FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
9
Wybitne legendy futbolu:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
12
Tarzan, waleczne serce:
28 lutego 2003 r. Carles Puyol doznał podwójnego złamania oczodołu i kości jarzmowej. Po konsultacji z lekarzami nie zdecydował się jednak na operację aby jak najszybciej wrócić do gry. Do 2012 r. doznał aż 35 różnych urazów, między innymi głowy, żeber, obu kolan i kostek. Z uwagi na nasilające się kontuzje, w szczególności kolan, zdecydował się zakończyć piłkarską karierę z końcem sezonu 2013/14. Takiego walczaka z taką charyzmą to już chyba długo nie będzie w ,,naszym” klubie.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@patataj
5
Wszystkiego najlepszego panie Włodku!
Panie i Panowie, Włodzimierz Lubański kończy dzisiaj 76 lat. Nikomu z was nie musze przedstawiać tak wybitnej postaci polskiego futbolu. Dziękujemy panie Włodku za oddanie serca białoczerwonym barwom. Zdrowia nasza legendo. Nigdy o tobie nie zapomnimy!
8
Mistrzostwa w cieniu tragedii:
27 lutego 1955 r. Chile gromi Ekwador 7:1 na Estadio Nacional w Santiago. Ten mecz rozpoczął 23 edycje Copa America. Już po raz piąty Santiago de Chile gościło uczestników turnieju. W 1955 u podnóża Andów zebrali się prawie wszyscy najlepsi. Prawie, gdyż zabrakło Brazylii. Lecz za to po ośmioletniej nieobecności pojawiła się wreszcie Argentyna. Jej futbol wyrwał się w końcu ze stanu absurdalnej izolacji. Ku upadkowi chylił się zużyty i skompromitowany reżim Juana Perona, który kwitnący niegdyś kraj doprowadził na krawędź gospodarczego krachu. Dobiegła też końca malownicza awantura kolumbijska, w wyniku której całe pokolenie najlepszych piłkarzy świata praktycznie wypadło poza nawias oficjalnego futbolu, zbijając za to fortuny na jego odległych peryferiach. Najwybitniejsi z nich, tacy jak Di Stefano czy Rial podbijali już wtedy Hiszpanię a wkrótce i całą Europe. W przeciągu tego czasu w Argentynie wyrosła i dojrzała całkiem nowa generacja. Trenerem reprezentacji pozostawał wciąż żelazny ,,Don Guillermo” Stabile, twórca niezapomnianych sukcesów lat 40-tych. Przygotował on niezmiernie ciekawy zespół. Znakomity bramkarz Mussimessi, twardzi atletyczni obrońcy jak Pedro Dellacha czy bracia Vairo. Godny następca legendarnego Montiego a mianowicie pomocnik Eliseo Mouriño. Natomiast w napadzie trener Stabile zdecydował się na eksperyment bez precedensu w dziejach argentyńskiego futbolu. Po długim namyśle wystawił całą piątke bramkostrzelnego Independiente! Była to wówczas rzecz wprost nie do pojęcia, tym bardziej że Independiente ostatni tytuł mistrzowski zdobył w 1948 a potem bezskutecznie usiłował przełamać hegemonie Racingu, River Plate i Boca. Lecz jego szerokoskrzydły atak pracował jak idealnie naoliwiona maszyna. Właśnie na owo perfekcyjne zgranie i niezwykłą skuteczność postawił ,,Don Guillermo”. Tę piątke stanowili: Micheli, Cecconato, Bonelli, Grillo i Osvaldo Cruz.
Turniej był bardzo wyrównany i stał na wysokim poziomie. Tylko Ekwador nie miał nic do gadania. Również Paragwaj, którego czołowi piłkarze zostali rozchwytani przez kluby Europy i Ameryki, nie miał szans na obrone tytułu sprzed 2 lat. Z kolei Urugwaj oparł się głównie na rutyniarzach, nieco już zmęczonych i najwyraźniej sytych sławy. Maspoli, Gonzalez, Tejera, Perez i Miguez najlepsze lata mieli za sobą. Miarą słabości Celestes była klęska jakiej doznali z Argentyną(1:6!). Dla odmiany Peru zbierało rzęsiste oklaski. To była prawdziwa radość dla oczu, frajda dla smakoszy i estetów. ,,Inkowie” pozostali wierni swemu stylowi gry i narodowej mentalności. Bawili się piłką swobodnie i radośnie. Znana już wówczas dobrze piątka napadu: Felix Castillo Guillermo, Barbadillo Alberto, Roberto Castillo, Maximo Mosquera i Oscar Sanchez z wdziękiem i lekkością haftowała na murawie wymyślne arabeski. Dyscypline tatktyczną wykazali Peruwiańczycy właśnie w meczu z Argentyną remisując 2:2. Był to jedyny punkt urwany zwycięzcom turnieju. Niewiele przecież brakowało aby tytuł Copa America przypadł gospodarzom. Chile sformowało najlepszy w swych dotychczasowych dziejach zespół, jeszcze lepszy miał się tylko okazać ten z 1962, gdzie zajeli 3 miejsce na świecie. Napastnicy Melendez, Robledo, Muñoz i Jaime Ramirez nastrzelali najwięcej goli na turnieju bo aż 19, o jedna więcej niż znakomita formacja argentyńska. Znów, jak to już niejednokrotnie w Copa America bywało, o wszystkim miał przesądzić ostatni mecz Chile-Argentyna. Do tej chwili bowiem obaj adwersarze zgromadzili po 7 punktów. Prasa i radio roznieciły wokół tego ,,meczu stulecia” zupełnie niebywałe emocje. Udzieliły się one niemal całemu społeczeństwu, do szaleństwa rozmiłowanemu w swojej drużynie, po raz pierwszy stojącej o krok od spełnienia dwu dotychczas nieosiągalnych tęsknot: pokonania mitycznej Argentyny i za jednym zamachem zdobycia Pucharu Ameryki.
