FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
12
Niezrównany łowca nagród:
9 stycznia 2012 r. Lionel Messi odebrał swoją trzecią Złotą Piłke z rzędu. Argentyńczyk był oczywistym faworytem tej edycji plebiscytu po tym, jak poprowadził Blaugrane do wygrania 5 pucharów w 2011 r. Messi stał się najmłodszym zawodnikiem z trzema Złotymi Piłkami na koncie a w dodatku zdobył je 3 lata z rzędu, czym wyrównał osiągnięcie Platiniego. Na podium znalazło się również miejsce dla Xaviego a tuż za nim uplasował się Andres Iniesta.
@Monix10
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
0
Przecież na żadnym z Elevenów nie ma transmisji, przed chwilą sprawdzałem w programie
12
Zapomniane El Clasico:
9 stycznia 1949 r. FC Barcelona pokonuje na Camp de Les Corts Real Madryt 3:1 w 15 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Cesar Rodriguez(28 i 61 minuta) oraz Basora w 56 minucie. To zwycięstwo przyczyniło się w efekcie do drugiego z rzędu i czwartego w historii mistrzostwa Hiszpanii dla Blaugrany.
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Monix10
@DaPidejpi
12
Pamiętamy!
Wybitne legendy polskiego sportu:
Panie i Panowie dzisiaj 75 lat kończy Jan Tomaszewski, człowiek, który zatrzymał Anglie! Karierę piłkarską pan Jan rozpoczął w Śląsku Wrocław, w barwach tej drużyny zadebiutował w I lidze. W latach 1963–1967 był zawodnikiem Gwardii Wrocław. W 1971 przeszedł do Legii Warszawa. Jednak po kilku słabych występach stracił miejsce w pierwszej jedenastce i w 1972 przeniósł się do ŁKS Łódź, gdzie udało mu się wywalczyć pozycję jednego z najlepszych polskich bramkarzy. Od 1978 występował za granicą – w Beerschot i Herculesie Alicante. Jako piłkarz największe sukcesy odniósł, grając w reprezentacji Polski. W drużynie narodowej zadebiutował 10 października 1971 w meczu eliminacji mistrzostw Europy z drużyną RFN – wyznaczony wówczas do gry Piotr Czaja tuż przed meczem rozchorował się i musiał zostać zastąpiony przez Jana Tomaszewskiego. Reprezentacja Polski przegrała 1:3, a debiutującego bramkarza krytykowano wówczas za postawę w tym spotkaniu. Następny mecz w drużynie narodowej rozegrał po półtorarocznej przerwie w marcu 1973. Wówczas wywalczył miejsce w pierwszej jedenastce reprezentacji, z którą jeszcze w tym samym roku uzyskał awans do mistrzostw świata. Przyczyniła się do tego jego postawa w meczu eliminacyjnym z Anglią rozgrywanym 17 października 1973 na stadionie Wembley. Nazwany przed meczem przez angielskiego trenera Briana Clough clownem Jan Tomaszewski bronił skutecznie, przepuszczając w meczu tylko jeden strzał oddany przez Allana Clarke'a z rzutu karnego. Dzięki swojemu występowi zdobył duży szacunek wśród angielskich kibiców i zyskał przydomek bohatera z Wembley a także człowieka, który zatrzymał Anglię.
W 1974 brał udział w mistrzostwach świata w RFN, w których reprezentacja Polski zajęła trzecie miejsce. Dwukrotnie w tych mistrzostwach obronił rzuty karne (jako pierwszy bramkarz w historii na imprezie tego poziomu) – Staffana Tappera w meczu ze Szwecją oraz Uliego Hoenessa w meczu z RFN. Po mistrzostwach zdobył wielkie uznanie a Pelé nazwał go najlepszym bramkarzem świata. W reprezentacji Polski wystąpił również na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 (srebrny medal) oraz na mistrzostwach świata w Argentynie w 1978, w trakcie których stracił miejsce w reprezentacyjnej bramce na rzecz Zygmunta Kukli. W czasie obydwu mistrzostw świata (1974, 1978) rozegrał łącznie 990 minut w 11 spotkaniach. Do drużyny narodowej powrócił w 1981, rozgrywając dwa spotkania. Ostatni występ, a zarazem jedyny jako kapitan reprezentacji, zanotował w towarzyskim spotkaniu z Hiszpanią rozegranym 18 listopada 1981. Ogółem w barwach narodowych wystąpił w 63 meczach oficjalnych. Jest uważany za jednego z najwybitniejszych bramkarzy w historii polskiej piłki nożnej. Należał również do światowej czołówki bramkarzy lat 70. Wielokrotnie, także po zakończeniu kariery, występował w meczach pokazowych i charytatywnych. Krótko zajmował się działalnością trenerską. W latach 1989–1990 był trenerem bramkarzy reprezentacji Polski. Prowadził również w kilku meczach drużynę Widzewa Łódź w sezonie 1989/1990. Jako jeden z nielicznych zaliczył swój trenerski debiut w ekstraklasie jeszcze przed oficjalnym zakończeniem kariery – w ostatnim meczu sezonu 1980/1981 kierował zespołem ŁKS Łódź w meczu z Szombierkami Bytom, a w 1982 zagrał jeszcze cztery mecze jako zawodnik. Krótko był asystentem trenera reprezentacji Polski, kiedy to funkcję tę pełnił Andrzej Strejlau. Mając na koncie 63 mecze w barwach reprezentacji Polski, należał do Klubu Wybitnego Reprezentanta. 28 czerwca 2012 zrzekł się członkostwa w tej organizacji. Decyzję podjął dzień po tym, jak przewodniczący klubu, Władysław Żmuda, złożył wniosek o jego wykluczenie, motywując to jego zdaniem "bulwersującymi wypowiedziami pod adresem polskiej drużyny narodowej startującej w mistrzostwach Europy 2012 i poszczególnych piłkarzy".
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Symson
@Pawel13sz
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@patataj
10
@FCBparasiempre
Zespoły rezerw to twory, które w swoim założeniu stanowią zaplecze dla pierwszej drużyny. Większe kluby z szerokimi kadrami mogą pozwolić sobie na rywalizację swojego drugiego składu na niższych szczeblach rozgrywek. Często jest to bezpośrednie zaplecze najwyższych lig. Co w przypadku, gdy tzw. drugi garnitur radzi sobie powyżej oczekiwań? Oto kilka ciekawych historii. Tak jak nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji u Monty Pythona, tak też właściciele i piłkarze Atletico Madryt prawdopodobnie nie zakładali, że przyjdzie im grać w jednej lidze ze swoimi rezerwami. Na szczęście władze ligi wcześniej przewidziały takie okoliczności i zabezpieczyły się przepisami. Gdy w sezonie 1999/2000 drużyna z Madrytu spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej, jej rezerwy zajęły dającą utrzymanie 17. pozycję w II lidze. W teorii oznaczało to, że relegowany zespół Atletico będzie walczył w pojedynku ze swoim „bratem”. W praktyce drużyna Atletico Madryt B została przesunięta do niższej ligi. Rezerwy Los Rojiblancos do dziś nie wychyliły nosa powyżej III ligi. W powyższym przypadku zespół rezerw został automatycznie zdegradowany przez spadek pierwszej drużyny. Trzeba jednak pamiętać, że „ekipy B” wielokrotnie miały okazję awansować do pierwszej ligi, jednak zostały zablokowane przez wspomniane przepisy. Wśród pechowców znalazły się: Mestalla (druga drużyna Valencii) w sezonie 1951/52, Castilla i Athletic Bilbao w sezonie 1983/84 czy Atletico Madryt w sezonie 1998/99… czyli rok przed spadkiem pierwszej drużyny. W ostatniej dekadzie dwukrotnie na miejscu uprawniającym do udziału w play-off znalazła się FC Barcelona B.
