FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
11
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
11 grudnia 2002 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Newcastle United 3-1 w II fazie grupowej Ligi Mistrzów, po golach Daniego, Kluiverta oraz Thiago Motty. Honorowego gola dla Newcastle strzelił Ameobi.
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
2
@Jagr Zgadza się, jednak liczy się gol z połowy boiska, których niewiele w historii futbolu na najwyższym poziomie rozgrywek...
16
Niespotykane gole:
11 grudnia 1994 r. Georghe Hagi strzelil gola z połowy boiska. Rumun pojawił się w FC Barcelonie w miejsce Laudrupa. Niestety nie spełnił pokładanych w nim nadziei, choć jednym zagraniem zachwycił fanów. W grudniowym meczu z Celtą Vigo, rozgrywanym w silnej mgle, Hagi dostał szanse na występ z powodu braku w składzie Koemana(obowiązywał wtedy limit trzech obcokrajowców). W doliczonym czasie gry drużyna z Vigo zdobyła honorowego gola. Romario rozpoczynał gre od środka boiska i zaproponował Rumunowi uderzenie, biorąc pod uwagę ograniczoną widoczność krzycząc ,,Strzelaj, strzelaj!”. ,,Maradona Karpat” oddał niespodziewane uderzenie z połowy boiska(52 metry), które kompletnie zaskoczyło bramkarza rywali. W tym samym meczu ostatniego gola w barwach blaugrana zdobył wspomniany Romario, który nie długo po Nowym Roku opuścił drużynę.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@patataj
10
Barça w europejskich pucharach:
11 grudnia 1963 r. FC Barcelona remisuje na wyjeździe z Hamburger SV 0:0 w rewanżowym meczu 1/8 Pucharu Zdobywców Pucharów. W pierwszym meczu tych drużyn na Camp Nou padł niecodzienny remis 4:4! Wówczas nie liczyły się podwójnie strzelone gole na wyjeździe, w wyniku czego potrzebny był mecz dodatkowy, o którym napisze za tydzień.
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
2
Obawiam się że Maroko za wcześnie tego gola zdobyło, bądź że nie zdobyło gola na 2:0. Mam przeczucie że pan Cristiano Ronaldo wejdzie w drugiej połowie i rozstrzygnie na korzyść Portugalii awans do półfinału. No chyba że Maroko strzeli jakims cudem drugiego gola zanim wejdzie Ronaldo...
3
Doskonale pamiętam Mundial z Meksyku(1986) i te dziecięce, beztroskie lata u dziadków jaśminem pachnące. Te niepszespane noce, głównie przez gre ,,naszych" chłopaków, chłopaków Piechniczka w piekielnym klimacie Monterrey. Rywalizacja w ,,naszej" grupie była zaskakująca ponieważ z grupy wyszły: na pierwszym miejscu Maroko, na drugim Anglia, na trzecim Polacy a Portugalia pożegnała się z turniejem. Jest troche podobieństw do dzisiejszego Mundialu o czym już ktoś tutaj pisał. Wówczas Maroko też wyszło z grupy pokonując.... Portugalie 3:1. Ja nie zapomne tego piekła Monterrey i Guadalajary, gdzie niestety przeciwnicy radzili sobie lepiej od nas, no i rzecz jasna nie zapomne ,,Boskiego: Diego, który właściwie w pojedynke dociągnął Argentyne do finału i zdobył z nią upragnione mistrzostwo świata. Czy tym razem historia się powtórzy z ,,Boskim" Leo Messim na czele?
8
Pamiętamy!
Sympatycy polskiego futbolu, dokładnie 20 lat temu, 10 grudnia 2002 roku, Wisła Kraków pokonała na wyjeździe Schalke Gelsenkirchen. To było apogeum "Ery Cupiała". Niemcy długo nie mogli znieść porażki. Może dlatego, że nie była to jakaś tam zwykła porażka. To było upokorzenie! Kiedy po meczu kierownik drużyny, Jerzy Kowalik, niósł do szatni skrzynkę piwa, miejscowi nie chcieli go przepuścić. W końcu jakoś się przepchnął. Zawodnicy Wisły Kraków wskoczyli z piwem do basenu, doprowadzając gospodarzy do białej gorączki. Kurtynę festiwalu żenady zasłonił obrońca niemieckiej drużyny, Tomasz Hajto, który wszedł do szatni wiślaków i co prawda pogratulował im awansu, ale też za chwilę pomachał kartą kredytową. - To ja lecę sprawdzić stan konta - powiedział. I wyszedł. Wiślacy popatrzyli po sobie, jakby właśnie spotkali bogatego badylarza - króla wioski. Kilkadziesiąt minut wcześniej przeszli do historii polskiego futbolu. 10 grudnia 2002 roku pokonali na wyjeździe Schalke 04 Gelsenkirchen 4:1. Wisła Kraków Henryka Kasperczaka była ostatnią polską drużyną klubową, którą można zaliczyć w poczet historycznych - wielkich. Bo nie tylko miała wyniki, ale też imponowała fantastycznym, porywającym stylem. Kamil Kosowski, Mirosław Szymkowiak czy Maciej Żurawski - to byli zawodnicy, których pokochała cała Polska.
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Sensible
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Symson
@DaPidejpi
1
@zgiru Tak jest! Naszym klubem RTS, cała Polska niech o tym wie!
