11

Popis Terleckiego:

12 września 1979 r. Polska pokonała Szwajcarie 1:2 w eliminacjach ME 1980. Przed meczem w Lozannie reprezentacja Ryszarda Kuleszy miała proste zadanie. Wygrać ze Szwajcarią i utrzymać dystans do liderującej Holandii. ,,Oranje”, którzy tydzień wcześniej wygrali na Islandii, wyprzedzali biało-czerwonych o cztery punkty. Rozegrali jednak dwa spotkania więcej. Helweci do meczu przystępowali podbudowani dwoma zwycięstwami nad outsiderem z Wyspy Gejzerów ale Polacy cel zrealizowali. Bohaterem meczu został zdobywca dwóch goli, genialny wówczas skrzydłowy Stanisław Terlecki.


@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

10

(Nie)pamiętne finały Blaugrany:

12 września 1962 r. FC Barcelona przegrała finałowy dwumecz w Pucharze Miast Targowych. Barça zremisowała na Camp Nou 1:1 z CF Valencią i tym samym nie odrobiła strat z pierwszego meczu rozegranego 4 dni wcześniej na Estadio Mestalla i przegranego aż 6:2 i to pomimo prowadzenia 1:2. Wszystkie 3 gole w finałowym dwumeczu strzelił Sandor Kocsis. Blaugrana dotarła do decydującej rozgrywki w niezłym stylu strzelając 20 goli w 8 meczach granych systemem pucharowym. Rywale z Valencii zanotowali tym samym pierwszy tryumf w europejskich pucharach.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

9

Rekordowy wynik w 1 lidze polskiej(dziś mija 97 lat):

Pierwszym Mistrzem Polski wyłonionym w rozgrywkach ligowych była Wisła Kraków. W dziewiczym sezonie Ekstraklasy w 1927 roku dokonała również nie lada wyczynu, odnosząc rekordowe zwycięstwo na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w naszym kraju. Już od pierwszej kolejki Biała Gwiazda plasowała się w czołówce tabeli, pozycję lidera zajęła w maju i straciła ją dosłownie na moment na rzecz FC Katowice. Nie chcę wchodzić w szczegóły tego sezonu, podkreślę tylko, że panował w nim ogromny bałagan organizacyjny. 11 września Wisła podejmowała Toruński KS. U gości tuż przed wyjazdem do Grodu Kraka pojawiły się problemy. Jesteśmy w czasach amatorskiego futbolu, piłkarze nie zarabiali przez grę w piłkę. W szeregach Torunian było kilku zawodowych żołnierzy, którzy na czas wyjazdu wzięli urlop. Ich pech polegał na tym, że równolegle do rozgrywek Ekstraklasy toczyły się piłkarskie mistrzostwa wojskowe. Żandarmeria wojskowa ani myślała o personalnych osłabieniach, wobec czego wysłała na dworzec w Toruniu swoich przedstawicieli, by pod groźbą aresztowania namówić piłkarzy z TKS-u do zrezygnowania z gry w meczu ekstraklasowym na rzecz starcia wojskowego. Wybór musiał być tylko jeden. Sześciu zawodników z podstawowej jedenastki zostało w mieście Mikołaja Kopernika. W pociąg do Krakowa wsiadła zatem mocno osłabiona drużyna. Półtora tysiąca kibiców zgromadzonych na trybunach było bardzo zdziwionych, że goście wybiegli na boisko w 10-osobowym składzie. Kilka dni przed meczem prasa zapowiadała, że Białą Gwiazdę czeka ciężka przeprawa, tymczasem, i nie ma co się dziwić, zdekompletowana i mocno osłabiona ekipa z Torunia stawiała jej realny opór jedynie na początku pierwszej i w pierwszych minutach drugiej połowy. Pędzący po mistrzowski tytuł Wiślacy wygrali aż 15:0(!) co do dzisiaj pozostaje najwyższym zwycięstwem w historii Ekstraklasy. Relacje prasowe nie były niestety tak dokładne jak dzisiaj, zatem nieznane są minuty, w których piłkarze wpisywali się na listę strzelców. Wątpliwości budzi nawet ich zestawienie, bo przez jakiś czas zastanawiano się, czy Henryk Reyman rzeczywiście strzelił sześć czy osiem goli. Oficjalnie z sześcioma trafieniami do 1939 roku pozostawał zdobywcą największej liczby goli w jednym meczu. Jego wyczyn solidnie poprawił Ernest Wilimowski, o czym już nie raz wspominałem na łamach fcbarca.com. Co ciekawe, pomimo 15-krotnej kapitulacji, na pochwałę ówczesnej prasy zasłużył bramkarz Toruńskiego KS, Franciszek Zdrojewski. W tygodniku “Stadjon” pisano: „W TKS grał świetnie bramkarz Zdrojewski, który uchronił drużynę przed jeszcze większą przegraną i wywołał swą nadzwyczajną grą szczery oklask publiczności”. Na wyróżnienie zapracował również w ,,Nowym Dzienniku”: „Druzgocące zwycięstwo czerwonych nad niekompletną jedenastką z Torunia, robiącą raczej wrażenie III-klasowej, niż ligowej, drużyny. Poza środkowym pomocnikiem Stogowskim i bramkarzem, grającym z wielkim szczęściem – zero”.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

1

@negreanu Masz racje, zakradł sie bląd w tekście. Przepraszam już naprawiam

10

Feliz cumpleaños panie Ericu!


Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w sezonie 2007/08 po wymianie za holenderskiego piłkarza Giovanniego van Bronckhorsta. To była jego pierwsza drużyna spoza Francji. Urodzony w Lyonie (11.09.1979) w sercu rodziny imigrantów, Abidal rozpoczął swoją piłkarską karierę w Lyon-la-Duchère we francuskim CFA 2 Division, gdzie grał jako lewy pomocnik. Latem 2000 roku podpisał profesjonalny kontrakt z Monaco, gdzie zadebiutował w Ligue 1, 16 września 2000 r. przeciwko Toulouse. W swoim pierwszym sezonie występował na przemian w drużynie rezerw i pierwszym zespole, w którym wystąpił w 8 meczach ligowych i raz w Lidze Mistrzów. W sezonie 2001/02, Abidal dołożył kolejnych 14 występów w Monaco, albo jako obrońca, albo jako pomocnik, który wspierał tyły. Pod koniec sezonu Abidal został zapytany o to czy nie chce podnieść sobie poprzeczki trochę wyżej. Przeniósł się do Lille, gdzie trenerem był człowiek, który dał mu debiut w Ligue 1 w Monaco, Claude Puel. Spędził tam 2 sezony i zdobył sławę jako jeden z najlepszych obrońców w kraju. W lecie 2004 roku wrócił do rodzinnego miasta, gdzie spędził następne trzy sezony w Olympique Lyon. Zdobył miejsce w wyjściowym składzie od samego początku i zadebiutował w reprezentacji Francji 18 sierpnia 2004 przeciwko Bośni. Abidal pomógł Olimpique Lyon wygrać trzy tytuły ligowe i trzy Superpuchary, stanowił część zespołu, który zachwycał całą Europę ich wielkim futbolem. W Mistrzostwach Świata 2006 w Niemczech, rozegrał sześć spotkań z siedmiu Francji i zdobył wicemistrzostwo, po którym miał wspaniały sezon z Lyonem trzeci rok z rzędu, zaliczył 31 spotkań w Ligue 1. Również zagrał, w wyjściowym składzie, w siedmiu meczach Ligi Mistrzów oraz 10 razy dla Francji (sezon 2006-07). Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w lecie 2007 roku. Francuz zagrał 30 meczów w Lidze, 10 w Lidze Mistrzów i 6 w Pucharze, dzielił się obowiązkami lewego obrońcy z Sylvinho, choć nie więcej niż jeden raz Frank Rijkaard wykorzystał go jako środkowego defensora. Pod koniec sezonu zagrał z Francją w Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. W sezonie 2008/09 zdobył wszystko z Barceloną, ale to był także rok nieszczęścia dla Abidala. Pierwszą kontuzję odniósł w spotkaniu z Espanyolem i pauzował przez osiem tygodni. Po powrocie zagrał w obu półfinałach, Ligi Mistrzów i Pucharu Hiszpanii, po których został zawieszony (za kartki) na finały – w Rzymie i Walencji. Zagrał 31 meczów we wszystkich trzech rozgrywkach. W sezonie 2009-10 dotarł do szczytu formy, zaliczył kilka asyst, ale po raz kolejny był nękany przez kontuzje. Zagrał 17 meczów w Lidze i 8 w Lidze Mistrzów. Sezon 2010/11 był najtrudniejszy ze wszystkich dla Érica Abidala. W marcu stwierdzono, że zawodnika ma guza wątroby. Okazał jednak niesamowitego ducha walki, wrócił zaledwie sześć tygodni później, w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Madrytem w półfinale Ligi Mistrzów. Abidal rozpoczął mecz na Wembley w wyjściowym składzie a kapitan Carles Puyol oddał mu trofeum do podniesienia, po pokonaniu Manchesteru United 3-1. Ten mecz w Londynie był jego 150. dla klubu. W dniu 18 stycznia 2012 roku, dwa dni po odnowieniu kontraktu z FC Barceloną, zdobył swoją drugą bramkę dla klubu. Miało to miejsce w 1/16 finału Copa del Rey przeciwko Realowi Madryt. Niestety sezon 2011/12 Éric Abidal nie zapamięta dobrze… W czwartek, 15 marca, rok po ogłoszeniu, że ma guza wątroby, klub ujawnił, że zawodnik musi przejść przeszczep. Został zwolniony ze szpitala w dniu 21 maja 2012 roku, ale wciąż musi przechodzić regularne kontrolne badania lekarskie. Po otrzymaniu pozwolenia na grę Éric Abidal musiał czekać bardzo długo na wejście na boisko. Stało się to ostatecznie 6 kwietnia 2013 roku, Barça grała wtedy z Mallorcą, z którą wygrała ostatecznie 5-0. W tym sezonie Abi rozegrał swoje cztery jedyne i ostatnie spotkania dla FC Barcelony, dwa razy był w wyjściowym składzie i rozegrał jeden pełny mecz. 30 maja 2013 odbyła się konferencja prasowa, na której w obecności prezydenta Sandro Rosella i dyrektora sportowego Andoniego Zubizarrety, Éric Abidal ze łzami w oczach ogłosił odejście z FC Barcelony. Klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu a zapytany wprost o powody Zubizarreta na wspomnianej konferencji nie odpowiedział jasno ani zrozumiale. W późniejszych wywiadach Abidal wspominał, że tak naprawdę nie dowiedział się nigdy dlaczego nie przedłużono z nim kontraktu. Abidal grał w reprezentacji Francji, która dotarła do finału Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku a także pojawił się na Mistrzostwach Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii oraz na Mistrzostwach Świata w 2010 roku w Republice Południowej Afryki.





