. Maj ’37, miesiąc zdobycia mistrzostwa, staje się dla Barcelony granicą nie do przekroczenia. Jeśli nic się nie zmieni, klub przestanie istnieć. Don Patricio był w stanie powieść klub do sportowych sukcesów, ale uratowanie przed upadkiem nie leży już w jego mocy. A może jednak?……gdy mecz o mistrzostwo z Gimnástico dobiega końca do szatni Barcelony wchodzi dziennikarz. Jest już późno, w pomieszczeniu zostało tylko dwóch ludzi: Calvet, sekretarz klubu, i grający na pomocy Pedrol. ,,Byliście już kiedyś w Ameryce – zagaduje. Nie. Ja jeszcze nigdy – odpowiada Pedrol. No, to teraz będziesz.” To stwierdzenie, nie pytanie. Papieros rozjarza się czerwono, gdy periodista zaciąga się, wdychając dym głęboko do płuc. ,,Ilu was jedzie?” – z jego ust wypływa jasna chmura.
Calvet nadal milczy. Z irytacją przeciera szkła okrągłych okularów. ,,Szesnastu – mówi Pedrol. Zobaczmy czy zgadnę kto. ,,Nie ma jeszcze potwierdzonego programu wyjazdu” – Calvet odzywa się po raz pierwszy, w jego głosie pobrzmiewa niecierpliwość. Dziennikarz zbywa to machnięciem ręki. ,,Nie ważne. Na bramce to będą Iborra i Urquiaga. Obrona: Zabalo, Rafa, Babot; w środku pola: Argemí, García, Balmanya, Bardina i Pedrol. Napastnicy: Ventolrá, Escolá, Gual, Barceló, Munlloch i Torredeflot. Mam rację?” Dym powoli rozpływa się po szatni… Nadzieja na uratowanie klubu przypłynie zza morza, dokładniej z Meksyku. Kataloński biznesmen na emigracji w kraju Azteków, były bejsbolista, Manuel Más Soriano, zaproponuje Barcelonie transatlantyckie tournée. Za dwa tygodnie gry w Meksyku klub ma otrzymać 15 tysięcy dolarów, to ogromna suma. Pieniądze na uratowanie klubu i wyjazd w bezpieczne miejsce z ogarniętej wojną Hiszpanii. O’Connell nie zastanawia się ani chwili.
Ocean Atlantycki, maj 1937 roku. Ángel Mur, człowiek odpowiedzialny za utrzymanie murawy Les Corts, niedawno zasnął na pokładzie. Gdy się obudzi odkryje, że spanie w południe, w promieniach ostrego słońca Atlantyku, nie jest dobrym pomysłem. Na razie jednak nie ma to dla niego znaczenia. Jego dłoń bezwładnie zwisa z leżaka nad książką, która właśnie zsunęła mu się z kolan. Tytuł na okładce głosi: Anatomia człowieka. Mur jest konsekwentny względem wszystkich decyzji, także tej podjętej kilkanaście dni wcześniej…… Twarz O’Connella przybiera niewzruszony wyraz. ,,Pojedziesz – stwierdza ze swoim twardym irlandzkim akcentem. Co ja będę robić w Ameryce? Przecież zajmuję się murawą. Pojedziesz z drużyną.” Don Patricio zdaje sobie sprawę, że pozostanie w Barcelonie nie jest teraz bezpieczne. Nie ma innej możliwości, Mur pojedzie do Meksyku. ,,Jako kto? – pyta zrezygnowany Ángel. Jako masażysta. Masażysta?! Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia. To nic – nieugięty spokój O’Connella naprawdę może zirytować. – Nauczysz się. Jak? Kiedy? Wyjazd jest za kilka dni. Nauczysz się podczas rejsu. Dostaniesz podręcznik do anatomii.” Uśmiech Don Patricio potwierdza, że od tej decyzji nie ma odwołania. Ángel Mur, nowo mianowany masażysta FC Barcelony, popłynie do Meksyku… Dwa tygodnie, to miały być dwa tygodnie w kraju Azteków. Planowane pół miesiąca przerodzi się w cztery. Barcelona rozegra w Meksyku sześć przewidzianych spotkań, jednak oferty wciąż się mnożą a wieści dobiegające z domu wskazują, że nie ma się do czego śpieszyć. Sierpień przynosi ze sobą propozycję wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Kolejne cztery mecze do rozegrania w Brooklynie i Nowym Jorku. Kolejne pieniądze, które spłyną na konto we Francji, bezpieczne od przejęcia przez frankistów. To jedna z tych ofert, których nie da się odrzucić.
Nowy Jork, Stany Zjednoczone, 3 września 1937 roku. Ángel Mur schodzi z pokładu statku Iroquois na twardą ziemię nowojorskiego wybrzeża. Matko Przenajświętsza, co to był za rejs! Bóg jeden wie co na statku płynącym z Veracruz do Nowego Jorku robiły te wszystkie kobiety… Czy raczej skąd się tam wzięły – sam siebie poprawia w myślach, – bo w kwestii tego, co robiły trudno było mieć wątpliwości. Szesnastu zawodników Barcy i setki, całe setki Meksykanek na pokładzie okrętu płynącego przez Atlantyk. Mój Boże… trzeba było uważać gdzie się staje, żeby przypadkiem nie wejść na którąś z tych wszystkich przelotnych par, zabawiających się nawet na pokładowych deskach. Kiedy Mur schodzi na ląd Ameryki Północnej przez jego głowę przebiega jedna niesforna myśl: jakkolwiek udany nie byłby pobyt w Stanach Zjednoczonych i tak nie przebije podróży. Amerykański sen, będzie trwać jeszcze miesiąc, jednak tylko dla niektórych. Gdy tournée dobiegnie końca do Barcelony powrócą jedynie O’Connell, Calvet, Mur, Amoros – lekarz drużyny i czterech zawodników Barçy. Czterech z szesnastu, którzy popłynęli przez Atlantyk. Pieniądze zebrane podczas tej wyprawy okażą się zbawieniem. Koniec stycznia 1939 roku sprawi, że na ustach całego kraju będzie tylko jedno, wciąż powtarzane zdanie: Barcelona upadła! Dzięki Don Patricio choć miasto faktycznie upadnie, nie upadnie klub. Czterech z szesnastu… Aż dwunastu piłkarzy Barçy, którzy wsiedli na pokład transatlantyku wybierze wyganianie i amerykański sen. Niektórzy z nich postanowią powrócić do Katalonii po zakończeniu wojny, jak Josep Escolá, którego ta decyzja kosztowała rok zawieszenia. Inni nie wrócą nigdy.
