FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Mixtape Z tą ,,Manitą" to bym nie przesadzał. Jednak to prawda że na początku sezonu są strasznie słabi, tyle że na koniec, to sam widzisz jak to u nich wychodzi...
1
@galix22 Dokładnie, zgadzam się w stu procentach!
11
Niedoceniane legendy futbolu:
18 września 1973 r. urodził się brazylijski snajper Mário Jardel de Almeida Ribeiro. Był przede wszystkim piłkarzem niesłusznie niedocenianym. Może nie miał bajecznej techniki, którą czarowali Brazylijczycy, ale strzeleckiego zmysłu może mu pozazdrościć wiele brazylijskich gwiazd. Fantastyczny piłkarz o zabójczym instynkcie strzeleckim, z mocnym strzałem z obu nóg, szybki, skoczny, o żelaznej kondycji. Zresztą przydomek „Super Mário” mówi wszystko… Zaczynał w rodzinnym Ferroviário ale tam nie debiutował, to miało miejsce w kolejnym klubie – Vasco da Gama. Tam 50 meczów i 26 goli. Łącznie w jego karierze 21 klubów z 11-tu różnych krajów! Jardel to postać niemal tragiczna, przeżył załamanie nerwowe, popadł w uzależnienie od alkoholu i kokainy. Przyczyna była prosta. Po licznych sukcesach w klubach Brazylii, Portugalii i Turcji (o tych triumfach za chwilę) nie dostał powołania na MŚ 2002. Słaby psychicznie piłkarz zaczął się staczać… Wcześniej jednak piękna kariera, m.in. Grêmio (73 mecze/67 goli), FC Porto (174/166), Galatasaray (44/34), Sporting (62/67). Z tym pierwszym klubem Copa Libertadores 1995 i Recopa Sudamericana 1996, z Porto trzykrotny Mistrz kraju, dwa razy Puchar Portugalii i trzykrotnie Superpuchar. W barwach „Galaty” Superpuchar Europy 2000 (2:1 z Realem Madryt, obie bramki dla tureckiej drużyny zdobył nie kto inny, tylko Mário Jardel). Ze Sportingiem podwójna korona – Mistrzostwo i Puchar (2002). Na jego koncie jest także Mistrzostwo Argentyny (Newell’s Old Boys, 2004) i Puchar Cypru (Anorthosis Famagusta, 2006). Indywidualnie było podobnie. Pięciokrotny pod rząd Król Strzelców ligi portugalskiej, czyli ,,Bola de Prata” razy pięć (1997, 1998, 1999, 2000, 2002)! Oprócz tego dwukrotny zdobywca Złotego Buta (1999, 2002), najlepszy strzelec Ligi Mistrzów (2000) i takiż w Copa Libertadores (1995). W reprezentacji Canarinhos tylko 10 meczów i jeden gol. Był w składzie na turniej Copa América 2001, za dużo jednak nie pograł… Łącznie w karierze rozegrał 569 meczów, strzelając 412 goli. Na koniec jeszcze ciekawostka. Był rok 1998, 5-ta runda Pucharu Portugalii (w tamtejszej nomenklaturze to Taça de Portugal), Porto trafiło na Juventude SC. Po pierwszej połowie było 1:0 dla „Smoków”. W przerwie wszedł nasz bohater (zmienił Grzegorza Mielcarskiego) i w ciągu 42 minut strzelił siedem goli! FC Porto wygrało wtedy 9:1 i w tamtym sezonie zdobyli Puchar.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
1
@Kapitan hawk Generalnie wszystko może się wydarzyć w futbolu, lecz ja osobiście bardzo w to wątpie...!
1
@Stinger_ A tak, faktycznie! No widziałem że jest 36 drużyn w fazie ligowej, tylko zwyczajnie już zapomniałem...
W każdym razie dzięki śliczne za przypomnienie :)
0
@Stinger_ A z jakiegoż to powodu są dodatkowo 4 miejsca w Lidze Mistrzów?
0
@Stinger_ Zaraz bo Bolonia zajeła w Serie A piąte miejsce, tak? Przecież w tych najsilniejszych ligach to tylko czwarta w tabeli ekipa mogła ubiegać się o Lige Mistrzów a piąta w Lidze Europejskiej. Coś się zmieniło?
7
@FCBparasiempre
18 września 1925 r. urodził się Ludwik Rozenbaum, znany szerzej jako Ludwik Wacław Sobolewski. Żołnierz-patriota działający w Armii Krajowej czy pracownik bezpieki? Sylwetka Ludwika Sobolewskiego pełna jest mglistych faktów i domysłów. Jedno jest pewne: bez niego Widzew Łódź nie byłby taki sam. Niestety, z sylwetką wielkiego prezesa Widzewa są pewne, nazwijmy to trudności historyczne, co zauważył również dziennikarz „Gazety Trybunalskiej” Paweł Reising. Próżno szukać informacji dokumentujących jego działalność w szeregach partyzantki Armii Krajowej. Nie istnieją choćby najmniejsze wspominki w dostępnych spisach żołnierzy. W książce „Wielki Widzew” autorstwa Marka Wawrzynowskiego możemy dowiedzieć się, że osoby Sobolewskiego nie pamięta choćby Władysław „Huragan” Pietrzyk. Zaznacza on równocześnie, że „nie jest oczywiście powiedziane, że nie należał, bo przecież w sumie przez oddział przewinęło się około 150 osób, wielu z nich kojarzono tylko po pseudonimach”. Informacje odnośnie przynależności Ludwika Sobolewskiego do Armii Krajowej potwierdza Józef Kowalczyk, wiceprezes ,,Kombudu’’ i człowiek z jego najbliższego otoczenia. Mówi on: ,,Ludwik był w informacji wojskowej w strukturach KBW, to prawda. Działali na terenie Ukrainy, walczyli z bandami UPA w ramach akcji ,,Wisła” ale usunięto go stamtąd właśnie za przeszłość związaną z AK. Wiem o tym bo służył z bratem mojej matki, który miał podobną sytuacje i za ,,Politykowanie” dostał 5 lat więzienia”. Wedle Kowalczyka posługiwał się on pseudonimem „Gołąbek”.
