FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
@FCBparasiempre
Zdaniem wielu Zinedine Zidane jest piłkarzem, który obok Scholesa był według wielu największym wirtuozem środka pola na przełomie wieków. Jego wpływ na drużyny, w których występował był tak ogromny, że bez niego traciły swój charakter i nie były zdolne do dominacji nad przeciwnikiem. Zinedine Zidane urodził się 23 czerwca 1972 roku w Marsylii. Był synem algierskich imigrantów, którzy swoje korzenie wywodzili z plemion Berberów. To prawdopodobnie Berberskie korzenie spowodowały migrację jego rodziny do Francji. Potomkowie ludności Berberyjskiej czuli silną potrzebę autonomii a ich ocena jako obywateli drugiej kategorii po Arabach nasilała migrację zwłaszcza na tereny Francji. Istotne były również nasilające się napięcia wewnątrz regionu i start wojny algierskiej, przed której rozpoczęciem rodzice Zidane’a wyruszyli do Francji. Ludność Berberyjska wniosła ogromny wkład w kulturę francuską, a Zinedine Zidane nie jest jedynym znanym sukcesorem tej grupy etnicznej. Przykładem wagi, jaką przykładali jego rodzice do swojego pochodzenia, było drugie imię Zidane’a – Yazid, które jest tradycyjnym imieniem ludności Berberyjskiej. Wczesne dzieciństwo Zinedine spędził w biednej dzielnicy Marsylii – La Castellane, która była zasiedlona głównie przez kolorowych imigrantów. Miał czworo starszego rodzeństwa, jednak zaradność jego rodziców pozwoliła im żyć na względnie dobrym poziomie, zwłaszcza w kontekście sąsiedztwa, które słynęło z wysokiego wskaźnika przestępczości i bezrobocia. Możliwe, że szybkie skierowanie zainteresowań młodego chłopca ku piłce nożnej zagwarantowało mu uniknięcie problemów z prawem w przyszłości. Już w wieku 4 lat Zizou biegał wraz z innymi dzieciakami z sąsiedztwa za piłką. W wieku 5 lat był stałym bywalcem Place Tartane, które było głównym skwerem pomiędzy blokami. Jego ulubieńcami w tym czasie byli piłkarze Marsylii – Sliskovic, Francescoli oraz Jean-Pierre Papin. Zaangażowanie i miłość do piłki szybko zaczęła procentować. Z wielu publikacji na temat Zizou można wyczytać opinie na temat czasu jaki poświęcał na grę w piłkę. Podobno nic innego nie liczyło się dla młodzieńca, który grał w szkole i poza nią, angażując w to każdą wolną chwilę. Nie dziwi więc, że w wieku 10 lat Zidane zdobył pierwszy piłkarski angaż do lokalnego klubu z US Saint-Henri. Po półtora roku zainteresowała się nim drużyna SO Septemes-les Vallons, gdzie spędził kolejne 2 i pół roku. Był to bardzo ważny czas dla młodzieńca, który mógł popracować nad rozwojem dynamiki i fizyczności – techniki mu nie brakowało. To właśnie ta ostatnia cecha zwróciła uwagę Jeana Varrauda – skauta i trenera AS Cannes, który po 3-dniowym obozie treningowym CREPS, zarekomendował go dyrektorowi sportowemu tej drużyny na testy. Początkowo Zidane miał spędzić w AS Cannes 6 tygodni, podczas których musiał udowodnić swoją wartość. Pomimo braków fizycznych szybko zaimponował sztabowi trenerskiemu, który postanowił zaufać umiejętnościom Zizou. Dzięki temu w wieku 14 lat opuścił on internat, który dzielił razem z 20 innymi młodzieńcami i wraz z rodziną przeniósł się do Cannes. Sam zawodnik po wielu latach przyznał, że przenosiny do Cannes pozwoliły mu znaleźć równowagę i zagwarantowały rozwój. Niewielu zdaje sobie sprawę jak wielką pracę w rozwój zawodnika i jego przyszłe losy włożył sztab trenerski AS Cannes. Trener Jean Varraud w swoich wywiadach mówił, jak bardzo skupiał się na Zizou, aby ten mógł się rozwinąć. Pomimo niespotykanego kunsztu technicznego Zidane miał wiele problemów, które blokowały możliwość rozwoju. O ile braki fizyczne były łatwe do nadrobienia, o tyle charakter zawodnika był ciężkim orzechem do zgryzienia dla sztabu trenerskiego. Pochodzenie Zinédine’a kształtowało w nim wiele cech, które nie były cenione. Wśród nich można wymienić przede wszystkim porywczość, która była ogromnym problemem. Varraud przyznał, że po raz pierwszy bardziej skupiał się nad rozwojem mentalnym zawodnika, aniżeli pracą nad jego umiejętnościami piłkarskimi. Nie było łatwo przekuć ciężki charakter zawodnika w zaletę, czego przykładem może być chociażby sytuacja, w której pobił on swojego przeciwnika, gdy ten śmiał się z jego pochodzenia. Zidane często uciekał się do stosowania przemocy i nie potrafił kontrolować złości. Tym bardziej należy docenić znaczenie czasu spędzonego w AS Cannes, kiedy to Zizou z introwertyka nie mającego przekonania do własnych umiejętności, często uciekającego się do przemocy, rozwinął się do roli potencjalnego lidera mającego duży wpływ na otoczenie. Opinia osoby małomównej i skromnej po za boiskiem utrzymała się zresztą do końca kariery, natomiast późniejsza opinia Platiniego na temat umiejętności przywódczych Zizou jest najlepszą możliwą rekomendacją i pochwałą pracy, jaką wykonał Varraud i jego sztab. Mimo to nie wszystkie demony otaczające Zizou udało się wyeliminować, o czym trochę później.
Piłkarski debiut Zidane odnotował 18 maja 1989 roku, gdy w wieku 16 lat wystąpił przeciwko Nantes. Na pierwsze trafienie musiał czekać blisko półtora roku. Gol ten dał zwycięstwo 2:1 nad Nantes. Jako ciekawostkę można dodać, że po tym meczu Zizou otrzymał od prezesa klubu samochód – było to spełnienie złożonej wcześniej obietnicy, która mówiła o takim podarunku po pierwszym trafieniu w barwach klubu. Mniej więcej od tego momentu było wiadomo, że AS Cannes jest jedynie przystankiem w karierze Zidane’a. Jego wyjątkowa technika zwróciła uwagę wielu obserwatorów, a świetne wyniki AS Cannes dodatkowo zagwarantowały rozgłos piłkarzowi. W 1992 roku piłkarz przeniósł się do Girondins de Bordeaux, w którym spędził 4 lata pełne sukcesów. Ciekawostką jest, że pod koniec przygody z Bordeaux Zidane był łączony z Newcastle i Blackburn Rovers. Niestety zapały ówczesnego menadżera Blackburn – Kenny’ego Dalglisha zgasił prezes Jack Walker, który stwierdził: ,,Po co nam Zidane, przecież mamy Tima Sherwooda”. Świetna technika nie była wystarczającą rekomendacją dla działaczy angielskich klubów, którzy wciąż skupiali się na aspektach fizycznych w poszukiwaniach potencjalnych gwiazd ligi. Między innymi z tego powodu, pomimo zdobycia nagrody dla najlepszego piłkarza Ligue 1, Zizou zamiast do Anglii przeniósł się do Włoch. Transfer do świeżo upieczonego zwycięzcy Ligi Mistrzów – Juventusu był kolejnym dowodem tego, że Varraud nie mylił się co do potencjału Zizou. Dołączenie do najlepszego klubu Europy, grającego w najlepszej i najbardziej wymagającej ówcześnie ligi na świecie był prawdziwym testem dla Zizou. Początkowo Zidane nie spełniał pokładanych w nim oczekiwań. Istotne było ustawienie, w jakim przyszło grać Francuzowi o algierskich korzeniach. Zinedine występował na pozycji defensywnego pomocnika, co wyraźnie nie pasowało piłkarzowi. Jego zapędy ofensywne, kreatywność i technika nie zdawały rezultatu w grze defensywnej. Nie potrafił on odbierać piłki i początkowo zniechęcił do siebie kibiców. Dopiero przesunięcie do przodu i większa swoboda w rozgrywaniu akcji przywróciły blask Zidane’a. Kosztujący w 1996 roku 3,2 miliona dolarów zawodnik zaczął spłacać poświęcone pieniądze i zaufanie. Według danych Transfermarkt Zidane w 192 występach zaliczył 29 trafień i 9 asyst, udowadniając swoją wartość piłkarską. Lata spędzone we Włoszech były pełne sukcesów, jednak prawdziwą popularność dawały mu występy w reprezentacji. Po dwóch wielkich turniejach reprezentacyjnych – mistrzostwach świata w 1998 i mistrzostwach Europy w 2000 roku cały świat zwrócił oczy ku dalszym losom Zizou. Stało się niemal pewne, że Francuz opuści Juventus. Piłkarz idealnie wkomponowywał się w wizję Florentino Pereza, składającego obietnicę budowy Galaktycznego zespołu w stolicy Hiszpanii. Jedną z ciekawszych historii jest informacja na temat propozycji gry w Realu, którą otrzymał Zizou. Podobno podczas jednej z uroczystych kolacji, na których był zarówno Zidane jak i Perez, ten drugi zamierzał porozmawiać z piłkarzem. Gdy stało się oczywiste, że plan prywatnej i nieoficjalnej rozmowy nie powiedzie się, prezes Realu napisał na serwetce pytanie dotyczące przenosin Zidane’a do Realu. Zizou odpisał na tej samej serwetce krótkie, ale wymowne „YES”. Zgoda Zizou była jedynym, czego potrzebował Real, aby pozyskać jednego z najlepszych piłkarzy globu. W 2001 roku 29-letni Zidane został oficjalnie przedstawiony w barwach Realu Madryt, a suma 150 milionów lirów (około 75 milionów dolarów) stała się rekordem transferowym do czasu transferu Cristiano Ronaldo. Mówi się, że Zinedine Zidane spłacił swój transfer cudownym trafieniem w finale Ligi Mistrzów przeciwko Bayerowi Leverkusen w 2002 roku. Z pewnością można przyznać, że pomimo niewielu trofeów zdobytych w trykocie Realu, kwota transferu była niczym, wobec wartości medialnej, jaką niósł za sobą francuski pomocnik. W swoich 227 występach dla Królewskich Zidane strzelił 49 bramek i zanotował 34 asysty. Karierę zakończył z honorami godnymi prawdziwej legendy. Po 5 latach regularnej gry w barwach Realu 80 tysięcy fanów przygotowało oprawę na trybunach, której sercem był ogromny baner z napisem „Thanks for the magic”. Pomimo zakończenia kariery sportowej Zizou wciąż współpracuje z Realem i okazjonalnie występuje w meczach charytatywnych.
