FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
10
Feliz cumpleaños panie ,,Charly”!
Dzisiaj swoje 79 urodziny obchodzi Carles Rexach, napastnik, trener, wybitna postać i legenda Dumy Katalonii. Na wstępie przypomnę tylko iż to głównie właśnie Rexachowi zawdzięczamy to że Lionel Messi wylądował jako junior w FC Barcelonie. Tak, tak to właśnie Rexach podpisał słynną umowę z ojcem Leo na serwetce w Barcelońskim klubie tenisowym. Gdyby tego nie zrobił młodziutki Leo mógł nawet wylądować w Realu Madryt. Charly, jak nazywają Rexacha przyjaciele, był zawodnikiem, o którym mówiło się że jeśli go zranisz to jego krew będzie tryskała barwami klubowymi. W barwach Blaugrany zadebiutował 10 września 1967 r. w przegranym meczu z Realem Saragossa 2:3 ale swój debiut mógł zaliczyć do udanych ponieważ strzelił pierwszego gola w tym spotkaniu. W sezonie 1973/74 stał się doskonałym uzupełnieniem dla Johana Cruyffa. Oboje wyznawali tę samą filozofię w życiu i sporcie. Duet napastników: Rexach-Cruyff poprowadził Barçe do pierwszego mistrzostwa od 14 lat! W 1978 r. Charly zdobył 2 gole przeciwko Las Palmas w wygranym 3:1 finale Pucharu Hiszpanii. Przez 16 lat gry dla Dumy Katalonii Carles Rexach rozegrał 665 meczów strzelając 197 goli, zdobywając jedno mistrzostwo Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Zdobywców Pucharów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Sysia11 Już jestem, ledwo zipie po robocie! Bardzo ślicznie dziękuje za te jakże miłe słowa od ciebie :) Czy najlepszy to nie wiem ale bodaj jedyny, któremu zależy na dobru historii ukochanego klubu i historii futbolu.
11
Argentyna triumfuje, jednak turniej kończy się skandalem:
12 stycznia 1946 r. Argentyna pokonała Paragwaj 2:0 na Estadio Monumental w Buenos Aires. Mecz ten rozpoczął 19-ty w historii turniej Copa America. Gospodarz zgotował wspaniałe przyjęcie. Buenos Aires, ,,miasto, które nigdy nie śpi”, tego upalnego lata tym bardziej nie myślało o spoczynku. Ze względu na wysokie temperatury mecze rozgrywano pod wieczór, toteż wypełnione po brzegi niezliczone kawiarnie, bary i bistra do późnej nocy huczały gwarem roznamiętnionych tłumów. Bodaj po raz pierwszy w dziejach do dyspozycji Copa America oddano aż 3 obiekty. Klubowy stadion Independiente, Viejo Gasometro klubu San Lorenzo oraz potężny Estadio Monumental, swobodnie mieszczący 80 tysięczną rzesze widzów. Tuż przy bieżni organizatorzy zamontowali drewniane podium, na którym w rzędzie zestawiono 6 stolików. Ta prowizorka służyła jako niezbyt wygodne miejsce pracy dla plejady dziennikarzy obsługujących imprezę. O osobnych pulpitach, czy kabinach dla sprawozdawców radiowych jeszcze się nikomu nie śniło. Argentyński trener Stabile znów miał kłopoty. Otóż puchła głowa od kłopotów nadmiaru i bogactwa. Trzeba było wybierać przynajmniej z pośród 10 napastników o niemal równorzędnej klasie. Zresztą w tyłach rywalizacja była nie mniejsza. Ostatecznie w decydującym meczu z Brazylią Stabile po nocnych ,,męczarniach” zdecydował się na piątke: de la Mata, Mendez, Pedernera, Labruna, Loustau, lecz wcześniej dał szanse takim tuzom jak Boye, Salvini, Pontoni i Martino, przy czym każda kombinacja była równie dobra. Okazje do pokazania się na wielkiej imprezie dostał wreszcie Angel Amadeo Labruna, prawdziwy Matuzalem argentyńskiego futbolu. Z takim składem Argentyna nie miała godnych siebie rywali. Chile przeżywało kryzys. Urugwaj grał niby nie źle ale przegrał 3 najważniejsze mecze. Na pocieszenie pozostał ,,urusom” tytuł króla strzelców turnieju- Jose Maria Medina ustrzelił 7 goli. No i zapowiedź lepszych czasów, których nadejście zwiastował imponujący debiut pewnego szesnastolatka. Walter Gomez, bo o nim mowa, już wkrótce stać się miał wielką gwiazdą River Plate, gdzie zjawił się w 1950 r., wraz z rodakiem, znakomitym skrzydłowym Luisem Castro. Pojawiło się także nazwisko, które niebawem wzbudziło należny respekt po obu stronach Atlantyku- Schiaffino. Nie był to wszakże przyszły mistrz świata Juan Alberto, lecz jego starszy brat, Raul.
Doskonale zaprezentował się Paragwaj. ,,Guarani” pobili bez problemu Urugwajczyków i urwali punkt wielkiej Brazylii. Większość ich piłkarzy natychmiast podpisało lukratywne kontrakty z zagranicznymi klubami. Największą sensacją był ponowny(po 17 latach!) występ legendarnego Paragwajczyka ,,Machetero” Delfina Beniteza Caceresa. W 1929 grał w Copa America i należał do współtwórców historycznej wiktorii 3:0 nad przyszłym mistrzem świata, wielkim Urugwajem. Brazylia z kolei znów błyszczała wielkimi gwiazdami swego napadu. Oprócz 5 fenomenów sprzed roku na lewym skrzydle od czasu do czasu pojawiał się utalentowany Chico, późniejszy wicemistrz świata z 1950. Jednak, o czym za chwile, w tym turnieju zapisał się niechlubnie. Natomiast w meczu z Paragwajem po długiej przerwie przypomniał o sobie…. Leonidas! Tak, tak, ten sam charyzmatyczny Leonidas da Silva, owa mityczna ,,Czarna perła”, której nieprawdopodobne wyczyny pogrążyły naszą reprezentacje w Strassburgu, podczas słynnego meczu MŚ 1938. Dobiegała też kresu reprezentacyjna kariera innego geniusza. Po raz ostatni zagrał w wielkiej imprezie Domingos da Guia, który ze sportu wycofał się jako człowiek sławny i zamożny- jego majątek oceniano na 50 tys. dolarów, przy 40. Leonidasa i 30. Ademira oraz Jaira, zaś ówczesny dolar stał bardzo wysoko. Na arene wkraczało nowe pokolenie- Danilo, Rui i wspomniany Chico….. Wszystkie emocje skupiły się i eksplodowały w ostatnim meczu turnieju Argentyna-Brazylia! Gospodarze mieli już zapewniony tytuł i spotkanie toczyło się wyłącznie o prestiż. Tym bardziej iż dokładnie miesiąc wcześniej podczas rozgrywek Copa Roca doszło do pasjonującego trójmeczu wielkich rywali. Najpierw Agrentyna z trudem wydarła zwycięstwo 4:3 ale już po tym istnieli tylko ,,canarinhos”. Dosłownie rozszarpali ekipe Stabilego na strzępy- 6:2 i 3:1! W tych okolicznościach na Estadio Monumental nie szło bynajmniej o pietruszkę. Do 28 minuty trwał festiwal elegancji i finezji zdolny zachwycić najwybredniejszych estetów.