W pozycji „Wielki Widzew” możemy również zapoznać się z wypowiedzią Krzysztofa Kirpszy (wiceprezesa i przyjaciela Sobolewskiego): ,,Spędziliśmy z nim ogrom wolnego czasu ale wiedzieliśmy tylko, że wychował się w biedzie w dzielnicy żydowskiej, zdaje się na Woli w Warszawie i jako dziecko hodował gołębie i jeszcze że startował z sukcesami w młodzieżowych mistrzostwach Polski w szachach, zresztą znakomicie grał”. Według danych zawartych w Biuletynie Informacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej – (sygnatura akt IPN BU 0902/757 t. 1-2 (765/W) nazwisko „Sobolewski” nie jest jego prawdziwym. Ludwik Wacław z domu nazywał się Rozenbaum/Rosenbaum, znany dokładniej jako Lutek Rozenbaum w okresie przedwojennym. W czasie okupacji używał nazwiska Sobolewski. W ankiecie personalnej sam podał, że funkcjonował pod pseudonimem „Gołąb”, miał służyć w oddziałach AL – „Henryka”, „Stacha” oraz „Dona”. Kontrola przeprowadzona wobec jego osoby wykazała, że służył w szeregach Armii Krajowej od 1944 roku w grupie „Wichra” właśnie w powiecie piotrowskim. Wedle zawartych informacji w 1947 roku brał udział w Grupie Operacyjnej „Wisła”. Biografia Sobolewskiego jest owiana mgłą historii, choćby z tego powodu, że główny bohater unikał rozmów na ten temat. Taki sposób „bycia” miał za cel ochronę swojej osoby, jak i rodziny przed działaniami wywiadowczymi okupanta. Szczęśliwie dla siebie udało mu się ujść cało z działań partyzanckich.
Po tym etapie swojego życia znalazł się w Państwowym Przedsiębiorstwie Imprez Sportowych a następnie przeniósł się do Łodzi z powodów prywatnych. Po 1945 roku kontynuował również swoją edukację kończąc szkołę średnią oraz trwające dwa lata studium organizacji i zarządzania. . W połowie 1952 roku, ukończył Szkołę Oficerską Wojska Polskiego ze stopniem kapitana. W świat sportu wkroczył w 1968 roku, jako kierownik sekcji piłki nożnej Szkolnego Klubu Sportowego „Start Łódź”. Dwa lata później trafił w szeregi RTS-u Widzew, gdzie pełnił funkcję kierownika sekcji, zastępcy prezesa klubu, a od 1977 roku został prezesem. Funkcję tę sprawował do 1987 roku z przerwami. Następnie musiał uciekać z Polski z powodu działań politycznych, jak i również coraz większej inwigilacji w strukturach sportowych po 1985 roku. Do kraju wrócił dopiero po zmianach ustrojowych i obaleniu komunizmu. W łódzkim Widzewie ponownie objął stery w 1992 roku i w czasie dwunastu miesięcy sprawowania funkcji prezesa udało mu się powołać Spółkę Akcyjną „SPN Widzew S.A.”, ostatni raz w prezesowskim fotelu usiadł w 1998 roku, co można ten czas określić epizodem. Sobolewski swoimi działaniami, choćby jako szef firmy budowlanej pokazał swoją niesamowitą zdolność do zarządzania i budowania kapitału. Praktycznie z niczego, na łódzkiej ziemi stworzył drużynę mierzącą w najwyższe cele. Dzięki Ludwikowi Sobolewskiemu, Widzew zaznaczył również swoją obecność na arenie międzynarodowej, gdzie toczył boje jak równy z równym, eliminując przede wszystkim Liverpool czy silną Borussię M’Gladbach. To właśnie dzięki Ludwikowi Sobolewskiemu powstał „Wielki Widzew”. Ostatnie lata ówczesnego wizjonera polskiej piłki były kolejną walką o życie, tym razem przeciwnikiem był nowotwór. Tej bitwy Sobolewski nie był w stanie wygrać. Zmarł 11 listopada 2008 roku, w dniu szczególnym dla narodu polskiego, dodatkowo naznaczony dla kibiców i historii Widzewa Łódź. Za jego największy sukces organizacyjny uznaje się uratowanie klubu w momencie ogromnych kłopotów finansowych. Mowa tutaj o działaniach w trakcie tworzenia się spółki, gdzie zespół nie został przekazany na rzecz nowego podmiotu, a „wypożyczony”. Taki ruch pozwalał na założenie nowego podmiotu, który przejął w całości drużynę. Majstersztyk polegał na tym, że zachowano miejsce na poziomie rozgrywkowym przed transformacją. Ludwik Sobolewski w okresie panującego komunizmu, czerpiąc przykład z działania zachodnich klubów, dokonywał cudów. Wielu zauważa jedno, odszedł z tego świata w pewnym sensie zapomniany a doceniony dopiero po odejściu z tego świata.
Ludwik Sobolewski pozostawił po sobie znaki zapytania, jednakże jeśli mowa o jego działalności związanej z Widzewem Łódź, ona nie podlega żadnym podważeniom. W bieżącym roku radni miasta Łódź zdecydowali o sfinalizowaniu postawienia pomnika wielkiego prezesa obok widzewskiego stadionu, a decyzją mieszkańców projekt zostanie zrealizowany ze środków budżetu obywatelskiego.