Coyoácan, Meksyk, sierpień 2002 rok. ,,Wyjechałem na cztery tygodnie a spędziłem tu 65 lat… Josep Iborra i Blanco, niegdyś bramkarz FC Barcelony, potem konsul Hiszpanii w Meksyku. Jakie to wszystko zawiłe, jakie niespodziewane. W młodości mamy skłonność do myślenia, że możemy cokolwiek zaplanować. Co za arogancja. Josep Iborra nigdy nie planował, że sportową karierę zakończy w meksykańskim Puebla Fútbol Club. Teraz, po tylu latach, Pepe grzeje kości w cieple meksykańskiego słońca. Przychodzi mu na myśl, że tak naprawdę nie wiemy nic na temat tego, co może zdarzyć się jutro. Jak wtedy, gdy poszedł na obiad z Ramónem… To wspomnienie wywołuje w nim sprzeczne emocje. Zjedli paellę, jak przystało na dwóch Katalończyków, którzy znaleźli się z dala od domu. Nie było łatwo ją dostać. Po obiedzie poszli na kawę. Tamtego dnia nie zwrócił uwagi na to, że Ramón był jakiś dziwny, nie zwrócił do chwili kiedy przyjaciel wstał i oznajmił: ,,Pepe, muszę iść. Mam ważną sprawę do załatwienia…” Nawet nie dopił kawy. Roztargnionym gestem zostawił na stole banknot na opłacenie rachunku i wyszedł, nie mówiąc nic więcej. Ramón. Ramón Mercader. O tym, czym była ważna sprawa, którą jego przyjaciel miał do załatwienia, Pepe dowiedział się dopiero następnego dnia. Dowiedzieli się wszyscy, gdy odnaleziono ciało Lwa Trockiego z czekanem głęboko wbitym w jego czaszkę przez Ramóna Mercadera. Tamto wspomnienie, z nie do końca jasnego powodu, wywołuje teraz uśmiech na twarzy Pepe. Plany… arogancja wobec tego, co może przynieść nam życie. Dziewięćdziesięcioletni Josep Iborra uśmiecha się do meksykańskiego słońca i własnych wspomnień. Wie, że coraz szybciej zbliżają się ostatnie dni jego życia, które wcale nie było złe. Josep Iborra zmarł w Meksyku 17 września 2002 r.
6
Futbol w czasie wojny domowej w Hiszpanii część 3:
15 maja 1937 roku. Początek lata w Barcelonie. Drugiego lata wojny domowej.
Całą historie przeczytasz w odpowiedzi na mój komentarz.
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
2
@Comentateiro W maju w 50-stopniowym upale? Jeśli się nie myle to uważam uważam że nigdy w maju nie było i nie będzie takiej temperatury. Podejrzewam że nawet latem nigdy w Polsce nie było takiej temperatury...
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
7 maja 1918 r. w Hajdukach Wielkich urodził się Henryk Alszer. Jeden z czołowych napastników chorzowskiego Ruchu w latach powojennych. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w 1934 r. w RKS Hajduki. Później grał jeszcze w Hajduczance i KS CHorzów. Kiedy wybuchła wojna występował w zespole 06 Załęże. W czasie okupacji był zawodnikiem Bergknappen. To właśnie wojna zabrała mu najlepsze piłkarskie lata. Jako zawodnik niemieckiego klubu zyskał opinię niezwykle skutecznego napastnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Śląska. W 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale wkrótce zdezerterował na terenie Francji i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się jako ochotnik do służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W 1945 r. występował we francuskim Lens, a później w szkockim Forres. Kiedy w 1946 r. na tournée w Szkocji przebywał Team Silesia, to do drużyny zgłosiło się kilku przedwojennych piłkarzy, którzy służyli u generała Andersa. Wśród nich był też Alszer. Podpisali karty zgłoszenia do Ruchu i wkrótce wszyscy pojawili się w Chorzowie. Alszer znakomicie rozumiał się z młodym Gerardem Cieślikiem. Kiedy Niebiescy pokonywali 5:0 kijowskie Dynamo, to właśnie ta dwójka była nieuchwytna dla zawodników rywali. Sam Cieślik wspominał, że to był chyba najlepszy mecz Alszera w klubowych barwach. W szczytowym okresie formy imponował szybkością i energią. Grał na środku ataku i był raczej egzekutorem niż konstruktorem akcji. Obok niego grali Cieślik i Breitner, z którymi stworzył trio ABC. Równie dobrze radził sobie jednak na prawym skrzydle. W zależności od sytuacji potrafił wrzucać miękkie centry w pole karne albo posyłać ostre, przeszywające piłki. Był filarem mistrzowskiego zespołu z lat 1951-1953. Już w 1950 r. próbował swoich sił jako trener – dojeżdżał wtedy raz w tygodniu do Głuchołaz, gdzie pomagał miejscowej Unii. W Ruchu grał do 1957 r., potem jako grający trener występował w Górniku Katowice i Pogoni Nowy Bytom. Fatalnie znosił podróże, nawet te samochodowe. Kiedy jego szkoleniowa kariera zaczynała się rozwijać, zginał tragicznie pod kołami samochodu 31 grudnia 1959 r. ,,Do tragedii doszło w Sylwestra, więc wielu myślało, że „Walek” był pijany. Zapewniam, że to nieprawda. Przyszedł do mnie wieczorem feralnego dnia, był zupełnie trzeźwy. Wybierał się dopiero na sylwestrową zabawę. Dla wszystkich, którzy go znali, była to wielka strata” – opowiadał jego przyjaciel Henryk Hajduk. W Reprezentacji rozegrał 13 meczów, strzelając 2 gole.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
10
Debiuty żywych legend FC Barcelony:
7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii z FC Terrasa zadebiutował w pierwszej drużynie Barçy Andres Iniesta. 18-letni wówczas pomocnik wszedł na boisko w 49 minucie meczu przy stanie 1:1, lecz nie zdołał pomóc kolegom na tyle by zdobyć puchar. Barça niestety przegrała ten finał rzutami karnymi 4:1.
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
8
Duma Katalonii w finałach europejskich pucharów:
7 maja 1986 r. FC Barcelona przegrała finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych po rzutach karnych. Przeciwnikiem na rozgrywanym Ramon Sanchez Pizjuan obiekcie był mistrz Rumunii Steaua Bukareszt. Mecz zakończył się wynikiem 0:0 a dogrywka również nie przyniosła goli. Potrzebne były zatem rzuty karne. Bohaterem tych karnych został Rumuński bramkarz Duckadam, który obronił wszystkie 4 ,,jedenastki”, strzelane kolejno przez Alexanco, Pedraze, Pichiego Alonso i Marcosa. Bramkarz Barçy Urruti wybronił ,,tylko” 2 karne i Steaua wygrała 2:0, wywołując rozpacz na trybunach zdominowanych przez kibiców Blaugrany.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
2
@insp1re Nie chciałbym być w skórze Osasuny gdyby ,,Biali" grali na 100%
1
Nie wiem jak ta Osasuna dotarła do finału ale niestety byli gorsi od Realu. Każda formacja była gorsza a defensywa Osasuny to woła o pomste do nieba! Przecież ,,Los Blancos" wchodzili w pole karne jak w masło, to się spokojnie mogło skończyć 4:1
0
Dlaczego nasza Iga nie gra po kątach tak jak Sabalenka, tylko środkiem.
