7

8

@FCBparasiempre
23 października 1951 roku w Łodzi urodził się Mirosław Bulzacki, środkowy obrońca. O słynnym „zwycięskim remisie na Wembley” powiedziano i napisano już chyba wszystko. Za największych bohaterów tamtego spotkania uważa się strzelca gola, Jana Domarskiego, któremu piłka „przyszła, naszła, zeszła i weszła”, oraz znakomicie broniącego tego dnia Jana Tomaszewskiego. Nieco rzadziej wspomina się o młodym obrońcy, który nie pozwolił angielskim napastnikom na zbyt wiele i który kilkukrotnie ratował naszą drużynę przed utratą bramki. Mirosław Bulzacki – bo o nim mowa – w dniu tego legendarnego meczu miał niecałe 22 lata. Występ na Wembley był jego trzynastym w biało-czerwonych barwach. ,,To był ten dzień, w którym przestałem być przesądnym człowiekiem. Mecz z Anglią na Wembley był moim 13. spotkaniem w kadrze, więc ludzie mówili, żeby uważać, bo pech i tak dalej a ja się denerwowałem przez to jeszcze bardziej”– wspominał po latach. Nerwy nie spętały jednak nóg Bulzackiemu. Pewności siebie mógł dodawać mu fakt, że doskonale znał się i dobrze współpracował z Janem Tomaszewskim. Obaj byli wówczas zawodnikami Łódzkiego Klubu Sportowego. Podczas samego spotkania jako obrońca często asekurował lubiącego wychodzić na przedpole „Tomka”. Na kilka minut przed końcem meczu „Funio” (taki pseudonim nosił defensor ŁKS-u) uratował skórę klubowemu koledze i całej reprezentacji, wślizgiem wybijając piłkę zmierzającą do bramki. ,,Tamtą sytuację pamiętam do dziś. Był ostry strzał po ziemi a ja jakimś cudem, wślizgiem w ostatniej chwili zdołałem ją wybić sprzed linii bramkowej”– opowiadał. Dla miłośników nietypowych statystyk warto dodać w tym miejscu, że był on też ostatnim zawodnikiem, który dotknął piłkę w tym spotkaniu. Skąd w ogóle ten szerzej nieznany w piłkarskim świecie zawodnik wziął się w polskiej reprezentacji? Mirosław Bulzacki urodził się 23 października 1951 roku w Łodzi. W tym mieście ukończył technikum samochodowe. Zanim to się jednak stało, już od dawna był zawodnikiem ŁKS-u. Początki jego kariery przypadły na lata, w których ŁKS grał akurat w II lidze (1968-1971). Bulzacki był już wówczas reprezentantem Polski juniorów, ale wciąż czekał na debiut w ligowym meczu. Nie otrzymał takiej szansy ani od trenera Leszka Jezierskiego (prowadził zespół w sezonie 1968/69), ani podczas krótkiej (runda jesienna sezonu 1969/1970) kadencji węgierskiego trenera Laszlo Hariego. Dopiero trener Józef Walczak, który objął łódzką drużynę po odejściu Węgra, postanowił nieco przewietrzyć szatnię i odważniej postawić na młodych graczy. W zespole oprócz Bulzackiego pojawili się m.in. Włodzimierz Białek, Grzegorz Ostalczyk, Jan Mszyca czy Mirosław Smolarek, kuzyn Włodzimierza, późniejszej legendy sąsiadów zza miedzy – Widzewa. Na awans przyszło jednak czekać ŁKS-owi do roku 1971 r. Bulzacki znajdował się w kadrze zespołu, ale trener Walczak nie był do niego do końca przekonany. W meczach decydujących o awansie wolał na środku obrony postawić na doświadczonych Szadkowskiego i Chodakowskiego. Nie inaczej było po awansie do I ligi. W lutym 1972 roku ełkaesiacy wyjechali na zgrupowanie do Kirgizji i Kazachstanu. Po powrocie z tej nieco egzotycznej eskapady szkoleniowiec łodzian mówił o Bulzackim, że poza warunkami fizycznymi nie ma żadnych piłkarskich zalet. Wychowanek klubu został odsunięty od pierwszej drużyny. Do pierwszego składu wrócił w maju 1972 roku. Po kilku miesiącach w klubie nie było już trenera Walczaka. Jego miejsce zajął Paweł Kowalski, a tajemniczo brzmiącą posadę trenera-koordynatora objął, nie kto inny, jak ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski Kazimierz Górski. Kto wie, czy nie była to najważniejsza znajomość w piłkarskiej karierze Bulzackiego. Młody defensor na stałe zagościł w podstawowej jedenastce ŁKS-u. Wyróżniał się spokojem, wyczuciem tempa przeciwników i pewnością w kierowaniu kolegami z obrony. Dobrą postawę w lidze trener Górski nagrodził powołaniem do reprezentacji. Bulzacki zadebiutował w towarzyskim meczu z Jugosławią zakończonym remisem 2:2 i szybko stał się podstawowym graczem kadry. Wystąpił m.in. w wygranym 2:0 meczu z Anglią w Chorzowie i rozegranym raptem tydzień przed decydującym meczem na Wembley, towarzyskim spotkaniu z Holandią. W tym drugim miał za zadanie kryć samego Johana Cryuffa. Starcie zakończyło się remisem 1:1, a „Boski Johan” został wyłączony z gry. Mimo dobrych występów Bulzackiego w koszulce z białym orłem (wtedy bez korony) na piersi, prasa przed 17 października 1973 roku miała dużo wątpliwości czy to właśnie on, powinien wyjść w podstawowym składzie na Anglię. ,,Do gry przeciwko anglikom predysponują go wyśmienite warunki fizyczne i przysłowiowy angielski spokój. Jest ponadto twardy, umiejący ostro, ale nie faul, walczyć o piłkę. Co nie oznacza wcale, że uważam go za doskonałego piłkarza na pozycji środkowego obrońcy ale lepszego od niego, obok Gorgonia, nie mamy na krajowym rynku piłkarskim”– tłumaczył swoją decyzję trener Górski.

Po meczu nie trzeba było już nikomu wyjaśniać, że była to dobra decyzja. Bulzacki zewsząd zbierał pochwały. Tygodnik „Piłka Nożna” na koniec 1973 roku po raz pierwszy zorganizował plebiscyt, w którym wybierał piłkarza i odkrycie roku. W pierwszej kategorii triumfował Kazimierz Deyna, a w drugiej właśnie Mirosław Bulzacki. Mogło się wówczas wydawać, że na mistrzostwach świata „Funio” będzie podstawowym graczem reprezentacji. Chyba nawet sam zawodnik nie spodziewał się, że po turnieju będzie miał tak ambiwalentne uczucia. Z jednej strony – reprezentacja odniosła historyczny sukces i zajęła trzecie miejsce na mundialu (nagradzane w tamtych czasach srebrnym medalem), a z drugiej – sam Bulzacki nie zagrał ani minuty na całych mistrzostwach. Nie, nie był kontuzjowany. Nie podpadł też trenerowi Górskiemu żadnym niewłaściwym zachowaniem. Miejsce na środku obrony obok Jerzego Gorgonia zajął Władysław Żmuda – zaledwie 20-letni gracz Gwardii Warszawa, wybrany później najlepszym młodym zawodnikiem turnieju. ,,Dzień przed pierwszym meczem trener ogłosił skład i ja byłem na ławce. zawsze mówił dzień przed meczem, żeby nie paraliżować zawodników. Ja miałem być rezerwowym, gotowym do wejścia w każdej chwili. Czy było mi przykro? tak, zdecydowanie. Czy mam żal? nie, nie mam. Kilku chłopaków z Wembley straciło miejsce. Ja, Janek Domarski, który strzelił wtedy bramkę, Leszek Ćmikiewicz. Trener Górski miał świetne wyczucie, był obiektywny i sprawiedliwy. Nie mogliśmy mieć żalu, że kogoś forsuje na siłę”– mówił piłkarz o tamtej sytuacji Markowi Wawrzynowskiemu. Przygoda Bulzackiego z reprezentacją zakończyła się na dobre w 1975 roku po meczu z Holandią przegranym na wyjeździe 0:3. Jak sam zaznaczył w jednym z wywiadów, pożegnanie z kadrą było po części jego decyzją. Więcej czasu niż na grę, poświęcał w tamtym czasie na naukę. Studiował na Wydziale Trenerskim Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie., którą ukończył w 1979 roku. W ŁKS-ie grał aż do 1983 roku. Dla kibiców z alei Unii 2 pozostaje jedną z legend klubu. Po odejściu z klubu rok pograł w Starcie Łódź po czym, w wieku 33 lat, wyjechał za granicę. Trafił do amatorskiego klubu VfL Herzlake w czwartej lidze niemieckiej, a następnie do TV Wehingen 1891. W Niemczech spędził w sumie siedem lat, wyłączając kilkumiesięczny epizod w sezonie 1987/1988, gdy grał w Dozamecie Nowa Sól. Na początku lat 90. znów zamieszkał w Polsce. Wielkiej kariery trenerskiej nie udało mu się zrobić. Trenował juniorów i seniorów w klubie z Wehingen, a w Polsce Pogoń Zduńską Wolę i Unię Skierniewice. Nieźle radził sobie jako szkoleniowiec juniorów ŁKS-u i Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi. Z jego pozasportowych aktywności warto wspomnieć o przygodzie Bulzackiego z polityką. W 2009 roku startował z ramienia Platformy Obywatelskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Mandatu europosła jednak nie uzyskał. Ze światem piłkarskim całkowicie się nie rozstał – często występuje w roli eksperta i proszony jest o opinie na tematy piłkarskie. Przez wiele lat występował też w drużynie oldboyów „Orłów Górskiego”. Chociaż w karierze Mirosława Bulzackiego zabrakło występów na mistrzostwa świata lub sukcesów klubowych, z całą pewnością był jednym z lepszych środkowych obrońców w historii polskiego futbolu.