5
Twórca WIELKIEGO WIDZEWA:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
12
Hattrick ,,La Pulgi” na dzień dobry w Champions League:
18 września 2013 r. FC Barcelona rozgromiła na początek rozgrywek Ligi Mistrzów Ajax Amsterdam 4:0(1:0). Bohaterami w drużynie Katalończyków byli autor hattricka Lionel Messi oraz bramkarz Victor Valdes, który obronił rzut karny. Oba kluby należą do najbardziej utytułowanych w historii europejskich pucharów, dlatego aż dziw bierze, że w środowy wieczór zmierzyły się po raz pierwszy w oficjalnym pojedynku. Środowy mecz był debiutem w Lidze Mistrzów trenera Blaugrany Gerardo Martino i Neymara. To właśnie Brazylijczyk oddał pierwszy groźny strzał na bramkę rywala, jednak Kenneth Vermeer był na posterunku. W 21. minucie przed dobrą okazją na otworzenie worka z bramkami stanął Lionel Messi. Argentyńczyk był faulowany przez Lerina Duarte przed polem karnym i sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość strzałem z rzutu wolnego. Po jego uderzeniu piłka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. To była druga bramka Messiego ze stałego fragmentu gry w Champions League. Chwilę później z kontrą wyszedł Ajax, jednak podanie Krkica w pole karne nie znalazło adresata. W 30. minucie próbował zrehabilitować się Duarte, jednak jego uderzenie z dystansu wyszło na aut. Dużo lepszą okazję miał Ricardo van Rhijn. Krkic posłał piłkę między obrońców Barcelony na długi słupek, gdzie pięknym szczupakiem popisał się prawy obrońca Ajaksu, ale Victor Valdes wyśmienitą interwencją potwierdził, że nie na darmo mówi się, że to on powinien zostać pierwszym bramkarzem reprezentacji Hiszpanii. Druga połowa rozpoczęła się, zgodnie z przewidywaniami, od dobrej okazji dla Barcelony. Z prawej strony kąśliwie dośrodkował Dani Alves, piłkę wślizgiem atakował Alexis Sanchez, jednak minimalnie się spóźnił, a Neymara, który niechybnie umieściłby piłkę w siatce, w ostatniej chwili uprzedził Van Rhijn. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 55. minucie z kontrą wyszedł Sergio Busquets i zagrał w pole karne do Messiego. Argentyńczyk w swoim stylu nawinął na zamach Stefano Deswila i pewnym strzałem nie dał szans bramkarzowi Ajaksu. Nie minęła godzina gry a Messi mógł skompletować hat tricka. Neymar posłał półgórne dośrodkowanie w pole karne a najlepszy strzelec Blaugrany oddał sytuacyjne uderzenie kolanem, po którym piłka minimalnie przeszła obok bramki. W 69. minucie wyręczył go Gerard Pique. Z lewej strony prawą nogą świetnie dośrodkował Nemyar a stoper FC Barcelony wyskoczył najwyżej w polu karnym i umieścił piłkę w bramce. Minęło sześć minut i Messi dopiął swego, kompletując hattricka. Argentyńczyk płaskim strzałem pokonał Vermeera, dzięki czemu zanotował 24 hattricka w barwach Dumy Katalonii. Było to już jego 62. trafienie w Lidze Mistrzów, dzięki czemu tracił już tylko dziewięć goli do najskuteczniejszego w historii LM - Raula Gonzaleza. W kolejnej akcji Javier Mascherano nieprzepisowo zatrzymał w polu karnym Thulaniego Serero i sędzia podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Kolbeinn Sigthorsson i oddał płaski strzał, który pewnie wybronił Valdes.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sysia11
11
Debiut ,,Pepito” w europejskich pucharach:
18 września 1991 r. Josep Guardiola debiutuje w europejskich pucharach wygranym meczem 3:0 z Hansą Rostock na Camp Nou w pierwszym meczu pierwszej rundy Pucharu Mistrzów. Ówczesny trener Blaugrany Johan Cruijff pozwolił Pepowi rozegrać pełne 90 minut. Gole z Hansą zdobyli: Michael Laudrup(2) oraz Jon Andoni Goikoetxea.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
11
Feliz cumpleaños panie Luisie!
Dzisiaj swoje 48 urodziny obchodzi Luis Nazario de Lima, jeden z najlepszych napastników w historii futbolu. Kariere zaczynał w Cruzeiro Belo Horizonte, skąd już w 1994 r. trafił do PSV Eindhoven. W Holandii zrobił furore będąc królem strzelców już w debiutanckim sezonie(30 goli!). W kolejnym roku rozgrywek borykał się z kontuzją kolana, lecz i tak zdobył 19 goli w 21 meczach. Już wtedy był na celowniku największych drużyn Europy i ostatecznie trafił do FC Barcelony. Na Camp Nou stał się największą gwiazdą zespołu a do niewiarygodnej statystyki 47 goli w 49 meczach(z czego 34 w La Liga) nie zbliżył się ani grający wcześniej Romario, ani występujący później Rivaldo oraz Ronaldinho. Te liczby poprawił dopiero Lionel Messi. Młody Ronaldo przypominał zresztą pod wieloma względami Argentyńczyka, dysponując bajeczną techniką, fenomenalnym przyspieszeniem i niezwykłym instynktem strzeleckim. Niestety nie miał szczęścia do agentów, którzy mieszali w głowie młodej gwieździe chcąc zarobić jak najwięcej pieniędzy na jego transferach. Prezydent FC Barcelony był już dogadany na wieloletni kontrakt z objawieniem światowego futbolu, lecz w ostatniej chwili rozmowy zerwano i zaledwie po jednym sezonie Ronaldo opuścił Katalonię na rzecz Interu Mediolan za rekordową wówczas sume 27 milionów dolarów. Pod koniec 1997 r. Brazylijczyk otrzymał ,,Złotą Piłke France Football”, lecz zaledwie po roku gry na San Siro zaczęły się jego permanentne problemy ze zdrowiem, przede wszystkim z kolanami. Doszło do tego że w sezonie 2000/2001 nie rozegrał ani jednego meczu a przez 5 lat w Interze nie uzbierał nawet 100 występów. Wrócił jednak w wielkim stylu do czołówki piłkarzy świata na Mundialu w Korei i Japonii 2002, gdzie został mistrzem Świata i królem strzelców turnieju, co zaowocowało transferem do Realu Madryt. W barwach ,,Królewskich” ponownie zdobył korone króla strzelców La Liga, lecz jego kolana wytrzymały gre na najwyższym poziomie tylko przez 3 sezony. W styczniu 2007 r. w wieku 30 lat trafił do Milanu, lecz był już wtedy cieniem samego siebie. W 2009 r. przeniósł się do brazylijskiego Corinthians, gdzie po 2 latach zakończył karierę.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
