5

@FCBparasiempre
W Parmie cały czas miał status gwiazdy. Coraz częściej jednak dawał o sobie znać jego charakter. Można było poczytać w tabloidach o jego barwnym życiu prywatnym. Przyczyniał się do tego również jego romans z niemiecką modelką Petrą Scharbach. Mimo wszystko w sezonie 1994/95 pozostawał nadal ważną częścią w żółto-niebieskiej układance Nevio Scali. Zagrał we wszystkich rozgrywkach 41 razy i zdobył 10 goli. Był też „ojcem sukcesu” w półfinałowej potyczce włoskiego zespołu z Bayerem Leverkusen w Pucharze UEFA. Dzięki jego trzem bramkom w dwumeczu z Niemcami, zawodnicy Parmy trzeci sezon z rzędu dotarli do finału europejskich rozgrywek. Rywalem Asprilli i spółki w najważniejszym meczu, tym razem był ich inny znajomy z Serie A – Juventus. Podopieczni Nevio Scali na własnym boisku pokonali Starą Damę 1:0, zaś w stolicy Piemontu zremisowali 1:1. Tino zagrał pełne 180 minut. Bohaterem Parmy został jednak tym razem Dino Baggio, który pokonał Angelo Peruzziego dwukrotnie. Asprilla po raz kolejny mógł wznieść klubowe trofeum w górę. Kłopoty Ośmiornicy zaczęły się jednak sezon później. Na Stadio Ennio Tardini pojawili się między innymi Hristo Stoiczkow, który przywędrował do Włoch z wielkiej Barcelony, a także 23-letni Filippo Inzaghi, który sezon wcześniej strzelił dla Piacenzy 15 goli w Serie A (Asprilla w najlepszym sezonie zdobył 10). Zwiększenie konkurencji w składzie oraz mało profesjonalny rytm życia Asprilli, uwielbiającego nocne eskapady, spowodował, że Kolumbijczyk nie był już jedną z najważniejszych kart w talii trenera Parmy. W pierwszej części sezonu zameldował się na boisku jedynie sześć razy. Faustino musiał się zastanowić nad swoją przyszłością. W przerwie zimowej zgłosił się menedżer Newcastle United – Kevin Keegan. Sroki walczyły wówczas o zdobycie mistrzostwa Anglii. Zimą 1996 roku Faustino Asprilla opuścił słoneczną Italię, żeby zagrać w powstałej dopiero Premier League. Sam, we wspomnianym wcześniej wywiadzie dla FourFourTwo, utrzymuje, że jego odejście było spowodowane podpisaniem kontraktu z Fabio Capello, który miał objęć po sezonie stery Gialloblu i nie widział miejsca dla Tino. Ostatecznie Capello Parmy nie poprowadził, gdyż wybrał ofertę Realu Madryt, ale Asprilli w zespole już nie było. Czy taka wersja wydarzeń jest prawdą? Patrząc na brak zaufania, jakim od początku sezonu 1995/96 darzył Kolumbijczyka Nevio Scala, trudno przypuszczać, by jego transfer do Newcastle stał się faktem jedynie za sprawą Capello. Luty 1996 roku. Tłumy fotoreporterów oraz kibice i przedstawiciele Newcastle entuzjastycznie witają na lotnisku, wychodzącego z prywatnego odrzutowca (wysłanego specjalnie po niego) Faustino Asprillę. Głęboko wierzą, że oto na ich ziemię zstępuje ten, który da zespołowi upragniony tytuł mistrza Anglii. Twarz ich wybawcy nie do końca jednak bije pewnością siebie, jakiej oczekiwano od wspaniałego herosa. Bardziej przypomina on zagubionego chłopca, który właśnie pomylił samoloty i wylądował nie w miejscu docelowym. W Anglii w ten dzień szalała śnieżyca, a mieszkający całe życie w krajach o ciepłym klimacie Faustino, w młodości zdecydowanie bardziej wolał biegać po szkolnym boisku, niż uczęszczać na lekcje geografii. Kompletnie nie był przygotowany na trzaskający mróz, który czekał na niego w Wielkiej Brytanii. ,,Widziałem na mapie, że Newcastle leży gdzieś nad morzem. Cóż, co miałem pomyśleć, jeśli nie to, że są tam plaże i jest gorąco?”. Zadebiutował już 24 godziny po przylocie do Anglii. W meczu z Middlesbrough zmienił w 67. minucie Keitha Gillespie. Gdy pojawiał się na boisku, jego koledzy z drużyny przegrywali 0:1. Newcastle wygrało a Asprilla asystował przy jednej z bramek. Zmiana dała partnerom z drużyny odpowiedni zastrzyk energii. Nie wszystko potoczyło się jednak tak dobrze. Gdy Kolumbijczyk przybywał na St. James Park, Newcastle United miało dziewięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Manchesterem United. Kibice głęboko wierzyli, że po niemal 70 latach uda się zdobyć upragniony tytuł. Zwłaszcza, że Kevin Keegan sprowadził posiłki. Oczy wszystkich zwrócone były jednak w głównej mierze na czarnoskórego latynosa. Nadmuchany do granic możliwości balonik pękł z hukiem. W ostatnich 14 meczach, zawodnicy The Magpies zdobyli zaledwie 21 punktów. W tym samym czasie Czerwone Diabły sir Alexa Fergusona w 13 spotkaniach wywalczyły ich aż 33, notując zaledwie jedną porażkę. Podopieczni Keegana dali się wyprzedzić. Po sezonie zaczęło się szukanie winnych. Gromy posypały się również na głowę El Tino, który w tych 14 meczach zaledwie trzy razy trafił do siatki. Keeganowi eksperci zarzucali zaś, że po przyjściu Kolumbijczyka zmienił ustawienie taktyczne, by wpasować go w tryby swojej drużyny, a przez to zepsuł dobrze naoliwioną maszynę.

Asprilla pojawił się w zespole w momencie rozpoczęcia kryzysu. Sam szkoleniowiec również bronił swojego gracza, często podkreślając, że w wielu meczach dawał on jego zespołowi najwięcej jakości ze wszystkich. Tak było chociażby w starciu „o sześć punktów” z Manchesterem United, który Newcastle przegrało pechowo po bramce Erica Cantony. Przyszły selekcjoner reprezentacji Anglii uznał Asprillę najlepszym zawodnikiem tamtego meczu. Większość osób, które obejrzały tamto spotkanie uznało nim jednak Petera Schmeichela, który powstrzymał biało-czarną nawałnicę pod swoją bramką. Po latach sam jednak przyznał, że był to jeden z tych wieczorów, w czasie którego „wszystkie piłki trafiały w niego”. Ta potyczka była jednym z punktów zwrotnych sezonu. Mimo to Asprilla i koledzy zebrali sporo braw od swoich kibiców za starcie z United. Pod wrażeniem piłkarskich umiejętności kolegi z zespołu był także Peter Beardsley: ,,Asprilla był wspaniałym graczem. Miał wysublimowane podanie, świetną wizję gry i umysł piłkarza”. Na zarzuty o to, że Faustino był głównym winowajcą niepowodzenia Newcastle w tamtym sezonie odpowiedział: ,,Stanowił łatwy cel, ale to po prostu nie było prawdą”. Nie zawsze jednak koledzy z drużyny i menadżer zachwycali się postawą El Tino. Najbardziej naraził im się po przegranym 0:2 meczu z Arsenalem na Highbury, kiedy po meczu szybko wziął prysznic i pospiesznie wymknął się tylnym wyjściem ze stadionu i pognał motocyklem na lotnisko, nie czekając na pomeczową odprawę. Uzasadnił to tym, że… nie mówi po angielsku, więc i tak nie zrozumiałby słów Kevina Keegana. Pojedyncze przebłyski geniuszu Ośmiornicy dawały jednak nadzieje, że w kolejnym sezonie na dobre stanie się on liderem drużyny. Za rekordową sumę 15 milionów funtów ekipę z Newcastle wzmocnił król strzelców Euro 1996, Alan Shearer, otrzymując jednogłośny status największej gwiazdy zespołu. Asprilla grywał na skrzydle lub siedział na ławce rezerwowych. Z ławki musiał oglądać choćby rewanż na Manchesterze United. Newcastle rozbiło rywala aż 5:0. W przeciwieństwie do Asprilli, nadzieje kibiców spełniał Shearer, który został w tamtym sezonie królem strzelców całych rozgrywek z liczbą 25 goli. El Tino w 24 spotkaniach strzelił cztery. Do tego ze stanowiska menadżera zespołu zrezygnował na początku 1997 roku Kevin Keegan. Można było mieć wątpliwości, czy zastępujący go na trenerskiej ławie Kenny Dalglish znajdzie miejsce dla Kolumbijczyka. Legenda Liverpoolu nie odstawiła jednak Asprilli całkowicie na boczny tor. W sezonie 1996/97 Newcastle znów zajęło drugie miejsce w lidze i doszło do ćwierćfinału Pucharu UEFA. W tych drugich rozgrywkach Asprilla spisywał się zdecydowanie lepiej, strzelając pięć goli w sześciu spotkaniach. Na początku kolejnego sezonu sytuacja Faustino znów się zmieniła. Z drużyny odeszli Les Ferdinand i David Ginola, zaś Shearer doznał urazu więzadeł w czasie przedsezonowego turnieju. W nogach Asprilli miała spoczywać odpowiedzialność za tworzenie sytuacji bramkowych. Octopus zaczął sezon w świetnym stylu, zapewniając swojemu zespołowi zwycięstwo w pojedynku z Sheffield Wednesday w pierwszej kolejce. Zdobył w tamtym spotkaniu dwie bramki. Jak się miało okazać… były to jego jedyne dwa gole ligowe. Dzięki drugiemu miejscu z poprzedniego sezonu, ekipa znad rzeki Tyne mogła przystąpić do rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów. Tam nie bez kłopotu rozprawili się z Dinamem Zagrzeb i awansowali do rozgrywek grupowych. Pierwszym przeciwnikiem zespołu Kenny’ego Dalglisha była Barcelona. Asprilla od zawsze bardzo dobrze czuł się w rozgrywkach pucharowych. Kibice Newcastle na pewno jednak spodziewali się tego, co zrobił 17 września 1997 roku na St. James Park. Każdy wielki piłkarz ma w swojej karierze spotkanie, które może wspominać latami. Takim meczem dla Asprilli z pewnością był pojedynek z Blaugraną. W 22. minucie pozwolił się sfaulować w polu karnym rywala bramkarzowi Ruudowi Hespowi, by następnie samemu pokonać go z „wapna”. Osiem minut później głową skierował futbolówkę w okienko bramki holenderskiego golkipera Barcy. Na początku drugiej połowy El Tino wbiegł między obrońców katalońskiego zespołu i po wyskoku rodem z NBA zdobył hat-tricka. Po wszystkim długo celebrował swój wyczyn pod trybunami, robiąc fikołki i świętując z kibicami Newcastle. Barcelona na hat-trick Asprilli odpowiedziała tylko dwoma golami i trzy punkty zostały na wybrzeżu. Był to epizod, który na zawsze wyrył się złotymi zgłoskami w historii klubu z Anglii, a także w życiorysie naszego bohatera. Sezon miał jednak nieudany. W Lidze Mistrzów również nie strzelił już bramki, a Sroki odpadły w grupie, zwyciężając jeszcze tylko raz z Dynamem Kijów. Zimą 1998 roku przygarnął go klub, w którym zaczął swoją przygodę z europejską piłką. Po dwóch latach przerwy wrócił do Parmy.

Wszystko to było już tylko odcinaniem kuponów. Parma odkupiła go z Anglii za kwotę sześciu milionów funtów. Dokładnie tyle samo włoscy działacze otrzymali wcześniej od Newcastle. Przez dwa sezony zagrał zaledwie w 12 meczach ligowych. W 1999 roku wywalczył swój drugi Puchar UEFA. Parma pokonała w finale Marsylię 3:0. El Tino zagrał w decydującym starciu sześć minut, zmieniając w końcówce spotkania Hernana Crespo. Było to już czwarte europejskie trofeum, które udało mu się zdobyć. Tym razem jednak jego wkład w sukces był symboliczny. Niedługo potem wybudował ranczo, które chyba było już wyrazem tęsknoty za powrotem do swojej ojczyzny. Po epizodzie w Parmie powrócił na swój kontynent. Przez kolejne kilka lat tułał się po Ameryce Południowej, grając kolejno w Brazylii (Fluminense i Palmeiras), Meksyku (Atlante), Kolumbii (Atletico Medellin), Chile (Universidad Chile), Argentynie (Estudiantes La Plata) i ponownie w Kolumbii (Cortulua), gdzie w 2004 roku zawiesił buty na kołku. Trzy lata wcześniej po raz ostatni przywdział koszulkę reprezentacji Kolumbii. Dla Los Cafeteros zagrał 57 spotkań i zdobył 20 bramek. Pojechał na dwa mundiale (1994, 1998) i trzy razy był w składzie reprezentacji na Copa America. Jak wspomniałem na początku tego tekstu, Asprilla był postacią bardzo barwną. Kochał piękne kobiety, dobrą zabawę i nadal kocha życie. Po zakończeniu kariery został ekspertem w telewizji ESPN. Promuje również własną markę… prezerwatyw. W kolumbijskim radiu LA FM tak się wypowiadał na ten temat: ,,Myślę, że to świetny pomysł. Mam nadzieję, że zostaną wykorzystane w kampanii przeciwko niechcianym ciążom nastolatek”. W czasach gry w Newcastle podrywał podobno dziewczyny, wmawiając im, że w jego mieszkaniu znajduje się David Ginola. Rozochocone dziewczyny chętnie wchodziły wówczas do domu Kolumbijczyka, chcąc poznać przystojnego, francuskiego piłkarza. Oczywiście na miejscu napotykały pusty apartament. Gianfranco Zola utrzymywał zaś, że gdy jedyny raz zabrał Asprillę na ryby, to ten połamał mu wszystkie wędki. Tino jest również fanem broni palnej, z którą w czasie gry w Chile przyszedł kiedyś na trening, mówiąc kolegom, że jeśli nie zaczną uciekać, to zacznie do nich strzelać. Pojawiał się także roznegliżowany na okładkach czasopism w Kolumbii i Włoszech. Aktywnie udziela się również na Twitterze. Aktualnie większość czasu spędza na swoim ranczo w rodzinnym Tulua, gdzie między innymi hoduje konie. Świetna technika, dobry przegląd pola, niekonwencjonalne decyzje. Czego więc zabrakło Asprilli, by zrobić większą karierę? Zapewne każdy odpowie podobnie. Charakter „południowca” zbyt często dawał o sobie znać. Popadanie w skandale, romanse, zbyt gorąca głowa, niechęć do reżimu treningowego i słabość do wszelkich życiowych pokus. To demony, które pogrążyły już niejedną gwiazdę futbolu rodem z Ameryki Południowej. Z drugiej jednak strony, skoro Asprilli prowadzenie takiego żywota odpowiada, jest szczęśliwy i zadowolony ze swojej kariery, to czy mamy prawo go osądzać? Możemy się jedynie cieszyć, że futbolowi bogowie stworzyli kolejną postać, której historii życia słucha się z zapartym tchem.

10

@FCBparasiempre
Z pewnością wielu z was oglądało serial „Narcos”. Kokainowe kartele, bojówki ukrywające się w zakamarkach amazońskiej puszczy, konflikty polityczne, korupcja. Wiele osób w ten sposób postrzega właśnie Kolumbię. Gdzieś tam w tle przewija się także futbol. Gdy pomyślimy o gwiazdach tego sportu z lat 90-tych, to na myśl przychodzą nam: ekscentryczny bramkarz Rene Higuita, Carlos Valderrama i jego bujna czupryna, czy zamordowany po strzeleniu samobójczej bramki na mundialu w USA Andres Escobar. Jest także i on. Bohater naszego dzisiejszego tekstu – Faustino Asprilla. Urodził się 10 listopada 1969 roku jako Faustino Hernan Asprilla Hinsteroza, w liczącym sobie 200 tysięcy mieszkańców Tulua, leżącym przy Autostradzie Panamerykańskiej i będącym głównym ośrodkiem tańca Salsa, znanym w całej Ameryce Południowej. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w słynnej szkółce „Carlos Sarmiento Lora” w Cali. Ta piłkarska akademia została założona w 1984 roku przez siostrzenicę lokalnego społecznika, (zmarł cztery lata wcześniej), aby uczcić jego pamięć. Jest ona małą kopalnią piłkarskich diamentów. Oprócz Asprilli, „wyprodukowała” takich graczy jak chociażby Faryd Mondragon czy Mario Yepes. Nauka futbolu w tak prestiżowym miejscu miała poskutkować w przypadku Asprilli transferem do któregoś z utytułowanych klubów z Cali – America bądź Deportivo. Szczególnie ten drugi klub często czerpał ze źródełka akademii „Carlos Sarmiento Lora”, która początkowo była nawet jego przybudówką. Żaden z tych klubów nie zdecydował się jednak na podpisanie kontraktu z Tino. Trafił on do Cucuta Deportivo. Klub niewiele znaczył na piłkarskiej mapie Kolumbii. W swojej ponad 60-letniej historii nie mógł poszczycić się zdobyciem jakiegokolwiek krajowego trofeum. Leżąca przy granicy z Wenezuelą Cucuta okazała się jednak trampoliną dla 20-letniego Faustino. Spędził tu zaledwie rok. Tyle wystarczyło, żeby zwrócić na siebie uwagę. W sezonie 1988 rozegrał 36 spotkań i zapakował rywalom 17 bramek. Jego zespół zajął spokojne ósme miejsce w tabeli. Oko na młodym zawodniku zawiesili działacze Atletico Medellin i to właśnie tam przed sezonem 1989 trafił Tino. Opieszałość klubu z Cali, napędzanego „narkopieniędzmi” braci Orejuela, wykorzystało Medellin, wspierane bogactwem tamtejszego kokainowego kartelu. Sprawa Asprilli – 1:0 na korzyść Pablo Escobara. W pierwszym sezonie dla nowego klubu, Octopus (pol. Ośmiornica), jak nazywali Faustino przyjaciele z dzieciństwa (a wiązało się to z niepohamowanym apetytem napastnika) zagrał tylko 16 razy (15 spotkań ligowych i jeden w Pucharze Kolumbii). Stało się tak dlatego, że rozgrywek ligi kolumbijskiej w 1989 roku nie dokończono. Powodem podjęcia takiej decyzji, była śmierć sędziego liniowego – Alvaro Ortegi. Stało się to po tym, jak Ortega nie uznał bramki dla Atletico Medellin w prestiżowym starciu z… a jakże, America de Cali. Asprilla zdołał zdobyć dla Los Verdolagas dziewięć goli. W dwóch następnych sezonach stawał się coraz ważniejszym ogniwem zespołu. Przez dwa kolejne lata przywdziewał zielono-biały trykot 61 razy i pokonywał bramkarza rywali 21-krotnie. Tino nigdy nie był typem klasycznego egzekutora. Często wystawiano go na prawym skrzydle lub za plecami napastnika. Trenerzy lubili wykorzystywać jego kreatywność, zwinność i szybkość. Nie tylko pokonywał bramkarzy rywali. Potrafił również obsłużyć kolegów z zespołu doskonałym podaniem. W sezonie 1990 finiszował wraz z drużyną na drugim miejscu w lidze kolumbijskiej, zmuszony uznać wyższość największego rywala z Cali. W 1991 roku to już jego team zgarnął najważniejszy skalp na krajowym podwórku, ciesząc się z pierwszego od 10 lat mistrzostwa Kolumbii dla Medellin. Postawa ciemnoskórego gracza nie uszła uwadze obserwatorów z kontynentu europejskiego. Początek sezonu 1992 rozpoczął jeszcze w barwach klubu ze światowej stolicy przemytu kokainy, ale zdołał dla niej zagrać ledwie 13-krotnie (siedem goli). Kolumbijczyk wylądował w Serie A, będącej wówczas uznawaną za najsilniejszą ligę piłkarską na świecie. Zasilił szeregi Parmy. Na Półwysep Apeniński powędrował za niecałe 11 milionów dolarów. Do ekipy „Gialloblu” dołączył w momencie, gdy ta wchodziła w swój „złoty okres”. Była akurat świeżo po zdobyciu pucharu Włoch, pierwszym znaczącym trofeum w historii. Na Stadio Ennio Tardini latynoski piłkarz miał okazję trenować z takimi tuzami jak: Tomas Brolin, Gianfranco Zola czy Roberto Sensini. Nad klubem z północy Włoch pieczę sprawował trener Nevio Scala. Tino szybko odnalazł się w Europie. W debiutanckim sezonie strzelił 12 goli. Tifosi Parmy zapamiętali najbardziej jego piękne uderzenie z rzutu wolnego w samo okienko bramki Milanu na San Siro. Sebastiano Rossi odprowadził piłkę wzrokiem, a Asprilla pomknął do linii bocznej, celebrując gola w charakterystyczny dla siebie sposób – zrobił salto. Zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi i jednocześnie przerwał trwającą od 58 spotkań serię meczów bez porażki podopiecznych Fabio Capello.

