FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Jeden z najsmutniejszych dni w historii Blaugrany:
Dokładnie 11 lat temu trener FC Barcelony Josep Guardiola na piątkowym treningu zakomunikował piłkarzom, że po zakończeniu obecnego sezonu nie przedłuży z klubem kontraktu – jako pierwsi dowiedzieli się o tym dziennikarze agencji Reuters obserwujący zajęcia. Popularny Pep prowadził pierwszy zespół Barcelony od czerwca 2008 roku. Z drużyną dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów i tyle samo razy zdobył z nią Superpuchar Europy oraz Klubowe Mistrzostwo Świata. Poprowadził zespół do trzech tytułów mistrza Hiszpanii i trzech Superpucharów Hiszpanii. Blaugrana pod jego wodzą ma w dorobku też dwa Puchary Króla.
@Pawel13sz
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
0
@barcelonaLM A czy w Hiszpanii ludzie nie chodzą rano do pracy? A poza tym czy tylko w Hiszpanii są kibice hiszpańskich klubów...?
3
Wczoraj po strzelonym pierwszym golu przez Rayo Vallecano wyłączyłem komputer i poszedłem spać! Dzisiaj wychodząc do roboty zobaczyłem wynik meczu i nawet nie mam zamiaru teraz oglądać tych dwóch pozostałych goli. Poszedłem wczoraj spać nie tylko ze względu na gre ,,naszej" Barcuni ale również ze względu na pore rozgrywania tego meczu. W wekend rozgrywają mecze zaraz po południu a w środku tygodnia o 22.00! To jest całkowicie nie poważne, ba! to jest kpina z kibica futbolu, który następnego dnia musi wcześnie wstać do roboty. Ja już nie mam 20 lat, gdzie wystarczały 4,5 godzin do normalnego funkcjonowania. Teraz to człowiek jest w robocie całkowicie nieprzytomny po takiej ilości snu...
0
Naprzód ,,Obywatele"! Niech żyje ,,Pepito"! Vamos ,,The Citizens"! Vamos a ganar! Vamos po mistrzostwo Anglii!
6
@FCBparasiempre
Być może o nim słyszeliście w ramach afery korupcyjnej FIFA. Być może nawet wiecie, że był sekretarzem generalnym CONCACAF. Ale dlaczego człowiek ze strefy o dużo mniejszym stricte sportowym znaczeniu dotarł na sam szczyt globalnego piłkarskiego imperium? Opisano wiele historii sportowców czy trenerów, lecz dzieje działaczy sportowych bywają nie mniej barwne niż najpopularniejszych piłkarzy. Chuck Blazer swoją karierą wpisuje się w ten panteon piłkarskich osobowości, nad którymi warto się na chwilę zatrzymać. Charles Gordon Blazer urodził się 26 kwietnia 1945 roku w żydowskiej rodzinie klasy średniej w dzielnicy Queens w Nowym Jorku. W młodym wieku pomagał ojcu prowadzić małą rodzinną firmę. Po ukończeniu studiów Uniwersytecie Nowojorskim został księgowym. Z czasem w latach 70. przejął prowadzenie biznesu swojego teścia, który produkował popularne żółte przypinki „smiley-face”. Popularność produktu jednak minęła i Blazer musiał reorganizować firmę w kierunku produkcji i sprzedaży materiałów promocyjnych oraz marketingowych, takich jak popielniczki czy ręczniki plażowe z monogramem. Firma walczyła o utrzymanie i w pewnym momencie Blazer znalazł się niemalże na bruku. Wtedy wówczas miał jednak bardzo dużo wolnego czasu. Chuck Balzer nigdy nie grał profesjonalnie w piłkę nożną i w żadnym większym stopniu nie miałby z nią do czynienia, gdyby nie fakt, że(w wyniku problemów z firmą) w 1976 roku zaczął trenować młodszą drużynę piłkarską swojego syna. Blazer wyróżniał się wyjątkowymi umiejętnościami zarządczymi oraz wykazywał zdolności jako administrator spraw związanych z piłką nożną. I w takim charakterze bardzo szybko awansował w szeregi Youth Soccer Organization w New Rochelle w Nowym Jorku, by potem szybko awansować do Eastern New York State Soccer Association. Charakteryzowano go jako osobę, która zamiast trenowania bardziej wolała się skupić na organizowaniu harmonogramów gier, logistyki stadionowej czy wręcz projektowaniem strojów drużynowych. W 1984 roku po niespełna 10 latach pracy jako trener młodzieżowy i działacz ligowy, Blazer został wybrany wiceprezydentem Amerykańskiej Federacji Piłkarskiej (USSF), gdzie był odpowiedzialny za turnieje międzynarodowe. Na tym polu również odnalazł się bardzo dobrze. Dla porównania: w latach 1981-1983 reprezentacja USA rozegrała tylko kilka oficjalnych spotkań. Po jego wyborze zespół rozegrał kilkanaście meczów w okresie krótszym niż dwa lata. Miał nosa do reinkarnacji reprezentacji kraju, ponieważ okazało się to niezbędne do uzyskania kwalifikacji na MŚ w 1990 roku – po raz pierwszy od 40 lat. Innym sukcesem Blazera był wydatny wpływ na wybór kandydatury USA na gospodarza mistrzostw świata w 1994 roku – to on prowadził rozmowy, lobbował za otwarciem się FIFA na rynek amerykański i nieoficjalnie zbierał głosy, które miały być przychylne temu wyborowi.
A to, że sam przy okazji zbudował znakomitą sieć kontaktów? Skutek uboczny. Mimo to nie został wybrany na kolejną kadencję. Kolejne cztery lata spędził na prowadzeniu American Soccer League (ASL) – półprofesjonalnej ligi piłkarskiej składającej się z 10 drużyn na wschodnim wybrzeżu USA. W międzyczasie zarządzał nawet krótko jedną z franczyz ASL w Miami. W 1989 roku prowadził kampanię wyborczą Jacka Warnera, którego poznał w trakcie swojej kadencji jako wiceprezydent w strukturach USSF. Warner nie był głupi i dogadał się z Blazerem, który poznał już bardzo dużo osób w trakcie swojej kariery w USSF – „Ty pomóż mi przekonać ludzi, ja zrobię z ciebie swoją prawą rękę”. Choć inna teoria mówi, że to Blazer zainicjował pomysł wyboru Warnera, samemu wyrażając chęć sterowania organizacją z tylnego siedzenia. Tak czy inaczej, Warner w 1990 roku wygrał wybory i został prezydentem Konfederacji Piłki Nożnej Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów (CONCACAF). Warner rzecz jasna nie zapomniał o swoim „kierowniku kampanii” i ten szybko został mianowany sekretarzem generalnym CONCACAF. W 1990 roku Blazer dołączył zatem do stratosfery światowego futbolu, regularnie uczestnicząc w najważniejszych spotkaniach futbolowych organizacji, coraz to bardziej rozszerzając swoją sieć znajomości, które w mniej niż dwie dekady uczyniły go jednym z najbardziej wpływowych ludzi w historii światowego futbolu. Od 1990 roku do 2011 roku był sekretarzem generalnym CONCACAF, kierując i nadzorując wszystkie jego operacje. Po udanych organizacyjnie mistrzostwach świata w 1994 roku w USA Blazer dołączył do Komitetu Wykonawczego FIFA, ugruntowując swoją pozycję w strukturach FIFA (w Komitecie zasiadał w latach 1996-2013). W trakcie tej kadencji stał się również członkiem zarządu komitetu marketingu i telewizji. Nie muszę chyba tłumaczyć, że to właśnie ten komitet akceptował najważniejsze kontrakty komercyjne dla FIFA. Komitet Wykonawczy FIFA dokonuje wyboru gospodarza Pucharu Świata, do którego miana pretendują zazwyczaj najważniejsze państwa świata lub wschodzące potęgi. Delegacje tych krajów składają się z wielu notabli, nie tylko związanych z futbolem. Zazwyczaj taka kandydatura ma wsparcie kilku najważniejszych osób publicznych danego państwa. Dzięki temu Chuck Blazer był kokietowany przez Billa Clintona, księcia Williama, Nelsona Mandelę czy Władimira Putina. A to tylko ułamek osób, które były zaangażowane w piłkarski lobbing. Poza oficjalnymi rozmowami polega to także m.in. na wystawnych bankietach. A tych Chuck Blazer odbył zapewne kilkadziesiąt. Właśnie wówczas odbywają się najważniejsze nieoficjalne kontakty między członkami Komitetu oraz delegacjami. Blazer był jedną z najważniejszych osób w Komitecie, więc zabieganie o jego głos równało się z kilkoma kolejnymi. Powiedzieć, że Blazer czuł się wówczas jak ryba w wodzie, to jak nic nie powiedzieć. Lecz dlaczego FIFA postanowiła włączyć w swoje struktury Blazera? Czyżby pamiętali jego zasługi dla amerykańskiej i światowej piłki sprowadzając Puchar Świata do USA? FIFA wiedziała, jak pragmatycznym liderem był Blazer. Tuż po wyborze Warnera i mianowaniu Blazera sekretarzem generalnym, zdecydowano się na przemianowanie oficjalnych Mistrzostw CONCACAF na Złoty Puchar CONCACAF (Gold Cup).
