FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Debiut ,,Generała”:
24 marca 1998 r. Xavi Hernandez zadebiutował w barwach Dumy Katalonii. Debiut przypadł na mecz półfinałowy Pucharu Katalonii z UE Lleida, wygranym przez Blaugrane 2:1 po dwóch golach Jofre Gonzaleza.
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
10
Czy wiecie że….
24 marca 1985 r. bramkarz Barçy Javier Urruticoechea obronił rzut karny w meczu z Real Valladolid. Duma Katalonii potrzebowała zwycięstwa na Estadio Jose Zorrilla aby zapewnić sobie na 4 kolejki przed końcem sezonu, pierwsze po 11 latach przerwy mistrzostwo Hiszpanii. W 88 minucie arbiter podyktował rzut karny dla gospodarzy. Do jedenastki podszedł Salwadorczyk Gonzalez a ,,Urruti” obronił karnego. Do historii przeszły słowa charyzmatycznego Katalońskiego spikera radiowego Joaquima Marii Puyala, który skuteczną interwencje golkipera Blaugrany skwitował wielokrotnie powtarzanymi słowami: ,,Urruti t’estimo”, co po katalońsku oznacza ,,Urruti kocham cię!”.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@patataj
10
Niebywała historia amerykańskiego amanta:
24 marca 1898 r. w Manili urodził się Juan Garchitorena de Carvajal. Juan trafił do FC Barcelony w 1916 roku i grał jako skrzydłowy, ofensywny pomocnik i napastnik. Co ciekawe sfałszował on swój paszport aby uchodzić za Baska, mimo że w rzeczywistości urodził się na Filipinach. Według ówczesnego regulaminu obcokrajowcy mieli zakaz uczestniczenia w rozgrywkach o mistrzostwo Katalonii ale skoro Blaugrana teoretycznie nie znała jego prawdziwych korzeni, pozwoliła mu zagrać w kilku meczach. Wstawienie do składu Garchitoreny wywołało ostrą polemikę, kiedy Espanyol, który wiedział o wszystkim zanim jeszcze rozpoczęły się rozgrywki, postanowił oskarżyć Barçe o bezprawne wystawienie piłkarza, kierując stosowne pismo do Katalońskiej Federacji Piłkarskiej. Akt oskarżenia oparty na raporcie sporządzonym przez profesora prawa międzynarodowego Josepa Triasa de Besa, został przedstawiony 2 dni po przegranych 0:3 derbach z Dumą Katalonii, rozgrywanych 17 grudnia 1916 r. na stadionie przy ulicy Industria, z Garchitoreną w składzie. Gdy potwierdziło się że dokumenty piłkarza są sfałszowane, federacja zadecydowała o odjęciu FC Barcelonie punktów z meczów, w których występował ,,Garchi”, jak powszechnie nazywano piłkarza. Klub się sprzeciwił ale na nic się to zdało i w ostatecznym rachunku przegrał mistrzostwo, którego jednak nie zdobył też Espanyol bo ten z kolei został oskarżony przez Barçe o… bezprawne wystawienie obrońcy Reiga. Wydarzenia doprowadziły do dymisji Rosesa jako jednego z dyrektorów Katalońskiej Federacji Piłkarskiej, po tym jak zaproponował możliwość powtórzenia meczów rozegranych przez Blaugrane. Koniec końców tytuł trafił w ręce FC Espanya, barcelońskiego klubu założonego w 1905 roku, który w 1923 r. połączył się z FC Gracia. Tymczasem Garchitorena, zidentyfikowany ostatecznie jako Argentyńczyk ale syn Hiszpanki, nadal występował w FC Barcelonie. W koszulce Blaugrany rozegrał w sumie 35 meczów strzelając w nich 12 goli. Podczas pobytu w klubie wywoływał ogromną zazdrość ze względu na swój wygląd. Przyczyniło się to do powstania wielu anegdot, jak chociażby tej, według której w trakcie meczu z Espanyolem odmówił uderzenia piłki głową, ponieważ boisko było ubłocone a on nie chciał pobrudzić sobie włosów. W 1920 r. porzucił uprawianie sportu żeby rozpocząć karierę aktora filmowego. Pod artystycznym pseudonimem Juan Torene były piłkarz wystąpił w ponad 30 filmach. Był też bohaterem głośnych romansów z ówczesnymi gwiazdami kina, na przykład z Amerykanką Myrną Loy… Playboy cule w Hollywood. Niedługo potem odkryto jego prawdziwe pochodzenie, które jak się okazało, nie było ani baskijskie, ani argentyńskie. Garchitorena urodził się w Manili i miał paszport amerykański, jako że Stany Zjednoczone utrzymywały wtedy kontrole nad tym azjatyckim archipelagiem. W latach 50-tych ożenił się z aktorką Natalie Moorehead, która już zakończyła karierę i osiadł w Santa Barbara w Kaliforni, gdzie mieszkał aż do śmierci, 27 czerwca 1983 r.
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
9
@FCBparasiempre
Ledwo minął rok od powstania tercetu BBC (Bale – Benzema – Cristiano) w Realu Madryt, a ich największy rywal odpowiedział MSN, czyli Messim, Suárezem i Neymarem. Kilka lata po zakończeniu II wojny światowej AC Milan wykreował trio, które łączyły nie tylko ogromne umiejętności, ale i jedna ojczyzna. Gre-No-Li. Gunnar Gren, Gunnar Nordahl i Nils Liedholm. Trzej Szwedzi, którzy rozsławili Milan i reprezentację Szwecji. Pierwszym, który trafił do ,,Rossonerich” był Gren. W wieku trzynastu lat wygrał zawody w żonglowaniu piłką w Göteborgu. Lokalne gazety opisały ten wyczyn i poradziły młodemu chłopcu karierę cyrkowca. Gunnar dziennikarzy nie posłuchał i postanowił zostać piłkarzem. Najpierw grał w amatorskim Gårda BK, by w 1941 trafić do IFK Göteborg. Już w pierwszym roku w nowym klubie, został z nim mistrzem Szwecji. Choć Gren grał w Göteborgu aż do 1949 roku, już nigdy nie zdobył z tytułu z tym zespołem. Wszystko przez dominację IFK Norrköping, które w latach 1943-1948 zdobyło mistrzostwo pięciokrotnie. Kto był największą gwiazdą klubu z Norrköping? Gunnar Nordahl. Urodził się w 1921 roku (Gren był rok starszy) w Hörnefors. Miał dziewięcioro rodzeństwa. Dzieci i ich rodzice żyli w jednopokojowym mieszkaniu. Do Norrköping trafił w 1944 roku i stał się przekleństwem Grena oraz IFK Göteborg. Nordahl trzykrotnie zostawał najlepszym strzelcem ligi szwedzkiej, zaś Gren tylko raz. W 95 ligowych meczach zdobył 93 gole. I pomyśleć, że granie w piłkę nożną było tylko dodatkiem do wykonywania pracy strażaka. Od 1946 roku Nordahl był partnerem klubowym trzeciego z wielkich tenorów szwedzkiego futbolu. Obu dzielił tylko rok (Liedholm urodził się w 1922), obaj mierzyli 185 centymetrów wzrostu i obydwaj pracowali nie tylko na boisku. Liedholm zarabiał na życie w kancelarii adwokackiej. Oprócz piłki nożnej w młodości trenował także rzut oszczepem i pchnięcie kulą.
