10

Barça w europejskich pucharach:

2 stycznia 1963 r. FC Barcelona przegrała na Stade du Ray w Nicei z Crveną Zvezdą Belgrad 0:1 po golu Kosticia z rzutu karnego. To był dodatkowy(de facto finałowy) mecz 1/8 Pucharu Miast Targowych, po którym Blaugrana odpadła z rozgrywek.



@Symson
@patataj
@Monix10
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
@Roni/VEB

0

@FcPortoFan1999 O widzisz, nawet o tym nie wiedziałem. Jak miło posłuchać kogoś mądrego! Dzięki śliczne za informacje i pozdrawiam :)

1

@FcPortoFan1999 Nie, ale każdy szanujący się cule powinien przypominać o przynajmniej wygranych Klasykach!

1

@Ogorinho1974 Stokrotne dzięki za nominacje i pamięć :) Tyle że ja osobiście nie traktuje poważnie tej ,,ich" złotej piłki i nie bawie sie w takie głupstwa...

11

Zapomniane El Clasico:

2 stycznia 1944 r. FC Barcelona pokonuje na Estadio Chamartin Real Madryt 1:0 w 13 kolejce Primera Division. Zwycięskiego gola zdobył Jose Valle Mas w 50 minicie. Po tym zwycięstwie Blaugrana zachowała 2 pozycje w tabeli tracąc jedynie 1 punkt do prowadzącej Valencii. Co ciekawe, na półmetku rozgrywek Real Madryt zajmował dopiero 8 pozycje, kończąc rywalizacje na miejscu siódmym. Natomiast Barça zakończyła niestety sezon na 6 pozycji, z tą samą ilością punktów co ,,Los Blancos” a mianowicie 28.


@patataj
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Symson
@Monix10

10

Trenerskie legendy Blaugrany:

2 stycznia 1884 r. urodził się Jack Greenwell, piłkarz oraz piąty w historii trener FC Barcelony. Jedenaście lat kariery piłkarskiej spędził w Crook Town, skąd w 1912 r. trafił do Barçy, w której grał do zakończenia kariery w 1916 r. Rok później prezydent Gamper zatrudnił go w roli trenera. Greenwell zadebiutował na ławce 7 lipca 1917 r. w wygranym 3:1 meczu z Club Esportiu Europa. Prowadził drużynę nieprzerwanie przez 7 lat, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii(najdłużej pracował śp. Johan Cruyff). Przez ten okres zdobył 5 mistrzostw Katalonii i 2 Puchary Hiszpanii(La Liga jeszcze wówczas nie istniała). W 1931 r. powrócił jeszcze na 2 sezony do FC Barcelony i dołożył jeszcze mistrzostwo Katalonii.


@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Monix10

0

@LS O! Bardzo ślicznie dziękuje i gorąco pozdrawiam :)

7

@FCBparasiempre
Football to nie jest dyscyplina zimowa!(wiecie gdzie czytać)