@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

11

Debiuty żywych legend:

1 września 2007 r. Pedro Rodriguez Ledesma debiutuje w barwach Blaugrana. Debiut przypadł na przegrany finał Pucharu Katalonii z Gimnastic Tarragona 1:2. Pedro pojawił się na boisku w 77 minucie. Wprawdzie zadebiutować Pedro dał Frank Rijkaard, to jednak więcej szans w tamtym sezonie wychowanek Barçy już nie otrzymał. Jego gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem w kolejnym sezonie pod przywództwem Josepa Guardioli.


@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Rekordy Barçy:

11 września 1949 r. FC Barcelona zanotowała rekordowe zwycięstwo w Primera Division. Miało to miejsce na Camp de Les Corts w drugiej kolejce rozgrywek, gdzie Blaugrana rozgromiła Gimnastic Tarragona 10:1(!), z czego aż 5(!) goli w tym meczu(co też jest nie małym wyczynem) strzelił zapomniany dzisiaj napastnik Alfonso Navarro. Poza tym hattrickiem popisał się genialny snajper Cesar Rodriguez. Pozostałe gole dołożyli Canal oraz Argentyńczyk Marcos Aurelio.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

8

Nie tylko dla prawdziwych cules:

We wrześniu 1923 r. zaledwie 2 lata przed zamachem stanu przeprowadzonym przez generała Miguela Primo de Riverę, barceloński orszak, z ówczesnym prezydentem klubu Enrikiem Cardoną na czele, ucierpiał z rąk policji, kiedy zmierzał na plac Fossar de les Moreres(tam znajduje się cmentarz), by złożyć kwiaty. Szef klubu wraz z wieloma socios został ranny. Dziesięć lat później doszło do niespotykanego zdarzenia, kiedy uroczyste obchody oddania hołdu ofiarom wojny o sukcesje z 1714 r., odbywające się 11 września zostały znacznie przedłużone. Po przemowach władz klubu spontanicznie uformował się orszak, który skierował się do cmentarza Moreras. Kibice i dyrektorzy przeszli przez La Ramble, niosąc przed sobą ogromną senyerę a po dotarciu na miejsce wygłoszono żarliwe, patriotyczne przemówienia przed widownią złożoną z kibiców i przechodniów. Obecnie 11 września na Fossar de les Moreres odbywają się uroczystości z okazji Narodowego Święta Katalonii. Klub uczestniczy w święcie, wysyłając reprezentacje swoich dyrektorów i piłkarzy, którzy składają kwiaty przed pomnikiem Rafela Casanovy, znajdującym się przy skrzyżowaniu ulicy Ali Bei z Ronda de Sant Pere. Kapitanowie drużyny piłkarskiej i innych sekcji sportowych składają przed pomnikiem wykonana z kwiatów replikę klubowego herbu.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

9

Duma Katalonii bez swojej przeszłości umiera i nie buduje swojej przyszłości:

11 września 1881 r. urodził się Anglik James Francis Bellamy, pierwszy trener FC Barcelony, który zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Sezon 1927/28 Duma Katalonii zakończyła tournée po Ameryce i kolejne rozgrywki zakończyła wyraźnie zmęczona. Przegrała w półfinale Pucharu Hiszpanii a w mistrzostwach Katalonii zajęła dopiero 3 miejsce. Zarząd zwolnił trenera Rome Fornsa i zatrudnił Bellamy’ego. Barça mimo straty aż 5 punktów do Realu Madryt w połowie sezonu zdobyła mistrzostwo w ostatniej kolejce wygrywając zaległy mecz z Arenas de Getxo 0:2. Zawodnicy dostawali wówczas 50 peset za zwycięstwo u siebie, 100 peset za zwycięstwo na wyjeździe i jednorazową specjalną premie w wysokości 2000 tysięcy peset za mistrzostwo Hiszpanii.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

1

@maroon Nie napisze, gdyż nie wiem co teraz robi...?

0

@FcPortoFan1999 No niestety ale taka jest prawda!

9

Futbol totalny w ,,Kotle Czarownic”:

10 września 1975 roku niesiona dopingiem 85 tysięcy kibiców Polska rozbiła kosmiczną Holandię 4:1. Kazimierz Deyna zepchnął w cień giganta światowego futbolu Johana Cruyffa.