Ciekawym przypadkiem jest wspomniana w poprzednim akapicie Castilla, czyli zaplecze Realu Madryt. Do 1991 roku rezerwy mogły brać udział w rozgrywkach Copa del Rey. W sezonie 1978/79 zarówno Real Madryt, jak i Castilla radziły sobie w pucharze nadzwyczaj dobrze i dotarły… do finału. Real, zgodnie z przewidywaniami, wysoko pokonał swój zespół B. Co ciekawe, niewiele brakowało, żeby Real nie awansował do finału. Atletico Madryt postawiło twarde warunki w półfinale, a o awansie zadecydowały dopiero rzuty karne. Castilla pokonała drogę do finału bez większych problemów. Miałaby na pewno większe szanse na zwycięstwo, gdyby nie fakt mierzenia się ze swoim pierwszym garniturem. Klub nie mógł pozwolić na kompromitację. Castilla mogła wziąć udział w Pucharze Zdobywców Pucharów. Przygoda zakończyła się szybko, bo już w pierwszej rundzie, po porażce z West Hamem. Jest to jedyny przypadek, gdzie zespół rezerw grał w rozgrywkach pucharowych na szczeblu europejskim. W pierwszym spotkaniu Hiszpanie wygrali 3:1, jednak ulegli na wyjeździe aż 1:5. Dwumecz został zapamiętany głównie przez haniebne zachowanie Anglików na Santiago Bernabeu. W efekcie rewanż odbył się przy zamkniętych trybunach. Drugi team Realu Madryt nie powtórzył więcej takiego sukcesu. Castilla trzykrotnie dotarła do ćwierćfinału Copa Del Rey. Wkrótce udział rezerw w pucharze został zakazany.
Spartak Koszyce zapisał się w historii czechosłowackiej piłki przez niezwykłe zdarzenie. W sezonie 1957/58 pierwszy i drugi team z siedzibą w Koszycach występowały we wschodniej grupie drugiej ligi czechosłowackiej. Drużyna rezerw była beniaminkiem, mimo to zagrała świetny sezon. Po 33 kolejkach ekipa B zajęła drugie miejsce w lidze, ustępując zaledwie jednym punktem Dynamu Żylina. To wystarczyło do awansu do I ligi. Tymczasem pierwszy zespół Spartaka zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu z zaledwie sześcioma punktami. W efekcie, gdy drugi garnitur mógł świętować promocję do najwyższej klasy rozgrywkowej, ten pierwszy musiał przełknąć gorycz spadku do trzeciej ligi. Po sezonie Spartak zmienił nazwę na Jednota, przez co w czechosłowackiej I lidze zagrał pierwszy zespół, a rezerwy zastąpiły Spartak Koszyce A na trzecim poziomie ligowym. Niesprawiedliwe! Nie tylko Koszyce miały swoje dwie drużyny w tej samej lidze. Sezon wcześniej pierwsza i druga ekipa Slavoja Liberec występowała w III klasie rozgrywkowej. Podobnie jak w przypadku Spartaka, również rezerwy Slavoja spisywały się lepiej od pierwszej drużyny. Innym ciekawym przykładem jest Dukla Tabor, która w sezonie 1961/62 spadła z II do III ligi. Jej miejsce na drugim poziomie rozgrywkowym miały zająć rezerwy, które zajęły wysokie miejsce w niższej klasie. Ostatecznie to pierwsza drużyna zagrała w wyższej lidze. Czechosłowacja była jednym z nielicznych wyjątków, gdzie pierwszy i drugi zespół mogły mierzyć się na tym samym poziomie. W większości przypadków przepisy zabraniały takiej rywalizacji. Wśród pechowców, którzy wygrywali zaplecze I ligi, ale nie mogli awansować, znajdują się dziesiątki drużyn z różnych krajów. W Estonii od ponad dekady druga liga jest zdominowana przez kluby z Tallinna. Levadia i Flora mogłyby prawdopodobnie z powodzeniem wystawiać dwa zespoły w tzw. „ekstraklasie”. Podobna sytuacja ma miejsce w lidze Andory, gdzie na zapleczu przewodzą rezerwy Lusistans i Santa Coloma. Wracając do Estonii, warto wspomnieć, że Levadia posiada swoją drugą drużynę na II poziomie rozgrywek, ale i trzecią na III poziomie. Ewenement. 9 maja 2018 roku w półfinale Pucharu Estonii Flora Tallinn pokonała 9:3 klubową drużynę U-21. Warto dodać, że w rozgrywkach pucharowych brała również udział ekipa U-19, która odpadła w 1/32.
Wśród krajów o bogatszej historii ligowej (poza wspomnianą wcześniej Hiszpanią) nie sposób nie wymienić Holandii, w której od pięciu lat na pierwszych miejscach II ligi wymieniają się młodzieżowe drużyny Ajaxu i PSV, czy Portugalii, gdzie dwukrotnie awans przysługiwał rezerwom FC Porto. Pomiędzy sezonem 1997/98 a 2000/01 rokrocznie pierwsze miejsce w drugiej lidze Ukrainy zajmowała druga ekipa Dynama Kijów. Omawiając Hiszpanię, wspominałem przypadek Castilli, która świetnie radziła sobie w rozgrywkach pucharowych. Podobnych przykładów jest wiele. Warto tu wrócić chociażby do Czechosłowacji. Dwukrotnie do ćwierćfinału docierały rezerwy Baniku Ostrawa, również dwa razy półfinał zaliczył drugi garnitur Sparty Praga. Szczególnie ciekawym jest sezon 1970/71, kiedy to drugi zespół Sparty pokonał w ćwierćfinale pierwszy 2:1. W Holandii drugi team Ajaxu dwukrotnie dochodził do ćwierćfinału, a raz nawet osiągnął półfinał. W sezonie 1987/88 w drodze do ćwierćfinału rezerwy ekipy z Amsterdamu pokonały trzy drużyny z pierwszej ligi. Jednocześnie pierwszy zespół odpadł już w drugiej rundzie rozgrywek, ulegając FC Den Bosch. Możliwe, że młodzież z Ajaxu osiągnęłaby więcej niż ćwierćfinał, jednak władze klubu zdecydowały, że w meczu decydującym o awansie do półfinału z drugoligowym RKC, zagra pierwszy skład. Ten niestety przegrał 1:2. kończąc świetną passę rezerw.
Omawiając mniejsze i większe sukcesy drużyn rezerwowych, trzeba też wspomnieć o Polsce. Drugi skład Warty Poznań jako pierwszy dotarł do 1/8 finału Pucharu Polski. W 1952 roku do finału dotarła druga drużyna Legii Warszawa. W kolejnej edycji ekipa rezerwowa Gwardii Warszawa wygrała te rozgrywki po emocjonującym dwumeczu z Wisłą Kraków (mecz został powtórzony po remisie 0:0 w pierwszym spotkaniu). Poza drużynami z Warszawy do finału dotarły również ROW Rybnik i Ruch Chorzów. Szczególnie wart uwagi jest zespół rezerw z Chorzowa. Według statystyk jest to drużyna, która osiągnęła finał krajowego pucharu, występując w najniższej klasie rozgrywkowej. W momencie, gdy rozpoczynali drogę do finału sezonu 1992/93, trwały jeszcze rozgrywki 1991/92. Chorzowianie musieli walczyć w pucharze na poziomie regionalnym, następnie wojewódzkim, by już w sezonie 1992/93 móc wystąpić w centralnych rozgrywkach Pucharu Polski. Zanim dotarli na Stadion Śląski, pokonali: Stal Bielsko Białą, Polonię Bytom, Raków Częstochowę, Olimpię Poznań, Miedź Legnicę, Stomil Dębicę i Śląsk Wrocław. Cudowny marsz został zatrzymany dopiero w finale przez GKS Katowice, jednak rezerwy Chorzowa nie poddały się bez walki, przegrywając dopiero po rzutach karnych.
A co z reprezentacjami?
Nie tylko kluby posiadają zespoły rezerwowe. Również reprezentacje mają swoją drugą, a czasem trzecią kadrę. Zwykle są one nieformalne i ustalane tylko na potrzeby gier wewnętrznych na zgrupowaniach. Zdarzało się jednak, że kadry „A” i „B” rywalizowały w oficjalnych rozgrywkach. Taka sytuacja miała miejsce w Afryce w latach 90. w ramach mistrzostw wschodniej i środkowej Afryki (CECAFA). Gospodarze turnieju mogli wystawić dodatkowo drugą drużynę. Zespoły rezerw zwykle radziły sobie lepiej od pierwszych składów drużyny narodowej. Zdarzało się, że mierzyły się w bratobójczym pojedynku, jak np. w 1996 roku, kiedy to Sudan B pokonał w półfinale Sudan A. Szczególnie ciekawe były rozgrywki w 2000 roku, gdy pierwszy i drugi zespół Ugandy spotkały się w finale. W tamtym przypadku nie było niespodzianki – pierwszy zespół wygrał 2:0. W 2001 roku po kolejnej bezpośredniej rywalizacji drużyn z jednego kraju (Rwanda walczyła między sobą o trzecie miejsce w turnieju), władze CECAFA zdecydowały o zablokowaniu możliwości udziału drużyn z tego samego kraju w przyszłości.