Zima na przełomie 1962 i 1963 roku była najmroźniejszą na Wyspach od połowy XVIII wieku. Potężne, jak na brytyjskie warunki opady śniegu, pięciometrowe zaspy, sztormy, huraganowe wiatry i temperatury spadające poniżej -20 stopni Celcjusza sparaliżowały Anglię, Szkocję i Walię! Zerwane linie wysokiego napięcia, zamknięte drogi, pokryte lodem rzeki i jeziora. Morze zamarzające nawet półtorej kilometra od lądu i pokrywa lodowa na Tamizie tak gruba, że urządzono na niej rajd samochodowy. Ceny świeżej żywności rosnące w zastraszającym tempie, pękające rury wodociągowe. Pogoda na którą nikt na Wyspach przygotowany być nie mógł. W tych warunkach ucierpiały oczywiście także wszelkie dyscypliny sportowe. Wstrzymane zostały rozgrywki ligi rugby, pomiędzy grudniem i marcem odwołano wszystkie 94 zawody wyścigów konnych. Ucierpiała też piłka nożna. Zamarznięte boiska, odwołane mecze, paraliż rozgrywek zarówno ligowych jak i pucharowych. Z zaplanowanych na 5 stycznia 32 meczów trzeciej rundy Pucharu Anglii sezonu 1962/63, w terminie rozegrano tylko 3. Pozostałe 29 spotkań przekładano łącznie 261 razy (mecz pomiędzy Lincoln City i Coventry City odwołano rekordowe 15 razy). Aż 66 dni potrzeba było aby rozegrać wszystkie mecze trzeciej rundy. Kluby, pozbawione wpływów z biletów, ich głównego źródła utrzymania, podejmowały desperackie kroki mające na celu rozmrożenie boisk. W czasach gdy podgrzewane płyty boiska były rzadkością, a sztuka utrzymania murawy raczkowała, próby doprowadzenia boisk piłkarskich do stanu używalności były przeważnie dość prymitywne. Pługi śnieżne, potężne dmuchawy, granulkowane rozmrażacze, a nawet ogień – zdesperowani właściciele klubów gotowi byli spróbować wszystkiego. W Norwich próbowano rozmrozić murawę przy Carrow Road za pomocą wojskowych miotaczy ognia, ta jednak zamieniła się w błoto, a następnie szybko zamarzła. Wrexham pokryło swoje boisko grubą warstwą piachu i rozgrywało mecze przypominające bardziej piłkę plażową. Więcej szczęścia miało Leicester City, które przed sezonem położyło na stadionie nową murawę. Mieszanka nawozów sztucznych i środków chwastobójczych weszła w reakcję chemiczną, produkując dość dużo ciepła. To plus kilkadziesiąt beczek po oleju napełnionych płonącym koksem pozwoliło drużynie z Leicester rozegrać większość meczów w terminie. Inne kluby poległy w nierównej walce. W Halifax boisko zamieniono w lodowisko, a następnie pobierano opłaty za korzystanie z niego. Wiele klubów postanowiło opuścić niegościnną ojczyznę by móc w przyzwoitych warunkach rozegrać choćby kilka sparingów. Drużyna Chelsea poleciała na Maltę. Kilka sparingów i gier kontrolnych poprawiło piłkarzom humory. Te szybko się jednak zepsuły, kiedy powrót na Wyspy okazał się niemożliwy z powodu zamkniętych lotnisk. Inne kluby, jak Manchester United, Wolverhampton, czy Coventry postanowiły pozostać bliżej domów i udały się do wyjątkowo ciepłej tamtej zimy Irlandii. Różnych sposobów walki z zamarzniętymi boiskami imali się również zawodnicy. Przed meczem z Ipswich Town (sensacyjnym mistrzem z poprzedniego sezonu, czytaj: Jak hartował się Alf Ramsey) , Gordon Banks, bramkarz Leicester City, świadomy tego, że część boiska znajdująca się w cieniu jednej z trybun zaczęła zamarzać, ubrał przed meczem dwa różne buty z rożnymi rodzajami korków. Miękkimi, na pokrytą błotem część murawy i twardymi gumowymi, z wystającymi z nich główkami gwoździ na połowę zamarzniętą. Dwa buty do pary włożył pod pachę, poczekał na losowanie stron boiska, następnie założył drugi but pasujący do panujących w wylosowanej bramce warunków. W przerwie zmienił oczywiście obydwa buty. Ograniczone do treningów kluby popadały w tarapaty finansowe. Niemożliwość rozgrywania meczów na własnych stadionach (Blackpool na przykład nie rozegrało w roli gospodarza żadnego meczu między 15 grudnia i 2 marca) pozbawiała prezesów głównego źródła dochodów. Środków do życia brakowało też tym piłkarzom, których zarobki uzależnione były od premii meczowych. W tej sytuacji Angielski Związek Piłki Nożnej postanowił udzielić potrzebującym klubom nieoprocentowanych pożyczek. Widmo bankructwa zaglądało w oczy również firmom bukmacherskim, które z powodu paraliżu rozgrywek każdego tygodnia traciły miliony klientów. Zdesperowani bukmacherzy powołali specjalną, składającą się z ludzi futbolu, dziennikarzy, a nawet polityków komisję, która, począwszy od 26 stycznia 1963 roku aż do połowy marca, kiedy to rozgrywki zaczęły powoli wracać do terminarza, przewidywała wyniki meczów, a następnie podawała je do publicznej wiadomości. Trzecia runda pucharu Anglii sezonu 1962-63, zakończyła się ostatecznie 11 marca 1963 roku, meczem na Ayresome Park, w którym Middlesbrough pokonało Blackburn Rovers 3:1. Trwała rekordowe 66 dni. Sensacją rozgrywek o najstarsze piłkarskie trofeum Świata stali się piłkarze Leicester City, którzy tak dobrze opanowali grę na zamarzniętych boiskach, że po wygraniu dziewięciu kolejnych meczów ligowych i pucharowych ochrzczeni zostali „Królami Lodu”. Boiska angielskie odtajały jednak w połowie marca i „Królowie” tuż przed finałem na Wembley przegrali kolejne cztery mecze ligowe. 25 maja 1963 roku, dwa tygodnie później niż pierwotnie zaplanowano, piłkarze Leicester wybiegli na idealnie przygotowaną murawę Wembley. Naprzeciwko nich stanęli zawodnicy Manchesteru United. Miękka zielona płyta boiska wyraźnie nie służyła „Królom Lodu”, którzy ulegli „Czerwonym Diabłom” Matta Busby’ego. Sezon, w którym angielska piłka stanęła przed jednym z największych wyzwań w swojej historii dobiegł końca.


7

Football to nie jest dyscyplina zimowa!(wiecie gdzie czytać)

@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@Monix10

10

Legendy polskiego futbolu:

1 stycznia 1900 r. we Lwowie urodził się Mieczysław Batsch, legendarny polski napastnik. ,,Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam” – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju. Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie. Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.



@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@AssisMoreira

11

Cules pamiętają:

1 stycznia 2014 r. w wieku 90 lat zmarł Josep Seguer, legenda Blaugrany. Josep Seguer całe swoje życie spędził grając w FC Barcelonie. W 1940 roku dołączył do młodzieżowych rezerw Barçy, zaś w 1943 roku awansował do pierwszej drużyny, gdzie spędził czternaście sezonów. Seguer występował najczęściej na pozycji pomocnika i zdobył wszystkie najważniejsze tytuły z Barçą w latach 40-tych. Być może stało się to dlatego, że miał wielką zdolność do przystosowywania się do każdej pozycji. Ponadto był zarówno silny jak i utalentowany. Przeciwnikom zawsze bardzo trudno było przewidzieć jego następny ruch. Jego przydomek - Diesel - wziął się od niesamowitej ilości przebiegniętych kilometrów podczas każdego spotkania. Jego umiejętności i wytrzymałość sprawiły, że stał się filarem legendarnej drużyny ,,Pięciu Pucharów’’. W sezonie 1942/43 został wypożyczony do Granollers, sezon później wrócił do pierwszego zespołu Barcelony, w którym grał przez 14 lat(1943-1957), rozegrał 495 spotkań i zdobył 133 gole. Seguer z Barçą pięciokrotnie wygrywał Primera Division, czterokrotnie Puchar Hiszpanii, dwa razy Copa Latina oraz dwa Copa Eva Duarte. W 1959 roku zakończył karierę piłkarską i rozpoczął pracę jako trener. Początkowo występował jako zastępca Salvadora Artigasa, jednak na początku sezonu 1969/1970 pierwszy trener został zwolniony i to właśnie Seguer objął to stanowisko, jednak prowadził Dume Katalonii tylko w 11 meczach. Zastąpił go Vick Buckingham a Seguer został jego asystentem. Będąc trenerem Villareal w trzeciej lidze odkrył talent Roberta, który grał później dla Barçy i Valencii. W latach 80-tych na stałe zamieszkał w L’Hospitalet de L’Infant, gdzie założył penye Barcelony i został jej pierwszym prezydentem. W kwietniu 2013 r. na krótko przed śmiercią Seguera prezydent Rosell oddał mu hołd, odwiedzając go w domu wypełnionym trofeami i pucharami zdobytymi w ciągu całej kariery.



