FCBparasiempre
Dołączył/a: grudzień 2020
Biała Podlaska
34 obserwujących
0 obserwowanych
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
7
,,Kolejorz” zadebiutował z przytupem:
Wiosną 1983 roku poznański Lech zakończył w Ekstraklasie dwuletnie rządy Widzewa a sam po raz pierwszy zasiadł na mistrzowskim tronie. Radość kibiców ze stolicy Wielkopolski nie miała granic, w końcu „Kolejorz” jako 12 polski klub w historii zyskał prawo gry w najważniejszym z europejskich pucharów. Trener Wojciech Łazarek życzył sobie w pierwszej rundzie słabeuszy z Cypru bądź Malty a ostatecznie nawet tureckiego Fenerbahce żadna z jego prośby nie została spełniona. Aby zagrać w jednej ósmej finału Pucharu Mistrzów Lechici musieli pokonać samego mistrza Hiszpanii Athletic Bilbao. Tym razem nie popełniono błędu i Łazarek wraz z asystentem Mirosławem Jankowskim obejrzał w Saragossie ligowy mecz Basków. Co ciekawe, wraz z nimi wracał samolotem do Polski, gdyż lwy leciały już na mecz z Lechem. Jak się okazało Łazarek poczynił owocne obserwacje. W zespole z Bilbao roiło się od reprezentantów Hiszpanii. W bramce rywali stał młody wtedy Antoni Zubizarreta. W defensywie brylował Santiago Urgiaga, którego na środku obrony wspierał brutal, jakich mało Andoni Goikoetxea. Przydomek ,,rzeźnik z Bilbao" mówi wszystko. To właśnie on spowodował absencję w Mistrzostwach Świata 1982 słynnego Niemca Schustera. Warto jeszcze wspomnieć o duecie napastników: Manuel Sarabia i Estanislao Argote. Na własnym boisku poznaniacy nie przestraszyli się Walecznych Basków. Już do przerwy prowadzili 2:0. Najpierw po akcji Bogusława Oblewskiego z Józefem Adamcem, Mariusz Niewiadomski celnie przymierzu z główki. 10 minut później Jacek Bąk wykorzystał błąd Urgiagi. Szybko podał do Mirosława Okońskiego a ,,Mundek" zdobył gola strzałem z ponad 20 metrów. 2:0 do przerwy! Mało kto się tego spodziewał. W drugiej połowie piłkarze Łazarka nadal dominowali na boisku, jednak nie wykorzystali żadnej z sześciu wyśmienitych okazji. Na rewanż powinni jechać z zapasem co najmniej kilku goli, które w rewanżu mogły mieć decydujące znaczenie w awansie do następnej rundy. Po latach w plebiscycie ,,Gazety Wyborczej” , kibice Kolejorza właśnie ten mecz uznali za najlepszy w historii klubu.
@Symson
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
9
@FCBparasiempre
Dokładnie 48 lat temu Widzew Łódź zadebiutował w europejskich pucharach(1/32 Pucharu UEFA). Już na wejściu widzewiacy pokazali, że nie ma z nimi żartów. Widzew przebywał na przedsezonowym zgrupowaniu w Kamieniu koło Rybnika. Piłkarze wrzucali kartki do kapelusza z nazwami potencjalnych rywali. Jedynym, który wrzucił karteczkę z napisem „Manchester City”, był Ryszard Kowenicki, wychowanek łódzkiej Hali Sportowej. Ponieważ losowanie potwierdziło jego typy, zgarnął za ten zakład sporą sumkę. Sezon 1977/78 łodzianie zaczęli fatalnie. Wicemistrz Polski nie przypominał drużyny, która w lidze okazała się gorsza tylko od wrocławskiego Śląska. Widzew zaczął od porażki 1:3 z Arką Gdynia. Ten mecz z trybun oglądał menedżer „Citizens” Tony Book. Do starcia z City, widzewiacy mieli do rozegrania jeszcze siedem kolejek. Wygrali tylko raz z Górnikiem Zabrze 1:0 po golu Zbigniewa Bońka. W 5. kolejce za porażkę 1:4 z Legią Warszawa na własnym boisku posadą zapłacił trener Paweł Kowalski. W jego miejsce przyszedł faworyt Bońka, szef oddziału galwanotechniki w zakładach ,,Eltra” w Bydgoszczy, Bronisław Waligóra. Do włodarzy Widzewa przemówiły wyniki „ponad stan”, jakie Waligóra osiągał z Avią Świdnik. Po porażce z Legią, menedżer Book stwierdził, że Widzew ma z Manchesterem takie szanse, jak Żyd w komorze gazowej. Ten niesmaczny żart widzewiacy głęboko wzięli sobie do serca. Łodzianie polecieli do Anglii jako czerwona latarnia polskiej ligi. „Citizens” byli liderem Division First. Na lotnisku w Londynie celnik wymownie pokazał łodzianom pięć palców, jako bagaż pięciu goli, które wywiozą z Manchesteru. Z Londynu łodzianie pojechali do Manchesteru autokarem. Spali w hotelu ,,Posthouse”. Pomocnik Andrzej Pyrdoł obserwował z okien pokoju jak miejscowi chłopcy grają w piłkę. ,,Było ich czterech. Jeden stał na bramce, drugi przerzucał na skrzydło, trzeci dośrodkowywał a czwarty walił głową. I tak w kółko. Tak grała większość angielskich zespołów i City nie było wyjątkiem”- opisywał Pyrdoł.
Na nieistniejącym już stadionie ,,Maine Road” gospodarze od pierwszego gwizdka nękali łodzian ciągłymi dośrodkowaniami. Stoperzy Paweł Janas i Andrzej Grębosz mieli pełne ręce(a raczej głowy) roboty. Bramkarz Widzewa Stanisław Burzyński był nieustannie poniewierany przez Anglików, blokowany, trzymany za koszulkę. Mimo to imponował refleksem i w dużej mierze dzięki niemu łodzianie do przerwy przegrywali tylko 0:1. W 11. minucie Brian Kidd mocno uderzył, Burzyński odbił piłkę ale nie dał rady obronić dobitki Petera Barnesa. Widzewiacy mieli okazję na wyrównanie, ale nie wykorzystali akcji Janas – Tłokiński – Kowenicki. Pięć minut po zmianie stron gospodarze podwyższyli na 2:0. Mick Channon, który przed sezonem kosztował „Obywateli” 300 tysięcy funtów, wykorzystał podanie Geda Keegana i pokonał Burzyńskiego. Łodzianie bronili się dość szczęśliwie, bo gospodarze dwa razy obili słupek łódzkiej bramki a raz poprzeczkę. Wreszcie przyszła 70. minuta. Podopieczni Waligóry wykonywali rzut wolny z 25. metrów. Kowenicki podał do Bońka a ten pięknym uderzeniem zdobył kontaktowego gola. ,,Celowałem w bramkę, po prostu w bramkę. Na szczęście dla nas piłka wylądowała w samym okienku” – przyznał po meczu „Zibi”. Pięć minut później David Watson sfaulował w polu karnym Jerzego Krawczyka. Do „jedenastki” miał podejść doświadczony Wiesław Chodakowski ale się zawahał. To właśnie na tym defensorze w przerwie wyżył się trener Waligóra, obwiniając go o stratę gola. Piłkę od niego wziął Boniek. Najpierw położył Corrigana w prawy róg a strzelił w lewy. Było więc 2:2. Anglicy byli wściekli. Do radujących się z remisu piłkarzy Widzewa ruszył jeden z kibiców ale został powstrzymany przez policjanta. Gdy Boniek założył Williemu Donachie dwie siatki z rzędu, Anglik kopnął go i… poszedł do szatni, nie zwracając uwagi na pokazującego mu czerwoną kartkę sędziego z Irlandii. Po meczu, już w tunelu prowadzącym do szatni, miało dojść do bójki między masażystą Manchesteru a trenerem Waligórą. Po mordzie mieli sobie dać też Kowenicki i Asa Hartford…
8
Całkiem udany debiut:
Na wstępie gorąco pozdrawiam wszystkich ,,Czerwonoarmistów”, jak i wszystkich sympatyków polskiego futbolu. O jaki konkretnie debiut chodzi? Tego dowiecie się w odpowiedzi na mój komentarz.
@AssisMoreira
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
3
Bravissimo "Obywatele"! Chociaż z drugiej strony tak słabego Manchesteru United w derbach to już nie pamiętam...
