0

@Janiama Byłeś pewny że Brazylia ogra Argentynę a w efekcie byłeś szczęśliwym Argentyńczykiem tak jak w 1986? To brzmi co najmniej bardzo dziwnie. To tak jakbyś był od początku za Brazylią a po końcowym gwizdku cieszył się z ich porażki...

5

Jest, nareszcie! Moja Argentina! Niemal 20 lat czekałem(od 2004) na tę wielką chwile radości. W końcu Albicelestes pokazali charakter i wolę walki, taka powinna być drużyna! Odrobine szczęścia też mieli, czego ewidentnie zabrakło w rzutach karnych w 2004, 2015 i 2016, co bardzo przeżyłem. Ale teraz? Teraz miód na moje krwawiące serce przez tyle lat! Vamos Vamos Argentina, Vamos Vamos a ganar!

0

@IbrahimAfellay Niestety nie stać mnie na oryginały, lecz Argentina zawsze pozostanie w mym sercu na zawsze po polskiej reprezentacji!

5

Panie i Panowie, entuzjaści futbolu, śpieszę przypomnieć iż dzisiaj swoje 74 urodziny obchodzi bodaj najlepszy środkowy obrońca w dziejach futbolu a mianowicie Horst Blankenburg. A któż to taki jest, zapytacie? Ha! To jest utytułowany i niestety zapomniany wybitny stoper. Pewnie znacie niewielu piłkarzy, którzy trzy razy z rzędu sięgali po Puchar Europy. Do tego nielicznego grona należy Horst Blankenburg. Ale historia tego niemieckiego zawodnika może dzisiaj zdumiewać także z innego powodu. Choć w piłce klubowej wygrał niemal wszystko, co było możliwe do wygrania, to nigdy nie doczekał się choćby jednego powołania do krajowej reprezentacji! To wprost niebywała historia! Prawdziwy patriota z tego Horsta. W występach dla reprezentacji musiał przeszkodzić mu jego charakter. Jest to trochę przewrotne, bo przecież każdy wie, że Niemcy słyną z dyscypliny. Ale niepokorni piłkarze z „wielką gębą” się trafiali. Przecież pamiętamy doskonale Toniego Schumachera, Lothara Matthaeusa, Stefana Effenberga i innych. Oni jednak mieli szczęście, ponieważ w kadrze Niemiec występowali. Najczęściej z powodzeniem. Blankenburg występował na pozycji libero. Karierę rozpoczynał w Niemczech, ale jako piłkarz na dobre rozwinął się dopiero w Holandii. W swojej ojczyźnie albo kłócił się z trenerami albo przez długi czas dochodził do zdrowia po wypadku samochodowym. Znajdował się w kadrze FC Nürnmberg, kiedy ta drużyna zdobywała tytuł mistrzowski, ale nie zagrał wtedy w lidze ani jednego meczu. W Niemczech po prostu mu się nie układało. I tak już pozostało właściwie do końca kariery. W TSV 1860 Monachium miarka się przebrała. Klub spadł z Bundesligi, a Blankenburg popadł w konflikt z trenerem Hansem Tilkowskim. Niemiecki libero nie zamierzał siedzieć cicho i głośno krytykował błędne decyzje szkoleniowca. Jego buntownicza natura coraz częściej dawała o sobie znać. Rozstanie wydawało się nieuniknione. Na szczęście dla piłkarza, jak z nieba spłynęła znakomita oferta z Holandii. Blankenburg wspominał, że po meczu ligowym z VFR Mannheim, jakiś obcy człowiek poklepał go mocno po ramieniu. To był Bobby Harms, trener od przygotowania fizycznego Ajaksu Amsterdam. Okazało się, że holenderscy skauci obserwowali Niemca już od ponad pół roku. Wpadł im w oko w czasie zwycięskiego spotkania z Borussią Dortmund (3-0). Ajax poszukiwał zawodnika na pozycję libero, po tym jak chęć opuszczenia klubu zgłosił Velibor Vasović, który miał wtedy odejść do PSG, ale ostatecznie musiał zakończyć karierę z powodów zdrowotnych. Transfer do Ajaksu to była chyba najlepsza rzecz, jaka mogła wówczas spotkać Blankenburga. W Amsterdamie trwała budowa zespołu, który niedługo potem całkowicie zdominował futbol na Starym Kontynencie. W tym okresie trenerami tej drużyny byli Rinus Michels oraz Stefan Kovacs. Obaj szkoleniowcy stworzyli z Ajaksu prawdziwą maszynę do wygrywania. W składzie nie brakowało wybitnych zawodników, którzy na trwale zapisali się w historii futbolu i do dzisiaj pozostają w pamięci kibiców. Johan Cruyff, Johan Neeskens, Ruud Krol czy Arie Haan – to tylko kilka nazwisk autorów tamtych sukcesów. Holendrzy grali futbol totalny, nastawiony na ofensywę, z wysoko ustawioną linią obrony. Takie ustawienie bardzo odpowiadało Blankenburgowi, który jako libero był równocześnie pierwszym rozgrywającym zespołu. Niemiec pojął holenderską filozofię futbolu jak mało kto. Kierowana przez niego linia defensywy do perfekcji opanowała umiejętność łapania rywali w pułapki ofsajdowe. Ajax rządził na boisku niepodzielnie – zarówno z przodu, jak i z tyłu. Widowiskowa gra przełożyła się na liczbę trofeów w klubowej gablotce. Trzy Puchary Europy (pod rząd), dwa Superpuchary Europy, Puchar Interkontynentalny, dwa mistrzostwa Holandii oraz dwa Puchary Holandii – pasmo sukcesów tej drużyny na początku lat siedemdziesiątych XX wieku zdawało się nie mieć końca. Ajax nie miał sobie równych a Blankenburg na swojej pozycji należał do najlepszych zawodników na świecie! Lecz mimo to, Helmut Schön, ówczesny selekcjoner reprezentacji Niemiec, regularnie pomijał go przy powołaniach do drużyny narodowej. Jaki był tego powód? Z perspektywy czasu można wymienić co najmniej kilka przyczyn. Schön był bezgranicznie zakochany w Bundeslidze. Zawodnicy, którzy ją opuszczali, musieli liczyć się z tym, że o powołanie do jego kadry będzie znacznie trudniej. Selekcjoner doprowadził tę zasadę niemal do granic absurdu. Podobno ciężko obraził się na innego świetnego piłkarza – Guntera Netzera – kiedy ten zdecydował się na transfer do … Realu Madryt. W reprezentacji Niemiec na pozycji libero występował w tym okresie słynny Franz Beckenbauer. To na pewno również nie ułatwiło Blankenburgowi drogi do kadry. Z takim zawodnikiem z tyłu Schön mógł przecież spać spokojnie. Choć są i tacy, którzy twierdzą, że Blankenburg bił na głowę nawet samego Beckenbauera. Mało tego, dowodem na tę odważną tezę ma być fantastyczne zwycięstwo Ajaxu nad Bayernem w ćwierćfinale Pucharu Europy w 1973 roku. Holenderska drużyna w pierwszym spotkaniu zagrała wtedy koncertowo i rozbiła Niemców 4-0! To był koszmar Seppa Maiera, Gerda Mullera i … samego Beckenbauera. Blankenburg miał osobistą satysfakcję, bo nikt nie miał wątpliwości, kto wypadł lepiej w pojedynku dwóch niemieckich libero. Ale nawet ten mecz nie przekonał Schöna. Właśnie wtedy zaczęto głośno mówić o konflikcie selekcjonera z Blankenburgiem. W 1973 roku libero Ajaksu został wybrany do symbolicznej drużyny składającej się z najlepszych europejskich piłkarzy. Co ciekawe, trenerem tej drużyny był… Helmut Schön. Podczas jednego z pokazowych meczów tego zespołu, Blankenburg miał usłyszeć od selekcjonera, że otrzyma szansę występu w narodowej reprezentacji. Tak się jednak nigdy nie stało. – Może byłem dla trenera niewygodny, bo zawsze mówiłem to co myślę. Nie ukrywam tego co siedzi w mojej głowie – przyznał Blankenburg w jednym z wywiadów. Wiele wskazuje na to, że jego słowa są prawdziwe. Schön zawsze wpajał swoim zawodnikom, że musi cechować ich przede wszystkim pokora. Zresztą kilka lat później sam miał przyznać w rozmowie z dziennikarzem, że zwyczajnie nie lubił Blankenburga. Po wspaniałych pięciu latach w Ajaksie niemiecki libero powrócił do swojej ojczyzny. Choć z HSV wygrał jeszcze Puchar Zdobywców Pucharów i Puchar Niemiec, to jednak najlepsze lata miał już za sobą. Z czasem stał się zbyt słaby na Bundesligę i wyjechał do Szwajcarii, a później do Stanów Zjednoczonych. Karierę zakończył w niższej, regionalnej lidze niemieckiej w klubie – Hummelsbutteler SV. Niektórzy mówią, że Blankenburg czuł się bardziej Holendrem niż Niemcem. Przed Mundialem w 1974 roku Johan Cruyff miał nawet poprosić swojego kolegę, by wystąpił w zespole „pomarańczowych”. Jeśli tylko wyraziłby zgodę, formalności bardzo szybko zostałyby dopięte. Ale Blankenburg powiedział „nie”. Cały czas liczył po cichu na powołanie od Schöna… Nie uległ pokusie gry na Mistrzostwach Świata, choć tak naprawdę miał do tego pełne prawo. Holendrzy zawsze traktowali go jak swojego rodaka. Podobnie było też w 2000 roku, kiedy Blankenburg został zaproszony na uroczyste obchody stulecia Ajaksu. Świętowano z wielką pompą, oddając cześć najlepszym piłkarzom w historii klubu.

– W Amsterdamie nigdy nie zapomnimy co zrobiłeś dla naszego klubu – głosił transparent specjalnie przygotowany dla legendarnego niemieckiego zawodnika. Mało tego, w pobliżu starego stadionu Ajaksu znajduje się 11 mostów i każdy z nich został nazwany imieniem jednego z graczy, którzy w latach siedemdziesiątych dokonywali historycznych sukcesów. Nie brakuje tam też mostu Blankenburga. Dzisiaj bohater tej opowieści mieszka w Hamburgu. Podobno sporo czasu spędza na polu golfowym razem ze swoimi przyjaciółmi z boiska: Uwe Seelerem, Willym Schulzem i Manfredem Kaltzem. Choć jego kariera opływała w sukcesy, to podkreśla, że nie jest z niej w pełni zadowolony. Blankenburg należał jeszcze do tej grupy piłkarzy, dla których występ w koszulce narodowej reprezentacji znaczy więcej niż niejedno klubowe trofeum…



Któryś z użytkowników przeprowadzał w swoim czasie ranking najlepszych piłkarzy w historii futbolu na poszczególnych pozycjach i ewidentnie pominął Horsta Blankenburga(nawet w kandydaturze), co dla mnie jest niemal skandalem!










6

Pamiętam ten ostatni finał Copa America pomiędzy Brazylią a Argentyną jakby rozgrywany był rok temu a przecież to już 14 lat. Miałem ogromne nadzieje że to właśnie ten turniej(pierwszy w historii Leo Messiego) rozgrywany w Wenezueli przyniesie w końcu tryumf Argentynie po wielu latach posuchy. No cóż, sam finał był bardzo bolesnym doświadczeniem. Nie dość że fantastycznie grający głową Roberto Ayala strzelił bardzo nieszczęśliwego gola samobójczego, to dzieła zniszczenia dokonał jeszcze Dani Alves, ustalając wynik spotkania na 3:0 dla ,,Kanarków". Dla mnie to była bardzo przykra noc(nie pierwsza i nie ostatnia zarwana przez ten wspaniały i najstarszy turniej międzypaństwowy na świecie). Plejada argentyńskich znakomitości tak sromotnie polega w finale! Ach... tego bym sie w życiu nie spodziewał. Natomiast dzisiejszej nocy na ziemi brazylijskiej to chyba ,,zrobią" wszystko żeby ta ,,żółta" zaraza po raz 10 w historii sięgneła po to trofeum...

3

RFEF i jego przypadki wobec FCB:



10 lipca 2012 r. RFEF uchwaliła amnestie za wydarzenia w Superpucharze Hiszpanii z 2011 r. Hiszpański Związek Piłki Nożnej zdecydował się anulować kary nałożone po rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii 2011. Jose Mourinho miał pauzować przez 2 mecze a Tito Vilanova przez jeden. Postanowienie szefa związku Angela Marii Villara było niejako ,,prezentem” na początek jego siódmej kadencji. Przypomnę iż pod koniec sierpniowego meczu o Superpuchar Hiszpanii, który Barcelona wygrała 3:2, brazylijski obrońca Realu Marcelo sfaulował Cesca Fabregasa, co wywołało przepychankę przy linii bocznej; udział wzięła w niej większość piłkarzy i członków sztabów szkoleniowych obu drużyn. Trener Jose Mourinho próbował wsadzić palec w oko asystenta Josepa Guardioli Tito Vilanovy, który w rewanżu popchnął Portugalczyka. No cóż, pana Mourinho zawsze cechowała wyszukana bezczelność i tupet.


0

@endriuuu2 Ale chodziło mi tylko i wyłącznie o środkowego obrońce :)

12

Wspominamy ,,nasze” legendy:



9 lipca 2003 r. Duma Katalonii zaprezentowała nowego zakontraktowanego piłkarza, którym był Rafael Marquez. Urodzony w 1979 r. meksykański środkowy obrońca i defensywny pomocnik nie bez powodu otrzymał od rodaków pseudonim ,,Cesarz”. Kariere rozpoczął w Atlasie Guadalajara, lecz już w 1999 r. trafił do AS Monaco. Po 4 latach w Księstwie przeniósł się na Camp Nou. ,,Będę wzorował się na Puyolu” – przekonywał Meksykanin. Bardzo szybko został łącznikiem pomiędzy formacjami-defensywną i pomocy a z czasem idealnym partnerem Puyola, z którym stworzył zapore nie do przejścia w drodze po podwójną koronę w sezonie 2005/2006. Miał też swój wkład w grę drużyny ,,sześciu pucharów” z 2009 r., choć nie wystąpił w żadnym z finałów w tamtym roku. Spory wpływ na spadek jego formy miały kontuzje. W końcu w 2010 r. odszedł z Blaugrany do New York Red Bulls. W barwach Dumy Katalonii rozegrał 242 mecze strzelając 13 goli, w tym także kilka z rzutów wolnych. W mojej subiektywnej opinii Rafael Marquez jest trzecim(po Puyolu i Pique) najlepszym defensorem Barçy XXI wieku.


2

SPROSTOWANIE:
6 lipca napisałem o rocznicy śmierci(zamordowania) byłego prezydenta FC Barcelony- Josepa Sunyola. Otóż owszem został on zamordowany przez frankistów, lecz 6 sierpnia 1936 r. a nie 6 lipca. Za głupi błąd wszystkich najmocniej przepraszam.

