FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
El Clasico w cieniu skandalu:
3 marca 2001 r. Real Madryt zremisował w 25 kolejce La Liga z FC Barcelona na Bernabeu 2:2. Jednak ten klasyk powinien był zakończyć się wygraną Blaugrany. Dlaczego tak się nie stało? Otóż sędzia Losantus Omar anulował prawidłowo strzelonego gola w ostatniej minucie przez Rivaldo. Asystent głównego zasygnalizował pozycję spaloną trzech piłkarzy Barçy, choć żaden z nich nie brał udziału w grze a piłka uderzona przez Brazylijczyka odbiła się od nogi Ivana Helguery. Ani hiszpański obrońca, ani Iker Casillas nie protestowali, zupełnie nie spodziewając się iż gol nie zostanie uznany. Rivaldo stracił tym samym hattricka, gdyż wcześniej dwukrotnie odpowiadał na trafienia Raula Gonzaleza. Królewscy utrzymali 9 punktów przewagi nad Dumą Katalonii, która w praktyce straciła szanse na mistrzostwo Hiszpanii. Po meczu El Mundo Deportivo grzmiało ,,Kradzież stulecia”. No cóż, nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz ,,niezależni sędziowie” robią nas w c***a.
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
0
@TheNekro94 Jak mam to rozumieć?
12
Wszystkiego najlepszego ,,Murzynie”. Zdrowia, szczęścia i słodyczy cała Polska tobie życzy! Wiecie kto ma ksywe ,,Murzyn”? Większość kibiców Widzewa zapewne wie a przynajmniej powinna. Dzisiaj 67 lat kończy Zbigniew Boniek, postać, której nie musze chyba nikomu przedstawiać. Jednak jaki miał charakterek niedawny jeszcze prezes PZPN, to nie każdy sobie z tego zdaje sprawę. Otóż ,,Murzyn” swego czasu(jako piłkarz) grając w Widzewie, z kilkoma kolegami sprzedał mecz, w którym grał po raz pierwszy(i bodaj ostatni) jako…. środkowy obrońca! W przerwie meczu, pomocnik Widzewa, Ś.p. Krzysztof Surlit omal nie zatłukł Bońka na śmierć! Zdarzenie to miało miejsce w meczu z Pogonią Szczecin w kwietniu 1978 r. w 27 kolejce ekstraklasy(ówczesnej pierwszej ligi). Jeśli ktoś nie wierzy to odsyłam zainteresowanych do książki ,,Wielki Widzew”-rozdział VI.
@AssisMoreira
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
1
No musze się przyznać iż z taką a nie inną wyjściową jedenastką to nie liczyłem nawet na remis z Realem Madryt. To zdumiewające że Barca bez czterech podstawowych i najlepszych swoich piłkarzy może wygrać z najsilniejszym rywalem w Hiszpanii i to przez większość meczu tylko się broniąc. No to teraz jeśli w rewanżu na Camp Nou zmarnujemy tą zaliczke z pierwszego meczu i w efekcie odpadniemy to będziemy największymi frajerami sezonu. Mam nadzieje że do czegoś takiego nie dojdzie...
8
Epokowe mecze w historii polskiego futbolu:
Dokładnie 40 lat temu, Widzew Łódź pokonał FC Liverpool 2:0 na stadionie ŁKS-u w ćwierćfinale Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Są takie mecze, które zapewniają miejsce w historii. Dla Widzewa właśnie takim spotkaniem było to z 2 marca 1983 roku. Już awans do ćwierćfinału Pucharu Europy zespołu prowadzonego przez Władysława Żmudę był największym osiągnięciem w historii klubu. W nagrodę Włodzimierz Smolarek i spółka dostali szansę sprawdzenia swoich umiejętności na tle najlepszej drużyny Europy, bo za taką uznawany był wówczas naszpikowany gwiazdami europejskiej piłki Liverpool. The Reds triumfowali w tych rozgrywkach trzykrotnie w poprzednich sześciu sezonach a w tym czasie po puchar sięgały tylko angielskie kluby. Dlatego przed dwumeczem żaden z ekspertów nie dawał Widzewowi najmniejszych szans na końcowy sukces. Zainteresowanie starciem na stadionie ŁKS-u było ogromne. Kibice wypełnili nie tylko trybuny. Co odważniejsi wspinali się na maszty oświetleniowe, inni zajmowali miejsca na hałdach śniegu odgarniętego z płyty boiska. Wszyscy chcieli na żywo zobaczyć nie tylko wielkiego rywala, ale także wielką sensację z udziałem mistrzów Polski. I z całą pewnością nie zawiedli się. Wiadomo było że tamten sezon to pożegnanie Boba Paisleya, ówczesnego trenera Liverpoolu. Wszystko było ekscytujące. Po losowaniu była więc radość i podniecenie, lecz teraz tylko obawa przed kompromitacją. W dodatku na 5 dni przed meczem piłkarzy Widzewa zaatakowała epidemia grypy.