11
@FCBparasiempre
W wieku 13 lat Messi jest już znaczącą postacią juniorskiego futbolu. Dwa lata wcześniej Fabian Basualdo, były obrońca Newell’s i River Plate, przez kilka miesięcy reprezentował Leo, starając się jak najlepiej kierować jego karierą do momentu aż rodzina Messi zdała sobie sprawę że nie ma potrzeby posiadania kogoś u boku tak młodego chłopca. Jednak pewnego dnia 2000 roku przy ulicy Estado de Israel 525, pojawiają się Martin Montero i Fabian Soldini z Marki, spółki z siedzibą w Rosario, zajmującą się kupowaniem i sprzedawaniem piłkarzy. Ludzie, o których Jorge, ojciec Lionela, nie chce rozmawiać, ponieważ w rozwoju całej historii nie pomogli jego synowi a wręcz przeciwnie… Montero i Soldini mimo wszystko chcą reprezentować Lionela. Są przekonani że chłopak może mieć błyskotliwą przyszłość w każdym wielkim klubie, zarówno we Włoszech, jak i w Hiszpanii. Zapewniają iż mają kontakty i ważne przyjaźnie. Rodzina Messi nie zawierza jednak łatwo tym słowom. Dopóki mały nie dostanie się na testy w Europie, nikt nie będzie zajmował się jego interesami. Jedyne co trzeba było sprawdzić, to czy te przyjaźnie i kontakty nie były tylko wymysłem. Nie były! Montero i Soldini dzwonią w sierpniu 2000 roku do Barcelony, do jednego ze swoich wspólników, Horacio Gaggioliego. Horacio pochodzi z Rosario ale od lat 60-tych mieszka na stałe w Barcelonie i współpracuje z Josepem Marią Minguellą, agentem piłkarskim, doradcą w sprawie transferów ówczesnego prezydenta Joana Gasparta i przyszłym kandydatem w wyborach, które ostatecznie na fotel prezydenta zaprowadzą Joana Laporte. ,,Widziałem domowe video chłopaka, Horacio, Martin i Fabian zapewnili mnie że warto się nim zainteresować, tak więc porozmawiałem z FC Barceloną i zadzwoniłem do Rexacha, który jest moim dobrym przyjacielem”- wspominał Minguella. Opowiadał mi o bardzo dobrym chłopcu, podobnym do Maradony. Sądziłem że chodziło o jakiegoś 18- albo 19-latka. Kiedy powiedzieli mi o jego wieku, byłem zaskoczony. To musiał być superfenomen aby mógł nas zainteresować. W polityce klubowej nie mieściło się sprowadzanie dzieci spoza Katalonii, nie mówiąc już o zawodniku spoza Unii Europejskiej. Zapewnili mnie jednak że nie było drugiego, takiego jak on. Zdecydowaliśmy się zatem ściągnąć go do Barcelony żeby potrenował przez kilka tygodni, dzięki czemu trenerzy ze szkółki będą mieli okazje by spokojnie go obejrzeć. To było najlepsze rozwiązanie. Lepiej żeby przyjechał do Hiszpanii z rodziną, wtedy, kiedy będzie im pasować, niż byśmy my mieli zaplanować podróż do Argentyny. Mógłby pojawić się jakiś problem, na przykład chłopiec byłby chory albo akurat w tym tygodniu nie mógł by grać… Nasza wizyta byłaby bezużyteczna”- wspominał ówczesny dyrektor sportowy Carles Rexach.
W ten sposób w niedziele 17 września 2000 r. Messi przybywa do Barcelony w towarzystwie swego ojca i Fabiana Soldiniego. Na lotnisku ,,El Prat” czeka na nich Horacio Gaggioli, który zabiera ich do hotelu Plaza na Plaza de Espanya u stóp Montjuïc. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, jeśli w Barcelonie jest dla niego miejsce, tutaj będzie jego nowy dom. Mieszkanie, pieniądze, miejsce pracy dla ojca i być może nawet drużyna dla starszego brata Rodrigo. Wydaje się czymś dziwnym by cała rodzina powierzyła swoje szczęście w ręce 13-latka. Początek testów zaplanowano na 18 września po południu. Lionel z otwartymi ustami podziwia klubowe obiekty. Później wchodzi do szatni by się przebrać i przyłącza się do juniorskich zespołów. Przez tydzień trenuje i rozgrywa mecz z rówieśnikami. Jego ojciec, jak zwykł to czynić na boiskach Rosario, w ciszy obserwuje go z trybun a Leo żeby nie zawieść swojego ojca strzela 5 goli plus ten, który zostaje anulowany, w jednym tylko meczu. Papa obiecał że kupi mu dres, jeśli zdoła strzelić 6 goli. Ostatecznie musiał spełnić swoją obietnice. Argentyński chłopiec spisuje się dobrze. Jednak decyzje o jego przyszłości musi podjąć Rexach, który znajduje się w Australii na igrzyskach olimpijskich. Z tego powodu pobyt Leo w Barcelonie przedłuża się aż do jego powrotu, przewidzianego na 2 października. Sprawa jest otwarta i należy jak najszybciej ją rozwiązać, tak więc 3 października o 5 po południu na boisku numer 3 Miniestadi zorganizowany zostaje mecz między drużyną Cadetes i Juveniles z pierwszego roku. ,,Charly” chce sprawdzić, jak radzi sobie z dziećmi starszymi od siebie. ,,Wracałem z obiadu i na stadion dotarłem z pięciominutowym opóźnieniem. Oba zespoły już grały – opowiada Rexach. – Musiałem przejść odcinek w kształcie litery U żeby dotrzeć na ławke, na której znajdowali się trenerzy. Spóźniłem się siedem czy osiem minut. Kiedy usiadłem, już zadecydowałem. Quimentowi Rife i Minguelli powiedziałem: ,,Musimy go mieć. Natychmiast”. Co zobaczyłem? Bardzo małego chłopca ale bardzo odmiennego, grającego niezwykle swobodnie, zwinnego, szybkiego, bardzo technicznego, który transportował piłke z największą prędkością, zdolnego przedryblować każdego kogo miał naprzeciwko. Umiejętności, które dziś wszyscy znamy, są lepiej widoczne w wieku lat 13-tu. Są piłkarze, którzy potrzebują drużyny żeby się wybijać, on nie. Jeśli ktoś mi mówi że to ja byłem odkrywcą Messiego, zawsze mu powtarzam: gdyby tamtędy przechadzał się Marsjanin, też zdałby sobie sprawę że był bardzo wyjątkowy”. Gotowe, szef powiedział ,,tak”! Dwa dni później Leo i jego ojciec szczęśliwi wracają do Argentyny. ,,Charly” Rexach za pośrednictwem osoby trzeciej obiecał im że wkrótce zostaną wezwani z powrotem aby sformalizować umowę.