7
Wybitne legendy futbolu:
14. września 1921 r. w São Gonçalo urodził się Thomas Soares da Silva, zwany Zizinho, brazylijski pomocnik i napastnik, zdobywca Copa America w 1949 r. ; Wicemistrz Świata z 1950 roku oraz najlepszy strzelec w historii Copa America(wspólnie z Norberto Mendezem)-17 goli. Zizinho do dziś uchodzi za jednego z najwybitniejszych graczy w historii brazylijskiego futbolu. Trzeba również pamiętać że był idolem Pelé. Piłkarzem Flamengo był w latach 1939-1950. Zwyciężał w Campeonato Carioca. Później grał w Bangu (1951-1957) i São Paulo FC (1957-1959). Karierę kończył w wieku 41 lat w chilijskim Audax Italiano Santiago. W reprezentacji Brazylii zagrał 53 razy i strzelił 30 goli. Debiutował w 1942 a ostatni raz zagrał w 1957. Podczas MŚ 50 wystąpił w czterech spotkaniach, zdobywając dwa gole. Sensacyjna porażka z Urugwajem na Maracanie położyła się cieniem na jego karierze. Wielokrotnie brał udział w turniejach Copa América (łącznie strzelił 17 goli w tych rozgrywkach), a w 1949 zdobył z Brazylią upragniony tytuł mistrza Ameryki Południowej. Zwany ,,Maestre Ziza’’ był nieodmiennie głównym reżyserem i liderem we wszystkich możliwych konfiguracjach reprezentacyjnego napadu a obracał się wyłącznie w najlepszym towarzystwie obok Ademira, Jaira, Tima, Friaci, Evaristo czy Didiego. Zawsze wiódł prym, zawsze kierował, narzucał swoją wolę i prowadził grę wedle swych wyobrażeń. Nawet jak na standardy brazylijskie był technikiem niezwykle wyrafinowanym. Posiadał krótki, bezbłędny drybling-przekleństwo wszystkich obrońców. Strzelał raczej lekko ale z morderczą precyzją. Podawał idealnie na dowolną odległość. W powszechnej opinii uchodzi za najbardziej uniwersalnego piłkarza Brazylii do czasu pojawienia się zjawiska tak fenomenalnego jak sam Pele!
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
8
Legendy urugwajskiego futbolu:
14 września 1913 r. urodził się urugwajski napastnik Severino Varela. Burza, która uderzyła w ,,Vapor de la Carrera” była niczym w porównaniu ze złym humorem, jaki miał urugwajski napastnik. Wszystko, co zbudował w Peñarolu, tytuły, które zdobył (nie mniej, cztery z rzędu) zostały zapomniane przez tych niewdzięcznych ludzi, którzy myśleli tylko o tym, by poszukać nowej gwiazdy, która przez dziesięć lat zarabiała ich kosztem i wrzucić go na śmietnik ale on taki nie był, nie chciał być kolejną gwiazdą. To żądza zemsty skłoniła go do przyjęcia na początku 1943 roku telegramu od Boca Juniors, który utrudniał zatrudnienie go, ponieważ obrazili go chronicznymi obrażeniami, których nie miał. Liderzy powiedzieli mu, że musi rozegrać mecz testowy, jakby był prostym początkującym a nie uznanym strzelcem powyżej 30. roku życia. W końcu po długich kłótniach przełknął dumę i rozwiał wątpliwości tych, którzy nie wierzyli w to. Łatwo go można było rozpoznać na boisku ale nie po rysach twarzy. Biały beret, który nosił na meczach przyjechał z nim do Buenos Aires i wiedział, jaki wpływ ma to na ludzi. Nawet gdy znalazł się na okładce magazynu ,,El Gráfico”, nie odcinał się od niego, tylko to wyróżniało go na tle innych napastników. Więcej niż nowość, było to odrodzenie się czegoś, co było powszechne podczas gry piłką, ponieważ pomagało zmniejszyć siłę uderzenia główkami, ale o czym zapomniano, gdy w 1931 roku trzech Argentyńczyków wynalazło nową piłkę bez niebezpiecznego materiału. Wielu zarzucało mu, że jest oszustem, bo rzekomo zastosował pod beretem skórzane wzmocnienie, które dodawało mu ogromnej mocy uderzeniom głową. Nigdy nie dał im tej przyjemności ani nie zdradził tajemnicy, jak zrobił to Bernabé Ferreyra, idol River, pokazując lewą nogę tym, którzy nie rozumieli, jak wykonał ten strzał, który ranił rywali. Od najmłodszych lat zdawał sobie sprawę, że życie piłkarza jest bardzo krótkie, dlatego od poniedziałku do piątku pracował w Urugwaju w firmie Usinas y Telefonos del Estado. W soboty jeździł do Buenos Aires, aby grać a w niedzielne wieczory wracał do Montevideo. Dla niego ta praca była na całe życie i chociaż próbowano go przekonać, aby nie ulegał tej wyczerpującej rutynie, nigdy się nie poddał. To, chociaż nie przejmował się tym zbytnio, spowodowało złe relacje z niektórymi członkami drużyny: „Zazdrościliśmy mu, bo był bardzo ostentacyjny w swoich gestach i sposobie bycia. Jego gesty nie podobały się kolegom. Strzelił gola i rzucił beret w trybuny. Szybko przekonał fanów i stworzył rzuty karne; Niepokoiło nas takie podejście. Podróże na dzień przed meczem pokrzyżowały jego występ” – Juan Carlos Lorenzo, członek tej drużyny oraz mistrz Ameryki i zdobywca pucharu Interkontynentalnego jako trener Boca w latach 70-tych, stwierdził w swojej biografii ,,El Toto” napisanej przez Alfredo Di Salvo.
Dumny czy nie, jego umiejętności strzeleckie były godne uwagi i pokazał je podczas tych mistrzostw, w których Boca i River walczyli do końca. W klasyku pierwszej rundy, na ,,La Bombonera”, strzelił gola, ale Millonarios zwyciężyli 3:1. Rewanż rozegrano w scenariuszu parytetu, w którym wszystko poszło pod górę dla ,,Xeneizes” po tym, jak Félix Lousteau dał przewagę River. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy Lucho Sosa, prawy napastnik Boca, minął piłkę, ale piłka nie znalazła odbiorcy. W tej akcji nie było nic specjalnego a bramkarz Rivera Carlos Lettieri nawet nie miał zamiaru jej rozgrywać, więc piłka powoli poszybowała w stronę linii autowej. Dopóki się nie pojawił. To był cień, duch, który poruszał się bezgłośnie i Doktor Jekyll, który przemienił się w pana Hyde'a tak szybko, że nie wzniósł żadnego kurzu, gdy zanurkował obok łuku, aby nadmuchać siatkę. Lettieri próbował powstrzymać to, co nieuniknione ale było już za późno. Severino Varela choć nikt tego nie zauważył, zaczął wychodzić zaraz po przybyciu…
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@siwykrb
9
Z Valencią na piątke ale nie do zera:
14 września 2019 r. FC Barcelona pokonała CF Valencia 5:2 w 4 kolejce Primera Division. W ostatnich dniach przed meczem niespodziewanie pracę stracił trener Valencii Marcelino Garcia Toral. Jego byli podopieczni być może byli jeszcze w szoku po decyzji właściciela klubu, gdyż po siedmiu minutach na Camp Nou przegrywali już 0:2. W 2 minucie z prawej strony dogrywał Frenkie De Jong a Ansu Fati pokonał Jaspera Cillessena. Pięć minut później piłkarze zamienili się rolami. Podawał młody Gwinejczyk a Holender mocnym strzałem nie dał szans rodakowi. Wydawało się, że gospodarzom w meczu już nic nie zagrozi. Barcelona przeważała, rywale niewiele potrafili zdziałać. Mistrzowie Hiszpanii powinni podwyższyć wynik. W 16. minucie Fati przymierzył tuż obok słupka. Jedenaście minut później Valencia wróciła do gry. Rodrigo Moreno podał do Kevina Gameiro a ten w sytuacji sam na sam pokonał Marca-Andre ter Stegena. Arbiter początkowo gola nie uznał, dopatrując się spalonego. Po analizie VAR zmienił decyzję. Bramka dodała nadziei gościom. Pod bramką Barcelony kilka razy było groźnie, ale wyrównujący gol nie padł. Po zmianie stron Katalończycy szybko zamknęli mecz. W 51. minucie sprzed pola karnego uderzył niewidoczny do tej pory Antoine Griezmann. Niepewnie interweniował Cillessen, który zbił piłkę na słupek. Dopadł do niej Gerard Pique i z bliska wbił do siatki. Cztery minuty później futbolówka po raz kolejny odbiła się od słupka. Sprzed pola karnego płasko przymierzył Nelson Semedo. Skuteczniejszy był chwilę po wejściu na boisko Luis Suarez. Wydawało się, że Urugwajczyk będąc przy piłce przed polem karnym poda do partnera. Tymczasem w 61. minucie uderzył w kierunku bliższego słupka. Po raz kolejny nie popisał się Cillessen i zrobiło się 4:1. Po stracie czwartego gola goście przestali wierzyć w możliwość odrobienia strat. Piłkarze Barcelony stworzyli sobie kilka okazji do podwyższenia wyniku, ale je marnowali. M.in. sytuacji sam na sam z bramkarzem nie wykorzystał Griezmann. Z kolei w 74. minucie Sergio Busquets z dystansu uderzył tuż obok słupka. Piątego gola na osiem minut przed końcem zaliczył Luis Suarez, który strzelił z pola karnego w niemal to samo miejsce co w 61. minucie. Cillessen ponownie popełnił błąd. Wynik meczu ustalił w doliczonym czasie Maximiliano Gomez, który z bliska wbił piłkę do siatki FC Barcelony po dograniu z lewej strony Denisa Czeryszewa.