9
Bardzo ambitne rezerwy:
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@Symson
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Monix10
@DaPidejpi
1
Na ostatnie 5 spotkań w La Liga na Wanda Metropolitano, ,,nasza" kochana Barcunia wygrała zaledwie jeden mecz, dwa przegrywając i dwa remisując. Ciężko sobie wyobrazić dzisiejszą victorie w Madrycie, zwłaszcza bez Roberta i Alby i z taką formą. To będzie graniczyło z cudem! Obawiam się że nawet nie stać nas na remis, no ale obym się mile rozczarował...
13
Wszystkie chwyty dozwolone?
W 1988 r. meksykański dziennikarz Miguel Angel Ramirez odkrył źródło młodości, w którym wykąpało się kilku piłkarzy młodzieżowej reprezentacji kraju. Po tej magicznej kąpieli niektórym ubyło dwóch, trzech a nawet sześciu lat. prawda była jednak dużo bardziej prozaiczna: trenerzy sfałszowali im akty urodzenia i paszporty. Jeden z piłkarzy poddany magicznej kuracji stał się młodszy od swojego brata bliźniaka o okrągłe 2 lata. Dyrektor klubu Guadalajara skwitował to odkrycie filozoficznie: ,, Nie twierdze że to coś dobrego ale przecież od zawsze tak się robiło.” Wtórował mu Rafael del Castillo, zarządzający młodzieżową piłką w Meksyku: ,,Dlaczego Meksyk nie może oszukiwać skoro inne kraje uważają to za coś normalnego?”. Po mundialu w 1966 r. zarządzający AFA Valentin Suarez stwierdził: ,,Stanley Rous nie jest prawym człowiekiem. Zorganizował mundial tak, by wygrała go Anglia. Ja zrobiłbym to samo, gdyby mistrzostwa rozgrywano w Argentynie”. Moralność rynku, która w naszych czasach jest moralnością świata, usprawiedliwia stosowanie wszelkich dostępnych metod(nawet niezgodnych z prawem) by osiągnąć sukces.
Zawodowy futbol nie ma żadnych skrupułów, albowiem jest ich pozbawiony zarządzający nim system władzy, stawiający na pierwszym miejscu skuteczność. Koniec końców skrupuły nigdy nie były traktowane zbyt poważnie. Skrupuły były najtańszą i najmniej znaczącą walutą we Włoszech okresu renesansu. Pięć stuleci później Paul Steiner, niemiecki piłkarz zespołu z Kilonii wyjaśniał: ,,Gram dla pieniędzy i punktów. Przeciwnik chce mi odebrać jedno i drugie. Dlatego będę z nim walczyć w każdy możliwy sposób.” Z kolei Ronald Koeman tak usprawiedliwiał brutalny faul, jakiego dopuścił się na reprezentancie Francji Tiganie jego rodak Gilhaus w 1988 r.: ,,To było klasowe zagranie. Tigana był największym zagrożeniem i trzeba go było zneutralizować za wszelką cene.” Cel uświęca środki i każde świństwo jest dobre, choć lepiej zrobić je dyskretnie. Basile Boli z Olimpique Marsylia, znany łamacz kostek, tak wspomina swój chrzest bojowy: w 1983 r. uderzył z główki Rogera Mille, który doprowadził go do szaleństwa nieustannie szturchając i dając kuksańce. Boli wyciągnął z tego doświadczenia następującą nauczke: ,,Lekcja numer jeden: uderzaj, zanim uderzą ciebie ale rób to skrycie.” Trzeba zatem uderzać, gdy piłka jest daleko bo arbiter, podobnie jak kamery telewizyjne, koncentruje się na niej niemal cały czas. Podczas mundialu w 1970 r. Pelego krył włoski obrońca Bertini. Brazylijczyk chwalił rywala po zakończonym meczu: ,, Bertini był mistrzem jeśli chodzi o faulowanie tak, aby nikt tego nie zauważył. Uderzał mnie pięścią w żebra albo w brzuch, kopał po kostkach… Prawdziwy artysta.” Wśród argentyńskich dziennikarzy zasłużoną sławą cieszą się zasadzki zastawiane przez Carlosa Bilardo, który potrafił robić to sprytnie i skutecznie. Mówi się że Bilardo najpierw kłuł rywali szpilką a później robił oczy niewiniątka. Kiedy był trenerem Argentyny, zdołał podsunąć spragnionemu Brazylijczykowi Branco bidon napełniony rzygowinami podczas najważniejszego meczu na mundialu w 1990 r.
Z kolei dziennikarze urugwajscy mówią o tym, kto bezczelnie popełnia faule, że gra ,,twardą nogą”, wielu z nich wychwala też ,,kopnięcie zmiękczające”, chętnie stosowane podczas meczów międzynarodowych. Zagranie takie należy wykonać w pierwszych minutach meczu. Później można bowiem za nie wylecieć z boiska. W Urugwaju boiskowa przemoc szła w parze z upadkiem piłkarskich umiejętności. Kiedyś określenie ,,garra charrua” kojarzyło się z odwagą a nie kopniakami rozdawanymi na lewo i prawo. Aby nie być gołosłownym: podczas mundialu w 1950 r. w ostatnim meczu(de facto finałowym), Brazylia popełniła dwa razy więcej fauli niż Urugwaj. Cztery dekady później, gdy pod okiem trenera Tabareza Urugwaj ponownie zaczął grać czysto, niektórzy komentatorzy urugwajscy narzekali że nie przynosi to pożądanych rezultatów. Na szczęście to się zmienia. Dzisiaj większość nieczystych, wręcz brutalnych ataków jest wyłapywana, jeśli nie przez sędziego, to przez którąś z wielu kamer na stadionie.
@Symson
@patataj
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@Sensible
@Pawel13sz
@DaPidejpi
@AssisMoreira
12
Mundial w czasie dyktatury Videli:
Pięć tysięcy dziennikarzy z całego świata, luksusowe centrum prasowe i telewizyjne, wspaniałe stadiony, nowe lotniska przekonywały o skuteczności argentyńskich władz. Najbardziej doświadczeni dziennikarze niemieccy mówili że mundial w 1978 przypominał igrzyska olimpijskie z 1936 r., które Hitler z wielką pompą zorganizował w Berlinie. Koszty pozostały tajemnicą państwową. Na organizacje mundialu przeznaczono wiele milionów dolarów, nie wiadomo ile kosztowało budowanie wizerunku ,,szczęśliwego kraju” po rządami wojskowych. Najważniejsi organizatorzy mistrzostw świata realizowali w międzyczasie swój plan eksterminacji. ,,Ostateczne rozwiązanie”, jak je nazywali, obejmowało zamordowanie wielu tysięcy Argentyńczyków, ilu- tego nie wiemy do dziś. Każdy, kto próbował się tego dowiedzieć, prędzej czy później zapadał się pod ziemie. Ciekawość, podobnie jak wszelkie wątpliwości, była traktowana jako dowód buntu. Prezes Argenyńskiej Spółki Rolnej Celedonio Pereda oznajmił że dzięki piłce nożnej ,,skończy się oczernianie wielkich Argentyńczyków w zachodnich mediach”.
