YeastMoss
Dołączył/a: wrzesień 2015
16 obserwujących
6 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
1
@Eric_Abidal_22
co do problemu krzyża
Kwestia ma olbrzymie implikacje symboliczne. Niestety większość Chrześcijan nigdy nie wnika w te problemy i w związku z tym nie potrafi wyartykułować tych kwestii albo w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Zadowalają się jarmarczną wiarą, którą można zmasakrować, tak jak to tutaj bezlitośnie czynisz.
Podświadome znaczenie tej symboliki pozostaje jednak żywe, ja przynajmniej uważam, że gdyby było inaczej, nie zapadałoby to tak w pamięć i nie była tak wszechobecna w ludzkich kulturach ;)
Jest w pewnym sensie prawdą, że chrześcijanie przechodzą nad paradoksem do porządku dziennego, ale nie jest to bynajmniej przypadek, a w dużej mierze sens symboliczny postaci Jezusa. Bóg stający się człowiekiem miał być paradoksem z założeń teologicznych. "Oto wszystko nowym czynię". Pewna znana kolęda zresztą zupełnie jawnie pracuje na tych paradoksach. "Bóg się rodzi, moc truchleje... ogień krzepie, blask ciemnieje, ma granice Nieskończony" itd.
No ale wracając do krzyża - wyznacza on środek oraz rozdziela na czworo. Ukrzyżowanie między dwoma przeciwieństwami (dwoma łotrami) samo jest symbolem katastrofy jednostki. Krzyż jest połączeniem pni dwóch drzew, czym nawiązuje do historii o wygnaniu z Raju. Nawet ciernie, które miała rodzić Adamowi ziemia stają się koroną. Nawiązuje również do historii o wywyższeniu węża na pustyni. Historia skazania, śmierci i zmartwychwstania Jezusa jest ponadto ostateczną metahistorią o bohaterze, co rozpracował Joseph Campbell w swojej niepozbawionej znaczenia dla kultury książce ;) A i z pewnością bez "Bohatera o tysiącu twarzy" mit ten byłby wszędzie.
Teologia starożytnych opierała się na głębokiej, powtarzalnej najlepiej od tysięcy lat w świętych tekstach symbolice. Sama Biblia prezentuje w formie historii rozważanie o kontakcie człowieka z boskością. Najpierw pojawiają się spotkania z przedstawicielami Boga, później zamieszkuje on w Przybytku, ostatecznie sam staje się człowiekiem, a przez swoją śmierć jednoczy się z całą ludzkością. Dalej też w analizie Junga Chrystus jest symbolem Jaźni... ale to szerszy temat.
Dla mnie rozważania, czy Jezus istniał historycznie, ile razy ta historia została przepisana, czy Księga Rodzaju obala ewolucje, czy Apokalipsa wyznacza moment końca świata itd. to jest mijanie się w ogóle z esencją tematu. Bawiłem się w takie rzeczy jak byłem młodszy i zasadniczo mądrzejszy się od tego nie stałem. Słuchałem tych Dawkinsów i Harrisów i na koniec stwierdzam, że zmarnowałem na te suche rozkminy dobre parę lat, ale przynajmniej nie całą karierę jak oni.
...Ale ile katechetek doprowadziłem do wściekłości to moje :P
1
@AxelF Upraszczając problem, jeśli 2+2=4 nie jest aksjomatem, to jest oparte na innym aksjomacie. To rozróżnienie jest akurat nieistotne dla samego faktu, że nauka opiera się na aksjomatach, więc nie rozdrabiałbym się zanadto.
Poglądów nie definiuje wiedza, czy brak wiedzy. Prawdy moralne czy hierarchie wartości nie są na przykład możliwe do zbadania przez metodę naukową, nie wpływa to na ich istnieje i prawdziwość i to samo tyczy się Boga, jakkolwiek by go nie rozumieć.
Sugerowanie, że każdy problem jest rozwiązywalny przez naukę, nawet jeśli tego nie wiemy, czy też z pewnością będzie przez nią rozwiązany w przyszłości to już scjentyzm i robienie z nauki religii :)
2
@Eric_Abidal_22 Jako skok wiary przyjmuję przyjęcie czegoś bez dowodu. W matematyce są to po prostu wszystkie aksjomaty. Obalenie aksjomatu obala całą teorię, co wynika wprost z definicji. Cała matematyka i każdy jej system bazuje na tych aksjomatach, a jako że wszystkie nauki przyrodnicze bazują na matematyce, to siłą rzeczy całe nasze "obiektywne" poznanie stoi na aktach wiary. Aksjomatem w arytmetyce jest np. "2+2=4" i niech to będzie Twój choć jeden skok wiary ;)
Zupełnie oczywiste jest więc, że wszystko, co przyjmujemy bezkrytycznie jest aktem wiary. W nauce jest tego znacznie więcej, a zaakceptowaliśmy to tak bardzo, że już tego nie zauważamy. Na przykład: jaki mamy dowód, że prawa fizyki są stałe w całym wszechświecie? Albo, że stałe fizycznie są w istocie niezmienne? Albo, że świat jest dla człowieka poznawalny? Albo, że świat w ogóle istnieje?