Na taki wynik sprzed 6 lat to chyba nikt liczy? Ba! po meczach reprezentacji i kontuzjach, to nawet remis biore w ciemno...
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
9
,,Królewski” bandzior:
14 września 1969 roku Miguel Angel Bustillo, napastnik Blaugrany, doznał poważnej kontuzji kolana. Sezon 1969/70 rozpoczynał się Klasykiem z Realem i był to dopiero drugi taki przypadek w historii La Liga. Już po 6 minutach gry w Madrycie debiutant Bustillo strzelił 2 gole wprawiając publiczność w osłupienie. W drugiej połowie przy kolejnym ataku Barçy obrońca Realu De Felipe brutalnym wejściem próbował sfaulować Bustillo, ten jednak podskoczył w ostatniej chwili lecz przy nienaturalnym upadku zerwał więzadła w kolanie. Cały stadion przeszył jęk napastnika Blaugrany ale zawodnicy Realu nie wybili piłki lecz kontynuowali atak przez ponad minute. W końcu gracze Barçy wybili piłke na aut i Bustillo mógł zostać zniesiony z boiska. Po tym incydencie Real nie oddał piłki Barcelonie. Kontuzja skończyła właściwie karierę Bustillo, który przez kolejne 3 lata próbował bezskutecznie dojść do pełnej sprawności. Napastnik przeszedł do Celty ale nigdy nie zbliżył się już do poziomu gry z Saragossy, w której okrzyknięto go największym talentem hiszpańskiej piłki. Winowajca kontuzji De Felipe nie został zdyskwalifikowany(za podobne przewinienie niejaki Guedes pauzował 12 spotkań) a jego gre w końcówce tamtego meczu nazywano w gazetach ironicznie ,,pieszczotami”, kiedy próbował sfaulować bez piłki Pujola.
@AssisMoreira
@Arkon
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Wybitne legendy argentyńskiego futbolu:
13 września 1908 roku w Buenos Aires urodził się Carlos Desiderio Peucelle, prawoskrzydłowy, który był nie tylko wyjątkowym piłkarzem, ale także innowatorem swoich czasów. Mimo że jego wzrost nie robił na boisku wielkiego wrażenia, jego zwinność i wizja były niezrównane. Mając zaledwie 17 lat, Peucelle zadebiutował w Pierwszej Lidze w barwach San Telmo i Sportivo Buenos Aires , rozpoczynając tym samym karierę, która zachwyciła wszystkich fanów. Jednak to w River Plate mógł naprawdę zabłysnąć, zdobywając osiem tytułów krajowych i cztery międzynarodowe dzięki swojej umiejętności czytania gry i stwarzania okazji swoim kolegom z drużyny. Carlos Peucelle wyróżnił się w River Plate i był częścią drużyny, która wzięła udział w Mistrzostwach Świata w 1930 roku, pierwszych w historii. Peucelle odcisnął również swoje piętno na argentyńskiej reprezentacji: był członkiem drużyny, która wzięła udział w pierwszych Mistrzostwach Świata w Urugwaju w 1930 roku. Choć Argentyna nie zdobyła trofeum, „ Barullo ” był jedną z gwiazd turnieju, strzelając trzy gole i prowadząc swoją drużynę do finału. Mimo że przegrali z gospodarzem, ich występ był legendarny. Jednak historia Peucelle'a nie ogranicza się wyłącznie do jego kariery piłkarskiej. Po zakończeniu kariery piłkarskiej został trenerem i nadal odcisnął swoje piętno na ukochanym klubie River Plate, zyskując szacunek za skupienie na grze zespołowej i taktyce. W River Plate przeżył najbardziej udany etap swojej kariery. Zdobył tam 8 tytułów krajowych i 4 międzynarodowe. Carlos Peucelle był ikoną, która pozostawiła niezatarty ślad w historii argentyńskiej piłki nożnej. Pozostawione przez niego dziedzictwo wciąż przypomina nam, że piłka nożna to pasja, która potrafi zjednoczyć cały kraj. W tym wyjątkowym dniu wspominamy tego geniusza piłki nożnej z podziwem i wdzięcznością za wszystko, co nam dał.
13 września 1937 r. urodził się Antonio Valentín Angelillo, pomocnik i napastnik. Zdobył Copa America w 1957 r.; był mistrzem Włoch oraz zdobywcą Pucharu Włoch oraz m.in. sięgnął po Puchar Zdobywców Pucharów z AC Milan w 1968 r. Ze skromnego Arsenal de Sarandi trafił do potężnego Racingu już w wieku 17 lat. Debiut miał jak marzenie. Stało się oczywiste że rośnie środkowy napastnik na miarę Pontoniego czy Di Stefano. Angelillo posiadał wszystkie możliwe walory. Wysoki, świetnie zbudowany, bardzo skoczny. Rzecz jasna nie dryblował w stylu Sivorigo bądź Corbatty, gdyż to były zjawiska niepowtarzalne i nie do podrobienia. Jednak również panował nad piłką idealnie, zarówno na ziemi jak i w powietrzu. Preferował dynamiczny, długi drybling, służący dojściu do dogodnej pozycji strzeleckiej. Strzelał znakomicie głową i obunóż, silnie i precyzyjnie, wspierając te naturalne atuty umiejętnością osłaniania piłki ciałem oraz iście ,,radarową" orientacją w polu karnym. Po roku gry w Racingu przeszedł do Boca Juniors aby w 1957, wraz z Maschio i Sivorim wyruszyć na Półwysep Apeniński. Tam stał się idolem mediolańskiego Interu, w sezonie 1958/59 w 33 meczach strzelając równiutko 33 gole(!) co dało mu tytuł ,,capocanoniere" ligi. W Interze w latach 1957- 61 rozegrał 113 meczów I zdobył 68 goli. Potem grał w Romie (106 meczów i 27 goli), Milanie (14 meczów i dwa gole) z przerwą na wypożyczenie do Lecce (12 meczów i jeden gol) i na koniec w drugoligowej Genui (22 mecze i 5 goli). W reprezentacji Argentyny zagrał 13 razy strzelając 12 goli. Zagrał również w Narodowej drużynie Włoch dwukrotnie zdobywając jednego gola. Angelillo miał wszelkie zadatki na piłkarza genialnego. Okazał się zaledwie piłkarzem wybitnym. Osiągnął wiele, lecz nie wszystko co pozostawało w zasięgu jego niemal nieograniczonych możliwości. Zabrakło mu trochę charakteru, tej zajadliwości i determinacji w dążeniu do celu, jaką wykazał jego wielki rodak di Stefano. Niezwykle elegancki, przystojny, wiódł we Włoszech życie lekkie, pełne przygód i przyjemności. Bywalec dancingów i nocnych lokali, nie zawsze rozkoszy łoża i stołu potrafił pogodzić z twardym reżimem treningowym. Odbijało się to na jego formie. Bywały mecze gdy zaćmiewał największe gwiazdy i budził aplauz trybun ale zdarzało się również że snuł się po boisku wyzuty z sił i chęci do gry niezwykły, jeden z najniezwyklejszych nie w pełni wykorzystanych talentów.
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
@Sysia11
8
Cenne zwycięstwo na Vicente Calderon:
Dokładnie 10 lat temu Lionel Messi wszedł z ławki rezerwowych i zapewnił FC Barcelonie zwycięstwo 2:1 nad Atletico Madryt w meczu 3 kolejki Primera Division. Messi, który w piątek świętował narodziny swojego drugiego syna, nie wyszedł na boisko w pierwszym składzie, ale w 60. minucie zastąpił Ivana Rakiticia i zrobił różnicę. Fernando Torres miał szansę na otwarcie wyniku dla Atletico Madryt na początku pierwszej połowy, ale były napastnik Chelsea strzelił lewą nogą obok bramki. Luis Suarez był bliski strzelenia gola dla gości – jego strzał z bliskiej odległości trafił w poprzeczkę, jednak pierwsza połowa na Vicente Calderon pozostała bezbramkowa. Torres przełamał impas już szóstą minutę po rozpoczęciu drugiej połowy, kiedy dobiegł do podania Tiago i skierował piłkę do bramki, odbijając ją od słupka. Jednak Blaugrana szybko odpowiedziała, gdy Neymar fantastycznie wykorzystał rzut wolny, nie dając żadnych szans bramkarzowi Janowi Oblakowi. Powrót był kompletny, gdy Messi wykorzystał wspaniałe podanie Suareza i umieścił piłkę w siatce. Dzięki zwycięstwu Barcelona prowadzona przez Luisa Enrique utrzymała stuprocentową skuteczność na początku sezonu.