17
,,La Pulga” przybywa do Europy by zachwycać świat:
@Sysia11
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
0
@mordini123 To znaczy ja nie wykupowałem tych kanałów, tylko chodziło mi o to dlaczego nie ma ich nawet zakodowanych ale użytkownik mkord już mi wyjaśnił
0
@mkord A! No to nie ma dziwne że ich nie ma w programie telewizyjnym...
0
@mordini123 Vectre
0
@malicinho Ja nie mam dekodera tylko kablówke. Pytanie dlaczego nie wyświetla się chociażby jako zakodowany, jak na przykład pozostałe Canal plusy?
0
@MarianekFCB No to w takim razie skoro istnieje to gdzie? Nawet nie jest wyświetlany jako zakodowany! W programach telewizyjnych też go próżno szukać...
0
Canal+ Extra? Taki kanał wogóle istnieje? Nie ma go ani na kablówce ani w żadnych programach telewizyjnych!
9
To wszystko dzięki Ludwikowi Sobolewskiemu:
17 września 1980 r. Widzew Łódź zremisował na wyjeździe z Manchesterem United 1:1 w ramach 1/32 Pucharu UEFA. Do sezonu 1980-81 zespół przystąpił poważnie wzmocniony, przede wszystkim w tyłach. Z Odry Opole przybył bramkarz Józef Młynarczyk, ze Śląska Wrocław stoper Władysław Żmuda. To wszystko zaowocowało dwoma pierwszymi w historii Widzewa Łódź tytułami mistrza Polski w 1981 i 1982, ale najpierw był start w Pucharze UEFA. Na Old Trafford, kultowym stadionie w Manchesterze, podopieczni Jacka Machcińskiego wyszli bez najmniejszych kompleksów. Kiedy Sammy McIlroy, reprezentant Irlandii Północnej, już na samym początku w 5 min. uzyskał prowadzenie dla gospodarzy, Krzysztof Surlit jeszcze szybciej, bo już w 6 min. wyrównał. „Wypalił” z rzutu wolnego niczym z armaty tak, że po meczu Dave Sexton, opiekun MU, powiedział tylko: ,,Stadiony świata!” Potem trwał zacięty bój, ale żadna ze stron nie potrafiła zadać decydującego trafienia.
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
7
@FCBparasiempre
Dziś piłkarze zarabiają miliony. Obce są im trudności dnia codziennego. Dawniej sportowcy martwili się, jak pogodzić ciężką pracę w fabryce z graniem w piłkę. Teraz niemałym problemem jest wybór nowego (zazwyczaj kolejnego) samochodu. W poprzednim stuleciu nierzadko piłkarze nie tylko pracowali, trenowali, ale sięgali po broń. Wielu z nich walkę o wolność kraju przypłaciło życiem. Poznajcie historię, w której brzmi jedno wspólne słowo – Katyń. Katyń – słowo, które do dziś wzbudza mnóstwo emocji. Przez wiele lat starano się ten niechlubny fakt historyczny skutecznie wymazać ze świadomości. Działania rodaków w niełatwych czasach poprzedniego systemu pozwoliły jednak, by prawda o tej zbrodni ujrzała światło dzienne. Dziś to my nosimy brzemię odpowiedzialności, aby pamięć o zamordowanych przetrwała. Współczesne dane mówią o tym, iż spośród niespełna 22 tysięcy zabitych Polaków, udokumentowanych jest ponad 260 osób powiązanych ze światem sportu. Wśród nich – Adam Kogut i Adam Obrubański. Poznajcie tragiczną historię piłkarzy, których łączy więcej niż myślicie.