10
Nie tylko dla kibiców Widzewa:
10 grudnia 1980 r. Widzew Łódź pokonał Ipswich Town 1:0 w 1/8 Pucharu UEFA. Po wyeliminowaniu drużyny klanu Agnellich, Widzew wylosował w kolejnej rundzie angielski Ipswich Town. Wyspiarze nie byli murowanymi faworytami w starciu z wicemistrzami Polski, którzy w 1/32 finału wyeliminowali słynny Manchester United i cieszyli się w Anglii dużym szacunkiem. Piłkarze Ipswich Town odrobili jednak pracę domową i na swoim terenie pokonali łodzian aż 5:0. Rewanż na zaśnieżonym stadionie przy al. Unii 2 był formalnością, ale widzewiacy honorowo pokonali przeciwników 1:0 po bramce Marka Pięty, co przypominano m.in. w archiwalnym materiale Telewizji Polskiej. Tamtą edycje PUEFA wygrał właśnie Ipswich pokonując w dwumeczu AZ Alkmaar. Pomyśleć że dzisiaj takie Ipswich(mistrz Anglii), Sunderland(6-krotny mistrz Anglii) czy choćby Portsmouth(dwukrotny mistrz Anglii) tułają się na trzecim poziomie rozgrywek w Anglii….
Pozdrawiam wszystkich sympatyków Widzewa, zwłaszcza tego Wielkiego!
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@patataj
11
Grande Espectacolo El Clasico!
10 grudnia 2011 r. FC Barcelona pokonała na Santiago Bernabeu Real Madryt 3:1(1:1). Mecz rozpoczął się kapitalnie dla Realu, który objął prowadzenie już w 1. minucie ale później bramki padały już tylko dla mistrzów Hiszpanii. Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla Realu Madryt, który potrzebował niespełna minuty na objęcie prowadzenie. Piłkę spod własnej bramki fatalnie wybijał Victor Valdes, ta trafiła do Angela Di Marii, a po chwili do siatki wpakował ją Karim Benzema. Barcelona po kiepskim początku szybko doszła do siebie. W 30. minucie Lionel Messi uruchomił kapitalnym podaniem Alexisa Sancheza, który strzałem w długi róg nie dał szans Ikerowi Casillasowi. Druga bramka dla Barcelony padła w kuriozalnych okolicznościach. Xavi Hernandez uderzył piłkę z woleja zza pola karnego, ta trafiła w Marcelo, odbiła się od słupka, po czym wpadła do bramki. Stracony gol zupełnie zbił z tropu graczy „Królewskich". W 66. minucie wynik ustalił Cesc Fabregas, który wykorzystał znakomite podanie Daniego Alvesa. FC Barcelona dzięki trzem punktom zdobytym na Santiago Bernabeu została nowym liderem Primera Division. Warto również przypomnieć iż w tym meczu Blaugrana zagrała z pierwszą reklamą na koszulkach. Zarząd klubu ujawnił że napis ,,Qatar Foundation” będzie pierwszą reklamą na koszulkach Blaugrany, za którą klub zacznie pobierać pieniądze. Obecny wcześniej Unicef nie tylko nie płacił nic za reklamę ale wręcz otrzymywał dodatkowe wsparcie finansowe. Kontrakt opiewał na 5 lat i 30 mln euro za każdy sezon. To o 6,7 mln euro więcej, niż zarabiały wówczas na reklamach Manchester United i Liverpool. Zdaniem Javiera Fausa, wiceprezydenta ds. ekonomicznych, ,,jest to najlepsza umowa w historii futbolu i gdyby nasz prezydent pojawiał się częściej w mediach, nie udało by się uzyskać tak korzystnego kontraktu”. Dodał też: ,,Gdyby to była marka komercyjna, nie doszło by do podpisania umowy”. Niecały rok później zarząd zmienił jednak zdanie i na koszulkach pojawiła się reklama Qatar Airways.
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
4
No jeśli Argentyna tego Mundialu nie wygra, to już raczej nie dożyje tej przyjemności bo najzwyczajniej zejde na zawał serca przez nich...
5
Przypomniał mi się Mundial Mexico 1986 a konkretnie finał tego Mundialu, kiedy to ,,Boski" Diego asystował przy golu Jorge Burruchagi decydującym o mistrzostwie świata dla Argentyny. Teraz ,,Boski" Leo asystuje Molinie i Albicelestes prowadzą 1:0. W obydwu przypadkach strzelcy goli byli mało znani w Europie. Kochany Leo, prowadź Argentyne do celu!
1
Nie no jeszcze tylko kuźwa tego brakowało! Ten to dopiero ma tupet a umiejetności na ławke rezerwowych co najwyżej! Co on k***a chciałby żywcem do nieba iść i złapać Pana Boga za nogi..........?
1
@LS Dzieki śliczne z całego serca :)
11
@FCBparasiempre
9 grudnia 1955 roku w Gdańsku urodził się Janusz Kupcewicz, pomocnik i były trener. Jego ojciec Aleksander oraz starszy brat Zbigniew również grali w piłkę(a tata w późniejszym czasie pracował jako trener) i występowali m.in. w Lechii Gdańsk. Pierwszy z nich w biało-zielonych barwach zaliczył 60 meczów, w których strzelił siedem goli. Janusz kontynuował rodzinną ścieżkę i do Lechii trafił praktycznie w samej końcówce swojej kariery. Tę rozpoczął w juniorach Warmii Olsztyn, by następnie przenieść się do większego w mieście Stomilu. Dzieciństwo, pierwsze lata szkolne i początki przygody z futbolem spędził właśnie na Mazurach, aby w końcu wrócić w rodzinne strony i napisać piękną, ośmioletnią historię w Arce Gdynia. Przez kibiców został wybrany najlepszym graczem w dziejach tego klubu, choć zdobył z nim jedynie Puchar Polski. Liczne kontrowersje wzbudziły jego występy dla obu tych drużyn, bowiem nie jest tajemnicą, iż w Trójmieście darzą się one sporą wrogością. ,,Piękne to były czasy. Z piłką pod pachą i… gra od rana do wieczora na boiskach o różnej nawierzchni. Niezapomniane chwile”– wspominał czas spędzony w Olsztynie w jednym z wywiadów dla TVP Sport. Starsi kibice mają ogromny przywilej pamiętania najpiękniejszych chwil w historii polskiej piłki. Jedną z nich bez wątpienia stanowił brązowy medal zdobyty na mistrzostwach świata w 1982 roku. W słonecznej Hiszpanii nasza reprezentacja pod wodzą Antoniego Piechniczka osiągnęła niezwykły sukces. Bohater tekstu nie mógł jednak od początku turnieju liczyć na uznanie selekcjonera. Do składu wskoczył dopiero na mecz z Peru, czyli ostatnie starcie w grupie. Kreatywność, zmysł gry oraz fantastyczne uderzenie z dystansu to cechy, które charakteryzowały Kupcewicza, który nie oddał już miejsca w wyjściowej jedenastce aż do samego końca mundialu. Zaliczył pełne 90 minut w bataliach z Belgią, ZSRR oraz przegranym półfinale z Włochami. Został już tylko mecz o krążek z brązu. To właśnie w pojedynku z „Trójkolorowymi” strzelił najważniejszego gola w życiu. Polacy ostatecznie pokonali Francję 3:2 i zgarnęli brąz, a Kupcewicz pięknym golem z rzutu wolnego oraz asystą przy trafieniu Stefana Majewskiego wyraźnie się do tego przyczynił. Cztery lata wcześniej miały miejsce mistrzostwa w Argentynie, gdzie Polska niestety rozczarowała. Kupcewicz winę za słabszą formę kadry zrzucał na selekcjonera Jacka Gmocha. ,,Atmosferę popsuł Gmoch. Byłem na tych mistrzostwach i nawet nie powąchałem murawy. Do Argentyny poleciał najlepszy zespół w historii polskiej piłki nożnej. Jak doskonale pan wie, grono doświadczonych, utytułowanych piłkarzy uzupełnili przecież młodzi – Nawałka, Boniek, Iwan. Jeśli jednak sobie przypomnę, to pierwszymi skojarzeniami związanymi z tamtymi mistrzostwami są kłótnie. A mogliśmy wtedy osiągnąć bardzo wiele.”– mówił szczerze we wspomnianej już rozmowie z TVP Sport.
Kupcewicz w sezonie 1982-1983, a więc w czasie fantastycznej formy na mistrzostwach świata w Hiszpanii, występował w Lechu Poznań, bowiem Arka spadła z najwyższej ligi, a on chciał utrzymać pozycję w kadrze i uczynić dalszy krok w karierze. W sfinalizowaniu transferu pomogli fani, grupa prywaciarzy zapłaciła działaczom Arki. W stolicy Wielkopolski od razu wygrał mistrzostwo kraju i postanowił ruszyć na podbój zagranicznych lig. Od 1983 do 1986 roku grał na obczyźnie. Reprezentował barwy francuskiego Saint-Etienne, a także greckiej AE Larisa. Wiodło mu się tam różnie, ale nie przepadł. W Saint-Etienne zaliczył łącznie 35 gier, a w Larisie 23. Sporo czasu stracił przez nękające go ówcześnie kontuzje. ,,Za mnie Saint-Etienne zapłaciło 380 tysięcy dolarów. To jeden z największych wydatków klubu na piłkarza. Jak do tego doszło? Francuzi szukali pomocnika. Sama drużyna cieszyła się popularnością w kraju. Mieli sporo problemów i powoli zaczęli upadać. Próbowano zatem wszystkiego, by ratować zespół. Sprowadzono mnie oraz zawodnika z Paragwaju. Niestety najbardziej znani gracze poodchodzili, więc trudno było powstać z kolan. Ja nie nauczyłem się języka, nie spełniłem też do końca sportowych oczekiwań.”– tłumaczył. Do Polski powrócił w 1986 roku i związał się z Lechią, co wywołało poruszenie w Gdyni. Legenda „Żółto-Niebieskich” zasiliła szeregi największego sportowego rywala. Kupcewicz wtedy nie miał żadnych innych ofert, a w wieku 31 lat czuł się jeszcze na siłach, aby kopać w pierwszej lidze. Po latach podchodził do tematu na spokojnie: ,,Trochę się nasłuchałem od kibiców. Rozumiem to, że patrzono na mnie spod byka. Jestem arkowcem, nie będę tego ukrywał. Okres spędzony w Lechii wspominam jednak bardzo dobrze.”
Jego związek z futbolem dobiegł końca w Turcji. W 1988 roku pograł przez kilkanaście miesięcy w Adanasporze. Po zawieszeniu butów na kołku próbował swoich sił w trenerce. Prowadził m.in. reprezentację Polski w futsalu, a także zespoły z niższych lig. Jako asystent trzy lata spędził w kadrze do lat 21. Pracował również jako nauczyciel wychowania fizycznego w Szkole Podstawowej numer 10 w Gdyni Chyloni. W latach 2001–2003 poproszony został o doradztwo sportowe w ukochanej Arce, dla której w przeszłości rozegrał ponad 150 meczów. O swoim przywiązaniu do klubu mówił wszem wobec. Pomimo iż urodził się w Gdańsku, jego serce biło dla Gdyni i bić przestało w Gdyni. Miał swój epizod w polityce, ale kogo właściwie to teraz interesuje? 4 lipca tego roku odszedł od nas piłkarz zasłużony zarówno dla regionu pomorskiego, jak i dla reprezentacji. Ta jedna z pięciu zdobytych dla kadry bramek, w hiszpańskim mieście Alicante przeciwko Francji, na zawsze pozostanie legendarna. ,,Zdobyłem mistrzostwo Polski, Puchar Polski, medal mistrzostw świata. Jako gwiazda młodego pokolenia troszkę mi w główce zaszumiało, ale na szczęście przyszła pokora. Uważam, że miałem wspaniałą karierę i osiągnąłem bardzo dużo.” Janusz Kupcewicz dołączył do takich osobistości jak Kazimierz Deyna czy Włodzimierz Smolarek i teraz razem grają gdzieś mecz, bez pośpiechu czekając na nas wszystkich.
Osiągnięcia i statystyki:
Osiągnięcia klubowe:
Arka Gdynia
Puchar Polski (1x) – 1978/79
Lech Poznań
Mistrzostwo (1x) – 1982/83
Osiągnięcia Reprezentacyjne:
3 miejsce Mistrzostw Świata (1x) – 1982
10
Legendy polskiego futbolu:
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
4
Mistrzowie Europy Włosi nie pojechali na Mundial, z Mundialu odpadły Szwaby, Belgowie, Hiszpanie i ,,wielka" Brazylia! Czyżby teraz kolej na Argentyne!? O nie! Tylko nie to! Vamos Argentina, Vamos a ganar!
1
@Pawel13sz Radość niewytłumaczalna! Jednak to chyba jakiś cud Boski że tego bramkarz nie wybił! Tak się nie strzela rzutów karnych...
9
Był sobie….. pierwszy taki Dembele
9 grudnia 1996 r. Emanuel Amunike pojawił się w Barcelonie aby podpisać kontrakt. Nigeryjczyk był niezłym piłkarzem, lecz ze względu na kontuzje nie osiągnął wróżonego mu poziomu. Historia jego transferu i pobytu w Blaugranie jest jednak niecodzienna. W czerwcu 1996 r. ówczesny piłkarz Sportingu Lisbona miał zostać zawodnikiem FC Barcelony ale nie przeszedł badań medycznych. Zdaniem Katalończyków Amunike miał kontuzjowane kolano. Portugalczycy twierdzili natomiast że… jest zupełnie zdrowy. W lipcu wiceprezydent Gaspart oskarżył Sporting o oszustwo. Portugalczycy nie chcieli aby piłkarz przeszedł gruntowne badania kontuzjowanej nogi, odrzucając propozycje artroskopii kolana. Prezydent Nuñez oświadczył nawet że Amunike jest ,,nowym samochodem z awarią silnika”. 9 grudnia 1996 r. Nigeryjczyk pozytywnie przeszedł wszystkie badania i trafił do Barcelony za 3,6 mln euro. Trener Bobby Robson przedstawił go jako ,,transfer najwyższej klasy’ i jego ,,największy koszmar” z czasów, gdy trenował FC Porto i grał przeciwko drużynie Amunike. Z biegiem czasu okazało się iż Nigeryjczyk stał się koszmarem FC Barcelony. Przez 3,5 roku przeszedł 5 operacji: trzy artroskopie, jedną osteotomie i transplantację chrząstki stawu kolanowego uzyskanej od zmarłego pacjenta. W październiku 1999 r. Barça próbowała rozwiązać jego kontrakt, starając się udowodnić że Amunike nie może wykonywać zawodu piłkarza. W tym samym czasie Nigeryjczyk domagał się… pieniędzy za jedną z operacji, które przeszedł w USA. Blaugrana zakazała mu treningów z zespołem ale w kwietniu decyzje tą uchylił hiszpański ubezpieczyciel. W 2000 r. po zakończeniu kontraktu ,,kukułcze jajo” przejęło Albacete. W kontrakcie zapisano klauzule że w przypadku kolejnej kontuzji kolana klub może rozwiązać kontrakt z piłkarzem. 13 stycznia 2001 r. Amunike doznał urazu… ścięgien Achillesa, co w praktyce zakończyło jego karierę piłkarską ale uniemożliwiło Albacete pozbycie się Nigeryjczyka z listy płac.
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@Symson
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
10
Barça w europejskich pucharach:
9 grudnia 1959 r. FC Barcelona pokonuje Reprezentacje Belgradu w rewanżowym meczu półfinału Pucharu Miast Targowych 3:1 po golach: genialnego Kubali, świetnego Evaristo oraz błyskotliwego Eulogio Martineza i awansuje do finału, który odbył się na wiosne przyszłego roku w formule dwumeczu.
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@patataj
@Sensible
8
@FCBparasiempre
Jeśli w profesjonalnym futbolu po godzinie gry prowadzisz 3:0, po prostu musisz wygrać. W 1993 roku piłkarze Anderlechtu zadali kłam tej tezie. Do 66. minuty mieli o trzy gole więcej niż Werder a mimo to przegrali. Spotkanie to przeszło do historii pod nazwą Cudu nad Wezerą. W 33. minucie spotkania rozgrywanego 8 grudnia 1993 roku w Bremie skrzydłowy Anderlechtu Danny Boffin mógł czuć się absolutnym bohaterem wieczoru. Przed chwilą pięknym, technicznym strzałem lewą nogą zupełnie zaskoczył bramkarza Werderu Olivera Recka. Golkiper jakby w pierwszej chwili chciał interweniować, zrobił krok do przodu, ale rąk do piłki nie wyciągnął, będąc zapewne przekonanym, że ta minie bramkę. Futbolówka jednak nieoczekiwanie dla Niemca lobem wpadła do siatki. Anderlecht prowadził już 3:0. Któż wtedy mógł przypuszczać, że to spotkanie dla Belgów stanie się prawdziwym koszmarem, zaś dla Werderu – jednym z najpiękniejszych wspomnień występów w europejskich pucharach? Gol z 33. minuty nie był jedynym trafieniem Boffina tego wieczoru. Kwadrans wcześniej ten skrzydłowy, nazwany ze względu na swoją szybkość La Mobylette (tak mówiono na popularne we Francji i Belgii motorowery), zamknął precyzyjnym strzałem akcję Philipa Haagdorena, podwyższając tym samym wynik meczu na 2:0. A w ogóle strzelanie tego dnia rozpoczął obrońca Anderlechtu Philippe Albert, który skorzystał z bardzo niepewnej interwencji Olivera Recka. Drogę do bramki piłce próbował jeszcze zastąpić Marco Bode, ale( choć zdołał odbić ją głową) ta i tak wylądowała za linią. Vis–à–vis Recka Filip De Wilde schodził na przerwę do szatni z czystym kontem. Jednak w końcówce pierwszej części gry sprowadził spore kłopoty na swój zespół. Popełnił rzadki błąd – przy wykopywaniu piłki z ręki przekroczył linię pola karnego, za co rumuński arbiter Ion Craciunescu podyktował rzut wolny pośredni dla bremeńczyków. Na szczęście dla De Wilde gracze Werderu nie skorzystali z prezentu. W rozgrywkach Ligi Mistrzów UEFA 1993/94 mogli brać udział tylko mistrzowie swoich krajów. W dodatku zwycięzcy najsilniejszych lig Starego Kontynentu nie trafiali tak jak dziś, od razu do fazy grupowej. Musieli najpierw walczyć w eliminacjach. Nie dla każdego faworyta były one udane. Na przykład Manchester United odpadł z tamtej edycji Champions League po dwumeczu z tureckim Galatasaray. W fazie grupowej, w której było miejsce tylko dla 8 zespołów, nie zabrakło natomiast mistrza Belgii Anderlechtu oraz mistrza Niemiec Werderu. Fiołki na swej drodze do elity dość pewnie wyeliminowały HJK Helsinki oraz Spartę Praga. Aż 6 goli w kwalifikacjach zdobył dla ekipy z Brukseli Luc Nilis. Dla Werderu eliminacje były nieco bardziej problematyczne. O ile pierwszy rywal, Dynamo Mińsk, nie sprawił wielkich kłopotów, o tyle kolejny przeciwnik, Lewski Sofia, postawił już bardzo trudne warunki. W Sofii ekipa z Bremy nie zdołała utrzymać dwubramkowej przewagi i z wyjazdu do Bułgarii przywiozła tylko remis. U siebie też nie było łatwo, ale w końcu Mario Basler zdobył zwycięskiego gola dla Zielono-Białych.
Po rozstrzygnięciu eliminacji w Genewie rozlosowano grupy. W tej oznaczonej literką „A” znalazły się Barcelona, Monaco, Spartak Moskwa oraz Galatasaray. A w grupie B los skojarzył Milan, Porto, Werder i Anderlecht. Anderlecht fazę grupową zaczął całkiem nieźle, bo od remisu z bardzo silnym Milanem. Werder zaś uległ FC Porto 2:3. Bremeńczycy przegrywali ze Smokami już 0:3, ale gole Bernda Hobscha i Wyntona Rufera strzelone w przeciągu minuty sprawiły, że Portugalczycy do końca musieli drżeć o zwycięstwo. Tym razem mistrzom Niemiec nie udało się odrobić trzybramkowej straty. Pokazali jednak, że woli walki im nie brakuje, nawet gdy znajdują się w beznadziejnej sytuacji. Już wkrótce ponownie mieli zostać poddani podobnej próbie charakteru. Mecz Werderu z Anderlechtem, który wspominamy w tym tekście, został rozegrany w ramach 2. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów UEFA 1993/94. Po pierwszych 45 minutach tamtego pojedynku wydawało się, że ten zimny, a zarazem mokry (przed meczem padało niemal bez przerwy) grudniowy wieczór przyniesie pewne zwycięstwo Fiołkom. Ten pogląd podzieliło także wielu fanów Werderu, którzy w przerwie tłumnie opuszczali trybuny Weserstadion, nie wierząc już, że ich pupile mogą odwrócić losy spotkania. Zrezygnowani bremeńczycy z nietęgimi minami zeszli do szatni na spotkanie ze swoim trenerem Otto Rehhagelem. Nawet taki wojownik jak Dieter Eilts miał dość. – Czułem się jak gówno. Przeciwnik zakręcił nam w głowach – mówił. Pomocnik nie chciał wracać na zimny wiatr i zacinający deszcz. – To była typowa pogoda dla Bremy, ale chciałem zostać w szatni. Było tam ciepło, przyjemnie i mieliśmy coś do picia – wspomniał Eilts. A wracając do Rehhagela – w szatni zachowywał się spokojnie, a swoim piłkarzom po prostu radził, by spróbowali zrobić to, co się jeszcze da. Zarządził zmianę koszulek na czyste i zdecydował się na zmianę jednego zawodnika. Zdjął z boiska Andreasa Herzoga, a w jego miejsce wpuścił Thomasa Woltera, który miał wykonywać czarną robotę w środku pola. Natomiast obowiązki rozgrywającego powierzył Baslerowi. Po przerwie Niemcy grali dużo uważniej niż w pierwszej połowie. Sęk w tym, że zegar tykał, a po stronie zdobyczy bramkowych wciąż widniało zero. Minęło 20 minut drugiej części, a bagaż trzech goli coraz bardziej dociskał bremeńczyków. I wtedy nad Wezerą zaczęły dziać się cuda. Nowozelandczyk Wynton Rufer wybiegł do piłki zagranej na wolne pole i podciął ją nad interweniującym De Wilde. 1:3. W ciągu następnych kilku minut Werder stworzył dwie świetne sytuacje, ale ani Bernd Hobsch, ani Marco Bode nie zdołali strzelić bramki. To, co wówczas działo się w defensywie Anderlechtu, można nazwać szalejącym pożarem. Ta ogromna nerwowość udzieliła się także bramkarzowi. De Wilde wyszedł z bramki, by przechwycić dośrodkowanie. Ku rozpaczy swojej i swoich kolegów nie zdołał jej złapać, bo uprzedził go Rune Bratseth. Futbolówka po strzale Norwega wpadła do opuszczonej bramki. 2:3.
Niemcy poczuli krew. Napierali z wielką pasją. Na 10 minut przed końcem Rufer wrzucił piłkę na głowę Hobscha. Napastnik rodem z NRD nie miał kłopotów z pokonaniem De Wilde. Wielka radość wypełniła Weserstadion. Na trybunach, gdzie jeszcze kwadrans wcześniej zmarznięci kibice wieszali psy na zawodnikach, teraz zapłonęły race. 3:3. Podopieczni Rehhagela nie zamierzali zadowolić się remisem. Anderlecht, niczym kilkukrotnie trafiony w głowę bokser, chwiał się na nogach i ewidentnie nie miał pomysłu na wyjście z tej arcytrudnej sytuacji. Kolejne ciosy były tylko kwestią czasu. I w istocie za chwilę doszło do nokautu. 180 sekund po golu Hobscha Werder wyszedł na prowadzenie dzięki bramce Marco Bode. Wychowanek klubu z Bremy najlepiej odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i mocnym strzałem lewą nogą umieścił piłkę w bramce. 4:3. To nie był koniec. Ostatni gol doskonale podsumował postawę defensywy Anderlechtu po 66. minucie. De Wilde fatalnie podawał do Marca Emmersa. Piłkę przejął Hobsch, dośrodkował do Rufera i sekundę później padł piąty gol dla gospodarzy. Werder zwyciężył 5:3! Wynton Rufer w geście radości oddał fanom koszulkę, spodenki i getry, a następnie stanął na rękach i w ulewnym deszczu zaczął w ten sposób iść przez boisko. Potem w samej bieliźnie udzielał wywiadu. ,,Zajmie nam kilka dni, zanim zrozumiemy, co tu się wydarzyło” – komentował Oliver Reck. Z kolei Johan Boskamp, trener Anderlechtu, oszczędnie w słowach stwierdził: ,,To był koszmar. Wydawało mi się, że nocne widmo zniszczyło naszą grę.” W ostatecznym rozrachunku, mimo wspaniałego zwycięstwa nad Anderlechtem, Werder nie awansował do fazy pucharowej. W dwóch meczach z Milanem bremeńczykom udało się zdobyć zaledwie jeden punkt na cztery możliwe (wtedy za zwycięstwo przyznawano 2 „oczka”). Jeszcze gorzej wiodło im się w rywalizacji z Porto. W Portugalii, jak wspomnieliśmy, ulegli Smokom 2:3, a u siebie aż 0:5. Wygrali natomiast rewanż z Anderlechtem (w Brukseli było 1:2). Również Fiołki nie wyszły z grupy, notując 3 porażki, 2 remisy i tylko 1 zwycięstwo.
Cuda się zdarzają, a zwłaszcza w położonej nad Wezerą Bremą. Pamiętny mecz z Anderlechtem nie jest bowiem jedynym, który określa się Cudem nad Wezerą. Na miano to zasłużyły także domowe spotkania Werderu ze: Spartakiem Moskwa (6:2 w 1987 roku), Dynamem Berlin (5:0 w 1988 roku) oraz Olympique Lyon (4:0 w 1999 roku).
7
Cud nad Wezerą:
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Sensible
@Symson
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@patataj
@DaPidejpi
1
@kubix05 A tak, rzeczywiście, wkradł mi się jakiś chochlik, najmocniej przepraszam...
11
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
8 grudnia 1958 r. urodził się Mirosław Okoński, głównie lewoskrzydłowy. Jeden z największych enfant terible w historii polskiego futbolu. Mawiano w Poznaniu że kiedy ,,bawi się Okoń, to bawi się całe miasto”. Tak jak czarował w kontaktach osobistych, tak i na boisku. ,,Na obszarze nie większym od podstawki od piwa, potrafi kiwnąć kilku przeciwników naraz.”- pisali o nim dziennikarze w czasach gry w Niemczech. Te umiejętności pokazywał już w Polsce, gdzie był filarem Lecha Poznań. Trzy razy z Kolejorzem sięgnął po mistrzostwo Polski. Kiedy w ramach odbywania służby wojskowej musiał przejść do Legii, ,,transfer” ten został okupiony licznymi protestami, zwłaszcza gdy w finale Pucharu Polski Wojskowi zwyciężyli 5:0 a sam ,,Okoń” strzelił jednego gola. Trofeum to wywalczył jeszcze 3 razy, w tym dwukrotnie już w barwach Kolejorza, gdzie wrócił po służbie wojskowej. W 1983 r. sięgnął po podwójną korone. Wraz z Lechem wywalczył mistrzostwo a samodzielnie dołączył do tego tytuł króla strzelców, zdobyty ex aequo ze swym imiennikiem – Tłokińskim. W 4 sezonach z rzędu osiągał dwucyfrową liczbe goli. Mniej spełniony w reprezentacji. Trener Piechniczek nie lubił go z powodu zbyt dużego indywidualizmu. Okoński lubił dryblować na murawie, grał nie raz samolubnie i pod ,,publiczkę”. W Poznaniu wybaczono mu straty w imie tej widowiskowej gry, która przyniosła wiele sukcesów. W kadrze szkoleniowiec nie był aż tak wyrozumiały. Z tego względu Okońskiego ominęły zarówno MŚ w 1982, jak i w 1986 r. Ostatecznie zagrał w biało-czerwonych barwach 29 razy strzelając 2 gole. Po grze w Lechu ,,Okoń” czarował murawy Bundesligi. Z Hamburger SV sięgnął po Puchar Niemiec. Zajął 2 miejsce w plebiscycie na najlepszego piłkarza rozgrywek za Uwe Rahnem. Został także wicemistrzem kraju. Potem wyjechał do AEK Ateny. Blisko czteroletni pobyt w tym kraju przyniósł mu mistrzostwo Grecji. Występował tam także dla APS Korinthos. Na krótko wrócił do Poznania, gdzie grał w Lechu i Olimpii, później dla zespołów z niższych klas rozgrywkowych w Polsce i Niemczech. Kariere zakończył w swej macierzystej Gwardii Koszalin. W plebiscycie 80-lecia Lecha Poznań przeprowadzonym przez ,,Gazete Wyborczą” wybrany został najlepszym piłkarzem Kolejorza.
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@patataj
@Pawel13sz
10
Jak drzewo bez korzeni, człowiek bez przeszłości, tak FC Barcelona nie może istnieć bez historii:
8 grudnia 1921 r. w Gran Teatre del Bosc(teatr założony w 1905 r.) zarząd FC Barcelony wynajął jego szeroki parter aby zorganizować tutaj generalne zgromadzenie socios. Głównym punktem porządku dnia było przedstawienie projektu nowego stadionu. Szefowie klubu chcieli uzyskać przyzwolenie socios aby skonkretyzować kupno terenu, na którym miał stanąć przyszły Estadio Camp de Les Corts. W trakcie zebrania Gamper i inni członkowie rady, jak Joan Cabot i sekretarz Josep Julines, przemówili do zebranych, wskazując na konieczność doprowadzenia do realizacji tego projektu, który zaprezentowali jako naglącą potrzebę dla klubu. Ich wystąpienie zakończyło się owacją , będącą wyrazem jednogłośnej aprobaty dla propozycji przedstawionej przez dyrekcję. Gran Teatre del Bosque stał się więc teatrem marzeń barcelonizmu, gdzie narodził się przyszły, wymarzony stadion.
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Symson
11
Posłuchajcie drodzy cules…
Ten pierwszy raz!
8 grudnia 1899 r. FC Barcelona rozegrała swój pierwszy mecz w historii klubu! Pierwszym przeciwnikiem Blaugrany byli członkowie brytyjskiej colonii. Tak oto dziennik ,,La Vanguardia’’zrelacjonował to spotkanie: ,,Wspaniała była wczorajsza gra na starym Velodromo de la Bonanova pomiędzy członkami stowarzyszenia ,,Foot-ball Club de Barcelona’’ i młodymi przedstawicielami kolonii angielskiej w stolicy Katalonii. O ustalonej wcześniej godzinie(to jest trzeciej po południu), obie drużyny złożone z dziesięciu graczy spotkały się na trawniku wspomnianego Velodromu. Mecz rozpoczął ze słabym północno-zachodnim wiatrem ,,team’’ Barcelona i później nastąpiła seria zdarzeń, które czynią ten ,,sport’’ tak atrakcyjnym dla silnych nacji. W drużynie Barcelony wyróżniali się- kapitan Joan Gamper, Urruela, Lomba i Wild ze względu na łatwość posługiwania się piłką. Na koniec należy gorąco podziękować zarówno ,,Foo-tball Club Barcelona’’ za tak udaną inaugurację swojego istnienia, jak i młodym anglikom za rozegranie dobrego, inteligentnego meczu. Drużynę ,,Barcelona foot-ball Club’’ reprezentowali Wild, A. Kamper, Urruela, Lomba, Orio de llobet, Lopez, Terradas, Kunzli i Schilling”. Mecz zakończył się zwycięstwem drużyny angielskiej 1:0 pomimo przewagi FC Barcelony. Wynik tego historycznego meczu na ówczesny czas był najmniej ważny. Wówczas liczyło się szlachetne fair-play pod każdym względem, czego dzisiaj próżno szukać nawet u anglików, którym w dużej mierze zawdzięczamy powstanie klubu. Dodam jeszcze że Velodromo de la Bonanova to było wówczas boisko duże ale bardzo nierówne i twarde, pełne kamieni, wyrw i kępek trawy. Miało jednak znakomite położenie, blisko stacji kolejowej La Bonanova w dzielnicy Sarii i to właśnie przekonało zarząd by korzystać z niego do rozgrywania meczów. W tamtych czasach boiska używano wspólnie z innymi drużynami z miasta. Grał ten, który przyjeżdżał jako pierwszy. Wśród drużyn, które korzystały z boiska była m.in. FC Catala, Barceloński klub założony zaledwie kilkanaście dni po FC Barcelonie.
@Symson
@Lionel_Messi10
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
16
Ten nieszczęsny rzut karny!:
7 grudnia 1966 roku Górnik Zabrze pokonał CSKA Sofie w rewanżowym pojedynku 1/8 Puharu Europy Mistrzów Klubowych, w którym zabrzanie zagrali na własnym stadionie z CSKA Sofia. Przed meczem wydawało się, że sprawa awansu jest rozstrzygnięta, wszakże pierwszy mecz wybitnie "trójkolorowym" nie wyszedł i przegrali na wyjeździe 4:0. Jednak w Zabrzu, w obecności 25 tysięcy kibiców, nasze legendy pokazały prawdziwie górniczy charakter. Po 45 minutach gry straty zostały niemalże odrobione. Górnik wygrywał 3:0, a to co przed meczem wydawało się niemożliwe, w przerwie nabierało realnych kształtów. W kronikach Klubu, zawierających wycinki prasowe z tego meczu czytamy: ,,Tymczasem najgenialniejszy reżyser nie byłby w stanie napisać tak wspaniałego scenariusza sportowego, jak rozwijała się sytuacja w rewanżowym meczu. Skazani na porażkę zabrzanie już po 45 minutach zdołali odrobić 3 bramki. Wszystko zapowiadało się więc jak najlepiej. Ale kiedy przed piłkarzami Górnika zarysowała się realna szansa doprowadzenia do ogólnego wyniku obu spotkań na 4:4, wówczas Ernest Pohl nie wykorzystał "jedenastki". Tego na prawdę nikt się nie spodziewał, to na prawdę nie chciało się pomieścić w głowie żadnego z kibiców tak żywo dopingujących piłkarzy mistrzów Polski. Nie udało się! Zabrzanie wygrali na własnym boisku tylko 3:0 i do następnej rundy Pucharu Europy zakwalifikowała się drużyna z Sofii.” Po meczu trener Górnika ubolewał nad niestrzelonym karnym, stwierdził również, że w obu spotkaniach Górnik prześladował pech, w Sofii nie powinni przegrać 4:0, w Zabrzu z kolei co najmniej 4:0 wygrać. Uważał bowiem sofijską drużynę za wcale nie lepszą od Mistrza Polski. Dzieło przypadku i cud potwierdził w wywiadzie również trener CSKA, Ormandijew, który z ulgą odetchnął po ostatnim gwizdku.
Górnik Zabrze - CSKA Sofia 3:0 (3:0)
Gole: Szołtysik 1', Pohl 26', Pohl 44'
W 63. minucie Ernest Pol nie wykorzystał rzutu karnego podyktowanego za faul na nim (strzelił obok bramki).
Górnik Zabrze: Kostka - Olszówka, Oślizło, Kuchta, Kowalski, Pohl, Szołtysik, Olek, Wilczek, Lubański, Musiałek; trener: Geza Kalocsay
@NaFazieHitman
@Sensible
@patataj
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Symson
@DaPidejpi
@Pawel13sz
9
Legendy rodzimego futbolu:
7 grudnia 1954 roku w Krakowie urodził się Zdzisław Ryszard Kapka, napastnik, pomocnik; wychowanek Wisły Kraków, której barwy reprezentował przez 14 sezonów jako piłkarz a następnie przez lata jako trener młodzieży, asystent i działacz klubowy; 14-krotny reprezentant kraju w latach 1973–1981 oraz Zdobywca trzeciego miejsca na Mistrzostwach Świata 1974.
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Symson
@Sensible
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
11
Duma Katalonii w Lidze Mistrzów:
7 grudnia 2005 r. FC Barcelona pokonuje Udinese Calcio na Stadio Friuli 2:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W meczu tym swojego pierwszego gola w Lidze Mistrzów strzelił Andres Iniesta ustalając wynik spotkania w 90 minucie.
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
9
Blaugrana w europejskich pucharach:
7 grudnia 1977 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou w rewanżowym spotkaniu 1/8 Pucharu UEFA Ipswich Town 3:0. Po pierwszym meczu w Ipswich przegranym 3:0, szanse na awans spadły niemal do zera. Ś.P. Rinus Michels stwierdził ,,że w takich meczach najważniejsze jest strzelenie gola na wyjeździe’’. Dodał również: ,,Najważniejsze jednak że zostało przed nami 90 minut i 3 gole do odrobienia’’. Holenderski szkoleniowiec okazał się prorokiem. Na deszczowym spotkaniu na Camp Nou, na trybunach zasiadło zaledwie 30 tys. Widzów. W poprzednim tygodniu Barça przegrała u siebie Klasyk z Realem 2:3, więc zawodnicy chcieli wynagrodzić kibicom porażke z odwiecznym rywalem. Po 2 golach Cruyffa Blaugrana pewnie prowadziła 2:0, lecz do dogrywki potrzebny był jeszcze jeden gol. Wreszcie w 88 minucie Carles Rexach wyrównał rezultat dwumeczu strzelając gola z rzutu karnego. Dodatkowy czas gry nie przyniósł zmiany wyniku i tak jak w poprzedniej rundzie z AZ Alkmaar, Barça musiała walczyć w serii ,,jedenastek’’. Anglicy wykorzystali zaledwie jeden z czterech karnych i Cruyff nie musiał już wykonywać swojej próby w 5 kolejce. Po pokonaniu 3:1 w karnych anglików, Duma Katalonii dotarła do półfinału tych rozgrywek gdzie odpadła w dwumeczu z PSV Eindhoven. Pamiętajmy że gdyby nie genialny trener Rinus Michels to nie oglądalibyśmy Johana Cruyffa w Barcelonie, a gdyby Johan nigdy nie trafił do Barcelony…? Tak więc Michelsowi nie tylko zawdzięczamy futbol totalny.
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@NaFazieHitman
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Symson