0

@kubix05 Andres Iniesta zadebiutował 7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii.
Spójrz:
https://ca.wikipedia.org/wiki/Copa_Catalunya_de_futbol_masculina_2001-2002

1

Czy wiecie że............

Mecz Argentyna - Paragwaj(4:3) z 29.10.1923 r. zainaugurował 7 edycje Copa America. W 1923 znów Urugwaj gościł uczestników Sudamericano. Tym razem do Montevideo nie dojechali Chilijczycy, zaś Brazylia kompletnie bez sensu niemal zupełnie wymieniła zwycięski skład z przed roku. Pochłonięty przeprowadzką do Boca Juniors znakomity Fleitas Solich nie zagrał w drużynie paragwajskiej. W tych okolicznościach było jasne iż finałowa batalia rozstrzygnie się między Urugwajem a Argentyną. Zresztą pod tym właśnie kątem organizatorzy ułożyli kalendarz spotkań, który i w przyszłości stał się niepisaną regułą. Tak jak smakowity deser spożywa się na końcu posiłku, tak podobnie i starcie futbolowych gigantów znad La Platy miało od tej pory stanowić smakowitą kulminacje imprezy. Tak więc 2 grudnia 1923 r. wszystkie emocje skupiły się na starciu Urugwaj-Argentyna, czyli de facto finale. ,,Albicelestes” choć dokładali starań, nie byli w stanie dorównać gospodarzom. Do ich składu po paroletniej przerwie powrócił fenomenalny Hector Scarone i on też wodził rej na Estadio Parque Central. Jednak debiutanci: Nassazi, Andrade, Petrone czy Cea, nie ustępowali mu ani na jotę. Do 22 tys. zdumionych i oczarowanych widzów docierało przeczucie iż towarzyszą właśnie narodzinom drużyny, jakiej jeszcze świat nie widział. Swój popis futbolowej maestrii ,,Celestes” zakończyli dwoma golami(Petrone i Sommy), które przygwoździły waleczną , lecz momentami niemal bezradną Argentynę. Szczególnie wśród koneserów starszej generacji dominuje pogląd że wciąż jeszcze nie narodził się obrońca lepszy niż Jose Nasazzi. Największy autorytet futbolowy i dziennikarski po tamtej stronie Atlantyku, Śp. Diego Lucero, uważa że porównanie z nim wytrzymują najwyżej Beckenbauer i Passarella. Ta opinia ma swój ciężar gatunkowy. Trzeba również pamiętać iż zwycięstwo Urugwaju w turnieju dało kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich organizowanych w Paryżu w 1924 roku, gdzie po raz pierwszy zostali mistrzami Olimpijskimi(wówczas traktowanymi jako mistrzowie Świata).

1

0

Tacy z was cules jak z koziej dupy trąba!

0

Andres Iniesta debiutował w barwach FC Barcelony 7 maja 2002 r. w finale Pucharu Katalonii z FC Terrasa od 49 minuty, więc prosze nie wypisywać głupot!

2

Feliz cumpleaños panie Filipie! Z okazji 51 urodzin!



29 października 1970 r. urodził się Phillip Cocu. Holenderski pomocnik trafił na Camp Nou za darmo z PSV Eindhoven w 1998 r. W pierwszym sezonie strzelił aż 12 goli w La Liga co zaowocowało mistrzostwem Hiszpanii, jedynym tytułem jaki Holender zdobył w barwach Blaugrany. W kolejnych latach był pewnym punktem drużyny a w 2003 r. zgodził się nawet na obniżke pensji ze względu na trudną sutuacje finansową klubu. Rok później nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia kończącego się kontraktu. ,,To było wspaniałe 6 lat, chociaż pod względem sportowym nie było już tak dobrze. Mimo że dałem z siebie wszystko nie odczułem wdzięczności ze strony klubu”-podsumował Holender. Cocu wrócił do PSV, któremu obiecał w 1998 r. że powrót do Eidhoven będzie dla niego priorytetem.


5

Pamiętamy!
Wybitne legendy futbolu:

28 października 1933 r. urodził się Manoel Francisco dos Santos, brazylijski geniusz futbolu, 2-krotny mistrz świata, znany bliżej jako Garrincha. Garrincha to zdaniem większości fachowców jeden z najwybitniejszych piłkarzy wszechczasów, dorównujący umiejętnościom i talentem takim piłkarzom jak Maradona, Pele czy Messi. Garrincha często wdawał się w drybling w czym był mistrzem. Dryblował i robił szybkie i niespodziewane zwody, często tylko dla samej frajdy. Był niski i posiadał silne nogi co pozwalało mu na niesamowitą zwrotność na boisku. Potrafił też uderzyć bardzo precyzyjnie z dystansu. Jednak z powodu problemów z prowadzeniem się nigdy nie osiągną sławy i pozycji takiej, na jaką faktycznie zasługiwał. To właśnie Garrincha zapoczątkował gest fair play, polegający na wybiciu piłki na aut w momencie, gdy któryś z zawodników przeciwnej drużyny leży na boisku lub jest kontuzjowany. Brazylia grając w składzie z Garrinchą i Pele, nigdy nie przegrała!

Jego pseudonim oznacza „Śpiewający Ptak”, był też nazywany Mane Garrincha. Garrincha przyszedł na świat w miejscowości Pau Grande, w dystrykcie Mage i stanie Rio de Janeiro. Jego ojciec był alkoholikiem, Garrincha niestety odziedziczył skłonność do alkoholu po ojcu.

Genialny Brazylijczyk wcale nie miał predyspozycji do zostania wysokiej klasy piłkarzem; miał wadę kręgosłupa, jedną nogę krótszą i wygiętą do wewnątrz w kolanie, chorował również na polio(Choroba Hainego-Medina). O dziwo wcale mu to nie przeszkadzało w płynnym i sprawnym poruszaniu się po boisku. Niektórzy nawet twierdzą, że dziwne powykrzywiane nogi stały się to jego atutem i pomagały w dryblingach i oszukiwaniu przeciwników. Mimo, że Garrincha uwielbiał grać i miał wielki talent to nie od razu to dostrzeżono. Pierwszym klubem w którym zaczął grywać jako nastolatek był; Pau Grande Sports Club. Następnie trafił do Botafogo Rio de Janerio, z którym się związał mając 20 lat. Już w pierwszych meczach pokazał swoje niezwykłe umiejętności driblingu i trzymania piłki przy nodze. W debiucie w pierwszym składzie drużyny Botofago ustrzelił hat tricka! Jednak minęło trochę czasu zanim dostrzeżono w nim przydatność do reprezentacji Brazylii. Pierwsze mecz w barwach Canarinhos rozegrał w 1955 r. W 1957 roku wraz z drużyną Botafogo zdobył mistrzostwo stanowe. Tego roku także zabłysną w reprezentacji, jednak wielu niepokoiło nonszalanckie zachowanie Garrinczy, który często bawił się z obrońcami drużyny przeciwnej, mijając ich, a następnie czekał aż wrócą i ponownie dryblował. Został powołany do szerokiej kadry na Mistrzostwa Świata w 1958 r. odbywające się w Szwecji. Jednak nie wystąpił w dwóch pierwszych meczach z obawy trenera, że może się zachowywać nieodpowiedzialnie w bardzo ważnych meczach. Wystąpił za to w meczy trzecim z ZSSR, w którym grał główne skrzypce. Pierwsze minuty były tak miażdżące w wykonaniu Brazylii, w której w składzie był także niespełna 18 letni Pele, że niektórzy nazywają je najlepszymi trzema minutami w historii piłki nożnej. Brazylia zdobyła gola już w drugiej minucie, a w pierwszej po rajdzie Garrinchy był słupek, a potem poprzeczka Pelego. Ostatecznie Canarinhos wygrali 2:0. Następnie pokonali Walię, a jeden z zawodników Walijskich, Mel Hopkins opisał Brazylijczyka jako zjawiskowego i magicznego piłkarza. W półfinale Brazylia pokonała Francję 5:2.

