0

@FcPortoFan1999 Celem takiej ekipy zawsze będzie awans do Ekstraklasy. Jednak dotychczas zajmowali miejsce spadkowe, więc zobaczymy jak to się potoczy. Powiadasz awans jest wciąż w zasięgu? No cóż, napewno nie na tą chwile...!

0

@FcPortoFan1999 Oby! Trzymam cię za słowo :)

0

@FcPortoFan1999 Wcale im się nie dziwie, skoro w pierwszym meczu skompromitowali Wisełke w Krakowie. Swoją drogą co to z tą Wisłą się dzieje? Jak oni spadną do drugiej ligi to dopiero będzie kompromitacja na całego!

0

@FcPortoFan1999 No nie wiem czy ten dwumecz jest warty zapamietania? Chyba tylko te zwycięstwo na wyjeździe 4:1, którego nie oglądałem. Domyślam się że przeciwnik w rewanżu grał w rezerwowym składzie...?

0

@FcPortoFan1999 Obronił? On to spartolił a nie obronił! Mieć na rękach piłke i puścić pod brzuchem? Wstyd i hańba!

12

Rewanż przypieczętowany awansem:

27 września 1978 r. Wisła Kraków pokonała Club Brugge 3:1 w ramach rewanżowego meczu 1/16 Pucharu Mistrzów i awansowała do kolejnej rundy. Pod wodzą młodego szkoleniowca 36-letniego wówczas Oresta Lenczyka zespół legitymujący się średnią wieku niewiele ponad 20 lat wygrał wiosną 1978 roku ekstraklasę, zaś w kolejnym sezonie był bliski awansu do czołowej czwórki Pucharu Mistrzów. Już w 1/16 finału los skojarzył Wisłę z FC Brugge, wtedy Europejską potęgą, naszpikowaną reprezentantami Belgii oraz kilku innych krajów. Dość napisać że niedawny rywal Lecha Poznań kilka miesięcy wcześniej grał w finale Pucharu Mistrzów, w którym poniósł porażkę z Liverpoolem. Dwa lata wcześniej w 1976 roku Club Brugge wystąpił w finale Pucharu UEFA i w nim też uległ ,,The Reds”. Zespół prowadził Ernst Happel, legendarny szkoleniowiec mogący pochwalić się jeszcze jednym, jakże wymownym sukcesem. W omawianym 1978 roku doprowadził reprezentację Holandii do wicemistrzostwa świata na mundialu w Argentynie. Na tej imprezie wystąpiło też kilku wiślaków (Adam Nawałka, Henryk Maculewicz, Andrzej Iwan, Antoni Szymanowski). Ten ostatni po finałach Mistrzostw Świata opuścił Wisłę ale przecież w jej składzie było wielu innych dobrych zawodników jak łowca goli Kazimierz Kmiecik, wspaniały rozgrywający Zdzisław Kapka, mistrz dryblingu Leszek Lipka czy nieustępliwy defensor Marek Motyka. Ta ekipa na początek nie popisała się w Brugge, gdzie gospodarze strzelili dwa gole po ewidentnych błędach krakowskiej obrony. Na szczęście w końcówce Kapka zdobył gola, który dał nadzieję na udany rewanż. Tak też się stało, choć na początku drugiej połowy stadion przy Reymonta ucichł, gdy Rene Vandereycken wyrównał. Gdy wydawało się że goście obejmą prowadzenie Lipka przeprowadził wspaniały rajd, rozegrał klasyczną klepkę z Kmiecikiem i dał prowadzenie Wiśle. Zatem dogrywka? Nie! bowiem tuż przed końcem rezerwowy Janusz Krupiński po podaniu Zbigniewa Płaszewskiego czubkiem buta wpakował piłkę do bramki Brugge. Faworyt znalazł się na aucie a niedługo po tym słynny Happel został zwolniony.


@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@kamyk_23 No jakiś klubowy to bym się zgodził ale raczej napewno nie w reprezentacji!

0

@kamyk_23 No ale w którym meczu? Bo z tego co wiem to na mundialu w Hiszpanii w półfinale Gentile raczej nie grał a z kolei w meczu grupowym nie grał chyba Pałasz, jak dobrze pamiętam!

1

@FcPortoFan1999 Dokładnie(!) i to z jaką charyzmą!