Właśnie wtedy stała się rzecz straszna. Szybki Chico przedarł się z lewego skrzydła na pole karne, wypuszczając piłke przed siebie. Próbował zagrodzić jej drogę stoper Jose Salomon. W półprzysiadzie wystawił naprężoną jak struna lewą noge, zaś szarżujący z impetem rozwścieczonego odyńca Chico z pełną mocą wbił kołki swojego prawego buta w tę nieszczęsną kończynę. W przeraźliwej ciszy dało się słyszeć trzask kości, która prysnęła niczym rozłupana zapałka. Biegnący opodal Mendez stanął jak wryty. Na skręcającego się z bólu wpadł jeszcze Jair. Ku sprawcom nieszczęścia ruszyli z furią Fonda i Pescia. Poszły w ruch pięści. Urugwajski sędzia przerwał mecz, licząc że zmiana Salomona na Marante choć nieco ostudzi rozpalone głowy. Gdzież tam! Po wznowieniu gry na przerażonego Chico ruszyli z pięściami de la Mata, ponownie Pescia i Marante, który uznał że przystoi mu wyłącznie rola mściciela. Arbiter wkroczył do akcji z całą energią, bezapelacyjnym gestem nakazując opuszczenie boiska. Naznaczeni jego karzącym palcem zostali Chico i de la Mata. Nieszczęsny Chico w panice ruszył sprintem ku tunelowi prowadzącemu do szatni ale nadział się na żywy mur policjantów, od których odbił się jak piłka, padając tuż pod podestem dla dziennikarzy. Tam odebrał swoją porcje uderzeń i kopniaków. Kompletnie zgnębiony, osłaniając dłońmi broczącą krwią głowe, klucząc chyłkiem i potykając się zdołał wreszcie na ostatnich nogach dotrzeć do upragnionej szatni. Tymczasem na trybunach narastał tumult. Kibice Argentyny i Brazylii wśród wyzwisk i przekleństw zaczeli okładać się czym popadło. Rozgorzała najprawdziwsza bitwa, zajadła i okrutna. Walka przeniosła się na płyte boiska. Do akcji wkroczyły oddziały policji. Ten wybuch zbiorowego szaleństwa trwał prawie 10 minut. Wreszcie fala namiętności poczeła z wolna opadać i roztrzęsiony sędzia mógł wznowić spotkanie. Jednak już mało kto przejmował się jego przebiegiem. Tylko Mendez zachował resztke zimnej krwi i dwukrotnie, w 38 i 55 minucie pokonał bramkarza rywali. Skandal na Monumental położył się cieniem na ocenie całej imprezy. Sport ustąpił pola barbarzyńskim emocjom. Pozostało poczucie dojmującego wstydu.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
0
@DJ6 A to akurat prawda. Mnie też się podobał Bravo i tak jak jego potraktowano, to tak samo potraktowano Ter Stegena. Krótko mówiąc podle!
1
@DJ6 Przedewszystkim to trzeba pamiętać o Ramalletsie, Platko i Zamorze!
Oczywiście w niczym nie umniejszając wymienionym przez ciebie golkiperów...
9
Grande Espectacolo el Clasico!
Dokładnie roczek temu Duma Katalonii upokorzyła Real Madryt w finale Superpucharu Hiszpanii! To było prawdziwe El Clasico w finale Superpucharu Hiszpanii. Podopieczni Hansiego Flicka mimo straty bramki w pierwszych minutach spotkania zdołała odwrócić losy meczu w znakomitym stylu. Do końca pierwszej połowy było już 4:1 dla Blaugrany. W drugiej połowie na 5:1 podwyższył Raphinha, a tempo się uspokoiło po czerwonej kartce Wojciecha Szczęsnego. Real Madryt próbował gonić rywali, jednak bezskutecznie. To był prawdziwy kosmos na stadionie King Abdullah Sports City. Blaugrana od pierwszych minut musiała odrabiać straty, gdy Kylian Mbappe pokonał pewnym strzałem Wojciecha Szczęsnego. Ta sztuka się udała i to z nawiązką, ponieważ do końca pierwszej połowy na tablicy wyników było już 4:1 dla Dumy Katalonii a na listę strzelców wpisywali się kolejno: Lamine Yamal, Robert Lewandowski, Raphinha i Alejandro Balde. W drugiej części spotkania Barcelona podwyższyła rezultat a dublet zanotował Raphinha. Piłkarze pod wodzą Flicka od 56. minuty mocno zwolnili tempo, a było to przez czerwoną kartkę, którą otrzymał Szczęsny. Po chwili Rodrygo pokonał z rzutu wolnego Inakiego Penę, jednak to nie zmieniło faktu, że Duma Katalonii ostatecznie sięgnęła po raz 15-ty w historii po Superpuchar Hiszpanii. Fenomenalne El Clasico.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Hattrick „La Pulgi” w Pucharze Hiszpanii:
12 stycznia 2011 r. FC Barcelona pokonała Real Betis Sevilla 5:0 w pierwszym ćwierćfinale Copa del Rey. Betis robił wszystko, co możliwe, aby uzyskać pozytywny wynik na Camp Nou, ale wtedy pojawił się najlepszy piłkarz świata. O ile w zeszłym roku zaskoczył Deportivo dwoma golami po zdobyciu swojej pierwszej Złotej Piłki , o tyle niecały rok później, po wręczeniu swojego drugiego trofeum na Camp Nou, Messi ponownie poprowadził Barcelonę hat-trickiem , który zapewnił zwycięstwo w ćwierćfinale Pucharu Króla z Betisem. Drużyna z Sevilli przybyła do Barcelony z wielkimi oczekiwaniami, a Guardiola wystawił swój najsilniejszy skład, aby zapewnić sobie korzystny wynik w meczu z liderami Segunda División. Verdiblancos odłożyli na bok ligowy status i w pierwszej połowie rzucili się na Barcelonę, zmuszając gospodarzy do zmarnowania licznych okazji, zanim w końcu pokonali Casto, znakomitego bramkarza Betisu. Pewni swoich szans, Betis stworzył bardzo trudny mecz dla Blaugrany, stosując silną presję na całym boisku i perfekcyjnie ustawiając się w obronie. Podwójna linia Betisu hamowała ofensywę Blaugrany przez pierwsze 45 minut, ale w drugiej połowie załamała się. Barça miała problemy ze znalezieniem okazji w pierwszych minutach i udało jej się to dopiero wtedy, gdy jej gwiazdy dały z siebie wszystko. Tuż przed upływem kwadransa Xavi zagrał prostopadłe podanie do Villi, ale ten puścił je pod nogi Maxwella, który zwrócił je „El Guaje” (pseudonim Villi), którego strzał trafił w prawy słupek bramki Casto. Pierwszy groźny atak Blaugrany nie zmartwił Betisu, który liczył na ruchy w ataku na Molinę i Castro. Obaj wielokrotnie wystawiali Pinto na próbę w pierwszej połowie, zarówno kontratakami, jak i odbierając piłkę w środku pola. To właśnie szansa Castro, który próbował zaskoczyć Pinto strzałem z dystansu, wywołała ostrą wymianę zdań między Piqué a Alvesem. Tymczasem FC Barcelona wciąż szukała gola, ale wielokrotnie napotykała na problemy z Casto, Villą i najgorszym koszmarem Messiego. Bramkarz Villi nie zdołał wykonać znakomitej interwencji po bezpośrednim rzucie wolnym, a zdobywca Złotej Piłki nie zdołał strzelić swojej pierwszej bramki po świetnym dryblingu klatką piersiową, a jego strzał w 24. minucie trafił prosto w bramkarza. Pinto obronił podobny strzał, wyciągając się i blokując strzał głową Moliny, ostatnią czystą okazję Betisu, zanim wynik zaczął się zmieniać na korzyść gospodarzy. Po tym, jak Villa strzelił gola z pozycji spalonej, Messi przelobował piłkę nad Casto pięknym strzałem na minutę przed przerwą.
