10

Wybitni snajperzy futbolu:

11 października 1889 r. w Budapeszcie urodził się Imre Schlosser, wybitny węgierski snajper. As Ferencvarosu (169 meczów i 269 goli!) i MTK Budapeszt (125 występów i 141 goli!) uchodził za niezwykle skutecznego snajpera. Swój niebywały instynkt strzelecki potwierdził też w reprezentacji Węgier, w której strzelał średnio 0,87 gola na mecz (68 występów i 59 goli). Schlosser próbował też swoich sił w austriackim Wiener AC, choć tam nie był już aż tak skuteczny (17 gier i 6 goli). Ciekawostką jest fakt, że węgierski napastnik jako pierwszy piłkarz spoza Wielkiej Brytanii został najlepszym snajperem lig europejskich w 1911 roku.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@

11

Obiecujący początek sezonu:

11 października 1981 r. FC Barcelona pokonuje na „Estadio Jose Zorrilla” Real Valladolid 2:3 w 5 kolejce Primera Division. Dwa gole dla Blaugrany zdobył niezawodny Quini a trzecie trafienie okazało się samobójczym golem Rusky’ego. To był emocjonujący mecz, w którym Duma Katalonii pokonała Valladolid zwycięskim golem w końcówce, utrzymując tym samym dobrą passę na początku sezonu. Po tej kolejce Barça uplasowała się na 3 pozycji w tabeli z dorobkiem 8 punktów. Na czele stawki znajdował się Real Sociedad mający zaledwie punkt więcej.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Prezydenci FC Barcelony:

11 października 1944 r. urodził się Joan Gaspart, 43 w kolejności prezydent FC Barcelony. Swoją funkcje pełnił w latach 2000-2003. Wcześniej przez 22 lata był wiceprezydentem w zarządzie Jospa Lluisa Nuñeza. W 1992 r. obiecał że jeśli Blaugrana wygra finał Pucharu Europy, to wykąpie się w Tamizie i słowa dotrzymał. Przez wiele lat piastowania poważnego stanowiska w klubie dał się poznać jako fanatyczny kibic, który nie przebiera w słowach. Jego prezydentura, mimo pełnego zaangażowania była pasmem klęsk klubu i nieudanych transferów. Przez 3 lata sekcja piłki nożnej FC Barcelony nie zdobyła żadnego trofeum i Gaspart musiał odejść.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