Nie wolno było krytykować nawet piłkarzy, nie mówiąc o trenerze reprezentacji. Mimo że argentyńskiej jedenastce zdarzały się na tych mistrzostwach potknięcia, komentatorzy sportowi zawsze wyrażali się o reprezentacji w samych superlatywach. Aby poprawić swój wizerunek na świecie, argentyńska junta zapłaciła amerykańskiej firmie public relations pół miliona dolarów. Raport ekspertów Burson-Masteller nosił tytuł: ,,To, co prawdziwe w odniesieniu do produktów, jest również prawdziwe w odniesieniu do kraju”. Admirał Carlos Alberto Lacoste, sprawujący piecze nad mundialem mówił w jednym z wywiadów: ,,Kiedy jade do Europy albo Stanów Zjednoczonych, co robi na mnie największe wrażenie? Wielkie przedsięwzięcia, wielkie porty lotnicze, wspaniałe samochody, luksusowe cukiernie.” Admirał, iluzjonista biegły w ztuce znikania dolarów i produkcji szybkich fotun, przeją kontrole nad mundialem po tajemniczym zabójstwie innego wojskowego, któremu pierwotnie powierzono to zadanie. Lacoste obracał beż żadnej kontroli ogromnymi sumami pieniędzy i, jak się wydaje, reszte z niektórych wydatków, najpewniej przez zwykłą nieuwagę zatrzymał dla siebie. Mundialową rozrzutność i marnotrawienie pieniędzy publicznych zakwestionował nawet sekretarz skarbu w rządzie wojskowych- Juan Alemann, który ośmielił się postawić kilka niewygodnych pytań. Admirał miał jednak w zwyczaju odpowiadać na wszelkie wątpliwości następująco: ,,Tylko żebyście się nie dziwili, jak ktoś podłoży wam bombę…” Rzeczywiście, bomba wybuchła w domu Alemanna, w chwili gdy Argentyńczycy strzelili Peru czwartego gola(bardzo potrzebnego na wage awansu do finału). Po zakończeniu mundialu admirał Lacoste za swoje zasługi został mianowany… wiceprezesem FIFA!
@AssisMoreira
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Symson
1
@Janiama A to fajniutkie miałeś spotkanie z panem Romanem, troche zazdroszcze :) Dla mnie Wójcicki był moim ulubionym stoperem reprezentacji a zwłaszcza Widzewa, taki prawdziwy ,,harpagan"!
10
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
8 stycznia 1958 r. urodził się Roman Wójcicki, silny środkowy obrońca imponujący warunkami fizycznymi. Jeden z czołowych polskich defensorów w latach 80. Przygodę z piłką zaczynał w rodzinnej Nysie, gdzie w wieku 11 lat zapisał się do miejscowej Stali. Początkowo grał jako napastnik, ale z czasem został przesunięty do obrony. Regularnie czynione postępy spowodowały, że zaczęły się nim interesować większe kluby. W 1975 r. trafił do Odry Opole. Dość szybko włączono go do kadry seniorów, a w lidze zadebiutował 24 lipca 1977 r. w meczu z Polonią Bytom. Dobra postawa w lidze zaowocowała powołaniem do reprezentacji do młodzieżowej, a niedługo później do seniorskiej. 12 kwietnia 1978 r. wystąpił w wygranym 3:0 meczu z Irlandią w Łodzi. Jacek Gmoch dostrzegł w nim potencjał i postanowił zabrać na mistrzostwa świata do Argentyny. Wójcicki nie zagrał tam jednak ani minuty. Wiosną 1980 r. trafił do Śląska Wrocław. Dla Odry rozegrał 82 spotkania i zdobył osiem bramek. W Śląsku dopiero od nowego sezonu zaczął regularne występy. Zawsze grał bardzo ambitnie i potrafił się znakomicie ustawiać. W 1982 r. z kolegami z drużyny zajął drugie miejsce w lidze. Dobra forma zaowocowała kolejnym powołaniem na dużą imprezę. Tym razem Antoni Piechniczek widział dla niego miejsce w kadrze na mistrzostwa świata w Hiszpanii. Do pierwszej jedenastki jednak było jeszcze daleko. Duet Żmuda-Janas spisywał się bardzo dobrze i Wójcicki praktycznie cały turniej przesiedział na ławce rezerwowych. Wystąpił tylko w drugiej połowie meczu o III miejsce z Francją, w którym zmienił Waldemara Matysika. Po mistrzostwach przeszedł do Widzewa. Z łódzkim klubem związany był przez cztery lata. Zaliczył 113 spotkań, w których zdobył 11 bramek. Największym jego osiągnięciem było dotarcie z kolegami do półfinału Pucharu Europy, w którym musieli uznać wyższość Juventusu. Czas spędzony w Łodzi Wójcicki wspomina jednak bardzo dobrze i podkreśla, że obok występów z orzełkiem na piersi, był to najpiękniejszy okres w jego karierze. Z Widzewem dwukrotnie był wicemistrzem Polski (1983 i 1984) i dwukrotnie zajmował trzecie miejsce (1985 i 1986). Brak mistrzostwa mógł sobie osłodzić zdobytym w 1985 r. Pucharem Polski. W 1984 r. został laureatem Złotych Butów w plebiscycie ,,Sportu”. Po mistrzostwach świata w Meksyku, w których był jednym z filarów naszej reprezentacji, wyjechał do Niemiec. Grał w FC 08 Homburg, a 1989 r. został zawodnikiem Hannoveru, z którym w 1992 r. zdobył Puchar Niemiec. Karierę kończył w TSV Havelse 1912, gdzie przez cztery lata był grającym trenerem. Później trenował zespoły z niższych lig niemieckich. Z kadrą pożegnał się w przegranym 0:3 meczu z Anglią 3 czerwca 1989 r. Czasami zarzucano mu małą zwrotność i niedostatki techniczne, przez co miał problemy ze zwinnymi zawodnikami, ale jego szybkość biegowa, siła uderzenia i waleczność rekompensowały te braki. W Reprezentacji Polski rozegrał 62 mecze, strzelając 2 gole.
Przy okazji pragnę pozdrowić wszystkich ,,Czerwonoarmistów”.
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
@MesQueUnClub96
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@AssisMoreira
0
@LS No być może i jest to jakieś złudzenie, jednak dawniej tacy napastnicy jak dzisiaj Griezmann, nie biegali po całym boisku żeby odebrać piłke przeciwnikowi, przynajmniej ja nie zauważyłem. A co do tego że ,,nasza" Barcunia gra dzisiaj zdecydowanie poniżej oczekiwań, to zawdzięczamy głównie erze Bartomeu ale też i po części działań Laporty. Nie mamy wyjścia musimy to jakiś czas przecierpieć...
16
Ciekawostka:
Michael Laudrup jest jedynym piłkarzem, który grał dla Realu Madryt, gdy Królewscy pokonali FC Barcelonę 5:0, i dla Barçy, gdy ta wygrała z Realem również w takim samym stosunku. Miało to miejsce w dniu 7.01.1995 (Real – FC Barcelona 5:0) oraz 8.01.1994 (FC Barcelona – Real 5:0). Jak widać ten znakomity pomocnik generował mnóstwo goli.
@Monix10
@DaPidejpi
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
20
Fantastyczny ,,Dream Team” i cudowna ,,La manita”:
8 stycznia 1994 r. FC Barcelona pokonała Real Madryt 5:0! Było to jedno z najlepszych El Clasico w historii i prawdopodobnie najlepszy mecz ,,Dream Teamu’ Johana Cruyffa. Hat-tricka ustrzelił w tym spotkaniu Romario a do historii przeszedł jego pierwszy gol, w którym zastosował trik ,,cola de vaca’’, pozbywając się krycia Alkorty. W 49 minucie drugiego gola ze wspaniałego rzutu wolnego strzelił Koeman. 7 minut później Butragueño miał najlepszą okazje do zdobycia gola dla Realu ale trafił prosto w Zubizarrete. Chwile później drugiego gola świętował Romario i losy meczu zostały rozstrzygnięte. W końcówce trzeciego gola dorzucił Romario(pamiętny ,,no-look pass” Laudrupa) a Ivan Iglesias ustalił wynik meczu na 5:0. ,,Mam nadzieję że na kolejny taki wynik nie będziemy musieli czekać kolejne 20 lat”- wyraził nadzieje Cruyff, gdyż taki sam wynik padł dokładnie 20 lat wcześniej w Madrycie. Prawie wykrakał, bowiem na kolejną ,,La manite” przyszło ,,nam" czekać… prawie 17 lat.