1
@Bocheno1 Też mam taką nadzieje ale też mówią że nadzieja to matka głupich...
Oby w tym wypadku wyszło tak jak mówisz...
0
Ta pani Sabalenka wygląda jak chłop, wręcz jak robocop!
1
Czadu Iga, musisz Iga, kochamy cie Igunia :)
0
@FcPortoFan1999 Łukaszenka? a nie Sabalenka?
0
Skoro Ilkaj Gundogan nie umie strzelić rzutu karnego to znaczy że nie nadaje sie do FC Barcelony
1
@Mixtape Przyjąłem do wiadomości i będe się starał nie zapominać o tobie :)
5
@FCBparasiempre
Ostatnie miesiące były mocno rozczarowujące, a były zawodnik Betisu coraz mniej miejsca znajduje na boisku. Przed półfinałowym meczem Ligi Mistrzów z Manchesterem United Ricardo Oliveira mimo to wychodzi na jaw i do mikrofonów „Il Giornale” jasno mówi, że ma nadzieję zostać w Rossonerich. "Podoba mi się tutaj - zapewnia - i chcę zostać, aby pokazać, co potrafię. Ale zawodnik chce i musi grać więcej niż ja w tym sezonie. Myślę, że mogę grać u boku Ronaldo i mam potencjał, by grać z nim on, z Gilardino lub Inzaghim. Myślę, że mogę być starterem, ale trener tak nie myśli : szanuję jego decyzje, nawet jeśli nie zawsze się ze mną zgadzają”. Nawet ostatnią fazę Ligi Mistrzów Ricardo będzie musiał oglądać z trybun. Ancelotti będzie wolał Inzaghiego, który wrócił na szczyt i Gilardino. I będzie miał rację: Milan pokonał Liverpool 2:1 23 maja, zemścił się na Stambule i zdobył 7. Ligę Mistrzów/Puchar Europy w swojej historii. Oliveira jest oczywiście wśród zwycięzców , ale nie postawił stopy na boisku od drugiego meczu 1/8 finału przeciwko Celticowi. Zakończył ze skromnym bilansem 37 występów i 5 goli, z czego 3 w 26 występach ligowych, 2 w 5 meczach w Pucharze Włoch i żadnym w 6 ogólnych występach w Lidze Mistrzów. Wbrew oczekiwaniom jego los był już przesądzony: klub postanowił nie dawać mu kolejnej szansy i w czerwcu Galliani wysłał go do Realu Saragossa na wypożyczenie za 2 mln euro z prawem wykupu po 10. Wracając do futbolu bardziej mu odpowiadającego, bo mniej defensywnego i fizycznego, jak hiszpański, w drużynie Aragonii stworzy szanowany ofensywny duet z „Księciem” Diego Milito. W rzeczywistości obaj strzelili 33 z 50 bramek zdobytych przez drużynę , jednak nie na tyle, aby uniknąć degradacji. Oliveira zrewidował dwucyfrową liczbę bramek, zdobywając 18 bramek , ale ostatnia porażka 3:2 z Majorką (w meczu, w którym Brazylijczyk strzelił dwa gole) zadecydowała o spadku Realu Saragossa do Segunda División. Jednak 22 gole w 43 meczach sprawiły, że iberyjski klub wykorzystał kartę napastnika. 25 maja 2008 roku Real Saragossa wpłacił 10 milionów euro do kasy Rossonerich i przejął etykietę napastnika. Po 9 bramkach w 18 meczach w hiszpańskiej Serie B (i łącznie 31 bramkach w 61 występach dla drużyny) , Betis postanowił w styczniu 2009 roku odebrać syna marnotrawnego za 9 milionów. Oliveira zdobywa 6 goli w 16 meczach , którymi może pozdrowić nawet drużynę, która chyba przede wszystkim dała mu sławę, po 39 golach w 76 meczach. Rzeczywiście, jego czas w drogim europejskim futbolu dobiegł końca. Powita go Al-Dżazira , ambitny klub ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich , który latem 2009 roku zapłacił za niego dobre 15 milionów euro , aby przenieść go do lokalnej ligi. Na Bliskim Wschodzie napastnik, obecnie dwudziestodziewięcioletni, zna drugiego młodzieńca . W mistrzostwach, które są z pewnością mniej wymagające niż europejskie, dużo zdobywa i wygrywa. W szczególności z Al-Dżazirą, w ciągu czterech i pół roku, przeplatanego powrotem do San Paolo w 2010 roku (łącznie 15 goli w 29 meczach z El Tricolor Paulista) , Brazylijczyk zdobył 92 gole w 119 rozegranych meczach i dodaje do jego palmarès an Emirati Scudetto (2010/11) , 2 Puchary Prezydenta i Puchar Ligi . Na poziomie osobistym najlepszym rokiem jest rok 2015, w którym jest autorem 33 bramek w 37 meczach . Ponownie w Mistrzostwach Zjednoczonych Arabów Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Al-Wasl od stycznia do czerwca 2014 (4 gole w 12 meczach) , zanim wrócił na stałe do ojczyzny. Złote lata w Betisie sprawiły, że Ricardo Oliveira również nosił koszulkę Brazylii . Trener wzywa napastnika. zielono- złoty Carlos Alberto Parreira w kadrze na Copa America 2004 . Zadebiutuje 8 lipca w meczu 1. rundy z Chile (1:0 dla Seleçao). W tej edycji turnieju napastnik rozegrał jeszcze 2 mecze. Występował na boisku w przegranym 1:2 meczu z Paragwajem, zawsze w fazie grupowej, oraz w meczu 1/8 finału z Meksykiem 18 lipca, w którym strzelił także pierwszego gola w rundzie pokerowej z Brazylią ( 4- 0). Potem zobaczył, jak jego koledzy z ławki rezerwowych docierają do finału, pokonując rywali Argentynę w rzutach karnych i zdobywając trofeum. W 2005 roku znalazł się w kadrze na rozgrywany w Niemczech Puchar Konfederacji . Wychodzi na boisko tylko w meczach z Grecją (zwycięstwo 3:0) i Meksykiem (porażka 1:0), ale i w tym przypadku może świętować ostateczne zwycięstwo w tytule dzięki 4:1, jakie daje Adriano i jego towarzysze Argentyna 29 czerwca.