@FCBparasiempre
Lubimy pisać o piłkarzach, ponieważ ich historie są prawdziwą skarbnicą wiedzy o piłce. Dziś czas na ciekawą postać. Mowa bowiem o Argentyńczyku, który nigdy nie był na piedestale, zdążył jednak wyrobić sobie dobrą opinię na San Siro. Julio Cruz, gdyż o nim mowa, urodził się 10 października 1974 r. Co jest tak charakterystycznego w Julio Cruzie? Wzrost i styl gry niemal kompletnie niepasujący do argentyńskiego futbolu. Nawet później uważany za wysokiego Gonzalo Higuain miał 185 centymetrów wzrostu, tyle samo Gabriel Batistuta, do którego należała poprzednia era piłkarzy. Tymczasem Cruz mierzy aż 190 centymetrów. Wróćmy do początku. Karierę zaczynał w stołecznym Banfield, choć urodził się w oddalonym od Buenos Aires o tysiąc kilometrów Santiago del Estero. Razem z rodziną przeniósł się jednak do stolicy i trafił do „El Taladro”. Po pierwszej bramce dla swojego klubu jeden z dziennikarzy zobaczył go z kosiarką i zyskał przydomek „El Jardinero”. Po dobrych występach w ekipie juniorskiej w 1993 roku przeszedł do pierwszego zespołu, w tamtych czasach typowego argentyńskiego średniaka. Tam spotkał m.in. Javier Zanettiego. W swoim klubie w końcu przebił się do pierwszego składu i mimo kłopotu ze strzelaniem bramek, których samo Banfield po prostu strzelało mało, zapracował na transfer do argentyńskiego potentata, River Plate. Wtedy zapracował sobie także na debiut w reprezentacji Argentyny. Długo w ekipie „La Banda” jednak nie wytrzymał. Po 23-latka zgłosił się Feyenoord. Miał w tym samym czasie oferty również z Włoch, jednak jak sam wspominał: ,,Włochy są dla mnie kolebką futbolu, jednak holenderska liga wydawała mi się wtedy lepsza dla mojego rozwoju. Światowi gracze tacy jak Romario, Ronaldo, czy bracia De Boer dorastali w Holandii”– mówił w udzielonym po latach wywiadzie. W Rotterdamie świetnie się jednak odnalazł. Od razu wskoczył do pierwszego składu w drużynie Leo Beenhakkera. W pierwszym sezonie szybko jednak zaczął spłacać zainwestowane w niego ponad pięć milionów euro. Strzelił 18 bramek w 33 meczach. U swojego boku miał też Jona Dahla Tomassona. Zaczęły powoli zgłaszać się po niego inne kluby. Tym bardziej, gdy w drugim sezonie ponownie strzelił 15 bramek w Eredivisie, prowadząc „Klub Ludu” do mistrzostwa Holandii. 15 bramek było jednak dla niego pewną blokadą, tyle samo goli zgromadził w każdym z trzech sezonów, które spędził w Eredivisie. Media ciągle pisały o nim, jako o leniwym napastniku, który mógłby strzelać zdecydowanie więcej bramek, gdyby bardziej angażował. Wtedy jednak pojawiła się szansa na dalszą europejską ekspansję. Podpisał kontrakt z Bologną, gdzie świetnie zaczął sezon, jednak później spuścił z tonu. W kolejnym sezonie obudził się z kolei dopiero wiosną, gdy w ośmiu meczach strzelił siedem goli, a jego zespół mimo fatalnej końcówki zajął piąte miejsce w Serie A. Jak sam powtarzał, bardzo dużo dało mu wtedy zaufanie ówczesnego trenera, Francesco Guidolina. W 2003 roku pojawiła się wielka szansa. Inter szukał następcy dla Hernana Crespo, który odszedł do Chelsea i padło właśnie na Cruza, choć od początku kibice dziwili się temu ruchowi, twierdząc, że Cruz może być ewentualnie uzupełnieniem ławki, a nie podstawowym napastnikiem, który może wskoczyć w buty swojego rodaka. Na dodatek wydano na niego prawie dziesięć milionów euro. I faktycznie, choć zaczął rozgrywki w Serie A, szybko zaczął balansować pomiędzy podstawową jedenastką a rezerwą. Hector Cuper wiedział jednak, że zawsze może na niego liczyć. W kolejnym sezonie było jednak zdecydowanie gorzej z graniem, choć miejsce wywalczył sobie w końcówce sezonu, zdążył strzelić pięć goli. Okazało się więc, że to kibice „Nerrazurri” mieli rację. Wtedy jednak nastąpił przełom. Sezon 2005/2006 należał bowiem do rosłego snajpera, który zagrał 52 spotkania i strzelił 25 bramek, zapewniając niemal w pojedynkę punkty w Lidze Mistrzów w starciu z Artmedią, Porto, czy Ajaxem. Najczęściej, gdy Inter męczył się z rywalem i ostatecznie strzelał tylko jedną bramkę, była ona autorstwa Cruza. Zespół z San Siro zgarnął wtedy mistrzostwo, a nasz bohater wrócił do reprezentacji „Albicelestes” i pojechał na mistrzostwa świata, gdzie zagrał w dwóch meczach, jednak to i tak niewiele dało pozycji Argentyńczyka.

Do stolicy mody powrócił Hernan Crespo, dołączył także Zlatan Ibrahimović, a przy świetnie wyglądającym Adriano zrobiło się zwyczajnie za ciasno. „El Jardinero” wskakiwał więc z reguły na końcówki, zdążył jednak wygrać Interowi wielkie derby, gdy w wygranym 2:1 meczu z Milanem strzelił bramkę i zanotował asystę przy trafieniu Zlatana. Cruz miał bowiem dryg do budzenia się w ważnych momentach. Mimo że nie strzelał po kilkadziesiąt goli w sezonie, jego trafienia były bardzo istotne, często dawały punkty i ratowały skórę kolegom. Tak było m.in. w starciu z Udinese, gdy w doliczonym czasie gry dał trzy oczka swojej ekipie, ratując przy okazji Jose Mourinho. W kolejnym sezonie znów jednak odzyskał miejsce w składzie. Adriano wyglądał coraz gorzej, nie było też już wypożyczonego Crespo i razem z Ibrą odpowiadał za strzelanie bramek w mistrzowskim sezonie. Sam zdobył 13 bramek w samej Serie A. W kolejnym sezonie nie mógł już jednak liczyć na regularną grę. Sam miał 34 lata, a do składu wskoczył piekielnie utalentowany Mario Balotelli. Na dodatek wraz z końcem sezonu wygasał jego kontrakt. Jeszcze rok pograł w Lazio i zdecydował się na zakończenie kariery. Jak sam mówił, stracił pasję do gry. Rok wcześniej nad jego pozyskaniem zastanawiała się m.in. Barcelona, a Pep Guardiola chciał mieć na ławce prawdziwego lisa pola karnego. Ostatecznie do Katalonii trafił jednak Zlatan Ibrahimović. W Serie A rozegrał prawie 250 spotkań, w których strzelił 80 goli. Na dodatek ma na swoim koncie 22 mecze i trzy bramki w reprezentacji. W głównej mierze było tak, jak przewidywali kibice, nie zdołał godnie zastąpić Crespo, jednak i tak był kochany, nie tylko za wygrane derby Mediolanu. Często radował fanów bramkami dającymi punkty, poza tym zawsze można było na niego liczyć. Cztery razy z rzędu świętował też mistrzostwo Włoch. ,,To wręcz nie do pomyślenia, ale wielu ludzi w Argentynie niema nawet czystej wody pitnej, wiele dróg jest nieutwardzonych. Ludzie ciężko pracują, ale nie robią postępów, a rząd mówił o równości. Bardzo mnie to boli i chciałem to zmienić”– mówił Cruz o dołączeniu do polityki. Współpracował z ówczesnym burmistrzem Buenos Aires. Po nieudanej karierze politycznej zdecydował się na inwestycje w surowce. Pomaga również argentyńskim graczom w transferze do Europy.