5

@FCBparasiempre
27 września 1961 r. urodził się Waldemar Matysik, pomocnik. ,,Gdy pierwszy raz po meczu stanąłem przed kamerą, tak zacząłem nawijać Śląską gwarą że realizator krzyczał do słuchawki: ,,Zdejmijcie go z anteny, przecież nikt go nie rozumie!” Ale nie zdjęli, na szczęście dziennikarz przekładał moje słowa na polski.”- śmieje się pan Waldemar. Matysik to cichy bohater hiszpańskiego mundialu. Zawsze w cieniu, zawsze harujący za dwóch a jak trzeba to i za trzech. Wzorzec defensywnego pomocnika, takiego, co to żadnej pracy się nie boi. Nigdy nie odstawiał nogi, rzucał się do każdej piłki. Nie było dla niego straconych szans, dopóki sędzia nie użył gwizdka. Nigdy nie było odpuszczania, nie dla niego gra pozorów. W walke angażował się bez reszty i właśnie na mistrzostwach świata w 1982 przypłacił to zdrowiem. Nie dokończył meczu z Francją(3:2) o trzecie miejsce. Jego organizm był skrajnie wycieńczony. Po powrocie do Polski trafił do szpitala i zmarnował praktycznie cały następny sezon ale wrócił. Znowu mocny i gotowy do wielkich poświęceń. Rządził z Górnikiem Zabrze w Ekstraklasie, pojechał na drugi mundial, był cenionym piłkarzem w lidze francuskiej i niemieckiej. Te historie Matysika kibice reprezentacji dobrze znają- człowiek od czarnej roboty i wszystko jasne. Mundial go zdefiniował i zaszufladkował. Piłkarska kariera Matysika ma jednak więcej barw niż może się wydawać. Otóż był taki sezon, kiedy rozgrywki ligowe zaczął jak pierwszorzędny snajper! 15 sierpnia 1981 r. w drugiej kolejce zabrzanie grali u siebie z Widzewem Łódź, który wcześniej zdążył już pokazać ów niesamowity charakter w Europie. Jeśli rywal w każdej formacji ma takich asów jak, jak Młynarczyk, Boniek, Zmuda i Smolarek, naprawdę można się przestraszyć. Matysik w Górniku grał już 2 lata ale jeszcze gola nie zdobył. Zupełnie się tym nie przejmował. Waldek był od czego innego, skupiał się na niewdzięcznej, destrukcyjnej robocie. Ten mecz był jednak inny! Nie dość że Matysik uwijał się w destrukcji jak w gospodarstwie rodziców przy żniwach, to jeszcze pchał akcje Górnika do przodu. Gospodarze prowadzili 2:0 a on dorzucił trzeciego gola i tak dobrze mu szło że pozwolono mu też wykonywać rzut karny. Ostatecznie 4:0 dla Górnika, dwa gole 20-letniego Matysika, który swoją grą przyćmił wszystkie gwiazdy na boisku. Co z tego że Boniek mozolnie zawiązywał akcje w środku pola, skoro Matysik kasował wszystko jak leci. ,,Po meczu Boniek był wściekły. Myślałem że rzuci się na mnie z pięściami ale gdy ochłonął, pogratulował mi gry. Chyba ją docenił”- wspomina Matysik. Natomiast w kadrze narodowej sprawdzany był już rok wcześniej. Usiadł na ławce w wyjazdowym meczu z Hiszpanią, niespodziewanie wygranym przez Polaków 2:1, potem zaliczył debiut z Algierią(5:1) na stadionie krakowskiego Hutnika. Na pierwszy mecz w el. MŚ 1982 z Maltą miał jednak nie lecieć. Wszystko zmieniło się po słynnej aferze na Okęciu, zakończonej dyskwalifikacjami Młynarczyka, Bońka, Żmudy i Terleckiego. ,,Zostałem dowołany do kadry razem z Krzyśkiem Budką, dołączyliśmy do ekipy już we Włoszech bo tam było krótkie zgrupowanie – tłumaczy, zaznaczając że miał ogromne szczęście. Raz że znowu był kadrowiczem, a dwa że z marszu załapał się na audiencje u Jana Pawła II. – Pochodze z bardzo religijnej rodziny, cała moja wieś była taka. Gdy drogą szedł ksiądz z sakramentami, obowiązkowo trzeba było przyklęknąć a tu nagle spotkałem się z Ojcem Świętym! Nogi się pode mną ugięły, byłem oszołomiony, nie mogłem zrozumieć, czym ja, prosty chłopak, zasłużyłem sobie na taki zaszczyt”- mówi i ślady tamtej ekscytacji w jego głosie słychać nawet dzisiaj. W kadrze początkowo był cichutki jak myszka. Na Malcie w niedokończonym meczu nie zagrał ale się przydał. ,,Miejscowi kibice niezadowoleni że prowadzimy 2:0, rzucali w nas czym popadnie, wreszcie zaczęły lecieć kamienie. Musieliśmy uciekać do szatni. Własnym ciałem osłaniałem naszego asa Włodka Smolarka żeby nic złego mu się nie stało”- wyjaśnia po latach pan Waldemar. I tak Matysik budował swoja pozycje w drużynie narodowej, choć nie pchał się do pierwszego rzędu. W narodowych barwach nie strzelił żadnego gola ale zaliczył jedną, niezwykle ważną asyste przy golu na 1:0 w meczu z NRD w Lipsku, w eliminacjach mundialu España ’82. ,,Gdy po wielu latach byłem w Polsce na spotkaniu medalistów mistrzostw świata, Zbyszek Boniek strasznie się dziwił że taki wyszczekany jestem, bo dawniej to rzadko kiedy usta otwierałem. Uznał że dzięki żonie się tak rozgadałem”- śmieje się Matysik. Pan Waldemar jako dwunastolatek zgłosił się do Orła Stanica, potem było Carbo Gliwice a stamtąd trafił do Górnika. Tylko że wcześniej związał się z Piastem. ,,Przyjechali do moich rodziców. Coś im tam nagadali, naobiecywali, zresztą mi też, więc podpisałem kontrakt. Myśle sobie: ,,Drugoligowa drużyna, więc nie jest źle na dobry początek”. Gdy usłyszał o tym mój trener Fryderyk Cholewa z Carbo, aż się za głowe złapał - ,,Coś ty chłopie zrobił!? Przecież Górnik cie chce!”