Pierwsza edycja odbyła się już w 1991 roku. Blazer doskonale wiedział, jaka już infrastruktura stadionowa istnieje w USA – istniało więcej dużych obiektów niż w Ameryce Środkowej czy na Karaibach, gdzie zazwyczaj rozgrywano mistrzostwa. Dodatkowo pamiętać należy o dopiero rodzącej się soccermanii w USA w latach 90. Blazerowi tym ruchem udało się wynegocjować większe kontrakty sponsoringowe i telewizyjne, przy jednoczesnym zachowaniu tendencji wzrostowej statystyk kibiców na trybunach. W 2007 roku średnia ta wynosiła 37 752; w 2013 roku 39 348; w 2015 roku już 41 854. Ten komercyjny sukces futbolu w stanach został napędzony w latach 90. właśnie przez Blazera, a FIFA to dostrzegła. Pod koniec swojej działalności w FIFA nawiązał współpracę z FBI i – mówiąc kolokwialnie – zaczął sypać oraz nagrywać. Jako tajny współpracownik FBI nagrał spotkania najważniejszych działaczy FIFA, również podczas Igrzysk Olimpijskich w 2012 roku. Poza wskazaniem działaczy, którzy mogli być zamieszani w działalność korupcyjną wewnątrz FIFA, sam też przyznał się przed nowojorskim sądem – zeznał, że przyjmował łapówki w trakcie zasiadania w Komitecie Wykonawczym FIFA. Dotyczyło to wyboru Francji i RPA na gospodarzy Pucharu Świata w 1998 i 2010 roku. Jednak to nie te konkretne sprawy spowodowały, że zainteresowały się nim służby. Jego wcześniejszej działalności uważniej przyglądał się urząd podatkowy w USA (Internal Revenue Service). IRS prześwietliło lata działalności Blazera jako sekretarza generalnego CONCACAF i stwierdzono następujące oskarżenia: wyłudzanie pieniędzy, unikania podatków dochodowych oraz pranie pieniędzy. Po tym jak zgłosił się do niego IRS, postawiono go pod ścianą. Albo więzienie, albo łagodna kara w zamian za współpracę. W 2015 roku otrzymał dożywotni zakaz działania w strukturach FIFA oraz czekał na wyrok w sprawie przestępstw podatkowych w USA. Niestety nie doczekał się go – 12 lipca 2017 roku zmarł w wyniku choroby niedokrwiennej serca oraz powikłaniach cukrzycowych. Niewątpliwie zdolny działacz i sprawny manager, którego pomysły na komercyjny rozwój futbolu wydatnie wpłynęły na finansowanie kilku organizacji. Doskonale wyczuł moment, w którym należy koniecznie wprowadzić piłkę nożną do USA. Swobodnie poruszał się w świecie futbolu, do którego nie wszedł przecież od razu. Jednoczył wokół siebie ludzi, którzy chętnie wchodzili z nim w układy. Swoją drogą to ciekawy jest fakt, że niewielu działaczy najwyższego szczebla było jakkolwiek związanych z uprawianiem futbolu w sposób profesjonalny. Chuck Blazer nie był odosobnionym przypadkiem.
7
Jak z prowincji futbolu dotrzeć na szczyt? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
7
@FCBparasiempre
26 kwietnia 1910 r. w Moskwie urodził się Wiktor Masłow, piłkarz, trener, wizjoner futbolu. Szarża Ajaksu Amsterdam do półfinału Ligi Mistrzów 2018/19 skradła serca kibiców. Młodzi piłkarze zaskoczyli doświadczonych kolegów, nie pozwalając im utrzymać się przy piłce – Real Madryt miał problem, aby wyjść z własnej połowy. Holendrzy stosowali intensywny pressing – element wymyślony przez Wiktora Masłowa, zapomnianego wizjonera futbolu. Walery Łobanowski i Rinus Michels dali podwaliny współczesnej piłce nożnej. Ich wkład w grę został doceniony po latach. Mało kto pamięta jednak o protoplastach nowoczesnego futbolu, na których bazowali sami rewolucjoniści. Ludziach, takich jak Wiktor Masłow. ,,Zawsze zastanawiało mnie to, dlaczego nazywają go dziadkiem. Piłkarze, których prowadził, mogli być jego synami, ale nie wnukami. Myślę, że przydomek odnosił się raczej do jego sposobu bycia i wyglądu. Do słusznej postawy, łysej głowy, krzaczastych brwi, ale też do ogromnej mądrości, która go cechowała. Był uczciwym i dobrym człowiekiem”– wspominał po latach swojego byłego trenera Mychajło Koman. Masłow był otwarty dla graczy. Byli dla niego przede wszystkim ludźmi, dopiero później piłkarzami. Ufał im, a oni odpłacali mu tym samym. Był jednak kategoryczny w swoich sądach. Jeśli ktoś mu podpadł, nie miał szans na rehabilitację. W konflikcie znaczenia nie miała nawet klasa zawodnika. Przekonał się o tym Eduard Strielcow, gwiazdor prowadzonego przez Masłowa Torpedo Moskwa. W 1958 roku, po budzącym kontrowersje procesie, został skazany za gwałt. Trener się za nim nie wstawił, a piłkarz trafił do łagru na dwanaście lat. Podobne doświadczenia z Masłowem miał sam Łobanowski. Wiodący wówczas gracz Dynama Kijów miał odmówić wypicia toastu za sukces drużyny, czym podpadł trenerowi. Dalsze tarcia i napięcia pomiędzy oboma panami poskutkowały odejściem młodszego z nich. Łobanowski przeszedł do Czornomorca Odessa. Masłow był uznanym zawodnikiem. Stanowił o sile przedwojennego Torpedo. Był jedną z gwiazd nowo powstałej ligi radzieckiej. Po zakończeniu kariery, jeszcze w trakcie II wojny światowej, został pierwszym trenerem zespołu. W Moskwie czuł się doskonale. To tutaj się urodził i wychował. To tutaj osiągał też pierwsze sukcesy. Jako szkoleniowiec dwukrotnie został wicemistrzem Związku Radzieckiego. W latach sześćdziesiątych przyszedł jednak czas na zmiany. Po krótkiej przygodzie w Rostowie nad Donem trafił do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Dzięki umiejętnemu poruszaniu się po politycznych salonach szybko złapał wspólny język z Wołodymyrem Szczerbyckim. To ówczesny przewodniczący komitetu centralnego ściągnął go do Kijowa. W 1964 roku Masłow trafił na Ukrainę, rozpoczynając najważniejszy etap swojego życia. Miał 54 lata i głowę pełną pomysłów. W ich realizacji pomagał mu... Szczerbycki. Dzięki koneksjom ukraińskiego działacza do Kijowa zaczęli trafiać najlepsi piłkarze z całej republiki. Kusiły ich mieszkania i profity oferowane przez partię. Choć Masłow był ściśle powiązany z kastą rządzącą, potrafił zachować niezależność. Jedną z kijowskich legend przytoczył Jonathan Wilson w książce "Odwrócona piramida". W przerwie meczu do szatni Dynama miał wejść jeden z aparatczyków, chcąc przekazać swoje niezadowolenie z boiskowej postawy zespołu. Masłow miał wyprosić go z szatni, twierdząc, że następnego dnia ma spotkanie z jego szefem i to z nim wyjaśni wszystkie kwestie. "Dziadek" był bowiem dobrym trenerem. Przed każdym spotkaniem krótko instruował graczy, zachęcając ich niczym nadinspektor komisarza Rybę w "Kilerze". – Macie być silni jak lwy, szybcy jak jelenie i zwinni jak pantery – zwykł wołać. Choć plastyczna motywacja przynosiła efekty, za wyniki odpowiadała przede wszystkim taktyka. Masłow widział, w jaką stronę podąża futbol. Coraz więcej zespołów odchodziło od archaicznej formacji WM (3-2-5) wymyślonej przez Herberta Chapmana. Przykładami dla trenera Dynama były węgierska "Złota Jedenastka" oraz mistrzowska Brazylia z 1958 i 1962 roku. Te grały już w systemie 4-2-4, korzystając z czterech obrońców. Masłow postanowił pójść krok dalej. Zdecydował się wycofać wysoko ustawionych skrzydłowych, przesuwając ich do linii pomocy.
Jako jeden z pierwszych zastosował ustawienie 4-4-2. Zmianę formacji dotkliwie odczuł wspomniany wcześniej Łobanowski. Powodem jego odejścia z zespołu nie był wyłącznie konflikt personalny. Dynamo grało bez bocznych atakujących, więc lewoskrzydłowy nie był już potrzebny drużynie Masłowa. Kluczową rolę w zespole przejął rozgrywający. To wokół niego budowano cały zespół. Wszyscy zawodnicy na boisku poruszali się tak, jak chciał tego środkowy pomocnik. By to osiągnąć, gracz na tej pozycji musiał otrzymać pełnię swobody. Oznaczało to więcej pracy dla jego kolegów. Odejście od szerokich ataków na rzecz centralnego rozgrywającego zmusiło Masłowa do kolejnej korekty. Postanowił zrezygnować z używanego dotychczas krycia indywidualnego, zastępując je strefą. Oznaczało to, że piłkarz nie biegał już za wyznaczonym mu rywalem. Asekurował przypisaną mu przestrzeń. Takie rozwiązanie pozwoliło Dynamu na innowacyjną wówczas wymienność pozycji. Obrońca mógł podłączyć się do ataku, wiedząc, że w jego strefę wejdzie inny gracz. Drużyna nie traciła na defensywie, zyskując w ofensywie. Przeciwnik korzystający z krycia indywidualnego mógł być zdziwiony faktem, że atakowany jest przez jednego z obrońców, gdy napastnik stoi przy linii środkowej. Zmiana systemu bronienia otworzyła kolejną szufladkę w głowie Masłowa. Skoro piłkarze nie są przywiązani do wyznaczonego zawodnika, to dlaczego nie mogliby kolektywnie zaatakować newralgicznych stref rywala. Formację 4-4-2 przemodelował tak, by ta przypominała bardziej 4-1-3-2. Nietypową pozycję tuż przed linią obrony zajął Wasyl Turianczuk. Jak pisał Wilson stał się tym samym jednym z pierwszych defensywnych pomocników w historii. Jego zadaniem było bowiem aktywne odbieranie piłki od przeciwnika. Turianczuk miał atakować przeciwnika, nie bacząc, w jakiej ten znajduje się strefie. Swoimi ruchami miał dawać sygnały całej drużynie, by ta dołączała do jego prób. Dynamo Kijów połowy lat sześćdziesiątych jako jeden z pierwszych zespołów na świecie zaczęło korzystać z pressingu. Taka gra nie spodobała się moskiewskiej prasie. Ta miała skrytykować styl gry Masłowa słowami – "Nie chcemy takiej piłki". Gracze Dynama atakowali bowiem kolektywnie, utrudniając grę rywalowi. Efekty były doskonałe. Dzięki obronie strefowej i pressingowi Dynamo było bardzo trudnym przeciwnikiem. Rywale nie mogli poradzić sobie ze skomasowanymi atakami, często oddając pole gry. Drużyna Masłowa zaczęła tracić coraz mniej bramek. By grać w tak aktywny sposób gracze Dynama musieli być znakomicie przygotowani fizycznie. Motoryka to kolejny element, na który Masłow kładł ogromny nacisk. ,,Był pierwszym trenerem Dynama, który dbał o przygotowanie piłkarzy. Nie Łobanowski, jak zwykło się mówić, a Masłow zmienił podejście do tego tematu– mówił Wołodymyr Muntian. Robił jednak wszystko to, co uważał za słuszne. Łobanowski do przygotowań wprowadził za to badania naukowe”– dodał. Choć Masłow był twórcą wielkiego Dynama, komunistyczne władze nie uszanowały jego dorobku. Gorsze wyniki z sezonu 1969/70 przekreśliły piękną kartę, którą zapisał w zespole z Kijowa. Przed meczem z CSKA do delegacji zespołu dołączył jeden z działaczy partyjnych. Tuż przed spotkaniem, na zebraniu w Hotelu Rosja, ogłosił drużynie, że Masłow nie jest już trenerem zespołu. Szkoleniowiec nie poprowadził Dynama w meczu z CSKA. Cały mecz obejrzał z trybun, po czym po prostu został w Moskwie. W latach siedemdziesiątych prowadził jeszcze jego ukochane Torpedo i ormiański Ararat Erywań, ale nigdy nie powtórzył już osiągnięć z Dynama. Zmarł 11 maja 1977 roku, pozostawiając schedę, z której czerpali najwięksi. Nie tylko pracujący z nim Łobanowski, ale także Rinus Michels. Masłow dał bowiem podwaliny futbolowi totalnemu stosowanemu przez Ajax nie tylko w latach siedemdziesiątych ale i obecnie.