Gdy myślę o Zizou mam przed oczami nie tylko jego występy klubowe, ale przede wszystkim grę w reprezentacji. Nie pamiętam drugiego zawodnika, który był tak istotny dla drużyny narodowej. Najlepszym tego dowodem były turnieje, w ramach których Zizou prowadził Francję do największych sukcesów. Nie bez powodu mówi się o Francji dwóch pokoleń – Platiniego i Zidane’a. Porównań oczywiście nie może zabraknąć z uwagi na podobieństwa piłkarskie. Mimo to w mojej opinii najważniejsze są analogie mentalne. Cała Francja i świat oszalały, gdy w 1998 roku niewidoczny cały turniej Zinedine Zidane poprowadził reprezentację do zwycięstwa w finale. To, co niemożliwe stało się faktem, i Francja pokonała wielką Brazylię 3:0 po 2 trafieniach głową Zidane’a. Paradoksalnie sam piłkarz wcześniej wielokrotnie przyznawał, że ten element jest jego najsłabszą stroną i nie potrafi odnaleźć się w grze w powietrzu. Dwa trafienia w finale były jego jedynymi w turnieju, mimo to został on uznany za jednego z najlepszych piłkarzy mistrzostw. Dwa lata później pomocnik poprowadził drużynę do kolejnego sukcesu. Jego cudowne trafienie z rzutu wolnego w półfinale z Hiszpanią, czy złoty gol strzelony w 117 minucie dogrywki przeciwko Portugalii w półfinale, otworzyły Francji drogę do finału. Zinedine Zidane został uznany za najlepszego zawodnika turnieju. Gdy wydawało się, że nic nie zatrzyma Francji w drodze do kolejnych tryumfów przyszedł kryzys w 2002 roku. Źródłem kryzysu była między innymi kontuzja, której nabawił się Zidane w meczu kontrolnym przed turniejem. Absencja mózgu drużyny całkowicie rozbiła reprezentację trójkolorowych, którzy odpadli z turnieju nie strzelając żadnej bramki. Nawet powrót nie do końca wyleczonego Zizou w ostatnim meczu fazy grupowej nie uratowała reprezentacji przed blamażem. Kolejny turniej w Portugalii również nie przywrócił kadrze dawnego blasku, mimo to znów mogliśmy być świadkami jak ogromne znaczenie dla drużyny miał Zidane. W meczu otwierającym przygodę Francuzów na mistrzostwach występ Zidane’a był niepewny. Dopiero wizja porażki z prowadzącymi do przerwy 0:1 Anglikami sprawiła, że Zidane wziął sprawy w swoje ręce. Zizou strzelił cudownego gola z rzutu wolnego, by 2 minuty później dobić Anglików golem z rzutu karnego – oba trafienia miały miejsce w doliczonym czasie gry. Pomimo pierwszego miejsca w grupie Francja odpadła w ćwierćfinale z późniejszym tryumfatorem turnieju – drużyną Grecji. Całą Francję obiegła również informacja o zakończeniu kariery przez Zidane’a. Kolejne lata były ciężkim okresem dla Les Bleus. Wizja kolejnego trudnego turnieju przekonała Zidane’a do powrotu. Był to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Pomimo swojego wieku Zizou znów poprowadził drużynę do finału, w którym otworzył wynik meczu. Niestety Francja przegrała mecz po rzutach karnych, a ostatnią akcją w karierze Zidane’a był cios głową wymierzony Materazziemu. Krytyka, która spadła na Zizou była ogromna, jednak nie umniejsza zasług pomocnika. W 108 występach w barwach narodowych strzelił 31 bramek. W początkowej części opisu sylwetki Zidane’a wspomniałem o demonach, z jakimi walczył zawodnik. Jak każdy wybitny piłkarz, tak też Zizou miał swoje ciemne strony. Ostatnio wiele mówi się o kazusie Suareza. Niewielu jednak pamięta, że legendarna „główka” Zidane’a w finale mistrzostw świata nie była jego pierwszym tego typu wybrykiem. Jeszcze w czasach gry w Juventusie Zidane również zaatakował innego zawodnika głową. Miało to miejsce 14 października 2000 roku w meczu przeciwko Hamburger SV. Zidane został zawieszony na 5 meczów, chociaż początkowo mówiło się nawet o rocznym zawieszeniu. Niezależne opinie mówią, że ten incydent pozbawił go szans na otrzymanie Złotej Piłki, do której był niemal pewnym kandydatem. O porywczym charakterze i niezrozumiałych zachowaniach świadczą jego liczne wykluczenia. W swojej karierze był łącznie wykluczany 14 razy. Oprócz tego otrzymał on ponad 50 żółtych kartek. Podczas mistrzostw świata w 1998 roku Zidane z premedytacją nadepną na leżącego zawodnika Arabii Saudyjskiej, co również skutkowało wykluczeniem. Ocena charakteru Zizou nie jest łatwa. Z jednej strony mamy obraz introwertyka stroniącego od mediów, skrytego i zamkniętego w sobie. Próżno szukać o piłkarzu informacji o poza boiskowych aferach czy skandalach w życiu osobistym. Z drugiej strony widzimy przywódcę o silnym charakterze, z którym liczyli się nie tylko zawodnicy o niższej klasie, ale również gwiazdy światowego formatu. Plamą na wizerunku rzutują z pewnością jego ciężki i porywczy charakter na boisku. Jego korzenie i dzieciństwo w trudnej dzielnicy nie są bez znaczenia dla jego decyzji boiskowych, licznych – często brutalnych – fauli, oraz braku pokory i rozsądku przed prowokacjami. Doskonale wykorzystał to Materazzi. Mimo to nie sposób nie wspomnieć o działalności filantropijnej, jakimi są między innymi występy w meczach charytatywnych, wspieranie akcji przeciw AIDS, Organizacji Narodów Zjednoczonych, UNICEF czy wielu innych. Oprócz akcji globalnych Zidane prywatnie sponsoruje klub piłkarski, w którym rozpoczynał swoją przygodę z piłką. Dzięki temu wspiera lokalną społeczność i umożliwia młodym chłopcom grę w piłkę. Zidane spełnia się w roli męża i ojca. Swoją żonę spotkał jeszcze w czasach gry w Cannes w 1988 roku, ma z nią 4 synów, którym wpaja miłość do futbolu. Sam siebie określa jako niepraktykującego muzułmanina.
Z pewnością Zidane wypracował sobie miejsce w gronie legend. W superlatywach wypowiadali się o nim między innymi Pele, Platini, Beckenbauer, Lippi, ale również Beckham Xavi, Ibrahimowic, czy Ronaldinho. Prawdopodobnie większość piłkarzy i obserwatorów jest zgodna, że Zidane był jednym z największych piłkarzy na świecie. Jego talent i zapał do pracy nad samym sobą stały się swojego rodzaju symbolem i wskazówką dla wielu piłkarzy młodego pokolenia. Jednym z jego kluczowych zagrań była Ruletka, nazywana również Obrotem Marsylskim. Zidane zasłynął nie z fizyczności a ze świetnej techniki, a wielu wielkich piłkarzy do dziś zazdrości Francuzowi sposobu poruszania się po boisku. Jak każda wielka osobistość, tak też Zidane jest swojego rodzaju symbolem popkultury. Współpracował z wieloma firmami, takimi jak chociażby Adidas, Lego czy Audi. Jego umowy sponsorskie i wartość marketingowa stawiają go w gronie najlepiej zarabiających i najbardziej wartościowych wizerunków w piłce nożnej. Był on również przedmiotem wielu publikacji i filmów. Uderzenie głową wymierzone Materazziemu było źródłem wielu parodii. Do jednej z najciekawszych inicjatyw związanych z Zizou był projekt filmu dokumentalnego „Zidane: A 21 Century Portrait” w ramach którego 17 kamer śledziło wyłącznie Zidane’a podczas jednego z meczów ligowych. Następnie zmontowano z tego materiał, który pozwala spojrzeć na mecz z i na samego zawodnika z niespotykanej dotąd perspektywy. Najlepszym podsumowaniem sylwetki Zidane’a są jego sukcesy. Nie sposób wymienić wszystkich nagród, którymi został uhonorowany Zizou, jednak puchary reprezentacyjne, klubowe oraz wyróżnienia indywidualne są z pewnością pewnym wyznacznikiem jego jakości. Takie tytuły jak Złota Piłka, Gracz Roku Fifa, Najlepszy Gracz Ligi Mistrzów czy Lig, w których występował, a także MVP Mistrzostw Europy są marzeniem każdego piłkarza. Marzeniem, które jak udowodnił Zinedine Zidane, każdy ma szansę spełnić – wystarczy ciężka praca i twardy charakter. Pochodzenie nie ma znaczenia.
Osiągnięcia
Osiągnięcia klubowe:
Bordeaux
1 x Puchar Intertoto UEFA: 1995
1 x Finał Pucharu UEFA: 1995/96
Juventus
2 x Mistrzostwo Włoch: 1996/97, 1997/98
1 x Superpuchar Włoch: 1997
1 x Superpuchar Europy UEFA: 1996
1 x Puchar Interkontynentalny: 1996
2 x Puchar Intertoto UEFA: 1999
2 x Finał Ligi Mistrzów UEFA: 1996/97, 1997/98
Real Madryt
1 x Mistrzostwo Hiszpanii: 2002/03
2 x Superpuchar Hiszpanii: 2001, 2003
1 x Liga Mistrzów UEFA: 2001/02
1 x Superpuchar Europy UEFA: 2002
1 x Puchar Interkontynentalny: 2002
2 x Finał Pucharu Króla: 2001/02, 2003/04
Osiągnięcia reprezentacyjne
1 x Mistrzostwo świata: 1998
1 x Mistrzostwo Europy: 2000
1 x Wicemistrzostwo świata: 2006
Osiągnięcia indywidualne
Piłkarz Roku FIFA (pierwsze miejsce): 1998, 2000, 2003
Piłkarz Roku FIFA (drugie miejsce): 2006
Piłkarz Roku FIFA (trzecie miejsce): 1997, 2002
Złota Piłka (pierwsze miejsce): 1998
Złota Piłka (drugie miejsce): 2000
Złota Piłka (trzecie miejsce): 1997
Onze d’Or (pierwsze miejsce): 1998, 2000, 2001
Onze d’Or (drugie miejsce): 1997, 2002, 2003
Onze d’Or (trzecie miejsce): 1999
Młody gracz roku Ligue 1: 1994
Gracz roku Ligue 1: 1996
Obcokrajowiec roku Serie A: 1997, 2001
UEFA Club Football Awards, najlepszy pomocnik: 1997/1998
Piłkarz roku według World Soccer (pierwsze miejsce): 1998
Najlepszy piłkarz Europy według El Pais: 1998, 2001, 2002, 2003
Jedenastka Roku według ESM: 1998, 2002, 2003, 2004
Drużyna marzeń FIFA: 1998, 2006
Kawaler (Chevalier) Orderu Legii Honorowej: 1998[92][93]
Wybrany do listy 100 najlepszych piłkarzy XX wieku według World Soccer: 1999
Piłkarz roku według World Soccer (drugie miejsce): 2000
Drużyna marzeń UEFA EURO 2000
Najlepszy piłkarz mistrzostw Europy: 2000
Piłkarz roku Serie A: 2001
Drużyna Roku UEFA: 2001, 2002, 2003
Najlepszy piłkarz sezonu według UEFA: 2002
Premio Don Balón (Najlepszy Obcokrajowiec): 2002
Drużyna marzeń UEFA EURO 2004
FIFA 100: 2004
UEFA Golden Jubilee Poll (najlepszy europejski gracz ostatnich 50 lat): 2004
Pierwsze miejsce w głosowaniu internautów z okazji 50-lecia UEFA: 2004
FIFPro World XI: 2005, 2006
Najlepszy zawodnik mistrzostw świata (Złota piłka): 2006
Najlepszy rozgrywający według IFFHS: 2006
algierski Narodowy Order Zasługi (klasy Athir): 2006[94][95]
Golden Foot „All time”: 2008
Marca Leyenda: 2008
Oficer (Officier) Orderu Legii Honorowej: 2008/09[96]
Piłkarz dekady według ESPN: 2009
Piłkarz dekady według Sports Illustrated: 2009
Piłkarz dekady według Fox Sports: 2009
Piłkarz dekady według Don Balón: 2010
Laureus World Sports Awards: 2011
Miejsce w drużynie wszech czasów według World Soccer: 2013
Osiągnięcia Trenerskie:
Real Madryt
Mistrzostwo Hiszpanii: 2016/17, 2019/20
Superpuchar Hiszpanii: 2017, 2020
Liga Mistrzów UEFA: 2015/16, 2016/17, 2017/18
Superpuchar Europy UEFA: 2016, 2017
Klubowe mistrzostwo świata: 2016, 2017
Indywidualne
Trener miesiąca La Liga: kwiecień 2016, maj 2017
Francuski menadżer roku: 2016, 2017
Trener roku według Onze d’Or: 2016/17, 2017/18
Trener roku FIFA: 2017
Trener roku FIFA – drugie miejsce: 2016, 2018
Klubowy trener roku według IFFHS: 2017, 2018
Klubowy trener roku według IFFHS – drugie miejsce: 2016
Drużyna roku według IFFHS: 2017
Trener roku plebiscytu World Soccer: 2017
Trener roku plebiscytu World Soccer – drugie miejsce: 2018
Trener roku według Globe Soccer Awards: 2017
10
Wybitne, żywe legendy futbolu:
@Arkon
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
9
To był niezapomniany mundial polskiej reprezentacji:
23 czerwca 1974 r. Polska pokonuje Włochy 2:1 w fazie grupowej mistrzostw świata w RFN. Włosi przyjechali na mundial w roli wicemistrzów świata i najlepszej europejskiej drużyny 1973 roku. A wrócili jak niepyszni do domu już po trzech meczach grupowych. Zadecydowała o tym porażka z drużyną Kazimierza Górskiego po kapitalnych golach Andrzeja Szarmacha i Kazimierza Deyny. Strzał kapitana biało-czerwonych był tak silny, że pękł mu... but. Polacy zagrali na luzie, gdyż już wcześniej zapewnili sobie awans do kolejnej fazy turnieju. Na luzie, ale bez taryfy ulgowej dla rywala. I wyszedł z tego jeden z najlepszych i najbardziej pamiętnych meczów w historii polskiego futbolu. ,,Atutem Polaków jest ich niewymuszoność. Naprawdę myślą szybko, kiedy chodzi o znalezienie właściwej pozycji, aby przygotować się do strzelenia gola. W Stuttgarcie wydawało się, że z trójkolorowych barw Italii wypłukana zostanie zieleń. Pozostała tylko biel i czerwień – barwy Polaków- „DIE WELT”.
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
10
Blaugrana ratuje sezon zdobyciem Pucharu Hiszpanii:
23 czerwca 1963 r. FC Barcelona zdobywa 13-sty w historii Puchar Hiszpanii. Sezon 1962/63 nie należał do najlepszych w historii klubu. Kubala stracił posade trenera po przegranym finale Pucharu Miast Targowych i słabej postawie Barçy w La Liga, gdzie Katalończycy skończyli rozgrywki na 6 miejscu. W Pucharze Hiszpanii już od 1/16 finału Blaugrana męczyła się z każdym przeciwnikiem, z Elche i Valencią musiała nawet rozegrać dodatkowe trzecie spotkanie na neutralnym terenie. W finale rozgrywanym na Camp Nou, Barça pokonała prowadzony przez Cesara Rodrigueza, Real Zaragoza 3:1. Finał okazał się najłatwiejszy ze wszystkich a Cesar Rodriguez w kolejnym sezonie został trenerem Barçy. Gole dla Blaugrany strzelali: Jesus Pereda(9 minuta), Sandor Kocsis(18 minuta) oraz Jose Antonio Zaldua(59 minuta). Skład Barçy: Sadurni, Eladio, Olivella, Gracia (Szalay), Maranon (Fuste), Goyvaerts, Zaballa (Cubilla), Pereda (Re), Zaldua, Kocsis, Cubilla (Vicente).