@siwykrb
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
6
Starcia Barçy z polskimi klubami:
13 września 1989 r. FC Barcelona tylko zremisowała na Camp Nou z Legią Warszawa 1:1. ,,Mogło być gorzej”- komentowało ,,El Mundo Deportivo”. Blaugrana rozpoczynała kolejną edycje rozgrywek o Puchar Zdobywców Pucharów jako obrońca tytułu. Podopieczni Johana Cruijffa zaprezentowali się jednak słabo. Już w 21 minucie świetną kombinacyjną akcje Polaków zwieńczył golem Andrzej Łatka. Kuriozalnie w tej sytuacji zachował się Andoni Zubizarreta, który pomimo asekuracji obrońców wybiegł do Łatki na… 30 metr przed bramką. Napastnik ,,Wojskowych” minął golkipera Barçy i z ponad 25 metrów skierował piłke do pustej bramki. Duma Katalonii miała kilka okazji do wyrównania a Legia groźnie kontrowała. Jedna z akcji gości zakończyła się golem Romana Koseckiego lecz arbiter boczny zasygnalizował spalonego. Jednak jak pokazały powtórki o ofsajdzie nie mogło być mowy- Blaugrana mogła mówić o sporym szczęściu. Pięć minut przed końcem meczu w polu karnym legionistów upadł Julio Salinas i sędzia podyktował rzut karny, który na gola zamienił Ronald Koeman.
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
10
Pedernera:
,,Strzeliłem karnego, który przejdzie do historii futbolu w Leticii”- pisał z Kolumbii pewien młody Argentyńczyk. Nazywał się… Ernesto Guevara i jeszcze nie nosił przydomku ,,Che”. W 1952 r. włóczył się w poszukiwaniu przygód po Ameryce. Na brzegu Amazonki w Leticii, był trenerem lokalnej drużyny piłkarskiej. Swojego towarzysza podróży Guevara nazywał Pedernerita(czyli mały Pedernera). Nie było wówczas większej pochwały. Adolfo Pedernera był sercem i legendą ,,Maszyny” z River Plate. Ów człowiek orkiestra grał na wszystkich pozycjach, od ostatniego obrońcy po wysuniętego napastnika. Z tyłu kreował gre, posyłał podania dokładne co do milimetra, zmieniał rytm, zaskakiwał szybkością i siał postrach wśród bramkarzy. Zawsze rwał się do gry. Nigdy nie miał jej dość, chciał by mecze trwały wiecznie! Kiedy zapadał zmrok, klubowi działacze na próżno starali się go zmusić by przestał trenować i poszedł już do domu. Chcieli oderwać go od piłki ale nie potrafili, gdyż to ona nie chciała go opuścić…
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
9
Żywe legendy polskiego futbolu:
12 września 1976 r. urodził się Maciej Żurawski. Wiele jest sporów w historii światowego futbolu: Real Madryt czy FC Barcelona? Buffon czy Casillas? Liga hiszpańska czy angielska? W Ekstraklasie w XXI wieku kibiców elektryzowały zaś pojedynki Frankowskiego i Żurawskiego o korone króla strzelców. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt że… grali w jednym klubie! ,,Franek łowca bramek” był skuteczniejszy od swego partnera z linii ataku. ,,Żuraw” natomiast górował kreatywnością. Nie tylko potrafił wykończyć akcje z pola karnego ale też dużo dawał w rozegraniu. Na pewno o wiele częściej trafiał z dystansu niż klubowy kolega. Zanotował też najwięcej asyst. Nie bez powodu Frankowski na liście swoich najczęstszych asystentów umieścił właśnie Żurawskiego, na okazjonalnym trykocie włożonym z okazji awansu na 3 miejsce w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Sam ,,Żuraw” w tym zestawieniu znajduje się na 14 pozycji ex aequo z Nawrotem. Tę lokate dało mu 121 goli strzelonych w 251 meczach. Średnio więc niemal w co drugim meczu strzelał gola. Ten wynik byłby nawet okazalszy, gdyby nie średnio udany powrót na sam koniec kariery w szeregi Wisły, gdy trafił ledwie raz w 21 meczach. Bez tej edycji jego wynik wynosił 0,52 gola/mecz a zatem tylko o 0,03 gorzej od Frankowskiego Przez pewien czas zresztą nad nim górował. Setke skompletował w 3 kolejce edycji 2004/05, podczas gdy ,,Frankowi” udało się to 6 meczów później. Mimo tej rywalizacji obaj zawodnicy nie unikali wzajemnych podań i szukali siebie w polu karnym. Żórawski 2 razy został królem strzelców. Mógł też dokonać tego jeszcze raz. W 2005 r. Wisła dość szybko zapewniła sobie mistrzostwo i obaj zawodnicy ustalili by spróbować stanąć wspólnie na najwyższym stopniu strzeleckiego podium. Sytuacja boiskowa rozwinęła się jednak inaczej i ,,Żuraw” nie dogonił ,,Franka”. Granicy dobrego smaku bowiem obaj nigdy nie przekraczali w tej rywalizacji. Maciej jest też jedynym zawodnikiem w historii ligi, który w 4 sezonach z rzędu strzelił co najmniej 20 goli! W 108 meczach, które wtedy rozegrał strzelił zatem aż 87 goli. Nie mogło być inaczej skoro stać go było na takie wyczyny, jak 5 goli strzelonych w jednym starciu ligowym z GKS Katowice. Jako jedyny też w dwóch latach kalendarzowych w XXI wieku(2002 i 2004) strzelał więcej niż 20 goli.
Był też pierwszym piłkarzem po Erneście Pohlu, który w dwóch kolejnych meczach w jednym sezonie strzelił hat-tricka. Ta wewnętrzna rywalizacja przyniosła także wiele trofeów Wiśle Kraków. Z tym klubem Żurawski 5 razy sięgnął po mistrzostwo Polski. Dwukrotnie stał na drugim stopniu podium. Do tego też dołożył 2 Puchary Polski oraz jeden Puchar Ligi. Indywidualnie 3 razy wygrał punktacje ,,Złote Buty” katowickiego ,,Sportu”. W 2002 r. został zaś uznany Piłkarzem Roku zarówno w oczach tej redakcji, jak i ,,Piłki Nożnej”. Był ostatnim zawodnikiem, który zdobył ten tytuł jako przedstawiciel klubu Ekstraklasy. Niewątpliwie pomogły mu w tym udane występy na europejskiej arenie. W sezonie 2002/03 doszedł z Białą Gwiazdą do 1/8 finału Pucharu UEFA. Po drodze strzelił 2 gole NK Primorje Ajdovscina, 3 gole AC Parmie, 2 gole Schalke oraz 2 gole Lazio! Po tej edycji o Żurawskim zaczęło być głośno w całej Europie. Zalicza się też do piłkarzy z udziałem w największej liczbie turniejów międzynarodowych rangi MŚ lub ME w Polsce. Wyprzedzają go pod tym względem tylko Żmuda i Piszczek. ,,Żuraw” zagrał w barwach reprezentacji Polski na mundialach w 2002 i 2006 r. oraz na Euro 2008. Na tej ostatniej imprezie był nawet kapitanem. Nie zdobył na nich jednak żadnego gola. Najlepszą okazję ku temu miał na pierwszym mundialu XX wieku ale pomylił się przy wykonywaniu rzutu karnego, jako drugi z Polaków po Deynie. Odegrał za to ważną role podczas eliminacji do Euro 2008(13 meczów i jeden gol) a zwłaszcza do mundialu w 2006, gdy siedmiokrotnie pokonywał bramkarzy przeciwników. Lepsze wyniki w całej Europie uzyskali od niego tylko Ibrahimović, Pauleta i Koller. Ostatecznie w reprezentacji Polski zagrał 72 razy, co daje mu 13 miejsce na liście wszech czasów. Strzelił w tym czasie 17 goli. Po występach w Wiśle grał jeszcze m.in. w Celticu Glasgow. Świetnie spisał się zwłaszcza w pierwszym sezonie, gdy na jego koncie znalazło się 16 goli. Dzięki temu ,,Magic” stał się jednym z ulubieńców kibiców tego klubu. W Szkocji trzykrotnie zdobył mistrzostwo kraju. Dołączył do tego Puchar Szkocji oraz Puchar Ligi. Mistrzostwo wywalczył też na Cyprze w barwach Omonii Nikozja. W międzyczasie bronił barw greckiej Larissy. Na zakończenie kariery wrócił do Wisły, sięgając po kolejne mistrzostwo. Był to jednak jego pożegnalny sezon na najwyższym poziomie. Później amatorsko grał dla Porońca Poronin w 3 lidze. Jego występy cieszyły się dużą popularnością wśród fanów.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