@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@AssisMoreira
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible

12

Zapomniane El Clasico:

1 stycznia 1932 r. FC Barcelona zremisowała na Les Corts z Realem Madryt 1:1 w 6 kolejce Primera Division. Pierwszego gola dającego prowadzenie Blaugrany strzelił znakomity napastnik Angel Arocha w 68 minucie. Do remisu na 12 minut przed końcem doprowadził Luis Regueiro z rzutu karnego. Ten remis uplasował Dume Katalonii na 4 pozycji, tracąc 4 punkty do prowadzącego Espanyolu.


@patataj
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Sensible
@AssisMoreira
@DaPidejpi

13

Debiuty legend Katalońskiej Dumy:

1 stycznia 1921 r. znakomity prawoskrzydłowy Vicenç Piera zadebiutował w pierwszej drużynie Blaugrany. Młodziutki Vicenç zastąpił wówczas kontuzjowanego Paulino Alcantare i w swoim debiucie przeciwko Arenas de Getxo strzelił 2 gole! To był mecz towarzyski wygrany ostatecznie przez Barçe 3:1. Od tamtego dnia Piera grał we wszystkich meczach Barçy aż do przejścia na piłkarską emeryturę.


@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Sensible
@AssisMoreira
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Symson

3

W ten pierwszy dzień Nowek Roku pragne złozyć wszystkim życzenia, by ten Nowy Rok był pełny miłości, radości, szczęścia, pomyślności, a także – Bożego Błogosławieństwa. Niech wszystkie wasze najszczersze marzenia spełnią się. Niech ten Nowy Rok będzie wyjątkowy i lepszy od tego, który właśnie przeminął. Szczęśliwego Nowego Roku życzył wszystkim Zenek :)

2

@KamusVeB No oczywiście że 81! Przepraszam za błąd i dzięki za wyłapanie :)

9

@FCBparasiempre
Kiedy 8 maja 2013 roku Alex Ferguson ogłosił, że po sezonie kończy z futbolem, piłkarski świat się zatrzymał. Przecież odchodził największy menadżer w historii dyscypliny, człowiek, którego sepleniący szkocki akcent już na zawsze będzie kojarzyć się ze słynną „suszarką”. W trakcie 27 lat w Manchesterze United prowadził tę drużynę w 1500 spotkaniach, co jest absolutnym rekordem. Żeby zrozumieć etos pracy Szkota, trzeba cofnąć się do Wielkiej Brytanii z czasów tuż po II wojnie światowej. Ulice pełne kataryniarzy, piosenkarzy i sprzedawców owoców. Gdzieś w tle migoczące stoczniowe żurawie. I ciągłe odgłosy stoczni. Właśnie tak wyglądało Govan, dzielnica Glasgow, w której dorastał Alexander Chapman Ferguson. Urodził się w Sylwestra 1941 roku, kilkanaście dni po tym, jak Japonia zaatakowała Pearl Harbor. Wielka Brytania była już w stanie wojny, jednak największy zbrojny konflikt w dziejach, nie miał bezpośredniego wpływu na dzieciństwo małego Szkota. Imię otrzymał po ojcu, który należał do klasy robotniczej. Pracował jako ochroniarz w sklepie, później także jako stoczniowiec. Był człowiekiem skrytym, jednak niezwykle impulsywnym. To właśnie po nim późniejszy menadżer Manchesteru United odziedziczył tę cechę charakteru. Matkę Lizzie Ferguson opisywał jako „kamień naszego życia”. Była kobietą niezwykle silną, uwielbiała tańczyć. „Pochodzenie nigdy nie powinno stanowić przeszkody w osiągnięciu sukcesu. Skromne początki w życiu mogą czasem pomóc raczej niż zaszkodzić. Jeśli przyjrzeć się ludziom, którzy odnoszą sukces, warto spojrzeć na to, czym się zajmowali ich rodzice, by zrozumieć, skąd u ich dzieci taka energia i motywacja” – Alex Ferguson w swojej autobiografii wydanej przez Wydawnictwo Literackie. Ferguson lubił powtarzać, że człowiek jest tym, kim są jego rodzice. Doskonale rozumiał fakt, że to właśnie oni mają największy wpływ na życie potomka. Tak jak w wielu rodzinach w tamtym czasie, Fergusonów nie było stać na wystawne życie, jednak nigdy też nie głodowali. Nie mieli telewizora, ani własnego samochodu. ,,Zawsze mieliśmy co jeść, nigdy nie chodziliśmy na wagary, byliśmy czyści” – opowiadał po latach Alex Ferguson. Mieszkał we wspólnym pokoju z młodszym bratem Martinem. To właśnie jego kilkadziesiąt lat później mianuje szefem skautów Manchesteru United, a brat odwdzięczy się wynalezieniem dla klubu Ruuda van Nistelrooya czy Diego Forlana. Wróćmy jednak do Govan. Chłopców uczono prostych zasad, w myśl których postępowali przez całe życie. Ich matka w obawie przed wejściem w złe towarzystwo, zapisała synów do młodzieżowych organizacji charytatywnych. Nie przynosiło to jednak zamierzonych skutków, ponieważ Alex i Martin co jakiś czas wracali do domu ze śladami bójki na twarzy. A wszystko przez impulsywny charakter Szkota, który od najmłodszych lat, twardo stał przy swoim zdaniu. Martin wspominał, że jego brat kochał rywalizację, ale nienawidził przegrywać. Zdarzało się też, że podkradał pieniądze, żeby grać z kolegami w karty.