Identyczny wynik padł w finale w meczu ze Szwecją. I mimo, że to młodziutki Pele był największą gwiazdą Mistrzostw to Garrincha znalazł się w pierwszej „11” mistrzostw. Garrincha zaczął nadużywać alkoholu, od którego i tak nigdy nie stronił. Wdawał się w liczne romanse. Po mistrzostwach sporo przytył i daleki był od prowadzenia sportowego życia. Zastał nawet odsunięty od kadry. Ale powrócił i zagrał na kolejnych Mistrzostwach Świata w 1962 r., odbywających się w Chile. To właśnie ten mundial sprawił, że Garrinchę zaczęto nazywać najlepszym piłkarzu świata. Z powodu kontuzji Pelego w trakcie mistrzostw, stał się numerem jeden w reprezentacji i największą gwiazdą mistrzostw. Brylował na skrzydle wypracowując sytuacje bramkowe kolegom i jak również sam strzelał bramki. W ćwierćfinale z Anglią zdobył dwa gole w wygranym meczu 3:1, a w półfinałowym spotkaniu z Chile również dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a mecz zakończył się wynikiem 4:2. W meczy finałowym Cnarinhos pokonali Czechosłowację 3:1, a Garrincha grał w nim mimo gorączki. Genialny Brazylijczyk został królem strzelców(4 gole) i został wybrany Piłkarzem Mistrzostw, a ludzie półżartem zadawali sobie pytania z jakiej on jest planety. Po mistrzostwach, genialny Brazylijczyk poprowadził swój klub do zwycięstwa w Campeonato Carioca(jedne z najbardziej prestiżowych rozgrywek w Brazylii), pokonując w finale Flamengo. W sumie Garrincha przez 12 lat gry dla Botafogo zdobył trzy razy Campeonato Carioca, wystąpił w 581 meczach strzelając 232 goli. Jest tym samym dla klubu z Rio de Janerio co Pele dla Santosu.Do reprezentacji Brazylii powrócił dopiero w 1965 r. , poza problemami z samym sobą, Garrincha borykał się z kontuzją kolana. Jednak pojechał na już swoje trzecie z rzędu Mistrzostwa Świata, tym razem odbywające się w Anglii. Garrincha już nie zachwycał tak jak dawniej, a dla reprezentacji Brazylii były to jedne z najgorszych mistrzostw w historii. Mimo dobrego początku i wygranej 2:0 z Bułgarią, kolejne dwa mecze przegrali, kolejno z Włochami i Portugalią. W meczu z Portugalią Garrincha nie wystąpił. Do słabszej postawy Brazylii przyczyniła się także kontuzja Pelego(który był brutalnie faulowany przez piłkarzy przeciwnych drużyn), który nie wystąpił w drugim meczu, a w trzecim biegał utykając. Spadek formy Garrinchy poskutkował przejściem do nowego klubu – FC Corinthians Paulista. Długo tam nie zabawił, rozegrał tam tylko 4 mecze i w 1967 r. powrócił do Rio de Janerio podpisując kontrakt z miejscowym Portuguesa Carioca. Nie zagrał tam ani razu. W 1968 r. trafił do kolumbijskiego Atletico Junior, rozgrywając tam tylko jeden mecz. W tym samym roku powrócił do ojczyzny, a dokładnie do Flamengo. Do 1969 roku wystąpił w czterech meczach bez większych sukcesów i rozstał się z klubową piłką. Jeszcze raz spróbował swoich sił w 1972 r. kiedy jako 39-latek rozegrał 8 spotkań w barwach Atlético Clube Olaria. W 1973 r. za zasługi dla brazylijskiej piłki, Garrinchy zorganizowano mecz pożegnalny. Na słynnym stadionie Maracana w Rio de Janeiro mecz obejrzało 130000 widzów!!! A gdy schodził z boiska został owacyjnie pożegnany przez tłumy. Dla reprezentacji Brazylii zagrał 50 razy strzelając 12 bramek. Garrincha był lekkoduchem zarówno na boisku jak i poza nim. Niczym się nie przejmował i korzystał z życia, co nie zawsze przynosiło pozytywne skutki. Uczestniczył w kilku wypadkach, z czego w jednym z nich zginęła jego teściowa. Był uzależniony od alkoholu i tabaki. Zdecydowanie alkohol zabrał mu sporo zdrowia i sprawił, że stał się wrakiem psychiczny i fizycznym. Spłodził osiem córek z swoją żoną i miłością z dzieciństwa Nair Marques, druga żoną była piosenkarka Nair Marques, z która również się rozwiódł. Miał też liczne potomstwo z kochankami i przypadkowymi kobietami. Po zakończeniu kariery piłkarskiej stopniowo i powoli się staczał na dno borykając się z problemami finansowymi i zdrowotnymi, …zapomniany przez świat. Zmarł w wieku 49 lat w Rio de Janerio na skutek śpiączki alkoholowej. Na jego pogrzeb przybyło tysiące fanów. Ma własny pomnik przy stadionie Maracana a na jego nagrobku widnieje napis: "Tutaj odpoczywa w pokoju ten, który był Pociechą dla Ludzi – Mané Garrincha”. Jego nazwiskiem nazwano również stadion w Brasilii-stolicy Brazylii.


0

@Pawel13sz Mylisz się Pawełku! Po raz pierwszy Barca aplikuje 7 goli Realowi 24 września 1950 r. na Estadio Les Corts i wygrywa Klasyk 7:2! Oczywiście jesli chodzi o mecze o punkty.

5

Historia pisana Blaugraną:



28 października 1987 r. FC Barcelona dokończyła mecz z Atletico Madryt. Pojedynek na Camp Nou w pierwotnym terminie(3 październik) został przerwany przy stanie 1:1 z powodu ulewnego deszczu. Po ponad 3 tygodniach dokończono mecz i w ciągu 20 minut działo się więcej , niż przez poprzednie 70. Jedynego gola strzeliło Atletico, co wywołało protest piłkarzy Barçy domagających się odgwizdania spalonego. ,,Gardził nami na boisku a rzut wolny przelał czare goryczy. Atletico nie chciało ustawienia muru i wykonało szybko niecelny strzał. Arbiter zarządził powtórke i powiedział nam że gdyby padł gol, to uznał by bramke”- żalił się Gerardo. Sędzia odpowiedział natychmiast: ,,Nie chciałem tego mówić ale teraz nie mam wyboru. Alexanco kłamie. Barcelona jest, gdzie jest przez swoją gre. Drużyna, która przez 20 minut nie stwarza żadnej okazji, nie może zrzucać winy na arbitra. Nie przyjechaliśmy tutaj uzbrojeni w pistolety, to gracze Barçy wywoływali cały czas konflikty”.



28 października 2018 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:1 na Camp Nou w ramach 10 kolejki La Liga i umocniła się na pozycji lidera z siedmiopunktową przewagą nad Królewskimi. El Clasico bez Lionela Messiego i Cristiano Ronaldo nie było od dawna. Mecz nie zawiódł. Podopieczni Ernesto Valverde zdominowali Real Madryt i wygrali aż 5:1(2:0). Pod nieobecność Argentyńczyka rolę lidera znakomicie odegrał Luis Suarez. Bohaterem meczu a zarazem i jego antybohaterem został Luis Suarez. Wielka forma Urugwajczyka. Napastnik Barcelony miał wprawdzie w tym meczu kilka nieudanych zagrań, ale przez większość czasu był piłkarzem totalnym. Strzelał, podawał, tworzył sytuacje kolegom i wykorzystywał własne. Skompletował hat-tricka i niemal w pojedynkę rozmontował defensywę Realu. Tak, antybohaterem tego spotkania także był napastnik Barcelony. Powodem brutalny faul w drugiej połowie na Nacho Fernandezie. Sędzia ukarał go wprawdzie za to żółtą kartką, ale powtórki jasno pokazały, że Suarez powinien był zobaczyć czerwień.

Oto jak padały gole:

1:0 (11’) – świetnie poprowadzili kontrę gospodarze. Najpierw znakomicie na lewe skrzydło podał Ivan Rakitić. Jordi Alba wbiegł w pole karne, podał do Philippe Coutinho, a ten pewnym uderzeniem nie dał szans Thibautowi Courtois.

2:0 (30’) – sędzia po zastosowaniu systemu VAR podyktował rzut karny dla Barcelony po faulu Raphaela Varane’a na Luisie Suarezie. Urugwajczyk sam wykonał stały fragment gry i precyzyjnym, mierzonym strzałem w dolny róg bramki pokonał Courtois.

2:1 (50’) – dobry kontratak Realu Madryt. Isco dośrodkowywał w pole karne, piłka minęła jednak kilku zawodników, aby wreszcie trafić do Marcelo. Brazylijczyk zabawił się w polu karnym, ale wreszcie strzelił prawą nogą i pokonał Marca-Andre ter Stegena.

