1

@Bernard777 Dzięki śliczne i pozdrawiam

1

@LeoMessiiBarcaPepa Spisałem to z książki i no jak się okazuje to rzeczywiście nie przedryblował 7 zawodników! Co najwyżej czterech...

11

Golazo!

12 października 1996 r. Luis Nazario de Lima strzela jednego z dwóch goli dla Barçy w meczu Primera Division przeciwko SD Compostela, za to jakiego!? To było najbardziej niesamowite trafienia w karierze popularnego ,,El Gordo”, którego przydomek nie pasował do jego ówczesnej formy fizycznej. Już przy drugim golu popisał się fantastyczną asystą, po której Giovanni musiał tylko przyłożyć noge aby zdobyć gola. Historyczna akcja przy golu na 0:3 zaczeła się w środku pola. Ronaldo pokonał w walce o piłke dwóch piłkarzy Composteli i rozpoczął spektakularny rajd. Napastnik rywali Chiba próbował go zatrzymać kopiąc po nogach i ciągnąc za koszulke. Ronaldo nie dał się wytrącić z rytmu i dalej mijał kolejnych rywali. W sumie przedryblował siedmiu graczy z pola i bramkarza. Zachwycony Bobby Robson aż złapał się za głowe, nie dowierzając że taka akcja jest w ogóle możliwa.



@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

12

Debiut wybitnej legendy:

12 października 1950 r. w towarzyskim meczu z Osasuną, wygranym przez FC Barcelone 4:0, w barwach Blaugrana debiutuje i strzela gola w debiucie legendarny, genialny Ladislao Kubala.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

1

@Bernard777 Dopiero co wstałem :) Akurat ten artykuł nie jest najdłuższy ale chyba jeden z najciekawszych...?

0

@MirusAmisz Jednak Narcyz z niego niepodrabialny...

0

@Who_you_mam Otóż to! Nie ma w nim wiele pokory, jeśli wogóle...?

0

@MirusAmisz Zależeć to mu napewno zależy. Pytanie tylko czy to nie jest jakiś rodzaj wielkiego samouwielbienia?

0

@Rupert_Haubica No chyba nie bardzo mają jeśli chodzi o środkowego napastnika, tak więc...

3

Jak tak patrze na Cristiano Ronaldo to mam nieodparte wrażenie że on będzie nosem się podpierał i siurkiem gole strzelał ażeby tylko nikt mu nigdy nie dorównał pod każdym względem. Unikalny Narcyz...

5

@FCBparasiempre
Zawodnicy „Maquina del '87” wybierali kapitana drużyny. Zazwyczaj był to Messi, czasami Lucas Scaglia, którego kuzynką jest Antonella Roccuzzo, matka dwóch synów Messiego. Roccuzzo i Messi pobiorą się w Rosario 30 czerwca, tydzień po 30. urodzinach Messiego. Znają się od piątego roku życia. „Leo zawsze lubił Antonellę, od zawsze” – mówi Falleroni – „chociaż nie zwracała na niego zbytniej uwagi, kiedy byli mali. Wiedzieliśmy, że jest zakochany w Antonelli. Pamiętam, jak pewnego dnia pojechaliśmy do domu Lucasa w Funes. Pojechaliśmy tam na weekend. Antonella też tam była. Za każdym razem, gdy Messi ją widział, rumienił się!” Kiedy Messi nie myślał o Antonelli, rozmyślał o piłce nożnej. Była dla niego obsesją. Zawsze skrupulatnie przygotowywał się do treningów i meczów. Nawet gdy miał pięć lat i grał z Grandolim, miał swój rytuał. Przed meczem czyścił buty szczotką i szmatką, a przed rozpoczęciem meczu bandażował kostki – argentyński zwyczaj, chroniący przed obrońcami-piraniami – jak twierdzi Messi z Balague. „Myślał jak profesjonalista. Miał to przekonanie, tę pasję” – mówi Bruno Milanesio, który grał jako obrońca w swojej drużynie Newell's. „Jest szalony na punkcie piłki nożnej. Od najmłodszych lat. Ciągle myślał o piłce, o tym, jak dryblować innych zawodników, jak rozwiązywać sytuacje. Każdego dnia trenował, żeby być lepszym. Zawsze chciał więcej, więcej, więcej. Przedkładał piłkę nożną ponad wszystko”. Nie było jednak przesądzone, że Messi odniesie sukces. „Kiedy grał, jako dziecko, pokazywał ogromny potencjał” – mówi Almiron. „Czasami mógł strzelić siedem goli w meczu, ale nikt nie mógł sobie wyobrazić, że zostanie najlepszym piłkarzem na świecie. Był jeszcze taki młody. Są piłkarze w wieku od siedmiu do czternastu lat, o których myślisz, że mogą być świetnymi piłkarzami. Ale w wieku 17, 18 lat nie potrafią się odnaleźć w piłce nożnej. Nie dało się przewidzieć, że Messi w wieku ośmiu, dziesięciu czy dwunastu lat będzie tym Messim, którym jest dzisiaj. W tym wieku nie można tego przewidzieć”. Ojciec Messiego, Jorge, który odegrał kluczową rolę w jego rozwoju, opiekując się nim od nastoletnich lat w Barcelonie aż do dorosłości jako menedżer, cicho wierzył, że jego synowi uda się osiągnąć sukces, ale nigdy tego nie chwalił. „Wszyscy ojcowie wierzą, że mają Diego Maradonę, ale nie zawsze się to udaje” – mówi Ruben Horacio Gaggioli, agent zaangażowany w sprowadzenie Messiego do Barcelony. „Jorge Messi nigdy nie powiedział, że jego syn będzie najlepszym piłkarzem na świecie ani że będzie świetnym piłkarzem. Był pewien, że ma wyjątkowego syna z pewnymi problemami – był bardzo niski. Pojawiły się wątpliwości co do jego budowy ciała, ale jeśli chodzi o piłkę nożną, nigdy nie miał wątpliwości co do swojego syna. Zawsze był pewien, że projekt się powiedzie”. Messi był tylko jednym z nielicznych argentyńskich piłkarzy, którymi interesowały się europejskie kluby w czasie, gdy spierał się z Newell's. W Rosario więcej mówiło się na przykład o Leandro Depetrisie, który był o rok młodszy. AC Milan kupił go latem 2000 roku, gdy miał 12 lat. „Depetris w wieku 11 lat był bardziej znany niż Messi” – mówi Falleroni. „Nikt nie znał Messiego. Tylko my wiedzieliśmy o Messim. Nawet prezes Newell's, Eduardo Jose Lopez, nie wiedział wtedy o Messim. „Pamiętam, jak Depetris grał w finale turnieju w Cordobie [Argentyna] przeciwko Newell's. Grał przeciwko Messiemu. Drużyna Depetrisa wygrała. Po meczu wszystkie mikrofony, wszyscy dziennikarze otaczali Depetrisa. Nikt nie zbliżył się do Messiego. Coria nie mógł w to uwierzyć. Dla nas Messi był o wiele lepszym piłkarzem niż Depetris, o wiele, wiele lepszym, ale nikt nie wiedział o Messim”. Barcelona wiedziała. W lutym 2000 roku taśma wideo trafiła w ręce Jose Marii Minguelli, najsłynniejszego agenta Barcelony, rozpoczynając dwuletnią sagę, która ostatecznie doprowadziła Messiego do zostania piłkarzem Barcelony. W ramach procesu sądowego w Katalonii, Messi poleciał z ojcem do Barcelony na dwutygodniowy proces we wrześniu 2000 roku. Nikt w Newell's nie wiedział o jego wyjeździe. Krążyły plotki, że ma zapalenie wątroby. „Minął miesiąc, a Messiego nie widzieliśmy” – mówi Falleroni. „Trenowaliśmy, a Messiego nie było. Możecie sobie wyobrazić – cała komisja pytała: »Co się dzieje z Messim?«. Ponieważ mieliśmy bliskie relacje z jego rodziną, mój tata dzwonił do niego do domu. Odbierała jego mama, Celia. Tata pytał ją: »Co się dzieje z Leo? Nie przychodzi na trening«. Odpowiedziała, że nie może przyjść, bo jest chory. Mijał kolejny tydzień. Powtarzali, że nie wyzdrowiał. Same kłamstwa! Zniknął. „Po miesiącu wrócił, wyglądając na trochę bardziej rozwiniętego, wiesz? To było dziwne. Pytaliśmy go: »Leo, wszystko w porządku?«, a on odpowiedział: »Tak, czuję się lepiej«. Jakiś czas później, trenowaliśmy, a jego mama przyszła i powiedziała: »Chodźmy, Leo. Musimy iść«. »Nie«, powiedział, »chcę zostać trochę dłużej z chłopakami, z przyjaciółmi«. Ale mama złapała go za ramię i zabrała. Już się nie pojawił. Tydzień później dowiedzieliśmy się, że jest w Barcelonie. Wszystko robili za naszymi plecami. Miał obowiązek nic nie mówić. Barcelona powiedziała mu: „Nie mów nikomu”. Dla Milanesio nie było zaskoczeniem, że 13-latek zdołał ukryć przed najbliższymi przyjaciółmi tak wielką tajemnicę – marzenie niemal każdego chłopca. „Już w tym wieku Messi myślał jak profesjonalista” – mówi. Messi był też oczywiście uważny i z natury ostrożny. Jak mówił Maradona, największym zaskoczeniem nie było to, że Messi trafił do superklubu, jakim jest FC Barcelona, ale to, że tak szybko awansował. Zadebiutował w wieku 16 lat w meczu przeciwko FC Porto 16 listopada 2003 roku i od tamtej pory nie przestaje zaskakiwać kibiców piłki nożnej.