Od najmłodszych lat Alex Ferguson był zakręcony na punkcie piłki nożnej. Podobnie jak większość Govan od dziecka był „niebieski”. Kibicował Rangersom, choć jego ojciec potajemnie kochał się w drugiej drużynie z Glasgow-Celticu. Miłości do zielono-białych nie odziedziczył też drugi z potomków Alexandra, więc w trakcie Old Firm Derby w domu państwa Ferguson, musiało dochodzić do ciekawej wymiany zdań. Chłopcy wspólnie chodzili na Ibrox podziwiać swoich idoli. Później wracali na ulice i grając z kolegami, wyobrażali sobie, że są jednymi z nich. W tym przypadku nie różnili się od miliardów dzieci z innych zakątków świata. Duży wpływ na młodego, uczęszczającego do szkoły średniej Alexa miał Douglas Smith, który włączył go do drużyny Drumchapel Amatuers. To właśnie on wychował m.in. Kenny’ego Dalglisha, Paddy’ego Creranda czy Davida Moyesa, który później zastąpi Alexa Fergusona na stanowisku trenera United. Smith swoim podopiecznym wpajał twarde zasady moralne, które pokrywały się z wizją wychowywania dzieci przez Alexandra seniora. Były to: dyscyplina, dobre zarządzanie czasem, nieprzeklinanie, duch sportowy, a także duch walki. Wiele z tych cech Alex przekazywał swoim podopiecznym. Być może wyjątkowa barcelońska noc 1999 roku miała swój początek już w latach 50. w Glasgow…

Wkrótce po szesnastych urodzinach Ferguson odszedł z Drumchapel, żeby grać w amatorskim, aczkolwiek legendarnym Queen’s Park. To najstarsza szkocka drużyna, która dwukrotnie grała w finałach Pucharu Anglii. Już sama możliwość kopania piłki na słynnym Hampden, była dla młodego Fergusona wielką nobilitacją. Tak dużą, że jak przystało na kluby amatorskie, grę stawiał ponad zarobki. Za występy w The Hoops nie dostawał ani centa. Pieniądze zarabiał na praktykach w narzędziowni Wickman’s. Tam też zasłynął jako prowodyr strajku praktykantów, domagając się większych pensji. Po sześciu tygodniach strajk zakończył się fiaskiem. Grał na pozycji napastnika. Szybko przeszedł przez młodzieżowe szczeble, by kilkanaście miesięcy później zadebiutować już w rozgrywkach seniorskich. Było to miesiąc przed jego siedemnastymi urodzinami. Drużyna Queens Park udała się na mecz do dalekiego Stranraer. W trakcie tamtego spotkania odebrał kolejną cenną lekcję. Kiedy w przerwie poskarżył się trenerowi, że został ugryziony przez lewego obrońcę przeciwnika, usłyszał w odpowiedzi, że ma odwdzięczyć się tym samym. Niestety źródła nie podają, czy Ferguson posłuchał rady trenera. Wiadome jest, że strzelił bramkę po solowym rajdzie, jednak jego drużyna przegrała 1:2. Po zawstydzającej porażce cała drużyna wymknęła się ze stadionu i przeszła przez tory kolejowe, czekając na pociąg do Glasgow. Ostatecznie w Queen’s Park spędził trzy sezony. Pozostawił po sobie 15 zdobytych goli a także opinię zawodnika, który… unikał treningów. ,,Dwóch czy trzech z nas dobrze biegało na ćwierć mili. Niektórym się to nie podobało. Zaczynając bieg, szukaliśmy wzrokiem pozostałych, ale na torze nie było nikogo. Chowali się w tunelu albo gdzieś indziej i dołączali do nas na trasie, gdy trochę już przebiegliśmy. Alex był zawsze jednym z nich. Nie wyróżniał się też jako zawodnik. Ale to był dobry chłopak” – wspominał wspólne czasy w Queen’s Park, bramkarz Bill Pinkerton.

Skuszony obietnicą regularnych występów w First Division, Alex Ferguson podpisał kontrakt z drużyną St. Johnstone. Tam szybko zrozumiał, że został oszukany. Obietnica w gry w pierwszym składzie szybko stała się mrzonką, gdy do klubu mającego swoją siedzibę w Perth dołączył Jimmy Gauld. Szkot dalej pracował w narzędziowni, jednak przeniesiono go do innego zakładu. Żeby dostać się na trening, dwa razy w tygodniu musiał przesiadać się z autobusów do taksówek, a następnie pociągu. Podróż była długa, umilały ją jedynie żarty z kolegami z zespołu. I także w tym przypadku, klub złamał dane wcześniej słowo. Alexowi obiecano, że St. Johnstone będzie zwracać pieniądze za dojazdy, które były bardzo kosztowne. Jak nie trudno się domyślić, nic takiego nie miało miejsca. W ostatniej kolejce sezonu 1961/1962 doszło do spotkania Dundee United z drużyną Fergusona. Dundee do wygrania ligi wystarczał remis, który również satysfakcjonował „Świętych” – dawał im utrzymanie w lidze. Przed meczem jeden z piłkarzy St. Johnstone zaproponował po trzydzieści funtów dla każdego piłkarza Dundee, w zamian za podział punktów. Trzeba wiedzieć, że była to niezła suma, w wysokości tygodniowych zarobków. Ofertę odrzucono, choć zdaniem Iana Ure, byłego obrońcy United, nie wszyscy piłkarze w tamtym meczu grali zgodnie z przyjętymi standardami i zasadami moralnymi. W tym spotkaniu grał także Ferguson. Zdobył nawet gola głową, jednak sędzia go nie uznał. Zdaniem Alexa- niesłusznie. Dundee wygrało 3:0 i mogło cieszyć się z mistrzostwa Szkocji, a St. Johnstone musiało pogodzić się ze spadkiem z ligi. Co prawda „Święci” szybko wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak bez znacznego udziału Alexa, którego kariera zdecydowanie zwolniła. Z tamtym okresem wiąże się jednak pewna ciekawa anegdota. Zniechęcony brakiem występów w pierwszej drużynie Ferguson, poprosił dziewczynę brata, żeby zadzwoniła do klubu, udając jego matkę i poinformowała trenera, że Alex zachorował na grypę. Było to dzień przed spotkaniem drużyny rezerw z ukochanymi Rangersami na Ibrox. Trener szybko odkrył spisek i wysłał telegram do rodzinnego domu z prośbą o jak najszybszy kontakt. Okazało się, że część piłkarzy faktycznie zachorowała na grypę. Rodzice się wściekli, a ich potomek stawił się w hotelu, oczekując na mecz. Kiedy wspólnie z bratem przychodzili na Ibrox podziwiać piłkarzy w niebieskich koszulkach, wiele razy Alex wyobrażał sobie, jak pakuje piłkę do bramki rywala. Tak też było i w tamtym spotkaniu. Trzykrotnie pokonał bramkarza Rangersów, czarując do tego stopnia, że o jego wyczynie wspomniała telewizja. Miał wtedy już ponad 20 lat i spełnił jedno ze swoich dziecięcych marzeń, z jedną różnicą. To Rangersi byli ofiarą. St. Johnstone wygrali to spotkanie 3:2, a obecny na trybunach papa Ferguson, przez całe 90 minut czytał książkę. Tego dnia przyszły menadżer „Czerwonych diabłów” odebrał kolejną lekcję, która przyda mu się w kontaktach z piłkarzami. Kiedy zapytał ojca o swój występ, usłyszał jedynie „okej”. Po latach zrozumiał, że dzięki temu nie popadł w samozachwyt. I wielokrotnie podobne chwyty stosował na Davidzie Beckhamie czy Cristiano Ronaldo. Mniej więcej w tym samym czasie poznał Cathy Holding – kobietę, która na zawsze odmieniła jego życie. Kobietę, która spędziła całe życie z najbardziej utytułowanym menadżerem w historii futbolu, nazywając jego dyscyplinę „głupią grą”.