Im bardziej zagłębiamy się w filozofię nauki, tym bardziej obnażone pozostaje nasze poznanie. Okazuje się, że wszystko co z taką pewnością głosimy jest jedynie krótkim zetknięciem się realnej rzeczywistości (do której nie ma bezpośredniego dostępu) i ludzkiej świadomości. I na tym poziomie jesteśmy już na metafizycznym poziomie rozmyślań.
5
@Ls0811 Nie chodzi o żadne fakty historyczne, o przekłady zaś w kosmetycznym stopniu. Prawdą jest to, że starożytni myśleli i komunikowali się historiami w większej mierze niż my. Jest to oczywiście pewna iluzja, bo gdybyśmy my "wyleczyli się" z tej narracyjnej wizji świata, to ideologie nie dobierałyby się do Hollywood i Netflixa, czyli współczesnych dawców historii. Tak czy siak, współczesny człowiek czyta historię i chce, żeby była ona 1:1 prawdziwa i realistyczna. W rzeczywistości historie biblijne czy hellenistyczne mity to prawdy na temat świata, ludzkiego poznania i spotkania z "ponadnaturalnym" ułożone w postać narracji. Prawdy, które one przekazują są ponadczasowe, aczkolwiek nie mają większego związku z przyrodoznawstwem. Nie tłumaczą one ani biologii, ani geologii. Zarówno radykałowie, jak i przeciwnicy czytają te historie niewłaściwie i marnują czas na udowadnianie, że na górze Ararat nie ma pozostałości Arki Noego. Jak to czytam to mam poważne wątpliwości w dojrzałość i gruntowność wykształcenia pewnych osób.
14
@karci0 Historia o Adamie i Ewie jest mitem i zawiera prawdy transcendentalne, a nie przyrodoznawcze. Nie ma żadnej sprzeczności między nim a nauką, prędzej wzajemne uzupełnianie się. Chyba jako dzieciaki w podstawówce wiedzieliśmy, teraz stało się modne nagłe późne wystąpienie autyzmu i nierozróżnianie między abstrakcją a dosłownością o.O
A propos zamykania Biblii i wybierania nauki to jest to olbrzymi paradoks. Judeochrześcijańska filozofia zawiera w sobie przeświadczenie o istnieniu w świecie poznawalnego sensu oraz stworzyła sieć klasztorów i później uniwersytetów posługujących się wspólnym językiem na całym kontynencie. Najwięksi uczeni w historii Europy byli nierozerwalnie związani z teologią chrześcijańską i niezależnie od licznych przejawów tyranii samej instytucji KK, wiązali silnie wiarę i naukę. Te dziwaczne przekonanie o wzajemnej sprzeczności jednego i drugiego jest w moich oczach pozostałością po pozytywizmie, a później już marksizmie.
Tym bardziej w świetle współczesnej fizyki nie mogę nadziwić się takiej wrogości do religijnego spojrzenia na świat. Okazuje się, że jest to niezwykła właściwość świadomości, która potrafi nadać dziwacznemu, chaotycznemu światu sens. Wnikanie w to, co jest źródłem tego sensu jest już w królestwie myślenia religijnego. I całe nasze poznanie opiera się na skokach wiary. Nie ma nawet najczystszej nauki przyrodniczej, a więc matematyki, bez paru skoków wiary, które dla samych matematyków mają święte znaczenie.
PS Jeśli ktoś traktuje Biblię czy mitologię dosłownie to jest imbecylem, temu nie zaprzeczam.
0
@Kgorecki2500 E tam, ostatnia decyzja życia i ciągle unikanie bólu i stresu. Słabizna. Kiedy być odważnym, jak nie w takiej sytuacji?
Ja bym wybrał coś co zrobi show, najlepiej żebym jeszcze mógł zrobić jasny statement o tym, co uważam na temat mojego niesprawiedliwego wyroku. Następnie rozpoczęłaby się walka na miecze do upadłego. Jak uda mi się ubić jakiegoś kata, to przychodzi kolejny, aż do momentu aż mnie wykończą. Wcześniej przydałby mi się trening walki na miecze, bo nie umiem. Myślałem też o walce z lwem w klatce, ale efekt wcześniejszego statementu mógłby zostać osłabiony przez zbyt szybkie urwanie mi głowy.
1
@Awtameok_Klana Są też instytucje do ochrony praw kobiet w miejscu pracy, nie ma analogicznych dla mężczyzn. Odpowiednia skarga w takie miejsce to może być natychmiastowe zwolnienie. Mężczyźnie w miejscu pracy można powiedzieć wszystko bezkarnie
0
@Awtameok_Klana Świetny punkt. Panująca woke'owa filozofia, antagonizowanie kobiet w stosunku do mężczyzn i wtykanie wszędzie idei, że są oni wręcz zagrożeniem rujnuje relacje. W takich warunkach raczej nie będzie skoku dzietności. Teraz mi też styki złapały, są też przecież statystyki wskazujące na spadek ilości stosunków seksualnych i młodych osób. Myślę, że relacja między seksem a dzietnością jest bardziej realna, niż między możnością a dzietnością :P
1
@michal26 @against_modern_football W Niemczech spotykam o dziwo sporo ludzi, którzy są zamożni i mają po 3-4 dzieci. W przypadku muzułmanów jest to jeszcze wyraźniejsze. Liczby pokazuj też, że ilość urodzeń ostatnio wzrosła i w 2021 roku była największa od 1997 lat. Co więcej rośnie bardziej w zachodnich landach, które są bogatsze. Za ca. 25% urodzeń odpowiadały jednak kobiety bez obywatelstwa niemieckiego. Z tego na drugim miejscu są Polki.
Ważnym czynnikiem jest spory wpływ imigrantów z krajów, w których tradycyjnie ma się sporo dzieci. Ale nie bez wpływu pozostaje fakt, że ludzie ze stabilną pracą w ogóle nie przejmują się pewnymi kwestiami, które są problemem w Polsce. Urlop wychowawczy dostaje się bez problemu za równo dla matki, jak i ojcowie, kobieta w ciąży jest chroniona przez pracodawcę. Mniej ludzi też studiuje, tylko robi krótkie przyuczenie do zawodu, przez co szybciej osiągają samodzielność.
Jak rozmawiamy widać też inną mentalność. Ze znajomymi Polakami raczej poruszane są kwestie finansów, mieszkań, wykształcenia, opiekunów itd. Tutaj jest luźniej. Szczególnie widać to w ogóle u muzułmanów, którzy w ogóle nie zastanawiają się, czy dziecko jest im w życiu potrzebne. U nich po prostu dziecko jest nieodłącznym elementem życia, ich bracia i siostry mają dzieci, to i oni nie mają na co czekać. Wśród moich kolegów jest to krótka piłka - zdobycie posady -> ślub -> za 9 miesięcy dziecko. I nawiasem mówiąc nie mówię tu o jakiś biednych niewykształconych arabach, tylko ludziach, którzy przyjeżdżają do Niemiec wyspecjalizować się w fachu i wrócić potem do Jordani, Abu Dabi, Egiptu czy Kataru i żyć na znacznie wyższym poziomie niż w Europie.
Także nie przywiązywałbym się aż tak bardzo do kwestii spadku dzietności w bogatym społeczeństwie. To nie jest żadne prawo przyrody (wszak dobrze dokarmione i bezpieczne zwierzęta mają liczniejsze potomstwo), a w pewnie sporej mierze efekt zachodniej mentalności. Tradycja ma tu olbrzymie znaczenie.
5
Cholera, ale mam poczucie straty, że już go nie ma w Europie, a tym bardziej w Barcy. Kiedyś nigdy nie pomyślałbym, że tak się to skończy. Myślałem, że dzień odejścia Messiego będzie najpotężniejszym świętem, które przyćmi pożegnanie Pepa.
No nic. Pozostaje nostalgia. Teraz otrzyma całą tę amerykańską celebrę, zamiast gwizdów paryskich pseudo-kibiców i wiecznych dramatów z hiszpańską prasą.
0
@ObiwanKenobi No właśnie wychodzi na to, że jego zdrowie było kompletną ruiną. Jeśli nie ma do tego drugiego dna, to ta fatalnie prowadzona cukrzyca przesądziła sprawę. Zwróć uwagę, że jeśli facet w tym wieku doprowadzony do niewydolności nerek rozwija tak ciężką i powikłaną infekcję...