. Musiałem to jakoś odkręcić, choć już pojechałem na obóz z nową drużyną. Docierało do mnie że starsi piłkarze Piasta dobrze się czują w drugiej lidze i nie zależy im na walce o awans. Cały czas myślałem o tym Górniku i na szczęście Górnik też myślał o mnie. Zaczął działać”- opowiada piłkarz. Sprawa oparła się o prezydenta Gliwic, który wezwał Matysika przed swoje oblicze. ,,Nigdy tego nie zapomnę. Duża sala, czerwony dywan i gdzieś tam na końcu siedzi dysponent mojego losu. Czułem się jak na sadzie ostatecznym. Mówiący z oddali prezydent miał do mnie tylko jedno pytanie: ,,Chłopcze, powiedz mi, w którym klubie ty chcesz grać?. ,,W Górniku Zabrze”- wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło. Całe szczęście że miałem tyle odwagi, bo to zakończyło temat. Mogłem przeprowadzać się na Roosvelta”- wspomina Matysik. W Zabrzu minęło trochę czasu zanim zaczął regularnie grać. Górnik trenera Władysława Żmudy przechodził wtedy niespodziewanie drugoligową kwarantanne ale miał wtedy uznanych piłkarzy. Był rok 1979 a Matysik wchodził do szatni z duszą na ramieniu. On 18-letni chłopaczek nie wiadomo skąd a tam takie asy w składzie. ,,Choć, siadaj tu przy mnie. Widzisz, duży jestem, nie dam ci zrobić krzywdy”- dowcipnie zaproponował Jerzy Gorgoń. Pod koniec wiosny 1980 roku zaczął występować w podstawowym składzie. Bardzo dobrze zagrał w derbowym meczu z Ruchem Chorzów(1:1). To właśnie po tym meczu udzielił na żywo pierwszego wywiadu telewizyjnego, w którym tak był oszołomiony że ,,godoł” po śląsku. ,,Nie wiele można było z tego zrobić ale na szczęście uratował mnie zadający pytanie redaktor Andrzej Zydorowicz. Tłumaczył moje odpowiedzi, za co będę mu dozgonnie wdzięczny”- deklaruje Matysik. Meczów, które wbrew naturze Matysika zamieniały się w spekyakle niepozornego aktora, było niewiele ale jednak ciągle się zdarzały. W tej roli błysnął w lidze francuskiej. Strzelił w niej tylko jednego gola ale za to nad Sekwaną było o nim całkiem głośno. Jego Auxerre grało na wyjeździe z Bordeaux, które wtedy biło się o mistrza Francji. W drużynie gospodarzy wielkie gwiazdy: Battiston, Lizarazu, Jesper Olsen, Klaus Allofs ale najjaśniej świeciła gwiazda Matysika, który strzałem z dystansu zdobył jedynego gola w tym meczu. ,,Wiedziałem że chce mnie kupić Hamburger SV. Z trybun miał mnie oglądać trener Gerd-Volker Schock. Nasz szkoleniowiec Guy Roux nie godził się na transfer. Wkurzało go że w ogóle biore te opcje pod uwagę. Dlatego, skoro miałem być obserwowany, chciał mi zaszkodzić, ustawiając mnie na lewej pomocy. Nigdy wcześniej tam nie grałem, mogło być kiepsko. Zdarzył się jednak cud, bo nie dość że czyściłem defensywnie co się da, to jeszcze walnąłem zwycięskiego gola! Poczciwy Guy Roux chciał być złośliwy a wyszło wręcz przeciwnie bo trener Schock był zachwycony. ,,Myślałem że ten Matysik da nam jakość w destrukcji a on jeszcze jest taki mocny w ofensywie. Bierzemy go!”- deklarował Niemiec na gorąco. A ja przecież zagrałem jeden jedyny tak ofensywny mecz w Auxerre, właśnie wtedy”- zaznacza Polak. Po starciu z Żyrondystami razem z nim cieszył się też Enzo Scifo, złote dziecko belgijskiej piłki. Wcześniej był graczem Bordeaux i była to jego pierwsza wizyta w mieście po zmianie klubu. Bardzo zależało mu na wygranej, więc Matysik wyświadczył mu bezcenną przysługę. ,,Enzo często zabierał mnie swoja wypasioną bryką na trening. Prosił tylko żeby ściągać piłkarskie buty przed wejściem żeby niczego nie pobrudzić. Wielki piłkarz i wielki elegancik, trudno było mu się rozstawać z lusterkiem i grzebieniem”- wspomina bohater tego tekstu a w Auxerre zetknął się też m.in. z Erikiem Cantoną, który także zwykle chadzał własnymi ścieżkami. Matysik po takiej prezentacji przed nowym pracodawcą, oczywiście przeniósł się do Hamburga i tam również zdarzył mu się szalony występ. Jego zespół wygrał na wyjeździe z Eintrachtem 6:0! Na stadionie we Frankfurcie błyszczał Jan Furtok, autor hattricka, no i właśnie Matysik, który również pokonał Uli Steina. ,,Super nam się grało. Trener Eintrachtu Jörg Berger po tym meczu został zwolniony. Takie życie, co zrobić… Sami widzicie jaka droge przeszedłem a zaczynałem od pastwisk, na których uganiałem się za piłką, i czerwonego dywanu, na którym z trudem opanowałem drżenie łydek, stojąc przed prezydentem Gliwic”- kończy swój wywód pan Waldemar.