9

@FCBparasiempre
Młody Leo Messi dołączył do klubu Newell's Old Boys w swoim rodzinnym mieście – czyli „Nuls”, jak go nazywają w Argentynie – mając zaledwie sześć lat. Czekał na ten dzień niemal całe życie. Klub był jego własnością z urodzenia. Jego wujkowie i ciotki podarowali mu czerwono-czarną koszulkę Newell's na pierwsze urodziny. Obaj jego starsi bracia grali w młodzieżowych drużynach piłkarskich tego klubu. W październiku 1993 roku był nawet na stadionie klubu w Rosario, aby zobaczyć debiut Diego Maradony w barwach „Nuls”. W swoim pierwszym meczu dla Newell's, wygranym 6:0, Messi strzelił cztery gole, według Association of Rosario Football . Nadał ton. Stał się symbolem prawdopodobnie najsłynniejszej argentyńskiej drużyny juniorów, „La Maquina del '87”, czyli „Maszyny '87”, nazwanej na cześć roku, w którym urodziło się pokolenie zawodników klubu. Byli niepokonani. W tak zwanej w Argentynie „baby football” – grze siedmioosobowej, w którą dzieci grają do 11. roku życia – „La Maquina del '87” pozostała niepokonana przez trzy lata. Kiedy klub w wieku 11 lat przeszedł na format 11-osobowy, z większą przestrzenią do gry na większych boiskach, było więcej tego samego. Zmietli wszystkich na swojej drodze. Wygrali każdy turniej, w którym brali udział, plądrując boiska w całej Argentynie i rozgrywając zawody tak odległe, jak Peru, po drugiej stronie kontynentu. W 2000 roku Newell's zdobyli mistrzostwo z przewagą co najmniej 20 punktów, według Franco Falleroniego, jednego z napastników drużyny. „W ciągu pięciu lub sześciu sezonów przegraliśmy tylko około trzech razy” – mówi inny kolega z drużyny, Gonzalo Mazzia. Czasami bramkarz Newella był tak znudzony biciem kolegów z pola, że siadał na tyłku w polu karnym. Tak bardzo deptali po piętach rywalom – strzelając po 10, 12 i 15 bramek na mecz – że niektórzy przeciwnicy ustalali wynik na 6:0. Mecz musiał zostać przerwany po strzeleniu sześciu bramek. To był jedyny sposób, żeby zatamować krwawienie. Messi był nienasycony. Pytam Adriana Corię – który trenował Messiego w 10. klasie, ostatnim roku jego gry w Newell's, zanim odszedł do Barcelony w wieku 13 lat – czy to prawda, że Messi strzelił ponad 500 goli dla Newell's w tym okresie dzieciństwa. Coria nadyma usta. „Przynajmniej”. Messi był zrzędliwy, gdy nie strzelił gola w meczu, jak hazardzista wyrwany z torów. „Wpadał w szał, gdy nie mógł strzelić gola” – wspomina Falleroni. „Był bardzo ambitnym facetem. Nawet jeśli wygrywał – jeśli drużyna wygrywała 7:0 – ale nie strzelił gola, wpadał w złość. Albo jeśli nie dostawał piłki, wpadał w złość. Widać to było po jego twarzy. Taki miał temperament, taką miał osobowość. Zawsze chciał mieć piłkę”. Falleroni mieszka w Chabas. To miasto, w którym dorastał, oddalone o dwie godziny jazdy autobusem od Rosario. Dla dziecięcej gwiazdy futbolu było to trudne zadanie – dojeżdżał do Rosario na treningi i mecze z Newell's, tydzień w tydzień. Messi i Falleroni szybko się zaprzyjaźnili. Messi często do niego przyjeżdżał i spędzał z nim czas. Bawili się na PlayStation. Na cichych, gruntowych drogach Chabas ojciec Falleroniego uczył też 11-letniego Messiego jazdy. „Mój tata miał Peugeota 306” – mówi Falleroni. „Musieliśmy dać Leo dużą poduszkę do siedzenia, bo nie mógł dosięgnąć kierownicy”. W czasach, gdy dorastał, po ulicach dzielnicy Messiego w południowej części Rosario nie jeździło zbyt wiele samochodów. To biedna dzielnica, choć nie jest to slumsy jak na przykład Villa Fiorito, skąd Maradona pochodził w Buenos Aires. Maradona dorastał w latach 60. w chacie bez bieżącej wody i prądu; jako dziecko zbierał pesos, sprzedając między innymi złom i folię do pakowania papierosów. Messiemu niczego nie brakowało. Uczył się dobrze. Wielu w Argentynie powie ci, że Messi na zawsze pozostanie w cieniu Maradony, jeśli nie zdobędzie mistrzostwa świata. Niektórzy Argentyńczycy również preferują łobuzerstwo Maradony. Ma on to, co lokalnie nazywa się „viveza”, czyli umiejętność radzenia sobie z samym sobą. „Żywioły mają w sobie pewien spryt, którego uczą się na ulicach” – mówi Ramiro Martin, autor książki „Messi: Un Genio en la Escuela del Futbol”. „Bycie „żywym” w Argentynie oznacza bycie przebiegłym, a nawet umiejętność oszukiwania, by osiągnąć swoje cele. Nazywa się to „żywotnością kryminalną”, z czego ja, jako Argentyńczyk, nie jestem dumny, ale to już historia”.