8
Twórca pressingu:
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@AssisMoreira
6
@FCBparasiempre
26 kwietnia 1920 r. urodził się Stanisław Baran, pomocnik/boczny obrońca. Był w kadrze na mistrzostwa świata w 1938 roku, zagrał w drużynie narodowej w słynnym meczu z Węgrami w ostatnią przedwojenną niedziele. Najlepsze piłkarskie lata zabrała mu niemiecka okupacja ale potem zdążył jeszcze zostać legendą ŁKS, z którym zdobył mistrzostwo kraju. Jest jednym z trzech piłkarzy(obok Szczepaniaka i Jabłońskiego), którzy wystąpili w ostatnim przed wojną i pierwszym po wojnie meczu reprezentacji Polski, lecz przecież nie to czyni go zawodnikiem wyjątkowym. Stanisław Baran doskonale wiedział czego od sportu chce i był w stanie temu wiele poświęcić. Podejmował trudne, często dramatyczne decyzje a jednak na koniec życia miał prawo powiedzieć że warto było się męczyć i ryzykować. ,,Jest jedną z legend naszego klubu. Zasłużył sobie na wielki szacunek każdego kibica”- zapewnia Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS. Baran pochodził z Podkarpacia, w piłke uczył się grać w Resovii ale gdy miał 17 lat ruszył w Polskę. ,,Mówiąc wprost: uciekł z domu, zresztą ze swoim o 2 lata starszym kolegą Tadeuszem Hogendorfem. Dojechali do stolicy i tam się zgłosili do Warszawianki. Musieli być nieźli bo szybko zapadła decyzja że warto ich zatrzymać w klubie”- opowiada Bogusiak. Warszawianka natomiast była już drużyną z elity. Stanisław zaczął w niej grać jako żółtodziób, razem z Hogendorfem, mając za kolegów byłych reprezentantów Polski: Sroczyńskiego, Jokscha, Kniołę, Smoczka a nade wszystko olimpijczyka z Berlina Henryka Martyne. Baran migiem zaistniał w nowej rzeczywistości. W ekstraklasie debiutował 24 kwietnia 1938 a już na początku czerwca był z reprezentacją Polski na mistrzostwach świata we Francji! Z Brazylią jednak nie zagrał ale zbierał cenne doświadczenie. Natomiast pierwsze minuty w kadrze zaliczył jako 19-latek w ostatnim przedwojennym meczu z Węgrami w Warszawie. Cenił go kapitan związkowy Józef Kałuża. Mocno zachwalał też trener Alex James., były reprezentant Szkocji i wieloletni zawodnik Arsenalu, zaproszony przez polską federacje do pomocy w tworzeniu nowej drużyny narodowej. Prowadził treningi ale też jeździł po Polsce i wypatrywał piłkarzy, których warto sprawdzić w kadrze. Miał skale porównawczą. Wprawdzie nazwisko Barana w notesie Kałuży pojawiło się już wcześniej, to jednak Szkot podobno przy każdej okazji zachwalał walory prawoskrzydłowego Warszawianki. Do tego przekonania doszedł podczas zajęć z reprezentantami. Encyklopedia Piłkarska Fuji donosi iż ,,James był zachwycony fenomenalną koordynacją ruchową młodego gracza, co zapewne było następstwem jego ogólnej sprawności fizycznej bo uprawiał wiele konkurencji lekkoatletycznych”. To miał być człowiek, który bez wątpienia za chwile będzie kluczową postacią reprezentacji. Wszystkie prognozy brutalnie przekreśliła wojna. Pan Stanisław stracił najlepsze piłkarskie lata. Po wojnie Barana wywiało nad morze, zresztą znowu w towarzystwie Hogendorfa. Zaczeli grać w Baltii Gdańsk, poprzedniczce dzisiejszej Lechii ale najwyraźniej ŁKS był im pisany. Do Łodzi sprowadził ich Lucjan Zapędowski, nieformalny sponsor ŁKS, który robił wszystko by skompletować silną piłkarską ekipe. Zapędowski załatwił im prace w elektrowni, zadbał by mieli co jeść i mogli grać w piłke. Więc oni grali i robili to coraz lepiej, tak jakby nie zauważali że zbliżają się do trzydziestki. Encyklopedia Piłkarska wytypowała Barana do najlepszej drużyny złożonej z polskich piłkarzy za lata 1945-52. W ŁKS był kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem podstawowej jedenastki. Dla młodych stawał się autorytetem z ciekawą także przedwojenną przeszłością. ,,Panowie – kapelusze z głów! Tak grają Rycerze Wiosny”- pisał ,,Przegląd Sportowy”, gdy w kwietniu 1957 ŁKS w drugiej ligowej kolejce wygrał w Zabrzu z Górnikiem 5:1! a przecież przegrywał w 30 minucie 0:1, na dodatek od tego momentu musiał grać w 10-tke bo kontuzji doznał jeden z zawodników a przepisy nie pozwalały na wprowadzenie gracza rezerwowego. Nie miało to jednak żadnego znaczenia a wręcz natchnęło gości do kosmicznej gry. ,,ŁKS dokonał w Zabrzu naprawdę huzarskiej sztuki”- napisał w relacji ,,PS”. To był kapitalny mecz ełkaesiaków, najlepsza godzina w dziejach klubu. ,,Tak grająca drużyna mogłaby się pokazać na każdym boisku świata”- komplementował zwycięzców węgierski trener gospodarzy Zoltan Opata. Właśnie wtedy pojawił się ,,rycerski” przydomek, który już na zawsze przylgnął do łódzkiej drużyny. Najbardziej zapracował na niego Baran, który wtedy miał… 37 lat! Wcześniej bywał już ustawiany bliżej swojej bramki ale w nowym sezonie trener Król przywrócił go do formacji ofensywnej. A Baran grał tak, jakby znowu się narodził. Po zabrzańskim boisku hasał niczym młodzieniaszek. W takim meczu strzelił 4 gole! ,,Mecz w Zabrzu był pięknym benefisem strzeleckim pana Stanisława, jedynego ligowca, który grał jeszcze w przedwojennych mistrzostwach. Baran był żywym przykładem dla młodych piłkarzy, jak należy grać i jak należy strzelać”- zachwycał się ,,Przegląd Sportowy”. ,,Kilka dni później w Łodzi odbył się prestiżowy, towarzyski mecz z mistrzem Austrii Rapidem Wiedeń. ŁKS wygrał 2:1 a Baran zdobył zwycięskiego gola. Miał swój wielki czas, kibice najchętniej nosiliby go na rękach”- opowiada Bogusiak. Stanisław Baran był w świetnej formie a skoro tak dobrze mu szło, to otwarcie deklarował gotowość powrotu do reprezentacji. Ostatni raz zagrał w niej w 1950, zresztą tak jak zaczął czyli znowu z Węgrami. W przeciwieństwie do przedwojennego zwycięstwa tym razem świetna ekipa Madziarów z kapitanem Puskasem przećwiczyła Polaków na stadionie Wojska Polskiego(5:2). W Warszawie Baran zagrał tylko w pierwszej połowie, po przerwie zastąpił go dobry znajomy Marian Łącz. No i po 7 latach 37-letni weteran znowu zgłaszał akces do kadry. ,,Byłoby to dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulke z Białym Orłem. Nie ukrywam iż przyjął bym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek”- deklarował na łamach ,,PS”. Jednak nic z tego, powołania nie dostał. Jego reprezentacyjny licznik zablokował się na 9 występach, każdy z nich był grą towarzyską. Za to w lidze ciągle potrafił błyszczeć. Porównywano go do Stanleya Matthewsa. Słynny w tamtych czasach reprezentant Anglii, również prawoskrzydłowy był od Polaka 5 lat starszy i ciągle wyczynowo grał w piłke. Pan Stanisław deklarował że boiskową długowiecznością postara się dotrzymać mu kroku ale tego ambitnego zadania nie zdołał wykonać. Piłkarska emerytura oznaczała płynne przejście do innych zajęć. Zresztą już jako zawodnik zajmował się pracą trenerską gdzie prowadził m.in. Włókniarza Pabianice. Stanisław Baran trafił do wielkiej historii ŁKS a potem do końca życia był jego wiernym kibicem. Zmarł w wieku 73 lat, został pochowany na łódzkim Starym Cmentarzu. Dla kibiców ŁKS stał się jednym z najważniejszych symboli sportowej świetności ukochanego klubu.
