14

Kochani, prawdziwi kibice, chyba warto pamiętać o legendach futbolu?



25 maja 1953 r. urodził się Daniel Passarella, jeden z najwybitniejszych środkowych obrońców w dziejach futbolu, 2-krotny mistz Świata z reprezentacją Argentyny. Fruwający Gran Capitan-tak go nazywano. Szybki i zwinny, był stoperem prawie nie do przejścia. Lecz prawdziwych cudów dokonywał w powietrzu. Nawet wyżsi o głowę rywale nie mieli tam cienia szans! W roku 1974 w Argentynie na Estadio Monumental miał się rozpocząć mecz na szczycie-słynne El Classico pomiędzy River Plate a Boca Juniors. Tymczasem w szatni River rozgrywała się scena, która do siebie siedzącego w kącie niewysokiego, szczupłego chłopaczka i zaszczycił go pytaniem, o jakim tylko marzyć mogłyby setki jego rówieśników: ,,Czy miałbyś odwagę zagrać tego wieczoru przeciwko Boca?’’ ,,Tak jeśli dopisze panu odwaga, by mnie wystawić’’-brzmiała zuchwała odpowiedź. Szatnia zamarła. Wszystkich poraził niebywały tupet smarkacza. Sam Rossi poczuł się lekko dotknięty ale przypomniał sobie siebie sprzed półwiecza i pomyślał że ten chłopak musi mieć charakter nie lada i osobowość niepowszednią. Nestor Rossi nie miał syna. I kiedy tak spoglądał na młodego zuchwalca, dostrzegł w jego wzroku hardość. I pokochał go właśnie od tego pierwszego wejrzenia miłością niemal ojcowską. Podją decyzję: tak, sprawdzę go! I nie pomylił się bowiem tym chłopcem był Daniel Alberto Passarella, późniejszy mistrz świata, wielki kapitan reprezentacji, najlepszy argentyński obrońca wszechczasów! Daniel pierwsze kroki stawiał w amatorskim Argentino Chacabuco, marząc o karierze w którejś ze słynnych drużyn stołecznych. Jednak ojciec poradził mu by wcześniej przetarł szlaki na nieco skromniejszym poziomie. I tak w wieku 18 lat trafił do trzecioligowego Sarmiento Junin, gdzie grał do 1973 roku. Tam właśnie wypatrzyli go wszędobylscy szperacze River Plate. Oficjalny debiut ligowy Passarelli nastąpił 14 kwietnia 1974 roku w wyjazdowym meczu z Rosario Central, przegranym 0-1. Niebawem nastąpiła w River zmiana trenera. Funkcję obją Angel Labruna, podobnie jak Rossi jedna z legend klubu i argentyńskiej piłki. Początkowo nie doceniał on Passarelli wystawiając go na lewej obronie, gdyż etatową parę stoperów stanowili Perfumo i Artico. Dopiero kontuzja jednego z nich otworzyła prowincjuszowi drogę do pełnej kariery. Daniel robił ogromne postępy. Zwrócił na niego uwagę kolejny wybitny trener-Cesar Luis Menotti powołując go do młodzieżowej drużyny na turniej w Tulonie w 1975 r. Argentyna wygrała tę imprezę a rej wodzili w niej Passarella, Tarantini, Gallego,Trobbiani, Valencia i Valdano; jak się niebawem okazało przyszli mistrzowie świata. Passarella zadebiutował w reprezentacji w zwycięskim meczu z ZSRR 1-0 w Kijowie. Menotti wiedział że ma w ręku prawdziwy skarb. W 1978 Argentyna zdobyła mistrzostwo świata, zaś do pierwszego takiego tryumfu w historii poprowadził ją właśnie Passarella-najlepszy obrońca turnieju, kapitan zespołu i jego absolutny lider. To wtedy zrodził się ów przydomek: ,,Gran Capitan’’ czyli Wielki Kapitan. Był natchnieniem drużyny, jej moralną ostoją i niekwestionowanym przywódcą. Wszyscy nawet Kempes i Ardiles jego polecenia wykonywali bez szemrania. To on w momentach trudnych krzepił ducha, podnosił morale i zagrzewał do walki. Przy wzroście zaledwie 173 cm odznaczał się niepospolitą siłą i stalową twardością. Brzmi to niewiarygodnie ale nigdy nie przegrał z nikim pojedynku główkowego! Przed nim tak sprężyście skakali chyba tylko dwaj inni fenomenalni zawodnicy-paragwajczyk Erico oraz węgier Kocsis. Daniel nie tylko niezawodnie bronił ale równie skutecznie atakował. Oprócz zabójczych główek dysponował potwornie silnym uderzeniem z obu nóg. Bezbłędnie wykonywał rzuty karne i wolne ale strzelał też przy każdej okazji nieraz z 30-40 metrów a i tak piłka wyłamywała bramkarzowi ręce! Dla River w 258 spotkaniach zdobył 99 goli co stanowi niepobity rekord wszechczasów! W barwach tego klubu był pięciokrotnym mistrzem kraju. W 1982 r. Za kwotę 2,5 mln dolarów przeniósł się do włoskiej Fiorentiny, w której rozegrał 109 spotkań strzelając 22 gole. Natomiast w 1986 r. zawitał do mediolańskiego Interu(44 spotkania i 9 goli). W 1988 r. wrócił na stare śmieci do River i tam zakończył swoją karierę piłkarza. W reprezentacji rozegrał 77 spotkań zdobywając w niej 22 gole.W 1982 r. Argentyna nie zdołała obronić tytułu ponieważ odpadła w ćwierćfinale mimo iż Passarella grał dobrze na tym turnieju zdobywając nawet 2 gole. W 1986r. mógł zostać podwójnym mistrzem świata. Nowy trener Carlos Bilardo widział go w wyjściowym składzie ale w Meksyku stoper rozchorował się i nie mógł wystąpić w żadnym meczu. Przestał też być kapitanem ponieważ Bilardo przyznał tę funkcję Maradonie i nie wpłyneło to najlepiej na wzajemne relacje obu piłkarzy. W roku 1989 Passarella został trenerem River Plate, którego poprowadził do sukcesów m.i. do pięciokrotnego mistrzostwa Argentyny. W 1994 powierzono mu już reprezentację Argentyny a rok później wygrał igrzyska panamerykańskie i wszystko zdawało się iść jak po maśle lecz raptem w wypadku zginął jego syn Sebastian i tragedia ta odcisneła piętno na psychice Daniela. Stał się jeszcze bardziej nieprzejednany i zacięty aż w końcu zamknął się w sobie. Zawodników traktował szorstko, wprowadził nerwową atmosferę i swojego najlepszego gracza, pomocnika Redondo wyrzucił z kadry za noszenie zbyt długich włosów. Na mistrzostwach świata w 1998 r. doszła ledwie do ćwierćfinału choć uchodziła za faworyta czego efektem była rezygnacja Passarelli jako selekcjonera. Potem układało się różnie. Z reprezentacją Urugwaju nie odniósł sukcesów, podobnie jak z brazylijskim Corinthians czy włoską Parmą ale z drużyną Monterrey zdobył mistrzostwo Meksyku. Bez powodzenia prowadził też swój River Plate, w którym został nawet prezesem. Wydawało się to godnym uwieńczeniem kariery, jednak błędna polityka transferowa sprawiła iż 33-krotny mistrz Argentyny po raz pierwszy w dziejach spadł do 2 ligi. Była to klęska bezprzykładna.Wściekli kibice wylegli na ulice Buenos Aires, zdemolowali stadion a na prezesa posypały się złorzeczenia. Jak widać Danielowi wiodło się bardzo różnie zatem niech pozostanie w naszej pamięci przede wszystkim jako wielki wojownik, żelazny obrońca fruwający na wysokości pierwszego piętra oraz charyzmatyczny lider drużyny mistrzów świata- po prostu Gran Capitan.





Tak się składa iż dokładnie tego samego roku a nawet dnia, urodził się inny wielki, wspaniały środkowy obrońca a mianowicie Gaetano Schirea. Napisano o nim wiele książek, nakręcono film. Był wojownikiem, a nigdy nie dostał czerwonej kartki. Grał ostro i bezkompromisowo, ale robił to tak, że rywale nie mogli o nim powiedzieć złego słowa. Szanowali go też sędziowie, bo nie krytykował ich decyzji, tylko przyjmował je z pokorą. Urodził się w Cernusco sul Naviglio, nieopodal Mediolanu, 25 maja 1953 roku. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w zespole Atalanty Bergamo. W Serie A zadebiutował mając 19 lat, 24 września 1972 roku meczem przeciwko Cagliari. Był to sezon 1972/73, a Atalanta zajęła w nim bardzo odległe 14 miejsce, co spowodowało spadek tej drużyny do niższej klasy rozgrywek. Scirea powoli wyrastał na gwiazdę, na którą ręce zacierali działacze Juventusu... Przed sezonem 1974/75 sprowadzili młodego Gaetano do Turynu. Scirea założył koszulkę z numerem 6, która towarzyszyła mu przez resztę kariery. Szybko zrozumiał styl gry Juventusu i stał się filarem drużyny. W tejże koszulce - w biało-czarne pasy z numerem sześć na plecach - Gaetano Scirea rozegrał w Juventusie rekordową liczbę spotkań – 552. Przez wszystkie spędzone lata w Juventusie - a było ich aż 14, Scirea zdobył z Juventusem aż 14 trofeów: 7 mistrzostw Włoch, 2 Puchary Italii, Puchar UEFA, Puchar Zdobywców Pucharów, Puchar Mistrzów, Superpuchar Europy oraz Puchar Interkontynentalny. Wszystko co robił było robione z wielką klasą. Był prawdziwym dżentelmenem zarówno na boisku jak i poza nim. Nigdy nie był w nic zamieszany, w żadnym piłkarskim skandalu nie usłyszymy nazwiska Scirea. Był on także filarem obrony reprezentacji Italii, która w 1982 roku wywalczyła złote medale na Mistrzostwach Świata. Tego fantastycznego wydarzenia - jednego z najważniejszych w karierze, doświadczył u boku swego wielkiego przyjaciela zarówno z reprezentacji jak i z Juventusu - Dino Zoffa. Był dobrym duchem swoich zespołów, nigdy nie zmordowany, zawsze dokładny w tym co robił. Strzelał także piękne bramki. Było ich mało, jednak charakteryzowały się szczególną pięknością. W Juventusie zdobył ich w sumie 32. Kochał futbol. Był człowiekiem lubianym i szanowanym. W dziesiątą rocznicę jego śmierci, vice-prezydent Juventusu, Roberto Bettega tak wypowiadał się o przyjacielu: "Po dziesięciu długich latach, pamięć o przyjacielu jest nadal żywa. Dzieliłem z nim rozczarowania i radość, gorycz i zwycięstwo. Gdy o nim myślę, zarówno ja jak i cały sztab Juventusu, robi nam się ogromnie smutno, tęsknimy za naszym przyjacielem. Pozostała po nim ogromna luka." Gaetano Scirea ma ogromną liczbę zwolenników. Był wielkim boiskowym wojownikiem. To właśnie jego głos mogliśmy usłyszeć w maju 1985 roku podczas tragedii na brukselskim stadionie. Głos który próbował uspokoić tysiące ludzi na trybunach. Kilka dni po tym meczu, po rozpoczęciu spotkania Juventus - Reggina stadion wypełniły głośne okrzyki, wykrzykujące "Gaetano Scirea!". Zawsze wzbudzał oklaski na trybunach, gdy tylko wychodził z tunelu Stadio Comunale. "Śmierć w płomieniach" - tyle głosił suchy komunikat Polskiej Agencji Prasowej o wypadku, do którego doszło 3 września 1989 roku w niewielkiej miejscowości Babsk, niedaleko Rawy Mazowieckiej. Na tzw. gierkówce, w płomieniach powstałych po wybuchu kanistrów z benzyną, przechowywanych w bagażniku dużego fiata, zginęły trzy osoby. Wśród nich Gaetano Scirea, legendarny obrońca i ówczesny drugi trener Juventusu. Był 1989 rok. Juventus mierzył się w europejskich pucharach z Górnikiem Zabrze. Scirea jako drugi trener słynnego klubu miał rozpracować grę rywala. Nie zdążył jednak przekazać swoich spostrzeżeń. Wracał z Górnego Śląska do Warszawy, ale nie dojechał. W okolicach Babska jego samochód uległ wypadkowi i stanął w płomieniach. Gdy je ugaszono, policja potrzebowała kilkunastu godzin, żeby zidentyfikować zwłoki. Razem z nim zginęła tłumaczka Barbara Januszkiewicz i kierowca Henryk Pająk. Drzwi całej trójki były zablokowane. Otworzyć dało się tylko jedne. Wyszedł przez nie działacz Górnika i dzięki temu przeżył.


2

Historia Pucharu Hiszpanii:



25 maja 1952 r. FC Barcelona zdobywa 10-ty(i drugi z rzędu) w swojej historii Puchar Króla Hiszpanii. W zaciętym finałowym meczu Barça pokonała po dogrywce Valencie CF 4:2 na Estadio de Chamartain. Gole dla Blaugrany zdobyli Jorge Villa(72 minuta) oraz legendarni: Basora(40 minuta), Kubala(96 minuta) i Cesar Rodriguez(119 minuta).



Tak się składa iż również 25 maja tyle że 2012 r. FC Barcelona pokonała w finale Copa del Rey Athletic Bilbao 3:0 i zdobyła Puchar Hiszpanii. To był ostatni z 14 pucharów Guardioli w roli szkoleniowca Blaugrany. Finał na rozebranym niedawno Vicente Calderon miał jednostronny przebieg. Wynik ustalono już po 25 minutach za sprawą dwóch trafień Pedro i jednego gola Messiego.

4

Wielkie legendy futbolu:

Dokładnie 120 lat temu w Montevideo urodził się Jose Nasazzi, jeden z najwybitniejszych obrońców w dziejach futbolu. Kapitan mistrzów świata z roku 1930. Syn włoskich imigrantów, z zawodu kamieniarz. Kapitan reprezentacji. Zarówno na boisku, jak i poza nim prawdziwy przywódca piłkarzy Urugwaju, którzy zdobywali złote medale igrzysk olimpijskich, co przed wojną traktowane było jako mistrzostwo Świata.

Był jednym z najlepszych obrońców świata i jednocześnie prekursorem gry tzw. "playmakera". Jako pierwszy stosował długie, kilkudziesięciometrowe podania, które adresował z milimetrową dokładnością. Zawsze elegancko i skutecznie grający obrońca, był niekwestionowanym przywódcą sławnej urugwajskiej jedenastki z lat 20. XX wieku. Kapitanem zespołu był od 1923 a pod jego wodzą Urugwajczycy dwukrotnie zostali mistrzami olimpijskimi (Paryż 1924 i Amsterdam 1928), czterokrotnie wygrywali Copa América (1923, 1925, 1927, 1935), a w 1930 zdobyli – będąc gospodarzami pierwszego w historii turnieju finałowego – mistrzostwo świata! W decydujących o tytule meczach pokonywali zazwyczaj Argentynę, także w finale MŚ w 1930 (4:2). Nasazzi występował w klubach Bella Vista (1922–1932) i Nacional Montevideo (1933–1937). Karierę zakończył w 1937, następnie był cenionym trenerem. Jest uważany za najwybitniejszego piłkarza w historii urugwajskiej piłki, o respekcie jakim go darzyli rodacy najdobitniej świadczą jego przydomki: Terrible {straszny) lub Mariscal (marszałek), nazywano go także wielkim kapitanem.


5

Pierwsze w historii trofeum Barçy:



24 maja 1910 r. rozpoczął się pierwszy w historii wygrany przez FC Barcelone turniej finałowy Pucharu Króla Hiszpanii. Co ciekawe z powodu nieporozumień między klubami odbyły się równolegle dwa turnieje i obydwa są uważane za oficjalne. Duma Katalonii wzięła udział w rozgrywkach pod egidą nowo powstałego Królewskiego Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej (RFEF). Właśnie 24 maja pokonała w półfinale Deportivo La Coruña 5:0 a dwa dni później pokonała Club Español de Madrid 3:2 po golach Wallace’a, Commamali i Pepe Rodrigeuza. W turnieju tym brały udział tylko 3 kluby a turniej był rozgrywany w Madrycie.

3

Wielkie mecze, legendarni piłkarze:

23 maja 1954 r. reprezentacja Węgier wręcz upokorzyła w meczu towarzyskim reprezentacje Anglii 7:1! po 2 golach Puskasa, 2 golach Kocsisa oraz po jednym Lantosa, Hidegkutiego i Thota. Jest to najwyższa porażka w historii występów reprezentacji Anglii. Węgrzy budzili wielki respekt i bojaźń w szeregach przeciwników, czego jednym z dowodów było wycofanie się Polski z eliminacji do MŚ w Szwajcarii. Działacze PZPN wraz ze wszystkimi najważniejszymi głowami w państwie stwierdzili, że nie ma najmniejszych szans na sukces z bodaj najlepszą drużyną na świecie i w obawie przed pogromem oddali oba mecze walkowerem. Za sukcesami drużyny Węgierskiej stał bardzo charyzmatyczny Gusztav Sebes. Jest znakomitym potwierdzeniem tezy, że nie trzeba być wielkim piłkarzem, by zostać wielkim trenerem.

0

Generalnie chciałbym żeby Koeman został. Oczywiście muszą być przy tej okazji zastosowane zarówno ,,czystki" jak i wzmocnienia, bo w przeciwnym razie to możemy się nie dostać do przyszłorocznej Ligi Mistrzów. Zakładając jednak że pan Laporta zwolnił by Koemana a w gre nie wchodziło by zatrudnienie na jego miejsce ani Xaviego ani Pimienty, to ja osobiście bardzo chciałbym aby Blaugrane poprowadził Diego Simeone. To jest szkoleniowiec z ogromną charyzmą, umiejący zmotywować odpowiednio swoich podopiecznych i zrobić coś z niczego. Dla mnie Simeone jest mniej więcej kimś takim, jakim był Helenio Herrera, który wprowadzał nie tylko twardą dyscypline ale również kontrolował diete zawodników i opracował choćby system ,,ritiro", co oznaczało że piłkarze musieli spędzić noc przed meczem w bazie klubowej. Nie zapominajmy iż to właśnie Herrera był pionierem w psychologii sportowej.

5

Czy wiecie że:



23 maja 1912 r. Alfonso Albeniz Jordana został pierwszym piłkarzem, który przeszedł z FC Barcelony do Realu Madryt(wówczas FC Madrid). Powodem przeniesienia się do stolicy było rozpoczęcie studiów w tym mieście. Albeniz został potem dyrektorem w Realu i prezesem pierwszego Hiszpańskiego Kolegium Sędziów. W 1902 r. jeszcze jako piłkarz Blaugrany zagrał w pierwszym El Clasico jako najmłodszy gracz w historii(16 lat i 132 dni), choć jak pisano wówczas w gazetach ,,ze względu na wiek nie powinien uczestniczyć w tak brutalnej i niebezpiecznej grze”. Z kolei inny zawodnik, Jose Quirante, będąc piłkarzem Barçy, grał dwa lata dla Realu w latach 1906-1908 ze względu na obowiązki w pracy, które zmusiły go do przeprowadzki do Madrytu. W tym czasie był jednak formalnie nadal piłkarzem FCB.

No cóż, takie to właśnie były wtedy amatorskie czasy…

0

Robert Lewandowski strzelając gola w meczu z Augsburgiem, zrównał się w klasyfikacji strzelców pierwszoligowych ze słynnym Austriakiem Franzem Binderem. Obaj mają po 309 goli. Do Gucia Warzychy Lewy traci już tylko jednego gola.

0

@Rewolucja123 Najmocniejszą kadre? Griezmann, Dembele, Coutinho, Umtiti a zwłaszcza Braithwaite i Pjanić to absolutnie nie jest poziom Barcy a juz napewno nie na wygrywanie ligi mistrzów i tyle w temacie!

4

No właśnie, taki burdel, taki syf nam zostawił ten pieprzony Bartomeu a co nie którzy już chcą wywalić Koemana! Więcej cierpliwości i jeszcze więcej zdrowego rozsądku przy podejmowaniu takich decyzji. To również tyczy się pana Laporty.

3

Dzisiaj przypada 75 rocznica urodzin George'a Besta, wspaniałego napastnika Manchesteru United lat 60-tych. George Best jest uważany za jednego z piłkarzy o największym naturalnym talencie sportowym, był nawet często porównywany do Edson Arantes do Nascimento a właściwie Pelé, Erica Cantony, a nawet „ boskiego ” Diego Armando Maradony, jednak z powodu problemów osobistych wielka kariera Besta szybko się skończyła. Zawodnik, o którym sam Pele powiedział: „ To najlepszy piłkarz na świecie ” cieszył się szacunkiem i dosłowną miłością kibiców, fanów i specjalistów piłki nożnej. Był niesamowicie szybki, skoczny, posiadając przy tym doskonałe umiejętności techniczne – robił z piłką co chciał. Był w stanie ogrywać nawet dużo lepiej predysponowanych przeciwników.

4

To trzeba wiedzieć, to trzeba pamiętać:



Dokładnie 82 lata temu(21 maja 1939 r.) najlepszy snajper w dziejach polskiego futbolu ustanowił niepobity do dziś rekord świata w profesjonalnej lidze, strzelając 10 goli! w jednym meczu! Wydarzyło się to w wygranym 12:1 meczu Ruch Hajduki Wielkie(naturalnie dziś Ruch Chorzów) – Union Touring Łódź. Genialny i nazywany wówczas ,,Ezi” strzelał kolejno w: 15, 20, 32, 53, 65, 66, 70, 80, 85 i 89 minucie. Jak widzimy Ernest Wilimowski po przerwie, w 36 minut strzelił 7 goli!!! To jest wyczyn wręcz nieziemski!!! Pozostałe 2 gole strzelił nie gorszy od Eziego napastnik Teodor Peterek. Świadkiem tego niezwykłego wyczynu była słynna chorzowska OMEGA. Zegar stadionowy, który właśnie 21 maja 1939 zaczął odliczać czas meczów „Niebieskich”. W takt Omegi Wilimowski strzelił 10 goli i przy okazji zaliczył też trzy klasyczne hat-tricki!



Zobacz:


1

@lucca87 Jeśli chodzi o piłkę ręczną a zwłaszcza koszykówkę, to generalnie nie przepadam i nie śledzę tych dyscyplin ale doceniam wartość tych sekcji naszej Barcy. Co do Ajaxu to masz rację że historia tego klubu i FC Barcelony ściśle się łączą, ba! to właśnie wielkie legendy Ajaxu zaczynając od ś.p. Rinusa Michelsa a skończywszy na Franku Rijkaardzie, zbudowały i osiągały największe sukcesy w historii Blaugrany. Natomiast jeśli chodzi o Kubale to jego życiorys poznałem w 2004 r. od kiedy pokochałem Barce na amen. To był geniusz futbolu i uwierz mi że wcale nie był gorszy od naszego kochanego Lionela Messiego, a momentami nawet lepszy! W końcu to przez geniusz Kubali zbudowano Camp Nou jesli nie wiesz? Zresztą nie przypadkowo pod Camp Nou stoi jego pomnik, być może się myle ale to chyba jedyny pomnik w Barcelonie piłkarza Barcy.

2

Z cyklu nieudane finały europejskich pucharów w wykonaniu Blaugrany:



21 maja 1969 r. FC Barcelona przegrała finałowy pojedynek w Pucharze Zdobywców Pucharów z amatorskim wówczas Slovanem Bratysława 2:3. Mecz odbył się na St. Jakob Stadium w Bazylei w obecności około 19 tys. widzów. Stadion w Szwajcarii po raz kolejny okazał się nieszczęśliwy(poprzednio Barça przegrała tu finał Pucharu Europy w 1961 r.). Amatorzy ze Słowacji mieli w swoich szeregach miedzy innymi mechaników, prawników i inżynierów ale już w 2 minucie spotkania objeli prowadzenie. W 50 minucie przy stanie 3:1 dla Slovana, Carles Rexach strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego(bramkarz rywali twierdził iż oślepiły go światła), lecz Blaugrana nie była w stanie zdobyć już wyrównującego gola. Przewidziano nawet, w razie ewentualnego remisu, termin meczu rewanżowego w Lozannie dwa dni później ale niestety nie doszło do niego. Ten finał był ostatnim oficjalnym meczem kapitana Ferrana Olivelli, któremu zorganizowano jeszcze spotkanie pożegnalne 6 września. Trzeba przyznać że Słowacy zawsze mieli dobrych piłkarzy a nawet bardzo dobrych jeśli wspomnimy zwłaszcza Josefa Bicana. Zresztą jak się przekonała Barça, amatorów też mieli znakomitych.

2

@Szreko Legendarnym managerem Manchesteru United, jak dla większości z nas naturalnie.

6

Dzisiaj przypada 112 rocznica urodzin Szkota Matta Busby'ego, legendarnego managera Manchesteru United. Chociaż tego, iż Sir Matt Busby zawsze będzie kojarzony z odbudową Manchesteru United jak także przeżytą katastrofą powietrzną w Monachium, to przede wszystkim pamiętany będzie jako wspaniały piłkarz Liverpoolu przyjaźniący się przez całe życie z Bobem Paisley'em, człowiekiem, który był najbardziej utytułowanym trenerem w historii angielskiego futbolu.

Reprezentant Szkocji urodzony w Lanarkshire, Busby dołączył do Liverpoolu przychodząc z Manchesteru City w marcu 1936 roku za £8,000 i odrazu stający się kapitanem. Początkowo grający na środku ataku został jednak na początku swojej kariery na Anfield przesunięty na prawe skrzydło. Jak się później okazało była to wspaniała decyzja. Gra Busby'ego na prawej stronie zawierała bardzo wielką elegancję oraz wdzięk. Podczas gdy młody Paisley trafił do Liverpoolu przychodząc z Bishop Auckland w 1939 roku natychmiast znalazł się pod 'skrzydłami' ówczesnego kapitana "The Reds", Busby'ego. Podczas wybuchu wojny Busby był jednym z kilku graczy „Czerwonych”, którzy przyłączyli się do Królewskiego Pułku z Liverpoolu.

Liverpool FC zdecydował się na zaproponowanie objęcia posady trenerskiej Busby'em, kiedy wówczas ofertę pracy zaoferował mu także Manchester United. Billy McConnell przekonał zarząd LFC do tego, aby pozwoli mu odejść na Old Trafford.

1

@lucca87 Dzięki śliczne że doceniasz wartości historyczne ,,naszego" klubu. Na La Rambli niewielu jest cules z prawdziwego zdarzenia. Mniewam że ty nim jesteś:)? Generalnie ta La Rambla to jest śmietnisko komentarzy i niepotrzebnych użytkowników. Gdyby redakcja nie zabroniła mi wpisywać komentarzy o historii futbolu na innych stronach niż La Rambla to bym tu nawet mało kiedy zaglądał. No cóż, redakcja sama sobie jest winna, że wypisuje się tutaj na najróżniejsze tematy nie związane ze sportem a nawet takie głupoty że się w pale nie mieści!
Tak czy inaczej pozdrawiam i do zobaczenia :)

7

Kultywowanie wspaniałej historii ,,naszego” klubu:



20 maja 1922 r. odbyła się inauguracja słynnego stadionu Camp de Les Corts. Trybuny nie były jeszcze całkowicie ukończone. Dostępnych było 20 tysięcy miejsc. Później pojemność zwiększono do 30 tys., następnie dzięki małym trybunom po sześć siedzeń dostawionym tuż przy boisku – do 45 tysięcy, aż w końcu do 60 tysięcy. Wszystko przez ogromne zainteresowanie kibiców, zafascynowanych występami takich znakomitości jak Samitier, Alcântara, Zamora, Sagi Barba, czy Piera. Na początku boisko nie miało trawy, ale musiano ją posiać w 1926 roku w związku z wymaganiami Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej. Pierwszy mecz przy Les Corts FC Barcelona rozegrała przeciwko Szkockiej drużynie Saint Mirren i zwyciężyła 2:1. Premierową bramkę zdobył nie kto inny jak Paulino Alcântara. Stadion przy Les Corts jest symbolem pierwszej złotej ery w historii Blaugrany, która trwała przez całe lata 20-te. Jest również symbolem niesamowitej ekspansji i rozwoju klubu, ponieważ musiał być cały czas rozbudowywany, ale i tak w pewnym momencie i to okazało się niewystarczające…



Również 20 maja, roku Pańskiego 1992, FC Barcelona zdobyła swój pierwszy(i zarazem ostatni) w historii Puchar Europy Mistrzów Klubowych. W finałowym meczu pokonała po dogrywce Sampdorie Genua 1:0. ,,Salid y divertiros”(pol. ,,Idźcie i bawcie się”)- tak powiedział ś.p. Johan Cruijff do swoich piłkarzy przed decydującym starciem z Sampdorią na Londyńskim Wembley. Spotkanie było naprawdę ciekawe a o końcowym wyniku musiała zadecydować dogrywka. Do 111 minuty gole nie padły ponieważ dobrze dysponowani tego dnia byli bramkarze obu zespołów. Najlepszą sytuacje Barça stworzyła w drugiej połowie, gdy genialne podanie Laudrupa do Stoiczkowa zakończyło się strzałem Bułgara w słupek. W zespole włoskim dwie okazje sam na sam z Zubizarreta zmarnował Gianluca Vialli. Wreszcie nadeszła 21 minuta dogrywki. Eusebio Sacristan został sfaulowany około 25 metrów od bramki przez Invernizziego. Bakero trącił piłke, do której podbiegł Koeman i z całej siły kropnął ją tuż przy samym słupku bramki bezradnego Pagliuci. Sukces stał się faktem. Puchar jako pierwszy wzniósł w góre Alexanco, który przyszedł na dekorację w koszulce numer 4 należącej do Koemana. Był to symboliczny gest kolegów z drużyny, którzy chcieli uhonorować trzynastoletni staż Alexanco w barwach Dumy Katalonii i jego ogromne zasługi dla chwały klubu.


7

Feliz cumpleaños Jose!


Dzisiaj swoje 65 urodziny obchodzi Jose Ramon Alexanco, obrońca, kapitan i jedna z legend FC Barcelony. Choć pochodzi z Barakaldo, a swoją karierę zaczynał w barwach Los Leónes, to głównie kojarzony jest z Dumą Katalonii. Spędził kilkanaście lat jako piłkarz ekipy z Katalonii, zdobył pierwsze trofeum Ligi Mistrzów w historii klubu (wtedy jeszcze Puchar Europy). Rozegrał 276 spotkań ligowych w barwach Blaugrany, więcej niż choćby Pep Guardiola. Od wielu lat był niekwestionowanym liderem zespołu, także w negocjacjach z pracodawcami a z jego zdaniem liczyli się wszyscy prezesi Blaugrany. Na dowód jego niezwykłej roli przytocze taki oto fakt: W czasie wszystkich wyjazdów FCB tylko Alexanco otrzymywał w hotelu ,,jedynke”, samodzielny pokój należny pierwszemu wśród równych. Podczas finału Pucharu Europy z Sampdorią, Johan Cruijff wpuścił go na boisko na końcowe minuty dogrywki. Na Wembley te kilka minut na murawie były czymś więcej, niż tylko udziałem w walce dla utrzymania korzystnego rezultatu. Te minuty stały się piękną nagrodą dla wspaniałego gracza a jego nazwisko napisane zostało wśród zdobywców najcenniejszego trofeum. Cztery miesiące później Alexanco obchodził swoje 36 urodziny, a więc zdążył w ostatniej chwili swojej kariery sięgnąć po wspaniałą nagrodę.



Poza tym 19 maja 1957 r. FC Barcelona gromi na Estadio Camp de Les Corts Real Madrid aż 6:1 w ramach ¼ Copa del Rey. Cztery gole w tym meczu zdobywa świetny paragwajski napastnik Eulogio Martinez. To było ostatnie El Clasico na słynnym Camp de Les Corts. Następne odbywały się głównie na Camp Nou.



Ponadto 19 maja 1996 r. zarząd FC Barcelony zwolnił z funkcji trenera Johana Cruijffa. Decyzje podjęto tuż po tym jak Blaugrana zremisowała z Espanyolem, tracąc w 89 minucie gola i zarazem matematyczne szanse na mistrzostwo. Przed poinformowaniem Criujffa o zakończeniu współpracy działacze skontaktowali się już z Bobby Robsonem. Holender był wściekły i nie chciał przywitać się z Gaspartem mówiąc ,,Czemu podajesz mi rękę Judaszu” po czym dodał jeszcze: ,, W Barçy jeden puszcza muzykę a reszta tańczy, nie poszedłbym z nim na piwo”. Prosił o wsparcie dla drużyny i nowego trenera, ,,wprowadzonego do drużyny, której nie może ułożyć pod siebie wobec przedłużenia kontraktów przez kilku graczy”. Po kolejnego meczu na Camp Nou kibice zwrócili się przeciwko prezydentowi Nuñezowi, którego przywitały białe chusteczki a oklaskami żegnali Jordiego Cruijffa kierując na niego sympatie, którą darzyli jego ojca.

0

@norbi77 Aaaa, no to wyszło szydło z worka! Akurat o tym fakcie balowania przez 2 dni nie wiedziałem. Ale że pozwolono im na to 2 dni przed finałem to też zastanawiające...

11

Zdarzyło coś, co zdarzyć się nie powinno:



18 maja 1994 r. FC Barcelona poległa w finale Ligi Mistrzów przegrywając z AC Milan 4:0. Zdecydowanym faworytem starcia w Atenach był ,,Dream Team” Johana Cruijffa. Blaugrana była do tego pojedynku niepokonana przez 20 spotkań(w tym 17 zwycięstw) a cztery dni przed finałem została mistrzem Hiszpanii. W finale istniał tylko Milan, Barça ani przez moment nie zagroziła rywalom. Trudno w to uwierzyć. To było coś wręcz niewytłumaczalnego, jak tak wielka wówczas Barça mogła w taki sposób spartolić finał?

0

@LS Wystarczy przed użytkownikiem wpisać małpe i już? A z jakiego powodu ta małpa? przecież małpe daje się w adresie mejlowym? czyz nie?

3

@norbi77 Tylko idioci i laicy będą cię hejtować. Prawdziwi cules raczej tego nie zrobią, a już napewno nie ja!

1

Panie Kubix05, TSV 1860 Monachium owszem powstał w 1860 roku tyle że to wówczas nie był jeszcze klub piłki nożnej. Sekcja futbolu powstała dopiero w 1899 r. i to od tej daty należy postrzegać ten klub jako piłkarski.

5

Z cyklu (nie)zapomniane finały:



17 maja 2006 r. na Stade de France FC Barcelona pokonała Arsenal FC 2:1 w finale Ligi Mistrzów i zdobyła to trofeum drugi raz w historii. Kluczowa dla losów meczu była akcja z 18 minuty, gdy bramkarz ,,Kanonierów” Lehmann sfaulował wychodzącego na czystą pozycje Eto’o. Pomimo że w tej samej akcji piłke w siatce umieścił Giuly, sędzia cofnął gre do momentu faulu, anulował gola i pokazał Lehmannowi czerwoną kartkę. W 37 minucie Emmanuel Eboue wymusił kontrowersyjny rzut wolny z narożnika boiska i po dośrodkowaniu w pole karne Sol Campbel główką zdobył gola na 1:0 dla Arsenalu. W drugiej połowie Blaugrana biła głową w mur a przeciwnicy groźnie kontrowali, lecz strzały Henry’ego raz po raz kapitalnie bronił Valdes. Wreszcie w 76 minucie wprowadzony kwadrans wcześniej Larsson przedłużył podanie Iniesty do Eto’o i Kameruńczyk pokonał rezerwowego bramkarza Arsenalu Manuela Almunie. Raptem 5 minut później Larsson ponownie dograł piłke w pole karne a tam rezerwowy prawy obrońca Barçy Beletti zmieścił piłke pomiędzy nogami Almunii i padł z radości na kolana w strugach rzęsistego deszczu.

Pamiętam jaki byłem zły iż przez większość meczu Rijkaard stawiał na swojego bezproduktywnego rodaka Van Bommela a na ławce siedział Iniesta z Larssonem. Na szczęście w pore zareagował bo inaczej nigdy bym mu tego nie wybaczył.

2

Legendy:

16 maja 1925 r. w Rio de Janeiro urodził się Nilton dos Santos, najlepszy w historii lewy obrońca, 2-krotny mistrz Świata. Nilton Santos przez całą piłkarską karierę związany był z jednym klubem - Botafogo Rio de Janeiro. W barwach tego klubu rozegrał 723 spotkania i strzelił 11 goli. Był podstawowym graczem reprezentacji Brazylii podczas Mistrzostw Świata w Szwajcarii w 1954 roku, Mistrzostw Świata w Szwecji w 1958 roku oraz Mistrzostw Świata w Chile w 1962 roku. Na mistrzostwach świata w Szwecji strzelił gola, który przeszedł do historii futbolu a trzeba zaznaczyć iż w owych czasach bardzo rzadko obrońcy strzelali gole a zwłaszcza na Mundialu. Przypomnijmy zatem ten wyczyn Santosa: otóż Brazylia grała mecz z Austrią, była 5 minuta drugiej połowy i Brazylia starała się utrzymać wątłe prowadzenie 1-0. Nilton przyją piłkę na swojej połowie i ruszył do przodu. Niedaleko pola karnego przeciwnika podał do Altafiniego i zażądał jej z powrotem. Otrzymał ją tuż przed polem karnym i przerzucił rasowym lobem nad bramkarzem Szanwaldem. Było 2-0 a na 3-0 podwyższył Altafini i Austriacy już się nie podnieśli. Austria okazała się trudnym rywalem i nie wykorzystała dwóch dogodnych sytuacji na strzelenie goli tylko dzięki dobrze broniącemu Gilmarowi. Ostateczny wynik 3-0 dla Brazylii nie oddaje przebiegu gry. Gdyby nie gol Santosa rezultat mógłby być zupełnie inny. Niltona Santosa uważa się za pioniera gry ofensywnej wśród obrońców, który regularnie strzelał bramki w barwach Botafogo. Nilton wyróżniał się spośród większości graczy. Był inteligentny, wygadany i przyjaźnił się z gwiazdami estrady. Lecz niewielu wiedziało iż pomimo sławy jaką zdobył grając w Botafogo i w reprezentacji, wrócił do nauki, zapisując się na wieczorowy kurs do Colegio Juruena, gdzie ukończył edukację przynajmniej na poziomie gimnazjum. Legendarny zawodnik cierpiał na chorobę Alzheimera, zmarł w wieku 88 lat w Rio de Janeiro 27 listopada 2013 roku. FIFA uznała Niltona Santosa za najlepszego lewego obrońcę w historii futbolu!

0

@tristan87 To w takim razie na ogromną korzyść Widzewa w meczu z Termalicą

0

Czy ktoś orientuje się czy w pierwszej lidze jest zastosowany VAR? A jeśli nie jest to z jakiego powodu?

0

@kibic1899 W sumie to prawie odpowiedź na twoje pytanie sama się układa. Skoro żaden trener na świecie nie jest w stanie zagwarantować trypletu, to po co zwalniać Koemana na rok przed końcem kontraktu? Dla mnie to jest oczywiste że przyszły sezon da nam odpowiedź w kwestii jego dalszych losów.

1

Z kart historii:

16 maja 1926 r. FC Barcelona wygrała szósty w historii(i drugi z rzędu) Puchar Hiszpanii. W finale rozgrywanym na Estadio Mestalla pokonała Athletic Club de Madrid 3:2 po dogrywce. Gole dla Barçy strzelali: Samitier(62 m.), Just(63 m.) oraz Alcantara(112 m.). Przypomne tylko iż Athletic Club de Madrid to była pierwsza nazwa Atletico Madryt.

Poza tym 16 maja 1979 r. FC Barcelona zdobyła swój pierwszy Puchar Zdobywców Pucharów w historii pokonując w finale Fortune Düsseldorf. Rozgrywki, w których brali udział zdobywcy krajowych pucharów, organizowano w latach 1961-99. Ogółem przeprowadzono 39 edycji a Barça wygrała czterokrotnie te rozgrywki, najwięcej ze wszystkich drużyn. W sezonie 1978/79 Duma Katalonii eliminowała kolejno Szachtar Donieck, Anderlecht(obrońców tytułu), Ipswich Town i SK Beveren aby w finale na St. Jakob Stadium w Bazylei ograć Fortune Düsseldorf po dogrywce 4:3. Był to jeden z najlepszych meczów w finałach europejskich pucharów. Przy stanie 1:1 Rexach nie strzelił karnego, jednak wyprowadził swój zespół na prowadzenie w dogrywce. Nie brakowało również heroicznych czynów. Otóż Migueli grał z unieruchomionym obojczykiem a Quini wystąpił krótko po wypadku samochodowym, w którym ucierpiał on i jego żona. Gwoli ścisłości przypomnę tylko strzelców goli dla Blaugrany: Tente Sanchez(5 m.), Asensi(35 m.), Rexach(103 m.) oraz Krankl(111 m.).


Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?