FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Pedri16Future Coś Flick ostatnio bardzo ryzykuje...
1
Ten cały Toni Fernandez to grał już w pierwszej ekipie Barcuni? Bo jakoś nie moge sobie przypomnieć? Czy on sobie da rade wychodząc od początku meczu?
0
@Mixtape Oj żeby oni czasem po tej przerwie na reprezentacje nas nie klepneli!?
Na żadną manitke bym nie liczył, co najwyżej zwycięstwo 2 bramkami...
0
@daniel32778 No ale za to w nocy byłoby idealnie! Z drugiej strony zależy kto co lubi? :)
7
@FCBparasiempre
18 października 1936 roku. Camp de Les Corts. Reprezentacja Katalonii kontra reprezentacja Walencji. To już nikogo nie interesuje, młodziacy, wciąż nie mogę pojąć co takiego ciekawego jest dla was w tej historii przykrytej kurzem czasu, tym bardziej teraz, kiedy życie toczy się tak szybko a dni są liczone miarą katastrof i nieszczęść; nie wiem nawet jak możecie po nich spać tak spokojnie... Rozumiem: jesteście dziennikarzami, piszecie książkę o futbolu i literaturze; to interesujące, za moich czasów, chłopcy nie było tego typu książek, pamiętam powieści z kiosków, czasem można było w nich znaleźć jakąś piłkarską historię ale nie takie książki jak wasza, poważne i mądre a tym bardziej napisane na trzy pary rąk... Ale do rzeczy: Opowiem wam wszystko, co wiem o tej historii, chociaż, jak możecie się domyślić z biegiem lat wspomnienia wyblakły jak ubranie po wielokrotnym praniu, więc kto wie czy to, co wam opowiem zdarzyło się tak, jak zapamiętałem, czy zupełnie inaczej. To, czego jestem absolutnie pewien to data meczu, nigdy jej nie zapomnę: 18 października 1936 roku. Tego dnia zagrały ze sobą reprezentację Katalonii i Walencji, tak więc sami widzicie że to gadanie jakoby wojna zatrzymała futbol, jest całkowicie nieprawdziwe; grało się dalej po obu stronach i to dużo, zapewniam was, w końcu trzeba było jakoś podnieść morale żołnierzy i cywilów a jaki był na to lepszy sposób niż tocząca się po boisku piłka? Ja miałem kilka dni wolnego i przyjechałem do Barcelony żeby obejrzeć mecz. Wojna zastała mnie na zastępstwie w Madrycie ale zawsze, kiedy mogłem wracałem na rodzinną ziemię. Bardziej mi odpowiada barceloński upał niż madrycki skwar, wilgotny chłód niż suchy, sami rozumiecie... W każdym razie wygraliśmy ten mecz z Walencjanami 2:0 ale tak naprawdę istotne nie były wcale te gole tylko to, co wydarzyło się w przerwie. Kapitanowie obu drużyn Marti Ventolra i Carlos Iturraspe udali się do loży honorowej „Les Corts”, gdzie siedział Luis Companys, ówczesny prezydent Generalitat. „W imieniu wszystkich piłkarzy błagamy żeby zainteresował się pan naszym kolegą Ricardo Zamorą, który wedle naszych informacji został uwięziony w Madrycie - zwrócili się do niego. - Wiemy że nie jest faszystą, jest za to jednym z tych sportowców, którzy swoim wysiłkiem wznieśli Narodowy futbol na najwyższy poziom". Ricardo Zamora był z nami w więzieniu „Modelo” ale niewielu o tym wiedziało a ci, którzy wiedzieli milczeli... Krążyła plotka że został zamordowany w pierwszych dniach wojny w Madrycie, gdzie zastał go konflikt, po tym jak świętował z kibicami i zdobycie Pucharu Hiszpanii po zwycięstwie nad Barceloną na Mestalla. Kiedy sobie przypominam jak tysiące madrytczyków witały zawodników na stacji „Mediodia”, nie mogę uwierzyć że zaledwie kilka dni później my Hiszpanie zabijaliśmy się bezlitośnie w innej wojnie... " Śmierć" Zamory w gazetach na całym świecie, pisały o tym „L’auto", „L’echo de Paris", "ABC", "La Mañana", nawet sam Jules Rimet potwierdził tę informację ale „El Divino” nie zginął, nie, przebywał razem z nami w więzieniu Modelo. Mówię ,,z nami", ponieważ traktowano go tam w specjalny sposób; szefowie codziennie wyprowadzali go na spacer żeby z nim rozmawiać i żeby opowiadał im o swoich piłkarskich przygodach. Swoje zrobiła też interwencja pisarza Pedro Louisa de Galveza, tak, tego faceta, który wkładał niebieski uniform, wsadzał za pasek dwa pistolety i, zawieszał na ramieniu mausera i chodził tak po stolicy, Szukając autorów, z którymi miał rachunki do wyrównania aby rozliczyć się z nimi krwią zamiast atramentem. Nadal nie rozumiem jak ten Borges mógł go tak wychwalać, naprawdę... W każdym razie pewnego dnia Pedro Louis de Galvez zjawił się w więzieniu i oznajmił że musi powiedzieć coś więźniom. Chwycił za ramię Zamore, wyszedł z nim na jeden z balkonów i wymówił te słynne słowa: ,,Oto Ricardo Zamora, wielki piłkarz i reprezentant kraju. Jest moim przyjacielem i wiele razy dawał im jeść. Jest tutaj więziony i to wielka niesprawiedliwość. Niech włos mu z głowy nie spadnie. Zabraniam tego". Pocałował go na oczach wszystkich a potem uścisnął krzycząc: ,,Zamora, Zamora!". To wszystko opowiedział jeśli dobrze pamiętam Ramon Gomez de la Serna na łamach ,,La Nacion", tylko to sprawdźcie bo głowa może mnie zawodzić; ale zapewniam was że jeszcze zanim pojawił się Pedro Luis de Galvez, Zamora wiele razy unikną rozstrzelania tylko ze względu na to kim był...