,,Było wielu niedowiarków, którzy nie dawali nam szans” – tak selekcjoner Kazimierz Górski podsumował jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w historii. 14 miesięcy wcześniej Polacy i Holendrzy zachwycali świat podczas mundialu w Niemczech. Mecz o złoto dwóch najbardziej widowiskowo i nowocześnie grających drużyn mógłby być ozdobą turnieju. Do polsko-holenderskiego finału jednak nie doszło, bo wcześniej zespół Górskiego przegrał 0:1 z reprezentacją gospodarzy. Na Stadionie Śląskim, w meczu o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy 1976, Polacy wyszli w składzie niewiele odbiegającym od tego, który sięgnął po srebrny medal niemieckiego mundialu. Zmiany dotknęły wyłącznie defensywy – dochodzącego do siebie po wypadku samochodowym Adama Musiała zastąpił Henryk Wawrowski, a zamiast zawieszonego za incydent alkoholowy Jerzego Gorgonia na środku obrony zagrał Mirosław Bulzacki. Nieco bardziej odmieniony zespół do Chorzowa przywieźli Holendrzy. Trener Georg Knobel do dyspozycji miał siedmiu piłkarzy z finałowego meczu MŚ 1974, w tym Johana Cruyffa, Ruuda Krola, Wima van Hanegema czy Johana Neeskensa. ,,Ich skład robił wrażenie. Co nazwisko, to gwiazda ale my wtedy też znaliśmy już swoją wartość i nie baliśmy się nikogo na świecie” – wspominał Jan Tomaszewski. Kibiców elektryzowała przede wszystkim obecność Cruyffa, bezsprzecznie najlepszego piłkarza świata pierwszej połowy lat 70., trzykrotnego zdobywcy Złotej Piłki. Gwiazdor Barcelony był kapitanem reprezentacji Holandii i to w dużej mierze od niego zależał skład, w jakim Pomarańczowi wybiegali na boisko. Szczególnie za panowania Knobela, którego holenderskie media lubiły nazywać "Yes, mister Cruyff". Ale w Chorzowie "Boski Johan" sobie nie pograł. Nie oddał ani jednego strzału, zaliczył tylko asystę przy bramce Rene van de Kerkhofa. ,,Nie pamiętam aby ktoś kiedyś grał przeciwko mnie tak, jak dziś Polacy. To było wręcz niewiarygodne. Nie mogłem się połapać do końca. Jakby wyczuwali, co zamierzam zrobić w każdym momencie” – cytował Cruyffa katowicki "Sport". Jego przeciętny mecz był w dużej mierze zasługą Bulzackiego, który dwa lata wcześniej krył Holendra podczas meczu towarzyskiego w Rotterdamie. ,,Wtedy wyszło to nieźle, dlatego znów dostałem takie zlecenie od trenera Górskiego. Trener wierzył, że sobie poradzę, a mówimy przecież o najlepszym piłkarzu świata. Także wewnętrznie czułem, że spełniłem swoje zadanie” – wspominał Bulzacki. W polskiej drużynie bohaterów było więcej. Grzegorz Lato, który już w 15. minucie otworzył wynik. Robert Gadocha, który tuż przed przerwą podwyższył na 2:0. Andrzej Szarmach, zdobywca dwóch kolejnych bramek, no i Deyna. ,,Przed meczem ludzie zastanawiali się kto jest lepszy, Cruyff czy Deyna. Dla mnie w tym meczu Deyna był najlepszy na boisku. To on kierował grą drużyny. A trzeba wiedzieć, że dla niego Stadion Śląski nie był dobry miejscem, bo grał przecież w nielubianej na Śląsku Legii Warszawa” – mówił Tomaszewski.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