Był doceniany przez ekspertów. W 1993 roku zajął szóste miejsce w plebiscycie na Piłkarza Roku FIFA. W klasyfikacji tej wyprzedził m.in. takich graczy jak Bebeto i Ronald Koeman. Parma zajęła trzecie miejsce. Największym sukcesem klubu z północy Italii w sezonie 1992/93 był jednak triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów. Faustino zdobył w tych rozgrywkach cztery gole. Kolumbijczyk pokonywał kolejno golkiperów: węgierskiego Ujpestu, Sparty Praga i dwukrotnie Atletico Madryt w półfinale rozgrywek. W najważniejszym momencie sezonu jednak zawiódł, ale nie przez słabą grę, a z powodu swojego szalonego charakteru. Dał o sobie znać temperament południowca, przez który nabawił się kuriozalnej kontuzji. Jak wspominał w jednym z wywiadów, gdy przebywał w Kolumbii, w jego samochód uderzył autobus. Nic mu się nie stało, jednak postanowił wyjaśnić całą sytuację z kierowcą, który spowodował kolizję. Kierowca zdążył w pośpiechu zatrzasnąć drzwi autobusu. Tino wybił szybę w pojeździe i pokiereszował sobie odłamkami szkła nogę. Na tyle, że wykluczył się z finałowego starcia z Royalem Antwerpia. Absencja Asprilli nie przeszkodziła podopiecznym Nevio Scali w wywalczeniu europejskiego trofeum. W finale rozgrywanym na Wembley AC Parma odprawiła Belgów z kwitkiem, wygrywając 3:1. Asprilla mógł się tylko przyglądać temu triumfowi z trybun. Jego wybuchowy charakter nie po raz pierwszy napytał mu biedy. Okazja do „odkucia się” nadarzyła się już rok później. Włosi znów przebili się do finału PZP. Szło im bardziej opornie niż we wcześniejszej edycji. Maccabi Hajfę pokonali dopiero po rzutach karnych, a w półfinale zwyciężyli z Benficą dzięki bramce zdobytej na wyjeździe. Asprilla tym razem dołożył zaledwie dwie bramki i to obie strzelone w jednym meczu szwedzkiemu Degerfors IF. W wielkim finale Gialloblu trafili na Arsenal. Asprilla tym razem trzymał przed najważniejszym starciem nerwy na wodzy i 4 maja 1994 roku mógł wybiec w pierwszym składzie. Trofeum nie udało się jednak obronić. Nie pomógł w tym kolumbijski napastnik. Kanonierzy zwyciężyli dzięki bramce Alana Smitha w 19. minucie. Asprilli udało zapisać się w kajecie sędziego jedynie za sprawą żółtej kartki. Podopieczni Nevio Scali nie zakończyli jednak sezonu 1993/94 bez europejskiego trofeum. Już na samym początku sezonu zdołali sobie wywalczyć Superpuchar Europy. Zwyciężyli w dwumeczu z Milanem. Octopus zdobył w tamtym sezonie łącznie 16 goli, występując w 44 spotkaniach. Zapracował sobie w tamtym momencie na miano gwiazdy zespołu i ulubieńca trybun Stadio Ennio Tardini. Pojechał z reprezentacją Los Cafeteros na igrzyska w Barcelonie w 1992 roku. Szybko pożegnał się jednak z olimpijskimi zmaganiami, zajmując ostatnie miejsce w swojej grupie. W kadrze seniorskiej zadebiutował w 1993 roku. Już w pierwszym meczu z Chile wpisał się na listę strzelców, pokazując selekcjonerowi Francisco Maturanie, że szybko może stać się ważnym ogniwem reprezentacji. Kilka tygodni później selekcjoner zabrał go na turniej Copa America. Kolumbijczycy zdobyli tam brązowe medale. Tino dwukrotnie nie pomylił się w konkursach jedenastek, które Kolumbijczycy musieli rozegrać dla rozstrzygnięcia spotkań ćwierćfinałowego i półfinałowego. Jedno z najlepszych spotkań w barwach Los Cafeteros Asprilla zagrał we wrześniu 1993 roku. Drużyna Maturany mierzyła się z Argentyńczykami, którzy kilka miesięcy wcześniej wygrali wspomniane Copa America, a w półfinale wyeliminowali właśnie Kolumbię. W Buenos Aires (eliminacje MŚ 1994) Asprilla i koledzy wzięli srogi rewanż na Albicelestes, rozbijając mistrzów Ameryki Południowej aż 5:0. Dwa gole w tamtym spotkaniu strzelił bohater tekstu. Do dziś triumf na argentyńskiej ziemi z 1993 roku, przez wielu ekspertów uważany jest za najlepszy mecz Kolumbijczyków w historii. Kolumbijczycy przeszli przez wewnątrzamerykańskie eliminacje jak burza, nie przegrywając żadnego meczu. Kibice głęboko wierzyli, że w Stanach Zjednoczonych Los Cafeteros mogą spełniać rolę czarnego konia. Tino oczywiście został powołany na turniej. Po porażkach z Rumunią i sensacyjnie z gospodarzami mistrzostw – Amerykanami – Asprilla i spółka wiedzieli, że czas pakować manatki i udać się na wakacje. Na osłodę pokonali jeszcze Szwajcarię, ale niewiele to już zmieniło. Fatalny występ Faustino i jego kolegów poskutkował tragedią, na jaką nikt sobie nie zasłużył. Za samobója w meczu z USA, najwyższą karę zapłacił Andres Escobar. Kibic-psychopata zastrzelił go w jednym z klubów w Bogocie, krzycząc „Gol!” w chwili oddawania każdego ze strzałów. To zrobiło ogromne wrażenie na Asprilli, który tak wspomina ostatnią rozmowę z Escobarem w wywiadzie dla FourFourTwo: „Czułem się bardzo źle… myślę, że wszyscy tak się czuliśmy. Dużo płakałem. Był naprawdę dobrym przyjacielem i świetną osobą. Bardzo zabawną, zawsze żartującą. W samolocie, gdy wracaliśmy z USA do Kolumbii, mówił do mnie: „Nie wychodź na ulicę, to naprawdę bardzo niebezpieczne. Wiem, że lubisz imprezować, ale coś ci się może stać, mogą cię zabić. Zostań w domu.” Powiedziałem: „Ok, zostanę”. Osobą, która wyszła był on. Nie skorzystał z rady, którą dał mnie”. Po tamtym wydarzeniu Asprilla i Carlos Valderrama zawiesili swoje kariery reprezentacyjne.

13

Nieco zapomniane legendy polskiego futbolu:

Wychowanek Wandy Kraków, który szybko przeniósł się do Wisły i stał się jej kluczowym graczem. Reprezentant Polski na dwóch edycjach mundialu i medalista jednego z nich. Piłkarz, który zadebiutował w Białej Gwieździe w wieku 16 lat i 220 dni. Zdobywca mistrzostwa Polski z krakowskim zespołem i spadkowicz zarazem. Zawodnik, który życiorysem mógłby obdzielić kilka osób. Po prostu Andrzej Iwan! Andrzej Iwan urodził się 10 listopada 1959 roku w Krakowie. Pierwsze piłkarskie kroki „Ajwen” stawiał w nowohuckiej Wandzie. Początek był bardzo przypadkowy - nastoletni Iwan poszedł z piłką na wagary na jedno z boisk w swojej dzielnicy. Futbolówkę „zakosili” mu jednak starsi bywalcy. Za każdym następnym razem mały Andrzej przychodził na murawę z ojcem. Tak wpadli oni na trenera Mariana Pomorskiego, który zapewnił opiekę i możliwość treningów w Wandzie. Tam „Ajwen” rozwinął się bardzo szybko i już w sezonie 1975/1976 zasilił pierwszy zespół Wisły. Na debiut Iwan nie musiał czekać długo. Jako wybijający się junior otrzymał szansę od trenera Aleksandra Brożyniaka w wieku niespełna 17 lat. Pierwsze dwa spotkania „Ajwen” musi wspominać bardzo dobrze - w 27. kolejce sezonu 1975/1976 Biała Gwiazda wygrała z GKS-em Tychy 5:0, a w 29. pokonała Lecha Poznań aż 8:0. W obu spotkaniach Andrzej Iwan wchodził z ławki rezerwowych, gdy wynik był już przesądzony, po jego pojawieniu się jednak za każdym razem Wisła dokładała kolejne gole. Na premierowe bramki młody Wiślak musiał poczekać do rundy wiosennej sezonu 1976/1977. Wtedy to w dwóch kolejnych starciach pokonywał bramkarzy Pogoni Szczecin i Legii Warszawa. Zwłaszcza ta druga bramka należała do szczególnych i pozwoliła pokonać u siebie ekipę z Kazimierzem Deyną w składzie. Również i pierwszy z dwóch hat-tricków przytrafił się Iwanowi w tych rozgrywkach. W Pucharze Ligi „Ajwen” ukłuł Zagłębie Sosnowiec, a Wisła wygrała 5:0. Co ciekawe, krakus w brawach Białej Gwiazdy dwukrotnie pokonywał bramkarzy rywali trzy razy w jednym spotkaniu, a dwa razy ofiarą byli sosnowiczanie. Doskonała forma Iwana nie mogła ujść uwadze Jacka Gmocha, selekcjonera kadry narodowej. Napastnik Wisły został dostrzeżony w meczach ligowych i powołany na nieoficjalne sparingi przed mistrzostwami świata. W nich „Ajwen” zaprezentował się na tyle dobrze, że pojechał do Argentyny wraz ze znacznie bardziej doświadczonymi kolegami. To właśnie w starciu drugiej kolejki fazy grupowej z Tunezją Andrzej Iwan oficjalnie zadebiutował w reprezentacji. Na tamtym mundialu 18-letni wówczas zawodnik zagrał w jeszcze jednym meczu, przeciwko Meksykowi. Na kolejne występy i pierwszego gola Wiślak musiał czekać jeszcze dwa lata. W spotkaniu z Irakiem 20-latek dopełnił dzieła zniszczenia i ustalił wynik na 3:0. Dwa lata później Andrzej Iwan znów znalazł się w szerokiej kadrze na Mistrzostwa Świata w Meksyku. Na nich pograł jednak jeszcze mniej, bo w drugiej potyczce fazy grupowej doznał poważnej kontuzji, która omal nie przerwała jego kariery. Srebrnego medalu za trzecie miejsce nikt jednak nie zabierze. Łącznie w kadrze narodowej „Ajwen” zagrał 29 razy i strzelił 11 goli, wszystkie w czasach gry w Wiśle. Najlepszym występem w kadrze był bez wątpienia ten z Kolumbią, gdy Iwan w 20 minut skompletował hat-tricka.

Zanim jednak słynący z rozrywkowego trybu życia piłkarz zapisał się w annałach reprezentacyjnych, na ligowych boiskach doprowadził Białą Gwiazdę do upragnionego tytułu. W 1978 roku Wiślacy powtórzyli osiągnięcie z końcówki lat 40-tych i wznieśli w górę mistrzostwo. Sześć bramek Iwana znacznie przyczyniło się do powrotu trofeum na właściwe miejsce. W nagrodę krakowianie zagrali w Pucharze Europy. W nim napastnik wystąpił w pierwszych czterech spotkaniach, natomiast w trakcie pojedynku z Malmö FF musiał pauzować z powodu kontuzji. W kolejnych latach Andrzej Iwan zaczął przekraczać barierę 10 goli. Rekordowym osiągnięciem było zdobycie 14 trafień. Warto jednak dodać, że „Ajwen” należał do napastników, którzy notowali także wiele asyst. Być może w klasyfikacji kanadyjskiej Wiślak zajmowałby wyższe lokaty, gdyby nie „pozasportowy” tryb życia, który dogłębnie opisał w wydanej kilka lat temu autobiografii pt. „Spalony”. Mimo wielu barowych anegdot z udziałem Wiślaków „Ajwen” był ulubieńcem publiczności, która była z nim zżyta i gotowa, aby pójść za nim w ogień. Wielce lubiany i charakterny zawodnik został w Wiśle aż do końca sezonu 1984/1985. Biała Gwiazda sensacyjnie spadła z I ligi i miała spore problemy finansowe. Rozwiązaniem ich okazał się Iwan, który został sprzedany do Górnika Zabrze. Wydawało się, że czasy „Ajwena” już przemijały, jednak śląskie powietrze zdecydowanie służyło napastnikowi spod Wawelu. Szybko stał się boiskowym profesorem, na którym wzorowali się inni zawodnicy. Był to dowód na to, że drzemały w nim nieograniczone możliwości, których nawet w połowie nie wykorzystał. W Zabrzu Andrzej Iwan zdobył trzy mistrzostwa, po czym przeniósł się do VfL Bochum. W Niemczech również dostrzeżono olbrzymi potencjał piłkarski rodowitego krakowianina, jednak ten zaledwie po roku powrócił na krótką chwilę do Górnika Zabrze, po czym wyemigrował do Grecji. Tam spędził trzy lata w Arisie Saloniki, po czym zakończył karierę w amatorskich klubach. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Andrzeja Iwana, gdyby inaczej pokierował swoim piłkarskim i pozasportowym życiem. Niektórzy uważają, że dzisiaj wspominalibyśmy o Iwanie jako byłym piłkarzu Bayernu, Realu, czy Liverpoolu. My natomiast i tak możemy mówić o nim, jako o gwieździe Białej Gwiazdy. Człowiek zmęczony własnymi nałogami. Człowiek, który jakimś cudem przeżył cztery próby samobójcze. Jedna z najserdeczniejszych osób w tym futbolowym środowisku. Andrzejek. Ajwen. Iwan. Zmarł 27 grudnia 2022 r. Cześć jego pamięci.

@Adran360
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@Derean Co!? Chyba żartujesz sobie? Jakiej niby dezinformacji?

0

10

Zapomniane legendy rodzimego futbolu:

10 listopada 1913 r. urodził się Artur Woźniak. Czołowy piłkarz krakowskiej Wisły w latach 30-tych i dwukrotny król strzelców (1933 i 1937). Jako drugi gracz w historii klubu przekroczył granicę stu goli w lidze. Wyróżniał się doskonałą techniką i boiskową inteligencją. Do zespołu Wisły dołączył jako 14-latek. Jego piłkarscy idole zdobywali wówczas mistrzostwo kraju w pierwszym ligowym sezonie. W zespole juniorów spędził cztery lata. Prezentował się na tyle dobrze, że 15 sierpnia 1931 r. dostał szansę debiutu na ekstraklasowych boiskach. Wystąpił w przegranym 0:2 meczu z Ruchem. Dwa tygodnie później zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze a Wisła wygrała z warszawską Polonią 3:0. W kolejnym sezonie stał się już podstawowym zawodnikiem zespołu. Występował na pozycji łącznika i w 19 meczach strzelił 13 goli – najwięcej w zespole. W 1933 r. kiedy z boiskiem w dramatycznych okolicznościach pożegnał się Henryk Reyman, Woźniak został przesunięty na środek ataku i godnie zastąpił wielkiego mistrza. Z 19 golami na koncie zdobył swój pierwszy tytuł króla strzelców. W Wiśle występował aż do wybuchu wojny. Wystąpił też w decydujących o mistrzostwie meczach w 1947 r. Nigdy nie udało mu się zdobyć mistrzostwa kraju. Trzykrotnie musiał się zadowolić drugim miejscem (1931, 1936 i 1947). W czasie okupacji występował w meczach konspiracyjnych. Był żołnierzem Armii Krajowej o pseudonimie „Władysław”. Z powodu swojej działalności w podziemiu poszukiwało go Gestapo. Przeniósł się do Warszawy, ale został tam aresztowany w trakcie Powstania Warszawskiego. Trafił do obozu Mauthausen-Gusen jako więzień polityczny, w którym przebywał do czasu oswobodzenia w maju 1945 r. Mimo znakomitych umiejętności strzeleckich i bardzo pewnej pozycji w krakowskim klubie tylko pięciokrotnie wystąpił w reprezentacji. Debiutował w wygranym 4:3 meczu z Jugosławią 10 września 1933 r. Na kolejną szansę musiał czekać dwa lata. Nie był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry na igrzyska w Berlinie i mistrzostwa świata we Francji. Ostatni występ w biało-czerwonych barwach zaliczył w 1938 r. w spotkaniu z Łotwą (porażka 1:2). Trudno oprzeć się wrażeniu, że zawodnik o takim potencjale ofensywnym mógł w narodowej drużynie osiągnąć więcej. Dla Wisły strzelił przecież 102 gole w 140 meczach. Pamiętajmy jednak, że konkurencja w reprezentacyjnym ataku była wówczas ogromna. Po zakończeniu kariery Woźniak spełniał się jako trener. Prowadził ŁKS, Garbarnię, Lecha, Zawiszę, Ruch, Zagłębie Sosnowiec, Śląsk Wrocław i oczywiście Wisłę. W Reprezentacja rozegrał 5 meczów.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

11

Barça wypunktowała Betis:

10 listopada 2013 r. FC Barcelona pokonała Real Betis 1:4 w 13-tej kolejce Primera Division. Mimo, że od 22. minuty FC Barcelona musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Leo Messiego, to i tak bardzo pewnie pokonała w Sewilli ostatni w tabeli Betis. Mecz, w którym gospodarze długo mieli przewagę, ostatecznie zakończył się rezultatem 1:4 a dwa gole dla gości strzelił Cesc Fabregas. Przez większą część pierwszej połowy Betis miał wyraźną przewagę i momentami nie schodził z połowy Barcelony. Rewelacyjnie w bramce gości spisywał się jednak Victor Valdes, który pewnie bronił groźne strzały m.in. Moliny i Caro. W 22. minucie po ostrym wejściu tego ostatniego, boisko musiał opuścić Leo Messi. Jeszcze w trakcie meczu Blaugrana poinformowała na swojej stronie internetowej, że Argentyńczyk doznał urazu mięśnia lewego uda. Messi borykał się z urazami mięśni uda od początku roku. Nieobecność największej gwiazdy nie przeszkodziła jednak gościom w odniesieniu zwycięstwa. Barça przetrzymała napór rywala i momentalnie uderzyła. Dwa gole w zaledwie dwie minuty skutecznie podcięły skrzydła gospodarzom. Pierwszy gol padł po centrze Fabregasa, którą wykorzystał Neymar a minutę później piłkę na wolne pole dostał Pedro, który uciekł obrońcom i strzałem z ostrego kąta pokonał Sarę. W drugiej połowie Betis próbował odrobić straty, lecz jak w transie bronił Valdes, który powstrzymywał kolejne ataki gospodarzy. Niewykorzystane sytuacje jednak się mszczą i w 64. minucie pierwszą ze swoich dwóch bramek strzelił Fabregas. Wykorzystał on centrę od Montoyi, a 16 minut później w podobny sposób dobił rywali, strzelając bramkę głową. Wynik spotkania ustalił w doliczonym czasie gry Molina, który sam wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Daniego Alvesa. Dzięki temu zwycięstwu Barcelona powiększyła do trzech punktów swoją przewagę nad drugim w tabeli Atletico Madryt, które w niedzielę zremisowało na wyjeździe z Villarreal 1:1.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

12

Bardzo smutne wspomnienie:

10 listopada 2009 r. samobójstwo popełnił Robert Enke, który zaczynał grać w FC Barcelonie w 2002 r. Do stolicy Katalonii trafił za darmo z Benfiki, odrzucając jednocześnie oferte z Manchesteru United. Niemiec nie potrafił wywalczyć sobie miejsca w składzie ani u trenera van Gaala, ani u Anticia, będąc pod koniec sezonu 2002/03 trzecim golkiperem. W sumie przez cały sezon rozegrał jedynie cztery spotkania, w tym jedno ligowe. Od 2003 r. grał krótko w Fenerbahce i CD Tenerife a następnie trafił na 5 lat do Hannoveru, gdzie w sezonie 2008/09 został wybrany najlepszym bramkarzem ligi niemieckiej. 10 listopada 2009 r. popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Od wielu lat chorował na depresje, która pogłębiła się po śmierci jego dwuletniej córki. Kilka miesięcy przed samobójstwem wraz z żoną adoptował dziewczynkę Leile, lecz nie pomogło to w walce z chorobą. Jego kolega z Hannoveru Marco Villa wiedział o chorobie kolegi, który myślał o samobójstwie już od dłuższego czasu. Krótko przed śmiercią Enke wysłał mu nawet smsa: ,,Powstań, gdy leżysz na ziemi”, będącego cytatem z piosenki ,,Die Totten Hosen”. Wiadomość pozostała bez odpowiedzi.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@adamek20151

9

FC Barcelona w „Campionat de Catalunya de futbol”:

10 listopada 1918 r. FC Barcelona rozgromiła Atletic Sabadel 8:0 w 3 kolejce Mistrzostw Katalonii. Hattrickiem popisał się znakomity napastnik Vicenç Martinez. Pozostałe gole dołożyli: Sagi Barba(2), Francesc Vinyals, Ramon Torralba i Paulino Alcantara. W końcowym rozrachunku Blaugrana sięga po mistrzostwo a Paulino Alcantara ex aequo z Vicençem Martinezem z dorobkiem 9 goli zostają królami strzelców.

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974

2

@Lionel_Messi10 Super! Jakżesz ja się ciesze! Jednak zielony herbik wędruje do ciebie tylko i wyłącznie za triumf Bosteros a nie za jakąś Lipe!

1

Tak jest! Super Xeneizes!
Bravissimo Bosteros! Vamos(!) Bosteros, para siempre!

8

Najwięcej hattricków w historii FC Barcelony(mecze oficjalne):



Lionel Messi: 48 hattricków

Paulino Alcantara: 22

Joan Gamper: 17

Josep Samitier: 16

Ladislao Kubala: 16

Cesar Rodriguez: 15

Mariano Martin: 11

Luis Alberto Suarez: 11

Evaristo de Macedo: 10

Angel Arocha: 10

Carles Comamala: 6

Charles Wallace: 6

Josep Escola: 6

Udo Steinberg: 5

Vicenç Martinez: 5

Johan Krankl: 5

Romario: 5

Patrick Kluivert: 5

Justo Tejada: 4

Eulogio Martinez: 4

Sandor Kocsis: 4

Cayetano Re: 4

Stoiczkow: 4

Eto’o: 4

Ronaldo Luis Nazario: 4

Neymar: 4



Na koniec bardzo ważne spostrzeżenie. Lionel Messi do zdobycia tych 48 hattricków potrzebował aż 779 meczów. Dacie wiare ile meczów na strzelenie 22 hattricków potrzebował Alcantara? Zaledwie 140! Wniosek? Należy do was…

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

2

Spektakularny pokaz mocy na Etihad Stadium, spektakularnie grającej ekipy Pepito(przynajmniej na tą chwile). Bravo "Obywatele" i Vamos "The Citizens"!

1

@AxelF Wiesz co, przedewszystkim 5 lat zamieszczam te komentarze i od redakcji nie usłyszałem choćby jednego słowa dziekuje. Ty w 5 dni zdążyłeś mi już podziękować przynajmniej 5 razy(!) za co jestem ci bardzo wdzięczny. Swego czasu zacząłem zamieszczać historyczne wydarzenia Barcuni w Porannym Przegladzie Prasy, aż w końcu "uprzejma" redakcja zaczeła mnie banować, podając za powód że to nie miejsce na takie komentarze. Za którymś razem nie wytrzymałem i zbluzgałem ich porządnie i w efekcie usuneli mi konto! Także nie dziw się że o co kolwiek będe prosił redakcje, redakcje z dyktatorskim regulaminem...

0

@AxelF No z tego co wiem to nie liczyły się podwójnie...

11

Piłka jak sztandar:

Latem 1916 r. w samym środku I wojny światowej, pewien angielski kapitan poderwał się do szturmu kopiąc futbolówkę. Wdrapał się na skraj okopu, po czym rzucił się za piłką w stronę niemieckich linii. Jego regiment po początkowych wahaniach ruszył za swoim dowódcą. Kapitana zabił wprawdzie pocisk artyleryjski ale Wielka Brytania zdobyła skrawek ziemi niczyjej i mogła obwieścić światu pierwszą wielką wiktorie angielskiej piłki. Wiele lat później u schyłku wieku właściciel włoskiego klubu AC Milan wygrał wybory powszechne idąc do nich z zawołaniem ,,Fora Italia!”, zapożyczonym od kibiców piłkarskich. Silvio Berlusconi, gdyż o nim mowa, obiecał iż uratuje kraj podobnie jak uratował Milan, superdrużyne, która zdobyła wszystkie trofea. Włosi uwierzyli mu na słowo, nawet jeśli niektóre jego firmy balansowały na skraju bankructwa. Futbol i ojczyzna są ze sobą nierozerwalnie związane. Niż zatem dziwnego że politycy i dyktatorzy wiele razy próbowali manipulować tym związkiem. Włoska drużyna zwyciężyła w mundialach w 1934 i 1938 r. dla ojczyzny i Mussoliniego a zawodnicy zaczynali i kończyli każdy mecz faszystowskim pozdrowieniem. Również dla nazistów piłka nożna była sprawą wagi państwowej. Na Ukrainie stoi pomnik ku czci zawodników Dynama Kijów z 1942 r., którzy byli na tyle szaleni aby pokonać reprezentacje Hitlera na miejscowym stadionie. Mimo ostrzeżeń: ,,Jeśli wygracie, zginiecie”. Weszli na boisko zrezygnowani trzęsąc się ze strachu i głodu ale nie mogli się powstrzymać, chcieli choć na chwile odzyskać godność. Cała jedenastka została rozstrzelana w strojach meczowych nad jednym z wąwozów, gdy tylko mecz dobiegł końca. Piłka i ojczyzna, futbol i naród. Kiedy Boliwia i Paragwaj wyniszczały się wzajemnie w wojnie o Chaco, toczonej o skrawek niezamieszkanego terytorium, paragwajski czerwony krzyż sformował drużynę piłkarską, która rozegrała serie meczów w kilku argentyńskich i urugwajskich miastach i zebrała znaczącą sume pieniędzy na pomoc dla rannych obu stron konfliktu. Trzy lata później w Hiszpanii dwa pielgrzymujące zespoły stały się symbolami demokratycznego oporu. Podczas gdy generał Franco, prawa ręka Hitlera i Mussoliniego, bombardował Madryt, reprezentacja Kraju Basków rozgrywała mecze w Europie a FC Barcelona w Meksyku i USA. Baskijski rząd wysłał reprezentacje Euskadi do Francji i innych państw z misją propagandową i w celu przeprowadzenia zbiórki pieniędzy na pomoc dla walczącej republiki. W tym samym czasie ekipa Blaugrany zaokrętowała się na statku płynącym do Ameryki. Był rok 1937, prezes FC Barcelony(Josep Sunyol) padł już od kul frankistów. Oba zespoły ucieleśniały na stadionach i poza nimi obleganą przez faszystów demokracje. Do rozdartej wojną domową Hiszpanii powróciło tylko czterech katalońskich piłkarzy. Z reprezentacji baskijskiej tylko jeden.

Kiedy klęska republiki stała się faktem FIFA uznała hiszpańskich piłkarzy przebywających na wygnaniu za buntowników i zagroziła im dożywotnią dyskwalifikacją. Tylko niektórym udało się kontynuować karierę w ligach południowoamerykańskich. W Meksyku baskijscy zawodnicy założyli klub España, niepokonany w pierwszych latach istnienia. Środkowy napastnik reprezentacji Kraju Basków Isidro Langara debiutował w lidze argentyńskiej w 1939 r., strzelając w swoim pierwszym meczu aż 4 gole(!) dla ekipy San Lorenzo. W tym samym klubie grał także Angel Zubieta były pomocnik Euskadi. W 1945 r. Langara został królem strzelców ligi meksykańskiej. Tymczasem uchodzący za wzór we frankistowskiej Hiszpanii Real Madryt królował na świecie w latach 1956-60. Ta wspaniała drużyna zdobyła cztery razy z rzędu tytuł mistrzów kraju, pięciokrotnie sięgała po Puchar Europy a publiczność zawsze oglądała jej gre z niemym podziwem. Dyktatura generała Franco znalazła niezrównanych, wędrujących ambasadorów. Komentowane w radiu gole były lepszą oznaką triumfu niż oficjalny hymn ,,Cara al Sol”(pieśń frankistów). W 1959 r. jeden z przywódców reżimu Jose Solis wygłosił nawet mowe pochwalną na cześć madryckich piłkarzy: ,,Dzięki Wam ludzie, którzy wcześniej nas nienawidzili, teraz nas rozumieją”. Niczym Cyd Zwycięzca(hiszpański bohater narodowy) Real Madryt odzwierciedlał wszystkie wartości hiszpańskiej Rasy(,,La Raza to termin używany przez frankistów na określenie narodu hiszpańskiego), nawet jeśli drużyna bardziej przypominała legion cudzoziemski. Prym wiedli w niej wówczas Kopa, Di Stefano, Rial, Santamaria oraz Puskas. Tego ostatniego nazywano w Madrycie ,,Canoncito pum pum”(Armatka bum bum) z uwagi na niszczycielską siłę jego lewej nogi, która(gdy tylko wymagała tego sytuacja) potrafiła też trącać piłką lekko niczym aksamitna rękawiczka. W owym czasie w FC Barcelonie brylowali inni Węgrzy a mianowicie Kubala, Czibor i Kocsis. W 1954 r. położono kamień węgielny pod budowę Camp Nou w Barcelonie, stary obiekt nie mógł bowiem pomieścić tłumów, które chciały podziwiać na własne oczy, dokładnie co do milimetra, podania Kubali i jego zabójcze strzały. Czibor miał z kolei nieprawdopodobny gaz w nogach a Kocsis genialnie strzelał głową. ,,Cabeza de Oro”(Złota Głowa) tak był nazywany a każdy jego gol fetowano wyrzucając w góre chmure chusteczek. Mówi się że Kocsis grał głową najlepiej w Europie, zaraz po Churchilu. W 1950 r. Kubala był członkiem reprezentacji Węgier na wychodźstwie, co kosztowało go dwuletnią dyskwalifikacje uchwaloną prze FIFA. Federacja zdyskwalifikowała też na ponad rok Puskasa, Czibora i Kocsisa za to że w 1956 r. po stłumieniu przez wojska radzieckie powstania w Budapeszcie ośmielili się wystąpić w reprezentacji złożonej z piłkarzy przebywających na wygnaniu.

W 1958 r. w najgorętszym okresie wojny domowej w Algierii, tamtejsza reprezentacja po raz pierwszy wystąpiła w barwach narodowych. W składzie jedenastki byli tacy piłkarze jak Makhloufi, Ben Tifour i inni Algierczycy grający na co dzień w klubach francuskich. Z uwagi na działania byłej potęgi kolonialnej(Fancji) reprezentacja Algierii zdołała zagrać tylko z Maroko, krajem, który również został zdyskwalifikowany przez FIFA na 2 lata i mógł skonfrontować swoje umiejętności jedynie z kilkoma państwami arabskimi oraz z bloku wschodniego. FIFA zatrzasnęła przed algierskimi zawodnikami drzwi do piłkarskiego świata a władze federacji francuskiej ogłosiły ich cywilną śmierć. Związani kontraktami z francuskimi klubami mieli już nigdy nie wyjść na boisko. Kiedy jednak Algieria odzyskała niepodległość, Francja nie miała innego wyjścia jak z powrotem sprowadzić piłkarzy, za którymi tęskniła francuska publiczność.

@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@Gary
@AxelF
@Adran360

11

„La Casita Blanca”:

W czasach powojennych, w złotej erze tak zwanych “meubles “(hotele miłości), często zdarzało się że niektórzy kibice Barçy wykorzystywali swojej drużyny do ,,skoku w bok “. Wymówka była idealna: mecz w niedzielę o 5:00 po południu. Pod pretekstem pójścia na stadion cules całowali żony na pożegnanie i wychodzili żeby spotkać się z kochankami. Miejscem spotkań były ,,meubles”, takie jak choćby „La Casita Blanca”, znajdująca się pod numerem 2/4 przy ulicy Boliwar na osiedlu „Wallcarca i Penitents”, należącym do dzielnicy Gracia. Budynek ten został otwarty na początku XX wieku. Oficjalnie był to sklep z owocami morza, którym klienci mogli spróbować jego produktów a potem wejść na wyższe piętro żeby “uciąć sobie drzemkę “. W 1912 r. pochodząca z Miasteczka Villafranca rodzina Sendra została właścicielem przybytku zwanego powszechnie „La Casita Blanca”, ponieważ na tarasie rozwieszano białe prześcieradła trzech pokoi, których klienci używali na potrzeby “ drzemek “. Sypialnie (urządzone przez szwagra właściciela) dalekie były od typowej egzotyki podobnych miejsc i zapewniały ciepłą atmosferę, Dzięki drewnu i dominującego w środku czerwonemu kolorowi, co tworzyło elegancki a jednocześnie luksusowy wystrój. Jednym z największych plusów lokalu była anonimowość i dyskrecja w przestrzeni pełnej labiryntów. Żadna para(heteroseksualna i powyżej 23 roku życia) nie mogła się zetknąć z innymi klientami i zostać rozpoznane. Właściciele przybytku, wiedząc o tym że niektórzy ich niedzielni klienci są kibicami Barçy, postanowili umieścić tablicę, na której zamieszczali wynik meczu, który goście “ teoretycznie “ oglądali na stadionie. W ten sposób mogli wrócić do domu mając idealne alibi i bez ryzyka pomyłki, która wzbudziła by podejrzenie. W 1971 r. z nakazu sędziego Andresa de Castro, kierującego operacją przeciwko zorganizowanej prostytucji w mieście, La Casita Blanca została zamknięta wraz z blisko 70 innymi przybytkami. 6 lat później mogła wznowić działalność. W prasie ukazały się ogłoszenia: “ Znów do usług. »La Casita Blanca« “. Jednak ostatecznie stuletnie ,,meuble” podobnie jak inne mające długą tradycję lokale w mieście, został opuszczony. Urząd Miasta Barcelony postanowił zburzyć budynek jako powody podając względy urbanistyczne, ponieważ lokal znajdował się pośrodku zielonego korytarza, mającego połączyć plac "Lesseps" z "Ronda de Dalt". W ten sposób skończyła się podwójna zdrada niewiernych, którzy zamieniają żonę na kochankę i kolor bordowo granatowy na biały….

@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

5

@FCBparasiempre
W momencie odejścia z Juventusu, Del Piero miał rocznikowo 38 lat i czuł, że to jeszcze nie czas na zawieszeniu butów na kołku. Nie zdecydował się jednak na grę w Europie. Włoch chciał kontynuować karierę w zupełnie innym zakątku świata i wybrał Australię. Promował tam piłkę nożną poprzez grę dla Sydney FC. Po dwóch latach Alex spróbował swoich sił w kolejnym kraju, gdzie futbol nie jest sportem wiodącym. Włoch trafił do Indii i założył koszulkę Delhi Dynamos. Tamtejsza Indian Super League potrafiła skusić wiele byłych europejskich gwiazd. Trafili tam bowiem m.in. Marco Materazzi, David Trezeguet, Robert Pires i Fredrik Ljunberg. Po kilkumiesięcznej przygodzie w Azji Del Piero zakończył karierę na początku 2015 r. Po opuszczeniu Indii Włoch zamieszkał wraz z rodziną w Los Angeles. Od 2015 r. jest jednym z komentatorów Sky Sport. Alex lubi cały czas pokopać piłkę i bierze często udział w meczach i turniejach dla byłych piłkarzy, które mają przeważnie charakter charytatywny. Ponadto, od 2018 r. jest właścicielem amatorskiego klubu LA 10. Poza piłką nożna i golfem, Pinturicchio postanowił spróbować swoich sił w wyścigach samochodowych. W 2013 r. założył wraz z aktorem Patrickiem Dempseyem zespół samochodowy Dempsey/Del Piero Racing, który zadebiutował w tym samym roku w 24-godzinnym wyścigu Le Mans oraz w mistrzostwach American Le Mans Series. Piłkarz zawsze lubił szybko jazdę. Kibice kojarzyli się go już wcześniej z zamiłowania do jazdy na motocyklu. Pinturicchio do dziś cieszy się popularnością w wielu miejscach. Hołd wybitnemu napastnikowi postanowiło oddać miasto Jesolo w północno-wschodnich Włoszech. Można tam spacerować ulicą imienia Alessandro Del Piero. Co prawda, najczęściej takie przywileje spotykają już martwe osoby, ale Włoch z pewnością nie miał nic przeciwko. To nie jedyne odznaczenie, jakie Alex otrzymał w Jesolo. Włoch dostał również dedykowaną gwiazdę. W ten sam sposób odznaczeni zostali tam Umberto Veronesi, Mike Bongiorno i Sophia Loren. Pytanie postawione w podtytule jest bardzo trudne, więc na koniec oddam głos byłym gwiazdom futbolu. ,,Ciężko jest znaleźć słowa, aby opisać Del Piero. Grał w Juve przez prawie 20 lat – jest historią tego klubu. Kiedy ktoś na świecie wymawia słowo ‘Juve’, w jego głowie pojawia się obraz Del Piero. Myślę, że to wszystko wyjaśnia”– Pavel Nedved. ,,Jeśli chodzi o sytuację Del Piero, moje myśli są bardzo klarowne. Podsumowałbym to w trzech słowach: Del Piero to Juventus”– Marcello Lippi. ,,Zawsze będzie naszym kapitanem”– Andrea Agnelli. ,,Del Piero to najlepszy włoski piłkarz”– Ryan Giggs. ,,To najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałem. Drybluje w niesamowity sposób”– Gary Neville. ,,Del Piero to najlepszy piłkarz w historii włoskiej piłki. Jest osobą, do której mam nie tylko dużo szacunku, ale także dużo uczucia”– Raul. ,,Jest inny niż Zinedine Zidane. Bawi się grą, czuje ją w duszy. Między nim i Francuzem, wybieram jego”– Diego Maradona. ,,Na trening przychodził zawsze z uśmiechem i dobrym słowem dla każdego. Na tym polega jego wielkość: pokora… jest złotym człowiekiem”– Alessio Tacchinardi. ,,Alessandro Del Piero był symbolem klubu przez wiele lat”– David Trezeguet. ,,Alex… co za przeciwnik! Co za piłkarz! Co za osoba! Prawdziwy symbol, mistrz, który dał trofea kibicom Juventusu, kocha tę koszulkę i przyprawia o ból głowy bramkarzy. Alessa, im starszy jestem, tym bardziej boję się spotkać cię na boisku. Jesteś jednym z najlepszych w grze, podziwiam cię i szanuję”– Francesco Totti. Niech opiszą go również gole. Nie sposób zapomnieć, że znakiem firmowym Del Piero były rzuty wolne.

Osiągnięcia klubowe:

Juventus:

6 x Mistrzostwo Włoch 1994–95, 1996–97, 1997–98, 2001–02, 2002–03, 2011–12

1 x Puchar Włoch: 1994–95

1 x Superpuchar Włoch: 1995, 1997, 2002, 2003

1 x Mistrzostwo Serie B: 2006–07

1 x Puchar Interkontynentalny: 1996

1 x Liga Mistrzów: 1995–96

3 x 2 miejsce Ligi Mistrzów: 1996–97, 1997–98, 2002–03

1 x 2 miejsce Pucharu UEFA: 1994–95

1 x Puchar Intertoto: 1999

1 x Superpuchar UEFA 1996

Osiągnięcia reprezentacyjne:

1 x Mistrzostwo Europy U-21 1996

1 x Mistrzostwo Świata 2006

1 x Vicemistrzostwo Europy 2000

Osiągnięcia Indywidualne:

Zawodnik meczu Pucharu Interkontynentalnego 1996

Najlepszy strzelec Ligi Mistrzów UEFA (10 goli) 1997-98

Najwięcej asyst w Serie A 1999–00

Najlepszy strzelec Pucharu Włoch (5 goli) 2005-06

Król strzlców Serie B (20 goli) 2006-07

Król Strzelców Serie A (21 goli) 2007-08

Drużyna sezonu ESM: 1995–96, 1996–97, 1997–98

Europejski Piłkarz Sezonu wg UNICEF: 1995-96

Nagroda Bravo: 1996

Najlepszy strzelec Tournoi de France (3 gole) 1997

AIC Serie Włoski Piłkarz Roku: 1998, 2008

AIC Serie A Most Loved Player: 2001, 2008

FIFA 100

Plebiscyt na Złoty Jubileusz UEFA: 49 miejsce

Nagroda Krajowa Giuseppe Prisco: 2006

Piemoncki Sportowiec Roku: 2006[

Nagroda Specjalna Gentleman Silver Cup: 2006

San Siro Gentleman Award Serie A: 2006

Nagroda Golden Foot: 2007[

Najlepszy Sportowiec wg Telegatto: 2007

ASF Top 100 graczy wszech czasów – #60: 2007

Strzelec bramki roku AIC Serie A: 2008

Premio Nazionale Carriera Esemplare „Gaetano Scirea”: 2008

Pallone d’Argento: 2008-09

Międzynarodowa Nagroda Sportu i Obywatelstwa -Ambasador Sportu: 2009

Złota Nagroda Sportowca Roku: 2010

Dubai D’or: 2011

Nagroda Fair Play Novara: 2011

Nagroda AIC za całokształt: 2011

Gol A-League w sezonie: 2012-13

Sydney FC Golden Boot: 2013,2014

Drużyna sezonu PFA: 2013

Nagroda Piłkarza Roku Sydney FC: 2013

Nagroda Członków Sydney FC: 2013

Mecz A-League All Stars: 2014

Drużyna AFC Dekady: 2015

Drużyna dekady Sydney FC: 2015

Galeria sław Sydney FC: 2015

Galeria sław włoskiego futbolu: 2017

Juventus Greatest XI wszech czasów: 2017

Rekordy:

Najwięcej występów dla Juventusu we wszystkich rozgrywkach (705 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Serie A (478 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w meczach ligi włoskiej (w tym Serie A i Serie B) (513 występów)

Najwięcej występów dla Juventusu w Supercoppa Italiana (8 występów od 13 sierpnia 2017)

Najlepszy strzelec wszech czasów Juventusu (290 goli: 186 goli z gry, 62 gole z rzutów karnych, 42 gole z rzutów wolnych)

Zdobywca wszech czasów decydujących bramek dla Juventusu (135)

Drugi pod względem liczby rozegranych minut gracz Juventusu (48 363)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Supercoppa Italiana (6 występów)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w Lidze Mistrzów UEFA (92 występy)

Drugi co do liczby występów gracz Juventusu w rozgrywkach klubowych UEFA (124 występy)

Najwięcej występów dla Juventusu w międzynarodowych rozgrywkach klubowych (130 występów)

Drugie najwięcej goli strzelonych w Supercoppa Italiana, obok Samuela Eto’o, Andrija Szewczenki i Carlosa Teveza (3)

Najwięcej goli strzelonych w jednym sezonie przez zawodnika Sydney FC (14)[

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów karnych w Serie A (50)

Trzeci najwyższy strzelec z rzutów wolnych w Serie A (22)

Najlepszy włoski strzelec wszech czasów z rzutów wolnych we wszystkich rozgrywkach (52 gole: 46 goli na poziomie klubowym, 6 goli z reprezentacją Włoch)

Włoski zawodnik z największą liczbą sezonów z 10 bramkami lub więcej we wszystkich rozgrywkach klubowych (17 sezonów)

Najwięcej goli strzelił reprezentant Włoch jako rezerwowy (5)

Czwarty najskuteczniejszy strzelec dla Włoch (27 goli, obok Roberto Baggio)

8

@FCBparasiempre
9 listopada 1974 r. urodził się Alessandro del Piero, włoski napastnik, mistrz świata, zdobywca Ligi Mistrzów, 6-krotny mistrz Włoch. Może się wydawać, że nawet przeciętny kibic wie o Del Piero absolutnie wszystko. Czy jednak na pewno? Każdego piłkarza łączą niebanalne historie, które zawsze wzbudzają ciekawość kibiców. W tym tekście postaram się Wam przedstawić Alexa od strony, której (mam nadzieję) jeszcze nie znacie. Alessandro Del Piero przyszedł na świat 9 listopada 1974 r. w Conegliano. Karierę rozpoczął w wieku dziewięciu lat w San Vendemiano. Z dzieciństwem piłkarza łączy się pierwsza ciekawostka. Chodzi mianowicie o matkę Alexa, Brunę, która chciała, aby syn występował na pozycji bramkarza. W ten sposób nie musiałby zbyt wiele biegać, pocić się i zbytnio narażać na kontuzje. Czy ktoś w ogóle potrafi wyobrazić sobie Del Piero na bramce? Prawdopodobnie i tak później wszystko zweryfikowałby jego niski wzrost. Znając jednak etykę pracy włoskiego mistrza nie można niczego wykluczyć. No dobra, zejdźmy na ziemię. Na szczęście brat piłkarza, Stefano, szybko zauważył, że młody Alex jest urodzony, aby grać na pozycji nr 10. Tak już zostało, a efekty decyzji poznał cały piłkarski świat. W 1988 r., 13-letni wówczas Włoch został zauważony przez działaczy AC Padwy, która występowała w Serie B. Przygoda Del Piero w juniorskim i seniorskim zespole wspomnianego klubu trwała pięć lat. Napastnika zapragnęli mieć Juventus i Milan. Mało kto wie, że ówczesny prezydent Padwy, Marino Puggina był kibicem Rossonerich i historia mogła się potoczyć zupełnie inaczej. Alex wspomniał o kulisach tamtych wydarzeń w wywiadzie udzielonym La Gazzetta dello Sport. Milan Sacchiego był dla wszystkich punktem odniesienia. Każdy jasno rozumiał, że tamta drużyna zmieniła futbol. Fajnie byłoby partnerować w ataku van Bastenowi – przyznał po latach Del Piero. Padwa chciała zarobić na piłkarzu duże pieniądze i ostatecznie Juventus zdołał spełnić te oczekiwania w postaci 5 miliardów lirów, czyli dzisiejszych ok. 2,8 miliona euro. W debiutanckim sezonie 19-letni Alex zdołał zanotować łącznie 14 meczów w lidze, Pucharze Włoch i Pucharze UEFA. W pamięci kibiców zapadł jego hat-trick przeciwko Parmie. Ostatecznie pięć ligowych goli Del Piero pomogło Juve zająć drugie miejsce w Serie A. W kolejnym sezonie piłkarz świętował swój pierwszy tytuł mistrza Włoch. W tamtych rozgrywkach Del Piero zanotował osiem ligowych trafień. Rok później Alex mógł cieszyć się pierwszym Pucharem Włoch. Najbardziej pamiętny był sezon 1995/1996. Wówczas Del Piero był już postacią pierwszego składu, a Juventus sięgnął po scudetto, Ligę Mistrzów i Puchar Interkontynentalny. 8 listopada 1998 nastąpił moment, który mocno zahamował karierę włoskiego zawodnika. W meczu z Udinese, niespełna 24-letni napastnik doznał ciężkiej i bardzo skomplikowanej kontuzji. Powrót do gry zajął piłkarzowi aż dziewięć miesięcy. W tym samym roku, jeszcze przed feralnym zdarzeniem, Del Piero znalazł się na celowniku Interu. Wówczas w niebiesko-czarnej koszulce występował Il Fenomeno – Luis Nazario da Lima, znany wszystkim jako Ronaldo. Brazylijczyk naciskał prezydenta Nerazzurrich, Massimo Morattego, aby ten wyrwał Alexa z Juve. ,,Nie ma sensu kupować wielu zawodników, wystarczy Del Piero i będziemy świetni”– stwierdził Ronaldo. Włoski napastnik pozostał oczywiście wierny Starej Damie ale można sobie wyobrazić, jak genialny atak mógłby stworzyć wraz z ,,Il Fenomeno”. Od początku tekstu nazwałem piłkarza wiele razy Alexem. Nie jest to jednak jedyny przydomek Del Piero. Warto wspomnieć, w jaki sposób napastnika określił były prezes Juventusu, słynny Gianni Agnelli. ,,Nadałem Del Piero przezwisko Pinturicchi, ze względu na estetykę, sposób, w jaki gra. Jego bramki są zawsze doskonałe”– wytłumaczył Agnelli. Kim był Pinturicchio? To malarz wywodzący się ze szkoły umbryjskiej, który żył na przełomie XV i XVI wieku. Podobnie jak Del Piero, był niewielkiego wzrostu. Tak samo jak piłkarz, posiadał wielki talent, który przełożył się na niezwykłe zdolności malarskie. Pozwoliły mu one lepiej opanować style malowania na drewnie, freski i miniatury.

W latach 1999-2002 Del Piero był trenowany przez Carlo Ancelottiego, a następnie powracającego Marcello Lippiego. Jedyny w tym okresie puchar to scudetto zdobyte w ostatniej kolejce sezonu 2001/2002. Podczas Euro 2000 Alex dotarł wraz z reprezentacją Włoch do wielkiego finału. Tam Squadra Azzurra mierzyła się z Francją. Włosi szybko objęli prowadzenie po bramce Marco Delvecchio. Później Del Piero nie zdołał jednak wykorzystać dwóch znakomitych okazji na dobicie rywala. W samej końcówce wyrównał Sylvain Wiltord, a w dogrywce złotego gola zdobył David Trezeguet. Niewykorzystane okazje potrafią się mścić. Alexowi na pocieszenie został fakt, że Trezegol został po turnieju jego klubowym partnerem. W sezonie 2002/2003 Del Piero prezentował dobrą formę i wspólnie z Trezeguetem i Nedvedem poprowadził Juventus do finału Ligi Mistrzów. Po drodze Bianconeri wyeliminowali m.in. obrońcę trofeum – Real Madryt. Wielu kibiców Juventusu uważa, że starcie z Królewskimi w Turynie było najlepszym meczem Starej Damy w XXI wieku. Del Piero kręcił wówczas niemiłosiernie obroną Los Blancos, a efektem tego była piękna bramka na 2:0. W finale w Manchesterze Juve mierzyło się z Milanem. Zabrakło zawieszonego za kartki Nedveda, co wyraźnie osłabiło ekipę Lippiego. Doszło do serii rzutów karnych. Del Piero wykorzystał swoją jedenastkę, ale koledzy strzelali gorzej i po puchar sięgnęli Rossoneri. Sezon 2003/2004 był fatalny w wykonaniu Juventusu. Bianconeri nie zdobyli żadnego trofeum, a w pamięci kibiców została szczególnie ligowa porażka z Romą 0:4. To wówczas Francesco Totti wykonał słynny gest czterech palców. Po słabych wynikach z pracą pożegnał się Lippi. Gorszy okres w klubie nie oznaczał jednak, że Del Piero nie mógł odkrywać nowych pasji. Wraz z Alessio Tacchinardim został miłośnikiem golfa. Dwaj koledzy z boiska poznali ten sport, dzięki wizytom we francuskim Chatillon. Od tamtej pory, w przerwie od rozgrywek piłkarskich, w gazetach można było często znaleźć zdjęcie Alexa, który relaksował się na polu golfowym. Z czasem Włoch przestał to traktować jako jedynie rozrywkę. Zaliczał coraz więcej dołków i stał się ostatecznie profesjonalnym golfistą. W 2016 r. wziął udział w słynnym turnieju Ryder Cup. W 2004 r. Starą Damę objął Fabio Capello, którego zespół wzmocnili Emerson, Zebina, Mutu, Ibrahimović i Cannavaro. Przez dwa kolejne lata mówiło się o konflikcie na linii Del Piero – Capello, ponieważ włoski szkoleniowiec wolał stawiać na młodego Zlatana. Juventus nie prezentował wówczas porywającej piłki, ale sięgnął po dwa kolejne mistrzostwa. Gorzej było w Lidze Mistrzów, gdzie na poziomie ćwierćfinału Stara Dama była eliminowana przez Liverpool i Arsenal. Mimo nie najlepszej sytuacji, Del Piero wspierał regularnie zespół swoimi bramkami. W drugim sezonie pod wodzą Capello, Alex stał się najskuteczniejszym strzelcem w historii Juventusu. W tej klasyfikacji wyprzedził Giampiero Bonipertiego. Przywołanie zdobycia mistrzostwa świata w Niemczech w 2006 r. rozgrzewa zawsze wszystkich Włochów. Drużyna Marcello Lippiego przedzierała się dzielnie przez kolejne fazy turnieju. W półfinale Azzurri mierzyli się z gospodarzami turnieju, Niemcami. Potrzebna była dogrywka, po której Włosi zwyciężyli 2:0. Drugą bramką zdobył Del Piero, który wykorzystał podanie Alberto Gilardino i dobił gospodarzy. W finale Włosi zrewanżowali się Francuzom z porażkę sprzed sześciu lat. Zwycięstwo zostało odniesione po serii jedenastek, a Del Piero nie zmarnował swojego strzału. Był to czwarty tytuł mistrzów świata w historii reprezentacji Włoch. Równocześnie z niemieckim mundialem, w Italii wybuchła afera Calciopoli. W jej wyniku Juventusowi zostały odebrane dwa ostatnie tytuły mistrzowskie, a klub został zdegradowany do Serie B. W ten sposób Del Piero dokonał wraz z Gianluigim Buffonem i Mauro Camoranesim nietypowej rzeczy. Zostali bowiem mistrzami świata jako gracze drugiej ligi. Wcześniej identyczną historię przeżył Franco Baresi, który wygrał w 1982 r. jako obrońca drugoligowego Milanu. Trzeba jednak zaznaczyć, że młody wówczas stoper nie odgrywał w klubie i kadrze tak wielkiej roli, jak Del Piero, Buffon i Camoranesi. Rok 2006 był wyjątkowy dla włoskiego sportu również z innego powodu. W Turynie zorganizowano bowiem zimowe igrzyska olimpijskie. Tradycyjnie odbyła się sztafeta z ogniem olimpijskim, a wśród jej uczestników znalazł się Del Piero. W ten sposób napastnik został uhonorowany w swoim sportowym domu. Po degradacji do drugiej ligi, Juventus opuścili m.in. Vieira, Emerson, Thuram, Ibrahimović, Cannavaro i Zambrotta. Del Piero nie myślał jednak ani chwilę o takim rozwiązaniu. ,,Dżentelmen nie opuszcza swojej damy”– powiedział napastnik ku pokrzepieniu serc wszystkich sympatyków turyńskiego klubu.

Rozgrywki Serie B były dla Starej Damy prawdziwą udręką, ponieważ wiele zespołów grało na absolutnym maksimum, mając świadomość, że już nigdy nie przyjdzie im się mierzyć z tak wielkim zespołem. Alex poprowadził kolegów do awansu i zdobył tytuł króla strzelców. Pinturicchio nie zwalniał tempa po powrocie do elity. Po tytule capocanoniere (wł. król strzelców) w Serie B, powtórzył to osiągnięcie również w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wówczas Juventus osiągnął znakomity wynik, zajmując trzecie miejsce. Rok później było jeszcze lepiej, ponieważ Bianconeri sięgnęli po wicemistrzostwo. W tamtym sezonie warto jest zwrócić uwagę na grę Starej Damy w Lidze Mistrzów. Juventus wygrał swoją grupę z Realem Madryt, Zenitem Petersbrug i BATE Borysów. W dwumeczu z Królewskimi Alex strzelił trzy piękne bramki. Szczególnie w jego pamięci pozostanie rewanżowy mecz na Santiago Bernabeu. Ówczesny trener Juve Claudio Ranieri postanowił zmienić napastnika w końcówce spotkania. Ponad 70 tys. kibiców na stadionie Realu postanowiło podziękować piłkarzowi za wspaniały występ, okraszony dwiema bramkami. Owacje na stojąco poruszyły mocno Pinturicchio. Przy tej okazji, niedawno zmarły Diego Maradona przyznał, że tacy piłkarze jak Del Piero nigdy się nie starzeją. Piłkarz kojarzony jest głównie z reklamami Adidasa, ale pojawiał się na ekranie również przy innych okazjach. W 2008 r. jako on sam wystąpił w filmie Trener piłki 2. Można go było również oglądać w jednym z odcinków Bondi Rescue (australijskiego odpowiednika Słonecznego Patrolu). Co więcej, na Del Piero została odwzorowana jedna z postaci Kapitana Tsubasy. Japoński film animowany był znany we Włoszech pod nazwą Holly & Benji. W serii Road 2002, do Juventusu dołącza Mark Lenders, a jego mentorem w klubie zostaje Alex Delpi. Poza ekranem, Del Piero zaangażował się również w świat muzyki. Włoch nie wygrał nigdy Złotej Piłki, ale ma za to koncie Złotą Płytę, którą przyznano za 50 tys. sprzedanych egzemplarzy Del Piero Selection. Jest to osobista kompilacja ulubionych artystów piłkarza. Przy tej okazji narodziła się przyjaźń z Noelem Gallagherem z zespołu Oasis. Sezony 2009/2010 i 2010/2011 były katastrofą w wykonaniu Juventusu. Dwa siódme miejsca w lidze załamały kibiców Starej Damy. Odrodzenie przyszło wraz z powrotem do Turynu Antonio Conte. Były pomocnik spisał się świetnie na ławce trenerskiej w pierwszym rok pracy. Zespół, którego kapitanem był wciąż Del Piero, odzyskał po wielu latach scudetto i zameldował się w finale Pucharu Włoch. Ponowny triumf oznaczał również koniec Alexa w Juventusie. Kibice długo domagali się od zarządu Starej Damy przedłużenia umowy kapitana. Do dziś nie wiadomo jednak, dlaczego prezydent Andrea Agnelli nie doszedł do porozumienia z legendą klubu. Pinturicchio pożegnał się z sympatykami Bianconerich 13 maja 2012 r. w spotkaniu z Atalantą. Włoch strzelił bramkę, a w drugiej połowie został zmieniony przez Simone Pepe. Do końcowego gwizdka kibice nie skupiali się już na boiskowych wydarzeniach, tylko śpiewali na cześć na kapitana i oddawali mu hołd. Del Piero odbył rundę honorową wokół murawy, pozdrawiając fanów i zbierając od nich rzucane szaliki. Wiele osób płakało, było to jedno z najbardziej emocjonalnych pożegnań w historii piłki nożnej. Rok 2012 przywołuje również inne ciekawe wydarzenie, gdzie główną rolę odegrał Del Piero. W styczniu dwunastoletnia Giada Scalise oglądała mecz Juventusu w telewizji, kiedy dostała krwotoku mózgowego i zapadła w śpiączkę. Kilka dni po tym zdarzeniu, zdesperowani rodzice zwrócili się z prośbą o pomoc do gwiazd futbolu. Alex odpowiedział na apel. Piłkarz przysłał nagranie, w którym zwrócił się do dziewczynki: ,,Cześć Giada, z tej strony Alessandro Del Piero. Mam nadzieje, że się obudzisz tak szybko, jak to możliwe, aby obejrzeć wiele naszych meczów”. Pielęgniarki puszczały to codziennie pacjentce. Ku uciesze rodziców, po dwóch tygodniach dziewczynka w końcu się poruszyła i odzyskała przytomność. Ojciec małej Włoszki, Francesco Scalise powiedział lokalnej prasie, że nie ma wątpliwości, iż głos Pinturicchio przyczynił się do przełomu w całej sprawie. Giada musiała jeszcze trochę poczekać, aby ponownie zobaczyć Del Piero i Juventus w akcji. Niezależnie od tego, czy powiązanie słów Alexa z wybudzeniem dziewczynki było tylko przypadkiem, trzeba przyznać, że to podnosząca na duchu historia.

19

Tak się składa że 6 lat temu nasza Barcunia również grała z Celtą Vigo, z tą tylko zasadniczą różnicą że na Camp Nou i co ważniejsze, na czele z Lionelem Messim!

https://sport.tvp.pl/45270866/leo-messi-gole-celta-vigo-fc-barcelona-2019

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Sysia11

14

Pachelski mógł(a nawet powinien) pogrążyć Barçe Cruijffa i przejść do historii:

9 listopada 1988 r. FC Barcelona pokonała Lech Poznań na Bułgarskiej 4:5 w rzutach karnych(w meczu 1:1) w rewanżowym meczu Pucharu Zdobywców Pucharów. W 1/8 tychże rozgrywek Blaugrana była zdecydowanym faworytem starcia z ,,Kolejorzem”. Polacy wywieźli jednak z Camp Nou sensacyjny remis(również 1:1) i postawili Katalończyków pod ścianą. Gdyby Duma Katalonii odpadła wówczas z rozgrywek europejskich, Johan Cruijff mógł stracić pracę. W czasie meczu rewanżowego w Poznaniu temperatura spadła poniżej 0 stopni Celcjusza i niektórzy gracze Barçy poza rękawiczkami założyli leginsy. Po 120 minutach wyrównanego meczu padł znowu remis 1:1 i obie drużyny stanęły przed serią rzutów karnych. FC Barcelona nie rozegrała spotkania z podobnym zakończeniem od czasu feralnego finału Pucharu Europy w Sevilli. W piątej kolejce Alexanco(nominalny obrońca, który w trakcie gry zastąpił Linekera… w ataku) nie trafił w bramke ale arbiter z powodu ruchu bramkarza Jankowskiego nakazał powtórzenie rzutu karnego(w tamtych czasach bramkarze nie mogli przemieszczać się na linii przed wykonaniem strzału). Druga próba Alexanco również była niecelna. W odpowiedzi Bogusław Pachelski mógł zapewnić awans poznaniakom, lecz jego strzał obronił Zubizarreta. W 7 kolejce decydującego karnego nie wykorzystał Łukasik, strzelając w poprzeczke i w efekcie Duma Katalonii uzyskała upragniony awans. Po meczu nie było czasu na długie wywiady. Godzinne ,,opóźnienie” spowodowało iż zmęczona ale szczęśliwa drużyna musiała śpieszyć się na samolot. No proszę(!), Lechici byli tak bardzo blisko sprawienia sensacji i przejścia do historii polskiego futbolu. Z drugiej jednak strony gdyby Barça odpadła to prawdopodobnie Cruijff stracił by posade trenera Blaugrany. Jeśli by do tego doszło to raczej nie oglądalibyśmy słynnego ,,Dream Teamu”. Czy zaistniałby wówczas Guardiola w ,,naszym” klubie? No właśnie…

@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@Gary
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360

10

Zapomniane El Clasicos:


9 listopada 1960 r. FC Barcelona remisuje na Santiago Bernabeu 2:2 z Realem Madryt w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Mistrzów. Obydwa gole dla Barçy zdobywa Luis Suarez(27 m. i 87 z rzutu karnego). Obie ekipy naszpikowane były gwiazdami światowego formatu, uznano więc ich rywalizację za przedwczesny finał tej edycji. Już pierwszy mecz w Madrycie, poprzedzony niesamowitą mobilizacją w obu obozach i precyzyjnymi przygotowaniami, oglądany był przez blisko 120 tys. widzów a naoczni świadkowie określili go ,,walką na śmierć i życie”. Katalończycy nie zrażeni początkowym prowadzeniem ,,Los Blancos” po golach Mateosa i Gento, na które odpowiedzieli tylko golem Luisa Suareza, z determinacją kontratakowali po przerwie, doprowadzając na 3 minuty przed końcem do remisu, po kapitalnym przeboju Brazylijczyka Evaristo, zakończony rzutem karnym wykorzystanym bezbłędnie przez Luisa Suareza.


Dokładnie 40 lat temu FC Barcelona pokonuje na Camp Nou Real Madryt 2:0 w 11 kolejce Primera Division po bramkach Marcosa Alonso i Caldere. Zwycięstwo na Camp Nou w końcowym rozrachunku nie przyniosło sukcesu. Katalończycy pogubili w trakcie sezonu dużo punktów i w efekcie Barça przegrała walke o mistrzostwo z Królewskimi tracąc do nich aż 11 punktów.


Skrót klasyku:




@Adran360
@AxelF
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@AxelF Ależ przecież ja de facto wyręczyłem redakcje i regularnie dzień w dzień zamieszczam artykuły dotyczące już nawet(jak zdążyłeś zauważyć) nie samej FC Barcelony ale całego świata! Oni nawet w połowie nie mieli pojęcia o tak bogatej historii własnego klubu, znając języki obce. A wystarczy czytać książki historyczne a nie wrzucać jakieś durnowate iksy z internetu. Ale zostawmy te przepychanki bo się w końcu pokłócimy a przecież najbardziej zależy nam dobru Barcuni, czyż nie? Dzisiaj z taką obroną(i zawsze z tak bardzo wysoko ustawioną obroną) przewiduje potężne męczarnie na Balaidos. Nie możemy przegrać bo nam La Liga mocno odjedzie. Remis biore w ciemno, co i tak będzie dobrym wynikiem...

0

@AxelF A moim zdaniem myk jest taki że polityka w naszej społeczności będzie zawsze nas dzielić bez względu na wszystko. Natomiast nasza kochana Barcunia zawsze będzię nas łączyć, choćbyśmy przegrywali i nie odnosili długo sukcesów.
Po prostu mam wrażenie że polityka na tej stronie to najgorsze co "dygnitarze" mogli wymyślić! Dlaczego oni np. mają w dupie historie własnego klubu? Kopiują tylko hiszpańskie gazety bo się nauczyli troche języka. Historia to największa wartość naszego ukochanego klubu, bez niej byśmy nie istnieli a oni mają to... gdzieś!

1

Tak czy inaczej głowa do góry:

0

@AxelF Dla mnie to jest nie do przyjęcia temat polityczny na stronie klubu piłkarskiego. A co to internet ogranicza sie tylko do tej strony jeśli chodzi o taką tematyke? Naprawde nie ma innych stron aby nawijać do woli o polityce?
Akurat zebrało się kilku "dygnitarzy", którzy na to pozwalają. Jednak zdecydowana większość użytkowników w porównaniu z redakcją zapewne nie chce tu polityki...

16

Porwanie Quiniego i nieudane porwania Cruyffa i De la Peñii:

Historia FC Barcelony zasługuje na wiele książek, i to nie wszystkie poświęcone sukcesom drużyny lub jej zawodnikom. Absolutnie nie. Jest też miejsce na bardziej delikatne tematy, ponieważ medialne nagłośnienie tych sportowców czyni ich celem dla przestępców, narażonych na niebezpieczeństwo bez względu na to, jak wiele środków zaradczych by podjęli. Czas przyjrzeć się porwaniu Quiniego a także próbom porwania Cruyffa i De la Peñy. Najbardziej znanym przypadkiem, bo jedynym, który zakończył się sukcesem, było porwanie Enrique Castro Quiniego. 1 marca 1981 roku, po zwycięstwie nad Hérculesem 6:0, który dał mu dwa gole, asturyjski fenomen opuścił Camp Nou, aby wrócić do domu i czekać na żonę i dzieci, które wracały z Gijón. Jednak po przybyciu do Barcelony rodzina nie mogła go zastać. Zniknął. Cisza, która trwała godzinami, tylko potęgowała niepewność, która jeszcze bardziej się pogłębiła następnego dnia, gdy jego Ford Granada w kolorze whisky pojawił się w pobliżu jego domu. Quini został porwany przez trzech drobnych porywaczy (Fernando, Víctora i Eduardo), którzy byli podrzędni, mieli niewielkie środki i nie mieli pracy. Postrzegali piłkarza jako szybki sposób na zarobienie pieniędzy. Zabrali go do kryjówki w Saragossie, bez personelu, i karmili go wyłącznie kanapkami. Nie traktowali go źle, ale warunki, które oferowali, były godne pożałowania. Zażądali za niego okupu, który chcieli zebrać w Szwajcarii, co ostatecznie doprowadziło do ich odnalezienia. Ale do tego momentu, 25 marca, dnia jego uwolnienia, minął prawie miesiąc cierpienia, zeznań i śledztw. Stary dobry Quini w końcu im wybaczył, a oni, skazani na 10 lat więzienia, zawsze okazywali skruchę.

Cztery lata wcześniej Johan Cruyff padł ofiarą nieudanego porwania we własnym domu. Doszło do tego 17 września 1977 roku a incydent ten skłonił go do wycofania się z Mistrzostw Świata w Argentynie w 1978 roku. Nie chciał w tym kontekście być tak długo z dala od rodziny. Tak czy inaczej, gorzka anegdota zaczęła się od dzwonka do drzwi, gdy Cruyff oglądał mecz koszykówki w telewizji. Myślał, że to posłaniec. Opowiedział o tym w swojej autobiografii: „Kiedy otworzyłem drzwi, zobaczyłem pistolet przystawiony do mojej głowy i kazali mi się położyć twarzą do dołu. Wszyscy byliśmy w domu. Dzieci były w swoim pokoju, a ten mężczyzna kazał Danny'emu [jego żonie] też się położyć. Próbowałem z nim porozmawiać. »Chcesz pieniędzy? Czego chcesz?« Związał mnie i przywiązał do mebla”. Aby go związać, „musiała na chwilę odłożyć broń, a potem Danny wstała i wyszła z pokoju i budynku. Ten drań ruszył za nią w pościg”. W tym momencie Cruyff zdołał się uwolnić i chwycić broń, aby upewnić się, że sprawca tego nie zrobi. „Rozległ się tak głośny krzyk, że drzwi całego budynku się otworzyły. Natychmiast go obezwładnili. Później okazało się, że przed naszym mieszkaniem zaparkowany był van z materacem w środku, więc wszystko wskazywało na porwanie podobne do tych, które miały miejsce w Hiszpanii w tamtym czasie” – napisała.

Niedawno, 29 stycznia 2001 roku, Iván de la Peña przeżył traumę po opuszczeniu Camp Nou, gdzie udał się na sesję regeneracyjną po kontuzji. W poniedziałek, około godziny 19:30, wsiadł do swojego Porsche i pojechał do domu teściów przy Avenida de Pedralbes, 300 metrów od stadionu. Po tak krótkiej jeździe szybko zorientował się, że czarny Ford Escort podąża za nim, ale alarm włączył się, gdy pojazd wjechał na parking za nim. Udało mu się wysiąść z samochodu, ale widząc, że dwaj podejrzani próbują zablokować mu drogę, wsiadł z powrotem do swojego sportowego samochodu i wybiegł z parkingu. Udało mu się ukryć i zapisać numer rejestracyjny bandytów. Był fałszywy; należał do Mazdy skradzionej w Badalonie. Policja schwytała przywódcę gangu o północy w Castelldefels w Barcelonie, któremu towarzyszyła córka. Po strzelaninie i próbie ucieczki został aresztowany. Jego nazwisko brzmi: Santiago MC (35 lat), przestępca pospolity poszukiwany za naruszenie przepisów o pozbawieniu wolności trzeciego stopnia i odsiadujący 17-letni wyrok w więzieniu Modelo, jak donosi Mundo Deportivo. Kilka dni wcześniej mężczyzna ten zamknął mężczyznę w bagażniku, aby ukraść jego karty kredytowe. Nie wiadomo zatem, czy on i jego wspólnik zamierzali jedynie obrabować De la Peñę, czy go porwać, choć ta druga opcja była szeroko komentowana w mediach.

@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani

0

@PatrykBarca To prawda że się odradza w Ekstraklasie. No ale jednak z drugiej strony nie moge na taką wegetacyjną kopanine patrzeć! Takie wzmocnienia pod każdym względem i zamiast progresu jest wręcz regres...

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?