Popatrzmy:
@Sensible
@Symson
@Monix10
@Roni/VEB
@Ogorinho1974
@MesQueUnClub96
@Pawel13sz
@patataj
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
7
@FCBparasiempre
W ostatnim czasie FC Barcelona nie ma szczęścia do Brazylijczyków. Odejście Neymara nie tylko zaburzyło obraz Blaugrany jako klubu, w którym chcą grać najlepsi piłkarze świata, ale również pokazało bałagan w zarządzaniu kontraktami zawodników. Pion sportowy odpowiadający za wzmocnienia klubu również nie ma się czym chwalić. Zakup Paulinho stanowił przedmiot memów (choć ten pokazał klasę), nieudane wyrywanie Coutinho też było gorzką pigułką. Można jeszcze wspomnieć Daniego Alvesa, który został oddany za darmo do Juventusu, gdzie okazał się na tyle cennym zawodnikiem, że wystąpił w finale Ligi Mistrzów. Jeśli wierzyć bazie danych worldfootball.net, w Barcelonie wystąpiło jak dotąd 31 Brazylijczyków. Gdy w 1996 roku ogłoszono transfer Ronaldo, z pewnością zakładano, że zaledwie 20-letni napastnik będzie nie tylko sportowym, ale również wizerunkowym strzałem w dziesiątkę. Jak to się skończyło? Przypominamy historię, która rozgrzewała do czerwoności cały piłkarski świat. Oto brazylijska telenowela z piłką nożną i ogromnymi pieniędzmi w tle.
Prawdopodobnie wielu z was oglądało film „Miasto Boga”. Ten oparty na faktach dramat pokazywał okrutny krajobraz Brazylii na przestrzeni trzech dekad, rozpoczynając swoją fabułę w latach 60., a kończąc u schyłku lat 80. Okres przemian i rozrastające się dzielnice biedoty, która ściągała tłumnie do Rio de Janeiro, z pewnością nie były najlepszym miejscem do życia. W krajobrazie nędzy i atmosferze braku nadziei na lepsze jutro, na świat przyszedł bohater naszej historii. 18 września 1976 roku. Wtedy urodził się Luís Nazário de Lima. Nad życiem chłopca musiał czuwać Anioł Stróż. Dzieciństwo naszego bohatera nie należało do najłatwiejszych. Ojciec był alkoholikiem a próbująca związać koniec z końcem matka sprawiała wrażenie nadopiekuńczej. Na dodatek cechą charakterystyczną Ronaldo były krzywe zęby, przez co szydzili z niego koledzy. Młodzieniec miał jednak swoje zalety. Szybko rozwijał się fizycznie i bardzo dobrze grał w piłkę nożną. W 1990 roku w wieku 13 lat Ronaldo został dostrzeżony przez Jairzinho – dawną gwiazdę reprezentacji. Były piłkarz pomagał w organizowaniu treningów lokalnej drużyny młodzieżowej i szybko poznał się na talencie napastnika. Niemal natychmiast przekazał swoje uwagi do początkujących agentów piłkarskich. Ci podpisali z ojcem Ronaldo, Nelio, kontrakt menadżerski. Tym samym Alexandre Martins i Reinaldo Pitta zostali menadżerami przyszłej gwiazdy światowego futbolu. Trzeba przyznać, że agenci wschodzącej gwiazdy byli bardzo skuteczni w swoim fachu. Jeszcze przed 18 rokiem życia Ronaldo został wykupiony przez holenderskie PSV, chociaż na stole pojawiały się oferty z wielu europejskich potęg. Pitta i Martins wiedzieli, że jest to zaledwie krótki przystanek przed dalszą karierą. Po dwóch udanych sezonach w Holandii podjęto rozmowy z potencjalnymi nabywcami, wśród których wymieniano między innymi Inter i Barcelonę. Klub z Mediolanu podobno od razu odrzucił ofertę kupna Brazylijczyka za sprawą jego skłonności do kontuzji. Barcelona nie miała z tym problemu i była gotowa wykupić Ronaldo z PSV. Holendrzy nie chcieli się pozbywać gwiazdy zespołu, która miała przed sobą jeszcze dwa lata kontraktu. Wobec zaistniałej sytuacji zwołano konferencję prasową, na której Ronaldo określił trenera PSV mianem „głupka”. Tym sposobem Duma Katalonii mogła przystąpić do negocjacji transferowych, ostatecznie płacąc za Brazylijczyka 20 milionów dolarów. Kupno Ronaldo było potrzebne Barcelonie nie tylko przez wzgląd sportowy, ale również marketingowy. Piłkarz pomimo młodego wieku był wschodzącą gwiazdą, a jego przybycie budziło ogromny entuzjazm wśród kibiców. Ośmioletnia umowa warta 1,5 mln dolarów na sezon miała być zabezpieczeniem wobec dużej kwoty wykupu i rosnącej wartości sportowej Brazylijczyka. Od początku cieszył się dużym zaufaniem kibiców, których ogarnęła „Ronaldomania”. Nie jest to jednak żadnym zaskoczeniem. Zaledwie 20-letni piłkarz przychodził do klubu jako gwiazda ligi holenderskiej i jej najskuteczniejszy strzelec, a także reprezentant Brazylii, która stanowiła wówczas potęgę światowego futbolu. Plakaty z Brazylijczykiem rozwieszone po całym mieście, licznie pojawiające się flagi Brazylii na trybunach i optymizm hiszpańskiej prasy. Wszystko to tylko potwierdzało słuszność transferu. Ronaldo został z miejsca okrzyknięty wybawicielem Blaugrany, a hiszpańska prasa porównywała go do Pelego i Maradony. Sam piłkarz z uśmiechem kwitował porównania i ciepło wypowiadał się o swoim nowym klubie: ,,Najbardziej lubię patrzeć na dopingujących mnie kibiców. Jestem zachłannym piłkarzem i kiedy dostaję piłkę, chcę strzelić bramkę. trener Bobby Robson daje mi całkowitą swobodę. FC Barcelona to najlepszy klub na świecie”.
Zgodnie z oczekiwaniami Ronaldo czarował nie tylko w wywiadach, ale przede wszystkim na boisku, czego najlepszym dowodem był debiut zakończony dwiema bramkami i asystą. „Ronaldomania” miała niestety również negatywne strony. Współtowarzysze szatni wydawali się zdeprymowani atmosferą biesiady wokół Brazylijczyka. Częste towarzystwo kamer, dziennikarzy zaburzało spokój wewnątrz drużyny. Dopóki jednak Ronaldo strzelał bramki, a Barca wygrywała mecze, nie stanowiło to problemu. Kontrakt menadżerski pomiędzy Ronaldo a Pittą i Martinsem dawał jego agentom niemal nieograniczone możliwości. W pewnym sensie czuli się oni ważniejsi od samego piłkarza, czego dowody okazywali nazbyt często. Pomimo niedawnego zakontraktowania ich klienta w Barcelonie, szybko zaczęli szukać sposobu na nowy zarobek. Powodowało to oczywiste zaognienie relacji z klubem. Szczególnie mocno zdenerwowały Robsona uwagi wobec taktyki. Była to pierwsza sytuacja, w której agent piłkarza wchodził w kompetencje trenera i krytykował jego decyzje. ,,W meczu z realem Ronaldo spędził za dużo czasu w okolicach środka pola. jeżeli zmuszony jest cofać się, żeby przejąć piłkę, to liczba strzelanych przez niego bramek musi spaść. przypuszczam, że Robson rozumie ten system, ale może zawodnicy jeszcze na to nie wpadli.” Trener Blaugrany skwitował te uwagi w następujący sposób: ,,Z tego co wiem, Ronaldo chce zostać w Barcelonie na dłużej. Czy będzie musiał przenosić się za każdym razem, kiedy zechcą tego jego agenci? pamiętam, jak jeden z nich powiedział, że cały świat powinien zobaczyć go w akcji. nie wiem czy chciał przez to powiedzieć, że Ronaldo powinien ciągle jeździć z jednego kraju do drugiego jak cyganie? myślałem, że podpisaliśmy kontrakt na osiem lat. nigdy nie usłyszałem, że chciałby od nas odejść.” Cała sytuacja była zgrabną taktyką agentów, którzy próbowali wynegocjować przedłużenie umowy dla swojego piłkarza oraz podnieść klauzulę wykupu, zabezpieczając tym samym większy przychód z transferu w przyszłości. Sam Ronaldo również nie ułatwiał sytuacji. Pomimo dużej intensywności meczowej, nie poświęcał on odpowiedniego czasu na regenerację. Dodatkowo przestał uczyć się hiszpańskiego i coraz częściej krytykował klub i jego otoczenie. Myślami był częściej w Brazylii niż w Hiszpanii. W Rio mieszkała jego niedawno poznana miłość – Susana Werner – brazylijska aktorka, która miała duży wpływ na piłkarza. Odbijało się to negatywnie na formie Brazylijczyka. Ronaldo każdą wolną chwilę poświęcał na wizyty w ojczyźnie. Pomimo że Ronaldo był w zespole z Katalonii niespełna cztery miesiące, to napięcie wokół oczekiwań finansowych ze strony agentów rosło w zastraszającym tempie. Sytuację próbował załagodzić Robson, ale musiał sobie radzić z rosnącą falą krytyki ze strony niezadowolonych kibiców oraz powstającym rozłamem w szatni. Podobno koledzy byli coraz bardziej krytyczni wobec całej sytuacji. Brazylijczyk był ignorowany i otrzymywał mniej podań. Zawodnicy oczywiście zaprzeczali. Sytuacja z Ronaldo odbijała się negatywnie również na autorytecie Robsona. Trener nie potrafił utrzymać dyscypliny w drużynie. Pomiędzy 8 grudnia a 15 stycznia Brazylijczyk wykonał dziewięć (!) lotów samolotem, krążąc pomiędzy Rio a Barceloną. Wracał na mecze, by zaraz po nich wyruszać z powrotem do Brazylii i spotkać się ze swoją narzeczoną. Tym samym zaniedbywał treningi i mocno obciążał organizm. Robson stawał w obronie piłkarza i często szedł na ustępstwa, ale niestety prowadziło to do coraz większych problemów. Atmosfera na linii trener – Ronaldo – szatnia była coraz bardziej napięta, a jej punktem krytycznym był karnawał w Rio.