...to jak miało to wyglądać po przeszczepieniu i masie leków immunosupresyjnych?
Ludzie z niewydolnością nerek są czasami latami na tych listach. W porównaniu do niewydolności wątroby czy serca można prowadzić dość efektywnie terapię zastępczą.
Dziennikarze próbują ująć tę historię tak, by jak najbardziej uderzyć w szpital, który odmówił przeszczepienia. Jak to czyta osoba z medycznym doświadczeniem, to w opowiedzianej historii widzi jednak potężną czerwoną lampkę. Ten człowiek nie dbał o swoje zdrowie i raczej unikał procedur medycznych. A to, paradoksalnie, jest samo w sobie bezwzględnym (choć potencjalnie przemijającym) przeciwwskazaniem do przeszczepienia. W końcu z dużej liczby kandydatów nerki nie dajesz jej komuś, kto nie będzie regularnie łykał leków i chodził na kontrole. To byłby zmarnowany wysiłek.
BTW To jest moja interpretacja historii. Z tego, co można znaleźć w internecie można wyciągnąć ograniczone wnioski, jednak jeśli razem z Cejrowskim zamierzamy w nią uwierzyć, to trzeba liczyć się z całą resztą ukrytych znaczeń.
4
@ObiwanKenobi
Pomijając fakt, że Kanada stała się jakimś dziwacznym lewicowo-totalitarnym państwem, to historia opowiedziana w ten sposób nie trzyma się kupy.
Z tego co znalazłem, Garnet zmarł z powodu udaru krwotocznego po trwającej całe życie cukrzycy w wieku 35 lat.
Oznacza to, że w tak młodym wieku doczekał się ciężkiej angiopatii i z tego powodu niewydolności nerek oraz udaru, a więc że fatalnie kontrolował swoją chorobę. Jeśli znacie jakiegoś cukrzyka to wiecie o co chodzi.
Po drugie i bez przeszczepu nerki mógłby żyć dość długo na samych regularnych dializach. Odmowa przeszczepu (jakkolwiek z powodu tylko szczepienia byłaby zupełnie niemedyczna i niemoralna), nie jest w tym wypadku skazaniem człowieka na śmierć, a wybraniem nieoptymalnego leczenia skazującego go na krótsze życie.
Podsumowując - ta nieszczęsna śmierć w tak młodym wieku, w świetle powyższej historii, jest konsekwencją wieloletnich zaniedbań, z całą pewnością w dużej części ze strony samego poszkodowanego (jako, że to sam pacjent kontroluje swoją cukrzycę).
Bezpośrednia przyczyna śmierci NIE jest konsekwencją braku przeszczepu.
0
Już jeden z ostatnich z tej magicznej Valencii, która stanowiła arsenał na najsilniejszych klubów swojej epoki. To już koniec, ale jednak grał na szczycie przez długie lata i taką karierę można świętować! A zakończył ją w boju :)
0
@RobsonPL
"Pixela naładujesz od 40% w 70 minut" miałem na myśli 60% w 65 minut :P
Jak najbardziej jest to różnica i dokładnie tak jak mówisz, kwestia indywidualna. Ja w ogóle nie używam telefonu w pracy, w drodze słucham przez łącznie godzinę dziennie audiobooków albo muzyki. Na wyjazdach jak bateria spadnie przez zdjęcia i GPS to podczas obiadu w restauracji spokojnie doładuję do 100%.
Oczywiście, że mogłoby być lepiej, ale to daleka droga od tragedii. Anyway, @Colon ma praktyczne info z pierwszej ręki
0
@RobsonPL Do Pixela to prawda, trzeba dokupić ładowarkę, ale na niej już leci od 40 do 100% w godzinę i pięć minut (przed chwilą sprawdziłem). W nocy domyślnie pracuje tryb powolnego ładowania celem ochrony baterii.
Że bateria jest tragiczna to bym nie powiedział, ale to kwestia eksploatacji. Ja ładuję telefon co drugi dzień, ale też na nim nie przesiaduję. Do Samsunga M31 się nie umywa, ale mało co ma taką baterię.
Etui przy Piexlu 7 też nie było w zestawie.
0
@Colon Jak ostatnio wybierałem i celem były spoko zdjęcia oraz niezła bateria, to zasugerowałem się tą stronką:
https://www.dxomark.com/smartphones/
i wybrałem Pixela 7. 6a też był wysoko w rankingach. Jestem bardzo zadowolony z wyboru.
0
@varosso Specjalnie powiedziałem o Ecco, bo z ostatnich butów tylko one jakoś trzymają w ryzach moje zniszczone bieganiem stopy.