Tuż przed wejściem do szatni Rubén Castro zaskoczył wszystkich potężnym strzałem, który trafił w poprzeczkę bramki Pinto. Strzał ten ożywiłby mecz, który wkrótce zaczął się odwracać na korzyść Barcelony dzięki szybkiej akcji Messiego i pogorszeniu formy Betisu. Ostatni oddech drużyny Pepe Mela zbiegł się z eksplozją Messiego na boisku , który strzelił swojego drugiego gola w swoim debiucie w drugiej połowie po podaniu od Villi. Do końca meczu pozostało jeszcze pół godziny, ale Betis osłabł, a Barcelona wykorzystała to, torując sobie drogę do półfinału Pucharu Króla. Aby dopełnić pogromu, argentyński numer 10 strzelił swojego trzeciego gola w oszałamiającym solowym ataku w 73. minucie po dośrodkowaniu Xaviego, wicemistrza wyścigu o Złotą Piłkę. Betis nie mógł zrobić nic więcej, mógł jedynie uniknąć skandalicznej porażki dzięki kolejnym interwencjom Casto, który nie zdołał obronić gola Pedro po świetnym rajdzie Daniego Alvesa, ani strzału głową Keity po genialnym podaniu Iniesty, który popisał się dośrodkowaniem, asystując przy piątym golu tego wieczoru, tym, który zapewnił FC Barcelonie solidną piątkę, która z każdym dniem staje się coraz bardziej nie do zatrzymania.
@Sysia11
@Symson
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
13
Kalendarium FC Barcelony:
12 stycznia 2004 r. odbyła się prezentacja Edgara Davidsa. Holenderski pomocnik został ściągnięty przez Franka Rijkaarda aby natchnąć drużynę, która w dniu jego przyjścia zajmowała dopiero 7 pozycje w tabeli po 19-tu kolejkach ligowych. Jego wypożyczenie z Juventusu okazało się strzałem w dziesiątke- Davids do spółki z Ronaldinho poprowadzili Blaugrane do serii zwycięstw, która zaowocowała wicemistrzostwem kraju. Mimo że Barça była zainteresowana zatrzymaniem Holendra, to jednak po sezonie Davids wybrał oferte Interu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Szanowni cules, przed nami Grande Espectacolo El Clasico(!) po raz 306 w historii i po raz 19 w Superpucharze Hiszpanii. Bilans z ,,prześcieradłami” w tymże Superpucharze mamy niestety niekorzystny, gdyż wynosi 10 do 6 na korzyść Realu. Dzisiaj nadaża się okazja aby podreperować ten niekorzystny bilans.
Choć będzie bardzo ciężko to zawsze Visca el Barça! Parasiempre!
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
2
@wpwelement Podziękował ślicznie :)
4
@FCBparasiempre
Copa América w 1939 roku odbyła się w Peru a wszystkie mecze odbyły się na Estadio Nacional w Limie. Przed turniejem cztery drużyny: Kolumbia, Boliwia, Argentyna i Brazylia wycofały się, pozostawiając jedynie pięciu uczestników: Peru, Chile, Urugwaj, Paragwaj i Ekwador, którzy debiutowali w Copa América. Turniej rozgrywano systemem każdy z każdym, w którym każda drużyna grała ze sobą tylko raz. Pierwszy mecz Peru rozegrało z debiutującym Ekwadorem; wygrało 5:2 dzięki hat-trickowi Teodoro Fernándeza, którego trenerem był Greenwell z Universitario, oraz dwóm bramkom Jorge Alcalde ze Sport Boys z Callao. W drugim meczu, z odwiecznym rywalem, Chile, Greenwell zastosował ofensywne ustawienie 2-3-5, a Peru wygrało 3:1 po dwóch kolejnych bramkach Fernándeza i jednej Alcalde. Ten sam schemat bramkowy powtórzył się w zwycięstwie 3:0 nad Paragwajem. W meczu finałowym Peru musiało zmierzyć się z Urugwajem, najsilniejszą wówczas reprezentacją Ameryki Południowej. Obie drużyny miały stuprocentową skuteczność, więc mecz rozstrzygnął o tytule. Przed 40-tysięczną publicznością Peru otworzyło wynik meczu za sprawą Alcalde w siódmej minucie, a Victor Bielich dołożył drugiego gola. Urugwaj strzelił gola tuż przed przerwą, ale Peru utrzymało prowadzenie i zdobyło swój pierwszy w historii tytuł Copa América. Greenwell powrócił do Kolumbii w 1940 roku, kiedy to przeniósł się do karaibskiego miasta portowego Barranquilla, aby trenować juniorski klub CD Atletico w kilku meczach towarzyskich. Doris, zmęczona uciążliwościami związanymi z przeprowadzkami, pozostała w Peru z córką Carmen i ostatecznie rozstała się z Jackiem. Podczas pobytu w Kolumbii Greenwell zaangażował się również w reprezentację Kolumbii, pomagając jej w przygotowaniach do Igrzysk Ameryki Środkowej i Karaibów w 1942 roku, które miały się odbyć w Barranquilli. Jednak wybuch II wojny światowej doprowadził do przełożenia igrzysk. Ostatecznie odbyły się one dopiero w 1946 roku, po zakończeniu wojny. W wyniku przełożenia Igrzysk Olimpijskich, w 1942 roku mógł objąć stanowisko trenera nowo utworzonego Club Independiente Santa Fe w Bogocie. W tamtym czasie w Kolumbii nie istniała liga krajowa, a kluby grały w rozgrywkach regionalnych. Jednym z nich był Torneo de Cudinamarca, w którym Santa Fe zajął drugie miejsce po porażce z América de Cali. Wiele kolumbijskich gazet , w szczególności „El Tiempo”, chwaliło Greenwella za jego zmysł taktyczny i dyscyplinę. Krótko po tym, jak Santa Fe pokonało lokalnego rywala, Deportivo Texas, 10:3, w meczu, który okazał się ostatnim meczem Greenwella w roli trenera. Dwa dni później, tuż po powrocie do domu po porannym treningu, zmarł w wieku 58 lat na skutek rozległego zawału serca i został pochowany na Cmentarzu Brytyjskim w Bogocie. Kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do Barcelony, miasto, które uważało go za prawdziwego Katalończyka, zapanował wielki smutek. Do dziś jest ciepło wspominany przez Barcelonę FC i nadal jest drugim najdłużej pracującym menedżerem w klubie, po legendarnym Holendrze Johanie Cruyffie. Choć często zapominany w domu, był człowiekiem, który zdobył 17 trofeów w karierze, która zaprowadziła go z górniczego miasteczka Crook do Barcelony, Peru, Kolumbii i Turcji. W erze futbolu przed erą telewizji i przed milionerami, opracował systemy taktyczne, które przez dekady były wykorzystywane w niektórych z największych klubów. Wielu uważa wręcz, że jego upór w rozgrywaniu piłki nożnej na parkiecie był jednym z najwcześniejszych przejawów tiki-taki w FC Barcelonie. W obliczu apeli o to, aby brytyjscy trenerzy spędzali więcej czasu za granicą, poznając nowe kultury, nowe style gry i sprawdzając się w różnych środowiskach, powinniśmy przypomnieć sobie człowieka, który na długo przed tym, zanim Duma Katalonii stała się dzisiejszą potęgą inspirowaną Messim, wraz z legendarnym prezesem Joanem Gamperem zbudował klub, który stał się jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w Hiszpanii.