3:1 (75') – Suarez wykończył kolejną akcję Barcelony. Urugwajczyk pięknie uderzył głową po podaniu Sergiego Roberto. Courtois próbował sięgnąć piłki, ale nie dał rady. Piękne trafienie napastnika gospodarzy.

4:1 (83') – kolejna kontra Barcelony. W efekcie sam na sam z bramkarzem Realu znalazł się Suarez, lekko podciął piłkę i znowu oszukał Courtois.

5:1 (87') – wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Arturo Vidal pokonał Courtois i strzelił ostatniego w tym meczu gola dla Barcelony.








31

Koemanowi należy się szacunek a nie obrażanie na każdym kroku. I nie chodzi mi wyłącznie o to że jest legendą klubu. Był na tyle odważny aby przejąć klub zrujnowany doszczętnie! Stawiał na młodych zawodników jak mało który trener ostatnio. Nie miał żadnych problemów z zarządem i sztabem szkoleniowym, nie był konfliktowy. To że nie poradził sobie w roli szkoleniowca tak jak byśmy tego oczekiwali to nie jest powód aby go mieszać z błotem. Dziękujemy mimo wszystko za poświęcenie temu klubowi i życzę mu jak najlepiej w przyszłej pracy. Byłeś, jesteś i pozostaniesz panie Ronaldzie legendą naszego klubu i nic tego nie zmieni.

3

Cules pamiętają, cules wspominają:



27 października 2004 r. FC Barcelona przegrała w pierwszej rundzie Pucharu Hiszpanii z trzecioligowym UDA Gramanet 0:1 po dogrywce. W 2003 r. Blaugrana potrzebowała gola Ronaldinho żeby wyeliminować tego samego przeciwnika z Pucharu Króla. Rok później nie miała już tyle szczęścia. Po golu w dogrywce swojego wychowanka Oscara Ollesa poniosła kolejną w Copa del Rey porażke z nisko notowanym rywalem(w 2001 z Figueres i w 2002 z Noveldą). W ataku grał wówczas młodziutki Messi, który po meczu ,,czuł złość z powodu porażki” i narzekał że ,,gospodarze zamknęli się na swojej połowie”. Tamten sezon był pierwszym kiedy pokochałem Blaugrane, jednak o tym meczu i że grał w nim Messi nie miałem żadnego pojęcia. Do prasy miałem nieco ograniczony dostęp, w telewizorze miałem tylko jedynke, dwójke i Polsat, a o internecie to mogłem tylko pomarzyć. Jedyne wyniki Barçy znałem z telegazety plus wybrany mecz przez publiczną tv w Lidze Mistrzów.



27 października 2013 r. FC Barcelona pokonała na Camp Real Madryt 2:1 w ramach 10 kolejki La Liga i umocniła się na prowadzeniu w tabeli. Do wygranej nad Królewskimi nie potrzeba było nawet kunsztu Messiego. Tym razem bowiem ze świetnej strony pokazali się inni gracze. Gerardo Martino ustawił Barcę zgodnie z oczekiwaniami. Największy znak zapytania mieliśmy przy jednym miejscu w linii ataku i ostatecznie zamiast Pedro Rodrigueza czy Alexisa Sancheza szansę od pierwszego gwizdka otrzymał Cesc Fabregas. Prawdziwą rewolucję mieliśmy za to w zespole Realu Madryt. Chyba nikt nie był w stanie przewidzieć podstawowej jedenastki Królewskich. Carlo Ancelotti zamienił system z 4-2-3-1 na 4-3-3. Dodatkowo rolę defensywnego pomocnika odgrywał nominalny obrońca - Sergio Ramos, a na szpicy w miejscu Karima Benzemy pojawił się Gareth Bale. Taktyka włoskiego szkoleniowca zdecydowanie nie sprawdziła się w pierwszej połowie. Zbyt wielu pomocników było ustawionych defensywnie, przez co Victor Valdes praktycznie pozostawał bezrobotny. Dodatkowo bardzo skutecznie kryty był Cristiano Ronaldo, a Gareth Bale po kontuzjach wciąż nie jest piłkarzem, który jeszcze nie tak dawno fantastycznie prezentował się w Premier Legue. Tymczasem Barca grała swoje i defensywną skałę Realu rozkruszyła w 19. minucie. Ostatnio krytykowany Andres Iniesta wypuścił lewą stroną pola karnego Neymara, który bardzo sprytnie po rykoszecie umieścił piłkę w siatce tuż przy długim słupku. Co ciekawe, niewidoczny nie był tylko gwiazdor Realu Madryt, ale również FC Barcelony. Lionel Messi grał wyraźnie za linią napadu, nie ruszał wraz z atakami i ciągle szukał wolnego miejsca, ale głównie przed polem karnym. Po zmianie stron Królewscy wyszli już ofensywniej ustawieni z myślą o wyrównaniu. Widowisko od razu nabrało rumieńców, a Królewscy byli bardzo bliscy zdobycia upragnionego gola. Ataki większą liczbą piłkarzy sprawiły, że defensywa Barcy już nie radziła sobie tak idealnie z przykryciem przyjezdnych gwiazd i o swoim kunszcie przypomniał Valdes, dla którego było to prawdopodobnie ostatnie El Clasico na Camp Nou. Golkiper reprezentacji Hiszpanii świetnie bronił uderzenia Sami Khediry i Ronaldo. Dodatkowo miał wiele szczęścia przy atomowym strzale Benzemy z dystansu, po którym zatrzęsła się cała poprzeczka, a swoje "trzy grosze" dorzucił sędzia Undiano Mallenco, który przymknął oko na starcie Javiera Mascherano i Ronaldo w polu karnym Barcy. Jeśli należał się Królewskim karny, to Argentyńczyk powinien wylecieć z boiska. Zamiast tego 9 minut po wejściu na boisko kapitalnym lobem popisał się Alexis Sanchez, który otrzymał podanie od Neymara. Gości stać było jedynie na honorowe trafienie w doliczonym czasie gry Jese Rodrigueza. W poprzednich pięciu El Clasico Barca ani razu nie wygrywała. Wszystko za sprawą Jose Mourinho, którego serii nie przedłużył Carlo Ancelotti. Włoch przegrał spotkanie pod względem taktycznym - w pierwszej połowie jego ekipa nie istniała, Bale musi jeszcze poczekać na swoją szansę, a przez pełne 90 minut na boisku zabrakło niezwykle aktywnych Isco czy Alvaro Moraty. Były trener AC Milan czy PSG zdecydowanie przekombinował z ustawieniem jedenastki, a mina zdziwionego Ramosa przed pierwszym gwizdkiem idealnie to potwierdziła.


4

O tym się wspomina, o tym trzeba pisać:


26 października 1958 roku FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 4:0 w ramach 7 kolejki Primera Division czym umocniła się na prowadzeniu w tabeli wyprzedzając o jeden punkt właśnie Królewskich. Hattrickiem w tym Klasyku popisał się wyśmienity brazylijski napastnik Evaristo de Macedo a czwartego gola zdobył Justo Tejada. Obie ekipy kończyły mecz w dziesiątke ponieważ sędzia wyrzucił z boiska Zoltana Czibora oraz Jose Emilo Santamarie. Warto pamiętać że Blaugrane prowadził wówczas legendarny Helenio Herrera.



26 października 1988 r. FC Barcelona sensacyjnie zremisowała 1:1 z Lechem Poznań na Camp Nou w pierwszym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. Katalończycy zagrali najgorsze spotkanie w sezonie, w dodatku obrońca Aloisio został po meczu wygwizdany. Bogusław Pachelski już na początku meczu zmarnował sytuacje sam na sam z Zubizarretą, natomiast Blaugrana objęła prowadzenie po kontrowersyjnym rzucie karnym, będącym efektem zagrania ręką Łukasika. W drugiej połowie gospodarze rzadko zagrażali bramce Lecha a po jednej z kontr do wyrównania doprowadził Pachelski. Dziennikarze chwalili dobre przygotowanie fizyczne Lecha i świetną gre bramkarza Jankowskiego. Ja tylko przypomnę że był to debiutancki sezon w roli szkoleniowca Ś.P. Johana Cruijffa.