8
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
9
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1961 r. FC Barcelona przegrała rewanżowe starcie w Hamburgu z tamtejszym HSV 2:1 w ramach półfinału Pucharu Mistrzów. Honorowego gola uderzeniem głową zdobył w ostatnich sekundach meczu Sandor Kocsis. W pierwszym meczu na Camp Nou Blaugrana wygrała z Niemcami 1:0. Wówczas nie liczyła się zasada zdobytego gola na wyjeździe jako podwójnie liczona. W efekcie UEFA zarządziła rozegranie trzeciego dodatkowego meczu. Jak się później okazało ten ,,honorowy gol” Kocsisa był bezcenny ponieważ Duma Katalonii wygrała ten trzeci mecz, o czym napisze przy okazji właśnie dodatkowego meczu(03.05.1961).
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
9
Najwybitniejsze legendy Dumy Katalonii:
26 kwietnia 1886 r. urodził się Roma Forns, Katalończyk z krwi i kości. Roma Forns w barwach Blaugrany grał jako napastnik w latach 1903-1913. Przeszedł do historii jako pierwszy strzelec gola na Camp de la Industria(pierwszy własny stadion FCB). Roma Forns jako pierwszy Kataloński trener prowadził również Dume Katalonii w sezonie, w którym zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo Hiszpanii, jednak w marcu 1929 podał się do dymisji wraz z prezydentem Arcadi Balaguerem. Sezon dokończył jako asystent trenera Jamesa Bellamy’ego. Warto dodać że sezon wcześniej Roma Forns(jego pierwszy sezon) zdobył z Blaugraną Puchar Króla, pokonując w meczu finałowym silną wówczas ekipe Realu Sociedad San Sebastian 3:1.
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
8
@FCBparasiempre
Johan Cruyff jest jedną z tych postaci w historii futbolu, która wywarła ogromny wpływ na jego rozwój. Podniósł styl gry na nowy poziom, który ewoluuje do dziś. Oto postać, która do dziś jest uważana za jednego z najlepszych piłkarzy, oraz trenerów w historii futbolu. Hendrik Johannes Cruijff (poza Holandią przyjęło się używanie zapisu Cruyff) przyszedł na świat 25 kwietnia 1947 roku w amsterdamskiej dzielnicy Betondorp, która znajdowała się zaledwie kilkaset metrów od ówczesnego stadionu Ajaxu – de Meer. Rodzicami Holendra byli Hermanus Cornelis Cruyff oraz Petronella Bernarda Draaijer. Rodzina była średnio zamożna, matka zajmowała się domem a ojciec prowadził sklep z warzywami. Już od najmłodszych lat u Cruyffa widać było zamiłowanie do piłki nożnej. Wydaje się to naturalne, biorąc pod uwagę sąsiedztwo stadionu piłkarskiego. Młodzieniec wraz z kolegami wciąż grał w piłkę na lokalnych skwerach i ulicach. Piłka szybko stała się częścią jego codziennego życia, a w wieku 7 lat rozpoczął on regularnie grywać z rówieśnikami, będącymi częścią lokalnej akademii piłkarskiej Trzy lata później został dostrzeżony przez skautów Ajaxu. Co ciekawe, Cruyff na początkach swojej sportowej kariery przejawiał również zamiłowanie i talent do koszykówki. Gdy Holender miał 12 lat, jego ojciec zmarł na atak serca, co bardzo dotknęło młodzieńca. Szybko zajął się nim człowiek, który odpowiadał za murawę na stadionie Ajaksu. Dzięki temu chłopiec mógł spędzać jeszcze więcej czasu na stadionie, obserwować pierwszą drużynę i stawać się częścią „klubowej rodziny”. Piłkarski talent Cruyffa został szybko dostrzeżony, przez co piłkarz został szybko wcielony w szeregi akademii. Angielski styl treningowy narzucony przez trenera wzmocnił siłę, dynamikę i pewność siebie u Hendrika. W połączeniu z jego naturalną inteligencją boiskową i wysokimi umiejętnościami technicznymi Cruyff szybko zaczął przeważać nad rówieśnikami. Gdy miał 15 lat był już na tyle ukształtowanym piłkarzem, że trenował z 3 lata starszą grupą zawodników. Mimo to na debiut w pierwszej drużynie Ajaksu czekał do 15 listopada 1964 roku, kiedy to w wieku 17 lat wystąpił przeciwko drużynie FC Groningen. Debiut był bardzo udany, gdyż Cruyff zdołał strzelić gola. Bardzo słaba postawa drużyny w sezonie 1964/1965 i 13 pozycja na zaledwie 16 zespołów w lidze spowodowała, że w klubie zaczęto odważne zmiany. Jedną z nich było postawienie na Cruyffa, który miał kilka błyskotliwych występów w poprzednim sezonie, jednak był uważany za zbyt młodego i niedoświadczonego, by liczyć na stałe występy. Nowy trener Rinus Michels nie bał się stawiać na 18 latka, widząc w nim cechy niezbędne dla wprowadzenia swojego systemu taktycznego. Był to strzał w dziesiątkę, gdyż drużyna zaczęła grać coraz lepszą piłkę, a o 18-letnim Holendrze, który seriami zdobywa bramki, rozpoczęło się robić naprawdę głośno. Sezon zakończył się sukcesem dla drużyny, która zdobyła mistrzostwo, ale również dla piłkarza, który został dostrzeżony przez George’a Kesslera – ówczesnego selekcjonera Oranje.
Ciężko powiedzieć, czy za sukcesem Cruyffa stały jego niezwykłe umiejętności, czy osoba Rinusa Michelsa, który rozpoczął rewolucję w Ajaksie. Bez wątpienia piłkarz idealnie dopasował się do filozofii, którą wdrażał trener. Drużyna, która ostatnie lata była w wyraźnej stagnacji, z miejsca zaczęła wygrywać nie tylko na własnym podwórku, ale również w Europie. W sezonie 1966/67 Cruyff został królem strzelców, strzelając 33 gole, a jego zespół zdobył mistrzostwo i Puchar Ligi. Również kolejny sezon był bardzo udany, gdyż drużyna po raz trzeci z rzędu zdobyła mistrzostwo, oraz dotarła do finału Pucharu Europy, gdzie uległa Milanowi. Można oczywiście przypisywać część zasług świetnej postawie Cruyffa, który miał ogromny mentalny wpływ na całą drużynę, niemniej jednak nie sposób nie oddać zasług trenerowi, który stworzył podstawy taktyczne kierujące Cruyffem przez całą piłkarską i trenerską karierę. ,,Granie w piłkę jest bardzo proste, jednak granie prostej piłki jest jedną z najtrudniejszych rzeczy.”- mawiał Cryujff. Kolejne sezony w Ajaksie to ciągła droga na szczyt. Pomimo kontuzji, która wyeliminowała Holendra na początku sezonu 1970/71, Johan wrócił do gry i strzelił wiele cennych bramek. Wartym odnotowania jest występ przeciwko AZ Alkmaar i strzelone 6 bramek. Był to bardzo udany sezon, w którym to Ajax odzyskał krajowy tytuł, oraz zdobył upragniony Puchar Mistrzów, pokonując w finale na Wembley Panathinaikos 2:0. Był to ostatni sezon w Amsterdamie ówczesnego trenera Rinusa Michelsa, który przeniósł się do Barcelony. Cruyff nie poszedł jednak w ślady swojego trenera i pomimo spekulacji na temat przenosin do Katalonii, przedłużył kontrakt z Ajaksem o kolejne 7 lat. Świetny sezon w wykonaniu zespołu i zawodnika przełożył się na pierwszy w karierze tytuł Europejskiego Piłkarza Roku 1971. Pomimo ogłoszenia najlepszym piłkarzem, Cruyff nie zwalniał tempa. Kolejny sezon to dalsze sukcesy drużyny, która pod wodzą nowego trenera obroniła Puchar Mistrzów. Kluczem do wygranej była świetna postawa Johana, który zdobył 2 bramki. Drużyna nie zwalniała tempa, wygrywając Superpuchar Europy oraz po raz trzeci z rzędu broniąc Pucharu Mistrzów w meczu, w którym przeciwnikiem był Juventus. Za sprawą wybitnej gry w sezonie 1972/73 Cruyff został ponownie uhonorowany tytułem Europejskiego Piłkarza Roku 1973. Był to zarazem ostatni sezon w barwach Ajaksu. To, co nie udało się 3 lata wcześniej, stało się faktem latem 1973 roku. Warto zwrócić uwagę, że jednym z głównych powodów braku transferu w sezonie 1970 był zakaz transferów piłkarzy obcego pochodzenia, jaki w tamtym czasie obowiązywał w Hiszpanii. Gdy został on zniesiony w 1973 roku, Cruyff był jednym z pierwszych piłkarzy sprowadzonych na półwysep Iberyjski. Początkowo zarząd Ajaksu nie chciał wyrazić zgody na transfer, jednak ostateczna kwota oscylująca w granicach 1,5 mln dolarów przekonała włodarzy do zgody na transfer. Najlepszy piłkarz Europy przeszedł do Barcelony, ustanawiając nowy rekord transferowy.