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@Arkon
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
11
Legendy Blaugrany:
Jesús María Pereda Ruiz de Temiño , urodzony 23 czerwca 1938 w Medina de Pomar i zmarły 27 września 2011 w Barcelonie był hiszpańskim pomocnikiem. Lepiej znany pod pseudonimem ,,Chus Pereda” lub ,,Txus Pereda”, ten baskijski gracz grał w FC Barcelona w latach 60-tych. Był reprezentantem Hiszpanii i wziął udział w Euro 1964, które wygrał jednocześnie z tytułem najlepszego strzelca. Grał także w sześciu innych klubach, w tym w Realu Madryt i Sevilla FC. Po przejściu na emeryturę trenował kilka drużyn młodzieżowych a także drużynę Katalonii. Urodzony w Medina de Pomar w prowincji Burgos Pereda dorastał w Balmaseda i został kapitanem prowincjonalnej drużyny U-16. Debiutował w SD Indautxu w Bilbao, gdy Athletic Bilbao odmówił zatrudnienia go ze względu na jego miejsce urodzenia. Następnie postanawia dołączyć do Realu Madryt. Tam wygrał La Liga w 1958 roku, choć rozegrał tam tylko dwa mecze. Następnie udał się na rok do Realu Valladolid, gdzie wygrał Ligę 2, zanim przeszedł na dwa sezony do Sevilla FC . W 1961 przeszedł do FC Barcelona ; w ośmiu sezonach rozegrał 231 meczów, zdobywając 107 goli we wszystkich rozgrywkach, dwukrotnie zdobywając Puchar Hiszpanii w 1963 i 1968 roku. Następnie odszedł z FC Barcelony do CE Sabadell a następnie zakończył karierę w RCD Mallorca. Pereda rozegrał 15 meczów dla Hiszpanii, strzelając sześć goli pomiędzy 1960 i 1968 roku. W tym okresie wygrał Euro 1964 rozgrywane w Hiszpanii , strzelając gola w półfinale z Węgrami i gola w finale przeciwko ZSRR . Swoimi dwoma golami zdobył tytuł najlepszego strzelca rozgrywek.
@Symson
@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Monix10
@kamyk_23
@AssisMoreira
12
Panie i Panowie, entuzjaści futbolu, dzisiaj przypada rocznica urodzin bardzo wyjątkowego piłkarza, kto wie czy nie najlepszego w dziejach polskiej piłki nożnej. Otóż 23 czerwca 1916 r. w Katowicach urodził się Ernest Otton Wilimowski, geniusz polskiego futbolu. Sam o sobie mówił, że jest Górnoślązakiem. Nie zmienia to faktu, że ten region po I Wojnie Światowej został przyłączony do Polski a Wilimowski grał w polskiej lidze i w polskiej reprezentacji, i to jak grał! Pomimo że wystawiany był na pozycji lewego łącznika(więc nominalnie za napastnikami) zasłynął z niesłychanej wręcz skuteczności. W polskiej lidze strzelił dla Ruchu Hajduki Wielkie aż 112 goli w zaledwie 86 meczach! Dla porównania lider klubu 100, Erenst Pohl do strzelenia 186 goli potrzebował aż 264 meczy. Natomiast w reprezentacji Polski w 22 spotkaniach zdobył 21 goli a więc też znakomita średnia. Kiedy Wilimowski miał 17 lat, przeszedł z 1.FC Katowice do Ruchu Wielkie Hajduki i od tej pory zaczęła się kariera, jakiej jeszcze polskie boiska nie widziały. Już w trzecim meczu ligowym z krakowskim Podgórzem strzelił 5 goli! Jeszcze w tym samym roku przed 18 urodzinami zadebiutował w reprezentacji Polski. Do legendy przeszły jego wyczyny na Mistrzostwach Świata w 1938 roku, kiedy to w meczu z Brazylią strzelił aż 4 gole, jako pierwszy zawodnik na MŚ, doprowadzając bramkarza Canarinhos do furii, a naszej drużynie zapewniając wyrównaną walkę do samego końca (wynik 5:6 po dogrywce). Nie mniej spektakularnym wyczynem „Ezi” popisał się na kilka dni przed wybuchem II Wojny Światowej, kiedy to 27 sierpnia 1939 roku polska reprezentacja pokonała bardzo silną ekipę węgierską(wówczas wicemistrzów świata) 4:2, a on sam strzelił 3 gole, a czwartego wypracował. W polskiej lidze dokonał rzeczy niewyobrażalnej i nieosiągalnej dla nikogo aż do dziś, w czasie meczu z Union-Touring Łódź(12:1), strzelił aż 10 goli! Głównie dzięki niemu Ruch zdobywał w tym okresie czterokrotnie tytuł mistrza Polski (1934, 35, 36 i 38 rok). Po latach niemiecki kapitan mistrzów świata Fritz Walter powie o Wilimowskim: ,,To napastnik, który strzela więcej goli niż ma okazji”. Nic dodać, nic ująć. Niestety jego przekleństwem stała się II Wojna Światowa. Ernest Wilimowski podpisał volkslistę i wyjechał w głąb III Rzeszy. Tam kontynuował swoją karierę i dalej zadziwiał skutecznością – w 8 meczach w reprezentacji Niemiec zdobył 13 bramek. Nie zmienia to jednak faktu, że w komunistycznej Polsce był traktowany jako renegat i zdrajca. Jednak im więcej czasu upływa od tych wydarzeń, tym mniej czarno-biała zaczyna być postać Ernesta Wilimowskiego. Trzeba pamiętać o specyfice Górnego Śląska, regionu mającego bardzo silne związki nie tylko z Polską, ale głównie właśnie z Niemcami i dodatkowo mocne tendencje autonomiczne.
Warto wiedzieć, że np. na Śląsku w czasie wojny można było grać w piłkę, a sam rząd RP na uchodźstwie namawiał Ślązaków do podpisywania volkslist, żeby się maskować. Polski trener reprezentacji Józef Kałuża nie widział nic złego w tym, że wielu Ślązaków grało (czy starało się o grę) w reprezentacji Niemiec. Udało się tylko Wilimowskiemu. Co więcej, na początku wojny Wilimowski musiał ukrywać się przed Niemcami. Jednym z notabli NSDAP na Śląsku była osoba, która nienawidziła go za to, że w 1934 roku przeszedł z FC Kattowitz do będącego symbolem polskości Ruchu Wielkie Hajduki. Po wybuchu wojny Wilimowski jednak wrócił do FC Kattowitz, gdzie grali praktycznie sami Ślązacy – Ruch został zlikwidowany. Zmieniał później kluby jeden po drugim, strzelał mnóstwo goli i trafił do reprezentacji Niemiec. I podobno udało mu się tam zdobyć respekt trenera i piłkarzy. Najlepszy występ w tej drużynie zanotował w Bernie przeciwko silnym Szwajcarom – Niemcy wygrali 5:3, a Wilimowski strzelił 4 gole. Trafił jeszcze raz, główką po rzucie rożnym, ale sędzia… dopatrzył się spalonego! Co ciekawe wielkim entuzjastą talentu Ernesta Wilimowskiego był inny Ślązak, Gerard Cieślik. Już jako kilkunastoletni chłopak podziwiał go na treningach i meczach, również tych w reprezentacji Niemiec (np. podczas meczu z Rumunią rozegranym w 1942 roku). Osoby, które znały Wilimowskiego podkreślają jego całkowitą apolityczność i to, że on zawsze był przede wszystkim piłkarzem. Interesowała go wyłącznie gra w piłkę. Taka postawa była nie do zaakceptowania przez wielu Polaków po wojnie. Według nich Wilimowski okazał się oportunistą i świadomie wyrzekł się Polski. Zapominają one jednak, że Wilimowski czuł się przede wszystkim Ślązakiem, grając zarówno dla Polski, jak i dla Niemiec. Po wojnie Ernest Wilimowski został w Niemczech, do Polski nie miał po co wracać. Grywał jeszcze do 1959 roku, potem osiadł w Karlsruhe. Odmówił pracy w Niemieckim Związku Piłkarskim. Jedno nie ulega kwestii. Po wojnie mieliśmy jeden talent, który moglibyśmy porównywać z Wilimowskim – Włodzimierza Lubańskiego. Niestety Lubańskiego karierę złamała koszmarna kontuzja. Tym bardziej należy pamiętać o sportowych wyczynach Ernesta Wilimowskiego.
@Arkon
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
1
@Arkon Ja też doskonale pamiętam ten mundial w Meksyku, stąd mój idol na zdjęciu profilowym. O Platinim pisałem wczoraj przy okazji jego urodzin. Natomiast o Euro "84 dopiero będzie. Postaram się ciebie oznaczać, mimo iż mam już komplet :)
4
@FCBparasiempre
NRD pokonuje RFN w Hamburgu 1:0 na MŚ 1974 roku. Jürgen Sparwasser: ,,Kiedy umre, napiszcie na moim grobie »Hamburg, Weltmeisterschaft 1974«. Każdy będzie wiedział, kto tam jest pochowany”. Nic tak dobrze nie wpływa na wizerunek polityka jak sukces sportowca- jego rodaka. Powodem do chwały jest też zorganizowanie imprezy rangi igrzysk olimpijskich, mundialu lub Euro a przejawem aktywności- między innymi, ingerencje w decyzje związków sportowych, ich prezesów, klubów a nawet trenerów. Mussolini wykorzystał dla swoich politycznych celów mistrzostwa świata we Włoszech, Hitler igrzyska olimpijskie w Garmisch-Partenkirchen i Berlinie a Breżniew olimpiadę w Moskwie. Zbojkotowały ją Stany Zjednoczone i większość zachodniego świata, więc w rewanżu Związek Radziecki nie wysłał swoich sportowców na igrzyska do Los Angeles a jak ZSRR, to i inne kraje socjalistyczne i tak w kółko. Często w tle wydarzeń sportowych rozgrywały się te polityczne i na odwrót. Na liście takich meczów z polityką w tle szczególne miejsce zajmuje starcie dwóch państw niemieckich na mundialu w 1974 r. Ich gospodarzem była RFN, więc pokusa pokazania wyższości szkoły wschodniej nasuwała się sama. Kiedy los złączył reprezentacje RFN i NRD w jednej grupie, na przygotowania zostało prawie pół roku. Ekipy sportowców obydwu krajów łączyły się w jedną podczas igrzysk olimpijskich i wtedy zwycięzcom grano Beethovenowską ,,Ode do radości” ale piłkarze nie dość że nigdy nie utworzyli wspólnej reprezentacji, to jeszcze nigdy przeciw sobie nie grali. O ile Niemcy Zachodnie, jako gospodarz i jeden z głównych faworytów turnieju, widziały w reprezentacji NRD jednego z kilku przeciwników, Wschodnie upatrzyły sobie tylko jednego. Wybaczono by im porażke z każdym, tylko nie z RFN. W przygotowania zaangażowały się nie tylko władze sportowe ale i polityczne a nawet STASI, co zresztą w przypadkach niektórych osób znaczyło to samo. Przywódce NRD, przewodniczącego rządzącej partii SED, Ericha Honeckera na bieżąco informowano o sytuacji wewnątrz kadry. Jej trenerem był Georg Buschner, ex zawodnik motoru Jena. Piłkarzom stworzono komfortowe warunki przygotowań, na poziomie takim samym jak mieli Niemcy Zachodnie, tyle że głośno o tym nie mówiono. Wszystko zostało podporządkowane jednemu meczowi. W Oberlidze sędziowie mieli chronić reprezentantów kraju przed atakami przeciwników. Rozgrywki zakończono wcześniej aby mieć więcej czasu na przygotowania. Na zgrupowaniach kadry piłkarzami zajmowali się lekarze, masażyści, fizykoterapeuci. Krol strzelców Oberligi Hans-Bert Matoul z Lokomotive Lipsk został skreślony przez lekarzy, którzy uznali że jak na reprezentanta NRD jest za słabo zbudowany i może fizycznie nie podołać trudom turnieju. Buschner wziął to pod uwagę i nie włączył Matoula do kadry. Nie wiadomo czy wschodnioniemieccy piłkarze, podobnie jak lekkoatleci czy pływacy z NRD, brali środki dopingujące. Żadne badania tego nie potwierdziły ale w środowisku piłkarskim żartowano że ,,nawet Niemcy nie wymyślili koksu na myślenie”. Dlatego NRD nie odnosiła sukcesów w sportach zespołowych. To nie do końca było prawdą. Reprezentacja NRD zdobywała medale olimpijskie, ze złotym w Montrealu włącznie(po pokonaniu Polski) a FC Magdeburg wywalczył wiosną 1974 Puchar Zdobywców Pucharów, pokonując w finale AC Milan! Nie mogło być lepszego dopingu dla kadry NRD na miesiąc przed meczem z RFN. Tym bardziej że w kadrze na mundial znalazło się 4 piłkarzy Magdeburga: Sparwasser, Hoffmann, Seguin i Pomerenke.
