FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
4
@Eto'o9 R10 Dokładnie! Mam identyczne zdanie jak ty. Marzyło mi się ofensywne trio Messi, Eto"o, Villa, gdyż najbardziej ich uwielbiałem z napastników Barcuni...
14
Feliz cumpleaños panie Davidzie!
Szanowni cules, dzisiaj 44 lat kończy David Villa, żywa legenda hiszpańskiego futbolu! Ma w swoim dorobku wiele triumfów, zwłaszcza z Dumą Katalonii, z którą wygrał m.in. Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy czy Klubowe Mistrzostwo Świata. W reprezentacji Hiszpanii rozegrał 98 spotkań i strzelił 59 goli(rekord), zdobywając mistrzostwo Europy i Mistrzostwo Świata. Dziękujemy ,,El Guaje” za chwile radości, za gole i za poświęcenie Dumie Katalonii. Cules nigdy ci tego nie zapomną!
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
1
@ranger3120 A z tym to się zgodze. Jednak defensywa wciąż pozostawia wiele do życzenia...
3
Mamy to! Zwycięstwo nad groźnym przeciwnikiem zawsze cieszy. Jednak pomijając już fakt rzutu karnego Roberta, to druga połowa nie napawa optymizmem na dalszą część sezonu ale jak narazie radujmy się ze zwycięstwa!
13
Nieco zapomniane legendy futbolu:
2 grudnia 1948 r. w Pradze urodził się Antonín Panenka jedna z legend czeskiego futbolu, ofensywny pomocnik znany przede wszystkim ze stylu wykonywania rzutów wolnych i karnych. Przez większą część kariery grał w klubie Bohemians 1905, do którego dołączył w 1959 roku. W 1981 roku Antonin odszedł z klubu z Pragi do austriackiego Rapidu Wiedeń, gdzie zdobył Puchar Austrii i dwa razy wywalczył mistrzostwo kraju. W 1985 roku Rapid doszedł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, w którym Panenka wszedł z ławki rezerwowych a jego klub przegrał 3-1 z Evertonem. Rok później Panenka przeniósł się do VSE St. Polten, gdzie grał jeszcze dwa sezony by w końcu zostać trenerem Bohemians Praga. Tam pracuje do dzisiaj. Antonín Panenka stał się popularny po tym jak w finale mistrzostw Europy '76 w serii rzutów karnych strzelił decydującą jedenastkę. Sposób wykonania tego rzutu karnego jest do dziś kojarzony z czeskim piłkarzem– Panenka wziął długi rozbieg, zasymulował silne uderzenie, czym zmylił bramkarza RFN Seppa Maiera, po czym lekkim, technicznym strzałem posłał piłkę pod poprzeczkę, ustalając wynik rzutów karnych na 5-3.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
10
Uruguay Campeon!
2 grudnia 1923 r. Urugwaj pokonał Argentyne 2:0 na ,,Parque Central” w Montevideo w 6-tym meczu 7. Edycji Copa America i tym samym sięgnął po to trofeum trzeci raz w historii. Wszystkie emocje skupiły się na starciu Urugwaj-Argentyna, czyli de facto finale. ,,Albicelestes” choć dokładali starań, nie byli w stanie dorównać gospodarzom. Do ich składu po paroletniej przerwie powrócił fenomenalny Hector Scarone i on też wodził rej na Estadio Parque Central. Jednak debiutanci: Nassazi, Andrade, Petrone czy Cea, nie ustępowali mu ani na jotę. Do 22 tys. zdumionych i oczarowanych widzów docierało przeczucie iż towarzyszą właśnie narodzinom drużyny, jakiej jeszcze świat nie widział. Swój popis futbolowej maestrii ,,Celestes” zakończyli dwoma golami(Petrone i Sommy), które przygwoździły waleczną, lecz momentami niemal bezradną Argentynę.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
10
Wyjątkowe legendy argentyńskiego futbolu:
2 grudnia 1938 r. urodził się argentyński napastnik Luis Artime, Zdobywca Copa Libertadores-1971(z Nacional Montevideo) Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego-1971(z Nacional Montevideo) oraz król strzelców Copa America-1967(5 goli). Piękna sylwetka jednego z lepszych snajperów w historii futbolu. Zadebiutował w lidze argentyńskiej jako zawodnik rewelacyjnej Atlanty w 1958 r. Po 4 latach za rekordową kwotę 15,216 mln pesos kupił go River Plate. Z kolei w 1966 r. ściągnął go CA Indepiendiente za 25 mln pesos! W 1968 przeszedł do brazyliskiego Palmeiras, w 1969 do urugwajskiego Nacional, w 1972 do brazylijskiego Fluminense aż w końcu po roku wrócił do Nacional by w następnym sezonie zakończyć karierę. Artime pasjonował się jedną czynnością: strzelaniem goli. Tytuły „goleadora’’ zgarniał seryjnie. W lidze argentyńskiej dwukrotnie w River(1962 i 1963) i dwukrotnie w Independiente(1966 i 1967). W urugwajskiej dla Nacionalu 3 razy z rzędu(1969,1970,1971). W Argentynie zdobył(dla Atlanta, River i Independiente)165 goli w 219 meczach(ze znakomitą przeciętną 0,75), w Urugwaju 74 gole a w Brazylii 65. W 23 spotkaniach reprezentacji Argentyny strzelił 23 gole! W Copa Libertadores strzelił łącznie 20 goli a w Copa Intercontinental-3. W całej karierze począwszy od amatorskiego Independiente de Junin uzyskał łącznie 1021 goli! Był mistrzem Argentyny z Independiente w 1967, trzykrotnym mistrzem Urugwaju z Nacoinal w latach 1969-71, mistrzem Brazylii z Palmeiras w 1969 oraz klubowym mistrzem Ameryki i świata z Nacional w 1971. Obdarzano go sugestywnymi brzmiącymi przydomkami: Artillero, Fantasma(duch), Diente(ząb), Senior. W pełni zasłużył na wszystkie. Do perfekcji absolutnej doprowadził technikę użytkową a zwłaszcza technikę strzału. Nie gustował w dryblingach, nie kręcił finezyjnych kółeczek tylko podawał, przyjmował piłkę albo też bez przyjęcia strzelał. Pojawiał się na polu karnym niczym zjawa, duch(fantasma) aby w tej jednej najbardziej sprzyjającej sekundzie przyłożyć głowę lub nogę do piłki. Szybki, ruchliwy, sprytnym manewrem potrafił wyprowadzić w pole każdego obrońcę. Wzorowo osłaniał piłkę ciałem, grał czysto będąc pod każdym względem ideałem sportowca w nieco staroświeckim, rycerskim stylu. Wspaniały kolega, dżentelmen w każdym calu, który zaskarbił sobie zasłużenie powszechny podziw i sympatię w całej Ameryce.
@Sysia11
@Safrani
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
1
@Safrani Do meczu Barcuni napewno(!) a później to jeszcze nie wiem, gdyż ostatnimi czasy nasza Czerwona Armia mocno mnie rozczarowuje...
0
No i właśnie ten mecz zweryfikuje nas co do możliwości sięgnięcia po mistrzostwo Hiszpanii, zwłaszcza że skład ma być najsilniejszy. Zobaczymy jak będzie wygladała gra na tle bodaj najsilniejszego rywala w La Liga......?
0
@AxelF Ja jestem wymagający i powiem więcej. Otóż taki zawodnik nie powinien nigdy trafić do "naszego" klubu. Po krótce: ten gość nic nie daje drużynie a wręcz przeszkadza...