Nigdy nie zapomnę jak pierwszy raz miałem zaszczyt uścisnąć mu rękę, tę cudowną rękę, która tyle razy ratowała drużynę „Papużek” i zapewniała nam wspaniałe popołudnie. To był pierwszy dzień tego samego roku, 1 stycznia 1936, na stadionie olimpijskim Montjuïc, po spotkaniu towarzyskim reprezentacji Hiszpanii z Niemcami. Mój brat, świeć Panie nad jego duszą podarował mi wejściówkę na ten mecz jako prezent gwiazdkowy, ostatni, jaki mi zrobił... I niewiele więcej pamiętam, prócz tego że jeden z kolegów Joanic, jaki to był wspaniały człowiek ten Joaniec, Świeć Panie nad jego duszą. A więc Joanic wręczył Zamorze piłkę aby zorganizował mecze z więźniami na patio. Widzicie, takie rzeczy działy się w czasie wojny bo tak naprawdę brat zabijał brata, rozumiecie? Teraz pokazują wam w filmach ten obrazek z dwoma żołnierzami, którzy spotykają się w lesie, jeden republikanin, drugi nacjonalista i celują do siebie z karabinu aż zdają sobie sprawę że są braćmi; wtedy obmyślają plan aby się uratować, obaj odrzucają polityczne ideały ze względu na krew, korzenie ale takich przypadków było bardzo mało; przeciwnie najczęściej Kain zabijał Abla z zimną krwią. Zdarzały się też jednak takie momenty jak ten, owszem, republikanin podarowujący piłkę nacjonaliście, frankista zapraszający antyfaszystę na papierosa i szklaneczkę orujo, była więc litość pośród tylu krzywd, ludzkie odruchy pośród barbarzyństwa, to słabe światełko w ciemności, które kazało ci myśleć że zostało jeszcze coś do uratowania, rozumiecie? Ale wojna nie może się skończyć remisem, tak jak mecz piłkarski; na wojnach zawsze przegrywają obie walczące strony, tak jak przegrał Kain, kiedy zabił swojego brata Abla... Gdyby mieli piłkę żeby się pogodzić być może historia wyglądałaby inaczej, kto wie. Tak właśnie sobie myślałem kiedy my, strażnicy paliliśmy papierosy z więźniami i mieliśmy radość z oglądania meczów rozgrywanych na patio. Byliśmy szczęściarzami, jedynymi, którzy mogli podziwiać niesamowite parady najlepszego bramkarza świata, tego, którego ludzie porównywali do świętego Piotra, strażnika bram nieba, tego, którego sam Camilo Jose Cela nazwał „Picassem futbolu"... Coś takiego, to mówicie że Cela też pojawi się w waszej książce? O rety, ciekaw jestem czy zdążę ją przeczytać, staruszkowie jak ja, choć skórę mają twardą jak u gadów to w środku są delikatnii jak motyle a przy tym całym bałaganie z wirusem zobaczymy czy przetrzymam tę zimę...
Miguel Angel Ortiz.
7
Piłka, która pogodziła Kaina i Abla:
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
1
Mineło 2 tygodnie od meczu z Barcunią a w Sevilli w dalszym ciągu prześliczna letnia pogoda. Niedowiary! Powiedzieć że człowiek chciałby takiej pogody w Polsce to jakby nic nie powiedzieć...
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie...
1
@Bernard777 Tak jak już wspominałem, to wówczas Barcunia niewiele mnie obchodziła, więc poza suchymi informacjami nie bardzo mogę cokolwiek dodać. A ten finał Liverpoolu z Alaves to dobrze pamiętam i bardzo było mi żal "El Glorioso" w tym kapitalnym spektaklu...
0
@Ghostface Nie no spoko, fajnie że to wyłapałeś, dzięki ci śliczne :)
1
@Ghostface Dobrze że to wychwyciłeś bo wynikło jakieś przekłamanie ale nie z mojej strony, gdyż skopiowalem ten tekst z internetu. Naturalnie było odwrotnie...
9
Setka „La Pulgi”:
18 października 2017 r. Lionel Messi strzelił swojego setnego gola w europejskich rozgrywkach i poprowadził 10-osobową FC Barcelonę do zwycięstwa 3:1 nad Olympiakosem w Lidze Mistrzów(faza grupowa) na własnym boisku w środę. Messi ustanowił setkę w 122 meczach europejskich, kiedy w 61. minucie posłał piłkę nad bramkę z rzutu wolnego. Bramkarz Silvio Proto dotknął piłki ręką, ale nie zdołał jej utrzymać, dzięki czemu Messi zwiększył swój dorobek w Lidze Mistrzów do 97 goli. Po tym, jak Barça objęła prowadzenie dzięki samobójczemu golowi Dimitrisa Nikolaou w 18. minucie, gospodarze grali w osłabieniu trzy minuty przed przerwą. Gerard Pique otrzymał drugą żółtą kartkę za użycie ręki do skierowania piłki do siatki a strzał został anulowany. Jednak Blaugrana nadal górowała nad Olympiakosem, mimo gry w dziesiątkę. Messi faulował Nikolaou tuż przy polu karnym, co umożliwiło mu wykonanie rzutu wolnego. Dzięki trafieniu Messiego zdobył 18 goli w 17 meczach Barcelony i reprezentacji Argentyny w tym sezonie. Gwiazda Barcelony podała piłkę do lewego obrońcy Lucasa Digne'a, który zdobył bramkę w 64. minucie, omijając obrońcę, a następnie przecinając piłkę wzdłuż pola karnego, gdzie obrońca umieścił ją w siatce. Nikolaou zdobył honorowego gola dla Olympiakosu strzałem głową po rzucie rożnym w 90. minucie. Duma Katalonii odniosła trzecie zwycięstwo w trzech kolejnych meczach Grupy D i przedłużyła serię meczów bez porażki na własnym boisku do 23 kolejnych spotkań. Olympiakos pozostał bez punktów.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
FC Barcelona w Lidze Mistrzów:
18 października 2000 r. Rivaldo ustrzelił hattricka na Stadio Giuseppe Meazza! FC Barcelona przyjechała do Mediolanu z nożem na gardle. Po porażkach w Stambule z Besiktasem i u siebie z Milanem, musiała wygrać aby być w dobrej sytuacji wyjściowej do awansu z grupy Ligi Mistrzów. Rivaldo szybko strzelił gola ale utrata przytomności Petita po zderzeniu z Cocu rozbiła zespół. W efekcie Milan strzelił 3 gole w przeciągu 20 minut, przedzielone jedynie drugim golem Rivaldo. W drugiej połowie Brazylijczyk dorzucił trzeciego gola, jednak było to za mało do zwycięstwa. Hattrick Rivaldo był pierwszym na wyjeździe w historii Blaugrany w Lidze Mistrzów(gdyż w Pucharze Europy 4 gole strzelił znakomity Sandor Kocsis przeciwko Wolverhampton w 1960 r.). Po meczu prasa pisała że ,,Bóg założył koszulkę z numerem 10”. Suma summarum Duma Katalonii odpadła z Ligi Mistrzów po fazie grupowej, lecz 3 miejsce w grupie dało jej automatycznie prawo gry w pucharze UEFA, gdzie dotarła do półfinału ulegając w nim Liverpoolowi FC.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Piłkarz FC Barcelony, założyciel Radia Barcelona:
Barça ma już 125 lat. Jest to zatem klub pełen historii. Historii samego klubu i tych, którzy w nim grali. Wiele z nich jest jednak mało znanych, jak na przykład fakt, że jeden z jej piłkarzy założył Radio Barcelona, najstarszą licencjonowaną stację radiową w Hiszpanii. Nazywał się Royston St. Noble Bywater i urodził się 3 czerwca 1886 roku przy ulicy Pelai w Barcelonie. Jego ojciec, George St. Noble , założył „Anglo Española de Electricidad SA” i to właśnie tam Roy i jego brat George Stephen (1883-1974) rozwijali się zawodowo. „Anglo Española” była jedną z firm, które uczestniczyły w procesie elektryfikacji Barcelony. Jej pierwsze zamówienia dotyczyły restauracji „Gambrinus”, domu towarowego „El Siglo” i zakładu krawieckiego „Duran”. Współpracowała również przy oświetleniu fontann na wzgórzu Montjuïc. Rodzina St. Nobles przeprowadziła również pierwsze testy bezprzewodowego radia i telegrafii. Po śmierci ojca w 1921 roku przejęli stery firmy. Następnie rozszerzyli swój asortyment o lodówki, zamrażarki i inne urządzenia. Ale Roy, pasjonat radia, chciał czegoś więcej. Oprócz rozszerzenia rodzinnego biznesu o przemysłowe urządzenia hydrauliczne, radia i telewizory, otworzył pierwszy sklep specjalizujący się w sprzęcie radiowym w Barcelonie. W tym kontekście nie dziwi fakt, że w 1924 roku był jednym z założycieli stuletniego Radia Barcelona EAJ-1 (wraz z Eduardem Rifą) i kierował Katalońskim Stowarzyszeniem Radiowym. Podczas wojny domowej przeniósł się do Londynu i założył firmę produkującą maski gazowe. Zarówno Roy, jak i George grali w FC Barcelonie po okresie gry w Star FC. Roy nigdy nie awansował do drugiej drużyny, podczas gdy George spędził prawie rok w pierwszej. Według „El árbol del Barça”, George zdobył mistrzostwo Katalonii w 1905 roku. Poza piłką nożną, oboje interesowali się innymi sportami, takimi jak tenis, i obaj pełnili funkcję prezesów klubu golfowego Sant Cugat.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
11
Rodzina Gamperów: młynarze, bankierzy, filozofowie, chemicy... i założyciel FC Barcelony:
Całkiem możliwe, że nikt w Hiszpanii nie znałby nazwiska Gamper, gdyby nie jego związek z założeniem klubu FC Barcelona. W rzeczywistości, według danych Narodowego Instytutu Statystycznego (INE), w całym kraju żyje 14 osób o tym nazwisku. Wszystkie mieszkają w prowincji Barcelona. To nie jest rzadkością. Ale skąd się biorą i dokąd zmierzają? Pochodzący z Aarau (Szwajcaria) ród Gamper w herbie przedstawia młyn, co sugeruje, że był to niegdyś główny zawód klanu, choć nie zostało to udowodnione. Jest jednak jasne, że od XVI wieku zajmowali się leśnictwem, garbarstwem, szewstwem i rzeźnictwem. Nic niezwykłego w tamtych czasach. I tak dochodzimy do Augusta Gottlieba Gampera, bankiera, który poślubił Rosine Emmę Hassig, zmarłą na gruźlicę wkrótce po urodzeniu ich piątego dziecka, Fritza. Fritz, młodszy brat Emmy, Rosine Emilie, Hansa Maxa i Anny Klary, wyemigrował do Anglii w bardzo młodym wieku; jego relacje z ojcem nie były najlepsze z powodu śmierci matki. Ale to już inna część historii rodziny. Ta, o której tu mowa, dotyczy Hansa Maxa (Joana), niespokojnego przedsiębiorcy, którego nieustraszoność pogłębiła się po śmierci matki, co zmusiło go do poszukiwania nowego życia wcześniej, niż się spodziewał. W wieku zaledwie 20 lat (był niepełnoletni) przeprowadził się do Barcelony, gdzie pracował w „Crédit Lyonnais”, firmie tramwajowej „Sarriá” oraz jako dziennikarz. Jego zamiarem było jednak jedynie spędzenie krótkiego czasu w Hiszpanii, aby nauczyć się hiszpańskiego i prowadzić interesy z afrykańskim światem kolonialnym. Jednak został przekonany do pozostania. Mimo młodego wieku Gamper był utalentowanym sportowcem (osiągał sukcesy w kolarstwie, pływaniu, lekkiej atletyce i rugby). Przybył do Hiszpanii mając podstawową wiedzę na temat piłki nożnej – grał w klubach FC Basel i Excelsior a w wieku zaledwie 18 lat założył nawet klub FC Zurich. Jednak w Barcelonie ten sport był nieznany i po zwróceniu się do FC Catalá, który odrzucił go z powodów religijnych, postanowił stworzyć Barçę. Reszta jest historią.
A co po Joan Gamper? Założyciel(był protestantem) poznał katoliczkę Emmę Pilloud podczas jednej ze swoich podróży, poślubił ją i miał dwóch synów: Marcela i Joan Ricard. Najstarszy, Marcel Gamper Pilloud, był dwukrotnie żonaty: z Conchitą Creus, która zginęła w wypadku samochodowym prowadzonym przez jej syna, oraz z Pilar Matas. Conchita dała mu dwoje dzieci: Manuela i Joan Gamper Creus (która zmarła na raka w wieku 44 lat) a Pilar dwoje kolejnych: Jordiego(który zmarł pięć tygodni po porodzie) i Xaviera Gampera Matasa, chemika i ojca dwóch chłopców z Susaną Arias, Joan i Laurą Gamper Arias. Najmłodszy syn Hansa, Joan Ricard Gamper Pilloud, który był pływakiem, graczem piłki wodnej i zarabiał na życie jako pelotari, poślubił mistrzynię pływacką Enriquetę Soriano. Jego córka, Emma Gamper, studiowała biochemię w Szwajcarii i założyła tam rodzinę z ekonomistą André Dutruitem, ojcem trójki dzieci: Erica, mężatki Caroliny Pimenty i ojca Mariny i Lucasa; Anouk, żony Franco Summermattera i matki Elio i Yannika. A wracając do gałęzi firmy Marcela Gampera Pilloud, jego dwaj starsi synowie, Manuel Gamper i Joan Gamper Creus (pracownica Nestlé), poślubili odpowiednio Martę Sachse i Marisę Mendozę, chociaż ten pierwszy powrócił do ołtarza z Lolitą Pigulla. Manuel miał dwójkę dzieci: Jordiego (żonatego z Patricią Pérez ) i Daniela Gampera Sachse, filozofa dwukrotnie żonatego: z Begoñą Saez , z którą miał dwójkę dzieci, Almę i Eloi Gamper Saez, oraz z Laurą Capuccio , z którą miał Maríę Gamper Capuccio, ostatnią praprawnuczkę Gampera. W międzyczasie Joan urodziła dwójkę dzieci, Sonię i Joan Marcel, które również powiększyły rodzinę. Jest matką Nurii i Jordiego Gratacósa Gamperów z małżeństwa z Ricardem Gratacósem ; on jest ojcem Blanci Gamper Lozano z Maríą Lozano.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
2
@Criss18Barca Napewno jeden z najlepszych ale czy najlepszy(?) to kwestia bardzo dyskusyjna. Ja na przykład na pierwszym miejscu ex aequo postawiłbym na Zamore i Valdesa.
Jednak co najważniejsze w tym wszystkim, to bardzo nieładne postepowanie zarządu wobec Ter Stegena nastąpiło a co za tym idzie jego reakcje na takie a nie inne postepowanie...
1
@Bernard777 Jakoś w ostatnich czasach faworyci na ogół zawodzą, jak na przykład Legia...
0
@Safrani spojler? nie panimaju!