Osiągnięcia zespołowe:

Inter Mediolan

4x mistrz Włoch (2006, 2007, 2008, 2009)

2x Puchar Włoch (2005, 2006)

3x Superpuchar Włoch (2006, 2007, 2009)

Feyenoord Rotterdam

1x mistrz Holandii (1999)

1x Super Puchar Holandii (2000)

Lazio Rzym

1x Superpuchar Włoch (2010)

River Plate

2x mistrz Argentyny (1997)

Osiągnięcia indywidualne:

1x król strzelców Pucharu Włoch (2008) – 4 gole

9

2

@Lionel_Messi10 Dzięki śliczne i Vamos Argentina! Parasiempre!

2

@Lionel_Messi10 Będzie jakaś retransmisja jutro na jakimś programie? czy tylko skrót na jutubie?

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

10 października 1952 r. urodził się Janusz Sybis. Urodzony w Częstochowie zawodnik zawsze był najmniejszy w klasie. Jako dorosły chłopiec też nie imponował warunkami fizycznymi (164 cm wzrostu i 60 kg). W wieku ośmiu lat przeprowadził się do Wrocławia. Na treningi trampkarzy Śląska Wrocław zaczął chodzić w piątej klasie szkoły podstawowej, ale nawet wtedy mówiono, że jest za mały. Sybis jednak się tym nie przejmował i zawzięcie trenował, czym zaskarbił sobie sympatię ówczesnego trenera grup młodzieżowych Jana Hasa. Szansa na grę w pierwszym zespole przyszła, kiedy Śląsk spadł z ekstraklasy. W II lidze obowiązywał przepis, zgodnie z którym w każdym meczu powinien zagrać przynajmniej jeden junior. W ten sposób mógł grać w jednym zespole z Janem Tomaszewskim. Obaj piłkarze często urządzali sobie zawody, polegające na strzelaniu karnych. Kiedy wygrywał Sybis, to Tomaszewski musiał go znosić „na barana” z boiska, a kiedy wygrywał bramkarz, to Sybis musiał go znosić na plecach z boiska. Sybis szybko zaczął odgrywać kluczową rolę w zespole. W sezonie 1972/73 sięgnął nawet po koronę króla strzelców II ligi, a jego bramki miały ogromny wpływ na awans Śląska do elity. Już w drugim sezonie wśród najlepszych wrocławianie zajęli miejsce się na podium, dzięki czemu zagrali w europejskich pucharach. W 1976 r. zdobył z kolegami Puchar Polski, a rok później okazali się najlepsi w lidze. Nie był to przypadek, bo później jeszcze dwukrotnie zajmowali drugie miejsce na finiszu rozgrywek (1978 i 1982). Po odejściu ze Śląska w 1983 r. został piłkarzem Pittsburgh Spirit, gdzie cieszył się doskonałą reputacją. Tęsknił jednak za Polską i choć mógł zostać za oceanem znacznie dłużej, w 1988 roku wrócił do kraju i do ukochanego Śląska, gdzie zajął się pracą szkoleniową. ,,Cały zespół grał świetnie, ale on wyjątkowo. Jak był już kompletnym i dojrzałym zawodnikiem, posiadał wszystkie cechy piłkarskiej gwiazdy. Stylem gry z tamtych lat przypominał mi Messiego z Barcelony. Ośmieszał rywali”– mówił o nim Aleksander Papiewski, który trenował Sybisa w Śląsku w latach 1977-1979. Dobre występy w lidze nie znalazły zbyt dużego uznania w oczach selekcjonerów. Sybisa zabrakło w Montrealu, w Argentynie i w Hiszpanii. Być może gdyby grał w którymś z „bardziej uprzywilejowanych” klubach, to dostałby szansę. Debiutował w 31 października 1976 r. w wygranym 5:0 meczu z Cyprem. Na kolejną szansę musiał jednak czekać trzy lata. W sumie uzbierał 18 meczów i strzelił 2 gole. Oba w 1980 r. w meczach z Włochami i z Jugosławią. Ostatni raz w narodowych barwach wystąpił w wygranym 4:1 meczu z Kolumbią.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

5

@kubix05 Pomysł wybitnie zajebisty ale wyłącznie w okolicznościach, gdyby nie istniały europejskie puchary...
Przed wojną podobnymi rozgrywkami była Copa Mitropa.

