0

@FcPortoFan1999 Nie no jeszcze dobrze to działało na French Open i aż dziw bierze że przy takim serwowaniu udało jej się te turnieje wygrać!?

0

@FcPortoFan1999 To ze bez formy to inna rzecz ale ten serwis przez tyle lat kuleje i żeby nic z tym nie było można zrobić? Porządny serwis to klucz do wygrywania meczów!

0

Co się dzieje wiecznie z tym serwisem Igi do cholery!? Coż to przez tyle lat grania nie potrafi nauczyć się porządnie serwować???

11

Transferowy niewypał:

11 stycznia 1980 r. urodził się Geovanni Deiberson Maurício Gómez i w zasadzie należało by mu składać życzenia i dziękować za gre w ,,naszym” klubie, jednak ten Brazylijski skrzydłowy był jednym z najbardziej jaskrawych przykładów fatalnej polityki transferowej prezydenta Joana Gasparta. Jeszcze w marcu 2001 r. Chus Pereda, były piłkarz FC Barcelony i ówczesny wysłannik klubu, poleciał do Brazylii by negocjować transfer z Cruzeiro. Właściciele piłkarza żądali 12 mln euro ale tak oto historie przedstawia Chus: ,,Można było obniżyć cene aż do 8,5 mln euro bo potrzebowali pieniędzy”. Pereda nie miał nowych informacji na temat transferu aż do 23 maja, gdy grał w golfa między innymi z Urrutim, który kilka godzin później zginął w wypadku samochodowym. Otrzymał telefon o 19.30 od Antona Parery, dyrektora sportowego FC Barcelony, który powiedział mu: ,,Chusin, kupujemy Geovanniego. Jeżeli zrobimy to za 12 mln euro, dostaniecie razem z Angelem Caballero(agentem FIFA) premie w wysokości 2 mln dolarów.” W międzyczasie prezydent Cruzeiro zażądał już jednak 18 mln. Wtedy Chus zwrócił się do Peredy: ,,Mówie do ciebie jako trener, powiedzmy sobie szczerze, Geovanni nie jest wart więcej niż 8,5 mln.” Wówczas Pereda wypowiedział zdanie, które przeszło do smutnej historii Blaugrany: ,,Chusin, cene ustalam ja.” Geovanni kosztował w końcu równowartość 20 mln euro. Dwa sezony spędzone w Katalonii były pasmem rozczarowań- zaledwie 43 występy i 3 gole a także kłótnie z trenerem Rexachiem, zakończyły się wypożyczeniem do Benfiki. Tam Geovanni zdecydowanie odżył i Portugalczycy z ochotą kupili go za około 15 mln euro. W kolejnych latach dał się poznać jako prawdziwy obieżyświat, grając w Premiership, amerykańskiej MLS oraz w kilku klubach ligi brazylijskiej.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

11

Hattrick w derbach Barcelony:

11 stycznia 1931 r. FC Barcelona gromi na ,,Camp de Les Corts” Espanyol 6:2(!) w 6 kolejce Primera Division. Hattrickiem w tym meczu popisał się wybitny napastnik Angel Arocha. Pozostałe gole zdobyli Carlos Bestit(2 gole) oraz Jaoquin Juan Roig. Po 6 kolejkach Duma Katalonii zajmowała 6 pozycje z 6 punktami i 3 punktami straty do prowadzącego Athletic Bilbao.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

10

Oświetlony gol, jeden z najpiękniejszych w historii:

„Illuminated Goal” to jedna z najwspanialszych anegdot w południowoamerykańskim futbolu, której gwiazdą jest chilijska legenda Elías Figueroa. Jeden z najlepszych środkowych obrońców, błyszczał w epoce, gdy Pelé królował u boku „Don Elíasa”. Tak zwana „oświetlona bramka” to jedna z najbardziej wyjątkowych i niezwykłych historii w historii futbolu. Nabiera ona jeszcze większego znaczenia, gdy jej bohaterem jest legenda futbolu południowoamerykańskiego – a może i światowego? Elías Figueroa, uważany za jednego z najlepszych piłkarzy swojej epoki, w której grał również Edson Arantes do Nascimento, znany na całym świecie jako Pelé. Wydarzenie miało miejsce 14 grudnia 1975 roku na stadionie „Gigante da Beira-Rio”. Klub Internacional z Porto Alegre dążył do zdobycia pierwszego w historii tytułu mistrza lokalnej ligi. To był zacięty mecz, w którym pierwsza połowa zakończyła się remisem. W jedenastej minucie drugiej połowy pomocnik Valdomiro dryblował piłkę, gdy został sfaulowany przez obrońcę Cruzeiro, ich przeciwnika. Wtedy sędzia Dulcidio Boschilia podyktował rzut wolny dla Internacional. W tym momencie wynik był wciąż bezbramkowy i bardzo wyrównany, niebo było całkowicie zachmurzone, podobnie jak sam mecz. Valdomiro wykonał rzut wolny, posyłając piłkę w pole karne, szukając okazji do główki. Wtedy Elias Figueroa przechwycił piłkę głową, wygrywając pojedynek ze wszystkimi rywalami, i oddał strzał głową, który wpadł do bramki przeciwnika, pokonując bramkarza. Wszystko to wydarzyło się, gdy snop światła padł prosto na chilijskiego obrońcę, niemal jak „boska interwencja”. W rzeczywistości snop światła zniknął natychmiast po zakończeniu akcji. Ten wspaniały gol dał Internacionalowi z Porto Alegre tytuł mistrzowski, a mecz zakończył się wynikiem 1-0 na korzyść „Red Bug”, rozpętując szaleństwo z powodu wygranego mistrzostwa i nawołując do powrotu ery tego „wspaniałego” gola. Wszystkie archiwalne zdjęcia i nagrania wideo z tamtego czasu to potwierdzają: dzień był kompletnie szary. A jednak zarówno zdjęcia, jak i nagrania z meczu wyraźnie pokazują, że Figueroa był oświetlony dokładnie w momencie, gdy strzelał gola. A potem promień światła zniknął równie szybko, jak się pojawił. Czy to była boska interwencja? Wielu kibiców Internacional będzie twierdzić, że tak a przez lata, które Figueroa spędził w Brazylii, musiał znosić wielu nieznajomych, którzy podchodzili do niego, żeby „dotknąć” jego chorych dzieci, aby mogły zostać cudownie uzdrowione. Oprócz tej anegdoty, Elias Figueroa był jednym z najlepszych piłkarzy swoich czasów, uważa się go za jednego z najlepszych środkowych obrońców, do tego stopnia, że sam Franz Beckenbauer stwierdził, że Chilijczyk jest od niego lepszy.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
@Szalik

1

@RichardWinters Po prostu tam chodzi o inne rozgrywki! Tak trudno się domyślić?

1

@RichardWinters No przeca pisze że 10,02 sekundy!

13

Najszybsze gole i nie tylko:

Drużyny o pokonanie bramkarza rywali walczą przez 90 minut. Czasami jednak szczęście lub zbieg okoliczności sprawia, że gole zdobywane są już na samym początku meczu. Tak było m.in. w spotkaniu pomiędzy Belgią a Gibraltarem w 2016 roku. Pojedynek rozegrany został w ramach eliminacji do mistrzostw świata w Rosji. W spotkaniu tym Christian Benteke na pokonanie bramkarza przeciwników potrzebował zaledwie ośmiu sekund! Według UEFA był to najszybciej strzelony gol w całej historii oficjalnych rozgrywek międzypaństwowych.

Co ciekawe, nie jest to jednak rekord Guinnesa. Ten padł bowiem w 2011 roku, kiedy to Michaił Osinow strzelił bramkę już w drugiej sekundzie spotkania. Rosyjski piłkarz dokonał tego niesamowitego wyczynu w pojedynku Mitosa Nowoczerkask z Olimpią Gelendżik – zaraz po pierwszym gwizdku trzydziestosześcioletni zawodnik zdecydował się na uderzenie, które zaskoczyło bramkarza rywali.

Czasami dochodzi jednak do wyczynów wręcz nie z tej ziemi, o czym najlepiej świadczy przykład z 2014 roku, kiedy to piłkarz Kongo United Yanick Djouzi Manzizila w pojedynku z Balrog Botkyrka Sodertaelje strzelił aż 21 goli (ostateczny wynik meczu to 30:0).

Jeśli chodzi o najszybciej strzelonego gola, to tutaj rekordzistą pozostaje były napastnik Bayernu Monachium Roy Makaay, który w 2007 roku, na pokonanie bramkarza Realu Madryt potrzebował zaledwie 10,02 sekundy.

Wśród rekordów w piłce nożnej znajdują się również te, które padły przy udziale naszych rodaków. Mowa tutaj dokładnie o Arturze Borucu, grającym wówczas w barwach Southampton. Do opisywanej sytuacji doszło w 2013 roku, kiedy jego zespół mierzył się z Stoke City. Wówczas to bramkarz rywali Asmir Begović wybił piłkę z własnego pola karnego z taką siłą, że ta pokonała długość boiska (a dokładnie 91,9 metra) i po koźle przed polem karnym po przeciwnej stronie wpadła do siatki strzeżonej przez Polaka. Do chwili obecnej jest to największa odległość, z jakiej kiedykolwiek zdobyto bramkę. Warto na koniec dodać, że przy wspomnianej akcji swoje znaczenie miał silny wiatr, który kompletnie zmienił trajektorię lotu futbolówki.

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

9

„Can Moritz”, dawna siedziba FC Barcelony:

W tym budynku, znajdującym się przy Plaça de Goya, między ulicami Sepulveda i Muntaner, sprzedawano markowe piwa. Na przełomie XIX i XX wieku lokal stał się bardzo ważnym miejscem dla barcelońskiej społeczności, na co wskazuje fakt że w latach 1910-1914 to właśnie w nim mieściła się siedziba Blaugrany. W „Can Moritz” po meczach spotykali się piłkarze, tutaj też odbywało się wiele różnych wydarzeń związanych z klubem, jak chociażby zebranie zarządu w 1910 roku, na którym na prezydenta ponownie wybrano Gampera. Tu miała miejsce także uroczysta kolacja po zwycięstwie 5:3 nad madrycką drużyną Gimnastica Española w styczniu tego samego roku czy fiesta, którą zorganizowano po tym, jak klub zdobył tytuł mistrza Katalonii w 1911 roku. W późniejszym okresie firmie „Moritz” wiodło się coraz gorzej aż w lipcu 1978 roku zamknęła podwoje. Jednak w roku 2004 prawnuki Luisa Moritza wznowiły je działalność, ponownie wprowadzając marke na rynek i odzyskując także miejsce, w którym w XIX wieku mieściła się fabryka ich przodka. Związek Moritza z Barçą wyszedł daleko poza fakt że jego piwiarnia została jedną z pierwszych siedzib klubu. W grudniu 2010 roku katalońska firma wypuściła na rynek nowy produkt: piwo 5.0, którego nazwa nawiązywała do zawartości alkoholu a przy okazji upamiętniała manite, jaką kilka dni wcześniej Blaugrana sprawiła Realowi Madrid. Na etykiecie zamieszczony był wynik meczu wielkimi granatowymi i bordowymi numerami na żółtym tle, charakterystycznym kolorze marki Moritz. W ten sposób Barça stała się jednym z nielicznych klubów piłkarskich na świecie, który ma własne piwo.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Kapitan hawk Z tym Exeter to i ta "gwiazdorska" Legia by wygrała...

10

La Manita i hattrick „La Pulgi” na Teneryfie:

10 stycznia 2010 r. Duma Katalonii opuściła Teneryfę z komfortowym zwycięstwem 5:0 po rozgromieniu wyspiarzy. W tym meczu Blaugrana wróciła na zwycięską ścieżkę po remisie z Villarreal i porażce z FC Sevillą w Pucharze Króla. Co więcej, Leo Messi strzelił w tym meczu trzy gole, z czego ostatni był pięknym strzałem i z 12 golami dorównał Villi jako najskuteczniejszy strzelec La Liga. Tenerifa jedynie w pierwszych minutach stwarzała problemy liderom ligi, ale potem oddała grę FC Barcelonie, która po strzeleniu pierwszego gola grała bardzo komfortowo. Aby wrócić na właściwe tory, goście powtórzyli swój romans z Wyspami, podobnie jak w poprzednim spotkaniu obu drużyn, które miało miejsce 2 lutego 2002 roku i również zakończyło się wysokim zwycięstwem Barçy 6:0. Wówczas Blaugrane prowadził Carles Rexach a Patrick Kluivert strzelił cztery z sześciu goli dla Barcelony. Puyol dodatkowo wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie strzałem przewrotką. Na początku meczu, podczas gdy drużyna Tenerife postawiła na swoją najsilniejszą jedenastkę, dzięki szybkiemu dojściu do siebie ofensywnego lidera, Nino, Pep zaproponował zmiany w pierwotnym ustawieniu Barçy, włączając do obrony Maxwella i Márqueza kosztem Abidala i Piqué, a także Bojana jako ofensywnego lidera w miejsce zawieszonego Szweda Ibrahimovicia. Ryzykowne posunięcie trenera z Santpedor, który zwrócił na siebie uwagę, sadzając na ławce rezerwowych jednego ze swoich najlepszych piłkarzy, obcokrajowca Pedra, przerodziło się w próbę ratowania młodego napastnika z reprezentacji, który w tym sezonie był nieco przygaszony po eksplozji ofensywy zawodnika z Wysp Kanaryjskich. Jednak śmiała formuła Guardioli omal nie kosztowała Katalończyków drogo. Na początku meczu to Teneryfa jako pierwsza ostrzegła, wykorzystując kilka strat gości w środku pola. Okoliczności te stworzyły zagrożenie przed bramką Valdésa, który dzięki pomocy słupka uchronił drużynę przed stratą gola.

Po tym okresie dyskomfortu Duma Katalonii odnalazła swoją drogę dzięki zmianie, jaką wprowadził duet Bojan-Messi. To właśnie Bojan zainicjował atak, stając się idealnym partnerem dla obecnego Mistrza Świata FIFA, któremu z łatwością asystował w 37. minucie, pokonując Juanlu dryblingiem z linii końcowej. Przy równowadze na korzyść FC Barcelony, dwa kolejne gole, tym razem głową Puyola, który również strzelił gola, tym razem przewrotką, w poprzednim meczu w 2002 roku oraz sam Messi, ponownie z asystą napastnika z Lleidy tuż przed przerwą, przypieczętowały wysiłki chętnej Tenerife. Po powrocie z szatni drużyna Oltry, nie mogąc uwierzyć w surową karę za swoją odwagę, mimo że była świadoma skuteczności liderów ligi w wykańczaniu akcji, kontynuowała poszukiwania pola karnego przeciwnika za sprawą zainspirowanego Alfaro i zaangażowanego Nino. Napędzani energią Kanaryjczyków, podopieczni Guardioli przypieczętowali zwycięstwo dwiema kolejnymi szansami. Pierwszą stworzył Messi, który popisał się wspaniałym strzałem, pozostawiając Aragończyków bezbronnych, a drugą ulubieniec miejscowej publiczności, Pedro, który wykończył wspaniałą akcję indywidualną, której nie celebrował z szacunku dla ojczyzny. Po tym bardzo potrzebnym zwycięstwie FC Barcelona nie tylko odbudowała wizerunek nadszarpnięty na początku roku, ale też odzyskała najlepszą formę przed kluczowym meczem pucharowym z Sevillą w przyszłą środę.

@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360

13

Campeonato Sudamericano de Selecciones:

10 stycznia 1942 r. na Estadio Centenario, Urugwaj gromi Chile 6:1. Co ciekawe, pierwszego gola i to już w pierwszej minucie strzelił Chilijczyk Contreras. Ten mecz rozpoczął 17-tą edycje Copa America. To był czas rewanżu za rok ubiegły, tym bardziej że gospodarzem był Urugwaj. A tak się działo że ilekroć dotychczas ,,Celestes” grali u siebie, nie doznawali goryczy porażki. Estadio Centenario, ten niemy świadek światowego prymatu Urugwajczyków w niezapomnianym 1930 roku, najwidoczniej posiadał zaklętą w swoich murach, zwycięską moc. Również i teraz miał pozostać twierdzą niezdobytą. Zaś chętnych do jej sforsowania nie brakowało. Po pięcioletniej nieobecności pojawili się dwaj silni konkurenci: jak zwykle wyzbyta kompleksów twarda ekipa Paragwaju i usiany gwiazdami pierwszej wielkości team Brazylii. Paragwajczycy pokazali znów paru doskonałych graczy, którzy jak się można było spodziewać, niebawem spakowali manatki i wywędrowali do wielkich argentyńskich klubów. Brazylia z kolei wystawiła sławy bezsporne. Obroną zawiadywał legendarny Domingos da Guia, protoplasta przyszłego ,,libero”, tego wynalazku lat 70-tych, po dziś dzień bezsprzecznie uważany za najlepszego stopera Brazylii wszechczasów. W środku pomocy brylował sumienny Oswaldo Brandão, w przyszłości wielki autorytet trenerski. Natomiast atak to już była prawdziwa kolia brylantów. Po prawej arcymistrz dryblingu Pedro Amorim, po lewej zgrana od lat na pamięć para Tim-Patesko a pomiędzy nimi godny następca Leonidasa i równie godny poprzednik Pelego, startujący właśnie do olśniewającej kariery Zizinho. Natomiast Argentyna dumna była że pojawił się środkowy pomocnik na miare dawnych mistrzów, takich jak Monti, Minella czy Lazzatti. Był to olbrzym z Newell’s, Antonio Perucca, zwany ,,Potron de America”. Jednak w ataku legendarny trener Stabile znów miał zawrót głowy. Pewna swego była jedynie lewa strona. Za to po prawej stronie istna wirówka nonsensu. Rozumiejąca się para klubowa z Tigre, Tossoni-Sandoval przetrwała tylko jeden mecz- 4:3 z Paragwajem. Niezadowolony z rozmiarów zwycięstwa Stabile co i rusz szukał innych rozwiązań. Szybki Heredia nie pasował do wolniejszego Sandovala, zaś były prawoskrzydłowy Pedernera został tymczasem kierownikiem ataku River Plate i na pozycji prawego łącznika czuł się nie swojo. Ta mieszanka wystarczyła wprawdzie na Brazylię ale już nie dała sobie rady w bezbramkowym meczu z twardym Chile, nie mówiąc już o uskrzydlonym dopingiem 70 tys. widzów gospodarzach turnieju.

Decydujący mecz Urugwaj wygrał 1:0 a ,,złotego” gola strzelił w 48 minucie lewoskrzydłowy Zapirain, który w przyszłości miał zyskać miano ,,urugwajskiego Stanleya Matthewsa”, bowiem występował czynnie jeszcze w latach 70-tych. Pokonanej w absolutnie równorzędnym boju Argentynie, CONMEBOL postanowił przyznać nagrodę pocieszenia. W tym celu ufundowano Copa Bolivia, puchar, który od tej pory zwyczajowo przypadał w udziale drugiej drużynie turnieju. Przy okazji Argentyna ustanowiła też rekord Copa America. 22 stycznia na Estadio Centenario rozgromiła Ekwador 12:0! Cztery gole w tym meczu strzelił Herminio Masantonio, legendarny napastnik Huracan. Jeszcze większym wyczynem popisał się w tym meczu fenomenalny napastnik Jose Manuel Moreno, który ,,huknął” aż 5 goli! Nic więc dziwnego iż to właśnie Moreno i Masantonio podzielili między siebie tytuł króla strzelców z wynikiem 7 goli. Urugwaj natomiast powtórzył sukces z 1935 r., lecz dokonał tego w obliczu niepomiernie trudniejszej i liczniejszej konkurencji. Zdobył aż 21 goli(tyle samo co słynny argentyński napad) za to stracił zaledwie 2, z Paragwajem i Chile, przy 6 obciążających defensywę Argentyny i 7 Brazylii. Była to naprawdę wielka drużyna. Jej trzon stanowili zawodnicy bezkonkurencyjnego mistrza kraju- Nacional, który przeżywał apogeum swojej świetności. Oto legendarna kadra Urugwaju ze zwycięskiego turnieju: Joaquin Bermudes(Peñarol), Enrique Castro(Nacional), Luis Ernesto Castro(Nacional), Oscar Chirimni(River Plate), Anibal Ciocca(Nacional), Jose Maria Correa(Sud America), Eugenio Galvalisi(Nacional), Schubert Gambetta(Nacional), Sixto Gonzalez(Liverpool), Obdulio Varela(Wanderers), Agenor Muñiz(Peñarol), Luis Anibal Paz(Nacional), Roberto Porta(Nacional), Raul Rodriguez(Peñarol), Hector Romero(Nacional), Severino Varela Puente(Peñarol) i wreszcie Bibiano Zapirain(Nacional).

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani

0

@Ogorinho1974 Pełnoetatowy trener: https://www.bbc.com/sport/football/64403587
Tak mi przetłumaczył google.
W polskie strony to ja niedowierzam, zwłaszcza że to był anglik.

1

@Kapitan hawk Na Anoeta to zazwyczaj były ciężary. W końcu to Baskowie, naród bardzo bitny!
Czemu piszesz Getafe, tak jak się wymawia a nie pisze?
No i skąd u licha wziął się ten cały Matarazzo?

2

@kamyk_23 I co miałeś śmiałość zahaczyć o ten temat?

14

Kto by pomyślał że tak wybitny piłkarz, będzie taki chciwy:

10 stycznia 1946 r. w Krakowie urodził się Robert Gadocha(przy okazji wszystkiego najlepszego panie Robercie). Był jednym z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. Czarował dryblingami i rzadko spotykaną techniką użytkową. Sam jednak przystał na los człowieka zepchniętego w głęboki cień. Tak zwana ,,Afera dolarowa” sprawiła że Gadocha dawny as reprezentacji i czołowy gracz Legii wybrał milczenie, zerwał kontakty nawet z dawnymi kumplami. Na Mundialu w 1974 nie strzelił żadnego gola ale był za to mistrzem asyst. Po jego zagraniach koledzy zdobyli aż 7 goli! Obok Kazimierza Deyny i Grzegorza Laty został wybrany do jedenastki mistrzostw świata. I to właśnie Lato opowiedział kiedyś historie, która legendzie Gadochy mocno zaszkodziła, powodując że do dzisiaj w życiu publicznym zupełnie go nie ma. Całkiem świadomie uznał iż nikomu nie musi się tłumaczyć, kolegom z reprezentacji też nie, choć mieli powody podejrzewać że Gadocha ich oszukał. W autobiografii Grzegorza Laty wydanej w 1994 r. były prezes PZPN po raz pierwszy wspomniał o dodatkowej finansowej motywacji, po którą sięgnęli Argentyńczycy. Chodzi o mecz z Włochami, ostatni w fazie grupowej na mistrzostwach świata. Zwycięstwo Polaków oznaczało że do drugiej rundy(oprócz Białoczerwonych) przeszliby też Argentyńczycy, którzy w równolegle toczonym meczu musieli pokonać słabiutkie Haiti różnicą co najmniej 3 goli. Tak też się rzeczywiście stało. Wygrali 4:1 a Polska swój mecz 2:1. Pytanie tylko czy Argentyna obawiająca się że nasz zespół spotkanie z Italią może potraktować ulgowo, faktycznie złożyła obietnice finansowej premii? Lato był przekonany że tak! Wtedy nie wymienił żadnych nazwisk, mówił tylko o dwóch-trzech zawodnikach polskiej drużyny. Mieli przyjąć 18 tys. dolarów ale nie podzielili się z pozostałymi kolegami, którzy nie wiedzieli o argentyńskim bonusie. Ujawniona przez Late sprawa wtedy rozeszła się po kościach. W 30-tą rocznice mundialowego medalu wrócił do niej w wywiadzie dla ,,Przeglądu Sportowego” i był już bardziej konkretny. Wciąż nie wymienił żadnego nazwiska, lecz liste podejrzanych ograniczył do jednej osoby, na dodatek łatwo ją było można zidentyfikować. ,,O całej sprawie dowiedziałem się dopiero 10 lat po mundialu. Byłem wtedy zawodnikiem Atalanta Mexico City. Mieliśmy w klubie jakąś impreze, zrobiła się luźniejsza atmosfera i na zwierzenia zebrało się Rubenowi Ayali, który w 1974 grał w ataku reprezentacji Argentyny. Zaczął mi opowiadać jak Argentyńczycy dyskutowali między sobą że trzeba Polaków zmobilizować do poważnej gry z Włochami. Ustalili że każdy z nich ze swojej premii za zakładany awans do drugiej rundy odpali Polakom po tysiąc dolarów. 22 piłkarzy plus 2 trenerów. W sumie 24 tys. dolarów”- relacjonował Lato w ,,PS”, uściślając że do odbiorcy trafiło 18 tys. USD a reszte przejął pośrednik. Przedstawił też hipotezę dlaczego odbierający kase zawodnik z nikim się nie podzielił. ,,Widocznie piłkarz, który zdaniem Ayali był kluczowym graczem Polski i z nim należało rozmawiać jako reprezentantem nas wszystkich, uznał że i tak wygramy z Włochami. Mieliśmy przecież wystąpić w żelaznym ustawieniu, byliśmy na fali a 18 tys. zielonych piechotą nie chodzi. Z czysto logicznego punktu widzenia postawę naszego kolegi można próbować jakoś zrozumieć, lecz tylko z logicznego”- opowiadał Lato.

Zatem skandal wybuchł dopiero w 2004 r. Grzegorz Lato jednym kamyczkiem uruchomił lawine. Na jaw zaczęły wychodzić kolejne fakty bo w Argentynie historia mundialowych dolarów znana była od dawna. Okazało się że o ile Ayala opowiedział Lacie o zakulisowej transakcji, to jednak nie on był pośrednikiem a niejaki Iggy Boćwiński, wówczas szef linii lotniczych PanAm na Polske i serdeczny kolega Gadochy. W operacje miała też być zaangażowana ówczesna żona polskiego piłkarza, która przejęła pieniądze, gdyż on sam uczestniczył w turnieju, ciągle przebywał z drużyną, więc tego typu aktywność siłą rzeczy musiała być mocno ograniczona. Gadocha wszystkim rewelacjom stanowczo zaprzeczył. Zrobił to twardo i jednoznacznie, po czym…. Zapadł się pod ziemie. ,,Jestem z boku, bo szanuje swoje nazwisko. Nie chce się wtopić w polską przeciętność. Poza tym… są pewne sprawy, o których w życiu się nie mówi tylko zabiera się je do grobu. Dlatego nie opowiadam o nich nawet w prywatnych rozmowach”- przekonywał na łamach ,,PS” Gadocha. Trzeba przyznać że brzmiało to cokolwiek tajemniczo a po wybuchu ,,afery dolarowej” nabrało nowego znaczenia. Przez następne lata Gadocha publicznie prawie się nie pokazywał. Niekiedy widziano go na stadionie Legii ale zdecydowanie więcej czasu spędzał w swoim domu na Florydzie. W 2013 r. dodzwonił się do niego Rafał Hurkowski, syn nieżyjącego już cenionego dziennikarza Romana Hurkowskiego. Gadocha zgodził się udzielić wywiadu dla polsatsport.pl. W opublikowanej rozmowie Gadocha powtórzył że z argentyńskimi dolarami nie miał nic wspólnego. ,,Nie wziąłem tych pieniędzy. Przecież gdyby do czegoś doszło, moi koledzy siłą rzeczy wszystkiego by się dowiedzieli! Dlaczego to wyszło dopiero po 30 latach? To wszystko dzieło mojej byłej żony. Była wpływowa, pracowała dla MSW. Szantażowała mnie że jeśli nie zrezygnuje z domu, zniszczy mi życie…. Moje nazwisko zostało zszargane”- stanowczo stwierdził, przyznając przy tym że na stałe mieszka w Sarasocie, na Florydzie. ,,Nie mam z nim kontaktu i nie słyszałem żeby któryś z moich kolegów z drużyny Górskiego miał. To nie jest przypadek ponieważ mam wrażenie że gdy wypłynęła sprawa argentyńskich pieniędzy, świadomie zniknął z pola widzenia. Może poczuł się urażony, że ktoś daje wiare sensacyjnym doniesieniom. No ale z drugiej strony nie próbował się tłumaczyć…. Dużo razem przeżyliśmy, więc na pewno byśmy go spokojnie wysłuchali. Kiedyś wspólni znajomi próbowali spotkać się z nim na Florydzie. Dzwonili, lecz nie odbierał telefonu. Pukali do drzwi ale nie otwierał”- tak opowiadał Lesław Ćmikiewicz, kolega Gadochy z reprezentacji i Legii. ,,To co powiedział Grzegorz Lato, zabrzmiało wiarygodnie. Pierwsza żona Roberta też przyznawała że trzymała te pieniądze. Ja natomiast zwyczajnie uważam że brudy wcześniej czy później wychodzą na wierzch”- zwraca uwagę Władysław Żmuda, czyli kolejny znajomy Gadochy z reprezentacji. ,,Po chrześcijańsku mogę mu wybaczyć ale niesmak pozostaje. Naszym przywódcą nie był, jednak zawsze zajmował konkretne stanowisko. Do tego potrafił nie głupio powiedzieć a mądrego zawsze warto posłuchać. Piłkarzem był pierwszorzędnym”- dodaje Żmuda. Gdy wyszła sprawa nieszczęsnych argentyńskich dolarów, zerwał kontakty z kolegami. Nie przyjeżdżał na okolicznościowe spotkania Orłów Górskiego, choć były tak godne okazje jak świętowanie 40-tej rocznicy medalu mistrzostw świata. W niczym nie zmienia to faktu że był jednym z najlepszych polskich piłkarzy w czasach, gdy nasza reprezentacja odnosiła największe sukcesy. Tego już nikt mu nigdy nie odbierze……

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

0

@Ogorinho1974 Nie no, z tym to też się nie zgodze. Barron był oficjalnie zatrudniony przez Gampera, gdzieś to przed chwilą wyczytałem na jakiejś stronie

1

Oj Iga, nasza biedna i kochana Igunia...

0

@Ogorinho1974 Właśnie że to jest jedna i ta sama osoba. Po prostu Hiszpanie przekręcali jego nazwisko, głównie własnie na Barrow. Poniżej w tej wikipedii jest to napisane. Natomiast temu dziwacznemu fejsbukowi najzwyczajniej nie wierze!

2

@FcPortoFan1999 Książki przyjacielu, książki! Tam się znajdują wszystkie ciekawostki świata...

1

@FcPortoFan1999 To bardzo miłe z twojej strony, bardzo dziękuje za wsparcie. Ech ta redakcja i ta ich "złota piłka", daj spokój....
Ps. To nie tylko ciekawostki ale też bardzo ważne fakty historyczne dotyczące zwłaszcza Dumy Katalonii.

8

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

10 stycznia 1929 r. w Stanisławowie urodził się Kazimierz Trampisz. Wychowywał się w Stanisławowie. Od dziecka uwielbiał przebywać na łonie przyrody i uganiać się za piłką. Razem z kolegami grał na bosaka na placach i trawnikach. Miłość do futbolu zaszczepił w nim brat mamy Stanisław Kantor, który był bramkarzem w KS Górka. To właśnie w tym klubie mały Kazio stawiał swoje pierwsze kroki. Pierwsze regularne treningi odbywał jednak w założonym przez Sowietów Lokomotiwie. Tam też rozgrywał swoje pierwsze poważne mecze i imponował skutecznością. W 1945 r. trafił do drużyny seniorów. Szybko zauważono, że ma smykałkę do piłki. Kiedy przyszedł czas masowych wyjazdów Polaków ze Stanisławowa, prezes klubu, który był pułkownikiem, chciał za wszelką cenę zatrzymać młodego zawodnika do końca rozgrywek, oferując nawet 2,5 tys. rubli, ale ojciec Kazia się nie zgodził. Razem z rodzicami trafił do Bytomia. Tam został zawodnikiem Polonii, gdzie spotkał wielu swoich przedwojennych idoli. Przez jakiś czas występował też pod fałszywym nazwiskiem w zespole Hejnału Kęty. W Polonii szybko stał się jednym z filarów zespołu. Potrafił znakomicie przyspieszyć akcję i precyzyjnymi podaniami obsługiwać partnerów. Był dobrze wyszkolony technicznie i doskonale wiedział, kiedy najlepiej oddać strzał. W 1955 r. roku zawieszono go za rzekome opuszczenie spodenek i pokazanie kibicom ŁKS-u „tylnej części ciała”, ale nigdy się do przypisywanego mu czynu nie przyznał. Z bytomskim klubem był związany do 1962 r. Dwukrotnie świętował z kolegami mistrzostwo Polski. Z Bytomia przeniósł się do Rzeszowa, gdzie został zawodnikiem Stali. Spędził tam dwa sezony i zakończył karierę. Pracował jako trener m.in. w Rzeszowie, Bytomiu, Katowicach, Chorzowie, Krakowie i Głubczycach. Był reprezentantem Polski na igrzyskach w Helsinkach. Zagrał wówczas w pierwszym spotkaniu z amatorami z Francji. Debiutował w kadrze dwa lata wcześniej. 30 października 1950 r. zagrał w wygranym 1:0 meczu z Bułgarią w Sofii. Pierwszego gola dla biało-czerwonych zdobył 21 września 1952 r. w spotkaniu z NRD (wygrana 3:0). Dwa lata później zdobył dwa gole w pojedynku z Bułgarią. W ciągu ośmiu lat zaliczył tylko 10 występów. Mimo że nie grano wówczas zbyt wielu meczów, to jak na zawodnika takiej klasy, co Trampisz, to zdecydowanie za mało. W Reprezentacji rozegrał 10 meczów, strzelając 3 gole.

@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Bernard777 Już miałem ciebie pytać kiedy to Argentyna dostała taki łomot 1-8? Po jakimś czasie dopiero się zorientowałem że chodziło ci o 1/8 finału! Napisałes z myślnikiem jakby chodziło o wynik meczu. Aż zamarłem ze strachu na sam widok......!!!
A to po śląsku, to co konkretnie znaczy? Że niby się upiłeś?

0

@Ogorinho1974 Dokładnie to on się nazywał Miles Barron ale spójrz: https://en.wikipedia.org/wiki/Miles_Barron i tłumacz google tłumaczy mi że on poprowadził Barcunie w 12 meczach towarzyskich. No to jestem bardzo ciekaw gdzie ty to dokładnie wypatrzyłeś?

12

,,Złota Piłka France Football” wędruje do:

10 stycznia 2011 r. Lionel Messi odebrał swoją drugą z rzędu Złotą Piłke, tym razem po raz pierwszy w historii pod egidą FIFA. Wielu ekspertów faworyzowało Wesleya Sneijdera, który z Interem zdobył potrójna koronę a z reprezentacją dotarł do finału mundialu. Holenderski pomocnik przegrał jednak nie tylko z Messim ale również z mistrzami Świata- Iniestą oraz Xavim. Tym samym stała się rzecz bez precedensu ponieważ całe podium Złotej Piłki zajeli wychowankowie jednego klubu.

Czy my dożyjemy jeszcze kiedyś tak spektakularnego wyczynu?

@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

0

@Ogorinho1974 O! No to musze ci powiedzieć że mnie mocno zaskoczyłeś, gdyż ja sam nie posiadam takich statystyk co do Barrowa. Można wiedzieć gdzie to wyczytałeś?

1

@misterio Bardzo ślicznie dziękuje. Już sam fakt że doceniasz te historyczne wartości wiele dla mnie znaczy i mocno podnosi na duchu. Jeszcze raz pięknie dziękuje :)

11

Niespotykane El Clasico!

10 stycznia 1943 r. FC Barcelona remisuje na ,,Camp de Les Corts” z Realem Madrid… 5:5(!) w ramach 14 kolejki Primera Division. Gole dla Barçy zdobywali: Mariano Martin(25 oraz 40 minuta), Josep Escola(31 m.) oraz Jose Valle(31 i 62 m.). Jeszcze do 87 minuty Blaugrana prowadziła 5:4. Na 3 minuty przed końcem Mardones doprowadził do remisu. Patrząc na tabele kończącą sezon ten Klasyk nie miał większego znaczenia ponieważ Duma Katalonii zakończyła go na 3 pozycji. Co ciekawe, ,,Królewscy” zakończyli rozgrywki na… 10 pozycji!

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani

1

@Kapitan hawk No nie rób nam nadzieji bo to nieprawda. To znaczy prawda że z Barcelona ale Sporting Club a nie FC...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?