2

Rekordy FCB:


25 października 1959 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo w Primera Division na wyjeździe. ,,Wczoraj na wyjeździe Blaugrana pokonała UD Las Palmas 0:8. Barça pozostaje faworytem rozgrywek po zdobyciu pewnych 2 punktów. Wyspiarze byli łatwym przeciwnikiem ale dla kolejnych drużyn nie będzie już tak łatwo”- tak dziennikarze opisywali najwyższe zwycięstwo na wyjeździe w historii klubu. Osłabione brakiem 3 ważnych graczy Las Palmas już w 46 minucie przegrywało 0:7 ale Barcelona zaczęła grać spokojniej, mając w pamięci kolejne spotkanie 3 dni później. W 2010 r. Blaugrana powtórzyła ten wynik w Almerii. W 1959 r. hattricka strzelił Luis Suarez a 51 lat później tego samego wyczynu dokonał Lionel Messi.


3

Tak oto rodził się WIELKI WIDZEW:

19 października 1977 r. Widzew Łódź przegrał na stadionie ŁKS-u z PSV Eidhoven 3:5 w 1/16 Pucharu UEFA. Był to jeden z najbardziej widowiskowych meczów pucharowych Widzewa, który po wyeliminowaniu w pierwszej rundzie Manchesteru City trafił ponownie na słynnego i utytułowanego rywala, który w tamtym czasie zaliczał się do najlepszych drużyn Europy, a w składzie PSV grali między innymi bramkarz J. Van Beveren czy zawodnicy późniejszego wicemistrza Świata Holandii z Mundialu w Argentynie, w 1978r. jak Ernie Brands, Jan Poortvliet czy bracia Rene i Willy Van der Kerkhof. Fakt wyeliminowania Manchesteru City spowodował, że zainteresowanie tym meczem było olbrzymie a dodatkowo prasa umiejętnie podgrzewała atmosferę, toteż na mecz ten trzeba było się wybrać z wyprzedzeniem, by zająć jakieś dobre miejsce do obejrzenia tego widowiska i nie tracić nerwów przy wchodzeniu na stadion. Tak jak w meczu z MC dominował tłum ludzi ubranych na szaro, niewielu posiadało barwy czy flagi, natomiast to, co różniło to spotkanie od meczu z MC to niesamowite emocje spowodowane zmieniającym się wynikiem. Prowadziliśmy w 16 min. 1:0 po strzale Rozborskiego by potem przegrywać 1:3, a następnie znów doprowadziliśmy za sprawą Kowenickiego w 65 min. do stanu 2:3 by ponownie stracić dwa gole na 2:5. Gdy Boniek strzelił w 79 min. gola na 3:5 to atmosfera przypominała „kocioł z wrzącą wodą”. To były piękne chwile a warto podkreślić, że w pomeczowych wypowiedziach dziennikarze holenderscy nie mogli sobie przypomnieć kiedy PSV stracił tyle bramek w jednym meczu. Apetyty na sukces przed spotkaniem były bardzo rozbudzone, ale mimo porażki ludzie wychodzili z tego spotkania z wypiekami na twarzy, bo adrenalina spowodowana emocjami była ogromna, a mecz stał na wysokim poziomie. Przed i po meczu nie było (tak jak w przypadku meczu z MC) atmosfery jakiegoś zagrożenia i ludzie w spokoju rozchodzili się do domów. Z Holandii na ten mecz przyjechało do Łodzi kilkudziesięciu oficjeli i tylko oni kibicowali swojej drużynie. Ten mecz stał się (tak jak w przypadku meczu z MC) podwaliną do uzyskiwania coraz większej popularności przez Widzew, a niewątpliwą zasługą dla tego była gra piłkarzy. Warto przytoczyć ich nazwiska: S. Burzyński (bramkarz), Z. Kostrzewiński, W. Surlit, W. Chodakowski, Z. Boniek, H. Dawid, P. Zawadzki, P. Janas (nie mógł wystąpić w meczu rewanżowym, bowiem nabawił się kontuzji w spotkaniu ligowym z Szombierkami Bytom), A. Grębosz, T. Błachno, Z. Rozborski, M. Tłokiński, A. Pyrdoł, T. Gapiński, A. Możejko, R. Kowenicki.

5

Duma Katalonii w europejskich pucharach:



19 października 1999 r. FC Barcelona pokonała na Wembley Arsenal 2:4 w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Wobec niezliczonych zapytań o bilety Arsenal przeniósł mecz Ligi Mistrzów na słynny Wembley. Blaugrana dość niespodziewanie pokonała Kanonierów przerywając trwający 39 lat okres bez zwycięstwa na wyjeździe z drużyną angielską. Jednym z bohaterów był bramkarz Arnau, który zastąpił Hespa. Prasa o tej zmianie wiedziała od dawna ale van Gaal obsesyjnie bojący się wycieków z szatni, ogłosił to oficjalnie dopiero na odprawie przedmeczowej. Kibice Barçy siedzieli na dokładnie tych samych miejscach co w 1992 r., gdy Duma Katalonii po raz pierwszy w swojej historii sięgnęła po Puchar Europy Mistrzów Klubowych właśnie na Wembley.


3

FC Barcelona w Lidze Mistrzów:


18 października 2000 r. Rivaldo ustrzelił hattricka na San Siro. FC Barcelona przyjechała do Mediolanu z nożem na gardle. Po porażkach w Stambule z Besiktasem i u siebie z Milanem, musiała wygrać aby być w dobrej sytuacji wyjściowej do awansu z grupy Ligi Mistrzów. Rivaldo szybko strzelil gola ale utrata przytomności Petita po zderzeniu z Cocu rozbiła zespół. W efekcie Milan strzelił 3 gole w przeciągu 20 minut, przedzielone jedynie drugim golem Rivaldo. W drugiej połowie Brazylijczyk dorzucił trzeciego gola, jednak było to za mało do zwycięstwa. Hattrick Rivaldo był pierwszym na wyjeździe w historii Blaugrany w Lidze Mistrzów(gdyż w Pucharze Europy 4 gole strzelił Kocsis przeciwko Wolverhampton w 1960 r.). Po meczu prasa pisała że ,,Bóg założył koszulkę z numerem 10”. Suma summarum Duma Katalonii odpadła z Ligi Mistrzów po fazie grupowej, lecz 3 miejsce w grupie dało jej automatycznie prawo gry w pucharze UEFA, gdzie dotarła do półfinału ulegając w nim Liverpoolowi.


4

Pamiętamy:

Nie wiem czy było ale 48 lat temu reprezentacja Polski ugrała spektakularny remis 1:1 z Anglią na Wembley pod dowództwem Śp. Kazimierza Górskiego. Ten remis dał nam przepustke na finały mistrzostw Świata w RFN w 1974 r.

1

Barça w europejskich pucharach:


17 października 1975 r. UEFA przyznała FC Barcelonie walkowera za mecz z Lazio. Z uwagi na protesty całej Europy wobec ponad 40-letniego reżimu generała Franco, Lazio ,,postanowiło nie zagrać w Rzymie z Blaugraną wobec gróźb ze strony ekstremistów prawicowych, jak i lewicowych”. Zawodnicy Lazio chcieli grać, klub był nawet gotowy wystąpić na neutralnym terenie w Szwajcarii ale w końcu pojedynek został odwołany i ogłoszono zwycięstwo Barçy 0:3. Wobec grożących drużynie włoskiej konsekwencji związanych z ewentualnym odwołaniem meczu w Barcelonie, Lazio postanowiło iż zagra w rewanżu ale ustalono że gole ,,strzelone” przez Blaugrane na wyjeździe nie będą się liczyły podwójnie. Nie miało to jednak znaczenia gdyż Duma Katalonii pewnie wygrała 4:0 po golach Sotila, Neeskensa, Cruijffa i Fortesa.