4

7

@FCBparasiempre
Ten włoski piłkarz był diabłem na boisku ale zanim zagłębimy się w jego losy, przytoczmy pewną bardzo ciekawą historię. Był koniec lat 70-tych, gala wręczenia ,,Złotej Piłki France Football”. Parafrazując znanego komentatora: „Eleganckie panie, panowie w garniturach, leją się trunki”. Gdy wyczytano w końcu nazwisko zwycięzcy, ten wstał dumny i ruszył po swoje trofeum. Był nim Anglik Kevin Keegan, znany (wówczas) z fryzury w stylu Thomasa Andersa z zespołu Modern Talking. Kevin, dumny i elegancki, jak zawsze zaczął się przeciskać w kierunku sceny, aby odebrać nagrodę. Kiedy jednak Keegan mijał krzesło zajmowane przez Claudio Gentile, runął jak długi na podłogę. Dlaczego? Gentile… podłożył mu nogę, powodując natychmiastowy upadek Kevina. Gdy skonsternowany Anglik zaczął się podnosić, Włoch szepnął mu do ucha: ,,Nie zdobyłbyś jakiejkolwiek nagrody, gdybym to ja cię krył”. Keegan zaniemówił, nie wiedział czy iść po swoją Złotą Piłkę, czy potulnie wrócić i usiąść na wcześniej zajmowanym stołku. Cały Gentile!