Cała trójka na jednym boisku spotkała się po raz pierwszy w 1947 roku, kiedy to Liedholm zadebiutował w reprezentacji. Selekcjonerem Szwedów był wówczas Anglik George Raynor, który tę posadę objął w 1946 roku. Kiedy butni Anglicy naśmiewali się, że ich rodak będzie trenować piłkarzy w kraju, w którym od futbolu ludzie bardziej wolą hokej i biegi narciarskie, Raynor tymczasem spokojnie budował zespół przyszłych mistrzów olimpijskich. Jak na ironię losu IO w 1948 roku odbywały się w… Londynie. Skandynawowie w czterech meczach strzelili aż 22 gole, z czego dwanaście w meczu z Koreą Południową. Gunnar Nordahl został królem strzelców z siedmioma trafieniami na koncie. Cała osiemnastka reprezentowała głównie barwy IFK Norrköping, Malmö FF i AIK. Po turnieju wielu z nich wyjechało ze Szwecji. Byli zbyt dobrzy, aby grać w słabej lidze szwedzkiej za darmo. Najchętniej utalentowanych amatorów przyjmowały pod swoje skrzydła kluby włoskie. Właśnie tam powędrowali Gren, Nordahl i Liedholm. Jako pierwszy ofertę z AC Milan otrzymał Nordahl. W styczniu 1949 roku pojawił się w Mediolanie. Fani witali go tak entuzjastycznie, że chcąc dotknąć nowego piłkarza, wybijali szyby w oknach pociągu i przez nie próbowali wedrzeć się do przedziału, gdzie siedział Szwed. Przerażony Nordahl schował się w hotelu i zaczął zastanawiać się, czy wyjazd aby na pewno był dobrym pomysłem. Niewiele brakowało, aby zamiast Nordahla do Milanu przeniósł się Duńczyk Johannes Pløger. W stolicy Lombardii miał pojawić się jeszcze przed Szwedem, jednak w Szwajcarii spotkali go włodarze Juventusu i zaproponowali grę w Turynie, przebijając ofertę ,,Rossonerich”. ,,Stara Dama” miała w planach także pozyskanie Nordahla, jednak finalnie postanowili oni nie starać się o Szweda wiedząc, że już jednego skandynawskiego gracza sprzątnęli Milanowi sprzed nosa. Milan miał ogromne szczęście, że to właśnie Pløger trafił do stolicy Piemontu zamiast Nordahla. Duńczyk po pół roku gry w Juve przeniósł się do Novary. Jego kariera we Włoszech była pasmem niepowodzeń i już w 1954 roku zakończył karierę w Udinese. Nordahl tymczasem w drugiej połowie sezonu 1948/1949 strzelił szesnaście bramek w piętnastu meczach. Na dodatek znał dwóch genialnych Szwedów, których polecił prezydentowi klubu Toniemu Businiemu. Liedholm i Gren latem 1949 roku stawili się w Mediolanie, a wraz z nimi pojawił się były trener IFK Norrköping Węgier Lajos Czeizler (więcej o nim przeczytasz tutaj). Gre-No-Li przetrwało cztery lata i doprowadziło Milan do mistrzostwa Włoch w 1951 roku. Osiągnięcia może i były skromne, jednak należy pamiętać, że dla Milanu było to pierwsze mistrzostwo od 1907 roku. Toni Busini podobno zemdlał czekając na wieści z meczu Inter-Torino. Inter walczył z Milanem o tytuł, jednak w ostatniej kolejce przegrał 1-2, dzięki czemu nawet niespodziewana porażka ,,Rossonerich” z Lazio 1-2 nie zmieniła układu na szczycie tabeli.
Najlepiej w Mediolanie czuł się Nordahl, który w 257 ligowych meczach strzelił dla klubu 210 goli i pięć razy został królem strzelców Serie A. Z kolei jego imiennik Gren wyłamał się jako pierwszy i opuścił Milan w 1953 roku, przenosząc się do Florencji. Po odejściu Czeizlera w 1952 był nawet trenerem ,,Rossonerich”. Przez decyzję Nordahla, który przestał grać w reprezentacji zaraz po wywalczeniu olimpijskiego złota, Gre-No-Li bardzo szybko przestało istnieć na polu reprezentacyjnym. Mimo braku trzeciego strzelca w historii Serie A, Szwedom udało się na własnej ziemi zdobyć srebrny medal mistrzostw świata w 1958 roku. Dwa lata wcześniej Nordahl odszedł z Milanu i został zawodnikiem Romy. Jedynym, który zakończył karierę w Milanie, był Nils Liedholm. Jako piłkarz jeszcze trzy razy zostawał z klubem mistrzem Włoch, a w 1958 roku ,,Rossoneri” doszli do finału Pucharu Mistrzów, gdzie przegrali po dogrywce z Realem Madryt. ,,Il Barone” zakończył karierę w 1961 roku, ale nie opuścił Milanu. W ciągu niemal 25 lat kilkukrotnie był trenerem drużyny ze stolicy Lombardii. Po zakończeniu kariery Nordahl i Gren także byli trenerami, ale woleli trenować szwedzkie zespoły. Wszyscy odeszli już ze świata żywych. Wszyscy zostali także umieszczeni przez AC Milan w galerii klubowych sław. Patrząc na aktualną sytuację Milanu i reprezentacji Szwecji kibice tych drużyn chcieliby, aby Gre-No-Li w piłkę grało zawsze.
7
Wspaniałe szwedzkie tridente w wydaniu włoskim(w odpowiedzi na komentarz):
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
1
@Herato Dobrze że ty się liczysz na tej stronie
11
Hattrick a zarazem rekord ,,La Pulgi” i to na Bernabeu!
23 marca 2014 r. Lionel Messi strzelił 3 gole w wygranym 4:3 El Clasico. To był pierwszy w historii hattrick piłkarza Blaugrany w La Liga na Estadio Santiago Bernabeu. Tym samym Leo pobił rekord Di Stefano strzelając łącznie 21 goli przy 18 trafieniach swojego rodaka Alfredo.
Musimy to zobaczyć jeszcze raz:
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Sensible
8
Epokowe trofeum:
23 marca 1902 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy w historii puchar. Mowa tu o Copa Macaya- prekursorze Mistrzostw Katalonii. Nazwa pochodzi od prezydenta klubu Hispania CF Alfonso Macaya, który chciał zorganizować turniej pomiędzy drużynami z Katalonii. Jego zespół wygrał pierwszą edycje w 1901 r. Natomiast Blaugrana tryumfowała w drugiej edycji wygrywając wszystkie 8 spotkań. W finale pokonała FC Catale aż 15:0! Sześć goli w tym meczu strzelił Udo Steinberg, kapitan i pierwszy Niemiec grający dla Dumy Katalonii.
Również 23 marca tyle że 1913 r. FC Barcelona zdobyła drugi w historii Puchar Króla. Na Estadio de la Industria pokonała dopiero w trzecim(dodatkowym) meczu Real Sociedad San Sebastian w stosunku 2:1. Dwa poprzednie starcia zakończyły się remisami(2:2 i 0:0) a wówczas nie obowiązywała zasada zdobytych goli na wyjeździe.
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@patataj
8
Zapomniane legendy futbolu:
22 marca 1933 r. urodził się Michel Hidalgo. Swoją piłkarską karierę zaczynał jako junior w klubie US Normande, z którym w 1952 r. sięgnął po mistrzostwo Normandii. Wkrótce potem trafił do Le Havre AC, skąd po dwóch latach przeniósł się do Stade de Reims. W 1955 r. ze swoim nowym klubem zdobył mistrzostwo Francji, a rok później razem z kolegami znakomicie się zaprezentowali w premierowej edycji Pucharu Europy. Dotarli do wielkiego finału, gdzie stoczyli zacięty bój z Realem Madryt. Hidalgo strzelił nawet bramkę, dając swojej drużynie prowadzenie 3:2, ale Hiszpanie zdołali odpowiedzieć dwoma trafieniami i Stade de Reims przegrało 3:4. W 1957 r. przeniósł się do AS Monaco. W klubie z księstwa występował do 1966 r., kiedy to zakończył karierę. Dwukrotnie w tym czasie sięgał po mistrzostwo kraju (1961 i 1963 r.) i Puchar Francji (1960 i 1963 r.). W reprezentacji zagrał tylko jeden raz w 1962 r. w towarzyskim meczu z Włochami. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem. Początkowo pracował z rezerwami AS Monaco. W 1976 r. zastąpił Ștefana Kovácsa na stanowisku selekcjonera narodowej reprezentacji. Wcześniej pomagał mu jako asystent. Pod jego wodzą Francuzi zaczęli coraz więcej znaczyć w światowym futbolu. Po dwunastu latach nieobecności znowu zagrali na mistrzostwach świata. W 1978 r. zajęli trzecie miejsce w trudnej grupie z Włochami, Argentyną i Węgrami. Cztery lata później w Hiszpanii poszło im dużo lepiej. W pierwszej rundzie zajęli drugie miejsce w grupie za Anglikami, a w drugiej nie mieli większych problemów z Austrią i Irlandią Północną. W półfinale stoczyli bardzo zaciętą walkę z RFN i przegrali dopiero po rzutach karnych. W meczu o trzecie miejsce Hidalgo dał odpocząć kilku swoim podstawowym graczom i Francuzi przegrali z Polską 2:3. Największy sukces odnieśli jednak dwa lata później na organizowanych u siebie mistrzostwach Europy. Francuzi wygrali wszystkie mecze i w porywającym stylu wygrali cały turniej. Po tym sukcesie Hidalgo ustąpił ze stanowiska i rozpoczął pracę jako dyrektor techniczny w federacji, a potem przez kilka lat był związany z Olympique Marsylia.