Mecz RFN-NRD rozgrywano 22 czerwca 1974 r. w Hamburgu. Na trybunach nie było wolnych miejsc. Ponad 60 tysięcy kibiców mówiących tym samym językiem pozdrawiało się nawzajem. Stadion tonął we flagach czarno-czerwono-złotych. Ludzie skandowali słowo ,,Deutschland”, wielu trzymało plansze z nazwami wschodnioniemieckich miast. Z NRD wyjechała zorganizowana grupa 1,5 tysiąca kibiców, starannie dobranych, mających zakaz kontaktowania się z kibicami z RFN. Tyle że właśnie stadion stał się miejscem spotkań rodzin i znajomych, którzy nie widzieli się latami. Punktami kontaktowymi były toalety na stadionie i nawet funkcjonariusze STASI, których w tej grupie wybranych kibiców nie brakowało, nie mogli temu zapobiec. Wielu Niemców z NRD w ogóle na mecz nie poszło, od razu łącząc się z rodzinami. Inni uciekli po meczu. Miejsca na trybunie honorowej zajeli między innymi: kanclerz Helmut Schmidt, jego następca Helmut Kohl i wielu innych polityków. NRD zagrała w niebieskich koszulkach zachodnioniemieckiej firmy Adidas ale bez żadnych znaków fabrycznych, poza charakterystycznymi numerami na plecach. Niebieski kolor w NRD kojarzył się z FDJ, związkiem młodzieży, odpowiednikiem ZSM w Polsce i Komsomołu w ZSRR. To nie był związek przypadkowy. RFN wybiegła w koszulkach białych firmy Erima. To nie dowiary ale w sprzęcie Adidasa wcześniej grała NRD niż RFN, tyle że wolała się tym nie chwalić. Większość piłkarzy obydwu drużyn miała na nogach buty tej firmy. Mecz kończył rozgrywki grupy A i nie stał na wysokim poziomie. RFN pokonała wcześniej Chile i Australie a NRD zdobyła punkty za zwycięstwo nad Australią i remis z Chile. Obydwie drużyny miały więc zapewniony awans do następnej rundy ale od wyniku pojedynku zależało, kto zajmie pierwsze i drugie miejsce w grupie. Zwycięzca trafiał na Argentyne, Brazylie i Holandie, czego nikt nie chciał. Jednak dla RFN mecz był środkiem a dla NRD- celem. Drużyna Franza Beckenbauera nie wysilała się, zresztą trener Schön nie wystawił nawet wszystkich najlepszych zawodników. Przeciwnik walczył, chociaż mecz nie był ani brutalny, ani nawet ostry. Na 13 minut przed końcem Sparwasser minął w polu karnym Höttgesa, nie zdążyli mu przeszkodzić Vogst ani Meier i strzelił jedynego, zwycięskiego gola. W drugiej rundzie NRD nie wygrała żadnego meczu ale to nie było ważne. Po powrocie do Berlina piłkarze zostali przyjęci przez Ericha Honeckera. Wszyscy otrzymali ordery, nagrody rzeczowe oraz pieniądze- po tysiąc zachodnioniemieckich marek za każdy zdobyty punkt na mistrzostwach. Sparwasser został ,,Człowiekiem Roku 1974” w NRD. W 1988 r. Sparwasser wyjechał na turniej halowy do Saarbrücken i do NRD już nie wrócił. Został trenerem juniorów Eintrachtu Frankfurt a następnie SV Darmstadt. Kilkanascie miesięcy później runąłmur berliński i nikt już piłkarza nie prześladował. Młodszy od niego Lutz Eigendorf, który uciekł do Niemiec Zachodnich z klubu STASI Dynama Berlin i grał dla Kaiserslautern, zginął w wypadku samochodowym. Kiedy otworzono archiwa STASI, okazało się że wypadek został zaplanowany a inspirował go szef STASI Erich Mielke. Z takim protektorem Dynamo Berlin przez 10 lat z rzędu zdobywało mistrza NRD i nikt nie mówił o korupcji. Napis na grobie, o jakim mówił Sparwasser ,,Hamburg Weltmeisterchaft 1974” na pewno następnym pokoleniom nic nie powie. Trzeba im wyjaśniać o co chodzi.
5
Prezent dla Honeckera:
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
1
@Arkon Chcę być szczery i taki jestem idąc przez życie. Otóż ten tekst nie jest mój. Wprawdzie przepisałem go bodaj z książki Stefana Szczepłka ale z drugiej strony nie poszedłem na łatwizne i nie skopiowałem tego z internetu, jak większość tutaj. Po prostu czytam książki o futbolu i nie zajmuje się tymi głupimi niebieskimi ptaszkami w obcych językach. Jednak będąc całkowicie szczery, gro moich wpisów(mniej więcej 1/3) pochodzi ze strony retrofutbol.pl. A co do bohatera powyższego tekstu, no to cóż, to mój wielki idol z późnego dzieciństwa i jak wiemy, po prostu ,,Boski" i dodałbym ,,nieśmiertelny" Diego Armando Maradona!
1
@Comentateiro Dokładnie! Nic dodać nic ująć!
7
@FCBparasiempre
W historii mundiali było tylko dwóch piłkarzy, o których można powiedzieć że zdobyli Puchar Świata w pojedynke. Diego Maradona dokonał tego jak nikt inny. Pele w roku 1958 zaczynał turniej jako rezerwowy a 4 lata później doznał kontuzji i nie wziął udziału w czterech z sześciu meczów Brazylii, z finałem włącznie. Wtedy piłkarzem, bez którego Canarinhos prawdopodobnie nie wywalczyli by tytułu, był genialny Garrincha. Nigdy wcześniej żaden zawodnik zwycięskiej reprezentacji nie miał na nią tak dużego wpływu jak on. Garrincha stał się pierwszym piłkarzem, na którym spoczęła odpowiedzialność za losy całej jedenastki. Tym bardziej że na mundialu w Chile Brazylia musiała sobie dawać rade bez Pelego. Niemal ćwierć wieku później Diego Maradona, w jeszcze bardziej imponującym stylu zdobył Puchar Świata dla Argentyny. Strzelił 5 goli w 7 meczach, które rozegrał od pierwszej do ostatniej minuty. Trener go nie oszczędzał. Argentyna należała do faworytów, co od roku 1978 stanowiło już norme. Podobnie było 4 lata wcześniej na mundialu w Hiszpanii ale wtedy Maradona nie wytrzymał presji. Po brutalnym faulu, jakiego się dopuścił w meczu z Brazylią, wyleciał z czerwoną kartką z boiska a broniąca tytuły Argentyna nie dotarła nawet do strefy medalowej. Burza jaka wtedy przeszła przez kraj, zmiotła z posady noszonego do niedawna na rękach trenera Cesara Luisa Menottiego i wyrzuciła z kadry większość uczestników hiszpańskiego mundialu. Do kolejnego, w Meksyku, dotrwali tylko Maradona, Valdano, Olarticoechea, Pumpido i Passarella, który jednak nie opuszczał ławki rezerwowych. Historie drugiego meksykańskiego mundialu można opisywać, wyliczając kolejne akcje i gole Diego Maradony oraz faule na nim ale potrzebne jest krótkie wprowadzenie. Kim był Diego udający się do Meksyku? Miał 26 lat i od mniej więcej dziesięciu cieszył się opinią najbardziej utalentowanego piłkarza na świecie. O takich pisze się że są ,,graczami kompletnymi” lub że potrafią wszystko. Był żonglerem, przy którym cyrkowi poskramiacze piłki powinni czuć wstyd. Kiedy nagrywał reklamowy film dla Pumy, spełnił oczekiwania producenta już przy pierwszej próbie ale ekipa zdjęciowa, zafascynowana umiejętnościami piłkarza, nie chciała się z nim rozstać. Szukała więc dziury w całym, prosząc: ,,Zagraj to jeszcze raz, Diego”. I Maradona znowu podbijał piłke stopami, udami, głową, ramionami, nogami, piersiami – czym tylko się dało, robiąc z tego prostego dla niego zajęcia rodzaj seansu dla stojących z otwartymi ustami operatorów, dźwiękowców i ludzi trzymających lampy. Na boisku zachowywał się tak samo, mimo iż setki obrońców na całym świecie, zazwyczaj wyższych od niego o głowe, usiłowały obrzydzić mu gre. Zawsze trzymał piłke przy nodze a w biegu na 3 metry – bo taki dystans jest dla napastnika najważniejszy – zostawiał ich o metr z tyłu. Jeśli nawet obrońca dorównywał mu szybkością to gubiły go zwody Maradony. Strzelał i podawał jak nikt inny. Zdobywał gole nawet po strzałach głową, chociaż akurat głowe miał najsłabszą. Po mundialu w Hiszpanii FC Barcelona kupiła go z Boca Juniors za 10 mln dolarów ale nie spodobało mu się w Katalonii. Na jego żądanie prezydent klubu zwolnił znanego niemieckiego trenera Udo Lattka i zastąpił go Cesar Luis Menotti. Wspólnie zdobyli Puchar Króla. W Barcelonie zachorował na żółtaczke a w meczu z Athletic Bilbao obrońca Andoni Goikoetxea złamał mu noge. Od tamtej pory nazywano go ,,Rzeźnikiem Maradony” bądź ,,Rzeźnikiem z Bilbao”, omijali go wszyscy napastnicy Primera Division. Diego leżał przez 3 miesiące z nogą na wyciągu. Nie ufał lekarzom klubowym, więc sprowadził z Mediolanu swojego Rubena Olive, byłego lekarza kadry Argentyny, powiernika piłkarzy. Kiedy Maradone zabolała głowa, dzwonił do Mediolanu, dr Oliva wsiadał w samolot i leciał do Katalonii żeby podać piłkarzowi pastylke. Lekarz nie uchronił go jednak przed narkotykami. Maradona zaczął je brać w Barcelonie, uciekając w ten sposób przed prawdziwymi i urojonymi problemami. Źle się czuł, więc propozycja przejścia do Napoli spadła mu jak z nieba. W roku 1984 Napoli kupiło go za 12 mln dolarów. Prawdopodobnie na tę kwote złożyły się w znacznym stopniu pieniądze neapolitańskiej mafii – camorry. Zresztą większość poszła od razu na pokrycie długów menadżera piłkarza, jego przyjaciela z dzieciństwa – Jorge Cyterszpillera.
W prezentacji Maradony na stadionie San Paolo wzięło udział 80 tys. ludzi! Kiedy już wyszedł na boisko w błękitnej koszulce z numerem 10, pokazywał gre, jakiej jeszcze w Neapolu nie widziano. Był królem Neapolu. Od prezesa klubu otrzymał w prezencie czarne ferrari F40, jedyny taki egzemplarz na świecie. Kiedy Maradona jechał na mundial do Meksyku, był u szczytu sławy i popularności. W dodatku zarabiał rocznie około 10 milionów dolarów! Ciężar odpowiedzialności za wynik Argentyny spadał niemal wyłącznie na jego barki. To było niezwykle trudne do udźwignięcia ale Maradona, prosty chłopak bez wykształcenia, imponujący wszystkim ale nie mogący rozmawiać o niczym poza futbolem, sprostał temu zadaniu. Argentyna zaczynała turniej od meczu z Koreą południową. Maradone ścigało po boisku po dwóch a bywało nawet że i trzech przeciwników naraz. Kopali go, szczypali, trzymali za koszulke i osiągnęli tyle że nie strzelił gola ale dzięki jego podaniom zrobili to partnerzy Diego i Argentyna wygrała 3:1. W drugim meczu było znacznie trudniej. Naprzeciwko Argentyńczyków stanęli mistrzowie świata – Włosi. Oni znali Maradone z Serie A a on ich. Nie było już wprawdzie obrońcy Claudio Gentilego, który 4 lata wcześniej rozdarł Diego koszulke na piersiach i usiłował zdjąć mu spodenki ale grali godni jego następcy. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi i Maradona kopnął piłke do bramki w sytuacji, w której żaden inny napastnik nie pomyślałby nawet że tak można. Argentyna-Włochy 1:1. Trzeci mecz, z Bułgarią, przypominał nieco ten pierwszy. Bułgarzy, podobnie jak wcześniej Koreańczycy, koncentrowali się głównie na obrzydzaniu życia Maradonie, więc znowu gole strzelali jego koledzy. Argentyna-Bułgaria 2:0. W drugiej rundzie Argentyna trafiła na bardzo dobry Urugwaj ze słynnym Francescolim, który był wzorem młodego Zidane’a. Do tego stopnia, że swojemu pierwszemu synowi, na cześć Urugwajczyka, dał na imie Enzo ale Francescoli nie pomógł. Z trudem bo z trudem ale Argentyna zwyciężyła 1:0 a powinna 2:0 bo – nie wiedzieć dlaczego – sędzia nie uznał gola zdobytego przez Diego prawidłowo. Tak się przynajmniej wszystkim zdawało. Następne spotkanie z Anglią było czymś więcej niż zwykłym meczem, w którym chodzi tylko o awans do czwórki najlepszych na świecie. Futbolowe stosunki Anglii z Argentyną nigdy nie były dobre(i chyba prędko nie będą) a kilka faktów z boiska i polityki sprawiło że o szacunku nie mogło być mowy. Podczas mundialu w Chile Anglia wygrała z Argentyną 3:1 i nikt do nikogo nie miał pretensji. Cztery lata później, na mistrzostwach w Anglii, gospodarze pokonali Argentyńczyków 1:0 ale w atmosferze skandalu. Niemiecki sędzia nie wiadomo za co wyrzucił z boiska argentyńskiego kapitana Antonio Rattina, ułatwiając Anglikom gre. Poczucie niesprawiedliwości objęło nie tylko Buenos Aires. W kwietniu roku 1982 argentyńska armia zajęła leżące na południowym Atlantyku wyspy Falklandy, nazywane w Argentynie Malwinami. Należały do Wielkiej Brytanii ale stanowiły przedmiot sporu między obydwoma państwami. Londyn nie pozostał bierny, wojna trwała blisko 3 miesiące i pochłonęła prawie tysiąc ofiar. Wyspy pozostały przy Wielkiej Brytanii ale stosunki między obydwoma krajami nacechowane były wzajemną wrogością. Kiedy więc w roku 1986 na Estadio Azteca wychodziły reprezentacje Anglii i Argentyny, miliony kibiców w obu krajach(a zwłaszcza w Argentynie, która przegrała wojne) widziały piłkarzy w żołnierskich mundurach a nie piłkarskich koszulkach a na wojnie robi się wszystko żeby wygrać. Ali Bennaceur, pierwszy Tunezyjczyk w roli sędziego głównego mistrzostw świata, dobrze wywiązywał się ze swojej roli, chociaż nie ustrzegł się błędu w 51 minucie, przy stanie 0:0. ,,El Pelusa” minął przed polem karnym trzech angielskich piłkarzy i podał na prawą strone do Valdano. Wyprzedził go obrońca Hodge. Odbił piłka tak że poleciała w strone bramkarza Schiltona. Maradona to przewidział. Po swojej akcji nie zatrzymał się, tylko pobiegł w kierunku bramkarza i kiedy ten wyciągnął ręce żeby złapać piłka, Argentyńczyk go uprzedził. Wyskoczył ponad pół metra w góre(Shilton prawie nie oderwał się od ziemi), podniósł lewą ręke, uderzył piłke, która wpadła do bramki. Mecz oglądało prawie 115 tysięcy ludzi i większość miała wątpliwości. Dziennikarze na miejscach prasowych mieli je na pewno. Tyle że nikt nie był w stanie ich rozwiać. Maradona skakał na ogół wyżej od swoich przeciwników ale przy wzroście 167 centymetrów nie mógł wzbić się na tyle wysoko aby mieć głowe ponad rękami Shiltona. Nic więc dziwnego iż kiedy arbiter wskazał na środek boiska, angielski bramkarz podbiegł do sędziego liniowego, mówiąc i pokazując że Maradona pomógł sobie ręką ale liniowy też mógł tego nie zauważyć. Wszystko działo się tak szybko że trudno się było zorientować, tym bardziej że w chwili wyskoku Maradona trzymał ręke przy głowie. Spytano go więc wprost, czy strzelił gola ręką. Był bardzo religijny, przed każdym meczem żegnał się, wznosząc głowe ku niebu, odpowiedział więc wymijająco: ,,To była ręka Boga”. Wiadomo jaki przekaz skierowany do milionów Argentyńczyków niosło to zdanie. Bóg jest po naszej stronie i odpłaca się za te wszystkie angielskie niegodziwości. Mineło jednak kilka tygodni, emocje opadły, więc Maradona przekuł pomoc boską na swój geniusz. ,,Jaka tam ręka Boga. To była ręka Diego. To coś takiego jak gwizdnąć Anglikowi portfel”. Po latach przyznał się do oszustwa i za nie przeprosił.
W tym meczu w ciągu 5 minut wydarzyły się dwie sytuacje wciąż wzbudzające emocje. Po nieuczciwie zdobytym golu padł drugi, uznany za najpiękniejszy w XX wieku. Boski Diego otrzymał piłke na swojej połowie, kilkanaście metrów za linią środkową po prawej stronie i rozpoczął rajd trwający zaledwie 12 sekund. Przeniósł nas w tym czasie w inny świat. Wstawaliśmy ze swoich miejsc i siadaliśmy, otwieraliśmy usta i łapaliśmy się za głowe a na koniec prawie 115 tysięcy ludzi na Estadio Azteca śmiało się od ucha do ucha, krzycząc: Niemożliwe, impossibile! Maradona z piłką przy nodze zdemolował całą lige angielską. Najpierw minął Reida, potem Hadge’a, po nim Sansoma i Fenwicka. Terry Buther też nie dal mu rady a Shilton patrzył na to wszystko czekając na egzekucje i nie wiedział co robić? -stać, rzucić się pod nogi Argentyńczyka, sprowokować go do jakiegoś ruchu? Wybrał wybieg aż za pole bramkowe, co nie było dobrą decyzją bo odsłonił bramke. Po około 50 metrowym rajdzie Maradona dotarł do narożnika pola bramkowego i z około 6 metrów kopnął piłke do bramki, w której już nie było nikogo. Czegoś takiego na mistrzostwach świata jeszcze nikt nie widział. Do końca meczu pozostawało ponad pół godziny. Po dwóch takich ciosach Anglicy wstali z desek. Na ostatni kwadrans trener Robson wprowadził na boisko skrzydłowego Barnesa. Argentyńczycy nie mogli go zatrzymać. Lineker, król strzelców tamtego mundialu zdobył gola na 1:2 i niewiele brakowało a wbiłby drugiego. Ostatecznie Argentyna zwyciężyła 2:1. Może Anglicy pogodziliby się z porażka, gdyby nie ,,ręka Boga”. Szczególne emocje nadal towarzyszyły więc meczom Anglia-Argentyna. Na mundialu we Francji sfaulowany David Beckham, leżąc na trawie, kopnął Diego Simeone i został ukarany czerwoną kartką. Duńskiego sędziego, który podjął tę decyzje oskarżono o sprzyjanie Argentyńczykom. Podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii włoski arbiter Pierluigi Collina nie wiadomo dlaczego uznawany za najlepszego na świecie, przyznał Anglikom rzut karny po bardzo wątpliwym faulu. Beckham jedenastke wykorzystał a po meczu dał sędziemu swoją koszulke. Anglicy wygrali mecz 1:0. Teraz, w Argentynie gromy spadły na Colline. W Meksyku Argentyna łatwo pokonała w półfinale Belgie 2:0 a Boski Diego znów strzelał gole nieosiągalne dla zwykłego piłkarza. Belgijski bramkarz Pfaff, jeden z najlepszych na świecie, po meczu pierwszy biegł z gratulacjami do Argentyńczyka. Wtedy wszyscy mieli świadomość że zatrzymanie go przekracza możliwości bramkarzy, obrońców i całych drużyn. W finale mogli to zrobić tylko Niemcy trenowani przez Beckenbauera. Choć grali(jak zwykle) tyleż dobrze, co szczęśliwie, zawsze byli groźni. Mimo że mistrzostwa rozgrywano na półkuli zachodniej, w czwórce najlepszych znalazły się 3 reprezentacje europejskie: RFN, Francja i Belgia. Honoru Ameryki Południowej broniła Argentyna. Nic więc dziwnego że od kiedy pojawiła się na boisku, towarzyszyło jej hasło skandowane przez około stu tysięcy widzów: ,,Ar-gen-tina – America Latina! Lub ,,Argentina Campeon!”. Wszystko układało się po myśli tych kibiców. W 23 minucie, po rzucie wolnym Burruchagi, obrońca Brown strzelił głową gola dającego Argentynie prowadzenie. ,,El Pelusa” nie był tym razem tak błyskotliwy jak we wcześniejszych meczach ale Beckenbauer wystawił przeciw niemu Lothara Matthäusa. 25-letni Niemiec, młodszy od Maradony o niecały rok, uczepił się go, ograniczając znacznie jego ruchy. Robił to dobrze i nawet nie faulował w jakiś budzący sprzeciw sposób ale 10 minut po przerwie nie zapobiegł podaniu Maradony do Enrique. Teoretycznie, w środku boiska to niczym nie groziło, lecz po kilku metrach przebytych z piłką Enrique podał ja do Valdano. Niemieccy obrońcy cofali się, zamiast atakować i skrzydłowy biegł sam na niemiecką bramke. Harald Schumacher wybiegł, Valdano tak podkręcił piłke że ominęła bramkarza i zatrzymał a się w siatce. W 56 minucie Argentyna prowadziła 2:0. Tak jak z Anglią. Wtedy straciła gola ale wygrała 2:1. Niemcy okazali się skuteczniejsi. Jeszcze w przerwie Beckenbauer zastąpił napastnika Allofsa dynamicznym Völlerem. Kilka minut po stracie drugiego gola za pomocnika Maghata wprowadził na boisko Dietera Hoeneβa. Odbijała się od niego większość Argentyńczyków. Kwadrans przed końcem Brehme podał z rzutu rożnego na pole karne. Völler uderzył piłke głową w kierunku bramki a stojący między obrońcami Rummenigge z pięciu metrów wpakował piłke do siatki. O takich sytuacjach mówi się ,,bramka kontaktowa”. Drużyna, która ja zdobywa nabiera wiary i sił a druga przechodzi chwile załamania. To właśnie działo się z Niemcami i Argentyńczykami. 7 minut po tym golu sytuacja się powtórzyła. Rzut rożny znowu wykonywał Brehme. Tym razem w polu karnym podanie przedłużył Eder a stojący 5 metrów przed bramką Völler strzelił głową tak mocno że piłka przeleciała między rękami bramkarza Pumpido. 2:2 i 8 minut do końca. Teraz stadion zwątpił. Jeszcze rozlegało się: ,,Ar-gen-tina! America Latina! Ale już ciszej. Więcej ludzi wolało się modlić. Wiadomo jak grają Niemcy w końcówkach meczów a oni właśnie złapali przeciwnika za gardło i wtedy stało cię coś dziwnego. Zamiast wzmocnić atak, Niemcy stanęli. Może zmęczył ich upał, może czekali na dogrywke. Oni sami nie wiedzieli ale kilkanaście minut ataków zakończonych dwoma golami odebrało im dużo sił.
Wystarczyło jedno dotknięcie piłki przez Maradone żeby wszystko, co wydarzyło się przez 10 ostatnich minut, przestało mieć znaczenie. Boski Diego stał w kole, tuz za linią środkową boiska, nawet tu pilnowany przez 3 rywali. Kiedy otrzymał piłke natychmiast kopnął ją do skrzydłowego Burruchagi, który(niczym sprinter w sztafecie) już biegł w kierunku bramki przewidując że za chwile dostanie piłke od Diego. Zaskoczeni niemieccy obrońcy widzieli już tylko jego plecy. ,,A ja biegłem z piłką przy nodze, tysiące myśli kłębiły się w mojej głowie, wiedziałem że od tej akcji zależy, czy Argentyna zostanie mistrzem świata. Nie widziałem bramki tylko żółty sweter Schumachera i wiedziałem że musze kopnąć piłke tak aby przeleciała obok tego swetra”- wspominał Burruchaga. Tak też zrobił. Tylko Briegel usiłował go dogonić ale nie dał rady. Wydawało się że Burruchaga zbyt daleko wypuścił sobie piłke ale Schumacher się nie zorientował, za długo czekał w bramce a potem już było za późno. W 85 minucie Argentyna prowadziła 3:2 i Niemcy wiedzieli że tym razem przegrali. Gdyby mundial w Meksyku zakończył się inaczej, byłoby to wyjątkowo niesprawiedliwe. Diego Maradona zdecydowanie przewyższał wszystkich innych piłkarzy świata, jego partnerzy tworzyli jedną z najlepszych reprezentacji w historii mundiali. Grali skutecznie i pięknie dla oka. Z siedmiu meczów wygrali sześć, jeden zremisowali, nie przegrali żadnego. Nie każdy mistrz świata kończył mundial z taki bilansem. Albicelestes zdobyli Puchar Świata w zupełnie innych okolicznościach niż 8 lat wcześniej. Tym razem nikt nie podejrzewał jej o korumpowanie sędziów i przeciwników. Inna też była sytuacja w kraju. W roku 1978 szef junty, generał Videla przypisywał zasługi piłkarzy także sobie. Teraz prezydentem Argentyny był wybrany w demokratycznych wyborach Raul Alfonsin. Wpuścił reprezentacje do swojego pałacu w Buenos Aires i stąd Diego Maradona pokazywał zgromadzonym pod balkonem rodakom Puchar Świata. Składy historycznego finału:
Argentyna: Pumpido – Brown, Cuciuffo, Ruggeri, Batista, Burruchaga (Trobbiani), Maradona, Enrique, Giusti, Olarticoechea, Valdano
RFN: Schumacher – Briegel, Brehme, Förster, Jakobs, Eder, Matthäus, Magath (D. Hoeness), Berthold, Rummenigge, Allofs (Völler)
6
,,Boski” Diego i ,,Vamos! Vamos! Argentina”:
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@kamyk_23
@AssisMoreira
7
Wspomnień czar:
22 czerwca 1982 r. Polska reprezentacja pokonała Peru 5:1 na Mundialu España ’82 po golach: Smolarka, Laty, Bońka, Buncola i Ciołka. Na nic się zdały czary peruwiańskich brujos. Przed meczem, który miał zdecydować o awansie do drugiej rundy mundialu 1982, na murawę stadionu Riazor weszli indiańscy szamani i zaczęli odprawiać rytuał w intencji sukcesu swoich rodaków. Na szczęście dla nas swoje zaklęcia rzucali tylko pod jedną z bramek, która w pierwszej połowie rzeczywiście była jak zaczarowana. Po przerwie biało-czerwonym udało się rozwiązać worek z golami. To było jedno z najbardziej imponujących zwycięstw w historii polskiej piłki, które zapoczątkowało triumfalny marsz po medal mistrzostw świata. W trakcie odgrywania hymnów państwowych przed meczem peruwiański ksiądz, wrona z Biblią w garści, w szerokoskrzydłym czarnym kapeluszu, pobłogosławił tylko swoich graczy, zapominając o tym, że papież jest mimo wszystko Polakiem.
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
6
RFN po raz drugi w historii:
22 czerwca 1980 r. RFN pokonała w finale mistrzostw Europy Belgie 2:1. Mistrzostwa Europy w 1980 roku po raz kolejny zawitały do słonecznej Italii. Po raz pierwszy grono finalistów powiększono z 4 do 8 drużyn. Ostatecznie triumfowała ekipa RFN, co było jej drugim tytułem najlepszej drużyny Starego Kontynentu. Za zmianą formatu turnieju głównego poszła też korekta w kwalifikacjach. Włosi jako gospodarze turnieju uzyskali automatyczny awans. Z kolei pozostałe 31. europejskich drużyn podzielono na 7 grup (w grupach było po 5 lub 4 drużyny), których zwycięzcy kwalifikowali się do finałowej imprezy. Z eliminacji zwycięsko wyszły - Anglia, Belgia, Hiszpania, Holandia (w grupie rywalizowała z Polską - drugie miejsce, NRD, Szwajcarią i Islandią), Czechosłowacja, Grecja(debiut) i RFN. Finałowy turniej rozegrano również w nowym formacie. Osiem zespołów podzielono na dwie grupy. Zwycięzcy grup automatycznie awansowali do finału, a drugie zespoły do meczu o trzecie miejsce. Spotkania rozegrano na czterech stadionach - w Rzymie, Mediolanie, Neapolu i Turynie. Grupę A wygrali zawodnicy RFN, a na drugiej pozycji uplasowała się Czechosłowacja. W grupie B triumfowali Belgowie przed Włochami. Mecz o trzecie miejsce padł łupem Czechosłowacji, która znów świetnie wykonywała rzuty karne (w poprzedniej edycji mistrzostw po karnych wygrała cały turniej) w starciu z Włochami. Po dogrywce wynik był 1:1, a do rozstrzygnięcia potrzeba było aż dziewięć serii(!) "jedenastek" (9:8 dla Czechosłowacji). Finał na Stadio Olimpico w Rzymie okazał się szczęśliwy dla RFN, która po raz drugi zdobyła mistrzostwo Europy. Zwycięstwo z Belgią (2:1) zapewnił ekipie Niemiec Zachodnich Horst Hrubesch - strzelec obu goli dla tej drużyny w finale.
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
9
Feliz cumpleaños panie Evaristo! Z okazji 90 urodzin.
22 czerwca 1933 r. urodził się legendarny napastnik FC Barcelony Evaristo de Macedo. Brazylijczyk Evaristo grał w drużynie Dumy Katalonii w latach 1957-62 i wciąż, nawet 50 lat później, jest pamiętany jako jeden z najlepszych zawodników, którzy mieli okazję grać w bordowo-granatowych barwach. Zawodnik ten zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii, jeden Puchar Króla oraz dwukrotnie sięgał po Puchar Miast Targowych. Evaristo strzelając 178 goli w 226 meczach jest najskuteczniejszym Brazylijczykiem w historii klubu. Jest on także jednym z niewielu, którzy bezpośrednio po przygodzie w Barcelonie udali się do Madrytu, aby grać w szeregach odwiecznego rywala. Mimo to, de Macedo, niezmiennie jest bardzo mile i ciepło witany w stolicy Katalonii. Jego bilans jeszcze w barwach Blaugrany w spotkaniach przeciwko Blancos to 5 goli w 7 meczach.
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
1
@MrPGG Moim zdaniem każdy cule powinien być tym zawodnikiem zainteresowany ale na Boga! Nie w środku nocy(!) przecież ludzie pracują i trzeba raniutko wstawać do roboty!
4
@FCBparasiempre
Często zdarza się, że ostatnie mecze grupowe podczas wielkiego turnieju wywołują ogromne emocje. Czy to jawna kpina z kibiców podczas mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, czy dramat reprezentacji Polski podczas EURO 2012, czy wreszcie odpadnięcie Niemców z Mistrzostw Świata 2018 i 2022. Ostatnie starcia też decydują o kolejności w grupie. Tak miało być podczas Mistrzostw Europy w 2000 roku w Belgii i Holandii w meczu Jugosławii z Hiszpanią. Pierwsze spotkania grupy C EURO 2000 były bardzo wyrównane. Nie było meczu, w którym jedna z drużyn miała przynajmniej dwie bramki przewagi nad rywalem. Hiszpanie rozpoczęli turniej od sensacyjnej porażki z Norwegami 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył znany z występów między innymi w Tottenhamie Steffen Iversen. Sporą ciekawostką może być fakt, że tamto spotkanie sędziował Gamal Al-Ghandour z… Egiptu. Jest on pierwszym afrykańskim sędzią prowadzącym mecz mistrzostw Europy. A żeby było jeszcze zabawniej, dwa lata później ten sam arbiter znów prowadził spotkanie Hiszpanów. Był to mecz ćwierćfinałowy Mundialu w Korei Południowej i Japonii, a La Furia Roja grała przeciwko gospodarzom z Korei. Gamal Al-Ghandour nie uznał wtedy dwóch prawidłowo zdobytych bramek dla drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, w efekcie czego ci odpadli z turnieju po porażce w rzutach karnych. Wróćmy jednak do spotkań rozgrywanych na boiskach Belgii i Holandii. Podopieczni Jose Antonio Camacho po porażce z Norwegią mogli mieć nieco spokojniejsze nastroje, ponieważ w drugim meczu tej grupy w starciu typowo bałkańskim Jugosławia, której spadkobiercą stała się w 2003 roku Serbia i Czarnogóra zremisowała ze Słowenią 3:3. Jugosłowiańscy gracze trenera Vujadina Boskova pokazali, że mają charakter i że potrafią walczyć nawet w najtrudniejszych warunkach. Przegrywali bowiem już 0:3. Szczególnie w 57. minucie mało kto mógł przewidywać, że późniejsze starcie Jugosłowian z Hiszpanami będzie meczem drużyn, które w końcowym rozrachunku awansują z tej grupy. Kolejne starcia zresztą niejako potwierdziły obawy kibiców obu zespołów, ponieważ zarówno Hiszpanie ze Słowenią, jak i Jugosławia z Norwegami znów się męczyły, wygrywając przewagą jednej bramki. Hiszpanie pokonali Słowenię 2:1, a Jugosławianie Norwegię 1:0. Sytuacja w tabeli przed ostatnią kolejką była bardzo ciekawa. Hiszpania miała trzy punkty, Jugosławia była liderem z jednym punktem więcej. Norwegowie byli na równi z Hiszpanami, a Słowenia z punktem za remis z Jugosławią zamykała stawkę i nie liczyła się zbytnio w walce o drugie miejsce w grupie. Wszyscy, poza Słowenią w grupie C liczyli na udane zwieńczenie fazy grupowej i awans do ćwierćfinału. W najlepszej sytuacji była Jugosławia, której do utrzymania pozycji lidera grupy wystarczył remis. Norwegowie musieli wygrać i liczyć na porażkę bądź remis Hiszpanii. Słoweńcy mogli jedynie przeszkodzić Skandynawom w realizacji swojego celu. Nie dziwne więc, że oczy całego piłkarskiego świata zwrócone były w kierunku Bruggi i Arnhem, gdzie miały rozstrzygnąć się losy grupy C. Jugosłowianie bardzo szanowali swoich rywali, na których spadała fala krytyki. Szczególnie mocno dostawało się właśnie Guardioli. Hiszpańskie dzienniki na czele z madryckim AS-em poddawały wręcz w wątpliwość sens powołania Pepa na ten turniej. Piłkarze hiszpańscy zarzucali z kolei mediom hipokryzję, przypominając zarzuty, jakie one stawiały selekcjonerowi dwa lata wcześniej, gdy Guardioli w kadrze nie było. ,,Dla mnie Guardiola jest najlepszym hiszpańskim piłkarzem”– Vujadin Boskov. Hiszpańskich obserwatorów martwiła słaba dyspozycja fizyczna piłkarzy. W kontekście walki z wybieganymi i silnymi fizycznie piłkarzami z Bałkanów kiepskie przygotowanie motoryczne mogło być poważnym problemem podopiecznych Camacho. Problemów przysparzała też wspominana atmosfera wokół kadry.
,,Choć do awansu wystarczy nam remis, taktyka na grę bez goli byłaby samobójstwem”– mówił przed meczem Boskov. Trener Boskov słusznie przestrzegał swoich piłkarzy przed rozprężeniem i ewentualną próbą gry na remis. Nawet jeśli Hiszpanie mieli swoje problemy, to mieli na tyle dobre indywidualności, że jedną akcją mogli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Tak się rzeczywiście stało, ale po kolei. Początek starcia był oczekiwaniem na to, co zrobi przeciwnik. Mało kto mógł przewidzieć, że od 30. minuty sytuacja może zmienić się diametralnie. Pierwszy cios wyprowadzili Jugosłowianie. Po wrzutce z lewej strony Ljubinko Drulovicia świetnym strzałem głową popisał się znany obrońcom hiszpańskim napastnik Savo Milosević. Hiszpanie nie czekali jednak na rozwój sytuacji długo i po ośmiu minutach odpowiedzieli po zamieszaniu dobrym strzałem Alfonso. Kiedy wydawało się, że nic się nie zmieni w pierwszej połowie, Hiszpanie zagrozili, ale Gaizka Mendieta tym razem chybił. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jego wielka chwila w tym meczu ma dopiero nadejść. Druga połowa była tym, na co postronni kibice czekali najbardziej. Szaleństwo rozpoczęło się w 50. minucie, kiedy Drulović świetnie wypatrzył za polem karnym wprowadzonego kilka minut wcześniej Dejana Govedaricę. Ten nie zastanawiając się długo i huknął znakomicie pod poprzeczkę bramki Canizaresa. Kibice z Bałkanów ściskali się z wielkiej radości. Nie trwała ona jednak zbyt długo. Nie minęła nawet minuta, a Munitis po podaniu od Etxeberrii z prawej strony popisał się pięknym strzałem na dalszy słupek bramki Ivicy Kralja. Na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2. Nie był to koniec… W 63. minucie czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych zobaczył Slavisa Jokanović, przez co wydawało się, że do głosu w tym starciu dojdą grający w przewadze Hiszpanie. Nic bardziej mylnego. W 75. minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu podbramkowym przytomnością umysłu wykazał się Slobodan Komljenović i wyprowadził swój zespół na trzecie prowadzenie. Podopieczni trenera Boskova byli już wtedy niemal pewni awansu do kolejnej rundy. Przecież tylko cud mógł uratować ich rywali. La Roja nacierała na bramkę Ivicy Krajla, jednak ani Guardiola, ani Alfonso nie potrafili wepchnąć piłki do siatki. Przełom nastąpił dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy w polu karnym padł Abelardo. Egipski sędzia podyktował rzut karny, który pewnie na gola zamienił Gaizka Mendieta. Ostatni raz do bramki rywala w tym spotkaniu trafił Alfonso, który po zagraniu na „aferę” dopadł do zgranej piłki i umieścił ją w siatce. Jugosłowianie pomimo trzykrotnego prowadzenia przegrali to starcie 3:4. Zawodnikiem meczu okrzyknięto krytykowanego wcześniej Pepa Guardiolę. Wynik ten spowodował, że podopieczni Camacho mimo ostrej krytyki wyszli z grupy z pierwszego miejsca, Jugosławia spadła na drugie miejsce, a Norwegowie po remisie ze Słowenią zakończyli rywalizację na trzecim miejscu.
Hiszpania – Jugosławia 4:3 (1:1)
Gole: 0:1 Savo Milošević 30′, 1:1 Alfonso Perez 38′, 1:2 Dejan Govedarica 50′, 2:2 Pedro Munitis 51′, 2:3 Slobodan Komljenović 75′, 3:3 Gaizka Mendieta 90′ -k, 4:3 Alfonso Perez 90′
Składy:
Jugosławia: Kralj – Komljenović, Djukić, MIhajlović, Djorović (Stanković 12′) – Stojković (Saveljić 68′), Jugović (Govedarica 46′), Jokanović, Drulović – Mijatović, Milosević;
Hiszpania: Canizares – Salgado (Munitis 46′), Abelardo, Paco (Urzaiz 64′), Sergi Barjuan – Mendieta, Guardiola, Helguera, Fran (Etxeberria 22′) – Raul, Alfonso
A jak potoczyły się dalsze losy tych zespołów w turnieju? Jugosławianie w ćwierćfinale boleśnie przegrali ze współgospodarzami Holandią 1:6, a Hiszpanie ulegli późniejszym mistrzom z Francji 1:2. W tym spotkaniu rzutu karnego w końcówce nie wykorzystał Raul Gonzalez.