29 czerwca 1982, mundial w Hiszpanii. Mecz życia Claudio oraz najlepszy, a zarazem jeden z najgorszych pokazów w dziejach futbolu, jeśli chodzi o grę obronną. 43 tysiące ludzi zgromadzonych na Estadio Sarria było świadkami, jak Gentile czapką nakrył samego Diego Maradonę, a Włosi pokonali w starciu drugiej rundy Argentyńczyków 2:1 po golach Tardellego i Cabriniego. Honorowe trafienie dla Los Albicelestes zanotował Pasarella. Defensor nie zrobił tego jednak do końca uczciwie… Zwyczajnie polował na nogi Argentyńczyka. Piłka nożna jest dziś zwyczajnie ładniejsza, bezpieczniejsza, mniej brutalna. Sergio Ramos został niedawno odsądzony od czci i wiary, ale przy mordercach pokroju Gentile jest łagodny jak baranek. Spójrzmy na mecz Włochów przeciwko Argentynie w 1982 roku. Gentile ganiał za Maradoną przez cały mecz, niczym rozwścieczony pitbull za ofiarą. Szarpał, faulował, wybijał piłkę, rzucał go na murawę – wszystko w imię zwycięstwa i zgodnie z doktryną religii powszechnie znanej jako catenaccio. Boiskowe popisy oraz fajerwerki Gentile zostawiał innym – jego zadaniem było jedynie wyłączenie z gry Diego. W sumie sfaulował go aż 23(!!!) razy, od 1. minuty grając z żółtą kartką na koncie. Nie wiadomo jakim cudem dograł do końca meczu bez czerwonej kartki. Do dzisiaj wydaje się to niepojęte. Co ciekawe, był to pierwszy raz, kiedy Włoch krył nie napastnika, a pomocnika drużyny przeciwnej. By dobrze przygotować się do meczu, przez dwa (!) dni studiował taśmy video z grą Maradony. Po spotkaniu na Claudio spadła wielka fala krytyki, zarzucano mu bowiem chamstwo, brutalność oraz zabijanie piękna gry, którego symbolem był przecież Diego Armando Maradona. Gentile miał to jednak gdzieś. Kiedy po meczu dziennikarze przekrzykiwali się jeden z drugim, atakując włoskiego stopera, ten jedynie uśmiechnął się i załatwił sprawę tak, jak zrobił to z Maradoną. Popatrzył przed siebie, jakby chciał wszystkich zagryźć, po czym wypowiedział jedno z najsławniejszych zdań w historii piłki nożnej: ,,Futbol nie jest dla baletnic”. O co chodzi z przytoczonym wyżej cytatem? W taki właśnie sposób odpowiedział jeden z piłkarzy Serie A w połowie lat 70-tych, spytany przez kolegę z zespołu: „Kto rozwalił Ci korkami udo?” Claudio to był boiskowy pies obronny. Przedstawmy jednak Gentile nie tylko jako oprawcę z Trypolisu (tam właśnie przyszedł na świat), ale przede wszystkim jako genialnego obrońcę. Mizerne warunki fizyczne (wspomniane wcześniej niepełne 178 centymetrów wzrostu) niwelował ogromną wolą walki, zaciętością oraz nieustępliwością. Nie był stoperem z rodzaju tych eleganckich, jak wspomniany wcześniej Scirea, czy później np. Paolo Maldini. Gentile przeważnie nie wyprowadzał pięknych piłek, nie podawał jak Beckenbauer, za to bronił dostępu do własnej bramki, niczym Cerber wrót do świata zmarłych. Myślicie, że „popis” przeciwko Argentynie i Maradonie był finałem dokonań Claudio na mundialu w 1982 roku? Skąd. Podobnie jak „boskim” Diego, tak samo zajął się w meczu przeciwko Brazylii(3:2) innym z wirtuozów lat 80-tych, czyli Zico. Brazylijczyk bał się tego meczu i jego obawy potwierdziły się w 200%. Gentile nie ustępował mu nawet na krok, faulując go i uprzykrzając mu życie przy każdej możliwej okazji. Claudio odbierał mu piłki, deptał i szturchał, całkowicie dominując kolejnego wybitnego gracza na drodze do zwycięstwa w całym turnieju. Po jednym z wejść Włoch dosłownie zdarł z Zico koszulkę. Dziennikarze śmiali się, że kwestię pomeczowej wymiany trykotów Gentile załatwił po swojemu. Co ciekawe, sytuacja ta miała miejsce w… polu karnym Włochów. W piłce jak w życiu – trzeba też mieć szczęście. Ciekawostką jest natomiast to, iż w całej swojej karierze Włoch nigdy(!) nie został ukarany czerwoną kartką za przewinienia. Niewiarygodne! Claudio Gentile już na zawsze pozostanie synonimem boiskowego brutala, chociaż trzeba uczciwie przyznać, że oprócz tego był genialnym stoperem. Przeciwnicy nie wypowiadali się jednak nigdy o nim dobrze, żeby zacytować chociażby świętej pamięci Włodzimierza Smolarka: ,,Po faulu zawsze podawał rękę i pomagał wstać, ale równocześnie stawał korkami na nodze”. Pisało się często, że Włoch był sprawcą klaustrofobii u wielu swoich oponentów. Dlaczego? Ponieważ w momencie, gdy osaczał swoich rywali, to powodował, że nagle świat się kurczył. Nie można było się od niego uwolnić. Na temat swojego odwiecznego wroga wypowiedział się także sam Maradona w roku 2010, komentując jeden z fauli na Leo Messim: ,,Nie jesteśmy już w czasach takich boiskowych morderców jak Gentile”. Sam Claudio nie pozostał dłużny, odpowiadając ówczesnemu selekcjonerowi reprezentacji Argentyny: ,,Maradona to bardziej bufon niż trener. Ja nigdy nie zostałem usunięty za agresywną grę. On ma prawo do swojej opinii, ale ja jej nie szanuję i się z nią nie zgadzam”. Niezłą traumę musiał Gentile spowodować w głowie Maradony, jeśli ten nadal próbował się odgryźć Włochowi i to po… 28 latach. Kevin Keegan też coś pewnie chętnie by dodał, Co ciekawe, Maradona wtedy skrytykował Włocha, ale znowu w swojej autobiografii pisał: ,,Za każdym razem, gdy dochodziłem do piłki, on już polował na moje kostki. Nie wyrzucili go jednak z boiska. To nie była jednak jego wina, to była jego praca. To była wina sędziów”. Sam Claudio Gentile nigdy nie robił tajemnicy ze swojej piłkarskiej filozofii, a w jednym z wywiadów ujął to tak: ,,Moim celem nie było zastraszanie przeciwników, a pokazanie, że ja tutaj rządzę. Trzeba być ostrym i zdeterminowanym, a czasem po prostu trzeba wiedzieć, jak sfaulować rywala”. Taka kiedyś po prostu była piłka, zawodnikom na więcej pozwalano. Dziś futbol się zmienił. Bardzo dobrze. Więcej jest samej gry a mniej agresji i chamstwa. Dzisiaj raczej trudno byłoby mu odnaleźć się w dzisiejszej piłce. Co chwilę wylatywałby z boiska i dostawał kary zawieszenia. Szukając ciekawej puenty odnośnie Gentile, jeden z angielskich dziennikarzy tak oto się odniósł w stosunku do Włocha: ,,Odwieczne pytanie brzmi, czy Claudio przetrwałby w dzisiejszym futbolu? Ale lepsze pytanie będzie takie: Czy dzisiejszy futbol przetrwałby spotkanie z Claudio Gentile?”