Adam Kogut
Adam Kogut przyszedł na świat w 1895 roku w Krakowie. Właśnie z tym miastem był związany przez większość sportowej kariery. Nazwisko doskonale odzwierciedlało jego charakter, który często przysparzał mu problemów na boisku. Niezwykle waleczny i zadziorny zawodnik nie znosił kompromisów. Pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w miejscowym Robotniczym Klubie Sportowym, następnie w Polonii i Krakusie. W wieku 19 lat wstąpił w szeregi Cracovii, gdzie grał głównie w rezerwach. Wybuch I wojny światowej zahamował jego przygodę z drużyną Pasów. Pewnym jest, że w latach 1914-1918 wystąpił w dwóch meczach. Być może rozegranych spotkań było więcej, ale ze względu na brak danych są to jedynie domysły. Kogut w okresie wojennym sprawował za to funkcję kierownika i zawodnika 5. Pułku Piechoty Legionów. W 1917 roku walczył na froncie włoskim pod sztandarem armii austriackiej, do której został wcielony wraz z innymi żołnierzami Legionów. Wracając, został pojmany i uwięziony w celi w Stanisławowie, gdzie przebywał do czerwca 1919 roku. Po odzyskaniu wolności wstąpił w szeregi Wojska Polskiego. Wznowił również karierę piłkarską. Cracovię zamienił jednak na Wisłę, choć tylko na jeden sezon. Co ciekawe, w tym samym czasie barw Białej Gwiazdy bronił Adam Obrubański – drugi bohater tego artykułu. Nikt wówczas nie spodziewał się, że ich losy skrzyżują się raz jeszcze, w zupełnie innych okolicznościach niż boisko piłkarskie. 22 czerwca 1919 roku Kogut wystąpił w barwach Wisły przeciwko Pogoni Lwów. Podopieczni legendarnego Henryka Reymana wygrali z lwowskim zespołem aż 5-1. Warto w tym miejscu nadmienić, iż ukraińska dziś drużyna niedawno przypomniała o sobie polskim kibicom piłkarskim. Wystąpiła bowiem w pokazowym meczu z Łódzkim Klubem Sportowym. Spotkanie zostało zorganizowane z okazji otwarcia nowego stadionu ŁKS-u – klubu, który przyczynił się do powstania Ligi Polskiej w 1927 roku i w którego barwach grał także Adam Obrubański. Niespełna miesiąc po meczu we Lwowie, Adam Kogut zagrał przeciwko „swojej” Cracovii. Obecność na boisku zaznaczył cudownym trafieniem z rzutu wolnego. Strzelił również bramkę w kolejnym spotkaniu z Pogonią Lwów, zremisowanym 5:5. Cracovia, Wisła, ŁKS i Pogoń Lwów to zespoły bardzo ważne w historii polskiej międzywojennej piłki nożnej. Do wybuchu II wojny światowej, drużyny te zdobyły wiele tytułów mistrzowskich lub zajmowały miejsca w pierwszej trójce. Pomimo dobrej postawy, przygoda Koguta z Wisłą nie trwała długo. W listopadzie zarząd Białej Gwiazdy podjął decyzję o wykluczeniu zawodnika z zespołu. Powód? Niesportowe zachowanie, niegodne zawodnika klubu, o którego decyzjach decydowali wówczas m.in. dumni żołnierze Wojska Polskiego. Piłkarz wyruszył do Warszawy, gdzie został wysłany na kurs sportowy. Następnie powrócił do Cracovii, w której pozostał do 1923 roku. Jeżeli wierzyć ówczesnym statystykom – strzelił w tym okresie 75 bramek w 73 meczach. Takiego wyniku nie powstydziłby się żaden napastnik, a wynik Koguta jest tym bardziej imponujący, iż grał przede wszystkim w pomocy. Podczas drugiego, bardziej udanego podejścia w „Pasach”, zawodnik dał się poznać także z innej strony. Zadziornym „kogutem” był także na boisku, co pomagało mu na pewno w zdobywaniu goli, jak również bardzo często sprawiało problemy. 7 lipca 1921 roku zagrał w tzw. reprezentacji Krakowa przeciwko węgierskiemu zespołowi Ujpesti. Polacy ulegli 1-3, a krakowianin (wraz z Henrykiem Reymanem) został wyrzucony z boiska za głośne protesty przeciw pracy sędziego. Mecz bowiem był bardzo brutalny i zawodnik nie mógł pogodzić się z biernością arbitra wobec agresji węgierskich piłkarzy. Rok później wystąpił w reprezentacji Polski przeciwko Szwecji. Był to jego jedyny występ w biało-czerwonych barwach. Gola nie zdobył, ale brał udział w pierwszym oficjalnym historycznym zwycięstwie piłkarskiej reprezentacji Polski. W listopadzie 1922 roku Adam Kogut ponownie przypomniał kibicom o swoim krnąbrnym charakterze. Podczas towarzyskiego spotkania Cracovii z Wawelem, piłkarz został wyrzucony z boiska za znieważenie sędziego. Był to jeden z najgłośniejszych skandali w polskim futbolu przed wybuchem II wojny światowej. Za nazwanie arbitra „ślepym” piłkarza czekała półroczna dyskwalifikacja. Karierę piłkarską utrudniła w dodatku kontuzja – złamanie obojczyka. Zawodnik jednak nie załamał się i rozwijał w tym czasie w innych dziedzinach – zdał maturę (co ciekawe – w ŻEŃSKIM Seminarium Nauczycielskim w Krakowie) i awansował do stopnia kapitana. Od 1923 roku, tj. od momentu zakończenia okresu dyskwalifikacji, jego życie przypominało tułaczkę. Reprezentował barwy różnych klubów – m.in. Polonię Przemyśl, Czarnych Radom, czy II zespół krakowskiej Wisły. Stałe miejsce zamieszkania utrudniały obowiązki związane z życiem żołnierza. W latach trzydziestych ślad piłkarskiej kariery Koguta się urywa. Nie ma żadnych wiarygodnych źródeł potwierdzających jego aktywność sportową.