12

Kluczowe zwycięstwo dające awans na mundial:

10 października 1981 r. reprezentacja Polski pokonała w Lipsku NRD 2:3 w eliminacjach mistrzostw Świata España 1982. Piękne zwycięstwo nad reprezentacją NRD w Lipsku dało nam wejście na mundial w Hiszpanii rok później. I choć kadra NRD nie była aż tak silna jak zespół zachodniej części Niemiec, to zwycięstwo to budziło szacunek. Zwłaszcza, że gospodarze u siebie meczów raczej nie przegrywali, tymczasem Andrzej Szarmach i szalejący Włodzimierz Smolarek wbili rywalom aż trzy gole! Smaczku temu wynikowi daje również fakt, iż dzięki temu meczowi NRD na mundial nie pojechało, my tak. Dlaczego więc mówiło się że z Niemcami nigdy nie wygraliśmy? Wschodnia część kraju była pod wpływami komunistów tak jak Polska a o porażkach przyjaciół dużo się nie mówiło. Ponadto, jak wspominałem, sama drużyna była słabsza niż ta zza muru berlińskiego, choć nie zmienia to faktu, iż jest to spotkanie zaniedbane historycznie, o którym mało kto pamięta.

Gole: 0:1 Szarmach 2 m., 0:2 Smolarek 5 m., 1:2 Schnuphase 47 m., 1:3 Smolarek 62 m., 2:3 Streich 67 m.

NRD: Hans-Ulrich Graphentin - Konrad Weise, Hans-Jürgen Dörner, Rudiger Schnuphase, Frank Baum, Lothar Kurbjuweit, Jürgen Pommerenke (46. Wolfgang Steinbach), Matthias Liebers, Hans-Jurgen Riediger, Joachim Streich, Martin Trocha

Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba (kapitan) (65. Roman Wójcicki), Władysław Żmuda, Paweł Janas, Jan Jałocha Ż, Grzegorz Lato, Waldemar Matysik, Zbigniew Boniek, Stefan Majewski, Andrzej Szarmach (9. Andrzej Iwan), Włodzimierz Smolarek

Trener: Antoni Piechniczek

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Pierwszy krok o premierowy awans na mundial:

10 października 1937 r. Polska pokonała Jugosławie 4:0. Polacy, aby uzyskać przywilej gry na francuskich mistrzostwach, musieli wyeliminować bardzo poważnego rywala, Jugosławię. Kiedy w eliminacjach do mistrzostw świata 1938 roku we Francji reprezentacja Polski trafiła na Jugosławię, nastroje w naszym obozie nie były najlepsze. Wszyscy doskonale pamiętali lanie, jakie otrzymaliśmy od tego zespołu w 1936 r. Warto przypomnieć, że Jugosłowianie wygrali wtedy w Belgradzie z naszą reprezentacją aż 9:3! Trzeba też pamiętać, że oni grali już na turnieju rangi mistrzowskiej w 1930 r. i to z powodzeniem, gdyż odpadli tam przecież dopiero w półfinale po porażce z późniejszym mistrzem Urugwajem, a w fazie grupowej byli lepsi od wielkich Brazylijczyków, pokonując ich 2:1. A wiadomo, że jeśli jakaś drużyna pokonuje Brazylię na turnieju o mistrzostwo świata, to trzeba ją traktować poważnie, bo nie są to(jak dziś byśmy powiedzieli) ogórki. Okazało się jednak, że te wszystkie obawy były niesłuszne i już pierwszy mecz praktycznie zdecydował o tym, że do Francji pojedzie Polska. Mecz rozegrano 10 października 1937 roku na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Spotkanie na żywo oglądało dwadzieścia tysięcy ludzi. Polacy zdecydowanie w tym meczu dominowali i odprawili rywala z wynikiem 4:0, choć „Przegląd Sportowy” relacjonował, że najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłoby 6:0. Strzelanie rozpoczął już w drugiej minucie gry Leonard Piątek z AKS Chorzów, ligowego przeciętniaka. Tegoż Piątka śmiało możemy nazwać bohaterem tamtego meczu, ponieważ jeszcze w pierwszej połowie zdobył drugiego gola. Ówczesny wicekról strzelców pierwszej ligi spisał się więc na medal. Bramkę strzelił także jego klubowy kolega Jerzy Wostal a na 4:0 podwyższył niezawodny Ernest Wilimowski z innej chorzowskiej drużyny, Ruchu. Co prawda kwietniowy rewanż w Belgradzie Polacy przegrali 1:0 ale to Białoczerwoni zadebiutowali na mundialu we Francji.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

1

@Bernard777 Ja ten finał pamiętam doskonale ale reakcji po golu Burruchagi to zupełnie nie pamiętam ale z pewnością byłem wniebowzięty bo 4 lata wcześniej było mi bardzo smutno że Argentyna odpadła w drugiej fazie mundialu. Natomiast po tym finałowym meczu musiałem iść doić czy też zaganiać krowy do obory bo robiło się ciemno i na całe okolice, łąki, pola i lasy krzyczałem w niebogłosy: Argentina! Argentina! Argentina! Niezapomne tych wakacji do końca życia! No jakże bym mógł?