@Monix10
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
2
@FCBparasiempre
W 1929 roku role znów się odwróciły. Turniej w Buenos Aires już na dzień dobry przyniósł sensacyjne zwycięstwo 3:0 Paragwaju nad Urugwajem. Wiele wyjaśnia fakt, że nieobecny w tym spotkaniu był Nasazzi. Jak się okazało Urusi od 1923 roku na turniejach przegrali zaledwie dwa razy i w obu przypadkach „Marszałek” był nieobecny. Czy jego wpływ na drużynę był naprawdę tak wielki? W kolejnych meczach kapitan już był na pokładzie swojej drużyny i choć w meczu z Peru przyniosło to zwycięstwo, to w spotkaniu z Argentyną nie pomógł on swojej drużynie. Gole Ferreyry i Evaristo dały „Albicelestes” zwycięstwo 2:0. Mówiono, że na tym turnieju Urugwajczycy myślami byli już na mistrzostwach świata, które miały się odbyć rok później w tym kraju. Mówiono, że piłkarzom już tak bardzo nie zależało. Mówiono, że wciąż są najlepsi i nie muszą za każdym razem tego udowadniać. Wszystko miały zweryfikować mistrzostwa świata w 1930 roku.
01.11.1929 PARAGWAJ – Urugwaj 3:0
11.11.1929 URUGWAJ – Peru 4:1(Fernandez – 3, Andrade)
17.11.1929 ARGENTYNA – Urugwaj 2:0
Tajemnicą poliszynela jest fakt dlaczego w ogóle ów mundial miał odbyć się w Urugwaju. Otóż lobbyści z Ameryki Południowej przekonali Julesa Rimeta, że w 1930 roku Urugwaj będzie obchodził setną rocznicę niepodległości. Do tego doszły jeszcze prezenty od argentyńskiego i urugwajskiego rządu oraz obietnica zwrotu kosztów podróży dla krajów spoza kontynentu o w ten sposób sprawa gospodarza pierwszych mistrzostw świata się wyjaśniła. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że Urugwaj rocznicę niepodległości obchodził pięć lat wcześniej. Mundial przypominał nieco igrzyska olimpijskie w Amstrdamie, tylko że tym razem to Urugwaj miał łatwe losowanie, a Argentyna musiała się mierzyć z silniejszymi przeciwnikami. Mistrzowie olimpijscy w fazie grupowej gładko pokonali Peru i Rumunię, z kolei Argentyńczycy już w pierwszej konfrontacji męczyli się z Francuzami, wygrywając ostatecznie 1:0 po golu Montiego na dziewięć minut przed końcem. Z Meksykiem „Albicelestes” wygrali 6:3 przy obelgach słanych w ich kierunku i niesłabnącym dopingu urugwajskich kibiców dla drużyny przeciwnej. W meczu z Chile emocje sięgnęły zenitu. W pewnym momencie piłkarze obu drużyn pobili się ze sobą, bijatyka wywiązała się też pomiędzy kibicami, lecz organizatorzy w porę opanowali sytuację. Argentyna wygrała 3:1, ale nie da się zmierzyć ile sił kosztowały ich niezdrowe emocje. W półfinale ciężej mieli Urugwajczycy, którzy trafili na Jugosławię. Argentynie los przydzielił zespół Stanów Zjednoczonych, z którym dwa lata wcześniej na igrzyskach olimpijskich wygrała 11:2. Tym razem było tylko 6:1, choć genialny Guillermo Stabile starał się jak nigdy, by upokorzyć przeciwnika i uzyskać przewagę psychologiczną nad rywalem w meczu finałowym. Kto miał być tym rywalem? Początkowo zapowiadało się na Jugosławię, która od 4. minuty prowadziła na Centenario z ekipą gospodarzy. Potem jednak Urusi dali prawdziwy koncert. Jeszcze przed przerwą raz trafił Cea, a dwa gole dorzucił Anselmo. W drugiej połowie ukąsił jeszcze Iriarte, a Cea jeszcze dwa razy pokonał jugosłowiańskiego bramkarza. 6:1(!) i to nie z byle kim. Jakże wspaniale zapowiadał się pierwszy finał w historii mistrzostw świata w piłce nożnej. Spotkały się w nim dwie najlepsze drużyny świata, darzące się szczerym i głębokim uczuciem nienawiści, rywalizujące przez ostatnie kilka lat na różnych płaszczyznach i w końcu demolujące wszystkich rywali po kolei w drodze do finału. Jeśli finał igrzysk olimpijskich cieszył się ogromnym zainteresowaniem wśród mieszkańców obu krajów to w tym przypadku trzeba mówić o narodowym kataklizmie, który wyciągnął niemal wszystkich domowników na ulicę. Zaczęło się szczęśliwie dla Urugwajczyków, którzy objęli prowadzenie po strzale mało znanego piłkarza Bella Vista Montevideo – Pablo Dorado. Osiem minut później wyrównał Peucelle, a na kilka minut przed końcem pierwszej połowy drugą bramkę dla gości strzelił Stabile. A więc Argentyna przy obecności 93 tysięcy widzów rozmontuje legendarną urugwajską maszynę! Czy to możliwe? To tak jakby Szkocja w finale mistrzostw świata na Wembley pokonała Anglię! Do końca pozostało jednak 45 minut. Upór, determinacja i chęć zwycięstwa za wszelką cenę, to cechowało Urugwajczyków w latach 20-tych. Jeśli do tego dodamy niezwykłe umiejętności piłkarskie, które można określić mianem artyzmu to ujrzymy obraz być może najlepszej drużyny w historii futbolu. Taka drużyna bez problemu jest w stanie odrobić straty w meczu o wielką stawkę. I rzeczywiście, do wyrównania doprowadził w 57. minucie Pedro Cea. Euforia po zdobyciu gola była tak wielka, że nic nie było już w stanie zatrzymać pędzących niczym superszybki pociąg Urusów. Dziesięć minut później było już 3:2 po trafieniu Santosa „El Canario” Iriarte. Na minutę przed końcem formalności dopełnił jeszcze Castro, stawiając tym samym kropkę nad „i” w meczu rozstrzygającym o światowej dominacji Urugwaju.