Holender zadebiutował w drużynie Dumy Katalonii 28 października 1973 roku, w meczu przeciwko Grenadzie. Należy pamiętać, że drużyna Barcelony przechodziła w tym okresie wyraźny kryzys, mając zaledwie 4 punkty po 8 kolejkach. Piłkarze nie potrafili przeciwstawić się potędze Realu Madryt. Nawet próby przeniesienia hiszpańskiej myśli filozoficznej futbolu totalnego, którego piewcą był Michels, nie przynosiły specjalnego rezultatu. Transfer Cruyffa odczarował drużynę. Od debiutu Holendra do ostatniego meczu sezonu Barcelona nie przegrała żadnego spotkania, zdobywając swój pierwszy tytuł od 14 lat. To nie tytuł jednak smakował kibicom najbardziej, a wygrana 5:0 nad Realem. Obserwatorzy byli zgodni – z Cruyffem w składzie drużyna „czuła, że nie może przegrać”. Udany sezon klubowy i reprezentacyjny oraz dostrzegalny wpływ zawodnika na drużynę Dumy Katalonii przełożyły się na kolejny tytuł Piłkarza Roku w Europie roku 1974. Tym samym Holender osiągnął to, co do tej pory nie udało się nikomu – zdobył ten tytuł trzykrotnie. Kolejny sezon w Barcelonie nie był już tak udany. Zmiana trenera na Hennesa Weisweilera zaowocowała wprowadzeniem ścisłej dyscypliny w klubie, co nie spodobało się zawodnikom. Również Cruyff zaczął popadać w konflikt z trenerem, a narastające problemy nie tylko natury sportowej spowodowały, że zawodnik zaczął szukać nowych wyzwań. Johan przeniósł się do USA, gdzie otrzymał lukratywne warunki zarobkowe. W 1979 roku zawodnik występował w Los Angeles Aztecs, następnie w Washinghon Diplomats, by ostatecznie wrócić do Europy. W wieku 34 lat w sezonie 1981/82 historia Cruyffa zatoczyła koło, a zawodnik wrócił do Ajaksu. Ostatecznie Holender zawiesił buty na kołku w wieku 37 lat, po krótkiej przygodzie z Feyenoordem Rotterdam. Wielkie sukcesy Cruyffa były bezpośrednio związane z rozwojem holenderskiej myśli taktycznej. Tak zwana „mechaniczna pomarańcza”, jak zwykło się określać reprezentację Holandii, wywodziła swoje jestestwo z sukcesów krajowych drużyn. Zarówno Ajax, jak i Feyenoord stanowiły w tym czasie o sile europejskiego futbolu, czego dowodem były liczne występy i sukcesy w finałach Pucharu Europy. Cruyff był symbolem holenderskiej myśli taktycznej, która opierała się między innymi na szybkości ruchów i podejmowanych decyzji. W reprezentacji Holandii podobnie jak w całej holenderskiej piłce zakochały się miliony ludzi za sprawą otwartej, ofensywnej gry. Najlepiej przedstawiają to słowa Cruyffa: ,,Jakość bez rezultatu jest bez znaczenia. Rezultat bez jakości jest nudny.”
Znaczenie, jakie Cruyff wywierał na reprezentacji, oddaje fakt, że gdy w meczu strzelił gola, drużyna nigdy nie przegrała. Swój debiut zaliczył w meczu przeciwko Węgrom, kiedy to w końcówce spotkania zdobył bramkę na wagę remisu. W swoim drugim meczu w kadrze otrzymał on czerwoną kartkę za niesportowe zaatakowanie przeciwnika. Jednym z najważniejszych momentów w karierze zawodnika były mistrzostwa świata w 1974 roku. Holandia zakwalifikowała się na tę imprezę po raz pierwszy od 1938 roku, a mimo to była stawiana w gronie faworytów. Droga do finału była zaskakująco łatwa, a 14 bramek w 6 kolejnych spotkaniach tylko umocniło zawodników, że zasługują na mistrzostwo. Pewność siebie okazała się zgubna, gdyż ulegli gospodarzom turnieju RFN 2:1. Mimo to bilans bramek 15:3 i efektowna gra rozkochały w reprezentacji nie tylko holenderskich kibiców. Cruyff poprowadził drużynę do 3 miejsca w mistrzostwach Europy, które odbywały się 2 lata później w Jugosławii. Rezultat ten był zawodem dla kibiców i drużyny. Zawodnik odmówił wyjazdu na mistrzostwa świata w 1978 roku, tłumacząc się brakiem formy, jednak jak wiele lat później się okazało, powodem była próba porwania jego rodziny. Najwięksi piłkarze nie przechodzą na emerytury – oni co najwyżej zmieniają charakter swojej przygody z futbolem. Również Cruyff jest przykładem dowodzącym tej tezy. Trzykrotny zdobywca Złotej Piłki poszedł w ślady swojego mentora i autorytetu – Rinusa Michelsa, przejmując stery Ajaksu Amsterdam. Trener z miejsca zaczął wprowadzać koncepcję futbolu, która była mu najbliższa – oparł formację na trzech obrońcach, oraz jednym defensywnym pomocniku, który w razie potrzeby uzupełniał szyki obronne. Przed nimi było miejsce dla dwóch kolejnych pomocników, którzy odpowiadali za kontrolę środka pola. Formację uzupełniało dwóch zawodników skrzydłowych, ofensywny pomocnik pełniący funkcję cofniętego napastnika i środkowy napastnik. Niestety Cruyff nie zagrzał długo miejsca w ekipie Ajaksu, przenosząc się do Barcelony. Dopiero w Katalonii Holender dostał czas, środki i zaufanie do pełnego wdrożenia swojej myśli futbolu. Gdy w 1988 roku była legenda klubu objęła jego stery na ławce trenerskiej, kibice łączyli z nim duże nadzieje. Cruyff odważnie postawił na młodych piłkarzy, ucząc ich myślenia na boisku. Trener zwrócił uwagę na technikę użytkową, twierdząc, że: ,,Technika to nie zdolność do żonglowania piłką 1000 razy. To może zrobić każdy przy odpowiednim treningu praktycznym i może zagwarantować sobie jedynie pracę w cyrku. Technika to podawanie piłki na jeden kontakt, z odpowiednią szybkością i do odpowiedniej nogi partnera z zespołu.” Jedną z najważniejszych rzeczy, które Holender wypracował w Barcelonie, to polityka kadrowa i decyzja o wprowadzeniu Guardioli do składu. Bez tego nie wiadomo, gdzie dziś byłaby Duma Katalonii. Zanim były piłkarz Blaugrany trafił na ławkę trenerską, zespół nie potrafił wygrać ligi. Podobnie jak to miało miejsce 20 lat wcześniej, tak też i tym razem, osoba Cruyffa była kluczowa dla przełamania złej passy Barcelony. Pod wodzą Holendra zespół zaczął grać ofensywny, miły dla oka futbol, a drużyna zaczęła odnosić sukcesy. Spędzając 8 lat na ławce trenerskiej, stał się najbardziej utytułowanym trenerem w historii klubu, zdobywając z nim 4 tytuły mistrzowskie, 3 superpuchary Hiszpanii, Puchar Europy oraz inne trofea, które dziś dumnie zdobią gablotę Camp Nou.
Pod koniec swojej przygody trenerskiej Cruyff popadł w konflikt z ówczesnym prezesem. Po dwóch sezonach bez trofeum odszedł z Barcelony, odrzucając przy tym kolejne propozycje objęcia drużyn lub reprezentacji. Z perspektywy czasu o Cruyffie wydaje się mówić tylko dobrze. Niemniej jednak jak każda wielka osobistość, tak też i Holender miał swoje wady, które w mniejszym lub większym stopniu mogą wpływać na jego ocenę. Zwłaszcza na początku kariery Cruyff był bardzo samolubnym piłkarzem. W swoich wywiadach zaznaczał, że robił to, co potrafił najlepiej – strzelał bramki. Jego samolubność na boisku była wybaczona przez zabójczą skuteczność. Nie można odmówić legendzie braku skromności – dowodem tego mogą być, chociażby takie wypowiedzi jak „Zanim zrobię błąd, nie robię takiego błędu”, „Rzadko popełniam błędy, ponieważ nie lubię być w błędzie”, czy „Ludzie, którzy nie są na moim poziomie, nie mogą wpłynąć na moją uczciwość”. Holender potrafił być wybuchowy, o czym świadczy czerwona kartka w meczu przeciwko Węgrom na początku kariery reprezentacyjnej. Gdy został ukarany czerwoną kartką w barwach Barcelony, nie mógł się z tym pogodzić i nie chciał zejść z boiska – musiał zostać odprowadzony do szatni siłą. Innym razem po otrzymaniu czerwonej kartki, obraził sędziego. To pokazywało, że Cruyff nie zawsze potrafił panować nad emocjami, zwłaszcza gdy się z czymś nie zgadzał. Negatywnie o Cruyffie wypowiadał się również Van Gaal, chociaż nie sposób nie odnieść wrażenia, że obaj za sobą nigdy nie przepadali. Możliwe, że jest to spowodowane podobieństwami charakteru zarówno jednego, jak i drugiego Holendra. Oboje są uparci i pewni swoich racji. Osobną kwestią jest krytyka ze strony podopiecznych, których Cruyff trenował w Barcelonie. Powszechna jest opinia, że był on bardzo surowy i wymagający. Jego metody treningowe były mordercze dla piłkarzy, niemniej jednak nie sposób odmówić sukcesów, które te metody przynosiły. Jako ciekawostkę można dodać, że Johan od wczesnych lat palił papierosy. Pomimo nałogu nie narzekał na wydolność oddechową. Niemniej jednak w 1991 roku po wszczepieniu bypassu rzucił on palenie i zaczął udzielać się w kampaniach antynikotynowych. Był żonaty od 1968 roku i miał trójkę dzieci. Wielu uważa, że imię, które wybrał dla swojego najmłodszego syna (Jordi), było eskalacją sprzeciwu wobec dyktatury Generała Franco, który zakazał używania symboli i nadawania imion związanych z Katalonią. Cruyff zaprzeczył tym doniesieniom, twierdząc, że wybrał to imię z powodu ładnego brzmienia, a nie znaczenia (Jordi to typowo katalońskie imię). Hendrik Johannes Cruyff to wielka postać. Miał on ogromny wpływ nie tylko na drużyny, w których występował, ale na cały proces rozumienia piłki nożnej. Jego liczne sukcesy tylko po części oddają wielkość. Aby ocenić Holendra, należy spojrzeć szerzej, przez pryzmat dziedzictwa, które wciąż widzimy w drużynach grających Futbol Totalny. Cruyff stał na czele fundacji, która pomaga dzieciom, które nie mają szans na karierę w sporcie. Jest źródłem wielu publikacji, biografii i filmów dokumentalnych. Jego osoba znajduje się w TOP 10 największych Holendrów (wyprzedził m.in. Vincenta van Gogha, Marko van Bastena i holenderską królową Julianę), a jego imieniem nazwano nawet jedną z nowoodkrytych asteroid.