Domy wzdłuż ulic w dzielnicy, w której dorastał Messi, są niskie, jedno- i dwupiętrowe, z dachami z brezentu i ścianami, które aż proszą się o farbę. Pełno tu próżnujących ludzi – ludzie siedzą przed drzwiami na plastikowych krzesłach, jakiś żebrak kręci się przy światłach, próbując wyłudzić drobne, a dziesiątki psów kręcą się i szczekają. Na rogach ulic, słupy energetyczne i mury są pomalowane w barwy Newell's lub jego wielkiego rywala, Rosario Central, w ramach wojen o ziemię, które dzielą Rosario. Istnieją murale z Messim, które przypominają ludziom o ich najsłynniejszym synu, ale trzeba ich poszukać – jeden na ścianie za jego starą szkołą podstawową, a drugi, który powstał przed finałami Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2014 w pobliżu Grandoli Football Club, gdzie Messi rozegrał kilka sezonów w oficjalnej piłce nożnej, zanim dołączył do Newell's. Dom rodzinny Messiego, zbudowany własnoręcznie przez jego ojca i dziadka, wciąż stoi. Nigdy nie został sprzedany. Jego matka i siostra wyprowadziły się dopiero w 2010 roku, jak wynika z książki Sebastiana Festa i Alexandre'a Julliarda „ Misterio Messi: Los Secretos del Mejor Jugador del Mundo”. Dom jego dziadków znajduje się tuż za rogiem, w połowie ulicy od starego domu jego rodziców. Kobieta po trzydziestce otwiera drzwi, gdy pukam, ale nie odzywa się. Sąsiadka z naprzeciwka, Lucia, jest jednak pełna plotek, gdy zaczepia się ją o młodego Messiego. „Był cichym dzieckiem. Muy tranquilo ” – mówi. „Jedyny problem, jaki miałam z nim, to to, że przerywał mi sjestę – ciągle kopiąc piłkę o ścianę”. Po kilku sezonach gry w Newell's, klub umożliwił Messiemu spotkanie z endokrynologiem, dr. Diego Schwarzsteinem, w celu omówienia problemu z hormonem wzrostu. Koledzy z drużyny nazywali go „pulga”, czyli pchła. Nie podobał mu się ten przydomek, mówi Sergio Maradona, jeden z jego byłych kolegów z drużyny. Lekarz odebrał telefon z informacją, że wysyłają mu „najlepszego zawodnika, jakiego mamy”. Messi miał dziewięć lat, kiedy po raz pierwszy odwiedził klinikę Schwarzsteina. Było to 31 stycznia 1997 roku, w dniu urodzin lekarza. Messi był jednym z około 20 000 osób w populacji cierpiących na niedobór hormonu wzrostu. Miał zaledwie nieco ponad 120 cm wzrostu, kiedy dołączył do Newell's i był o 15-20 centymetrów niższy od swojego docelowego wzrostu. Jego problem można było leczyć. Poza tym jego ciało było w normie. Jeden z byłych trenerów Messiego w Newell's, Quique Dominguez, cytowany jest w biografii Messiego autorstwa Guillema Balague'a, który powiedział, że Messi „prawie nie miał klatki piersiowej, była wklęsła, a patrzenie na jego klatkę piersiową było przerażające”. Schwarzstein wyjaśnia jednak, że budowa ciała Messiego była w porządku, pomijając problem ze wzrostem. Wymiary jego ciała były „harmonijne”, mówi Schwarzstein. Codziennie Messi samodzielnie wstrzykiwał sobie hormon wzrostu za pomocą małej strzykawki. Był to bezbolesny zabieg, mniej inwazyjny niż ukąszenie komara. „Widziałem go, tutaj u moich rodziców, jak sam sobie wstrzykiwał w nogi. To była bardzo cienka igła, takiej długości” – mówi Falleroni, wskazując na długość swojego paznokcia. „Przychodził do domu z lekiem, wkładał opakowanie do zamrażarki, wyjmował je i sam wstrzykiwał sobie w udo”. Schwarzstein i Messi zbudowali bliską relację podczas ponad czteroletniego leczenia, które zakończyło się w Barcelonie pod opieką innego zespołu medycznego. Połączyła ich przede wszystkim piłka nożna; Schwarzstein jest zagorzałym kibicem i członkiem klubu piłkarskiego Newell's. Messi zostawił mu swoją starą koszulkę Newell's, którą podpisał, kiedy przeniósł się do Barcelony na początku 2001 roku. Odnosząc się do osobowości Messiego, Schwarzstein wyróżnia go. „Był bardzo miłym dzieckiem. Nie był nieśmiały – kiedy przełamywało się lody, kiedy zaczynało się z nim rozmawiać, zazwyczaj piłka nożna była pierwszym tematem, o którym dużo mówił – ale był introwertykiem. Jedno jest takie, że wolisz zachować pewne rzeczy dla siebie. Inną rzeczą jest to, że masz lęk przed wyrażeniem siebie, uczucie: »Boję się, że nie powiem tego, co trzeba«. Inną rzeczą jest bycie introwertykiem – jeśli wolisz zachować pewne rzeczy dla siebie. „Leo nie jest nieśmiały. Jest introwertykiem. Jest powściągliwy.” Byli koledzy Messiego z Newell's zeznają, że jest on otwartym i towarzyskim facetem, gdy tylko znajdzie się w gronie przyjaciół. Sergio Maradona grał w Newell's w drużynie „Pokolenia '88” na tej samej pozycji co Messi – w luce za dwoma napastnikami, jako numer 10, czyli „enganche”, jak to się nazywa w argentyńskim żargonie piłkarskim. „W tamtych czasach wszyscy mówili o nas dwóch. To był Messi albo ja – Maradona w '88 albo Messi w '87” – mówi. Obaj również byli u Schwarzsteina z powodu problemów z rozwojem.

