FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Zapomniane legendy polskiego sportu:
27 grudnia 1889 w Żywcu urodził się Włodzimierz Polaczek(w niektórych materiałach wymieniany jak Władysław), lewy pomocnik. Do szkoły uczęszczał w Krakowie, uczył się w "mateczniku" Wisły - II Szkole Realnej. W 1911 roku ukończył seminarium nauczycielskie, po czym rozpoczął pracę w szkole w Dąbiu pod Krakowem (dzisiaj jedno z osiedli w dzielnicy Grzegórzki). Nie jest pewne, kiedy Włodzimierz Polaczek dołączył do drużyny Wisły. Możliwe, że miało to miejsce już w 1907 roku, pierwszy potwierdzony w źródłach występ przypadał jednak dopiero na 14 czerwca 1908 roku. Tego dnia Wisła Kraków stoczyła piłkarsko-lekkoatletyczne zawody z rezerwą Pogoni Lwów. Polaczek wystąpił tylko w meczu futbolowym - wymieniony jest w programie zawodów jako center napadu, pojawia się też na wykonanej tego dnia fotografii. Od tego okresu aż do roku 1913 Polaczek może być uważany za podstawowego zawodnika Wisły. Według własnych wspomnień pełnił nawet funkcję kapitana pierwszej drużyny. Niewątpliwie był bardzo zaangażowany w życie klubu i w grę dla Wisły - mieszkając z dala od boiska (w 1912 roku został służbowo przeniesiony z Dąbia do Skawiny) na treningi i mecze dojeżdżał rowerem. "Prawie każde wolne popołudnie, niedzielę i święta spędzałem w Krakowie, trenując i rozgrywając zawody w piłkę nożną" - wspominał. Był na tyle wyróżniającym się zawodnikiem, że zapracował na powołania do reprezentacji Krakowa w 1912 roku. To najprawdopodobniej Włodzimierz Polaczek w kwietniu 1911 roku ułożył słowa wiślackiej pieśni do melodii "Marsz Strzelców". Autor zachwalał w tym utworze swój klub: "Wisła w Galicji najlepsza drużyna / Wszak o tem dzisiaj nawet dziecko wie / U członków Wisły zawsze pewna mina / Chociaż silniejszy klub z nimi grać chce". Pieśń pełna jest nawiązań do aktualnych spraw z życia Wisły: kontaktów z klubami czeskimi, nieobiektywnych recenzji prasowych, unikania przez Cracovię derbów ze względu na zakaz nałożony przez Austriacki Związek Piłkarski...
Jednocześnie z grą w Wiśle Włodzimierz Polaczek zaangażował się w działalność Związku Strzeleckiego. Inspiracją do tego była osoba Andrzeja Galicy - późniejszego generała Wojska Polskiego, a wówczas ojca jednego z uczniów Polaczka. Galica był przewodniczącym skawińskiego obwodu Strzelca, a Polaczek aktywnie pomagał mu w organizowaniu nowych oddziałów i w przeprowadzaniu ćwiczeń. "Przechodziłem stopnie sekcyjnego, plutonowego i kompanijnego, przy czym prowadziłem również kancelarię komendy obwodowej" - wspominał Polaczek, nadmieniając także, że działalność w Strzelcu nie zawsze spotykała się z aprobatą szerszych kręgów społecznych. Samego Polaczka miały zaś spotykać nieprzyjemności ze strony przełożonych w szkole. Związek Strzelecki był paramilitarną organizacją niepodległościową, której celem było przygotowanie polskich kadr wojskowych. Oddziały Związku w 1914 roku stały się zalążkiem polskich sił zbrojnych - Pierwsza Kompania Kadrowa została sformowana na stadionie Wisły w Parku Sportowym w Oleandrach, z niej później narodziły się Legiony Polskie. Polaczek, podobnie jak i Galica, nie uczestniczył w wydarzeniach rozgrywających się na Oleandrach na przełomie lipca i sierpnia 1914 roku. Został wcześniej powołany do wojska austriackiego i trafił na front. Jego podopieczni ze Skawiny stawili się jednak w Oleandrach - zgodnie z celem, do którego przygotowywali się przez poprzednie lata. Dokładne losy Włodzimierza Polaczka w czasie I Wojny Światowej nie są znane. Zgodnie z własnoręcznie spisaną biografią, do Krakowa powrócił "z niewoli w czerwcu 1920 r.". Pracował jako dyrektor szkoły pod Krakowem, w tym czasie zasiadał też w Zarządzie Towarzystwa Sportowego. Następnie przeprowadził się do Poznania, a potem do Katowic, gdzie pracował między innymi w Funduszu Pracy. W czasie II Wojny Światowej został aresztowany przez Niemców, trafił do obozu Neuengamme, gdzie zmarł pod koniec 1944 roku z wycieńczenia.
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Sensible
@Lionel_Messi10
0
Zbyt optymistycznie brzmi ten tytuł a każda passa kiedyś się kończy. Nie śledze ,,Los Pericos" i nie wiem jak grają ale uważam że nawet remis nie będzie w tym meczu tragedią, biorąc pod uwage okres pomundialowy i brak Roberta.
13
To wcale nie był prima-aprilis:
Choć dzisiaj wydaje się to nie do pomyślenia, to jednak 27 grudnia 2007 r. socios Blaugrany w ankiecie bożonarodzeniowej chcieli wyboru Jose Mourinho na przyszłego trenera FC Barcelony. Ponad połowa ankietowanych była za dymisją Franka Rijkaarda po zakończeniu sezonu, choć jeszcze rok wcześniej w identycznej sondzie otrzymał on większy kredyt zaufania niż piłkarze i to pomimo przegranych niewiele wcześniej Klubowych Mistrzostw Świata. Ronaldinho, który niemal w niczym nie przypominał piłkarza sprzed 2 lat, również był negatywnie oceniany i prawie 45% ankietowanych domagała się jego sprzedaży jeszcze w zimowym okienku transferowym. Niecałe 2/3 kibiców nie wierzyło w zdobycie mistrzostwa. Co prawda ankieta była przeprowadzona jedynie wśród 300 socios i tuż po przegranym meczu z Realem, lecz oddawała stopień niezadowolenia kibiców osiąganymi wynikami. Tak jak domagali się tego fani, Rijkaard i Ronaldinho odeszli po zakończeniu sezonu, w którym piłkarze zajeli w La Liga dopiero trzecie miejsce i skończyli rozgrywki bez żadnego trofeum. Swoją drogą to bardzo ciekawe co by się działo gdyby doszło do zatrudnienia pana Mourinho? Tego jednak już się nie dowiemy.
@Roni/VEB
@Sensible
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@DaPidejpi
@Symson
@Ogorinho1974
12
Rozejm Bożonarodzeniowy:
I wojna światowa. Oddziały alianckie i niemieckie toczyły walkę pozycyjną. Zajmowały umocnione pozycje w okopach i zasiekach. Pomiędzy nimi znajdowała się tzw. ziemia niczyja, nad którą, jak wskazuje nazwa, nikt nie miał kontroli. Przesunięcie frontu było trudne. Całość działań przebiegała bardzo powoli. Cały świat naiwnie wierzył, że wojna zakończy się wraz z nastaniem świąt. Bez przerwy ginęły tysiące ludzi. W dzień Bożego Narodzenia 1914 roku doszło jednak do niesamowitego wydarzenia. Zawiązano krótki rozejm i rozegrano mecz. Wszystko zaczęło się na froncie zachodnim w okolicach belgijskiego miasta Ypres. Przestano strzelać i zapadła niespodziewana cisza. W noc wigilijną zaczęły bratać się pierwsze oddziały obu stron konfliktu. Słychać było śmiechy i muzykę. Nie nastąpił upragniony koniec wojny, ale doszło przynajmniej do tymczasowego rozejmu. Na chwilę walczący żołnierze przestali być maszynami do zabijania. Stali się znów ludźmi. Zaczęli wychodzić z okopów i szczerze witać się ze swoimi wrogami. Wymieniali się podarkami, składali sobie świąteczne życzenia. Niemieccy żołnierze zaczęli również przyozdabiać swoje okopy w świątecznym stylu. Nie wszyscy do końca rozumieli, co się tam wyprawia. W niektórych miejscach frontu rozejm nie został uznany i prowadzono dalej walki. Brytyjski kapitan CI Stockwell, chcąc zignorować dobry nastrój Niemców, próbował desperacko wykonywać wydane rozkazy. Zmienił jednak zdanie, kiedy jego sierżant poinformował go, że wrogowie wyszli z okopów, są nieuzbrojeni i znajdują się idealnie na celowniku. Nie strzelajcie, nie chcemy już dzisiaj walczyć. Przyślemy wam trochę piwa – krzyczeli żołnierze jednego z saksońskich pułków. Obie strony ustaliły także, iż pochowane zostaną ciała żołnierzy, które znajdowały się na ziemi niczyjej.
,,W dzień Bożego Narodzenia Niemcy postanowili że nie zostanie oddany już żaden strzał. Byli już zmęczeni wojną. Przysłali mi paczke cygar i pudełko papierosów. W zamian za niemiecką gazete dałem im kopie naszego ,,Le Petit Parisien”- głosi fragment listu jednego z francuskich żołnierzy. Do tego typu wymian doszło jeszcze wielokrotnie. Na ziemi niczyjej zdecydowano się do tego rozegrać mecz piłki nożnej!
,,Futbol! Futbol na ziemi niczyjej na litość boską! Uwierzylibyście? Nie mieliśmy najlepszego boiska ale to musiało się wydarzyć. Mieliśmy dwie bramki, piłke i dwa zespoły. Czy potrzeba było czegoś jeszcze?”- pytał w swoich wspomnieniach żołnierz walczący po stronie niemieckiej. Rozpoczął się mecz. Jak podkreślali żołnierze, był to dziwny jak i piękny widok. Śmiertelni wrogowie stali się na jakiś czas przyjaciółmi. Rozegrali bardziej mecz towarzyski niż baraż o awans na mistrzostwa świata. Uczestnicy się uśmiechali. Zapomnieli o wojnie i o tym, jaki jest ich cel. Liczyły się święta i okrągły przedmiot. ,,Nie było łatwo grać na zamarzniętym błocie ale kontynuowaliśmy grę. Nie mieliśmy sędziego”- opisywał mecz kolejny z niemieckich żołnierzy.
Chociaż większość graczy nie była w stanie się komunikować, bo mówili w różnych językach, to udało im się znaleźć ten wspólny dzięki futbolowi. Nie zagrały ze sobą dwie jedenastki. W spotkaniu wzięło udział 70 Niemców i 50 Anglików, a zmagania odbywały się wzdłuż całej linii frontu. Mecz dobiegł końca, kiedy piłka przebiła się na wystającym drucie kolczastym. 1 stycznia 1915 roku anonimowy major poinformował brytyjskie „The Times”, że Niemcy zwyciężyli 3:2. Rezultat potwierdzono jeszcze w relacjach wielu żołnierzy. Wobec bardzo rozległego placu gry, taka zgodność może trochę dziwić. Sugeruje się, że wszystkie wspomnienia uczestników mogą odnosić się jednak do mitycznego meczu, który nigdy nie miał miejsca. Mity są jednak dużo silniejsze niż fakty. Po latach sami Anglicy bardzo chętnie wracają wspomnieniami do tamtych dni i świętują to wydarzenie. Robią to pomimo tego, że bardzo nie lubią wracać do jakichkolwiek porażek z Niemcami. Tu liczy się jednak zupełnie co innego, bo jest to wyjątkowa to historia. W niektórych miejscach frontu rozejm trwał aż do 3 stycznia. Do końca I wojny światowej nie doszło już niestety do tego typu wydarzeń. W setną rocznicę rozejmu bożonarodzeniowego UEFA postanowiła upamiętnić tę historię specjalnym filmem. Wzięły w nim udział takie postacie jak: Michel Platini, Sir Bobby Charlton, Didier Deshamps, Gareth Bale, Philip Lahm czy też Wayne Rooney. Starsi piłkarze wcielili się w rolę narratorów a młodsi przeczytali listy żołnierzy, które cytowane są w tym tekście.
@Ogorinho1974
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
11
Ku pamięci legend Blaugrany:
26 grudnia 1943 r. odbył się mecz w hołdzie Antonio Franco. FC Barcelona zagrała wówczas na Les Corts z Realem Madryt. Do zakończenia II wojny światowej obie drużyny aż 26 razy spotykały się w meczach towarzyskich. Tamten ,,Klasyk” toczył się w atmosferze , o którą trudno w dzisiejszych czasach. Mimo zwycięstwa Katalończyków 4:0 obie drużyny były zadowolone ze spotkania. ,,Widziałeś to! Futbol to ma. Pasjonuje tłumy i ekscytuje kibiców, którzy żyją w wielkim napięciu, oczekując na końcowy rezultat. Jesteśmy żywiołowymi Latynosami ale jeżeli szlachetność napotyka szlachetność, umiemy się przyjąć z otwartymi ramionami”- zachwycał się atmosferą Santiago Bernabeu, prezydent Realu. ,,Nie spodziewałem się takiego wspaniałego pożegnania. Nie zasługiwałem na tyle jako zawodnik, mecz był również ważny dla obu drużyn. Dziękuje obu zespołom i kibicom, którzy zawsze traktowali mnie wspaniale”- powiedział żegnający się z futbolem Antonio Franco, pomocnik Barçy w latach 1934-43 i kapitan klubu w ostatnich latach kariery. Być może i tak właśnie było w ten świąteczny grudniowy dzień, jednak ja osobiście nie wierzę Bernabeu w te słowa o szlachetności wobec Dumy Katalonii, zwłaszcza po tym co się wydarzyło tego samego roku 13 czerwca na Estadio Chamartin w Copa del Generalismo. Kto nie wie o co chodzi, bądź słabo się orientuje, to polecam przeczytać książke ,,Barça. Życie, pasja, ludzie”, a jeszcze lepiej książke ,,FC Barcelona Real Madryt Wojna światów” a w niej rozdział ,,Skandal”.
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@patataj
@DaPidejpi
13
Po raz pierwszy w historii i to w Boże Narodzenie:
Zdajecie sobie sprawę iż ,,nasza” Barça 25 grudnia 1955 r. rozegrała swój pierwszy mecz w europejskich pucharach? Otóż 65 lat temu FC Barcelona rozgrywała spotkanie z reprezentacją Kopenhagi w ramach ćwierćfinału Pucharu Miast Targowych. Było to trzecie w kolejności spotkanie pierwszej edycji tych rozgrywek w historii. Mecz z Kopenhagą odbył się na słynnym Camp de Les Corts przy komplecie 35 tys. widzów a Blaugrana wystąpiła w czarnych koszulkach, białych spodenkach i z herbem miasta Barcelony na piersi. O poziomie przeciwników świadczy fakt iż rzut karny wywalczył dla nich 18-letni Andersen, gracz z trzeciej ligi duńskiej. Mecz zakończył się zdecydowanym zwycięstwem gospodarzy 6:2 a pierwszego oficjalnego gola dla Barçy w europejskich pucharach(drugiego w kolejności również) strzelił w 8 minucie napastnik Esteban Areta z podania Kubali. Pozostałe gole strzelili: Justo Tejada(2), Ramon Villaverde oraz wspomniany już Ladislao Kubala. Tą pierwszą edycje rozgrywek, trwającą 2 lata, wygrała rzecz jasna Duma Katalonii.
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
12
Nie tylko dla prawdziwych cules:
W latach 20-tych poprzedniego wieku teren na wzgórzu Montjuic, gdzie mieścił się kamieniołom, został odpowiednio przystosowany, żeby wybudować na nim stadion piłkarski- Estadi Catala, jak oficjalnie go nazwano- mogący pomieścić 35 tys. osób. Projekt ten powstał w wyniku kandydowania Barcelony do zorganizowania Igrzysk Olimpijskich w 1924 roku. W ramach kampanii na rzecz organizacji igrzysk, 25 grudnia 1921 r. Barça rozegrała mecz inauguracyjny przeciwko Sparcie Praga w obecności 30 tys. widzów, którzy wypełnili trybuny nowego stadionu, i setek pozostałych, śledzących boiskowe wydarzenia z pobliskich wzgórz. Według ówczesnych relacji, tamtego świątecznego dnia futbol przestał być dyscypliną marginalną, a stał się sportem masowym. Sam Samitier zabrał głos w tej sprawie: ,,Zawsze uważałem iż wizyta Sparty była decydująca dla katalońskiego futbolu. Od tamtej chwili liczba widzów rosła z dnia na dzień”. Podczas inauguracji stadionu na trybunach obecny był ówczesny burmistrz miasta, Antoni Martinez, któremu towarzyszył między innymi prezydent Mancomunitatu i przewodniczący Parlamentu. W tamtym towarzyskim meczu ze Spartą, które prowadził sędzia Bru, Blaugrana wystawiła taki oto skład: Zamora, Planes, Martinez Surroca, Torralba, Sancho, Samitier,Vinyals, Vicente Martinez, Josep Gracia, Sagi Barba oraz ówczesny kapitan Paulino Alcantara. W doliczonym czasie gry Sparta zdołała pokonać Barçe 3:2, lecz następnego dnia rozegrano mecz rewanżowy, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:0, po golach Planesa oraz Alcantary z rzutu karnego.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
@patataj
@NaFazieHitman
1
@MaziFCB Robie majstra, droga Polsko, majstra świata! Cała reszta to mi lata...
2
Szczęśliwych, kojących, przeżytych w zgodzie ze światem i z sobą samym, pełnych życia i miłości świąt Bożego Narodzenia oraz wystrzałowego Sylwestra życzy wszystkim wasz dyżurny historyk futbolu- Zenek.
1
@Kluivert_P Ja również, nawet starczy z powodzeniem do następnej gwiazdki :)
0
@viscabee9 A więc jednak! Tak coś czułem że to musi być chińszczyzna, bez przerwy nadużywana na tej stronie! Ja p******e! Polska strona a piszą po chińsku! Tak ciężko napisać najlepszy piłkarz na świecie, czy jak tam to po chińsku znaczy? Do czego to doszło
5
Panie Rafale, ja ten pierwiastek Buenos Aires odkryłem w sobie na Mundialu w 1986 roku i to w zasadzie od samego początku tamtego turnieju. Na triumf Albicelestes czekałem tak jak wszyscy Argentyńczycy, czyli 36 lat! No i w końcu jestem równie szczęśliwy jak ci wszyscy Argentyńczycy. Kto nie kocha futbolu, zwłaszcza latynoamerykańskiego, ten nigdy tego nie zrozumie. No i jeszcze na koniec, chciałbym pana zapytać cóż to oznacza takie słowo jak GOAT? i skąd się wzieło bo jeśli się dobrze orientuje to takie słowo nie istnieje w języku polskim?
9
Początki krajowej rywalizacji:
23 grudnia 1945 r. FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao w finale Copa de Oro Argentina. Prekursorem Superpucharu Hiszpanii stał się zorganizowany w 1945 r. mecz pomiędzy mistrzem kraju FC Barceloną a zdobywcą Pucharu Hiszpanii Athletic Bilbao. Inicjatywa wyszła od konsula Argentyny w Barcelonie a trofeum ufundowali jego rodacy mieszkający w stolicy Katalonii, stąd nazwa: Złoty Puchar Argentyny. Po emocjonującym meczu Blaugrana zwyciężyła zasłużenie 5:4 a zyski ze spotkania przeznaczono dla szpitali w Barcelonie i Bilbao. ,,To był prawdziwy finał pucharu: entuzjazm i rządza tytułu 22 paladynów, którzy wyszli na boisko naładowani w poszukiwaniu cennego trofeum. Dwie różne drogi zdobywania goli i emocjonujące ostatnie 5 minut, gdzie jedni dążyli do wyrównania a drudzy starali się utrzymać minimalne prowadzenie. Finał, który pozwolił nam posmakować 90 minut dobrej gry i niezaprzeczalnych emocji. To był historyczny sukces naszego wspaniałego futbolu, który zostanie dobrze zapamiętany przez tysiące kibiców, mających szczęście zobaczyć to na własne oczy”- komplementowała spotkanie gazeta ,,El Mundo Deportivo”. W 1947 r. organizator rozgrywek ligowych RFEF urządził ponownie spotkanie o Superpuchar pod nazwą Copa Eva Duarte.
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Symson
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
11
Niepowtarzalne pionierskie czasy:
23 grudnia 1906 r. FC Barcelona rozegrała towarzyski mecz we Francji przeciwko Olimpique Cette- klubowi założonemu w mieście Seta, na obrzeżach Montpellier. W relacji z tamtych czasów występ Blaugrany, która pokonała Francuzów 4:2, odbił się szerokim echem. Serdeczne relacje między klubami sprawiły iż wkrótce doszło do drugiego meczu, tym razem w Barcelonie a po nim piłkarze i szefowie obu klubów udali się do Gran Hotel Falcon na pożegnalny bankiet. Uroczystość prowadził lekarz i ówczesny deputowany republikański- Per Pi y Sunyer, który w przemowie odwoływał się do patriotycznego znaczenia zwycięstw obu drużyn.
@Lionel_Messi10
@Symson
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Sensible
@DaPidejpi
@NaFazieHitman
9
Premierowe derby:
23 grudnia 1900 r. FC Barcelona rozegrała pierwsze w swojej historii derby Barcelony z Espanyolem. Towarzyskie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem i toczyło się w przyjacielskiej atmosferze, co trudno sobie dzisiaj wyobrazić. Barça zagrała bez obcokrajowców a przeciwnicy zaprezentowali się pod nazwą Sociedad Española de Futbol co po Polsku znaczy Hiszpańskie Towarzystwo Piłki Nożnej. Dopiero później przekształcili nazwe na RCD Espanyol.
@DaPidejpi
@patataj
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Sensible
@NaFazieHitman
0
@Lionel_Messi10 Ale zaraz, zaraz! Jeśli stawiasz za kryterium trofea, to z tego co wiem taki Daniel Alves bije wszystkich na głowe trofeami! Więc trzeba być konsekwentnym a ty Alvesa nie umieściłeś nawet na 5 miejscu?
0
@ranger3120 No chyba tak, dokładnie już nie pamiętam ale raczej jakoś tak...
28
Ten ,,świąteczny prezent” już nigdy nie straci na wartości:
23 grudnia 2017 r. Real Madryt przegrał na Santiago Bernabeu z FC Barceloną 0:3(0-0). Real Madryt poległ na własnym stadionie ze swoim odwiecznym rywalem, FC Barceloną. Messi i spółka przez całą pierwszą połowę byli przyczajeni, ale po przerwie wyczekali na zabójczą kontrę, którą zakończył Luis Suarez. Po chwili idiotycznie w polu karnym zachował się Dani Carvajal, który postanowił zmienić dyscyplinę sportu i pograć w siatkówkę. Barcelona powiększyła przewagę nad drugim w tabeli Atletico do dziewięciu punktów, przez co chyba już znamy mistrza Hiszpanii na sezon 2017/18. Mecz w pierwszej połowie był bardzo wyrównany i nie aż tak otwarty, przez co sytuacji strzeleckich nie było zbyt wiele. Lepsze sytuacje stworzył sobie Real, który starał się nie dopuścić Barcelony do narzucenia warunków gry. Po zmianie stron Real jednak całkowicie się posypał. Cała organizacja gry obronnej spaliła na panewce, gdy w 54. minucie pilnujący Messiego Mateo Kovacić odpuścił drybling Ivana Rakiticia. Chorwacki pomocnik "Blaugrany" przebiegł z piłką spory dystans, a następnie rozciągnął grę do Sergi Roberto. Ten wyłożył piłkę Suarezowi, który nie mógł się pomylić i umieścił piłkę w niemal pustej bramce. Na 27 minut przed końcem spotkania idiotycznie zachował się Dani Carvajal. Prawy obrońca "Królewskich" celowo zagrał ręką w polu karnym. Lionel Messi nie pomylił się z rzutu karnego i podwyższył prowadzenie. Katalończycy dorzucili trzecie trafienie w doliczonym czasie gry. Prawym skrzydłem szarżował Messi, by następnie wycofać piłkę do wbiegającego Aleixa Vidala, który płaskim strzałem pokonał Keylora Navasa. Kostarykański bramkarz odbił piłkę, ale ta i tak wpadła do bramki, choć wydaje się, że mógł zachować się dużo lepiej. Grający w dziesiątkę piłkarze Realu nie zdołali już odpowiedzieć. Obrona tytułu była wówczas dla podopiecznych Zinedine'a Zidane'a raczej niemożliwa.
Nacieszmy oczy i dusze:
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@NaFazieHitman
17
Po prostu geniusz!
22 grudnia Lionel Messi strzela w ligowym meczu z Realem Valladolid 91 gola w całym 2012 roku. Rok ten był dla Argentyńczyka niesamowity. Już 9 grudnia w meczu z Betisem pobił dotychczasowy rekord Gerda Müllera, który w barwach Bayernu i reprezentacji Niemiec strzelił w 1972 r. 85 goli. Biorąc pod uwagę iż obecnie futbol jest dużo bardziej fizyczny i pada znacznie mniej goli, osiągnięcie było niesamowite. Do 22 grudnia i meczu z Realem Valladolid Messi zdążył jeszcze dołożyć siedem trafień. 91 goli zdobyte we wszystkich oficjalnych meczach to rekord w historii światowego futbolu(Pele w 1959 strzelił jedynie 75 goli). Znany dziennikarz ,,AS-a” Tomas Roncero przekonywał co prawda że rekord wciąż należy do Zambijczyka Godfreya Chitalu, który ponoć strzelił w swoim kraju 107 goli w 1972, aczkolwiek teorii tej nie wzięto na poważnie. Z końcem 2012 r. 25-letni wówczas Messi miał już na koncie dziesiątki rekordów. Do najważniejszych należą: najwyższa ilość goli w jednym sezonie La Liga(50), czterokrotna korona króla strzelców Ligi Mistrzów(2010-13), rekord goli w jednym sezonie(73) a także wyrównanie rekordu Anglika Viviana Woodworda w ilości goli w rozgrywkach międzynarodowych, również reprezentacji(25 goli).
@Pawel13sz
@Lionel_Messi10
@Symson
@Ogorinho1974
@patataj
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Sensible
1
@Lionel_Messi10 No to powiem tylko tyle: Iniesta był raz mistrzem świata a Cristiano Ronaldo ani razu! Natomiast Garrincha był dwukrotnie mistrzem świata, w tym w 1962 poprowadził Brazylie do mistrzostwa niemal w pojedynke, tak jak Maradona w 1986 w Meksyku. Co za tym idzie, Pele nie był by 3-krotnym mistrzem świata, gdyby nie Garrincha, zresztą sam o tym mówił. Tak mówią fakty, nie wspominając że będąc lekkim kaleką grał wręcz genialnie, według mnie nie gorzej niż Messi. No ale cóż, masz do tego pełne prawo aby sądzić inaczej
1
@Lionel_Messi10 Nie chciałbym być niegrzeczny i wbijać ci jakąkolwiek szpilke ale zdajesz sobie sprawe jak grał i co osiągnął Manoel Francisco dos Santos?
10
Wspomnień czar:
22 grudnia 2011 r. FC Barcelona odniosła najwyższe zwycięstwo pod wodzą Guardioli i jedno z najwyższych zwycięstw w historii Pucharu Hiszpanii. Na Camp Nou rozgromiła trzecioligowy La Hospitalet aż 9:0(!) w rewanżowym meczu 1/16 Copa del Rey.
@Lionel_Messi10
@patataj
@Symson
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Sensible
@NaFazieHitman
10
Golazo!
22 grudnia 1973 r. Mijały właśnie ostatnie minuty pierwszej połowy meczu Barçy z Atletico Madryt na Camp Nou. Na wrzutkę w pole karne zdecydował się Rexach ale wydawało się że piłka jest poza zasięgiem Cruijffa. Holender zdecydował się więc na akrobatyczne zagranie nogą na dużej wysokości w stylu dzisiejszych uderzeń Ibrahimovicia i jego strzał znalazł droge do siatki w prawym górnym rogu bramki. To był najładniejszy gol ,,boskiego” Johana podczas jego pobytu w Barcelonie a być może i w całej karierze. Holender rozgrywał wówczas wspaniały sezon zakończony mistrzostwem Hiszpanii dla Blaugrany a ten gol pozwolił mu zdobyć przydomek ,,Latający Holender”.
Popatrzcie sami:
@patataj
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Symson
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
10
Feliz cumpleaños panie Bernd! Z okazji 63 urodzin!
22 grudnia 1959 r. w Augsburgu urodził się Bernd Schuster. Ten niemiecki piłkarz karierę zaczynał w 1. FC Köln, z którego w 1980 r. przeniósł się do FC Barcelony. Bardzo szybko stał się gwiazdą linii pomocy Blaugrany i w 6 kolejnych sezonach zdobywał dwucyfrową liczbe goli we wszystkich rozgrywkach. Dokonał tego pomimo faktu że stracił większość roku 1982 na rekonwalescencje po tym, jak ,,Rzeźnik z Bilbao”(Andoni Goikoetxea) brutalnie wszedł w jego kolano. W latach 1982-84 znakomicie układała się współpraca Bernda z Diego Maradoną, którego Argentyńczyk nie omieszkał komplementować w swojej autobiografii. Tuż po tym, jak został zmieniony w trakcie gry w finale Pucharu Mistrzów w 1986 r., udał się do szatni i nie informując nikogo, pojechał z żoną na lotnisko, gdzie pierwszym samolotem udał się do Barcelony. Przed sezonem 1986/87 Schuster został za to wykluczony z zespołu i nie rozegrał ani jednego meczu! Prezydent Nuñez zaoferował go nawet Espanyolowi. Jak zauważyli ironicznie dziennikarze, byłoby to jedyne możliwe rozwiązanie dla Schustera, bo nadal dzieliłoby go jedynie 30 minut samolotem od ,,ukochanej” Ibizy. Choć Niemiec pozwał klub do sądu, przegrał sprawę. Po roku wrócił do łask, lecz jego relacje z działaczami pozostawały napięte i latem 1988 r. zdecydował się na transfer do Realu Madryt. Co ciekawe, z drużyny Królewskich trafił po 2 latach do Atletico Madryt. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zajął się pracą w roli trenera, zdobywając między innymi mistrzostwo Hiszpanii z Realem w 2008 r.
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Pawel13sz
@patataj
12
Van Gaal nie gryzł się w język:
21 grudnia 2001 r. Luis van Gaal został uratowany przed zwolnieniem. Drugi etap pracy van Gaala w Barcelonie od początku nie układał się pomyślnie. Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia FC Barcelona jechała na Majorke z nożem na gardle, znajdując się w drugiej połowie tabeli. Strata punktów oznaczała pożegnanie się z van Gaalem i gorączkowe poszukiwanie trenera w okresie świątecznym. Holender próbował się bronić: ,,Mam charakter i charyzmę żeby popchnąć drużynę do przodu. Kibice nas wspierają, czego nie było podczas mojego pierwszego pobytu w Barcelonie. Wiedziałem że nie był to dobry pomysł aby wracać, lecz miałem wiele pomysłów i jestem ambitny. Pozostało jeszcze sporo meczów do końca a w Lidze Mistrzów idzie nam świetnie”- próbował ratować sytuacje van Gaal. Sytuacja w La Liga była tragiczna, natomiast w Lidze Mistrzów Blaugrana rzeczywiście odniosła 8 zwycięstw z rzędu i jedynie ten fakt ratował szkoleniowca przed zwolnieniem. Mecz na Majorce zapowiadał się niezwykle ciężko, ponieważ w ataku gospodarzy brylowali wówczas Samuel Eto’o i Walter Pandiani. Van Gaal postawił wszystko na jedną karte i wobec absencji Riquelme postawił na młodziutkiego Iniestę, który zaledwie 2 miesiące wcześniej debiutował w Lidze Mistrzów, gdy Barça zapewniła już sobie awans do kolejnej fazy. Na Baleary udał się nawet kontuzjowany Puyol aby podnieść morale ekipy. Duma Katalonii wbrew oczekiwaniom wygrała pewnie 0:4 ale na wynik spotkania miały wpływ dwie czerwone kartki dla gospodarzy w pierwszych 30 minutach gry. Kluivert zaliczył hattricka w niecałe pół godziny, natomiast graczem meczu poza Holendrem był Iniesta. Van Gaal komplementował młodziutkiego Hiszpana w ten sposób: ,,Po debiucie z Brugią byłem z niego bardzo zadowolony, niestety potem doznał kontuzji. Uznałem że teraz nadszedł jego czas. Z Riquelme entuzjazm drużyny był dużo niższy”. Holenderski trener uratował stanowisko, choć nie na długo, o czym postaram się wspomnieć w styczniu przyszłego roku.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@NaFazieHitman
@Sensible
@DaPidejpi
@patataj
1
@Janiama No właśnie, Gordon Strachan... i wszystko jasne. No ale jak napisałeś, jesteś jednym z nielicznych, którzy widzieli Aberdeen na żywo a to już nie byle co! No i w dodatku był to mecz w PUcharze Zdobywców Pucharów!
2
@Janiama No prosze, ty zawsze potrafisz pozytywnie zaskoczyć :)
7
@FCBparasiempre
Gdy myślimy o sir Aleksie Fergusonie, to przed oczami od razu stają nam obrazy z jego długoletnich rządów w Manchesterze United, ze wszystkimi swoimi trofeami. Często zapominamy, że sukcesy odnosił już wcześniej w rodzimej Szkocji, gdzie przez kilka lat prowadził Aberdeen. To właśnie Fergie stoi za najbardziej tłustymi latami w historii tego klubu. Przerwał długą hegemonię potęg z Glasgow. Cofnijmy się zatem do czasów, gdy The Dons rządzili szkockim podwórkiem. Wcześniej należy jednak napisać parę zdań wstępu… Dawno, dawno temu, a dokładnie w 1974 roku, Alex Ferguson zakończył karierę zawodnika. Jego pierwszym zespołem w roli trenera był East Stirlingshire. Tam rozpoczął pracę na pół etatu. Niewielki klubik (dziś grają się na piątym poziomie rozgrywkowym w Szkocji) nie miał w swojej kadrze nawet bramkarza. 32-letni Ferguson już na samym starcie zyskał reputację osoby rządzącej twardą ręką. W późniejszych latach tylko to potwierdzał. Napastnik tamtej drużyny, Bobby McCulley powiedział kiedyś: ,,Nigdy przedtem nikogo się nie bałem, ale Ferguson od samego początku był przerażającym sukinsynem.” East Stirlingshire radziło sobie w lidze bardzo dobrze, ale Alex zdawał sobie sprawę, że nie może się zasiedzieć w takim miejscu. O jego usługi zabiegało St Mirren. Ostatecznie tam trafił, choć z wielkim żalem opuszczał swoje pierwsze miejsce pracy. Przeprowadzkę doradzał mu zresztą Jock Stein, jego wielki trenerski mistrz. W St Mirren pracował od 1974 do 1978 roku i dokonał tam nie lada wyczynu, przeobrażając drugoligowego słabeusza w mistrza, przy okazji bardzo mocno odmładzając zespół. Pewnie nigdy nie byłoby wspaniałej historii Aberdeen, gdyby nie konflikty Fergusona z Willim Toddem, dyrektorem klubu. Został zwolniony. St Mirren zapisało się w dziejach futbolu jako jedyny zespół, który wyrzucił z pracy Aleksa – patrząc z perspektywy czasu, na pewno nie jest to chlubne osiągnięcie. Jednym z powodów było to, że menedżer miał zdecydowanie za duże ambicje, niedopasowane do rangi klubu. Dodatkowo dochodziły do tego różne niejasności w kontraktach zawodników, do których Fergie miał przykładać ręce. Wszystko zakończyło się wstąpieniem na drogę sądową, przez co obie strony nie rozstawały się w zbyt przyjaznych okolicznościach. Toddowi nie podobało się również to, że Ferguson za plecami zespołu „romansował” z Aberdeen i wciąż pojawiały się pogłoski, że wkrótce zmieni barwy klubowe. W 1977 roku trener odmówił jednak zarządowi The Dons. Posadę dostał wówczas Billy McNeill, który jednak po roku wrócił do Celtiku. Drugiej oferty Alex już nie odrzucił i w końcu trafił na stadion Pittodrie.
Rok 1978. Sukcesy Aberdeen? Raz zdobyli mistrzostwo, ponad 20 lat wcześniej. Po drodze przytrafiło im się kilka srebrnych medali, ale nic więcej. Oba sezony przed przybyciem Fergusona zakończyli jednak na podium, co było dobrym zwiastunem na kolejne lata. Tym bardziej, że ich nowy trener nie miał zamiaru zadowalać się jakimiś półśrodkami. Od zawsze interesowało go tylko bycie najlepszym. Już na samym początku Alex zderzył się w Aberdeen z poważnym problemem – wciąż był młodym i początkującym szkoleniowcem, a kilku zawodników było starszych od niego. Musiał ciężko pracować, żeby zdobyć autorytet. Jedną z jego decyzji było m.in. stopniowe odsuwanie od składu Joe’ego Harpera, lokalnego bohatera, którego nawyków alkoholowych bardzo nie pochwalał: ,,Należy od razu odcisnąć na drużynie swój ślad. Wielki Jock powiedział mi, żebym nigdy nie zakochiwał się w zawodnikach, ponieważ prędzej czy później mnie zdradzą. W Aberdeen musiałem radzić sobie z bardzo różnymi wykroczeniami. wielu winnych udało mi się wykryć. potem umierałem ze śmiechu, widząc ich reakcje na to, że zostali przyłapani.
– ja? – mówili z doskonale udawaną urazą.
– tak, ty.
– ach, poszedłem zobaczyć się z kolegą.
– tak? na trzy godziny? i wróciłeś pijany? – fragment autobiografii Fergusona
Wyniki pierwszego sezonu nie powaliły na kolana. W lidze Aberdeen zakończyło rozgrywki dopiero na czwartym miejscu. Świetnie szło im w pucharach, ale w końcu odpadli w półfinale Pucharu Szkocji, a następnie w finale Pucharu Ligi musieli uznać wyższość Rangersów. Debiutancki sezon trzeba jednak uznać za przejściowy. Ferguson od razu po przyjściu zabrał się za zmiany. Jedną z najważniejszych było odważne odmładzanie składu, co było później jego znakiem firmowym w Manchesterze. Moje doświadczenia z St Mirren wzmocniły we mnie wiarę, że stawianie na młodzież jest drogą postępu – zwykł mawiać. Alex blisko współpracował ze skautami, klub rozszerzył swój system wyszukiwania zdolnych chłopców, a nawet założył akademię satelicką Glasgow. Dokonywał zmian w metodach treningowych oraz w stylu gry – chciał żeby jego zespół zawsze bronił wysoką linią defensywy. Te pomysły nie podobały się niektórym zawodnikom, ale… z takimi piłkarzami Ferguson umiał sobie doskonale radzić. Dwóch najważniejszych dla Aberdeen Alexów. Ferguson prowadził zespół przez osiem lat, a McLeish spędził tam jakieś 95% swojej kariery, bo aż 18 lat.
Wspomniany Harper nie był ulubieńcem trenera, ale potrafił strzelać bramki. Mimo to pierwszym transferem Fergiego w Aberdeen był Mark McGhee, napastnik Newcastle United, którego ściągnąć próbował już w czasie swojego pobytu w St Mirren. Później często powtarzał, że był to jeden z trzech kluczowych zakupów The Dons w tamtym okresie.
Następny sezon również nie rozpoczął się dla Aberdeen obiecująco, ale ich forma rosła, aż w końcu eksplodowała po Nowym Roku. Na początku stycznia przegrali szósty ligowy mecz i spadli na szóste miejsce. Od tamtej pory aż do końca rozgrywek ponieśli zaledwie dwie porażki. Motorem napędowym byli między innymi: Steve Archibald, który później grał w Tottenhamie czy w Barcelonie, do tego świeżo sprowadzony Marc McGhee, który na dobre zadomowił się w podstawowym składzie, zajmując miejsce kontuzjowanego Harpera, choć początkowo skutecznością nie grzeszył. Do tego pewny punkt obrony, czyli Alex McLeish oraz waleczny pomocnik, jakim był Gordon Strachan. Marc McGhee na początku sezonu zawodził, na wiosnę jednak zdobył kilka ważnych goli. Coraz pewniejszym krokiem zbliżali się do upragnionego mistrzostwa, odnosząc między innymi wielkie wyjazdowe zwycięstwo nad Celtikiem 3:1. Żeby przypieczętować tytuł potrzebowali kompletu punktów w przedostatniej kolejce w Edynburgu. Ich przeciwnikiem był Hibernian, zamykający ligową stawkę. Aberdeen stanęło na wysokości zadania i rozegrało mecz w iście „fergusonowskim” stylu, gromiąc gospodarzy aż 5:0. Gordon Strachan, świetny pomocnik tamtej ekipy The Dons, wspominał później w biografii Fergiego „Futbol, cholera jasna!” burzliwy okres końcówki tamtego sezonu: ,,Nagle po osiemnastu miesiącach pracy z Aleksem Fergusonem wydawało się, że eksplodujemy. nie wiem, co się stało podczas tego okresu. główną rzeczą, którą pamiętam, są niesamowite nerwy, dokuczające mi w kilku ostatnich meczach, ciągle chodziłem do toalety i ludzie myśleli, że coś mi dolega, ale to był po prostu stres wywołany możliwością wygrania ligi.” Aberdeen zdobyło drugie mistrzostwo w swojej historii. Przerwali piętnastoletnią hegemonię Rangersów i Celtiku. W tamtym sezonie z sześciu spotkań przeciwko Celtikowi, podopieczni Fergusona przegrali zaledwie jedno, aż cztery razy wygrywając. Z kolei z niebieską ekipą z Glasgow wygrali aż pięciokrotnie na siedem starć. Patrick Barclay, autor wspomnianej powyżej książki, pisał: ,,Aberdeen pod wodzą Aleksa zadał kłam powszechnemu kompleksowi niższości, z którym zmagał się szkocki futbol na prowincji”. Fergie w ciągu sezonu wciąż dbał o dyscyplinę w zespole. Zdarzyło mu się ukarać swojego zawodnika za… wyprzedzenie go na autostradzie. Innym razem kopnął samowar z herbatą prosto w stronę kilku piłkarzy. Cały czas jednak starał się motywować drużynę, a jednym z jego sposobów było budowanie wokół niej syndromu oblężonej twierdzy – wmawiał podopiecznym, że media faworyzują drużyny z Glasgow i w ogóle cały świat jest przeciwko nim. Sam Ferguson nie ma jednak wątpliwości, że największe znaczenie w budowaniu atmosfery na Pittodrie miało wywalczenie mistrzowskiego tytułu: ,,To było osiągnięcie, które nas zjednoczyło. w końcu piłkarze we mnie uwierzyli.”
W sezonie 1980/81 Aberdeen nie zdobyło żadnego trofeum i był to ostatni taki przypadek za rządów Fergiego. Mistrzostwo odzyskał Celtic, wyprzedzając The Dons o siedem punktów. Szkoci dostali też cenną lekcję od bijącego w tamtym czasie wszystkich Liverpoolu. Ferguson od dłuższego czasu zachwycał się grą zespołu, prowadzonego przez Billa Shankly’ego i w końcu miał okazję na własnej skórze przekonać się o ich sile. Dwumecz z Anglikami potraktował jako doświadczenie, które zaowocuje w przyszłości. Fergie nie miał zamiaru dopuścić, żeby w klubowym muzeum półki opanował kurz. W ciągu kolejnych dwóch sezonów nie udało się co prawda odzyskać ligowej korony (mistrzostwo obronił Celtic, a później trochę niespodziewanie trafiło ono w ręce Dundee United), ale sukcesy odnosili w pucharach. W 1982 roku wywalczyli Puchar Szkocji, a dwanaście miesięcy później sięgnęli po niego ponownie, za każdym razem pokonując po dogrywce Rangersów. Triumf w 1982 roku otworzył Aberdeen ponownie drzwi do Europy, tym razem w rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharów. Przez pierwsze trzy rundy przeszli bez większych problemów, eliminując kolejno Sion (11:1 w dwumeczu), Dinamo Tirana (1:0) oraz Lech Poznań (3:0). Test czekał na nich w ćwierćfinale. Ich następnym rywalem był Bayern Monachium, który parę tygodni wcześniej wyrzucił za burtę Tottenham, wpakowując im w dwumeczu pięć goli. Na wyjeździe Szkotom udało się ugrać bezbramkowy remis. Rewanż na Pittodrie fani The Dons pewnie wspominają do dziś. Szkoci zdobyli dwie bramki w dwie minuty, wygrywając 3:2. Półfinałowy dwumecz z belgijskim Waterschei Thor okazał się formalnością, ponieważ zakończył się wynikiem 5:2. Szkoci awansowali do finału, gdzie zmierzyć mieli się z Realem Madryt. To oglądanie hiszpańskiego zespołu w finale Pucharu Europy przeciwko Eintrachtowi Frankfurt sprawiło, że Ferguson zakochał się w ofensywnym futbolu – Królewscy wygrali wówczas 7:3, a bramki rozdzielili między siebie Alfredo Di Stefano oraz Ferenc Puskas. Ten pierwszy w 1983 roku wciąż był w Madrycie, jednak już w roli trenera. Fergie bardzo uważał, aby zbytnio rywali nie chwalić. Wiedział, że są jak najbardziej do ogrania po tym, co zaprezentowali w półfinale z Austrią Wiedeń. Eric Black wyprowadził Szkotów na prowadzenie już w siódmej minucie. Przed upływem kwadransa Real wyrównał za sprawą rzutu karnego Juanito. Hiszpanie mogli przewyższać Aberdeen kulturą gry, ale w starciach fizycznych nie mieli z nimi najmniejszych szans. ,,Mieliśmy taką kondycję, że moglibyśmy rywalizować z innymi w każdej erze – tłumaczył kiedyś Mcghee.” To miało też kluczowe znaczenie w późniejszej fazie meczu, gdy po remisie doszło do dogrywki. Black musiał opuścić plac z powodu kontuzji. Zastąpił go Hewitt, który ponownie został bohaterem swojej drużyny. W 112. minucie spotkania efektownym szczupakiem zdobył drugiego gola i dał upragniony puchar szkockiej ekipie. Strzelił zwycięską bramkę, tak jak z Bayernem. Aberdeen podbiło europejskie boiska, a Ferguson zatriumfował nad wielkim Realem. Impreza po finale trwała do białego rana. Menedżer położył się spać o szóstej rano. The Dons zostali dopiero trzecim szkockim zespołem, który przywiózł do kraju puchar ze Starego Kontynentu. Warto odnotować, że Alex odniósł ten sukces pięć lat po zawitaniu na Pittodrie, a mimo to z dwunastu zawodników, którzy pojawili się na boisku, zaledwie dwóch zostało przez niego kupionych. Resztę piłkarzy, odziedziczonych po poprzednim szkoleniowcu, po prostu wytrenował na swoje potrzeby. Dziesięć dni po pokonaniu później wygrali Puchar Szkocji, wspomniany wyżej, również po dogrywce.
Po europejskiej glorii przyszedł czas na uporządkowanie spraw na krajowym podwórku. Przed startem sezonu 1982/83 to oni byli uznawani za faworytów do sięgnięcia po mistrzostwo. Celtic próbował powrócić na właściwe tory po odejściu trenera McNeilla, z kolei Rangersi mieli swoje problemy i od kilku lat nie potrafili zmieścić się na ligowym podium. Głównym rywalem chłopców Fergusona mieli być obrońcy tytułu, czyli Dundee United. Zdobywcy europejskiego trofeum słabo rozpoczęli kampanię, nie pierwszy i ostatni raz. Wiele lat później charakterystycznym dla Manchesteru United było to, że zdecydowanie lepiej prezentował się w drugiej części sezonu. Aberdeen wciąż jednak było specjalistą od zwycięstw nad Rangersami – po pokonaniu ich 2:0 na Ibrox Park, zachwycony menedżer powiedział: ,,Mieli pecha, że trafili na nas w dniu, kiedy nasza koncentracja i zaangażowanie były całkowite. zaliczyliśmy tego popołudnia wyjątkowy występ.” Jesienią The Dons z tropu zbiła nieco pierwsza porażka w sezonie z Dundee United. Tracili wówczas trzy punkty do swoich oprawców, a także do Celtiku i Hearts, a w tamtych czasach za wygrane przyznawano jeszcze tylko dwa oczka. W grudniu wszystko zapowiadało, że Aberdeen wraca na odpowiednią ścieżkę – zdołali pokonać niemieckie HSV w ramach Superpucharu Europy, gdzie spotykali się triumfatorzy Pucharu Zdobywców Pucharów oraz Pucharu Mistrzów. Szkoci w dwumeczu zwyciężyli 2:0, dzięki czemu Ferguson zdobył swoje drugie europejskie trofeum. W międzyczasie udanie radzili sobie także w dobrze im już znanym Pucharze Zdobywców Pucharów (dopiero w półfinale wyeliminowało ich Porto). Ligowy triumf nad Celtikiem 3:1 rozpoczął długą passę spotkań bez porażki we wszystkich rozgrywkach. Sześć kolejnych zwycięstw dało im w końcu fotel lidera z trzypunktową przewagą nad Dundee. Po drodze przytrafiło im się kilka świetnych występów, m.in. 5:0 z St Johnstone, 3:0 z Rangersami czy 2:0 z Dundee. W pewnym momencie w sercach kibiców Aberdeen narodził się strach, albowiem posadę trenera w niebieskiej części Glasgow stracił John Greig. Wiele źródeł podawało, że na jego następcę szykowany jest Ferguson, który przez wiele lat reprezentował barwy Rangersów i wydawało się, iż w końcu poprowadzi ich z ławki. Sam zainteresowany szybko jednak rozwiał wątpliwości, podpisując nowy kontrakt ze swoim obecnym klubem. W ciągu kolejnych miesięcy jeszcze trzykrotnie odmówił Tottenhamowi: ,,Lubię wpajać lojalność swoim zawodnikom, a więc teraz sam muszę dać im przykład.” Pozycji lidera Aberdeen nie oddało już do końca rozgrywek i w końcu wywalczyło swój trzeci mistrzowski tytuł w historii (siedem punktów przewagi nad drugim Celtikiem), dokładając do tego trzecie z rzędu zwycięstwo w Pucharze Szkocji. Oprócz przegranej z Porto, drugim powodem zmartwień Fergusona było odejście w trakcie rozgrywek jego wieloletniego asystenta, Archiego Knoxa, który przyjął ofertę prowadzenia Dundee. Po zakończeniu sezonu odeszli także McGhee oraz Strachan. Całą kampanię należy uznać jednak za fantastyczną w wykonaniu Aberdeen – tytuł wygrali cztery kolejki przed finiszem, zwyciężyli w 25 meczach ligowych na 32 możliwych, tracąc w nich zaledwie 21 bramek. Przy okazji znów zapisali się w historii, będąc pierwszym zespołem spoza Glasgow, który sięgnął po dublet na krajowym podwórku.
W kolejnym sezonie Fergusonowi udało się to, co nie wyszło po wywalczeniu pierwszego mistrzostwa. The Dons zdołali obronić tytuł najlepszej drużyny w Szkocji, ponownie wyprzedzając w tabeli Celtic o siedem punktów. Był to również okres, gdy Fergie pracę w klubie musiał godzić z pomaganiem Jockowi Steinowi przy kadrze narodowej, przygotowującej się do mistrzostw świata w Meksyku. Wcześniejsze świetne występy klubu w Europie sprawiały, że co pewien czas Pittodrie opuszczali ważni zawodnicy. Ciągle jednak pozostawali zespołem, z którym trzeba było się liczyć, nawet na Starym Kontynencie. Fergusonowi marzyło się powtórzenie wyczynu Steina, który wygrał Puchar Europy. W sezonie 1985/86 otrzymał na to kolejną szansę, ale jego podopieczni odpadli z rozgrywek w ćwierćfinale po porażce w dwumeczu z IFK Göteborg. To właśnie w tym szwedzkim mieście Aberdeen pokonało w finale Real Madryt. Tym razem jednak nie okazało się dla nich szczęśliwe. Fergie o swoich marzeniach musiał zapomnieć, choć i tak przecież wiele osiągnął. Rozgrywki 1985/86 okazały się być ostatnimi dla Fergusona na ławce Aberdeen. Drużynie nie udało się zdobyć trzeciego mistrzostwa z rzędu. Zajęli zaledwie czwartą pozycję. Nie był to jednak całkowicie zmarnowany sezon. Zdołali wywalczyć czwarty za kadencji Aleksa Puchar Szkocji, a także pierwszy za jego rządów Puchar Ligi. Od dłuższego czasu mówiło się o jego odejściu, ale najpierw sam odrzucił zaloty Wolverhampton, a później Liverpool ostatecznie nie zdecydował się na jego usługi. W październiku 1986 roku Manchester United zwolnił Rona Atkinsona, a Fergie zajął jego miejsce. I… wszyscy wiemy co dalej, więc stawiamy tu kropkę. A jaki los spotkał Aberdeen? Przez pierwsze pięć lat po odejściu Aleksa zawsze kończyli ligę w pierwszej czwórce, jednak już nigdy nie było im dane zasmakować szampana pitego po zdobyciu mistrzostwa. Od 1986 roku wygrali jedynie trzy razy Puchar Ligi i raz Puchar Szkocji. Na Pittodrie kibice wciąż gdzieś w głębi serc marzą o powrocie dawnych sukcesów. Jak tu znaleźć drugiego Alexa Fergusona? A i piramida finansowa klubów Europy wydaje się być nie do przeskoczenia. Z drugiej strony, w 1980 roku Aberdeen przerwało piętnastoletnie rządy Celtiku i Rangersów. Od ostatniego mistrzostwa The Dons obie drużyny z Glasgow rozdzieliły między sobą… wszystkie 32 mistrzowskie tytuły! Może to najwyższy czas, aby zetrzeć kurze ze starych pucharów i odświeżyć nieco klubową gablotę? Aberdeen ma świetny sezon, ale jednak liderujący Celtic wydaje się być poza zasięgiem wzroku i portfela. Kiedyś to było.
6
Alex Ferguson i jego Aberdeen FC:
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@patataj
@NaFazieHitman
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
17
Trzecie trofeum w kolekcji KMŚ:
20 grudnia 2015 r. FC Barcelona pokonuje w finale na International Stadium w Yokohama City, CA River Plate 3:0 i sięga po swoje trzecie Klubowe Mistrzostwo Świata. FC Barcelona nie dała River Plate najmniejszych szans w finale Klubowych Mistrzostw Świata. Gole strzelali Leo Messi i Luis Suarez(2). W ostatnim ważnym egzaminie w tym roku piłkarze Barcy nie zawiedli. Barcelona bez najmniejszych problemów pokonała River Plate w finale Klubowych Mistrzostw Świata, sięgnęła po piąte trofeum i potwierdziła miano najlepszej drużyny na świecie w ostatnich dwunastu miesiącach. Mecz został rozstrzygnięty po pięćdziesięciu minutach. Po niezłym początku ze strony River Plate z każdą kolejną minutą Barca przejmowała inicjatywę, a drogę do siatki znalazł Leo Messi. Ten gol zapewnił Argentyńczykowi kolejne miejsce na kartach historii futbolu. 28–latek został dopiero drugim (po Samuelu Eto'o w 2010 roku) piłkarzem w historii, który na przestrzeni jednego roku kalendarzowego strzelał gole w siedmiu różnych rozgrywkach – w La Liga, Pucharze Króla, Lidze Mistrzów, Klubowych Mistrzostwach Świata, Superpucharach Hiszpanii i Europy, a także na Copa America. Barcelona rozstrzygnęła losy spotkania w pierwszym kwadransie drugiej połowy, który był prawdziwym koncertem zespołu Luisa Enrique. Luis Suarez szybko strzelił gola na 2:0, a potem w ciągu dziesięciu minut Barca mogła zdobyć przynajmniej cztery bramki. Po upływie niecałej godziny po raz drugi trafił Suarez i było po meczu. Na japońskich boiskach Urugwajczyk czuł się niczym ryba w wodzie. Snajper Barcy potrzebował zaledwie dwóch meczów na strzelenie pięciu goli i zostanie (wspólnie z Messim i Cesarem Delgado) najlepszym strzelcem w historii rozgrywek. – Cieszę się każdym dniem spędzanym w tej drużynie, każdą sekundą spędzoną u boku Iniesty, Messiego czy Neymara. Jestem niesamowicie szczęśliwy – powiedział Suarez po zakończeniu spotkania. Ogromne wrażenie muszą robić liczby Leo Messiego. 28–letni Argentyńczyk zdobył wczoraj 26. trofeum w klubowej karierze i (wraz z Andresem Iniestą) pobił rekord Xaviego pod względem liczby trofeów w historii Barcelony. – Leo jest po prostu niesamowity. Nikt nie ma takiego głodu trofeów jak on – przyznał Luis Enrique. Snajper Barcy nigdy nie rozczarowywał w finałach i w starciu z River Plate także nie miał zamiaru tego robić. Włączając wczorajsze starcie, Messi wystąpił w karierze w 26. finałach i strzelił w nich aż 24 gole! – Ronaldinho przywrócił uśmiech na nasze usta, ale w osobie Messiego mamy najlepszego piłkarza w historii – ocenił prezes Barcy, Josep Maria Bartomeu. Duma Katalonii rozegrała w niedzielę prawdziwy koncert, niejednokrotnie nie pozwalała rywalowi na wyjście z własnej połowy, i kończy rok 2015 w wielkiej formie. Przed nią jeszcze jeden rekord do pobicia. Jeśli piłkarze Luisa Enrique strzelą przynajmniej trzy gole w meczu z Betisem Sewilla, pobiją rekord Realu Madryt sprzed 12 miesięcy dotyczący liczby goli w roku kalendarzowym. Po spotkaniu z River Plate Katalończycy mieli na swoim koncie 176 trafień, co już jest rekordem klubu. ,,O Betisie pomyślimy niedługo. Teraz czas na powrót do Barcelony i... niech trwa fiesta!”– powiedział z uśmiechem Luis Enrique.
Gole: Messi (36'), Luis Suarez (49', 68')
Składy:
FC BARCELONA: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano (81’ Vermaelen), Gerard Pique, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitič (67’ Sergi Roberto), Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar (89’ Mathieu)
RIVER PLATE: Marcelo Barovero – Gabriel Mercado, Eder Alvarez Balanta, Jonatan Maidana, Leonel Vangioni – Matias Kranevitter, Carlos Andres Sanchez, Leonardo Ponzio (46’ Lucho Gonzalez), Tabare Viudez (56’ Sebastian Driussi) – Rodrigo Mora (46’ Gonzalo Martinez), Lucas Alario
Przypomnijmy:
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@NaFazieHitman
@DaPidejpi
@Roni/VEB