9
Popis Stasia Terleckiego:
12 września 1979 r. Polska pokonała Szwajcarie 1:2 w eliminacjach ME 1980. Przed meczem w Lozannie reprezentacja Ryszarda Kuleszy miała proste zadanie. Wygrać ze Szwajcarią i utrzymać dystans do liderującej Holandii. ,,Oranje”, którzy tydzień wcześniej wygrali na Islandii, wyprzedzali biało-czerwonych o cztery punkty. Rozegrali jednak dwa spotkania więcej. Helweci do meczu przystępowali podbudowani dwoma zwycięstwami nad outsiderem z Wyspy Gejzerów ale Polacy cel zrealizowali. Bohaterem meczu został zdobywca dwóch goli, genialny wówczas skrzydłowy Stanisław Terlecki.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
10
(Nie)pamiętne finały Blaugrany:
12 września 1962 r. FC Barcelona przegrała finałowy dwumecz w Pucharze Miast Targowych. Barça zremisowała na Camp Nou 1:1 z CF Valencią i tym samym nie odrobiła strat z pierwszego meczu rozegranego 4 dni wcześniej na Estadio Mestalla i przegranego aż 6:2 i to pomimo prowadzenia 1:2. Wszystkie 3 gole w finałowym dwumeczu strzelił wyśmienity Sandor Kocsis. Blaugrana dotarła do decydującej rozgrywki w niezłym stylu strzelając 20 goli w 8 meczach granych systemem pucharowym. Rywale z Valencii zanotowali tym samym pierwszy tryumf w europejskich pucharach.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
8
Rekordowy wynik w 1 lidze polskiej(dziś mija 98 lat):
Pierwszym Mistrzem Polski wyłonionym w rozgrywkach ligowych była Wisła Kraków. W dziewiczym sezonie Ekstraklasy w 1927 roku dokonała również nie lada wyczynu, odnosząc rekordowe zwycięstwo na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w naszym kraju. Już od pierwszej kolejki Biała Gwiazda plasowała się w czołówce tabeli, pozycję lidera zajęła w maju i straciła ją dosłownie na moment na rzecz FC Katowice. Nie chcę wchodzić w szczegóły tego sezonu, podkreślę tylko, że panował w nim ogromny bałagan organizacyjny. 11 września Wisła podejmowała Toruński KS. U gości tuż przed wyjazdem do Grodu Kraka pojawiły się problemy. Jesteśmy w czasach amatorskiego futbolu, piłkarze nie zarabiali przez grę w piłkę. W szeregach Torunian było kilku zawodowych żołnierzy, którzy na czas wyjazdu wzięli urlop. Ich pech polegał na tym, że równolegle do rozgrywek Ekstraklasy toczyły się piłkarskie mistrzostwa wojskowe. Żandarmeria wojskowa ani myślała o personalnych osłabieniach, wobec czego wysłała na dworzec w Toruniu swoich przedstawicieli, by pod groźbą aresztowania namówić piłkarzy z TKS-u do zrezygnowania z gry w meczu ekstraklasowym na rzecz starcia wojskowego. Wybór musiał być tylko jeden. Sześciu zawodników z podstawowej jedenastki zostało w mieście Mikołaja Kopernika. W pociąg do Krakowa wsiadła zatem mocno osłabiona drużyna. Półtora tysiąca kibiców zgromadzonych na trybunach było bardzo zdziwionych, że goście wybiegli na boisko w 10-osobowym składzie. Kilka dni przed meczem prasa zapowiadała, że Białą Gwiazdę czeka ciężka przeprawa, tymczasem, i nie ma co się dziwić, zdekompletowana i mocno osłabiona ekipa z Torunia stawiała jej realny opór jedynie na początku pierwszej i w pierwszych minutach drugiej połowy. Pędzący po mistrzowski tytuł Wiślacy wygrali aż 15:0(!) co do dzisiaj pozostaje najwyższym zwycięstwem w historii Ekstraklasy. Relacje prasowe nie były niestety tak dokładne jak dzisiaj, zatem nieznane są minuty, w których piłkarze wpisywali się na listę strzelców. Wątpliwości budzi nawet ich zestawienie, bo przez jakiś czas zastanawiano się, czy Henryk Reyman rzeczywiście strzelił sześć czy osiem goli. Oficjalnie z sześcioma trafieniami do 1939 roku pozostawał zdobywcą największej liczby goli w jednym meczu. Jego wyczyn solidnie poprawił Ernest Wilimowski, o czym już nie raz wspominałem na łamach fcbarca.com. Co ciekawe, pomimo 15-krotnej kapitulacji, na pochwałę ówczesnej prasy zasłużył bramkarz Toruńskiego KS, Franciszek Zdrojewski. W tygodniku “Stadjon” pisano: „W TKS grał świetnie bramkarz Zdrojewski, który uchronił drużynę przed jeszcze większą przegraną i wywołał swą nadzwyczajną grą szczery oklask publiczności”. Na wyróżnienie zapracował również w ,,Nowym Dzienniku”: „Druzgocące zwycięstwo czerwonych nad niekompletną jedenastką z Torunia, robiącą raczej wrażenie III-klasowej, niż ligowej, drużyny. Poza środkowym pomocnikiem Stogowskim i bramkarzem, grającym z wielkim szczęściem – zero”.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
0
@Gary Zgadza sie masz racje! Nie wiem dlaczego ale umkneło mi to! Dzięki śliczne za przypomnienie, w najbliższym czasie dopisze to :)
13
Wybitne legendy futbolu:
11 września 1945 r. urodził się Franz Beckenbauer, środkowy obrońca Mistrz Świata 1974(RFN); Mistrz Europy 1972(Belgia); 3 krotny Zdobywca Pucharu Mistrzów(1974,75,76); Zdobywca Złotej Piłki France Football-1976 Zdobywca Pucharu Zdobywców Pucharów w 1967 Zdobywca Pucharu Interkontynentalnego w 1967 4 krotny Mistrz RFN(1969,72,73,74) 4 krotny Zdobywca Pucharu RFN(1966,67,69,71)
Wszystko zaczęło się w 1958 roku. Wówczas grający jeszcze w TSV 1860 Monachium, 13-letni Franz został spoliczkowany przez jednego z piłkarzy monachijskiej drużyny. Postanowił zmienić klub. Wybrał FC Bayern, czego dziś z pewnością nie żałuje. Postać Beckenbauera od lat utożsamiana jest z drużyną Bawarczyków. Powodów jest wiele. W przeciągu 50 lat, które już spędził w klubie, wielokrotnie sięgał po rozmaite trofea. W 1965 roku przyczynił się do awansu swojej drużyny do Bundesligi, 4-krotnie cieszył się z Mistrzostwa Niemiec (1969, 1972-74) i triumfu w Pucharze Niemiec (1966, 1967, 1969, 1971). Jego największym, klubowym sukcesem było 3-krotne zwycięstwo w Pucharze Mistrzów (1974-76). Były to czasy "panowania" Monachijczyków na europejskich boiskach, co udowodnili również zdobyciem Pucharu Zdobywców Pucharów w 1967 roku oraz Pucharu Interkontynentalnego w 1976 roku. "Koronację Cesarza" stanowiło jednak zdobycie Mistrzostwa Świata z reprezentacją narodową w 1974 roku. Jego finezja, opanowanie piłki oraz pomysłowość zadziwiła cały "piłkarski świat".