Nie bądź taki pewny z tymi 3 punktami ale nawet jeśli wygramy, to jeszcze niczego nie zmienia w sensie dobrego trenera i ewentualnego dobrego miejsca w lidze...
9
Sensacja(!) na Wembley:
17 października 1973 r. reprezentacja Polski zremisowała z Anglią 1-1 na stadionie Wembley, dzięki czemu awansowała na mundial. W grupie eliminacyjnej MŚ 1974 Polska wyprzedziła Anglię i Walię. Na mistrzostwach świata w 1974 roku "Biało-Czerwoni" wywalczyli trzecie miejsce. O wyniku, który uznano za sensację, pisano wówczas "zwycięski remis". Był to dzień klęski angielskiego futbolu i wielki dzień Jana Tomaszewskiego. Polski bramkarz obronił 35 strzałów! ,,Gdy grano hymny państwowe, modliłem się przed meczem, by nie było pogromu. Oni byli wtedy jednym z najlepszych zespołów świata. Trzy tygodnie wcześniej rozbili Austriaków 7-0(!) a my byliśmy drużyną tej samej klasy, co pokonani. Nie było więc kwestii, kto wygra, tylko ile goli strzelą nam rywale. Można powiedzieć, że pojechaliśmy tam w roli brzydkiego kaczątka a wróciliśmy jako piękny łabędź" - wspominał Tomaszewski. Przed meczem Brian Clough nazwał Tomaszewskiego "klaunem w rękawicach" ale po jego zakończeniu do dziś Tomaszewski jest znany jako "Człowiek, który zatrzymał Anglię". Do historii przeszła także akcja bramkowa. W 57. minucie Jan Domarski oddał płaski, silny strzał, przepuszczony pod brzuchem przez Petera Shiltona. Z rzutu karnego w 63. minucie wyrównał na 1-1 Allan Clarke. Trener Górski nie słyszał końcowego gwizdka belgijskiego sędziego Vitala Loraux. Na pięć minut przed końcem meczu, nerwowo nie wytrzymując napięcia, opuścił ławkę rezerwowych i poszedł do szatni. ,,To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nie bardzo pamiętam, co mówiłem piłkarzom a także, jakich odpowiedzi udzielałem dziennikarzom. Uspokoiłem się dopiero po dobrych 30 minutach, kiedy ponownie wyszliśmy, całą gromadą, na tak dla nas szczęśliwą murawę, aby odpowiadać na pytania, które zadawał nam redaktor Jan Ciszewski" - napisał po wielu latach w swojej książce Kazimierz Górski.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
11
Neymar ,,show”:
17 października 2015 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Rayo Vallecano 5:2 w 8 kolejce Primera Division. Neymar sensacyjnie strzelił aż cztery gole a Blaugrana nie bez kłopotów wygrała w emocjonującym meczu z Rayo, chociaż wynik nie odzwierciedlał całości spotkania. Z powodu urazów nie mogli zagrać Lionel Messi oraz Andres Iniesta a ponownie w linii ataku pojawił się Sandro Ramirez. Podopieczni Paco Jemeza stworzyli na Camp Nou niezliczone okazje do zdobycia gola przeciwko obrońcom tytułu, obejmując prowadzenie już po 15 minutach. Popularne "Błyskawice" długo nie cieszyły się z prowadzenia. W ciągu kilku chwil najaktywniejszy na boisku Neymar dwukrotnie wywalczył rzuty karne, które zamienił na gole. Szczególne brawa Brazylijczyk dostał przed drugą jedenastką, kiedy to założył piłkarską siatkę Nacho Martinezowi. Co ciekawe, w pierwszej połowie sędzia mógł swobodnie odgwizdać... 4 rzuty karne dla gospodarzy i to wszystkie po faulach na Neymarze. Dwa razy Perez Montero nakazał jednak dalszą grę. Przed przerwą do siatki Rayo mogli jeszcze trafić Sandro i Sergi Roberto. Napastnik w momencie strzału w sytuacji sam na sam się przewrócił a uderzenie z dystansu pomocnika kapitalnie sparował Tono. Po zmianie stron z lepszej strony prezentowali się goście. Podopieczni Paco Jemeza co chwilę nacierali na bramkę Claudio Bravo i Chilijczyk musiał kilkukrotnie wykazywać się swoimi umiejętnościami. Jakiekolwiek punkty z głów kibiców Rayo wybił jednak Neymar, który w ciągu 2 minut zdobył kolejne 2 gole! Brazylijczyk najpierw dobił obroniony strzał Luisa Suareza a po chwili i asyście Urugwajczyka wpakował piłkę do pustej bramki. To nie był koniec show wielkiego Neymara. Reprezentant „Canarinhos” odwdzięczył się Suarezowi ładnym krosem. Przerzucił piłkę na długi słupek do byłego napastnika Liverpoolu a ten huknął do siatki z półwoleja. W samej końcówce walczący do końca przyjezdni zdołali zdobyć jeszcze jednego gola a na listę strzelców wpisał się Jozabed Sanchez. Pomocnik gości ustalił wynik meczu na 5:2 dla gospodarzy. Neymar został drugim piłkarzem FC Barcelony po Samuelu Eto’o(oprócz Lionela Messiego), który strzelił cztery gole w meczu La Liga.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
15
Duma Katalonii w europejskich pucharach:
Dokładnie 50 lat temu UEFA przyznała FC Barcelonie walkowera za mecz z Lazio w ramach II rundy Pucharu UEFA. Z uwagi na protesty całej Europy wobec ponad 40-letniego reżimu generała Franco, Lazio ,,postanowiło nie zagrać w Rzymie z Blaugraną wobec gróźb ze strony ekstremistów prawicowych, jak i lewicowych”. Zawodnicy Lazio chcieli grać, klub był nawet gotowy wystąpić na neutralnym terenie w Szwajcarii ale w końcu pojedynek został odwołany i ogłoszono zwycięstwo Barçy 0:3. Wobec grożących drużynie włoskiej konsekwencji związanych z ewentualnym odwołaniem meczu w Barcelonie, Lazio postanowiło iż zagra w rewanżu ale ustalono że gole ,,strzelone” przez Blaugrane na wyjeździe nie będą się liczyły podwójnie. Nie miało to jednak znaczenia gdyż Duma Katalonii pewnie wygrała 4:0 po golach Sotila, Neeskensa, Cruijffa i Fortesa.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Pierwsza wielka gwiazda w historii FC Barcelony, którą pozyskał Joan Gamper:
29 listopada ubiegłego roku, FC Barcelona obchodziła 125-lecie istnienia. To długa historia, w której odeszły jedne z największych legend w historii profesjonalnego futbolu. Hans-Max Gamper, założyciel klubu Blaugrana w 1899 roku, odegrał kluczową rolę w pozyskaniu pierwszych gwiazdorskich piłkarzy do klubu. Wiele z nich rezonuje w pamięci kibiców Barcelony, takich jak Ladislao Kubala i Josep Samitier ale przed nimi wszystkimi pojawił się niezrównany specjalista sportowy, który stał się legendą klubu: George Pattullo. Nie tylko ze względu na jego imponującą średnią bramek w barwach Blaugrany, ale także z powodu ciekawej historii, która łączyła go z Barceloną. Pattullo urodzony w Szkocji 4 listopada 1888 roku, był jedynym synem George'a Simpsona Pattullo, handlarza ropą, i Agnes Wallace Pattullo. Rodzinny biznes węglowy sprowadził Szkota do Barcelony w 1910 roku, w którym poznał Gampera i przeżył niezapomniane chwile. Założyciel FC Barcelony poznał Pattullo na towarzyskim meczu piłkarskim pomiędzy brytyjską kolonią Barcelony a Universitari. W tym meczu George