Zasada jest mniej więcej taka: jakość kosztuje. Ale badziewie z dobrą reklamą też kosztuje.
2
@Comentateiro Trampki noname 50 zł, trampki z Ecco 300 zł. Niby trampki to trampki, ale sprawdź co bardziej styra ci stopy i co będzie do wyrzucenia po jednym sezonie.
T-shirt t-shirtowi też nierówny
2
Jak dostanę kiedyś ofertę z arabskiego kraju za proporcjonalną forsę dla mojego zawodu, to przysięgam, że też będę tak gadał od rzeczy. Ja go rozumiem
0
@Midast Jest to jakieś wybrnięcie z tego, że Twoje obliczenia nie okazały się w przybliżeniu tak imponujące jak zakładałeś ;) Ciekawe co takiego miało Cię odrzucić. Fakt, że forsa się marnuje całymi workami na tych drogich studiach? Że studenci podpierają ściany? Pewnie się nie dowiem ;)
Pozdrawiam
0
@Midast Możesz nazwać w takim wypadku tezę, z którą się nie zgadzasz? Tylko z tym, że system ochrony zdrowia nie zrobi się bogatszy, gdy studia staną się płatne?
Przeliczasz obecny koszt studiów przez łączną ilość lekarzy w Polsce, czyli przede wszystkich tych, którzy studiowali we wcześniejszych dziesięcioleciach. Nie ma to wiele wspólnego z uczciwym stawianiem sprawy, ale pobawmy się tymi numerkami
- łączny koszt wykształcenia WSZYSTKICH lekarzy w Polsce 46 mld PLN
- ROCZNY koszt usług finansowanych przez NFZ w roku 2022 104 mld PLN
Grając adwokata diabła udam, że lekarze pracują do emerytury, dajmy nawet do 60 roku życia dla łatwości obliczeń, a studia rozpoczynają w wieku 20 lat. To znaczy około 40 lat obecności w systemie. Jeśli każdy z tych lat kosztowałby NFZ, powiedzmy, średnio 40 mld PLN, to moglibyśmy wykształcić całą Polską bazę lekarzy raz na 40 lat z budżetu NFZ.
(pomijając, że wszystkie te obliczenia są wyjęte z końcowego odcinka jelita grubego)
Naprawdę mamy udawać, że w tym wypadku odpłatność studiów wpłynie na funkcjonowanie NFZ?
Ale jak Was tak bardzo boli, że studia są drogie, to każdy absolwent medycyny chętnie Wam powie, jak sprawić, by były tańsze. Zadanie studenta to wertowanie tomiszczy i baz pytań, a po wejściu na rynek pracy uczestnictwo w kursach live i online, często za prywatne pieniądze. Ludzie, którzy uczą Cię najwięcej nie odbierają za to zwykle należytego wynagrodzenia, a są po prostu Twoimi kolegami w pracy. Nie wiem do końca dlaczego podpieranie ścian w szpitalach miałoby być drogie. Forsa zostaje w kieszeniach rektorów i ich ludzi, którzy otwierają sobie np. instytuty naukowe do defraudowania tych środków. Może zajmijcie się tym, zamiast się łudzić, że doczepienie się do jednego, jedynego kierunku studiów w Polsce zbawi cały system zdrowotny :)
BTW jaką karę planujesz dla studentów, którzy skończą studia, a w ogóle nie wejdą na rynek pracy w medycynie? To otworzyłoby ciekawe rozwiązania dla tych wszystkich studentów europeistyki i teologii, którzy z jakiegoś powodu zasługują na 5 lat chlania po akademikach na koszt państwa, chociaż ich wykształcenie niewiele wesprze polską gospodarkę.
2
@Midast Możesz sobie gadać do woli, ale z faktami to ma mało wspólnego. Emigruje mały odsetek, a koszt studiów nie ma większego związku z niedoborem forsy w systemie opieki zdrowotnej. Jak studia mają być odpłatne, to zachęcasz znowu bogatych, a nie zdolnych i w ogóle redukujesz ilość potencjalnych studentów, co kłóci się z problemem niedoboru.
Poza tym nasz rząd już "rozwiązał" problem niedoboru otwierając na gwałt nowe kierunki. Kierunki bez zaplecza i doświadczenia :)
A problem jest w rzeczywistości zupełnie inny. Problemem nie jest brak studentów, czy brak młodych lekarzy. Problemem jest brak miejsc specjalizacyjnych oraz odpływ pracowników z wymagających specjalizacji, jak chirurgia ogólna, ponieważ nikt nie trudzi się, by dodać im atrakcyjności.