7

Słyszeliście o Claudio Gentile? Cóż to był za bezczelny typ! Dzisiaj obchodzi 71 urodziny. Zainteresowanych zapraszam do odpowiedzi na mój komentarz.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

10

Cóż to było za ,,golazo” Vareli:

Działo się to 27 września 1943 r. w Superclasico Boca Juniors-River Plate. Boca przegrywała jednym golem, gdy arbiter podyktował rzut wolny na granicy pola karnego River Plate. Wykonawcą był Carlos Sosa, który zamiast strzelać na bramke, dośrodkował szukając Severino Vareli. Posłał jednak piłke za głęboko. Obrona River nie powinna mieć z nią żadnych problemów, Severino był daleko. Jednak boiskowy weteran odbił się mocno i… szybując w powietrzu między obrońcami, zdołał jej dosięgnąć i posłać wspaniałym uderzeniem do siatki obok bezradnego bramkarza. Kibice mówili na niego Beret Widmo, bo pojawiał się w powietrzu nieproszony i nie wiadomo skąd, by zagrozić bramce rywala. Varela miał już powyżej czterdziestki i kilka tytułów zdobytych z urugwajskim Peñarolem, gdy przybył do Buenos Aires ze swoją twarzą urwisa i białym beretem przyklejonym do głowy. W Boca Severino brylował ale w niedziele wieczorem, po meczu, zawsze wsiadał na statek do Montevideo by powrócić do swojej dzielnicy, przyjaciół i pracy w fabryce.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

10

Premierowy hattrick w Lidze Mistrzów:

27 września 2005 r. Ronaldo de Asis Moreira po raz pierwszy zalicza hattrick w meczu Ligi Mistrzów. Ma to miejsce na Camp Nou w wygranym 4:1 meczu z Udinese Calcio w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Popularny ,,Gaucho” gole strzelał w 13, 32 i 90 minucie spotkania.



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

8

Nieco zapomniane legendy Blaugrany:

27 września 1956 r. w Glasgow urodził się Steven Archibald, szkocki były napastnik, pomocnik i menedżer, który znajduje się w szkockiej Galerii Sław Futbolu. Po raz pierwszy zyskał rozgłos grając w pomocy dla Clyde FC ze szkockiej pierwszej ligi, kiedy jednak podpisał kontrakt z Aberdeen został napastnikiem, nawiązując owocną współpracę z Joe Harperem. Po zdobyciu tytułu szkockiej Premier Division w 1980 r. przeniósł się do londyńskiego Tottenham Hotspur, gdzie zdobył tytuł najlepszego strzelca First Division i wygrał Puchar Anglii w swoim pierwszym sezonie. Wygrał również drugi Puchar Anglii w 1982, a następnie Puchar UEFA w 1984, gdzie strzelił rzut karny w finale, gdy Spurs pokonało Anderlecht w rzutach karnych. Strzelił także gola dla ,,Spurs” w przegranym meczu z Liverpoolem w 1982 roku w finale Football League Cup. Archibald strzelił 77 goli w 189 występach dla ,,Spurs” w latach 1980-1984, tworząc udane trio z Garthem Crooksem i Markiem Falco. W 1984 dołączył do FC Barcelony, gdzie w swoim pierwszym sezonie pomógł zdobyć tytuł La Liga po raz pierwszy od 11 lat. Następnie pomógł Blaugranie dotrzeć do finału Pucharu Europy w 1986 roku, ale jego drużyna przegrała rzutami karnymi ze Steauą Bukareszt. Steven był popularną postacią na Camp Nou, dopóki ograniczenia dotyczące wystawiania zagranicznych graczy nie doprowadziły do wykluczenia go z drużyny na rzecz Gary'ego Linekera i Marka Hughesa. W efekcie został wypożyczony do Blackburn Rovers na jakiś czas, zanim wrócił na dobre do Wielkiej Brytanii w 1988 roku, aby podpisać kontrakt z Hibernian. Łącznie dla FC Barcelony rozegrał 97 spotkań strzelając 42 gole, co przyczyniło się do zdobycia przez niego mistrzostwa Hiszpanii oraz Pucharu Ligi Hiszpanii.



@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@AssisMoreira
@Arkon
@Adran360

11

Starcia Barçy z polskimi klubami:

27 września 1989 r. FC Barcelona pokonuje na Łazienkowskiej Legie Warszawa 0:1 w ramach 1/16 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu sprzed 2 tygodni Legia wywiozła z Barcelony niemal sensacyjny remis 1:1. Warszawiacy powitali piłkarzy na rozgrzewce piosenkami Julio Iglesiasa a dzieci ubrane w tradycyjne polskie stroje wręczyły Cruijffowi w prezencie tort. Wejściu zawodników Blaugrany na boisko towarzyszyły gwizdy, dla gospodarzy przygotowano zaś confetti z pociętych etykiet, miedzy innymi dżemów wiśniowych, co skrzętnie odnotowali dziennikarze hiszpańscy. Szybko zdobyty gol przez Laudrupa ustawił mecz. Najlepszą sytuację dla Legii zmarnował w 70 minucie Łatka, gdy przegrał pojedynek sam na sam z Zubizarretą. ,,Czego oczekiwaliście, że wezmą krzesła i usiądą na środku boiska? To było oczywiste że będą walczyć ale podobała mi się nasza kontrola piłki i kontrola sytuacji na boisku”- podsumował mecz Johan Cruijff.

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@FcPortoFan1999 No jak niemal zawsze...!