Kontuzja kolana i trudności z powrotem do poprzedniego poziomu kosztowały Oliveirę utratę powołania na Mistrzostwa Świata 2006 w Niemczech i niedługo potem odejście zawodnika z Seleçao. Ale historia Ricardo Oliveiry i Brazylii jeszcze się nie skończyła: niesamowita forma na Bliskim Wschodzie pozwala mu wrócić do reprezentacji w wieku 35 lat, w 2015 roku, aby pomóc drużynie Dungi po cięciu Roberto Firmino. Strzela jeszcze 2 gole i jest również powołany na Copa America del Centenario w 2016 roku, ale w tym przypadku nowy problem fizyczny zmusi go do poddania się. Swoją przygodę w zielono-złotych barwach zakończył 30 marca 2016 roku z bilansem 5 bramek w 15 meczach oraz wygranym Copa America i Pucharem Konfederacji. Po powrocie do Brazylii w 2015 roku Ricardo Oliveira strzela serią bramek i ma fundamentalny wkład w Santos , wygrywając dwa kolejne mistrzostwa Paulisty (2015 i 2016). W złotym roku 2015, w wieku 35 lat, strzelił 37 bramek w 62 meczach, niesamowite liczby, które przywróciły go także do reprezentacji. Oliveira nadal zdobywa bramki dla Santosu, zespołu, który wprowadził go na wysokie poziomy, aż do 2017 roku , kończąc długą przygodę w różnych okresach z Peixe z dorobkiem 91 bramek w 171 występach. W wieku 37 lat ten, który był flopem w koszulce Rossonerich, nie myśli ani chwili o przerwaniu i rozpoczyna długą wędrówkę: gra przez 2 i pół roku z Atletico Mineiro (37 goli w 110 meczach) , również zdobywając tytuł Mineiro w 2020 roku , następnie gra w Coritiba (2 gole w 18 występach) od września 2020 do lutego 2021, następnie po rocznej przerwie spowodowanej pandemią, w São Caetano (bez gry, od stycznia do lutego 2022 ) i wreszcie dla klubu Athletic Minas Gerais , z którym właśnie grał w wieku 41 lat w Campeonado Mineiro do Interior ( 9 występów i jeden gol ), jednym z wielu turniejów, które przyciągają brazylijską piłkę nożną. Oliveira strzelił gola dla swojej drużyny 1:1 w pierwszym meczu przeciwko Caldense , podczas gdy w rewanżu Athletic zwyciężył w rzutach karnych, zdobywając tytuł po raz pierwszy. „Doświadczenie w Athletic było zapierającą dech w piersiach przygodą” – powiedział ekspert w rozmowie z „Globo.com” . Do klubu trafiłem w wieku 41 lat, po rocznej przerwie, a sztab szkoleniowy przestudiował konkretny plan treningowy dla mistrzostwo. Każdy dzień tutaj był dla mnie jak nowy początek i świetna okazja, aby wrócić do robienia tego, co zawsze kochałem, do gry w piłkę nożną. Powoli osiągnąłem najlepszą formę fizyczną i mogłem się do tego przyczynić. Jednak podczas swoich doświadczeń w Zjednoczonych Emiratach Arabskich Oliveira został pastorem ewangelickim : chrzci, odprawia msze i celebruje śluby , nawet swoich kolegów z drużyny. W tym swoim duchowym doświadczeniu płodny napastnik odkrył również, że ma wielką pasję do śpiewania : wraz z żoną Deborą w 2019 roku nagrał singiel „Te Amo, te Quero!”. 380 goli w 768 meczach rozegranych pomiędzy klubem a reprezentacją narodową sprawia, że Ricardo Oliveira jest drugim najlepszym strzelcem Brazylii, który wciąż jest aktywny, za Fredem. Największym żalem w karierze takiej jak jego pozostaje niemożność przebicia się we Włoszech.
10
@FCBparasiempre
6 maja 1980 r. urodził się brazylijski napastnik Ricardo José Dognella Lima de Oliveira. Jest jednym z najdłużej żyjących brazylijskich napastników, biorąc pod uwagę, że dzisiaj, w wieku 43 lat, nadal gra. Z 381 golami zdobytymi w swojej długiej karierze, jest drugim najbardziej skutecznym zawodnikiem za legendarnym Fredem . Wysoki i smukły (1 metr i 83 centymetry przy 78 kilogramach) Ricardo Oliveira w swoich złotych latach miał najlepsze cechy pod względem szybkości w krótkich strzałach i w progresji oraz oko do bramki. Wciąż potrafi się wykazać zarówno w polu karnym, jak i w strzelaniu ze średniej odległości. Zdobywał puchary i tytuły mistrzowskie w Brazylii, Hiszpanii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz był królem strzelców Copa Libertadores i azjatyckiej Ligi Mistrzów, a także ligi brazylijskiej . Jego talent oczarował także prezesa Adriano Galliani z Mediolanu, który sprowadził go do Włoch w 2006 roku z niewygodną etykietą „spadkobiercy Szewczenki”, gdy tylko został sprzedany do Chelsea. Jednak mimo udziału w zwycięskiej jeździe w Lidze Mistrzów dla Rossoneri , Oliveira, również dzięki nieoptymalnej kondycji fizycznej, nie będzie w stanie spisać się dobrze i już po jednym sezonie odejdzie z klubu. Ricardo Oliveira , urodził się w São Paulo. Jego rodzina jest bardzo biedna i w wieku 8 lat stracił ojca. W wieku 15 lat został zmuszony do bycia żebrakiem na ulicy, aby przeżyć. Jednak miłość do piłki nożnej uratuje go przed smutnym losem. „Pochodzę z biednej rodziny – powiedział w rozmowie z „Marcą” w 2008 roku . Musiałem prosić ludzi o jedzenie, bo byłem głodny. Chodziłem też zbierać rzeczy na ulicy, żeby je potem sprzedawać. Inni znajomi próbowali różne ścieżki: przemoc, napady rabunkowe, narkotyki. Nigdy tego nie robiłem. Nie miałem jedzenia, ale zawsze wstawałem, żeby coś zrobić”. „Nawet jeśli nie miał pracy, a ja wychodziłem na ulicę prosić o jedzenie lub pieniądze na światłach, nigdy nie szedłem kraść, żeby zabrać coś, co nie było moje. Moje dzieciństwo było bardzo skromne, z wielkimi trudnościami, ale przezwyciężyłem je dzięki mojemu wielkiemu marzeniu: zostać piłkarzem”. Od 1997 do 1999 grał w młodzieżowym sektorze Corinthians, z którym wygrał Copa São Paulo de Futebol Júnior , najważniejsze młodzieżowe rozgrywki piłkarskie w Brazylii w 1999 roku. „Timão – powiedział „SportNews” – był pierwszym klubem, który poprosił mnie o spróbowanie. W 1997 roku wszedłem do sektora młodzieżowego razem z 300 zawodnikami, ale w 1999 roku, po Copa São Paulo, zostałem zwolniony. Tak więc po 5 -6 miesiącach pojechałem do Portuguesa”. La Portuguesa, jego nowy klub, uwierzył w Ricardo i po niecałym roku w drużynie młodzieżowej, w 2000 roku zadebiutował w pierwszej drużynie. Młody napastnik od razu pokazał, że ma dobre średnie gole iw nieco ponad dwa lata strzelił łącznie 49 goli w 82 występach dla Rossoverdich. Te liczby zwróciły na niego uwagę tak dużego zespołu jak Santos , który zdecydował się go kupić w 2003 roku. W zespole, który należał do wielkiego Pelé, Ricardo Oliveira zyskuje wielki rozgłos. Zastępując Alberto został wyjściowym środkowym napastnikiem zespołu, przyczynił się do 2. miejsca w mistrzostwach Brazylii (14 występów i 4 gole) a przede wszystkim doprowadził Peixe golami do finału Copa Libertadores . Brazylijczycy ponieśli porażkę w podwójnej konfrontacji z Argentyńczykami z Boca Juniors (podwójny nokaut na 2:0 i 1:3), ale Ricardo Oliveira wciąż może świętować tytuł króla strzelców turnieju ex aequo z Marcelo Delgado dzięki 9 zdobytym golom.