16

O tym się pisze, o tym się wspomina:

10 października 1984 r. Johan Cruijff oznajmił: ,,Zostanę sekretarzem technicznym FC Barcelony jak odejdzie Nuñez”. Cruijff w owym czasie powrócił do Barcelony aby rozegrać mecz pożegnalny Quiniego. To samo uczynił, gdy karierę w klubie z Katalonii kończył kilka miesięcy wcześniej Hugo Sotil. Na oba mecze nie został zaproszony Diego Maradona. W pierwszym przypadku zakazał tego Komitet Rozgrywek po wydarzeniach w finałowym meczu Pucharu Króla z Athletic Bilbao. W drugim natomiast przypadku zabroniła tego sama FC Barcelona. ,,To absurdalne że nie chcą aby Maradona zagrał w tak szczególnym meczu. Nie dziwi mnie że dzieją się tu takie rzeczy. Mając do czynienia z ludźmi, którzy rządzą teraz w Barcelonie można oczekiwać wszystkiego. Jaką winę w całej sytuacji ponosi Quini?”- podsumował Cruijff, który zagrał na innej pozycji niż zwykle. ,,Od dawna nie grałem całego spotkania a w wieku 37 lat pozycja libero pozwala na dobrą gre przy mniejszym zmęczeniu”. Na pytanie dotyczące gry Blaugrany pod wodzą Terry’ego Venablesa Holender nie miał wiele do powiedzenia: ,,Wiem że są liderem bez straty punktów. Co do gry, mogę się jedynie wypowiedzieć na podstawie ostatniego meczu. Mówią mi jedynie że gra nie jest spektakularna ale bardzo efektywna”. Najciekawsza była wypowiedź Cruijjfa na temat jego pracy w FC Barcelonie w przyszłości: ,,Nie jest to mój jedyny cel na poziomie sportowym ale byłoby absurdem gdybym powiedział że o tym nie myślę. Musi jednak minąć jeszcze trochę czasu. Dopóki on(Nuñez) rządzi, nie pojawię się tutaj. Nie jesteśmy wrogami, lecz mamy zgoła różne opinie na temat futbolu. On chce wszystko kontrolować a ja uważam iż zarząd powinien zajmować się tym, co należy do zarządu a nie sprawami czysto sportowymi”.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

15

Żywe legendy argentyńskiego futbolu:

9 października 1962 r. urodził się Jorge Luis Burruchaga. Grał zarówno jako ofensywny pomocnik, jak i napastnik. Zasłynął ze strzelenia zwycięskiego gola w finale Mistrzostw Świata Mexico 1986. Burruchaga zaczął grać w 1980 roku w Arsenalu de Sarandí w ówczesnej drugiej lidze Argentyny. Następnie został kupiony przez Independiente w 1982 roku i zadebiutował w zwycięskim meczu z Estudiantes de La Plata 12 lutego. Był częścią zespołu, który wygrał Metropolitano 1983, Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny w 1984. Następnie został zakontraktowany do francuskiej drużyny FC Nantes, gdzie grał przez siedem lat. Grał także rok dla Valenciennes, gdzie brał udział w skandalu przekupstwa, w którym mistrz Francji i Europy Olympique de Marseille „kupił” ligowe zwycięstwo 1:0 w Valenciennes 20 maja 1993 roku. Marsylijski pomocnik Jean-Jacques Eydelie i dyrektor generalny klubu, Jean-Pierre Bernes, zaoferował mu pieniądze za przeprowadzenie meczu, Burruchaga powiedział, że się zgodzi ale potem zmienił zdanie. Został następnie skazany na sześć miesięcy w zawieszeniu, kiedy ogłoszono wyrok 15 maja 1995 r. Wrócił do Argentyny na swój ostatni okres w Independiente, kiedy wygrał Supercopa Sudamericana i Recopa Sudamericana, oba w 1995 roku. Kariere piłkarza zakończył 10 kwietnia 1998 roku w meczu z Vélezem Sársfieldem.