Pojawiły się plotki że piłkarze symulują żeby uprzedzić ewentualny atak prasy po wysokiej porażce. ,,Nie było żadnego symulowania. Kilku podstawowych zawodników, sześciu, może siedmiu naprawdę było poważnie chorych”- wspominał Tadeusz Świątek. We wtorek dzień przed meczem piłkarze spotkali się z trenerem na stadionie ŁKS i odbyli trening. Żmuda przywiózł ze sobą sporo materiału do przemyśleń. Zawodnicy mieli do niego duże zaufanie. Odprawa taktyczna była w przypadku tego mistrza analizy znacznie ważniejsza niż w innych klubach. Żmuda bardziej niż większość szkoleniowców wierzył w sprawczą siłę rozgryzania przeciwnika. Działacze Widzewa nazywali go nawet ,,Profesorem Tutką”. ,,Miał niezwykłą umiejętność rozpracowywania rywali. Potrafił wyjątkowo celnie opisać słabe i mocne strony. Był znakomity taktycznie. Przedstawiał zawodnika ze szczegółami, jakie ruchy najczęściej wykonuje, w którą stronę się obraca i można było na tym polegać”- opisywał Mirosław Myśliński. Szkoleniowiec Widzewa został ugoszczony przez rywali, obejrzał i nagrał mecz wyjazdowy Liverpoolu z Manchesterem U. ,,Z powrotem jechałem autokarem klubowym z Liverpoolem, rozmawiałem z trenerem Paisleyem. Pytałem go o różne rzeczy a on nawet nie zapytał o pogode w Łodzi. Byli tacy pewni siebie! Asystent Paisleya był wcześniej w Łodzi ale obserwował Widzew zaledwie 10 minut i jak mówią widzewiacy zapytał gdzie w okolicy można napić się piwa”- opowiadał Władysław Żmuda. ,,To była fantastyczna drużyna. Kenny Dalglish, Ian Rush… Wiedzieliśmy że same umiejętności nie wystarczą, że są lepszymi piłkarzami”- przyznawał Krzysztof Kamiński. Piłkarze Widzewa na grząskim i lekko zmrożonym boisku na pewno zaskoczyli rywali atakiem od pierwszych minut. Jeszcze w pierwszej połowie bliscy zdobycia gola byli Grębosz i Tłokiński. Jednak to Liverpool był bliższy celu, jeśli za taki uznać wywiezienie z Łodzi choćby punktu.
W pierwszej połowie Ronnie Whelan strzelił nawet gola ale jugosławiański sędzia odgwizdał spalonego. Po przerwie strzelił Tłokiński, który zgodnie ze wskazówkami Żmudy trzymał się blisko Grobbelaara. Bramkarz z Zimbabwe wypuścił piłke z rąk po dośrodkowaniu Grębosza i Tłokiński z 10 metrów wbił ją do pustej bramki. Natomiast Wiesław Wraga, malutki skrzydłowy, ten sam, który tak fantastycznie wszedł do zespołu w rundzie jesiennej, teraz zaczynał mecz na ławce rezerwowych. Na boisku pojawił się w 70 minucie w miejsce Filipczaka a 10 minut później po dośrodkowaniu Grębosza strzelił głową z 16-tu metrów. Właśnie on, piłkarz, który mierzył zaledwie 167 cm., najniższy na boisku! Młynarczyk zachował czyste konto. Był to kolejny fantastyczny mecz tego bramkarza. ,,Myślę że Józek był wtedy najlepszym na swojej pozycji na świecie. Oczywiście nasza prasa pisała że Dasajew jest najlepszy ale to była bzdura. W tym meczu idealnie pokazał się na tle Grobbelaara. Ten również uchodził za znakomitego bramkarza ale jednak Józek był klase wyżej”- mówił Tadeusz Świątek. Ostatecznie Widzew z dwubramkową przewagą z pierwszego meczu nie mógł być niczego pewnym w rewanżu a tym bardziej nie był faworytem na Anfield Road.
Pozdrowienia dla wszystkich ,,czerwonoarmistów”!
@AssisMoreira
@Symson
@DaPidejpi
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
8
Duma Katalonii w Pucharze Mistrzów:
2 marca 1960 r. FC Barcelona pokonała na wyjeździe Voolverhampton Wanderers aż 2:5 w ramach ćwierćfinału Pucharu Mistrzów Klubowych i awansowała do półfinału. 4 gole(!) z rzędu w tym meczu strzelił genialny napastnik Sandor Kocsis a piątą dołożył Villaverde. Niestety w półfinale Barça opadła po dwumeczu z Realem Madryt. Wówczas w ekipie Królewskich prym wiódł Alfredo di Stefano, który swego czasu podpisał przecież kontrakt z Blaugraną lecz ówczesna ,,sprawiedliwa federacja hiszpańskiego futbolu zrobiła swoje”. To jednak już historia na oddzielny artykuł(komentarz).
@Monix10
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
9
Czy wiecie że….
2 marca 1981 r. Enrique Castro Gonzalez(napastnik Barçy zwany Quini) został porwany przez trzech zamaskowanych mężczyzn. Po meczu z Alicante, w którym Quini strzelił 2 gole, został on uprowadzony przez trzech sprawców. W czasie gdy jego los był nieznany, Blaugrana zdobyła tylko jeden punkt i przegrała 3 mecze, tracąc szanse na mistrzostwo La Liga. Po 23 dniach Quini został uwolniony a FC Barcelona zajęła dopiero 5 miejsce w La Liga. Czyja to była sprawka i w jakim celu to chyba nie trudno się domyśleć? Jednak ,,białasom” i tak nie udało się zdobyć mistrzostwa. Tym razem ,,oliwa okazała się sprawiedliwa”…
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
10
Zapomniane El Clasico:
2 marca 1952 r. FC Barcelona pokonała na Camp de Les Corts Real Madryt 4:2 w ramach 25 kolejki Primera Division. Hattrickiem w tym meczu popisał się genialny Cesar Rodriguez, natomiast pierwszego gola dla Barçy strzelił napastnik Jordi Vila Soler. Po tym zwycięstwie Duma Katalonii nie oddała już prowadzenia do końca rozgrywek i ostatecznie po raz 5 w historii wygrała mistrzostwo Hiszpanii!
@Lionel_Messi10
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
14
Pamięć o nim nigdy nie zaginie:
Panie i Panowie, kochani sympatycy futbolu, 102 lat temu urodził się Kazimierz Górski! Wszyscy doskonale go znamy więc pochylmy się w zadumie ku pamięci wielce zasłużonego rodaka…
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@AssisMoreira
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson
12
Pasjonata morderstw:
Każdy potrzebuje czasami jakiejś odskoczni od codziennych obowiązków. Szef męczy nas zbliżającymi się deadlinami, a w domu żona ciągle ogląda seriale i nie ma dla niej znaczenia, że chcesz zobaczyć mecz o półfinał mistrzostw Europy, między Polską a Portugalią. Wtedy najlepiej zająć się swoją pasją. Tylko co, jeśli są nią morderstwa? ,,Byłam już w tylu miejscach zbrodni z martinem, że mam wrażenie, iż któregoś dnia sama zostanę zamordowana w jednym z nich”– mówi Geraldine O’neill, żona selekcjonera reprezentacji Irlandii. Martin O’Neill szerokiej publiczności jest głównie znany z boiska, jeszcze z czasów kiedy grał m.in. w Manchesterze City lub w Nottingham Forrest, gdzie spędził aż 10 lat. Młodsze pokolenia kojarzyć go mogą z ławki trenerskiej takich klubów jak: Celtic, Aston Villa czy Sunderland. Wśród najbliższych jednak – jest uznawany za dziwaka. Wszystko za sprawą specyficznej pasji. O’Neilla kręcą morderstwa, zwłaszcza te brutalne i zagadkowe. Młody Martin, nie będąc pewnym swojej piłkarskiej kariery, trenował i jednocześnie studiował prawo na Uniwersytecie Królewskim w Belfaście. Prawnikiem jednak nie został, przerywając studia po podpisaniu w 1971 roku kontraktu z Nottingham Forest. Odskocznią od boiskowych obowiązków stały się dla niego… morderstwa i zbrodnie. Jego koledzy opowiadają, że O’Neill potrafił wyciągać z policji w Nottingham dokumentację dotyczącą „Rozpruwacza z Yorkshire”, skazanego za zabójstwo 13 kobiet, czy też innych przestępców. Piłkarz z zapałem i ogromną pasją studiował każdy opis, zdjęcia i zeznania. To jednak nie wszystko – O’Neill w wolnych chwilach jeździł oglądać miejsca zbrodni i przyglądał się, jako widz, procesom sądowym. Fascynowała go osobowość zbrodniarzy oraz to, co ich skłaniało do popełniania zakazanego czynu.
Jego zainteresowanie zabójstwami rozpoczęło się jeszcze na kilka lat przed dołączeniem do drużyny Nottingham Forest. Irlandczyka z północy zafascynowała w 1962 roku sprawa Jamesa Hanratty’ego – zabójcy i gwałciciela. Był on jedną z ostatnich osób w Wielkiej Brytanii, która została skazana na śmierć i powieszona. Mimo wyroku skazującego najbliżsi długo wierzyli w jego niewinność. Po prawie 40 latach, w 2001 roku, zwłoki Hanratty’ego zostały ekshumowane i dzięki rozwiniętym metodom badań w medycynie sądowej, porównano DNA Jamesa, z tym znalezionym na miejscu zbrodni. Wyniki badań DNA potwierdziły winę. W niewinność z kolei wierzył wówczas obecny selekcjoner reprezentacji Irlandii. Był tak zaangażowany w sprawę, że postanowił spotkać się z sędzią, który wydał wyrok śmierci na Jamesa. Martin O’Neill jeździ w czasie wakacji do miejsc, w których popełniono zbrodnie. Odwiedził Lower Belgrave Street w Londynie, aby odtworzyć w swojej wyobraźni morderstwo niani, którego dokonał Lord Lucan. Pojechał do Dallas, do mieszkania Lee Harveya Oswalda, który jest uważany za zabójcę prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego (istnieją liczne teorie spiskowe, według których snajperem był ktoś inny). Swoją pasję Martin dzieli z żoną, która razem z mężem jeździ oglądać i analizować miejsca, w których doszło do strasznych czynów. W klubie Wycombe Wanderers, którego trenerem w latach 1990-1995 był Martin O’Neill, żartowano, że Irlandczyk przyjął tę pracę ze względu na sąsiedztwo klubu z miejscem zbrodni Jamesa Hanratty’ego. Jednak jego pasja jest bardzo przydatna w obecnej pracy. Swoje obserwacje rozpraw sądowych, analizę mimiki i gestów przestępców, selekcjoner wykorzystuje w pracy z piłkarzami.
O’Neill skupia się na osobowościach zawodników, wyciąga wnioski i stara się pomóc im rozwinąć umiejętności. Jako trener, łączy swoją pasję z „wychowaniem” piłkarzy jeszcze w inny sposób. W 1981 roku Martin uważnie śledził rozprawę Petera Sutcliffe’a, czyli „Rozpruwacza z Yorkshire”. Ta sprawa na tyle go pasjonowała, że postanowił zabrać do jego domu piłkarzy, prowadzonego przez siebie Leicester. Wycieczkę do tego miejsca powtórzył, kolejnym razem zabierając na wyjazd swoją… ciężarną żonę. Pasja do morderstw nie jest jedyną specyficzną cechą Martina O’Neilla. Ostatnio selekcjoner zasłynął dzięki swojemu ekscentrycznemu poczuciu humoru (choć są tacy, którzy nazwaliby je szowinistycznym). W związku z trwającymi mistrzostwami Europy, O’Neill został zapytany o kwestię obecności żon, narzeczonych i dziewczyn piłkarzy w hotelu reprezentacji Irlandii. ,,Cóż, to zależy od tego, jak dobrze one wyglądają. Jeśli są naprawdę atrakcyjne, to będą bardzo mile widziane. Co do brzydkich, obawiam się, że nie” – zażartował selekcjoner reprezentacji Irlandii.
@AssisMoreira
@Symson
@Lionel_Messi10
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
10
Wybitne postacie futbolu:
1 marca 1921 r. trzecim z kolei prezydentem FIFA został wybrany Jules Rimet, francuski działacz sportowy. Piastował ten urząd najdłużej w historii bo aż przez 33 lata! Rimet nazywany jest ojcem piłkarskich mistrzostw świata, ponieważ to on w 1928 r. wpadł na pomysł rozgrywania cyklicznych turniei, którymi pasjonują się miliony ludzi na całym świecie. Statuetka, którą zdobywali mistrzowie świata nazywana była jego nazwiskiem.
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
15
Ku czci wybitnych legend FCB:
1 marca 1995 r. zmarł Cesar Rodriguez, wspaniały, legendarny snajper FC Barcelony. Do 2012 r. był rekordzistą klubu z wynikiem 232 goli w oficjalnych spotkaniach(ogółem 294 gole) a rekord ten pobił nie kto inny jak Messi. Tuż po jego śmierci burmistrz Barcelony Pascual Margall wspominał iż ,,czuł wspaniałą sympatie do Cesara i do teraz ma w mieszkaniu zdjęcia piłkarza z czasów gry dla Dumy Katalonii''. Cóż, pozostaje tylko żałować że nie mieliśmy okazji podziwiać jego wyczynów na żywo.
Cześć i chwała jego pamięci!
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Monix10
9
Duma Katalonii dzień po dniu:
1 marca 1925 r. FC Barcelona rozgromiła Valencie 7:3 w ramach(grupowej wówczas) konfrontacji o Pucharu Króla. 4 gole dla Barçy w tamtym meczu strzelił wybitny, legendarny napastnik Josep Samitier. Barça w tamtej edycji Pucharu Hiszpanii szła niczym burza ale o tym napisze przy innej okazji.
@Lionel_Messi10
@Symson
@Monix10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
11
Legendy portugalskiej piłki:
28 lutego 1966 r. urodził się Paulo Futre. Gdy na początku lat 80. Paulo Futre pojawił się jako nastolatek na europejskich boiskach, porównywano go do Diego Maradony. Bajecznie wyszkolony technicznie, bardzo szybki i obdarzony cudownym dryblingiem lewonożny skrzydłowy miał stać się największym od czasów Eusebio piłkarzem Portugalii. Tak się nie stało i wychowanek Sportingu nie zrobił kariery na miarę swojego talentu, choć w 1987 przegrał w plebiscycie o Złotą Piłkę FF tylko z Ruudem Gullitem. Został jednak jedną z legend Atletico Madryt dla (173 występy i 38 goli). Co ciekawe, Paulo Futre zakładał koszulki wszystkich trzech największych klubów w Portugalii: Sportingu (21 gier i trzy gole), FC Porto (81 meczów i 25 bramek) oraz Benfiki (11 spotkań i trzy trafienia). Urodzony w Montijo zawodnik z powodzeniem grał też w reprezentacji kraju (41 meczów i sześć bramek), z którą pojechał na mundial w 1986 roku.
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@patataj
10
Legendy futbolu:
28 lutego 1942 r. urodził się Josef Dieter Maier. Monachijski rekordzista jest optymistą. Preferuje radosny i wesoły tryb życia, nie zapominając o humorze. Jednak kiedy coś pójdzie nie po jego myśli, stara się szybko o tym zapomnieć. Dzięki temu w 1979 roku szybko pogodził się z myślą o zakończeniu kariery piłkarskiej. 35-letniemu bramkarzowi dalsze plany pokrzyżował poważny wypadek samochodowy, jednak do tego momentu Maier w swoim dorobku miał prawie wszystkie możliwe do zdobycia tytuły. 4-krotnie wzniósł w górę mistrzowską szalę (1969, 1972-74) oraz Puchar Niemiec (1966, 1967, 1969, 1971). Wygrał również Puchar Mistrzów (1974-76), Puchar Zdobywców Pucharów (1967), Puchar Interkontynentalny w 1976 roku a z reprezentacją triumfował w Mistrzostwach Europy (1972) i Świata (1974). "Kot z Anzing" bronił dostępu do monachijskiej bramki od 1958 roku. Wystąpił w 473 spotkaniach ligowych, z czego w 422 grał bez przerwy, co oczywiście stanowi do dziś niepokonany rekord. Osiągnięcia Maiera były często doceniane. 3 razy wybrano go piłkarzem roku w swoim ojczystym kraju (1975, 1977, 1978). W 1978 roku otrzymał nawet Narodowy Krzyż Zasłużonych i kolejne wyróżnienie: "Bramkarz Roku w Niemczech". Maier nie miał żadnych powodów do zmiany klubu. Właściwie nigdy o niej nie myślał. Grał przecież w najlepszej drużynie Bayernu, jaka kiedykolwiek istniała. Mimo zakończenia swojej kariery, dziś również pracuje w Monachium. Trenuje i przekazuje swoje doświadczenie aktualnym bramkarzom. To właśnie w dużym stopniu jemu, swój sukces zawdzięcza Oliver Kahn.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
1
@Encore Jaki znowóż Włodar?
10
Piłkarze zatarci w historii:
28 lutego 1898 r. urodził się Zeki Riza Sporel, turecki piłkarz grający na pozycji napastnika, urodzony w Imperium Osmańskim. Uważany za najlepszego ofensywnego piłkarza w historii tureckiej piłki, jak i reprezentacji. „Mistrz”, jak go nazywano, całą swoją piłkarską karierę spędził w Fenerbahce (1915-1934). Na kartach historii zapisał się dzięki swojemu strzeleckiemu dorobkowi. Dla Żółtych Kanarków w 352 spotkaniach zdobył 470 goli! Czterokrotnie zdobywał mistrzostwo Stambułu (1921, 1923, 1930, 1933). Liga ruszyła tam bowiem dopiero w 1959 roku. Do swojego dorobku dołożył dwukrotnie wygraną w Lidze Cuma (1921, 1923), Puchar Instanbul Sidi (1930), a także Puchar Generała Harringtona (1923). Sporel był piłkarzem, który zdobył dwa pierwsze historyczne gole dla nowo powstałej reprezentacji Turcji w spotkaniu z Rumunią. Największym atutem piłkarza była gra lewą nogą. Bardzo rzadko używał prawej, a już prawie nigdy nie widziano, aby grał głową. Jego osobistym rekordem jest mecz z 12 tego 1931 roku, kiedy to w czasie jednego meczu strzelił osiem goli a Fenerbahce wygrało 16:0!
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
3
@Lionel_Messi10 Oglądałeś może tego Roque w akcji w Atletico Paraeanse?
10
@FCBparasiempre
28 lutego 1942 r. urodził się Włoch Dino Zoff. Zaliczany był do grona najlepszych bramkarzy świata i był autorem wielu sportowych rekordów. To zdumiewające jak długo przedtem tułał się po słabych klubach w niższych włoskich ligach. W kwietniu 1968 zadebiutował w kadrze Włoch na Mistrzostwach Europy w ćwierćfinałowym meczu z Bułgarią i bronił już do finałowego spotkania z Jugosławią wygranego przez Italię 2:0. Włosi zostali Mistrzami Europy a Zoff zdawało się na długie miesiące zdobył miejsce w bramce Azzurich. Niestety po mistrzostwach ani Napoli ani Zoff nie reprezentowali już tak rewelacyjnej formy i Dino stracił miejsce w pierwszej jedenastce. Pojechał na mistrzostwa świata w Meksyku(1970) ale wszystkie mecze przesiedział na ławie rezerwowych. Między słupkami zastąpił go Albertosi. I nawet tytuł wicemistrza świata nie osłodził mu goryczy osobistej porażki. Wieloletnia dominacja Dino Zoffa rozpoczęła się 2 lata później gdy przeszedł do Juventusu Turyn. Stolicą światowego futbolu był wtedy Milan ale w Turynie zaczęto właśnie budować drużynę, która z trenerem Giovannim Trapattonim miała zdominować włoską i europejska piłkę w latach 70-tych i 80-tych. Po nieudanych dla Włochów mistrzostwach Europy w 1972 reprezentacja pożegnała się też z Enrico Albertosim, którego miejsce na następne 11 lat zajął Dino Zoff. Przez następne lata włoska prasa nie szczędziła mu komplementów. Pisano wówczas że reprezentacyjna bramka jest jak ściana. Przez 2 lata a dokładnie przez 12 spotkań reprezentacyjnych(trwających 1142 minuty) Zoff nie wpuścił ani jednego gola!(do dziś tego rekordu nie pobił nikt). Bezbramkowa passa, która rozpoczęła się 20 września 1972 roku skończyła się 15 czerwca 1974r. podczas mistrzostw świata w RFN. W pierwszym meczu faworyzowani Włosi zmierzyli się z zespołem Haiti i po pierwszej połowie sensacyjnie remisowali z drużyną, której nikt nie dawał żadnych szans. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy haitański napastnik przedryblował włoskich obrońców, okiwał Zoffa i strzelił do pustej bramki. Sensacja wisiała w powietrzu ale Włosi potrafili się podnieść i wygrali w końcu 3:1. Osiem dni później drużynę Włoch odprawili z Mundialu dwaj Polacy- Andrzej Szarmach i Kazimierz Deyna. Dino nie mógł zaliczyć tego występu do udanych. Cztery lata później podczas mistrzostw w Argentynie było już znacznie lepiej. Włosi zdobyli dosyć dobre miejsce ale kibice byli nieusatysfakcjonowani. Domagali się zmiany w reprezentacyjnej bramce winiąc Zoffa za utratę kilku goli. Istniała poważna obawa że są to jego ostatnie mistrzostwa. Enzo Bearzot-ówczesny trener reprezentacji-jednak się nie ugiął i uważał że Dino jest fundamentem drużyny. Ten kredyt zaufania zaprocentował w 1982 roku podczas mistrzostw świata w Hiszpanii. Przed rozpoczęciem rozgrywek wiadomo było że jest to ostatni turniej 40-letniego weterana, który wciąż marzył o mistrzowskim tytule. Włosi zaczęli turniej bardzo słabo remisując kolejno z Polską, Peru i Kamerunem. Lecz potem byli już nie do zatrzymania wygrywając kolejno z Argentyną, Brazylią i Polską. W finale na Santiago Bernabeu bez problemu pokonali RFN 3:1 zdobywając po 44-letniej przerwie kolejny tytuł mistrzowski. Dino Zoff, któremu amerykański ,,Newseek’’ poświęcił wtedy swoją okładkę wpisał się do kronik mistrzostw jako najstarszy zawodnik finału. Gdy wygrywał z zachodnimi Niemcami miał wówczas 40 lat, 5 miesięcy i 13 dni. Mistrzowski tytuł miał być ukoronowaniem jego kariery i początkiem pożegnania z futbolem(ostatecznie reprezentacyjną karierę zakończył spotkaniem ze Szwecją w Göteborgu wygranym 2:0).
Z klubem chciał się pożegnać kilka miesięcy później, po królewsku. Dino miał odejść jako mistrz po finałowym meczu Pucharu Mistrzów. Niestety Włosi przegrali z Hamburgerem SV 1:0 i trzeba było trochę zmienić scenariusz. ,,Mimo to pożegnanie Dino Zoffa było jednym z najbardziej wzruszających momentów mojego pobytu w Juventusie”- napisał w swojej książce ,,Prosto z Juventusu” Zbigniew Boniek, który trafił do Turynu na rok przed odejściem Zoffa. -,,Mieliśmy najlepszego bramkarza na świecie. W tych słowach nie ma ani krzty przesady. Nawet w wieku 40 lat był on modelowym graczem, przy tym zawsze bardzo pokornym i miłym. Prawdziwy profesjonalista od początku do samego końca swojej kariery”. Odchodzący na piłkarską emeryturę Zoff ustanowił jednocześnie kilka rekordów do dziś nie pobitych! Rozegrał w drużynie narodowej 112 spotkań i stał nieprzerwanie we włoskiej bramce przez 11 lat. W Serie A rozegrał 570 spotkań w tym wszystkie 330 z Juventusem. Ponadto 6 razy zostawał mistrzem kraju, raz Zdobywcą Pucharu Włoch i raz Pucharu UEFA.
9
Wybitne legendy futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
12
Tarzan, waleczne serce:
28 lutego 2003 r. Carles Puyol doznał podwójnego złamania oczodołu i kości jarzmowej. Po konsultacji z lekarzami nie zdecydował się jednak na operację aby jak najszybciej wrócić do gry. Do 2012 r. doznał aż 35 różnych urazów, między innymi głowy, żeber, obu kolan i kostek. Z uwagi na nasilające się kontuzje, w szczególności kolan, zdecydował się zakończyć piłkarską karierę z końcem sezonu 2013/14. Takiego walczaka z taką charyzmą to już chyba długo nie będzie w ,,naszym” klubie.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
5
Wszystkiego najlepszego panie Włodku!
Panie i Panowie, Włodzimierz Lubański kończy dzisiaj 76 lat. Nikomu z was nie musze przedstawiać tak wybitnej postaci polskiego futbolu. Dziękujemy panie Włodku za oddanie serca białoczerwonym barwom. Zdrowia nasza legendo. Nigdy o tobie nie zapomnimy!
8
Mistrzostwa w cieniu tragedii:
27 lutego 1955 r. Chile gromi Ekwador 7:1 na Estadio Nacional w Santiago. Ten mecz rozpoczął 23 edycje Copa America. Już po raz piąty Santiago de Chile gościło uczestników turnieju. W 1955 u podnóża Andów zebrali się prawie wszyscy najlepsi. Prawie, gdyż zabrakło Brazylii. Lecz za to po ośmioletniej nieobecności pojawiła się wreszcie Argentyna. Jej futbol wyrwał się w końcu ze stanu absurdalnej izolacji. Ku upadkowi chylił się zużyty i skompromitowany reżim Juana Perona, który kwitnący niegdyś kraj doprowadził na krawędź gospodarczego krachu. Dobiegła też końca malownicza awantura kolumbijska, w wyniku której całe pokolenie najlepszych piłkarzy świata praktycznie wypadło poza nawias oficjalnego futbolu, zbijając za to fortuny na jego odległych peryferiach. Najwybitniejsi z nich, tacy jak Di Stefano czy Rial podbijali już wtedy Hiszpanię a wkrótce i całą Europe. W przeciągu tego czasu w Argentynie wyrosła i dojrzała całkiem nowa generacja. Trenerem reprezentacji pozostawał wciąż żelazny ,,Don Guillermo” Stabile, twórca niezapomnianych sukcesów lat 40-tych. Przygotował on niezmiernie ciekawy zespół. Znakomity bramkarz Mussimessi, twardzi atletyczni obrońcy jak Pedro Dellacha czy bracia Vairo. Godny następca legendarnego Montiego a mianowicie pomocnik Eliseo Mouriño. Natomiast w napadzie trener Stabile zdecydował się na eksperyment bez precedensu w dziejach argentyńskiego futbolu. Po długim namyśle wystawił całą piątke bramkostrzelnego Independiente! Była to wówczas rzecz wprost nie do pojęcia, tym bardziej że Independiente ostatni tytuł mistrzowski zdobył w 1948 a potem bezskutecznie usiłował przełamać hegemonie Racingu, River Plate i Boca. Lecz jego szerokoskrzydły atak pracował jak idealnie naoliwiona maszyna. Właśnie na owo perfekcyjne zgranie i niezwykłą skuteczność postawił ,,Don Guillermo”. Tę piątke stanowili: Micheli, Cecconato, Bonelli, Grillo i Osvaldo Cruz.
Turniej był bardzo wyrównany i stał na wysokim poziomie. Tylko Ekwador nie miał nic do gadania. Również Paragwaj, którego czołowi piłkarze zostali rozchwytani przez kluby Europy i Ameryki, nie miał szans na obrone tytułu sprzed 2 lat. Z kolei Urugwaj oparł się głównie na rutyniarzach, nieco już zmęczonych i najwyraźniej sytych sławy. Maspoli, Gonzalez, Tejera, Perez i Miguez najlepsze lata mieli za sobą. Miarą słabości Celestes była klęska jakiej doznali z Argentyną(1:6!). Dla odmiany Peru zbierało rzęsiste oklaski. To była prawdziwa radość dla oczu, frajda dla smakoszy i estetów. ,,Inkowie” pozostali wierni swemu stylowi gry i narodowej mentalności. Bawili się piłką swobodnie i radośnie. Znana już wówczas dobrze piątka napadu: Felix Castillo Guillermo, Barbadillo Alberto, Roberto Castillo, Maximo Mosquera i Oscar Sanchez z wdziękiem i lekkością haftowała na murawie wymyślne arabeski. Dyscypline tatktyczną wykazali Peruwiańczycy właśnie w meczu z Argentyną remisując 2:2. Był to jedyny punkt urwany zwycięzcom turnieju. Niewiele przecież brakowało aby tytuł Copa America przypadł gospodarzom. Chile sformowało najlepszy w swych dotychczasowych dziejach zespół, jeszcze lepszy miał się tylko okazać ten z 1962, gdzie zajeli 3 miejsce na świecie. Napastnicy Melendez, Robledo, Muñoz i Jaime Ramirez nastrzelali najwięcej goli na turnieju bo aż 19, o jedna więcej niż znakomita formacja argentyńska. Znów, jak to już niejednokrotnie w Copa America bywało, o wszystkim miał przesądzić ostatni mecz Chile-Argentyna. Do tej chwili bowiem obaj adwersarze zgromadzili po 7 punktów. Prasa i radio roznieciły wokół tego ,,meczu stulecia” zupełnie niebywałe emocje. Udzieliły się one niemal całemu społeczeństwu, do szaleństwa rozmiłowanemu w swojej drużynie, po raz pierwszy stojącej o krok od spełnienia dwu dotychczas nieosiągalnych tęsknot: pokonania mitycznej Argentyny i za jednym zamachem zdobycia Pucharu Ameryki.
Już wczesnym rankiem w dniu meczu raporty policyjne pełne były niepokojących sygnałów. Gęstniejący tłum coraz ciaśniej otaczał bramy stadionu. Około 18-tej uchylono pierwszą tylko brame, wpuszczając nieliczne setki ludzi a z tyłu masa ludzka, z każdą minutą bardziej nerwowa, podrażniona i zdezorientowana. Gigantyczny tłum zaczął falować niebezpiecznie. Porządkowi wpadli w popłoch, tracąc panowanie nad sytuacją. Zdesperowanych kibiców przenikała tylko jedna myśl- dostać się na trybuny za wszelką cene, choćby siłą! Rozpętało się piekło. Wydawało się wręcz iż zmasowany szturm zakołysał wyniosłymi murami chilijskiego Colosseum. Rozgrywały się sceny dantejskie, ludzie dusili się w potwornym ścisku, padali i byli tratowani przez napierające bezładnie szeregi. Do akcji wkroczyła policja, gazowymi bombami próbując rozproszyć oszalałą mase ludzi. Nie na wiele to się zdało. Bilans tego dnia był straszliwy. Siedmiu kibiców przypłaciło życiem swą miłość do futbolu, setki odniosły rany i obrażenia. Ta tragedia położyła się cieniem na wszystkim, co się później zdarzyło. Jednak żałobe narodową obchodziło Chile dopiero parę godzin później, bowiem te 60 tys. widzów, którzy w końcu zasiedli na trybunach, na te 90 minut zapomnieli o nieszczęściu, owładnięci myślą o wygranej. Zbiorowy, niesamowity doping zagłuszył jęki rannych i wyrzuty sumienia, lecz na krótko. Wyższość Argentyny nie podlegała dyskusji. Wprawdzie Escuti obronił potężną bombe Labruny ale przed suchym uderzeniem Michelego musiał skapitulować. Chile przegrało życiową szanse 0:1. ,,Albicelestes” po 8 latach odzyskali prymat w Ameryce. Gdy przebrzmiał ostatni gwizdek sędziego, do tysięcy Chilijczyków dotarła ponura prawda iż prawdziwe nieszczęście wydarzyło się nie na płycie boiska, lecz kilka godzin wcześniej. Noc 31 marca 1955 roku była najsmutniejsza w dziejach Santiago.
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
12
Czy wiemy że…
Swoje 80-te urodziny obchodzi dzisiaj Brazylijczyk Carlos Alberto Parreira, trener, który prowadził różne reprezentacje narodowe na sześciu mundialach. W 1982 był szkoleniowcem Kuwejtu, w 1990 – Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w 1994 – Brazylii (sięgnął wówczas po złoto), w 1998 – Arabii Saudyjskiej, w 2006 – Brazylii i w 2010 – Republiki Południowej Afryki. To oczywiście rekord mundialu pod tym względem.
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
9
Wybitne legendy futbolu:
27 lutego 1929 r. urodził się Djalma Santos, brazylijski prawy obrońca(moim skromnym zdaniem najlepszy w dziejach prawy defensor świata). Djalma Santos jest obok Franza Beckenbauera jednym z dwóch graczy, których trzykrotnie wybierano do drużyny marzeń Mundialu. Znakomite występy w Portuguesie sprawiły, że w 1952 roku Djalma Santos trafił do reprezentacji Brazylii. Dwa lata później pojechał z kadrą narodową na mistrzostwa świata do Szwajcarii, gdzie zagrał we wszystkich spotkaniach "Canarinhos". W nazwanym "Bitwą o Berno" meczu z uważaną wówczas za najmocniejszą na świecie drużyną Węgier zdobył nawet gola, jednak jego zespół przegrał 2:4. Ze Szwajcarii Brazylijczycy wrócili bez medali ale Djalma Santos grał na tyle dobrze, że wybrano go do najlepszej "jedenastki" turnieju. Cztery lata później, w roku 1958 w Szwecji "Canarinhos" z graczem Portguesy w składzie nie mieli już sobie równych. W wygranym 5:2 finale ze Szwecją Santos był jednym z najlepszych na boisku i ponownie trafił do "drużyny marzeń". Na mundial w 1962 roku do Chile ten znakomity boczny obrońca jechał już jako gracz Palmeiras, do którego przeszedł trzy lata wcześniej. Brazylia ponownie została najlepszą drużyną świata a Djalma Santos znów znalazł się w "jedenastce" turnieju. Ostatnie mistrzostwa świata Djalma Santos zaliczył w wieku 37 lat w Anglii w 1966 roku i został najstarszym brazylijskim piłkarzem w historii Mistrzostw Świata. Jego powołanie przez selekcjonera Carlosa Alberto było dla wielu niespodzianką. Tym razem nękani kontuzjami "Canarinhos" nie zachwycili i dość szybko odpadli z rywalizacji. W reprezentacji po raz ostatni zagrał w roku 1968, w sumie wystąpił w barwach Brazylii 98-krotnie i zdobył 3 gole. Był prekursorem ofensywnego stylu gry bocznych obrońców. W czasie swojej kariery nigdy nie został wyrzucony z boiska. W 2004 roku z okazji stulecia Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) słynny rodak Pele umieścił Djalmę Santosa wśród 100 najwybitniejszych piłkarzy i piłkarek w historii futbolu.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Ku czci i pamięci ,,naszych” trenerów:
27 lutego 1959 r. zmarł Patrick O'Conell, trener Blaugrany w latach1935-40. Irlandczyk trafił do Barçy z Betisu Sevilla, w którym odnosił liczne sukcesy, między innymi zdobywając jedyne w dziejach tego klubu mistrzostwo Hiszpanii. Krótko po jego przybyciu do Katalonii w kraju wybuchła wojna domowa i rozgrywki ligowe zostały zawieszone. W tym czasie Barca udała się na serie pokazowych spotkań do Meksyku i Stanów Zjednoczonych a dochód uzyskany z tego tournee pozwolił spłacić długi i uratować finanse klubu. Jednakże z 16 zawodników, którzy wybrali się w rejs za ocean, jedynie czterech powróciło wraz z O'Conellem do Barcelony. Pomimo tego trenerowi udało się stworzyć nową drużynę i wygrać z nią rozgrywki o nazwie Liga Catalana a także mistrzostwo Katalonii w 1938 r., jako 21 w dorobku klubu.
Również 27 lutego tyle że w roku 1963 zmarł Richard Khon, znany jako Jack Domby lub Ricardo Domby. Ten były austriacki piłkarz prowadził Barçe w sezonie 1933/34 lecz na 18 spotkań pod jego przywództwem Duma Katalonii wygrała tylko 10 i w trakcie rozgrywek z uwagi na niezadowalające wyniki, trener i zawodnicy musieli zgodzić się na obniżkę zarobków. Blaugrana w La liga zajeła dopiero 9 miejsce ale warto wspomnieć iż Khon pozwolił w owym sezonie zadebiutować błyskotliwemu pomocnikowi- Josepowi Escoli.
Cules nie zapominają i dziękują za wszystko co uczyniliście dla ,,naszego klubu”.
@Monix10
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
1
Wczorajsza porażka z Almeria to wypadek ,,przy pracy"? I tak i nie. Jak już wspominałem naszą kadre nie stać grać na trzech frontach, zwłaszcza europejskim, więc odbija się to na rozgrywkach La Liga a wczorajsza porażka była tego konsekwencją. Całe szczęście że już nie musimy się ,,mordować" w tych europejskich pucharach i wierze że jakoś dociągniemy te mistrzostwo Hiszpanii...
1
@JimMorrisonFCB Nie znam angielskiego ale akurat w tym wypadku wiem że chodzi o ,,Morderca o twarzy dziecka".
10
Żywe legendy futbolu:
Swoje 50-te urodziny obchodzi dziś Ole Gunnar Solskjær, znany norweski były napastnik oraz trener. Solskjær rozpoczynał karierę w klubie Clausenengen. Później przeszedł do Molde FK. W wieku 23 lat został graczem Manchesteru United. Z drużyną „Czerwonych Diabłów” był sześciokrotnym mistrzem Anglii, dwukrotnym zdobywcą Pucharu Anglii oraz triumfatorem Ligi Mistrzów w 1999 roku. W reprezentacji Norwegii rozegrał 67 meczów i strzelił 23 gole. Jest uznawany za jednego z najlepszych graczy w historii norweskiego futbolu. 19 grudnia 2018 roku został ogłoszony tymczasowym trenerem Manchesteru United. W roli trenera Manchesteru United zadebiutował 22 grudnia 2018 roku w wygranym 1:5 meczu przeciwko Cardiff City. 21 listopada 2021 roku został zwolniony z funkcji menadżera Manchesteru United. Na stanowisku zastąpił go Michael Carrick. Ostatnio pozostaje bez pracy w roli szkoleniowca.
@DaPidejpi
@patataj
@Symson
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Ogorinho1974
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
26 lutego 1946 r. we Wrześni urodził się Roman Jakóbczak, czołowy napastnik poznańskiego Lecha w latach 70-tych. Często był porównywany do Teodora Anioły a wielu określało go mianem jego następcy. Znakomicie potrafił uderzyć zza pola karnego i był pewnym egzekutorem rzutów wolnych. 20 października 1974 r. Lech rozbił u siebie Wisłę 4:1. Jakóbczak strzelił dla swojego zespołu wszystkie cztery gole(!) w tym dwie z rzutów wolnych. Sport nagrodził go najwyższą możliwą oceną a Jakóbczak stał się pierwszym w historii zawodnikiem, który za swój występ dostał notę „10”. Był wychowankiem Zjednoczonych Września. Jako 19-latek trafił do Czarnych Żagań, a po roku do Śląska Wrocław, gdzie spędził kolejne trzy sezony. W 1969 r. został zawodnikiem Pogoni Szczecin. Przed sezonem 1971/1972 razem z Włodzimierzem Wojciechowskim chcieli odejść do Lecha, ale nie zgodzili się na to działacze szczecińskiego klubu, którzy zdyskwalifikowali obu piłkarzy. W połowie marca jednak oba kluby doszły do porozumienia i Jakóbczak mógł pomóc swojej nowej drużynie w awansie do elity. W Lechu grał do 1976 r. Zaliczył w tym czasie 127 meczów (112 w I lidze) i strzelił 37 goli (33 w I lidze). Później próbował swoich sił w klubach francuskich, a we wrześniu 1980 r. wrócił na chwilę do Lecha, żeby zagrać w pucharze Polski. Potem poświęcić się pracy szkoleniowej. W 1993 r. został następcą Henryka Apostela i na koniec sezonu świętował z klubem mistrzostwo kraju. Dobre występy w lidze zwróciły uwagę Kazimierza Górskiego, który powołał Jakóbczaka na mistrzostwa świata w 1974 r. O jego powołaniu zadecydowało imponujące serce do gry, ambicja, bojowość i silny strzał. Lechita jednak nie zagrał ani minuty. Trafił na czas, w którym kadra dysponowała wieloma znakomitymi snajperami i zwyczajnie ciężko się było mu przebić. Umiejętnościami wcale jednak od kolegów nie odstawał, a trener Górski przyznał po latach, że trochę żałował, że nie dał mu choćby jednej szansy w turnieju. Debiutował jeszcze przed mistrzostwami – 15 maja 1974 r. w wygranym 2:0 meczu z Grecją, w którym strzelił bramkę. Drugiego gola w kadrze strzelił Kanadzie w październiku 1974. W kręgu zainteresowań trenera pozostawał do 1976 r. Ostatni występ zaliczył 26 maja w przegranym 0:2 meczu z Irlandią. W Reprezentacji rozegrał 5 meczów, strzelając 2 gole.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj