YeastMoss
Dołączył/a: wrzesień 2015
16 obserwujących
6 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@FCB_dimiC Oho, widzisz :) Ubezpieczenie publiczne w Niemczech to 14,6% Twoich przychodów. Stąd jeśli zarabiasz dużo brutto, koszta robią się znaczne. Masz możliwość przejścia na ubezpieczenie prywatne, jeśli przekroczysz próg ustalony przez rząd. I tu kilka wniosków i szczegółów:
- moje ubezpieczenie przy najdroższym pakiecie usług medycznych jest około 100 euro tańsze od tego, co bym płacił za ubezpieczenie publiczne
- zależy ono jednak znacznie od wieku przejścia na prywatne, stanu zdrowia itd. Przykładowo znaczna krótkowzroczność i alergia na pyłki podniosą Ci składkę o jakieś 10%. Jak masz już chorobę przewlekłą, to wzrośnie kolosalnie.
- możesz wybrać tańszy pakiet usług, ale istnieje wtedy ryzyko, że będziesz realnie potrzebować leczenia, którego ubezpieczyciel nie pokryje i zapłacisz za nie z własnej kieszeni po fakcie
- ubezpieczyciel prywatny ma interes w Tobie, jeśli masz stabilne i wysokie przychody
- jeśli jesteś prywatnie ubezpieczony, szpitale mają interes w sprzedaniu Tobie usług, które są drogie, ale niekoniecznie niezbędne, ponieważ nie są ograniczone pakietem ustalonym przez ubezpieczyciela publicznego
- składka rośnie gdy masz dzieci i gdy jesteś na emeryturze
Niemcy mają oczywiście znacznie wydajniejszy system opieki zdrowotnej, niż Polska, ale dyskutowałbym, czy dla pacjenta ma to liniowe przełożenie. W dalszym ciągu kolejki na SOR pękają w szwach, lekarze rodzinni są przeładowani ilością pacjentów i ograniczają się do pobieżnej oceny i skierowania do szpitala, gdy są niepewni, lekarze są wykształceni na podobnym poziomie i nie jest powiedziane, że małomiasteczkowy chirurg z polski będzie gorszy, niż Oberarzt z Uniklinik w Niemczech, gdy chodzi o usunięcie wyrostka, operację przepukliny i inne typowe usługi.
Swoją drogą, gdy sam emigrowałem jako lekarz, jednym z głównych negatywnych aspektów pracy w Polsce była powszechna wrogość do lekarzy, narzekanie na jakość usług w Polsce, które osiągaliśmy niskim kosztem, ale ciężką pracą i siłą rzeczy niższe zarobki mimo cięższej pracy i większej ilości godzin poza domem. Stąd czuję niejaką satysfakcję, gdy trafia do mnie polski pacjent i przyznaje po 12 godzinach w kolejce SORowskiej, że w Polsce jednak dla pacjenta nie jest tak źle... ;)
W skrócie - wymarzone przez wielu ubezpieczenie prywatne będzie wiązało się z takimi kosztami, tyloma kruczkami i ograniczeniami oraz ukrytymi konsekwencjami, że radziłbym dokładniejsze rozważenie Twoich opcji :) A to i tak przykład z kraju, w którym prywatni ubezpieczyciele są trzymani za pysk przez rząd. Przykładów z legendarnego USA nie będę przytaczał.
Co do reszty: oczywiście, że należy Ci się badanie profilaktyczne. Ale Ty tu mówiłeś, że chciałeś od rodzinnego badań opłaconych z funduszu w ramach usługi prywatnej.
8
Jestem głęboko przekonany, że sportu potrzebujemy jako przedstawienia będącego "miniaturką życia". Wierzymy, że prawdziwy sportowiec odgrywa rolę bohatera idącego przez życie i mierzącego się z problemami na realnych życiowych zasadach. Uwielbiamy najbardziej pewne wzorce, które się powtarzają i istnieją w mitach, literaturze, naszych własnych życiach. Oczywiste przykłady, to beniaminek, który zostaje mistrzem przypominający nam Dawida walczącego z Goliatem. Czy też młody, niewyróżniający się piłkarz z biednej rodziny, przez którego przemawia sam logos piłki nożnej (do czego to się odwołuje nie powiem, by nie wywoływać wojny religijnej). Nie wybaczamy sportowcom łatwo przewinień, boiskowych, a jeszcze bardziej prywatnych. Tym większą moc ma ich odkupienie, gdy niczym Faust zmazują swój grzech tytaniczną pracą.