2

Pamiętamy:


16 października 1986 r. zmarł Sandro Puppo, jedyny włoski trener w historii FC Barcelony. Zasłynął z tego że za jego rocznej kadencji zadebiutował jedyny Hiszpan ze Złotą Piłką France Football- Luis Suarez. Gustavo Biosca, ówczesny piłkarz Barçy, w wywiadzie z 1988 r. wspominał niecodzienny warsztat włoskiego szkoleniowca: ,,Pamiętam bardzo dobrze jak Luis Suarez przyszedł do drużyny w wieku zaledwie 18 lat. Był bardzo dziecinnym Galicyjczykiem, który zaistniał pod rządami Sandro Puppo, bardzo nietypowego trenera. Kazał nam się boksować w czasie treningów aby zachować ,,formę”. Luisowi się to nie spodobało, ważył nie wiele, więc jeżeli dobrze byśmy nim potrząsnęli to skończylibyśmy jego karierę. Tak, tak Puppo kazał nam nosić rękawice a w oczach Luisito pojawiały się łzy.” Joan Segarra był jednym z tych piłkarzy, którzy krzyżowali rękawice z Suarezem: ,,Puppo chciał żeby Luis bił się z Goicoleą, ogromnym Baskiem i ich walka wyglądała jak pomiędzy bokserem wagi półciężkiej i wagi lekkiej. Luis mówił: Ja nie chce walczyć! Był niesamowitym piłkarzem ale jako bokser nie był już taki dobry”. Puppo jako piłkarz zdobył w 1936 r. Mistrzostwo Olimpijskie w Berlinie z drużyną Włoch ale był jedynie rezerwowym. W czasie wykonywania zawodu trenera był wśród pionierów stosowania obrony strefowej w polu karnym.


4

Campeonato Sudamericano de Selecciones:


14 października 1917 r. Urugwaj pokonuje Argentynę 1:0 na Parque Central w Montevideo w drugiej edycji Copa America i tym samym sięga po raz drugi z rzędu po Puchar Ameryki Południowej. Ciekawe są kulisy tego finału a konkretnie jak do niego doszło? Otóż delegacja ,,Albicelestes” wypłynęła na pokładzie kanonierki ze sporym wyprzedzeniem. Zanim okręt dotarł do sąsiedzkiego portu, pasażerowie przeżyli swoje, bowiem może tego dnia nie było zbyt spokojne. Potem jeszcze oczekiwanie w Colonii na ekspres do Montevideo, który wyruszył o 2.30 w nocy. W stolicy ledwie żywi piłkarze pojawili się o 8.30 rano, po czym niewiele później, przebrawszy się w stroje sportowe wybiegli na murawe. Przywitała ich burza oklasków, gdyż obiektywna publiczność w pełni doceniła poświęcenie tak heroicznych sportowców. Sprzedano na ten mecz 29 tys. biletów a dalsze kilka tysięcy podnieconych miłośników futbolu wcisnęło się na stadion bez karty lub gęsto oblepiło wzgórza i wszelkie możliwe wyniosłości terenu, okalające Parque Pereyra. Padający z nóg Argentyńczycy zdumiewali ofiarnością i bezprzykładną ambicją, jednak w tej sytuacji przewaga gospodarzy była poza dyskusją. Złoty gol legendarnego Hectora Scarone w 59 minucie zapewniła im zwycięstwo. Końcowy gwizdek sędziego Livingstone’a utonął w wezbranym morzu powszechnego entuzjazmu. Setki kibiców wyległo na płyte, wynosząc na ramionach prawdziwych bohaterów tego dramatu a mianowicie Argentyńczyków. Był to autentyczny przejaw obustronnie rycerskiej, pięknej postawy ale takie też reguły rządziły ówczesnym sportem.


3

Prezydenci FCB:


14 października 1953 r. Francesc Miro-Sans zostaje prezydentem FC Barcelony. Pracę w zarządzie rozpoczął w 1950 r. W 1953, po dymisji Marti Carreto z powodu ,,sprawy Di Stefano” objął stery w klubie. Wybory wygrał niewielką przewagą w liczbie głosów(8771 do 8460). Podczas pierwszej kadencji jego największym sukcesem było rozpoczęcie prac przy budowie stadionu Camp Nou, którego konstrukcja pochłonęła dużo większy budżet niż pierwotnie zakładano. Miro-Sans był za to mocno krytykowany. Wyniki zespołu(zdobycie tylko jednego Pucharu Hiszpanii przez 4 lata) również nie były najlepsze. Mimo to dotychczasowy prezydent został wybrany na drugą kadencję ogromna większością głosów(155 do 58, prawo wyboru mieli przedstawiciele socios). Wraz z objęciem stanowiska trenera prze Helenio Herrere poprawiły się wyniki sekcji piłkarskiej(2 tytuły ligowe, Puchar Hiszpanii i 2 Puchary Miast Targowych) a sekcja koszykarska wygrała lige hiszpańską po raz pierwszy w historii. Liczba socios w latach 1953-61 wzrosła znacząco z 33 tysięcy do 40 tys. Dnia 28 lutego 1961 r. Miro-Sans musiał podać się do dymisji z uwagi na fatalną sytuacje finansową klubu.


6

Z cyklu (nie)zapomniane legendy futbolu:

90 lat temu w Noneux-les-Mines urodził się Raymond Kopa, francuski pomocnik pochodzenia polskiego, 3-krotny zdobywca Pucharu Mistrzów(1957,1958 i 1959) z Realem Madryt, zdobywca Złotej Piłki France Football oraz najlepszy piłkarz mistrzostw Świata w Szwecji(1958). Raymond Kopa Kopaszewski, czyli Napoleon Futbolu to chyba jedyny polski akcencik w Realu Madryt. Jak wiadomo nie grał on jednak dla reprezentacji Polski tylko dla Francji i siebie uważa bardziej za Francuza. Jego rodzice byli polskimi emigrantami, którzy przenieśli się do Francji - ojciec pracował w górnictwie - ze względu na trudną sytuację ekonomiczną w Polsce po odzyskaniu niepodległości. A szkoda bo niewątpliwie Kopa mógł być najlepszym piłkarzem w historii polskiej piłki - jeśli chodzi o obecne czasy porównywać go można tylko z Zidanem... Piłką zaczął interesować się już w wieku 6 lat., a klubem z którym w wieku 10 lat zaczął swoją wielką przygodę z futbolem był US Noeux-Les Mines. W rodzinie niestety nie przelewało się i 14letni Raymond zaczął pracować w kopalni. Trzy lata spędził pracując w ciemnościach 600 metrów pod ziemią. Popołudniami jednak mimo zmęczenia nie rozstawał się z piłką - była to jedyna szansa na wyrwanie się z kopalni i z miasta. I tak został piłkarzem drugoligowego SCO d'Angers, gdzie grał dwa lata. Tam poznał swoją przyszłą żonę - Christiane, której brat był zawodnikiem d'Angers od zawsze. Kopa swoją grą szybko zainteresował większe kluby i w 1951 roku za 1 800 000 franków został zawodnikiem Stade de Reims, zwolennikiem tego transferu był trener Reims - Albert Batteux, który wypatrzył Raymonda podczas towarzyskiego meczu. Marzenia zaczęły się spełniać.