18.07.1930 URUGWAJ – Peru 1:0 (Castro)
21.07.1930 URUGWAJ – Rumunia 4:0 (Dorado, Scarone, Anselmo, Cea)
27.07.1930 URUGWAJ – Jugosławia 6:0 (Cea – 3, Anselmo – 2, Iriarte)
30.07.1930 URUGWAJ – Argentyna 4:2 (Dorado, Cea, Iriarte, Castro)
Na tym historia wielkiego Urugwaju się kończy. Turnieju Copa America nie rozgrywano aż do 1935 roku, kiedy to wygrał… Urugwaj. Z wielkiego składu zostali jednak tylko Nasazzi i Castro. Na mistrzostwa świata w 1934 roku obrońcy tytułu nie pojechali, ponieważ uważali, że turniej może zostać rozegrany wyłącznie na ich terenie. Podsumowując, między rokiem 1920 a 1930 Urugwaj wygrał trzy razy rozgrywki kontynentalne, dwa razy zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich i raz sięgnął po tytuł mistrza świata. Która drużyna osiągnęła tyle samo? Oczywiście żadna. Jednak o wielkości zespołu nie decydują tylko sukcesy, ale też wielcy piłkarze. Wielu fachowców do dziś uważa, że świat nie widział lepszego obrońcy niż Nasazzi. Popularny „Marszałek” miał swój wkład we wszystkie trofea, jakie w owym czasie zdobywali Urugwajczycy, został też uznany za najlepszego piłkarza mistrzostw świata. Mistrzem Urugwaju był tylko dwa razy (w barwach Nacionalu w latach 1933 i 1934), ponieważ najlepsze lata swojej kariery spędził w przeciętnym klubie Bella Vista. Nazywany „Czarnym cudem” Jose Leandro Andrade, który zdobywał mistrzostwo kraju zarówno w barwach Nacionalu jak i Penarolu (to tak jakby zostać mistrzem Hiszpanii w barwach Realu i Barcelony). Andrade został wybrany trzecim najlepszym piłkarzem na mistrzostwach świata. Najstarszy z tej ekipy Hector Scarone strzelił w reprezentacji 32 gole w 52 meczach, święcił triumfy w Nacionalu (osiem tytułów mistrzowskich) ale też z powodzeniem występował w Barcelonie, Interze Mediolan, czy Palermo. W tym pierwszym klubie strzelił 17 bramek w 18 występach! Co ciekawe, w latach 50-tych był trenerem Realu Madryt. Diabelnie skuteczny był też Pedro Petrone, który w 29 meczach w koszulce „Celestes” zdobył 24 gole. W lidze był jeszcze skuteczniejszy, bo zanotował 176 trafień w 148 występach. Świetną skuteczność potwierdził też we włoskiej Fiorentinie, dla której w ciągu dwóch lat strzelił 37 goli. Wyśmienitym snajperem był też Hectro Castro, który strzelił dla Nacionalu 145 bramek. On z kolei przez chwilę kopał piłkę w Argentynie, w barwach klubu Estudiantes La Plata. Castro duże sukcesy osiągał też jako trener, w tej roli pięciokrotnie sięgał po mistrzostwo kraju, jako piłkarz cieszył się tym tytułem trzykrotnie. Nietuzinkową postacią był także Pedro Cea, który miał niezwykłą zdolność strzelania ważnych bramek. Zdobył ich w reprezentacji tylko 13, ale większość to trafienia turniejowe. Gwiazdor Nacionalu przez całą karierę był związany wyłącznie z tym klubem. Dlaczego nie mówi się dziś o Urugwaju jako o najlepszej drużynie w historii futbolu? Bo wówczas wielkie dokonania nie były tak bardzo nagłośnione. Przez wiele lat podważano też rangę złota olimpijskiego, ale przecież w owych czasach ten turniej był równoznaczny z turniejem o mistrzostwo świata w piłce nożnej, a więc można powiedzieć, że Urugwaj trzy razy z rzędu stawał na szczycie futbolowego świata! Takiej sztuki z wyjątkiem naszych dzisiejszych bohaterów nie dokonał nikt.
8
@FCBparasiempre
Na przestrzeni dziejów w futbolu było wiele drużyn, które zdominowały rozgrywki piłkarskie na poziomie międzynarodowym. Wystarczy przypomnieć Brazylię za czasów Pelego, RFN z Mullerem i Beckenbauerem czy obecną Hiszpanię. Jednak mało kto pamięta, że pierwszym zespołem, który miał monopol na piłkarskie sukcesy był być może do dziś zasługujący na miano najlepszego w historii Urugwaj. Żeby opowiedzieć tę historię musimy się cofnąć do czasów, kiedy futbol jeszcze raczkował. Pierwsze kroki stawiał oczywiście w Europie a dokładnie w Wielkiej Brytanii, ale wśród mieszkańców Ameryki Południowej szybko zapanowała żądza nauczenia się podstaw tej dyscypliny. Oczywiście nie obyło się bez pomocy brytyjskich emigrantów, którzy najpierw grali dla zabawy, a później zaczęli tworzyć stowarzyszenia sportowe w takich krajach jak Argentyna, Brazylia, czy Urugwaj. Z czasem tubylcy połknęli bakcyla i totalnie zatracili się w kopaniu okrągłej piłki. Anglicy mogli być z siebie dumni, bo kilka lat później okazało się, że stworzyli potwora. W 1916 roku w Ameryce Południowej po raz pierwszy rozegrano rozgrywki o miano najlepszego zespołu na kontynencie. Wygrał Urugwaj, który powtórzył ten sukces rok później. Następnie rozpoczęła się sztafeta, w której pałeczkę przekazywali sobie Argentyńczycy, Brazylijczycy i Urusi. W tych czasach nie uważano jednak, że Latynosi mogą stawić czoła Europejczykom. W końcu to oni wynaleźli futbol, a uczeń nie prawa w tak szybkim tempie przeskoczyć mistrza, szczególnie, że ów uczeń był dość ubogi. Zmienić to miały dopiero igrzyska olimpijskie w 1924 roku. Historia, którą chcemy opowiedzieć zaczęła się rok wcześniej. Wówczas na turnieju w Montevideo trener reprezentacji Urugwaju, Leonardo de Lucca, zdecydował się na odważny krok. Dokonał on rewolucji stawiając na młodych i utalentowanych kosztem doświadczonych i utytułowanych piłkarzy. Wiadomo było, że ten kto wygra turniej pojedzie na olimpiadę, więc szkoleniowiec ryzykował bardzo dużo. Jednak postawienie na 22-letniego Andrade, jego rówieśnika Jose Nasazziego, 21-letniego Pedro Ceę, niewiele starszego Hectora Scarone czy zaledwie 18-letniego Pedro Petrone okazało się strzałem w dziesiątkę. Ci chłopcy grali z niezwykłą młodzieńczą fantazją i wspierani głośnym dopingiem kibiców pokonali w pierwszym meczu Paragwaj (2:0), a w drugim Brazylię (2:1). Wszystko zależało od decydującego meczu z doświadczoną Argentyną, która również chciała pokazać się na olimpiadzie. Urusi szybko pogrzebali marzenia „Albicelestes” głęboko pod ziemią. Po golach Petrone i Sommy wygrali 2:0, dzięki czemu zwyciężyli w VII edycji Copa America i wywalczyli przepustkę do Paryża.
04.11.1923 URUGWAJ – Paragwaj 2:0 (Scarone, Petrone)
25.11.1923 URUGWAJ – Brazylia 2:1 (Petrone, Cea)
02.12.1923 URUGWAJ – Argentyna 2:0 (Petrone, Somma)
To był pierwszy krok do nieśmiertelności. Kolejny Urugwajczycy wykonali rok później. Nikt się nie spodziewał, że przybysze z Ameryki Południowej mogą grać w piłkę na podobnym poziomie co sportowcy ze Starego Kontynentu. Oczekiwano, że już po pierwszym spotkaniu z Jugosławią Urugwajczycy pożałują, że udali się w tak daleką podróż. Tak naprawdę nikt jednak nie widział w akcji ekipy „Celestes”, a więc, żeby właściwie ocenić ich możliwości, wysłano na trening szpiega. Latynosi się o tym dowiedzieli i próba generalna była przepełniona niecelnych podań i kabaretowych pomyłek. Kiedy przyszło do meczu o stawkę latynoscy bohaterowie, grający pod wodzą Ernesto Figoliego, zniszczyli ekipę „Plavich” wygrywając aż 7:0! Element zaskoczenia zrobił swoje. Dziennikarze wręcz oniemiali z zachwytu, nie potrafili wyrazić w słowach tego, co zobaczyli. A ujrzeli oni coś zupełnie odmiennego od atletycznego futbolu, który preferowano w Europie. Ujrzeli bajeczną technikę, świetne dryblingi, dokładne podania, precyzyjne strzały, zobaczyli to co najpiękniejsze w futbolu południowoamerykańskim i od razu się w nim zakochali. W kolejnych meczach Urugwaj tylko pogłębiał ekstazę miejscowych ekspertów i powoli zdobywał serca kibiców. Zwycięstwo 3:1 z USA może i nie było wielkim wyczynem, ale pokonanie gospodarzy 5:1 było równoznaczne z wspięciem się na futbolowy szczyt. Żeby ten szczyt zdobyć, trzeba było jeszcze pokonać Holandię (2:1) i w finale Szwajcarię (3:0), ale po tym co wcześniej dokonali Urugwajczycy, te mecze wydawały się formalnością.