Związek z Cathy uświadomił Fergusonowi, który już wtedy zarabiał dobre pieniądze, że najwyższy czas podążać za własnymi marzeniami i spróbować dostać się Rangersów. Zanim jednak do tego doszło, odebrał kolejną, niezwykle cenną lekcję… Latem 1964 roku podpisał kontrakt z Dunfermline. Ekipa z regionu Fife robiła wrażenie w Szkocji. Pod przewodnictwem Jocka Steina zaliczyła przygodę w Pucharze Miast Targowych w sezonie 1962/1963, gdzie wyeliminowała Everton, a w kolejnej rundzie potrafiła ograć na własnym boisku Valencię 6:2. Kiedy Ferguson przechodził na East End Park, Stein był już trenerem Hibernianu. Pozostawił po sobie spuściznę, która tak zainspirowała Alexa, że schemat powielał w każdym klubie, w którym pracował jako menadżer. Jock Stein był wizjonerem. Doskonale wiedział, że klub piłkarski nie może opierać się jedynie na zagranicznych, ani nawet krajowych transferach. Rozumiał biznes tego sportu i doskonale wiedział, że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej jest wychowywać własnych piłkarzy, niż kupować. Wiedział też, że lokalni gracze, zawsze będą bardziej zżyci z kibicami i poświęcą więcej dla zwycięstwa drużyny. Znajome, prawda? Grając w Dunfermline, Ferguson ostatecznie porzucił pracę w narzędziowni, na rzecz całkowitego skupienia się na futbolu. Gdy zostałem pełnoetatowym piłkarzem, byłem zdecydowany, by pozostać w futbolu. Jako praktykant w narzędziowni wstawałem z łóżka i wskakiwałem do zatłoczonego autobusu do Hillington, w którym każdy palił fajki. Potem mogłem kupić swój pierwszy samochód i codziennie rano jeździć do Dunfermline w świeżym powietrzu – co za odmiana! – wspominał po latach, cytowany w książce „Futbol cholera jasna! Patricka Barclaya. To właśnie w trakcie pobytu w tym klubie zdecydował, że zrobi licencję trenerską. W klubie panowała rodzinna atmosfera. Piłkarze znali się doskonale, bo w większości awansowali do pierwszego zespołu z drużyny juniorów. Wszyscy zarabiali takie same pieniądze, a po treningach spotykali się w kinowej kafejce, by za pomocą pieprzniczek i solniczek dyskutować o taktyce. Oczywiście, jednym z najbardziej zaangażowanych w dyskusje był Alex Ferguson. I ta atmosfera miała bezpośrednie przełożenie na postawę na boisku. Duży wkład w grę drużyny miał Ferguson, który właśnie w tym historycznym szkockim mieście grał najlepszy futbol w karierze. Strzelał regularnie i zadebiutował w europejskich pucharach. Było to w szwedzkim Goteborgu, w meczu przeciwko Orgryte. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a z racji zwycięstwa w pierwszym starciu (4:2), to Szkoci awansowali dalej. Następnie odprawili Stuttgart, by przegrać w trzeciej rundzie z Athletikiem Bilbao po dodatkowym meczu. W debiutanckim sezonie w „The Pars” miał szansę na Puchar Szkocji, jednak jego zespół przegrał z Celtikiem prowadzonym przez Steina (2:3). Ferguson cały mecz przesiedział na ławce, w międzyczasie w dość ostrych słowach komentując decyzję trenera. Po meczu zażądał nawet transferu, jednak klub nie wyraził na to zgody.