Maradona dobrze poznał Messiego przez te lata i w 1999 roku pojechał z „La Maquina del '87” do Buenos Aires na turniej. „Był skromny” – mówi. „Pomysł, że był nieśmiały, bojaźliwy – to kłamstwo. W towarzystwie kumpli jest świetnym humorem. Jest ostrożny wobec prasy i osób, które go nie znają. Z rodziną i przyjaciółmi jest bardzo zabawny. Pamiętam go jako zabawnego faceta, zabawnego, ekstrawertycznego, ale też bardzo szanującego innych, skromnego i bezpretensjonalnego. Nigdy nie miał problemów z nikim”. Messi i Maradona grali razem w tym turnieju w ostatnim tygodniu lipca 1999 roku. Podróżowali czterogodzinnym autobusem do Buenos Aires i zostali zakwaterowani u rodzin przez klub gospodarzy, Defensores de Villa Ramallo. Newell's rozgromili wszystkie poprzednie drużyny, wygrywając mecze grupowe 10:0, 3:0, 7:0 oraz półfinał i finał po 5:0. Messi i Maradona zdobyli bramki zarówno w półfinale, jak i finale. Messi zakończył rozgrywki z 15 golami na koncie. Maradona jest jedną z postaci „przesuwanych drzwi” w historii Messiego. Co mogło być? Obaj mieli wielki talent. Maradona nie wykorzystał swojego. Życie było dla niego pełne przygód. „Moim problemem była dyscyplina” – mówi. Hiszpański klub Villarreal zgłosił się po niego, gdy miał 11 lat, ale jego ojciec odrzucił ten transfer. Był za młody. Gdy osiągnął wiek pozwalający mu zostać zawodowcem, zaczął tułać się po ligach Ameryki Południowej jako najemnik, płodząc po drodze dzieci. Ma czwórkę dzieci – jedno w Meksyku, dwoje w Boliwii i jedno w Argentynie. „Pod tym względem jestem jak Maradona” – mówi ze śmiechem. Maradona musiał w pośpiechu opuścić Meksyk. Skończył grając w półprofesjonalnej drużynie należącej do handlarza narkotyków, w ramach 12-zespołowej ligi meksykańskiej. Właściciele drużyn obstawiali swoje drużyny. Kiedy drużyna Maradony jechała do Ciudad Juarez, żeby rozegrać mecze, nigdy nie zostawała tam na noc. „Co noc słychać było strzały” – mówi. Zapłodnił córkę właściciela swojej drużyny; urodziła siedmioletnią córkę. „Musiałem wrócić do Argentyny, bo chcieli mnie zabić” – mówi Maradona. Jeden z jego byłych trenerów i jego rodzina zostali zamordowani, mówi Maradona, ponieważ jego drużyna przegrała finał. Gustavo „Billy” Rodas był gwiazdą drużyny Newell „Pokolenie '86”. Zadebiutował w pierwszym składzie w wieku 16 lat. To kolejny zawodnik stawiany za przykład człowieka, który mógł być pretendentem do tytułu, ale którego kariera nie nabrała rozpędu z powodu problemów społecznych. Sergio Almiron, mistrz świata z Argentyną w 1986 roku, był dyrektorem technicznym akademii młodzieżowej Newella, gdy Messi i Rodas grali w „dziecięcą” piłkę nożną. Wskazuje na kluczową rolę, jaką rodzice Messiego odegrali w jego rozwoju. „Leo dostał wszystko, czego chłopiec potrzebował, by dorosnąć. Billy tego nie miał. Nigdy mu się to nie udało. W wieku 14–15 lat, ponieważ jego rodzice byli bardzo biedni, dostał pokój hotelowy w Riwierze na śniadania, obiady, kolacje i przekąski. Później dostał mieszkanie z matką, żeby mogła go kontrolować. Ale nie była w stanie go kontrolować. Dla niego ważniejsze było granie z przyjaciółmi z sąsiedztwa. Miał wiele problemów. Odszedł z klubu. Sprowadziłem go z powrotem. Znów zniknął. Znowu zaczął trenować. A potem znowu zniknął. „Oboje rodzice byli przy Messim. Wspierali go. Chcieli dla syna jak najlepiej. Poświęcili dla niego wszystko, a efektem jest Messi, jakiego mamy dzisiaj. Billy Rodas nie miał takiej samodyscypliny jak Leo. Tu, w Argentynie, masz dobrych i złych przyjaciół, narkotyki, alkohol. Często to rodzina pomaga ci trzymać się prostej i wąskiej drogi”. W lipcu Maradona znów spakuje walizki. W przyszłym sezonie ma grać w reprezentacji Boliwii. Nie będzie tęsknił za czujnością argentyńskich obrońców. Mówi, że są najgorsi w swojej klasie w południowoamerykańskich ligach. „W argentyńskiej piłce nożnej jest mnóstwo konfliktów. Jest bardzo agresywna. Jest twarda. Jest dużo fauli. Na przykład w Meksyku piłka nożna jest bardziej płynna, bardziej taktyczna i szybsza. Obrońcy w Argentynie zrobią wszystko, żeby cię zdenerwować. Będą na ciebie pluć. Włożą ci palec w tyłek. Ukłują cię igłą. Możesz w to uwierzyć? Są okropni. Maradona mówi, że Messi nigdy nie stronił od twardych obrońców: „Chociaż piłka była od niego większa, nigdy się nie bał. Nigdy nie płakał. Grał lepiej, gdy go kopali. Zawsze był odważny. Chciał grać piłką, dryblować, iść do przodu”. Messi zawsze dostawał najmocniejsze lanie podczas meczów z Central. Byli to najtwardsi rywale Newella. Podczas jednego z derbów, pięć razy zarzucił na swojego obrońcę „sombrera” – bezczelnie przerzucając piłkę nad głową. Ojciec obrońcy, obserwujący to z trybun, wpadł w szał. „Zabić go! Zabić go!” – krzyczał. Falleroni wspomina gościa z jego miasta, który ciągle go nękał. Miał dość gadania o tym fenomenie, który miał być jak Diego Maradona. „Powiedział: »Kim jest ten Messi? Tyle o nim gadacie. Przyprowadźcie go tutaj!«. Zorganizowaliśmy więc mały mecz. W jednym manewrze Messi dwukrotnie go zaatakował. Wyobrażacie sobie? W tej samej akcji – dwie gałki muszkatołowe! Wtedy chłopak przestał mówić”. Coria mówi, że jedną z rzeczy, która wyróżniała Messiego, była jego wybuchowość. „Moim piłkarskim idolem jest Maradona. Grał tak samo jak Leo. Leo był bardzo dynamiczny. Potrafił błyskawicznie rozpędzić się od zera do setki. To jak odpalanie silnika. Diego miał to, ale na boki, nie z taką umiejętnością, żeby jednym ruchem zdjąć kogoś z pleców. Leo miał ogromną siłę. Bardzo ciężko pracował nad poprawą tej siły, pracując nad swoją sylwetką. Zazwyczaj zawodnicy mają bardzo dobrą technikę i kontrolę nad piłką, ale nie są szybcy. Leo był szybki i miał niesamowite umiejętności, jedno i drugie. To go wyróżniało.”

16

Czy wiemy że…

Pele jest jedynym piłkarzem, który strzelił hat-tricka w finale nieistniejącego już Pucharu Interkontynentalnego. Król futbolu dokonał tego w dniu 11 października 1962 r. w barwach brazylijskiego Santosu w zwycięskim spotkaniu z Benfiką 5:2(!) i to rozegranym na Estadio da Luz w Lizbonie.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Comentateiro
@Bernard777
@Adran360

11

Koncert ,,Ebiego”:

11 października 2006 r. Polacy zaczarowali boisko w Chorzowie! Bohaterem został Ebi Smolarek, który strzelił 2 gole i sprawił, że niemożliwe stało się możliwe. Polska wygrała z Portugalią 2:1 i dopisała 3 bardzo cenne punkty w eliminacjach Euro 2008. Zamieszanie pod bramką Ricardo rozpoczęło się od podania Żurawskiego do Rasiaka. Ten stojąc tyłem do bramki odegrał piłkę do Lewandowskiego, który uderzył w kierunku bramki Portugalczyków. Ricardo jednak obronił, ale przy dobitce Smolarka musiał skapitulować. 8 minut później znów Ricardo musiał wyjmować piłke z bramki po strzale Smolarka. Tym razem asystę zaliczył Rasiak. Z pewnością nawet najwięksi fani polskiej reprezentacji oglądali pierwszą połowę meczu z szeroko otwartymi oczami. Pomijając bowiem cenne gole, biało-czerwoni zagrali świetnie. Portugalia była cieniem samej siebie, nie tworzyła w ogóle sytuacji podbramkowych. Polska mogłaby prowadzić wyżej. Po strzale Macieja Żurawskiego piłka odbiła się od Ricardo i trafiła w wewnętrzną część słupka. W drugiej połowie Portugalia wzięła się w garść i zaczęła zagrażać bramce Kowalewskiego. Jednak polscy obrońcy i sam Wojciech Kowalewski bardzo długo spisywali się świetnie. Biało-czerwoni byli czujni i gdy tylko natrafiała się okazja, wyprowadzali groźne kontry. Jednak w doliczonym czasie gry gola Polakom strzelił Nuno Gomes. Mimo to wniosek po meczu jest jeden: Leo Beenhakker nie do poznania odmienił polską reprezentację. Mecz w Chorzowie oglądało 40 tysięcy kibiców.

Polska zagrała w składzie: 1-Wojciech Kowalewski - 4-Paweł Golański, 6-Jacek Bąk, 16- Arkadiusz Radomski, 3-Grzegorz Bronowicki -5-Jakub Błaszczykowski, 18-Mariusz Lewandowski, 14-Radosław Sobolewski, 7-Euzebiusz Smolarek - 9-Maciej Żurawski, 11-Grzegorz Rasiak.