I tak dalej, i tak dalej. Szczególnie dzieci to kochają, dzieci kochają bajki, nie mogą oderwać od nich uszu. Z wiekiem stajemy się cyniczni. Dzisiejsze czasy dodatkowo nas pozbawiają tej mitycznej narracji, odbierając prawdziwe bajki nawet dzieciom i karmiąc je w zamian za to socjotechnicznymi metodami tworzenia społeczeństwa idealnego.
Jakich mamy mieć wobec tego piłkarzy? Aktorzy tych spektakli pochodzą od nas i są przez nas tworzeni. Gdy przedstawienie przestaje być celem samym w sobie, a piłkarz porzuca marzenia o pisaniu piłkarskiej historii, wybierając doskonale płatną posadkę w arabskiej lidze, rozumiemy go. Nie zmienia to faktu, że jesteśmy do głębi oburzeni.
Nie przejmowałbym się jednak zanadto. Konsekwencją faktu, że człowiek jest gatunkiem opowiadającym historie, jest też to, że prędzej czy później obecna narracja przestanie nam odpowiadać. Być może społeczeństwo zstąpi do głębi piekieł, zanim do nastąpi... ale w końcu odrodzi się niczym... powiedzmy, że niczym feniks z popiołów, by nie wywoływać wojny religijnej. A my wszyscy, jak powiedział C.S. Lewis, pewnego dnia będziemy jednak dostatecznie starzy, aby znowu do bajek wrócić.
PS Nie oczekuję, że ktoś przeczyta. Przelewam sobie tylko myśli na cyfrowy pergamin ;)
0
@FCB_dimiC Nie, nie, nie. Ja tak nie odpisuję osobie, która musi chodzić co roku, bo Cię nie znam. Odpisałem w oparciu o informacje jakie dałeś :).
No dobra, ale czy w swoim gniewie zastanowiłeś się jakie konsekwencje miałaby mieć ta likwidacja? Ile jesteś w stanie płacić. Dla przykładu w Niemczech mam prywatne ubezpieczanie zdrowotne i tylko dlatego, że przeszedłem na nie jako młoda i zdrowa osoba, kosztuje tylko ponad 700 euro miesięcznie. Jeśli przejdę na emeryturę w Niemczech to ta składka urośnie o około 100%, jeśli będę miał tu dzieci, to za każde dziecko będę płacił 150 Euro. Tutaj warto zaznaczyć, że wiele aspektów opieki zdrowotnej nie działa lepiej, niż w Polsce, mimo że są znacznie droższe. Jednym z nich jest sieć pracowni koronarografii niezbędnych, żeby leczyć zawały serca.
Jakie konkretnie mają być w ogóle koszta kompletnego prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego, skoro ubezpieczyciel musi wziąć pod uwagę, że najprawdopodobniej będziesz potrzebował na jakimś etapie tych najdroższych terapii (onkologia, intensywna terapia)? Jakiemu ubezpieczycielowi zaufasz przelewając mu co miesiąc takie sumy?
Może się okazać, że po analizie problemu zechcesz sobie jednak raz w roku zapłacić za te badania.
1
@FCB_dimiC Po pierwsze to fundamentalnie nie robi błędu. Skoro idziesz do lekarza prywatnie, to nikt nie ma obowiązku Ci w ramach tego robić badań na fundusz. To jego dobra, bądź zła wola.
Po drugie jeden lekarz nie oznacza całego systemu. Jeśli go nie lubisz, to bodaj do 2 albo 3 razy w roku w Polsce możesz po prostu zmienić rodzinnego. Wystarczy, że zapiszesz się w nowej praktyce.
Po trzecie te składki są relatywnie śmiesznie niskie biorąc pod uwagę kraje zachodnie, czy prywatne systemy ubezpieczeniowe. Większość sprzętu i leków nie jest produkowanych w Polsce i nie ugina się pod polskim zwykle niższym wynagrodzeniem Jeśli dostaniecie zawału, rozwiniecie nowotwór albo z jakiegoś powodu wylądujecie na OIT, to będziecie szybko leczeni zgodnie z europejskim standardem. Za to wszystko z kolei większość z Was się w życiu nie wypłaci, jeśli miałoby robić to prywatnie. Stąd rozumiem założenie, że jeśli masz swoją potrzebę, która nie jest raczej nagłym zagrożeniem życia i rezygnujesz z realizowania jej na NFZ z powodu długich kolejek, to ponosisz koszt usługi prywatnej.