Adam Obrubański
Utożsamianie Adama Obrubańskiego jedynie z karierą piłkarską, byłoby karygodnym zaniedbaniem. Urodzony trzy lata wcześniej od swojego imiennika Koguta, przyszedł na świat na terenie obwodu tarnopolskiego. Był niezwykle wszechstronnym człowiekiem. Jego zdolności wykraczały daleko poza sferę sportową. W 1932 roku uzyskał tytuł doktora praw, będąc jednocześnie absolwentem prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmował się także dziennikarstwem – pisał dla bardzo popularnego wówczas „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Jak można przeczytać na stronie „Historia Wisły”, był to jedyny polski tytuł okresu międzywojennego, który znajdował się w ciągłej sprzedaży i jego dostępność przekraczała 2000 miejsc w Europie. Pełnił także rolę redaktora naczelnego sportowego tygodnika „Raz Dwa Trzy”. Można określić go również „Gallem Anonimem” krakowskiej Wisły. Dzięki jego kronikom do dziś zachowało się mnóstwo informacji dotyczących początków Białej Gwiazdy. Przygodę z futbolem rozpoczął w 1908 roku w barwach AZS Kraków. Pomimo młodego wieku był nie tylko zawodnikiem, ale również klubowym działaczem. Mając 18 lat wraz ze znajomymi założył drużynę akademicką, którą zlikwidowano w 1912 roku ze względów wychowawczych. Był to jedyny przypadek w historii polskiej piłki nożnej, by z takiego powodu rozwiązać zespół. Obrubański tłumaczył wówczas, że był rozczarowany odejściem od idei czystego sportu, której tak był wierny. Decyzja ta, na pewno niełatwa, świadczy o jego prawości i dojrzałości. W 1914 rozpoczął swoją przygodę z Wisłą Kraków, z którą był związany przez większość piłkarskiej kariery. Można pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie życie żołnierza, które zmuszało go do wyjazdów, w Krakowie zostałby od początku do końca. Właśnie przez obowiązki wojskowe trafił w 1920 roku do ŁKS-u. W Łodzi również dał się poznać z jak najlepszej strony – był kapitanem, grającym trenerem i współautorem triumfu w rozgrywkach Łódzkiego Okręgu. Adam Obrubański był prawdziwym człowiekiem orkiestrą. Jako pierwszy Polak sędziował mecz rangi międzynarodowej (Węgry-Austria w Budapeszcie). Ceniono go przede wszystkim za bezstronność podczas prowadzenia spotkań. Świadczyć może o tym mecz o finał Mistrzostw Polski z 1921 roku. Jego ukochana Wisła przegrała wówczas z największym rywalem – Cracovią, aż 0-5. Obrubański nie zrobił jednak nic, co mogłoby sugerować o faworyzowaniu Białej Gwiazdy. W latach 1924-1925 znajdował się na oficjalnej liście arbitrów FIFA. W tym samym roku pełnił też funkcję samodzielnego kapitana związkowego, czyli stricte – selekcjonera reprezentacji Polski. Rolę tę sprawował jedynie przez cztery spotkania – trzy z nich przegrał, jedno wygrał. Po zakończeniu kariery zawodniczej wstąpił w struktury kierownicze sekcji piłkarskiej Wisły Kraków w 1929 roku. Ciekawe jest to, iż nie była to jedyna sekcja spośród gier zespołowych, którą kierował. Jego rola sprowadzała się m.in. do szukania talentów, choć zakres jego zasług względem krakowskiego zespołu, wykracza daleko poza nałożone obowiązki. Był także jednym ze współtwórców sukcesu z 1927 roku, kiedy to Biała Gwiazda zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo. Wyczyn ten powtórzono rok później. Obrubański mógł czuć się podwójnie spełniony, gdyż w dużej mierze dzięki jego inicjatywie utworzono w tymże wspomnianym sezonie oficjalną polską ligę piłkarską, powstałą na wzór tych europejskich. Przeciwni temu projektowi byli m.in. włodarze Cracovii, którzy na znak protestu, wycofali się z pierwszych historycznych rozgrywek. Adam Obrubański walczył o jak najlepsze warunki dla rozwoju krakowskiego sportu, przez co nierzadko popadał w konflikty z PZPN-em, którego włodarzy posądzał o protekcję na rzecz Warszawy. Działał również w Polskim Komitecie Olimpijskim. Był prezesem Związku Dziennikarzy Sportowych w Krakowie i wiceprezesem Związku Dziennikarzy Polskich w Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedy nie działał na rzecz polskiego futbolu, służył polskiej armii jako zawodowy oficer, następnie kapitan rezerw, dowódca plutonu i członek kontrwywiadu.
Katyń
Adama Koguta i Adama Obrubańskiego łączy znacznie więcej niż imię i czasy, w których przyszło im żyć. Ich drogi są łudząco podobne zarówno w sferze sportowej, jak i wojskowej. Obaj związani piłkarsko z Krakowem. Wcieleni do austriackiej armii, następnie weszli w szeregi Wojska Polskiego. Brali udział w słynnej kampanii wrześniowej. Przez jeden sezon grali wspólnie w barwach Białej Gwiazdy, choć Kogut zdecydowanie bardziej związany był z Cracovią, Obrubański zaś – z Wisłą. Wydaje się jednak, że umrzeć powinni właśnie tam, gdzie dla dobra kraju i polskiego sportu sił poświęcili najwięcej – w Krakowie. Los chciał jednak inaczej. Spotkali się ponownie w miejscu, które na zawsze pozostanie najbardziej tajemniczym i najtragiczniejszym w naszej historii. Była to ich ostatnia podróż. W obu przypadkach nie są znane okoliczności, w jakich zostali wzięci do sowieckiej niewoli. Wiadomym jest jednak, że zanim zostali zamordowani w lasku katyńskim, byli przetrzymywani w Kozielsku jako jeńcy wojenni. W 2007 roku podczas uroczystości upamiętniających zbrodnię katyńską zostali pośmiertnie odznaczeni przez prezydenta RP, odpowiednio – Obrubański stopniem kapitana, Kogut – stopniem majora.