Na początku publiczność domagała się od niego tego, z czego słynął w drugiej lidze - dryblingów. I Kopa spełniał te zachcianki. Dopiero, gdy Batteux powiedział mu, że zacznie grać dla drużyny albo wylatuje z drużyny przestał i tak narodził się jeden z największych dyrygentów piłkarskich w historii. Stade de Reims szybko zaczęło dominować we Francji. W 1953 i 1955 roku Kopaszewski mógł dopisać do swojego konta pierwsze sukcesy - mistrzostwo Francji. Mało tego - w 1953 w Latin Cup - pucharze, który w owych czasach cieszył się sporym prestiżem - pokonali w finale AC Milan 3:0. A mistrzostwo z 1955 było przepustką do odbywających się pierwszy raz w historii rozgrywek o Puchar Mistrzów. Francuzi doszli do finału, gdzie spotkali oczywiście... Real Madryt. Bernabeu już od jakiegoś czasu przyglądał się Kopie i było bardzo prawdopodobne, iż ten wyląduje niedługo w Madrycie. Póki co miał do rozegrania mecz, a przystąpił do niego z bolącą kostką. I mimo, że starał się jak mógł nie zapobiegł porażce Reims 3:2. A od następnego sezonu na mecze zakładał już biała koszulkę. Nie można powiedzieć, aby francuski klub nie wyszedł na swoje - za transfer otrzymał 52 miliony franków. Za te pieniądze Reims sprowadził do siebie znaną trójkę: Fontaine, Vincent, Piantoni. Hiszpańscy fani szybko zaczęli mówić na niego Kopitta'. W Madrycie został skrzydłowym i w tej roli sprawdził się znakomicie. W dużym stopniu przyczynił się do sukcesów Królewskich, w tym dwóch mistrzostw Hiszpanii: 1957 i 1958 i trzech Pucharów Mistrzów: 1957, 1958 i 1959. I po trzech latach gry w Realu Madryt zdecydował się wrócić do Reims - być może dlatego, iż w Madrycie oprócz niego o grze decydowały takie gwiazdy jak Gento, Di Stefano i Puskas. Właśnie ten ostatni stał się idolem Francuza w Królewskich. Bernabeu próbował zatrzymać go w Madrycie - zaproponował pięcioletni kontrakt z podwojoną gażą. Jednak nie przekonał Kopy. Lecz trzy lata wystarczyły by stać się jasnym punktem w gwiazdozbiorze Królewskich. Zagrał w białych barwach 79 razy w La Liga strzelając 24 bramki i 22 mecze w Pucharze Mistrzów zaliczając 6 trafień. A w Reims znów powstała wspaniała ekipa: Kopa, Fontaine, Vincent, Jonquet, Penverne... W 1960 roku potwierdzili dominację we Francji, by powtórzyć sukces w 1962. Powoli jednak jego kariera dobiegała końca i w 1967 zawiesił buty na kołku. Jednak mówiąc o Kopie nie można zapominać o dokonaniach reprezentacyjnych. Zadebiutował 5 października 1952 roku meczem z RFN wygranym 3:1. Uczestniczył w nieudanych dla Francuzów Mistrzostwach Świata w 1954 roku. Rok później rozegrał świetne spotkanie w Madrycie z Hiszpanią wygrane 2:1 przez gości. Prawdopodobnie właśnie od tego momentu Bernabeu zapragnął mieć go u siebie. Wreszcie Mistrzostwa Świata 1958 roku. Tam Francuzów, którzy grali w składzie: Abbes - Kaebel, Jonquet[k], Lerond - Penverne, Marcel - Wiśniewski, Fontaine, Kopa, Piantoni, Vincent, zatrzymuje dopiero w półfinale Brazylia z takimi tuzami jak Didi, Pele, czy Garrincha. Francuzi grali w zasadzie w 10, gdyż od 35 minuty kontuzjowany Jonquet tylko spacerował po boisku, a zmian wtedy nie było. Na pocieszenie Francuzi pokonują w Göteborgu ówczesnego mistrza świata-RFN 6:3 i zajmują 3 miejsce. Fenomenalnie grającego Kope okrzyknięto najlepszym piłkarzem World Cup! W ogromnej mierze dzięki jego grze Just Fontaine zostaje królem strzelców mistrzostw z rekordowym wynikiem 13 goli. Oprócz tego Raymond został nagrodzony Złotą Piłką za rok 1958. Ostatni raz trykot Les Bleus założył 11 listopada 1962 roku mając na koncie 45 występów i 18 goli. Jakiś czas temu przypomniał się Polsce, kiedy to w wieku 68 lat był gościem honorowym podczas meczu Polska - Francja na Saint Denis. O dziwo Polacy zaprezentowali wtedy dobry futbol i przegrali tylko 1:0 ('88 Zidane) i otrzymali pochwały za grę od Napoleona futbolu. A Kopa został tak nazwany ze względy na swój geniusz i warunki fizyczne - w czasie piłkarskiej kariery mierzył tylko 169 centymetrów i ważył 68 kilogramów. W grudniu 2002 uczestniczył w obchodach stulecia Realu Madryt.


6

Historia El Clasicos:

13 października 1999 r. na Camp Nou rozegrane zostało ligowe El Clasico, które zakończyło się wynikiem 2:2. To był najlepszy Klasyk z Realem od lat. W meczu nie brakowało goli, sytuacji strzeleckich i kontrowersji. Zawieszony trener Realu John Toshack zasiadł na trybunach. Goście wyszli aż czterema napastnikami. Już w pierwszej połowie Sergi powinien był być usunięty z boiska po wybiciu piłki ręką z linii bramkowej po strzale Geremiego, najlepszego gracza Realu w tym meczu. Zamiast tego Van Gaal zmienił Sergiego(zresztą bardzo niezadowolonego z tej decyzji) na Puyola. W drugiej połowie dzięki świetnej grze Figo, Blaugrana wyszła na prowadzenie 2:1 ale krótko po tym w 55 minucie za obrażanie sędziego został usunięty z boiska Kluivert. Tuż przed końcem spotkania wyrównał Raul Gonzalez(drugi gol w meczu), który palcem przyłożonym do ust uciszył Capm Nou. Był to pierwszy remis tych drużyn na Camp Nou po sześciu zwycięstwach Barçy z rzędu bez straty gola. Zainteresowanie meczem było ogromne, klub zainstalował 30 dodatkowych krzesełek w loży honorowej.


2

Z cyklu najstarsze i najwspanialsze turnieje Świata:


12 października 1924 r. meczem Paragwaj-Argentyna w Montevideo, rozpoczęła się 8 edycja Copa America. Pierwotnie turniej miał się odbyć w Paragwaju, gdyż wcześniej przyjęto zasade rotacyjną. Okazało się jednak że impreza tej rangi przerasta organizacyjne możliwości Asuncion i w efekcie turniej przeniesiono do Urugwaju. Startowały 4 ekipy, z których tylko Chile pogodziło się z rolą chłopca do bicia. Pozostałe trzy toczyły zażarte, wyrównane boje. Argentyński futbol był wówczas pogrążony w organizacyjnym chaosie, który podobnie jak w Urugwaju przybrał postać Wielkiej Schizmy(Asociasion Argentina kontra Asociasion Amateur), lecz przebiegał o wiele drastyczniej. Tak dalece że wielkie kluby zrzeszone w konkurencyjnej lidze zbojkotowały reprezentację. Sklecono ją więc z zawodników stołecznych Boca Juniors i Huracan oraz klubów prowincjonalnych. W tej sytuacji ciężar gry spoczywał na wypróbowanej już, żelaznej defensywie Boca(m.in. genialny bramkarz Tesoriere) i sprawdzonym także wcześniej doskonałym środkowym napastniku z Cordoby, Gabino Sosa. Natomiast Urugwaj, świeżo upieczony mistrz Olimpijski(co traktowano wówczas jako mistrz Świata) przystąpił do ostatniego meczu turnieju(de facto finału) z Argentyną w niemal identycznym ,,olimpijskim” składzie. Mecz zakończył się rezultatem 0:0 co dało pierwsze miejsce w grupie Urugwajowi, który tryumfował po raz piąty w historii.



Również 12 października tyle że 2 lata później mecz Chile-Boliwia w Santiago, zakończony zwycięstwem gospodarzy 7:1 zainaugurował 10 edycje Copa America. Po raz pierwszy w turnieju uczestniczyła Boliwia, która nawet nie mogła marzyć o najskromniejszym remisiku tracąc aż 24 gole! Niewiele lepiej zaprezentował się Paragwaj osłabiony brakiem świetnego Rivasa. Gospodarze wznieśli się na szczyty swoich możliwości szaloną ambicją nadrabiając pewne niedostatki techniczne. Ta ofiarność przyniosła zaszczytny remis 1:1 z Argentyną, lecz na Urugwaj już nie wystarczyła. Argentyna przywiozła do Santiago na ogół piłkarzy już dobrze znanych. Co raz któryś wyróżniał się bajeczną techniką i precyzją strzałów, jak choćby legendarny Gabino Sosa, zwany ,,Payador de la Redonda”. Payador to taki śpiewający gaucho, poetycki trubadur argentyńskiej pampy. Zaś redonda, dosłownie ,,okrągła” to nic innego jak piłka. U boku Sosy pojawił się kapitalnie grający głową napastnik Roberto Cherro z Boca Juniors. Jednak nawet tak wybitni gracze nie byli w stanie sprostać drużynie ,,Celestes”, która wreszcie przestała upajać się wspomnieniami olimpijskiego tryumfu i po prosto ostro zabrała się do roboty. W efekcie Urugwaj w decydującym meczu pokonał Argentynę 2:0 i do wawrzynu olimpijskiego dorzucił laur kontynentalny. Królem strzelców został natomiast Chilijczyk David Arellano z 7 golami, jednak najlepszy piłkarzem turnieju został wybrany legendarny Jose Leandro Andrade. Warto również wspomnieć iż równie legendarny Hector Scarone strzelił aż 5! goli w jednym meczu(Urugwaj-Boliwia 6:0).