@Adran360
@Astad
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson

11

@FCBparasiempre
11 października 1937 r. w Ashington urodził się Robert Charlton angielski pomocnik i napastnik. Mistrz Świata z 1966 r.(Anglia) ; Zdobywca Złotej Piłki France Football w 1966 r. ; Zdobywca Pucharu Europy w 1967 i 1968 (Manchester United) ; Mistrz Anglii w latach 1957, 1965 i 1967 ; Zdobywca Złotej Piłki za najlepszego piłkarz MŚ w 1966 r. Rekordzista pod względem zdobytych goli dla Manchester United – 249 ; Najlepszy Piłkarz Angielski XX wieku według IFFHS oraz członek drużyny wszech czasów według FIFA – 1994. ,,Bobby” Charlton był członkiem reprezentacji Anglii, która w 1966 roku zdobyła tytuł Mistrza Świata. To również najlepszy europejski piłkarz 1966 roku. Większość swojej piłkarskiej kariery grał w Manchesterze United na pozycji ofensywnego pomocnika. Był znany z niebywałej skuteczności w sytuacjach podbramkowych oraz potężnych strzałów z dystansu. Jego brat Jack, to były gracz Leeds United, który również występował podczas pamiętnego mundialu w 1966 roku. Charlton zaczął grać w barwach Manchesteru United w 1956 roku. Trzykrotnie, wraz z kolegami z zespołu, zdobywał Mistrzostwo Anglii, raz zdobył Puchar Anglii, a także Mistrzostwo Świata w 1966 roku. Dostał również wiele indywidualnych osiągnięć, między innymi Złotą Piłkę w 1966 roku. Został wybrany do grona 100 najlepszych piłkarzy w historii piłki nożnej oraz drużyny wszechczasów w Mistrzostwach Świata. Rozegrał 106 spotkań w reprezentacji swojego kraju, strzelając 49 goli. 9 lutego 1953 r. uczeń Bedlington Grammar School- Robert Charlton- został zauważony podczas jednego z meczów swej drużyny East Northumberland, przez jednego ze skautów Manchesteru United. Charlton udał się na testy w tym wielkim klubie i pomimo ofert kilku innych zespołów, podpisał kontrakt z Czerwonymi Diabłami. Miał wtedy 15 lat. Został jednym ze sławnych "Busby Babes"- młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy pojawili się w Manchesterze dzięki dobrej polityce klubowej. Wypracowywał swoją pozycję w klubie, grając w zespołach młodzieżowych i regularnie strzelając bramki. Swój debiut ligowy zaliczył w październiku 1956 roku, w spotkaniu przeciwko Charlton FC. W pierwszym sezonie swoich występów w barwach United zdobył 12 bramek w 14 spotkaniach. Przyczynił się w ten sposób do zdobycia przez Czerwone Diabły mistrzostwa Anglii. Charlton był bardzo ważnym punktem drużyny, która w kolejnym sezonie, jako pierwszy angielski klub, rywalizowała w Pucharze Europy. Manchester doszedł aż do półfinału, ulegając w nim obrońcom tytułu, Realowi Madryt. Ich reputacja wzrosła jeszcze bardziej w kolejnym sezonie. W bardzo zaciętych spotkaniach ćwierćfinałowych z Red Star Belgrad wykrzesali z siebie wszystko co najlepsze i z dużą pomocą Charltona, który w wyjazdowym meczu dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, awansowali do czołowej czwórki Pucharu Europy. W bardzo dobrych nastrojach wracali samolotem do Anglii, myśląc o kolejnych meczach ligowych.Samolot, którym gracze i sztab szkoleniowy Manchesteru wracali do domu, wylądował w Monachium w celu zatankowania paliwa. Postój w Niemczech odbywał się w pogarszających warunkach pogodowych. Kiedy pasażerowie zostali wezwani do powrotu na pokład maszyny, padający śnieg z marznącym deszczem spowodował oblodzenia pasa startowego. 2 razy odkładano wylot samolotu z lotniska, co wywołało niepokój pasażerów. Zostali oni poinformowani o konieczności ponownego opuszczenia maszyny, dopóki nie zostanie usunięta drobna usterka. Po powrocie na pokład Charlton oraz jego kolega Dennis Viollet zamienili się miejscami z Tommym Taylorem oraz Davidem Peggiem, którzy zdecydowali, że będą bezpieczniejsi w tylnej części samolotu. Podczas kolejnej próby startu samolot przeciął ogrodzenie lotniska, a jego skrzydło uderzyło w dom i razem z częścią ogona oderwało się od reszty maszyny i uderzyły w drzewo, po czym zatrzymały na śniegu. Bobby Charlton, przymocowany pasem w fotelu, wypadł z kabiny. Został zauważony przez bramkarza Manchesteru, Harry'ego Gregga, który wyszedł z katastrofy prawie bez szwanku. Chwycił leżących w śniegu Charltona oraz Violleta i odciągnął z dala od niebezpiecznej strefy, obawiając się kolejnego wybuchu. Pomocnik Manchesteru doznał obrażeń głowy i przez długi czas znajdował się w ciężkim szoku. Siedmiu jego kolegów(w tym Taylor i Pegg, z którymi zamienił się miejscami) zginęło na miejscu, a kilku kolejnych kolejnego dnia w szpitalu. Ostatecznie w katastrofie życie straciły 23 osoby. Początkowo twierdzono, że przyczyną tragedii był lód na skrzydłach samolotu, lecz oficjalna przyczyna, ogłoszona później, to ubłocony pas startowy, uniemożliwiający bezpieczny start. Charlton był pierwszym ocalałym, który opuścił szpital- wrócił do Manchesteru 14 lutego 1958 roku, 8 dni po katastrofie. Drużyna Czerwonych Diabłów musiała być budowana od podstaw i nikt nie wiedział, czy ocalali w wypadku zawodnicy będą w stanie grać na takim samym poziomie jak wcześniej.Niespodziewanie władze Manchesteru zdecydowały się na kontynuowanie sezonu. United odpadli w półfinale Pucharu Europy i spadli na dalsze miejsce w tabeli ligi angielskiej, lecz jakimś cudem udało im się zdobyć drugi z rzędu Puchar Anglii, a sukces ten zbiegł się w czasie z powrotem rannego w katastrofie w Monachium, trenera Matthew Busby'ego. Niedługo potem Bobby Charlton został po raz pierwszy powołany do reprezentacji kraju na mecz ze Szkocją. Tak zaczęła się jego długa, wspaniała przygoda z reprezentacyjną piłką. Już w pierwszym meczu strzelił 2 bramki, udowadniając, że w tak młodym wieku może być ważnym elementem kadry narodowej. Mimo to, będąc w kadrze podczas Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku, nie wystąpił na boisku ani minuty. W 1959 roku strzelił hat-tricka w wygranym aż 8-1 meczu z USA, a po raz drugi trzy bramki w jednym meczu międzypaństwowym zdobył w 1961 roku przeciwko Chile. Kolejny sukces z drużyną klubową osiągnął w 1963 roku, kiedy to Manchester United pokonał w finale Pucharu Anglii Leicester City 3-1. Nowa drużyna Manchesteru, zbudowana po monachijskiej katastrofie, zdobyła również 2 tytuły mistrzów Anglii w przeciągu 3 kolejnych lat.W międzyczasie jego kariera reprezentacyjna rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Hat-trick w meczu ze Szwajcarią w czerwcu 1963 roku spowodował, że wskaźnik ilości bramek w narodowych barwach zatrzymał się na liczbie 30, dzięki czemu wyrównał rekord Toma Finneya i Nata Lofthouse'a w ilości zdobytych goli w rozgrywkach międzykrajowych. Samodzielnym rekordzistą stał się 4 miesiące później, kiedy to strzelił swą 31 bramkę przeciwko Walii. Właśnie wokół Charltona budowano reprezentację Anglii, która miała rywalizować o najwyższe cele podczas Mistrzostw Świata w 1966 roku w Anglii. Pierwszy mecz w turnieju z reprezentacją Urugwaju Anglicy zremisowali 0-0, jednak już kolejne z Meksykiem, wygrane 2-0 spotkanie to błysk geniuszu Charltona, który strzelił jedną z bramek. Kolejna wygrana z Francją pozwoliła awansować przybyszom z Wysp Brytyjskich do ćwierćfinału. Dwa kolejne spotkanie to ponownie zwycięstwa: 1-0 z Argentyną oraz 2-0 z Portugalią. W tym drugim meczu Charlton strzelił pierwszą bramkę. W finale Anglicy pokonali Niemców 4:2 i zdobyli upragniony tytuł najlepszej drużyny globu. Największe gwiazdy drużyn, które spotkały się w decydującym meczu, czyli Bobby Charlton oraz Franz Beckenbauer zostały skutecznie zneutralizowane i nie wyróżniły się w tym meczu. W kolejnych Mistrzostwa Świata w 1970 roku Anglicy doszli do ćwierćfinału, gdzie przegrali z drużyną RFN. Był to ostatni mecz reprezentacyjny Bobby'ego Charltona, który w 106 występach w kadrze strzelił 49 goli. W latach 70-tych XX wieku Manchester United przestał się liczyć zarówno na arenie krajowej, jak i międzynarodowej. Charlton opuścił Manchester na końcu sezonu 1972/1973, mając na koncie 758 oficjalnych spotkań, w których strzelił 249 bramek. Jest on rekordzistą pod względem strzelonych bramek w barwach Czerwonych Diabłów. Ostatnim meczem, w którym występował, było spotkanie z Chelsea, przed którym otrzymał pamiątkową papierośnicę z rąk prezesa Chelsea. W 1973 roku Bobby Charlton został grającym kierownikiem zespołu Preston North End, zatrudniając na pozycję trenera swego przyjaciela z Manchesteru Nobby Stilesa. Niestety pierwszy sezon w tej roli zakończył w strefie spadkowej i opuścił zespół. Jednakże w tym okresie został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. W 1975 zdobył 18 bramek w 31 meczach dla drużyny Waterford United. W 1978 roku wystąpił również w jednym meczu drużyny Shrewsbury Town przeciwko reprezentacji Zambii. Następnie został dyrektorem drużyny Wigan Athletic, po czym kilka lat spędził w Republice Południowej Afryki. Założył kilka szkółek piłkarskich w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy też Australii. W 1984 roku zaproponowano mu zostanie członkiem rady dyrektorów w Manchesterze United, częściowo ze względu na jego wiedzę o piłce nożnej, a częściowo dlatego, że uznano, że klub potrzebuje słynnej "nazwy" na pokładzie po rezygnacji Sir Matta Busby'ego. Jego obecność w klubie była czynnikiem uspokajającym dla fanów Czerwonych Diabłów, kiedy klub ten, w 2005 roku, został przejęty przez Malcolma Glazera. W 2008 roku, 50 lat po katastrofie w Monachium, Manchester United wygrał Ligę Mistrzów, a Charlton początkowo odmówił przyjęcia medalu zwycięzców, twierdząc, że nie zasługuje na tą nagrodę, gdyż nie uczestniczył w decydujących meczach Pucharu Europy 50 lat wcześniej. W 1994 roku otrzymał tytuł szlachecki a od 2002 roku jego nazwisko znajduje się w National Hall of Fame, hali poświęconej historii brytyjskiej piłki nożnej. 2 marca 2009 roku został honorowym obywatelem miasta Manchester.