9

Ciężki ,,Niemiec” do zgryzienia:

Rozegrany 26 września 1979 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie eliminacyjny mecz piłkarskich mistrzostw Europy między reprezentacjami Polski i NRD zakończył się wynikiem remisowym 1:1 (0:0). Gole zdobyli: dla Polski — Wieczorek w 77 min., dla NRD — Haefner w 61 min. Było to bardzo zacięte i emocjonujące spotkanie. Od pierwszych minut obydwa zespoły walczyły z pasją i poświęceniem. Polacy zdobyli wyraźną przewagę w polu i nieustannie przebywali na połowie zespołu NRD. Nasze ataki były jednak mało precyzyjne, niedokładne i rozbijały się o bardzo uważnie grającą obronę zespołu niemieckiego. W ostateczności pewnie interweniował bramkarz Grapenthin, który należał do najlepszych zawodników na boisku. W pierwszej części meczu mieliśmy kilka znakomitych okazji podbramkowych do zdobycia gola. M.in. w 33 min. Boniek z kilku metrów nie potrafił zmusić do kapitulacji bramkarza gości. W chwilę później groźnie strzelał Lipka, ale Grapenthin nie dał się zaskoczyć. W 38 min. wydawało się, że wreszcie zdobędziemy gola. Piłka po strzale Terleckiego odbiła się od nogi jednego z obrońców gości, zmyliła bramkarza, jednak trafiła w słupek i wyszła w pole. W 44 min. Lato ładnie strzelił głową nad bramkarzem, ale ten w ostatniej chwili wspaniałą paradą przerzucił piłkę nad poprzeczką. Piłkarze NRD nie ograniczali się do obrony własnej bramki, przeprowadzili kilka bardzo groźnych kontrataków, które tylko dzięki dobrej postawie Kukli nie przyniosły gościom gola. Rediger i Lindemann znaleźli się sam na sam z naszym bramkarzem, nie wykorzystali na szczęście tych okazji. Polscy obrońcy nie byli tu bez winy. Pierwsza część spotkania zakończyła się więc wynikiem bezbramkowym. Tuż po przerwie Polacy znów rozpoczęli oblężenie bramki gości. Zepchnęliśmy zespół NRD do głębokiej defensywy, przeprowadzając kilka szybkich i groźnych akcji. W 47 min. strzał Rudego z 16 metrów z najwyższym trudem wybił Grapenthin a w trzy minuty później odbił instynktownie piłkę po świetnym strzale Lipki z najbliższej odległości. Co nie udało się Polakom, udało się naszym rywalom. W 61 min. straciliśmy piłkę zupełnie niepotrzebnie na środku pola, goście przeprowadzili szybką kontrę, po której Haefner ładnym strzałem z lewej strony zmusił do kapitulacji Kuklę. Nasz bramkarz był bezradny.

Polacy nie załamali się utratą gola. Nadal z wielką ambicją atakowali. Bliski zdobycia golą był Nawałka. Jednakże piłkę po jego strzale głową wybił z linii bramkowej jeden z obrońców NRD. Dopiero w 77 min. padła długo oczekiwana bramka dla naszego zespołu. Obrona gości popełniła błąd, pozostawiając bez opieki Wieczorka, który 3 min. wcześniej wszedł na boisko za Nawałkę. Wieczorek otrzymał mierzoną centrą od Lipki i posłał piłką głową do siatki. 1:1 i radość na trybunach. Wzmógł się doping, kibice oczekiwali teraz na zwycięskiego. gola. Niestety, nie udało się. Rywale bronili się uważnie, a w 80 min., byli nawet bliscy zdobycia drugiej bramki, kiedy to pitka po strzale Hoffmanna trafiła w słupek. Nie wykorzystaliśmy więc olbrzymiej przewagi w polu, tracąc jeden punkt. Naszą drużynę trzeba pochwalić za olbrzymią ambicję, wolę walki. Akcje ofensywne Polaków były jednak mało pomysłowe. Najczęściej wrzucaliśmy wysokie piłki na pole karne gości, ale poza jednym przypadkiem, gdy Wieczorek zdobył gola, było to nieskuteczne. Zawodnicy NRD wygrywali bowiem wszystkie pojedynki główkowe i oddalali niebezpieczeństwo spod swojej bramki. Znacznie groźniejsze były akcje przeprowadzane skrzydłami, jednak zbyt rzadko stosowaliśmy ten wariant taktyczny. Słabiej niż zwykle spisywała się nasza druga linia, w której najlepszym zawodnikiem był Lipka. Natomiast Nawałka i Boniek wypadli poniżej swych możliwości. W ataku pieczołowicie pilnowani Lato, Ogaza i Terlecki nie mogli poradzić sobie z twardo grającymi obrońcami gości. Natomiast zespół NRD rozegrał nadspodziewanie dobry mecz, umiejętnie broniąc dostępu do własnej bramki, przeprowadzał bardzo szybkie i niebezpieczne kontry.


@Adran360
@Arkon
@Culer9002
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

1

@mordini123 O! Teraz to ja rozumiem! Dzięki śliczne i pozdrawiam :)

0

@mordini123 Konkretniej prosze, konkretniej...!

0

@JanneAhonen Czyli mam rozumieć że od 1/16?

0

@tristan87 No ale to ,,może" nic na sto procent mi nie wyjaśnia...

