FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Marusek Tak, tak wiem że popełnił samobójstwo. Czytałem o tej przykrej historii w książce "Wielki Widzew".
1
@Marusek A tak, tak o wszystkich nie spamiętałem. No i jeszcze kapitalny bramkarz Burzyński, jak mu tam na imie bo ju żnie pamiętam?
14
Klubowy rekord Barcuni:
Dokładnie 20 lat temu FC Barcelona pokonała Deportivo Alaves 2:0 w 20-tej kolejce Primera Division. Był to ostatni mecz z passy 19 kolejnych wygranych drużyny Franka Rijkaarda. Stanowi to klubowy rekord! Od 22 października 2005 Blaugrana wygrała 13 kolejnych meczów w La Liga, 3 w Lidze Mistrzów, 2 w Pucharze Króla oraz jeden w Pucharze Katalonii. Bilans bramkowy wyniósł 60 do 8. Niestety 4 dni później fantastyczną serie przerwała porażka 4:2 z Realem Saragossa w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Króla.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Marusek Jeszcze bym dodał i to mocno podkreślił: Tłokińskiego, Żmude, Wójcikiego a zwłaszcza Krzysztofa Surlita!
11
Dwucyfrówka w derbach Barcelony:
22 stycznia 1922 r. FC Barcelona gromi odwiecznego rywala Espanyol 10:0(!) w ramach 10-tej(ostatniej) kolejki Mistrzostw Katalonii. 22 stycznia 1922 roku FC Barcelona odniosła największe zwycięstwo w historii nad RCD Espanyol. Mecz, rozgrywany w ramach rozgrywek o Puchar Katalonii, odbył się na własnym boisku Barcelony i zakończył się zwycięstwem 10:0, co stanowiło największą różnicę bramek w historii oficjalnych derbów. Vicenç Martínez i Paulino Alcántara zdobyli po hat-tricku a Climent Gràcia i Emilio Sagi Barba po dwa gole. To zwycięstwo zapewniło Blaugranie również tytuł mistrzowski. Zespół Jacka Greenwella był bezkonkurencyjny w Mistrzostwach Katalonii. Dominowali od początku do końca, wygrywając dziewięć z dziesięciu meczów. Tylko Europa, 4 grudnia 1921 roku, zdołała wyrwać punkt (1:1) liderowi ligi. Mecz ten, nawiasem mówiąc, był dość emocjonujący: zderzenie Zamory z Alcázarem w szkaplerzu zakończyło się bójką, wtargnięciem na boisko i interwencją policji, która uspokoiła sytuację. Barça, która rozgromiła Espanyol 9:0 w pierwszym meczu, podeszła do meczu ze szczególną intensywnością, mimo że była już praktycznie mistrzem i wciąż miała dwie szanse na zdobycie tytułu (z Sabadell i Avenç). Celowała w dwucyfrowy wynik po dwóch zwycięstwach 9:0 (z Espanyolem i Internacionalem) oraz jednym 7:0 (z Avenç). W tamtym czasie Barça była groźnym przeciwnikiem, podczas gdy Espanyol przeżywał okres słabszej formy. Pierwsza połowa zakończyła się komfortowym prowadzeniem Blaugrany 3:0. Martínez strzelił dwa gole, a Gràcia dorzucił kolejnego. W drugiej połowie jednak maszyna Barcelony nie okazywała litości wyczerpanemu i zdemoralizowanemu Espanyolowi, tracąc czwartego gola zaledwie kilka sekund po przerwie. Alcántara strzelił czwartego, a także piątego. Sagi dołożył szóstego i siódmego (z rzutu karnego). Alcántara skompletował wynik ósmym golem, Martínez dziewiątym, a Gràcia dziesiątym, który był jednocześnie 50. golem Barcelony w turnieju, co dało średnią strzelonych goli na poziomie 5,5 gola na mecz (po ostatniej kolejce – zwycięstwie 8:1 z Avenç – średnia ta spadła do 6,3). Relacje prasowe z tamtego okresu świadczyły o absolutnej przewadze Barcelony w meczu, który do tej pory był wyrównany i z niecierpliwością oczekiwany przez kibiców obu drużyn. „La Jornada Deportiva” podkreśliła ofensywę Barcelony: „Działała bezbłędnie i z wielką umiejętnością i odwagą pokonywała każdą przeszkodę na swojej drodze ”. Dodano, że „w obliczu mistrzowskiej i przytłaczającej gry Barcelony, Espanyol był całkowicie zdezorientowany”.
Według „La Publicidad”, po wyrównanej pierwszej połowie, w której Espanyol dotrzymał kroku, tracąc zaledwie trzy gole, „druga połowa była kompletną katastrofą, z kolejnymi siedmioma”. Aquiles w tygodniku „Fútbol” ostro skrytykował piłkarzy Espanyolu: „Gdyby w obecnych warunkach rozegrano kolejny mecz Barcelona-Espanyol, konieczne byłoby wprowadzenie na stadion maszyny liczącej punkty ”. „El Diluvio” podkreślił, że „mecz stawiał jedynie dylemat: Barcelona powtórzy miażdżącą porażkę Interu z poprzedniej niedzieli (9:0), czy Espanyol, któremu zabrakło siły i woli, by kontynuować nierówną walkę, straci punkty”. Barça wystawiła na boisko wszystkich swoich kluczowych zawodników z wyjątkiem bramkarza Ricardo Zamory, który był chory. Ich wyjściowy skład był następujący: Bruguera; Planas, Martínez Surroca; Torralba, Sancho, Samitier; Piera, Vicenç Martínez, Gràcia, Alcántara i Sagi. Tymczasem Espanyol zrównał się z Ibarsem; Duñabeitia, Puig; Perich, Blanco, Martínez; Rimbau, Loredo, Olivé, Sotillos i Juanico. Znajdujący się na dole tabeli Espanyol spadł do baraży o utrzymanie, które wygrał z Españą. Upadek Espanyolu jest pamiętany ze słynnej anegdoty między Hansem Gamperem i Genaro De la Rivą, ówczesnymi prezesami Barcelony i Espanyolu. Joan Segura Palomares uwiecznił ją w książce upamiętniającej stulecie Espanyolu. Spotkali się w zakładzie fryzjerskim Pintó na Rondzie Sant Pere. Gamper, wciąż mydlony, nie zauważył wejścia De la Rivy. „Sprawy Espanyolu wyglądają źle, prawda, Don Juanie?” – zapytał fryzjer Gampera. „Bardzo źle ” – odpowiedział prezes Barcelony, dodając: „Myślę, że tym razem klub w końcu umarł. Tak, proszę pana, wyrzucono ich ze stadionu Muntaner ”. De la Riva podskoczył i odparł: „Jest pan w błędzie, panie Gamper. Dopóki ja żyję, Espanyol będzie żył… A jeśli nie mają stadionu, proszę się nie martwić: kupię im! Dzień dobry!”. Barça zainaugurowała swój nowy stadion, Les Corts, 20 maja 1922 roku, po położeniu kamienia węgielnego 19 lutego.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Jedyny piłkarz w historii FC Barcelony, który nosił również koszulkę Salvii Praga:
Slavia Praga kontra FC Barcelona. Zespół Hansiego Flicka potrzebuje zwycięstwa, aby utrzymać nadzieję na bezpośredni awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów. Niewiele jest powiązań między Slavią Praga a Dumą Katalonii. Być może jedynym jest Jiri Hanke, jedyny piłkarz, który grał w obu klubach, po opuszczeniu kraju, najpierw pod rządami nazistów a następnie pod okupacją sowiecką. Według strony internetowej FC Barcelony, kariera piłkarska Jiříego Hankego została naznaczona schyłkiem II wojny światowej i późniejszym reżimem komunistycznym. Gdy nasz bohater grał w Slavii Praga, Czechosłowacja pod rządami III Rzeszy traciła siły w końcowej fazie wojny. Tę słabość starał się wykorzystać praski ruch oporu a bojownicy otrzymali wsparcie od tego piłkarza. 5 maja 1945 roku, na początku powstania praskiego, Slavia zamieniła boisko piłkarskie na broń, aby bronić stadionu. Tego dnia Hanke chwycił karabin i zabarykadował się za barykadami otaczającymi Stadion SK Slavia na „Slavie na Letne” – stadion zbudowany w całości z drewna. Tym razem przeciwnikiem piłkarza nie była drużyna piłkarska. Zmierzył się z Wehrmachtem , niemieckimi oddziałami, które o godzinie 21:00 następnego dnia, 6 maja 1945 roku, miały go pokonać. Siedziba SK Slavia stanęła w płomieniach. Wojenne losy Jiříego Hankego na tym się nie skończyły. Koniec II wojny światowej przyniósł nowy rozdział w historii czeskiego obrońcy. Wydarzenia te z kolei odmieniły historię FC Barcelony. Czechosłowacja a w konsekwencji także Kraj Środkowoczeski, stopniowo popadała pod wpływy sowieckie. Naziści nie byli już zmartwieniem Georga Hankego; teraz stali się nim komuniści. Rząd w Pradze opracował ustawy rasowe przeciwko Niemcom. A ponieważ każde anonimowe źródło zawiera luki i sprzeczności w ich biografii, spekulowano, że ten sportowiec był Niemcem urodzonym na terytorium Czechosłowacji. Mimo że był obrońcą, uwielbiał nacierać i dryblować, mijając przeciwników. Jednak po raz kolejny musiał uciekać przed znacznie silniejszym przeciwnikiem. Na horyzoncie zawodnik nie widział już bramki przeciwnika, lecz wolny kraj, nietknięty radzieckim totalitaryzmem. Wykazał się odwagą, która przekroczyła granice boiska i uciekł do Niemiec. „Jiri Hanke ma około 178 cm wzrostu, waży 83 kg, jest szczupłej budowy ciała, ma ciemne włosy, brązowe oczy, pociągłą twarz i wydatne czoło. Ma proste brwi i nos, blisko osadzone uszy, symetryczne usta, normalne ramiona i nogi, wyprostowaną postawę, brak znaków szczególnych i zdrowe zęby. Opis jego ubioru jest nieznany” – czytamy w zawiadomieniu o popełnieniu przestępstwa złożonym do Sądu Okręgowego w Pradze. Był poszukiwany przez policję. Nie będzie już nosił biało-czerwonych barw Slavii, „klubu jego serca”, jak wyjaśnił Radim Hanke czeskiemu portalowi „Denikn”. Bez pozwolenia na grę w piłkę nożną od federacji czechosłowackiej, w 1950 roku nasz bohater znalazł się w Hamburgu, gdzie grał w FC St. Pauli. Jednak miesiące później jego piłkarska podróż trwała dalej przez Kolumbię a następnie Francję, kraj, który doprowadził do jego oferty dla FC Barcelona.