26.05.1924 URUGWAJ – Jugosławia 7:0 (Vidal, Scarone, Cea – 2, Petrone – 2, Romano)
29.05.1924 URUGWAJ – USA 3:0 (Petrone – 2, Scarone)
01.06.1924 Francja – URUGWAJ 1:5 (Scarone – 2, Petrone – 2, Romano)
06.06.1924 URUGWAJ – Holandia 2:1 (Cea, Scarone)
09.06.1924 URUGWAJ – Szwajcaria 3:0 (Petrone, Cea, Romano)
Urugwaj w 1924 roku nie tylko podbił futbolowy świat, ale też zdobył serca miejscowych kibiców. Po meczu finałowym piłkarze zrobili rundę honorową z flagą Urugwaju i Francji wokół stadionu, na którym rozgrywany był finał olimpijski. To oczywiście spotkało się z dużym aplauzem wśród miejscowych fanów. Pewnie trochę głupio było w tym momencie organizatorom, którzy zapomnieli umieścić flagi Urugwaju na jedwabnej szarfie, która miała upamiętniać zmagania olimpijczyków w 1924 roku. Europejczycy zakochali się w południowoamerykańskim futbolu do tego stopnia, że rok później masowo zapraszano tamtejsze kluby na tournee po Starym Kontynencie. Przyjeżdżały nie tylko ekipy z Urugwaju, ale też z Argentyny i Brazylii. Taki Nacional Montevideo przebywał za oceanem przez sześć miesięcy, rozgrywając w tym czasie 38 spotkań, na które średnio przychodziło 30 tysięcy widzów. Warto odnotować, że Urugwajczycy przegrali w tym czasie zaledwie pięć spotkań.
Sukcesu Urusom pozazdrościli Argentyńczycy, którzy tuż po triumfalnym powrocie bohaterów z Paryża zaproponowali rozegranie meczu towarzyskiego. Ci się zgodzili i w ten sposób narodziła się jedna z najbardziej zaciekłych rywalizacji w historii futbolu. Mecz w Montevideo zakończył się remisem 1:1, ale nie obeszło się bez kontrowersji. Otóż Argentyńczycy strzelili bramkę po strzale bezpośrednio z rzutu rożnego autorstwa Onzariego. Bohaterowie z Paryża długo się kłócili o prawidłowość tej bramki, bowiem w owym czasie było to niespotykane. Jednak dwa miesiące wcześniej ogłoszono, że bramki z rzutu rożnego są ważne, o czym piłkarze Urugwaju nie wiedzieli, ze względu na słaby przepływ informacji. Zgodnie z umową kilka dni później odbył się rewanż w Buenos Aires, w którym po pięciu minutach publiczność wtargnęła na boisko. Nad tłumem udało się po chwili zapanować, ale Urugwajczycy nie mieli ochoty na kontynuowanie zawodów. Kilka dni później podjęto kolejną próbę. Przy 35 tysiącach kibiców, oddzielonych od piłkarzy ogromną siatką, Argentyńczycy do 86. minuty prowadzili 2:1. Urugwaj znów zrejterował, tłumacząc to obawą o swoje zdrowie, bowiem kibice od początku spotkania w sposób jednoznaczny dawali wyraz niezadowolenia z faktu, że kilka dni wcześniej mistrzowie olimpijscy nie chcieli wrócić na boisko. Publiczność atakowała piłkarzy słownie, potem posunęła się do gróźb, by w końcu obrzucać urugwajskich piłkarzy kamieniami. Urugwajczycy te kamienie odrzucali, reagowała policja, Andrade kopnął nawet jednego z funkcjonariuszy, za co został aresztowany. W takiej atmosferze miały też zostać rozegrane mistrzostwa Ameryki Południowej w 1924 roku. Rozegrano je w Montevideo na przełomie października i listopada. Od początku było wiadomo, że liczą się tylko dwie drużyny, ale na dzień dobry Argentyna zanotowała wpadkę z Paragwajem (0:0), a Urusi rozgromili Chilijczyków (5:0). Obie ekipy wygrali swoje spotkania w drugiej kolejce i o ostatecznym triumfie miał zadecydować mecz pomiędzy dwoma być może najsilniejszymi wówczas drużynami na świecie. Tutaj zdarzyło się coś niezwykłego. Urugwaj atakował przez całe spotkanie, ale bramkarz Argentyny, Tesoriere, bronił wszystkie strzały ówczesnych królów futbolu. Mecz zakończył się remisem 0:0, co dawało gospodarzom pierwsze miejsce, ale po spotkaniu doszło do niecodziennego wydarzenia. Jose Pedro Cea, Pedro Petrone i Jose Nasazzi wzięli Tesoriere na barki i zrobili z nim rundę honorową, zatrzymując się przy loży, gdzie prezydent Urugwaju osobiście pogratulował Argentyńczykowi udanego występu. W sytuacji, kiedy rywalizacja pomiędzy oboma krajami była tak gorąca, wyczyn urugwajskich herosów wydawał się być irracjonalny, szczególnie, że ten remis zakończył serię dziesięciu zwycięstw z rzędu urugwajskiej maszyny w meczach turniejowych.
19.10.1924 URUGWAJ – Chile 5:0 (Petrone – 3, Zingone, Romano)
26.10.1924 URUGWAJ – Paragwaj 3:1 (Petrone, Romano, Cea)
02.11.1924 URUGWAJ – Argentyna 0:0
Rok później Urugwaj nie wziął udziału w rozgrywkach o kontynentalne trofeum (wygrała oczywiście Argentyna), ale w 1926 roku powrócił na turnieju rozgrywanym w Chile. W drużynie Urusów po raz pierwszy na tak ważnym turnieju pokazał się Hector Castro, znakomity snajper, który charakteryzował się tym, że nie miał jednej dłoni. Legenda głosi, że stracił ją podczas zabawy w tartaku w wieku dziecięcym. Ów Castro okazał się bohaterem Urugwaju, nie tylko strzelił sześć goli w turnieju, ale też miał ogromny wpływ na zwycięstwo z największym rywalem. W meczu wygranym 2:0 z Argentyną napastnik Nacionalu strzelił bramkę w 90. minucie, pieczętując pewne zwycięstwo. W meczu z Paragwajem Castro zdobył aż cztery gole, mówiono więc, że godnie zastąpił on nieobecnych na turnieju Ceę i Petrone i jeśli uda się go wkomponować do złotej olimpijskiej jedenastki to siła zespołu będzie wręcz niewyobrażalna.
17.10.1926 URUGWAJ – Chile 3:1 (Borjas, Castro, Scarone)
24.10.1926 URUGWAJ – Argentyna 2:0 (Borjas, Castro)
28.10.1926 URUGWAJ – Boliwia 6:0 (Scarone – 5, Romano)
01.11.1926 URUGWAJ – Paragwaj 6:1 (Castro – 4, Saldombide – 2)
Passa meczów bez porażki w meczach turniejowych została podtrzymana i wydawało się, że w Peru, gdzie odbywał się turniej Copa America w 1927 roku, Urugwaj znów pokaże co potrafi. Jednak w kadrze na ten turniej zabrakło kilku ważnych piłkarzy. W domu został Cea, nieobecny był też Romano, który powoli schodził ze sceny piłkarskiej, ale najbardziej bolesna była nieobecność słynnego „Marszałka” Jose Nasazziego. Kapitan legendarnej drużyny nie mógł wziąć udziału w Copa America z powodu kontuzji, ale początkowo wydawało się, że to nie będzie stanowiło większego problemu. Po dwóch efektownych zwycięstwach Urugwaj był liderem, lecz o wszystkim jak zwykle miał zadecydować mecz z Argentyną. Zaczęło się zgodnie z planem – Scarone wyprowadził obrońców tytułu na prowadzenie. Potem rywale strzelili dwie bramki, jednak na 12 minut przed końcem spotkania wyrównał Scarone. Ten wynik dawał triumf Urusom, jednak na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego Canavessi wpakował piłkę do własnej bramki i Argentyna zwyciężyła 3:2. Tak zakończyła się passa 17 spotkań bez porażki w meczach turniejowych reprezentacji Urugwaju.