9

14

Wybitne legendy futbolu:

23 października 1940 r. w Tres Coracoes urodził się Edson Arantes de Nascimento, dobrze znany wszystkim jako Pele, m.in. 3-krotny mistrz świata. Jeden z najsłynniejszych brazylijskich piłkarzy. Powszechnie uważany przez ekspertów piłki nożnej, byłych graczy oraz fanów za najlepszego piłkarza wszechczasów. Jest synem znanego piłkarza krajowej drużyny Fluminense, Joao Ramosa do Nascimento, znanego również jako Dondinho. Pseudonim „Pele” nadano mu w czasach szkolnych na cześć jego ulubionego gracza, bramkarza drużyny Vasco da Gama, o przydomku Bile. Pele dorastał w biedzie, dorabiał jako pucybut oraz jako pracownik herbaciarni. Jego talent piłkarski został zauważony przez Waldemara de Brito, byłego reprezentanta Brazylii, który zatrudnił Pelego w drużynie Santos FC. Po roku gry w juniorach, został włączony do drużyny seniorskiej. Pierwszy mecz w reprezentacji Brazylii rozegrał 7 lipca 1957.Brazylia przegrała z Argentyną 1:2 a jedynego gola dla Canarinhos strzelił właśnie Pele, zostając najmłodszym zawodnikiem, który strzelił bramkę dla reprezentacji własnego kraju. Miał wtedy zaledwie 16 lat i 9 miesięcy. W 1958 roku , mimo swego młodego wieku, zadebiutował na Mistrzostwach Świata, dzięki czemu stał się najmłodszym zawodnikiem, jaki kiedykolwiek wystąpił w turnieju tej rangi. Jego gra podczas mundialu wprawiła w zachwyt znawców, komentatorów i kibiców piłkarskich. Strzelił 6 goli i w dużej mierze dzięki niemu Brazylia sięgnęła po tytuł mistrzowski. Następne 2 turnieje rangi Mistrzostw Świata były dla niego nieudane, lecz w 1970 roku po raz kolejny sięgnął z reprezentacją po złote medale. Pele postanowił zakończyć karierę w 1974 roku, a jego pożegnalny mecz oglądały tłumy (przypuszczalnie ponad 200 tysięcy ludzi). Po pewnym czasie postanowił wrócić do piłki nożnej, grając dla drużyny New York Cosmos, a jego ostatni oficjalny mecz miał miejsce 1 października 1977 roku.Był to mecz pomiędzy dwoma brazylijskimi zespołami, w których Pele spędził większość kariery klubowej - Santos i Cosmos. W każdej z drużyn rozegrał po jednej połowie tego meczu. Po zakończeniu przygody z piłką nożną był dyrektorem sportowym piłkarskiej drużyny Santosu udzielał się również jako komentator sportowy. W 1995 został wybrany na ministra sportu w Brazylii oraz ambasadora Dobrej Woli UNESCO. Promował wiele firm, np. PepsiCo., czy MasterCard. Wystąpił, jako jeden z aktorów, w filmie "Ucieczka do zwycięstwa".

W 1999 roku został uznany najlepszym sportowcem XX wieku, a w 2006 roku, został wybrany do rozlosowania grup Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Pele rozegrał dla reprezentacji Brazylii 91 spotkań, w których strzelił 77 bramek. Reprezentacyjny debiut nastąpił 7 lipca 1957 roku, podczas meczu Brazylia - Argentyna, a jego ostatni występ w narodowych barwach to potyczka z Jugosławią 18 lipca 1971 roku. Z reprezentacją Brazylii odniósł 66 zwycięstw, 14 razy remisował, a 11 razy poniósł porażkę. Brazylijczyk wpisywał się na listę strzelców w 51 meczach, 7-krotnie popisując się hat-trickami. Brał udział w 4 edycjach Mistrzostw Świata, w latach 1958-1970 (w Szwecji, Anglii, Chile oraz Meksyku). Tylko raz brał udział w Copa America, zdobywając koronę króla strzelców po zdobyciu 8 goli w 6 spotkaniach. Pele grał również w 23 meczach reprezentacji uznanych za nieoficjalne, strzelając w nich 18 goli. Pele przez większość swojej kariery (18 lat) grał w brazylijskim klubie Santos. W barwach tego klubu zadebiutował 7 września 1956 roku, strzelając jednego z goli w wygranym meczu z Corinthians (7-1), a jego ostatni występ w Santosie to zwycięstwo nad Ponte Preta (2-0) 2 października 1974 roku. Z tym zespołem zdobył, między innymi: Copa Libertadores (2 razy) oraz Mistrzostwo Brazylii (10 razy).W latach 1975-1977 grał w zespole New York Cosmos, z którym zdobył Mistrzostwo ligi północnoamerykańskiej. Dzięki 12 golom zdobytych w Mistrzostwach Świata znajduje się na 5 miejscu na liście najskuteczniejszych strzelców tego turnieju, jest również jedynym piłkarzem, który z reprezentacją swojego kraju sięgał trzykrotnie po Mistrzostwo Świata. W 1367 oficjalnych meczach strzelił 1281 goli!
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Comentateiro
@Bernard777
@Adran360

6

@FCBparasiempre
Był to Vic Buckingham. Co miał wspólnego z Ajaksem? Dwukrotnie krótko prowadził ekipę z Amsterdamu. Ważniejszym jest chyba jednak fakt, że w trakcie swojego pierwszego pobytu w Holandii odkrył pewnego utalentowanego 12-latka, Johana Cruijffa. Drugi epizod z Joden zaowocował debiutem w pierwszym zespole 17-letniego wówczas geniusza. Legenda głosi, że wpływ Anglika na życie i karierę Cruijffa był tak wielki, że został ojcem chrzestnym jednego z dzieci El Flaco (to bez cienia wątpliwości nieprawda a szkoda, bo byłby to fantastyczny smaczek). Całość piłkarskiej kariery Buckinghama związana była z Tottenhamem – jedynym klubem, którego barwy reprezentował w rozgrywkach Football League. Wziął udział w 204 spotkaniach Spurs na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych. Co ciekawe, Tottenham grał w tamtym czasie na poziomie ówczesnej drugiej ligi, przez co Anglik nigdy nie zaznał gry w najwyższej klasie rozgrywkowej. W gruncie rzeczy najcenniejszym fragmentem tej części jego biografii jest prawdopodobnie sama jej końcówka, kiedy to zetknął się z Arthurem Rowe’em i jego przełomową filozofią ,,push and run” (polegającą w uproszczeniu na szybkim podaniu do partnera, obiegnięciu kryjącego zawodnika rywala i otrzymaniu podania zwrotnego już za obrońcą. Taka gra dała Kogutom pierwszy w historii tytuł mistrza Anglii w 1951 roku; Vic zakończył karierę piłkarską w 1949). Buckinghama pamięta się lepiej z ławki trenerskiej niż z boiska, ale dzisiaj postać ta wydaje się być niemal całkowicie zapomniana. Vic Buckingham trenował wiele drużyn w Anglii, Holandii, Hiszpanii czy Grecji. Pierwszy pobyt w Ajaksie przypada na lata 1959-1961. Przed przeprowadzką do Holandii trenował West Bromwich Albion. W tym czasie The Baggies należeli do Wielkiej Piątki angielskiej piłki. To było jak na tamte czasy naprawdę niezwykłe, że Buckingham wybrał właśnie Ajax. Oczywiście, trenerzy już wcześniej opuszczali Anglię na rzecz drugiej strony Kanału, ale były to zazwyczaj nazwiska, które nie miały akurat zbyt wiele wspólnego z wyspiarską czołówką. W moim odczuciu pokazuje to, jak bohater artykułu wyprzedzał swoją epokę, jak bardzo chciał grać krótkimi podaniami, skupiać się na posiadaniu futbolówki. To było oczywiście niemal całkowicie sprzeczne z tym, jak postrzegało się wtedy piłkę w Anglii. Pierwsza kadencja Buckinghama w Amsterdamie to mistrzostwo oraz puchar Holandii. Anglik bagatelizował jednak swoje osiągnięcia, większość zasług przypisując swojemu poprzednikowi, rodakowi Jackowi Reynoldsowi. W swojej skromności powiedział podobno: ,,Piłkarze Ajaksu, których tutaj zastałem podstawy mieli już opanowane. Wszystko, co musiałem zrobić, to nauczyć ich dłuższego utrzymywania się przy piłce”. Sam Buckingham może i bagatelizował swój wpływ na rozwój drużyny, która miała potem zdominować piłkarską Europę, ale wielu ekspertów to właśnie jego wskazuje jako ojca chrzestnego futbolu totalnego.

W roku 1961 po Buckinghama zgłosiło się Sheffield Wednesday i Anglik wrócił do swojej ojczyzny. Udało mu się trzy razy z rzędu zająć w lidze szóste miejsce. Nieźle jak na klub, który poprzednią dekadę spędził na ciągłych spadkach do Division 2 i awansach do najwyższej klasy rozgrywkowej. Vic Buckingham poprowadził też drużynę do ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych, w którym po porażce 3-4 w dwumeczu, Sowy odpadły z Barceloną. To właśnie ta konfrontacja miała zwrócić uwagę Blaugrany na bohatera tego tekstu – Anglik miał zaimponować włodarzom ekipy z Katalonii stylem gry jego podopiecznych i znaleźć się na liście potencjalnych przyszłych trenerów hiszpańskiego giganta. Czas Buckinghama w Sheffield dobiegł końca w kwietniu 1964 roku wskutek skandalu łapówkarsko-bukmacherskiego, który zdemolował tego roku dużą część angielskiej piłki. Dwóch podopiecznych urodzonego w Greenwich szkoleniowca wraz z jednym byłym zawodnikiem ,,The Owls” było zamieszanych w cały skandal. Chociaż nigdy nawet nie zasugerowano, że Buckingham mógłby mieć z aferą cokolwiek wspólnego, zarząd klubu wyszedł z założenia, że jeżeli trener byłby dla swoich piłkarzy bardziej surowy, do skandalu by nie doszło. I tak, pomimo nie schodzenia poniżej szóstego miejsca w lidze, Anglik stracił pracę. Lato 1964 roku przyniosło powrót do Amsterdamu. Niestety, ale tym razem sukcesy były zdecydowanie mniejsze. Zastał starzejący się skład zawodników, którzy tylko tracili na jakości i zmuszony był skorzystać w bardzo dużej mierze z młodzieży, w tym ze wspomnianego już Cruijffa. Wyniki były słabe, a wizja walki o utrzymanie sprawiła, że już w styczniu następnego roku ustalono, że najlepiej będzie jeżeli Buckingham obejmie wolną posadę w Fulham. Jego następcą został Rinus Michels i raptem cztery lata później Ajax grał w pierwszym z wielu w tamtych latach finałów europejskich pucharów. Powrót do Holandii może i nie był bezdyskusyjnym sukcesem, ale, jak już wcześniej wspomniano, zdaniem wielu Anglik położył fundament pod ekipę, która miała później totalnie zdominować europejski futbol. Po trzech latach w Fulham i roku w Grecji Buckingham został nieoczekiwanie zatrudniony w FC Barcelonie, która faktycznie zapamiętała go sobie z potyczki w Pucharze Miast Targowych. Drużynę objął pod koniec 1969, kiedy Barça znajdowała się raptem cztery punkty nad strefą spadkową. Poprowadził zespół do czwartego miejsca, a następny sezon zakończył w lidze zaraz za Valencią, którą udało się zresztą pokonać w finale Copa del Generalísimo. Do opuszczenia swojej posady po raptem półtora roku zmusiła go operacja spowodowana nawracającymi problemami z plecami. Co ciekawe, ponownie jego następcą został Rinus Michels. Buckingham miał też pośredni wpływ na przeprowadzkę Cruijffa do FC Barcelony w 1973 – Anglik był jednym z najważniejszych zwolenników zakończonej sukcesem kampanii na rzecz zniesienia zakazu kontraktowania zagranicznych piłkarzy przez hiszpańskie kluby.