6

LEGENDY rodem z Urugwaju:

08.07.1897 w Montevideo urodził się Isabelino Gradin, napastnik, zdobywca Copa America 1916 a ponadto Mistrz Ameryki Południowej w biegu na dystansie 400 m.(w roku 1918 i 1922), 200 m.(1919), na 200,400 i w sztafecie 4x400(1920). Gradin żył krótko bo zaledwie 47 lat lecz już za życia stał się legendą nie tylko futbolu ale i sportu w ogóle. Zaczynał w 1914 w małym klubiku Agraciada ale najlepsze lata spędził w słynnym Peñarol Montevideo a później był dumą klubu Olimpia. Karierę zakończył w 1928. Oczywiście karierę sportową bowiem jednocześnie Isabelino należał do grona najwybitniejszych lekkoatletów tamtej epoki.
Niezwykłe zdolności ruchowe i fenomenalna wydolność fizyczna dawały mu także na boisku futbolowym ogromną przewagę nad większością rywali. Mijał ich niczym slalomowe tyczki, przeskakiwał lekko jak kolejne płotki-był nie do powstrzymania! Łatwość biegu łączył z doskonałą techniką i potęgą strzału. Rozwijając nawet największą szybkość potrafił piłkę utrzymać krótko przy nodze. Strzelał zaś na ogół w ruchu, ściągając piłkę z powietrza i waląc z pełną mocą z woleja. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie oglądano toteż „na Gradina” chodziły tłumy.
A że do tego był miłym i skromnym chłopcem o ujmującym uśmiechu, stał się idolem absolutnym wszystkich kibiców.

Również 8 lipca i również w Montevideo, lecz w roku 1943 urodził się wybitny lewy obrońca Ricardo Pavoni, 5-krotny zdobywca Copa Libertadores, 3-krotny mistrz Argentyny oraz zdobywca Pucharu Interkontynentalnego. Pavoni urodził się w Montevideo, a pierwsze kroki w piłkarskiej karierze stawiał w klubie Defensor Montevideo. Nie widząc dla siebie przyszłości w futbolu, postanowił zakończyć gre w piłkę i zostać krupierem w kasynie gry. Nie doszło do tego, gdyż otrzymał propozycję gry w potężnym argentyńskim klubie Independiente Buenos Aires. Przybył do Independiente w wieku 21 lat, by zastąpić swego ciężko kontuzjowanego rodaka Tomása Rolana. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć że gra Pavoniego sprawi iż kibice klubu całkowicie zapomną o Rolanie. Pierwszy mecz w barwach Independiente Pavoni rozegrał 24 marca 1965 w ramach turnieju Copa Libertadores 1965 przeciwko Boca Juniors B. A., wygrany przez drużynę Independiente 2:0. Z nowym klubem wkrótce sięgnąć miał po największe trofea w światowym futbolu, stając się jedną z gwiazd wszechczasów Independiente. Był lewym obrońcą, często określanym mianem lidera i symbolu drużyny Independiente. Pomimo że był obrońcą, zdobył dla klubu 57 bramek. Przez 12 sezonów spędzonych w Independiente (1965-1976) był prawdziwym idolem kibiców. Szczególnie wielkie wrażenie robiły na widzach jego imponujące rajdy prowadzone na lewym skrzydle oraz rzuty wolne wykonywane lewą nogą z wielką precyzją, często kończące się zdobyciem bramki dla drużyny. Jest uważany przez wielu za piłkarza reprezentującego wzorcowe cechy urugwajskiego futbolu.

Pavoni wraz z Independiente odniósł wiele sukcesów - trzykrotnie zdobył mistrzostwo Argentyny, 5 razy wygrał turniej Copa Libertadores(w tym 4 razy pod rząd), trzykrotnie triumfował w Copa Interamericana oraz raz zwyciężył w walce o Puchar Interkontynentalny. W najbardziej prestiżowym turnieju klubowym Ameryki Południowej, Copa Libertadores, Pavoni w barwach Independiente w latach 1965-1976 rozegrał 59 meczów i zdobył 6 bramek. Od 15 sierpnia 1962 do 23 czerwca 1974 rozegrał w reprezentacji Urugwaju 13 meczów i zdobył 2 bramki

Był w kadrze "40" reprezentacji Urugwaju przed finałami mistrzostw świata w 1966 roku. Wziął udział w finałach mistrzostw świata w 1974 roku, gdzie Urugwaj odpadł już w fazie grupowej. Zagrał we wszystkich trzech meczach - z Holandią, Bułgarią (zdobył bramkę) i Szwecją. Natomiast ani razu nie było mu dane wystąpić w Copa America ale mimo tego stał się jedną z legend Independiente. Po zakończeniu kariery pracował w klubie Independiente jako trener rezerw i drużyn młodzieżowych. W kilku przypadkach opiekował się także pierwszym zespołem klubu.









2

Ciekawostki z życia Barçy:



7 lipca 1935 r. znakomity kataloński napastnik Josep Escola strzelił w wygranym meczu FC Barcelony z Real Union Club de Irun(11:1) 9 goli! Był to ostatni towarzyski mecz sezonu 1934/35. Wartym podkreślenia jest fakt iż Escola strzelił wszystkie gole w zaledwie 60 minut. Escola był rewelacyjnym napastnikiem jednak pamiętajmy iż był to tylko mecz towarzyski.

2

@Qlewer Dołączam się do pytania. Przecież w poniedziałek trzeba wstawać wcześnie rano do pracy!

0

@BarcaInfo Owszem mamy 2021 r. i co z tego? Jeśli w XXI wieku nie znam żadnego obcego języka to powinienem być ,,ścięty na gilotynie", ,,spalony na stosie" czyli de facto wyeliminowany z internetu? Przede wszystkim w tym serwisie nie jest wymagana znajomość obcego języka a po drugie to jest serwis polski, nie obcojęzyczny. Dla redakcji nie ma to większego znaczenia i na pewno nic z tym nie zrobi. Za to ty kolego(cwaniaczku) jesteś tak bezczelny iż należy ci się porządny ban! Osobiście dał bym ci bana permanentnego, co chyba by cię nie zdziwiło.

3

Jeśli to się okaże prawdą to tylko stwierdzę: Wszechstronność Sergi Roberto? O mój Boże! Joanie Laporta i twoi poddani- nie idźcie tą drogą! lub: Quo vadis Laporto?

0

@Kwiatek67 Spoko:) Mam to gdzieś! Nie samym portalem się żyje...

0

@MesQueUnClub_87 I jeszcze jedno, ja nie walcze, ja tylko proszę. Walka z wiatrakami nie ma sensu

0

@MesQueUnClub_87 Nik jest bardzo popularnym sloganem dotyczącym FC Barcelony, więc przez wiele lat łatwo go było poznać i zapamietać, zresztą tak jak i twój.

2

Komentarz usunięty

0

Trzeba jeszcze umieć to tłumaczyć a nie wyzywać od leniwych

2

@Mns21 Witaj Xeneize:) Gdybym miał obstawiać to jakieś 2:1 dla Albicelestes. Jednak najważniejsze będzie zagrać w finale bez żadnych osłabień.

1

@JimMorrisonFCB Nie ma to dla mnie większego znaczenia Patrioto

3

Chciałem się zwrócić do redakcji z prośbą o usuwanie bądź tłumaczenie komentarzy w obcych językach. Widzę że jednak redakcja na to pozwala, więc zwracam się z prośbą do wszystkich użytkowników o całkowite przetłumaczenie obcego języka na Polski. To jest Polska strona a nie każdy jest poliglotą. Teraz rozumiem że redakcji to nie przeszkadza bo redakcja sama musi znać języki żeby wydawać artykuły prasy zagranicznej na Polski język.

1

@Crakitic Dzięki śliczne :) Głównie te wszystkie ciekawostki zaczerpuję z książki ,,366 dni wokół FC Barcelony" ale nie tylko bo z internetu również. Czasami również jak napisał uzytkownik Tridente2015 z książki ,,Barca- życie, pasja, ludzie".

7

Historia mrożąca krew w żyłach:



6 lipca 1936 roku został zamordowany ówczesny Prezydent FC Barcelony Josep Sunyol. Prezydent podróżował do Madrytu wraz z sekretarzem dyrektora generalnego ds. publicznych, milicjantem i szoferem. Według relacji miał przy sobie listy do ważnych działaczy politycznych i 25 tysięcy peset przeznaczonych na transfery zawodników z Oviedo. Szofer pomylił drogę i samochód znalazł się na drodze kontrolowanej przez wrogie frakcje. Podczas rutynowej kontroli na drodze w okolicach Sierra de Guaderrama, Sunyol postanowił rozprostować nogi i wyszedł z auta, krzycząc: ,, Niech żyje republika!’’. Kiedy odkryto że jest Prezydentem FC Barcelony i republikaninem, rozstrzelano go na miejscu wraz z pozostałymi pasażerami auta. Wiadomość dotarła do Barcelony dopiero po tygodniu.


Czasami mam nieodparte wrażenie że dyktatura tego zbrodniarza Franko nieustannie unosi się nad całą Katalonią niczym smog nad Krakowem.



Ponadto 6 lipca 1992 r. Barça zanotowała najwyższe zwycięstwo w historii klubu w meczu towarzyskim, w którym pokonała na przedsezonowym zgrupowaniu holenderską drużynę z miasteczka Smilde aż 1:20! Boisko na którym rozgrywano spotkanie nie miało trybun lecz mimo to zebrało się wokół 1500 widzów.






1

@LS Dzięki śliczne. Zawsze uważałem że to właśnie historia zbudowała FC Barcelonę i nas prawdziwych cules, przez co jednoczymy się i wspieramy nasz ukochany klub pod każdym względem.

0

@Uukasz_93 Zgodze sie z tobą w 1000%. Największy żal do Pepito mam właśnie za to iż nie widział Samuela jako idealnego ,,kilera" na tamtą chwile. Coś nie było między nimi po drodze a szkoda...

4

Transferowe niewypały:



5 lipca 2010 r. Dmytro Czyhryński został sprzedany do Szachtara Donieck. Ukraiński środkowy obrońca był niespodziewanym transferowym niewypałem Pepa Guardioli pod koniec okna transferowego w 2009 r., krótko po meczu Superpucharu Europy z Szachtarem, w którym występował właśnie Czyhryński. Młody, mało znany zawodnik kosztował aż 25 milionów euro i zarówno prasa, jak i kibice dziwili się decyzji szkoleniowca, który miał nalegać na ten zakup. Ukrainiec rozegrał jednak tylko 14 spotkań przez cały sezon i pomimo nacisków Guardioli, Sandro Rosell zdecydował się przystać na propozycję odkupienia Czyhryńskiego przez Szachtar za 15 mln. aby wartość zawodnika nie spadła jeszcze bardziej. Co ciekawe po powrocie do Doniecka, Dmytro nie wywalczył sobie miejsca w pierwszym składzie. No cóż, jak widać nasz ,,Pepito” jak każdy z nas ma prawo się pomylić…


1

@KSSniper Polecam ci własnie książke Szczepłka ,, Mecze które wsztrzasneły światem" oraz ,,Mistrzowie bez tytułu. Legenda Złotej Jedenastki." Madziarzy byli wówczas przez 10 lat niezrównana potegą!

14

Mecze, które wstrząsneły światem:


4 lipca 1954 r. w finale V Mistrzostw Świata(nazywanym również cudem w Bernie) RFN pokonała Węgry 3:2(2:2). Oficjalnie ten mecz jest postrzegany jako jedna z największych sensacji w meczach finałowych. Jednak nie dla mnie! Bowiem ja postrzegam to wydarzenie jako największy przekręt finałów mistrzostw świata! Ówczesna ,,Złota węgierska jedenastka” gromiła wszystkich po kolei aż miło, nawet RFN w tych samych mistrzostwach w fazie grupowej w stosunku 8:3! Cóż więc takiego się stało? Przede wszystkim w tym wysoko wygranym przez Węgrów meczu grupowym Ferenc Puskas został brutalnie sfaulowany przez Liebricha. Było wówczas wiele głosów, że Niemiec zrobił to z premedytacją, by pozbawić Węgrów najlepszego zawodnika. W efekcie Puskas powrócił do składu dopiero w meczu finałowym, lecz z niezaleczoną kontuzją. Jednak w 87 minucie Puskas strzela gola wyrównującego i….. sędzia główny odgwizduje spalonego, którego zasygnalizował sędzia liniowy. Czy rzeczywiście był spalony? Teraz tego już się raczej nie udowodni. Jednak wielu naocznych świadków na stadionie twierdziło że liniowy ewidentnie się pomylił. Stefan Szczepłek opisuje w swojej książce(,,Mecze które wstrząsnęły światem”) iż któryś z kibiców, bodaj Niemiec, utrwalił na amatorskiej kamerze całe zdarzenie, które pokazuje iż Puskas nie był na spalonym. Co więcej, Niemiec Adolf(Adi) Dassler wymyślił na ten mecz wkręcane kołki. 4 lipca 1954 roku boisko w Bernie było grząskie i podmokłe od deszczu. Nowinka technologiczna, czyli wymienne kołki, okazała się super-bronią Niemców. Dzięki lepszym butom, w przeciwieństwie do Węgrów, utrzymywali równowagę i czuli się pewnie. Dassler, twórca Adidasa, siedział podczas finału na ławce Niemiec, w przerwie czyścił piłkarzom buty z błota i wstawiał dłuższe kołki. Oczywiście FIFA nie miała bladego pojęcia o czymś takim. Mało tego! Niemcy przed meczem szprycowali się dopingiem, po czym ośmiu z nich chorowało na żółtaczkę, co też jest opisane w książce pana Stefana. Z kolei historyk sportu Erik Eggers wraz z zespołem zajmował się badaniem tego przypadku na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie. Orzekł on, iż istnieje „kilka mocnych przesłanek, które wskazują na wstrzykiwanie niektórym niemieckim piłkarzom Pervitinu, a nie witaminy C jak wcześniej twierdzono”. Pervitin był opartym na metamfetaminie stymulantem używanym wśród żołnierzy podczas II wojny światowej. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Lipsku, które zostały później określone jako „Doping w Niemczech”, były finansowane przez Niemiecki Komitet Olimpijski.

W taki oto podstępny sposób szwabskie cwaniaczki pozbawiły ziszczenia się marzeń cudownej ,,Złotej jedenastki” Węgier.


1

O tym się wspomina, o tym się pisze:



4 lipca 1971 r. FC Barcelona wygrała swój ostatni Puchar Hiszpanii pod egidą Copa del Generalismo. Pod tą nazwą funkcjonował krajowy puchar w latach 1939-75, na cześć generała Franco. W tamtych czasach zakazane było używanie katalońskich nazw własnych, stąd drużyna Blaugrany nazywała się ,,Club de Futbol Barcelona” i dopiero rok przed śmiercią dyktatora w 1975 r. wróciła do nazwy FC Barcelona. Finał z Valencią CF na Santiago Bernabeu miał bardzo dramatyczny przebieg. Barça po 50 minutach przegrywała 0:2, lecz gole Fuste oraz Zabalzy doprowadziły do dogrywki. Pedro Zabalza wyprowadził Blaugrane na prowadzenie w 99 minucie, jednak dwie minuty później wyrównał Oscar Valdez. W 112 minucie zwycięskiego gola zdobył środkowy napastnik Barçy Ramon Alfonseda.


Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?