W marcu 1966 roku Alex Ferguson poślubił Cathy. Ślub odbył się w sobotę rano, a już po południu Szkot był w na boisku w starciu z Hamilton Academical. Co więcej, następnego dnia zameldował się w hotelu, gdzie wspólnie z resztą drużyny przygotowywał się do rewanżowego meczu 1/4 finału Pucharu Miast Targowych. Tam strzelił nawet dwie bramki Realowi Saragossie, jednak Dunfermline odpadło po dogrywce. Mając dwadzieścia pięć lat, uzyskał dyplom trenera, szkoląc się wcześniej w centrum treningowym reprezentacji Szkocji w pobliżu Largs. Dzielił tam pokój z Jimem McLeanem, a uczył ich Bobby Seith. ,,Alex i Jim byli dobrymi uczniami. Już wtedy można było odnieść wrażenie, że daleko zajdą. Zawsze chętnie analizowali różne rzeczy, chcieli się uczyć i zadawali pytania” – wspomina Seith. Tam odebrał kolejną lekcję. Wpajano mu zasady, że warto dopasowywać strategię do piłkarzy, nie odwrotnie. Rok 1967 był ostatnim w Dunfermline. Zanim odszedł z tego klubu, zdążył jeszcze w barwach reprezentacji Szkocji odbyć tournée po świecie. Była to reprezentacja złożona z piłkarzy występujących tylko w lidze szkockiej. Coś na wzór reprezentacji Polski na turniejach w Tajlandii. Spotkań tych nie zalicza mu się jednak do oficjalnych statystyk, choć zdaniem Fergusona zupełnie nie słusznie. Do Glasgow trafił po głośnym, wartym 65 tysięcy funtów transferze. Już pierwszego dnia po podpisaniu kontraktu , Alex Ferguson musiał mierzyć się z przeszkodami. Pierwszą, choć z pozoru niewinną, było pytanie dyrektora klubowego o ślub z Cathy. Ferguson, który był protestantem, idealnie pasował w wizję klubu, który opierał się właśnie na ludziach tego wyznania. Cathy zaś była katoliczką, co nie odpowiadało wielu osobom związanymi z „The Gers”. Co ciekawe, dopiero pierwszym katolikiem, który reprezentował barwy Rangersów po I wojnie światowej, był Mo Johnston. Choć drużyna z niebieskiej części Glasgow była wymarzonym klubem Alexa, którym kibicował od dziecka, czas spędzony na Ibrox był niezwykle trudny. Niedługo po jego przyjściu do klubu w niezbyt elegancki sposób zwolniono trenera Scota Symona, co nie spodobało się impulsywnemu Fergusonowi do tego stopnia, że sam chciał wymierzyć sprawiedliwość włodarzom klubu i zażądać transferu. Do protestu jednak nie doszło. W zamian za to, Ferguson strzelił dwie bramki FC Koeln w Pucharze Miast Targowych. W pierwszym sezonie gry w Rangersach, nasz bohater był najlepszym strzelcem zespołu. Atmosfera w klubie nie była jednak najlepsza. Pogorszyła ją utrata w ostatnim meczu sezonu mistrzostwa Szkocji, które zdobył największy rywal z drugiej części miasta. Rangersi przegrali decydujące spotkanie na własnym boisku z Aberdeen, a kibice ze złości wybili szyby w szatni. Czekając kilka godzin na wsparcie, Alex Ferguson miał dużo czasu na przeanalizowanie słów Jocka Steina, który był trenerem Celtiku. Przed decydującym spotkaniem wypowiedział się dla prasy, że mistrzostwo jest już w rękach Rangersów i to tylko oni sami mogą je oddać. Tę zagrywkę psychologiczną Alex będzie praktykował później wiele razy. Nauki Steina przyszły menadżer „Czerwonych Diabłów” chłonął jak gąbka. Miał na to wiele okazji, ponieważ często spotykali się wspólnie z żonami na kolacjach, w miejscowych restauracjach. W barwach „The Gers” nie grał zbyt dużo. Nie zgadzając się odejść z klubu, ściągnął na siebie gniew trenera, który przeniósł go do zespołu rezerw. Co prawda Alex miał szansę na rehabilitację w finale Pucharu Szkocji przeciwko Celtikowi w 1969 roku, jednak zawalił tam gola. Rangersi przegrali 0:4, a kozłem ofiarnym uznano właśnie Fergusona. To starcie było jego ostatnim w pierwszej drużynie tego klubu. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko.

Zdaniem niektórych była to kara za ślub z katoliczką. Fergusona niesłusznie oskarżano, że jego pierwszy syn Martin był ochrzczony w kościele katolickim. Żeby zrozumieć powagę sytuacji, trzeba przypomnieć sobie, że tamte czasy pełne były konfliktów na tle wyznaniowym. Inni twierdzili, że Alex nie poradził sobie z presją ogromnej kwoty transferowej. Sam Ferguson stwierdził po latach, że jego walka o akceptację przebiegała trudniej, niż powinna. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko. Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew. W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników. Następnym razem furię okazał w meczu pożegnalnym Arthura Hamiltona. Kiedy jego kolega z boiska, niejaki Ford, niecelnie podał piłkę, wystawił się na gniew Alexa. ,,Fergie przebiegł sprintem przez całe boisko, żeby mnie opieprzyć, a gra toczyła się dalej. Wbijał mi palec w twarz. Nie podobało mi się to co mówił i nie podobał mi się ten palec, więc mu trochę oddałem” – opowiadał uczestnik zajścia. Temperament i kontuzje ostatecznie zgasiły karierę Fergusona. Przed końcem zdążył jeszcze zagrać killa spotkań w Ayr, by ostatecznie zawiesić piłkarskie buty ma kołku. Miał 33 lata i był już ojcem trójki synów. W 1974 roku powrócił do Falkirk, żeby podpisać swój pierwszy kontrakt trenerski z East Stirlingshire.

9

Panie i Panowie, 81 lat kończy dziś Alexender Chapman Ferguson, sir Alex Ferguson! Jego historia w odpowiedzi na komentarz.

@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Symson
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@AssisMoreira
@Sensible
@DaPidejpi

1

Boże Wszechmogący, widzisz i nie grzmisz! Ale przebacz mu(Mateu Lahoz), przebacz, gdyż nie wie co czyni...
Ps. Na temat Dembele, Ferrana Torresa i Sergi Roberto najchętniej użył bym nieprzyzwoitych epitetów ale jednocześnie dostał bym bana, więc sobie odpuszcze.
Xavi, nasz generale, Quo vadis?

0

Akurat Dembele nie gra i F. Torres również, jednak jeśli Xavi bedzie na nich stawiał do końca sezonu w wyjsciowej jedenastce a zwłaszcza na Sergi Roberto, to jakoś nie wróże optymistycznie przyszłości dla naszego trenera...

1

@NaFazieHitman Skąd? No raczej chodzi ci o Neymara? Bo jak nie o niego, to nie mam pojęcia o kogo?