Już wczesnym rankiem w dniu meczu raporty policyjne pełne były niepokojących sygnałów. Gęstniejący tłum coraz ciaśniej otaczał bramy stadionu. Około 18-tej uchylono pierwszą tylko brame, wpuszczając nieliczne setki ludzi a z tyłu masa ludzka, z każdą minutą bardziej nerwowa, podrażniona i zdezorientowana. Gigantyczny tłum zaczął falować niebezpiecznie. Porządkowi wpadli w popłoch, tracąc panowanie nad sytuacją. Zdesperowanych kibiców przenikała tylko jedna myśl- dostać się na trybuny za wszelką cene, choćby siłą! Rozpętało się piekło. Wydawało się wręcz iż zmasowany szturm zakołysał wyniosłymi murami chilijskiego Colosseum. Rozgrywały się sceny dantejskie, ludzie dusili się w potwornym ścisku, padali i byli tratowani przez napierające bezładnie szeregi. Do akcji wkroczyła policja, gazowymi bombami próbując rozproszyć oszalałą mase ludzi. Nie na wiele to się zdało. Bilans tego dnia był straszliwy. Siedmiu kibiców przypłaciło życiem swą miłość do futbolu, setki odniosły rany i obrażenia. Ta tragedia położyła się cieniem na wszystkim, co się później zdarzyło. Jednak żałobe narodową obchodziło Chile dopiero parę godzin później, bowiem te 60 tys. widzów, którzy w końcu zasiedli na trybunach, na te 90 minut zapomnieli o nieszczęściu, owładnięci myślą o wygranej. Zbiorowy, niesamowity doping zagłuszył jęki rannych i wyrzuty sumienia, lecz na krótko. Wyższość Argentyny nie podlegała dyskusji. Wprawdzie Escuti obronił potężną bombe Labruny ale przed suchym uderzeniem Michelego musiał skapitulować. Chile przegrało życiową szanse 0:1. ,,Albicelestes” po 8 latach odzyskali prymat w Ameryce. Gdy przebrzmiał ostatni gwizdek sędziego, do tysięcy Chilijczyków dotarła ponura prawda iż prawdziwe nieszczęście wydarzyło się nie na płycie boiska, lecz kilka godzin wcześniej. Noc 31 marca 1955 roku była najsmutniejsza w dziejach Santiago.
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@patataj
12
Czy wiemy że…
Swoje 80-te urodziny obchodzi dzisiaj Brazylijczyk Carlos Alberto Parreira, trener, który prowadził różne reprezentacje narodowe na sześciu mundialach. W 1982 był szkoleniowcem Kuwejtu, w 1990 – Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w 1994 – Brazylii (sięgnął wówczas po złoto), w 1998 – Arabii Saudyjskiej, w 2006 – Brazylii i w 2010 – Republiki Południowej Afryki. To oczywiście rekord mundialu pod tym względem.
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
9
Wybitne legendy futbolu:
27 lutego 1929 r. urodził się Djalma Santos, brazylijski prawy obrońca(moim skromnym zdaniem najlepszy w dziejach prawy defensor świata). Djalma Santos jest obok Franza Beckenbauera jednym z dwóch graczy, których trzykrotnie wybierano do drużyny marzeń Mundialu. Znakomite występy w Portuguesie sprawiły, że w 1952 roku Djalma Santos trafił do reprezentacji Brazylii. Dwa lata później pojechał z kadrą narodową na mistrzostwa świata do Szwajcarii, gdzie zagrał we wszystkich spotkaniach "Canarinhos". W nazwanym "Bitwą o Berno" meczu z uważaną wówczas za najmocniejszą na świecie drużyną Węgier zdobył nawet gola, jednak jego zespół przegrał 2:4. Ze Szwajcarii Brazylijczycy wrócili bez medali ale Djalma Santos grał na tyle dobrze, że wybrano go do najlepszej "jedenastki" turnieju. Cztery lata później, w roku 1958 w Szwecji "Canarinhos" z graczem Portguesy w składzie nie mieli już sobie równych. W wygranym 5:2 finale ze Szwecją Santos był jednym z najlepszych na boisku i ponownie trafił do "drużyny marzeń". Na mundial w 1962 roku do Chile ten znakomity boczny obrońca jechał już jako gracz Palmeiras, do którego przeszedł trzy lata wcześniej. Brazylia ponownie została najlepszą drużyną świata a Djalma Santos znów znalazł się w "jedenastce" turnieju. Ostatnie mistrzostwa świata Djalma Santos zaliczył w wieku 37 lat w Anglii w 1966 roku i został najstarszym brazylijskim piłkarzem w historii Mistrzostw Świata. Jego powołanie przez selekcjonera Carlosa Alberto było dla wielu niespodzianką. Tym razem nękani kontuzjami "Canarinhos" nie zachwycili i dość szybko odpadli z rywalizacji. W reprezentacji po raz ostatni zagrał w roku 1968, w sumie wystąpił w barwach Brazylii 98-krotnie i zdobył 3 gole. Był prekursorem ofensywnego stylu gry bocznych obrońców. W czasie swojej kariery nigdy nie został wyrzucony z boiska. W 2004 roku z okazji stulecia Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) słynny rodak Pele umieścił Djalmę Santosa wśród 100 najwybitniejszych piłkarzy i piłkarek w historii futbolu.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
9
Ku czci i pamięci ,,naszych” trenerów:
27 lutego 1959 r. zmarł Patrick O'Conell, trener Blaugrany w latach1935-40. Irlandczyk trafił do Barçy z Betisu Sevilla, w którym odnosił liczne sukcesy, między innymi zdobywając jedyne w dziejach tego klubu mistrzostwo Hiszpanii. Krótko po jego przybyciu do Katalonii w kraju wybuchła wojna domowa i rozgrywki ligowe zostały zawieszone. W tym czasie Barca udała się na serie pokazowych spotkań do Meksyku i Stanów Zjednoczonych a dochód uzyskany z tego tournee pozwolił spłacić długi i uratować finanse klubu. Jednakże z 16 zawodników, którzy wybrali się w rejs za ocean, jedynie czterech powróciło wraz z O'Conellem do Barcelony. Pomimo tego trenerowi udało się stworzyć nową drużynę i wygrać z nią rozgrywki o nazwie Liga Catalana a także mistrzostwo Katalonii w 1938 r., jako 21 w dorobku klubu.