To jest problem, czemu są długie kolejki do SPECJALISTÓW. Chyba oczywiste, prawda?
I paradoksalnie wyjazdy za granicę mogłyby w tym pomóc. Jordania, Egipt i Chorwacja to znane mi przypadki, gdzie pracownicy chętnie wyjeżdżają do Niemiec na kształcenie specjalizacyjne i wracają z nim częstokroć do kraju. Państwa zyskują w ten sposób specjalistów wykształconych "za darmo" na wysokim poziomie.
No, ale po co trafiać w sedno problemu i sensownie go rozwiązać, skoro można w kogoś dowalić groźbami, kosztami i nakazami, nie? Człowiek zapomina jaka mentalność jest w Polsce.
5
@Herato Skoro wszyscy solidarnie płacą składki i nie starcza, to jak myślisz, ile będzie kosztowało prywatne ubezpieczenie? Jesteś gotów płacić co miesiąc 3000-5000 zł? Jaki procent społeczeństwa sobie na to pozwoli? Co z resztą? W krajach, w których to prywatne ubezpieczenie funkcjonuje potrzeba przede wszystkim odpowiedniej bazy ludzi, żeby to się spinało. Ludzi o odpowiednich zarobkach, w odpowiednim stanie zdrowia. Jak dołączasz do systemu musisz zarabiać odpowiednio dużo (w Niemczech obecnie około 60-70 tys euro rocznie), a cena Twojej taryfy zależy od wieku (pierwszy istotny próg przekraczasz w wieku 30 lat) i stanu Twojego zdrowia (alergia na pyłki? 5% więcej. duża krótkowzroczność? 5% więcej. kolano rozwalone piłką nożną? 30-50% więcej). Twoje zarobki nagle spadają poniżej granicy? wypadasz z powrotem do ubezpieczenia państwowego, a ewentualny powrót to nowa, droższa taryfa.
Do tego oczywiście ubezpieczyciel będzie próbował wymigać się z kosztów na każdy możliwy sposób i możesz potem siedzieć z tabletkami za kilkaset euro bez refundacji.
Żaden prywatny ubezpieczyciel nie pójdzie na jakąś optymistyczną kalkulację, w której może ludzie nie będą potrzebowali leczenia przekraczającego ich składki. Wszystko ma się spinać, a co więcej, trzeba na tym jeszcze zarobić. System państwowy może sobie jechać na oparach i zadłużać się latami, żeby zapewnić populacji przyzwoity poziom opieki. To jest różnica.
System jest tak skomplikowany i współzależny, że wybaczcie, ale te Wasze kminy tą są jakieś dziecinne rojenia. Pamiętam jak siedzieliśmy z kumplem w wieku 8 lat i nie mogliśmy zrozumieć czemu rodzice nie mogą nam po prostu dawać stówki na miesiąc, skoro to mały ułamek ich łącznych pensji. To, myślę, bardzo podobny poziom naiwności.
Porównując do systemu niemieckiego, brytyjskiego, irlandzkiego czy amerykańskiego, które w jakimś stopniu znam jako zawodowiec to uwierzcie mi - to jest jakiś p****** cud, że w Polsce system funkcjonuje, tak jak funkcjonuje. Jednym z elementów tego cudu jest robienie przez jego pracowników 2-3 etatów, a pierwsze co się pojawia tutaj w temacie to zmuszanie ludzi do odpracowywania studiów xD
4
@Colon Jak tam nie było czerwonej kartki, tak młody ja straciłem wtedy wiarę w prawo i porządek na kilka lat. Myślałem, że zasady nie istnieją, a wszystko jest względne. Długo potrzebowałem by dojść do siebie i znów zrozumieć, że na świecie istnieje sprawiedliwość. Tak naprawdę dopiero zwycięstwo Messiego w MŚ zakończyło moją rekonwalescencję.
2
@HighestInTheRoom
Buffon
Dani Alves Maldini Puyol Marcelo
Fabregas Busquets Lampart
Messi van Persie Henry
Bardzo zdziwiło mnie, że przyszedł mi do głowy Marcelo, ale zdaję sobie sprawę, że widziałem mnóstwo jego meczy i bardzo ceniłem jego grę
1
@Comentateiro
"Dla mnie to jest niepojęte. Jeśli budynek stoi, to nie opiera się on wiarę w racjonalizm, tylko o racjonalne metody naukowe, dające obliczenia, które przekładają się na pewność, że się nie zapadnie"
Racja, ale nie wszystko jest przecież budynkiem. Nie ma żadnych obliczeń, które pozwolą zaprojektować społeczeństwo, rodzinę, miłość, przyjaźń, stworzyć zasady moralne, które nie doprowadzą do rozlecenia się tego wszystkiego i dadzą jeszcze głębokie uczucie spełnienia. Racjonalizm tak bardzo sobie z tym nie radzi, że albo próbuje badać to wszystko "od zewnątrz" albo w ogóle zakłada, że różnorakie niewytłumaczalne zjawiska są np. zaburzeniami, psychozami itd. Na to nie ma oczywiście papierów. Najpiękniejsze potknięcie się o własne nogi zachodzi, gdy już sama nauka musi stwierdzić, że ludzie religijni mają rzadziej depresję, po czym kieruje się do materialistycznych (biochemicznych) teorii depresji ;)
""Wiara w racjonalizm, naukę, myślenie przyczynowo-skutkowe" - to piękne oksymorony"
Fajnie dla racjonalizmu, gdyby tak było. Ale zagłąb się bardziej w filozofię samej nauki, a zauważysz, że matematyka stoi na aksjomatach, które są niczym innym jak aktem wiary. Opracowano wiele kryteriów aksjomatów, by mieć pewność, że są one prawdziwe, ale same w sobie nie podlegają dowodowi. Skąd mamy pewność, że w każdym momencie i miejscu Wszechświata dwa plus dwa równa się cztery? Skąd mamy pewność, że stałe fizyczne są stałe? (tym bardziej, że instytuty naukowe wyznaczają je co roku). To są akty wiary... i wcale nie jest paradoksalnym, że matematycy i fizycy należą do najbardziej wierzących grup naukowców.
No i to co piszesz o emocjonalnych wybuchach Twoich znajomych jest bardzo podobne do obserwacji Junga na temat Animy i Animusa. I każdy, po prostu każdy taki jest. Ośmielę się, na podstawie własnych doświadczeń, twierdzić, że jeśli nigdy nie opanowało Cię to królestwo nieświadomości podczas silnych emocji, to jeszcze niedostatecznie dokręcono Ci śrubę. Ja dokładnie pamiętam moment, kiedy jako już dorosły facet całym sobą zrozumiałem skąd wziął się archetyp boga wojny :P
Co do cyborgów - okazało się już przed laty, że algorytmy są za mało plastyczne, by rozwiązywać skomplikowane problemy. Świat jest zbyt złożony. Współczesne oprogramowania dobrze rozwiązujące problemy to sztuczne sieci neuronalne, które o tyle zaczynają przypominać ludzką psychikę, że w ogóle nie wiemy co się tam w środku dzieje. I to pozwala rzucić pewne światło na ludzką psychikę, która wydaje się coraz mniej skrzywiona, a coraz bardziej niesamowita przez porównanie.
Dodam tylko, że kościółkowe wymachiwanie wiarą również mnie irytuje i spędziłem połowę życia jako zatwardziały ateista i antyklerykał, ale moje poglądy ewoluowały. Nie sprawiło to bynajmniej, że religijni fanatycy w moim otoczeniu otrzymali ode mnie więcej zrozumienia. Z tego powodu chyba łapię, czemu moje zdanie mogło Cię zirytować, ale nic na to nie poradzę. Wydaje mi się jednak, że mam na myśli coś innego, niż miałby na myśli radykał mówiąc to samo.
2
@Comentateiro Jest bardzo prosto zakładać, że religijne myślenie to atawizm, kiedy wychodzi się z racjonalistycznego punktu widzenia. Racjonalistyczny, czy pozytywistyczny punkt widzenia jest rozkochany w naukach przyrodniczych, które wymachują brzytwą Okhama i upraszczają wszelkie zjawiska do takiego stopnia, w jakim można je poddać metodzie naukowej. Problem polega na tym, że ludzie nie potrafiący nawet świadomie zdefiniować metody naukowej zaczynają jej bezgranicznie ufać, wierząc, że każdy jej produkt jest z definicji prawdą. I ot, doskonały przykład myślenia quazi-religijnego wyzierającego z swojego, chciałoby się wierzyć, przeciwieństwa.
"Zabobony" specjalnie wrzuciłem w cudzysłów. Jest tendencja, zgodnie z wyżej opisanym założeniem, sprowadzania wszystkich nieracjonalnych i niebadalnych zjawisk do takich określeń. Do tego stopnia, że chcemy zaprzeczyć, iż one w ogóle istnieją.
Wszystko to jednak ma swoje uzasadnienie, które do pewnego stopnia zbadano naukowo, a do pewnego stopnia poddaje się jedynie bardzo skomplikowanej analizie nie dającej się skwantyfikować. Chodzi o nieświadomość i idąc dalej, nieświadomość zbiorową. Istnienie zjawisk nieświadomości jest przedmiotem zainteresowania psychologii i neurobiologii, nie ma wątpliwości, że one istnieją. Są rozmaite modele, np. model mózgu płaziego, gadziego i ssaczego; system A i B opisany przez Kahnemanna i Tverskiego; jest psychoanaliza Freudowska i Jungowska. Pozostawiając kwestię tego, co jest najbliższe prawdy nierozstrzygniętą, pozostaje się zgodzić, że pod powierzchnią racjonalnego, świadomego myślenia, jest cała góra lodowa procesów podświadomych. Procesy podświadome mają wymiar indywidualny, który tylko w części pozwala nam samym na jego poznanie. Co gorsza, procesy nieświadome mają też wymiar społeczny, który wyraża się jako nieświadomość zbiorowa. I jest on siłą rzeczy, jeszcze trudniejszy do badania. I to jest właśnie królestwo myślenia religijnego.
I tak też Jung już przez niemal 100 laty komentował tendencję człowieka nowoczesnego do identyfikowania się tylko ze swoją świadomością i intelektem. Przekonanie, że w ogóle możemy porzucić to co pod powierzchnią i być tylko racjonalni niepokoiła go. Zdawał sobie bowiem sprawę, że pozwoli to tylko nieświadomym procesom działać sobie bez żadnej superwizji, nawet bez świadomości, że one tam są. To miało w konsekwencji napędzić nowoczesne "religie", które owładną cywilizacją. Chyba nie trzeba przypominać historii XX wieku, by potwierdzić, że trafił w sedno.
Mówisz, że osoba religijna jest dla Ciebie niewiarygodna życiowo... Tylko właśnie wszystko co pozwala nam funkcjonować w społeczeństwie to nie jest głęboka racjonalna analiza każdego z członków społeczeństwa, jak ma się zachowywać wobec innych, by cywilizacja nie upadła. To całe królestwo niematerialnych wzorów, wyobrażeń i mitów, które rządzą naszymi działaniami i wyborami. Łączy się to z niezaprzeczalnym faktem, że na całym świecie przetrwały opowieści, które te zjawiska przedstawiają w sposób archetypowy. Jest powód, dlaczego nawet artyści sztuki współczesnej sięgają po motywy Syzyfa, Saturna, Prometeusza, czemu rzeźbią nowe Piety, czemu wypełniają dzieła sci-fi Adamawi i Ewami.
"W każdym razie nie wiem dlaczego, ale religijność człowieka u mnie wywołuje coraz większy brak szacunku do drugiego człowieka, właśnie ze względu na kompletny rozbrat z rozumem"
Brzmi jak potępienie heretyków Twojej wiary w racjonalizm :)
1
@Survier Dylematy dobrze znam, również mieszkam w Niemczech i również chodzi mi po głowie przesiadka gdzieś do Karlsruhe... no i chodzi po głowie, że jak rodzice będą starsi i chorzy, to może będzie dobry moment na powrót do Polski. Tak, że siłą rzeczy miałoby teraz sens coś inwestować w Polsce. No, ale zobaczymy, cała przygoda jeszcze przede mną. Jak na razie jestem zadowolony z emigracji, zresztą mam też dużo więcej wolnego niż bym miał w Polsce i dzięki temu dość często widuję się z rodziną i przyjaciółmi. Na pewno warto szukać ciekawszych miast. Plus jest taki, że jako imigrantów nic nas nie uwiązuje w miejscu :) Z głębokim zrozumieniem życzę Ci dużo szczęścia w przyszłych przedsięwzięciach!
0
@Survier Ok, czaje ;)
1
@Survier Fajnie tylko nie stracić takich przywilejów jak niemiecka emerytura, ubezpieczenie chorobowe, czy niemieckie oprocentowanie kredytów, nie? Niestety jest o wiele głębsza przepaść między Polską a Niemcami, niż to opisujesz. Te budowane bez ładu i składu bloczyska oraz te apki i bliki są tylko powierzchownym wyrazem zaawansowania społeczeństwa. Prawda, że digitalizacja jest w Niemczech żałośnie opóźniona, ale zwróć uwagę, że ta potężna gospodarka funkcjonuje od dziesiątek lat na faksie. A te apki, stronki i światłowody to oni sobie nadrobią w kilka lat.