1

@Lionel_Messi10 Jak ja nie cierpie tych ,,chińskich" skrótów, no mówie ci! Nie prościej byłoby The Best? No ja wiem, to też po angielsku ale takie słowo to już chyba dzieci znają?

9

Pięć szwów nad okiem:

Obecnie ciężko usłyszeć o wybrykach piłkarzy Barçy w Sylwestrową noc, lecz zupełnie inaczej było przed laty, gdy klub reprezentowali tacy zawodnicy jak Neymar czy bohater naszego tekstu- Romario. Brazylijczyk pojawił się co prawda na pierwszym treningu w 1995 r. a w jego przypadku było to dość rzadkim wydarzeniem, ponieważ z każdego pobytu w Brazylii wracał spóźniony. Niestety i tym razem nie obyło się bez skandalu, gdyż nad prawym okiem Romario widniało pięć szwów. Według relacji Brazylijczyka, podczas Sylwestra w Rio de Janeiro został trafiony puszką piwa i nie był zdolny do treningów przez kilka dni. Johan Cruijjf pozostał jednak nieugięty, mając w pamięci zbliżający się mecz z Realem Madryt i napastnik wziął udział w popołudniowym rozruchu. W międzyczasie Romario uciął w wywiadach plotki transferowe i zdementował pogłoski o planowanej wymianie na Denisa Bergkampa. Obiecał również wypełnić obowiązujący go kontrakt i dopiero wtedy wrócić do Brazylii. Niestety już po trzech dniach menedżer piłkarza oświadczył Joanowi Gaspartowi że rodzina Romario już nie chce wracać do Barcelony i piłkarz pragnie odejść. Gaspart jednak nie zgodził się na żadne negocjacje przed El Clasico. Cała sytuacja rozsadziła drużynę od środka i Blaugrana przegrała 5 stycznia z Realem 5:0! Dwa dni później Romario przeszedł do Flamengo za 4,5 mln euro, mówiąc że nigdy już nie wyjedzie z Brazylii żeby grać w piłke. Nie spełnił jednak kolejny raz danego słowa i w 1996 r. trafił do Valencii. Później zwiedził jeszcze Katar, USA i Australie ale już nigdy nie osiągnął poziomu gry z FC Barcelony. Ach ci Brazylijczycy, oni żyją w innym świecie…



@patataj
@Ogorinho1974
@Symson
@AssisMoreira
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi

8

No i mamy Sylwestra, więc pora się w końcu zabawić. Tylko zaraz, przecież jeszcze dzisiaj gra ,,nasza Barcunia”! I to w Sylwestra!? No takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko. Ostatni raz tego ostatniego dnia w roku FC Barcelona zagrała w rozgrywkach Primera Division 39 lat temu! Mecz był rozgrywany na Camp Nou w ramach 17 kolejki La Liga a przeciwnikiem był Atletico Madryt. Blaugrana pokonała wówczas ,,Los Colchoneros” 2:1 po golach Marcelino i Estebana Vigo. Po tym zwycięstwie Barça uplasowała się na 3 miejscu tracąc do prowadzącego Realu Madryt 4 punkty oraz 3 punkty do drugiego Athleticu Bilbao. No dzisiaj życzmy sobie przynajmniej powtórzenia takiego wyniku sprzed 39 lat. Visca el Barça! Para siempre!

@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@AssisMoreira

12

Po prostu El Clasico!:

30 grudnia 1984 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Real Madryt 3:2 w 18 kolejce Primera Division. Gole strzelali: Gerardo w 25 minucie, Migueli w 53 oraz Esteban Vigo w 79 dla Barçy; Sanchis w 30 minucie i Butragueño w 89 dla Królewskich. Zwycięstwo to pozwoliło umocnić się Blaugranie na pierwszym miejscu w tabeli z sześciopunktową przewagą nad Realem Madryt.




@patataj
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

2

@Comentateiro O mój Boże, nie zbadane są twoje wyroki...
Niech spoczywa w spokoju na wieki wieków amen!

1

@Pawel13sz No własnie pytałem przed chwilą kiedy?

1

@Comentateiro Jak to!? Kiedy umarł???

10

Czy wiecie że….

29 grudnia 2004 r. reprezentacja Katalonii przegrała z reprezentacją Argentyny 0:3. Od 1997 r. regularnie, najczęściej w okresie bożonarodzeniowym, reprezentacja Katalonii rozgrywa swoje mecze z drużynami z całego świata. W 2004 r. okazja była szczególna ponieważ na Camp Nou zjawiła się Argentyna, najlepsza oprócz Brazylii drużyna, która dotąd przyjęła zaproszenie do Katalonii. Mecz ułożył się dobrze dla gości, bo już w pierwszej minucie objeli prowadzenie. Ostatecznie mimo odważnej gry gospodarzy, goście wygrali 0:3. W meczu tym zadebiutował młodziutki Gerard Pique, który kilka miesięcy wcześniej przeszedł do Manchesteru United. Mecz z Argentyną był również ostatnim spotkaniem ,,Pichiego” Alonso w roli selekcjonera. Pierwszy mecz reprezentacji Katalonii odbył się 20 lutego 1917 r., w którym Katalończycy polegli aż 0-7 z Francją. Kolejne spotkania odbywały się dość regularnie przed wojną domową w Hiszpanii. W czasie dyktatury generała Franco były rozgrywane sporadycznie i zostały zawieszone zupełnie po 1976 r. aż do wspomnianego 1997 r. Chociaż mecze reprezentacji Katalonii zawsze były okazją do demonstrowania poglądów politycznych, w ostatnich latach żądania niepodległościowe nasiliły się.