01.11.1927 Peru – URUGWAJ 0:4 (Sacco – 2, Castro, Ulloa – samobójcza)
06.11.1927 URUGWAJ – Boliwia 9:0 (Petrone – 3, Figueroa – 3, Arremon, Castro, Scarone)
20.11.1927 Urugwaj – ARGENTYNA 2:3 (Scarone – 2)
Na igrzyska olimpijskie w Amstediamie udało się aż trzech przedstawicieli Ameryki Południowej. Oprócz obrońcy tytułu i triumfatora Copa America w turnieju udział wzięli też Chilijczycy. Chile już w rundzie wstępnej przegrało rywalizację z Portugalią, ale oczy kibiców i tak były zwrócone na Urugwaj i Argentynę. Obrońcy tytułu mieli wyjątkowo trudne losowanie. Już w pierwszej rundzie na przeszkodzie stanęli gospodarze – Holendrzy – których udało się pokonać w stosunku 2:0. Argentyna w tym samym czasie znęcała się bezlitośnie nad ekipą USA kończąc na wyniku 11:2. W kolejnej fazie Argentyna rozprawiła się z Belgią (6:3) a Urugwaj odprawił z kwitkiem zawsze mocną drużynę niemiecką po świetnym meczu Andrade. Półfinałowa zabawa Argentyńczyków z Egiptem (6:0) mogła być traktowana jako trening przed meczem finałowym, z kolei Urugwaj musiał toczyć zażarte boje z Włochami (3:2). Dla porównania warto wspomnieć, że Włosi pokonali Egipcjan w meczu o III miejsce 11:3. Mimo wszystkich przeszkód i kłód rzucanych pod nogi w Amsterdamie i tak doszło do południowoamerykańskiego finału, który miał stać się jednym z najbardziej legendarnych olimpijskich spektaklów. Wystarczy powiedzieć, że do organizatorów wpłynęły zapytania o możliwość kupno biletów w niewyobrażalnej do tej pory ilości 250 tysięcy. Buenos Aires i Montevideo zamarło. W czasie meczu tysiące ludzi gromadziło się na placach, na których można było usłyszeć co się dzieje na stadionie w Amsterdamie. W czasie kiedy spiker przekazywał krótkie informacje, które otrzymał telegramem, puls sympatyków obu drużyn na pewien czas zanikał. Kiedy gola strzelił Petrone serca fanów urugwajskich niemal eksplodowały z radości, kiedy wyrównał Ferreira, na pewien czas przestawały bić z żalu. Ostatecznie obie ekipy były tak wyrównane, że do rozstrzygnięcia potrzebny był drugi mecz. Zaczęło się podobnie, najpierw strzelił Figueroa dla Urugwaju, a wyrównał klika minut później Monti. Katem okazał się niezawodny Scarone. To właśnie ten, wówczas 30-letni heros, wykonał wyrok i udowodnił wyższość Urugwaju nad Argentyną w owych czasach.
30.05.1928 Holandia – URUGWAJ 0:2 (Scarone, Urdinaran)
03.06.1928 URUGWAJ – Niemcy 4:1 (Petrone – 3, Castro)
07.06.1928 URUGWAJ – Włochy 3:2 (Cea, Campolo, Scarone)
10.06.1928 Urugwaj – Argentyna 1:1 (Petrone)
13.06.1928 URUGWAJ – Argentyna 2:1 (Figueroa, Scarone)
10
Pawełku, coś zwłaszcza dla ciebie.
,,La Celeste” w okresie międzywojennym(w odpowiedzi na komentarz):
@Pawel13sz
@AssisMoreira
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
@Ogorinho1974
9
@FCBparasiempre
22 marca 1917 r. urodził się Ewald Cebula, obrońca. Spora była grupa piłkarzy, którym II Wojna Światowa zabrała najlepsze lata kariery. Trwała w końcu blisko 70 miesięcy. Jeśli ktoś miał na jej początku 22 lata, to wyzwolenia doczekał tuż przed trzydziestką, czyli w wieku bliskim kresu kariery, zwłaszcza w tamtych czasach. Taki los był także udziałem Cebuli. Mimo to zdołał zapisać swą niepowtarzalną karte w dziejach ligi. Zdarzyło się kilku zawodników Ekstraklasy, którzy zagrali w reprezentacji Polski zarówno przed wojną, jak i po zakończeniu okupacji. Tylko jeden z nich powołany został natomiast na dwa wielkie turnieje międzynarodowe w obu okresach. Był nim właśnie Ewald Cebula. W 1938 znalazł się w składzie zgłoszonym na mistrzostwa Świata. Ostatecznie jednak został w domu, ponieważ Polska nie miała wystarczających środków finansowych aby zabrać wszystkich zgłoszonych zawodników. Czternaście lat później pojechał już na Igrzyska Olimpijskie do Helsinek. Tam wystąpił tylko w meczu rundy wstępnej z Francją i doznał wtedy poważnej kontuzji kolana. Te wydarzenia przedzieliła cezura wprowadzona do światowej historii przez Adolfa Hitlera 1 września 1939 r. Jeszcze 4 dni wcześniej Cebula był jednym z współautorów znakomitego zwycięstwa 4:2 nad Węgrami, uznawanego za kapitalny polski triumf reprezentacyjny przed II Wojną Światową. ,,Cebula początkowo sztywny, nagle się rozruszał. Nie był może ideałem kierownika ataku ale zawziętością swą i nieustępliwością w walce stwarzał defensywie węgierskiej sporo kłopotów”- pisano o nim w ,,Przeglądzie Sportowym”. Selekcjoner kadry Józef Kałuża powołał go tez na kolejny mecz, który miał się odbyć tydzień później, przeciwko Bułgarii. Ostatecznie jednak Cebula zamiast na murawie, znalazł się na froncie. Grał w czasie wojny dla TuS Schwientochlowitz i był kandydatem do gry w kadrze III Rzeszy. Kiedy jednak otrzymał powołanie do Wermachtu, udało mu się zbiec do Armii Andersa. We Włoszech, przez które wiódł jego szlak bojowy , grywał w drużynie wojskowej, był zawodnikiem klubu Ancona Calcio i podobno zachwyciło się nim nawet Lazio Rzym. On zdecydował się na powrót do Polski. W Ekstraklasie ponownie pojawił się w 1948 r. w barwach Ruchu Chorzów. Działo się to już 13 lat po jego debiucie w najwyższej klasie rozgrywkowej a zarazem… 12 po rozegraniu ostatniego meczu w elicie. Jego pierwsze zetknięcie z tym szczeblem było bowiem krótkotrwałe. Zaliczył je w Śląsku Świętochłowice, który w kolejnej edycji, po premierowym występie Cebuli, spadł z ligi i już do wybuchu wojny nie zdołał powrócić do elity. Sam zawodnik pozostał zaś wierny temu klubowi. Do mundialowej kadry został więc powołany jako przedstawiciel A klasy, czyli ówczesnego drugiego poziomu rozgrywek. Do Ekstraklasy powrócił w barwach nie tylko innego klubu ale też… z nowym imieniem. Komunistyczne władze wymogły na nim zmiane niemiecko brzmiącego Ewalda na Edwarda. Zresztą Cebula z racji Andersowskiej przeszłości był szczególnie narażony na szykany ze strony notabli. Uratował go od większych prześladowań Wiktor Markiewka, były napastnik Śląska Świętochłowice a po wojnie poseł. ,,Edward” odwdzięczył się znakomitą grą.
Z początku wspomagał Gerarda Cieślika, Henryka Alszera i Czesława Suszczyka w ataku. Z czasem jednak trenerzy zczeli go cofać. Skończył ostatecznie jako środkowy obrońca.. Nie była to dla niego nowość. Jeszcze w 1939 selekcjoner reprezentacji przesunął go w trakcie gry na tą pozycje w meczu ze Szwajcarią. Wszechstronny zawodnik wszędzie odnajdował się z równym powodzeniem. Z Ruchem Chorzów wywalczył 2 mistrzostwa Polski(w tym jedno przyznane za zdobycie Pucharu Polski). Do historii przeszedł szczególnie drugi z tych tytułów. Przed sezonem 1952 świeżo upieczonemu Olimpijczykowi powierzono funkcje pierwszego szkoleniowca. Z zadania wywiązał się bez zarzutu. Doprowadził klub do wygranej w Ekstraklasie. Co więcej, dowodził nim nie z ławki rezerwowych ale z boiska! Rozegrał 8 z 12 spotkań tamtej edycji. Dzięki temu stał się jedynym w dziejach polskiego futbolu grającym trenerem z mistrzowskim tytułem w Ekstraklasie. Nie ograniczył się tylko do statystowania w tym triumfalnym pochodzie. ,,Przegląd Sportowy” uznał go boiskowym bohaterem pierwszego z dwóch spotkań finałowego dwumeczu(wtedy dwie najlepsze drużyny w tabeli spotykały się w bezpośrednim starciu decydującym o tytule), który Ruch wygrał aż 7:0! z Polonią Bytom. Był wówczas jedynym zawodnikiem, który w Ekstraklasie grał jeszcze w sezonie 1935. Od 1949 r. wraz ze Stanisławem Baranem z ŁKS tworzyli duet jedynych formalnych uczestników mundialu występujących na polskich boiskach w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mistrzostwo zdobyte w roli grającego trenera jednocześnie zakończyło jego wyczynową karierę. Pozostał jednak szkoleniowcem klubu. Udało mu się obronić mistrzostwo w kolejnym sezonie a przy kolejnym powrocie do klubu brał udział w triumfie w 1960 r. Mistrzostwo zdobył też z Górnikiem Zabrze w 1963. Czyni to z niego jednego z najbardziej utytułowanych trenerów w historii ligi. To on dał ponadto zadebiutować 16-letniemu Lubańskiemu w lidze. Wielokrotnie pełnił role asystenta selekcjonerów. Przed słynnym meczem z ZSRR w 1957, osobiście długo namawiał Henryka Reymana, by dał szanse późniejszemu bohaterowi potyczki- Gerardowi Cieślikowi. Podczas zgrupowanie przed tym starciem musiał się też opędzać od natrętnego wynalazcy, który próbował mu wcisnąć maszyne… do przepowiadania składu. Po zakończeniu kariery nadano mu członkostwo honorowe PZPN. Zmarł 1 lutego 2004 r. w Chorzowie.