Przed odejściem na zasłużoną emeryturę w 1980, Buckingham trenował jeszcze Sevillę oraz Olympiakos i Rodos. Zmarł w 1995 roku. W dużej mierze zapomniany w swojej ojczyźnie. Bardzo ciepło wspominają go jednak kibice Ajaksu i Barcelony. Vic Buckingham. Wspaniały trener, który pod wieloma względami wyprzedzał swoje czasy. Postać tę najlepiej podsumowują chyba jego własne słowa z 1993 roku, które znaleźć można w książce Davida Winnera ,,Brilliant Orange”: ,,Futbol oparty na posiadaniu piłki to jest to, nie kick and rush. Granie długich piłek jest zbyt ryzykowne. W zdecydowanej większości przypadków dużo lepsze efekty dają wyuczone umiejętności, nastawienie. Jeżeli masz piłkę – trzymaj ją. Przeciwnik nie będzie w stanie zdobyć bramki”.

10

Twórca futbolu totalnego:

Wiele źródeł podaje, że był kiedyś szanowany angielski trener, którego przedmeczowa rozmowa z prowadzonymi przez niego piłkarzami FC Barcelony składała się ze słów „jebać Betis” oraz precyzyjnie wymierzonego kopniaka w tablicę z taktyką, po której ta przeleciała przez całą szatnię (Alex Ferguson u swego szczytu byłby dumny). Kim był ten trener? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

Z historii Barçy:

23 października 1971 r. otwarto Palau Blaugrana. Przez prawie 75 lat historii Barcelonie brakowało hali sportowej z prawdziwego zdarzenia. Wreszcie w 1971 r. wybudowano wielofunkcyjny obiekt, który mógł służyć różnym sekcjom klubu. Prezydent Agustin Montal w swoim przemówieniu przypomniał całą historię FC Barcelony, otwarcie dwóch słynnych stadionów piłkarskich(Camp de Les Corts i Camp Nou) i obiecał że hala będzie służyła wszystkim socios. Już pierwszego dnia, krótko po otwarciu, odbyły się spotkania żeńskiej siatkówki i pierwszoligowy mecz piłki ręcznej.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Ogorinho1974 W takim razie kontynuuj te daty zgonu, gdyż mam tyle historii i życia na głowie że nie mam czasu ślęczeć i dopisywać ich...

1

@AssisMoreira Jesteś w stu procentach pewien że zawsze(!) grał w ciemno-niebieskich strojach? Nigdy nie grał na całkowicie czarno?
Bo akurat to że zawsze w czapce to wiedziałem ale z tymi strojami to mnie "zastrzeliłeś"

11

Feliz cumpleaños panie Andoni!

23 października 1961 r. urodził się hiszpański bramkarz Andoni Zubizarreta. Wychowywał się w Aretxabaleta w prowincji Gipuzkoa. Sportową karierę rozpoczął w 1977 roku w lokalnej drużynie UD Aretxabaleta. W sezonie 1979-80 grał już w CD Alaves ( gdzie występował m.in. z Jorge Valdano). Po rocznych występach w Alaves wypożyczono go do Athletic Bilbao B. Tam został zauważony przez swojego idola - José Angela Iribara. Zaczęto go przygotowywać na następcę tego wielkiego bramkarza. Od następnego sezonu ( 1981-82) był już pierwszym bramkarzem Athletic, drużyny prowadzonej wówczas przez Javiera Clemente. Zadebiutował w przegranym 0-2 spotkaniu z Atletico Madryt 19.09.1981r.; pierwszego gola strzelił mu Miguel Angel Ruiz. W trakcie swego pobytu w Bilbao opuścił tylko 1 ze 169 spotkań ligowych - z powodu strajku piłkarzy w sezonie 1984-85. Jako zawodnik tego klubu zadebiutował też w pierwszej reprezentacji. Debiut miał miejsce 23.01.1985r. przeciwko Finlandii. Zubizarreta w drugiej połowie spotkania zastąpił Arconadę. Latem 1986r. opuścił Bilbao i został zawodnikiem FC Barcelony. Transfer, którego dokonano na wniosek trenera Therry'ego Venables'a, był rekordowym w ówczesnych czasach - za piłkarza zapłacono 1,600,000 funtów. Andoni nie spotkał się w Barcelonie z entuzjastycznym przyjęciem przez kibiców. Stało się tak dlatego, że miał w drużynie ze stolicy Katalonii zastąpić legendarnego Urrutiego, uwielbianego przez fanów. W czasie oficjalnej prezentacji nowej drużyny kibice powitali Zubiego transparentami z napisem "Do domu". Mimo to, w pierwszym sezonie w barwach nowego klubu Zubizarreta zdobył trofeum najlepszego bramkarza ligi! W 44 spotkaniach puścił 29 goli. Z czasem zyskał przychylność fanów Barcy szczególnie, gdy wraz z przybyciem trenera Johana Cruyffa, nadszedł okres największych sukcesów. Po przegranym w maju 1994r. finale Ligi Mistrzów Zubizarreta musiał opuścić Barcelonę. Zdecydował o tym trener Cruyff, który od pewnego czasu pozostawał w konflikcie z bramkarzem. Oficjalna wersja mówiła o chęci odmłodzenia drużyny, nieoficjalna o tym, że Johan chciał obsadzić w bramce Barcy swojego zięcia Jesusa Angoya. Mimo ofert z klubów zagranicznych, Zubizarreta pozostał w Hiszpanii i podpisał kontrakt z Valencią.

W pierwszym sezonie gry w tym klubie rozegrał m.in. 500-tny mecz ligowy. Valencia nie zdobyła w tym czasie żadnego trofeum, przegrała finał Pucharu Króla w 1995r., była wicemistrzem Hiszpanii w sezonie 1995/96, dotarła do ćwierćfinału Pucharu UEFA w sezonie 1996/97. W tym klubie Andoni zakończył ligową karierę, mając na koncie 622 meczów i 625 puszczonych bramek. Ostatnie spotkanie rozegrał 14 maja 1998r; Valencia przegrała 2-3 z Tenerife a ostatniego gola strzelił Zubiemu Jokanović z rzutu karnego. W reprezentacji Hiszpanii Zubizarreta też bił rekordy występów. Między debiutem w 1985r a ostatnim meczem przeciwko Bułgarii 24.06.1998r, rozegrał 126 spotkań (we wszystkich, poza debiutem występował od pierwszej minuty). Trenerami drużyny narodowej byli w tym czasie Miguel Munoz, Luis Suarez, Vicente Miera i Javier Clemente, który stawiał na Andoniego nawet w ostatnich, najtrudniejszych latach jego kariery, gdy najlepszą formę Zubi miał już za sobą. Rozegrał 16 spotkań w finałach Mistrzostw Świata (Meksyk'86, Italia'90, USA'94, Francja'98), brał też udział w Mistrzostwach Europy we Francji w 84r.( ma z tych mistrzostw srebrny medal, ale był tam rezerwowym i nie zagrał ani minuty), w Niemczech w 88r i w Anglii w 96r. Jako jego walory wymieniano zawsze rozwagę i solidność, umiejętność gry jeden na jeden, dobre ustawienie, blokowanie piłki, umiejętność kierowania grą obrony. Do słabości zaliczano przede wszystkim grę nogami, błędy w grze w powietrzu i brak specjalnych zdolności do bronienia rzutów karnych. Na plus zaliczano zawsze jego wielką osobowość i charyzmę, które zapewniały mu szacunek i uznanie kolegów z drużyny i trenerów. Był kapitanem we wszystkich drużynach, w których występował jak również w reprezentacji kraju. Pełnił też funkcję przewodniczącego związku zawodowego piłkarzy hiszpańskich. W całej swojej karierze, tylko dwa razy w meczu ligowym, raz w spotkaniu pucharowym i raz w meczu reprezentacji został ukarany czerwona kartką.

Po zakończeniu sportowej kariery zamieszkał w Barcelonie i zaczął pracę dla hiszpańskiej federacji piłkarskiej jako pośrednik w relacjach miedzy zawodnikami a federacją i prasą. Zajmował się też drużynami młodzieżowymi i reprezentacją olimpijską. Pełnił funkcję ambasadora hiszpańskiej federacji w czasie, gdy kraj ten ubiegał się o organizację Mistrzostw Europy w 2004r. Był członkiem Narodowej Komisji Do Walki z Dopingiem, razem z Emilio Butragueno pełnił też funkcję rządowego delegata do spraw promocji Stadionu Olimpijskiego w Sewilli. Udzielał się jako komentator piłkarski: najpierw w radiu, później komentując mecze Ligi Mistrzów dla TVE. Razem z Jorge Valdano i innymi sportowcami działa w grupie "Make a Team"- firmie doradczej, będącej częścią prestiżowej grupy Ernest& Young. Zajmuje się ona promocją sportu i doradztwem ekonomicznym w tej dziedzinie. Od lipca 2001 r. do listopada 2004 r. Andoni Zubizarreta pełnił funkcję dyrektora sportowego w swoim dawnym klubie Athletic Bilbao. Jest też członkiem komisji UEFA ds. sportu dziecięcego.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Wielki Widzew:

22 października 1980 r. Widzew Łódź pokonał 3:1 Juventus Turyn! Pierwszy mecz Widzew Łódź – Juventus Turyn w ramach 1/16 Pucharu UEFA został rozegrany na stadionie ŁKS-u, w obecności ponad 40 tys. Widzów (nadkomplet). Mecz wywołał olbrzymie zainteresowanie, gdyż Juventus był (i jest) jednym z najpopularniejszych klubów na świecie a w jego składzie występowało wtedy kilku reprezentantów Włoch (m.in. Dino Zoff, Claudio Gentile, Gaetano Scirea, Marco Tardeli, Antonio Cabrini, Franko Causio-niespełna dwa lata później jako już zawodnik Udinese został piłkarskim mistrzem Świata z drużyną Włoch, Roberto Bettega, Irlandczyk Liam Brady a na trenerskiej ławce siedział słynny Giovanni Trapattoni), natomiast Widzew w rundzie poprzedzającej wyeliminował Manchester United a w rodzimej lidze liderował.