W 2003 roku nadszedł czas, aby napastnik z Sao Paulo przepłynął ocean: w rzeczywistości podpisał kontrakt z Valencia Rafy Beniteza, który zdobył historyczny „dublet” , zdobywając Scudetto i Puchar UEFA , ten ostatni pokonując 2:0 „Olympique Marsylia. Ricardo Oliveira nie jest w kadrze Göteborga, ale nadal uczestniczy w szczególnie pozytywnym roku dla Nietoperzy z 29 występami i 9 golami. Jednak ostateczna eksplozja nastąpiła w sezonie 2004/05 , kiedy brazylijski napastnik przeniósł się do Betisu . Z zielono-białymi od razu strzelił 23 gole w 38 meczach, w tym 22 w La Liga, w których zajął 3. miejsce w tabeli Pichichi za Forlanem i Eto'o. Zespół zajął 4. miejsce w La Liga i zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Mało tego: Ricardo Oliveira poprowadził drużynę Serry Ferrer do sukcesu w Copa del Rey, zdobywając 4 gole w 8 meczach , z których najważniejszym jest pierwszy w finale na Vicente Calderón w Madrycie , w którym Andaluzyjczycy wygrywają 2- 1 dodatek na Osasunie. Brazylijczyk również zaczął dobrze w drugim sezonie w Andaluzji, zdobywając 7 bramek w 13 meczach, ale oto odcinek , który będzie oznaczał kolejne sezony. W Lidze Mistrzów, 1 listopada 2005 r., na Estadio Benito Villamarin w Sewilli zostanie rozegrany mecz pomiędzy Betisem i Chelsea. Było to tuż po 20 minutach pierwszej połowy, kiedy Oliveira został mocno zaatakowany przez portugalskiego obrońcę Ricardo Carvalho. Wślizg był na piłce, ale brazylijski napastnik upadł niefortunnie na boisku i doznał kontuzji prawego kolana . Musiał zejść z boiska na noszach, zastąpiony przez Daniego w 25. minucie , a konsekwencje były bardzo poważne: pierwsze badania lekarskie wskazywały na złamanie kolana i skręcenie więzadła, ale kolejne badania instrumentalne pogarszały sytuację. Ricardo Oliveira faktycznie zgłosił całkowite zerwanie więzadeł krzyżowych i częściowe zerwanie więzadeł bocznych . W rzeczywistości sezon napastnika już się skończył, Oliveira przegrywa również mistrzostwa świata 2006 z Brazylią i minie 6 miesięcy, zanim znów zobaczymy go na boisku. Napastnik ponownie pojawił się na murawie 19 marca 2006 roku w ekstraklasie, rozgrywając na stadionie Bernabeu cały mecz z Realem Madryt (0:0). Potem rozegrał jeszcze tylko jeden mecz, 16 kwietnia, z Celtą Vigo (0:2 na korzyść Galicji). Dla wszystkich jest jasne, że zawodnik nie jest już tym, czym był przed kontuzją i że powrót do dobrej formy zajmie mu trochę czasu. Statyczny, przewidywalny, ma niewielki wpływ. Po łącznie 15 meczach i 7 bramkach , wszystkie zdobyte przed wypadkiem, został sprzedany w kwietniu do rodaków z San Paolo , gdzie ma nadzieję spotkać się ponownie. Wpływ jest dobry: w mniej niż trzy miesiące Oliveira zdobywa 5 goli w 8 meczach ligowych i 2 gole w 4 meczach Copa Libertadores . W rozgrywkach Tricolor Paulista dociera do finału po pokonaniu Meksykanów z Chivas Guadalajara. Betis wezwał go z powrotem do Hiszpanii, Ricardo też chciał zagrać w finale, a brazylijski klub próbował przekonać Hiszpanów do przedłużenia wypożyczenia, ale bez powodzenia. Zawodnik późno wrócił do Sewilli i został ukarany grzywną , a São Paulo straciło trofeum na rzecz Internacional de Porto Alegre. Tymczasem Milan skupił się jednak na brazylijskim napastniku, który właśnie stracił Andrija Szewczenkę , który poleciał do Chelsea w Anglii za sumę 43 mln 300 tys. euro . Cios na poziomie technicznym, ale także porządna suma do reinwestowania na rynku transferowym. Poza tym, że klub był nieprzygotowany: Adriano Galliani nie spodziewał się pożegnania ukraińskiego napastnika i został zmuszony do znalezienia ważnej alternatywy w krótkim czasie. Tak zaczęły się długie negocjacje z prezesem Betisu Manuelem Ruizem de Loperą , który naturalnie próbował negocjować cenę, wiedząc, jaką sumę włożyli Rossoneri za sprzedaż ukraińskiego napastnika. Ostatecznie także dzięki dobrym stosunkom mediolańskiego klubu z Roberto de Assis , bratem Ronaldinho i agentem Ricardo Oliveiry oraz za jego pośrednictwem transakcja została sfinalizowana za kwotę 17 mln euro plus rezerwacja pomocnika Szwajcara Johanna Vogela.
Podczas gdy Szewczenko rozpoczyna swoją przygodę w The Blues prawą nogą, zdobywając Tarczę Dobroczynności, w Mediolanie Ricardo Oliveira jest jego wyznaczonym spadkobiercą. Kiedy zakup staje się oficjalny, atakujący wybiera koszulkę Shevy z numerem 7 i dumnie prezentuje ją w dniu swojej prezentacji. "Nie zawiodę kibiców - zadeklarował po przyjeździe do Włoch - cieszę się, że trafiłem do tak ważnego klubu jak Milan". Nieśmiały i raczej zamknięty w sobie, pierwsze letnie wypady wydają mu się kojące. Brazylijski napastnik robi dobre wrażenie na trenerze Carlo Ancelottim i kibicach Rossonerich, którzy mają nadzieję, że choć wyraźnie nie jest tak silny jak Szewczenko, to przynajmniej zapewni drużynie dobre zaopatrzenie pod bramką. Początek sezonu 2006/07 również jest dla niego zachęcający. Oliveira zadebiutował w Serie A 10 września pierwszego dnia, w którym Rossoneri zmierzą się z Lazio na San Siro . Nowy nabytek, który przejął Gilardino w 62. minucie, po zaledwie 8 minutach , po doskonałej trajektorii Andrei Pirlo z rzutu rożnego, dobrze uderzył głową i wprowadził Peruzziego na 2:0. Mecz zakończy się wynikiem 2:1 dla Diavolo, a dla Ricardo Oliveiry, który marnuje kilka okazji, które mogły dać mu bramkę, wydaje się, że to początek dobrej kombinacji z włoską drużyną. Zamiast tego, a fani wkrótce zrozumieją, że tak nie będzie. Pomimo znalezienia dużej przestrzeni po kontuzji Pippo Inzaghiego, Brazylijczyk nie spełnia oczekiwań. Wychodzi na boisko we wszystkich rozgrywkach, w których Rossoneri są bohaterami, oprócz mistrzostw, Coppa Italia i Ligi Mistrzów, ale jego proszek jest mokry. Prawdopodobnie to, co spotkało jego siostrę, która 4 października zostaje porwana w San Paolo przez zakapturzonych bandytów , dotyka również jego, odbiera mu pogodę ducha . Dziewczyna pozostanie w rękach porywaczy przez ponad 5 miesięcy, na szczęście 12 marca 2007 roku zostaje zwolniona. Faktem jest, że Ricardo nie jest przekonujący na boisku . Dezorientujący, gdy ma piłkę przy nodze, niecelny w strzałach od bramki, często przytłaczany w atakach obrońców przeciwnika, były Betis wpada w inwolucyjną spiralę. Od 23 listopada gol przeciwko Lazio pozostaje jego jedynym golem dla Włochów. ,,Od dawna nie strzeliłem gola i to nie jest dla mnie normalne - powiedział La Repubblica - Nigdy nie przydarzył mi się taki okres. Ale praca się opłaca, czuję to, Wszystko w porządku. Sceptycyzm w moich porównaniach? Nie ma to dla mnie znaczenia: minie, kiedy wrócimy na zwycięską drogę”. Niedługo potem sytuacja nieco się poprawiła: Oliveira otworzył wynik 28 listopada w rewanżu 1/8 finału Coppa Italia przeciwko Brescii (2:1) , a następnie przed Bożym Narodzeniem, 23 grudnia, powtórzył się w lidze przeciwko Udinese. Podnosi asystę Brocchiego i po dobrej kontroli szybkości klatką piersiową pokonuje De Sanctisa i jest 0-3. Za mało jednak dla tych, którym przyznano tytuł „wyznaczonego spadkobiercy Szewczenki”. Również z tego powodu w styczniu firma AC Milan ubiega się o przykrywkę , kupując Ronaldo „Il Fenomeno” , aw przypadku Ricardo Oliveiry możliwości popisu są znacznie ograniczone. Rzeczywiście, zawodnik był poszukiwany w styczniu przez Real Madryt, Milan był za sprzedażą, ale FIFA zawetowała ją, biorąc pod uwagę, że napastnik grał już w 2 klubach w tym samym sezonie. Jednak 25 stycznia Oliveira złożył swój podpis w pierwszym meczu półfinałowym Coppa Italia , zdobywając drugiego osobistego gola w meczu z Romą, prawdopodobnie najpiękniejszego w koszulce Milanu. Brazylijczyk kradnie piłkę Chivu i odlatuje wielkimi krokami w kontrataku, po czym pokonuje Curciego na najbliższym słupku. Rossoneri, prowadząc 2: 0 w pierwszej połowie, odzyskają równowagę, tracąc 2 bramki w drugiej połowie pierwszej połowy. Kończy się wynikiem 2:2, a w rewanżu Roma awansuje do finału dzięki wygranej u siebie 3:1. ,,Dobrze się spisaliśmy - stwierdził po meczu napastnik San Paolo dla "Sport Mediaset" - ale potem popełniliśmy kilka błędów i Roma jest za mocna. Wiemy, że jeśli pozwolisz im grać, są niebezpieczni. 17 lutego numer 7 zdobywa swoją trzecią i ostatnią bramkę w Serie A w brawurowym remisie 3:4 ze Sieną: asysta Ronaldo i uderzenie prawą nogą, które lekko odbite przez bramkarza wślizguje się w lewą stronę.
10
Żywe legendy brazylijskiego futbolu:
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
8
@FCBparasiempre
6 maja 1953 r. urodził się Graeme Souness, szkocki pomocnik. Jako nastolatek podjął treningi w lokalnym klubie North Merchiston. Z czasem trafił jednak do młodzieżowej drużyny Tottenhamu Hotspur. W 1968 roku w wieku 15 lat podpisał profesjonalny kontrakt z tym klubem. Swoimi umiejętnościami nie przekonał do siebie menedżera klubu, Billa Nicholsona i nie zdołał zadebiutować w First Division. Zaliczył zaledwie jedno spotkanie w Pucharze UEFA wchodząc na boisko jako rezerwowy. Skłócony z Nicholsonem, Graeme opuścił klub w 1972 roku. Mając 19 lat wyjechał do Kanady i zaczął występować w tamtejszym klubie Montreal Olympique w rozgrywkach North American Soccer League. Wystąpił w 10 meczach ligowych (na 14 kolejek), zdobył 2 gole i wybrano go do jedenastki sezonu ligi. W 1972 roku Souness powrócił do Wielkiej Brytanii i za 30 tysięcy funtów przeszedł do Middlesbrough, występującym wówczas w Second Division. W „Boro” zadebiutował 6 stycznia 1973 roku w przegranym 1:2 meczu z Fulham rozegranym na Craven Cottage. Do końca sezonu wystąpił w 9 spotkaniach, ale już w sezonie 1973/1974 był podstawowym zawodnikiem drużyny. 11 grudnia zdobył swojego pierwszego gola w lidze w wygranym 3:0 meczu z Preston North End na Ayresome Park. W pierwszym sezonie zajął z Middlesbrough 4. pozycję w lidze, ale już w swoim drugim wraz z zespołem prowadzonym przez Jacka Charltona wywalczył awans do First Division (w ostatnim meczu sezonu wygranym 8:0 z Sheffield Wednesday Souness zdobył hat-tricka). W Middlesbrough Szkot spędził jeszcze cztery sezony. Przez ten okres wystąpił w 176 ligowych spotkaniach i zdobył w nich 22 gole. W 1977 roku Liverpool F.C. prowadzony przez menedżera Boba Paisleya zdobył Puchar Europy. Paisley zdecydował się na uzupełnienie zwycięskiego składu, a wybór padł na trzech szkockich piłkarzy. Środkowy obrońca Alan Hansen przybył z Patrick Thistle za 100 tysięcy funtów, a Kenny Dalglish, reprezentant Szkocji - z Celticu za 440 tysięcy funtów (nowy rekord na Wyspach). Ostatnim, trzecim transferem był zakup Sounessa, który przybył z „Boro” za 350 tysięcy funtów (rekord klubowy) i 10 stycznia 1978 podpisał kontrakt z „The Reds”. W nowym zespole Graeme zadebiutował 14 stycznia 1978 w wygranym 1:0 meczu z West Bromwich Albion rozegranym na stadionie The Hawthorns. Natomiast swojego pierwszego gola zdobył strzałem z woleja, 25 lutego, gdy LFC pokonał na Anfield odwiecznych rywali Manchester United 3:1. Od początku pobytu w Liverpoolu Souness zaczął grać w wyjściowej jedenastce. 10 maja wystąpił w podstawowym składzie „The Reds” w finale Pucharu Europy na Wembley. Asystował przy golu Dalglisha, dzięki któremu Anglicy pokonali 1:0 belgijski Club Brugge i sięgnęli po drugi z rzędu puchar, a pierwszy w karierze Sounessa. W lidze Liverpool zajął 2. miejsce zostając wicemistrzem (7 punktów za Nottingham Forest. W sezonie 1978/1979 Souness po raz pierwszy w karierze wywalczył mistrzostwo Anglii, a jego udział w tym sukcesie to 41 rozegranych meczów i osiem strzelonych bramek. Rok później wraz z kolegami z zespołu ponownie świętował tytuł mistrzowski - tym razem jego dorobek to 1 gol w 41 ligowych meczach. Natomiast w 1981 roku Szkot osiągnął dwa kolejne sukcesy. Najpierw sięgnął po Puchar Ligi Angielskiej, a następnie wystąpił w finale Pucharu Europy z Realem Madryt. Na Parc des Princes w Paryżu ,,The Reds” zwyciężyli 1:0 po golu Alana Kennedy’ego, a Souness wystąpił przez pełne 90 minut. Wcześniej w ćwierćfinałowym spotkaniu z CSKA Sofia, wygranym 5:1, zawodnik ten uzyskał hat-tricka.
W sezonie 1981/1982 Paisley mianował Sounessa kapitanem zespołu i zastąpił on tym samym Phila Thompsona. Pod kapitańską opaską Sounessa Liverpool wywalczył kolejne trofea. Było to mistrzostwo i Puchar Ligi. W 1983 „The Reds” powtórzyli oba sukcesy, jednak po finale Pucharu Ligi na Wembley (2:1 z Manchesterem United) Souness zrzekł się opaski. W 1984 roku zdobył swoje piąte mistrzostwo Anglii, a także swój trzeci Puchar Europy. Wystąpił przez 120 minut meczu z AS Roma. W serii rzutów karnych pewnie pokonał Franco Tancrediego i Liverpool zwyciężył. Do 1984 roku Souness rozegrał 358 meczów dla Liverpoolu i zdobył 56 goli. W 1984 roku Souness opuścił Liverpool i podpisał kontrakt z włoską Sampdorią. Kosztował 650 tysięcy funtów, a do zespołu trafił wraz z innym Wyspiarzem, Trevorem Francisem z Genoi CFC. Zespół z Sounessem, Francisem, a także Roberto Mancinim, Pietro Vierchowodem i Gianlucą Viallim w składzie wywalczył w 1985 roku Puchar Włoch dzięki wygraniu 3:1 finału z A.C. Milan. W 1985 roku Souness zajął z Sampdorią 4. miejsce w lidze, a w 1986 - 11. Po sezonie, latem 1986 Graeme wrócił do Szkocji i został grającym menedżerem Rangers F.C. W lidze zadebiutował w meczu z Hibernian F.C. mającym siedzibę w jego rodzinnym Edynburgu. W 34. minucie otrzymał drugą żółtą kartkę i został usunięty z boiska. Przez 5 sezonów Souness wystąpił w 49 meczach Rangersów i zdobył 3 gole. Swój ostatni mecz rozegrał w 1990 roku, a Rangersi pokonali 2:0 Dunfermline Athletic (Souness zagrał przez 20 ostatnich minut). Swoje pierwsze powołanie do reprezentacji Szkocji Souness otrzymał w październiku 1974 roku i 30 października zadebiutował w wygranym 3:0 towarzyskim meczu z NRD rozegranym na Hampden Park. W 1978 selekcjoner Ally McLeod powołał go do kadry na Mistrzostwa Świata w Argentynie, pomimo że sam zawodnik miał na koncie tylko 6 występów w kadrze A. Tam jako zawodnik Middlesbrough zaliczył jedno spotkanie grupowe, wygrane 3:2 z Holandią. Szkoci odpadli jednak już po dwóch pierwszych meczach z Peru i Iranem. W 1982 roku Souness został powołany przez Jocka Steina na Mistrzostwa Świata w Hiszpanii. Wystąpił w wygranym 5:2 meczu z Nową Zelandią, przegranym 1:4 z Brazylią oraz zremisowanym 2:2 z ZSRR. Gol na 2:2 był jego pierwszym w karierze reprezentacyjnej. W 1986 roku Souness zaliczył swój trzeci Mundial - Mistrzostwa Świata w Meksyku. Wystąpił w dwóch przegranych spotkaniach - 0:1 z Danią i 1:2 z RFN. W ostatnim meczu z Urugwajem nie został wystawiony przez Alexa Fergusona. Karierę reprezentacyjną Souness zakończył po mistrzostwach w Meksyku. Jego dorobek w kadrze Szkocji to 54 mecze i 4 gole. W 1986 roku Souness wrócił do Szkocji i został mianowany grającym menedżerem Rangers. Na tym stanowisku zastąpił Jocka Wallace’a. Prezes klubu David Holmes zatrudnił Sounessa w celu zdobycia pierwszego od 1978 roku mistrzostwa Szkocji (mistrzostwo kraju zdobywały od tego czasu Aberdeen FC, Dundee United i odwieczny rywal, Celtic F.C.). W pierwszym sezonie na Ibrox Park przybyli Anglicy Terry Butcher, obrońca i kapitan Ipswich Town oraz bramkarz Norwich City Chris Woods. W kolejnych latach Souness także sięgał po angielskich graczy. Byli to Trevor Steven, Gary Stevens, Trevor Francis oraz Ray Wilkins. Już w pierwszym sezonie pracy, czyli 1986/1987 Souness wywalczył z Rangersami mistrzostwo Szkocji, a także Puchar Ligi Szkockiej, dzięki wygraniu 2:1 finału z Celtikiem. Także w 1989 roku „The Gers” wywalczyli prymat w kraju, a sukces ten pod wodzą Sounessa powtórzyli w 1990 roku. Inne sukcesy Graeme podczas pobytu w Glasgow to dwa kolejne Puchary Ligi, dzięki wygraniu finałów z Aberdeen (3:2) w 1989 roku i z Celtikiem (2:1) w 1991 roku. W 1991 Souness porzucił stanowisko i odszedł do Liverpoolu. Jego miejsce na 4. kolejki przed zakończeniem sezonu 1990/1991 zajął Walter Smith i doprowadził on piłkarzy do kolejnego triumfu w lidze. Pobyt Sounessa na Ibrox park nacechowany był kontrowersjami. W 1989 roku dokonał transferu Mo Johnstona, byłego gracza Celticu, będącego katolikiem, w momencie, gdy Rangers niemal od początku był klubem protestanckim. Ostatecznie po dwóch sezonach Johnston powrócił do swojego pierwotnego klubu. Istniały również kontrowersje w postaci zatargów Sounessa z władzami Szkockiej Federacji Piłkarskiej.