Burruchaga był częścią zespołu, który wygrał Mistrzostwa Świata Mexico 1986, strzelając dwa gole, w tym gola, który dał Argentynie zwycięstwo 3-2 z RFN w finale mundialu. Brał także udział we wszystkich meczach argentyńskich na Mistrzostwach Świata 1990 i strzelił jednego gola w turnieju. Strzelił w sumie 13 goli dla Argentyny w 59 meczach w latach 1983-1990. Burruchaga trenował Arsenal de Sarandí od momentu jego przybycia do pierwszej ligi w 2002 roku i udało mu się utrzymać drużynę z dala od dna tabeli. Na sezon 2005-06 podpisał kontrakt z Estudiantes de La Plata. W maju 2006 przeniósł się do Independiente i zrezygnował w kwietniu 2007. Zarządzał również Banfield od 2008 do 2009. 5 maja 2009 roku Burruchaga powrócił do Arsenalu de Sarandí ale zrezygnował w 2010 roku. Od 2011 roku zarządzał Paragwajskim klubem Libertad. Od 2012 do czerwca 2014 roku zarządzał Atletico Rafaela w argentyńskiej Primera Division. W 2015 roku Burruchaga powrócił do Rafaeli w swoim drugim okresie jako trener. Rok później został trenerem Sarmiento de Junin.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11

12

ŁKS rozgromiony i zdegradowany:

W przedmeczowych zapowiedziach zaskoczeniem było anonsowanie słoty na pozycji środkowego ataku w związku z nieobecnością Peterka, niepewny zaś był powrót do składu Wilimowskiego, który wciąż zmagał się z urazem odniesionym podczas meczu z Jugosławią. Mobilizacja wśród Hajduczan była wielka. Drużyna ŁKS-u podbudowana zwycięstwem w meczu z Pogonią Lwów przyjechała do wielkich Hajduk w swoim zwycięskim zestawieniu, z dużymi nadziejami na zdobycz punktową. Łodzianom miała towarzyszyć liczna grupa kibiców, którzy udawali się na Śląsk specjalnym pociągiem, który z Łodzi wyjeżdżał o godzinie 6:00 rano. W deszczowej jesienne popołudnie w niedzielę 9 października 1938 roku o godzinie 15:00 na stadionie w Wielkich Hajdukach stanęły naprzeciwko siebie drużyny Ruchu i Łódzkiego Klubu Sportowego. Niebiescy przystępowali do tego meczu w następującym składzie: Brom, Giemza, Ibrom, Panchyrz, Skrzypiec, Fica, Kruk, Malcherek, Słota, Wilimowski i Wodarz. W składzie zabrakło "etatowego" kierownika ataku Peterka. W prasie Śląskiej nieobecność „Mietlorza” określono wielkim znakiem zapytania i próbowano doszukiwać się tajemniczych przyczyn absencji. Tymczasem prasa Ogólnopolska napisała wprost że u źródeł tkwił konflikt z Wilimowskim, który trwał od pamiętnego spotkania Polska Niemcy w Chemnitz, kiedy to w wywiadach po meczowych Peterek bardzo mocno skrytykował grę z jego. Zdaniem Przeglądu Sportowego Wilimowski postawił zarządowi klubu ultimatum: albo on, albo Peterek. Do Poznania nie pojechał „Ezi”, zasłaniając się kontuzją, w Wielkich Hajdukach na meczu ligowym nie zagrał zaś „Mietlorz”. Z uwagi na niesprzyjającą aurę a także fatalną pracą i dość kiepską otoczkę, które wytworzyła się wokół klubu, na meczu z drużyną z Łodzi zjawiło się jedynie około 3000 kibiców. Początek meczu należał do gości, którzy grali o zachowanie ligowego bytu. Akcje drużyny z Łodzi prowadzone głównie lewą stroną miały duży rozmiar, Jednakże najlepszy tego dnia na boisku Giemza był zaporą nie do przejścia dla ofensywy łodzian. Niebiescy do przerwy grali słabo i statycznie a stwarzane sytuacje były marnowane przez Wilimowskiego i Wodarza. Na stadionie słychać było pokrzykiwanie trenera Vogla: "Kampfen", zagrzewające do walki piłkarzy ruchu. Niebieskim w grze ofensywnej całą pierwszą połowę zabrało przestawienie się na styl gry ze złotą na pozycji kierownika ataku. Zawodnik ten preferujący grę krótkimi, niskimi i technicznymi podaniami kierował piłki jedynie do łączników: Wilimowskiego i Malcherka. Całkowicie wyłączone były skrzydła z Krukiem i Wodarzem. Tymczasem sposób gry Peterka opierał się w zasadniczej mierze na długich piłkach do skrzydłowych, którzy centrowali w pole karne.

Wschodzących na przerwę piłkarzy Ruchu żegnały gwizdy publiczności. W drugiej połowie meczu początkowo sytuacja nie uległa zmianie aż do 62 minuty, kiedy to gola strzelił Słota z podania Wodarza. Chwilę później po kombinacyjny akcji marchewek podwyższył prowadzenie gospodarzy. Z zawodników ŁKS-u jakby uszło powietrze a piłkarze ruchu całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku. Nastąpił słynny „kwadrans niebieskich”, którzy w ciągu kilku minut strzelili trzy gole. Ich autorami byli: Wilimowski, ponownie Słota i ponownie Malcherek. Ostatecznie Ruch zwyciężył w tym meczu 5:0 czym zapewnił łodzianom degradację z ligi. Najlepszym piłkarzem na boisku był Giemza a w dalszym ciągu sporo krytycznych uwag wpłynęło pod adresem Wilimowskiego i Wodarza. Praca zgodnie pisała iż eksperyment ze Słotą jako kierownikiem ataku się nie powiódł. Wśród obserwatorów spotkania był obecny kapitan związkowej PZPN-u Kałuża. W wypowiedziach pomeczowych na temat gry „Eziego” mówił: „Przyjechałem do Hajduk aby zobaczyć Wilimowskiego. Po meczu dochodzą do wniosku że znajduje się on w formie katastrofalnej; przyczyny tak słabej formy szukać należy chyba w jego nieodpowiednim prowadzeniu się. Wykluczam to aby Wilimowski był chory, bo na 5 dni przed meczem z Jugosławią wezwaliśmy go specjalnie do Warszawy i daliśmy go zbadać u specjalisty. Mnie osobiście a z pewnością i wielu innym sprawił Wilmowski wielki zawód”. Po tym meczu drużyna Ruchu umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli i na dwie kolejki przed zakończeniem rozgrywek była niemalże pewna mistrzem Polski. Co prawda Warta mogła wyprzedzić Ruch lepszym stosunkiem goli a Cracovia nawet wyprzedzić Niebieskich liczbą punktów. Warunek był jeden że drużyna z Krakowa czy też z Poznania wygrałyby wszystkie mecze do końca rozgrywek a Ruch przegrałby oba mecze ligowe: na wyjeździe i domowe z Polonią Warszawa. Spoglądając na formę rywali Ruchu, rzecz praktycznie niemożliwa do zaistnienia.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@Adran360

11

Czy wiecie że:

Dokładnie 13 lat temu ,,El Mundo Deportivo” zaprezentowało video z faulami Pepe. ,,Zamknij się Pepe”- grzmiała z okładki gazeta Katalońska. To odpowiedź na słowa Portugalczyka o tym że piłkarze Blaugrany są teatralni w swoich reakcjach. ,,Moglibyśmy zrobić video ze wszystkimi faulami Pepe”- odpowiedział trener Francesc Vilanova. Na spełnienie ,,życzenia” szkoleniowca nie trzeba było długo czekać. Na stronie tytułowej kataloński dziennik umieścił zdjęcia z najbardziej brutalnymi zagraniami Pepe: kopnięcie w plecy Casquero(za które dostał 10 meczów kary), faul na Alvesie w półfinale Ligi Mistrzów, czy agresja wobec kilku zawodników Lyonu w tych samych rozgrywkach. Jednocześnie dziennik pokazał teatralne reakcje Pepe z kilku spotkań: rzekome uderzenie w twarz przez Pique(,,Zachowuj się jak profesjonalista”- zareagował arbiter) czy też starcie z Aritzem Adurizem(Casillas ponaglał kolegę: ,,Wstawaj Pepe, wstawaj!”). Portugalczyk krótko skomentował zdjęcia i video na stronie internetowej gazety: ,,Jeżeli czują się dotknięci, to dlatego że prawda w oczy kole”.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

6

Pojebani ludzie a więc i pojebane decyzje!
Skandal!

1

@AssisMoreira Jeśli to prawda, to jakoś nie moge sobie tego wyobrazić? To prawie jak saens fikszin!

0

@FcPortoFan1999 Polska kolonia?? Co ty gadasz???

13

Zapomniane legendy futbolu:

8 października 1922 r. urodził się Nils Erik Liedholm, szwedzki pomocnik oraz napastnik. Nazywany „Baronem” uważany jest za jednego z najwybitniejszych europejskich piłkarzy wszechczasów. Karierę rozpoczynał w drużynie swojego rodzinnego miasta, zanim dołączył do Norrkoeping w 1946 roku. Do Włoch przybył w 1949 roku z zamiarem gry w Milanie, drużynie, w której grał przez 12 sezonów, tworząc wraz ze swoimi rodakami Gunnarem Grenem i Gunnarem Nordhalem słynny „Gre-No-Li”. Jako zawodnik i kapitan drużyny ,,Rossoneri” rozegrał 394 mecze, w których zdobył 89 goli i zdobył 4 tytuły mistrzowskie. Z reprezentacją Szwecji zdobył złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie w 1948 r. i zajął drugie miejsce w mistrzostwach Świata w 1958 r. Po przejściu na emeryturę w 1961 r. rozpoczął karierę trenerską, zasiadając na ławkach rezerwowych AC Milan, Hellas Verony, Monzy, Varese, Fiorentiny oraz AS Romy.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_

2

@mekston Pamiętam to doskonale! To było w Kanadzie i słynne uderzenie Krychowiaka z Brazylią!?