Gwiazda Barcelony i reprezentacji Brazylii stawała w ogniu coraz większej krytyki w związku z licznymi wyjazdami i opuszczaniem treningów. Klub popadł w kryzys zarówno mentalny, jak i sportowy. Szatnię dzieliły spory, a w mediach pojawiały się kolejne „rewelacje” związane z Ronaldo i jego walką o kontrakt. W tych okolicznościach Brazylijczyk udał się do Rio, by wziąć udział w corocznym karnawale. Zdjęcia bawiącego się piłkarza ubranego w krzykliwe barwy zszokowały kolegów z drużyny. Pozostali piłkarze otwarcie skrytykowali Ronaldo i klub. Tak naprawdę zgodę na wylot wyraził Robson, który użył jej jako karty przetargowej. Po pierwsze, zależało mu na powrocie Brazylijczyka do kraju w Nowy Rok, a po drugie, nie chciał go denerwować wobec trwających negocjacji, co do nowego kontraktu. Całą sytuację skomentował Ronaldo: ,,To problem Robsona, a nie mój. Ja jestem tylko pracownikiem, jak pozostali piłkarze, a prowadzenie klubu jest jego zadaniem.” Oliwy do ognia zaczął dolewać również selekcjoner reprezentacji Brazylii Mario Zagallo, który w negatywny sposób skomentował taktykę Dumy Katalonii. Wykorzystał to Ronaldo, który próbował wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną. Wybrany przez czasopismo „World Soccer” na Piłkarza Roku Brazylijczyk ponownie skrytykował trenera Blaugrany: ,,Robson powinien zmienić taktykę, nie tylko dla mojego dobra, ale dla dobra całego zespołu. Ten system może działał na początku, ale kiedy tylko gramy z silniejszym przeciwnikiem, mamy problemy. Oczywiście wolę ustawienie Zagallo.” Napięta sytuacja nie pomagała w negocjacjach pomiędzy klubem a agentami piłkarza. Z jednej strony Ronaldo otwarcie mówił, że zależy mu na współtworzeniu przyszłości klubu, a z drugiej dawał sygnały, że jest nieszczęśliwy. Z pewnością powodem sytuacji było ciągłe zamieszanie wokół piłkarza i skomplikowana sytuacja osobista. Matka jak zwykle obarczała piłkarza swoimi problemami, a na dodatek jego ojciec został oskarżony o posiadanie narkotyków. Sprawy nie ułatwiali również kibice i prasa. Zaledwie 20-letni Brazylijczyk musiał radzić sobie z presją, jakiej nie doświadczył wcześniej i musiało się to odbijać na jego formie. Dezorientujące były również informacje przekazywane do prasy. Najpierw agenci informowali, że rozmowy w zbliżają się ku końcowi i wkrótce zostanie podpisany nowy kontakt, by następnie komunikować zerwanie rozmów: ,,Daliśmy zarządowi FC Barcelony dość czasu na sfinalizowanie umowy. […] pociąg był na stacji Barcelona, a oni pozwolili mu odjechać. Obecnie nie zamierzamy rozmawiać o propozycjach dla Ronaldo. zastanowimy się nad jego przyszłością. wystarczy, że zostanie zapłacona klauzula wykupu i będzie mógł odejść.” Dwa dni po oświadczeniu agentów wywiadu udzielił sam zainteresowany: ,,Jedyne o czym myślę, to odnoszenie zwycięstw. Kontraktem zajmiemy się na koniec sezonu. bardzo dobrze mi tu w Barcelonie i zrobię wszystko, żeby pomóc temu klubowi, jeśli będzie chciał mnie zatrzymać, nawet pomimo tego, że są kluby gotowe zapłacić sumę wykupu.” Sytuacja była bardziej skomplikowana. Podobno kontrakt był już przygotowany do podpisu, ale Barca poprosiła o dodatkowy czas na analizę. Prezydent klubu nie chciał renegocjować warunków przed końcem sezonu, co było sprzeczne z oczekiwaniami piłkarza i agentów. Konflikt z udziałem prasy zaogniał się coraz bardziej. Klub stał na stanowisku, że wiąże go z piłkarzem obowiązujący kontrakt, a agenci otwarcie mówili, że jeśli warunki kontraktu nie zostaną zmienione, to Brazylijczyk nie zostanie w klubie: ,,Ronaldo zostanie w Barcelonie po 30 czerwca jedynie wtedy, jeśli żaden klub nie zdecyduje się zapłacić sumy odstępnego.” Odstępne nie było problemem. Zainteresowanie wokół 20-letniego napastnika było ogromne. Wśród klubów obserwujących sytuacje były podobno: Manchester United, Juventus, Lazio czy Real Madryt. Co ciekawe całą sytuację lobbowała podobno również firma Nike, czyli sponsor piłkarza. Partnerem Blaugrany była firma Kappa, więc Nike traciła inwestując w piłkarza, występującego w strojach konkurencji. 7 kwietnia 1997 roku w Rzymie została zorganizowana konferencja prasowa, na której spodziewano się potwierdzenia, że od nowego sezonu Ronaldo będzie reprezentował barwy Lazio. Włoski klub zdecydował się zapłacić wynoszącą 20 milionów dolarów klauzulę wykupu i podobno miał zaoferować piłkarzowi kontrakt o wartości 4,1 mln dolarów na sezon. Tym bardziej ogromne było zdziwienie dziennikarzy, gdy prezydent Lazio – Sergio Cragnotti poinformował: ,,Powiedziałem menadżerowi Ronaldo, że akceptujemy jego warunki finansowe. teraz pozostało nam tylko czekać. Chciałbym sprowadzić go do Rzymu, ale teraz jest w Barcelonie i to im jest łatwiej osiągnąć porozumienie. Nie chcemy, żeby ta sprawa zamieniła się w operę mydlaną, więc nasza oferta jest ważna tylko do końca miesiąca.”