Ferdinand Daucik, trener FC Barcelony w latach 1950-1954. Latem 1952 roku nazwisko Jorge Hankego zapisało się w historii Barcelony. Rozdział wart odświeżenia i przypomnienia przy okazji meczu Slavii Praga-Barça w Lidze Mistrzów sezonu 2019/20. 29 października 1952 roku w meczu Girona – FC Barcelona(2:6) po raz pierwszy w barwach Blaugrany wystąpił czeski piłkarz. Celebracja jego debiutu poszła jeszcze dalej, ponieważ obrońca, który uwielbiał atakować, strzelił również gola. Mając prawie 28 lat, ten praktycznie nieznany piłkarz zdobywał sobie uznanie w FC Barcelona. Jorge Hanke, jak go nazywano w Hiszpanii, zaliczył swój oficjalny debiut. W 10. kolejce sezonu La Liga 1952/53 wyszedł w podstawowym składzie i rozegrał pełne 90 minut w wygranym 3:2 meczu FC Barcelona z Sevillą na Camp de Les Corts. Tydzień później, w 11. kolejce tych samych rozgrywek, pierwszy czeski piłkarz w barwach Barcelony był obecny przy przegranym 2:1 meczu Blaugrany na Bernabéu. Na początku szalonej aktywności Barcelony, obrońca z charyzmą napastnika trafił do siatki w oficjalnym meczu. To on otworzył wynik w wygranym przez Barcelonę 2:1 meczu z Espanyolem. Była dwunasta kolejka, a w 52. minucie kibice na stadionie Les Corts oszaleli z radości na cześć samotnego napastnika z Czech. Jednak w tym samym derbowym meczu został wyrzucony z boiska. Dni i mecze FC Barcelony pod wodzą trenera Ferdinanda Daucika, z zawodnikami kalibru Ramallets, Seguer, Segarra, Basora, César i Kubala, ciągnęły się aż do zdobycia mistrzostwa ligi. Znakomity sezon Hankego zapewnił mu przedłużenie kontraktu. W następnym roku rozegrał 18 oficjalnych meczów, a w trzecim 24. Jednak w ostatnim roku w Barcelonie stracił miejsce w podstawowym składzie, a pod koniec sezonu przeniósł się do Szwajcarii, gdzie zmarł 11 grudnia 2006 roku, zaledwie dzień przed swoimi 82. urodzinami. W ten sposób historia tej wyjątkowej a zarazem niemal anonimowej postaci w FC Barcelonie dobiegła końca. Wizyta FC Barcelony na Eden Arenie w siódmej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 2025/26 pozwala nam powrócić do historii czeskiego piłkarza, którego kariera pozostaje niezrównana. Jiříego Hankego, jedynego czeskiego piłkarza, który grał w Barcelonie i jedynego, który nosił barwy zarówno Barcelony, jak i Slavii Praga.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
13
Uruguay campeones!
Dokładnie 70 lat temu Urugwaj pokonał Paragwaj 4:2(3:0) na ,,Estadio Centenario”. Ten mecz zapoczątkował 24. edycje Copa America. Do stolicy Urugwaju zjechała cała kontynentalna śmietanka. Tym razem zabrakło Ekwadoru, Boliwii i Kolumbii, niezawodnych dostarczycieli punktów. Wyłącznie dobrzy i bardzo dobrzy byli skazani na siebie. Monumentalny stadion Centenario huczał wrzawą 80 tysięcy ludzi tylko wówczas, kiedy na murawe wybiegała jedenastka ,,Celestes”. W innym przypadku raczej świecił pustkami a chętnych obejrzenia zmagań Chile z Paragwajem znalazło się raptem 4 tysiące. Gospodarze dołożyli wszelkich starań by drużyna była przygotowana wzorowo. Trenerem został Bagnulo, ongiś świetny piłkarz a jeszcze wcześniej obiecujący… pięściarz, postać barwna i polemiczna, lecz z wielkim autorytetem, do tego wytrawny pedagog. Bagnulo potrafił z niezwykłym wyczuciem dotrzeć do psychiki swych podopiecznych, wyzwalając w nich poczucie pewności siebie i ambicje graniczącą z determinacją. W gruncie rzeczy była to stara tradycja ,,garra”, ów mityczny urugwajski ,, lwi pazur”, który należało tylko należycie wyostrzyć, nadając mu należytą wytrzymałość. Do tego celu nikt nie nadawał się lepiej niż profesor Alberto Langlade, najsłynniejszy ,,preparador fisico” w dziejach urugwajskiego futbolu. Spod twardej ręki Langlade wyszło jedenastu atletów nie do zdarcia. Siłą teamu Bagnulo-Langlade był zwarty, zgrany zespół, choć nie brakowało w nim indywidualności. Święci patroni Montevideo, Filip i Jakub, mieli w niebie dodatkowe powody do satysfakcji. Urugwaj był poza zasięgiem rywali. Wygrał 4 mecze a tylko z Brazylią zremisował 0:0, łącznie uzyskując 9 punktów i do ostatniego meczu z Argentyną przystępując z Pucharem Ameryki w kieszeni.
To rozstrzygnięcie przed czasem nieco obniżyło dramaturgie imprezy, co nie znaczy że było nudno. Ostatecznie Urugwaj pokonał Argentyne 1:0 po golu Ambroisa, pieczętując 9 w historii tytuł Copa America. Właściwie tylko Paragwaj i Peru odstawały trochę od reszty. Paragwajczycy nastawili się na przygotowania do eliminacji MŚ ’58, traktując Sudamericano jako mniej ważny przystanek na drodze do celu głównego. Peruwiańczycy natomiast grali bez zwykłej dla nich werwy, ospale i wolno, chociaż na wysokim technicznym poziomie. Rozgrzali publiczność tylko w ciekawym meczu z Chile, przegranym 3:4, po bezpardonowej wymianie ciosów. Pozostałe 3 ekipy: Chile, Argentyna i Brazylia, zebrały po 6 punktów. Blado wypadła Brazylia, najlepsza w wygranym 1:0 meczu z Argentyną. Jednak klęska z Chile zatarła dobre wrażenie. Zastanawiało iż świetna defensywa ,,Canarinhos”, w której szeregach grało tylu przyszłych mistrzów Świata(Gilmar, Djalma Santos, Mauro i de Sordi) momentami pozostawała zupełnie bezradna. Na swoją wielkość Brazylia musiała jeszcze trochę poczekać. Z kolei Argentyna pokazała solidną obronę i pomoc, identyczną jak w 1955 i mocno przemeblowany atak, z którego pozostali Micheli, Grillo, Labruna a w niektórych meczach także grający wcześniej Cecconato, Cucchiarioni i Bonelli. Kiedy indziej na skrzydłach występował Pentrelli i coraz częściej zastępujący w River Plate samego Loustau, malutki Zarate. Tych zmian było stanowczo za dużo. Powszechną uwagę przykuwała natomiast filigranowa sylwetka pomocnika River a mianowicie Omara Sivoriego, który popisywał się kapitalnymi sztuczkami technicznymi. Tym razem służyły one tylko ku ozdobie, chociaż nie ulegało wątpliwości że pojawił się piłkarz nietuzinkowy. W sumie eksperymenty w linii ataku nie dały efektów. Trener Stabile wyciągnął z tej lekcji wnioski na przyszłość.
Rewelacją było za to Chile, może jeszcze lepsze niż przed rokiem, kiedy to dopiero na finiszu uznało wyższość Argentyny. Teraz uległo jej wprawdzie dość gładko po 2 golach Labruny ale zwycięskiemu Urugwajowi ustąpiło minimalnie pola po wyrównanym boju(1:2), zaś Brazylię wprost znokautowało 4:1(!) bezlitośnie dziurawiąc jej zagubioną obronę błyskawicznymi wypadami. Euforia Chilijczyków po tej historycznej wiktorii była tak wielka że cała ekipa jeszcze w szatni wspólnie odśpiewała hymn narodowy a w Santiago na wieść o niewyobrażalnym wcześniej w takich rozmiarach sukcesie, ogromny tłum kibiców zapełnił place i ulice hałaśliwie manifestując swój entuzjazm. Konsekwencją między innymi zwycięstwa z Brazylią był wywalczony przez Chilijczyka Hormazabala tytuł króla strzelców imprezy z dorobkiem 4 goli.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Nieco zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1948 r. w Nysie urodził się Zygmunt Kukla, bramkarz, wychowanek i legenda Stali Mielec, z którą dwa razy zdobył mistrzostwo Polski. 20 razy zagrał w reprezentacji Polski, w tym w dwóch meczach w finałach MŚ 1978 w Argentynie. Urodził się z dala od Mielca, jednak to właśnie z niewielkim miastem na Podkarpaciu związał całe swoje życie (podobnie jak urodzony w Malborku Grzegorz Lato). Do Stali zapisał się w wieku 12 lat, został wicemistrzem Polski juniorów, jednak przez pewien czas zawiesił przygodę z futbolem na rzecz piłki ręcznej (tam też był bramkarzem). Szybko wrócił i w 1965 r. trafił do pierwszej drużyny. Prawie rok czekał na swoją szansę: ,,Do składu dostałem się przez przypadek. Pierwszy bramkarz złamał obojczyk, drugi w trzech meczach zagrał i wszystkie trzy „czapa”. Spadliśmy do trzeciej ligi. Piękny początek kariery, nie? Ale później awans i już poszło – rok po roku. Druga liga, pierwsza. Dziesiąte miejsce, piąte i wreszcie mistrz. Dwa razy mistrzostwo Polski w Mielcu, na wsi! ‘’– mówił w wywiadzie dla Weszło.com. Debiutował w sierpniu 1966 r. w meczu z Olimpią Poznań (w ówczesnej drugiej lidze). Wszedł w przerwie, kiedy Stal przegrywała 0:3 i „zamurował” bramkę. Skończyło się 4:3 dla Stali, a bluzy z numerem 1 nie oddał aż do 1980 r. Zagrał dla ekipy z Mielca 340 ligowych spotkań, co do dzisiaj stanowi klubowy rekord. W 1979 r. w plebiscycie krakowskiego Tempa został uznany za najlepszego bramkarza ligi. Ostatni raz w barwach Stali Mielec wystąpił we wrześniu 1980 r. Potem dostał telefon od trenującego Apollon Ateny Jacka Gmocha i wyjechał do Grecji, z której wrócił po trzech latach. Miał wtedy 35 lat i działacze prosili go, aby pomógł Stali wrócić do ekstraklasy. Postanowił jednak zakończyć karierę, odrzucił także propozycję posady trenera i rozpoczął pracę w WSK Mielec. W reprezentacji zadebiutował 16 października 1976 r. w meczu eliminacji MŚ 1978 z Portugalią (wygrana w Porto 2:0). Podobno Jacek Gmoch typował go na pierwszego bramkarza kadry w finałach MŚ 1978 w Argentynie, jednak ostatnie miesiące przed turniejem Zyga spędził na leczeniu złamanej nogi. Ostatecznie wystąpił w dwóch meczach – w wygranym 1:0 z Peru i ostatnim, przegranym 1:3 z Brazylią. 17 października 1979 r. zanotował kapitalny występ w Amsterdamie, a Polska zremisowała w meczu eliminacji Euro 1980 z Holandią 1:1. Niestety, ten wynik oznaczał, że Polska na finały Euro do Włoch nie pojechała, a dla Kukli był to dwudziesty i ostatni mecz w bluzie z orzełkiem na piersi. W mieleckiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego pracował tylko trzy lata, bo w 1986 r. wózek widłowy zmiażdżył mu stopę i dwa lata walczył o uniknięcie jej amputacji. Przeszedł na rentę, a w latach 90. przyplątał się jeszcze rak krtani. Kukla pokonał nowotwór, ale w 2016 r. nie miał już tyle szczęścia – po wylewie nie odzyskał przytomności i zmarł w wieku 68 lat. W Reprezentacji rozegrał 20 meczów, 14 straconych goli.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
9
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
21 stycznia 1927 r. w Czeladzi urodził się Stanisław Hachorek. Przygodę z piłką zaczynał jako skrajny obrońca, ale szybko dał się poznać jako niezwykle ambitny, przebojowy i skuteczny napastnik. Pochodził z Czeladzi, ale złotymi zgłoskami zapisał się w historii Gwardii Warszawa, gdzie wymienia się go w gronie klubowych legend. Swoje pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w lokalnym CKS Czeladź a potem w WMKS Katowice, szybko jednak przeniósł się do stolicy. Zasilił szeregi nowo powstałego wielosekcyjnego klubu sportowego WKS Gwardia Warszawa, który szybko udowodnił, że ma ambicje do poważnego grania. ,,Harpagany” relatywnie szybko wywalczyły awans do najwyższej ligi i w pierwszych sezonach zajmowały miejsce tuż za podium. W sezonie 1954 Gwardia sensacyjnie zdobyła Puchar Polski pokonując w finale 3:1 Wisłę Kraków. Walnie przyczynił się do tego Hachorek, który zdobył dwa pierwsze gole w meczu. Poza niezwykłą skutecznością pod bramką rywala, czego dowodem był tytuł króla strzelców w sezonie 1955, jego atutem była wprawiająca w zdumienie kondycja.. Podczas jego gry w Gwardii, ta występowała w najwyższej lidze przez 9 sezonów. Hachorek zdobył w tym czasie 86 goli w 174 spotkaniach, co do dziś stanowi rekord klubowy. Uwzględniając pozostałe sezony strzelił on łącznie 111 goli w 206 meczach jako piłkarz ,,Harpaganów”. W 1962 roku przeniósł się do Warszawianki, w której zakończył karierę piłkarską i rozpoczął przygodę trenerską. Ta niestety nie była zbyt owocna. Hachorek to przede wszystkim reprezentant drużyny narodowej i uczestnik igrzysk olimpijskich 1960 w Rzymie. Debiutował w 1955 r. w starciu z Rumunią i strzelił nawet gola. Łącznie rozegrał w biało-czerwonych barwach 16 spotkań, w których zdobył 8 goli. Jedną z nich zanotował na igrzyskach w pojedynku z Tunezją.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
Otóż to! Ten bramkarz prezentuje klase światową i po powrocie powinien bronić jako bramkarz numer 2.
0
Otóż to! Ten bramkarz to klasa światowa i po powrocie powinien bronić jako drugi bramkarz.
1
@Sysia11 Co do "Julka" to pełna zgoda. Jednak Lautaro Martinez wczoraj w meczu z Arsenalem był cieniem samego siebie i nie dziwota ze trener zdjał go w 63 minucie. Reprezentacja to troche inna bajka, nigdy niewiadomo jak się będzie prezentował za kilka miesięcy...
12
Zapomniane El Clasico:
21 stycznia 1962 r. FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 3:1 w ramach 20 kolejki Primera Division, po 2 golach Brazylijczyka Evaristo oraz jednym Sandora Kocsisa. Po wygranym klasyku Barça zajmowała 3 pozycje w tabeli ze stratą 8 punktów do Realu Madryt i 2 do Atletico Madryt. Pościg Blaugrany za Realem niestety się nie powiódł i w rezultacie Duma Katalonii zdobyła tylko wicemistrzostwo tracąc do Królewskich 3 punkty.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Sysia11 Tylko coś Lautaro Martinez i Julian Alvarez ostatnio spuścili nieco z tonu...
3
@FCBparasiempre
@AssisMoreira
@MoralnyKarzel
@Sysia11
@Szalik
16
Legendy, o których prawdziwi cules nigdy nie zapominają:
21 stycznia 1901 r. w Barcelonie urodził się Ricardo Zamora, wielka legenda nie tylko Barçy lecz i światowego futbolu. Jeden z najlepszych bramkarzy w historii tej dyscypliny. Swoją karierę rozpoczynał w Espanyolu. Miał zaledwie 16 lat gdy zadebiutował w zespole lokalnego rywala Barçy. W roku 1919 przeniósł się do FC Barcelony, która wówczas potrzebowała klasowego bramkarza. Jego ojciec poprosił go wtedy aby zawiesił karierę i dokończył studia. Ricardo spełnił życzenie ojca ale wraz z innymi socios założył czwartą drużynę Barçy, która grała co niedziele dla własnej przyjemności. Władze Blaugrany uznały to za marnotrawstwo jego talentu i w końcu udało się namówić piłkarza do powrotu w szeregi pierwszej drużyny. Zamora miał świetne warunki fizyczne(186 cm./82 kg), doskonały refleks, potrafił wyczuć intencje strzelca i rzucić się w odpowiedniej chwili w stronę właściwego słupka. Słynął również z solidności i stalowych nerwów. Bardzo szybko zaczął uchodzić za jednego z najlepszych bramkarzy świata. W Dumie Katalonii Ricardo spędził 3 sezony, dwukrotnie zdobywając Puchar Króla(La Liga jeszcze wówczas nie istniała) i trzykrotnie mistrzostwo Katalonii. W 1922 Zamora opuścił jednak Dume Katalonii, po konflikcie jaki wynikł pomiędzy nim a władzami klubu. Ricardo zażądał od prezydenta Gampera podwyżki, na którą ten się nie zgodził. Wykorzystali to dyrektorzy Espanyolu, którzy proponując zawodnikowi 25 tys. peset za przejście do ich klubu oraz miesięczne pobory w wysokości 1 tys. peset, zapewnili sobie jego powrót. Za ten transfer hiszpańska federacja nałożyła na zawodnika karę. Za opuszczenie Blaugrany bez zgody tegoż klubu Zamora nie mógł występować przez rok. Z Espanyolem zdobył Puchar Hiszpanii a kilka lat później przeniósł się do Realu Madryt gdzie zakończył swoją wielką karierę. Zamora do dziś uważany jest za najlepszego bramkarza swojej epoki. Ponieważ we wszystkich sezonach La Ligi od jej powstania w 1928 r. aż do zakończenia kariery, Zamora był bramkarzem, który miał na koncie najmniej puszczonych goli w każdym z sezonów, to od jego nazwiska nazwano trofeum wręczane co roku najskuteczniejszemu bramkarzowi tych rozgrywek. Mimo że na Camp Nou spędził tylko 3 sezony to jednak cules uważają go do dziś za swoją wielką legende. Rodzinne miasto uczciło Zamore nazywając jego imieniem jeden z placy nieopodal Camp Nou.
Cześć i chwała legendom Barçy!
@Adran360
@Arkon
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Pnog37 Jak na taki potencjał to jednak za mało....
0
@lajcior Oj nie wiem, nie wiem, już i tak sporo ponakupowali tych piłkarzy a efektów nie widać...
3
Prawie rok temu pisałem żeby Pepito dał już sobie spokój z "Obywatelami". Z całym szacunkiem do Guardioli ale wcale bym się nie zdziwił gdyby włodarze Manchesteru City zwolnili Katalończyka po sezonie a nawet jeszcze w tym tygodniu! W końcu sam bym stracił cierpliwość...
12
Żywe legendy urugwajskiego futbolu:
Dokładnie 70 lat temu urodził się Rodolfo Sergio Rodríguez Rodríguez, urugwajski bramkarz. Piłkarską karierę rozpoczął w 1971 roku w klubie CA Cerro, skąd w 1976 przeniósł się do Club Nacional de Football, gdzie rozpoczęła się jego kariera zawodowa. W Nacionalu występował do 1984 roku zdobywając w tym okresie trzykrotnie mistrzostwo Urugwaju (1977, 1980 i 1983) oraz wygrywając turniej Copa Libertadores 1980 a następnie Puchar Interkontynentalny. W 1984 Rodríguez przeniósł się do Brazylii, do klubu Santos FC, z którym jeszcze w tym samym roku zdobył mistrzostwo stanu São Paulo (Campeonato Paulista). W Santosie grał do 1988 roku. Następnie Rodríguez rozegrał jeden sezon w portugalskim klubie Sporting CP, skąd w 1990 wrócił do Brazylii, gdzie grał w klubie Portuguesa São Paulo, z którego po dwóch latach przeszedł do EC Bahia. Z klubem Bahia dwukrotnie został mistrzem stanu Bahia - w 1993 i 1994. Rodríguez bronił bramki reprezentacji Urugwaju w czterech meczach grupowych nieudanego turnieju Copa América 1979. Urugwaj grał w grupie z Paragwajem i Ekwadorem, plasując się ostatecznie na drugim miejscu za Paragwajem (późniejszym trumfatorem). Z reprezentacją Urugwaju Rodríguez wygrał rozegrany na przełomie lat 1980 i 1981 prestiżowy turniej ,,Mundialito” zorganizowany w 50 rocznicę pierwszych mistrzostw świata. W turnieju Copa América 1983 Urugwaj zdobył mistrzostwo Ameryki Południowej a Rodríguez był podstawowym bramkarzem drużyny, broniąc jej bramki we wszystkich ośmiu meczach: z Chile i Wenezuelą w fazie grupowej, z Peru w półfinale oraz w dwóch finałowych spotkaniach z Brazylią. Będąc piłkarzem brazylijskiego klubu Santos FC był w kadrze reprezentacji Urugwaju w finałach mistrzostw świata w 1986 roku, gdzie Urugwaj dotarł do 1/8 finału. Choć był podstawowym bramkarzem reprezentacji, z powodu kontuzji nie zagrał w żadnym meczu. Zastąpił go Fernando Álvez.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Wybitne legendy hiszpańskiego futbolu:
20 stycznia 1921 r. urodził się Telmo Zarraonandia Montoya, genialny napastnik. Zanim Cristiano Ronaldo i Lionel Messi zaczęli swój kosmiczny wyścig, najlepszym strzelcem w historii ligi hiszpańskiej był Telmo Zarra. Urodzony w Erandio zawodnik stał się największą legendą Athletiku Bilbao(277 meczów i 251 goli), zdobywając w tym klubie tytuł mistrzowski, pięć krajowych pucharów i sześciokrotnie sięgając po koronę króla strzelców. Do dziś trofeum najlepszego hiszpańskiego snajpera w Primera Division jest nazywane jego nazwiskiem. Zarra świetnie radził sobie również w reprezentacji Hiszpanii (20 meczów i 20 goli!). Zagrał też na mistrzostwach świata w 1950 roku a jego zwycięski gol w meczu z Anglią zadecydował o tym, że uważający się za najlepszych na świecie Anglicy nie wyszli z grupy.
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Safrani Oski? Echhhh, ten Oski...
1
@Safrani To dlaczego FC Porto napisał że będzie lepszy niż w Liverpoolu?
12
Premierowy oficjalny gol w historii FC Barcelony miał szkocki wydźwięk:
Około dwa lata po pierwszym meczu w historii FC Barcelony, drużyna rozegrała swój pierwszy oficjalny mecz w Copa Macaya, w którym zadebiutowała 20 stycznia 1901 r. przeciwko Hispania na „Campo del Hotel Casanovas” przy Gran Vía. Był to mecz otwierający turniej, który zakończył się porażką Blaugrany 1-2, ale gol Szkota George'a Girvana powiększył ich dorobek, otwierając długą i pełną sukcesów passę strzelecką Blaugrany. W tym meczu obok Girvana Barça wystawiła Reiga (bramkarz), Witty'ego, Mauchana (obrońcy), Valdésa, Terradesa, Maiera (pomocnicy), Blacka, Freemana, Gampera i Parsonsa (napastników). Girvan urodził się w szkockim miasteczku Motherwell. Miał wówczas 22 lata, grał na pozycji napastnika i rozegrał zaledwie osiem meczów w barwach Barcelony. Jego drugi oficjalny gol padł dwa tygodnie po pierwszym, również w meczu Copa Macaya przeciwko drużynie francusko-hiszpańskiej. Mecz ten drużyna Blaugrany wygrała 13-0 a Joan Gamper, strzelił aż 9 goli! W każdym razie Hispania wygrała ten Puchar a Barça zajęła drugie miejsce. Girvan osiedlił się w Barcelonie ze względu na pracę w szkockiej firmie tekstylnej w Sant Martí de Provençals, popularnie zwanej „La Escocesa” a jako zagorzały kibic piłki nożnej, w którą grał już wcześniej, wkrótce po przyjeździe założył FC Escocés. Dołączył do Barcelony jako wzmocnienie właśnie na pierwszą edycję Copa Macaya i nie był jedynym piłkarzem ze swojej szkockiej drużyny, który w pewnym momencie grał w FC Barcelona, zwłaszcza po rozwiązaniu szkockiego klubu. Niektórzy z nich, jak sam Girvan, ostatecznie podpisali kontrakt z Hispanią. Po powrocie do ojczyzny strzelec pierwszego oficjalnego gola dla Blaugrany przez kilka lat pełnił funkcję burmistrza Newmilns, zmarł w 1968 roku w wieku 90 lat.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
2
@Safrani O! To ten Szwed co grał w Liverpoolu? No to super!
11
@FCBparasiempre
1925. Niektórzy zapamiętają ten rok jako jeden z nielicznych, w których nastąpiło całkowite zaćmienie słońca. Niektórzy, jako rok przełomowy dla historii Włoch, bo wtedy Mussolini ogłosił się dyktatorem. Inni, jako rok, w którym powstał grecki Olympiakos. A Ci, co fascynują się Premier League, jako rok, w którym Kanonierów objął Herbert Chapman, twórca słynnego WM, legenda klubu z północnego Londynu. Urodzony w Kiveton Park, Chapman był zawodnikiem przeciętnym. Przez kilkanaście lat swej kariery nie osiągnął wiele. Zapisanie na kartach historii miała mu zapewnić przyszła praca. Swą przygodę trenerską rozpoczął w Northampton, by potem prowadzić Leeds i Huddersfield Town(dwa mistrzostwa kraju), by w końcu latem 1925 podjąć najważniejszą życiową decyzję. Zgodził się zastąpić na pozycji trenera Kanonierów Leslie Knightona. ,,Nikt nie spodziewał się, że ten kiepski piłkarz osiągnie takie sukcesy na Highbury. Arsenal jest otwarty na oferty objęcia stanowiska menedżera zespołu. Musi on posiadać doświadczenie i najwyższe kwalifikacje na to stanowisko, zarówno pod względem umiejętności i charakteru” – ogłoszenie Sir Henry’ego Norris w Athletic News. Chapman objął zespół w ciężkim momencie. Gdy razem z Huddersfield zdobywał mistrzostwo, Arsenal walczył do końca o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Anglik nie bał się podjąć wyzwania. Jedną z jego pierwszych decyzji było sprowadzenie 34-letniego napastnika, Charlie Buchana. Przybycie dwóch nowych ludzi na Highbury nastąpiło w momencie zmiany przepisu o spalonym – od tamtej pory przed zawodnikiem do którego kierowana była piłka mogło być już tylko dwóch zawodnikiem (łącznie z bramkarzem), a nie trzech jak to było dotychczas. Odpowiedzią na tą zmianę była taktyczna rewolucja Chapmana. Słynne pociski „WM” nie powstałyby bez pomocy Buchana, który w rozmowie z trenerem miał zasugerować zmianę ustawienia z dotychczas używanego 2-3-5 na 3-4-3, by móc skutecznie wykorzystać zmianę w przepisach. Tak o taktyce Arsenalu w latach dwudziestych piszą autorzy książki „Wielcy piłkarzy sławne kluby”: ,,Rewolucyjny pomysł Chapmana polegał na zwiększeniu siły defensywy i lepszym wykorzystaniu zawodników w środkowej strefie boiska poprzez cofnięcie środkowego pomocnika pod własną bramkę- tak narodziła się funkcja stopera (…) Jego zadania defensywne i ofensywne zostały rozłożone na dwóch łączników, czyli cofniętych napastników (…) Od ustawienia zawodników wzięła się nazwa systemu, który obok atutów- wzmocnienie defensywy i możliwości lepszego opanowania środkowej strefy boiska, miał też ujemne skutki. Dość wyraźnie zwiększał obciążenia łączników i pomocników. (…) System WM Chapmana rozwinęła dopiero w zasadzie ,,brazyliana” Feoli, w ponad 30 lat później!”. Z nowym napastnikiem i ustawieniem Chapman wyciągnął w sezonie 1925/26 Arsenal z ligowego dna na drugą pozycję w lidze, przegrywając walkę o mistrzostwo jedynie z Huddersfield Town (pierwszy raz ktoś zdobył wówczas trzy mistrzostwa z rzędu). Następne lata pokazały, że Anglik to właściwa osoba na właściwym miejscu. ” Zamierzam uczynić Arsenal największym klubem na świecie” Liczne dyskusje z zarządem, udostępnienie jak na tamte czasy znaczących funduszy transferowych, które skończyło się ściągnięciem takich graczy, jak: Bill Harper(Hibernian), Joe Hulme(Blackburn), czy Herbie Roberts(Oswestry) sprawiło, że nastały złote czasy w historii Arsenalu. Chapman, który zmarł 6 stycznia 1934 roku w wieku 55 lat, był świadkiem tylko niektórych z nich, lecz bezsprzecznie położył kamień węgielny pod budowę silnych Kanonierów. Pod wodzą Anglika, Arsenal przegrał w 1927 w finale Pucharu Anglii 0:1 z Cardiff, by po trzech latach w 1930 zdobyć go po wygranej 2:0 z Huddersfield. Największy sukces w swej karierze Herbert Chapman odniósł w kampanii 1930/1931, gdy z siedmiopunktową przewagą wygrał ligę. Było to pierwsze mistrzostwo zdobyte przez Arsenal w historii. Zdobyte wówczas w 42 meczach 66 punktów pozostawało rekordem, aż do 1969 roku. Potem udało mu się poprowadzić Kanonierów do wicemistrzostwa w 1932 i finału Pucharu Anglii. Przedwczesna śmierć nie pozwoliła być świadkiem pięknych trzech sezonów Arsenalu, które zawsze kończyli na pierwszym miejscu powtarzając wyczyn Huddersfield. ” Piłkarz jest panem swojego losu. Ma swój kontrakt i żaden klub nie może go zmusić do zerwania go”
Chapman to nie tylko taktyczny rewolucjonista. To także człowiek, który był jednym z pierwszych tak zwanych menedżerów biorących pełną odpowiedzialność za zespół, dbających o szczegóły. Wierzył również, że sprawność fizyczna to składowa niezbędna do osiągnięcia sukcesu, zatrudniając masażystów i fizykoterapeutów. Teraz to czynność powszechnie stosowana, kiedyś mało kto o tym myślał. Wpłynął na zmianę strojów Arsenalu, dodając do nich białe rękawy. Był zwolennikiem wprowadzenia numerów na koszulkach i korzystania podczas meczu z białych piłek. Rzeczy teraz nam tak dobrze znane, kiedyś nie istniały. Angielska piłka nie zapomniała Herberta Chapmana. W 2003 roku został częścią piłkarskiej Galerii Sław za swoje niezwykłe dokonania. W marcu 2005, na domu znajdującym się w Hendon, została umieszczona tabliczka upamiętniająca miejsce, w którym Anglik mieszkał przez ostatnie 7 lat swego życia. Dziesięć lat temu The Sunday Times uznał go za najlepszego brytyjskiego menadżera w historii. Chapman został upamiętniony nie tylko na poziomie krajowym. Jeszcze, gdy Arsenal występował na Highbury, rzeźbiarz Jacob Epstein stworzył popiersie, którego kopia została podarowana Huddersfield Town 6 sierpnia 2008, gdy miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Tego piątkowego popołudnia Arsenal i Huddersfield rozegrali mecz, którego stawką było trofeum Herberta Chapmana. W meczu obejrzanym na żywo przez 19 044 widzów(najwyższa frekwencja w meczu przedsezonowym na Galpharm Stadium) Arsenal wygrał 2:1. Obecnie każdy człowiek odwiedzający Emirates, może zrobić sobie zdjęcie przy pomniku Chapmana, który został odsłonięty 9 grudnia 2011 z okazji 125-lecia klubu z północnego Londynu.
11
Legendarne postacie futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Bernard777 No właśnie! Ja akurat kibicując Barcie od 2004 jakoś tego nie pamiętam, chyba już tego nie było. A teraz jakiś jeden wielki azjatycki piknik na Camp Nou...
12
Blaugrana w Superpucharach:
19 stycznia 1983 r. FC Barcelona pokonała na Camp Nou Aston Ville 1:0 w pierwszym meczu o Superpuchar Europy. Zwycięskiego gola zdobył Marcos Alonso Peña w 52 minucie meczu. Siedem miesięcy po zdobyciu Pucharu Europy Aston Villa zmierzyła się z FC Barceloną w Superpucharze UEFA – dwumeczowym finale, w którym zwycięzcy Pucharu Europy mierzyli się ze zwycięzcami (nieistniejącego już) Pucharu Zdobywców Pucharów UEFA. To była ich pierwsza wizyta na stadionie od porażki w ćwierćfinale Pucharu UEFA w 1978 roku. Z tamtego meczu pozostało już tylko trzech zawodników – Ken McNaught, Gordan Cowans i Dennis Mortimer, którzy po raz trzeci w swojej karierze stanęli w kolejce, by zmierzyć się z hiszpańskimi gigantami. Po raz kolejny Aston Villa została pokonana jednym golem a Nigel Spink nie był w stanie zapobiec odbiciu strzału z 25 jardów, który trafił w narożnik bramki. Nie wszystko jednak było stracone. Tony Barton powtórzył to, co lokalna prasa określiła jako najlepszy występ FC Barcelony w sezonie 1982/83. Gospodarze nadal jednak nie wykorzystali kilku okazji i mecz zakończył się skromnym 1:0. Mimo wielu bardzo dogodnych okazji na zdobycie gola, tego wieczoru Aston Villa była wdzięczna że takim wynikiem skończyło się to spotkanie, gdyż mogła wrócić do Birmingham i czekać z niecierpliwością na rewanż.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
15
Szczęśliwe El Clasico:
19 stycznia 1991 r. FC Barcelona pozbawiona kontuzjowanego Koemana i Stoiczkowa, który został zawieszony za nadepnięcie na noge sędziego pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:1 w ramach 19 kolejki Primera Division. Jednym z goli dla Barçy było samobójcze trafienie Spasicia w 62 minucie i to ono zadecydowało o zwycięstwie Blaugrany. Pierwszego, znakomitego gola w tym meczu strzelił dla Blaugrany Laudrup w 18 minucie. Ten gol wywołał taką eksplozje okrzyków i kanonadę pomarańczowych oraz niebieskich rac odpalonych przez „boixos nois” zajmujących północną trybune że Zubizarreta poprosił sędziego by na chwile przerwał mecz. Stadion pogrążył się w jarzącej się mgle. David Miller z „Timesa” wyraził wątpliwość czy Barça zdołała strzelić bardziej spektakularnego gola od czasów, gdy Sandor Kocsis był w życiowej formie 30 lat wcześniej. Natomiast honorowe trafienie zaliczył Butragueño w 28 minucie. To zwycięstwo pozwoliło FC Barcelonie utrzymać pozycje lidera z czteropunktową przewagą nad Atletico i aż 10-punktową nad Realem Madryt!
Przypomnijmy:
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360