0

Szanowni kibice, starszy kolega z pracy zapytał mnie dlaczego Legia nie gra w Pucharze Polski? Rzeczywiście w tej rundzie(1/32) nigdzie nie widze aby Legia rozgrywała jakiś mecz? Ktoś wie dlaczego?

7

Bardzo ważny rewanż z nawiązką:

26 września 1973 r. reprezentacja Polski pokonała Walie na Stadionie Śląskim 3:0 w ramach eliminacji mistrzostw Świata RFN 1974 po golach Roberta Gadochy, Grzegorza Laty oraz Jana Domarskiego. Niecałe trzy miesiące po porażce z Walią, Polacy w pamiętnym meczu na Stadionie Śląskim w Chorzowie pokonali 2:0 Anglię i sprawa awansu na mundial w RFN stała się ponownie otwarta. Zespół Kazimierza Górskiego, rozochocony wiktorią nad Synami Albionu, był żądny rewanżu na Walijczykach za marcową porażkę. Tym razem rywale nie mieli nic do powiedzenia. Polacy zagrali w tym spotkaniu jeszcze lepiej niż w czerwcu z Anglikami. Na skrzydłach szaleli Robert Gadocha i Grzegorz Lato. Drugi z wymienionych nie mógł wystąpić w pierwszym spotkaniu z powodu kontuzji. W Chorzowie grał znakomicie. Nasz zespół z nawiązką odrobił straty z pierwszego spotkania w Cardiff, bo w drugiej połowie do siatki walijskiej trafił Jan Domarski. Co ciekawe był to pierwszy gol napastnika Stali Mielec w reprezentacji Polski. Drugą i ostatnią bramkę w narodowych barwach piłkarz ten strzelił w kolejnym meczu eliminacyjnym z Anglią na Wembley, który został rozegrany w październiku 1973 roku. Remis 1:1 dał nam wówczas awans na mistrzostwa świata do RFN i często mówi się, że właśnie od starcia w Londynie wszystko się zaczęło. Awansu na mundial nie byłoby jednak, gdyby nie efektowne zwycięstwo w Walią.


@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360

10

Ewunia i ty za tym narcystycznym i egoistycznym plejbojem? No dajże spokój!

10

Campeonato Sudamericano de Selcciones:

26 września 1920 r. w Viña del Mar reprezentacja gospodarzy- Chile, przegrywa w ostatnim meczu turnieju(de facto finale) z Urugwajem 1:2 w 4 edycji Copa America. Tym samym ,,Urusi” sięgają po raz trzeci w historii po puchar Ameryki Południowej. Gole dla Urugwaju zdobyli: legendarny Angel Romano oraz Jose Perez. Honorowego gola dla gospodarzy strzelił Dominguez. Confederacion Sudamericana de Futbol postanowiła w 1920 przenieść turniej nad Pacyfik do Chile. Ze względu na stan ówczesnej komunikacji i związane z tym problemy techniczne, było to przedsięwzięcie bardzo śmiałe. Nie brakowało opinii sceptycznych że ten turniej nie dojdzie do skutku. Jednak we wrześniu trzy reprezentacje(Argentyna, Brazylia i Urugwaj) po długich podróżach dotarły szczęśliwie do portowego miasta, znanego kurortu Viña del Mar. Urugwajczycy grali rozważnie i pewnie, górując w przebiegu turnieju nad wszystkimi zwłaszcza potęgą swojego ataku. Najlepszym tego dowodem było trofeum ,,goleadora”, który przypadło wespół Angelo Romano i Jose Perezowi(obaj po 3 gole). Co ciekawe, w tamtej edycji Copa America Urugwaj rozgromił Brazylię aż 6:0. Taką samą różnicą bramek Brazylia przegrała dopiero 94 lata później na MŚ 2014 (7:1 przegrała z Niemcami). Inną ciekawostką tego meczu jest to że Urugwaj strzelił 3 gole Brazylii w 6 minut! (między 23 a 29 minutą).



@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz

0

@Pawlak1992 Ściśle mówiąc chciałem powiedzieć że nie zaistniejemy w LM a już napewno jej nie wygramy! Owszem przegraliśmy tylko jeden mecz i to z kim? AS Monaco! A co dopiero Bayer Leverkusen, Arsenal, Inter Mediolan, Real Madryt, Manchester City, Liverpool czy Bayern Monachium...?

2

@JarekS Powiem szczerze że zaskoczyłeś mnie tymi wiadomościami. Z jednej strony(typowo piłkarskiej) raczej niewielu kibiców to interesuje a z drugiej strony jest to bardzo ciekawa otoczka wkraczająca nawet w polityke, w którą ja się tu nie bawie i generalnie nie interesuje. Koniec końców bardzo ci dziękuje za te historyczne informacje, gdyż w końcu są to wydarzenia ściśle związane z ,,naszą" kochaną Barcunią...

0

@kanver_ To wszystko jest pozytyw ale tylko i wyłącznie na płaszczyźnie Primera Division. W Lidze Mistrzów praktycznie nie istniejemy a już na pewno jej nie zdobędziemy!

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?