7
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
11
Wybitne legendy Blaugrany:
22 marca 1922 r. urodził się Mariano Gonzalvo Falcon(znany bardziej jako Gonzalvo III), pomocnik, bez wątpienia najlepszy z trojga braci przebywających w FC Barcelonie. W latach 40-tych i 50-tych wielu ekspertów uważało go za najlepszego pomocnika ligi. Początki w Barcelonie nie były łatwe, gdyż trenerzy nie zauważyli jego doskonałego talentu. Szukając ogrania przeniósł się na jeden sezon do Saragossy. W końcu dostał się do składu Blaugrany, obok takich znakomitości jak Ramallets, Segarra, Escola, Basora, Cesar Rodriguez a zwłaszcza Kubala. Gonzalvo prezentował wspaniałą technikę, która onieśmielała kolegów z zespołu. Dobra gra głową to również był jeden z wielu atutów Gonzalvo. Kariere zakończył w Club Deportivo Condal w 1957 r. Przypomne tylko iż Condal to był pierwotnie drugi zespół FC Barcelony. Mariano grając w Dumie Katalonii zdobył 5 mistrzostw Hiszpanii, 3 Puchary Hiszpanii, 2 Puchary Łacińskie oraz 3 Puchary Evy Duarte.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
8
@FCBparasiempre
Kiedy ktoś pyta nas o pierwszy piłkarski mundial, to myślimy od razu o 1930 roku. Urugwajczycy pokonali w finale Argentynę 4:2, zostając debiutanckim, historycznym mistrzem świata. Niewielu pasjonatów futbolu wie jednak o zmaganiach, które miały miejsce w 1909 roku w Turynie. Rozegrano tam nieoficjalny mundial. Szczególnie interesujące jest to, że główną rolę odegrała w nim pewna… amatorska drużyna górników. Nie doszłoby do tych rozgrywek, gdyby nie Sir Thomas Lipton. Przyszedł on na świat w Gorbals w 1850 roku. W wieku 10 lat opuścił szkołę, a pięć lat później wylądował w Ameryce. Początkowo pracował jako robotnik rolny w Wirginii i Południowej Karolinie, a później zatrudnił się w sklepie spożywczym w Nowym Jorku. Na amerykańskiej ziemi zrodziła się w nim smykałka do biznesu. Po kilku latach powrócił do Glasgow, gdzie otworzył własny sklep, który zaczął przynosić mu spore zyski. W ciągu 10 lat Lipton stał się milionerem, kupując zakłady przetwórstwa mięsnego w Ameryce i plantacje herbaty w Sri Lance (jeżeli do tej pory nie powiązaliście nazwiska postaci z tym napojem, to teraz wasze wątpliwości zostały rozwiane). Był on niezwykle innowacyjny w branży herbacianej. Sprzedawał różne mieszanki tego produktu do wielu krajów. Używał specjalnych pojemników, dzięki czemu herbaty zachowywały świeżość. Jego firma podchwyciła też pomysł, który zrodził się w 1904 roku w głowie kupca, Thomasa Sullivana. Przebywał on wtedy w Nowym Jorku i postanowił pakować herbatę w pojedyncze jedwabne torebeczki, żeby stały się próbkami dla klientów. Dzięki temu dzisiaj parzymy herbatę w podobny sposób. Motto filozofii biznesowej Liptona brzmiało: ,,Pracuj ciężko, postępuj uczciwie, bądź przedsiębiorczy, sprawuj ostrożny osąd, reklamuj się swobodnie, ale rozsądnie.” Lipton był pasjonatem sportu. W 1909 roku otrzymał od włoskiego ambasadora bardzo ciekawą propozycję. Poproszono go, aby wsparł organizację turnieju, w którym wzięłyby udział zespoły pochodzące z różnych krajów. Milioner oczywiście opowiedział się za tym pomysłem, a wiosną tego samego roku w Turynie odbył się piłkarski turniej.
W mistrzostwach rozegranych w stolicy Piemontu nie wzięły jednak udziału reprezentacje narodowe, a kluby. Byli to mistrzowie Niemiec – Stuttgarter Sportfreunde, mistrzowie Szwajcarii – FC Winterthur, włoska drużyna określana jako Torino XI (stworzyli ją najlepsi zawodnicy Juventusu i Torino) oraz piłkarze, którzy przybyli z Wielkiej Brytanii. Okoliczności wyboru drużyny z Wysp nie są do końca jasne. Jedna z teorii zakłada, że Lipton kazał zaprosić do Turynu Woolwich Arsenal FC, czyli dzisiejszy Arsenal. Ostatecznie doszło jednak do pomyłki i do Włoch udali się piłkarze West Auckland FC. Tłumaczy się to identycznymi skrótami nazw obu ekip – WAFC. Przybycie West Auckland do Włoch było bardzo zaskakujące, ponieważ drużynę tworzyli amatorzy, którzy na co dzień pracowali jako górnicy. Startujące w turnieju drużyny musiały same pokryć koszty podróży, sprzętu sportowego itp. To w jaki sposób zarabiający grosze brytyjscy górnicy zdołali dotrzeć do stolicy Piemontu? Prawdopodobnie musieli wydać wszystkie zarobione w życiu pieniądze. Część z nich zmuszona była dać pod zastaw własne domy. Cztery drużyny rozpoczęły więc walkę o trofeum imienia Liptona, który ufundował puchar. 11 kwietnia 1909 roku i pierwsza seria spotkań: West Auckland pokonali niespodziewanie Stuttgarter Sportfreunde 2:0. W drugim starciu Torino XI przegrało z FC Winterthur 1:2. Gospodarze pokonali Niemców w meczu o trzecie miejsce. Górnicy z Wysp sprawili w finale kolejną niespodziankę, pokonując rywali ze Szwajcarii 2:0. W ten sposób zostali oni pierwszymi nieoficjalnymi mistrzami świata i to nawet nie tracąc bramki! Warto zwrócić uwagę, że rezerwowym piłkarzem Auckland był wtedy Jack Greenwell, który grał i trenował później w Barcelonie. Na ławce trenerskiej ustanowił rekord, który później pobity został dopiero przez Johanna Cruyffa. Greenwell prowadził Blaugranę przez siedem sezonów z rzędu. W tym czasie sięgnął po pięć mistrzostw i dwa puchary kraju.
Pełny skład West Auckland FC z mundialu 1909 roku: Jimmy Dickinson, Rob Gill, Jack Greenwell, Rob Jones, Tom Gill, Charlie „Dirty” Hogg, Ben Whittingham, Douglas Crawford, Bob Guthrie, Alf „Tot” Gubbins, Jock Jones, David „Ticer” Thomas, Tucker Gill (Skład pochodzi z książki „The History of the English Football League: Part One–1888-1930”). Drugi turniej o puchar Liptona rozegrano w Turynie dwa lata później. Podobnie jak w 1909 roku, zmierzyły się ze sobą cztery drużyny. Były to: West Auckland FC, FC Zurich, Juventus i FC Torino. W pierwszym meczu górnicy znów pokonali Szwajcarów 2:0, a Juventus poradził sobie ze swoim lokalnym rywalem. W finale za faworytów uznawano oczywiście piłkarzy Starej Damy. Doszło jednak do jeszcze większej sensacji niż w 1909 roku. West Auckland rozbił przeciwników aż 6:1. Później zdecydowano, że był to ostatni turniej o trofeum Liptona, dlatego puchar trafił na stałe do klubu górników. Krótko potem drużyna popadła w ogromne kłopoty finansowe i musiała prosić o pomoc właścicielkę miejscowego hotelu Wheatsheaf, który służył jako główna kwatera klubu. Pani Lancaster w zastaw wzięła… puchar Liptona. Długi udało się spłacić dopiero w 1960 roku. Owa Pani wciąż znajdowała się w świetnej kondycji fizycznej. Miała twardą rękę do interesów, wobec czego właściciele klubu musieli zapłacić wyższą kwotę od tej, która została ustalona w 1911 roku. Niestety trofeum zostało skradzione w 1994 roku. Pomimo starań policji i wyznaczonej nagrody za znalezienie pucharu, już nigdy nie udało się go odzyskać. Dzisiaj w klubowej gablocie znaleźć można jedynie replikę. Widnieje ona również w herbie klubu. Trofeum udało się odtworzyć na podstawie zachowanych zdjęć i materiałów wideo.
,,Związek z wygranymi mistrzostwami świata z pewnością dodaje trochę prestiżu dla naszego klubu. Wszyscy w wiosce wciąż o tym mówią i przypominają mi każdego dnia kiedy tu przyjeżdżam. Jest to genialne i powinno być świętowane, ale teraz chcemy napisać własną historię” – mówił w 2014 roku właściciel klubu Peter Dixon. Pełny skład West Auckland FC z 1911 roku: J Robinson, Tom Wilson, Charlie Cassidy, Andy „Chips” Appleby, Michael Alderson, Bob „Drol” Moore, Fred Dunn, Joes Recastle, Bob Jones, Bob Guthrie, Charlie „Dirty” Hogg, T Riley, John Warick. Oczywiście turniej rozegrany w 1909 roku miał jedynie nieoficjalny charakter. Nie każdy ma odwagę, żeby tyle poświęcić dla sławy (nawet jeśli kończy się ona kłopotami finansowymi). Jestem przekonany, że z historią turnieju z 1909 roku powinni zapoznać się wszyscy, którzy kochają niesamowite futbolowe opowieści. Jeśli ktoś z was znajdzie się kiedyś przypadkowo we wsi West Auckland w hrabstwie Durham, to spytajcie koniecznie lokalnych mieszkańców – kto był pierwszym piłkarskim mistrzem świata. Z pewnością nie usłyszycie, że Urugwaj. Mieszkańcy West Auckland z wielką pewnością siebie i dumą przekonują wszystkich, że mistrzostwo świata wygrane w 1966 roku przez Anglię wcale nie jest najważniejszym osiągnięciem narodowego futbolu. W 1982 roku powstał film ,,The World Cup: A Captain’s Tale”, który opowiada o zmaganiach dzielnych górników z 1909 i 1911 roku.
8
Górnicy pierwszymi mistrzami świata:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
0
@mekston O!!! A to tego nie wiedziałem! Dzieki ślicznie za wiadomość :) Tak czy siak Leo powinien sobie postrzelać z tym Curacao...
8
Blaugrana w europejskich pucharach:
21 marca 1984 r. FC Barcelona poległa na Old Trafford 3:0 w rewanżowym pojedynku ćwierćfinałowym Pucharu Zdobywców Pucharów. Co prawda w pierwszym meczu Blaugrana wygrała 2:0, lecz w rewanżu nie miała nic do powiedzenia wobec takich przeciwników jak Robson, Wilkins, Stapleton czy Whiteside.
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Symson
@Monix10
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@patataj
@MesQueUnClub96
1
@Lionel_Messi10 Z Panamą to raczej hattricka nie strzeli bo to nie jest słabiutki zespół do bicia. Natomiast z tym Curacao to może i 5 władować. Ale że Argentyna gra z jakimś Curacao? To nie jest czasem jakaś amatorska reprezentacja typu San Marino?
9
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
21 marca 1979 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w meczu rewanżowym Ipswich Town 1:0 w ramach ¼ Pucharu Zdobywców Pucharów. Upragnionego gola dającego awans(w pierwszym meczu Ipswich wygrało 2:1) strzelił legendarny defensor Migueli. Przypomne iż w zespole Ipswich występował wówczas znany i waleczny obrońca Terenc Butcher oraz znakomity holenderski pomocnik Arnold Müren.
@Symson
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
11
Pamiętamy i nigdy nie zapominamy:
Feliz cumleaños panie Ronaldzie! Z okazji 60 urodzin
Feliz cumpleaños panie Ronaldo! Z okazji 43 urodzin
Feliz cumpleaños panie Jordi! Z okazji 34 urodzin
Cóż za legendy Barcy obchodzą dzisiaj urodziny! To trzeba uczcić…
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
8
Zapamiętajmy mości cules:
20 marca 2012 r. Lionel Mesi ustanowił klubowy rekord goli o stawke w wygranym 5:3 meczu La Liga z Granada FC. Argentyńczyk zdobył wówczas hattricka dzięki czemu najpierw wyrównał a później pobił rekord należący do Cesara Rodrigueza wynoszący 232 gole. Swoją drogą trzeba przyznać iż pochodzący z Leon Cesar, był naprawdę genialnym snajperem. Przypomne tylko iż w czasach Cesara Rodrigueza nie rozgrywano tylu meczów o stawke co dzisiaj i nie było żadnych Superpucharów czy klubowych mistrzostw Świata.
Popatrzcie tylko:
@Symson
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
1
@FcPortoFan1999 A tak na serio, to mieliśmy wówczas najlepszego w dziejach futbolu główkarza(Kocsis), genialnych napastników Luisa Suareza i Eulogio Martineza oraz kapitalnego bramkarza Ramalletsa. No i dotarliśmy do półfinału Pucharu Mistrzów!
9
Zapomniane(ale nie przez cules) El Clasico:
20 marca 1960 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madrid 3:1 w ramach 26 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali znakomici snajperzy, Sandor Kocsis i Eulogio Martinez oraz Ramon Alberto Villaverde. Honorowego gola dla Królewskich zanotował wielki Alfredo Di Stefano. Tym samym Duma Katalonii zrównała się punktami z Królewskimi i już nie oddała prowadzenia do końca rozgrywek wyprzedzając Real Madrid lepszym bilansem pojedynków bezpośrednich, triumfując po raz 8 w historii mistrzostw Hiszpanii.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Monix10
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@patataj
@MesQueUnClub96
3
Mamy To! Zwycięstwo, 3 punkty i mistrzostwo na wyciągnięcie ręki. Jednak z drugiej strony jestem w jakimś stopniu rozczarowany grą Barcy we wczorajszym meczu. Mnóstwo strat i to porażających strat oraz niedokładności i nieporozumień. Mieliśmy też niemało szczęścia że to wygraliśmy. Troche zaskakujący był to Klasyk, z mnóstwem niewykorzystanych dogodnych sytuacji na gola. Nie możemy grać w taki sposób jak wczoraj bo w przeciwnym razie nigdy nie zaistniejemy w europejskich pucharach, nie mówiąc o tryumfie. W przyszłym sezonie musimy wiele w tej kwestii pozmieniać...
1
@Pawel13sz Przecież nie musimy wygrywać Ligi Mistrzów od razu, żeby nie wyrzucali ,,naszego" trenera...
0
@Sensible A któż to taki tak przepowiedział? A może to jest kłamstwo i ten ktoś napisał już to co się wydarzyło do tej pory? To znaczy to się jeszcze nie spełniło ale jeśli chodzi o Napoli to nawet byłbym wniebowzięty, gdyby sięgneli po puchar Ligi Mistrzów w tym roku.
0
Ogladałem tylko końcowe minuty meczu PSG-Renne. Widziałem również niecelny strzał Messiego. Co tam sie stało że psg przegrało i że Messi nic nie strzelił?
16
Przed nami Grande Espectacolo el Clasico po raz 287 w historii i po raz 186 w Primera Division. Czas poprawić statystyki na polu ligowym(77 zwycięstw Realu, przy 73 Barçy; gole 298 do 296 na korzyść Realu) i sięgnąć po 27 tytuł mistrza Hiszpanii! Vamos Barça! Vamos a ganar!