2

@Sysia11 No z samego skrótu, to pełna zgoda że grali bardzo dobrze. Jednak historia futbolu uczy nas że nie jedna drużyna przeważała, grała bardzo dobrze a w efekcie przegrała(!) bo była bardzo nieskuteczna a w "naszym" przypadku to była tylko Wenezuela...

4

Zobaczywszy skrót meczu Argentyna-Wenezuela, stwierdzam bardzo niską skuteczność Albicelestes, zwłaszcza Lautaro Martineza. Tam powinno być co najmniej 5:1 dla Argentyny. Równie dobrze mogło to się skończyć 1:1 a nawet 2:1 dla Wenezueli! Tak słabiutka skuteczność z takim przeciętnym przeciwnikiem troche martwi...
@Sysia11 @Lionel_Messi10

10

Wybitni snajperzy futbolu:

11 października 1889 r. w Budapeszcie urodził się Imre Schlosser, wybitny węgierski snajper. As Ferencvarosu (169 meczów i 269 goli!) i MTK Budapeszt (125 występów i 141 goli!) uchodził za niezwykle skutecznego snajpera. Swój niebywały instynkt strzelecki potwierdził też w reprezentacji Węgier, w której strzelał średnio 0,87 gola na mecz (68 występów i 59 goli). Schlosser próbował też swoich sił w austriackim Wiener AC, choć tam nie był już aż tak skuteczny (17 gier i 6 goli). Ciekawostką jest fakt, że węgierski napastnik jako pierwszy piłkarz spoza Wielkiej Brytanii został najlepszym snajperem lig europejskich w 1911 roku.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
@

11

Obiecujący początek sezonu:

11 października 1981 r. FC Barcelona pokonuje na „Estadio Jose Zorrilla” Real Valladolid 2:3 w 5 kolejce Primera Division. Dwa gole dla Blaugrany zdobył niezawodny Quini a trzecie trafienie okazało się samobójczym golem Rusky’ego. To był emocjonujący mecz, w którym Duma Katalonii pokonała Valladolid zwycięskim golem w końcówce, utrzymując tym samym dobrą passę na początku sezonu. Po tej kolejce Barça uplasowała się na 3 pozycji w tabeli z dorobkiem 8 punktów. Na czele stawki znajdował się Real Sociedad mający zaledwie punkt więcej.

@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

10

Prezydenci FC Barcelony:

11 października 1944 r. urodził się Joan Gaspart, 43 w kolejności prezydent FC Barcelony. Swoją funkcje pełnił w latach 2000-2003. Wcześniej przez 22 lata był wiceprezydentem w zarządzie Jospa Lluisa Nuñeza. W 1992 r. obiecał że jeśli Blaugrana wygra finał Pucharu Europy, to wykąpie się w Tamizie i słowa dotrzymał. Przez wiele lat piastowania poważnego stanowiska w klubie dał się poznać jako fanatyczny kibic, który nie przebiera w słowach. Jego prezydentura, mimo pełnego zaangażowania była pasmem klęsk klubu i nieudanych transferów. Przez 3 lata sekcja piłki nożnej FC Barcelony nie zdobyła żadnego trofeum i Gaspart musiał odejść.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