0
@TR3YWAY Niech zadzwoni też do wszystkich koleżanek i powie to samo
0
@GeneralXavi Przez tę formę gramatyczną od razu pomyślałem o hejcie, jakim obarczam moją starą Hondę, gdy kolejna kontrolka zaczyna się świecić. Liczy się?
1
@Kgorecki2500 Szczerze przyznam, że lubię zbierać różne zabawki typu planszówki i klocki LEGO. To, że można je sprzedać z minimalną stratą, a czasem nawet z zyskiem, uspokaja moje sumienie :P Nie wiem jak ze sprzedawalnością na rynku polskim, na Facebooku anglojęzyczny handel kwitnie. W Niemczech znajduje czasem małe sklepiki, gdzie sprzedają używane zestawy w cenach katalogowych. Patrząc po Allegro pierwszy zestaw jaki kupiliśmy razem z moją partnerką, czyli Zamek Hogwart, sprzedając teraz za 90% ceny katalogowej (dość typowa cena), zwróciłby się z nawiązką z racji samego wzrostu ceny na oficjalnej stronie.
Sam trzymam w szafie kilka EOLi, które kupiłem na promocjach. Osobiści mam słabość do budynków i najchętniej postawiłbym sobie w piwnicy miasto z modularów. Teraz nie mam jednak na to przestrzeni i planuję jeszcze kilka przeprowadzek, żeby poznać inne miasta i miejsca pracy, więc większość kisi się w pudełkach... no ale tym lepiej, jeśli mam je sprzedawać.
No i wiadomo, że to żadna realna inwestycja. Raczej miłe małe hobby, które może wyjść na zero, gdy się tym sprawnie pokieruje ;)
1
@bartas97 Chyba nie chcą wiedzieć, na co zdecydują się wyborcy, gdy im PiS odbierze klopsiki i kalaksiki
1
Nominuję @michal26
Tak bardzo często się ze sobą nie zgadzamy, co dowodzą liczne dyskusje ciągnące się dniami, które zdarzają nam się od kilku lat. Tym niemniej nigdy nie odczułem z jego strony braku szacunku do rozmówcy, czy ciosów poniżej pasa. A to już coś biorąc pod uwagę ile wątków on tu rozpoczyna i rozkręca :)
1
@Cochise Nie spodziewałem się tu nicka takiego dupka jak ja ;) Bardzo mi miło, dziękuję Ci bardzo
0
@michal26
"To moment. Nie wierzysz w słowa i zapewnienia a postulujesz, by nie brać intercyzy?"
Nie, źle zrozumiałeś.
"drugi akapit - 90% kobiet ma gdzieś myślenie o finansach. Umieją tylko wydawać."
Zaczynam widzieć, jakie masz zdanie o kobietach i to wiele tłumaczy z Twojego ogólnego światopoglądu. Swoją drogą wiesz, że możesz użyć tych statystyk pragmatycznie? Możesz na przykład zamiast opierać się na statystyce o ilości rozwodów sprawdzić jakie cechy związku korelują z prawdopodobieństwem rozwodu i ich unikać oraz znaleźć kobietę z tych Twoich 10%, które akurat potrafią o finanse zadbać. To byłoby postępowanie poparte empiryzmem, zamiast depresyjnego narzekania na kobiety i czasy.
Oczywiście, że łamanie słowa łamie wartość przyrzeczenia. Nie zmienia to faktu, że przyrzekanie czegoś, co w na 100% się wydarzy bądź nie wydarzy nie jest w ogóle przyrzeczeniem.
Każde małżeństwo bez intercyzy to proszenie się o kłopoty? Myślę, że to raczej objawowe leczenie nietrafionej diagnozy. Co jeszcze jest proszeniem się o kłopoty? Zakładanie rodziny bez rozwiązania własnych problemów psychicznych. Niepodejmowanie kontrowersyjnych i trudnych tematów ze swoją przyszłą małżonką przed ślubem. Nie zatroszczenie się o potrzeby duchowe swoje i małżonka. Brak wspólnego hobby, możliwości spędzania wolnego czasu razem w satysfakcjonujący sposób. Nie zadbanie o swoją karierę i możliwość jej odpowiedniej modyfikacji w momencie urodzenia dziecka. Brak zabezpieczenia się na wypadek choroby, np. ubezpieczeniem od niezdolności do pracy. Brak regularnej higieny umysłowej, która chroni Cię np. w popadnięciem w alkoholizm. Brak dbania o zdrowie fizyczne. Itd. itp.
Ale nikt Ci nie powie - dla przykłady - idź do psychoterapeuty i posprzątaj bałagan jaki masz w głowie, a Twoja partnerka niech zrobi to samo. Zamiast tego podpiszcie świstek określający co dzieje się z forsą, kiedy Wasz źle zaplanowany związek się rozpadnie.
0
@michal26 Każdy z nas mógłby stać się największym potworem. Historia tego dowodzi. Nie wiem czemu zostałeś poddany przez 30 lat życia, ale jest szansa, że jeszcze nie widziałeś wszystkiego, co życie może z Tobą zrobić. Ogólnie nie wierzę nikomu w zapewnienia, że nie byłby do czegoś zdolny. Bo niby dlaczego? Myślę, że moralność kryje się w świadomości, że jesteśmy zdolni do wszystkiego, ale świadomie tego nie robimy. Mogę za to uwierzyć w obietnicę kogoś, go zna swoją słabość i aktywnie każdego dnia pracuje, by nie wymknęła się spod kontroli. Obrazowo - ufam komuś kto trzyma swoje dzikie zwierze nakarmione i zamknięte w klatce, nie komuś, kto udaje, że dzikie zwierze nie istnieje.
Nie mam nic szczególnego przeciw umowom majątkowym per se, ale nie rozumiem osób, które wchodzą w związek małżeński z rozdzielnością majątkową. Twój majątek to odzwierciedlenie Twoich zdolności i cech. Jeśli masz, jak piszesz, skłonność do ryzyka, to możesz na tym równie dużo zyskać co stracić. Jeśli tylko Ty masz korzystać i tracić, to po co w ogóle wchodzić w związek małżeński, skoro żyjesz jak samotny wilk? Z drugiej strony jeśli jedno z Was nie umie dbać o majątek, to po co ta druga strona miałaby w ogóle pisać się na małżeństwo?
Twoja definicja miłości chyba dotyczy zauroczenia typowego dla młodych par. Ja widzę to zupełnie inaczej. Jeśli ludzie właśnie z powodu takiego zakochania idą pod ołtarz, to wcale się nie dziwie, że "ktoś nagle się zmienia", "kogoś się nie znało" itd. Ślub z niezweryfikowanym wyobrażeniem jakiejś osoby nie może się udać.
Zaraz - mówisz, że przyrzeczenie ma sens tylko wtedy, gdy masz 100% że czegoś nie zrobisz, a potem mówisz, że słowo i tak jest nic niewarte :) Cały ten ciąg nie ma żadnego sensu. Po pierwsze zrównujesz przyrzekanie ze stwierdzaniem faktu, co odejmuje jakąkolwiek odpowiedzialność i wysiłek związany z obietnicą. Po drugie skoro i jest to nic niewarte, to nawet fakty, jakie stwierdzasz, nie mają pokrycia. Są wszak tylko słowami, bo przecież możesz kłamać i potem zdradzać na lewo i prawo.
Wygląda to wszystko na sytuację, w której zabezpieczasz się prawnie przed zawarciem małżeństwa w niedojrzałym związku będącym jeszcze w fazie wczesnego zauroczenia. Podejrzewasz od swojej partnerki grzechy, jakie dla Ciebie są z pewnością niemożliwe. Zamierzasz korzyści i straty przeżywać samodzielnie. Uznajesz rozwód za na tyle prawdopodobny, by od początku przygotować się na jego sprawną realizację.
Jeśli ludzie realizują taki projekt małżeństwa, to statystyki powinny być dla nas żadną zagadką. Taki związek jest od początku nieumotywowany i w gruncie rzeczy bezcelowy. Jakże ma się więc udać?
0
@Benz To robi olbrzymią różnicę, bo hiszpański quazi-ZUS na pewno jest finansowo przygotowany na zwolnienie lekarskie piłkarzy La Liga, w porównaniu do biednego, polskiego ZUSu
0
@michal26 Większość osób nie zna nawet samych siebie, swoich pragnień, swoich słabości, a już na pewno swoich potrzeb. Chcesz poznać inną osobę tak, by ufać jej jak samej sobie? Nawet samemu sobie nie możesz kompletnie zaufać.
Masz background, który nie nauczył Cię jak odnieść sukces w małżeństwie. Wydaje się sensownym znaleźć lepsze wzorce, niż słuchać tych samych ludzi radzących Ci prawne zabezpieczenie przed małżeństwem, na które nikt Cię nie przygotował.
Zauważ, że w Twoich wyobrażeniach i opowieściach przewija się ten sam motyw. Oprawca i ofiara, jedna dobra osoba i jedna, której nie można ufać, ja który nie jestem zdolny do złamania własnych zasadach i realna bądź potencjalna partnerka, która może się zmienić. To fałszywe wyobrażenie o świecie.
"Samo to, że rozważasz, że możesz ulec słabosci w tej dziedzinie, to jest dziwne, biorąc pod uwagę, że tak wzniośle piszesz o wspólnym tango małżeńskim..."
Jak ktoś zauważył - nic co ludzkie nie jest mi obce. To, że nie oszukuję sam siebie, że jestem jakimś nieskazitelnym tworem, który nie złamie swoich zasad, nie jest niczym dziwnym. To jest właśnie to "poznanie swojego cienia" używając jungowskiego języka. Jestem zwykłym człowiekiem, a to znaczy, że jak inni zwykli ludzie mógłbym stać się nałogowcem, zdrajcą, sadystą, a nawet strażnikiem w Auschwitz. Nad Wyrocznią Delficką był taki napis "Poznaj siebie". Właśnie o to chodzi.
I teraz bierzesz zawarcie związku małżeńskiego, w którym przysięgasz, że będziesz wierny, całkowicie wiedząc, że jesteś zdolny do najgorszego. Masz to powiedzieć wobec swojego wyobrażenia najwyższego ideału i wszystkich zebranych.
Zresztą cóż warte są Twoje przyrzeczenia, skoro Ty wiesz, że nie potrafiłbyś ich złamać? Można to równie dobrze pominąć, po cóż Ci w takim razie małżeństwo samo w sobie.
Także czemu piszę "wzniośle o tangu"? Och, wcale nie wzniośle. Piszę bardzo realistycznie. Zatańcz tango, to się przekonasz.
1
@Benz Wiadomo, że ZUS im wypłaca swój roczny budżet, inaczej byłoby niesprawiedliwie
0
Wreszcie jesteśmy na szczycie
0
@HighestInTheRoom Rozumiem, napisałem to dlatego, że widziałem ten filmik dzisiaj już kilka razy i ten fenomen mnie bawi
0
@michal26 O to chodzi, że to my tworzymy statystyki, a nie statystyki nas. Kiedyś były one inne. Tak samo jak czasy tworzymy my nie, a nie one nas. W książkach od historii nie napiszą, zgodnie z prawdą, że ludzie początku XXI w. byli ofiarami lokalnych czasowo, niewidzialnych sił rujnujących rynek matrymonialny.
Oczywiście nie dowiemy się dokładnie o co chodziło w podanych przez Ciebie przykładach. Zdaje mi się jednak, że podajesz błędne przyczyny, czasem mylisz je nawet ze skutkami. Ludzie cierpieli w związkach, bo nie zabezpieczyli się intercyzami? Śmiem wątpić.
Ty wiesz, że nigdy być nie zdradził? Widzę, że mamy w końcu nietzscheańskiego nadczłowieka, który sam siebie stanowi i nie jest podatny na ludzkie słabości :) Nie znasz siebie w takim razie, jak masz więc rozważać związek, który ma przetrwać wszelkie sztormy i burze?
Oczywiście, że osoba z którą będziesz za 30 lat będzie kimś innym. Ty również! Chodzi o to, żeby zatańczyć to tango razem.
W ogóle co za egocentryczna, zakochana w sobie wizja. Ty jesteś mentalną fortecą, która nie popełni błędy, ale nie możesz zaufać drugiej osobie, która jest tak słaba, że się zmieni :)
Oczywiście, że te "obawy poparte empiryzmem" są zwykłym brakiem zaufania ukrytym pod płaszczykiem racjonalizmu. Jak ludzie pójdą po rozum do głowy i statystyki się poprawią, to nagle uznasz, że sytuacja się poprawiła i możesz spokojnie się żenić? A może po prostu pojedź do kraju, w którym odsetki są lepsze, problem rozwiązany :D
BTW też mam nieudane związki w rodzinie, też słuchałem rad rozgoryczonych krewnych, którzy nie umieli zobaczyć własnych błędów, ale ich wybranki "się zmieniły". Również byłem pod ich wpływem i miałem wiele wątpliwości co do związku. Zmierzyłem się z tym wszystkim, z własnym cieniem i poznałem ludzi, którzy potrafili stworzyć piękne, twarde jak skała małżeństwa. Jestem za to bardzo wdzięczny, bo to zmieniło moje życie.
2
@HighestInTheRoom Media społecznościowe nie mogą wybaczyć Annie Lewandowskiej, że tańczy dla odmiany z własnym mężem jak widzę....
Ale tak, te filmiki to pieprzony cringe
0
@LS
Udział genów pojedynczego osobnika w tej Twojej pajęczynie jest KLUCZOWY, żeby się ona nie przerwała. Jedna osoba wypada, nie ma kolejnych ludzi.
Po drugie uzasadnij pajęczynę w porównaniu do linii rodowej (czy klasycznie drzewa rodowego). Kolejne oczka pajęczyny są połączone horyzontalnie i wertykalnie z kolejnymi. W metaforze genetycznej oznaczałoby to, że geny moich kuzynów wpływają na moje. Swoją drogą z racji połączeń wertykalnych nawet te tej Twojej pajęczynie istnieją niezaprzeczalne linie.
Dalej - nie przekazujesz tylko "swoich genów", a przede wszystkim centralne geny całej ludzkości, które sprawiają, że ludzki organizm jest ludzkim organizmem. Kilka miesięcy temu swoją drogą był artykuł w Nature, w którym dowiedziono, że geny szczególnie kluczowe dla danego gatunku i jego przeżycia nie mutują tak jak geny odpowiedzialne za zmienność osobniczą i są kopiowane z niemalże doskonałą dokładnością.
Także jesteś nośnikiem genów całej ludzkości i również od Ciebie zależy, czy będzie ona trwała dalej. Już nie genetycznie, a behawioralnie, między innymi od Ciebie zależy, gdzie Twoi potencjalni potomkowie będą mieszkali, jaki będą mieli status materialni itd.
Nosisz na sobie odpowiedzialność za przyszłych ludzi, ich istnienie bądź nieistnienie, ich biedę i bogactwo, ich szczęście i nieszczęście. Tak samo jak my zawdzięczamy bądź za to przeklinamy naszych ojców i dziadów.
I to jest niezaprzeczalna prawda. Spójrz ile złego powodują podobne bzdety o nieistnieniu rodów i śladowych ilościach przekazywanych genów. Idee mają konsekwencje, więc radziłbym lepiej przemyśleć swoje idee, zamiast podejmować kluczowe życiowe decyzje na podstawie czegoś, co można obalić na kolanie.
0
@michal26 No i co z tego, że znamy statystykę? Jest ona odzwierciedleniem tylko i wyłącznie aktualnych wydarzeń, które wynikają z kolei z naszych działań. Kilkadziesiąt lat temu statystyka była inna.
Jeśli teraz z tego powodu, że "znamy statystykę" mamy przygotowywać się do rozwodu przed zawarciem małżeństwa, to IMO tylko zwiększamy szansę rozwodu i napędzamy błędne koło. A może zamiast tego:
- znamy statystykę, wiemy więc, że ludzie nie przygotowują do małżeństwa i nie dbają o nie właściwie, ulegają wpływom z zewnątrz. Przyrzekamy teraz sobie na najwyższe dla nas wartości, że zrobimy wszystko - pójdziemy na terapię, będziemy rozmawiać kilka godzin dziennie patrząc sobie w oczy, spowolnimy albo zrezygnujemy z kariery tylko po to, żeby maksymalną ilość czasu spędzić na dbanie o nasza rodzinę itd. itp.
Jak dla mnie równie logiczna, choć radykalnie różna propozycja oparta o tę samą statystykę.
BTW co znaczy dla Ciebie "nieudane małżeństwo"? Życie jest skomplikowane, zawierając ten związek nie bez przyczyny mówi się o przejściu razem przez nieszczęście, nieurodzaj, chorobę i śmierć. To z założenia jest trudne, a my jesteśmy tylko ludźmi i będziemy popełniać błędy. Czy ludzie, których małżeństwo oceniasz na nieudane też tak o swoich związkach myślą?
4
@draxidox - A czy nie uważa Pan?
- Nie, nie uważam.
Trudno lepiej podsumować PiSowską mentalność i chłopaki trafili w sedno z podziałem narodu. W ogóle kulturka, szacun za wpieprzenie się na wizję.
0
@Rewolucja123 Gdzie jest Vlahović a gdzie Lewy w rankingach wszech czasów? Jak jeden wchodzi w prime, a drugi się starzeje, to radzenie temu drugiemu dodatkowego przyuczenia jest chyba bezcelowe
2
@LS Bez sensu przedłużać ród, bo może wyginąć? A z sensem nie przedłużać bo może wyginąć? Czy jaka jest druga opcja? Jakieś tu dziwne teorie się szerzą.
Najbardziej oczywista rzecz świata: wszyscy Twoi przodkowie mieli potomstwo. Dzięki temu możesz tu być. Co za obrzydliwy narcyzm i hedonizm jest teraz w ludziach, żeby nie dać szansy następnym pokoleniom na to samo?
4
@tomek8756 Masakra, co ja czytam xD Temat o braniu ślubu, a ogólna dyskusja o tym, że Twoja żona może okazać się psychopatką albo ladacznicą oraz jak najłatwiej wziąć rozwód i ograniczyć straty finansowe.
Ja się żenię w nadchodzącym roku, ale mamy już z partnerką prawie dekadę związku na karku. Dużo razem przeżyliśmy, dużo rozkminiliśmy na temat naszych planów i słabości. Wiem, że nie będzie prosto, bo ślub dużo zmienia i widzę po kumplach i znajomych, że może to pójść w dwie strony. Po tylu latach czuć jednak, że nie ma innej drogi, szczególnie, że planujemy mieć dzieci.
1
@michal26 Ogólnie całkiem lubię ich piosenki i żałuję, że nie ma obecnie więcej zespołów, które grają takie ballady. Jestem przeciwny obecnemu trendowi upraszczania muzyki, w której coraz trudniej w ogóle znaleźć melodię. Zestawmy popularne utwory teraz, czyli jakieś Bllie Eilish itd., z muzyką popularną sprzed 20 lat, gdzie królował np. taki Seal. Przepaść jest brutalna. Kwiat Jabłoni nie boi się melodii.
Nie chce nikogo krytykować, bo sam nie umiem wydobyć z siebie jednego czystego dźwięku :P Powiem tylko, że głos brata wydawał mi się zawsze czystszy, bez napinki. Siostra dociska gaz do dechy i pojawiają się nosowe, dla mnie nieprzyjemne nuty. I tak zwykle lubię jej słuchać, ale napisałeś, że głos ma krystalicznie czysty i coś mi nie pasowało ;)
1
@MesQueUnClub96 Są potrzebne. Ludzie żyją w bliskich, intymnych związkach i nie jest normalne, żeby nie mogli korzystać z pewnych korzyści prawne, takich jak uzyskanie informacji w szpitalu, przekazania majątku, spadku itd.
0
@Gaz Patrzenie na dynamikę tych akcji Suareza w porównaniu z obecną Barcą wywołuje u mnie uczucie odrealnienia. Niby to wszystko śledziłem na żywo, ale już przywykłem, że futbol jest wolny, smutny i boli w oczy a patrzy się na niego z przyzwyczajenia.
2
@macio_944 Moje ulubione są te 3 mld na media publiczne, które wpisał PiS, pisowski prezydent zawetował, a wyborcy PiSu skrytykowali jako zamach na wolność słowa, czy co tam jeszcze :)
0
Haha, widzę Waszą frustrację i cieszę się, że w końcu poszedłem po rozum do głowy i nie włączyłem meczu...
...a nie, jednak mi smutno :(