W 1977 roku, po rozegraniu 396 meczów ligowych i strzeleniu 44 bramek dla Bayernu, postanowił opuścić swój dotychczasowy klub i przejść do nowojorskiego Cosmosu. Nie była to udana decyzja, po czym nastąpiła ponowna zmiana klubu, tym razem na niemiecki Hamburger SV. Wówczas "Cesarz" rozpoczął nowy etap swojego życia zawodowego. 4-krotny "Piłkarz Niemiec" (1966, 1968, 1974, 1976), został trenerem reprezentacji narodowej. Ta funkcja również zaowocowała wielkim sukcesem. Po raz drugi w swojej karierze sięgnął po Mistrzostwo Świata (1990), tym razem jako selekcjoner, po czym wrócił do Monachium. Od 28 grudnia 1993 do 30 czerwca 1994, jak również od 29 kwietnia 1996 do 30 czerwca tego roku trenował graczy FCB. Zdobył wówczas 2 tytuły: w 1994 roku Mistrzostwo Niemiec, a w 1996 roku Puchar UEFA. W 1994 roku został również prezydentem Bayernu. Po przekształceniu klubu w spółkę akcyjną w 2002 roku pełni także funkcję przewodniczącego zarządu. Beckenbauer jest również ważną osobą w Niemieckim Związku Piłki Nożnej. Tam, w 1998 roku wybrano go wice-prezydentem DFB. Był również szefem komitetu organizacyjnego, przygotowującego niemieckie stadiony do Mistrzostw Świata w 2006 roku. "Cesarz" bez wątpienia jest jednym z najbardziej zasłużonych ludzi dla niemieckiego futbolu i jeśli posiadałby "cesarski tron", z pewnością umieściłby go przy Säbener Straße.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Genialny Wilimowski i spółka oklaskiwani przez warszawską publiczność:
Pomimo słabej passy drużyny z Warszawy w rundzie rewanżowej mecz wzbudzał w stolicy spore zainteresowania. Występ Wodarza i Wilimowskiego rozpalał wyobraźnię kibiców, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć w akcji największe gwiazdy ligowe piłki. O Ruchu pisano w prasie jako o przyszłym mistrzu Polski a w jego szeregach wypatrywano kolejnych zawodników, którzy mogliby pójść w ślady swoich wielkich kolegów z formacji ataku. Prasa Warszawska pisała iż niemal przesądzony jest walkower dla Pogoni Lwów za udział w meczu nieuprawnionego zawodnika Ruchu Słoty, zatem ewentualne zwycięstwo Warszawianki niwelowałoby przewagę drużyny z Wielkich Hajduk nad Warszawianką do dwóch punktów i kwestia mistrzostwa byłaby nadal otwarta. Natomiast zwycięstwo Ruchu bardzo mocno przybliżałoby drużynę do Mistrzostwa Polski. „Niebiescy” jednakże zmagali się z problemami kadrowymi. Kontuzji ciągle nie wyleczył Dziwisz, niezdatny do gry był Czempisz a forma Nowakowskiego była bardzo słaba. Wciąż nie było decyzji w sprawie Słoty. Jednocześnie padały stwierdzenia że Słota będzie mógł wystąpić dopiero po 23 września, wówczas bowiem minie termin karencji. Działacze „Niebieskich” dmuchając na zimne nie brali pod uwagę wystawiania Słoty do składu meczowego, stąd problemy. W niedzielę 11 września 1938 r. o godzinie 16:00 „Niebiescy” na stadionie Wojska Polskiego rozpoczęli mecz z Warszawianką w następującym składzie: Tatuś, Giemsa, Ibrom, Fica, Skrzypiec, Mikunda, Kruk, Malcherek, Peterek, Wilimowski i Wodarz. Na stadion przybyło ponad 10 000 kibiców pragnących zobaczyć w akcji najlepszych polskich piłkarzy. Do Warszawy udała się także specjalnym pociągiem pokaźna liczba kibiców Ruchu ze Śląska. Mecz rozpoczął się od kilku ataków gospodarzy próbujących zaskoczyć „Niebieskich” sprawnym strzeleniem bramki. Hajduczanie szybko się otrząsnęli i z każdą minutą zaczęli coraz bardziej dominować na boisku. W 16 minucie Po składnej akcji napadu Ruchu gola strzelił Malcherek i Ruch prowadził 1:0. Chwilę później gola strzelił Wilimowski, jednak sfaulował przy tym obrońcę z Warszawy i sędzia bramki nie uznał. W 30 minucie po jednej z nielicznych akcji gospodarzy w zamieszaniu pod bramką Tatusia najlepiej zachował się napastnik gospodarzy Smoczek, który wepchnął piłkę za linię bramkową. 5 minut później po wspaniałej solowej akcji gola zdobył Wilimowski i do przerwy Ruch prowadził 2:1. W drugiej połowie w dalszym ciągu drużyną lepszą był Ruch: „... Wilimowski uwziął się bowiem, aby nie tylko wygrać (jak zapowiedział) ale i deklasować przeciwnika. Jak powiada żargon piłkarski ,, kiwał więc na sztuki" w rezultacie kiedy w 10 minucie po przerwie przedefilował wzdłuż całej defensywy Warszawskiej od prawego aż na lewe skrzydło, rzucił się nań rozsierdzony Joksz i potraktował soczystym kopnięciem że Wilimowski z miejsca się zwalił”- donosił Przegląd Sportowy. Brutalny faul zmartwił wszystkich. Wilimowskiego znoszą z boiska! Ciężka kontuzja! W loży reprezentacyjnej poruszenie. Natychmiast zeszedł do delikwenta prezes PZPN-u pułkownik Glabisz aby pocieszyć najlepszego naszego zawodnika. W pokoju zebrało się od razu kilku lekarzy na Konsylium. Wilimowski przez 5 minut nie otwierał ust. Do przytomności doprowadza go inżynier Przeworski mówiąc: - Ernest wstawaj, zrób kilka ruchów nogą. „Boli, bardzo mnie boli”- wykrztusił Wilimowski. Lekarz stwierdził silne potłuczenie kostne lewej nogi. Po nałożeniu opatrunku i stwierdzeniu że kontuzja nie jest w zasadzie groźna inżynier Przeworski polecił Wilimowskiemu wyjść na boisko. Ruch pod nieobecność Eziego dalej grał swoje i podwyższył prowadzenie po strzale Peterka z rzutu karnego. Po powrocie na boisko w 81 minucie Wilimowski, ładnie kombinując z Wodarzem ustalił wynik spotkania na 4:1 dla Ruchu. Piękna gra „Niebieskich” spowodowała że nawet warszawska publiczność nagradzała zagrania Hajduczan burzliwymi oklaskami. Natomiast kibice Ruchu wpadli w euforię, fetując doskonałą grę swoich ulubieńców. Po końcowym gwizdku zanieśli na ramionach Wilimowskiego do szatni wiwatując na jego cześć. Uradowany zawodnik zapomniawszy o odniesionej kontuzji w rozmowie z dziennikarzem Przeglądu Sportowego komentował: „A mówiłem, wpakujemy Warszawiance co najmniej cztery gole!”. Po tym meczu kibice, dziennikarze i wszyscy interesujący się futbolem ligowym zdali sobie sprawę że Ruch praktycznie jest już mistrzem Polski a jego przewaga tak punktowa, jak i w umiejętnościach poszczególnych zawodników jest zdecydowana.
@Adran360
@Bernard777
@FcPortoFan1999
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Symson
10
Ta wspaniała Copa America:
Meczem Chile z Brazylią(0:1) zainaugurowano 4-tą edycje Campeonato Sudamericano de Selecciones. Confederacion Sudamericana de Futbol postanowiła w 1920 roku przenieść arenę zmagań o zaszczytny puchar nad Pacyfik do Chile. Ze względu na stan ówczesnej komunikacji i związane z tym problemy techniczne było to przedsięwzięcie nader śmiałe. Nie brakowało sceptycznych opinii że zgoła niewykonalne. Ekipy Urugwaju, Argentyny i Brazylii musiały przebyć tysiące kilometrów, po drodze pokonując niezliczone przeszkody, forsując podniebne szczyty Andów, zmagając się z morskim żywiołem, znosząc niedogodności klimatu w dżunglach i na skalistych pustkowiach. Pociągi były wtedy wolne, autobusy prymitywne, statki niezbyt komfortowe. W końcu jednak we wrześniu 1920 roku śmiałkowie dotarli szczęśliwie do portowego miasta a zarazem zwanego kurortu Viña del Mar. Tam bowiem na stadionie „Sporting Club de Valparaiso” odbywał się turniej, przez gospodarzy traktowany jako życiowa szansa udowodnienia, iż także po tej stronie Andów może sprawnie przebiegać impreza na taką skalę. Dla Chile była to sprawa narodowego prestiżu. Przybyszów przyjęto wręcz entuzjastycznie. Stadion wypełniała blisko 20 000 publiczność, dająca przykład obiektywizmu i kultury, wyzbyta ciasnego szowinizmu ale reagująca z jednakim entuzjazmem na każdą udaną akcję, bez względu na to, czy powiodła się ona "naszym" bądź "tamtym". Jednak nie ukrywajmy, Valparaiso miało swoich własnych bohaterów. Urodzony 12 października 1896 roku właśnie tu w Viña del Mar Manuel Guerrero bronił jak w transie a w meczu z Argentyną dokonywał cudów ofiarności. Był już weteranem Copa America począwszy od pierwszej edycji w 1916 r. Rok później w Montevideo zostawił po sobie wspomnienie tak silne że jeszcze długo potem wśród lokalnych koneserów krążyło potoczne powiedzonko: „bronił jak Guerrero". Jego sławę „Maestro" dopiero po wielu latach przyćmił Livingstone. Filarem chilijskiej obrony był rok od Guerrero starszy Ulisses Poirier. Urodzony w Quillota, na życie zarabiał jako pracownik popularnego kasyna w Viñel del Mar, w wolnych chwilach kopiąc piłkę tak długo i skutecznie że „dokopał się" udziału w pierwszych mistrzostwach świata w 1930 roku. Zresztą cały zespół poczynił ogromne postępy, miarą których był sensacyjny remis 1:1 z renomowaną Argentyną i minimalne porażki z pozostałymi Gigantami: Urugwajem 1:2 oraz Brazylią 0:1. Lecz po raz pierwszy reprezentacja miała trenera z prawdziwego zdarzenia, wytrawnego fachowca sprowadzonego specjalnie z Urugwaju, Juana Carlosa Bertone. Zagonił on swych podopiecznych do ciężkiej pracy, organizując (nowość absolutna!) coś w rodzaju zgrupowania w Talcahuano, w prowincji Concepcion. Drużyna imponowała później zgraniem i kondycją, podciągnąwszy też znacznie poziom wyszkolenia technicznego.