zaczynał jako bramkarz, ale ostatecznie strzelił pięć goli! To właśnie jego mistrzostwo w ataku zmotywowało zarząd klubu do podpisania kontraktu z prawdziwym sportowcem. Jedną z głównych cech Pattullo było to, że uważano go za sportowca. Był nie tylko kibicem piłki nożnej, ale uprawiał również inne sporty, takie jak tenis, rugby i hokej. Był osobą o wielkiej pasji do sportu, choć swój profesjonalny debiut w FC Barcelona zaliczył w sezonie 1910/11. Jego talent do gry piłką był tak wielki, że specjalizował się w woleju, a nawet stał się inspiracją dla innych legend Barcelony, takich jak Paulino Alcántara. Ta ofensywna magia pozwoliła mu stać się zabójczą bronią dla Blaugrany, strzelając 13 goli(!) w czterech oficjalnych meczach i 29 w 14 nieoficjalnych. Czas Pattullo w FC Barcelonie był równie znaczący, co krótki. Pod koniec swojego pierwszego sezonu były szkocki napastnik musiał wrócić do ojczyzny z powodów biznesowych. Jednak miłość do barw Blaugrany zmotywowała go do przyjęcia zaproszenia od zarządu FC Barcelony, aby rozegrać ostatnie mecze z pierwszym zespołem. FC Barcelona pokryła koszty całej jego podróży, łącznie z hotelem, ale Pattullo postanowił zwrócić wszystkie zainwestowane przez klub pieniądze. To prawdziwy dowód jego miłości do Dumy Katalonii. Jego ostatni mecz miał miejsce 10 marca 1912 roku w Pucharze Pirenejów przeciwko Espanyolowi, gdzie wywalczył rzut karny i pomógł klubowi dotrzeć do finału turnieju, który ostatecznie wygrali Katalończycy.
Kilka dni po tym meczu szkocki napastnik odszedł z klubu na dobre. W ciągu dwóch sezonów gry w klubie zdobył Mistrzostwo Katalonii i Puchar Pirenejów. Wiele lat później, 17 kwietnia 1928 roku, zagrał honorowe rozpoczęcie meczu na „Camp deLes Corts” w ramach Mistrzostw Hiszpanii pomiędzy FC Barceloną a Oviedo. Po krótkim okresie gry w Barcelonie, Pattullo walczył w I wojnie światowej i został odznaczony Krzyżem Wojskowym. Narażenie na działanie toksycznych gazów spowodowało poważne uszkodzenie płuc, uniemożliwiając mu dalszą grę w piłkę nożną. Jego ostatnim kontaktem ze sportem była praca jako menedżer „Baleares Football Club”, gdzie zmarł w Londynie w 1953 roku.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
16 października 1945 r. urodził się Władysław Grotyński, bramkarz. Bronił w pierwszych meczach reprezentacji Polski Kazimierza Górskiego i byłby w niej dłużej, lecz głośna afera przemytnicza zrujnowała mu karierę. Charakter lekkoducha sprowadził Grotyńskiego na manowce. Najpierw siedział w areszcie w Warszawie, potem przeniesiono go do zakładu karnego w Krzywańcu. Stamtąd trafił do Wojkowic, blisko Sosnowca i podobno nie był to przypadek bo wielką ochote na zatrudnienie Grotyńskiego w swojej drużynie mieli szefowie Zagłębia. W zabiegach o dawnego bramkarza Legii szło im o tyle łatwiej że fanem sosnowickiego klubu był Edward Gierek, najważniejsza osoba w państwie. Wystarczyło na takiego patrona się powołać aby najtrudniejsze sprawy zmierzały do szczęśliwego finału. Klub był w tarapatach bo zajmował ostatnie miejsce w ekstraklasie i potrzebował solidnego bramkarza. Plotkowano że Grotyński początkowo przyjeżdżał na treningi z zakładu karnego w ramach przepustki. ,,Fajna legenda, tyle że nieprawdziwa. Grotyński skończył odsiadke i został bramkarzem naszego klubu. Zamieszkał w Milowicach, niedaleko hali sportowej, gdzie swoje mecze grali siatkarze Płomienia. No i oczywiście siatkarki. Ta uwaga ma znaczenie bo Władek lubił się bawić, zwłaszcza w towarzystwie pięknych kobiet.”- wspomina uśmiechając się Krzysztof Smulski, który w latach 70-tych związany był z Zagłębiem. Do więzienia Grotyński miał trafić aż na 4 lata ale wyszedł wcześniej, po ponad dwóch. W niczym nie zmienia to faktu że jego powrót do Legii a tym bardziej do reprezentacji Polski, był wykluczony. Miał czego żałować bo gdy trenerem kadry został Górski, właśnie w nim widział podstawowego bramkarza Biało-Czerwonych. Zagrał w pierwszym meczu nowego selekcjonera ze Szwajcarią i choć potem zawalił przy straconym golu z Albanią, mógłby liczyć na kolejne powołania. W Legii zastąpił go Jan Tomaszewski a potem Piotr Mowlik, natomiast w kadrze narodowej na igrzyskach w Monachium swoją karierę złotym medalem kończył Hubert Kostka. Wyjście na wolność i możliwość gry w Zagłębiu Sosnowiec dla Grotyńskiego były jak rzucenie koła ratunkowego na wzburzone fale. 29-letni bramkarz doskonale wywiązał się ze swojej najlepszej roli. O ile w rundzie jesiennej sezonu 1973/74 sosnowiczanie w 15 meczach stracili 22 gole, o tyle w rundzie rewanżowej nowy bramkarz piłke z siatki wyciągał tylko 9 razy. ,,Był duszą towarzystwa. Dobrze się ubierał i pokazywał ze znanymi ludźmi, co imponowało kolegom z Zagłębia. Często go można było spotkać w Varietes Centrum, najmodniejszym wtedy miejscu w Katowicach ale oczywiście nie tylko tam bo do Warszawy też chętnie zaglądał. Bohdan Łazuka, Wojciech Gąsowski, Helena Majdaniec, Iga Cembrzyńska, Violetta Villas… Wymieniam tylko kilka nazwisk żeby pokazać w jak zacnym towarzystwie się obracał.”- objaśnia Smulski. W Zagłębiu Grotyński występował tylko półtora roku. Ostatni raz… w meczu z Legią przy Łazienkowskiej, w którym zachował czyste konto. ,,Miał 30 lat, to jeszcze nie był wiek emeryta ale uznano że pora na rozstanie. Jednym z powodów był jego zły wpływ na młodych chłopaków z drużyny.”- przyznaje Smulski. Grotyński starał się o wyjazd do USA, gdzie była szansa na angaż w Cosmosie Nowy York ale nie dostał zgody od władzy na amerykańską wycieczke bo stare grzechy wciąż się za nim ciągnęły. Kariere kończył więc w Mazurze Karczew, czyli tam gdzie zaczynał, zanim trafił do Legii. Jako 18-letni bramkarz był w drużynie, która osiągnęła największy sukces w historii karczewskiego futbolu, docierając do 1/8 Pucharu Polski. Czwartoligowcy pokonali wtedy Ruch Chorzów 1:0 i w walce o ćwierćfinał przegrali z Legią 0:5. Mimo pięciu puszczonych bramek młody Grotyński w drużynie gospodarzy był najlepszy! Wpadł w oko Legii i przenosiny na Łazienkowską były już tylko kwestią czasu. Chociaż z Legią w pamiętnym 1971 r. rozstał się w okolicznościach raptownych i nieprzyjemnych, dla kibiców tego klubu jest ważnym symbolem wielkiej drużyny z czasów, gdy należała do ścisłej europejskiej czołówki. W życiu radził sobie jednak znacznie gorzej niż na boisku. ,,Po zakończeniu kariery coraz bardziej wsiąkał w złe warszawskie towarzystwo. Skłonność do zabawy i alkoholu niszczyła jego organizm. Wyglądał coraz gorzej i czuł się coraz gorzej ale nikt nie był w stanie mu pomóc.”- twierdzi Smulski, który jeszcze przez wiele lat miał z nim kontakt. Władysław Grotyński zmarł na serce w czerwcu 2002 roku, w czasie finałów mistrzostw świata, nie dożywszy nawet 57 lat.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Legendy hiszpańskiego futbolu:
16 października 1939 r. urodził się Amancio Amaro, pomocnik. Amancio trafił do Madrytu w 1962 roku z Deportivo La Coruña, skąd pochodził. Real uprzedził w tym względzie FC Barcelonę, płacąc za skrzydłowego 12 milionów peset. Zawodnik występował w ekipie "Królewskich" przez 14 lat, zdobywając w tym okresie Puchar Europy, trzy Puchary Króla i aż dziewięć tytułów mistrza Hiszpanii. W tym czasie rozegrał 471 meczów dla "Los Blancos", strzelając 155 goli. Dwa razy został królem strzelców hiszpańskiej ekstraklasy (1969, 1970). Jest ósmym najlepszym strzelcem w historii klubu z Madrytu. Legenda Realu święciła triumfy również na niwie reprezentacyjnej. Amancio zagrał w barwach "La Roja" 42 razy, zdobywając 11 goli. Zdecydowanie najcenniejszy był ten, którego strzelił w półfinałowym meczu ME 1964 z Węgrami. Jego trafienie dało Hiszpanii awans do finału, w którym ekipa z Półwyspu Iberyjskiego pokonała ZSRR 2:1 i sięgnęła po swój pierwszy w historii międzynarodowych startów tytuł. Amancio zaliczył również epizod na stanowisku trenera Realu Madryt. W listopadzie 1984 roku przejął drużynę ale już w kwietniu przyszłego roku zastąpił go Luis Molowny, który w kolejnym sezonie zdobył Puchar UEFA i Puchar Ligi. Od 2022 roku, po śmierci Paco Gento, Amancio został honorowym prezydentem Realu Madryt. Amancio zostanie zapamiętany przez wszystkich kibiców Realu i przez wszystkich fanów piłki nożnej jako jedna z wielkich legend tego sportu.
@Safrani
@Stinger_
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Hattrick Wilimowskiego na Kresach:
16 października 1938 r. Ruch Hajduki Wielkie pokonał na wyjeździe Śmigły Wilno 2:4 w 17-tej kolejce pierwszej ligi polskiej. Mecz wzbudził wśród publiczności Wileńskiej duże zainteresowanie a niektóre gazety pisały iż na stadionie zgromadziło się około 3000 widzów. Jak pisał "Kurier Wileński": ,,Publiczność zwabiona została chęcią podziwiania Wilimowskiego, Wodarza i Peterka". Sam mecz stał na dobrym poziomie. Gospodarze, dopóki starczyło im sił próbowali dotrzymać kroku piłkarzom z Wielkich Hajduk. Na pierwszego gola strzelonego przez Wilimowskiego już w 11 minucie, gospodarze odpowiedzieli w 35 minucie wyrównaniem. W drugiej połowie ponownie Wilimowski strzelił gola na 2:1 ale gospodarze znowu wyrównali. Od około 75 minuty piłkarze Ruchu całkowicie opanowali sytuację na boisku i w krótkim czasie zdobyli dwie kolejne bramki za sprawą Wilimowskiego, który skompletował hattricka oraz Peterka skutecznie egzekwującego rzut karny. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie a zawodnicy ze Śląska dali popis pięknej technicznej gry, raz po raz demonstrując „pod publiczkę" efektowne zagrania. Miejscowa prasa pisała: ,,Po meczu publiczność wtargnęła na stadion. Wiwatowano pod adresem piłkarzy Ruchu: Wilimowskiego, Wodarza, Giemsy, Peterka, których młodzież szkolna obstąpiła prosząc o autografy”. Komentatorzy podkreślali w relacjach że najlepiej wśród zawodników ruchu zagrali Giemsa, Wilimowski(z zaznaczeniem że wtedy, kiedy chciało mu się grać) oraz Peterek, szczególnie pracowity w drugiej części gry. Zwycięstwem w Wilnie ruch przypieczętował zdobycie Mistrzostwa Polski. Był to piąty tytuł mistrzowski drużyny z wielkich Hajduk, która w latach 30-tych zdominowała rywalizację w lidze. Zdaniem Śląskich dziennikarzy był to jasny sygnał iż hegemonia piłkarska, którą dawniej dzierżył Kraków, przeniosła się definitywnie na Śląsk, który jest dziś ostoją i kopalnią talentów naszego piłkarstwa.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@NeroTFP1
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Od Bonanova Velodrome do Camp Nou:
Duma Katalonii rozgrywała mecze domowe na siedmiu boiskach, w tym na stadionie „Lluís Companys” na wzgórzu Montjuïc. Pierwszym stadionem FC Barcelony był stary tor kolarski „Velodrome Bonanova” w „Sarrià-Sant Gervasi”, który klub wynajmował na mecze. Dziś znajdują się tam jedynie apartamenty, ale wówczas był niezabudowany, choć dobrze skomunikowany. Klub grał tam przez rok, do końca 1900 roku, kiedy to zarząd Barcelony szukał nowego miejsca z powodu napięć z drugim dzierżawcą obiektu, FC Català. Drugim domem Barcelony była „Horta-Guinardó”, na terenie naprzeciwko miejsca, które wkrótce miało stać się Szpitalem „Sant Pau”, którego budowa skłoniła drużynę Barçy do przeprowadzki. Nic nie pozostało z tamtego lenna, poza budynkiem, który dał mu nazwę: „Can Casanovas”, obecnie szkołą, ale niegdyś służącym jako szatnia i szpital dla pionierskich piłkarzy. Drużyna pozostała tam zaledwie rok, do końca 1901 roku. Barça nie przeniosła się daleko od „Can Casanovas”, ponieważ znalazła dom w Sant Andreu, na boisku znanym jako „Horta Road” lub „Can Sabadell”. Pozostali tam przez około trzy lata, aż właściciel działki ogłosił, że chce przekształcić ją w bloki mieszkalne. Czwartym domem Blaugrany było boisko przy ulicy Muntaner, obok Szpitala Klinicznego. Jednak w 1909 roku drużyna musiała opuścić to miejsce z powodu błędnej decyzji właścicieli ziemskich o budowie toru kolarskiego. Działał on tylko przez rok, ponieważ przedsięwzięcie upadło. Stamtąd przenieśli się na sąsiedni stadion przy „Indústria Street” (obecnie London Street), pierwszy, który należał do klubu. Triumfowali tam tacy zawodnicy jak Zamora, Paulino Alcantara, Samitier i Sagi-Barba, gwiazdy tamtej epoki, ale dziś w tym miejscu znajduje się boisko szkolne. Rosnące zainteresowanie piłką nożną i sukcesami FC Barcelony sprawiło, że stadion stał się zbyt mały. Dlatego Barça wybudowała „Camp de Les Corts”, katedrę, do której przeniosła się w 1922 roku i gdzie pozostała, również stając się zbyt mała za sprawą tytułów drużyny i fenomenalnej gry Kubali, między innymi aż do momentu zainstalowania jej na Camp Nou. Początkowo stadion nosił nazwę „Estadio del Club de Fútbol Barcelona” (Stadion Klubu Piłkarskiego Barcelony), ale w 2001 roku zmienił ją na Camp Nou, jak nazywali go kibice. Stadion został otwarty w 1957 roku i przeżył najlepsze lata klubu(a także kilka bardzo złych) a w 2023 roku został zamknięty w celu renowacji i dostosowania do zmieniających się realiów piłkarskiego biznesu.