Również 27 lutego tyle że w roku 1963 zmarł Richard Khon, znany jako Jack Domby lub Ricardo Domby. Ten były austriacki piłkarz prowadził Barçe w sezonie 1933/34 lecz na 18 spotkań pod jego przywództwem Duma Katalonii wygrała tylko 10 i w trakcie rozgrywek z uwagi na niezadowalające wyniki, trener i zawodnicy musieli zgodzić się na obniżkę zarobków. Blaugrana w La liga zajeła dopiero 9 miejsce ale warto wspomnieć iż Khon pozwolił w owym sezonie zadebiutować błyskotliwemu pomocnikowi- Josepowi Escoli.
Cules nie zapominają i dziękują za wszystko co uczyniliście dla ,,naszego klubu”.
@Monix10
@Symson
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
1
Wczorajsza porażka z Almeria to wypadek ,,przy pracy"? I tak i nie. Jak już wspominałem naszą kadre nie stać grać na trzech frontach, zwłaszcza europejskim, więc odbija się to na rozgrywkach La Liga a wczorajsza porażka była tego konsekwencją. Całe szczęście że już nie musimy się ,,mordować" w tych europejskich pucharach i wierze że jakoś dociągniemy te mistrzostwo Hiszpanii...
1
@JimMorrisonFCB Nie znam angielskiego ale akurat w tym wypadku wiem że chodzi o ,,Morderca o twarzy dziecka".
10
Żywe legendy futbolu:
Swoje 50-te urodziny obchodzi dziś Ole Gunnar Solskjær, znany norweski były napastnik oraz trener. Solskjær rozpoczynał karierę w klubie Clausenengen. Później przeszedł do Molde FK. W wieku 23 lat został graczem Manchesteru United. Z drużyną „Czerwonych Diabłów” był sześciokrotnym mistrzem Anglii, dwukrotnym zdobywcą Pucharu Anglii oraz triumfatorem Ligi Mistrzów w 1999 roku. W reprezentacji Norwegii rozegrał 67 meczów i strzelił 23 gole. Jest uznawany za jednego z najlepszych graczy w historii norweskiego futbolu. 19 grudnia 2018 roku został ogłoszony tymczasowym trenerem Manchesteru United. W roli trenera Manchesteru United zadebiutował 22 grudnia 2018 roku w wygranym 1:5 meczu przeciwko Cardiff City. 21 listopada 2021 roku został zwolniony z funkcji menadżera Manchesteru United. Na stanowisku zastąpił go Michael Carrick. Ostatnio pozostaje bez pracy w roli szkoleniowca.
@DaPidejpi
@patataj
@Symson
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Ogorinho1974
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
26 lutego 1946 r. we Wrześni urodził się Roman Jakóbczak, czołowy napastnik poznańskiego Lecha w latach 70-tych. Często był porównywany do Teodora Anioły a wielu określało go mianem jego następcy. Znakomicie potrafił uderzyć zza pola karnego i był pewnym egzekutorem rzutów wolnych. 20 października 1974 r. Lech rozbił u siebie Wisłę 4:1. Jakóbczak strzelił dla swojego zespołu wszystkie cztery gole(!) w tym dwie z rzutów wolnych. Sport nagrodził go najwyższą możliwą oceną a Jakóbczak stał się pierwszym w historii zawodnikiem, który za swój występ dostał notę „10”. Był wychowankiem Zjednoczonych Września. Jako 19-latek trafił do Czarnych Żagań, a po roku do Śląska Wrocław, gdzie spędził kolejne trzy sezony. W 1969 r. został zawodnikiem Pogoni Szczecin. Przed sezonem 1971/1972 razem z Włodzimierzem Wojciechowskim chcieli odejść do Lecha, ale nie zgodzili się na to działacze szczecińskiego klubu, którzy zdyskwalifikowali obu piłkarzy. W połowie marca jednak oba kluby doszły do porozumienia i Jakóbczak mógł pomóc swojej nowej drużynie w awansie do elity. W Lechu grał do 1976 r. Zaliczył w tym czasie 127 meczów (112 w I lidze) i strzelił 37 goli (33 w I lidze). Później próbował swoich sił w klubach francuskich, a we wrześniu 1980 r. wrócił na chwilę do Lecha, żeby zagrać w pucharze Polski. Potem poświęcić się pracy szkoleniowej. W 1993 r. został następcą Henryka Apostela i na koniec sezonu świętował z klubem mistrzostwo kraju. Dobre występy w lidze zwróciły uwagę Kazimierza Górskiego, który powołał Jakóbczaka na mistrzostwa świata w 1974 r. O jego powołaniu zadecydowało imponujące serce do gry, ambicja, bojowość i silny strzał. Lechita jednak nie zagrał ani minuty. Trafił na czas, w którym kadra dysponowała wieloma znakomitymi snajperami i zwyczajnie ciężko się było mu przebić. Umiejętnościami wcale jednak od kolegów nie odstawał, a trener Górski przyznał po latach, że trochę żałował, że nie dał mu choćby jednej szansy w turnieju. Debiutował jeszcze przed mistrzostwami – 15 maja 1974 r. w wygranym 2:0 meczu z Grecją, w którym strzelił bramkę. Drugiego gola w kadrze strzelił Kanadzie w październiku 1974. W kręgu zainteresowań trenera pozostawał do 1976 r. Ostatni występ zaliczył 26 maja w przegranym 0:2 meczu z Irlandią. W Reprezentacji rozegrał 5 meczów, strzelając 2 gole.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
8
Debiut na Estadio Camp del Carrer Muntaner:
26 lutego 1905 r. FC Barcelona zadebiutowała na nowym stadionie przy ulicy Muntaner. Było to jedno z pierwszych dobrze przystosowanych boisk do uprawiania futbolu. Znajdowało się na działce pozbawionej zabudowań, przed fabryką Can Miralles, między ulicami Muntaner, Industria, Casanova i Coello. Stanowiło własność osoby prywatnej, było długie na 97 metrów i szerokie na 65. Wynajmowały je na swoje mecze drużyny z miasta. Pierwszym, który z niego korzystał był Hispania Athletic Club, występujący tam aż do zakończenia działalności w 1903 r. Po 2 latach wynajeła go Blaugrana, która użytkowała tę przestrzeń aż do 1909 r., kiedy klub kupił pobliskie tereny, które stały się później boiskiem przy ulicy Industria. Blaugrana zadebiutowała na tym obiekcie towarzyskim meczem z FC Catala, przegranym 3:2, wystawiając do gry tylko dziesięciu piłkarzy. Paradoksalnie Barça na tym boisku nie rozegrała żadnego oficjalnego spotkania, ponieważ Stowarzyszenie Klubów Katalońskich zdecydowało iż rozgrywki o mistrzostwo Katalonii będą się odbywać na jego terenie, nieopodal Szpitala Klinicznego. Jednakowoż stadion przy ulicy Muntaner jest pierwszym, na którym Duma Katalonii podejmowała Real Madryt, zwyciężając 5:2. Poza tym boisko przy ulicy Muntaner było pierwszym placem gry FC Barcelony, które miało założone siatki na bramkach. Kupił je ówczesny prezydent Bartomeu Terradas od angielskiego klubu w czasie jednej z podróży do Londynu. W ten sposób zakończyły się pomyłki i spory odnośnie tego, czy piłka wpadła do bramki, czy też przeleciała obok.