8
Samolubny geniusz czyli ,,Latający Holender”:
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
7
Zapomniane legendy futbolu:
25 kwietnia 1939 r. urodził się Tarchisio Burgnich, włoski obrońca, wicemistrz świata z 1970 r., mistrz Europy z 1968 r. oraz 2-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów(1964 i 1965). Tarcisio to jeden z najwybitniejszych obrońców w historii klubu. Przez 12 sezonów(1962-74) razem z Giacinto Facchettim tworzył defensywny trzon zespołu, który dominował we Włoszech, w Europie i na świecie. Burgnich był także filarem obrony reprezentacji Włoch(w 1968 zdobył Mistrzostwo Europy). Grał też na 3 Mundialach(1966,1970 i 1974). W 1970 roku w finale z Brazylią miał kryć samego Pele. Legendarny Brazylijczyk strzelił pierwszego gola a Burgnich po meczu powiedział: „Mówiłem sobie przed spotkaniem że to tylko człowiek z krwi i kości. Myliłem się.” Pierwszym klubem Tarcisio w karierze było Udinese skąd przeniósł się do Juventusu a potem do Palermo. Kiedy w 1962 roku trafił do Interu okazało się że doskonale pasuje do defensywnego sposobu gry preferowanego przez Helenio Herrerę. Grał jako prawy lub środkowy obrońca, poza tym idealnie nadawał się do ówczesnego Interu dzięki twardości i bezkompromisowości na boisku. Wywalczył z klubem 4 tytuły mistrza Włoch, 2 Puchary Mistrzów oraz 2 Puchary Interkontynentalne. W sumie wystąpił w 467 meczach strzelając 4 gole. Zagrał także 66 razy w reprezentacji(debiut w 1963). Na Mundialu w 1970 w pamiętnym półfinale z RFN Burgnich strzelił bardzo ważnego gola na 2-2 w ósmej minucie dogrywki a emocjonujący mecz Włosi wygrali ostatecznie 4-3! W 1974 Tarcisio odszedł z Interu do Napoli , z którym w 1976 zdobył Puchar Włoch. Karierę zakończył rok później w wieku 38 lat. Jako trener pracował później w kilku włoskich klubach ale bez sukcesów.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
11
@FCBparasiempre
25 kwietnia 2014 roku zmarł 46-letni trener FC Barcelony, Tito Vilanova. Katalończyk i cule z krwi i kości od zawsze marzył o grze w barwach swojej ukochanej drużyny. Choć tego marzenia nigdy w pełni nie udało mu się zrealizować, to cules będą pamiętać o nim przez długie lata. Francesc Vilanova i Bayo, bo tak naprawdę brzmiało jego imię i nazwisko, przyszedł na świat w katalońskim miasteczku Bellcaire d’Emporda 17 września 1968 roku. Pierwsze piłkarskie kroki Tito stawiał jako pomocnik w maleńkim klubie z rodzinnego miasta. Jako dwunastoletni dzieciak przeniósł się do pobliskiego Figueres, gdzie wypatrzyli go skauci Barcelony. W starym budynku obok Camp Nou, gdzie mieściła się La Masia, zamieszkał w 1984 roku. Wówczas również poznał młodszego o ponad 2 lata, acz bardziej utalentowanego piłkarsko Pepa Guardiolę. Nawiązała się między nimi przyjaźń, która przetrwała czas, gdy Tito został ”odsiany” przez brutalną selekcję w rezerwach Dumy Katalonii. Na rozmaitych szczeblach drabiny rozwojowej Blaugrany występował przez sześć lat, z czego ostatnie dwa sezony spędził w rezerwach. Nie dane było mu zadebiutować w pierwszym zespole. Później przez kolejną dekadę reprezentował głównie kluby w niższych ligach.
Apogeum piłkarskiej kariery wychowanka La Masii przypadło na lata w Galicji, gdzie z Celtą Vigo między 1992 a 1995 rokiem grał w Primera Division, choć zanotował tam ledwie 26 występów przez trzy sezony. Buty na kołku zawiesił w 2001 roku, zająwszy się trenerką. Nim otrzymał od swojego przyjaciela szansę powrotu do Barcelony, zbierał pierwsze szlify na prowincji – w Palafrugell i Figueres. W międzyczasie pełnił też rolę dyrektora sportowego w Terrassie. To stąd wyciągnął go sygnał od Pepa Guardioli. Stary znajomy Vilanovy zaproponował 35-latkowi współpracę u swojego boku, w roli asystenta trenera rezerw Barcelony. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Po roku i wywalczeniu awansu z Barcą B do Segunda Division, Pep zastąpił Franka Rijkaarda w pierwszym zespole. Wraz z przyjacielem tę samą drogę przebył Tito. Kolejne 4 lata pracy wspomnianego duetu w Barcelonie, to najlepszy okres w historii klubu. Zdobyli 14 trofeów, w tym dwa Puchary Europy. Czas ten jednak miał też ciemniejsze oblicze… 22 listopada 2011 roku FC Barcelona poinformowała, że Tito Vilanova przeszedł zabieg usunięcia guza ślinianki przyusznej. Już po kilku dniach został wypisany do domu, a na początku grudnia pojawił się na Camp Nou. Wydawało się, że wrócił do zdrowia, a choroba pójdzie w niepamięć. Minął rok, Tito zdążył przejąć schedę po Pepie. Barca pod jego wodzą kroczyła w lidze od zwycięstwa do zwycięstwa, notując po drodze tylko remis w El Clasico. W Lidze Mistrzów potknęła się dwukrotnie, przegrywając mimo dominacji z Celtikiem i remisując w na poły rezerwowym składzie z Benfiką. Blaugrana zaczęła więc sezon w świetnym stylu, wygrała swoją grupę w Lidze Mistrzów i prowadziła w La Liga. Kiedy wszystko układało się wyśmienicie, trener Dumy Katalonii usłyszał wiadomość, która spowodowała ogólną konsternację.
19 grudnia klub wydał komunikat, że Tito Vilanova ma nawrót nowotworu ślinianki. Pieczę nad zespołem przejął w owym czasie jego asystent, Jordi Roura. Szkoleniowiec nazajutrz ponownie znalazł się na stole operacyjnym. Kolejnymi etapami leczenia stały się chemioterapia i radioterapia. Minął miesiąc i trener katalońskiego klubu pojawił się na ławce w meczu wyjazdowym z Realem Sociedad San Sebastian. Powrót okazał się jedynie chwilowy. Miejscem dalszej terapii były Stany Zjednoczone. Leczenie za oceanem zakończono w końcówce marca. Choroba wyglądała jedynie na przykre wspomnienia. W decydującej fazie rozgrywek, 44-latek, tak jak na początku sezonu, dyrygował bordowo-granatową orkiestrą. Zanim ruszyły na dobre letnie przygotowania do kolejnej kampanii, stało się jasne, że Tito nie poprowadzi w niej Dumy Katalonii. Wydarzenia z lipca 2013 odbiły się w naszym kraju szerokim echem. Dzień przed planowanym sparingiem przedsezonowym z Lechią Gdańsk na PGE Arenie, serwisy informacyjne podały: „Tito Vilanova nie będzie już trenerem Barcelony. Zastąpi go Gerardo 'Tata’ Martino”. Oczywiście mecz na trójmiejskim obiekcie natychmiast został przełożony o 10 dni. Tito leczony w barcelońskiej klinice uniwersyteckiej Vall d’Hebron, pomiędzy kolejnymi zabiegami i fazami leczenia zawitał kilkukrotnie na Camp Nou. Zawsze był witany owacyjnie i wzbudzał ogromne emocje. Okazywano mu wsparcie i szacunek za to, czego dokonał z klubem. Kiedy znów powiało optymizmem i Tito opuścił placówkę medyczną, stało się najgorsze. 24 kwietnia 46-letni Katalończyk z powodu problemów żołądkowych wrócił pod opiekę lekarzy. Szybko zapadła diagnoza: ,,Rak zaatakował żołądek chorego. Stan byłego trenera jest krytyczny” – informowali lekarze. W tym wypadku nic nie dało się już zrobić i 25 kwietnia Francesc „Tito” Vilanova zmarł, pogrążając w smutku całe środowisko Barcelony, ale przede wszystkim swoją rodzinę. Zostawił żonę Montse, z którą przeżył wspólnie 22 lata oraz dwójkę dzieci: córkę Carlotę i syna Adrię, który nota bene grał i do dziś gra w młodzieżowych drużynach Barcy.
Tytuł artykułu to motto życiowe Tito Vilanovy. W wolnym tłumaczeniu z katalońskiego: „Rozsądnie, odważnie i z jajami”.
11
Seny, pit i collons!
Cules nigdy o tobie nie zapomną!
Czytajcie w odpowiedzi na komentarz
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
0
@SuperPatsonFCB A po polsku nie można?
8
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
25 kwietnia 1979 r. FC Barcelona pokonuje na wyjeździe SK Beveren 1:0 w ramach rewanżowego spotkania półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów i awansuje do finału(w pierwszym meczu Blaugrana również wygrała 1:0). Jedynego gola z rzutu karnego zdobył Krankl. W drużynie z Beveren występował wówczas genialny bramkarz Jean Marie Pfaff, jednak przy rzucie karnym był bez szans.
@Monix10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
10
Debiuty legend:
25 kwietnia 1965 r. w wyjazdowym meczu z Racingiem Santander w 1/16 Copa del Rey debiutuje Carles Rexach, jednocześnie strzelając gola w debiucie. Mecz zakończył się zwycięstwem Blaugrany 1:4.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Sensible
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
11
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak Duma Katalonii nie może istnieć bez historii:
25 kwietnia 1901 r. Bartomeu Terradas i Brutau został drugim w kolejności prezydentem FC Barcelony, zastępując na tym stanowisku Waltera Wilda. Terradas, były pomocnik i aż do tamtej chwili skarbnik organizacji jest pierwszym w historii katalońskim prezydentem Dumy Katalonii. To właśnie Terradas poszukał właściwego miejsca aby drużyna mogła rozgrywać swoje mecze po opuszczeniu boiska przy hotelu Casanovas. Terradas znalazł odpowiednią działke w pobliżu domu Can Sabadell, usytuowaną przy skrzyżowaniu ulic Horta i Pinar del Rio, przy Guinardo. W tym rejonie futbol był już zakorzeniony dzięki takim klubom jak Iberia i Catalonia FC. Założył je i kierował nimi Ricardo Cabot, który w 1921 r. został jednym z dyrektorów Blaugrany. Bartomeu Terradas był jednym z najbardziej utalentowanych prezydentów w historii FC Barcelony. Podczas swojej kadencji, Bartomeu walnie przyczynił się do powstania Katalońskiego Związku Piłki Nożnej, który skupiał ówcześnie wszystkie kluby z regionu katalońskiego z wyjątkiem Espanyolu i Internacionalu. Zespoły te dołączyły do katalońskiej organizacji dopiero później. To właśnie za rządów Bartomeu Terradesa powstała pierwsza Komisja Sportowa Klubu, w skład której wchodzili Gamper, Meyer i Widerkehr. Wtedy też zostały utworzone druga i trzecia drużyna Blaugrany.