11
Cules pamiętają o wybitnych legendach Dumy Katalonii:
2 grudnia 1898 r. urodził się Ferenz Plattko Kopiletz, legendarny węgierski bramkarz FC Barcelony. Nieco zapomniany, niezwykle utalentowany bramkarz, który przyzwyczaił pierwszych kibiców Barçy do sukcesów na arenie krajowej. Początki jego kariery są owiane tajemnicą, niezwykle ciężko znaleźć wiarygodne informacje o tym zawodniku. Dopiero jego pojawienie się w latach 1910-1920 w klubie Vasas SC, pozwoliło odnaleźć początki jego kariery. Największe sukcesy osiągnął rzecz jasna z Blaugraną, zastępując samego Ricardo Zamorę, który był legendą w bramce. Zanim jednak do tego doszło, to warto przenieść się do roku 1917, gdy Barça zagrała dwa towarzyskie mecze z MTK Hungaria FC, której barw bronił Plattko. Obydwa spotkania zakończyły się bezbramkowymi remisami a Węgier wywarł tak wielkie wrażenie, na działaczach Azulgrany, że Ci postanowili go niezwłocznie zakupić. Tuż po przejściu do Katalońskiego Giganta, socios nie wyobrażali sobie możliwości zastąpienia kogoś takiego jak Zamora. Franz szybko jednak zaczął tworzyć swoją własną historię. W hiszpańskim klubie spędził siedem lat, od 1923-1930 roku. W tym czasie zdobył sześć Pucharów Katalonii, trzykrotnie wznosił Copa Del Rey i co najważniejsze, wygrał z drużyną pierwsze mistrzostwo Primera Division. Po siedmiu latach wspaniałej gry w bramce, Plattko przeszedł do Recreativo Huelva i tam zakończył swoją zawodową karierę. Później zaczynał jako trener, najpierw w podrzędnych klubach francuskich, by potem powrócić do FC Barcelona, lecz już w zupełnie innej roli, jako szkoleniowiec pierwszej drużyny. Mimo, że w sezonie 1934/35 zdobył Puchar Katalonii, to jednak został zastąpiony przez Patricka O'Conella. Minęły dwie dekady i ponownie przypomniano sobie o Ferenzu w Katalonii, który po raz drugi objął stery Blaugrany. Sezon 1955/56 był imponujący w wykonaniu FC Barcelony z przynamniej dwóch powodów. Pierwszym była wspaniała gra Ladislao Kubali i Luisa Suareza, którzy czarowali widzów swoją techniką. Drugą rzeczą był jeszcze do niedawna (2005), niepokonany rekord w ilości zwycięstw z rzędu w La Liga. Aż 10 spotkań pod rząd wygrywali podopieczni Ferenca Plattko. Jednak nawet te 10 wygranych pod rząd, nie pozwoliło Barçy zająć pierwszego miejsca. Druga lokata, tuż za Athletikiem Bilbao nie satysfakcjonowała zarządu, który postanowił zwolnić Węgra. Ciekawostką jest że Rafael Alberti napisał poemat o węgierskim bramkarzu, po trójmeczu w finale Copa Del Rey(wtedy jeszcze nie było dogrywek). Plattko grał z takim zapałem, determinacją i heroizmem, że Alberti nie mógł się powstrzymać, od upamiętnienia tego.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
12
Poprzednik Klubowego Pucharu Świata:
Puchar Interkontynentalny był niezwykle prestiżowym trofeum. W niczym nie przypominał Klubowego Pucharu Świata, który zdaje się być utrapieniem w napiętych terminarzach wielkich klubów. Pomysł turnieju, w którym rywalizowałyby ze sobą najlepsze drużyny z obu kontynentów, narodził się pod koniec lat 50. XX wieku. W Europie Puchar Europy (obecnie Liga Mistrzów UEFA) zaczynał zyskiwać na popularności, a w Ameryce Południowej Copa Libertadores ugruntowywał swoją pozycję jako najbardziej prestiżowy turniej na kontynencie. W 1960 roku UEFA i CONMEBOL postanowiły zorganizować mecz pomiędzy mistrzami tych dwóch rozgrywek. Tak narodził się Puchar Interkontynentalny – pojedynek, którego celem było wyłonienie najlepszej drużyny klubowej na świecie. W ten sposób, w 1960 roku, powstało to trofeum, w którym mistrz Pucharu Europy (później Ligi Mistrzów) zmierzył się z mistrzem Copa Libertadores. Pierwszy oficjalny mecz odbył się w 1960 roku pomiędzy Realem Madryt, mistrzem Europy, a urugwajskim Club Atlético Peñarol, mistrzem Copa Libertadores. To pierwsze spotkanie nie tylko położyło podwaliny pod rozgrywki, ale także odzwierciedliło pasję i rywalizację, które charakteryzowały turniej w kolejnych dekadach. Real Madryt wygrał serię z imponującym wynikiem 5:1, zdobywając inauguracyjny tytuł. W latach 60. i 70. XX wieku drużyny z Ameryki Południowej dominowały w Pucharze Interkontynentalnym dzięki ofensywnemu stylowi gry i wysokiej jakości zawodników. Drużyny takie jak brazylijski Santos, prowadzony przez Pelé, i argentyński Independiente pozostawiły niezatarty ślad w rozgrywkach. Brazylijski klub Santos FC, prowadzony przez Pelégo, zdobył mistrzostwo w 1962 i 1963 roku, będąc pierwszą południowoamerykańską drużyną, która zdobyła to trofeum dwa razy z rzędu. Racing Club of Argentina i Estudiantes de La Plata umocniły reputację Argentyny w tym turnieju pod koniec lat 60. Rywalizacja w Pucharze Interkontynentalnym nasiliła się w latach 70. XX wieku. Południowoamerykańskie drużyny, takie jak Boca Juniors i paragwajska Olimpia, zaczęły z powodzeniem rywalizować z europejskimi drużynami w pamiętnych seriach. To była era fizycznych pojedynków, z których wiele kończyło się kontrowersjami i sporami ze względu na intensywność gry i rywalizację między dwiema piłkarskimi kulturami.
Od 1960 do 1979 roku (włącznie) finał rozgrywano w dwóch meczach. Od 1980 roku, kiedy Puchar Interkontynentalny został przeniesiony do Tokio w Japonii ze względu na sponsoring, rozgrywano go jako jeden mecz. Sponsoring przez Toyotę, która wspierała rozgrywki w tym okresie, zwiększył ich rozpoznawalność i pozwolił na rozegranie wszystkich meczów w formacie jednego meczu, zamiast serii dwóch meczów. Zmiana formatu pozwoliła klubom takim jak Flamengo, z Zico jako gwiazdą, oraz Independiente, które zdobyło tytuł w 1984 roku, zdobyć trofeum w jednym meczu. W latach 90. zespoły takie jak włoski AC Milan i brazylijskie São Paulo zaprezentowały się w finałach na wysokim poziomie, co ugruntowało pozycję Pucharu Interkontynentalnego jako wydarzenia wyczekiwanego przez kibiców. W latach 1992 i 1993 São Paulo FC pokonało europejskich gigantów, takich jak FC Barcelona i AC Milan, pod wodzą trenera Telê Santany. Te tytuły potwierdziły, że São Paulo jest jednym z najlepszych klubów w Ameryce Południowej. AC Milan, jeden z najbardziej utytułowanych klubów europejskich, również odniósł sukces w rozgrywkach, zdobywając tytuł w kilku edycjach, m.in. w 1989 i 1990 roku. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, różnica między klubami z obu Ameryk i Europy była bardzo duża, niczym w porównaniu z obecną. W rzeczywistości, jeśli spojrzymy na historię rozgrywek, znajdziemy 22 tytuły dla drużyn CONMEBOL ( Ameryka Południowa) w porównaniu z 21 dla drużyn UEFA (Europa). Kluby z największą liczbą tytułów to: AC Milan, Peñarol, Real Madryt, Boca Juniors i Nacional de Montevideo. Wszystkie trzykrotnie zdobyły mistrzostwo. AC Milan był również czterokrotnie wicemistrzem. Z dwoma tytułami znajdziemy CA Independiente, Juventus, Santos, Inter Mediolan, São Paulo, Ajax, Bayern Monachium i Porto. Wreszcie, każdy z 1 Pucharem Interkontynentalnym to: Estudiantes de La Plata, Olimpia, Gremio, River Plate, Manchester United, Racing Club, Feyenoord, Atlético de Madrid, Flamengo, Red Star Belgrad, Vélez Sarsfield i Borussia Dortmund. Jeśli weźmiemy pod uwagę poszczególne kraje, na czele rankingu znajduje się Argentyna z 9 tytułami, za nią plasują się Włochy z 7, a następnie Brazylia i Urugwaj z 6. Listę uzupełniają: Hiszpania z 4, Niemcy i Holandia z 3, Portugalia z 2 oraz Anglia, Paragwaj i Jugosławia z 1 tytułem. Na koniec, jeśli chodzi o najlepszych strzelców turnieju, znajdziemy tu wielkiego Pelégo, który strzelił 7 goli dla Santosu, oraz Alberto Spencera z Peñarolu, który zdobył 6 bramek. Ostatni finał Pucharu Interkontynentalnego rozegrano w 2004 roku pomiędzy portugalskim Porto a kolumbijskim Once Caldas („Smoki” triumfowaly w rzutach karnych).
Następnie stworzono Klubowe Mistrzostwa Świata, które, szczerze mówiąc, nie dorównują prestiżem poprzednikom. W poprzednich edycjach FIFA gromadziła mistrzów każdej z konfederacji (Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Europy, Azji, Afryki i Oceanii), a także mistrza ligi kraju gospodarza. Jednak poziom większości uczestniczących drużyn i format rozgrywek sprawiły, że rozgrywki straciły na atrakcyjności i prestiżu. W 2024 roku było jeszcze gorzej, tworząc turniej czysto komercyjny, w którym uczestniczyły drużyny takie jak Inter Miami Messiego, nie odnosząc żadnych sukcesów. Ale to już inna historia.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
1
@AxelF ??? A to napewno do mnie ten komentarz?
1
@Stinger_ I bardzo dobrze! Najlepiej niech spadną do pierwszej ligi razem z tym skurwionym Szopenem
13
Zanim powstała Premier League:
Przed powstaniem Premier League, założonej w 1992 roku, angielska piłka nożna miała już bogatą historię w „Football League First Division”, najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii. Założona w 1888 roku, First Division była sceną, na której pojawiły się jedne z największych legend brytyjskiej piłki nożnej, a także kilka prawdziwie kultowych drużyn. Przez ponad wiek rozgrywki te stanowiły podwaliny współczesnej piłki nożnej i pozostawiły po sobie niezatarte dziedzictwo. W okresie poprzedzającym Premier League kilka drużyn zyskało na znaczeniu i zdominowało angielską piłkę nożną. Na przykład Liverpool był jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w latach 70. i 80., pod wodzą legendarnych menedżerów, takich jak Bill Shankly i Bob Paisley. W tym czasie „The Reds” zdobyli wiele tytułów mistrzowskich i odnieśli sukcesy w europejskich rozgrywkach. Inną drużyną, która zabłysnęła w Pierwszej Lidze, był Manchester United, który w latach 60. pod wodzą Sir Matta Busby'ego wygrał ligę i został pierwszym angielskim zespołem, który zdobył Puchar Europy w 1968 roku. Sukces „Czerwonych Diabłów” był przykładem siły angielskiej piłki nożnej na arenie międzynarodowej, dominacji, która charakteryzowała erę poprzedzającą powstanie Premier League. Jednym z najbardziej fascynujących aspektów angielskiej piłki nożnej przed powstaniem Premier League był rozwój mniej tradycyjnych drużyn, które osiągnęły niezwykłe sukcesy. Nottingham Forest , pod wodzą Briana Clougha, wygrał First Division w 1978 roku i zdobył dwa Puchary Europy z rzędu w latach 1979 i 1980. Ta drużyna jest uważana za jeden z najlepszych przykładów na to, jak skromny klub może osiągnąć szczyt europejskiej piłki nożnej. Podobnie Leeds United, prowadzony przez Dona Reviego, stał się potęgą pod koniec lat 60. i na początku lat 70. Dwukrotnie wygrał ligę i był bliski zdobycia Pucharu Europy w 1975 roku, stając się jedną z najbardziej obawianych drużyn w Anglii i Europie. Revie i Clough byli w centrum jednej z najbardziej zaciekłych rywalizacji tamtej epoki. Revie zapisał się w historii Leeds, jak już wspomnieliśmy, a Clough, zanim odniósł sukces w Nottingham Forest, został jego następcą. Kontrowersyjny menedżer wytrzymał na tym stanowisku zaledwie 44 dni, co uwieczniono w filmie „ The Damned United ”. Zaledwie kilka dni później obaj spotkali się na żywo w telewizji. A reszta jest już historią.