8
@FCBparasiempre
W dzisiejszych czasach angielscy menedżerowie coraz rzadziej odnoszą sukcesy poza Wyspami Brytyjskimi. Steve McClaren poprowadził Twente do tytułu mistrza Eredivisie w 2010 roku ale potem miał problemy w Niemczech, grając z Wolfsburgiem. Wcześniej, Sir Bobby Robson odnosił sukcesy w Holandii, Portugalii i Hiszpanii w latach 90-tych a Terry Venables zdobył tytuł mistrza La Liga z Blaugraną w 1985 roku. Jeszcze wcześniej, Roy Hodgson był trenerem wielu europejskich klubów, a także reprezentacji Finlandii, Szwajcarii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Na początku XX wieku wielu angielskich trenerów pracowało za granicą, pomagając w rozwoju młodym europejskim ligom. Jednym z najbardziej utytułowanych był Jack Greenwell, który spędził 24 lata grając, a następnie trenując w Hiszpanii, w tym osiem sezonów w Barcelonie. Następnie przeniósł się do Ameryki Południowej, gdzie trenował w Peru i Kolumbii. Wielu ekspertów piłkarskich uważa go za najbardziej utytułowanego angielskiego trenera za granicą, ale dziś jest praktycznie nieznany. Greenwell urodził się w górniczym miasteczku Crook w hrabstwie Durham w 1884 roku. Jego ojciec, jak większość mężczyzn w tym regionie w tamtym czasie, był górnikiem węgla, a Jack również spędził trochę czasu pracując w lokalnej kopalni w młodości. W 1901 roku, w wieku 17 lat, Jack podpisał kontrakt z lokalną drużyną Crook Town, grającą w amatorskiej Lidze Północnej i właśnie zdobywającą Puchar Amatorów Anglii. Spędził w niej 11 sezonów jako skrzydłowy, pomagając jej trzykrotnie zająć trzecie miejsce w tym czasie. W 1909 roku wystąpił również gościnnie w barwach lokalnego rywala, West Auckland Town, w Pucharze Sir Thomasa Liptona, jednym z pierwszych międzynarodowych rozgrywek klubowych. W rozgrywkach brały udział drużyny z Włoch, Niemiec, Szwajcarii i Anglii; trzy pierwsze kraje wystawiły kluby, które w tamtym czasie należały do najbardziej prestiżowych: turyńską jedenastkę złożoną z zawodników Torino i Juventusu, Sportfreunde Stuttgarter i FC Winterthur. Jednak angielski Związek Piłki Nożnej początkowo odmówił wysłania drużyny, dopóki sam Sir Thomas Lipton nie zwrócił się do West Auckland Town z prośbą o reprezentację Anglii, na co klub chętnie przystał. Wszystkie mecze odbyły się w Turynie i po zwycięstwie 2:0 nad Stuttgarterem w półfinale, West Auckland powtórzyło wynik w finale przeciwko Winterthur, zabierając trofeum z powrotem do County Durham. Dwa lata później, dzięki zwycięstwu 6:1 nad Juventusem, obroniło trofeum, choć tym razem bez Greenwella w składzie. Podczas turnieju w 1909 roku Greenwell został zauważony przez prezesa FC Barcelona, Joana Gampera, który w 1912 roku zaprosił Greenwella do swojego zespołu. Zadebiutował w barwach Barcelony w wygranym 4:2 towarzyskim meczu z FC Espanya de Barcelona we wrześniu 1912 roku, a swoją pierwszą bramkę dla nowego klubu zdobył w wygranym 9:0 meczu z Hispanią Valencia w połowie grudnia. Jego jedyne mecze ligowe w barwach Blaugrany w sezonie 1912/13 to Puchar Pirenejów, w którym wystąpił trzykrotnie, strzelając jedną bramkę w przegranym 3:1 meczu z Espanyolem (który później został zdyskwalifikowany) w półfinale. W sumie rozegrał w tym sezonie 25 meczów, strzelając dwie bramki. W tym sezonie do drużyny FC Barcelony dołączyli do niego inni Anglicy: John Allack, S. Steel i JE Smith, choć żaden z nich nie pojawił się w dysydenckim „Campionet de Catalunya”, w którym Barça grała w tym sezonie z powodu nieporozumień z Katalońską Federacją Piłkarską (FA). Zostali ogłoszeni zwycięzcami ligi po tym, jak rozgrywki przerwano po zaledwie czterech meczach z powodu braku zainteresowania ze strony rywalizujących klubów. Do kwietnia 1913 roku Greenwell zorganizował wizytę swojego byłego klubu, Crook Town, w Barcelonie, gdzie rozegrano trzy mecze towarzyskie. Angielska drużyna wygrała pierwszy mecz 4:2, po którym nastąpiły dwa remisy. W sezonie 1913/14 Greenwell rozegrał 31 meczów – z których tylko dwa były meczami ligi – strzelając cztery gole, a w sezonie 1914/15 wystąpił w 17 meczach, strzelając trzy gole. Przez kolejne dwa sezony Greenwell rzadko pojawiał się w kadrze i nie odegrał żadnej roli w zdobyciu przez FC Barcelonę tytułu mistrzowskiego w 1916 roku. Zamiast tego, to piłkarze tacy jak filipiński napastnik Paulino Alcantara, obrońca Francisco Bru i napastnik Romà Forns odegrali kluczową rolę w sukcesie klubu. Zamiast grać, Greenwell coraz bardziej angażował się w pracę trenerską, a nawet sędziował kilka meczów w tych sezonach.
Przez pierwsze cztery miesiące 1917 roku Anglik John Barrow pełnił funkcję pierwszego trenera FC Barcelony ale został zwolniony przez Joana Gampera z powodu problemów z alkoholem i niepopularności wśród zawodników i sztabu klubu. W sprawie jego następcy, z polecenia zawodników, Gamper zwrócił się do Greenwella, który z radością przyjął tę rolę. Jego pierwszym meczem w roli trenera był wygrany 3:1 mecz towarzyski z CE Europa w lipcu 1917 roku, w którym również wystąpił. Następnie odniósł kolejne zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach Barcelony sezonu 1916/17. W 1918 roku Barcelona powtórzyła trzecie miejsce; Greenwell spotkał się jednak z tak ostrą krytyką ze strony członków klubu, że ostatecznie złożył rezygnację. Niedawno ponownie wybrany prezes, Joan Gamper, odmówił jej przyjęcia z powodu wielkiego zaufania do trenera. Greenwell zagrał tylko w jednym meczu tego sezonu, zastępując na pozycji bramkarza stałego bramkarza Barcelony, Lluisa Bru, w zremisowanym 4:4 towarzyskim meczu z Centre de Sports de Sants. Zaufanie Gampera do Greenwella opłaciło się w kolejnym sezonie, kiedy Barcelona wygrała swój siódmy Puchar Katalonii, strzelając 31 bramek w dziesięciu meczach ligowych, w tym 8:0 z Athletic FC Sabadell. Ich jedyna porażka miała miejsce 1:4, kiedy Greenwell, z jakiegoś dziwnego powodu, zdecydował się wystawić w obronie gwiazdę ataku Alcântarę. W dwumeczu barażowym z CE Europa, mistrzem Primera B, Blaugrana wygrała w dwumeczu 14:4. Dotarła również do finału Pucharu Króla, gdzie przegrała 2:5 z Arenas Club. W tamtym czasie Puchar Katalonii bardziej przypominał mistrzostwa Hiszpanii, ponieważ awansowali zwycięzcy poszczególnych lig regionalnych. W wygranym 2:0 towarzyskim meczu z Aliats pod koniec maja, dwóch piłkarzy, którzy mieli stać się wielkimi gwiazdami hiszpańskiej piłki nożnej, zadebiutowało w barwach Barçy. Osiemnastoletni bramkarz Ricardo Zamora zdobył tytuł mistrzowski z Espanyolem w poprzednim sezonie, ale po nieporozumieniu z jednym z dyrektorów tego klubu, odszedł do wielkiego rywala na początku 1919 roku. Josep Samitier, 17-letni pomocnik, przeszedł do Barcelony z FC International. Jack Greenwell również zagrał w tym samym meczu, przedostatnim w swojej karierze. Duma Katalonii obroniła tytuł mistrza Katalonii w kolejnym sezonie, tym razem tracąc tylko jeden punkt i kończąc z siedmiopunktową przewagą na szczycie tabeli. Zdobyła również czwarty Puchar Króla, pokonując Athletic Bilbao 2:0. Alcantara odegrał kluczową rolę w tym sukcesie, strzelając 19 bramek w zaledwie 12 meczach. Zamora zastąpił Lluisa Bru na bramce i strzelił rzut karny w wygranym 2:1 meczu z International; do dziś jest jedynym bramkarzem Barcelony, który zdobył bramkę. W meczu towarzyskim z Realem Madryt w lutym 1920 roku FC Barcelona wygrała 7:1, co wciąż jest ich drugim najwyższym zwycięstwem nad wielkim rywalem w historii El Clásico. Pierwsze zwycięstwo miało miejsce w 1913 roku, kiedy to Greenwell strzelił gola, wygrywając 7:0. Po zwycięstwie w Pucharze Króla drużyna została nagrodzona paradą przez miasto, wydarzeniem, w którym uczestniczyło 20 000 osób. Sukcesy FC Barcelony w poprzednich latach przyczyniły się do wzrostu popularności klubu a ich 6000 „Camp de la Industria” został uznany za zbyt mały. Na początku 1922 roku Joan Gampar kupił działkę w dzielnicy „Les Corts” i 20 maja nowy, 20-tysięczny stadion „Camp de Les Corts” został otwarty meczem towarzyskim ze szkockim klubem St. Mirren. Wszystko to działo się pod czujnym okiem Greenwella. W swoim pierwszym pełnym sezonie na nowym stadionie, Barcelona zakończyła rozgrywki z taką samą liczbą punktów jak CE Europa, zajmując pierwsze miejsce w tabeli Campionat de Catalunya. Przegrana 1:0 w decydującym barażu oznaczała, że ich seria tytułów zakończyła się na czterech. Oznaczało to również utratę awansu do Copa del Rey. Dlatego pod koniec sezonu Jack Greenwell zdecydował się opuścić Barcelonę, aby zostać trenerem nowo utworzonego klubu trzeciej kategorii, UD Girona.
W czerwcu 1923 roku, w wieku 39 lat, Jack Greenwell wrócił do Barcelony, aby rozegrać ostatni mecz w swojej karierze piłkarskiej, cztery lata po poprzednim spotkaniu, w wygranym 1:0 meczu towarzyskim na wyjeździe z L'Avenç del Sport. W sumie zagrał w 88 meczach dla Barcelony, z czego większość to były mecze towarzyskie, i 10 razy trafił do siatki. We wrześniu 1923 roku Greenwell został trenerem UE Sants, klubu z barcelońskiej dzielnicy Sants. Klub powstał w wyniku fuzji FC International i Centre d'Esports de Sants i w swoim debiutanckim sezonie w Campionat de Catalunya o włos uniknął spadku. W dwóch meczach z Barceloną, którą prowadził już inny Anglik, Alf Spouncer, nowy klub Greenwella przegrał 2:1 zarówno u siebie, jak i na wyjeździe. UE Sants zdobył zaledwie cztery punkty, ale i tak uniknął spadku, ponieważ FC Atletico de Sabadell zakończył sezon z zaledwie dwoma. Do 1925 roku UE Sants awansowało na trzecie miejsce, tracąc zaledwie trzy punkty do mistrza Barcelony, a w kolejnym sezonie zajęło drugie miejsce, co było najwyższą pozycją w historii klubu. W ostatnim meczu w 1926 roku pokonali Barcelonę 1:0, co było pierwszym zwycięstwem Jacka Greenwella nad jego byłym pracodawcą. Jednak ta porażka nie przeszkodziła Blaugranie w zdobyciu trzeciego tytułu z rzędu. Pod koniec sezonu Greenwell opuścił Katalonię, aby zostać trenerem CD Castellón, który grał w Regional Championship Valencii. Nowoczesne metody trenerskie Greenwella przyniosły znakomity efekt i już w swoim pierwszym sezonie na stanowisku trenera poprowadził drużynę do drugiego miejsca. Puchar Króla rozszerzył się w 1926 roku i teraz dopuszczał do turnieju zarówno wicemistrzów regionu, jak i mistrzów. Dzięki temu CD Castellón zakwalifikował się po raz pierwszy w historii. W Mistrzostwach Regionalnych Walencji 1927-28 Castellón ponownie spisał się dobrze i powtórzył swoje drugie miejsce z poprzedniego sezonu. Jednak Greenwell nie doczekał się tego momentu, ponieważ w styczniu 1928 roku Espanyol zwrócił się do niego z ofertą 12 000 peset miesięcznie, którą uznał za zbyt atrakcyjną, by ją odrzucić. Klub miał wielu wybitnych zawodników, w tym byłego bramkarza Greenwella w Barcelonie, Ricardo Zamora, salwadorskiego obrońcę Ricardo Saprissę i młodego napastnika José Padróna. Pod jego wodzą klub zdobył swój pierwszy tytuł mistrza Katalonii od 1918 roku, zajmując sześć punktów przewagi nad wiceliderem tabeli CE Europa, a następnie odniósł historyczne zwycięstwo nad Realem Madryt w finale Pucharu Króla. W 1929 roku rozpoczęła się pierwsza hiszpańska liga narodowa, La Liga, a Espanyol wziął udział w inauguracyjnym sezonie Primera Division wraz z dziewięcioma innymi drużynami. Te dziesięć drużyn było wówczas najsilniejszymi w Hiszpanii, a Espanyolowi udało się zająć dopiero siódme miejsce z 18 punktami w 18 meczach. Greenwell spędził następnie jeden sezon jako trener Realu Sociedad Alfonso XIII (nazwanego na cześć króla Hiszpanii, obecnie znanego jako RCD Mallorca) w Mistrzostwach Balearów, pomagając im utrzymać tytuł. Ostatecznie Greenwell powrócił do trenowania FC Barcelony, zastępując innego Anglika, Jamesa Bellamy'ego. Odkąd opuścił klub w 1923 roku, zdobywali oni tytuł mistrza Katalonii co roku, z wyjątkiem jednego, a wielu jego byłych gwiazd wciąż grało w klubie, gdy wrócił: Josep Samitier, Vicente Piera i Emilio Sagi. Dołączyli do nich tacy zawodnicy jak Ramon de Zabalo, urodzony w South Shields w Anglii, który później grał w reprezentacji Hiszpanii na Mistrzostwach Świata w 1934 roku, pomocnicy Patrici Arnau i José Carlos Castillo oraz napastnicy Seve Goiburu, Ángel Arocha i Joan Román. W rozgrywkach „Campionat de Catalunya” grało już osiem klubów a Barça zdobyła 23 punkty w 14 meczach, wyprzedzając wicelidera, Espanyol, o trzy punkty. Był to trzeci tytuł Barcelony z rzędu i siódmy w historii Greenwell. W Primera Division zajęli trzecie miejsce, o jedno miejsce wyżej niż w poprzednim sezonie a w pucharze przegrali w finale 1:0 z Athletic Bilbao.
Problemy finansowe doprowadziły do odejścia wielu zawodników klubu w kolejnym sezonie. Po sześciu kolejkach Primera Division Josep Samitier, który strzelił dziewięć goli, opuścił klub, który reprezentował od 1919 roku, i podpisał kontrakt z Realem Madryt. Nieporozumienia z zarządem Barcelony ograniczyły jego występy w Campionat, a Real Madryt szybko wykorzystał tę sytuację. Vicenc Piera i Emili Sagi również rozegrali swoje ostatnie mecze w barwach klubu. Samitier pomógł swojemu nowemu klubowi zdobyć tytuł mistrza Primera Division drugi rok z rzędu, podczas gdy jego stary klub zdołał zająć jedynie czwarte miejsce. Barcelona odpadła również w pierwszej rundzie Pucharu Króla po porażce 2:4 z Realem Betisem w dwumeczu. Był to jeden z najgorszych sezonów w historii klubu i dopiero drugi raz od 1918 roku zakończyła sezon bez trofeów. Drugi sezon Greenwella w Barcelonie zakończył się po zaledwie dwóch sezonach, gdy w 1933 roku odszedł do Valencii. W ciągu jednego sezonu w Valencii Greenwell dodał kolejny tytuł „Campeonato Regional de Valencia” do tego, który zdobył z Castellon w 1929 roku. Valencia zajęła również siódme miejsce w Primera Division, a jej najważniejszym osiągnięciem było zwycięstwo 2:0 nad Barceloną. Dotarli do swojego pierwszego finału Pucharu Hiszpanii – znanego teraz pod nazwą Puchar Prezydenta Republiki, z uwagi na utworzenie drugiej republiki hiszpańskiej w 1931 roku – ale przegrali 1:2 z Realem Madryt, w którym grali jego byli zawodnicy Ricardo Zamora i Josep Samitier. Następnie spędził sezon 1935/36 jako menedżer Sportingu Gijón, w którym zajął trzecie miejsce w Segunda Division, minimalnie tracąc awans. Po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej w 1936 roku Jack został zmuszony do ucieczki z wygodnego życia w Hiszpanii z powodu sympatii do katalońskich republikanów i wrócił do Anglii wraz z żoną Doris, byłą tancerką, którą poznał w Paryżu w 1915 roku, oraz córką Carmen. Pomimo sukcesów w Hiszpanii, nie mógł znaleźć pracy w Anglii i najwyraźniej na krótko podjął pracę trenera w Turcji, choć niewiele wiadomo na temat tego okresu w jego życiu. Niedługo później do Greenwella zwrócił się Alberto Denegri, trener reprezentacji Peru, z propozycją doradcy taktycznego podczas zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Berlinie. Peru miało wówczas znakomitą reprezentację, którą uważa się za początek złotej ery. Wśród jej gwiazd byli bramkarz Juan Valdivieso oraz napastnicy Teodoro „Lolo” Fernández i Alejandro Villenueva. Finlandia nie miała szans z reprezentacją Ameryki Południowej w pierwszej rundzie. Pięć goli Fernándeza i dwa Villenuevy pomogły Peru odnieść zwycięstwo 7:3 i zremisować z Austrią w ćwierćfinale. Po tym, jak Peru przegrywało 2:0 do przerwy, Peru odpowiedziało dwoma bramkami w drugiej połowie, doprowadzając do dogrywki. W pierwszej połowie dogrywki Peru trzykrotnie trafiło do siatki, ale za każdym razem norweski sędzia nie uznał bramki. Następnie, tuż przed przerwaniem meczu z powodu wtargnięcia na murawę, Peru zdobyło dwie bramki za sprawą Villenuevy i Fernándeza. Śledztwo w sprawie przerwania meczu obarczyło winą za wtargnięcie na murawę peruwiańskich kibiców i nakazało powtórzenie meczu. W proteście Peru wróciło do domu, a zwycięstwo przypadło Austrii. Związki Greenwella z Peru zaowocowały jego przeprowadzką do Limy w 1938 roku, gdzie został trenerem Universitario de Deportes, jednego z czołowych klubów peruwiańskiej piłki nożnej, oraz reprezentacji Peru. W 1939 roku Universitario zdobyło mistrzostwo Peru po raz trzeci w historii, a Teodoro Fernández został królem strzelców ligi z 15 golami w 14 meczach. Tymczasem żona Greenwella, Doris, nie odnajdywała się w Peru tak, jak się spodziewała. Jack miał problemy z pensją, przez co jego rodzina z trudem dorównywała warunkom życia, jakie mieli w Hiszpanii. Pierwszym zadaniem Greenwella jako selekcjonera reprezentacji Peru było trenowanie reprezentacji podczas pierwszych Igrzysk Boliwariańskich, które odbyły się w 1938 roku w kolumbijskiej Bogocie. Trzy gwiazdy reprezentacji olimpijskiej z 1936 roku – Valdivieva, Villenueva i Fernández – nadal grały w reprezentacji, a dołączyli do nich inni członkowie drużyny Universitario Greenwella. Peru wygrało wszystkie cztery mecze, zdobywając złoty medal w turnieju, w którym po raz pierwszy w historii Igrzysk rywalizowały pełne reprezentacje narodowe. Zwycięstwo zostało osiągnięte, pomimo że Greenwell często musiał wyciągać swoich zawodników z barów podczas ich pobytu w Bogocie.
7
Jack Greenwell: zapomniany angielski trener, który prowadził FC Barcelonę, Kolumbię i Peru:
@Szalik
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
2
@Safinetka Bardzo ślicznie dziękuje za tą nominacje. Kim jest ów tajemniczy Gary że ci tak wszystko kazał?
10
Pewne 3 punkty z mocnym rywalem:
11 stycznia 2015 r. FC Barcelona pokonuje Atletico Madryt 3:1 w ramach 18 kolejki Primera Division. Duma Katalonii odpowiedziała na burzliwy tydzień, rozgrywając jeden ze swoich najlepszych występów w sezonie i pokonując mistrzów Atletico Madryt 3:1 na Camp Nou. Neymar dał prowadzenie gospodarzom już w 12. minucie, a Luis Suarez podwoił przewagę jeszcze przed przerwą. Mario Mandżukič zdobył bramkę dla drużyny Diego Simeone'a po tym, jak Lionel Messi oddał rzut karny ale Argentyńczyk zapewnił Katalończykom zwycięstwo pod koniec meczu, strzelając z bliskiej odległości. Był to odpowiedni sposób, aby najlepszy strzelec Blaugrany w historii zakończył znakomity występ i położył kres tygodniowej niepewności po tym, jak Luis Enrique podjął decyzję o nieumieszczeniu go w podstawowym składzie na ubiegłotygodniowy mecz z Real Sociedad, przegrany 1:0. W poprzednim sezonie FC Barcelona nie zdołała pokonać Atletico w żadnym z sześciu spotkań obu drużyn, ale już po kilku minutach gry było jasne, że tym razem nie pozwoli sobie na porażkę. Atletico rozpoczęło agresywnie, ale Barcelona szybko przejęła kontrolę nad grą. W dziewiątej minucie Messi pobiegł prawą stroną boiska, ale strzelił do bocznej siatki. Zaledwie trzy minuty później Argentyńczyk ponownie pomknął tym samym skrzydłem i tym razem podał piłkę do Suareza, który nie zdołał jej opanować, więc Neymar wślizgiem skierował piłkę do bramki z bliskiej odległości. Siedmiu kolegów z drużyny rzuciło się na Brazylijczyka i z pasją świętowało zwycięstwo, pokazując, że drużyna chce wygrać najważniejszy mecz i uciszyć krytyków.
Barça ponownie zaatakowała zaraz po tym, jak Atletico wznowiło grę. Neymar strzelił wzdłuż bramki, a Miguel Angel Moya wyrzucił piłkę w pole karne, ale w ostatniej chwili zdołał się podnieść i uniemożliwić Suarezowi wykorzystanie dobitki. Następnie nadeszła akcja meczu, która zasługiwała na gola. Ivan Rakitić wypuścił Suareza, który zostawił Jesusa Gameza w spokoju, a następnie posłał piłkę wzdłuż dalszego słupka, gdzie Neymar skierował ją głową, ale Brazylijczyk główkował minimalnie obok bramki. Atletico było zdenerwowane i wyglądało na bezbronne za każdym razem, gdy Barça wychodziła do ataku. Ich brak pewności siebie obnażył się, gdy zazwyczaj pewny siebie Diego Godin posłał piłkę prosto w aut z rzutu wolnego. Drugi gol padł 10 minut przed przerwą. Messi wyglądał, jakby użył prawej ręki, by opanować odbijającą się piłkę i minął Gameza, by bez przeszkód pobiec w kierunku pola karnego. Następnie podał piłkę pod nogi Suareza, który z impetem minął Moyę. Messi był o krok od strzelenia gola, który dodał do swojego pełnego akcji występu w pierwszej połowie, gdy po dośrodkowaniu piłka minęła prawy słupek zaledwie kilka stóp. Na początku drugiej połowy Godin był bliski zdobycia gola pod koszem, pod którym w zeszłym sezonie zdobył tytuł dla Atletico, ale tym razem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła w poprzeczkę. Gospodarze stracili zapał po przerwie i Atletico mogło wrócić do gry, gdy Gamez został sfaulowany przez Messiego tuż przed polem karnym. Mimo usilnych starań kibiców gospodarzy, którzy próbowali zniechęcić Manżukicia, Chorwat nie dał się zwieść i potężnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Wydawało się, że Atletico ma większe szanse na zdobycie kolejnej bramki, a rezerwowy Fernando Torres był bliski dośrodkowania, które mogło doprowadzić do wyrównania. Jednak w ostatnich 10 minutach Barça odzyskała kontrolę nad sytuacją. Messi rozpoczął akcję, która doprowadziła do zdobycia ostatniego gola a następnie wysunął nogę, aby skierować luźną piłkę do bramki.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Kapitan hawk A nie lepiej postawić stówe albo przynajmniej 5 dych na obie drużyny strzelą gola? Rzadko się zdarza aby w Klasyku obie nie strzeliły...
13
Messi zapewnia cenne 3 punkty:
11 stycznia 2009 r. FC Barcelona, w rekordowym tempie, z punktami w pierwszej połowie sezonu i dwoma zwycięstwami na wyjeździe, narzuciła swój styl, pokonując ostatnią w tabeli Osasunę we mgle stadionu Reyno de Navarra, chociaż po przyjemnej pierwszej połowie zaliczyła porażkę w drugiej, w której gospodarze odrobili straty po golu Eto'o ale lider odpowiedział także golami Xaviego i Messiego i w efekcie wygrał 2:3. Duma Katalonii pewnie przebrnęła przez pierwszą połowę, zdobywając prowadzenie dopiero tuż przed przerwą po golu Eto'o. Osasuna, która w pierwszej połowie wyglądała na niestabilną, po przerwie odrobiła straty i odwróciła losy meczu bramkami Miguela Flaño i Pandianiego. FC Barcelona pokazała jednak swoją odporność psychiczną, zapewniając sobie zwycięstwo dwoma kolejnymi golami Xaviego i Messiego w ostatnich dziesięciu minutach. Trener gospodarzy, José Antonio Camacho, wystawił w meczu z Blaugraną trzech pomocników: Puñala, Węgra Vadocza i Irańczyka Nekounama, który przesunął się ze swojej zwykłej pozycji do ofensywnej pomocy, ale gubił się w tej strefie, nie utrudniając Barcelonie poruszania się z piłką. Pierwsza połowa była całkowicie jednostronnym widowiskiem, zdominowanym przez zespół Pepa Guardioli, który zamiast Touré i Iniesty zdecydował się na Keitę i Henry'ego. Barcelona przejęła kontrolę nad piłką i nie oddała jej już do końca (w pierwszej połowie utrzymywała się na poziomie 68%), spędzając większość czasu w polu karnym gospodarzy i wokół niego, a gol był tylko kwestią czasu. Osasuna, zastraszona przez przeciwnika w pierwszej połowie, była zdana na łaskę katalońskiej drużyny. Jedyną szansą okazał się strzał Urugwajczyka Pandianiego po dośrodkowaniu Juanfrana, który Valdés obronił bez problemu w 40. minucie. FC Barcelona stworzyła dwie klarowne okazje w ciągu pierwszych 12 minut. Argentyńczyk Messi, solowym strzałem po minięciu obu środkowych obrońców Osasuny, trafił w słupek, a Francuz Henry zmusił Roberto do groźnej interwencji. Blaugrana kontynuowała grę bez ograniczeń przeciwko bezbarwnie grającej Osasunie i narzuciła swoją wolę w ostatniej minucie pierwszej połowy. Messi otrzymał piłkę w środku pola i minął dryblingiem Eto'o na skraju pola karnego, skąd Kameruńczyk oddał precyzyjny strzał, pokonując Roberto (0:1, 45. minuta).
Osasuna, mając wszystko stracone, wyszła na drugą połowę z innym nastawieniem , dzięki czemu udało jej się odwrócić wynik i zdobyć dwie bramki w ciągu 9 minut. Po szansach Plasila dla Osasuny oraz Keity i Xaviego dla Barcelony, „rojillos” wyrównali po rzucie rożnym wykonanym przez Portillo, który głową skierował piłkę do siatki tuż przy dalszym słupku za sprawą Miguela Flaño (1-1, 63. minuta). FC Barcelona, pozbawiona komfortu pierwszej połowy, mogła ponownie objąć prowadzenie po strzale Eto'o, wybitym przez Roberto, ale po kontrowersyjnej akcji Juanfrana, przy okazji piłkarza z Alicante, Pandiani zapewnił gospodarzom powrót na boisko strzałem w pole karne po podaniu Juanfrana (2-1, 72. minuta). Blaugranie udało się jednak odrobić straty dzięki powrotowi Xaviego i Messiego. Xavi, rozgrywający swój 300. mecz ligowy, wykorzystał dośrodkowanie Alvesa w polu karnym (2:2, 80. minuta), a Argentyńczyk rozstrzygnął mecz, wykorzystując stratę Masouda strzałem lewą nogą z dystansu (2:3, 85. minuta).
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@ArterkHD Ależ naturalnie że kochana! Przeca ile ona radości przyniosła mnie i całej ojczyźnie! Nie do zapomnienia!
10
Miniaturowy stadion:
Na początku 1982 r. utworzona przez Josepa Lluisa Nuñeza komisja majątkowa FC Barcelony podjęła decyzje o budowie stadionu, na którym swoje mecze mogłyby rozgrywać drużyny juniorskie i młodzieżowe. W ten sposób nie musiałyby jeździć na boisko ,,Fabra i Coats”, do Sant Andreu a klub zaoszczędził by na wynajmie placu do gry. Dziewięć miesięcy po rozpoczęciu prac, we wrześniu 1982 r., zainaugurowano Miniestadi, drugi stadion klubu usytuowany pod numerem 38 przy ulicy Cardenal Reig, gdzie w ostatnich 30 latach grała Barça B, wcześniej znana jako Barça Atletic a także Barça C. Budową tego obiektu zaprojektowanego przez Josepa Casalsa i kierownika budowy Ramona Domenecha, zajęła się firma ,,Foment d’Obres i Construccions”. Prace kosztowały 270 milionów peset, które pochodziły z nadwyżki z powiększenia Camp Nou, dokonanego w tym samym roku. Nowy stadion zajmuje powierzchnię 15 tysięcy metrów kwadratowych a boisko o wymiarach 103 na 63 metry. Trybuny mogą pomieścić 15 276 widzów. Od 1983 r. na obiekcie przeprowadzono wiele zmian. Stadion został oficjalnie otwarty 23 września 1982 r. o czym wspominam rok rocznie. Od czasu inauguracji ,,Mini”, jak bywa popularnie nazywany, organizowano tutaj różnego rodzaju imprezy, nie zawsze związane ze sportem, jak choćby koncerty zespołów i słynnych artystów, mecze reprezentacji, otwarte dla publiczności treningi pierwszej drużyny a także transmisje finałów z udziałem FC Barcelony na wielkich ekranach.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
6
Co by nie mówić to jednak przykro patrzy się na gre naszej kochanej Iguni i to jeszcze przed samym Australian Open. Nic z tego wielkiego szlema nie będzie...
1
@FcPortoFan1999 A co prawda, to prawda...
Choć jak to śpiewał Śp. Połomski: bo z dziewczynami nigdy nie wie, oj nie wie się...?
0
@FcPortoFan1999 Nie no jeszcze dobrze to działało na French Open i aż dziw bierze że przy takim serwowaniu udało jej się te turnieje wygrać!?
0
@FcPortoFan1999 To ze bez formy to inna rzecz ale ten serwis przez tyle lat kuleje i żeby nic z tym nie było można zrobić? Porządny serwis to klucz do wygrywania meczów!
0
Co się dzieje wiecznie z tym serwisem Igi do cholery!? Coż to przez tyle lat grania nie potrafi nauczyć się porządnie serwować???
11
Transferowy niewypał:
11 stycznia 1980 r. urodził się Geovanni Deiberson Maurício Gómez i w zasadzie należało by mu składać życzenia i dziękować za gre w ,,naszym” klubie, jednak ten Brazylijski skrzydłowy był jednym z najbardziej jaskrawych przykładów fatalnej polityki transferowej prezydenta Joana Gasparta. Jeszcze w marcu 2001 r. Chus Pereda, były piłkarz FC Barcelony i ówczesny wysłannik klubu, poleciał do Brazylii by negocjować transfer z Cruzeiro. Właściciele piłkarza żądali 12 mln euro ale tak oto historie przedstawia Chus: ,,Można było obniżyć cene aż do 8,5 mln euro bo potrzebowali pieniędzy”. Pereda nie miał nowych informacji na temat transferu aż do 23 maja, gdy grał w golfa między innymi z Urrutim, który kilka godzin później zginął w wypadku samochodowym. Otrzymał telefon o 19.30 od Antona Parery, dyrektora sportowego FC Barcelony, który powiedział mu: ,,Chusin, kupujemy Geovanniego. Jeżeli zrobimy to za 12 mln euro, dostaniecie razem z Angelem Caballero(agentem FIFA) premie w wysokości 2 mln dolarów.” W międzyczasie prezydent Cruzeiro zażądał już jednak 18 mln. Wtedy Chus zwrócił się do Peredy: ,,Mówie do ciebie jako trener, powiedzmy sobie szczerze, Geovanni nie jest wart więcej niż 8,5 mln.” Wówczas Pereda wypowiedział zdanie, które przeszło do smutnej historii Blaugrany: ,,Chusin, cene ustalam ja.” Geovanni kosztował w końcu równowartość 20 mln euro. Dwa sezony spędzone w Katalonii były pasmem rozczarowań- zaledwie 43 występy i 3 gole a także kłótnie z trenerem Rexachiem, zakończyły się wypożyczeniem do Benfiki. Tam Geovanni zdecydowanie odżył i Portugalczycy z ochotą kupili go za około 15 mln euro. W kolejnych latach dał się poznać jako prawdziwy obieżyświat, grając w Premiership, amerykańskiej MLS oraz w kilku klubach ligi brazylijskiej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Hattrick w derbach Barcelony:
11 stycznia 1931 r. FC Barcelona gromi na ,,Camp de Les Corts” Espanyol 6:2(!) w 6 kolejce Primera Division. Hattrickiem w tym meczu popisał się wybitny napastnik Angel Arocha. Pozostałe gole zdobyli Carlos Bestit(2 gole) oraz Jaoquin Juan Roig. Po 6 kolejkach Duma Katalonii zajmowała 6 pozycje z 6 punktami i 3 punktami straty do prowadzącego Athletic Bilbao.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Oświetlony gol, jeden z najpiękniejszych w historii:
„Illuminated Goal” to jedna z najwspanialszych anegdot w południowoamerykańskim futbolu, której gwiazdą jest chilijska legenda Elías Figueroa. Jeden z najlepszych środkowych obrońców, błyszczał w epoce, gdy Pelé królował u boku „Don Elíasa”. Tak zwana „oświetlona bramka” to jedna z najbardziej wyjątkowych i niezwykłych historii w historii futbolu. Nabiera ona jeszcze większego znaczenia, gdy jej bohaterem jest legenda futbolu południowoamerykańskiego – a może i światowego? Elías Figueroa, uważany za jednego z najlepszych piłkarzy swojej epoki, w której grał również Edson Arantes do Nascimento, znany na całym świecie jako Pelé. Wydarzenie miało miejsce 14 grudnia 1975 roku na stadionie „Gigante da Beira-Rio”. Klub Internacional z Porto Alegre dążył do zdobycia pierwszego w historii tytułu mistrza lokalnej ligi. To był zacięty mecz, w którym pierwsza połowa zakończyła się remisem. W jedenastej minucie drugiej połowy pomocnik Valdomiro dryblował piłkę, gdy został sfaulowany przez obrońcę Cruzeiro, ich przeciwnika. Wtedy sędzia Dulcidio Boschilia podyktował rzut wolny dla Internacional. W tym momencie wynik był wciąż bezbramkowy i bardzo wyrównany, niebo było całkowicie zachmurzone, podobnie jak sam mecz. Valdomiro wykonał rzut wolny, posyłając piłkę w pole karne, szukając okazji do główki. Wtedy Elias Figueroa przechwycił piłkę głową, wygrywając pojedynek ze wszystkimi rywalami, i oddał strzał głową, który wpadł do bramki przeciwnika, pokonując bramkarza. Wszystko to wydarzyło się, gdy snop światła padł prosto na chilijskiego obrońcę, niemal jak „boska interwencja”. W rzeczywistości snop światła zniknął natychmiast po zakończeniu akcji. Ten wspaniały gol dał Internacionalowi z Porto Alegre tytuł mistrzowski, a mecz zakończył się wynikiem 1-0 na korzyść „Red Bug”, rozpętując szaleństwo z powodu wygranego mistrzostwa i nawołując do powrotu ery tego „wspaniałego” gola. Wszystkie archiwalne zdjęcia i nagrania wideo z tamtego czasu to potwierdzają: dzień był kompletnie szary. A jednak zarówno zdjęcia, jak i nagrania z meczu wyraźnie pokazują, że Figueroa był oświetlony dokładnie w momencie, gdy strzelał gola. A potem promień światła zniknął równie szybko, jak się pojawił. Czy to była boska interwencja? Wielu kibiców Internacional będzie twierdzić, że tak a przez lata, które Figueroa spędził w Brazylii, musiał znosić wielu nieznajomych, którzy podchodzili do niego, żeby „dotknąć” jego chorych dzieci, aby mogły zostać cudownie uzdrowione. Oprócz tej anegdoty, Elias Figueroa był jednym z najlepszych piłkarzy swoich czasów, uważa się go za jednego z najlepszych środkowych obrońców, do tego stopnia, że sam Franz Beckenbauer stwierdził, że Chilijczyk jest od niego lepszy.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Szalik
1
@RichardWinters Po prostu tam chodzi o inne rozgrywki! Tak trudno się domyślić?
1
@RichardWinters No przeca pisze że 10,02 sekundy!
13
Najszybsze gole i nie tylko:
Drużyny o pokonanie bramkarza rywali walczą przez 90 minut. Czasami jednak szczęście lub zbieg okoliczności sprawia, że gole zdobywane są już na samym początku meczu. Tak było m.in. w spotkaniu pomiędzy Belgią a Gibraltarem w 2016 roku. Pojedynek rozegrany został w ramach eliminacji do mistrzostw świata w Rosji. W spotkaniu tym Christian Benteke na pokonanie bramkarza przeciwników potrzebował zaledwie ośmiu sekund! Według UEFA był to najszybciej strzelony gol w całej historii oficjalnych rozgrywek międzypaństwowych.
Co ciekawe, nie jest to jednak rekord Guinnesa. Ten padł bowiem w 2011 roku, kiedy to Michaił Osinow strzelił bramkę już w drugiej sekundzie spotkania. Rosyjski piłkarz dokonał tego niesamowitego wyczynu w pojedynku Mitosa Nowoczerkask z Olimpią Gelendżik – zaraz po pierwszym gwizdku trzydziestosześcioletni zawodnik zdecydował się na uderzenie, które zaskoczyło bramkarza rywali.
Czasami dochodzi jednak do wyczynów wręcz nie z tej ziemi, o czym najlepiej świadczy przykład z 2014 roku, kiedy to piłkarz Kongo United Yanick Djouzi Manzizila w pojedynku z Balrog Botkyrka Sodertaelje strzelił aż 21 goli (ostateczny wynik meczu to 30:0).
Jeśli chodzi o najszybciej strzelonego gola, to tutaj rekordzistą pozostaje były napastnik Bayernu Monachium Roy Makaay, który w 2007 roku, na pokonanie bramkarza Realu Madryt potrzebował zaledwie 10,02 sekundy.
Wśród rekordów w piłce nożnej znajdują się również te, które padły przy udziale naszych rodaków. Mowa tutaj dokładnie o Arturze Borucu, grającym wówczas w barwach Southampton. Do opisywanej sytuacji doszło w 2013 roku, kiedy jego zespół mierzył się z Stoke City. Wówczas to bramkarz rywali Asmir Begović wybił piłkę z własnego pola karnego z taką siłą, że ta pokonała długość boiska (a dokładnie 91,9 metra) i po koźle przed polem karnym po przeciwnej stronie wpadła do siatki strzeżonej przez Polaka. Do chwili obecnej jest to największa odległość, z jakiej kiedykolwiek zdobyto bramkę. Warto na koniec dodać, że przy wspomnianej akcji swoje znaczenie miał silny wiatr, który kompletnie zmienił trajektorię lotu futbolówki.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360