Zamówienia na bilety sięgały ok. 60 tys. (to samo było przed późniejszymi meczami z Juventusem i Liverpoolem w 1983 r.) co dobitnie podkreśla rangę tego wydarzenia w Łodzi i Polsce. Z ekipą Juve przyjechało ponad 30 sprawozdawców i komentatorów a relacje w TVP oglądały miliony Polaków. Już na 2,3 godziny przed meczem trybuny były zapełnione a komunikacja miejska miała problemy z wypełnieniem swojej powinności. Pierwsza połowa to był super spektakl piłkarski. Stroną atakującą byli Włosi a mimo tego to Widzew dyktował warunki gry. Prowadząc rozsądne i przemyślane kontry doprowadził do sytuacji, w której na dogodnej pozycji do strzelenia bramki znalazł się stoper Andrzej Grębosz i wykorzystał ją. Stracona bramka podrażniła Juventus a wprowadzony do gry R. Bettega uzyskał wyrównanie strzelając w 43 min. tzw. „gola do szatni”. Druga połowa pokazała, że Juventus był zadowolony z remisu, natomiast Widzew dążył do zwycięstwa. Wspaniała dyspozycja Z. Bońka i Z. Rozborskiego, którzy inicjowali szybkie akcje przyniosła efekt i goście utracili dwie bramki po strzałach – w 69 min. M. Pięta i 79 min. W. Smolarka. Trener Juventusu był po meczu zaskoczony przegraną 1:3 (1:1), bo nie spodziewał się tak wysokiej porażki i widać było, że stracił trochę pewności siebie, natomiast z umiarkowanym optymizmem podchodził do rewanżu trener Widzewa J. Machciński. Szalikowcy Widzewa siedzieli na tym meczu pod zegarem, a ich liczebność to ok. 600-700 osób. Na tym spotkaniu doping całego stadionu był fantastyczny. Piłkarze grali szybko, akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie i przez 90 min. trzymały wszystkich w napięciu. Po każdej strzelonej bramce przez Widzew aplauz sięgał zenitu a ludzie skakali z radości jeden na drugiego. Dla takich chwil warto kibicować, bo zostają one w pamięci do końca życia. Na tym meczu nie dochodziło jeszcze do jakichś spięć z kibicami ŁKS-u i to również warto podkreślić.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@RozowaPantera W takim razie nic tylko obstawiaj. Będziesz wówczas dosyć bogaty jak obstawisz konkretną sume...

8

Brasil campeão!

22 października 1922 r. Brazylia pokonuje w Rio de Janeiro Paragwaj 3:1 w meczu dodatkowym decydującym o tryumfie w turnieju 6 edycji Copa America i tym samym sięga po raz drugi w historii po to trofeum. Pierwotnie turniej ten miał się odbyć w Chile, jednak Brazylia poprosiła o możliwość organizacji, chcąc uczcić w ten sposób setną rocznicę niepodległości. Po raz pierwszy w historii Copa America do turnieju przystąpiło 5 reprezentacji. Ostatecznie Brazylia, Paragwaj i Urugwaj zgromadziły po 5 punktów a Argentyna jeden mniej. W efekcie zaszła konieczność rozegrania dodatkowego meczu. Jego uczestników wyznaczono po długiej i gorączkowej naradzie wszystkich sędziów. Ponieważ dorobek pierwszych trzech zespołów był identyczny, wprowadzono następujące kryteria pomocnicze: ponieważ tylko Brazylia nie przegrała z nikim, zasługuje na wyróżnienie; Paragwaj wygrał z Urugwajem, co daje mu moralny tytuł do zmierzenia się z Brazylią. Uzasadnienie to wzbudziło ogromne kontrowersje. Urugwajczycy przyjęli je jako wyjątkowo perfidny spisek. Jednak klamka zapadła. 20 tysięcy widzów było świadkami tryumfu swoich ulubieńców. Paragwajczycy tanio skóry nie sprzedali, jednak techniczna wyższość ,,canarinhos” wyraźnie zaznaczyła się z biegiem czasu co poskutkowało zwycięstwem 3:1 po golach Neco i dwóch Formigi. Paragwaj natomiast zasłużenie zyskał miano rewelacji turnieju. ,,Guarani” grali z rozmachem i szybko. Ich ambicja i twardość stały się przysłowiowe. Natomiast królem strzelców został nieoczekiwanie Argentyńczyk Julio Francia, lewoskrzydłowy Newell’s Old Boys, który zdobył 4 gole.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Comentateiro
@Bernard777
@Adran360

7

@FCBparasiempre
Jakim bramkarzem jest ten, którego nie zadręczają puszczone bramki? On musi być dręczony! Jeśli jest spokojny, to oznacza koniec. Bez względu na to, co robił w przeszłości, bo przyszłości nie ma żadnej – mówił Lew Jaszyn, najlepszy bramkarz w historii futbolu. Jedyny piłkarz na tej pozycji, któremu udało się zdobyć Złotą Piłkę.

W historii piłki nożnej wielu graczom z pola udało się zrewolucjonizować grę, ale „Czarna Pantera” – taki przydomek nadali mu kibice podczas mistrzostw świata w 1958, na których Jaszyn, w czarnym komplecie bramkarskim, wyróżniał się nadludzką sprawnością – zrewolucjonizował grę na pozycji golkipera, często starając się powstrzymywać ataki rywala już na przedpolu. Bramkarze grający przed nim spędzali 90 minut między słupkami, czekając na jakąś akcję, Lew Jaszyn zaś, wrzeszcząc na kolegów z pola, budował swój autorytet. Urodził się 12 lat po Rewolucji Październikowej, 22 października 1929 roku. W wyniku dotkliwej dla rolników, przymusowej kolektywizacji przeprowadzonej na początku lat 30. zesłano do łagrów ponad 2 miliony chłopów, a kulminacją wymierzonej przeciwko nim akcji stał się Wielki Głód na Ukrainie, który spowodował śmierć co najmniej 7 milionów ludzi. Lew miał to „szczęście”, że przyszedł na świat w stolicy Związku Radzieckiego, Moskwie. Był synem robotnika, więc represje względem jego rodziny nie były tak silne, jak wobec chłopów. Mieszkał z rodziną w małym mieszkanku na osiedlu robotniczym, położonym w pobliżu fabryki. Chłopak od małego interesował się piłką nożną i czas spędzał pod blokiem kopiąc piłkę z kolegami. W 1941 roku z powodu trwającej II wojny światowej został wraz z bliskimi ewakuowany do Uljanowska, leżącego niemal dziewięćset kilometrów na wschód od Moskwy. Po ukończeniu piątej klasy szkoły podstawowej został oddelegowany do pobliskiej fabryki wojskowej, gdzie uczył się zawodu montera. Po zakończeniu wojny wrócił z bliskimi w rodzinne strony i pracował w Tuszynie, gdzie trenował piłkę nożną w przyzakładowej drużynie. Jego zwinność, warunki fizyczne i wzrost szybko przykuły uwagę skautów z Dynama Moskwa, którzy sprowadzili chłopaka do drużyny młodzieżowej. Tak rozpoczęła się przygoda Lwa Jaszyna ze stołecznym klubem, w którym grał już do końca kariery. Zagrał dla niej ponad 300 spotkań w pierwszym składzie, czterokrotnie zdobywał tytuł mistrza ZSRR i trzykrotnie puchar. Swojego debiutu „Czarny Pająk” – bo taki był jego drugi przydomek obok „Czarnej Pantery” nie może zaliczyć do udanych. Wiosną 1949 roku Dynamo rozgrywało towarzyskie spotkanie z Traktorem Stalingrad. Bramka puszczona przez Jaszyna przypominała scenę z filmu niemego, w którym grał Charlie Chaplin. Golkiper drużyny przeciwnej popisał się potężnym wykopem, a próbujący złapać piłkę Lew zderzył się z kolegą z zespołu, co skończyło się kuriozalnym golem dla Traktora. Jednak w klubie nie grał tylko jako bramkarz piłkarski. W 1953 roku zdobył z hokeistami Dynama mistrzostwo ZSRR i myślał nawet o porzuceniu kariery piłkarskiej, gdyż w sekcji piłkarskiej przegrywał rywalizację o pierwszy skład z Aleksiejem Chomiczem. Jednak sytuacja odmieniła się i Lew Jaszyn na stałe zamienił hokejową bramkę na tę piłkarską. Dzięki ćwiczeniom wykonywanym pod okiem odchodzącego powoli na sportową emeryturę Komicza nauczył się właściwie ustawiać i wkrótce stał się najlepszym golkiperem na świecie. 8 września 1954 roku po udanym sezonie, w którym zdobył mistrzostwo, Lew Jaszyn zadebiutował w reprezentacji ZSRR w meczu ze Szwecją. Nie miał wtedy wiele do roboty, co można wywnioskować z rezultatu – Związek Radziecki rozbił Szwedów 7:0. Dwa lata później, w roku 1956 zdobył Mistrzostwo Olimpijskie. ZSRR wygrał wszystkie swoje mecze. Z RFN 2:1, z Indonezją 4:0 (4 bramki w dogrywce!), w półfinale z Bułgarią 2:1 i wreszcie w wielkim finale z Jugosławią 2:1. Warto również wspomnieć iż 20 października 1957 roku w meczu Polska-ZSRR dwukrotnie pokonał go Gerard Cieślik. Polska wygrała wówczas w Chorzowie 2:1. Okres od debiutu w kadrze do zdobycia mistrzostwa Europy, był dla „Czarnego Pająka” fenomenalny. Czterokrotnie zdobył mistrzostwo ZSRR i raz Puchar. Zaliczył też swój pierwszy z czterech występów na mundialu w Szwecji w 1958 roku. Co prawda reprezentacja Sowietów odpadła w drugiej rundzie, ale Lew pokazał się ze znakomitej strony światu, który na dobre o nim usłyszał. Lew Jaszyn potrafił zorganizować defensywę swojej drużyny, często wrzeszczał na kolegów z drużyny (nawet małżonka bramkarza zwracała mu uwagę na to, że robi to za głośno). W tamtym okresie bardzo rzadkim lub nawet niespotykanym zjawiskiem było noszenie kapitańskiej opaski przez bramkarzy. Lew Jaszyn świetnie wywiązywał się z tego zadania, jego przywództwo na boisku było niepodważalne. „Czarny Pająk” był również jednym z pierwszych golkiperów, który zapoczątkował technikę wybicia piłki w trudnych sytuacjach, a nie łapania jej. Inną praktyką charakterystyczną dla Jaszyna było szybkie wznowienie gry ręką, dający szansę na szybki kontratak. W 1960 odbyły się pierwsze w historii futbolu Mistrzostwa Europy, które zostały rozegrane we Francji. W turnieju rozgrywanym w Paryżu brały udział tylko 4 reprezentacje: Francja, Jugosławia, Czechosłowacja i Związek Radziecki. Tak więc były rozgrywane tylko półfinały, mecz o 3. miejsce i finał. W półfinale spotkały się Francja – Jugosławia oraz ZSRR – Czechosłowacja. Więcej emocji wzbudził o dziwo ten pierwszy mecz – po dramatycznym widowisku i gradzie bramek, gospodarze ulegli Jugosławii 4:5. Czechosłowacja sprawiła Związkowi Radzieckiemu niewielki kłopot i poległa z Sowietami 0:3. W finale spotkały się komunistyczne reprezentacje ZSRR i Jugosławii – tak jak cztery lata wcześniej, w Melbourne. Po zwycięstwie w dogrywce 2:1 ZSRR z „Czarną Panterą” w bramce zdobyło historyczny, pierwszy Puchar Europy. Lew z reprezentacją dotarł do ćwierćfinału zarówno na mundialu w Szwecji, jak i Chile w 1962. Po przegranej z gospodarzami i fatalnym, zremisowanym spotkaniu z Kolumbią, na temat Jaszyna pisano głównie nekrologi, lecz po wspaniałym roku, w fenomenalnym stylu w 1963 roku zdobył Złotą Piłkę, zamykając usta krytykom i pozostając do dziś jedynym bramkarzem w historii, który zdobył ową nagrodę. Potem swój najlepszy występ reprezentacja Związku Radzieckiego zaliczyła na mundialu w Anglii w 1966 roku, gdzie zajęła 4 miejsce. Chociaż pojechał też na mundial do Meksyku, był jedynie trzecim bramkarzem kadry. Statystyki Jaszyna na mistrzostwach zatrzymały się na 13 występach i 4 czystych kontach. Trzy razy został wybierany jako najlepszy bramkarz w ZSRR. Jeden z jego najlepszych występów zanotował w roku 1963, grając w meczu Reszty Świata przeciwko Anglii na stadionie Wembley. Popisał się wówczas serią wspaniałych parad bramkarskich. W całej swojej karierze obronił 151 rzutów karnych, 270 razy zachował czyste konto. Otrzymał również najwyższe odznaczenie państwowe, Order Lenina za wybitne zasługi dla narodu. Z reprezentacją ZSRR czwarte miejsce na mundialu (1966), mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy (odpowiednio 1960 i 1964) oraz triumf na igrzyskach olimpijskich w Melbourne (1956). O jego umiejętnościach indywidualnych wszystko mówi jedno wyróżnienie: Złota Piłka za rok 1963. Lew Jaszyn do dnia dzisiejszego jest jedynym bramkarzem, który zwyciężył w tym plebiscycie. W pokonanym polu pozostawił Gianniego Riverę z Milanu oraz Jimmy’ego Greavesa z Tottenhamu.