8

@FCBparasiempre
Lubimy pisać o piłkarzach, ponieważ ich historie są prawdziwą skarbnicą wiedzy o piłce. Dziś czas na ciekawą postać. Mowa bowiem o Argentyńczyku, który nigdy nie był na piedestale, zdążył jednak wyrobić sobie dobrą opinię na San Siro. Julio Cruz, gdyż o nim mowa, urodził się 10 października 1974 r. Co jest tak charakterystycznego w Julio Cruzie? Wzrost i styl gry niemal kompletnie niepasujący do argentyńskiego futbolu. Nawet później uważany za wysokiego Gonzalo Higuain miał 185 centymetrów wzrostu, tyle samo Gabriel Batistuta, do którego należała poprzednia era piłkarzy. Tymczasem Cruz mierzy aż 190 centymetrów. Wróćmy do początku. Karierę zaczynał w stołecznym Banfield, choć urodził się w oddalonym od Buenos Aires o tysiąc kilometrów Santiago del Estero. Razem z rodziną przeniósł się jednak do stolicy i trafił do „El Taladro”. Po pierwszej bramce dla swojego klubu jeden z dziennikarzy zobaczył go z kosiarką i zyskał przydomek „El Jardinero”. Po dobrych występach w ekipie juniorskiej w 1993 roku przeszedł do pierwszego zespołu, w tamtych czasach typowego argentyńskiego średniaka. Tam spotkał m.in. Javier Zanettiego. W swoim klubie w końcu przebił się do pierwszego składu i mimo kłopotu ze strzelaniem bramek, których samo Banfield po prostu strzelało mało, zapracował na transfer do argentyńskiego potentata, River Plate. Wtedy zapracował sobie także na debiut w reprezentacji Argentyny. Długo w ekipie „La Banda” jednak nie wytrzymał. Po 23-latka zgłosił się Feyenoord. Miał w tym samym czasie oferty również z Włoch, jednak jak sam wspominał: ,,Włochy są dla mnie kolebką futbolu, jednak holenderska liga wydawała mi się wtedy lepsza dla mojego rozwoju. Światowi gracze tacy jak Romario, Ronaldo, czy bracia De Boer dorastali w Holandii”– mówił w udzielonym po latach wywiadzie. W Rotterdamie świetnie się jednak odnalazł. Od razu wskoczył do pierwszego składu w drużynie Leo Beenhakkera. W pierwszym sezonie szybko jednak zaczął spłacać zainwestowane w niego ponad pięć milionów euro. Strzelił 18 bramek w 33 meczach. U swojego boku miał też Jona Dahla Tomassona. Zaczęły powoli zgłaszać się po niego inne kluby. Tym bardziej, gdy w drugim sezonie ponownie strzelił 15 bramek w Eredivisie, prowadząc „Klub Ludu” do mistrzostwa Holandii. 15 bramek było jednak dla niego pewną blokadą, tyle samo goli zgromadził w każdym z trzech sezonów, które spędził w Eredivisie. Media ciągle pisały o nim, jako o leniwym napastniku, który mógłby strzelać zdecydowanie więcej bramek, gdyby bardziej angażował. Wtedy jednak pojawiła się szansa na dalszą europejską ekspansję. Podpisał kontrakt z Bologną, gdzie świetnie zaczął sezon, jednak później spuścił z tonu. W kolejnym sezonie obudził się z kolei dopiero wiosną, gdy w ośmiu meczach strzelił siedem goli, a jego zespół mimo fatalnej końcówki zajął piąte miejsce w Serie A. Jak sam powtarzał, bardzo dużo dało mu wtedy zaufanie ówczesnego trenera, Francesco Guidolina. W 2003 roku pojawiła się wielka szansa. Inter szukał następcy dla Hernana Crespo, który odszedł do Chelsea i padło właśnie na Cruza, choć od początku kibice dziwili się temu ruchowi, twierdząc, że Cruz może być ewentualnie uzupełnieniem ławki, a nie podstawowym napastnikiem, który może wskoczyć w buty swojego rodaka. Na dodatek wydano na niego prawie dziesięć milionów euro. I faktycznie, choć zaczął rozgrywki w Serie A, szybko zaczął balansować pomiędzy podstawową jedenastką a rezerwą. Hector Cuper wiedział jednak, że zawsze może na niego liczyć. W kolejnym sezonie było jednak zdecydowanie gorzej z graniem, choć miejsce wywalczył sobie w końcówce sezonu, zdążył strzelić pięć goli. Okazało się więc, że to kibice „Nerrazurri” mieli rację. Wtedy jednak nastąpił przełom. Sezon 2005/2006 należał bowiem do rosłego snajpera, który zagrał 52 spotkania i strzelił 25 bramek, zapewniając niemal w pojedynkę punkty w Lidze Mistrzów w starciu z Artmedią, Porto, czy Ajaxem. Najczęściej, gdy Inter męczył się z rywalem i ostatecznie strzelał tylko jedną bramkę, była ona autorstwa Cruza. Zespół z San Siro zgarnął wtedy mistrzostwo, a nasz bohater wrócił do reprezentacji „Albicelestes” i pojechał na mistrzostwa świata, gdzie zagrał w dwóch meczach, jednak to i tak niewiele dało pozycji Argentyńczyka.

Do stolicy mody powrócił Hernan Crespo, dołączył także Zlatan Ibrahimović, a przy świetnie wyglądającym Adriano zrobiło się zwyczajnie za ciasno. „El Jardinero” wskakiwał więc z reguły na końcówki, zdążył jednak wygrać Interowi wielkie derby, gdy w wygranym 2:1 meczu z Milanem strzelił bramkę i zanotował asystę przy trafieniu Zlatana. Cruz miał bowiem dryg do budzenia się w ważnych momentach. Mimo że nie strzelał po kilkadziesiąt goli w sezonie, jego trafienia były bardzo istotne, często dawały punkty i ratowały skórę kolegom. Tak było m.in. w starciu z Udinese, gdy w doliczonym czasie gry dał trzy oczka swojej ekipie, ratując przy okazji Jose Mourinho. W kolejnym sezonie znów jednak odzyskał miejsce w składzie. Adriano wyglądał coraz gorzej, nie było też już wypożyczonego Crespo i razem z Ibrą odpowiadał za strzelanie bramek w mistrzowskim sezonie. Sam zdobył 13 bramek w samej Serie A. W kolejnym sezonie nie mógł już jednak liczyć na regularną grę. Sam miał 34 lata, a do składu wskoczył piekielnie utalentowany Mario Balotelli. Na dodatek wraz z końcem sezonu wygasał jego kontrakt. Jeszcze rok pograł w Lazio i zdecydował się na zakończenie kariery. Jak sam mówił, stracił pasję do gry. Rok wcześniej nad jego pozyskaniem zastanawiała się m.in. Barcelona, a Pep Guardiola chciał mieć na ławce prawdziwego lisa pola karnego. Ostatecznie do Katalonii trafił jednak Zlatan Ibrahimović. W Serie A rozegrał prawie 250 spotkań, w których strzelił 80 goli. Na dodatek ma na swoim koncie 22 mecze i trzy bramki w reprezentacji. W głównej mierze było tak, jak przewidywali kibice, nie zdołał godnie zastąpić Crespo, jednak i tak był kochany, nie tylko za wygrane derby Mediolanu. Często radował fanów bramkami dającymi punkty, poza tym zawsze można było na niego liczyć. Cztery razy z rzędu świętował też mistrzostwo Włoch. ,,To wręcz nie do pomyślenia, ale wielu ludzi w Argentynie niema nawet czystej wody pitnej, wiele dróg jest nieutwardzonych. Ludzie ciężko pracują, ale nie robią postępów, a rząd mówił o równości. Bardzo mnie to boli i chciałem to zmienić”– mówił Cruz o dołączeniu do polityki. Współpracował z ówczesnym burmistrzem Buenos Aires. Po nieudanej karierze politycznej zdecydował się na inwestycje w surowce. Pomaga również argentyńskim graczom w transferze do Europy.

Osiągnięcia zespołowe:

Inter Mediolan

4x mistrz Włoch (2006, 2007, 2008, 2009)

2x Puchar Włoch (2005, 2006)

3x Superpuchar Włoch (2006, 2007, 2009)

Feyenoord Rotterdam

1x mistrz Holandii (1999)

1x Super Puchar Holandii (2000)

Lazio Rzym

1x Superpuchar Włoch (2010)

River Plate

2x mistrz Argentyny (1997)

Osiągnięcia indywidualne:

1x król strzelców Pucharu Włoch (2008) – 4 gole

9

2

@Lionel_Messi10 Dzięki śliczne i Vamos Argentina! Parasiempre!

2

@Lionel_Messi10 Będzie jakaś retransmisja jutro na jakimś programie? czy tylko skrót na jutubie?