9

Panie i Panowie, kochani i oddani kibice polskiego futbolu, dzisiaj mija dokładnie 52 lat od olimpijskiego triumfu Polskiej reprezentacji w piłce nożnej. W finale turnieju igrzysk w Monachium Biało-Czerwoni pokonali Węgrów 2:1. To bez wątpienia największe osiągnięcie w historii polskiego futbolu. Drogę po złoto polski zespół rozpoczął od zwycięstwa nad Kolumbią 5:1. Później pokonał Ghanę 4:0 i NRD 2:1. Na inaugurację drugiej rundy grupowej zremisował z Danią 1:1 i kluczowy był mecz ze Związkiem Radzieckim. Choć do przerwy rywale prowadzili 1:0, to po golach Kazimierza Deyny i Zygfryda Szołtysika Biało-Czerwoni wygrali 2:1. Awans do finału przypieczętowali gromiąc Marokańczyków 5:0. Finał na Stadionie Olimpijskim odbył się w niedzielę 10 września 1972 roku, w obecności 60 tysięcy widzów. Piłkarzom grę utrudniał padający deszcz. Tuż przed przerwą prowadzenie zapewnił Węgrom Bela Varadi. Po dwóch minutach drugiej połowy był remis, a w 68. minucie Kazimierz Deyna zdobył drugiego gola w tym meczu i przechylił szalę zwycięstwa na stronę biało-czerwonych. Była to dopiero druga wygrana z Madziarami w 19. meczu w historii. Kapitanem polskiej jedenastki był wówczas Włodzimierz Lubański, ale pierwsze skrzypce grał Deyna, który z dorobkiem dziewięciu bramek został królem strzelców turnieju olimpijskiego. Polacy w finale zagrali w składzie: Hubert Kostka - Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Lesław Ćmikiewicz, Zygmunt Anczok - Zygfryd Szołtysik, Jerzy Kraska, Kazimierz Deyna (77-Ryszard Szymczak), Zygmunt Maszczyk - Włodzimierz Lubański, Robert Gadocha. Trenerem reprezentacji był oczywiście nieodżałowany Kazimierz Górski a jego asystentem Jacek Gmoch. Olimpijskie złoto stało się początkiem "złotej ery" polskiego futbolu. Bez sukcesu w Monachium, nie byłoby prawdopodobnie trzeciego miejsca w mistrzostwach świata dwa lata później, również na niemieckich stadionach a decydujące spotkanie z Brazylią (1:0) polska jedenastka także rozegrała na szczęśliwym obiekcie w stolicy Bawarii. "Przegląd Sportowy" z 11 września 1972 roku zamieścił wrażenia uczestników olimpijskiego finału pod znamiennym tytułem "Jak długo na Wawelu...". W szatni polskiego zespołu(jak relacjonowała gazeta) "Stare chłopy płakały jak panienki...". Zawodnicy, trenerzy, działacze i dziennikarze śpiewali chórem hymn kibiców "Jak długo na Wawelu... i Zwycięży Orzeł Biały...". Lubański zaimprowizował własny tekst, który mówił o tym, że "zwyciężyła nasza kadra, bo się nauczyła grać", a potem krzyknął: "Chłopcy! Mazurek na stadionie! Przeżyć to i kończyć karierę...". Natomiast Robert Gadocha przypomniał mu: "A mówiłem ci przed meczem, że wygramy 2:1". Z kolei Deyna, w swoim stylu, powiedział: "Strzeliłem dwie, a mogłem strzelić trzecią". Chwilę później kapitan zarządził: "Chodźcie, nie dajcie czekać tym medalom".



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@Arkon
@Adran360

11

Feliz cumleaños panie Jordi!

10 września 1967 r. urodził się Jordi Roura, wychowanek FC Barcelony. W 1982 r. trafił do La Masii i już po 2 latach zaliczył pierwszy występ w FC Barcelona B. W 1988 r. Johan Cruijff umożliwił Katalońskiemu pomocnikowi debiut w pierwszej drużynie, lecz zaledwie rok później Roura doznał poważnej kontuzji kolana w meczu o Superpuchar Europy przeciwko AC Milan, co w praktyce skończyło jego karierę. W Blaugranie zanotował zaledwie 13 występów. Próbował jeszcze odbudować forme w Murcii, Figueres i Sant Andreu, lecz w każdej z tych drużyn wystąpił jedynie kilkunastokrotnie. Definitywnie zakończył karierę piłkarską w wieku 26 lat a następnie próbował swoich sił jako trener będąc między innymi asystentem Rexacha w lidze japońskiej. W 2009 r. znalazł się w sztabie Pepa Guardioli gdzie przez 3 lata analizował gre rywali. Po objęciu posady trenera przez Tito Vilanove został jego asystentem a wobec choroby nowotworowej Vilanovy przez kilka tygodni pełnił funkcje pierwszego trenera.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@ShawnC No właśnie bardzo ciężko byłoby mi to stwierdzić, zwłaszcza że nie mam aż tyle czasu by śledzić rozgrywki na całym świecie a jest ich mnóstwo...

0

Bardzo słusznie zauważył komentator meczu Francja-Belgia gre Julesa Kounde na prawej obronie. Na tą chwile Kounde jest jednym z najlepszych środkowych obrońców grających na pozycji prawego obrońcy, jeśli nie najlepszy...?

0

@MesQueUnClub96 No to niech się czymś wykaże! Trzymam cię za słowo...

2

Ten cały Lukebakio to chyba jakiś pierdoła. No nie wiem czy on zasługuje na pierwszą jedenastke Belgii...?

1

@Comentateiro Akurat nie! Chodzi o to: „Futbol nie jest sprawą życia i śmierci. Jest czymś znacznie poważniejszym” – powiedział menedżer Liverpoolu w 1964 roku.

1

@Comentateiro No rozumiem ale ja z piłki nożnej nigdy nie żartuje! Generalnie jestem jak legendarny Bill Shankly a konkretnie jak jego słynne powiedzenie. Wiesz o jakie mi chodzi?

0

@Pnog37 Kiepski żart, zwłaszcza że skopiowany...