2

@Sysia11 W takim razie trzeba oglądać! A powiedz mi z łaski swojej o której będą rozgrywane następne mecze aż do finału włącznie? Chodzi mi oczywiście o czas polski.

0

@FcPortoFan1999 Najwyraźniej tak, no chyba że ci naturalni Argentyńczycy ale u nas chyba takich nie ma?

2

@FcPortoFan1999 Fani Albicelestes wspominają nawet kilka dni wcześniej...!

2

O prosze! Argentyna gra mecz w 1/8 mistrzostw świata i w dodatku transmisja na TVP Sport a mnie nikt o tym wydarzeniu nie wspomina...

10

Duma Katalonii w Primera Division:

8 października 1994 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Atletico Madryt 4:3 w 6 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelają: Romario(10 i 77 m.), Guardiola(33 m.) oraz Stoiczkow(40 m.). Po 6 kolejce Blaugrana zajmowała 7 lokate w tabeli z 7 punktami. Był to przedostatni sezon w roli trenera Johana Cruijffa.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

12

Feliz cumpleaños panie Sanchez! Z okazji 69 urodzin.

8 października 1956 r. urodził się Jose Vicente Sanchez. Ten środkowy pomocnik rodem z Barcelony debiutował w pierwszej drużynie w 1975 r. i spędził na Camp Nou aż 11 sezonów, rozgrywając w granatowo-bordowej koszulce ponad 300 meczów, będąc kapitanem Blaugrany. Zdobył z Barçą 9 pucharów, w tym mistrzostwo Hiszpanii oraz dwukrotnie Puchar Zdobywców Pucharów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

13

Legendy brazylijskiego futbolu:

7 października 1973 roku urodził się Nelson de Jesús Silva, lepiej znany pod pseudonimem „Dida”, zapisał się w historii reprezentacji Brazylii, zdobywając Puchar Świata, a w Cruzeiro zdobywając Wieczną Chwałę. Musiał wyemigrować ze swojego rodzinnego miasta Irará, aby zadebiutować w Esporte Club Vitória de Bahía, mijając kilka ważnych brazylijskich drużyn piłkarskich, takich jak między innymi Cruzeiro, Corinthians, Internacional de Porto Alegre, aby później przenieść swój talent do europejskiej piłki nożnej święcąc triumfy z AC Milan. Dobre występy zaowocowały jego pierwszym zwycięstwem w Pucharze Świata U-20 w Australii w 1993 roku. Bramkarz szybko stał się legendą. Dzięki świetnemu refleksowi, szybkim nogom i cudownym obronom światło reflektorów padło na trajektorię wspaniałego bramkarza. Z reprezentacją Brazylii wystąpił w 3 Pucharach Świata, wygrywając jeden z nich w Korei-Japonii w 2002 roku. Jeden z jego najlepszych momentów miał miejsce podczas CONMEBOL Copa América 1999, kiedy stworzył zespół gwiazd wraz z Rivaldo, Ronaldo, Cafú, Ronaldinho i innymi wielkimi ikonami. Wśród kilku innych tytułów z Brazylią wyróżniają się dwa Puchary Konfederacji zdobyte w latach 1997 i 2005. Brązowy medal igrzysk Olimpijskich w Atlancie 1996. W kadrze narodowej seniorów rozegrał 92 mecze. Na poziomie klubowym miał kilka chwil chwały związanych z niezapomnianymi występami, takimi jak ten, w którym zdobył Copa Libertadores w koszulce Cruzeiro w 1997 roku, grając w finale przeciwko Sporting de Cristal (PER), będąc jednym z filarów drużyny. Dida wyróżnia się również tym, że jest jednym z niewielu bramkarzy, który wygrał CONMEBOL Libertadores i Ligę Mistrzów UEFA. Jest także zdobywcą Pucharu Zdobywców Pucharów CONMEBOL oraz dwukrotnym mistrzem Superpucharu Europy i Klubowego Pucharu Świata. Po powrocie do Brazylii, grał w Portuguesa, Gremio i ostatecznie zakończył kariere w Internacional de Porto Alegre w 2016 roku.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

0

@Pnog37 No wszystkich nie ale przynajmniej 2 to by już mogli i tak co godzine np. od 18-tej...

0

@barteq Masz absolutną racje. Warunki były takie same dla obydwu drużyn. Kluczowe pytanie brzmi: czy obie drużyny przystępowały do tego meczu na jednakowym zmęczeniu po poprzednim meczu?

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?