Lata 1991-1994, podczas których Souness pracował w Liverpoolu, nie były udane dla klubu. Zespół jedyny sukces odniósł w 1992 roku gdy w finale Pucharu Anglii pokonał 2:0 grający w Second Division Sunderland A.F.C. Do braku sukcesów i kryzysu przyczyniły się: złe transfery, zła taktyka i zły dobór zawodników. Jednak to Souness odkrył talenty wychowanków zespołu Steve’a McManamana i Robbiego Fowlera. W 1992 roku przeszedł operację serca, ale już parę dni po wyjściu ze szpitala poprowadził zawodników do wspomnianego triumfu w pucharze. Po operacji przeszedł rehabilitację i w Liverpoolu pracował do stycznia 1994 roku. W 1992 roku zajął z „The Reds” 6. miejsce w lidze, podobnie jak rok później. Z pracy zrezygnował po porażce Liverpoolu z Bristol City w rozgrywkach Pucharu Anglii. Jego miejsce zajął wówczas Roy Evans. W 1995 roku Souness został trenerem tureckiego Galatasaray SK ze Stambułu. Przez 2 lata nie zdobył mistrzostwa Turcji, jednak w 1996 roku wywalczył Puchar Turcji, a w 1997 - Superpuchar. Zasłynął też kolejnym kontrowersyjnym zachowaniem. 24 kwietnia podczas finału krajowego pucharu z Fenerbahçe SK wywołał zamieszki na trybunach, gdy umieścił flagę Galatasaray na stadionie rywali. Wydarzenie to porównano do tureckiego bohatera narodowego Ulubatliego Hasana, który umieścił flagę osmańską na ruinach Konstantynopola i za to został zabity. Souness otrzymał wówczas przydomek Ulubatli Souness. W 1996 roku Souness powrócił do Anglii i został menedżerem zespołu Southampton F.C., jednak po sezonie zrezygnował z powodu kłótni z prezesem Rupertem Lowe. Jednym z kontrowersyjnych momentów był zakup Senegalczyka Alego Dii początkowo reklamowanego przez Liberyjczyka George’a Weah. Jak się potem okazało było to kłamstwo, a Dia zaliczył tylko jeden mecz w Premiership zastępując Matta Le Tissiera i spisał się na tyle słabo, że po kilkunastu minutach został zdjęty z boiska, a niedługo potem zwolniony z klubu. Po pobycie w Southampton w 1997 roku Souness został szkoleniowcem Torino Calcio, jednak pracował tam zaledwie cztery miesiące. Jeszcze w tym samym roku prezes portugalskiej SL Benfiki, Vale e Azevedo, zatrudnił go na stanowisku pierwszego trenera, obiecując kibicom powrót do dawnych sukcesów. Souness sprowadził kilku zawodników z Wysp - obrońców Steve’a Harknessa i Gary’ego Charlesa, pomocników Michaela Thomasa i Marka Pembridge’a oraz napastników Deana Soundersa i Briana Deane’a. Jedynym sukcesem było wicemistrzostwo Portugalii w 1998 roku, a po dwóch latach Szkot został zwolniony, a wraz z nim z klubu odeszli inni Brytyjczycy. W 2000 roku Souness objął stanowisko menedżera Blackburn Rovers. Już w pierwszym sezonie wywalczył z tym klubem awans z First Division do Premiership. Jako beniaminek Blackburn zajęło 10. miejsce w lidze oraz wywalczyło Puchar Ligi Angielskiej, dzięki zwycięstwu 2:1 w finale z Tottenhamem Hotspur. W kolejnych dwóch sezonach Graeme nie osiągał już takich sukcesów z Rovers. W tym okresie zakupił takich zawodników jak Damien Duff, David Dunn, Matt Jansen, a także Andrew Cole, Brad Friedel, Dwight Yorke i Lucas Neill. Cole i Jansen byli zdobywcami goli we wspomnianym finale Pucharu Ligi. W sezonie 2003/2004 prowadził Blackburn w Pucharze UEFA i zajął 15. miejsce w lidze, przez większą część sezonu broniąc zespół przed spadkiem. W 2004 roku został zastąpiony na stanowisku przez Walijczyka Marka Hughesa. W 2004 roku Souness opuścił Blackburn, gdyż dostał ofertę pracy w Newcastle United. Na stanowisku menedżera zastąpił legendę piłki angielskiej, Bobby’ego Robsona, który został zwolniony. Pokłócił się jednak z jednym z czołowych graczy, Walijczykiem Craigiem Bellamym, który odszedł na wypożyczenie do Celtiku, a następnie do Blackburn. Były także drobne scysje z Laurentem Robertem, Olivierem Bernardem i Jermainem Jenasem. „Sroki” zajęły dopiero 14. miejsce w Premier League i odpadły zarówno z półfinału Pucharu UEFA, jak i Pucharu Anglii. Sezon 2005/2006 Newcastle zaczęli słabo, jednak 30 sierpnia Souness kupił Michaela Owena z Realu Madryt za rekordową sumę 17 milionów funtów. Newcastle wygrali w Tyne-Wear Derby z Sunderlandem (3:2) i zaczęli wygrywać kolejne mecze. Souness wzmocnił defensywę i z kolejnych 12 meczów zespół nie stracił gola w sześciu. Owen doznał jednak kontuzji i stracił 2-3 miesiące na leczenie. Nowe nabytki w osobach Jeana-Alaina Boumsonga (8 milionów funtów) i Alberta Luque (10 milionów funtów) nie przyniosły zespołowi korzyści. 2 lutego 2006 Souness został zwolniony wówczas, gdy drużyna Newcastle zajmowała w lidze 15. lokatę. Jego następcą został Glenn Roeder. Obecnie Souness jest bezrobotny. Pracuje jako ekspert w irlandzkiej telewizji RTÉ, w której zaczął pracować po zwolnieniu z Newcastle. Pojawia się także regularnie w kanale Sky Sports, gdzie komentuje mecze Ligi Mistrzów.
7
Zapomniane legendy futbolu(wiecie gdzie czytać):
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
1
@Antimadridista_WR A już mam, znalazłem w końcu! Dzieki śliczne :)
Jednak i tak jestem zdecydowanym przeciwnikiem zamieszczania tutaj tej ,,chińszczyzny"!
0
@Antimadridista_WR No weszłem w tego tweta ale nie wiem gdzie jest to ,,przetłumacz tweta"? Ja się nie znam na tych pieprzonych niebieskich ptaszkach