11

Piłkarskie El Dorado:
Wojenna zawierucha minęła. Ci, którzy ocaleli zaczęli wychodzić ze swych kryjówek, domów, bądź powracali z frontu, by budować nową rzeczywistość. W takich warunkach swoje drugie, lepsze życie otrzymał futbol, który przybierał na sile, będąc odskocznią dla zmęczonych ludzi. Dla piłkarzy zaczynała się era sowitych zarobków. Inne miejsce, inny czas. Podczas, gdy Europa powoli budziła się z wojennego snu, nietknięta pożogą Kolumbia rozpoczęła swoje piłkarskie pięć minut chwały. A wszystko zaczyna się niczym u Hitchcocka – solidnym trzęsieniem ziemi. W roku 1948 zamordowany został przywódca obozu liberalnego Jorge Eliécer Gaitán, co wznieciło trwająca kilka lat wojnę domową. Mniej więcej w tym samym czasie, miał miejsce spór pomiędzy Dimayor(organizacją pragnącą powołać zawodową ligę piłkarską) a ,,Adefutbol” – amatorskim futbolowym związkiem. Sprawa została zgłoszona do FIFA, a ona swoim subtelnym zwyczajem, postanowiła zawiesić członkostwo Kolumbii w swojej organizacji, co oznaczało, że ani reprezentacja, ani zespoły klubowe, nie mogły brać udział w oficjalnych rozgrywkach. Sytuację tą wykorzystał prawnik Alfonso Senior Quevedo, który dzięki wrodzonemu sprytowi, pozyskał do swojego klubu słynnego Alfredo di Stefano. Wszak brak obecności w FIFA, zwalnia również od obowiązku przestrzegania jej prawa. Dlatego też otworzyła się furtka, która umożliwiła pozyskiwanie zawodników bez konieczności opłat transferowych. Dzięki temu kluby stać było, żeby oferować swoim graczom bajeczne warunki finansowe. Z dnia na dzień Kolumbia stała się piłkarskim El Dorado. W niedługim czasie w barwach jednego zespołu – Deportivo Municipal, obok Alfredo di Stefano, grały gwiazdy pokroju Adolfo Pedernery, Nestora Raula Rossi czy Julio Cozzi, który był nazywany bramkarzem stulecia. Podpisywanie tak wielkich nazwisk nie byłoby zapewne możliwe, gdyby nie strajk przeciwko „niewolniczym” umowom piłkarzy w Argentynie. Kontrakty konstruowane były tam w taki sposób, że w razie jakiegokolwiek sporu, rację miał wyłącznie pracodawca. Wieść o gigantycznych płacach szybko rozeszła się po świecie, a do kraju znad Morza Karaibskiego, zaczęły przyjeżdżać prawdziwe piłkarskie diamenty. Do lokalnego rywala Deportvio – Santa Fe, przybył nawet ówczesny reprezentant Anglii, pomocnik Stoke City – Neil Franklin. Udało im się również pozyskać podopiecznego sir Matta Busbiego z Manchesteru United- Charliego Mittena. W tamtych czasach najlepsi piłkarze na Wyspach Brytyjskich mogli liczyć na maksymalną pensję w wysokości 12 funtów tygodniowo. Za sam podpis na kontrakcie, Mitten otrzymał podobno pięć tysięcy, a jego tygodniówka wynosiła 40 funtów. Liczby te idealnie ukazują powód tej szalonej migracji. Po kolumbijskich boiskach biegali gracze z tak odległych państw jak Węgry, Jugosławia czy Hiszpania. Oprócz wymienionych wcześniej nazwisk, kibice w kraju, który jeszcze zupełnie na tak dawno posiadał wyłącznie amatorskie rozgrywki, mogli oglądać m.in. supersnajpera Guylę Zsengelléra czy Schuberta Gambetta. Wiele argentyńskich klubów, z wielką La Máquiną na czele, chciały odzyskać utraconych graczy, więc interwencjom FIFA oraz CONMEBOL (południowoamerykańska konfederacja piłki nożnej) nie było końca. Dopiero w 1951 roku podpisano umowę, według której zawodnicy powrócą do swoich poprzednich pracodawców w roku 1954, a Kolumbia zostanie przywrócona w prawach pełnoprawnego członka międzynarodowej federacji piłkarskiej. Rozgrywki całkowicie zdominowała drużyna Los Millonarios, bo tak zaczęto nazywać ekipę Deportivo Municipal (nazwa ta stała się oficjalną). Sięgnęli oni po mistrzostwo ligi cztery razy w przeciągu pięciu lat. Jedynie raz ich hegemonię przerwali prowadzeni przez fenomenalnego Julio Ávilę- Deportes Caldas. Po rozpadzie Dimayor, wielu emigrantów opuściło Kolumbię, by wrócić do grania za dużo niższe pieniądze. A gwiazdy, które brylowały w El Dorado, zaczęły podbijać Europę. Wtedy też do Realu Madryt dołączył Alfredo Di Stefano, a do Barcelony trafił jego kolega z zespołu Ramón Alberto Villaverde. Charlie Mitten natomiast długo nie nacieszył się grą w Manchesterze United, ponieważ po powrocie został szybko sprzedany do Fulham. Co ciekawe jednak podczas swojego pobytu w Santa Fe, odrzucił ofertę zespołu „Królewskich” z Madrytu. Czas chwały szybko minął i do kolumbijskiego futbolu wróciła szara, nudna rzeczywistość. Jednak po dziś dzień, kibice w kraju nad Oceanem Spokojnym, chwalą się, że swego czasu mieli najsilniejszą ligę świata.