14 kwietnia, czyli tydzień po konferencji Lazio, wydawało się, że sprawa kontraktu została rozwiązana. Wszystko za sprawą oświadczenia agenta piłkarza, który potwierdził uzgodnienie warunków z Barceloną. Kontrakt miał obowiązywać do 2006 roku, a do jego sformalizowania niezbędne były jedynie podpis piłkarza i gwarancje bankowe. Potwierdził to również prezydent klubu, który zapewnił zdeponowanie pieniędzy w banku oraz formalne przygotowanie dokumentu. Całą sytuację skomentował Ronaldo: ,,Jestem wdzięczny klubowi za podjęty wysiłek. rozmawiałem z Nuñezem i jestem spokojny. Otrzymałem kilka poważnych ofert z Włoch i Anglii, ale zawsze powtarzałem, że chcę grać w barcelonie. bardzo się cieszę, że zostaję.” Nie wszystko było tak oczywiste, jak mogło się wydawać. Agenci piłkarza postanowili zwiększyć oczekiwania finansowe oraz przerzucić na klub koszty podatkowe. Reindalo Pitta dał przy tym jasno do zrozumienia, że główną motywacją piłkarza są pieniądze: ,,Cztery albo pięć klubów jest zainteresowanych opłaceniem klauzuli wykupu, a na pierwszym znajduje się Inter Mediolan. Ronaldo nie urodził się w Barcelonie tylko w Brazylii, a jego przejście tu było decyzją ekonomiczną. gra w hiszpanii, żeby zarabiać pieniądze. jeśli otrzyma lepszą ofertę, to odejdzie. tu nie ma miejsca na sentymenty. biznes to biznes.” Z każdym dniem coraz pewniejszym wydawało się odejście napastnika do Włoch. Sytuacji próbowali zaradzić przedstawiciele Barcy, kontaktując się nawet z matką Brazylijczyka. Uważali, że jedynie ona może wpłynąć na decyzję piłkarza. Przez moment wydawało się, że taka strategia przyniosła oczekiwany efekt. Klub i piłkarz ponownie usiedli do rozmów, a 26 maja miała zostać podjęta decyzja. Wczesnym porankiem prezydent klubu zapewnił dziennikarzy, że na 90% napastnik zostanie w klubie. Mniej więcej w tym samym czasie Ronaldo ponownie ogłosił, że chce zostać w Barcelonie. Następnego dnia Nunez oficjalnie potwierdził, że kontrakt zostanie przedłużony, a przebywający na zgrupowaniu reprezentacji w Ronaldo dzielił się swoim entuzjazmem z dziennikarzami. Zażartował nawet, że jest gotowy przejąć hiszpańskie obywatelstwo, żeby nie stać w kolejkach na lotnisku. Tym większe było zaskoczenie całego piłkarskiego świata, gdy następnego dnia z rana prezydent FC Barcelony poinformował, że Ronaldo odchodzi, a agenci piłkarza potwierdzili na zwołanej specjalnie konferencji, że rozmowy z klubem zostały zerwane. Niemal natychmiast zmienił się również ton, w którym Brazylijczyk wypowiadał się o klubie. Oskarżył ich o zwodzenie i oszukiwanie, a także o brak szacunku dla niego i jego agentów. Stwierdził nawet, że nigdy więcej nie usiądzie do rozmów z przedstawicielami drużyny, która nie dotrzymuje słowa. Według napastnika to przestała być kwestia pieniędzy. Chodziło o godność. Ostatecznie miał przejść do Interu na podstawie zapłaconej klauzuli, ale Barça nie zamierzała odpuszczać tej sytuacji, zwłaszcza, że miała ona wymiar wizerunkowy. Katalończycy postanowili zaskarżyć transfer do władz ligi. Według regulaminu FIFA i przepisów krajowych, z klauzuli wykupu mogły korzystać wyłącznie drużyny z tego samego kraju. W tej sytuacji Inter nie miał prawa zakontraktować piłkarza bez zgody Barcelony. Sytuację kontrargumentował Ronaldo i jego agenci, którzy zwracali uwagę, że kontrakt Brazylijczyka z klubem wyraźnie wskazywał możliwość odejścia do dowolnego klubu. Wojna na argumenty trwała w najlepsze, a do sytuacji postanowił się włączyć Real Madryt. Ówczesny prezydent Królewskich Lorenzo Sanz skomentował sytuację w jednym z wywiadów: ,,Moim obowiązkiem jako prezydenta Realu jest zrobić wszystko, aby osłabić FC Barcelonę i ta perspektywa jest dla mnie kusząca. To nie jest nasza wojna, ale jeśli możemy na niej skorzystać…” Pomimo przeciągania transferu oraz zablokowania przejścia piłkarza przez władze ligi, przenosiny były nieuniknione, a zarząd Blaugrany zaczął szukać innych wzmocnień. Jedna z teorii mówi, że rozmowy były specjalnie sabotowane przez agentów, którzy wcześniej podpisali porozumienie wstępne z Interem. Inna, że Nunez tak naprawdę chciał pozbyć się brazylijskiej gwiazdy, która wprowadzała zamęt w szatni, a jej utrzymanie było ogromnym obciążeniem dla budżetu klubu. Najwięcej rozsądku wobec całej sytuacji od początku wydawał się prezentować Bobby Robson, który nie tylko powstrzymywał się od komentowania całej sytuacji w jej trakcie, ale również ciepło wypowiadał się o piłkarzu w późniejszych wywiadach.
Z pewnością zakup Ronaldo do katalońskiego klubu był świetnym posunięciem ze strony zarządu. Pomimo, że piłkarz był podatny na kontuzje, a jego agenci mieli opinię sępów, Brazylijczyk był celem każdego wielkiego klubu. Niestety późniejsze wydarzenia rzucają cień na ten tryumf. Barcelona nie potrafiła utrzymać piłkarza w klubie. Co gorsza zarząd dał się wciągnąć w brudną grę agentów piłkarza, przenosząc ją do mediów. Napastnik odchodził jako najlepszy strzelec ligi i zdobywca Złotej Piłki. W tamtym okresie był uznawany za najlepszego piłkarza na świecie, co potwierdzał świetnymi występami. Odejście Ronaldo z pewnością było wielką przegraną Dumy Katalonii. Przegrał chyba także sam Ronaldo. Z perspektywy czasu uważa się, że Brazylijczyk nie wykorzystał swojej kariery w pełni. Po przenosinach do Interu miał ogromne problemy z odnawiającą się kontuzją kolana. Pomimo wielu sukcesów indywidualnych i zespołowych, czy ogromnych pieniędzy z kolejnych transferów, Ronaldo nie zapisał się w historii na równi z Pele czy Maradoną. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Brazylijczyka, gdyby związał się z Duma Katalonii na całą kariere.....?
7
Przygoda ,,El Gordo” w Barcelonie:
@Roni/VEB
@DaPidejpi
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Symson
@Monix10
0
@NaFazieHitman Przyznała mu jakąś nagrode?
0
@Mns21 A można wiedzieć co to znaczy? bo ja po chińsku nie rozumiem?
23
Geniusz futbolu:
7 stycznia 2013 r. Lionel Messi został pierwszym piłkarzem, który aż czterokrotnie odbierał nagrodę Złotej Piłki dla piłkarza roku na świecie a w dodatku dokonał tego w czterech edycjach z rzędu! Choć w 2012 r. odbyły się mistrzostwa Europy wygrane przez Hiszpanów, komentatorzy podkreślali że do tego sukcesu przyczynił się kolektyw i ciężko wyróżnić jednego zawodnika. Messi natomiast dokonywał przez cały rok rzeczy niezwykłych, wymazując z tablic liczące sobie kilkadziesiąt lat rekordy strzeleckie.
@Monix10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@patataj
14
To był ,,nasz” pierwszy trener:
7 stycznia 1917 r. Anglik John Barrow zadebiutował jako pierwszy w historii trener FC Barcelony. Anglik został zatrudniony przez Joana Gampera. Po raz pierwszy poprowadził Blaugrane w meczu Pucharu Katalonii przeciwko Internacional Barcelona(0:0). Barça została później wykluczona z tych rozgrywek za udział nieuprawnionego do gry w tym spotkaniu Argentyńczyka Juana Garchitoreny. Regulamin nie pozwalał wówczas na udział obcokrajowców w tych rozgrywkach. Natomiast Barrow nie zdążył wygrać z Barçą żadnego trofeum, po 4 miesiącach został zwolniony z powodu problemów alkoholowych.
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Ogorinho1974
@Roni/VEB
@Monix10
@Lionel_Messi10
@DaPidejpi
0
@wasacz Ja poza Igą to wogóle nie oglądam kobiecego tenisa. Podobnie jest z Hurkaczem i męskim tenisem. Po prostu nie mam na to czasu a do tego jest mnóstwo futbolu, więc tym bardziej nie mam kiedy a przecież trzeba kiedyś spać i pracować...