0

No niby ta informacja pochodzi od Marci, jednak w końcu pani Julia doniosła nam bardzo miłą i przyzwoitą wiadomość.

3

Golazo!



12 października 1996 r. Luis Nazario de Lima strzela jednego z dwóch goli w meczu La Liga przeciwko SD Compostela, za to jakiego!? To było najbardziej niesamowite trafienia w karierze popularnego ,,El Gordo”, którego przydomek nie pasował do jego ówczesnej formy fizycznej. Już przy drugim golu popisał się fantastyczną asystą, po której Giovanni musiał tylko przyłożyć noge aby zdobyć gola. Historyczna akcja przy golu na 0:3 zaczeła się w środku pola. Ronaldo pokonał w walce o piłke dwóch piłkarzy Composteli i rozpoczął spektakularny rajd. Napastnik rywali Chiba próbował go zatrzymać kopiąc po nogach i ciągnąc za koszulke. Ronaldo nie dał się wytrącić z rytmu i dalej mijał kolejnych rywali. W sumie przedryblował siedmiu graczy z pola i bramkarza. Zachwycony Bobby Robson aż złapał się za głowe, nie dowierzając że taka akcja jest w ogóle możliwa.

No cóż, możemy tylko wielce żałować że El Fenomeno grał ,,u nas" tylko jeden sezon...

6

Z cyklu (nie)zapomniane legendy futbolu:

11 października 1937 r. w Ashington urodził się Bobby Charlton, angielski napastnik i pomocnik. Osiągnięcia: Mistrz Świata z 1996 r., Zdobywca Złotej Piłki France Football w 1966 r., Zdobywca Pucharu Europy w 1967 i 1968 (Manchester United), Zdobywca Mistrzostwa Anglii w latach 1957, 1965 i 1967, Złota Piłka dla najlepszego piłkarza MŚ w 1966 r., Rekordzista pod względem zdobytych goli dla Manchester United(249), Najlepszy Piłkarz Angielski XX wieku według IFFHS oraz piłkarz drużyny wszech czasów według FIFA(1994). Bobby Charlton był członkiem reprezentacji Anglii, która w 1966 roku zdobyła tytuł Mistrza Świata. To również najlepszy europejski piłkarz 1966 roku. Większość swojej piłkarskiej kariery grał w Manchesterze United na pozycji ofensywnego pomocnika. Był znany z niebywałej skuteczności w sytuacjach podbramkowych oraz potężnych strzałów z dystansu. Charlton zaczął grać w barwach Manchesteru United w 1956 roku. Trzykrotnie, wraz z kolegami z zespołu, zdobywał Mistrzostwo Anglii, raz zdobył Puchar Anglii, a także Mistrzostwo Świata w 1966 roku. Dostał również wiele indywidualnych osiągnięć, między innymi Złotą Piłkę w 1966 roku. Został wybrany do grona 100 najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej oraz drużyny wszechczasów w Mistrzostwach Świata. Rozegrał 106 spotkań w reprezentacji swojego kraju, strzelając 49 bramek. 9 lutego 1953 uczeń Bedlington Grammar School- Robert Charlton- został zauważony podczas jednego z meczów swej drużyny East Northumberland, przez jednego ze skautów Manchesteru United. Charlton udał się na testy w tym wielkim klubie i pomimo ofert kilku innych zespołów, podpisał kontrakt z Czerwonymi Diabłami. Miał wtedy 15 lat. Został jednym ze sławnych "Busby Babes"- młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy pojawili się w Manchesterze dzięki dobrej polityce klubowej. Wypracowywał swoją pozycję w klubie, grając w zespołach młodzieżowych i regularnie strzelając bramki. Swój debiut ligowy zaliczył w październiku 1956 roku, w spotkaniu przeciwko Charlton FC. W pierwszym sezonie swoich występów w barwach United zdobył 12 bramek w 14 spotkaniach. Przyczynił się w ten sposób do zdobycia przez Czerwone Diabły mistrzostwa Anglii. Charlton był bardzo ważnym punktem drużyny, która w kolejnym sezonie, jako pierwszy angielski klub, rywalizowała w Pucharze Europy. Manchester doszedł aż do półfinału, ulegając w nim obrońcom tytułu, Realowi Madryt. Ich reputacja wzrosła jeszcze bardziej w kolejnym sezonie. W bardzo zaciętych spotkaniach ćwierćfinałowych z Red Star Belgrad wykrzesali z siebie wszystko co najlepsze i z dużą pomocą Charltona, który w wyjazdowym meczu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, awansowali do czołowej czwórki Pucharu Europy. W bardzo dobrych nastrojach wracali samolotem do Anglii, myśląc o kolejnych meczach ligowych.Samolot, którym gracze i sztab szkoleniowy Manchesteru wracali do domu, wylądował w Monachium w celu zatankowania paliwa. Postój w Niemczech odbywał się w pogarszających warunkach pogodowych. Kiedy pasażerowie zostali wezwani do powrotu na pokład maszyny, padający śnieg z marznącym deszczem spowodował oblodzenia pasa startowego. 2 razy odkładano wylot samolotu z lotniska, co wywołało niepokój pasażerów. Zostali oni poinformowani o konieczności ponownego opuszczenia maszyny, dopóki nie zostanie usunięta drobna usterka. Po powrocie na pokład Charlton oraz jego kolega Dennis Viollet zamienili się miejscami z Tommym Taylorem oraz Davidem Peggiem, którzy zdecydowali, że będą bezpieczniejsi w tylnej części samolotu. Podczas kolejnej próby startu samolot przeciął ogrodzenie lotniska, a jego skrzydło uderzyło w dom i razem z częścią ogona oderwało się od reszty maszyny i uderzyły w drzewo, po czym zatrzymały na śniegu. Bobby Charlton, przymocowany pasem w fotelu, wypadł z kabiny. Został zauważony przez bramkarza Manchesteru, Harry'ego Gregga, który wyszedł z katastrofy prawie bez szwanku. Chwycił leżących w śniegu Charltona oraz Violleta i odciągnął z dala od niebezpiecznej strefy, obawiając się kolejnego wybuchu.