Angielski futbol zaczął się zmieniać pod koniec lat 80. i na początku lat 90. XX wieku. Wpływ na to miało kilka czynników, m.in. prawa telewizyjne i potrzeba unowocześnienia sportu. Największe kluby zaczęły dążyć do większej autonomii i wzrostu przychodów. To właśnie w sezonie 1990/91 potentaci angielskiej piłki nożnej zaproponowali nowy, korzystniejszy finansowo model rozgrywek. Doprowadziło to rok później, w 1992 roku, do powstania Premier League, oddzielonej od Football League. Ta zmiana nie tylko zwiększyła przychody z transmisji telewizyjnych, ale także zapoczątkowała nową erę globalizacji dla angielskiej piłki nożnej. Sezon 1992/93 był zatem pierwszym oficjalnym sezonem Premier League, jaki znamy dzisiaj. Manchester United pod wodzą Sir Alexa Fergusona został pierwszym oficjalnym mistrzem Premier League. Arsenal zajął drugie miejsce, a Liverpool trzecie. To zapoczątkowało nowe mistrzostwo, które do dziś funkcjonuje pod tą samą nazwą. Leeds United, z młodym Erikiem Cantoną w składzie, było ostatnim mistrzem Football League First Division w 1992 roku. Tego samego lata Francuz przeniósł się do Manchesteru United, aby powtórzyć sukces i pozostawić po sobie ślad zarówno indywidualnie, jak i jako członek drużyny. Stało się tak pomimo jego niesławnego kopnięcia kibica Crystal Palace w 1995 roku. Historia Football League First Division jest pełna kultowych momentów, wspaniałych zawodników i drużyn, które pozostawiły po sobie niezatarty ślad. Bez tej ery współczesna angielska piłka nożna nie miałaby fundamentów, które uczyniły ją jedną z najbardziej konkurencyjnych i oglądanych lig na świecie.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
6
@FCBparasiempre
Rozmowa trenera Leopolda Nitscha z piłkarzami w przerwie nie przyniosła rezultatów, bo w 57. minucie Schalke prowadziło już 3:0. Piłkarze z Westfalii byli coraz bliżej trzeciego z rzędu triumfu, a Wiedeńczykom korzystny wynik się oddalał. Kibice Schalke zaczęli nawet skandować „9:0, 9:0, 9:0” nawiązując do wygranej sprzed dwóch lat z Admirą. Piłkarze Rapidu zaczęli jednak wreszcie grać z większym zaangażowaniem i agresją. Trzy minuty po stracie trzeciego gola, nadzieje w serca kibiców Rapidu wlał Georg Schors, strzelając pierwszą bramkę dla Wiedeńczyków. Chwilę później dał o sobie znać geniusz Bindera i jego potężne uderzenie. W ciągu ośmiu minut ustrzelił hat-tricka i wyprowadził Austriaków na prowadzenie. W 62. sędzia podyktował rzut wolny dla Rapidu. Do piłki podszedł jak zwykle Binder. Silnie uderzył z około 30 metrów i było 2:3. Chwilę po wznowieniu gry, arbiter odgwizdał drugi w tym spotkaniu rzut karny dla Austriaków. Futbolówkę na 11. metrze ustawił Binder, który chciał się zrehabilitować za przestrzelonego karnego sprzed przerwy. Uderzył tuż przy prawym słupku, nie dając bramkarzowi szans na obronę. Remis. Siedem minut później, w 70. minucie spotkania Rapid po raz kolejny otrzymał rzut wolny. Znów do bramki około 30 metrów. Binder wierzył w siebie. Uderzył i trafił. Rapid wyszedł na prowadzenie i nie oddał go już do końca. Wiedeńczycy zostali mistrzami Niemiec. Rozradowani kibice znieśli Bindera z boiska na swoich ramionach. Piłkarze Schalke mieli pretensje do sędziego, przez którego rzekome błędy zostali pozbawieni mistrzostwa. Kapitan Ernst Kuzorra odmówił nawet przyjęcia pamiątkowego medalu za zajęcie drugiego miejsca. Eksperci byli jednak zgodni, że Schalke przegrało przez swoją nonszalancję i zbytnią pewność siebie, a także przez błędy bramkarza Hans Klodta. Niektórzy z przegranych potrafili jednak docenić kunszt Bimbo: ,,Jak można tak huknąć? – komplementował Franza obrońca Schalke, Otto Tibulski. Na mistrzowskim pucharze brakowało nazwy zwycięskiego klubu. Pozostały na nim jedynie świeże otwory po śrubach – wcześniej była przykręcona tabliczka z nazwą Schalke 04. Dla Rapidu takiej nawet nie sporządzono. W reprezentacji III Rzeszy Binder zadebiutował 29 stycznia 1939 r. W debiucie strzelił gola, a Niemcy wygrali na wyjeździe z Belgią 4:1. Ogółem dla nowej drużyny narodowej rozegrał 9 meczów i strzelił 10 bramek. Zdobył hat-tricka przeciw mistrzom świata – Włochom. Przygodę z tą kadrą zakończył 1 czerwca 1941 r. meczem z Rumunią w Bukareszcie. Ostatnie spotkanie Bindera dla III Rzeszy było pierwszym w tej roli dla Ernesta Wilimowskiego. W reprezentacji Seppa Herbergera grał m. in. z: Edmundem Conenem, Paulem Janesem, Ernstem Lehnerem, Helmutem Schönem, czy Fritzem Walterem. W dniu, w którym Rapid zdobywał jedyne w swojej historii mistrzostwo Niemiec, rozpoczęła się operacja Barbarossa. Wojska niemieckie zaatakowały ZSRR. Wojna trwała już od września 1939 r., ale w Wielkich Niemczech jej trudów nie odczuwano. Piłkarze byli pomijani przy powołaniach do wojska. Sytuacja zmieniła się 5 lutego 1941 r., kiedy to do sił zbrojnych wezwano Bindera i jego dwóch kolegów z drużyny – Pessera i Skoumala. Media poświęciły dużo miejsca zaangażowaniu wiedeńskich gwiazd w armii. Kicker pisał nawet na pierwszej stronie o Radiooperatorze Binderze. Mimo powołania do wojska, piłkarze byli cały czas do dyspozycji trenerów Rapidu. Bez przeszkód brali udział w meczach, a w czerwcu zdobyli mistrzostwo. W koszarach Breitenseer, które leżały w pobliżu stadionu Rapidu – przebywali także inni sportowcy. Byli to m. in. piłkarz Austrii Wiedeń – Karl Decker i bokser Josef Weidinger. Ten drugi tak wspominał po latach pobyt Bindera w wojsku: ,,Maszerowaliśmy na zewnątrz z plecakami, hełmami i karabinami. w pewnym momencie Franz zwrócił się do kapitana: panie kapitanie, serce mnie boli. musiałem przez 20 km nieść jego plecak i karabin. wieczorem normalnie trenował z Rapidem. Myślałem, że zwariuję.” Binder jednak nie symulował. Naprawdę miał problemy z sercem. 11 listopada trafił nawet z tego powodu na ponad miesiąc do szpitala. Co zrozumiałe, grywał coraz rzadziej. Rok później ukończył kurs trenerski. Na początku 1943 otrzymał rozkaz wymarszu na Wschód. Wielu twierdziło, że była to kara za odniesione dwa lata wcześniej zwycięstwo nad Schalke, ale to nieprawda. Został przydzielony do 2. dywizji pancernej i brał udział w walkach pod Smoleńskiem i Orłem. W 1943 r. dostał przepustkę, którą spędził w Wiedniu. Przeszedł wtedy operację wycięcia wyrostka robaczkowego. Jego syn tak opisywał tamte wydarzenia: ,,Głównym lekarzem w szpitalu Hanusch-Krankenhaus był klubowy lekarz Rapidu. wyciął mu zdrowy wyrostek robaczkowy. później [binder] dostał trzy miesiące zwolnienia lekarskiego i nie wrócił już do Rosji, ale do Francji.” Sam Bimbo również opisał tę sytuację w 1946 r.: ,,W listopadzie 1943 r. przybyłem do Wiednia na wakacje. Poddałem się wtedy operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, dzięki czemu nie wróciłem już na front.” Mimo, że walczył w Wehrmahcie, nigdy nie został członkiem NSDAP. Na froncie zachodnim, pod koniec wojny, Binder dostał się w ręce aliantów. Przebywał w obozie jenieckim w Kufstein, który był pod nadzorem francuskim. Naczelnik obozu pamiętał Bindera z towarzyskich gier Rapidu we Francji i ten wkrótce znowu zaczął kopać piłkę. Został kapitanem miejscowego SC Kufstein i zajmował się także sprawami organizacyjnymi. Jesienią jednak grał już w Wiedniu. 21 października 1945 r. w pierwszym po wojnie meczu w barwach Rapidu, świętował zwycięstwo 4:1 z Helfort a tydzień później zdobył swojego pierwszego gola w nowej Austrii w meczu z FC Wien, wygranym 1:0. Rapid tamten sezon zakończył na pierwszym miejscu, o jeden punkt wyprzedzając Austrię Wiedeń. Jak się później okazało, w decydującym meczu przedostatniej kolejki, Rapid rozbił Austrię na jej boisku 5:1, do czego walnie przyczynił się Binder swoimi czterema golami. Pierwszy po wojnie sezon kończył rozgrywany 20 czerwca 1946 r. finałowy mecz krajowego pucharu, w którym jednak brały udział tylko wiedeńskie kluby. Zmierzyły się w nim Rapid Wiedeń i First Vienna. Już w 5. minucie wynik otworzył nie kto inny jak Binder. W 65. minucie wyrównał Karl Decker, ale Bimbo jak zawsze grał do końca, co potwierdził strzelając zwycięskiego gola na pięć minut przed końcem meczu. W ten sposób Rapid zdobył dublet. Zaraz po wojnie władze Rapidu zarządziły denazyfikację. W 1946 r. Franza wybrano do zarządu i wkrótce potem objął stanowisko kierownika sekcji piłki nożnej. Jesienią 1946 r. węgierskie i szwajcarskie gazety pisały, że Binder był oficerem SS i jednym z zarządców obozu pracy dla żydowskich robotników przymusowych w węgierskim mieście Sopronbanfalva. Jak się potem okazało, chodziło o nazistę o tym samym imieniu i nazwisku. W aferze Bindera interweniował nawet ówczesny minister sprawiedliwości i prezydent Österreichischer Fußball-Bund – Josef Gerö, który przesłał do węgierskiego rządu odpowiednie dokumenty potwierdzające niewinność Bindera.