Oprócz wspomnianych boisk, Barça rozgrywała również mecze w „Parku Ciutadella”, w „Casa Antúnez” (na końcu „Paseo de la Zona Franca”), gdzie trenowała do momentu założenia „Can Casanovas”, oraz w „La Foixarda”.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
10
Zapomniane legendy polskiego futbolu:
Edmund Giemsa - fryzjer, maszynista, piłkarz, utalentowany, pracowity i wszechstronny piłkarz. Rozpoczynał karierę jako napastnik, dodajmy bardzo skuteczny napastnik, a kończył jako znamienity obrońca - na tej pozycji grał od 1936 roku. Po wojnie, niestety, niemal zupełnie zapomniany... Urodził się 16 października 1912 roku w dzisiejszej Rudzie Śląskiej. Debiutował w tamtejszym Naprzodzie Ruda, skąd w 1932 roku przeszedł do Ruchu Wielkie Hajduki. Z zawodu był fryzjerem, zawsze nosił przy sobie brzytwę, ale miał spore problemy ze znalezieniem stałej pracy. Wkrótce jednak szczęśliwie udało się zagwarantować mu posadę w Hucie „Batory”(do 1933 roku „Bismarck”), gdzie pracował jako maszynista hutniczy. Pierwszy mecz ligowy rozegrał w zespole „Niebieskich” dopiero w 1933 roku. Debiut był to jednak spektakularny. Strzelił wówczas hat-tricka a między drugim i trzecim golem nie minęła nawet minuta (obydwa zapisano w 67 minucie meczu). Szybko zyskał sympatię kolegów z drużyny, którzy nadali mu przydomek „Wójt” a także kibiców, szczególnie, że cechował go bezcenny w tej dyscyplinie „instynkt zespołowy”. Ujawniało się to również później, gdy jako obrońca bez trudu posyłał piłkę w pole karne rywali, czym stwarzał dogodne okazje grającym w ataku Gerardowi Wodarzowi i Ernestowi Wilimowskiemu. W meczu z Wartą Poznań w 1938 roku dwukrotnie umieścił piłkę w siatce strzelając z odległości 40 metrów. Ze względu na to jednak, że Teodor Peterek sfaulował rywala pierwsza z bramek nie została przez sędziego uznana. Debiutancki sezon w barwach Ruchu zakończył się dla Giemsy bardzo dobrze, był jednym z najskuteczniejszych strzelców(15 goli) a jego drużyna zdobyła pierwszy w historii tytuł mistrzowski. W kolejnych latach jeszcze czterokrotnie sięgał po niego z kolegami. Dla Ruchu rozegrał 126 meczów, w których strzelił 34 gole.
Występy w tym teamie otworzyły mu drogę do reprezentacji Śląska, a stamtąd trafił do kadry narodowej. W reprezentacji rozegrał jedynie 9 spotkań(powoływany był 18 razy, połowę meczów spędził jednak na ławce rezerwowych). Dwukrotnie w imieniu śląskich piłkarzy składał uroczystą przysięgę olimpijską w 1936 roku podczas poświęcenia stadionu Ruchu, (otwartego w roku 1935) oraz w 1939 roku w siedzibie Polskiego Radia w Katowicach. Do jego występu na olimpiadzie jednak nie doszło. Do reprezentacji grającej w Berlinie w 1936 roku ostatecznie nie został powołany a 4 lata później igrzyska w Tokio(jak wiadomo) nie odbyły się z powodu trwającej II wojny światowej. „Wójt” zagrał jednak w ostatnim przedwojennym meczu polskiej reprezentacji 27 sierpnia 1939 roku, gdy biało-czerwoni wygrali z Węgrami 4:2. Jak wielu Ślązaków podpisał volkslistę, mimo nieukrywanej niechęci do Niemców. Legendą obrosła sytuacja, gdy już w czasie wojny przed jednym z meczów w Hajdukach ktoś pociął flagi ze swastykami. Chociaż oficjalnie sprawcy nie wykryto, wszyscy wiedzieli, który z zawodników miał zawsze przy sobie brzytwę. Również jego pierwsze małżeństwo rozpadło się między innymi z powodów narodowościowych, gdyż żona(Helena Kleinert) nie kryła proniemieckich sympatii. Formalnie Giemsa figurował jednak jako obywatel Rzeszy. Nie uniknął więc losu tysięcy Górnoślązaków. W styczniu 1942 roku został wcielony do Wehrmachtu. Edward Cebula wspominał, jak to w czasie zajęć teoretycznych Giemsa nie odpowiadał na zadawane pytania a jedynie pod nosem dodawał: „I tak, ch…, tej wojny nie wygracie”. Nie chciał walczyć przeciw swoim, dlatego przez kilkanaście miesięcy pozorował a rzucony do Francji zdezerterował i przedostał się do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Przez kilka miesięcy grał nawet we włoskim zespole US Anconitana. Po wojnie dotarła do niego informacja, że interesuje się nim Urząd Bezpieczeństwa. Nie zdecydował się więc na powrót do kraju. Wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie zmarł 30 września 1994 roku.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
3
@AssisMoreira No właśnie! W zasadzie o Messim ująłeś to na tyle trafnie że nie trzeba nic poprawiać. Ja ze swojej strony dodam że mamy szczęście żyć w czasach takiego geniusza i jeszcze go oglądać. Fantastyczne przeżycia z naszego życia...