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@patataj
@DaPidejpi
0
@LukaszFan W tej statystyce nie ważne czy nasza ekstraklasa, czy też choćby Wysp Owczych, tu chodzi o najwyższy zawodowy poziom ligowy i tyle w temacie.
0
@Aragorn33 Saudi Professional League to nie jest zawodowy futbol? Tylko jaki? Amatorski?
2
Critiano Ronaldo strzelając dzisiaj hattricka uzyskał łącznie jesli dobrze licze 506 goli na poziomie pierwszoligowym i do Legendarnego Puskasa traci zaledwie 2 gole.
11
Powstanie hymnu:
Szanowni culs, dokładnie 100(!) lat temu powstał hymn FC Barcelony. Słowa napisał Rafael Folch i Capdevila a muzykę Enric Morera. Po raz pierwszy utwór zademonstrowano podczas meczu zorganizowanego w hołdzie dla Joana Gampera. Barça pokonała w nim 2:1 drużyne złożoną z katalońskich zawodników z innych zespołów. Gamper wyraźnie wzruszony podziękował widzom za gorące przyjęcie.
@Monix10
@Symson
@DaPidejpi
@Sensible
@Lionel_Messi10
@patataj
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
11
Kochani cules, pamiętajmy:
25 lutego 1912 r. w barwach FC Barcelony zadebiutował genialny snajper Paulino Alcantara. Pochodzący z Filipin zawodnik miał wówczas tyko… 15 lat 4 miesiące i 18 dni(!), gdy rozegrał spotkanie o Mistrzostwo Katalonii przeciwko S.C. Catala. Mecz zakończył się wynikiem 9:0 a Paulino ustrzelił w debiucie hattricka! Do dziś jest najmłodszym piłkarzem, jaki kiedykolwiek zagrał oficjalnie w barwach Blaugrana. Nie wolno zapominać że Paulino Alcantara strzelił w swojej karierze dla Dumy Katalonii aż 395 goli w 399 spotkaniach! Rekord tych goli pobił dopiero Leo Messi. W pierwszych latach kariery pomógł Blaugranie wygrać Copa del Rey i Mistrzostwo Katalonii w 1913 r. oraz dołożył jeszcze jedno mistrzostwo Katalonii w 1916. Tuż po zdobyciu tego ostatniego trofeum rodzice Alcantary zdecydowali się na powrót do Filipin rzecz jasna z synem. On sam nie czując jeszcze wielkiej więzi z klubem nie protestował zbytnio. Po powrocie do kraju Cervantesa, Paulino spotkał się w klubie z Jackiem Greenwellem, który wcześniej był jego kolegą z drużyny a teraz miał za zadanie poprowadzić Barçe do sukcesów jako trener. Jednak mimo powrotu supertalentu do składu, Barça nie odnosiła sukcesów a nawet nie wygrywała spotkań. Powodem było złe ustawienie Alcantary gdyż grał na pozycji… defensora! Dopiero po wymuszeniu na Greenwellu ustawienia Filipińczyka w ataku w Katalonii rozpoczął się pierwszy złoty okres. W 1919 roku zdobyli mistrzostwo Katalonii a także dotarli do finału Copa del Rey lecz tam przegrali 2:5 z Arenas Club de Getxo. Rok następny był jeszcze lepszy od poprzedniego gdzie Blaugrana zdobyła dublet czyli Mistrzostwo Katalonii i Copa del Rey! Paulino Alcantara wydatnie przyczynił się w zdobyciu tego drugiego pucharu, gdy w finale z Athletic Bilbao strzelił 2 gole! W 1919 roku podczas meczu Pucharu Króla: Barçy z Realem Sociedad, Paulino przeszedł do historii za sprawą jednej z bramek. Kopnięta przez niego futbolówka wpadła do siatki rywali rozrywając ją i zatrzymała się dopiero… na ochroniarzu. Uderzenie było tak potężne, iż mężczyzna przez dobre kilka minut leżał oszołomiony na murawie. Na szczęście nic poważnego mu się nie stało, a FC Barcelona wygrała to spotkanie 6:0. Łącznie w swojej karierze Paulino Alcantara zdobył dla Blaugrany 5 mistrzostw Katalonii oraz 2 Puchary Króla.
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
0
@AbelKabel No właśnie! ,,Przed sezonem po transferach była uznawana za jedną z lepszych w Europie". Jednak w trakcie sezonu okazała się bardzo przeciętna jeśli chodzi o poziom europejski. Oczywiście to jest moja opinia i jej nie zmienie do końca tego sezonu.