9

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

10 października 1952 r. urodził się Janusz Sybis. Urodzony w Częstochowie zawodnik zawsze był najmniejszy w klasie. Jako dorosły chłopiec też nie imponował warunkami fizycznymi (164 cm wzrostu i 60 kg). W wieku ośmiu lat przeprowadził się do Wrocławia. Na treningi trampkarzy Śląska Wrocław zaczął chodzić w piątej klasie szkoły podstawowej, ale nawet wtedy mówiono, że jest za mały. Sybis jednak się tym nie przejmował i zawzięcie trenował, czym zaskarbił sobie sympatię ówczesnego trenera grup młodzieżowych Jana Hasa. Szansa na grę w pierwszym zespole przyszła, kiedy Śląsk spadł z ekstraklasy. W II lidze obowiązywał przepis, zgodnie z którym w każdym meczu powinien zagrać przynajmniej jeden junior. W ten sposób mógł grać w jednym zespole z Janem Tomaszewskim. Obaj piłkarze często urządzali sobie zawody, polegające na strzelaniu karnych. Kiedy wygrywał Sybis, to Tomaszewski musiał go znosić „na barana” z boiska, a kiedy wygrywał bramkarz, to Sybis musiał go znosić na plecach z boiska. Sybis szybko zaczął odgrywać kluczową rolę w zespole. W sezonie 1972/73 sięgnął nawet po koronę króla strzelców II ligi, a jego bramki miały ogromny wpływ na awans Śląska do elity. Już w drugim sezonie wśród najlepszych wrocławianie zajęli miejsce się na podium, dzięki czemu zagrali w europejskich pucharach. W 1976 r. zdobył z kolegami Puchar Polski, a rok później okazali się najlepsi w lidze. Nie był to przypadek, bo później jeszcze dwukrotnie zajmowali drugie miejsce na finiszu rozgrywek (1978 i 1982). Po odejściu ze Śląska w 1983 r. został piłkarzem Pittsburgh Spirit, gdzie cieszył się doskonałą reputacją. Tęsknił jednak za Polską i choć mógł zostać za oceanem znacznie dłużej, w 1988 roku wrócił do kraju i do ukochanego Śląska, gdzie zajął się pracą szkoleniową. ,,Cały zespół grał świetnie, ale on wyjątkowo. Jak był już kompletnym i dojrzałym zawodnikiem, posiadał wszystkie cechy piłkarskiej gwiazdy. Stylem gry z tamtych lat przypominał mi Messiego z Barcelony. Ośmieszał rywali”– mówił o nim Aleksander Papiewski, który trenował Sybisa w Śląsku w latach 1977-1979. Dobre występy w lidze nie znalazły zbyt dużego uznania w oczach selekcjonerów. Sybisa zabrakło w Montrealu, w Argentynie i w Hiszpanii. Być może gdyby grał w którymś z „bardziej uprzywilejowanych” klubach, to dostałby szansę. Debiutował w 31 października 1976 r. w wygranym 5:0 meczu z Cyprem. Na kolejną szansę musiał jednak czekać trzy lata. W sumie uzbierał 18 meczów i strzelił 2 gole. Oba w 1980 r. w meczach z Włochami i z Jugosławią. Ostatni raz w narodowych barwach wystąpił w wygranym 4:1 meczu z Kolumbią.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

5

@kubix05 Pomysł wybitnie zajebisty ale wyłącznie w okolicznościach, gdyby nie istniały europejskie puchary...
Przed wojną podobnymi rozgrywkami była Copa Mitropa.

12

Kluczowe zwycięstwo dające awans na mundial:

10 października 1981 r. reprezentacja Polski pokonała w Lipsku NRD 2:3 w eliminacjach mistrzostw Świata España 1982. Piękne zwycięstwo nad reprezentacją NRD w Lipsku dało nam wejście na mundial w Hiszpanii rok później. I choć kadra NRD nie była aż tak silna jak zespół zachodniej części Niemiec, to zwycięstwo to budziło szacunek. Zwłaszcza, że gospodarze u siebie meczów raczej nie przegrywali, tymczasem Andrzej Szarmach i szalejący Włodzimierz Smolarek wbili rywalom aż trzy gole! Smaczku temu wynikowi daje również fakt, iż dzięki temu meczowi NRD na mundial nie pojechało, my tak. Dlaczego więc mówiło się że z Niemcami nigdy nie wygraliśmy? Wschodnia część kraju była pod wpływami komunistów tak jak Polska a o porażkach przyjaciół dużo się nie mówiło. Ponadto, jak wspominałem, sama drużyna była słabsza niż ta zza muru berlińskiego, choć nie zmienia to faktu, iż jest to spotkanie zaniedbane historycznie, o którym mało kto pamięta.

Gole: 0:1 Szarmach 2 m., 0:2 Smolarek 5 m., 1:2 Schnuphase 47 m., 1:3 Smolarek 62 m., 2:3 Streich 67 m.

NRD: Hans-Ulrich Graphentin - Konrad Weise, Hans-Jürgen Dörner, Rudiger Schnuphase, Frank Baum, Lothar Kurbjuweit, Jürgen Pommerenke (46. Wolfgang Steinbach), Matthias Liebers, Hans-Jurgen Riediger, Joachim Streich, Martin Trocha

Polska: Józef Młynarczyk - Marek Dziuba (kapitan) (65. Roman Wójcicki), Władysław Żmuda, Paweł Janas, Jan Jałocha Ż, Grzegorz Lato, Waldemar Matysik, Zbigniew Boniek, Stefan Majewski, Andrzej Szarmach (9. Andrzej Iwan), Włodzimierz Smolarek

Trener: Antoni Piechniczek

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Pierwszy krok o premierowy awans na mundial:

10 października 1937 r. Polska pokonała Jugosławie 4:0. Polacy, aby uzyskać przywilej gry na francuskich mistrzostwach, musieli wyeliminować bardzo poważnego rywala, Jugosławię. Kiedy w eliminacjach do mistrzostw świata 1938 roku we Francji reprezentacja Polski trafiła na Jugosławię, nastroje w naszym obozie nie były najlepsze. Wszyscy doskonale pamiętali lanie, jakie otrzymaliśmy od tego zespołu w 1936 r. Warto przypomnieć, że Jugosłowianie wygrali wtedy w Belgradzie z naszą reprezentacją aż 9:3! Trzeba też pamiętać, że oni grali już na turnieju rangi mistrzowskiej w 1930 r. i to z powodzeniem, gdyż odpadli tam przecież dopiero w półfinale po porażce z późniejszym mistrzem Urugwajem, a w fazie grupowej byli lepsi od wielkich Brazylijczyków, pokonując ich 2:1. A wiadomo, że jeśli jakaś drużyna pokonuje Brazylię na turnieju o mistrzostwo świata, to trzeba ją traktować poważnie, bo nie są to(jak dziś byśmy powiedzieli) ogórki. Okazało się jednak, że te wszystkie obawy były niesłuszne i już pierwszy mecz praktycznie zdecydował o tym, że do Francji pojedzie Polska. Mecz rozegrano 10 października 1937 roku na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie. Spotkanie na żywo oglądało dwadzieścia tysięcy ludzi. Polacy zdecydowanie w tym meczu dominowali i odprawili rywala z wynikiem 4:0, choć „Przegląd Sportowy” relacjonował, że najbardziej sprawiedliwym wynikiem byłoby 6:0. Strzelanie rozpoczął już w drugiej minucie gry Leonard Piątek z AKS Chorzów, ligowego przeciętniaka. Tegoż Piątka śmiało możemy nazwać bohaterem tamtego meczu, ponieważ jeszcze w pierwszej połowie zdobył drugiego gola. Ówczesny wicekról strzelców pierwszej ligi spisał się więc na medal. Bramkę strzelił także jego klubowy kolega Jerzy Wostal a na 4:0 podwyższył niezawodny Ernest Wilimowski z innej chorzowskiej drużyny, Ruchu. Co prawda kwietniowy rewanż w Belgradzie Polacy przegrali 1:0 ale to Białoczerwoni zadebiutowali na mundialu we Francji.

@Safrani
@Ogorinho1974
@NeroTFP1
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?