3
Jakieś 2, 3 godziny temu zobaczyłem na sport.tvp.pl płaczącą Ige Świątek. Co za okropnie wzruszająca scena. Ja wiem że to jest sport i porażki są wkalkulowane w rywalizacji z przeciwnikiem, jednak widok każdej płaczącej kobiety robi na mnie ogromne wrażenie. W takiej sytuacji czuje się całkowicie bezsilny i to jest chyba najgorsze! Człowiek chciałby jakoś pocieszyć ale nie ma możliwości a nawet jakby miał to nie zawsze potrafi to zrobić...
14
Mały, chudy ale byk!:
Allain Giresse tworzył razem z Platinim, Tiganą i Genghinim najlepszą linie pomocy na mundialu w Hiszpanii(1982) i bodaj w całej historii francuskiego futbolu. Na ekranach telewizorów Giresse był taki malutki, jakby filmowano go z pewnego oddalenia. Węgier Puskas również był niziutki i gruby, podobnie jak Niemiec Seeler. Inni byli wątli, jak Holender Cruijff czy Włoch Rivera. Pele miał płaskostopie, podobnie jak Nestor Rossi, solidny argentyński pomocnik. Brazylijczyk Rivelino miał najgorszy czas w teście Coopera(popularny test sprawdzający forme fizyczną) ale na boisku nie było takiego, który by za nim nadążył. Jego rodak Socrates miał ciało gazeli, długie, chude nogi i maleńkie, szybko męczące się stopy a mimo to był mistrzem uderzenia piętą, w ten sposób strzelał nawet karne.. Mylą się ci, którzy sądzą, że postura, szybkość czy siła decydują o skuteczności piłkarza, podobnie jak w błędzie są ci, którzy sądzą że testy na inteligencje mają cokolwiek wspólnego z talentem lub wierzą że istnieje związek między satysfakcją seksualną kobiety a rozmiarem męskiego członka. Dobrzy piłkarze nie muszą mieć wcale postury Dawida dłuta Michała Anioła. W piłce nożnej od warunków fizycznych bardziej liczą się umiejętności. W wielu przypadkach umiejętność polega na sztuce przekuwania swojej słabości w siłę. Kolumbijczyk Valderrama ma powykrzywiane stopy ale dzięki nim potrafił lepiej chronić piłke przed obrońcą. Podobnie było z kalekim, genialnym Garrinchą. Gdzie jest piłka? Za uchem? W bucie? Gdzie się potoczyła? Urugwajczyk Emilio Walter Alvarez utykał, miał stopy skręcone do wewnątrz ale był jedynym, który potrafił zgodnie z przepisami zatrzymać Pelego. Gwiazdami mundialu w 1994 r. było dwóch maleńkich i dość pulchnych zawodników: Romario i Maradona. Tej samej postury są urugwajscy napastnicy świętujący sukcesy we Włoszech: Ruben Sosa i Carlos Aguilera. Dzięki niewielkiej posturze Brazylijczyk Leonidas, Anglik Kevin Keagen, Irlandczyk George Best czy Duńczyk Simonsen, nazywany Pchłą, potrafili ograć obrońców uważanych za nie do przejścia i z łatwością pokonywali ogromnych bramkarzy. Niziutki Felix Loustau, lewoskrzydłowy River Plate był nazywany El Ventilador(Wentylator), bo napędzał reszte drużyny, pozostając nieuchwytnym dla rywali. Boiskowe liliputy potrafią zmieniać tempo gry i błyskawicznie przyspieszać, nie martwiąc się o to że zawiedzie ich zbyt krótkie ciało. Przy tej okazji nie muszę chyba nikomu nakreślać sylwetki Lionela Messiego…?
@Lionel_Messi10
@Pawel13sz
@Symson
@Ogorinho1974
@Sensible
@Symson
@Roni/VEB
@Monix10
@MesQueUnClub96
@DaPidejpi
1
@SteuerFreiMoney A to przepraszam! Ten tekst cytowałem z książki a mnie w szkole uczono tylko rosyjskiego. Jak widać nie tylko laicy się mylą...
11
Biegające apteki:
Podczas mundialu w 1954 r. kiedy to RFN ,,przekręciła” w finale Węgrów, Ferenc Puskas stwierdził iż niemiecka szatnia pachniała jak pole maku, co miało związek z tym że podstępni zwycięzcy Niemcy biegali po boisku jak nakręceni. W 1987 r. Harald Schumacher opublikował książke, w której napisał: ,,Za dużo tu medykamentów a za mało kobiet”- mając na myśli niemiecki ale także cały zawodowy futbol, Schumacher wspominał w ,,Der anpliff”(,,Pierwszym gwizdku”), jak podczas mundialu w 1986 r. zawodnicy reprezentacji Niemiec otrzymali całą serie zastrzyków i pochłonęli ogromne ilości tabletek oraz tajemniczej wody mineralnej wywołującej biegunke. Czyżby ów zespół nie reprezentował kraju. Lecz niemiecki przemysł farmaceutyczny? Ostatnie pastylki piłkarze łykali tuż przed pójściem spać. Schumacher je wypluwał bo lepszy sen miał po piwie. Bramkarz potwierdził zatem że w zawodowej piłce spożywanie anabolików i stymulantów jest(a przynajmniej tak było) na porządku dziennym. Zmuszani do osiągnięcia wyniku za wszelką cene, co powoduje stany lękowe i rozdrażnienie, niektórzy piłkarze zamienili się w ,,biegające po boisku apteki”. Ten sam system, który ich do tego zmusza, wymierza im także kare, kiedy sprawa dopingu wychodzi na jaw. Schumacher, który przyznaje że kilka razy sam też się wspomagał niedozwolonymi środkami, został okrzyknięty zdrajcą ojczyzny. Ludowy idol, dwukrotny wicemistrz świata, został wygnany ze świątyni sportowej chwały i rzucony lwom na pożarcie. Stracił miejsce w drużynie klubowej z Kolonii i reprezentacji i nie miał innego wyjścia, jak wyjechać i grać w Turcji.
@AssisMoreira
@DaPidejpi
@MesQueUnClub96
@Symson
@Ogorinho1974
@Lionel_Messi10
@Roni/VEB
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
0
@Ptasior Idealny? Pod tym względem to chyba raczej odwrotnie......?
13
(Nie)zapomniani trenerzy Blaugrany:
6 stycznia 1943 r. urodził się Terence Frederick Venables, trener FC Barcelony w latach 1984-87. Anglik zyskał sławe jako szkoleniowiec Crystal Palace oraz Queens Park Rangers i został zarekomendowany prezydentowi Nuñezowi przez Bobby’ego Robsona. Prowadził Blaugrane w 116 meczach, 64 z nich wygrywając. W 1985 r. zdobył z klubem pierwszy po 11 latach tytuł mistrza Hiszpanii a rok później Puchar Ligi.
@DaPidejpi
@Ogorinho1974
@Sensible
@Pawel13sz
@patataj
@Roni/VEB
@Lionel_Messi10
@MesQueUnClub96
@Monix10
@Symson
0
@Mroziu Dokładnie! Prawidłowo to napisałeś, nic dodać, nic ująć w tej kwestii.
15
Na pożegnanie wielkiej legendy:
6 stycznia 1936 r. legendarny Josep Samitier rozegrał ostatni pożegnalny występ w koszulce Blaugrany. Miało to miejsce w meczu towarzyskim z Arenas de Getxo wygranym przez Barçe 5:2. Hattrickiem w tym spotkaniu popisał się właśnie Samitier, godnie żegnając się z Dumą Katalonii.
@patataj
@Monix10
@Roni/VEB
@Symson
@Sensible
@MesQueUnClub96
@Lionel_Messi10
@Ogorinho1974
@DaPidejpi
@Pawel13sz
2
Kochać Barcunie to cieszyć się jej grą, jej wygranymi, jej trofeami. Kochać Barce to również a może przedewszystkim być skazanym na ból i cierpienie duszy i serca. Coś jak cierpienie młodego Wertera. Najważniejsze jednak to kochać i być wiernym kochanemu klubowi. Visca el Barca, para siempre!