Brazylia bez Friedenreicha, Neco i większości gwiazd sprzed roku(pozostał tylko Fortes) nie miała szans na obronę tytułu. Urugwaj zmiażdżył ją 6:0. Argentyna wypadła bardzo dobrze, w remisowym meczu z „Celestes” mając nawet przewagę. Jednak inny remis, we wspomnianym spotkaniu z Chile pozbawił ją mistrzostwa, które było w zasięgu wzroku. Wewnętrzne spory i rywalizacje sprawiły że narodowy team tworzyli niemal wyłącznie zawodnicy Boca Juniors, wsparcie posiłkami z klubów Rosario. Zabrakło niestety doskonałych ,, akademików" z Racingu i ,, czerwonych Diabłów" z Independiente. Świetnie wypadł bramkarz Americo Tesoriere, o którym jeszcze będzie głośno, podobnie jak o skrzydłowym z Rosario, który nazywał się Julio Libonatti. Za kilka lat będzie on pierwszym w dziejach futbolu tak zwanym „oriundi”. Po dawnemu też szarpał po skrzydle Calomino. Jednak Urugwaj miał w sumie więcej atutów i on właśnie okazał się lepszy o ten jeden punkt urwany przez Chilijczyków Argentynie. Asy atutowe- Piendibene i Romano posiadały więcej swobody, bowiem swojej szansy szukali dobrze strzelecko usposobiony napastnik Peñarol Jose Perez i jego kolega klubowy z lewego skrzydła (Romano tym razem był łącznikiem), niezwykle szybki Antonio Campolo. W tych okolicznościach nawet absencja znakomitego Scarone nie okazała się tak dotkliwa. Celestes grali rozważnie i pewnie, górując w przebiegu turnieju nad wszystkimi zwłaszcza potęgę swojego błyskotliwego, bramkostrzelnego ataku. Najlepszym tego dowodem trofeum „goleadora”, które przypadło wespół Romano i Perezowi (po trzy gole). Nad Pacyfikiem triumfował Urugwaj, już po raz trzeci.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
11
Debiuty żywych legend:
1 września 2007 r. Pedro Rodriguez Ledesma debiutuje w barwach Blaugrana. Debiut przypadł na przegrany finał Pucharu Katalonii z Gimnastic Tarragona 1:2. Pedro pojawił się na boisku w 77 minucie. Co prawda zadebiutować Pedro dał Frank Rijkaard, to jednak więcej szans w tamtym sezonie wychowanek Barçy już nie otrzymał. Jego gwiazda rozbłysła pełnym blaskiem w kolejnym sezonie pod opieką Josepa Guardioli.
@Adran360
@AssisMoreira
@Gary
@Bernard777
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@RoberDzik W moim przypadku to proste jak drut: SSC Napoli a zwłaszcza Boca Juniors!
10
Feliz cumpleaños panie Ericu!
Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w sezonie 2007/08 po wymianie za holenderskiego piłkarza Giovanniego van Bronckhorsta. To była jego pierwsza drużyna spoza Francji. Urodzony w Lyonie (11.09.1979) w sercu rodziny imigrantów, Abidal rozpoczął swoją piłkarską karierę w Lyon-la-Duchère we francuskim CFA 2 Division, gdzie grał jako lewy pomocnik. Latem 2000 roku podpisał profesjonalny kontrakt z Monaco, gdzie zadebiutował w Ligue 1, 16 września 2000 r. przeciwko Toulouse. W swoim pierwszym sezonie występował na przemian w drużynie rezerw i pierwszym zespole, w którym wystąpił w 8 meczach ligowych i raz w Lidze Mistrzów. W sezonie 2001/02, Abidal dołożył kolejnych 14 występów w Monaco, albo jako obrońca, albo jako pomocnik, który wspierał tyły. Pod koniec sezonu Abidal został zapytany o to czy nie chce podnieść sobie poprzeczki trochę wyżej. Przeniósł się do Lille, gdzie trenerem był człowiek, który dał mu debiut w Ligue 1 w Monaco, Claude Puel. Spędził tam 2 sezony i zdobył sławę jako jeden z najlepszych obrońców w kraju. W lecie 2004 roku wrócił do rodzinnego miasta, gdzie spędził następne trzy sezony w Olympique Lyon. Zdobył miejsce w wyjściowym składzie od samego początku i zadebiutował w reprezentacji Francji 18 sierpnia 2004 przeciwko Bośni. Abidal pomógł Olimpique Lyon wygrać trzy tytuły ligowe i trzy Superpuchary, stanowił część zespołu, który zachwycał całą Europę ich wielkim futbolem. W Mistrzostwach Świata 2006 w Niemczech, rozegrał sześć spotkań z siedmiu Francji i zdobył wicemistrzostwo, po którym miał wspaniały sezon z Lyonem trzeci rok z rzędu, zaliczył 31 spotkań w Ligue 1. Również zagrał, w wyjściowym składzie, w siedmiu meczach Ligi Mistrzów oraz 10 razy dla Francji (sezon 2006-07). Éric Abidal dołączył do FC Barcelony w lecie 2007 roku. Francuz zagrał 30 meczów w Lidze, 10 w Lidze Mistrzów i 6 w Pucharze, dzielił się obowiązkami lewego obrońcy z Sylvinho, choć nie więcej niż jeden raz Frank Rijkaard wykorzystał go jako środkowego defensora. Pod koniec sezonu zagrał z Francją w Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii. W sezonie 2008/09 zdobył wszystko z Barceloną, ale to był także rok nieszczęścia dla Abidala. Pierwszą kontuzję odniósł w spotkaniu z Espanyolem i pauzował przez osiem tygodni. Po powrocie zagrał w obu półfinałach, Ligi Mistrzów i Pucharu Hiszpanii, po których został zawieszony (za kartki) na finały – w Rzymie i Walencji. Zagrał 31 meczów we wszystkich trzech rozgrywkach. W sezonie 2009-10 dotarł do szczytu formy, zaliczył kilka asyst, ale po raz kolejny był nękany przez kontuzje. Zagrał 17 meczów w Lidze i 8 w Lidze Mistrzów. Sezon 2010/11 był najtrudniejszy ze wszystkich dla Érica Abidala. W marcu stwierdzono, że zawodnika ma guza wątroby. Okazał jednak niesamowitego ducha walki, wrócił zaledwie sześć tygodni później, w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Madrytem w półfinale Ligi Mistrzów. Abidal rozpoczął mecz na Wembley w wyjściowym składzie a kapitan Carles Puyol oddał mu trofeum do podniesienia, po pokonaniu Manchesteru United 3-1. Ten mecz w Londynie był jego 150. dla klubu. W dniu 18 stycznia 2012 roku, dwa dni po odnowieniu kontraktu z FC Barceloną, zdobył swoją drugą bramkę dla klubu. Miało to miejsce w 1/16 finału Copa del Rey przeciwko Realowi Madryt. Niestety sezon 2011/12 Éric Abidal nie zapamięta dobrze… W czwartek, 15 marca, rok po ogłoszeniu, że ma guza wątroby, klub ujawnił, że zawodnik musi przejść przeszczep. Został zwolniony ze szpitala w dniu 21 maja 2012 roku, ale wciąż musi przechodzić regularne kontrolne badania lekarskie. Po otrzymaniu pozwolenia na grę Éric Abidal musiał czekać bardzo długo na wejście na boisko. Stało się to ostatecznie 6 kwietnia 2013 roku, Barça grała wtedy z Mallorcą, z którą wygrała ostatecznie 5-0. W tym sezonie Abi rozegrał swoje cztery jedyne i ostatnie spotkania dla FC Barcelony, dwa razy był w wyjściowym składzie i rozegrał jeden pełny mecz. 30 maja 2013 r. odbyła się konferencja prasowa, na której w obecności prezydenta Sandro Rosella i dyrektora sportowego Andoniego Zubizarrety, Éric Abidal ze łzami w oczach ogłosił odejście z FC Barcelony. Klub postanowił nie przedłużać z nim kontraktu a zapytany wprost o powody Zubizarreta na wspomnianej konferencji nie odpowiedział jasno ani zrozumiale. W późniejszych wywiadach Abidal wspominał, że tak naprawdę nie dowiedział się nigdy dlaczego nie przedłużono z nim kontraktu. Abidal grał w reprezentacji Francji, która dotarła do finału Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku a także pojawił się na Mistrzostwach Europy 2008 w Austrii i Szwajcarii oraz na Mistrzostwach Świata w 2010 roku w Republice Południowej Afryki.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
9
Rekordy FC Barcelony:
11 września 1949 r. FC Barcelona zanotowała rekordowe zwycięstwo w Primera Division. Miało to miejsce na Camp de Les Corts w drugiej kolejce rozgrywek, gdzie Blaugrana rozgromiła Gimnastic Tarragona 10:1(!), z czego aż 5(!) goli w tym meczu(co też jest nie małym wyczynem) strzelił zapomniany dzisiaj napastnik Alfonso Navarro. Poza tym hattrickiem popisał się genialny snajper Cesar Rodriguez. Pozostałe gole dołożyli Canal oraz Argentyńczyk Marcos Aurelio.