Pomocnik Manchesteru doznał obrażeń głowy i przez długi czas znajdował się w ciężkim szoku. Siedmiu jego kolegów(w tym Taylor i Pegg, z którymi zamienił się miejscami) zginęło na miejscu, a kilku kolejnych kolejnego dnia w szpitalu. Ostatecznie w katastrofie życie straciły 23 osoby. Początkowo twierdzono, że przyczyną tragedii był lód na skrzydłach samolotu, lecz oficjalna przyczyna, ogłoszona później, to ubłocony pas startowy, uniemożliwiający bezpieczny start.Charlton był pierwszym ocalałym, który opuścił szpital- wrócił do Manchesteru 14 lutego 1958 roku, 8 dni po katastrofie. Drużyna Czerwonych Diabłów musiała być budowana od podstaw i nikt nie wiedział, czy ocalali w wypadku zawodnicy będą w stanie grać na takim samym poziomie jak wcześniej.Niespodziewanie władze Manchesteru zdecydowały się na kontynuowanie sezonu. United odpadli w półfinale Pucharu Europy i spadli na dalsze miejsce w tabeli ligi angielskiej, lecz jakimś cudem udało im się zdobyć drugi z rzędu Puchar Anglii, a sukces ten zbiegł się w czasie z powrotem rannego w katastrofie w Monachium, trenera Matthew Busby'ego. Niedługo potem Bobby Charlton został po raz pierwszy powołany do reprezentacji kraju na mecz ze Szkocją. Tak zaczęła się jego długa, wspaniała przygoda z reprezentacyjną piłką. Już w pierwszym meczu strzelił 2 bramki, udowadniając, że w tak młodym wieku może być ważnym elementem kadry narodowej. Mimo to, będąc w kadrze podczas Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku, nie wystąpił na boisku ani minuty. W 1959 roku strzelił hat-tricka w wygranym aż 8-1 meczu z USA, a po raz drugi trzy bramki w jednym meczu międzypaństwowym zdobył w 1961 roku przeciwko Chile. Kolejny sukces z drużyną klubową osiągnął w 1963 roku, kiedy to Manchester United pokonał w finale Pucharu Anglii Leicester City 3-1. Nowa drużyna Manchesteru, zbudowana po monachijskiej katastrofie, zdobyła również 2 tytuły mistrzów Anglii w przeciągu 3 kolejnych lat.W międzyczasie jego kariera reprezentacyjna rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Hat-trick w meczu ze Szwajcarią w czerwcu 1963 roku spowodował, że wskaźnik ilości bramek w narodowych barwach zatrzymał się na liczbie 30, dzięki czemu wyrównał rekord Toma Finneya i Nata Lofthouse'a w ilości zdobytych goli w rozgrywkach międzykrajowych. Samodzielnym rekordzistą stał się 4 miesiące później, kiedy to strzelił swą 31 bramkę przeciwko Walii. Właśnie wokół Charltona budowano reprezentację Anglii, która miała rywalizować o najwyższe cele podczas Mistrzostw Świata w 1966 roku w Anglii. Pierwszy mecz w turnieju z reprezentacją Urugwaju Anglicy zremisowali 0-0, jednak już kolejne z Meksykiem, wygrane 2-0 spotkanie to błysk geniuszu Charltona, który strzelił jedną z bramek. Kolejna wygrana z Francją pozwoliła awansować przybyszom z Wysp Brytyjskich do ćwierćfinału. Dwa kolejne spotkanie to ponownie zwycięstwa: 1-0 z Argentyną oraz 2-0 z Portugalią. W tym drugim meczu Charlton strzelił pierwszą bramkę. W finale Anglicy pokonali Niemców 4:2 i zdobyli upragniony tytuł najlepszej drużyny globu. Największe gwiazdy drużyn, które spotkały się w decydującym meczu, czyli Bobby Charlton oraz Franz Beckenbauer zostały skutecznie zneutralizowane i nie wyróżniły się w tym meczu. W kolejnych Mistrzostwa Świata w 1970 roku Anglicy doszli do ćwierćfinału, gdzie przegrali z drużyną RFN. Był to ostatni mecz reprezentacyjny Bobby'ego Charltona, który w 106 występach w kadrze strzelił 49 bramek. W latach 70-tych XX wieku Manchester United przestał się liczyć zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Charlton opuścił Manchester na końcu sezonu 1972/1973, mając na koncie 758 oficjalnych spotkań, w których strzelił 249 bramek. Jest on rekordzistą pod względem strzelonych bramek w barwach Czerwonych Diabłów. Ostatnim meczem, w którym występował, było spotkanie z Chelsea, przed którym otrzymał pamiątkową papierośnicę z rąk prezesa Chelsea. W 1973 roku Bobby Charlton został grającym kierownikiem zespołu Preston North End, zatrudniając na pozycję trenera swego przyjaciela z Manchesteru Nobby Stilesa. Niestety pierwszy sezon w tej roli zakończył w strefie spadkowej i opuścił zespół. Jednakże w tym okresie został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. W 1975 zdobył 18 bramek w 31 meczach dla drużyny Waterford United. W 1978 roku wystąpił również w jednym meczu drużyny Shrewsbury Town przeciwko reprezentacji Zambii. Następnie został dyrektorem drużyny Wigan Athletic, po czym kilka lat spędził w Republice Południowej Afryki. Założył kilka szkółek piłkarskich w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy też Australii.

6

Prezydenci FCB:



11 października 1944 r. urodził się Joan Gaspart, 43 w kolejności prezydent FC Barcelony. Swoją funkcje pełnił w latach 2000-2003. Wcześniej przez 22 lata był wiceprezydentem w zarządzie Jospa Lluisa Nuñeza. W 1992 r. obiecał że jeśli Blaugrana wygra finał Pucharu Europy, to wykąpie się w Tamizie i słowa dotrzymał. Przez wiele lat piastowania poważnego stanowiska w klubie dał się poznać jako fanatyczny kibic, który nie przebiera w słowach. Jego prezydentura, mimo pełnego zaangażowania była pasmem klęsk klubu i nieudanych transferów. Przez 3 lata sekcja piłki nożnej FC Barcelony nie zdobyła żadnego trofeum i Gaspart musiał odejść.

Mam nadzieje że za drugiej kadencji prezydenta Laporty nie będziemy musieli czekać aż 3 lata na trofea........?

9

Pamiętamy:


Równiutko 40 lat temu reprezentacja Polski pokonała w Lipsku NRD 2:3 w eliminacjach mistrzostw Świata España 1982. Piękne zwycięstwo nad reprezentacją NRD w Lipsku dało nam wejście na mundial w Hiszpanii rok później. I choć kadra NRD nie była aż tak silna jak zespół zachodniej części Niemiec, to zwycięstwo to budziło szacunek. Zwłaszcza, że gospodarze u siebie meczów raczej nie przegrywali, tymczasem Andrzej Szarmach i szalejący Włodzimierz Smolarek wbili rywalom aż trzy bramki! Smaczku temu wynikowi daje również fakt, iż dzięki temu meczowi NRD na mundial nie pojechało, my tak. Dlaczego więc mówiło się że z Niemcami nigdy nie wygraliśmy? Wschodnia część kraju była pod wpływami komunistów tak jak Polska, a o porażkach przyjaciół dużo się nie mówiło. Ponadto, jak wspominałem, sama drużyna była słabsza niż ta zza muru berlińskiego, choć nie zmienia to faktu, iż jest to spotkanie zaniedbane historycznie, o którym mało kto pamięta.

Gole: 0:1 Szarmach 2 m., 0:2 Smolarek 5 m., 1:2 Schnuphase 47 m., 1:3 Smolarek 62 m., 2:3 Streich 67 m.


NRD: Hans-Ulrich Graphentin - Konrad Weise, Hans-Jürgen Dörner, Rudiger Schnuphase, Frank Baum, Lothar Kurbjuweit, Jürgen Pommerenke (46. Wolfgang Steinbach), Matthias Liebers, Hans-Jurgen Riediger, Joachim Streich, Martin Trocha


Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba(kapitan) (65. Roman Wójcicki), Władysław Żmuda, Paweł Janas, Jan Jałocha , Grzegorz Lato, Waldemar Matysik, Zbigniew Boniek, Stefan Majewski, Andrzej Szarmach (9. Andrzej Iwan), Włodzimierz Smolarek

Trener: Antoni Piechniczek


4

O tym się pisze, o tym się wspomina:


10 października 1984 r. Johan Cruijff oznajmił: ,,Zostanę sekretarzem technicznym FC Barcelony jak odejdzie Nuñez”. Cruijff w owym czasie powrócił do Barcelony aby rozegrać mecz pożegnalny Quiniego. To samo uczynił, gdy karierę w klubie z Katalonii kończył kilka miesięcy wcześniej Hugo Sotil. Na oba mecze nie został zaproszony Diego Maradona. W pierwszym przypadku zakazał tego Komitet Rozgrywek po wydarzeniach w finałowym meczu Pucharu Króla z Athletic Bilbao. W drugim natomiast przypadku zabroniła tego sama FC Barcelona. ,,To absurdalne że nie chcą aby Maradona zagrał w tak szczególnym meczu. Nie dziwi mnie że dzieją się tu takie rzeczy. Mając do czynienia z ludźmi, którzy rządzą teraz w Barcelonie można oczekiwać wszystkiego. Jaką winę w całej sytuacji ponosi Quini?”- podsumował Cruijff, który zagrał na innej pozycji niż zwykle. ,,Od dawna nie grałem całego spotkania a w wieku 37 lat pozycja libero pozwala na dobrą gre przy mniejszym zmęczeniu”. Na pytanie dotyczące gry Blaugrany pod wodzą Terry’ego Venablesa Holender nie miał wiele do powiedzenia: ,, Wiem że są liderem bez straty punktów. Co do gry, mogę się jedynie wypowiedzieć na podstawie ostatniego meczu. Mówią mi jedynie że gra nie jest spektakularna ale bardzo efektywna”. Najciekawsza była wypowiedź Cruijjfa na temat jego pracy w Barcelonie w przyszłości: ,,Nie jest to mój jedyny cel na poziomie sportowym ale byłoby absurdem gdybym powiedział że o tym nie myślę. Musi jednak minąć jeszcze trochę czasu. Dopóki on(Nuñez) rządzi, nie pojawię się tutaj. Nie jesteśmy wrogami, lecz mamy zgoła różne opinie na temat futbolu. On chce wszystko kontrolować a ja uważam iż zarząd powinien zajmować się tym, co należy do zarządu a nie sprawami czysto sportowymi”.


Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?