13
Debiut ,,La Pulgi” w Primera Division:
16 października 2004 r. Lionel Messi zadebiutował w La Liga meczem 7 kolejki z Espanyolem na Estadi Lluis Companys na Montjuïc. Argentyńczyk wszedł na boisko jako rezerwowy zastępując Deco w 82. minucie meczu. W wieku 17 lat i trzech miesięcy Messi został najmłodszym piłkarzem, który reprezentował FC Barcelonę w oficjalnych rozgrywkach. Debiutancki mecz Argentyńczyka w La Liga ma dwa niezwykłe powiązania z Indiami. Były obrońca FC Goa, Carlos Pena, był w składzie meczowym, ale nie wystąpił w meczu. Ponadto były trener Bengaluru FC i Hyderabad FC, Albert Roca, był częścią zespołu trenerskiego Franka Rijkaarda, gdy Messi rozegrał swój pierwszy mecz. Od meczu z Espanyolem w 2004 r. Messi pojawił się w sumie w 520 meczach La Liga w koszulce Blaugrany strzelając 474 gole! Został także piłkarzem FC Barcelony z największą liczbą występów w historii, mając na koncie 778 meczów.
Legenda Messiego zaczęła się na „Estadi Olímpic Lluís Companys”, ze wszystkich miejsc, wówczas domowym stadionie miejskiego rywala RCD Espanyol. Derby Katalonii miały miejsce w 7-mej kolejce sezonu, kiedy Barça była na szczycie ligi, a „Los pericos” na piątym miejscu. Ponieważ doświadczeni gracze pierwszej drużyny, tacy jak Gerard López i Ludovic Giuly, nie zagrali z powodu kontuzji, a Jorquera i Edmílson cierpieli na urazy, trener Frank Rijkaard był zmuszony wybrać pięciu graczy z drużyny Barça Atlètic, aby uzupełnić listę rezerwowych. 17-letniemu Leo Messiemu wręczono koszulkę z numerem 30 i obserwował z ławki rezerwowych, jak Deco wcześnie wyprowadził Barçę na prowadzenie. W 67. minucie młody Andrés Iniesta wszedł za Samuela Eto'o, a Barça wciąż prowadziła dzięki jedynemu golowi w meczu. W 82. minucie narodziła się legenda. Leo Messi wszedł na boisko w miejsce Deco , pokazując cały swój potencjał i repertuar umiejętności w ciągu tych ośmiu minut, swoich pierwszych w oficjalnych rozgrywkach w pierwszym składzie. Argentyńczyk rozegrał w sumie 778 meczów w pierwszej drużynie Barcelony, strzelając 672 gole. Jego wyróżnienia obejmowały 10 tytułów La Liga, 4 Ligi Mistrzów, 9 Pucharów Króla, 8 Superpucharów Hiszpanii, 3 Superpuchar Europy i 3 Klubowe Mistrzostwa Świata, a także nagrody indywidualne, w tym nie mniej niż 6 nagród „Ballon d'Or” jako Blaugrana.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Cules wspominają:
16 października 1986 r. zmarł Sandro Puppo, jedyny włoski trener w historii FC Barcelony. Zasłynął z tego że za jego rocznej kadencji zadebiutował jedyny Hiszpan ze Złotą Piłką France Football- Luis Suarez. Gustavo Biosca, ówczesny piłkarz Barçy, w wywiadzie z 1988 r. wspominał niecodzienny warsztat włoskiego szkoleniowca: ,,Pamiętam bardzo dobrze jak Luis Suarez przyszedł do drużyny w wieku zaledwie 18 lat. Był bardzo dziecinnym Galicyjczykiem, który zaistniał pod rządami Sandro Puppo, bardzo nietypowego trenera. Kazał nam się boksować w czasie treningów aby zachować ,,formę”. Luisowi się to nie spodobało, ważył nie wiele, więc jeżeli dobrze byśmy nim potrząsnęli to skończylibyśmy jego karierę. Tak, tak Puppo kazał nam nosić rękawice a w oczach Luisito pojawiały się łzy.” Joan Segarra był jednym z tych piłkarzy, którzy krzyżowali rękawice z Suarezem: ,,Puppo chciał żeby Luis bił się z Goicoleą, ogromnym Baskiem i ich walka wyglądała jak pomiędzy bokserem wagi półciężkiej i wagi lekkiej. Luis mówił: Ja nie chce walczyć! Był niesamowitym piłkarzem ale jako bokser nie był już taki dobry”. Puppo jako piłkarz zdobył w 1936 r. Mistrzostwo Olimpijskie w Berlinie z drużyną Włoch ale był jedynie rezerwowym. W czasie wykonywania zawodu trenera był wśród pionierów stosowania obrony strefowej w polu karnym.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Stinger_
10
Trener, który obniżył swoją pensję, aby uratować FC Barcelonę:
Patrick O'Connell trafił na ławkę rezerwowych Blaugrany po zdobyciu mistrzostwa z Betisem i na skraju wojny domowej. Trudności finansowe nie są niczym nowym dla Barcelony. Doświadczyła ich już w przeszłości, na przykład w katastrofalnym okresie wojny secesyjnej, kiedy to rentowność klubu została poważnie zagrożona. Klub jednak się podniósł, i to między innymi dzięki współpracy i zaangażowaniu takich osób jak Patrick O'Connell, menedżer, który przejął klub w sezonie 1935/36 po zdobyciu mistrzostwa ligi z Betisem. Don Patricio O'Connell był wybitnym piłkarzem swoich czasów, na początku XX wieku. Był nawet kapitanem Manchesteru United podczas I wojny światowej. Później został trenerem. Racing Santander, Oviedo, Betis, Sevilla – jego ulubione miasto – i Barça to drużyny, którymi zarządzał w Hiszpanii. Pozostawił po sobie ślad we wszystkich z nich, a szczególnie w „Verdiblancos” i „Catalano”. Barça pozyskała go w trakcie kryzysu sportowego. Zaoferowano mu 1500 peset miesięcznie. Odpowiedział, zdobywając mistrzostwo Katalonii w sezonie 1935/36 i docierając do finału mistrzostw Hiszpanii. Wybuchła wojna, która zastała go na wakacjach w rodzinnej Irlandii, ale bez wahania wrócił do swoich obowiązków. Obniżył nawet dobrowolnie swoją pensję do 500 peset aby jak najlepiej przyczynić się do utrzymania klubu. Co więcej, między czerwcem a wrześniem 1937 roku był odpowiedzialny za trasę Barcelony po Meksyku (10 meczów) i Stanach Zjednoczonych (4). Podczas tej trasy stał się rzecznikiem sprawy republikańskiej, a dochody pozwoliły klubowi przetrwać. Za te mecze Barça otrzymała 461 799,10 peset, które po powrocie wpłacił do paryskiego banku, co ostatecznie pozwoliło na zniwelowanie nagromadzonego deficytu i umożliwiło drużynie odrodzenie się po wojnie.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360