@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Z historii Copa Mitropa:

Dokładnie 90 lat temu Bologna FC pokonuje Admire Wacker Wiedeń 5:1 w drugim meczu finałowym Pucharu Mitropa. Hattrickiem w tym meczu popisał się znakomity skrzydłowy Carlo Reguzzoni. Pozostałe 2 gole strzelili Maini i Fedullo. W pierwszym meczu padł wynik 3:2 dla Admiry, lecz większa ilość strzelonych goli pozwoliła po raz drugi w historii sięgnąć po puchar ekipie Bolonii FC.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

12

,,La Manita” w derbach Barcelony:

9 września 2017 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Espanyol 5:0(!) w 3 kolejce Primera Division. Hattrickiem popisał się w tym meczu Leo Messi a pozostałe gole dołożyli Pique oraz Luis Suarez.



@Sysia11
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

0

@negreanu Co to miało być? Nic z tego nie rozumiem...!

1

@Pnog37 Nierozumiem, dlaczego do grudnia???

10

Ku pamięci wybitnych legend Blaugrany:

9 września 1998 r. zmarł Mariano Martin, jeden z najlepszych napastników w historii FC Barcelony. Mariano urodzony w 1919 r. trafił do Barcelony w wieku 20 lat i spędził na ,,Les Corts” 8 lat. W sezonie 1942/43 został pierwszy piłkarzem Blaugrany, który zdobył Trofeo Pichichi dzięki strzeleniu aż 32 goli(ten klubowy rekord w jednym sezonie La Liga pobił dopiero Luis Nazario de Lima w 1997 r.). Martin uzbierał aż 188 goli(!) we wszystkich 167 meczach w bordowo-granatowych barwach. Jego kariera została zahamowana przez kontuzje więzadła w kolanie. Próbował odbudować forme w Gimnastic Tarragona, lecz ostatecznie zakończył karierę już w wieku 30 lat.


@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@KrychaFCB
@Culer9002
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

11

Przy ,,Canaletes” mówią…


To symboliczne miejsce Barcelony znajduje się w górnej części Rambli, nieopodal ,, Plaça de Catalunya", na odcinku znanym jako Rambla de Canaletes. Nazwa pochodzi od fontanny, która zbierała wodę dzięki małym rynnom. Historia dzisiejszej fontanny sięga 19 wieku i terenu, który zajmowała uczelnia Estudis Generals, poprzedzająca założenie uniwersytetu barcelońskiego. Kiedy wyburzono Estudis Generals, fontanna została przeniesiona na górny odcinek Rambli. Obecna, zrobiona z żelaza z czterema małymi dyszami i zwieńczona latarnią z czterema światłami, zastąpiła poprzedni wodotrysk który wodę z kopalni Montcada. Nowa fontanna zbierała wodę z Rambli oraz wody podziemne, które przedostawały się z ,,La Creu d'en Malla”. Nazywała się tak ze względu na posesję o takiej samej nazwie, stojącej w górnej części dzisiejszej Rambli de Catalunya. Dobra jakość wody i jej domniemane właściwości lecznicze(w epoce gdy w domach nie było bieżącej wody) sprawiły że fontanna stała się często odwiedzanym miejscem, chociaż w 1917 roku została chwilowo zamknięta z powodu epidemii tyfusu, która nawiedziła miasto. Jej umieszczenie na Rambli spowodowało że ulica stała się jednym z najpopularniejszych miejsc spotkań w Barcelończyków. Początkowo fontanna stała na środku Rambli obok kiosku, w którym sprzedawano wodę z niej, pomieszaną z orszadą, anyżem i cukrem. Od 1901 roku miejsce to stało się bardzo popularne Dzięki Estevemu Sali. Późniejszy prezydent Barçy był pionierem w komercjalizacji wody sodowej, najmodniejszego wtedy, pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych napoju z syfonu jednak z biegiem lat pojawienie się w tej strefie tramwajów spowodowało przeniesienie fontanny Canaletes na bok centralnego bulwaru. Barcelończycy uczynili z niej ikonę miasta, na co wskazuje wzruszający tekst, który w 1905 roku zadedykował jej lokalny pisarz Eugenii D'Ors: ,, Och woda, zimna woda z Canaletes, pocieszenie, które pochodzi od ciebie, Barcelono matko, dla twoich dzieci zmęczonych brakiem odpoczynku! Nasza wodo, leć szczodrze do nas spragnionych! Lecz, gdyż tak wielkie pragnienie tylko ty zaspokoić potrafisz. Ty, która płyniesz, zachowując cudowny chłód wnętrza naszego miasta, które na zewnątrz jest rozżarzone i pali nas od środka". Związek fontanny z Barçą bierze się właśnie stąd że dokładnie naprzeciwko, nad obecną kawiarnio-restauracją Nuria, mieściła się redakcja ,, La Rambli", tygodnika założonego przez Josepa Sunyola. Każdej niedzieli kiedy Barça grała na wyjeździe pracownicy La Rambli wywieszali na wychodzącym na kanale te balkonie redakcji tablicę z wynikami meczów piłkarskich kropki w czasach gdy nie było jeszcze transmisji radiowych ani telewizyjnych, informacje z La Rambli stanowiły nieodzowne źródło wyników spotkań. Kiedy tablica wskazywała zwycięstwo Barcelonistów, przechodnie krzyczeli z radości, intonowali przyśpiewki i machali flagami ,, blaugrana". W ten właśnie sposób miejsce to stało się tradycyjnym punktem spontanicznej celebracji zwycięstw Barçy. Z kolei popularność tablicy La Rambli spowodowała że każdego niedzielnego wieczoru strefa ta stawała się istnym mrowiskiem złożonym z kibiców, którzy spontanicznie tworzyli małe grupki. Jednym z tych, którzy odnieśli najwięcej korzyści z owych spotkań był sam Sala, który oprócz słodzonej wody sprzedawał także kanapki, kolejna inicjatywa tego barcelońskiego przedsiębiorcy zakończyła się sukcesem.