Strzelenie bramki Jaszynowi było prawdziwym powodem do chluby. Piekielnie trudno było go pokonać. Tak wspomina spotkanie z „Czarną Panterą” na mundialu w Szwecji w 1958 roku były skrzydłowy reprezentacji Anglii, Tom Finney: ” Wygrywaliśmy 2-1 kiedy sędzia podyktował dla nas rzut karny. Podszedłem do piłki by strzelić. W bramce stał Lew Jaszyn, był wyśmienitym bramkarzem, bronił już wiele rzutów karnych, był też przerażający, cały ubrany na czarno.” Respekt, jaki budził w oczach rywali istotnie pomagał mu w grze. Przed Lwem Jaszynem szacunek czuł nawet słynny Pele. Lew Jaszyn w dość niekonwencjonalny sposób przygotowywał się do meczów. Jego receptą na sukces było, jak sam mawiał: ”Zapalić papierosa, by ukoić nerwy i wypić duży łyk mocnego trunku, by pobudzić mięśnie”. Niezależnie od tego czy rzeczywiście tak było, przyszło mu grać w erze znakomitych strzelców takich jak Alfredo Di Stefano czy Eusebio i nie przeszkodziło mu to w zdobyciu Złotej Piłki. Wielokrotny reprezentant ZSRR poza boiskiem był zwykłym człowiekiem, wbrew temu, jak był postrzegany na boisku. Kolega z reprezentacji Giennadij Łogofiet, mówił o nim: „To wielka osobowość, człowiek ponadczasowy i trzymający się z dala od polityki. Nie był ani trochę arogancki. Najlepszy bramkarz świata zachowywał się jak zwykły człowiek, bez żadnych fajerwerków.” Lecz po jednym ze spotkań w 1962 roku, kiedy spadła na niego olbrzymia fala krytyki, zdenerwował się i postanowił występować tylko w wyjazdowych meczach reprezentacji. Choć największe sukcesy „Czarnej Ośmiornicy” czy też „Czarnej Pantery” z reprezentacją to Mistrzostwo Olimpijskie i Mistrzostwo Europy, to bramkarz przyznał, że najbardziej ceni mecze rozegrane na mundialu. Bardzo lubił tam grać, mógł wtedy pokazać swoje niebywałe umiejętności na największej ze scen. Żałował, że nie nigdy nie udało mu się zdobyć Pucharu Świata. Swój ostatni, pożegnalny mecz dla Dynama Lew rozegrał w roku 1971, w Moskwie, kiedy miał już 41 lat. Na stadionie im. Lenina zebrało się 100 tysięcy kibiców chcących oddac hołd najlepszemu bramkarzowi w historii futbolu. Wśród żegnających „Czarną Panterę” byli m.in.: Pele, Eusebio i Franz Beckenbauer. Po zakończeniu kariery wybitny bramkarz zajął się szkoleniem młodzieży. Trenował kilka młodzieżowych zespołów, jak i kilka seniorskich w Finlandii. Bez żadnych większych sukcesów. W roku 1986 z powodu infekcji, amputowano mu nogę. Coraz bardziej podupadał na zdrowiu. W 1990 roku, w roku wielkich przemian, powolnym rozpadzie ZSRR, Lew Jaszyn zmarł. Legenda. Najlepszy bramkarz w historii futbolu, prekursor, ikona. W roku 2000 został wybrany przez FIFA i historyków IFFHS najlepszym bramkarzem stulecia. Jego nazwisko stało się synonimem perfekcji między słupkami. Od mistrzostw świata w 1994 do mundialu w Niemczech w 2006, najlepszy bramkarz turnieju otrzymywał nagrodę imienia Lwa Jaszyna. To dowód, że za jego sprawą pozycja bramkarza nigdy nie będzie wyglądać tak samo, że jego postać po dziś dzień inspiruje. Dziś mamy okazję obserwować choćby Manuela Neuera, który zdaje się być równie perfekcyjnym, charyzmatycznym golkiperem. Mało prawdopodobnym jest, by zdobył tytuł najlepszego bramkarza. Historia pokazała jednak, że taka sytuacja jest możliwa.

Osiągnięcia i statystyki:

Osiągnięcia klubowe:

Mistrzostwo ZSRR (5x): 1954, 1555, 1957, 1959, 1963

Wicemistrzostwo ZSRR (6x): 1950, 1956, 1958, 1962, 1967, 1970

Puchar ZSRR (3x): 1953, 1967, 1970

Mistrzostwo ZSRR w hokeju na lodzie (1953)

Osiągnięcia Reprezentacyjne:

Mistrzostwo Olimpijskie (1x): 1956

Mistrzostwo Europy (1x): 1960

Wicemistrzostwo Europy (1x): 1964

Osiągnięcia Indywidualne:

Ballon D’Or: 1963

FIFA XI: 1963, 1968

UEFA XI: 1964, 1965

World Soccer World XI: 1963, 1964, 1966, 1967

World Soccer 100 najlepszych piłkarzy wszech czasów

World Soccer najlepsza XI wszech czasó

Order Lenina: 1967

Order Olimpijski: 1986

Złoty Order FIFA: 1988

Drużyna wszech czasów mistrzostw świata FIFA

World Hall of Fame of Soccer

Bramkarz stulecia FIFA

IFFHS Legendy

IFFHS Najlepszy bramkarz stulecia

Rekordy i ciekawostki:

812 meczów w karierze, 270 czystych kont, ponad 150 obronionych rzutów karnych

12 występów w Mistrzostwach Świata, 4 czyste konta

8

12

Pogrom!

22 października 1908 r. reprezentacja Danii rozgromiła na „White City” w Londynie w półfinale Igrzysk Olimpijskich pierwszą drużynę Francji(w turnieju grała również Francja B) aż 17:1(6:1)!!! Duńczycy z dwoma nowymi skrzydłowymi byli w świetnej dyspozycji. Reprezentacja Francji, która zrównała się z drugą drużyną, którą Duńczycy wyeliminowali w ćwierćfinale, również liczyła sześciu debiutantów, ale Francuzi uznali ją za silniejszą. Francuzi ponieśli druzgocącą porażkę również dlatego, że ich wytrzymałość wyczerpała się w drugiej połowie. Była to najwyższa porażka w historii Francji a z kolei Duńczycy odnieśli najwyższe zwycięstwo w historii. Francuzi byli tak zszokowani tymi żenującymi porażkami, że odmówili gry o brązowy medal. Duńczycy nie tylko dotarli do finału olimpijskiego ale też ich środkowy napastnik Sophus Nielsen ustanowił także trzy rekordy świata w jednym meczu: najszybszy hat-trick i quadra-trick oraz najwięcej strzelonych goli(10!) przez jednego zawodnika w oficjalnym meczu międzynarodowym. Były to również rekordy olimpijskie. Sophus Erhard Nielsen strzelał kolejno w: 3', 4', 6', 39', 46', 48', 52', 64', 66', oraz 76' minucie.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Pamiętajmy, to dzięki niemu ,,istniejemy”:

20 października 1899 r. niejaki pan Hans Kamper szukał w Barcelonie partnerów do gry w piłke. W związku z tym zamieścił ogłoszenie w tygodniku ,,Los Deportes”: ,,Nasz kolega Kans Kamper z sekcji futbolu Stowarzyszenia sportowców i były mistrz Szwajcarii chciałby zorganizować spotkania w Barcelonie. Prosimy zainteresowanych o kontakt z nim. Będzie on możliwy we wtorki i piątki wieczorem od 21:00 do 23:00”. W taki oto sposób szanowni cules, rodziła się Duma Katalonii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

9

@FCBparasiempre
21 października 1999 r. Widzew Łódź zremisował z AS Monaco 1:1 w II rundzie PUEFA. Pojedynki widzewiaków z drużyną z księstwa okazały się być ostatnimi(jak do tej pory) meczami drużyny z Alei Piłsudskiego w Europie. Żeby było ciekawiej, rok wcześniej swoje ostatnie spotkania w Europie zaliczył ŁKS. Też był to dwumecz z… Monaco. Swoją drogą piłkarze z bajkowego i pozbawionego trosk zakątku na południu Europy mieli ciekawe wycieczki do Polski. Najpierw(w 1992 roku) trafili do Legnicy, w której jeszcze kilka lat wcześniej aż roiło się od radzieckich wojsk. Pięć lat później przyjechali do Nowej Huty, by na Suchych Stawach grać z Hutnikiem, wreszcie mieli dwie wycieczki do Łodzi: pierwszą na niesławne „Estadio da Gruz”, czyli rozpadający się stadion ŁKS tuż obok Dworca Kaliskiego, a w 1999 roku na przebudowywany stadion Widzewa we wschodniej części miasta. Dodajmy tylko, że sama Łódź wówczas czystością i schludnością nie grzeszyła… Ekipa Claude’a Puela przyjeżdżała do Łodzi w glorii wicelidera Ligue 1. W pierwszej rundzie Pucharu UEFA Monaco poradziło sobie ze szkockim St. Johnstone 3:0 (dwa gole Włocha Marco Simone, jeden Davida Trezegueta), w rewanżu remisując 3:3 (gole dla Monaco: Dado Pršo, John Arne Riise, Sylvain Legwinski). Z kolei Widzew najpierw stoczył nieudaną batalię o Ligę Mistrzów (wygrana z Liteksem Łowecz, porażka z AC Fiorentina) a w Pucharze UEFA przeszedł Skonto FC (0:1 na wyjeździe, 2:0 u siebie po golach Artura Wichniarka i Dariusza Gęsiora). W Łodzi nie było atmosfery wielkiego meczu. Stadion przy Alei Piłsudskiego był w kompletnej przebudowie. Na mecz przyszło ledwie trzy tysiące widzów. Fanów nie zachęcały kiepskie wyniki w lidze, zawirowania kadrowe i przenikliwe zimno. Do Łodzi przyjechała grupka 70 fanów Monaco, których w całym meczu można było tylko raz usłyszeć. Na stadionie pojawił się też widzewski boss Andrzej Grajewski, którego na stadionie nie widziano dobre pół roku. Swoich piłkarzy doglądał także prezydent Monaco, Jean-Louis Campora.

W łódzkim zespole brakowało Tomasza Łapińskiego (kontuzja), Rafała Kaczmarczyka i Marcina Zająca. Goście też nie wyszli w najsilniejszym zestawieniu. W Łodzi nie pojawili się Fabien Barthez, Argentyńczyk Marcelo Gallardo oraz Simone. Francuscy dziennikarze byli niemal pewni, że po meczu z Monaco do Francji poleci Rafał Pawlak. Obrońca łodzian miał zasilić SC Bastię, w której grali wówczas Piotr Świerczewski i Mariusz Piekarski. Mecz numer 65 w europejskich pucharach rozpoczął się dla Widzewa fantastycznie. Już w 4. minucie po dalekim podaniu Radosława Michalskiego w pole karne wpadł Wichniarek. Przy próbie minięcia Philippe’a Christanvala został przez niego sfaulowany. Sędzia nie miał wątpliwości i wskazał na „wapno”. Z jedenastu metrów strzelał sam poszkodowany i choć Tony Sylva wyczuł intencje strzelca, piłka po jego rękach wpadła do siatki. Po zdobyciu gola Widzew cofnął się na własną połowę i pozwolił rozwinąć skrzydła gościom. Po centrze Sabriego Lamouchiego niecelnie głową uderzał Trezeguet. W 15. minucie Marek Matuszek odważnym rzutem pod nogi powstrzymał atak mistrza świata. Dziesięć minut później bramkarz Widzewa wypuścił piłkę po uderzeniu Lamouchiego, a usiłującego dobić futbolówkę Ludovica Giuly’ego uprzedził Maciej Stolarczyk. Widzew z rzadka atakował – po akcji Wichniarka z trudnej pozycji uderzał Gęsior, ale krzywdy gościom nie zrobił. Pod koniec pierwszej połowy nieradzący sobie z Danielem Boguszem Trezeguet w jednej z akcji… przeszedł po głowie leżącego wychowanka Jagiellonii. Na szczęście gracz z Podlasia to twardziel jakich mało i wrócił na murawę. Gdy wydawało się, że łodzianie odzyskują inicjatywę, stracili gola z… kontrataku. Po akcji Christanvala z szesnastu metrów w samo okienko przymierzył Giuly. Matuszek był bez szans. Tuż po przerwie Widzew mógł objąć prowadzenie, bo Christanval tak pechowo zagrywał do Sylvy, że go… przelobował. Bramkarz Monaco zdołał chwycić piłkę przed linią bramkową. Po zmianie stron poprawiła się łódzka defensywa, wspierana przez Michalskiego. Łodzianie zdecydowali się też zagrać nieco odważniej. Gdy Meksykanin Rafael Márquez „wyciął” wychodzącego na czystą pozycję Wichniarka, sędzia pokazał mu tylko żółtą kartkę. „Wichniar” z wolnego nie trafił w bramkę. W końcówce mocno na bramkę Widzewa strzelił Riise, a podbita przez Stolarczyka piłka spadła na siatkę tuż nad poprzeczkę. Łodzianie mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale obrońcy Monaco zablokowali Gęsiora, a Tomasz Kiełbowicz z rzutu wolnego pomylił się o centymetry.

Widzew: Marek Matuszek – Daniel Bogusz, Maciej Terlecki, Maciej Stolarczyk – Sławomir Gula, Radosław Michalski, Dariusz Gęsior, Mirosław Szymkowiak, Rafał Pawlak (71. Tomasz Kiełbowicz) – Marek Citko (77. Michał Stasiak), Artur Wichniarek.

Monaco: Tony Sylva – Pablo Contreras, Philippe Christanval, Rafael Márquez, Philippe Léonard – Moussa N’Diaye, Sabri Laomuchi, Pontus Farnerud (55. Dado Pršo), John Arne Riise – Ludovic Giuly, David Trezeguet (78. Martin Djetou).

7

12

Wybitne legendy, nie tylko hiszpańskiego futbolu:

21 października 1933 r. urodził się hiszpański lewoskrzydłowy Francisco Gento, 6-krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów oraz 12-krotny Mistrz Hiszpanii! Gento a dokładnie Francisco Gento Lopez to niewątpliwie jeden z twórców wielkiego Realu. Jest on jednym z najbardziej utytułowanych piłkarzy Realu a także jednym z najbardziej utytułowanych na świecie. Paco Gento przyszedł na świat 21 października 1933 roku w miejscowości o nazwie Guarniza. Jego dzieciństwo, spędzone na wsi nie było łatwe. Piłkarską karierę rozpoczynał w podrzędnym klubiku Nuevo Montana. Później na drodze do sławy były Astillero oraz Rayo Cantabria aż w końcu znalazł miejsce w Racingu Santander. Tam został dostrzeżony przez ówczesnego wiceprezydenta Realu - Bustamante - i sam Bernabeu długo się nie zastanawiając sprowadził go do Madrytu. Gento zaczął bardzo szybko błyszczeć jako lewoskrzydłowy, był bardzo szybki - 10,9 sekund na 100 metrów z piłką przy nodze - i zwinny, w czym na pewno pomagały mu warunki fizyczne, gdyż mierzył tylko 169 centymetrów. Debiutuje w zespole Królewskich 16 września 1953 roku w meczu z Osasuną Pampeluna i nie opuszcza Blancos aż przez 18 lat! W międzyczasie prezydent Bernabeu sprowadza do Madrytu jednego z najlepszych piłkarzy wszechczasów - Alfredo Di Stefano - i tak zaczyna się złota era klubu, dominującego w Hiszpanii i w Europie przez kilka lat. Pierwszy sezon Gento w Realu Madryt zostaje zakończony mistrzostwem. Podobnie następny. A wtedy właśnie w roku 1955 startuje Puchar Mistrzów. Królewscy w pierwszej rundzie bardzo łatwo odprawiają z kwitkiem Servette Genewa, potem z małymi problemami ogrywa Partizan Belgrad oraz AC Milan, by wreszcie 13 czerwca 1956 roku stanąć do batalii ze Stade Reims o upragniony Puchar. Po dobrym meczu, Gento i koledzy zwyciężają 4:3 i po raz pierwszy Puchar Mistrzów ląduje w Madrycie. I podobnie dzieje się przez kolejne 4 lata.

W roku następnym Real zwycięża w finale z Fiorentiną 2:0 a jedną z bramek strzela nasz bohater. W 1958 roku zwycięstwo w finale po dogrywce z AC Milan a decydująca bramkę zdobywa nie kto inny jak Francisco. Potem finał ze Stade Reims - 2:0 i w końcu rok 1960 to wygrana 7:3 z Eintrachtem Frankfurt a we wszystkich z siedmiu bramek palce maczał Gento. Otrzymuje wtedy razem z Di Stefano i Zarragą od Santiago Bernabeu złoty mini Puchar Mistrzów za uczestnictwo we wszystkich pięciu finałach. Ale to jeszcze nie koniec przygody Gento z Pucharem Mistrzów. W 1962 i 1964 roku co prawda Real przegrywa batalie w finale ale w 1966 z Gento jako kapitanem Królewscy zdobywają Puchar po raz szósty. Do dziś nikt nawet nie zbliżył się do tej liczby. Występy w Pucharze Mistrzów zamknął liczbą 88 (57 razy jako kapitan) i 30 golami. A w europejskich pucharach wystąpił łącznie 99 razy, co przebił dopiero niedawno Manuel Sanchis. Oczywiście Gento i Real święcili triumfy nie tylko w Europie. Do jego konta można dopisać oprócz wspomnianych mistrzostw Hiszpanii w 1954 i 1955, mistrzostwa z lat: 1957, 1958, 1961, 1962, 1963, 1964, 1965, 1967, 1968, 1969. 427 razy pojawiał się na murawie w rozgrywkach La Liga strzelając 128 goli. 73 razy występował w Copa del Rey zdobywając go w 1962 i 1970 roku. Oczywiście piłkarz takiej klasy jak Gento występował również w reprezentacji Hiszpanii. Ulubieniec kibiców Blancos przywdziewał narodowe barwy 43 razy strzelając 5 goli. Piłkarską karierę zakończył w 1971 roku po nieudanym finale Pucharu Zdobywców Pucharu. Imponujący dorobek Gento to 6 Pucharów Mistrzów, 12 Mistrzostw Hiszpanii i 2 Puchary Hiszpanii.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

11

Lionel Messi kontra Ronaldo:

Lionel Messi zrównał się z zaciekłym rywalem Cristiano Ronaldo w wyścigu o tytuł najlepszego strzelca wszech czasów Ligi Mistrzów a FC Barcelona przygotowywała się do El Clasico, po drodze odnosząc zwycięstwo 3:1 nad Ajaxem 21 października 2014 r. Zarówno Messi, jak i Ronaldo z Realu Madryt zdobyli już 69 goli w tych rozgrywkach. Argentyńczyk we wtorek wieczorem dołożył bramkę otwierającą wynik meczu, strzeloną przez Neymara w pierwszej połowie spotkania na Camp Nou. Później zdjęto go z boiska, aby mógł zachować świeżość przed sobotnim starciem na Santiago Bernabéu. Wówczas, podobnie jak Ronaldo, brakowało mu dwóch goli do rekordowego wyniku Raula, byłego napastnika Realu. W drugiej połowie Ajax stopniowo zyskiwał przewagę, ale wkrótce po tym, jak Anwar El Ghazi zmniejszył stratę o połowę, Sandro Ramirez przypieczętował wynik golem w doliczonym czasie gry. Dzięki temu zwycięstwu Barça ma sześć punktów i utrzymuje drugie miejsce w grupie F za Paris Saint-Germain, które pokonało APOEL na Cyprze. Marc-Andre ter Stegen spędził stosunkowo spokojny wieczór w bramce Blaugrany, podczas gdy jego koledzy z drużyny przez większość meczu dawali się we znaki holenderskim przeciwnikom. Pierwszy gol padł już po ośmiu minutach. Olśniewająca gra jednym dotknięciem sprawiła, że atakujący FC Barcelony rzucili się w pole karne Ajaxu. Gdy Neymar otrzymał podanie od Messiego na lewą stronę, z radością umieścił piłkę w siatce obok Jaspera Cillessena. Katalończycy rozbili obóz na połowie holenderskiej a Messi wkrótce sprawdził swoją celność strzałem lewą nogą z krawędzi pola karnego, który poszybował nad poprzeczką. Jego cel okazał się celny w 24. minucie i tym samym osiągnął kolejny ważny punkt w swojej karierze. Kiedy nieudolne wybicie obrońców Ajaxu odbiło się od piłki i piłka trafiła pod nogi Andresa Iniesty, ten drobny pomocnik natychmiast dostrzegł bieg Messiego i zaliczył idealną asystę. Argentyńczyk umieścił piłkę pod obrońcą Cillessena, dzięki czemu zrównał się z Ronaldo i był o zaledwie dwie bramki od Raula.

Barça powinna była zdobyć trzeciego gola, gdy Messi wypuścił Pedro na lewą stronę boiska na krótko przed upływem pół godziny gry, ale skrzydłowy zdążył tylko uderzyć piłkę w dalszy słupek, ponownie pokonując Cillessena. Iniesta mógł strzelić trzeciego gola jeszcze przed przerwą, i to w pięknym stylu. Po minięciu czterech obrońców i znalezieniu się sam na sam z Cillessenem, próbował podać do bramkarza Ajaxu, ale piłka odbiła się od jego palców i minęła bramkę. Natarcie trwało po wznowieniu gry, ale Messiemu nie udało się zdobyć drugiego gola, bo odgwizdano spalonego. Po tym, jak rzucił się do przodu i zablokował niecelny strzał Pedro, piłka padła bez szans. Messi w swoim charakterystycznym stylu przedarł się przez obronę, ale trafił w boczną siatkę, a Ajax wkrótce po raz pierwszy zobaczył bramkę Ricardo Van Rhijna, który potężnym strzałem ominął słupek. Być może mając na myśli weekendowe El Clasico, trener Luis Enrique zdjął Messiego na rzecz Munira – misja napastnika, by prześcignąć osiągnięcia Ronaldo, została zawieszona na co najmniej kolejne dwa tygodnie. Choć Barça kontrolowała sytuację, zależało jej na strzeleniu kolejnej bramki i przypieczętowaniu zwycięstwa. Ivan Rakitić naprawdę wystraszył Cillessena potężnym strzałem z dystansu. Strach, którego mieli nadzieję uniknąć, jednak nadszedł, gdy El Ghazi wpakował piłkę do bramki dwie minuty przed końcem meczu, gdy Blaugrana nie zdołała wybić piłki z pola karnego. Zostały cztery minuty doliczonego czasu gry. Gospodarze, choć pewnie przetrwali ostatnie wymiany ciosów, niski strzał Sandro na koniec kontrataku wystarczył, by zmylić Cillessena.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

1

@Bernard777 No więc właśnie z tego głównie powodu nienawidze Legii na krajowym podwórku. Niech się tam sami teraz gryzą i pozabijają!!
Zapomniałem dodać że całkowicie przestałem mieć jakąkolwiek sympatie do Legii, kiedy sie o tym wszystkim dowiedziałem, czyli jakieś 25 lat temu...

11

Niechlubne rekordy Blaugrany:

21 października 1945 r. FC Barcelona poległa na ,,Camp de Les Corts” 0:6 z Athletic Bilbao w 5 kolejce Primera Division. Była to najwyższa porażka Blaugrany u siebie w meczu o punkty. ,,Wiemy że Athletic był zawsze trudnym rywalem dla wszystkich katalońskich drużyn ale nie dało się oczekiwać czegoś takiego. Nie można odbierać Athletic wspaniałego zwycięstwa, lecz Barça poddała się w niezrozumiały sposób. Co prawda zagrała bez kilku piłkarzy i miała złe popołudnie dokładnie w momencie, gdy potrzebowała dobrej gry ale… może lepiej nie dodawać nic więcej”- podsumował mecz dziennik ,,El Mundo Deportivo”.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

13

Wreszcie zwycięstwo:

20 października 2011 r. Wisła Kraków pokonała Fulham FC 1:0 w 3 kolejce Ligi Europy. "Biała Gwiazda" wykonała zadanie i wygrała mecz od którego zależało jej dalsze "być albo nie być" w Lidze Europy. To pierwsze punkty mistrzów Polski w tych rozgrywkach. Wcześniej podopieczni trenera Roberta Maaskanta ulegli Odense 1:3 i Twente Enschede 1:4.

Martin Jol (trener Fulham): "Na pewo jest to dla mnie bardzo frustrujący wieczór. Do sytuacji, w której Moussa Dembele ujrzał czerwoną kartkę, kontrolowaliśmy sytuację na boisku. Gra w osłabieniu utrudniła nam jednak osiągnięcie korzystnego rezultatu. Rzeczywiście mój zawodnik pchnął przeciwnika, ale nie było to silne uderzenie. Wcześniej to on został kopnięty. Piłkarz nie powinien oczywiście sam wymierzać sprawiedliwości, ale trzeba widzieć całą otoczkę tej akcji. Według mnie Osman Chavez powinien wcześniej otrzymać drugą żółtą kartkę. Będziemy grać niedługo z Wisłą u siebie i postaramy się wyrównać rachunki".

Robert Maaskant (trener Wisły): "Mimo braku pięciu piłkarzy to był na pewno nasz dobry mecz. Wydaje mi się, że mój zespół powoli przyzwyczaja się do sytuacji, że nie gra w optymalnym zestawieniu. Jeszcze, gdy graliśmy jedenastu na jedenastu, mieliśmy kilka sytuacji do zdobycia gola. Fulham ułatwiło nam sprawę, gdy jeden z jego zawodników dostał czerwoną kartkę. David Biton po raz kolejny potwierdził swoją wartość strzelając bramkę. Mogliśmy ich zdobyć więcej, ale i tak cieszę się z osiągniętego rezultatu. Wpuściłem dziś na boisko Michała Czekaja i Daniela Bruda. Nie była to zaplanowana akcja, reakcja na okrzyki kibiców w poprzednim meczu, lecz zbieg okoliczności. Wracając do sytuacji, po której zawodnik Fulham otrzymał czerwoną kartkę, to podkreślę, że niezależnie od okoliczności piłkarz nie może uderzać drugiego".

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

14

Wielka chwila radości w czasach sowieckiego reżimu:

20 października 1957 roku reprezentacja Polski w piłce nożnej pokonała na Stadionie Śląskim w Chorzowie ZSRR 2:1 (1:0) w meczu eliminacji mistrzostw świata Szwecja'58. Dla kibiców zgromadzonych na Stadionie Śląskim zwycięstwo Polski było czymś więcej niż tylko sportowym sukcesem. Ci, którzy w 1957 roku tłumnie zjechali do Chorzowa, mieli jedno marzenie. W ich głowach brzmiało stwierdzenie, być może mało eleganckie, ale wyrywające się z głębi serca - "dokopać Ruskim!", odegrać się za wszystko, za wojnę, za Stalina i za poprzednią porażkę. Kibice wciąż mieli bowiem w pamięci bolesne wydarzenia z Moskwy z 23 czerwca 1957 roku, kiedy Polska przegrała z Rosjanami 0:3. No i się udało - "dokopaliśmy Ruskim", "Kocioł Czarownic" oszalał, stwierdzilibyśmy teraz. Na murawę polska drużyna wyszła w składzie: Edward Szymkowiak, Stefan Floreński, Roman Korynt, Jerzy Woźniak, Ginter Gawlik, Edmund Zientara, Edward Jankowski, Lucjan Brychczy, Henryk Kempny, Roman Lentner i wielki Gerard Cieślik, w roli kapitana. Cieślik na ten mecz powołany był w ostatniej chwili, co niezwykle ucieszyło jego klubowych kibiców i jak się później miało okazać całą Polskę. Trzydziestoletni zawodnik Ruchu Chorzów zdaniem fanów gwarantował jakość na boisku. "Jest Cieślik - jest Ruch, nie ma Cieślika - jest bezruch" - mówiono o piłkarzu. Ta opinia znalazła potwierdzenie na murawie w Chorzowie, bo oba gole dla biało-czerwonych strzelił właśnie napastnik Ruchu Chorzów. "W czterdziestej trzeciej minucie piłkę przejął po lewej stronie boiska Brychczy, przedłużył do Kempnego, a ten podał do wychodzącego na wolną pozycję Cieślika. Nasz mały łącznik znalazł się sam na sam z Jaszynem i strzelił w róg bramki. Okrzyki 'Jest! Jest!' wstrząsnęły całym Chorzowem a za sprawą głośników radiowych chyba całą Polską (na antenie Polskiego Radia ten mecz komentował Tadeusz Pyszkowski) - wspomina wydarzenia w swojej książce "Tajemnice Króla Kibiców" Andrzej "Bobo" Bobowski. Drugi gol dla reprezentacji Polski padł po przerwie. Współautorem tego gola był Lucjan Brychczy, który zdaniem Bobowskiego rozgrywał jedno z najlepszych spotkań w karierze. "Po efektownej indywidualnej akcji prawą stroną dokładnie dośrodkował na głowę Cieślika, który mimo skromnego wzrostu nie marnował takich okazji" - opisuje w swojej książce "Bobo". „To był jeden z większych sukcesów, tym bardziej, że Sborna była faworytem a na nas nikt nie stawiał” - mówił w rozmowie z Polskim Radiem Lucjan Brychczy. Naszą "11" do walki zagrzewało 100 tysięcy widzów, którzy z trybun krzyczeli "jeszcze Polska nie zginęła", co zdaniem pamiętających tamte chwile wywołało strach w oczach piłkarzy Sbornej. Bramki radzieckiej drużyny bronił legendarny Lew Jaszyn. Honorowego gola dla gości strzelił Walentin Iwanow. Obie reprezentacje zakończyły eliminacje z takim samym dorobkiem punktowym i o awansie na turniej w Szwecji zadecydował baraż rozegrany 24 listopada 1957 roku w Lipsku, wtedy leżącym na terenie Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zwyciężyła ekipa ZSRR 2:0. 20 października 1957 powstał zalążek późniejszej nazwy jaką nosi stadion w Chorzowie. Gdy 6 czerwca 1973 roku polscy piłkarze pokonali w Chorzowie Anglię 2:0, angielskie media okrzyknęły śląski obiekt "Kotłem Czarownic".

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Bernard777 Wiesz co, kiedyś troszke kibicowałem Legii ale niedługo. Teraz Legii kibicuje wyłącznie w europejskich pucharach dla dobra polskiego futbolu. Na arenie Polski ich nie dzierże i to nie tylko z powodu że jestem kibicem Widzewa ale przedewszystkim z powodu ich "wojskowości" za czasów PRL-u. Wiesz co mam na myśli?

13

Szalony mecz i hokejowy wynik na Estadio ,,El Riazor”:

20 października 2012 r., po niezwykle emocjonującym spotkania liderująca w lidze hiszpańskiej FC Barcelona pokonała Deportivo La Coruną 5:4, mimo iż niemal całą drugą połowę grała w "10". Trzy gole zdobył Leo Messi i objął prowadzenie w klasyfikacji strzelców! To był hit tego weekendu. Niesamowite spotkanie. Wydawało się na początku, że będzie to mecz do jednej bramki, ale było to złudne. Już w 8. minucie, po golach Alby i Tello, Duma Katalonii prowadziła 2:0 a w 18. minucie gospodarzy, swoją pierwszą bramką dobił niezawodny Leo Messi. Deportivo rozłożone na łopatkach nie przebywało długo, bo już w 26. minucie Pizzi odpowiedział golem dla gospodarzy. Atak pozycyjny Blaugrany trwał ale kontry środkiem pola rozbijały eksperymentalną obronę Barçy. Do bramki w 37. minucie trafił w końcu Bergantinos i zmniejszył przewagę gości do stanu 2:3. Tuż przed przerwa kolejną piękną bramkę strzelił Messi i w 43. Barca znowu prowadziła dwoma golami. Pierwsza polowa zakończyła się sześcioma bramkami, ale żadna z drużyn nie odpuszczała, a szczególnie Deportivo, które chciało udowodnić, że nie boi się silnego rywala. Już w 47. minucie, zaraz po zmianie stron, z niesprawiedliwie podyktowanego rzutu wolnego tuż przed polem karnym, piłkę w siatce umieścił Pizzi, dla którego był to drugi gol w tym spotkaniu. Dwie minuty później, po wydaje się kolejnym błędzie sędziego, drugą żółtą kartkę zobaczył Mascherano, który po niespełna 49. minutach musiał pożegnać się z kolegami i udać do szatni. Tito Vilanova zareagował zmianami i po wejściu Xaviego gra gości uspokoiła się i dało się zauważyć, że gracze Barcelony chcą utrzymać prowadzenie z rywalem, który grał znakomicie. Geniusz Messiego odezwał się po raz kolejny i po indywidualnej akcji Argentyńczyk strzelił trzecia bramkę, która pozwoliła mu zdystansować Cristiano Ronaldo w klasyfikacji najlepszych strzelców Primera Division. Messi ma już 2 gole przewagi nad Portugalczykiem, który po dzisiejszym meczu ma 9 goli na koncie. Przy prowadzeniu FC Barcelony 5:3 gospodarze nie spuścili głów po sobie i walczyli do ostatniego gwizdka o choćby jeden punkt. Częściowo się to opłaciło, bo w 79. minucie po dośrodkowaniu z lewej strony samobójczą bramkę strzelił Alba, który chciał (bardzo nieodpowiedzialnie) podawać piłkę nogą(!) do stojącego 5 metrów dalej Valdesa. Zrobiło się nerwowo. 10 minut przed końcem spotkania Barcelona wygrywała tylko jedną bramką a Tito Vilanova nerwowo spoglądał na zegarek i bez składu pokrzykiwał coś do swoich zawodników. Słaba dzisiaj obrona Barcelony tym razem nie popełniła już jednak błędu i dowiozła prowadzenie do końca. Spotkanie było bardzo ostre, szczególnie w drugiej części spotkania. Sędzia pokazał aż 9 żółtych kartek i dwie z nich zamienił na czerwoną. Postawa arbitrów była jednak nie najlepsza. Popełniali bardzo dużo błędów, które mogły pokrzyżować plany FC Barcelonie, która liczyła na łatwe zwycięstwo. Barça bez typowych środkowych obrońców w destrukcji radziła sobie kiepsko, co doprowadziło do czterech straconych bramek. Nie popisał się także Alba, strzelając samobója po kuriozalnym błędzie. Mecz był bardzo widowiskowy i pełen piłkarskich emocji. Oby więcej takich meczów, bo te są najpiękniejsze.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@FcPortoFan1999 Zgadza sie. Zresztą większość wschodnich ekip jest bardzo niewygodna. Dzisiejszy przykład to Qarabach...

1

@Bernard777 Do dymisji to powinien podać się ten sku.... szopen, czyli Mioduski!

12

Bardzo zaskakująca porażka w Champions League:

20 października 2009 r. FC Barcelona przegrała na Camp Nou z Rubinem Kazań 1:2 w trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Po pokonaniu Dynama Kijów w drugiej kolejce, zwycięzca Ligi Mistrzów z 2009, podjął na Camp Nou mistrza Rosji z 2008 roku, Rubina Kazań. Przed tym meczem Rubin nie wygrał żadnego meczu Ligi Mistrzów w swojej historii a Blaugrana chciała powiększyć przewagę w grupie F. Już na początku meczu Rubin całkowicie zaskoczył kibiców Camp Nou, kiedy to już w drugiej minucie spotkania Aleksandr Riazancew piorunującym uderzeniem z 25 metrów umieścił piłke w prawym górnym rogu bramki, pokonując Victora Valdesa. Po strzeleniu gola Barça natychmiast zaczeła atakować bramkę Rubina strzał za strzałem, ale bramkarz Siergiej Ryżykow stanął na wysokości zadania i nie dawał się pokonać do końca pierwszej połowy. W drugiej połowie Blaugrana kontynuowała atak na bramke Rubina aż w końcu udało się jej pokonać Ryżykowa w 48 minucie, kiedy to Ibrahimović dostał piłke od Xaviego i skierował ją w lewy dolny róg bramki, doprowadzając do remisu. Po strzeleniu gola wydawało się, że Barça jest na dobrej drodze do objęcia prowadzenia w meczu, ale tak się nie stało, ponieważ Rubin nadal utrudniał grę gospodarzom aż wreszcie w 73. minucie udało się im ponownie objąć prowadzenie. Tym razem Alejandro Dominguez posłał piłke w pole karne do Kardeniza Gokdeniza, który po raz kolejny dał Rubinowi Kazań imponujące prowadzenie 2-1. Po raz kolejny po golu Barcelona kontynuowała atak na bramkę gości ale nie miała szczęścia, ponieważ Ibrahimović trafił w poprzeczkę w 79. minucie a Yaya Toure skierował głową dośrodkowanie Xaviego w prawy słupek w doliczonym czasie gry. FC Barcelona nie zdołała już strzelić zwycięskiego gola i w efekcie Rubin Kazań odniósł wspaniałe zwycięstwo 2-1 na Camp Nou. Ta porażka była pierwszą porażką Barçy w sezonie 2009-2010 a dla Rubina Kazań pierwszym zwycięstwem w Lidze Mistrzów. Dzięki temu występowi Rubin zrównał się z FC Barceloną i Dynamem Kijów (które zremisowało dwa mecze na San Siro z Interem Mediolan) na szczycie tabeli grupy F.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?