4
Szaleństwo w Brugii:
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
3
@FCBparasiempre
Pele uzyskał status Boga na przełomie lat 50-tych i 60-tych. Miał około 20 lat ale był już mistrzem świata. Kiedy w roku 1962 Brazylia zdobywała tytuł po raz drugi, Pelego w meczu finałowym zabrakło. W drugim spotkaniu turnieju został kontuzjowany i już na boisko nie wrócił. Koledzy dali sobie rade bez niego. Zresztą zastępujący go Amarildo znakomicie wywiązał się ze swojej roli. Pele stosunkowo szybko powrócił do zdrowia ale niemal bez przerwy narażał się na ataki obrońców całego świata. Którzy nie mogli zatrzymać go zgodnie z przepisami, czyli większości. W dodatku klub Pelego- FC Santos bez umiaru wykorzystywał fakt że miał w swoich szeregach najlepszego piłkarza świata oraz kilku innych mistrzów jak Gilmara, Mauro, Zito, Coutinho czy Pepe. FC Santos jako pierwszy klub w dziejach futbolu, odbywał wielotygodniowe tournée po świecie, zmieniając przeciwników, strefy czasowe i klimatyczne. Rozgrywał mecze co kilka dni, biorąc za każdy nie mniej niż 100 tysięcy dolarów. Pele wspominał iż w roku 1959 w Santosie, reprezentacji Brazylii, reprezentacji stanu São Paulo, reprezentacji wojskowej i drużynie koszarowej rozegrał około 100 meczów. Dziewięciokrotnie w ciągu jednej doby zdarzyło mu się zagrać dwa razy. Podczas tournée po Europie Santos rozegrał 22 mecze w ciągu 6 tygodni. To było szaleństwo! Piłkarze poruszali się wyłącznie między hotelami, stadionami, dworcami kolejowymi i portami lotniczymi. Na odpoczynek brakowało czasu. Na przełomie lat 50-tych i 60-tych to był prawdopodobnie najlepszy zespół świata nazywany ,,Os Santasticos”. Bez Pelego te wojaże byłyby znacznie mniej atrakcyjne i intratne, więc eksploatowano go ponad miare. Nie tylko grał ale też musiał się spotykać z różnymi ważnymi postaciami czy też pozować do zdjęć. W styczniu 1969 przyjazd Pelego z Santosem do Afryki stał się powodem przerwania wojny w Biafrze. Po zakończeniu meczu działania wojenne wznowiono ale dopiero po odlocie samolotu z piłkarzami na pokładzie. Na półtora roku przed mundialem w 1970 r. reprezentacje Brazylii prowadził Aimore Moreira, który zdobył z nią Puchar Rimeta w 1962; był jednak głuchy na żądania polityków i stracił posade. Zastąpił go João Saldanha, znany bardziej jako dziennikarz sportowy niż trener. Znał się na piłce, nie był zazdrosny, wiedział że w kraju jest wielu młodych trenerów i chętnie się nimi otaczał. Wiosną 1970 r. do Europy wybrał się Saldanha aby obejrzeć kilka meczów międzypaństwowych i ligowych w Anglii a nawet treningi reprezentantów tego kraju. Popatrzył, poczytał, porozmawiał a po powrocie do domu natychmiast wyrzucił z kadry obydwu bramkarzy, czterech obrońców i paru innych zawodników. Uznał że w starciu z twardym europejskim sposobem gry nie dadzą sobie rady. Chciał szukać na ich miejsce innych ale nie zdążył. Wśród wyrzuconych znalazł się ulubieniec prezydenta kraju, napastnik Dario Maravilha. W związku z tym prezydent zadzwonił do szefa Brazylijskiej Konfederacji Sportu João Havelenge’a i na 3 miesiące przed rozpoczęciem mundialu Saldanha stracił prace. Usłyszał że pije, nie potrafi znaleźć wspólnego języka z zawodnikami, jest nieobliczalny bo podobno podczas jakiejś sprzeczki groził pistoletem trenerowi Flamengo. Havelange, który 5 lat później zostanie prezydentem FIFA, wiedział jak się załatwia takie sprawy. Jego decyzje o zwolnieniu Saldanhy poparli dziennikarze sportowi, czekający aż ich byłemu koledze po fachu powinie się noga. Zastąpił go Mario Zagalo, lewoskrzydłowy, 2-krotny mistrz świata. Unikał konfliktów, więc dla świętego spokoju ponownie powołał Maravilhe do kadry i nawet zabrał go na mundial. Mógł sobie na to pozwolić ponieważ zebrał kilkunastu innych wspaniałych zawodników, którzy w dobrej formie mogli pokonać każdego. Nad tą formą i przygotowaniami do turnieju pracował sztab fachowców z różnych dziedzin. Brazylijscy piłkarze byli w dobrych rękach; wzorcowo rozwiązano także problem aklimatyzacji na wysokości, z czym w różny sposób i nie zawsze skutecznie radzili sobie inni uczestnicy mundialu. Przy błogosławieństwie prezydenta nie liczono się z kosztami. Tylko na ostatnią faze przygotowań Brazylia wydała około 1,5 miliona dolarów! Zgrupowanie rozpoczęło się 12 lutego, na 3,5 miesiąca przed turniejem. Do końca marca piłkarze przechodzili w Rio de Janeiro badania medyczne, testy psychologiczne i trenowali. Brazylia nie miała wprawdzie żadnego swojego przedstawiciela we władzach FIFA ale lobbować potrafiła niezwykle skutecznie. Wywalczyła dokładnie to samo, co Anglia 4 lata wcześniej – jedno stałe miejsce rozgrywania meczów podczas turnieju. Dla Anglików to było Wembley, dla Brazylijczyków stadion Jalisco w Guadalajarze. Podróż z Rio do Guadalajary można było odbyć samolotem w ciągu kilku godzin ale fizjolodzy stwierdzili że wiąże się to z ryzykiem; mogłoby dojść do niepożądanych reakcji organizmu, związanych z różnicą ciśnienia, pracy serca itp. A to w przypadku czynnych sportowców byłoby niepożądane. Zgodnie z sugestiami lekarzy wybrano inny wariant. Najpierw samolot wylądował w Manaus nad Amazonką. Po dwóch dniach odpoczynku piłkarze przenieśli się do położonej wyżej Bogoty a po trzech kolejnych wylądowali w Guadalajarze, na wysokości 1680 metrów. Stąd przenieśli się do leżącego o 400 metrów wyżej Guanajuato, gdzie spędzili prawie 2 miesiące. Opuszczali to miejsce tylko żeby rozegrać mecze kontrolne. Czuli się tam jak u siebie w domu, więc każdy przeciwnik miał poczucie że rozgrywa mecz na wyjeździe, tym bardziej że po 15 minutach, kiedy przeciwnicy z trudem łapali oddech, Brazylijczycy dopiero się rozkręcali. Pierwszym przeciwnikiem na mundialu była Czechosłowacja, podobnie jak 8 lat wcześniej, w finale mistrzostw świata. Czesi pierwsi strzelili gola ale to były dla nich miłe złego początki. ,,Wielu komentatorów natychmiast zaczęło przypominać przedturniejowe prognozy, w których podkreślano że Brazylia potrafi tylko atakować i nie ma obrony ale ja wiedziałem że nasza drużyna jest wystarczająco dobra aby zmienić wynik. To nie byli Czesi z 1962 roku, a ja nie byłem wygasłą gwiazdą, jak twierdził ich trener”- wspominał Pele. Ostatecznie Canarinhos wygrali 4:1. Pele zdobył tylko jednego gola ale wsławił się strzałem z połowy boiska. Zobaczył że bramkarz Victor wyszedł daleko w pole karne i strzelił, lecz piłka przeleciała nad bramką. Już w drugim meczu Brazylia musiała się zmierzyć z broniącą tytułu Anglią. Ze względu na transmisje telewizyjne do Europy mecze rozgrywano często w samo południe i tak było tym razem. Temperatura przekraczała 35 stopni. Zagalo zakończył odprawę zdaniem: ,,Nie śpieszcie się, Anglicy nie są przyzwyczajeni do takich warunków i zmęczą się prędzej niż wy. Wcześnie czy później na pewno zdobędziecie gole”. Trener wiedział co mówi. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie a akcji, po której Canarinhos zdobyli gola, piłkarze całego świata uczyli się na pamięć. Zaczeło się po lewej stronie, w pobliżu narożnika pola karnego. Tostão przedryblował trzech Anglików, w tym Bobby’ego Moore’a, zakładając mu ,,siatke”; to wyjątkowy despekt dla obrońcy. Następnie Brazylijczyk odwrócił się nie tak, jak Anglicy się spodziewali, podał na środek pola karnego, gdzie czekał Pele. Rzuciło się do niego 3 Anglików, więc Pele podał lekko w prawą strone. Nadbiegający Jairzinho strzelił od razu, nie dając bramkarzowi żadnych szans. To wszystko działo się w 60 minucie meczu. Bramkarzem był Gordon Banks, mistrz świata, jeden z najlepszych specjalistów w swoim fachu. W pierwszej połowie popisał się paradą, która została uznana za najlepszą obrone bramkarza w XX wieku. Bogiem a prawdą to trudno stwierdzić, jednak klasa strzelca i ranga meczu na pewno wpłynęła na ocene. Pele strzelił głową z odległości około 9 metrów tak mocno, jakby piłke kopał. Piłka odbił się od ziemi, co zawsze utrudnia obrone. Mimo to Banks w jakimś niezwykłym skoku zdołał piłke odbić; było to bez wątpienia coś absolutnie wyjątkowego ale jednak Canarinhos wygrali 1:0. Z Rumunią Brazylia wygrała 3:2 ,,siłą rozpędu”, po najsłabszym meczu fazy grupowej. W ćwierćfinale pokonała 4:2 Peru, mającym bodaj najlepszą reprezentacje w swojej historii, z Cubillasem na czele. Półfinałowym przeciwnikiem był Urugwaj. Spotykał się na mundialu z Brazylią pierwszy raz od słynnego finału w roku 1950. Jak chcą legenda i lukrowane biografie Pelego, kiedy Ghigghia wbijał Brazylii gola decydującego o tytule mistrza świata, 9-letni Pele płakał w domu, słuchając transmisji radiowej z Maracany. Przysiągł że kiedyś zmaże te plame na honorze Brazylii i właśnie teraz nadarzyła się okazja. Atmosfera w Brazylii rzeczywiście przypominała mobilizacje przed militarnym starciem, zresztą podobno wojsko wzmocniło posterunki przy granicy z Urugwajem; być może miało to wszystko jakiś wpływ na postawę piłkarzy obydwu krajów. Tyle że tym razem Urugwajczycy byli słabsi. Wprawdzie pierwsi zdobyli gola ale później stracili trzy. Pozostawał już tylko finał na Estadio Azteca z Włochami, mistrzami catenaccio, Cztery lata wcześniej doznali kompromitującej porażki z Koreą Północną 0:1. Wracali z mistrzostw z Anglii po cichu a na lotnisku w Rzymie musieli robić uniki, żeby nie dostać rzucanymi przez kibiców zgniłymi pomidorami. Teraz rozgrywali turniej po mistrzowsku nie szafując siłami. Do drugiej rundy przeszli dzięki jednemu golowi zdobytemu w meczu ze Szwecją. Dwa następne(z Urugwajem i Izraelem) zremisowali 0:0. W ćwierćfinale rozbili Meksyk 4:1 a w półfinale stoczyli zażarty pojedynek z RFN, gdzie wygrali dopiero w dogrywce 4:3. To był bez wątpienia jeden z tych meczów, które wstrząsnęły światem. Finał(21 czerwca) nie był tak emocjonujący, ze względu na przewagę Canarinhos ale widzowie pozostawali w napięciu do przerwy, kiedy jeszcze Włosi trzymali się mocno i w drugiej połowie, kiedy Brazylijczycy przeprowadzali akcje, niczym wisienki na torcie. Na pięknego gola strzelonego głową przez Pelego Włosi odpowiedzieli golem Boninsegni, który wykorzystał nieporozumienie między obrońcami a bramkarzem Felixem. Do przerwy 1:1. W drugiej połowie grali już tylko Canarinhos a gole strzelali: Gerson, Jairzinho i kapitan Carlos Alberto Torres. Trzeci tytuł mistrza, nazywany wówczas Pucharem Rimeta, na własność zgarnęli Brazylijczycy. Trener Włochów Valcareggi przyjął błędną taktykę. Naiwnie myślał że jeśli przy każdym Brazylijczyku postawi jednego obrońcę a nawet dwóch, uniemożliwi im rozgrywanie akcji. Dziwne że mógł się tak pomylić. Lepsi technicznie i szybsi Canarinhos nie napotykali żadnych przeszkód. Włosi nie tylko nie dawali sobie rady z pilnowaniem indywidualnie Brazylijczyków ale kiedy próbowali sobie nawzajem pomagać , zostawiali wolne miejsca w innych częściach boiska. Wystarczyło jedno podanie na wolne pole żeby szybszy Brazylijczyk mógł się tam znaleźć i rozpocząć akcje. Włosi pilnowali głównie napastników i pomocników, więc kiedy przy czwartym golu skrzydłem zaatakował Carlos Alberto, zastanawiali się kto ma mu przeszkodzić i kiedy. W rezultacie nikt tego nie zrobił. Zresztą Włosi już wtedy nie bardzo wiedzieli gdzie są. Chwile wcześniej Clodoaldo przedryblował czterech z nich, akcja przeniosła się ze środka boiska na lewą strone a podanie Pelego przerzuciło ją na prawą. Mało kto mógłby temu zapobiec. A przecież we włoskiej ekipie grali tak wybitni piłkarze jak Facchetti, Burgnich, Mazzola, Boninsegna, Rivera czy Riva. To była klasowa drużyna ale między radosnym, pełnym polotu stylem gry Canarinhos a wyrachowaną obroną Włochów była zasadnicza różnica, którą najlepiej określił włoski reżyser, pisarz i poeta Pier Paolo Pasolini: ,,Są dwa rodzaje futbolu: europejski- kolektywny, zaprogramowany, podręcznikowy i południowoamerykański- spontaniczny oparty na inwencji artystów, erotyczny. Między nimi jest taka różnica jak między prozą a poezją”. Włosi mieli pecha trafiając na Brazylie, nazywaną ,,cudowną drużyną”, ,,jedenastką XX wieku”. Genialny 30-letni Pele był jak symbol, co należało mu się za lata niezwykłych dokonań na wszystkich stadionach na kuli ziemskiej. Pół roku wcześniej świat fetował tysięcznego gola, zdobytego przez niego w oficjalnym meczu. Strzelił go na Maracanie z rzutu karnego, w meczu z Vasco da Gama. Rzadko który mecz krajowej rangi, w dodatku na dalekim kontynencie, wzbudzał takie zainteresowanie w Europie. Wszyscy czekali na tego gola bo Pele był ,,własnością całego świata” i miał więcej kibiców niż jakikolwiek inny piłkarz. Bobby Charlton powiedział że Pan Bóg stworzył piłke nożną żeby Pele miał się gdzie wyżywać. Każdy piłkarz tamtej drużyny z 1970 w jakimś sensie wyżywał się. Mario Zagalo zdobył w Meksyku tytuł mistrza świata jako trener. Wcześniej dwukrotnie wywalczył Puchar Rimeta jako piłkarz. Nikt przed nim nie dokonał takiej sztuki. Po nim, tylko Franz Beckenbauer. Puchar Świata stał się własnością Brazylijczyków. W roku 1983 został skradziony z siedziby federacji w Rio de Janeiro i nigdy się nie odnalazł. Na koniec składy z historycznego finału:
Brazylia: Félix - Carlos Alberto , Brito , Piazza , Everaldo - Clodoaldo , Gérson - Jairzinho , Tostão , Pelé , Rivellino
Włochy: Albertosi - Burgnich , Cera , Bertini ( 75 Juliano ), Rosato , Facchetti - Domenghini , de Stisi , Mazzola - Boninsegna ( 84 Rivera ), Riva
4
Trzecia koronacja Pelego:
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
1
@DaPidejpi A to takiego zawodnika to w zasadzie nie znam. Nie oglądałem meczów Newcastle...
