FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
33 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
3
@Sysia11 Achhhh te wasze żarty..........!
0
@mkord No zgadza sie! Czyli konkretnie jak?
4
@Sysia11 Nie no, ty wierzysz w to co piszesz?
9
Naturalnie ja też jestem ukontentowany że Real Madrid odpadł z rozgrywek Cope del Rey ale(!) jest takie stare, mądre przysłowie: Nie śmiej dziadku z cudzego wypadku......
0
@mkord Aaa rzeczywiście coś tam gadał ale słabo kojarze...
Z drugiej strony to ciul go wie jak to się wymawia te chińszczyzne?
13
El Clasico w Supercopa:
15 stycznia 2023 roku Robert Lewandowski wywalczył pierwsze trofeum w barwach FC Barcelony. "Duma Katalonii" w świetnym stylu pokonała Real Madryt 3:1 i zdobyła po raz 14-ty Superpuchar Hiszpanii. Kapitan reprezentacji Polski zaliczył asystę i trafił do siatki. Już w pierwszej połowie Blaugrana udowodniła, że tego dnia jest drużyną wyraźnie lepszą. Podopieczni Xaviego Hernandeza wyszli na prowadzenie w 34. minucie gry. Podanie Lewandowskiego wykorzystał Gavi. Pomocnik Barcelony wyszedł na wolne pole i pewnie pokonał Thibault Courtois. Tuż przed przerwą było już 2:0. Tym razem Lewandowski i Gavi zamienili się rolami. Hiszpan popędził lewym skrzydłem i zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Polaka. 34-latek z bliskiej odległości skierował futbolówkę do siatki. Do przerwy Barça utrzymała dwubramkowe prowadzenie. Warto wspomnieć, że w pierwszej części spotkania "Królewscy" oddali tylko jeden strzał i było to uderzenie niecelne. Wydawało się, że po zmianie stron Real ruszy do odrabiania strat. Zespół Carlo Ancelottiego nie miał jednak sposobu na przedarcie się przez obronę "Dumy Katalonii". W 51. minucie meczu mogło być 3:0, ale doskonałą szansę na gola zmarnował Ousmane Dembele. W końcu jednak Blaugrana dopięła swego i zdobyła trzecią bramkę. Ponownie asystował Gavi a akcję wykończył Pedri. Sędzia jeszcze sprawdzał, czy 21-latek nie znalazł się pozycji spalonej. Ostatecznie trafienie zostało zaliczone. Po trzecim golu tempo gry spadło. FC Barcelona kontrolowała wynik i przebieg meczu. Real szukał gola honorowego, ale w atakach "Królewskich" brakowało pomysłu. Finalnie jednak w jednej z ostatnich akcji meczu jedynego gola dla ekipy z Madrytu zdobył Karim Benzema.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
0
@mkord A jaki klasyk tak mawiał?
11
Byli sobie bracia:
15 stycznia 1999 r. bracia de Boer podpisali kontrakt z FC Barceloną. Od czasu przybycia van Gaala do Barcelony rozpoczął się zaciąg holenderski do klubu. W styczniu 1999 r. Blaugrana zaczęła negocjacje w sprawie kolejnych dwóch nabytków z kraju tulipanów. Jeszcze 13 stycznia o godzinie 13-tej wiceprezydent Gaspart oznajmiał iż bracia de Boer trafią do Barçy dopiero latem. Sześć godzin później transfer został jednak nieoficjalnie potwierdzony, brakowało jedynie testów medycznych obu zawodników. Kontrakt został w końcu podpisany 2 dni później. Frank i Ronald de Boer kosztowali Dumę Katalonii odpowiednio 11 i 10 mln euro, stając się po Kluivercie i Rivaldo najdroższymi nabytkami van Gaala. O kolonii ośmiu holendrów w Barcelonie(nie licząc wszystkich trenerów) wypowiedział się Pep Guardiola: ,, Gdybym ja był Holendrem, z trudem zaakceptowałbym ośmiu Katalończyków w Ajaksie ale jeżeli gra się dobrze i wygrywa, można zaakceptować wszystko”. Mówiło się nieoficjalnie że Blaugranie zależało głównie na Franku de Boerze a Ronald przyszedł niejako w pakiecie z bratem. Pierwszy z nich rzeczywiście został w Blaugranie na 5 sezonów i był podstawowym graczem a Ronald po dwóch nieudanych latach odszedł do Glasgow Rangers.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Wybitne legendy bułgarskiego futbolu:
14 stycznia 1959 r. urodził się Georgi Dimitrow, czołowy bułgarski obrońca lat 80-tych, wieloletni zawodnik CSKA Sofia i jeden z pierwszych Bułgarów, którzy zagrali w zachodniej Europie. Urodził się w nieistniejącej już dzisiaj wsi Gledaczewo i to klubie z rodzinnej miejscowości stawiał pierwsze piłkarskie kroki. W drużynie grywał już jako 14-latek i początkowo występował na pozycji napastnika. Na jednym z młodzieżowych turniejów został nawet królem strzelców. Jego talent został zauważony przez jednego ze znajomych matki, którym był Georgi Laskow. Postanowił on zabrać chłopaka na trening do lokalnego potentata, jakim był klub Beroe Stara Zagora, żeby tamtejsi trenerzy mogli mu się bliżej przyjrzeć. Młokos musiał pokazać się z dobrej strony, bo już niedługo później dołączył do młodzieżowej drużyny Beroe. Jako dziecko często bywał na meczach pierwszego zespołu, na które zabierał go tata, więc gra dla klubu stanowiła dla niego spore wyróżnienie. Do zespołu ze Starej Zagory dołączył w 1975 r., a już wiosną 1976 r. dostał szansę pokazania się na boiskach bułgarskiej ekstraklasy. Beroe było wtedy beniaminkiem Grupy „A”, a sezon zakończyło w dolnej połowie tabeli. Podobnie było w kolejnym roku, w którym Dimitrow cierpliwie budował swoją pozycję w zespole. Zaliczył wówczas już kilkanaście występów w pierwszej jedenastce i strzelił swojego pierwszego gola w lidze. Młody zawodnik wyróżniał się już wówczas na tyle, że parol na niego zagiął jeden z największych bułgarskich klubów – CSKA Sofia. Dimitrow wprawdzie chciał odejść do stolicy, ale w Starej Zagorze starano się go zatrzymać za wszelką cenę. Rozpoczęły się przepychanki między klubowymi działaczami, a o zamieszaniu z transferem listowenie powiadomiono nawet Todora Żiwkowa. CSKA miało jednak dużo mocniejszą pozycję w bułgarskim futbolu niż prowincjonalne Beroe. Dimitrow ostatecznie trafił właśnie do wojskowego klubu, ale zmiana barw kosztowała go dwutygodniowy pobyt w areszcie. Po latach wspominał, że wejście do szatni pełnej reprezentantów kraju było dla niego niemałym przeżyciem, ale dość szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Debiut w nowych barwach zaliczył 24 września 1977 r. Wszedł wtedy z ławki w spotkaniu z Lokomotiwem. Od tego momentu do końca sezonu zagrał we wszystkich meczach przez pełne 90 minut. W kolejnych latach ugruntował swoją pozycję w zespole, stając się jednym z jego liderów. Jako opoka defensywy miał swój wydatny udział w zdobyciu przez klub czterech tytułów mistrza kraju z rzędu (1979/80-1982/83) i dwóch Pucharów Bułgarii (1982/83 i 1984/85). W 1985 r. wybrany został piłkarzem roku w Bułgarii. Razem z CSKA zapisał też piękną kartę swoimi występami na arenie europejskiej. W sezonie 1981/82 bułgarska drużyna dotarła do fazy półfinałowej Pucharu Europy, czym wyrównała swój najlepszy wynik w tych rozgrywkach z sezonu 1966/67. Rok wcześniej mistrzowie Bułgarii już w pierwszej rundzie pokazali się z dobrej strony i pokonali angielskie Nottingham Forrest. Tamte rozgrywki zakończyli na ćwierćfinale, gdzie musieli uznać wyższość Liverpoolu. Obie ekipy los skojarzył ze sobą również wiosną 1982 r. Tym razem to Bułgarzy okazali się lepsi. W półfinale z kolei ich rywalem był Bayern Monachium. U siebie CSKA prowadziła już 4:1, ale dała sobie strzelić dwa gole w końcówce. Rewanż od początku przebiegał już po myśli Niemców, którzy pewnie wygrali 4:0. Według Dimitrowa zespołowi zabrakło wówczas wiary w to, że wcale nie są gorsi i są w stanie awansować do finału.
Przez lata kierował defensywą stołecznego klubu, skąd szybko trafił do reprezentacji. Debiutował 29 listopada 1978 r. w Sofii w starciu z Irlandią Północną. W drużynie narodowej zadomowił się na kolejnych parę lat i podobnie jak w CSKA, również tutaj stał się liderem formacji obronnej. Przez 10 lat gry dla kraju zgromadził 77 występów i strzelił siedem goli. 56 razy wyprowadzał reprezentację na boisko jako kapitan. Funkcję tę pełnił również podczas mundialu w Meksyku w 1986 r. Mimo błędów popełnionych podczas przygotowań, Bułgarzy, których prowadził Iwan Wucow, po raz pierwszy przeszli do drugiej rundy. W grupie zanotowali dwa remisy i porażkę, więc, mimo awansu, na pierwsze mundialowe zwycięstwo swoich ulubieńców kibice ciągle musieli czekać. To nie nadeszło niestety w 1/8 finału, gdzie 0:2 przegrali z Meksykiem. Dimitrow zagrał w pełnym wymiarze w każdym z czterech meczów. Po turnieju wyjechał do Francji, gdzie trafił do AS Saint-Étienne, w którym trenował go Henryk Kasperczak. Zespół był wówczas beniaminkiem francuskiej ekstraklasy, ale płacono w nim na tyle dużo, że Dimitrow zdołał nieco odłożyć. Dzięki temu poznał też wówczas smak jazdy Mercedesem i Alfą Romeo. W pierwszym sezonie po jego przyjściu zespół zajął miejsce w środku tabeli, ale już w kolejnym byli o krok od podium, plasując się na czwartej pozycji. Bułgar był wyróżniającym się zawodnikiem w lidze i został nawet uznany najlepszym obcokrajowcem, a konkurencję miał niemałą. W 1988 r. wrócił do kraju i w barwach CSKA wywalczył swoje ostatnie mistrzostwo i puchar kraju. Potem za namową trenera Iwana Wucowa związał się jeszcze na jeden sezon z drużyną Sławii Sofia, z którą zdobył wicemistrzostwo Bułgarii. Zaliczył też krótkie epizody w Izraelu, gdzie zamiast grać w barwach Maccabi zachorował na zapalnie wątroby, a także w Szwecji, gdzie związał się z drugoligowym Linköpings FF. Podjętą na początku lat 90. decyzję o zakończeniu kariery przyspieszyły kłopoty ze zdrowiem, z którymi mierzył się po zerwaniu więzadeł w kolanie. Od 1982 r. był członkiem Bułgarskiej Partii Komunistycznej, z której został usunięty w 1988 r. za opóźnienia w płaceniu składek członkowskich. Próbował swoich sił w pracy szkoleniowej, ale bez szczególnych osiągnięć. Prowadził mniejsze kluby, takie jak Wełbyżd Kiustendił, Minior Pernik, Wełbyżd Słokoszica i Marek Dupnica, ale w żadnym z nich nie zadomowił się na dłużej. Kilkanaście miesięcy przed śmiercią zdiagnozowano u niego raka jelita grubego. Mimo szybko podjętego leczenia, które wsparła bułgarska federacja i kilku zagranicznych operacji, choroba była już zbyt zaawansowana i na ratunek było za późno. Walkę z rakiem Dimitrow przegrał w wieku 62 lat.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Marusek No tak, samo państwo RPA rzeczywiście sporo zyskało, jednak mimo wszystko potwierdza to tylko że liczy się głównie kasa a nie duch sportu i to jest w tym wszystkim najsmutniejsze...
1
@misterio Przyznam że jesteś dużym optymista, gdyż ja nie podzielam w tym wypadku twojej opinii...
1
@Marusek Nie no, po prostu niewiarygodne(!) jak mogło do czegoś takiego dojść na profesjonalnym poziomie rozgrywek. Przecież ten mecz powinien zostać anulowany a przynajmniej powtórzony! Poza tym tutaj obie strony są skorumpowane, co tylko dowodzi piłkarskiej patologii na najwyższych szczeblach tej dyscypliny sportu...
14
W Europie trwała jeszcze wojna ale nie w Ameryce Południowej:
14 stycznia 1945 r. Chile pokonało Ekwador 6:3(3:2) w meczu otwierającym 18-tą edycje Copa America. Areną zmagań ponownie był „Estadio Nacional” w Santiago de Chile, jeszcze bardziej okazały niż 4 lata wcześniej. Mecz gospodarzy z Brazylią ściągnął na trybuny bagatela, 80 tys. ludzi. W turnieju zadebiutował zespół Kolumbii, kontynentalny outsider, który wszelako tanio skóry nie sprzedał, urywając aż 3 punkty innym słabeuszom jak Ekwador i Boliwia. Obrońca tytułu(Urugwaj) przywiózł kilku nowych interesujących zawodników, spośród których dwaj pięć lat później zdobyć miało mistrzostwo świata a mianowicie Maspoli i lewy obrońca Tejera. Doszedł również czarnoskóry pomocnik Viana. Jednak największym wydarzeniem stał się występ w ekipie ,,Celestes” środkowego napastnika, na którym nie poznała się Argentyna i który swoje przeznaczenie odnalazł w sąsiednim Urugwaju- Atilio Garcia. Gospodarze natomiast byli znów świetnie przygotowani do imprezy. Trenerem ich już wcześniej został legendarny Ferenc Platko, m.in. wybitny bramkarz FC Barcelony. Kwalifikacje trenerskie uzyskał w Paryżu i potwierdził je w Londynie. Prowadził FC Porto, rumuński Venus czy angielski Arsenal. Jeszcze później, w latach 1955-57 był szkoleniowcem budującej swą potęgę FC Barcelony. Ten jeden z najwybitniejszych trenerów swojej epoki po raz pierwszy narzucił Chilijczykom naprawdę nowoczesne metody. Słynne stały się jego przedmeczowe odprawy, gdzie na tablicy kreślił taktyczne schematy. Drużyne trzymał żelazną ręką ale też posłuch miał absolutny.
Podstawą gry uczynił czynną defensywę. Sergio Livingstone nieprawdopodobnymi robinsonadami doprowadzał napastników Urugwaju i Argentyny do rozpaczy. Obrona chilijska z Busquetsem na czele trwała niczym husycki tabor. Środkowy pomocnik przez prase nazwany ,,half policia”, jak srogi policjant nie odstępował na krok środkowego napastnika rywali. Była to nowinka taktyczna, bowiem w innych ekipach zadanie to zwyczajowo powierzano stoperowi. Z głębi pola organizowano groźne kontry, zaś w ataku Platko miał ruchliwego jak żywe srebro Cremaschiego i ostro strzelającego Medine. Zdyscyplinowani Chilijczycy, preferujący gre twardą i zespołową byli nawet bliscy ostatecznego tryumfu. Przed ostatnim meczem turnieju z Brazylią mieli już 9 punktów i w razie zwycięstwa zrównaliby się z przewodzącą w tabeli Argentyną. Niestety jedyny gol Brazylijczyka Heleno rozstrzygnął losy meczu. Argentyna mogła odetchnąć. Brazylii przypadło trofeum pocieszenia- „Copa Bolivia”. Chile ostatecznie zajęło 3 pozycje. Wcześniejsza batalia mistrza z wicemistrzem dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Starły się dwie niewątpliwie najlepsze drużyny świata i dwie piątki napadów, o jakich tylko można marzyć. Tak jakby na jednej szyi zapleść dwie diamentowe kolie. Brazylijski naszyjnik błyszczał olśniewająco: Tesourinho, Zizinho, Heleno, Jair, Ademir. Argentyński przyprawiał o zawrót głowy: Boye, Mendez, Pontoni, Martino, Loustau. Każdemu z nich wypadałoby poświęcić już nie rozdział a wręcz osobny tom. Wystarczy powiedzieć tylko że Zizinho, Jair i Ademir byli w 1950 roku o włos od tytułu mistrzów świata a ostatniemu z tej trójki przypadło trofeum najlepszego snajpera. Ostatecznie Argentyna pokonała Brazylie 3:1 po hattricku genialnego napastnika Mendeza i honorowym trafieniu Ademira. Z kolei Tesourinha kunszt dryblingu wyniósł na takie wyżyny iż powszechnie uchodzi za najlepszego prawoskrzydłowego Brazylii przed pojawieniem się genialnego Garrinchy. Jeszcze postać chyba najbarwniejsza, strzelec złotego gola z Chile- Helenio de Freitas. Wytrawni eksperci po dziś dzień nie mają wątpliwości że w bogatych dziejach brazylijskiego futbolu nikt nie grał lepiej głową i nikt nie potrafił z taką maestrią strzelać ,,nożycami”. Podczas tego turnieju wyczyniał z piłką istne cuda. Z 6 golami został królem strzelców turnieju, dzieląc ten zaszczyt z argentyńskim bombardierem Norberto Mendezem.
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@MoralnyKarzel
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
2
@FcPortoFan1999 No liga może i tak. Ale 3 Polaków w FC Porto jednocześnie swoją wymowe jednak ma!
4
O prosze! Portugalski Klasyk na TVP Sport po raz 259 w historii i to możliwe że z udziałem trzech polskich piłkarzy! Wprawdzie nie będe w stanie obejrzeć całego meczu ale dlaczeguż nikt o tym nie wspomina?
11
Rekordy ,,La Pulgi”:
14 stycznia 2018 r. Lionel Messi strzelił kapitalnego gola z rzutu wolnego a jego FC Barcelona wygrała na Estadio Anoeta z Realem Sociedad 4:2. Dla Argentyńczyka był to 366. gol w Primera Division. To absolutny rekord biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig w Europie.
Przypomnijmy sobie:
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
1
@Marusek O tej ręce to huczał cały świat ale że Irlandia za brak protestu otrzymała 5 milionów euro to pierwsze w życiu słysze!? Z jakiej paki i od kogo?
1
@Marusek Wówczas jeden z najlepszych napastników na świecie, szkoda że pozostali Austriacy nie prezentowali podobnego poziomu bo mogli by zawalczyć o medal mistrzowskiej imprezy...
10
Goleada Blaugrany:
14 stycznia 1979 r. FC Barcelona rozgromiła na Camp Nou Rayo Vallecano aż 9:0(!) w 16 kolejce Primera Division. Było to jedno z najwyższych zwycięstw Blaugrany w historii występów w La Liga. W meczu tym spektakularnym wyczynem popisał się wyborny wówczas snajper Hans Krankl, strzelając aż 5 goli! Austriacki napastnik Hansi Krankl przybył do Camp Nou latem 1978 roku po znakomitym występie na Mistrzostwach Świata, podczas których strzelił wszystkie cztery gole dla swojej drużyny narodowej, która odpadła już w pierwszej rundzie. Zdobył również reputację najskuteczniejszego strzelca podczas swojej kariery w Rapidzie Wiedeń. I udowodnił to, zwłaszcza w tamtym sezonie, który był nie tylko pierwszym, ale i przedostatnim, jaki rozegrał w koszulce Blaugrany. Noc 14 stycznia 1979 roku była jego najbardziej spektakularnym wieczorem. Pięć goli strzelonych Rayo Vallecano to jego najlepszy wynik w barwach Barcelony. Był to mecz ligowy, w którym drużyna prowadzona przez Luciena Mullera rozgromiła Rayo Vallecano, które nie potrafiąc odpowiedzieć, poniosło druzgocącą porażkę 0:9. W raporcie opublikowanym przez Mundo Deportivo, pod historycznym podpisem Farrerasa, stwierdzono, że „Hansi Krankl dośrodkował, objął prowadzenie, podjął decyzję i dokończył akcję. To było niezapomniane popołudnie i zdumiewający pokaz jego niesamowitego instynktu strzeleckiego. Ponieważ nie tylko pięć goli w jednym meczu jest wyjątkowe samo w sobie, ale wszystkie pięć zostało strzelonych z równie niekwestionowanym geniuszem”. I tak wspominali siebie nawzajem, gol po golu: ( 1-0, minuta 6 ): „Krankl wykorzystuje okazję, aby wykonać rzut wolny na skraju pola karnego. Piłka uderza w dośrodkowanie, a następnie w plecy Hierro i wpada do bramki.” ( 2-0, 37' ): „Krankl przejął piłkę po dobitce, ominął dwóch obrońców i uniknął wyjścia bramkarza z dołka.” ( 4-0, 44' ): „Bramka bardzo podobna do drugiej. Krankl, idąc głęboko i unikając Tanco, Ucedy i Hierro, strzela spokojnie i precyzyjnie.” ( 5-0, 58' ): „Niejasna sytuacja na boisku gości, którą Krankl rozwiązuje efektownym kopnięciem nożycowym.” ( 6-0, 61' ): „Krankl, z linii końcowej, nieprawdopodobnie nisko dośrodkował do bramki gości. Gol przypominający pierwszą bramkę pamiętnego wieczoru przeciwko Anderlechtowi.” Pozostałe trzy gole dla Barcelony zdobyli Neeskens (2), Asensi i Carrasco. Muller ustawił Morę; Zuviría, Migueli, Olmo, Albaladejo; Sánchez, Neeskens, Asensi; Rexach, Krankl i Carrasco, nie wprowadzając żadnych zmian.
Mężczyzną, któremu powierzono obronę Krankla tego popołudnia, był obrońca Vallecano, Tanco, który był całkowicie przytłoczony i widział to w ten sposób: „Zagrałem słaby mecz. Nikt nie zaprzecza zaletom Krankla, ale prawda jest taka, że dziś wszystko poszło dla niego idealnie. Jego klasa jest niezaprzeczalna, ale szczęście jest również po twojej stronie”. W końcu… Nawiasem mówiąc, transfer Krankla do Barcelony był kontrowersyjny. Jego klub, Rapid, osiągnął porozumienie z Valencią w sprawie jego transferu, ale bez jego zgody. Po zdobyciu Złotego Buta z Rapidem wolał grać dla Blaugrany, zdobywając 41 bramek w 36 meczach. Kiedy przybył do Barcelony, stwierdził, że „moją pasją jest strzelanie goli i myślę, że wiem, jak to robić”. Oczywiście chciał też jasno powiedzieć, że nie zamierza zastąpić Cruyffa: „Jedyne, w czym jestem do niego podobny, to to, że mam na imię Johan” – powiedział. W swoim pierwszym sezonie strzelił 36 goli, z czego 7 pochodziło z rzutów karnych a w kolejnym sezonie dorzucił kolejne 9. Nie dokończył drugiego sezonu w Blaugranie, lecz został wypożyczony do innego wiedeńskiego klubu, po tym jak został usunięty z drużyny z powodu nieporozumień z ówczesnym trenerem, Joaquimem Rifé. W każdym razie, podczas swojego niestety krótkiego pobytu w FC Barcelonie, Krankl zdobył sympatię kibiców, co stało się oczywiste, gdy wypadek drogowy w centrum miasta po derbach zakończył się poważnym wypadkiem w szpitalu, w którym znalazła się jego żona. Gdy tylko ta wiadomość się rozeszła, setki kibiców Barcelony rzuciły się do szpitala, aby oddać krew. Ostatecznie wyzdrowiał i już kilka tygodni później, mimo że jego żona wciąż dochodziła do siebie, Krankl nie chciał opuścić historycznego finału Pucharu Zdobywców Pucharów w Bazylei, w którym decydującym golem, strzelonym już w dogrywce, przyczynił się do zdobycia tytułu. Trzeba pamiętać iż niewielu jest piłkarzy, którzy strzelali 5 goli w jednym meczu La Liga. Takiej sztuki nie udało się dokonać nawet Messiemu…
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@Bernard777 Powiadasz że Obywatele zatrzymają się dopiero w finale na naszej Barcuni? Ho, ho, ho! Konia z rzędem temu, kto wogóle wytypuje taki finał a co dopiero triumf naszej Barcuni!? Szczerze? Ja nawet nie wierze że dojdziemy do półfinału, zwłaszcza z taką "cudowną" linią defensywną...
Dużo większe pieniądze stawiałbym na ekipe Pepito niż na naszych chłopaków. Obym się bardzo mylił ale tak to niestety widze...
11
Feliz cumpleaños panie Victorze z okazji urodzin! 44 lat kończy dzisiaj Victor Valdes. Najbardziej utytułowany spośród wszystkich bramkarzy FC Barcelony przyszedł na świat w pod barcelońskim L’Hospitalet de Llobregat. Kariere w juniorskich drużynach Blaugrany rozpoczął w wieku 10 lat. Po kilku miesiącach musiał się jednak przenieść na Teneryfe, gdzie przeprowadziła się jego rodzina. W 1995 r. wrócił do Barcelony i stopniowo piął się po szczeblach kariery. W pierwszym składzie spędził 12 sezonów. Początkowo regularnie przytrafiały mu się mniejsze oraz większe wpadki, przez co nie omijała go krytyka ze strony kibiców i dziennikarzy. Z czasem jednak jego umiejętności rosły i w sezonie 2005/06 był już pewnym punktem w bramce i wielkim bohaterem finału Ligi Mistrzów z Arsenalem. Po latach przyznał iż był to punkt zwrotny jego kariery. Valdes wyróżniał się dobrą grą nogami, świetną skocznością i grą na przedpolu oraz częstym wygrywaniem pojedynków jeden na jednego. Przed rozpoczęciem sezonu 2013/14 ogłosił że nie przedłuży kończącego się kontraktu i opuści Dume Katalonii. Do tego czasu 5-krotnie wygrywał Trofeo Zamory dla najlepszego bramkarza Primera Division, czym wyrównał rekord Antoniego Ramalletsa. No cóż, gdyby został to mógłby nawet pobić ten rekord, tak się jednak nie stało, co nie kwestionuje jego wybitnego kunsztu bramkarskiego oraz tego że przechodzi do historii jako jeden z najlepszych bramkarzy Blaugrany.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
11
Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:
Panie i panowie, 75 lat kończy dzisiaj jeden z najlepszych obrońców w historii polskiego futbolu, Antoni Szymanowski, medalista mistrzostw świata z 1974 roku i dwukrotny medalista olimpijski, złoty z Monachium z 1972 i srebrny z Montrealu z 1976 roku. Urodzony 13 stycznia 1951 roku Szymanowski, to jedna z legend Wisły Kraków. W jedenastce "Białej Gwiazdy" debiutował już jako 17-latek. Jako nastolatek zadebiutował też w reprezentacji Polski. Było to 22 lipca 1970 roku w meczu w Szczecinie przeciwko Irakowi, który Polacy wygrali 2-0 po trafieniach Zygfryda Szołtysika i Jana Banasia. ,,Z tamtego meczu to niewiele pamiętam i niewiele mogę powiedzieć. Ważne że wygraliśmy. Co do Szymanowskiego, to na pewno był to dobry i solidny obrońca, a kolejne mecze w reprezentacji tylko to potem potwierdziły. Jeśli chodzi o ligę, to z racji swojej pozycji i gry na prawym skrzydle, to kiedy mierzyliśmy się z Wisłą, przychodziło mi grać na Adama Musiała, który w krakowskim klubie występował na lewej stronie defensywy, ale oczywiście z Szymanowskim też zdarzało się toczyć zażarte pojedynki” - wspomina dzisiaj Banaś. W tamtym meczu w Szczecinie z Irakiem reprezentację Polski prowadził jeszcze Ryszard Koncewicz. Jego następca i wychowanek, także pochodzący ze Lwowa Kazimierz Górski regularnie stawiał już na Szymanowskiego, który był mocnym punktem drużyny, która najpierw wywalczyła złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Monachium, a potem była rewelacją na mundialu w Niemczech Zachodnich w 1974 roku. Podczas MŚ w RFN wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach. "Antoni Szymanowski - prawy obrońca, barwy klubowe - Wisła Kraków; szybki, ofensywny; trochę malkontent, ale tylko poza boiskiem; wielki meloman posiadający własną dyskotekę; 35 meczów w barwach narodowych, 23 lata" - można przeczytać w jego charakterystyce w książce Stefana Grzegorczyka "Gra o medal" wydanej tuż po tamtym, tak udanym dla "Biało-Czerwonych" mundialu. Warto dodać, że Szymanowski był jednym z najmłodszych zawodników jedenastki prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Młodszy był tylko Władysław Żmuda. W reprezentacji Antoni Szymanowski grał przez 10 lat. Swój ostatni mecz, oznaczony numerem 82 zagrał 9 lipca 1980 roku w Bogocie przeciwko Kolumbii, który "Biało-Czerwoni" wygrali 4-1. W grudniu 2019 roku znalazł się w jedenastce stulecia Polskiego Związku Piłki Nożnej. Z kolei 4 lata temu uznany został Piłkarzem 100-lecia Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
2
@Marusek O prosze! Tego to bym się nie spodziewał! Z mojej perspektywy to żałuje że nie był etatowym piłkarzem mojego Widzewa. Dzięki ci śliczne za ciekawostke :)
1
@Kessie Oj to szkoda! W każdym razie dziękuje ci bardzo za tą informacje :)
0
Szanowni kibice futbolu, powiedzcie mi na jakim kanale można obejrzeć starcie Pucharu Ligi Angielskiej pomiędzy Newcastle a Manchester City?
10
Zapomniane legendy rodzimego futbolu:
13 stycznia 1942 r. w Radomsku urodził się Jerzy Sadek. Pierwszym jego klubem była miejscowa Stal. Reprezentował też barwy innej drużyny z Radomska – Czarnych. W 1961 r. przeniósł się do łódzkiego KS. Co ciekawe, rozegrał też kilka spotkań sparingowych w barwach Widzewa, który grał wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym. Uznano jednak, że jest już gotów na grę na wyższym poziomie. W ,,Rycerzach Wiosny” spędził 11 lat. Przez ten czas zdążył rozegrać 213 spotkań i zdobył 69 ligowych goli. Łącznie, na wszystkich szczeblach rozgrywkowych, zdobył 102 gole. Czyni go to najlepszym ligowym strzelcem w historii zespołu z Alei Unii. W drużynie biało-czerwono-białych nie odniósł większych sukcesów. Mimo to zdołał zapisać się w pamięci wielu, nie tylko łódzkich kibiców. Zapamiętali go jako Bombardiera. Takiego pseudonimu dorobił się, dzięki piekielnie silnemu strzałowi, którym niejednokrotnie karał rywali. Atomowe uderzenia były jego znakiem firmowym. Cechował go także wyjątkowy ciąg na bramkę przeciwnika oraz świetna gra głową. Lubił dryblować przy linii bocznej i łamać grę do środka, by zakończyć akcję strzałem. W 1965 r., zadebiutował w reprezentacji Polski meczem ze Szkocją w Glasgow. Pojedynek ten został rozegrany w ramach eliminacji do mistrzostw świata 1966. Polacy zwyciężyli 2:1, a Sadek zdobył jednego z goli. Niesamowity strzał z woleja przerwał siatkę w bramce ,,The Tartan Army”. W kolejnym meczu ustrzelił dublet. Przeciwnikiem biało-czerwonych była Finlandia, a Polacy wygrali tamto spotkanie 7:0. Pomału stawał się jedną z czołowych postaci kadry. Kibice mawiali w tamtych czasach: Lubański podaje do Sadka i trzepie się siatka. Innym jego słynnym meczem w koszulce z orłem na piersi, była potyczka na Goodison Park, z przygotowującą się do mistrzostw reprezentacją Anglii. Bombardier strzelił wówczas gola, a Polska zremisowała z drużyną, która pół roku później sięgnęła po mistrzostwo globu. Dzień po meczu, angielska prasa rozpływała się nad umiejętnościami gracza ŁKS-u. Porównywano go do Tommy’ego Lawtona. Chrapkę na pozyskanie Sadka miał rzekomo Everton, który oferował drużynie z Łodzi sto tysięcy funtów za usługi jej piłkarza. Czasy głębokiej komuny sprawiły, że o transferze oczywiście nie mogło być mowy. W kadrze zagrał łącznie osiemnaście razy i strzelił sześć goli. Ostatni raz w reprezentacji wystąpił w 1971 r. Polska przegrała wówczas 1:3 z RFN. Sadek pojawił się na murawie stadionu na ostatnie dziesięć minut. W 1973 r. wyjechał do Holandii. Grał w Sparcie Rotterdam i HFC Haarlem. Karierę postanowił zakończyć w ukochanym ŁKS-ie. Buty na kołku zawiesił w 1978 r. W Reprezentacji rozegrał 18 meczów, strzelając 6 goli.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Pyrrusowe zwycięstwo:
13 stycznia 2010 r. FC Barcelona pokonała FC Sevilla 0:1 w 1/8 Copa del Rey. Blaugrana pożegnała się z Pucharem Króla grając jak mistrzowie w meczu z Sevillą, wygrywając 0:1 na Sánchez Pizjuán. FC Sevilla utrzymała prowadzenie 2:1 w pierwszym meczu i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju. Zespół Manolo Jiméneza bronił się jak osaczony kot. Palop, mimo że puścił gola strzelonego przez Xaviego w 63. minucie, był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny, pomagając jej uniknąć naporu ofensywy Barcelony. Sevilla sprawiła niespodziankę, eliminując sześciokrotnych mistrzów, którzy nie przegrali meczu fazy pucharowej od 2008 roku, kiedy to przegrali w półfinale Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Ulewny deszcz, który padał przez cały dzień w Sewilli, groził zamienieniem boiska w rozmokły, zielony dywan. Na szczęście chmury rozwiały się przed rozpoczęciem meczu, w przeciwieństwie do obu drużyn, które wyszły na boisko bardzo agresywnie. Nie zważając na taktyczną ortodoksję, Barcelona i Sevilla wyszły na boisko, by walczyć do upadłego. Piłka toczyła się od bramki do bramki w zawrotnym tempie, nie dając im chwili wytchnienia. Ulegając tej nerwowości i pośpiechowi, bramkarz Barcelony Pinto, w 19. minucie, lekkomyślnie wyszedł z pola karnego z piłką. Negredo przejął piłkę nieświadomemu bramkarzowi a Navas strzelił gola, który był całkowicie legalny, ale sędzia Clos Gómez niesłusznie go nie uznał, doprowadzając do furii kibiców Andaluzji. Bramkarz FC Barcelony był jedynym rezerwowym na boisku Guardioli, który wystawił swoich najlepszych zawodników , rezygnując z eksperymentalnych składów z pierwszego meczu. Jednak to Sevilla jako pierwsza przejęła inicjatywę. Navas mknął skrzydłem niczym wicher, zostawiając za sobą szybkiego Abidala. Andaluzyjczycy, nacierając, próbowali szczęścia w atakach powietrznych i mieli najlepszą okazję na początku, gdy Romaric główkował z rzutu rożnego, ale Pinto obronił. Barça szukała okazji, ale nie stworzyła sobie klarownej okazji aż do 27. minuty, kiedy Iniesta dośrodkował z prawego skrzydła na dalszy słupek do Ibrahimovicia, którego strzał głową minął bramkę. Messi również spróbował szczęścia w 29. minucie, oddając groźny, niski strzał, który Palop obronił. Minuty mijały dla podopiecznych Guardioli, którzy potrzebowali dwóch bramek do awansu, i zeszli na przerwę z remisem.
W drugiej połowie Blaugrana wyszła na boisko pełna energii. Prowadzona przez Messiego i Iniestę, Blaugrana zaprezentowała piękną grę podaniami, która zdominowała Sevillę. Tylko interwencje Palopa, najlepszego zawodnika swojej drużyny , uchroniły Sevillę przed odpadnięciem z Pucharu. Bramkarz Walencii popisał się mnóstwem interwencji. Wyciągnął się jak guma do żucia, by zatrzymać strzał głową „Ibry” (51. minuta), odebrał piłkę Inieście, gdy ten był sam (54. minuta) i sparował groźny strzał Messiego prawym skrzydłem (59. minuta). Dopiero gol Xaviego , który doskoczył do dobitki na skraju pola karnego, by pokonać solidnego Palopa, przerwał mistrzowską grę bramkarza. Była 63. minuta; Barça miała jeszcze pół godziny na pokonanie Sevilli, ale to nie miał być ich wieczór. Palop i jego koledzy z drużyny byli zdeterminowani, by zapobiec odbiciu piłki, broniąc się zaciekle. Próba podcięcia Messiego (65. minuta) okazała się bezskuteczna, podobnie jak jego popisowe zagranie, wbiegnięcie z prawej strony i oddanie strzału lewą nogą (68. minuta). Jego strzał trafił w słupek. Argentyńczyk próbował otrząsnąć się po nieszczęściu i mógłby strzelić gola, gdyby Palop nie obronił kolejnego strzału z bliskiej odległości. Było jasne, że Barcelona musi pogodzić się ze swoim losem i nauczyć się przegrywać mecze fazy pucharowej, o czym zapomniała. Drużyna grała w najlepszy futbol, ofensywny i pełen zaangażowania styl, ale odpadła z Pucharu, tytułu, którego nie będzie w stanie obronić.
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
1
@MoralnyKarzel A mnie jest z kolei niezmiernie miło że komuś takiemu, jak ty, taka historia się podoba. Bardzo dziękuje za te słowa wsparcia. Jeżeli chodzi ci o oznaczanie ciebie przy moich wpisach, to z przykrością musze stwierdzić że na tą chwile mam już komplet oznaczanych użytkowników. W drodze wyjątku mogę cie oznaczać jak na razie jedynie w historiach o Copa America, gdyż zorientowałem się że nie wszystkich użytkowników aż tak to interesuje. Generalnie zobacze co da sie zrobić ale z pewnością o tobie nie zapomne! Jeśli chodzi o to wirtualne "pióro" to zdecydowana większość moich tekstów pochodzi z książek, które czytam.
Ps. A tak wogóle to mógłbyś coś o sobie powiedzieć? No bo twój profil jest "pusty"!
10
Feliz cumpleaños panie ,,Charly”!
Dzisiaj swoje 79 urodziny obchodzi Carles Rexach, napastnik, trener, wybitna postać i legenda Dumy Katalonii. Na wstępie przypomnę tylko iż to głównie właśnie Rexachowi zawdzięczamy to że Lionel Messi wylądował jako junior w FC Barcelonie. Tak, tak to właśnie Rexach podpisał słynną umowę z ojcem Leo na serwetce w Barcelońskim klubie tenisowym. Gdyby tego nie zrobił młodziutki Leo mógł nawet wylądować w Realu Madryt. Charly, jak nazywają Rexacha przyjaciele, był zawodnikiem, o którym mówiło się że jeśli go zranisz to jego krew będzie tryskała barwami klubowymi. W barwach Blaugrany zadebiutował 10 września 1967 r. w przegranym meczu z Realem Saragossa 2:3 ale swój debiut mógł zaliczyć do udanych ponieważ strzelił pierwszego gola w tym spotkaniu. W sezonie 1973/74 stał się doskonałym uzupełnieniem dla Johana Cruyffa. Oboje wyznawali tę samą filozofię w życiu i sporcie. Duet napastników: Rexach-Cruyff poprowadził Barçe do pierwszego mistrzostwa od 14 lat! W 1978 r. Charly zdobył 2 gole przeciwko Las Palmas w wygranym 3:1 finale Pucharu Hiszpanii. Przez 16 lat gry dla Dumy Katalonii Carles Rexach rozegrał 665 meczów strzelając 197 goli, zdobywając jedno mistrzostwo Hiszpanii, 4 puchary Hiszpanii, Puchar Miast Targowych oraz Puchar Zdobywców Pucharów.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Marusek
@misterio
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@Sysia11 Już jestem, ledwo zipie po robocie! Bardzo ślicznie dziękuje za te jakże miłe słowa od ciebie :) Czy najlepszy to nie wiem ale bodaj jedyny, któremu zależy na dobru historii ukochanego klubu i historii futbolu.