@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj

9

Legendy FC Barcelony:

29 grudnia 1914 r. urodził się Domenec Balmanya Perera, kataloński pomocnik, który w barwach Blaugrany grał w latach 1935-37 oraz 1941-44. Piłkarz, który już za życia został uznany za legendę FC Barcelony. Historia FC Barcelona usłana jest wieloma wspaniałymi nazwiskami. W dobie Internetu, mass mediów i niezwykle ułatwionej komunikacji, banalną sprawą jest wypromowanie czyjegoś nazwiska. Najprostszym przykładem tego jest Leo Messi, który w niespełna rok stał się gwiazdą światowej piłki. Jednak, jak to wyglądało na początku, gdy Barça dopiero zaczynała tworzyć swoją legendę? Jednym z wielu, którzy w tym pomogli był Domenec Balmanya. Urodził 29 grudnia roku 1914, w trakcie krótkiej przerwy I Wojny Światowej, jaką sobie zrobili żołnierze. Barcelona była miejscem jego narodzin i właśnie to miasto ukształtowało go jako człowieka i sportowca. Właśnie tam spędził większość swojej kariery, zarówno piłkarskiej, jak i trenerskiej. W swoim życiu pełnił wiele ról. Od podawacza piłek, piłkarza, trenera, selekcjonera do komentatora radiowego. Jedno jest pewne - został nieco zapomniany. Zacznijmy więc od początku. Karierę rozpoczął w małym klubiku Girona FC. Tam zebrał pierwsze piłkarskie szlify. Jego przejście do FC Barcelona jest owiane tajemnicą. Swój debiut zaliczył przed iście katalońską publicznością, w meczu z Espanyolem. Barça ten mecz wygrała 1:0, a ówczesny trener, Patrick O'Conell zaczął częściej sięgać po Domeneca. Statystycy obliczają, że Balmanya podczas swojej pierwszej przygody z Barceloną, rozegrał 111 spotkań. Liczba ta mogłaby być zupełnie większa, jednak brak zarchiwizowanych dowodów na kilka innych, domniemanych meczów z jego udziałem, nie pozwala na dopisanie wyższej liczby występów. Podczas swojego debiutanckiego sezonu, Domingo (jak go nazywali w Katalonii), pomógł drużynie w zdobyciu mistrzostwa Katalonii oraz dojściu do finału Pucharu Hiszpanii.

Rok później, w sezonie 1936/1937 rozgrywki zostały zawieszone z powodu wybuchu hiszpańskiej wojny domowej. Mimo to, FC Barcelona wraz z resztą zespołów z republikańskiej strefy Hiszpanii, wzięła udział w lidze klubów śródziemnomorskich . Dzięki wydatnej pomocy Balmanya'i i O'Conella, Blaugranie udało się tryumfować w tych rozgrywkach. W roku 1937 zespół udał się na tournee do Meksyku oraz Stanów Zjednoczonych. Barça rozegrała 14 spotkań, z takimi przeciwnikami, jak Club America, CF Atlante, Necaxa, oraz z reprezentacją Meksyku. W U.S.A Barcelona zmierzyła się ze stwarzanymi naprędce drużynami, jak reprezentacja Brooklynu czy Nowego Jorku. Udało im się też zagrać z drużyną narodową Stanów. Dzięki temu wyjazdowi, finanse klubu uległy znacznej poprawie. Niestety O'Conell wrócił do Hiszpanii z tylko czterema piłkarzami. Reszta (wraz z Balmanyą) emigrowała do Francji. Po zakończeniu wojny domowej, generał Franco nałożył sześcioletnią dyskwalifikację na sportowców, którzy podczas wojny opuścili kraj i do niego nie wrócili. Jednakże Enrique Pineyro, który w tamtym czasie szefował FC Barcelona, sprawił, że Balmanya wraz ze swoim utalentowanym kolegą - Escolą - powrócili do drużyny. Podczas swojego pierwszego sezonu, po powrocie, Barca ledwo się utrzymała, potrzebując baraży z Realem Murcią, by zapewnić sobie pierwszoligowy byt. Jednak co ciekawe, Katalończykom udało się dojść do finału Copa del Generalisimo (Copa del Rey), pokonując Athletic Bilbao 4:3.Warto wspomnieć, że między 1935 a 1944 rokiem, Balmanya rozegrał cztery spotkania w reprezentacji Katalonii. 19 stycznia 1936 roku na Les Corts rozegrano spotkanie na cześć Josepa Samitiera, rywalem było SK Żidenice z Czechosłowacji. Ciekawostką jest, że tego samego dnia w katalońskiej jedenastce debiutował także Emilio Sagi Linan, który bardzo się zasłużył Blaugranie.

Nasz bohater po zaliczeniu kolejnych 41 spotkań w barwach FC Barcelona, zdecydował się zmienić otoczenie, podążając za swym dotychczasowym trenerem Noguesem do Gimnastic Tarragona. Właśnie tam zakończył swoją piłkarską kariere. Od razu po zawieszeniu butów na kołku, zabrał się za trenowanie. W 1949 roku udało mu się objąć Gimnastic, jako następca swojego mentora - Noguesa. Jego osiągnięcia (spuszczenie Gimnastic do drugiej ligi) były na tyle rozczarowujące, że rok później podziękowano mu i zwolniono. Po epizodach w Girona FC i Zaragozie, Domenecowi udało się poznać smak sukcesu na ławce Realu Oviedo. W roku 1955 poprowadził Oviedo do drugiego miejsca w Segunda Division. Nie minęło wiele lat, gdy Balmanya wrócił do Barcelony. W latach 1956-58 trenował Katalończyków, w których składzie grały takie legendy jak Ramallets, Evaristo, Luis Suarez czy Kubala. W tym czasie udało mu się wygrać Puchar Hiszpanii w 1957 r., gdzie po drodze w ćwierćfinale rozgromił Real Madryt 6:1! Natomiast rok później poprowadził Dume Katalonii do pierwszego w historii tryumfu w europejskich pucharach a mianowicie Pucharu Miast Targowych, gdzie w drugim meczu finałowym FC Barcelona rozgromiła reprezentacje Londynu 6:0! W drugim sezonie swoich rządów Blaugrana zajęła jedynie trzecie miejsce w lidze, co było dużym rozczarowaniem. W efekcie został zastąpiony na ławce trenerskiej przez legendarnego Helenio Herrere.



@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@DaPidejpi

1

@Pawel13sz A no właśnie! Ja też uważam że zasłużył na lepsze pożegnanie i to bez dwóch zdań! Dzięki śliczne:)

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?