0
@Arkon Jakiego Bruno masz na myśli? Bruno Fernandesa?
0
@SkN No cóż, od razu widać że nie czytasz moich ważnych historycznych wpisów...
Długie komentarze zamieszczam w odpowiedzi na mój komentarz, w przeciwnym wypadku dyrektorzy tego zakładu nakładają na mnie kare, z czym ja się nigdy nie pogodze ale taki już mój los...
6
@FCBparasiempre
21 czerwca 1955 r. urodził się Michel Francois Platini, francuski piłkarz, menedżer oraz były prezydent UEFA. Był członkiem reprezentacji Francji, która w 1984 roku zwyciężyła na Mistrzostwach Europy, po których został wybrany najlepszym piłkarzem oraz najskuteczniejszym zawodnikiem tego turnieju. Występował na Mistrzostwach Świata w 1978, 1982 i 1986 roku. Wraz z Alainem Giressem, Luisem Fernandezem oraz Jeanem Tiganą tworzyli tak zwany magiczny kwadrat- grupę piłkarzy grających jako pomocnicy, którzy tworzyli podporę francuskiego teamu w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jest również uważany za jednego z najlepiej podających piłkarzy w historii piłki nożnej, oraz wybitnego wykonawcę stałych fragmentów gry. Był posiadaczem tytułu strzelca największej ilości goli w barwach narodowych (41) aż do 2007 roku, kiedy to Thierry Henry poprawił to osiągnięcie. Platini był również trenerem reprezentacji Francji przez 4 lata oraz współorganizatorem Mistrzostw Świata w swojej ojczyźnie w 1998 roku. Jego ojciec- Włoch o imieniu Aldo -był profesjonalnym piłkarzem oraz dyrektorem francuskiego zespołu AS Nancy, w którym młody Michel stawiał swoje pierwsze kroki. W listopadzie 1972 roku, po wcześniejszej grze w lidze regionalnej, został dołączony do rezerw zespołu AS Nancy, prowadzonego przez ojca. Bardzo szybko pokazał swoje umiejętności strzeleckie, zdobywając 3 gole w spotkaniu przeciwko Wittelsheim. Dalsze postępy zaowocowały przesunięciem go do pierwszego zespołu. Jego debiut nie był udany - w spotkaniu przeciwko Valenciennes, po wejściu z ławki rezerwowych, został kilkukrotnie trafiony przez przedmioty rzucane z trybun podczas zamieszek, które wybuchły w trakcie meczu. Kilka dni później, podczas kolejnego występu w zespole rezerw, nabawił się poważnej kontuzji kostki, która wykluczyła go z rozgrywek aż do maja 1973 roku. Sezon 1973/1974 skończył się dla drużyny Nancy spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji. Duży wpływ na to niepowodzenie miała kolejna kontuzja Platiniego - w marcu 1974 roku, kiedy liga wkraczała w decydującą fazę, doznał on podwójnego złamania lewego ramienia w jednym ze spotkań. Jednak kolejny rok zaowocował powrotem do Ligue 1. Francuz stał się najważniejszym piłkarzem swojej drużyny, strzelając 17 bramek, w tym kilka z rzutów wolnych, które stały się jego specjalnością. Trenował stałe fragmenty przy pomocy swego przyjaciela, bramkarza Moutiera, oraz rzędu manekinów, które tworzyły swego rodzaju mur. Po udziale w Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 roku, w których Francja doszła do ćwierćfinału, podpisał on z Nancy swój pierwszy profesjonalny kontrakt. Przed wylotem na Mistrzostwa Świata w Argentynie, Platini zdobył pierwsze cenne trofeum w karierze, wygrywając finał Pucharu Francji przeciwko Nice i strzelając jedyną bramkę w spotkaniu. Przed rozpoczęciem mundialu w 1978 r. wszyscy mieli w pamięci mecz eliminacyjny z Bułgarią, wygrany 3-1, w którym Michel zdobył jedną z bramek. Dzięki temu zwycięstwu Trójkolorowi zapewnili sobie awans na odbywającą się co cztery lata imprezę. W jednym z meczów towarzyskich przed mundialem zapisał się w pamięci kibiców, strzelając słynnemu włoskiemu bramkarzowi, Dino Zoffowi, dwie gole z rzutów wolnych. Same mistrzostwa były bardzo nieudane dla reprezentacji Francji. Po wygranej z Węgrami oraz porażkach z Argentyną i Włochami, Francuzi wyjechali z Argentyny już po pierwszej rundzie. Mimo że Michel Platini był jednym z najlepszych zawodników podczas tego nieudanego turnieju, to właśnie jego kibice uznali za winnego klęski Francuzów. Jego kontrakt z Nancy wygasł w czerwcu 1979 roku. Rywalizowało o niego kilka mocnych francuskich klubów i ostatecznie zdecydował się na przenosiny do Saint-Etienne. Trzyletni pobyt w nowym klubie był dla Platiniego mieszaniną sukcesów i porażek. Saint-Etienne miało zamiar podbić piłkarską Europę, lecz mimo kilku fantastycznych spotkań, piłkarzom tego klubu nie udało się nawiązać do sukcesu z 1976 roku, kiedy to drużyna ta wystąpiła w finale Pucharu Europy. W 1981 roku Saint-Etienne zdobyło mistrzostwo Francji, lecz w tym samym roku przegrało z Bastią w finale krajowego pucharu. Ostatnim meczem Michela Platiniego w barwach tego klubu przed przenosinami do włoskiego Juventusu Turyn, był kolejny, ponownie przegrany, finał tych rozgrywek przeciwko Paris Saint-Germain. Zanim Francuz zaczął występować w barwach Starej Damy, dotarł wraz z kolegami do półfinału Mistrzostw Świata w 1982 roku w Hiszpanii. Porażka po rzutach karnych z RFN pozbawiła ich marzeń o finale. W pierwszym sezonie gry dla Juventusu Platini był bliski szybkiego odejścia z tego klubu, gdyż nie potrafił się dostosować do włoskiego stylu gry. Po zmianie taktyki dokonanej przez trenera, Francuz zaczął jednak grać o wiele lepiej. Piłkarze "Starej Damy" dotarli aż do finału Pucharu Europy, gdzie przegrali z niemieckim Hamburgerem SV, oraz zdobyli Puchar Włoch. Kolejne sezony to pasmo sukcesów Platiniego w Juventusie - Mistrzostwo Włoch w 1984 i 1986 roku, Superpuchar Europy w 1984 roku, Puchar Europy w 1985 roku oraz Puchar Interkontynentalny w 1985 roku.
Trzy sezony z rzędu był królem strzelców Serie A a także trzykrotnie był wybierany najlepszym piłkarzem Europy w latach 1983-1985. W 1984 roku reprezentacja Francji zdobyła tytuł Mistrza Europy, a Platini z 9 golami w 5 spotkaniach, został królem strzelców tej imprezy. Puchar Europy zdobyty w 1985 roku powinien być ukoronowaniem kariery Francuza, lecz został on zdobyty w cieniu wielkiej katastrofy na stadionie Heysel, kiedy to podczas finałowego meczu przeciwko Liverpoolowi, w czasie trwania zamieszek na trybunach zginęło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych. Mecz rozpoczął się z półtoragodzinnym opóźnieniem. Jedyną bramkę z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Zbigniewie Bońku, strzelił Platini. Dzień po tym spotkaniu, Francuz był krytykowany za brak powściągliwości w świętowaniu zwycięstwa. Platini utrzymywał jednak, że nie był w pełni świadomy skali katastrofy, która wydarzyła się na stadionie. Na Mistrzostwach Świata w 1986 roku Francja zajęła 3 miejsce, a Platini zdobył ostatnie 2 bramki w swej reprezentacyjnej karierze. Rok później zawiesił swe piłkarskie korki na kołku, kończąc bogatą i fantastyczną karierę w wieku 32 lat. Ostatnie spotkanie w reprezentacji Francji to mecz z Islandią 29 kwietnia w 1987 roku. W sumie w 72 spotkaniach w trójkolorowych barwach zdobył 41 bramek, a w 432 oficjalnych występach klubowych, do bramki rywala trafiał aż 224 razy. 1 listopada 1988 roku Michel Platini został selekcjonerem reprezentacji Francji. Po wygraniu 19 spotkań z rzędu został wybrany trenerem roku. Jednak po odpadnięciu Francji z Euro 1992, został zwolniony z tej posady. W kolejnych latach był między innymi, razem z Fernandem Sastre, głową Komitetu Organizacyjnego Mistrzostw Świata w 1998 roku, które odbywały się we Francji, oraz członkiem Komitetu Wykonawczego FIFA.
5
Wybitne legendy futbolu:
@Symson
@Sensible
@Rastafarnianin
@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@Monix10
@kamyk_23
@AssisMoreira
10
Championship of Catalonia:
21 czerwca 1905 r. FC Barcelona po raz pierwszy w historii sięgnęła po Mistrzostwo Katalonii. Rozgrywki te zainaugurowano w sezonie 1903/1904 jako następstwo Copa Macaya oraz Copa Barcelona a premierową edycje wygrał Espanyol. Rywalizacja trwała aż do sezonu 1939/1940 i została przerwana przez reżim generała Franco. Ogółem rozegrano 37 edycji, z których Blaugrana wygrała 21. W decydującym starciu 21 czerwca 1905 r. Duma Katalonii pokonała w derbach Espanyol 3:2 po dwóch golach Blaka i jednym Romy Fornsa.
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Sensible
@Mixtape
@Monix10
15
Początek wyjątkowej przygody w roli trenera:
21 czerwca 2007 r. Josep Guardiola został mianowany na trenera FC Barcelony B. Sytuacja rezerw Barçy była opłakana po spadku z Segunda Division B do czwartego poziomu rozgrywek. Utrudniało to rozwój młodym piłkarzom, którzy stawiali pierwsze kroki w dorosłej piłce po awansie z juniorów. Guardioli udało się zdobyć 83 punkty w 38 kolejkach, co dało pierwsze miejsce w grupie i udział w play-offach o awans do trzeciej ligi. Efektem dwóch wygranych spotkań była promocja a Guardiole, który objął pierwszy zespół FC Barcelony zastąpił Luis Enrique.
@Symson
@Sensible
@AssisMoreira
@kamyk_23
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
7
Triumfy Blaugrany w Pucharze Hiszpanii:
21 czerwca 1942 r. FC Barcelona tryumfuje po raz ósmy w historii w Copa del Rey. W bardzo zaciętym finale rozgrywanym na Estadio de Chamartin, Barça pokonuje po dogrywce Athletic Bilbao 4:3. Gole dla Blaugrany zdobywają: Escola(20 i 59 minuta) oraz Mariano Martin(51 i 101 minuta).
21 czerwca 1953 r. FC Barcelona sięga po raz jedenasty(i trzeci z rzędu) w historii po Puchar Króla. W finałowym starciu rozgrywanym ponownie na Estadio de Chamartin, Blaugrana pokonuje Athletic Bilbao 2:1. Gole dla Barçy zdobyli: Kubala(46 minuta) oraz Manchon(57 minuta).
21 czerwca roku 1959, FC Barcelona zdobywa po raz 12-sty w historii Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Santiago Bernabeu, Duma Katalonii pokonuje Granade CF 4:1. Gole strzelają: Eulogio Martinez(2 minuta), Sandor Kocsis(10 i 76 minuta) oraz Justo Tejada(67 minuta).
@Mixtape
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Rastafarnianin
@Sensible
@Symson
@AssisMoreira
@kamyk_23
1
Kompromitacja, wstyd i hańba!! Oto kompletna definicja reprezentacji Polski w piłce nożnej. Apeluje o podanie się do dymisji wszystkich łącznie z trenerem oraz natychmiastowe wycofanie się z eliminacji Euro 2024! Przecież nawet jeśli jakimś cudem Polska awansowała by do tego Euro, to niby czego możemy się spodziewać jak nie wyjścia z grupy i kolejnej kompromitacji? Partacze! Kozy paść a nie taką kase brać!