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
45
Gdyby żył, wszyscy składalibyśmy mu życzenia i za wszystko dziękowali. Kochani cules dzisiaj przypada 76 rocznica urodzin Ś.P. Johannesa Hendrika Cruijffa. Pochylmy się w zadumie ku czci ikony futbolu i wielkiej legendy FC Barcelony…
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
0
@Symson Ciekawie to ująłeś, tak oryginalnie :) Ja jednak byłem kompletnie załamany(jak to już napisałem) gdyż ,,nasza" Barcunia zdecydowanie zasłużyła na awans do finału LM, ba! według mnie zasłużyła nawet na triumf w tych rozgrywkach...
23
Mija dokładnie 11 lat od smutnego pożegnania Guardioli…
24 kwietnia 2012 r. FC Barcelona zremisowała na Camp Nou 2:2 z Chelsea FC w rewanżowym spotkaniu półfinału Ligi Mistrzów i w efekcie odpadła z rozgrywek. Barça odrobiła stratę z pierwszego meczu w Londynie za sprawą gola Busquetsa w 35 minucie. Dwie minuty później czerwoną kartke otrzymał John Terry a w 43 minucie Iniesta podwyższył wynik spotkania. Wydawało się że nikt i nic nie może odebrać Katalończykom awansu, lecz chwila nieuwagi w doliczonym czasie pierwszej połowy kosztowała bramke strzelona przez Ramiresa. Podopieczni Guardioli ruszyli do ataku od samego początku drugiej połowy i już w 49 minucie wywalczyli rzut karny po faulu Drogby na Fabregasie. Do piłki podszedł Messi i… jego strzał wylądował na spojeniu słupka z poprzeczką. Ewentualny gol byłby 15 trafieniem Argentyńczyka w tamtej edycji Ligi Mistrzów, czym pobiłby rekord goli w jednej edycji Pucharu Europy. Jednak w głowach piłkarzy i wszystkich cules nie było myśli o żadnych rekordach tylko o strzeleniu choćby jeszcze jednego gola. Cała druga połowa była biciem głową w mur w wykonaniu Blaugrany i rozpaczliwą ale skuteczną obroną ,,The Blues”. W jednej z ostatnich akcji meczu, do wybitej na środek boiska piłki dopadł Fernando Torres i nie atakowany pobiegł w pole karne Barçy, mijając bramkarza i doprowadzając do remisu a przy okazji do rozpaczy nas wszystkich cules. Do dzisiaj nie mogę pojąć jak można było zmarnować taką okazje na finał a być może i na triumf w Lidze Mistrzów, mając takiego trenera i takich zawodników jak Puyol, Pique, Xavi, Iniesta czy wreszcie Messii? A propos Messiego, to przez ten niewykorzystany karny byłem na niego tak wściekły jak nigdy! Zresztą w ogóle po tym meczu to bite 3 dni nie mogłem pracować, jeść ani spać normalnie. To był jakiś koszmar…
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
9
Tak oto rządził Josep Lluis Nuñez:
24 kwietnia 2000 r. FC Barcelona oddała walkowerem rewanżowy mecz półfinału Pucharu Króla z Atletico Madryt. Już 10 dni wcześniej istniało niebezpieczeństwo iż grający w klubie Holendrzy zostaną powołani do reprezentacji, która miała równolegle odbywać zgrupowanie. Hiszpańska federacja czekała jednak na oficjalne potwierdzenie. Wtedy było już jednak za późno na przełożenie meczu Copa del Rey. Mimo to organizator rozgrywek uważał, że winą Blaugrany było używanie zaledwie 20 licencji zawodniczych(w tym wiecznie kontuzjowanego Amunike), choć do dyspozycji było ich aż 25. Poza tym kalendarz znany był już teoretycznie w lipcu poprzedniego roku. Co więcej, według organizacji spełniony został warunek iż zawodnicy powinni trafić do kadry na 48 godzin przed meczem. Blaugrana miała odpowiedź na takie argumenty- nie chciała zgłaszać więcej piłkarzy z Barçy B, aby mogli oni również grać dla rezerw, w lipcu nie było wiadomo kto zagra w półfinałach i kto zostanie powołany do reprezentacji a trener Van Gaal nie chciał aby Holendrzy rozegrali aż 4 spotkania w osiem dni, co było wbrew zdrowemu rozsądkowi. Liczono że trener reprezentacji Frank Rijkaard zrezygnuje z powołania kadrowiczów, tak jak miało to miejsce w przypadku spotkania na stulecie klubu ale wtedy decyzje podjął sponsor Holendrów i Barçy, firma Nike. Na Camp Nou przed około tysiącem widzów pojawiło się więc dziesięciu zdrowych piłkarzy i rezerwowy bramkarz Arnau, lecz Duma Katalonii zrezygnowała z gry z Atletico. Drużyna z Madrytu zwyciężyła walkowerem a FC Barcelone wykluczono z kolejnej edycji Pucharu Króla. W lipcu cofnięto jednak tą drugą decyzje i Blaugrana wystartowała w kolejnych rozgrywkach. Jak widzimy, za czasów Nuñeza też się ,,działo” a przypomne tylko że Josep Lluis Núñez dnia 21 października 2014 r. wraz z synem został skazany na 2,5 roku więzienia za korupcję na pracowniku Urzędu Skarbowego oraz otrzymał wraz z nim zakaz pełnienia funkcji publicznych przez najbliższych 7 lat oraz 1,5 miliona euro grzywny.
@Pawel13sz
@Symson
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
7
@FCBparasiempre
Jest noc, z 12. na 13. lipca 1936 roku. Nikomu nie wydaje się realne, by postanowienia traktatu wersalskiego mogły zostać złamane, a nowy kanclerz Rzeszy niemieckiej zdołał pogrążyć cały świat w chaosie wojny. A jednak tak właśnie się stanie. Nim jednak to wszystko się wydarzy, Hiszpania sama przeleje swoją krew. Jest poranek, 13. lipca 1936 roku. José Calvo Sotelo, były minister finansów w rządzie generała Primo de Rivery, zostaje zamordowany strzałem w tył głowy. Iskra pada na proch i ogień wojny domowej ogarnia cały kraj. Nim się wypali, upłyną trzy lata. Gdy wybucha wojna wszystko schodzi na drugi plan. Szybko jednak okazuje się, że mimo strachu i śmierci panujących wokół trzeba starać się żyć dalej. Pracować, jeść, spać, kochać. I grać w piłkę. Kiedy Hiszpanią zawładnęła wojna domowa futbol nie zniknął z mapy kraju. Stał się za to czymś innym, niż był wcześniej. Teraz nie jest już tylko rozrywką, jest formą oporu przed wojenną rzeczywistością, namiastką normalności. Czasem staje się też orężem. 19. kwietnia 1936 roku, Bilbao świętuje. Właśnie zakończyła się ostatnia kolejka ligowego sezonu, która ostatecznie ukoronowała Athletic jako mistrza Hiszpanii. Już niebawem nadejdzie lato i trzeba będzie pomyśleć o wzmocnieniach, które pomogą budować potęgę baskijskiego futbolu w następnym roku. Planowane transfery nigdy jednak nie będą miały miejsca. Nadejdzie lipiec i kula przeszywająca czaszkę José Calvo Sotelo odmieni kraj. W Kraju Basków już od lat działa nieoficjalna reprezentacja nieistniejącego państwa: Selección Norte, reprezentacja północna. Gdy wybucha wojna pierwszy w historii lehendakari, José Antonio Aguirre, sięga po nią, by wykorzystać ją jako broń w trwającym konflikcie. Aguirre jest nie tylko pierwszym sekretarzem Kraju Basków, to także były zawodnik aktualnego mistrza Hiszpanii – Athleticu. Zmienia Selección Norte na Selección de Euzkadi, reprezentację Kraju Basków. Na pierwszy rzut oka niewielka zmiana w rzeczywistości oznacza wiele. Aguirre daje jasny znak do czego dąży: wspierając Republikę marzy o utworzeniu państwa baskijskiego. Aguirre powołuje do życia Selección de Euzkadi i jednym skinieniem dłoni posyła ją w świat. Zadanie piłkarzy? Grać by zebrać środki, które zostaną przekazane stronie republikańskiej.
Gregorio Blasco, Rafael Eguskiza, Serafín Aedo, Pedro Areso, Pablo Barcos, Lonardo Cilaurren, José Muguerza, Pedro Regueiro, Roberto Echevarría, Ángel Zubieta, Sabino Aguirre, Enrique Larrinaga, José Iraragorri, Emilín Alonso, Isidoro Lángara, Luis Regueiro, Chirri, José Manuel Urquiola i Guillermo Gorostiza. Dziewiętnastu zawodników, reprezentacja Kraju Basków. Selección de Euzkadi w większości tworzą zawodnicy Athleticu Bilbao, jednak dołączają do nich także piłkarze z innych klubów. Z Madrytu Emilín Alonso i Luis Regueiro, z bratniego Athletic de Madrid: José Manuel Urquiola, z Barcelony: Pedro Areso. Trenerem zostaje Pedro Vallana, były piłkarz Arenas de Getxo. Prócz baskijskiej krwi łączy ich chęć walki za Republikę. Polityka, futbol, nacjonalizm, patriotyzm i miłosierdzie mieszają się ze sobą tak ściśle, że nie sposób ich już rozłączyć. Baskowie wyjeżdżają by zbierać pieniądze na działania wojenne, na dzieci osierocone podczas wojny, uchodźców, którzy musieli opuścić kraj. Grają w piłkę i oddają krew dla rannych a wszystko pod sztandarem baskijskiej flagi, ikurriñy. Jej barwy będą mieć na sobie podczas wszystkich spotkań, które rozegrają w czasie europejskiego tournée. Kapitanem i rzecznikiem prasowym reprezentacji Kraju Basków jest piłkarz Realu Madryt, Luis Regueiro. U jego boku zawsze znajduje się jego nieodłączny brat, Pedro. Gdy opuszczają stolicę by dołączyć do Selección de Euzkadi w Madrycie pojawia się plotka, że Luis nie żyje. Umarł w szpitalu, od kuli, która trafiła go na linii frontu. Kiedy kibice madryckiego klubu opłakują swojego zawodnika on jest już we Francji, gdzie baskijska reprezentacja rozpoczyna swoją podróż. Pociąg zatrzymuje się w Paryżu a pierwsze kroki w stolicy Francji zaprowadzą piłkarzy pod Łuk Triumfalny. Zostawią tam po sobie, na Grobie Nieznanego Żołnierza, wieniec kwiatów i ikurriñę. To było jednak dzień wcześniej. Jest 26. kwietnia 1937 roku, Parc des Princes, serce Paryża. Selección de Euzkadi, grając w barwach tej samej flagi, którą złożyli na symbolicznym grobie, mierzą się z lokalnym Racing Club. Odniosą pierwsze podczas tej podróży zwycięstwo, pokonując francuską drużynę 3:0. Gdy mecz się zakończy okaże się jednak, że triumf jaki Baskowie odnieśli w Paryżu nie ma żadnego znaczenia. Nie wobec tego, co stało się w domu. Tego samego dnia, ciepłym, wiosennym popołudniem, pierwsze bomby spadły na Guernikę. Zanim opuszczą Francję udadzą się jeszcze do Tuluzy i Marsylii. Kolejnym przystankiem w ich podróży będzie Czechosłowacja, gdzie radością i wiwatami powita ich Praga. Stamtąd pojadą do Polski, by jedyne spotkanie w tym kraju rozegrać w Katowicach. Planowany wcześniej mecz w Warszawie musi zostać odwołany, Selección de Euzkadi nie przez wszystkich jest mile widziana. Dla wielu Polaków piłkarze, którym przewodzi Luis Regueiro to komuniści, którzy nie mają prawa nazywać się katolikami, skoro walczą przeciwko generałowi Franco. Ostatni przystanek: Związek Radziecki. Moskiewski dworzec wita ich po królewsku. Jakby to nie piłkarze przyjechali ale sama Republika, wierny sojusznik Rosji. Zmierzą się z Lokomotivem, Spartakiem, Dynamem Moskwa i Dynamem Kijów… Mecze, które Baskowie rozegrają na rosyjskiej ziemi trudno zliczyć. Tak samo jak przyjęcia, które zostaną wydane na ich cześć, litry wódki, które się przez nie przeleją i pieniądze, strumieniem niemal tak szerokim jak wódka, spływające do ich kieszeni. Na krótką chwilę Rosja staje się ziemią obiecaną. Na bardzo krótką chwilę. Idyllę bajecznej podróży przerwie, krótka telegraficzna wiadomość. Bilbao upadło.
Bilbao upadło. Te dwa słowa oznaczają jedno: nie ma powrotu do domu. Piłkarze Selección de Euzkadi muszą kontynuować swoją podróż, która nagle stała się wygnaniem. Decyzja o tym, co teraz zrobią zapada w Paryżu. Baskijski rząd na uchodźstwie osiadł właśnie w stolicy Francji. To on podejmie decyzję o przyszłości zawodników. Polecenie jest jasne: macie dalej grać. Tylko jeden z nich się wyłamuje: Guillermo Gorostiza. Piłkarz Athleticu bez słowa opuszcza drużynę. Nikt z Selección de Euzkadi nie wie, że Gorostiza już niebawem przekroczy granicę i zaciągnie się do armii republikańskiej. Chociaż nie, jest jeden wyjątek: prawdę zna Roberto Echevarría, jednak przez długie lata nikomu jej nie zdradzi. Gorostiza znika, by walczyć, jednak tę drogę wybiera tylko on, reszta udaje się za ocean: do Meksyku, do Argentyny, na Kubę. Pięć największych argentyńskich klubów: River Plate, Boca Juniros, Racing, San Lorenzo i Independiente chce zmierzyć się z przybyszami z Europy. Jednak władze Argentyny nie wydają pozwolenia na rozegranie żadnego meczu, Baskowie muszą powrócić do Meksyku. Tamtejszą federację piłkarską uda się przekonać by wydała pozwolenie na dołączenie do rozgrywek ligowych. W ten sposób Baskowie, których drużyna nosi teraz miano Club Deportivo Euzkadi, zostanie wicemistrzem Meksyku. Gdy końca dobiegnie sezon 1938/39, w którym piłkarze z północy Hiszpanii odniosą sukces na azteckiej ziemi, zakończy się także wojna domowa w ich ojczyźnie. Gdy droga powrotna do Hiszpanii, którą rządzi teraz generał Franco, otwiera się przed nimi pierwszy odwróci się do niej plecami Zubieta. Ángel dołączy do San Lorenzo Almagro, chwilę później w jego ślady pójdzie Lángara i Emilín. Blasco, Cilaurren i Aedo przeniosą się do River Plate. Kapitan reprezentacji, Luis Regueiro, będzie grać w barwach meksykańskiego Asturias. Ich nowymi domami zostaną Meksyk, Argentyna, Urugwaj… Dziś żadnego z nich nie ma już na świecie. Większość z nich nie powróciła do Hiszpanii już nigdy. Ci, którym było to kiedykolwiek dane, wrócili tam dopiero po śmierci generała Franco.
7
Futbol w czasie wojny domowej w Hiszpanii część 1:
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
17
Grande Espectacolo El Clasico:
Dokładnie 6 lat temu FC Barcelona pokonała Real Madryt na Santiago Bernabeu w ramach 33 kolejki La Liga. El Clasico nie zawiodło! Choć Real Madryt lepiej zaczął spotkanie i prowadził po golu Casemiro, to FC Barcelona z minuty na minutę się rozkręcała. Kapitalne zawody rozegrał Lionel Messi, który zdobył zwycięską bramkę w ostatniej akcji! Katalończycy wygrali 3:2. Goście wiedzieli że jeśli marzą o mistrzostwie Hiszpanii, to muszą ograć Real Madryt na Santiago Bernabeu. Taka sztuka nie udała się w tym sezonie ligowym jeszcze nikomu, ale kto miał tego dokonać jak nie podopieczni Luisa Enrique? Mimo takiej sobie formy, braku Neymara Barcelona jechała do stolicy po trzy punkty. "Królewscy" byli jednak faworytem: przystępowali do El Clasico po wielkim zwycięstwie z Bayernem, do składu wrócił Gareth Bale, a Cristiano Ronaldo był w formie. Początek tylko podtrzymał tę tezę. Real był bardzo aktywny, świetnie na prawej stronie podłączał się Daniel Carvajal, lecz po kilkunastu minutach gospodarze musieli złapać drugi oddech. To stworzyło szansę dla gości, którzy zdobyli trochę pewności siebie. Nie pomogło to im jednak w 28. minucie, kiedy Marcelo dośrodkował do Sergio Ramosa, ten trafił w słupek, a piłkę do siatki dobił Casemiro. Piłkarze Barcy mieli pretensje do sędziego, sugerując, że Ramos był na spalonym, ale nie mieli racji. Minęło kilka minut, a mieliśmy remis. To była kapitalna akcja Barcelony: Sergio Busquets do Ivana Rakitica, ten do Luisa Suareza, on przepuszcza, Messi przejmuje piłkę i z łatwością mija Carvajala, a po chwili zdobywa bramkę. Przed przerwą Real mógł grać w dziesiątkę, ale sędzia oszczędził Casemiro. Po przerwie działo się mnóstwo: Keylor Navas i Marc-Andre ter Stegen prześcigali się w obronach, ale nawet tak świetnie dysponowani bramkarze nie mogli odbić wszystkich piłek. Golkiper Realu był bez szans po bombie Ivana Rakitica. "Królewscy" przegrywali, a chwilę później musieli grać w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Ramosa. To wbrew pozorom dobrze na nich podziałało. Najpierw piłkę na zwycięstwo zmarnował Gerard Pique a po kilku minutach bierność Busquetsa wykorzystał rezerwowy tego dnia James Rodriguez. I kiedy wszystko wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem - sędzia doliczył tylko dwie minuty - stało się coś niesamowitego. Sergi Roberto rozpoczął kontratak spod własnego pola karnego i dograł do Andre Gomesa. Ten zauważył Jordiego Albę, który wyłożył piłkę Messiemu, a ten już wiedział, co ma z tym zrobić. Santiago Bernabeu zamarło, a Argentyńczyk celebrował zwycięską bramkę. Po chwili sędzia zakończył emocjonujące El Clasico. To zwycięstwo oznaczało, że FC Barcelona zrównała się punktami z Realem Madryt mając po 75 punktów.
Gole: Casemiro 28, Rodriguez 85 - Messi 33, 90+2 oraz Rakitic 73.
Real: Navas - Carvajal, Nacho, Ramos, Marcelo - Kroos, Casemiro (70 Kovacic), Modric - Bale (39 Asensio), Ronaldo, Benzema (82 James Rodriguez).
FC Barcelona: Ter Stegen - Roberto, Pique, Umtiti, Alba - Busquets, Rakitic, Iniesta - Messi, Suarez, Paco Alcacer (70 Gomes).
Żółte kartki: Casemiro, Kovacic - Umtiti, Messi.
Czerwona kartka: Sergio Ramos.
To trzeba sobie przypomnieć:
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
10
El Clasico w Lidze Mistrzów:
23 kwietnia 2002 roku, FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Realem Madryt 0:2 w pierwszym półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Real Madryt wykonał ogromny skok w kierunku finału Ligi Mistrzów, wygrywając 2:0 na wyjeździe ze starymi rywalami. To był rozczarowujący sezon dla obu drużyn, które w tym sezonie zajęły odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w La Liga, za zwycięzcą Valencią i wicemistrzem Deportivo La Coruna. Barça Carlesa Rexacha dysponowała takimi zawodnikami, jak Luis Enrique, Marc Overmars czy Patrick Kluivert ale goście okazali się zbyt silni w pierwszym meczu.
@Pawel13sz
@Symson
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
3
@Kessie Ja przewiduje bezbramkowy remis ale mam obawy że przegramy...