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360
10
Duma Katalonii bez swojej przeszłości umiera i nie buduje swojej przyszłości:
11 września 1881 r. urodził się Anglik James Francis Bellamy, pierwszy trener FC Barcelony, który zdobył dla niej mistrzostwo Hiszpanii. Sezon 1927/28 Duma Katalonii zakończyła tournée po Ameryce i kolejne rozgrywki zakończyła wyraźnie zmęczona. Przegrała w półfinale Pucharu Hiszpanii a w mistrzostwach Katalonii zajęła dopiero 3 miejsce. Zarząd zwolnił trenera Rome Fornsa i zatrudnił Bellamy’ego. Barça mimo straty aż 5 punktów do Realu Madryt w połowie sezonu zdobyła mistrzostwo w ostatniej kolejce wygrywając zaległy mecz z Arenas de Getxo 0:2. Zawodnicy dostawali wówczas 50 peset za zwycięstwo u siebie, 100 peset za zwycięstwo na wyjeździe i jednorazową specjalną premie w wysokości 2000 tysięcy peset za mistrzostwo Hiszpanii.
Nie tylko dla prawdziwych cules:
We wrześniu 1923 r. zaledwie 2 lata przed zamachem stanu przeprowadzonym przez generała Miguela Primo de Riverę, barceloński orszak, z ówczesnym prezydentem klubu Enrikiem Cardoną na czele, ucierpiał z rąk policji, kiedy zmierzał na plac „Fossar de les Moreres”(tam znajduje się cmentarz), by złożyć kwiaty. Szef klubu wraz z wieloma socios został ranny. Dziesięć lat później doszło do niespotykanego zdarzenia, kiedy uroczyste obchody oddania hołdu ofiarom wojny o sukcesje z 1714 r., odbywające się 11 września zostały znacznie przedłużone. Po przemowach władz klubu spontanicznie uformował się orszak, który skierował się do cmentarza „Moreras”. Kibice i dyrektorzy przeszli przez La Ramble, niosąc przed sobą ogromną „Senyerę” a po dotarciu na miejsce wygłoszono żarliwe, patriotyczne przemówienia przed widownią złożoną z kibiców i przechodniów. Obecnie 11 września na „Fossar de les Moreres” odbywają się uroczystości z okazji Narodowego Święta Katalonii. Klub uczestniczy w święcie, wysyłając reprezentacje swoich dyrektorów i piłkarzy, którzy składają kwiaty przed pomnikiem Rafela Casanovy, znajdującym się przy skrzyżowaniu ulicy Ali Bei z Ronda de Sant Pere. Kapitanowie drużyny piłkarskiej i innych sekcji sportowych składają przed pomnikiem wykonana z kwiatów replikę klubowego herbu.
@Adran360
@AssisMoreira
@Bernard777
@Gary
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
0
@Lionel_Messi10 No zgoda, ale 2 półki? Ciekawe co powiesz jak Hiszpania wygra Finalissime? Pewnie powiesz wtedy że jedna półka? :)
Bez przesady, jeśli nawet de la Fuente jest gorszy, to naprawde nieznacznie...
1
@Eklerek No ale jakiego Jacka masz na myśli bo nie rozumiem? Gmocha???
9
Futbol totalny w ,,Kotle Czarownic”:
10 września 1975 roku niesiona dopingiem 85 tysięcy kibiców Polska rozbiła kosmiczną Holandię 4:1. Kazimierz Deyna zepchnął w cień giganta światowego futbolu Johana Cruyffa.
,,Było wielu niedowiarków, którzy nie dawali nam szans” – tak selekcjoner Kazimierz Górski podsumował jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski w historii. 14 miesięcy wcześniej Polacy i Holendrzy zachwycali świat podczas mundialu w Niemczech. Mecz o złoto dwóch najbardziej widowiskowo i nowocześnie grających drużyn mógłby być ozdobą turnieju. Do polsko-holenderskiego finału jednak nie doszło, bo wcześniej zespół Górskiego przegrał 0:1 z reprezentacją gospodarzy. Na Stadionie Śląskim, w meczu o punkty w eliminacjach mistrzostw Europy 1976, Polacy wyszli w składzie niewiele odbiegającym od tego, który sięgnął po srebrny medal niemieckiego mundialu. Zmiany dotknęły wyłącznie defensywy – dochodzącego do siebie po wypadku samochodowym Adama Musiała zastąpił Henryk Wawrowski, a zamiast zawieszonego za incydent alkoholowy Jerzego Gorgonia na środku obrony zagrał Mirosław Bulzacki. Nieco bardziej odmieniony zespół do Chorzowa przywieźli Holendrzy. Trener Georg Knobel do dyspozycji miał siedmiu piłkarzy z finałowego meczu MŚ 1974, w tym Johana Cruyffa, Ruuda Krola, Wima van Hanegema czy Johana Neeskensa. ,,Ich skład robił wrażenie. Co nazwisko, to gwiazda ale my wtedy też znaliśmy już swoją wartość i nie baliśmy się nikogo na świecie” – wspominał Jan Tomaszewski. Kibiców elektryzowała przede wszystkim obecność Cruyffa, bezsprzecznie najlepszego piłkarza świata pierwszej połowy lat 70., trzykrotnego zdobywcy Złotej Piłki. Gwiazdor Barcelony był kapitanem reprezentacji Holandii i to w dużej mierze od niego zależał skład, w jakim Pomarańczowi wybiegali na boisko. Szczególnie za panowania Knobela, którego holenderskie media lubiły nazywać "Yes, mister Cruyff". Ale w Chorzowie "Boski Johan" sobie nie pograł. Nie oddał ani jednego strzału, zaliczył tylko asystę przy bramce Rene van de Kerkhofa. ,,Nie pamiętam aby ktoś kiedyś grał przeciwko mnie tak, jak dziś Polacy. To było wręcz niewiarygodne. Nie mogłem się połapać do końca. Jakby wyczuwali, co zamierzam zrobić w każdym momencie” – cytował Cruyffa katowicki "Sport". Jego przeciętny mecz był w dużej mierze zasługą Bulzackiego, który dwa lata wcześniej krył Holendra podczas meczu towarzyskiego w Rotterdamie. ,,Wtedy wyszło to nieźle, dlatego znów dostałem takie zlecenie od trenera Górskiego. Trener wierzył, że sobie poradzę, a mówimy przecież o najlepszym piłkarzu świata. Także wewnętrznie czułem, że spełniłem swoje zadanie” – wspominał Bulzacki. W polskiej drużynie bohaterów było więcej. Grzegorz Lato, który już w 15. minucie otworzył wynik. Robert Gadocha, który tuż przed przerwą podwyższył na 2:0. Andrzej Szarmach, zdobywca dwóch kolejnych bramek, no i Deyna. ,,Przed meczem ludzie zastanawiali się kto jest lepszy, Cruyff czy Deyna. Dla mnie w tym meczu Deyna był najlepszy na boisku. To on kierował grą drużyny. A trzeba wiedzieć, że dla niego Stadion Śląski nie był dobry miejscem, bo grał przecież w nielubianej na Śląsku Legii Warszawa” – mówił Tomaszewski.
@Symson
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Bernard777
@Adran360
0
@JacekM Doskonale o tym wiem(!) przecież niedawno o tym pisałem. Spójrz: https://www.fcbarca.com/la-rambla/dyskusja-16029641#comment-16029641
0
@Lionel_Messi10 Choćby to, że wygrał Euro nie można go klasyfikować dwie półki niżej. Poza tym miarą jakości trenera nie może być wyłącznie wygrany mundial. Przykładów jest wiele, choćby Cruijff, Ferguson czy wreszcie Guardiola. Owszem oni nie prowadzili reprezentacji ale gdyby się zdecydowali i nie wygrali mundialu to też byś powiedział że są o dwie półki niżej bo właśnie nie wygrali mistrzostwa świata?
A właśnie! Bilardo też wygrał mundial i co jest wybitnym trenerem? lepszym od Guardioli czy Fergusona?