Odnośnie do świętowania Barcelonistów przy Canaletes istnieje pewna teoria, na pewno mało prawdopodobne, która jako powód celebracji wskazuje salony hotelu Continental. W tym budynku, znajdujący się przy Rambli często spotykała się dyrekcja Barçy a to powodowało że ci najbardziej niecierpliwi kibice gromadzili się przy drzwiach hotelu żeby z pierwszej ręki poznać decyzję klubu i dowiedzieć się o nowych transferach w ten sposób okolice hotelu stały się miejscem spotkań najbardziej niespokojnych Barcelonistów. Jakkolwiek by było, mimo poważnych zmian urbanistycznych w tym rejonie, jak wybudowanie stacji metra przy Plaça de Catalonia w 1924 roku albo usunięcie drewnianego kiosku w roku 1951, fontanna Canaletes przetrwała do dziś jako miejsce celebracji zwycięstw klubu wokół symbolicznej fontanny świętowano nie tylko zdobyte trofea ale też najadano się do syta po ważnych wygranych meczach, choćby 17 lutego 1974 roku, kiedy (jeszcze w czasie dyktatury) dowodzona przez Johanna Cruijffa Barça pokonała Real Madryt 50 na Santiago Bernabeu, dając popis futbolu, który przekraczał sportowe granice. Kilka minut po golleadzie (która dla wielu Barcelonistów była symbolem końca reżimu) centrum miasta zapełniło się morzem trąbiących samochodów, z których powiewały klubowe flagi pięć lat później scena powtórzyła się z okazji zdobycia pucharu zdobywców pucharów w Bazylei. Zwycięski gol strzelony przez Hansa Krankla zamienił Canaletes w Wielką Fiestę, stając się zarazem pierwszą okazją do świętowania w demokratycznych czasach. Jednak apogeum barcelońskich celebracji nastąpiło bez wątpienia w 1992 roku. 20 maja Ronald Koeman przeszedł do historii Barcelonizmu, kiedy na stadionie Wembley strzelił gola dającego klubowi pierwszy w historii Puchar Europy kilka chwil po zakończeniu meczu w centrum miasta pojawiło się około miliona szalejących z radości osób tamtej nocy La Rambla została wyłączona z ruchu a fontanna Canaletes po raz kolejny stała się epicentrum radości Barcelonistów. W ostatnich latach ogromna wrzawa i zamieszanie, wywołane tytułami w lidze i w Champions League zdobywanymi przez drużynę Guardioli, rozpoczęły debatę odnośnie do tego, czy stosowne jest celebrować zwycięstwa w centrum miasta. Jednak mimo instytucjonalnych prób przeniesienia Fiesty w inne miejsce, fontanna Canaletes pozostała tradycyjnym punktem spontanicznego świętowania kibiców…



@Symson
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

8

,,Nolo”:

Był rok 1929. Argentyna grała z Paragwajem(4:1) w Copa America. Manuel Ferreira prowadził piłkę z głębi pola aż w końcu stanął twarzą w twarz z całą obroną rywali uformowaną w mur. Po chwili zaczął piłkę podbijać w powietrzu i przerzucać z jednej nogi na drugą. Zahipnotyzowani obrońcy wozili wzrokiem za tym futbolowym wahadłem. Zdawało się że minęły wieki zanim Nolo znalazł dziurę w murze i strzelił piłka ugrzęzła w siatce. Policjanci zeszli z koni żeby mu pogratulować. Na trybunach było wówczas tylko 20 000 osób ale wszyscy Argentyńczycy do dziś zaklinają się że widzieli to na własne oczy!


@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Symson
@Sysia11

3

@NeroTFP1 To właśnie chciałem usłyszeć ale nie do końca, ponieważ liczyłem również na reakcje do mojego dzisiejszego komentarza o Wilimowskim, no ale ok.

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?