9
@FCBparasiempre
Torino FC to klub, którego historia jest naznaczona śmiertelnym piętnem. Większość fanów włoskiej piłki nożnej zna tragiczne wydarzenia z 4 maja 1949 roku, gdy w katastrofie lotniczej na wzgórzu Superga śmierć poniosła niemal cała drużyna „Granaty”. Nie każdy kibic jednak wie, że blisko 20 lat później, klub z Turynu znów dotknęła śmiertelna tragedia. „Byki” straciły pod kołami samochodu swoją wielką gwiazdę i jedną z najbarwniejszych postaci ówczesnego Calcio. Teraz opowiem o tamtym wydarzeniu. Ten tekst to historia Luigi Meroniego. Urodził się on w 1943 roku w miejscowości Como w Lombardii. Gdy miał dwa lata, zmarł jego ojciec i ciężar wychowania dzieci spadł na barki jego matki Rosy. Poza Luigim samotna matka opiekowała się także jego bratem Celestino oraz siostrą Marią. Rosa starała się wychowywać swoje pociechy w duchu konserwatywnych, powojennych Włoch. Co tydzień prowadziła dzieci do kościoła. Ascetyczne i bogobojne życie, to jednak nie było to, co pociągało małego Luigiego. Malec przejawiał zainteresowanie sztuką, lubił malować. Często też przysparzał matce problemów wychowawczych. Innym hobby Gigiego było granie w piłkę. Kopał ją w lokalnej drużynie parafialnej. Gdy podrósł, poszedł do pracy w miejscowej fabryce jedwabnych krawatów. Z futbolówką przy nodze radził sobie na tyle dobrze, że w wieku osiemnastu lat został wypatrzony przez grający w Serie B klub z Como. W swoim debiutanckim sezonie zagrał 26 razy i zdobył trzy gole. Nie zgrzał jednak tam miejsca na zbyt długo. Przykuł uwagę działaczy Genoa, którzy szukali wzmocnień do swojego klubu. W tamtym sezonie triumfowali w rozgrywkach na drugim szczeblu i szykowali zespół do gry w Serie A. Początkowo pełnił jedynie rolę zmiennika. Miejsce w pierwszym składzie wywalczył sobie dopiero w kolejnej kampanii. Niezła dyspozycja młodziana nie uszła uwadze mediów. Dodatkowo Gigi wyróżniał się swoim wyglądem. Zapuścił brodę, a ciemne włosy spływały mu po plecach. Widać było wyraźną inspirację modą beatników i zdobywającym coraz większą popularność ruchem hippisowskim. W konserwatywnej i katolickiej Italii, w której przejawy tej ideologii młodzieńczego buntu, nie były tak wyraźne, jak chociażby w USA, taki styl uchodził za kontrowersyjny. Gdy Edmondo Fabri powołał go do reprezentacji Włoch B, pierwsze co zrobił, to nakazał Meroniemu odwiedzić zakład fryzjerski. Gigi kategorycznie odmówił. Dodatkowo w czasie kontroli antydopingowej wykryto w jego organizmie obecność amfetaminy. Skończyło się na pięciomeczowej dyskwalifikacji. Swoje poza boiskowe grzeszki, Meroni naprawiał świetną dyspozycją na boisku. Wpadł w oko działaczom Torino, którzy zapragnęli ściągnąć niepokornego gracza do siebie. Tam miał trafić pod skrzydła Nereo Rocco. Trenera, który słynął z prowadzenia swoich drużyn twardą ręką. Jego metody doprowadziły wcześniej AC Milan do zdobycia Scudetto oraz triumfu w Pucharze Europy. Teraz przyjął misję odbudowy dawnej potęgi „Granaty”, która nadal nie mogła odnaleźć się po katastrofie samolotowej z 1949 roku.
Jeśli jednak ktoś sądził, że Rocco zdoła zmienić krnąbrnego piłkarza w ministranta, który będzie się kładł spać po pacierzu i pił ciepłe mleko, to mocno się przeliczył. W Turynie Meroni wynajął sobie mieszkanie na poddaszu, gdzie spędzał czas z licznymi kochankami, malując i słuchając jazzu. Często gościł na łamach bulwarówek. Nosił zatknięte na czubek nosa okulary przeciwsłoneczne i uwielbiał jeździć autami z odkrytym dachem. Stylówką przypominał bardziej studentów protestujących na ulicach Paryża w 1968 roku lub dzisiejszych hipsterów. Jego romans z mającą polskie korzenie Cristiną Understadt bulwersował włoskie matrony, a zarazem sprawiał, że żył nim i śledził go cały półwysep Apeniński. Życie na kocią łapę z Cristiną mogło spowodować, że opinia publiczna byłaby przeciwna jego powołaniu do reprezentacji. W związku z tym piłkarz przez długi czas utrzymywał, że dziewczyna jest jego siostrą. Jakiś czas później Understadt zostawiła piłkarza i związała się z dużo starszym od niej mężczyzną, pracującym w branży filmowej. To jednak nie koniec tej telenoweli jak ulał pasującej do ekspresyjnych południowców i ich porywczych charakterów. Los jeszcze raz połączył oboje kochanków, gdy Cristina znudzona aktualnym mężem, postanowiła znów rzucić się w ramiona skrzydłowego Torino. Równie mocno co Cristina, Luigiego kochały trybuny na Stadio Comunale. Meroni szybko kupił serca fanów, dzięki swoim fantastycznym dryblingom i gracją, z jaką poruszał się po murawie. W czasach mody na siermiężne i mało widowiskowe catenaccio, atrakcyjna gra Gigiego była prawdziwą ucztą dla oka. Między innymi dzięki jego dobrej dyspozycji „Byki” zakończyły sezon na trzecim miejscu. Do piłkarza przylgnął zaś przydomek „La Farfalla Granata”, co oznaczało „Bordowego motyla”. Innym pseudonimem Meroniego, był „Calimero”. Imię to nosił kurczak z popularnej kreskówki, który na głowie nosił połówkę skorupki od jajka. Luigi wziął sobie chyba to przezwisko zbyt mocno do serca, gdyż pewnego razu wyszedł na spacer z żywym kurczakiem na smyczy. Kulminacją wędrówki był moment, gdy Gigi próbował na środku rynku założyć skonsternowanemu ptakowi kąpielówki. Drugi sezon w Torino nie był już tak owocny. „Granata” uplasowała się dopiero na dziesiątej pozycji. Meroni nadal pozostawał jednak najjaśniejszym punktem zespołu. Dzięki temu doczekał się w końcu upragnionego powołania do pierwszej reprezentacji „Squadra Azzura”. Nadal jednak nie zgodził się na obcięcie włosów, chociaż Fabri wciąż nalegał. W kadrze zadebiutował w meczu z Francją w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata w Anglii. Gdy krótko przed wspomnianym Mundialem, drużyna Fabriego mierzyła się w towarzyskim spotkaniu z Argentyną w Turynie, Meroni zmienił w przerwie meczu Sandro Mazzolę. Mazzola, którego ojciec Valentino, był kapitanem „Grande Torino” z lat 40. i zginął na wzgórzu Superga, został wygwizdany przez turyńską publiczność. Fani „Byków” mieli mu za złe odwrócenie się od drużyny ojca i grę w barwach Interu. Mieli za to nowego idola, który dodatkowo strzelił Argentyńczykom gola.
Dobry występ przeciwko „Albicelestes” zaowocował powołaniem na Mundial. W Anglii Meroni wystąpił jedynie w spotkaniu z ZSRR, przegranym przez Włochów 0-1. Dodatkowo sensacyjna porażka w ostatnim meczu z Koreą Północną sprawiła, że Włosi musieli wracać do domu już po fazie grupowej. Wielu fanów, niechęć Fabriego do wystawiania skrzydłowego Torino w pierwszym składzie, zrzucała na karb odmowy ścięcia włosów przez Luigiego. Prawdą było jednak, że selekcjoner podchodził do niepokornego piłkarza z dystansem, gdyż ten często nie wywiązywał się z zadań taktycznych. Meroni traktował boisko niczym płótno, na którym malował i nie wyobrażał sobie, by ktoś miał mu nakazywać, co ma robić. Grał tak, jak mu podpowiadały serce i dusza.
Wkrótce po mistrzostwach zaczęły pojawiać się pogłoski, jakoby Gigi miał zmienić barwy na biało-czarną koszulkę odwiecznych rywali z Juventusu. Oferta opiewająca na 750 milionów lirów była propozycją nie do odrzucenia. Czyżby? Sprawy w swoje ręce wzięli fani „Byków”. Większość z nich pracowała w fabryce Fiata, której właścicielami była rodzina Agnellich, wspierająca Juventus. Zaczęły pojawiać się pogłoski, że w przypadku transferu „Bordowego motyla” do Juve, rozpoczną się strajki. Protestowano przed domami włodarzy obu klubów. Do transakcji ostatecznie nie doszło.
15 października 1967 roku. Torino zwycięża Sampdorię 4-2. Gigi otrzymuje wiadomość, że małżeństwo Cristiny zostanie unieważnione i znów będą mogli być razem. Bordowa część Turynu kocha swoją gwiazdę. Czyż nie jest to idealny moment do tego, żeby się napić? Drużyna zjada jeszcze wspólny, pomeczowy obiad i piłkarze mogą się rozejść do domów. Meroni namawia kolegę z drużyny, Fabrizio Polettiego, by skoczyli jeszcze do pobliskiego lokalu „Zambona”, na lampkę czerwonego wina. Na ulicach już zmierzcha, młodzieńcom mocno się spieszy, by zacząć świętowanie. Postanawiają przebiec zatłoczoną ulicę w niestrzeżonym miejscu… Gdy wszystko układa się w twoim życiu po twojej myśli, możesz spodziewać się najgorszego. Pędzący samochód zahacza o Polettiego i piłkarz kończy lekko poturbowany. Mniej szczęścia ma biegnący za nim Meroni. Prowadzony przez dziewiętnastoletniego Attilio Romero Fiat 124 Cupe, wyrzuca Gigiego w powietrze, ten spada na sąsiedni pas jezdni i zostaje zahaczony przez pojazd nadjeżdżający z drugiej strony ulicy, który ciągnie go dobre 50 metrów po asfalcie. „Bordowy Motyl” ma zmiażdżoną klatkę piersiową, połamane nogi, uszkodzenia miednicy i głowy. Gdy wezwany ambulans długo nie przyjeżdża na miejsce wypadku, świadkowie zdarzenia sami postanawiają zawieźć poszkodowanych do najbliższego szpitala. Jest już jednak za późno. Początkowo media donosiły o tym, że Meroni przeżyje. O 22:50 stwierdzono zgon. Attilio Romero jest rozdygotany i całkowicie załamany. Ludzie pocieszają go i mówią mu, że całe zdarzenie to nie jego wina. Przecież Meroni i Poletti przebiegli w miejscu, w którym nie było ani sygnalizacji świetlnej, ani pasów. Młody student jeszcze kilka godzin wcześniej oglądał zwycięstwo Torino nad Sampdorią. Jak mogło być inaczej? Przecież jest posiadaczem karnetu na mecze „Granaty”. Nad łóżkiem ma powieszony plakat… Luigiego Meroniego. Tego samego, którego przed chwilą śmiertelnie potrącił… Tydzień później odbywają się derby Turynu. Przed meczem kibice rzucają z trybun czerwone róże, te tworzą swoisty dywan na prawym skrzydle murawy. Na skrzydle, po którym biegałby Luigi. „Byki” gromią „Starą Damę” 4-0. Hat-trickiem popisał się Nestor Combin, który uparł się, by grać, pomimo wysokiej gorączki. W trakcie meczu publiczność, w tym Romero, skanduje „Gigi! Gigi!”. Kilka dni po pogrzebie „Bordowego motyla” jeden z fanów rozkopuje jego grobowiec, gdyż nie dowierza, że jego idol mógł umrzeć. Zaledwie 18 lat po katastrofie na wzgórzu Superga, Torino FC zostaje ponownie dotknięte ostrzem kostuchy. Co ciekawe pilot samolotu, który rozbił się w 1949 roku o ścianę bazyliki, nazywał się Pierluigi Meroni. Przenieśmy się jeszcze na chwilę do roku 2000. Torino zwołuje konferencję prasową. Ma zostać na niej przedstawione nazwisko nowego prezesa klubu. Prawdopodobnie zostanie nim 52-letni rzecznik prasowy Fiata. Tak też w istocie się staje. Tym człowiekiem jest…Attilio Romero. Swoją funkcję sprawuje do 2005 roku, czyli do momentu, w którym klub bankrutuje i upada.
7
Historia pierwszego celebryty Calcio:
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
0
@AbelKabel Z taką jakością kadry to dałbym sobie co najmniej paznokcia uciąć że nie zdobylibyśmy jednocześnie 3 pucharów a już zwłaszcza LE, gdzie przeciwnicy są zdecydowanie silniejsi niż w La Liga. Ponadto nie zgodze się do końca z tobą że LE nie powinna przeszkadzać w mistrzostwie Hiszpanii. Owszem nie powinna jeśli posiada się wysokiej jakości kadre a tu niestety tego brakuje ,,naszej" kochanej Barcuni
11
Wyjątkowe wydarzenie:
Dokładnie 30 lat temu sześciu piłkarzy Barçy wystąpiło w pierwszym składzie reprezentacji Hiszpanii. W erze trenerskiej Guardioli zawodnicy Dumy Katalonii stanowili ważne ogniwo w drużynie narodowej i wielokrotnie zdarzało się iż większość graczy pierwszego składu stanowili piłkarze Blaugrany. 30 lat wcześniej desygnowanie do gry w meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata 6 piłkarzy Barçy było jednak niezwykłym wydarzeniem. Na dodatek w 79 minucie meczu z Litwą na boisko wszedł siódmy zawodnik Blaugrany Thomas Christiansen, grający wówczas w Barcelonie B. Już 3 minuty po wejściu na plac gry strzelił piętą pięknego gola. Na murawie miał zastąpić Bakero ale wskutek błędu na kartce przekazanej arbitrowi technicznemu zmienił Julio Salinasa.
@Symson
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Monix10
@Sensible
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@patataj
1
@AbelKabel Owszem finansowo może nie wyjdzie ale dałbyś gwarancje że wygralibyśmy Lige Europejską i jeszcze jednocześnie mistrzostwo Hiszpanii, które jest absolutnym priorytetem?
0
Nie ogladałem wczorajszego rewanżu z Manchesterem i pierwszego meczu(jedynie skrót) też nie ogladałem z różnych przyczyn. Jedną z tych przyczyn jest późna(jak dla mnie) godzina rozpoczęcia meczu ale główną przyczyną jest brak lub bardzo ograniczony dostęp do transmisji. Nie jestem w stanie ocenić tego dwumeczu z Manchesterem ale uważam że odpadnięcie z rozgrywek wyjdzie nam tylko na dobre. Mamy do zgarnięcia Puchar Króla a priorytetem jest mistrzostwo Hiszpanii, które jest dużo bardziej prawdopodobne niż sięgnięcie po Puchar Ligi Europy. Im szybciej odpadliśmy tym o niebo łatwiej zdobyć majstra La Liga. W mojej opinii w tym sezonie nie utrzymalibyśmy trzech srok za ogon...
1
@pt9 Pamiętam to jak dziś. W dodatku nagrywałem ten dwumecz na płyte dvd. Po rewanżu byłem tak wściekły że mało nie zniszczyłem szafek w kuchni...
Pieprzony sędzia!
13
Pierwszy oficjalny mecz FC Barcelony przeciwko Jose Mourinho:
23 lutego 2005 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Chelsea FC 2:1 w ramach pierwszego starcia 1/8 Ligi Mistrzów. W 32 minucie samobójczego gola strzelił Beletti i goście wyszli na prowadzenie. Z kolei w 55 minucie za niebezpieczny atak na Victora Valdesa, czerwoną kartke ujrzał Didier Drogba. Blaugrana wciąż jednak biła głową w mur i Frank Rijkaard zdecydował się na wpuszczenie na boisko ,,jokera” w postaci Argentyńczyka Maxi Lopeza, sprowadzonego do klubu zaledwie miesiąc wcześniej. Roszada ta okazała się zbawienna bowiem Maxi odmienił losy meczu, zdobywając gola w 66 minucie i prezentując oryginalną ,,cieszynke” imitującą ruchy kurczaka. W 73 minucie mocnym strzałem z pola karnego gola zdobył genialny Samuel Eto’o i Barça ostatecznie wygrała ten mecz, lecz 2 tygodnie później przegrała pechowo w rewanżu, w wyniku czego odpadła z rozgrywek. Po meczu Mourinho głośno wyrażał oburzenie pracą szwedzkiego arbitra Friska i podburzał kibiców ,,The Blues” przeciwko niemu. Friskowi w kolejnych tygodniach grożono śmiercią, przez co 12 marca ogłosił zakończenie kariery sędziowskiej.
@patataj
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Monix10
@Sensible
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Symson
@DaPidejpi
11
El Clasico na pocieszenie cules:
23 lutego 1941 r. FC Barcelona pokonuje na Estadio Chamartin Real Madryt 1:2 w przedostatniej kolejce Primera Division, po golach Jose Bravo i Mariano Martina. Honorowego gola dla gospodarzy zanotował Barinaga. Jednak to zwycięstwo na niewiele się zdało bo w końcowej tabeli Blaugrana uplasowała się dopiero na 4 pozycji.
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@patataj
8
@FCBparasiempre
22 lutego 1953 r. meczem Peru-Boliwia(0:1) zainaugurowano 22 edycje Copa America. Impreza miała się odbyć w Paragwaju, lecz znów powtórzyła się historia z 1924. Paragwaj znękany wyniszczającymi wojnami i równie przewlekłymi niepokojami wewnętrznymi, nie stanął jeszcze na nogach. Słowem znów nie było warunków aby ten biedny kraj był w stanie zorganizować impreze o takiej randze. W efekcie CONMEBOL postanowił przenieść rozgrywki gdzie indziej. Wybór padł na stolice Peru, Lime. Gospodarze grający wówczas chyba najbardziej radosny i widowiskowy futbol na kontynencie, zdawali sobie sprawę iż peruwiańscy artyści przy wszystkich swych walorach grzeszą niefrasobliwością i dość powierzchownym stosunkiem do skomplikowanych zagadnień taktycznych. Dlatego zaangażowali europejskiego trenera, który tę wesołą gromadke uroczych lekkoduchów zagonił do katorżniczej pracy podczas półrocznego zgrupowania, mającego wymusić żelazną dyscyplinę. W rezultacie zespół został dobrany niezwykle starannie. Mistrz świata Urugwaj, potraktował turniej w Limie eksperymentalnie, mając przed sobą perspektywę obrony tytułu w Szwajcarii w 1954. Postanowiono więc sprawdzić nowy zaciąg młodszych piłkarzy, stanowiących bezpośrednie zaplecze pierwszej kadry. Jak zwykle bitną drużynę przysłała Boliwia. Dzielni górale szczycili się fenomenalnym technikiem Ugarte, który z roku na rok gruntował swą wysoką międzynarodową reputacje. Z kolei najsłabszy Ekwador nie miał nic do stracenia i może to właśnie nastawienie przyniosło mu dwa remisy, z których ten z Paragwajem był doprawdy zaszczytny. Wicemistrzowie świata, Brazylijczycy już nieco otrząsnęli się po szoku Maracany, po drodze pocieszając się tytułem mistrza turnieju Panamerykańskiego w 1952. Nadal grali wielcy rutyniarze: Danilo, Bauer i Zizinho a momentami również Ademir, lecz pozycje starych asów atakowała równie zdolna a może nawet zdolniejsza generacja. Obrońcy Djalma Santos i Nilton Santos mieli w niedalekiej przyszłości utworzyć parę dwukrotnych mistrzów świata, Do tych zaszczytów miał poprowadzić Canarinhos genialny dyrygent Valdir Pereira zwany Didi. Geniusz strategiczny pomocnika Fluminense w roku 1953 dopiero dojrzewał, lecz jego przebłyski potrafili dojrzeć przenikliwi obserwatorzy. Na prawym skrzydle pojawił się ktoś, kto udanie wypełnił luke pomiędzy Tesourinha a Garrinchą a mianowicie Julio Botelho, który podobnie jak oni był fenomenem dryblingu. Brazylia odzyskiwała pewność siebie i z takim składem była pewna zwycięstwa. Lecz oto znów, podobnie jak w 1949, na jej drodze pojawił się utrapiony Paragwaj. Cztery lata wcześniej był on o włos od pozbawienia Canarinhos niemal stuprocentowego tytułu a i tak swoją postawą zaimponował wszystkim. Tym razem ekipa ,,Guarani” postanowiła nie zaniedbać niczego, co mogłoby ja przybliżyć do upragnionego celu jakim był Puchar Ameryki.
Turniej w Limie stał pod względem sportowym przynajmniej na takim poziomie, na jakim leży stolica Peru. Wszystkie mecze przebiegały w atmosferze zażartej walki i obfitowały w niezliczone przykłady ambicji graniczącej z poświęceniem. Nawet skazani na pożarcie outsajderzy nie sprzedawali tanio skóry. Doświadczyli tego pewni siebie gospodarze w meczu otwarcia ulegając lekceważonej Boliwii. W tych mistrzostwach naprawdę nie było mocnych. Każdy prędzej czy później znajdował swojego pogromcę. Rozsierdzone Peru odegrało się na Brazylii, pokonując ją przy aplauzie 55 tys. widzów jednym golem. Chile po 3 golach nieuchwytnego Moliny pokonało 3:2 Urugwaj ale za to uległo gładko Paragwajowi 0:3. Brazylia uznała jednobramkową wyższość Peru, wcześniej w identycznym stosunku pokonując Urugwajczyków. Przed ostatnim teoretycznie meczem turnieju(Peru-Urugwaj) sytuacja była jasna. Paragwaj i Brazylia zgromadziły po 8 punktów, Peru i Chile miały ich po 7. Choćby najskromniejsze zwycięstwo dawało gospodarzom absolutny triumf i nawiązanie do pamiętnych dni glorii z 1939 r. Sprawa wydawała się przesądzona. ,,Celestes” grali wprawdzie nieźle ale gdzież im tam było do mistrzów świata z 1950. Jednak noc decydującego starcia okazała się jedną z najczarniejszych w dziejach peruwiańskiego futbolu. Na nic zdały się trudy wielomiesięcznego forsowanego zgrupowania i dyscyplinujące nauki. ,,Inkowie” ruszyli z ogromnym rozmachem odkryci jak na uroczystej paradzie. Ich cyrkowe popisy spotkały się ze stoicką obojętnością betonowej pary Gonzalez-Martinez. Cała drużyna Celestes zgromadziła się na własnej połowie skutecznie odpierając szaleńcze lecz nieskoordynowane ataki. Za to z rzadka, bez pardonu, wypuszczała ,,zatrute strzały”. Szybki skrzydłowy Pelaez dwukrotnie pokazał niefrasobliwej obronie peruwiańskiej jaki numer ma naszyty na błękitnej koszulce. Jeszcze Romero dobił osłupiałych gospodarzy na 0:3! Ten zaskakujący rezultat diametralnie odwrócił sytuacje. Na placu boju pozostały z dorobkiem 8 punktów Paragwaj i Brazylia. Dokładnie 1 kwietnia zmierzyły się one w dodatkowym(de facto finałowym) meczu. Ten bój Davida z Goliatem zelektryzował publiczność Paragwajczycy wyszli na boisko z taką determinacją, jakby mieli walczyć o życie. Brazylijczycy skupieni w równie zaciętym milczeniu. Rozgorzała twarda, bezlitosna batalia, w trakcie której nikt nie odstawił nogi. Trzeszczały kości ale obyło się bez przelewu krwi. Ozdobą tego dramatycznego meczu były iście homeryckie pojedynki, jakie toczyli najlepsi ,,cabezadores”, czyli główkarze obu zespołów- Herrera i Baltazar. Paragwajczyk w 98 przypadkach na 100 skakał wyżej ale dwukrotnie dał się wywieźć w pole i tyleż razy Riquelme wyciągał piłke z siatki. Jednak Herrera nie miał powodów do wstydu. Baltazar głową strzelał silniej i celniej niż nogą. Paragwajczycy byli wszakże o jedno trafienie lepsi. Bramkarza Castilho pokonali Atilio Lopez, wspomagający napastników Manuel Gavilan oraz uderzający jak grom Ruben Fernandez. Gdy brytyjski sędzia Dean odgwizdał koniec meczu przy stanie 3:2, ,,Guarani” pośród wiwatów wykonali runde honorową niemal pijani ze zmęczenia i bezgranicznego szczęścia. Powrót do kraju był jednym pasmem triumfów. Na lotnisku oczekiwały bohaterów narodowych nieprzebrane tłumy a na ulice wyległa chyba cała ludność Asuncion.
9
,,Guarani” po raz pierwszy i jak dotąd ostatni(czytajcie w odpowiedzi na komentarz):
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@patataj
3
@Lionel_Messi10 No w końcu zgolił te brode, która go postarzała! A kiedy on ja zgolił, dzisiaj?