Ostatni sukces Bindera jako piłkarza, to szósty w karierze tytuł mistrza kraju z sezonu 1947/48. Zdobywał jeszcze z Rapidem wicemistrzostwo w sezonach: 1946/47 i 1948/49. W latach: 1946, 1948 i 1949 został wybrany piłkarzem roku w Austrii. Gdyby jednak w 1947 nie odwołano plebiscytu z powodu niedostatku papieru, miałby na koncie pewnie cztery takie tytuły. Do reprezentacji Austrii wrócił 6 grudnia 1945 r. w meczu z Francją. Ogółem po wojnie zagrał w pięciu meczach, w których zdobył pięć bramek. Ostatni raz reprezentacyjną koszulkę założył 5 maja 1947 r. w przegranym 2:3 meczu z Czechosłowacją, gdzie także wpisał się na listę strzelców. Całkowity jego bilans w kadrze to 16 trafień w 19 występach. W 1949 r. Rapid Wiedeń świętował 50-lecie istnienia. Z tej okazji udali się na tournée po Ameryce Południowej. Tam Bimbo po raz ostatni przywdział biało-zielone barwy. 9 czerwca 1949 r. w Rio de Janeiro, w obecności 50 tys. widzów, miejscowe Vasco da Gama rozbiło gości z Europy aż 5:0. Binder opuścił boisko w przerwie, rozczarowany zdjął buty i rzucił je później w kąt swojego pokoju hotelowego. Zdobyte w Brazylii doświadczenie zaprocentowało kilkanaście miesięcy później. Jeszcze jako piłkarz, został kierownikiem sekcji w Rapidzie i współtworzył wraz z trenerem Hansem Pesserem sukcesy tego klubu z początku lat 50. W tamtej drużynie grali tacy zawodnicy jak: Walter Zeman, Max Merkel, Ernst Happel, Gerhard Hanappi, Robert Dienst czy Erich Probst. Tamta ekipa, której najlepsze lata przypadły jeszcze przed erą europejskich pucharów, była uważana za jedną z najlepszych na kontynencie, co potwierdzili wygrywając w rozgrywkach Zentropa Cup w 1951 r. Później sam próbował swoich sił jako trener. Zaczynał w klubie SSV Jahn Regensburg w latach 1952-54. Kolejnym etapem w jego trenerskiej karierze było 1. FC Nuernberg, które poprowadził do zwycięstwa w Oberlidze Süd. Zaliczył też epizod w Holandii, gdzie z PSV Eindhoven zajął drugie miejsce w lidze w 1962 r. Po tamtym sezonie wrócił do Rapidu, gdzie znowu objął stanowisko kierownika sekcji. W 1964 świętował kolejne mistrzostwo Rapidu, a dwa lata później opuścił klub. Od listopada 1969 do 1970 był szkoleniowcem TSV 1860 Monachium, ale bez sukcesów. W 1975 r. raz jeszcze powrócił do Wiednia. Tym razem jako trener wspólnie z Robertem Körnerem. Współpraca ta dała owoce w 1976 r., kiedy to Rapid zwyciężył w rozgrywkach o puchar kraju. Również jako trener wykazywał swoje słynne chłodne opanowanie. W 1962 r. w jednym z meczów jego PSV na minutę przed końcem remisowało 1:1. Mieli wykonać rzut wolny. Binder zauważył, że prawy skrzydłowy Jan Louwers jest jakby nieobecny i patrzy w niebo, wstał z ławki, podszedł do linii i zawołał do niego: ,,No, co jest panie Louwers, mamy rzut wolny, może warto udać się w pole karne?” Zmotywowany Louwers świetnie odnalazł się w polu karnym i po dośrodkowaniu z rzutu wolnego umieścił głową piłkę w siatce, a PSV wygrało 2:1. Świetnie sprawdzał się w roli budowniczego zespołów – po jego odejściu, po mistrzostwo kraju sięgnęło zarówno 1. FC Nuernberg jak i PSV Eindhoven. Zdobyty w 1976 r. przez Rapid puchar Austrii, był jego ostatnim sukcesem w karierze trenera. Po tamtym sezonie postanowił zakończyć przygodę z futbolem. W każdym z sezonów, w którym zdobywał koronę króla strzelców, strzelał średnio więcej niż jedną bramkę na mecz. Wykazywał się niesamowitą skutecznością. Rozegrał dla Rapidu 319 oficjalnych meczów i strzelił w nich 395 goli! Warto pamiętać, że kilka lat zabrała mu wojna, więc jego dorobek mógł być jeszcze bardziej okazały. Według różnych źródeł, Bimbo Binder strzelił 1006 goli w 756 meczach, co daje imponującą średnią 1,33 gola na mecz. Inne statystki mówią o 1151 trafieniach w 794 występach, co dawałoby średnią 1,45 gola na mecz. W tamtym okresie było znacznie mniej spotkań na najwyższym poziomie niż dzisiaj, a także więcej międzynarodowych i krajowych spotkań czy turniejów towarzyskich. Z drugiej strony jednak grało się też bardziej ofensywnie. Niemniej jednak osiągnięcia Bindera nadal pozostają imponujące. Ernst Happel, którego imię nosi narodowy stadion austriackiej reprezentacji mówił o Binderze, że był to jedyny piłkarz z radarem w stopie. Odszedł z tego świata 24 kwietnia 1989 r. W jego ostatniej drodze towarzyszyło mu tysiące osób. Został pochowany na cmentarzu Baumgartner w Wiedniu. Promenada w Sankt Pölten nosi jego imię. W 1999 r. został wybrany do jedenastki stulecia Rapidu Wiedeń.
9
@FCBparasiempre
Pewnie nigdy nie dowiemy się, który piłkarz strzelił najwięcej goli w całej swojej karierze. Głównie dlatego, że trudno ustalić wiarygodność przedwojennych źródeł. Nie wszystkie relacje też przetrwały próbę czasu. Z dużym prawdopodobieństwem możemy natomiast wskazać graczy, którzy w swoich występach przekroczyli magiczną granicę 1000 bramek. Najsłynniejszym z nich jest Pele, kilka lat temu dołączył do niego Romario. Dużo mniej osób pamięta o Arturze Friedenreichu czy o Jozefie Bicanie. Innym wybitnym, nieco zapomnianym zawodnikiem, jest Franz Binder.
Franz Binder urodził się 1 grudnia 1911 r. w oddalonym o 60 km od Wiednia mieście Sankt Pölten. Dorastał w robotniczej rodzinie, jako czwarte z dziewięciorga dzieci. Mieszkali w jednym z wielu podobnych do siebie domków kolejowych w przemysłowej dzielnicy miasta. Przygodę z piłką rozpoczął, jak na dzisiejsze standardy, dość późno. Trzeba jednak pamiętać, że duża część jego dzieciństwa przypadła na niespokojne czasy I wojny światowej. W wieku 12 lat został członkiem zespołu Sturm 19 St. Pölten. Trzy lata później, jako 15-latek, grał już w pierwszym składzie robotniczego zespołu razem z dorosłymi zawodnikami, a mając 17 lat został wyselekcjonowany do drużyny Dolnej Austrii. W 1930 r. doszło do spotkania, w którym drużyna Bindera podejmowała zespół złożony z węgierskich robotników. Na trybunach Wackerplatz zasiedli przedstawiciele najbardziej utytułowanego wtedy austriackiego klubu – Rapidu Wiedeń. Byli to szef sekcji piłkarskiej – Dionys Schönecker i trener pierwszej drużyny – Edi Bauer. Ten drugi zobaczył mierzącego 190 cm Bindera w akcji i od razu zapragnął go mieć u siebie. Franz wyróżniał się siłą fizyczną, skocznością, grą w powietrzu i dysponował potężnym uderzeniem z obu nóg. Na jego przenosiny do Wiednia nie chciała się jednak zgodzić matka, która obawiała się, że wielkie miasto może mieć zły wpływ na młodego chłopaka. Binder dojeżdżał więc na treningi koleją. W nowym zespole zadebiutował 12 października 1930 r. w meczu z SK Slovan, gdzie udało mu się dwukrotnie wpisać na listę strzelców. Początki w Rapidzie nie były jednak łatwe. Przez swój wzrost miał problemy z szybkością i koordynacją, a także trudno mu było się odnaleźć w nowym zespole. Na tle silniejszych rywali uwidoczniły się jego braki techniczne. Nadrabiał je jednak wolą walki i ambicją. Przełom w jego karierze nastąpił 9 listopada 1931 r. Rapid grał z drużyną Soproni Vasutas. Binder strzelił po przerwie pięć bramek, wszystkie z rzutów wolnych, a mecz zakończył się wynikiem 11:3. Jego udane występy w Rapidzie szybko przysporzyły mu fanów w rodzinnym mieście, którzy często na mecze dojeżdżali rowerami. Sytuacja materialna w rodzinnym domu była nie do pozazdroszczenia, cała Europa odczuwała skutki Wielkiego Kryzysu. Binder jako piłkarz początkowo nie zarabiał wiele, ale jak tylko mógł, starał się pomagać najbliższym. O tym, że nie było im łatwo świadczyć może fakt, że dom rodzinny opuścił dopiero w wieku 26 lat i do końca dzielił łóżko z bratem. Binder bardzo dobrze radził sobie w rozgrywkach ligowych. 30 października 1932 r. zdobył 6 goli w meczu z Admirą a cały tamten sezon zakończył z 25 golami na koncie i tytułem króla strzelców. Dzięki znakomitej formie w rozgrywkach ligowych, zdobył uznanie w oczach selekcjonera reprezentacji. Legendarny Hugo Meisl dał mu szansę pokazania swych umiejętności w towarzyskim meczu z Belgią, który rozegrano 11 czerwca 1933 r. w Wiedniu. Binder szansę wykorzystał i zdobył dwie bramki w debiucie, a austriacki Wunderteam wygrał 4:1. Na początku 1934 r. zagrał również w dwóch meczach Pucharu Europy Środkowej, który był protoplastą Mistrzostw Europy. W pierwszym, który 11 lutego rozegrano Turynie, Austriacy pokonali Włochów 4:2 (niespełna cztery miesiące później piłkarze z Półwyspu Apenińskiego zrewanżują się w półfinale rozgrywanych we Włoszech MŚ, inna sprawa, że zrobią to z pomocą szwedzkiego arbitra – Ivana Eklinda). Drugi mecz Wunderteam grał 25 marca w Genewie ze Szwajcarią i również zwyciężyli, tym razem 3:2. Co ciekawe, tamte edycje Pucharu rozgrywane były na przestrzeni trzech lat. Binder dobrze spisywał się w lidze, nieźle radził sobie w reprezentacji, ale na mistrzostwa do Włoch, gdzie Austria była jednym z głównych kandydatów do końcowego zwycięstwa, nie pojechał. Był w podobnym wieku co Bican i mieli podobne doświadczenie na arenie międzynarodowej. Jednakże Bindera z udziału w czempionacie wykluczyła kontuzja.
W 1935 r. Binder po raz pierwszy zdobył mistrzostwo Austrii a Rapid zanotował drugi w historii sezon bez porażki w lidze. Dwa lata później zdobył aż 29 bramek z 51 strzelonych przez Rapid i po raz drugi wywalczył koronę króla strzelców. Żeby awansować na MŚ we Francji w 1938 r., Austriacy potrzebowali tylko jednego meczu. 5 października 1937 r. na wiedeńskim stadionie Prater pokonali Łotwę 2:1. Była to już jednak całkiem inna reprezentacja. Hugo Meisl zmarł na atak serca 17 lutego 1937. Drużynę narodową przejął po nim jego współpracownik Heinrich Retschury, a z zawodników, którzy grali na poprzednim czempionacie, został tylko Karl Zischek. W 1938 r. Binder po raz drugi zdobył z Rapidem mistrzostwo w lidze, przerywając tym samym dwuletnią dominację Admiry. ,,Bimbo”, jak Franza określali kibice, drugi raz z rzędu został królem strzelców, tym razem z 22 bramkami. Ciekawa historia wiąże się z nadaniem przezwiska Franzowi. Przydomek ,,Bimbo” zyskał w trakcie tournée po Afryce Północnej. Podczas przystanku w Marsylii Binder wraz z kolegami z drużyny oglądał w kinie film Pustynna Burza. W filmie tym, w jednej ze scen, przedstawiono ciemnoskórego żołnierza nazwiskiem Bimbo, który biegł do fortu. Był wysoki i silny, podobnie jak Binder, tak więc dla jego kolegów z Rapidu stało się jasne, że to idealne przezwisko. Binder miał później powiedzieć, że żołnierz z tego filmu biegał bardzo podobnie do niego samego. ,,Ojciec przez dziesięciolecia nosił ten przydomek z dumą. Nigdy mu nie przeszkadzał, wręcz przeciwnie, czuł się zaszczycony” – mówił syn Bindera o przydomku ojca. Sezon 1937/38 wszystkie austriackie zespoły kończyły w zupełnie innej rzeczywistości niż do nich przystępowały. Z I wojny światowej Austria, podobnie jak Niemcy, wyszła bardzo osłabiona. Państwo austriackie w niczym nie przypomniało silnej monarchii austrowęgierskiej. Oba państwa, jako główni winni wojny, zostały celowo osłabione poprzez Traktat Wersalski, żeby więcej nie doprowadziły do takiego kataklizmu. Dlatego też pomysły połączenia się obu krajów na początku lat 20. czy stworzenia unii celnej w 1931 r. zostały skutecznie udaremnione przez mocarstwa zachodnie. W 1933 r. do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler. Po kilku ustrojowych reformach, przystąpił on do planu obalenia porządku wersalskiego. W 1936 r. zerwał traktat lokareński i wprowadził wojska do zdemilitaryzowanej Nadrenii. Przyłączył też do Rzeszy Kraj Saary. Wszystko to przy biernej postawie państw zachodniej Europy i Ligi Narodów. Po zmianie rządów w Austrii, władze tego kraju bardziej skłaniały się ku Włochom Mussoliniego niż ku III Rzeszy. Na początku roku stawiły skuteczny opór narodowym socjalistom, chcącym przejąć władzę. Kanclerz Kurt Schuschnigg zdecydował, że najlepiej będzie zapytać o zdanie obywateli. 9 marca 1938 r. ogłosił rozpisanie referendum, w którym Austriacy mieli się wypowiedzieć na temat przyszłości swojej ojczyzny. Hitler, nie będąc pewnym wyników plebiscytu, szantażem i groźbami doprowadził do zmiany kanclerza na bardziej mu przychylnego Arthura Seyss-Inquarta. 12 marca wojska niemieckie wkroczyły na tereny Austrii, a dzień później przyjęta została uchwała o włączeniu Austrii do III Rzeszy. Państwa zachodnie i tym razem się nie popisały – ograniczyły się tylko do wysłania protestacyjnych not dyplomatycznych. 3 kwietnia na stadionie Prater zorganizowano pokazowy mecz pomiędzy Austrią, która grała jako Ostmark, czyli Marchia Wschodnia, a Niemcami, którzy grali jako Altreich, czyli Stara Rzesza. Austriacy wygrali 2:0 po bramkach Sindelara i Sesty, ale mecz nie jest uznawany za oficjalny. 10 kwietnia obywatele obu krajów poparli w referendum połączenie swoich państw. Według oficjalnego komunikatu, za głosowało 99 % Niemców i 99,7 % Austriaków. Wielkie Niemcy uznane zostały zarówno przez Francję, jak i Wielką Brytanię. Od tego czasu klubowe drużyny austriackie zostały włączone do niemieckiego systemu ligowego. Wiele klubów, jak np. żydowska Hakoah Wiedeń, która wychowała wielu olimpijczyków, zostało rozwiązanych. Innym naziści pozmieniali nazwy. Wprowadzono obowiązkowe hitlerowskie pozdrowienie zarówno przed, jak i po meczu. Austriackie kluby często traktowane były z pogardą, jako rzekomo niegodne prawdziwego, niemieckiego profesjonalizmu w sporcie. Reprezentacja Austrii, która wywalczyła awans na MŚ, nie pojechała na turniej, bo kraj, który reprezentowali przestał formalnie istnieć. Piłkarze dotąd reprezentujący Austrię, stali się członkami drużyny niemieckiej. Nie wszyscy jednak chętnie przywdziewali nowe barwy. Matthias Sindelar odmówił gry dla III Rzeszy, a rok później poniósł śmierć w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Josef Bican nie podpisał natomiast niemieckiej karty narodowościowej, mimo że w domu mówiono po niemiecku. Od sezonu 1937/38 związał się ze Slavią Praga, a wkrótce potem zaczął reprezentować Czechosłowację. Binder nie miał oporów przed grą dla nowego kraju. Na mistrzostwa we Francji jednak nie pojechał. Ogółem w reprezentacji Niemiec znalazło się dziewięciu zawodników z Austrii. Po mistrzostwach, które okazały się dla Niemców wielkim rozczarowaniem, oskarżano austriackich piłkarzy o rzekomy brak zaangażowania. Czternaście miesięcy później trwała już wojna i marzenia o występie na światowym czempionacie Bimbo Binder musiał odłożyć. Nigdy ich jednak nie zrealizował.
Po objęciu władzy w Niemczech przez nazistów w 1933 r., gruntownie przebudowano rozgrywki piłkarskie. Mistrza kraju wyłaniano w turnieju finałowym, który rozgrywano systemem pucharowym. W turnieju brali udział mistrzowie lig regionalnych – Gaulig. Rapid Wiedeń z Bimbo Binderem szybko odnaleźli się w nowej rzeczywistości. W pierwszym sezonie po aneksji przystąpili do rywalizacji w Pucharze Niemiec. Rozgrywki te były wówczas nazywane Pucharem Tschamerra, a nazwano je tak na cześć Reichsportfurerha – Hansa von Tschammera und Osten, który był twórcą tych zawodów. Co ciekawe, był on również pomysłodawcą sztafety z ogniem olimpijskim. Rapid przystąpił do rozgrywek razem z siedmioma innymi zespołami z Austrii w osobnych eliminacjach. Zwycięzcy dwumeczów kwalifikowali się do ćwierćfinałów, w których dolosowywano do nich drużyny niemieckie. Te także wcześniej musiały przebrnąć eliminacje. W ćwierćfinale pokonali SV Waldhof Mannheim 3:2, a w półfinale uporali się z mistrzami Bawarii – 1. FC Nuremberg. W finale naprzeciw siebie stanęły FSV Frankfurt i Rapid Wiedeń. 8 stycznia 1939 r. na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, w obecności 40 tys. widzów, drużyna Bindera zwyciężyła 3:1. Warte podkreślenia jest, że wszystkie trzy bramki Rapid zdobył w ostatnich dziesięciu minutach. Sam Binder ustalił wynik meczu w 90. minucie. Po meczu sporo kibiców wbiegło na boisko, a frankfurccy kibice skandowali w kierunku twórcy pucharu: Tschammer von Osten – Twój puchar rdzewieje! Czuli się oszukani przez sędziego Fritza Rühle, który uznał ostatnią bramkę dla Rapidu, a ta miała paść z pozycji spalonej. W Gaulidze Ostmark Rapid zajął 3. miejsce, a Bimbo znowu został królem strzelców. Tym razem strzelił 27 z 60 bramek ogółem zdobytych przez Rapid. ,,Bimbo” znany był z bardzo silnego uderzenia. W jednym z eliminacyjnych meczów Pucharu Tschamerra w sezonie 1939/40, los zetknął ze sobą Rapid Wiedeń i Bayern Monachium, który dopiero aspirował do wielkiej piłki. Mecz zakończył się zwycięstwem Austriaków 5:2, a po jednym ze strzałów Bindera miała rozerwać się siatka w bramce. Sam tak wspominał po latach tamtą sytuację: ,,Gdy 30 kwietnia 1939 r. graliśmy w Monachium przeciwko Bayernowi w pucharze Tschamerra i wygraliśmy 5:2, udało mi się rozerwać siatkę w bramce, strzelając gola. i ci prości monachijczycy chcieli to potwierdzić, ofiarowując mi zdjęcie rozerwanej siatki. żeby nikt nie mógł zakwestionować jak piekielnie mocnego gola strzeliłeś” – powiedzieli, śmiejąc się. Cholernie mnie to ucieszyło. Co ciekawe, sędzia był przekonany, że gola wtedy nie było i chciał odgwizdać rzut od bramki. Dopiero pod wpływem nacisków kapitana Rapidu – Bindera, obejrzał przerwaną siatkę i ogłosił zdobycie gola. Kolejny sezon był dla wiedeńskiej drużyny wyjątkowy. Zwyciężyli w rozgrywkach Gauligi Ostmark, a Bimbo po raz szósty w karierze został najlepszym strzelcem w lidze. Wygrana w regionalnej Gaulidze dawała im szansę na grę w turnieju finałowym o mistrzostwo całego kraju. W fazie grupowej okazali się lepsi od TSV 1860 Munchen, Stuttgarter Kickers i VfL Neckarau. Po wyjściu z grupy, trafili na Dresdner S.C., którego barw bronił znakomity później trener – Helmut Schön. 8 czerwca 1941 r. na stadionie im. Hinderburga w Bytomiu, który dziś nosi imię Edwarda Szymkowiaka, rozegrano mecz, który decydował o awansie do finału. Drużyna z Drezna rok wcześniej zdobyła wicemistrzostwo kraju, a na początku roku zwyciężyła w Pucharze Tschamerra. Trudno więc było wskazać faworyta, mimo, że w Rapidzie oprócz Bindera grało kilku innych reprezentantów kraju. Nasz bohater otworzył wynik już w 9. minucie spotkania, a dziesięć minut po przerwie strzelił drugiego gola. Ostatecznie mecz wygrali 2:1 i mogli się szykować do finału z obrońcami tytułu – Schalke. Finał jest osobną historią. 22 czerwca 1941 r. na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zasiadło 95 tys. osób. Mieli być oni świadkami łatwego zwycięstwa drużyny z Zagłębia Ruhry. Drużyna z Gelsenkirchen była przedstawiana jako wizytówka nazistów. Szykowali się do kolejnego występu w finale. W ciągu poprzednich dziewięciu sezonów za każdym razem docierali do strefy medalowej. Finał opuścili tylko 1932 i 1936 r. Pięciokrotnie zwyciężali w tej rywalizacji. W 1941 stali przed szansą zdobycia po raz pierwszy w historii tytułu mistrza kraju – po raz trzeci z rzędu. Rapid Wiedeń przystępował do zmagań z zamiarem zmazania plamy na honorze wiedeńskiego futbolu. Dwa lata wcześniej bowiem w finale Schalke 04 spotkało się z inną wiedeńską drużyną – Admirą. W pierwszym sezonie, w którym austriackie drużyny uczestniczyły w mistrzostwach Niemiec, jednej z nich udało dotrzeć się do finału. Tam jednak Admira poniosła sromotną klęskę, dostając lanie aż 0:9! Zawodnicy prowadzeni przez Otto Faista zaczęli z animuszem i już po siedmiu minutach gry prowadzili z Rapidem 2:0. W 41. minucie Bimbo stanął przed szansą zdobycia kontaktowej bramki z rzutu karnego, ale fatalnie przestrzelił i na przerwę Austriacy schodzili z dwubramkową stratą. Schalke prowadziło grę, efektownie grali z pierwszej piłki, co określano w Niemczech jako Schalker Kreiselspiel. Rapid często dawał się zamykać na własnej połowie.
7
Wybitne legendy austriackiego futbolu:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
11
Nieco zapomniany puchar:
1 grudnia 1994 roku AC Milan(ówczesny tryumfator Ligi Mistrzów) rozegrał finałowe spotkanie z CA Velez Sarsfield(wówczas zwycięzca Copa Libertadores) w ramach Pucharu Interkontynentalnego. Mecz został rozegrany na Stadionie Narodowym w Tokio. Niepodziewanie najlepsza ekipa Ameryki Południowej pokonała AC Milan, wówczas uważany za najlepszy zespół świata, w stosunku 2:0. Gole dla Velez Sarsfield zdobyli: kapitan Roberto Trotta oraz Omar Asad, którego wybrano najlepszym piłkarzem meczu. Był to szósty występ Milanu w tych rozgrywkach, po zwycięstwach w 1969 , 1989 , 1990 i porażkach w 1963 i 1993 , podczas gdy Vélez Sársfield debiutował w tymże pucharze.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
13
Pierwsza piłeczka do kolekcji:
1 grudnia 2009 r. Lionel Messi zdobył swoją pierwszą ,,Złotą Piłke” w karierze. Z 473 punktami(na 480 możliwych do zdobycia) wyprzedził Cristiano Ronaldo(233) oraz swoich kolegów z zespołu: Xaviego(170) i Inieste(149) oraz byłego znajomego z Barçy Samuela Eto’o(75), który był już wtedy zawodnikiem mediolańskiego Interu. Messi był ósmym piłkarzem w historii Blaugrany, który zdobył ,,Złotą Piłke”, licząc wyróżnienia dla Figo i Luisa Nazario de Limy, którzy otrzymali je, będąc już piłkarzami odpowiednio Realu Madryt i Interu Mediolan. Jednocześnie został pierwszym wychowankiem Dumy Katalonii, który sięgnął po to wyróżnienie. ,,Mam nadzieje że to jest pierwsza z wielu nagród. Dedykuje ją kolegom z zespołu bo bez nich nie zdobyłbym tego trofeum a także rodzinie i najbliższym znajomym”- podsumował zdobycie nagrody Messi.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
10
Zapomniane El Clasico:
1 grudnia 1940 r. FC Barcelona pokonuje na Camp de Les Corts, Real Madrid 3:0 w 10 kolejce Primera Division. Gole dla Barçy strzelili: Jaime Sospedra(2) oraz Jose Valle. Po tym zwycięstwie Blaugrana zajeła 6-tą pozycje w tabeli ze stratą 3 punktów do prowadzącej FC Sevilli.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@arasz1819 Tego nie powiedziałem ale jednak jego ryzykowna taktyka jakichś większych sukcesów nie przynosi...
0
@escarabajo Dać mu takich zawodników jak Pedri czy Raphinha, to poskłada bardzo fajna ekipe,
1
Ależ fajniutki meczyk na Estadi Montilivi w Gironie i to już w pierwszej połowie są emocje. Tak na marginesie to przydałby się nam tak inteligentny trener jakim jest Michel.
14
Maradona mógł podpisać kontrakt z UD Las Palmas i to dwukrotnie:
Kariera Diego Armando Maradony, uważanego przez wielu za najwybitniejszego piłkarza wszech czasów , jest dobrze znana większości kibiców tego sportu. Jednak historia argentyńskiej gwiazdy pełna jest anegdot. Historia, którą dziś się dzielimy, dotyczy UD Las Palmas. Hiszpański klub miał zaszczyt być pierwszym europejskim klubem, który pozyskał zawodnika, który później stał się najlepszym na świecie. Wszystko wydarzyło się w 1977 roku, kiedy młody mężczyzna rozpoczął karierę zawodową w wieku zaledwie 18 lat w Argentinos Juniors. Podobno biznesmen z Gran Canarii, Gregorio González Fulgencio, widział Diego na żywo w akcji i bez wahania polecił jego transfer. Według samego Fulgencio, wynegocjował nawet transfer piłkarza z argentyńskim klubem. Wszystko to za kwotę blisko 18 milionów peset. W tamtym czasie UD Las Palmas miał silny zespół, w którym grali argentyńscy piłkarze, tacy jak Carnevali, Brindisi i Morete. Ci piłkarze później grali u boku Maradony w Boca Juniors. Jednak transfer nigdy nie doszedł do skutku. Numer 10 trafił do Boca Juniors a wkrótce potem FC Barcelona zapłaciła niewiarygodną sumę 1,3 miliarda peset za Maradonę, który nosił koszulkę Blaugrany tylko przez dwa sezony, zanim odszedł i odniósł sukces w Napoli. Od tego momentu jego kariera gwałtownie podupadła, zwłaszcza po pozytywnym wyniku testu na kokainę i odejściu z włoskiej ligi. Sevilla, Newell's i Boca Juniors były jego ostatnimi drużynami przed przejściem na emeryturę.
To właśnie w 1996 roku UD Las Palmas pozyskał jednego z najwybitniejszych transferów tamtej epoki: Turu Floresa. Argentyńczyk przybył na wyspę za kwotę 500 milionów peset i stał się największą sensacją na rynku transferowym w lidze (nie zapominajmy, że Las Palmas grało wówczas w drugiej lidze). To właśnie wtedy agent Diego Armando Maradony zaproponował mu transfer do Las Palmas, biorąc pod uwagę jego bliską przyjaźń z Turu i niezadowolenie z zarządu Boca Juniors. Oferta została jednak odrzucona przez klub z Gran Canarii, który ostatecznie zdecydował się nie podpisywać z nim kontraktu po raz drugi w ciągu prawie 20 lat.
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
0
@FcPortoFan1999 No nie da się ukryć, choć szczegółów już nie pamiętam...
11
Wisła w Pucharze UEFA:
30 listopada 2006 r. Wisła Kraków pokonała FC Basel 3:1. W sezonie 2006/2007 Wisła awansowała do fazy grupowej Pucharu UEFA w dramatycznych okolicznościach. W decydującym dwumeczu Wiślacy przez długie 180 minut nie byli w stanie znaleźć sposobu na defensywę Iraklisu Saloniki. Dopiero pełen fantazji strzał Nikoli Mijailovicia z rzutu wolnego w doliczonym czasie gry w rewanżu pozwolił wyrównać bilans rywalizacji i doprowadzić do dogrywki. W niej zaś gol Mauro Cantoro dał Białej Gwieździe miejsce w fazie grupowej. Krakowski zespół przydzielony został do grupy E, razem z Blackburn Rovers, AS Nancy, Feyenoordem Rotterdam i FC Basel. Rywalizację przeprowadzano według specyficznego modelu - zrezygnowano z klasycznej formuły „każdy z każdym mecz i rewanż”. Poszczególne drużyny miały się ze sobą zmierzyć tylko raz. W efekcie rozpisano 5 kolejek, w każdej jeden z zespołów pauzował. Na 30 listopada 2006 roku wyznaczono Wiśle pojedynek z FC Basel. Na tym etapie Biała Gwiazda miała już dwie porażki na koncie. Przegrane z Blackburn i z AS Nancy były nieznaczne (w obu meczach padł wynik 1:2), ale Wisła potrzebowała punktów, by myśleć o awansie z grupy. Na konferencji prasowej dzień przed meczem z Basel szkoleniowiec Wisły Dragomir Okuka przyznał, że nie jest jeszcze pewien składu ani taktyki, zagwarantował jednak, że Biała Gwiazda rozegra dobry mecz. Serbski trener nie pomylił się, choć początek spotkania mógł załamać kibiców. Już w 9. minucie Mladen Petrić zdobył bramkę dla gości, wykorzystując błąd obrońców. Defensywa Wisły miała czas, by złapać Patricia na spalonym, nie zdążyła się jednak przesunąć wystarczająco szybko i Chorwat stojąc sam przez Emilianem Dolhą nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. Wiślacy jednak błyskawicznie odrobili straty. W 10. minucie Jakub Błaszczykowski zmylił trzech obrońców i bardzo krótkim precyzyjnym prostopadłym podaniem znalazł w polu karnym Pawła Brożka. Ten miał sporo szczęścia, gdyż jego strzał przeleciał między nogami bramkarza.
W dalszej części spotkania Wiślacy nastawili się na grę z kontry. Szwajcarzy mieli trudności ze stwarzaniem sobie klarownych sytuacji (najgroźniejszy był aktywny Mladen Petrić), krakowianie zaś cierpliwie oczekiwali na swoje okazje. Te przyszły w końcówce meczu. W 71. minucie wolną przestrzeń na prawym skrzydle wykorzystał Błaszczykowski i pognał w kierunku pola karnego. Zamiast jednak dośrodkowywać mocno przed bramkę wycofał piłkę do Jeana Paulisty, a ten zdobył jedną z najpiękniejszych bramek w historii występów Wisły w europejskich pucharach. Futbolówka zdawała się lecieć bardzo długo po wysokim łuku, ostatecznie wpadła idealnie przy dalszym słupku. W 82. minucie wynik spotkania podwyższył Paweł Brożek, a gola po raz kolejny przyniósł rajd Błaszczykowskiego po prawej stronie boiska. Tym razem skrzydłowy Wisły dogrywał równolegle do linii bramkowej i to tak precyzyjnie, że Brożek jedynie dołożył nogę, by skierować piłkę do pustej bramki. Wygrana nad FC Basel przedłużała szanse Wisły na awans z grupy. Biała Gwiazda potrzebowała punktu w ostatnim meczu z Feyenoordem - Niestety Holendrzy zdołali wygrać 3:1. W ogólnym jednak rozrachunku postawa Wisły w Pucharze UEFA w tamtym sezonie - choć pozostawiała niedosyt - godna była pochwały.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
„Pichichi” w Pierwszej i Drugiej Lidze:
Pichichi, legendarny napastnik Athletic Club de Bilbao był prawdziwą ikoną hiszpańskiej piłki nożnej. Od 1953 roku gazeta Marca przyznaje nagrodę jego imienia najlepszemu strzelcowi zarówno w pierwszej, jak i drugiej lidze. Przyjrzymy się jedynym piłkarzom, którym udało się zdobyć Trofeum Pichichi zarówno w pierwszej, jak i drugiej lidze, co oznacza, że w swojej karierze byli najlepszymi strzelcami w obu rozgrywkach. To bardzo elitarna grupa.
ISIDRO LÁNGARA
Lángara jest najlepszym napastnikiem w historii Realu Oviedo i jednym z najlepszych hiszpańskich strzelców wszech czasów. Z klubem z Oviedo cztery lata z rzędu zdobywał Trofeum Pichichi (nagrodę dla najlepszego strzelca): w drugiej lidze w sezonie 1931-1932 i przez kolejne trzy lata w pierwszej lidze. Wybuch hiszpańskiej wojny domowej zmusił go do opuszczenia Hiszpanii, aby grać dla argentyńskiego klubu San Lorenzo de Almagro.
RICARDO ALÓS
Urodzony w Moncadzie, piłkarz z Walencji zdobył Trofeum Pichichi w Drugiej Lidze ze Sportingiem Gijón w sezonie 1956-1957 oraz w Pierwszej Lidze z Valencią w sezonie 1957-1958. Jest również rekordzistą pod względem liczby bramek zdobytych w sezonie w Drugiej Lidze – 46.
AMANCIO AMARO
Amancio był królem strzelców w Second Division w barwach Deportivo de La Coruña w sezonie 1961-1962 z 25 golami. To zapewniło mu transfer do Realu Madryt, gdzie zdobył dwa trofea Pichichi w First Division w sezonach 1968-1969 i 1969-1970.
ENRIQUE CASTRO 'QUINI'
Jeden z najwybitniejszych napastników w historii hiszpańskiej piłki nożnej. Pięciokrotnie był królem strzelców w La Liga (trzy razy ze Sportingiem i dwa razy z Barceloną) oraz dwukrotnie w Segunda División (oba z klubem z Asturii). Prawdziwa legenda.
BALTAZAR
Brazylijski napastnik Baltazar przybył do Hiszpanii, aby podpisać kontrakt z Celtą Vigo. Galicyjska drużyna spadła do drugiej ligi, ale od razu awansowała, między innymi dzięki 34 bramkom strzelonym przez napastnika, który był królem strzelców drugiej ligi w sezonie 1986-1987. Kilka sezonów później miał kolejny przełomowy sezon, tym razem w Atlético Madryt. Udało mu się strzelić 35 bramek i zostać królem strzelców najwyższej klasy rozgrywkowej.
Salvador Ballesta
Do elitarnej grupy piłkarzy, którzy zdobyli Trofeum Pichichi zarówno w Pierwszej, jak i Drugiej Lidze, należy również Salva Ballesta. Napastnik był królem strzelców Pierwszej Ligi w Racingu Santander w sezonie 1999-2000. Rok później powtórzył ten wyczyn z Atlético Madryt, tym razem w Drugiej Lidze.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
10
Argentina Campeon!
30 listopada 1947 roku Ekwador zremisował z Boliwią 2:2. To był mecz otwierający 20-tą edycję Copa America. Po raz pierwszy w dziejach turniej zorganizował Ekwador. Organizatorzy wyciągnęli wszystkie wnioski z zeszłorocznej lekcji(Copy z 1946). We wzorowy sposób, chociaż nader dyskretnie zadbano o bezpieczeństwo imprezy. Turniej miał być wielką manifestacją pojednania latynoamerykańskiej jedności i sportowej przyjaźni. Za wszelką cenę starano się zatrzeć zawstydzającą pamięć 1946 r. Powiodło się to w zupełności. Przypomnę tylko że w 1946 r. w ostatnim meczu Copa America na Estadio Monumental w Buenos Aires pomiędzy Argentyną a Brazylią doszło do wielkiej bijatyki na płycie boiska a zwłaszcza na trybunach. Wracając do Ekwadoru, ceremonia otwarcia miała niezwykle podniosły przebieg, będąc popisem nienagannych manier. Impreza dla leżącego na peryferiach wielkiego świata Guayaquil była również wyjątkowej miary wydarzeniem społecznym i towarzyskim. Przysparzała uznania i splendoru. Z atmosfery powszechnego zbratania i kontynentalnej solidarności wyłamała się tylko Brazylia, która po prostu do Ekwadoru nie przyjechała. ,,Canarinhos” chowali uraze w sercu, żywiąc wciąż niezłomne przekonanie iż rok temu padli ofiarą wrogiego sprzysiężenia, bowiem niefortunny incydent był tylko dziełem przypadku. I tak pobito rekord frekwencji, gdyż turniej zgromadził ośmiu uczestników. Argentyna pozostawała teoretycznie i praktycznie poza wszelką konkurencją.
W tamtych latach żaden zespół nie tylko z Ameryki ale i świata, nie był jej w stanie zagrozić. Jak zwykle 22 osobowa kadra legendarnego trenera Stabilego składała się wyłącznie z zawodników najwyższej klasy. Ba! W domu zostali tacy arcymistrzowie piłki jak Pedernera, de la Mata czy Martino. W ekipie ,,Albicelestes” w meczu z Boliwią debiutował na turnieju 21-letni Alfredo Di Stefano, który zastąpił w ataku Pontoniego i już do końca turnieju grał w każdym meczu w podstawowej jedenastce strzelając 6 goli! Wielką rewelacją turnieju okazał się Paragwaj, który nie dotrzymał kroku tylko niepokonanej Argentynie. Team ,,Guarani” zaprezentował zarówno renomowanych już graczy jak i kolejny zastęp obiecujących piłkarzy, z których wysokie noty zebrali szczególnie pomocnik Gavilan oraz napastnicy- Lopez Fretes i Segundo Rivas. Widać było gołym okiem że ten bitny zespół wcale nie powiedział ostatniego słowa. Ekwador natomiast mimo szaleńczego dopingu publiczności nie był w stanie wiele zdziałać. W efekcie po raz 9-ty w historii tryumfowała Argentyna wyprzedzając o 2 punkty Paragwaj i o 3 punkty Urugwaj. Ekwadorski turniej stał na niezwykle wysokim poziomie. Objawił całą plejadę wybitnych piłkarzy z argentyńskim gwiazdozbiorem na czele i wręcz nieograniczone możliwości rozwoju. W dodatku w uśpieniu pozostawał niezmierzony wprost potencjał brazylijskiego futbolu, wielkiego nieobecnego tych mistrzostw. Jak się później przekonamy, w wyniku nieoczekiwanych wydarzeń u schyłku dekady role się diametralnie odwrócą. Brazylijski kolos wkrótce się przebudzi. Minioną chwałę wskrzesi też Urugwaj. Paragwajski David rzuci na kolana Goliata, zaś dumna niepokonana Argentyna na długo zejdzie ze sceny, na której tyle lat świeciła blaskiem olśniewającym cały świat.
@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
8
@FCBparasiempre
Dokładnie 153 lat temu(30.11.1872 r.) rozegrano pierwszy międzypaństwowy mecz w historii piłki nożnej pomiędzy Szkocją a Anglią. W ciągu kilkunastu miesięcy poprzedzających starcie Szkocja – Anglia rozegrano co prawda kilka meczów międzynarodowych, jednak żadne z nich nie miało miana oficjalnego. Dopiero w 1872 roku jedni i drudzy wpadli na pomysł, by zrobić podaną do publicznej informacji zapowiedź a grę toczyć na wspólnie ustalonych zasadach. Jako miejsce potyczki ustalono obiekt do krykieta, „Hamilton Crescent” w Glasgow. Widzów do przyjścia na stadion zachęcały liczne plakaty, ulotki i ogłoszenia w gazetach. Miasto podstawiło bezpłatne autobusy, kursujące w kierunku miejsca wydarzeń. Promocja spotkania przyniosła niebywały sukces. Wokół boiska pojawiło się 4000 osób, z czego 1500 stanowiły kobiety. Wstęp dla mężczyzn kosztował 1 szylinga, panie wchodziły za darmo. Na obiekt pofatygował się również zamówiony fotograf, ale na wieść, że Szkoci nie chcą dorzucić się do jego wynagrodzenia, natychmiast udał się w drogę powrotną. Organizatorzy i publiczność spisali się na medal, gorzej było z pogodą. Przez trzy dni poprzedzające pierwsze w historii międzynarodowe starcie przez Glasgow przechodziły intensywne opady deszczu. Ustały właśnie 30 listopada. Wtedy w mieście pojawiła się mgła. Istniało ryzyko, że konieczne będzie przełożenie meczu. Ostatecznie rozpoczęto go nieco ponad kwadrans po 14:00, zaraz po tym jak mgła opadła, a piłkarze, na tyle, na ile mogli, poprawili stan mocno nasiąkniętej murawy. Niedługo po rozpoczęciu spotkania zza chmur słońce, dzięki czemu gra była toczona w dobrych warunkach atmosferycznych. Romantycy w panującej aurze z pewnością doszukaliby się symboliki narodzenia międzynarodowych potyczek piłkarskich. W związku z panującym ogólnokrajowym chaosem i nieładem piłkarskim, gospodarze oparli swój skład wyłącznie na piłkarzach Queen’s Park. Wyboru dokonał bramkarz Robert Gardner. Jak wspominałem, była to jedyna krajowa drużyna, która z wielkim zapałem i pasją podchodziła do gry. Brak konkurencji na rodzimych ziemiach spowodował, że w latach 1870-72 klub rozegrał zaledwie 3 mecze. Jego zawodnicy cały czas pozostawali jednak w treningu, solidnie szlifując aspekty piłkarskiego rzemiosła. W dzisiejszych czasach zespół, który w ciągu ponad dwóch lat rozegrał zaledwie trzy spotkania, nie miałby najmniejszych szans w starciu z wyżej notowanym, regularnie grającym rywalem. Szkoci, ubrani w granatowe koszule, wybiegli na murawę w ustawieniu 2-2-6. Średnia wieku piłkarzy wynosiła 22,8 lata. Znali się jak łyse konie, toteż planem na to spotkanie była duża wymienność podań, kierowanych głównie po ziemi. Zależało im na tym, by o przebiegu akcji nie myślał tylko i wyłącznie zawodnik posiadający piłkę przy nodze, ale wszyscy pozostali biorący w niej udział. Ofensywni zawodnicy wychodzili na pozycje i starali się skupiać na sobie uwagę przeciwników. Każdy ze szkockich zawodników ważył średnio o 7 kg mniej od swojego angielskiego konkurenta.
Selekcji wśród zawodników z ponad 100 istniejących klubów angielskich dokonał Charles Alcock, czołowy angielski działacz i kapitan zdobywców krajowego pucharu, Wanderers FC. W wyznaczonym przez niego składzie znaleźli się zawodnicy z 9 klubów, m.in. z Notts County, Crystal Palace, Oxford University, Sheffield Wednesday. Sam Alcock również był niezłym piłkarzem, aktywnie działającym w kierunku rozwoju futbolu. Był pomysłodawcą zorganizowania m. in. pierwszych rozgrywek piłkarskich w Anglii. Zapewne i dla siebie znalazłby miejsce na murawie, jednak z powodu kontuzji oglądał mecz zza bocznej linii. Zawodników ustawił w formacji 1-2-7. Anglicy byli nieco młodsi od swoich oponentów, legitymując się średnią wieku wynoszącą 22,1 lata. Pomimo znacznej przewagi wagowej byli szybsi i lepiej przygotowani fizycznie. Nastawili się na grę zaczerpniętą z rugby, co było znakiem rozpoznawczym niektórych brytyjskich regionów w tych czasach. Zawodnik będący przy piłce decydował się na indywidualną akcję, a jego koledzy mieli robić mu “wolny tunel”, zasłaniając ciałem swoich rywali.
Zdecydowanym faworytem potyczki byli Anglicy. Synowie Albionu byli mocno zaskoczeni, patrząc, jak dobrze w piłkę grają Szkoci. Przez cały mecz mieli problem z rozbijaniem ich akcji i nie nadążali za dużą liczbą szybkich podań. Ponadto gospodarze nie ustępowali Anglikom w indywidualnych popisach. Mogłoby się wydawać, że jeśli postawimy naprzeciwko siebie drużyny ustawione w formacjach 2-2-6 i 1-2-7, musimy być świadkami wielu goli. Wyspiarze pokazali, że niekoniecznie. Ofensywni piłkarze reprezentacji Szkocji często pomagali swoim obrońcom i potrafili skutecznie ustawiać się na boisku. Ustawienie Anglików było znakomite pod kątem łapania napastników rywali na pozycji spalonej. W tamtych czasach, by uniknąć ofsajdu, atakujący zawodnik musiał mieć przed sobą aż trzech przeciwników. W pierwszej połowie meczu lepiej prezentowali się Szkoci, po przerwie Anglicy. Najlepszą sytuację do strzelenia gola miał Robert Leckie, kiedy piłka po jego dynamicznym strzale wylądowała na taśmie, pełniącej rolę poprzeczki. Bezbramkowy remis nie skrzywdził żadnej ze stron. Mecz przyniósł obustronne korzyści. W Szkocji ewidentny sukces wizerunkowy. Lud pokochał piłkę nożną, wiele klubów chciało równać do poziomu zaprezentowanego przez obie reprezentacje podczas tego listopadowego popołudnia. Spotkanie przyczyniło się do powstania w marcu 1873 roku szkockiego związku piłki nożnej. W Anglii natomiast z podziwem wspominano kombinacyjną grę zaprezentowaną przez Szkotów. Zaczęto brać pod uwagę, że odpowiednie przemieszczanie się zawodników po boisku, ich ustawienie i współpraca znacznie bardziej decydują o sukcesie niż indywidualne umiejętności piłkarzy. Miało to później bardzo duży wpływ na rozwój futbolowej taktyki. Bell’s Life in London, tygodnik sportowy, ukazujący się w Anglii od 1822 do 1886 roku, dzień po spotkaniu, 1 grudnia 1872 roku, napisał: ,,Jedyną rzeczą, która uchroniła Szkotów przed porażką, biorąc pod uwagę potężną siłę ofensywną Anglików, była wspaniała gra defensywna i taktyka stosowana przez formacje obronne, do której stosowali się także zawodnicy ofensywni.”