Adam Obrubański i Adam Kogut to postaci wyjątkowe. Bohaterowie, żołnierze, patrioci i prawdziwi sportowcy. Ich dokonania świadczą najlepiej o tym, jakimi wspaniałymi ludźmi byli. Przedstawione historie są zaledwie dwiema spośród niemal 22 tysięcy istnień, które swój żywot zakończyły w wyniku bestialskiego mordu sowieckiej armii. Rok 1940, sumiennie tuszowany, był, jest i będzie jednym z najczarniejszych w historii Polski. Nie możemy nigdy o tym zapomnieć. Właśnie ze względu na takich ludzi jak Obrubański i Kogut, którzy byli kimś znacznie więcej, niż dobrymi piłkarzami. Mam nadzieję, że udało mi się Was do tego przekonać – by pielęgnować naszą historię. Taki był cel. My jesteśmy im to winni…
6
O pewnym brzasku w katyńskim lasku, strzelali do nas Sowieci…(w odpowiedzi na mój komentarz):
@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
11
Wybitne postacie FC Barcelony:
17 września 1886 r. urodził się Otto Helmut Gmelin, niemiecki kupiec, działacz i sędzia sportowy oraz tenisista. Przede wszystkim Gmelin był prezydentem FC Barcelony przez ponad rok(do listopada 1910). Za rządów Gmelina Blaugrana zdobyła pierwszy w dziejach Puchar Króla Hiszpanii i mistrzostwo Katalonii. Duma Katalonii wygrała również wtedy pierwszy raz w historii mecz z profesjonalną angielską drużyną Corinthians Cardiff(4:1). Otto starał się również odejść od futbolu czysto towarzyskiego pomiędzy kibicami. Jednocześnie dążył do powstania grup stałych fanów, którzy chcieliby oglądać każdy mecz swojej drużyny. Po zakończeniu kadencji wszedł do zarządu i oddał stery Joanowi Gamperowi. W tym samym czasie stał się członkiem hiszpańskiego stowarzyszenia arbitrów.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360
16
Pamiętamy!
17 września 1968 r. urodził się Francesc(Tito) Vilanova, doskonale znany wszystkim cules były piłkarz i trener. Ponad 10 lat temu po długiej walce z nowotworem ślinianki odszedł Tito Vilanova. Kataloński trener jest wciąż obecny w pamięci i sercach socios i cules FC Barcelony na całym świecie.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
12
Narodziny Ligi Mistrzów:
Jesienią 1992 roku w prasie na całym świecie można było przeczytać że oto odbywa się druga edycja Ligi Mistrzów. Taka definicja była błędna a wzięło się to z tego iż formuła rozgrywek była zbieżna z poprzednią formułą rozgrywek Pucharu Europy Mistrzów Klubowych. Za integralną część Ligi Mistrzów uznawano także faze wstępną rozgrywaną systemem pucharowym. Tak więc de facto Liga Mistrzów ruszyła już 19 sierpnia 1992 r. Natomiast 16 i 30 września rozegrana została I runda tych elitarnych rozgrywek, gdzie Lech Poznań odprawił z kwitkiem Skonto Ryga i to właśnie spotkanie z Łotyszami na Bułgarskiej jest pierwszym polskim meczem w Lidze Mistrzów. Wedle tej wykładni pierwszego ,,polskiego” gola w tych rozgrywkach zdobył w 26 minucie Mirosław Trzeciak. Z kolei FC Barcelona męczyła się w premierowym dwumeczu z Vikingiem Stavanger(1:0 na Camp Nou i 0:0 w Norwegii), co zwiastowało nieszczęście obrońcy trofeum w drugiej rundzie, w której Blaugrana najpierw zremisowała 1:1 w Moskwie z CSKA, by w rewanżu przegrać 2:3 na Camp Nou, mimo prowadzenia 2:0! No cóż, jak to mówią pierwsze koty za płoty…
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
9
Legia pokazała swoją moc:
16 września 1970 r. Legia Warszawa rozgromiła na wyjeździe IFK Göteborg 0:4 w pierwszym meczu 1/16 Pucharu Mistrzów Klubowych. Gdy jesienią 1970 roku Legia zaczynała rywalizację w Pucharze Mistrzów w jej składzie nadal brylowali Deyna, Gadocha Ćmikiewicz, zaś z trenerskiej ławki zespołem kierował legendarny Edmund Zientara. Pierwszą przeszkodą Legionistów był szwedzki IFK Göteborg który jeszcze miał przed sobą wielkie sukcesy w postaci dwóch triumfów w pucharze UEFA. Mimo że Mistrz Polski osiągnął wiosną spory sukces, Szwedzi liczyli na dobry rezultat w pierwszym spotkaniu. Tymczasem IFK otrzymał od Legii srogą lekcję a w głównej roli wystąpił Władysław Stachurski. popularny ,, lacha" był ostoją defensywy klubu z Łazienkowskiej ale słynął także z ofensywnej gry a przede wszystkim atomowych uderzeń ze stojącej piłki. Bertilsson, golkiper gospodarzy, o umiejętnościach Stachurskiego Przekonał się dwukrotnie, gdy Polak w ciągu 5 minut pokonał go z rzutów wolnych. Pozostałe gole zdobyli Gadocha i Pieszko. Rewanż nad Wisłą też wygrała Legia(2:1) i czekała na przeciwnika w walce o ćwierćfinał.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360
0
@gaucho104 Wygląda na to że sekstet!
1
@Czajka90 No w końcu to Generał! :)
7
Kultywowanie wartości klubowych:
16 września 1993 r. jedną z ulic Barcelony nazwano imieniem i nazwiskiem legendarnego Josepa Samitiera. Popularny ,,Sami” jest jednym z nielicznych piłkarzy Barçy, który dostąpił zaszczytu posiadania ulicy swego imienia w Barcelonie. Znajduje się ona w Zona Universitaria, miedzy aleją Doctor Marañon a ulicą Baldiri Reixac, nie daleko Mini Estadi. Josep Samitier, zaszczyt posiadania ulicy ze swoim nazwiskiem dzieli z innymi wielkimi postaciami barcelonizmu: Ladislao Kubalą, Ricardo Zamora, Joanem Gamperem i Josepem Suñolem. To ,,Forum Samitier”, stowarzyszenie utworzone w 1990 r. w celu prowadzenia debat wokół sportu i FC Barcelony, kierowane przez Jaumego Llaurado, było pomysłodawcą kampanii aby urząd miasta nadał jednej z ulic nazwisko barcelońskiego piłkarza. Wreszcie rankiem 16 września 1993 r. ulica Josepa Samitiera została oficjalnie otwarta. W uroczystej chwili udział wzięli: burmistrz miasta Pasqual Maragall, prezydent Barcelony Josep Lluis Nuñez a także sam Llaurado. Obecni byli również: Valentina Soler, wdowa po piłkarzu, wielu byłych zawodników Barçy oraz Alfredo Di Stefano, bliski przyjaciel Samitiera.
@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz